Przecież to oczywiste, że każda marka, która raz odniosła sukces, będzie dojona do ukupkanej śmierci... A potem przyjdzie remaster, reboot i inne redojonka
Sam napisałem "podejście typu", a nie, że daję dokładny cytat - streściłem ducha (jaki wynika choćby z powyższego cytatu), a nie cytowałem... Ale czytać, to trzeba umić...
Tak w ogóle, dodawanie "moim zdaniem" itp. często bywa zwykłą tarczą; mającą maskować nieśmiałość (to pół biedy), albo agresywność, jak w tym przypadku - to gorzej. - Moim zdaniem, niektórzy komentujący tutaj w ogóle nie potrafią czytać. Może się wydawać, że za często używają internetu do rozrywki, zamiast nauki. Mam wrażenie, że zaraz skończę pisać ten komentarz...
Natomiast na szczęście, ambitne studia wciąż istnieją - acz generalnie na uboczu. Pewnie będą istnieć, dokąd korpo i rządy nie postanowią w ogóle zlikwidować indyków - pod pozorem podnoszenia standardów, walki z dezinformacją itp. Jak się choćby zobaczy, jak teraz ryją pod Linuxem (próba wprowadzania różnych licencji), to widać, dokąd to zmierza...
Niemniej, jak wspomniałem - póki co, wciąż jest w co grać. Gorzej jest z książkami, a z filmami - beznadziejnie.
Pzdr.
Czyli trochę jak zwykle - masa elementów, a tymczasem podstawa, czyli AI, leży... To jak książka, która stawia na długość i liczbę bohaterów...
Trele morele, nadciąga kolejna przełomowa gra. Jak Europa Uniwersalis 5 (wiem, że to inni twórcy) Jak zwykle najważniejsze będzie to, co prawie wszyscy olewają, czyli jakość AI. Pożyjemy, zobaczymy - jest w co grać (głównie starocie z modami) i nie ma co się nakręcać...
Choć lubię strategie, i pogrywam też w gry Paradoxu, to są oni świetną ilustracją choroby "ficzerozy". Wyliczają - albo i wprowadzają - multum funkcji, bo to rodzi u klienta ślinotok... Niestety, wnet okazuje się, że funkcje się ze sobą gryzą, a mnogość równa się płytkość... Takie gry są jak krzesło z millionem funkcji, które ciągle skrzypi, psuje się, każdym ruchem włącza się zbędne funkcje i blokuje pożądane, a w dodatku zadziory włażą w tyłek... Lepszy porządnie wykonany indyk, znaczy się stołek. który ma ograniczone cele, ale jest zrobiony spójnie i starannie.
PS Zupełnie nie kupuję współczucia dla miliarderów w ogóle - a dla typków z Blizzarda, zawsze posłusznych postulatom Pekinu, w szczególności. Współczuć to można chorym dzieciom...
Dziękuję za ostrzeżenie, zwłaszcza za listę aspektów, z których zrezygnowano. Nie rozumiem tylko, jak coś takiego można jeszcze nazywać surwiwalem...
Jak zwykle; dla luzackiej strzelanki ze "skórką" czołgów: WOT. Jak chcemy czegoś, co choćby w uproszczeniu odddaje realia (mimo błędów): War Thunder.
Hm, chyba nie tak trudno sobie z tym poradzić. Władować AI do wszystkiego, z sensem czy nie - i dopiero potem poskarżyć się szefowi, że brakuje ludków. - Może się okazać, że do sprawdzania i poprawiania AI potrzeba będzie nawet większej liczby tych ludków, niżby wykonało daną pracę bez AI... No, ale skoro akurat na AI są fundusze... Chyba nie tylko Polacy potrafią w kreatywną księgowość.
Przecież wiadomo, że streaming jest po to, żeby użytkowników uzależnić, kontrolować i wyciskać z nich kasę... Naiwni myśleli, że to dla wygody klienta...
Im bardziej staramy się chronić wrażliwość "biednych, uciskanych mniejszości", tym mniejsza jest wolność dla wszystkich, którzy nie mają szczęścia do nich należeć... Aż do poziomu częstych gwałtów oraz podrzynania gardeł w krajach co bardziej "ubogaconych" kulturowo...
Ogólnie korpo to rak - to taki prywatny komunizm; wykorzystują swoją wielkość żeby zmniejszyć szacunek, zwiększyć obciążenia, i wymuszać na rządach utrudnienia dla konkurencji.
Zaś dla gier dość słabo się sprawdza stałe zatrudnienie; tym bardziej w wielkiej machinie skupionej tylko na wewnętrznych gierkach i żyłowaniu klienta. Gry były i są najciekawsze, kiedy są tworzone przez ludzi z pasją - pomimo, a nie dzięki "pewności zatrudnienia". W tym sensie są podobne do sportu, gdzie żaden trener ani zawodnik nie ma gwarancji stabilnej pracy przez całą karierę...
To strategie dla mas, kiedy ludzie chcą się cieszyć, że zawsze łatwo wygrywają... Dlatego AI jest głupie, a jedyna trudność z wypowiadania co chwila wojny przez lordów AI... którzy jednak dla równowagi dowodzą bez sensu.
A konkurencja zawsze się przydaje - nie są moim głównym sklepem, ale nie chciałbym, żeby upadli.
Natomiast na pewno nie jest to gra dla ludzi szukających totalnych nowości - to raczej taki cover i rearanżacja znanych przebojów. Plus symulator łapania muszek!
Natomiast tu wyszedł mega ambitny gulasz szalonego geniusza. - Mięso bezkonkurencyjne, za to ziemniaki spalone. Coś takiego wolałbym zwać nie "średniakiem", tylko... bo ja wiem? Może: "ambitna niedoróbka", albo: "dzieło szalonego artysty"
Poza tym, nie zgadzam się z oklepanym frazesem, że grę trzeba zagrać do końca fabuły, żeby oceniać - przynajmniej nie każdą. Tu np. już widać, że fabuła jest trochę w tle.
Niektóre gry skupiają się przede wszystkim na eksploracji - wtedy oceniać należałoby raczej po odkryciu wszystkich znajdziek...
Przede wszystkim - niemal wszystkie współczesne gry wychodzą nierobione, więc żeby naprawdę grę poznać, z recenzją należałoby odczekać co najmniej pół roku od wydania... Myślę jednak, że mało kto by chciał takiej rzetelności. (Ja co prawda owszem, ale jestem niszowy)
Poza tym, naprawdę niekoniecznie wszyscy muszą chcieć po pracy używać obcego w końcu języka na wysokim poziomie... To trochę jakby wydawca wydał grę, przy której w wersji polskiej trzeba ciągle biegać dookoła fotela, a Ty byś napisał "współczuję ludziom, którym nie chcę trochę się poruszać".
Obrzydliwe jest, że twórcy programów (z Windows na czele) wymuszają dodatkowe zakupy dla swojej wygody - w tym przypadku, zakupy sprzętu... A jeśli np. użytkownicy mają dość, przestają kupować i szukają alternatyw, to ich się oskarża, że "typy aspołeczne" itp. - Na takiej samej zasadzie, teraz IT wpycha totalną kontrolę, bo "trzeba chronić dzieci". - Można robić dowolne świństwa i nawet zbrodnie, jeśli się tylko doklei szlachetne usprawiedliwienie, niczym komuniści "broniący wyzyskiwanych".
Zapewne teraz ktoś mi odpowie, że jeśli nie podoba mi się zamordyzm, to jestem przegrywem i terrorystą. Aha, i ktoś doda, że choć popiera pełną tolerancję seksualną, to ja pewnie jestem częścią od roweru. - Tak działa ta "liberalna" logika.
Ciekawe, dlaczego nie nazwą filmu "Allah Akbar", albo "Jahve's Attack"...
Problemem okazała się chyba nie tyle "dostępność wzorców", co ich brak, słaba dostępność...
Co do samego Steam - jasne, że nie jest bez winy... Ale po pierwsze, wina jest przede wszystkim wydawców i klientów, a nie sklepu - a po drugie, jakże zabawnie by było, gdyby Gaben powiedział: "dobrze, poddaję się", wypłacił odszkodowania i zamknął biznes...
A przy okazji - ciekawe, kto miałby zgarnąć te odszkodowania... Może miasto Nowy Jork? Mamdaniemu kaski zabrakło?
Co do Forda - myślę, że grubo przesadziłeś. Sabotował wysiłek wojenny Aliantów, albo wspierał Adolfa?? Natomiast jeśli byś w czasie wojny wiedział o czymś takim, to owszem - świadomy obywatel nie kupuje tylko dlatego, że coś jest tańsze czy wygodne. Pieniędzmi realnie się wspiera, więc nie należy wspierać zła.
Mam nadzieję, że będzie można włączyć grę automatyczną... Włączam, wychodzę... a jak wrócę, oglądam animację końcową, i wszystkie acziki wpadają.
Ja robię już mocne przygotowania do przejścia na Linuksa - system pod każdym względem lepszy. Niestety, twórcy paru gier aktywnie blokują dostęp do niego, ale jestem w stanie wybrać zamienniki (np. Grey Zone zamiast Escape from Tarkov), a zresztą większa liczba graczy linuksowych wywrze presję na autorów gier...
Zaś to, że fabuła Wieśka jest "słaba, bo rozmyta" - to kwestia gustu. Osobiście bardziej cenię swobodę i realizm, jakie niesie takie "rozmycie". - To chyba dwa totalnie różne podejścia w ramach technicznie tego samego gatunku... Niby zarówno Asasyny, jak Kingdom Come to RPG-i... A przecież oczekiwania, sposób gry i źródła satysfakcji kompletnie inne. Tak samo można powiedzieć, że sportami są zarówno szachy, jak walka w kisielu...
Zaś AI ma jasno określone limity; jest kompilatorem treści wytworzonych przez człowieka. A że ludzie zwykle nie znają przeszło 99,99% dorobku ludzkości, to łatwo ich zachwycić "nowością" z powtórzeń... Ale do czasu, bo nie tylko treści, ale i wzorce się powtarzają...
Zresztą do spowolnienia realnego postępu nie potrzeba nawet AI; wrogiem jest nadmierna optymalizacja. - Opracowuje się "idealny" model twórczości, i potem większość np. odcinków seriali można przekleić z jednego serialu do drugiego bez straty "jakości" i (bez)sensu.
Dodatkowy problem jest taki, że postęp AI kasuje mózgi. - Ludzie już teraz zwalają na AI coraz więcej pracy; badania naukowe potwierdzają, że w zespołach wykorzystujących AI kreatywność spada niemal do zera... Ludzie nie rozumieją - nie chce im się rozumieć - że wyszukanie i wklejenie odpowiedzi nie oznacza wiedzy; choćby dlatego, że najpierw trzeba dużo wiedzieć, żeby rozumieć odpowiedzi, nawet podane "na tacy".
Ale skoro parę lat temu nie spodziewałeś się, co umożliwi AI, to na pewno miesiąc nie minie, jak będziemy się teleportować na inne planety...
Natomiast owszem - dla ludzi, dla których np. dobre fantasy to po prostu dużo efektownych smoków i elfów, AI będzie tworzyć mnóstwo "przebojowych" gier. Wybór będzie taki sam, jak między słodkimi napojami w sklepie; jeden szczegół i logo, a podstawa do urzygu ta sama.
Nie cierpię Ubi, ale tu akurat mamy g-burzę bez sensu. Jak ktoś ma firmę, to ma prawo tak w niej się rządzić, jak chce. - Inaczej, to jakby ktoś z innej firmy czy szkoły przychodził i mówił Wam: dlaczego nie zrobicie wszystkiego inaczej, wy jołopy?
No, ale ludzie nie myślą. - Ponieważ nie lubią Ubi (słusznie), to nawet jak przeczytają, że szef firmy np. nosi spodnie, to będą się oburzać - co więcej świadczy o nich, niż o tych, których krytykują...
Od siebie dodam, że ogólnie staram się kupować w mniejszych sklepach - poza GOG-iem to też np. Matrix od strategii. - Nie chcę budowy monopolu, ani tego, żeby wszystkie moje gry były w jednym miejscu...
Co może pójść nie tak z monopolem? Miejmy nadzieję, że wystarczająca liczba ludzi będzie to rozumieć...
A co do wygody... To dość względne; zakupy w innym sklepie internetowym to przecież nie katorga... Jakbym żywność kupował wyłącznie w hipermarkecie, a w internecie wyłącznie na Allegro, to mocno bym sobie ograniczył wybór, i często podbił ceny...
Czyli robią z tego coraz bardziej masowy produkt dla niedzielnych graczy... :-(
Gry-usługi z definicji muszą być płatne. Inna rzecz, że korporacje dymają klientów udając, że opłaty będą małe... a ci z kolei stękają, szukają wszędzie obejść, ale płacą. - Obie strony są chciwe, ale korpo sprytniejsze... do czasu, bo już wiele firm "AAAA" grzęźnie...
Po prostu - kiedy gry stały się rozrywką masową, weszła do nich wielka kasa i chciwość. Poza nielicznymi wyjątkami, dobre gry to będą głównie gry niszowe, indyki itp.
Wow, całkiem ciekawe, i zdaje się rozwijać w dobrą stronę! Animacje może ciut sztywne, ale to standard w gatunku... Dzięki za inspirację!
Erm... Czyli te wymagania to była tylko umowa z producentem sprzętu, a tak naprawdę grę można odpalić na ziemniaku? To fajnie, że się przyznali...
Ja mam mieszane uczucia. Cała seria remasterów rebootów remake'ów? I stos DLC do urzygu? To już wolę pogodzić się z grafiką retro...
Wiem, że ostatnio rada poprawności językowej tę regułę "odwołała" - ale nie uznaję jej władzy, bo to ciało polityczne, zubażające i arbitralne.
Wszyscy trochę przesadzają. - AI jest nadużywane i kradnie, ale ponieważ więcej ludzi używa treści niż je generuje, to ludzie generalnie mają skargi twórców gdzieś... Choć zarazem będą narzekać na coraz bardziej wtórne treści, i dziwić się, że brakuje prawdziwych twórców... Pogrom kreatywności zaczęły korpo-schematy, zaś AI go kończy.
Z drugiej strony, ludzie zapominają o priorytetach - sklep ma być przyjazny dla klienta i oferować bogatą ofertę, poza tym przestrzegać ogólnych standardów - skupianie się na tym, czy jest tam jakaś wyjątkowa agenda ideolo, to raczej przesada w duchu Sweet Baby... Możnaby tego oczekiwać ewentualnie np. od Caritasu, ale nie od sklepu.
Natomiast postęp jest generalnie źle używany od dłuższego czasu - źle, to znaczy bez umiaru. Podobnie, jak słabo skompresowane pliki i odtwórcza muzyka prawie wyparły kreatywność i maestrię, a napływ gotówki paradoksalnie wpędził branżę gier w kryzys, tak i sztuczna inteligencja przestaje być wsparciem czy ciekawostką, a staje się obsesją... Możemy coraz więcej, ale korzystamy z tego głupiej, i suma pożytku - choć trudno ją zmierzyć - jakby nie rośnie.
Gdyby Toyoty się sypały na każdym kroku, to jak najbardziej naturalne by było, że ich użytkownicy zaczęliby dyskutować o zamiennikach...
Sam używam Windowsów prawdopodobnie dłużej, niż Ty żyjesz - i serio myślę o przesiadce na Linuxa, bo mam dość Okienkowego syfu i kontroli... Rzeczowe posty o Linuxie bardzo pomagają. A to raczej Ty sprawiasz wrażenie osoby, która ma bzika na punkcie zwalczania jednego tematu. - To nie jest jak pisanie o kwiatkach w forum o motoryzacji...
„>>Przełomowy<< rekord zwiastuna wyczekiwanego sequela. Kultowy hit wraca w wielkim stylu, wzbudzając spore zainteresowanie przed premierą." Najbardziej szokująco wstrząsająca rewelacja gruchnęła z mocą bomby atomowej, totalnie wywracając porządek zdumionego świata, który osłupiał w obezwładniającym zachwycie! Ja cię kręcę, niezły towar macie w tej redakcji...
Myślę, że to ostrzeżenie głównie dla "niedzielnych graczy" - którzy chcą sobie na szybko efektownie popykać. Mam nadzieję, że MicroProse nie spróbuje przesuwać się w ich stronę, bo to jakby robić z Escape from Tarkov wesołego shootera typu Overwatch...
Z jednej strony dobrze, że GOL porusza temat. Z drugiej strony - rozpaczliwie dzieli włos na czworo, chyba żeby uniknąć "sprawiedliwości" rządowej. - Jasne, że gry mogą przemycać propagandę; od dawna np. gracze War Thunder śmieją się z ruskich czołgów zrobionych z niezniszczalnego "stalinium". - Krytycy nie rozumieją co prawda, że gry eksplorują różne obszary; to, że gra się np. w II Wojnie Niemcami nie oznacza, że się jest "zistą" - to zresztą często dobra motywacja do sprawdzenia historii...
Ale najważniejsze jest co innego. - Unia Europejska wprowadza przepisy dotyczące tzw. dezinformacji i mowy nienawiści - tak szerokie, że np. przedstawienie dowodów, że planeta nie płonie, będzie dezinformacją. - W Polsce tylko na chwilę weto prezydenta zatrzymało ustawę, żeby urzędnik rządowy mógł wyłączać dowolne wpisy, teksty itp. - Jest mocne dążenie do kontrolowania Europy w stylu chińskim. I takie głosy nt gier chyba tylko częściowo są przypadkiem; raczej wpisują się w to dążenie do totalnej kontroli... No bo jak to tak, żeby ludzie ot tak sobie grali, bez wytycznych i jasnego przekazu???
O "zgrai Kaczyńskiego" dużo szczekano, ale pod żadnym względem nie ma startu do tego, co się teraz wyrabia.
Dużo ciekawego - choć mocno przegadane; powtórzeń dużo.
Najważniejsze: Mahler robi nowatorską i porządną grę. To, czy przy okazji powie coś buńczucznego, ma (powinno mieć?) znaczenie trzeciorzędne!
Chyba Mahler miał rację w innym swoim komentarzu - tym, że czasy to były kiedyś... Skoro projekt - a nawet kreatywność - ma być mniej ważny, niż sposób opowiadania o nim, to w jakich my czasach żyjemy...
Pozdrawiam serdecznie!
Najzabawniej by było, jakby Steam zbankrutował, i wszystkie konta by poszły pa pa...
A nie można łatać dziury szmalem upasionego właściciela, który olewał wszystkie znaki ostrzegawcze? Nie można? Ojej...
A tak ogólnie, to plagiaty się zdarzają - ale akurat ta gra ma dużo własnego. Jasne, że powtarza pewne mechaniki i interfejs - ale czy każda strategia 4X to klon Cywilizacji, a Witcher to plagiat Gothica?
Zaś podejście pod tytułem "10 tysięcy nie ma sensu na giełdzie" jest... bez sensu. Na tej zasadzie nic poniżej rezydencji Trumpa nie mogłoby nazywać się domem, a z Ciebie przecież żaden Warren Buffet. ??
A tak w ogóle, to radzę trochę poprawić kulturę. Obrażanie ludzi, którzy Ci nic nie zrobili, jest puste, toksyczne (dla obrażającego) i bez sensu.
Gra albo jest spacerem po parku, albo na dawać satysfakcję z sukcesu. Ale sukces nie istnieje bez możliwości porażki. To jak w realu - gdyby każdy mógł zdobyć złoty medal olimpijski, i to po 5 minutach treningu, to żadne zawody nikogo by nie obchodziły.
Doświadczenie uczy, że skupienie na efektach graficznych zwykle oznacza, że cała reszta będzie taka sobie... To, obok "ficzeryzmu", jeden z największych wrogów immersji, dobrego AI, spójności świata w grze...
Ja uwielbiam gry na setki h - mimo, iż pracuję, u czasu mi brak dramatycznie. Ale gra musi być cały czas ciekawa; nie może się stawać żmudną robotą... A w większości przypadków nawet krajobrazy się nudzą, bo są kopiuj-wklej.
Kiedyś absolutna większość ludzi nie miała edukacji - i nie wychodzili na tym dobrze.
Zawsze są przypadki szczególne - ale one są... szczególne.
Za to brak szkoły to hodowanie zakochanego w sobie Narcyza, pozbawionego wiedzy, ale przekonanego o własnej nieomylności... A co do czasu wolnego, to nikt nie ma go dość - podobnie, jak pieniędzy, nie mówiąc o mądrości czy miłości. Życie nie powinno być kopalnią dla wyrobników - ale wymaga dyscypliny.
Sam dyplom mało znaczy... Ale wykształcenie to nie tylko możliwość pracy, ale i perspektywy, przeżywanie pełni świata...
To jak z przewałami premiera - ludzie postękają, a potem i tak kupią, albo zagłosują za...
Nie ma sensu dyskusja, czy to gra beznadziejna, czy wybitna. Bez wątpienia ma zalety. Ale prze-wyjątkowa to może się wydawać na tle masy wcześniejszych wylewów w rodzaju AC Shadows, czy Veilguard - ludzie dziko tęsknili za jakimś pozytywnym odbiciem.
A tak ogólnie, chyba każde pokolenie musi mieć swoją "grę wszechczasów" - każdy chce mieć poczucie, że jest wyjątkowy, i jego czasy... też są wyjątkowe (parafrazując klasyka). Dlatego co jakiś czas musi nastąpić erupcja entuzjazmu, niczym ze wzbierającego wulkanu...
Patrząc bez emocji, gra jest ciekawa i pod wieloma względami dobra - ale ma też obszary nierozwinięte, parę wad i decyzji kontrowersyjnych, i zdecydowanie nie jest jakimś totalnym przełomem. Ale komu są potrzebne spokojne oceny...
Cóż, tak jak to mówił twórca Tarkova - jak się chce być ambitnym, trzeba się przygotować na bycie niszą. Choć niekoniecznie małą, bo jednak jest jeszcze trochę graczy chcących wyzwania oraz realistycznej wczuwki, a nie tylko memów, popykania i szybkiego "wbicia platynki". - W odwrotną stronę niż Tarkov poszło Crusader Kings 3, gdzie głównie chodzi o wygłupy bez realnych konsekwencji...
Nie płaczę po Anthem... Ale wyłączanie płatnych gier to draństwo - w sądach amerykańskich przydałoby się parę wielkich odszkodowań za straty moralne dla zawiedzionych klientów, i może standard by się zmienił.
Rozumiem, że to pisało AI... Ale czy człowiek mógłby choć przeczytać, przed kliknięciem "wyślij"?
Erm... Czyli ludzie chcą być oszukiwani, i martwią się o zyski korpo? Co do mnie, zawsze śledzę ceny. A większość gier jest świadomie wydawana niedopieczona, zwłaszcza dużych firm.
Wydawca Manor Lords chwali się, że wydał nie tylko Manor Lords!
Wesołych Świąt!!!
Strachy przed nowymi technologiami bywają przesadzone - ale nie jest też tak, żeby wszystko odbywało się bezboleśnie. A z kolejnymi przemianami ludzie jakby coraz bardziej wariują, mimo, iż teoretycznie im coraz lepiej... No i pamiętajmy, że na każdą udaną przełomową technologię przypada kilka, które "musiały" odnieść sukces, ale się nie przyjęły.
AI pozostanie, ale dla głupich i w ograniczonym zakresie - jako taka mega-Wikipedia... Która nie skasowała potrzeby nauki, bibliotek, głębszych studiów itp.
A dobry zdun - i zwłaszcza szewc - wciąż są bardzo przydatni. Niestety, nasza cywilizacja zamienia jakość na ilość - mamy dużo taniej, ale za to badziewie, a w najlepszym razie niezłe. Za naprawdę dobre to już trzeba fortunę zapłacić, bo kiedyś rękodzieło stanowiło rdzeń gospodarki, a teraz to luksus.
Ale może po prostu jesteś tak uzależniony od szybkiej akcji? Dla mnie np. dialogi potrafią być ciekawsze od strzelaniny i pościgu... To prawda, że niektóre filmy nie szanują czasu i są miałką papką - ale też uzależnienie od telefonu przyzwyczaja do potoku ciągle zmieniających się bodźców... Tyle, że na tym cierpi głębokość; tak jak przeglądanie komórki to w większości proste żarciki i powierzchne skojarzenia...
Nie piszę tego agresywnie; zresztą sam dużo czasu spędzam z telefonem... Ale staram się nie przerzucać za dużo krótkich wygłupów, a poza rolkami są książki, trudniejsze gry, spacery itd.
Ja się obawiam, że w praktyce oznacza to odejście od gier wymagających w stronę takich, które traktują gracza jak bachora w wesołym miasteczku - po mechanicznie BG3 jest nieporównanie łatwiejszy od Pathfindera... Dla mnie to koszmar; nie tylko przez mą masochistyczną naturę, ale to właśnie totalnie zabija immersję... Jak mogę wszystko, to nic nie ma wartości...
Hm. Pod jakim względem Siódemka jest lepsza od Szóstki i zwłaszcza Piątki? Pod względem wyzwania czy AI może??
Dla mnie póki co Cywilizacja kończy się na Szóstce... a tak naprawdę na Piątce. Każda kolejna wiadomość na temat Siódemki tylko mnie w tym utwierdza... Na szczęście dawniejsze Civki, oraz takie perły, jak Old World, albo Imperiums, pozwalają grać właściwie w nieskończoność...
W grę na tym etapie grają już chyba głównie znudzeni weterani - podniesienie trudności brzmi dobrze...
Ciekawe jednak, czy słynne AI mogłoby przestać wreszcie być głupie...
Brzmi fajnie... Zapowiedzi zwykle brzmią fajnie. Ciekawe, czy AI będzie słabe jak zwykle.
Krótko mówiąc - rację można sobie kupić, razem z prawem autorskim...
Gdyby temat chcieć potraktować poważnie, to - jak to zwykle bywa - najlepszy jest pewien umiar. - Na pewno kluczowe jest zdanie autora (nie właściciela marki!) Mamy też przykłady gier, a nawet książek, gdzie próby nadmiernego przypodobania się fanom kończyły się utratą jakiejkolwiek oryginalności - fani często kierują się chwilowymi emocjami, albo są jak maniak, który do każdego dnia chce dodawać zasmażkę - albo też nie rozumieją konsekwencji, które proponowane przez nich zmiany przyniosłyby ich ukochanej franczyzie...
Z drugiej strony jednak, mamy też przykłady dzieł, w których twórcy, obrażeni na cały świat albo maniakalnie ambitni, jakby celowo szli na przekór oczekiwaniom fanów - i kończyło się to niszowością, a często też udziwnieniami bez sensu. No i czasem autor bywa zwyczajnie nieważny, nie pilnuje chronologii czy np. szczegółów relacji między swymi bohaterami - i wtedy teorie fanów są czymś najzupełniej naturalnym i pozwalają zachować jako taką spójność dzieła...
A na dodatek mamy jeszcze niezwykłe zjawisko, że dzieła potrafią przerastać twórców... Nierzadko się zdarza, że obcując z autorem mamy poczucie, że napotkaliśmy gbura, czy zgoła knura - skończonego prostaka. Tymczasem skupiony nad kartką (klawiaturą itd.) potrafi taki owaki poruszyć bardziej mądrzejsze i subtelniejsze struny swej duszy, otworzyć się na mądrość z góry, czy cuś... Bywa, że po jakimś czasie fani wręcz wyraźnie lepiej orientują się w świecie przedstawionym niż autor, który im dał do tego świata klucz...
Masz rację... to samo książki - spalą. Dom - wysadzą. Dzieciom poderżną gardła. - A jednak człowiek chce coś po sobie zostawić...
Oczywiście są dużo większe tragedie - jak śmierć dziecka chociażby. Ale jeśli ktoś ma jakąś pasję i zbiera coś latami, to utrata kolekcji stanowi potężny cios.
Pytanie, czy owijania w bawełnę nie zastąpi z kolei fanatyczne prostactwo...
Seria Strike nie była wcale taka prościutka - fizyka lotu, ograniczona amunicja, konieczność planowania tras ataku i np. niszenia najpierw radarów... Trzymam kciuki, żeby zrobili to dobrze!
O matko... czyli kolejne ułatwienia, i okaleczanie gry, żeby dla wszystkich była "przyjazna"... Dzięki za ostrzeżenie!
Cóż, wszystko zależy, czy gra ma być zbiorem memów, czy zbiorem wyzwań...
Dodatkowo kiedyś się nie cackano; w grach i generalnie. Dlatego część się załamywała, ale ogólny poziom był wyższy... Teraz każdy ciągle potrzebuje wsparcia i pudełka chusteczek...
Słusznie! I niech boty grają w te gry! To zamknie obieg, a my będziemy mieli więcej czasu na coś sensownego!
Niestety może mieć rację - masa powtarzalnego guana może i wychowała pokolenie ludków, którzy nie odróżniają jedzenia od karmy przemysłowej... Jeśli o mnie idzie, może sobie wsadzić te kotleciki - nie tylko odgrzewane, ale wielokrotnie strawione - z powrotem w rzyć...
Chodzi o to, że już nie będzie się opłacało tworzyć. AI korzysta z dzieł, zabierając pracę wszelkim twórcom - i nie płacąc im za korzystanie z ich dzieł.
Nie sprawdzałem dokładnie - ale widząc jakość filmików na YT robionych przez AI, śmiem wątpić...
To jest tekst na poziomie "politycy są skorumpowani, więc nie należy im płacić"... Mamy coraz więcej żałosnej, powtarzalnej papki
Wszystkie te rozważania nad przyszłością danego gatunku gier, i martwienie się o zyski growych korpo, mają mało sensu...
1) Gry to obecnie produkt masowy - czyli produkty najbardziej popularne muszą być odpowiednikiem seryjnych thrillerów w telewizji... albo, co gorsza, tureckich oper mydlanych.
2) Naprawdę dobre RPG-i czy strategie można ogrywać setki, albo i tysiące godzin...
3) Autorzy indyków póki co nie są zagrożeni - a korpo robią przynajmniej tyle dobrego, że podnoszą średni poziom oprawy, więc pewne rozwiązania techniczne są tańsze i dostępne też indykom.
4) Tyle jest narzekań, że gier jest za dużo, i są za długie - to chyba nie jest ich jednocześnie za mało?? A poza grami wideo są jeszcze filmy, planszówki, przygody w realu, wyprawy do lasu, tradycyjny sport, związki, religie, polityka... wyzwań nie brakuje.
Po drugie, łatwo - i głupio - jest kategoryzować innych dlatego, że robią coś inaczej, niż my, a zwłąszcza - lepiej. - Jak ktoś gra lepiej ode mnie, to pewnie "noł-lajf"?
Niestety, nie mam dziecka póki co - za to jestem stary, pracuję bardzo dużo, czasu na gry mam mało... Ale to nie prowadzi mnie do uznania, że gry powinny być koniecznie prościusie i głupiusie... Jasne, mogą być i takie - dobrze, że istnieją tzw. "klikacze idylliczne", które służą tylko temu, żeby mózg zwolnił obroty, niczym przy zmywaniu naczyń... No chyba, że staną się nałogiem. Podobnie, jak mogą istnieć prościutkie filmy czy powieści sensacyjne. Ale! Po pierwsze, nawet rzecz prosta nie powinna być idiotyczna i źle (leniwie) zrobiona. Po drugie, pięknie jest, kiedy przyjemność można czerpać nie tylko z rzeczy najprostszych - bo tak człowiek się rozwija i przeżywa coś głębszego. Czy dorośli mają czytać, oglądać i grać tylko najprosze szmiry, a na spacer wychodzić tylko odśnieżyć swój samochód? Wtedy zmieniają się w smutnych roboli, i podobny model życia przekażą zresztą swym dzieciom... Nawet jak masz mało czasu, to warto przynajmniej czasem zrobić, także w czasie wolnym, coś nieco bardziej wymagającego - znaleźć przyjemność nie tylko w uwaleniu się na kanapie... Bez obsesji - ale też bez ciągłego otępienia "bo życie jest ciężkie". Nawet, jeśli to oznacza, że gry trzeba będzie staranniej wybierać (bo na wszystkie czasu nie starczy), a ukończenie jakiejś dobrej zajmie nie trzy dni (jak to za młodu bywało), a trzy miesiące....
Poza tym, dla mnie gierka zbyt idiotyczna - podobnie jak film czy książka - jest po prostu stratą czasu. To już lepiej popatrzeć sobie na ładny obrazek na ścianie, albo zgoła iść spać. Zaś "idiotyczna" często znaczy dla mnie "głupkowato łatwa" - kariera od zera do zbawcy galaktyki w godzinkę, poprzez leniwe naciskanie dwóch na krzyż przycisków, niesmaczy mnie...
Aczkolwiek, oczywiście, mogą istnieć dodatkowe atuty danego produktu kulturo-podobnego, które nie pozwolą mi go odrzucić - głupia gierka może mieć świetną muzykę, głupia książka może przytaczać ciekawe statystyki, a głupi film może wymachiwać biustem i uśmiechem ulubionej aktorki... Ale zwykle jednak niedosyt pozostaje.
Ściśle rozumiany grind to chyba tylko powtarzanie czynności łatwych a żmudnych - wtedy jest udręką gdy wymuszany... a odpoczynek może stanowić chyba tylko dla umysłu przeciążonego myśleniem; wtedy prosta powtarzalność staje się zaletą, rodzajem medytacji - niczym zmywanie naczyń...
Natomiast pewne czynności mogą być nietrudne i powtarzalne, ale nieść przyjemność z towarzyszącej im oprawy, oraz z bardzo precyzyjnego dopieszczenia czynności - wtedy jest niczym prowadzenie samochodu, albo parzenie herbaty...
Natomiast przesadą raczej jest nazywanie grindem każdej czynności powtarzalnej, i przeciwstawianie tego "czerpaniu przyjemności z rozgrywki". To wręcz błąd logiczny - jak ktoś czerpie przyjemność z grindu, to nie wolno mu? Poza tym, w szerszym sensie, każda gra to grind - np. dostaję misję, zabijam przeciwnika albo coś dostarczam, i tak w koło. Ba, życie to grind - stawiam sobie jakieś zadanie - zawodowe, sportowe, kulturalne, duchowe - realizuję je, i przechodzę do następnego. Nudaaa, panie... Cóż, wszystko zależy od smaczków i konkretnych rozwiązań.
Zaś narzekanie wszelakich "guru branży gier" na graczy często służy chyba głównie temu, żeby zmusić tych graczy do bulenia za to, co łatwo przychodzi wydawcy... "Musicie płacić więcej, bo dajemy ogromne światy - co z tego, że kopiuj-wklej"... Ale musicie też skupić się na radości, a czasu na granie brak, więc będziemy robić gry dużo krótsze - prawdopodobnie kopiuj-wklej z mniejszej liczby elementów, ale też krócej - no, ale bulić musicie ciągle dużo, bo przecież mamy dzisiejsze czasy"... Chrzanię takich mądrali.
Stawiasz na strategię, ale odrzucają Cię animacje... System musi być nowy - ale jako wzór cytujesz stare... Tiaaa...
Fajnie się zapowiada. Jeśli bohater będzie "nikim", to może uda się uniknąć dziecinnej komiksowości w duchu Marvela...
Po pierwsze, nikt Ci nie każe kupować szybko. Po drugie, to kwestia umowna - wiele gier już ostatecznie wydanych jest dużo mniej dopracowanych, niż ta w becie... Po trzecie, i tak zwykle po wydaniu gry następuje dalszy rozwój; DLC itd. - I wreszcie to jest spokojna dłubanina małego wydawcy, w takim przypadku powolna produkcja i stopniowy wzrost są w pełni zrozumiałe.
Gra Manor Lords od wydawcy Manor Lords doczekała się wielu nowych elementów... Ale co z AI? To przecież dobra gra przeciwnika decyduje, czy wyzwanie jest ciekawe - a multi nie zawsze to rozwiązuje.
Trochę też chyba za dużo podziału mięs - oby to nie ewoluowało w stronę symulatora kuchni, gdzie będziemy rozkręcać produkcję różnorodnych sosów...
Akurat to, że trudno jest dokładnie przewidzieć zysk, jest bardzo realistyczne i klimatyczne... Ale to i tak jest najłatwiejsza, najdziwniejsza i najsłabsza Ciwka...
W zalewie kopiuj-wklej, zakalców i pół-surowych produktów, wypychanych agresywnym kłamliwym marketingiem i polewanych toksycznym sosem politycznym, on dostrzegł nadmiar dobrych gier? Poproszę namiary na dealera tego pana...
Oczywiście, bywają gry-impresje, gry-etiudy; dobry pomysł, ale tylko na jedną sesję, i to trwającą tylko dwie godzinki... Ale najczęściej przekonuję się, że najwięcej wczuwki i satysfakcji dają molochy - te dobrze zrobione! Prywatnie mam takie powiedzenie, że jeśli nie warto w danej grze spędzić przynajmniej 100h, to pewnie nie warto siadać do niej w ogóle...
Trochę tak jest... Ale po przekroczeniu pewnej granicy to też może być chorobą. Ja łapię się na tym, że cokolwiek bym nie robił (nawet w pracy), myślę głównie o tym, żeby skończyć to jak najszybciej i być gotowym do następnego zadania... Zero przyjemności z czegokolwiek, a z czasem nawet mało staranności - byle szybciej i więcej! Czasem warto zwolnić; nawet odpoczynek to nie czas stracony, zwłaszcza że często pomaga nam poprawić jakieś umiejętności, wiedzę itd.
Cóż, kwestia priorytetów - ja często szukam wyzwania. Więc mówić "tryb łatwy, bo nie mam czasu", to dla mnie jak mówić "mam czas tylko na przejście z samochodu do biura, a nie na dłuższy spacer po lesie"
Eh, może to i miłe - ale dla mnie to objaw zdziecinnienia branży. Czy każda gra musi podkreślać eskapizm codziennego życia? Owszem, gry to odpoczynek - ale niechże ofiarują przygody niedostępne w realu... Jak chcesz się bawić w posłanie łóżka i grabienie liści, to zajmij się własną chałupą... Albo na początek kup sobie taką chałupę, zamiast wynajmować piwnicę w korpo...
To jedna z przyczyn, dlaczego granie w gry na premierę - zwłaszcza single - nie ma kompletnie sensu.
Obecny rząd potraktuje to jak każdą inną sprawę - wyłącznie jako okazję do promocji... Jeśli to w ogóle będzie miało jakikolwiek wpływ na sprawę, to zależny od tego, czy Steamem rządzą Demokraci, czy MAGA...
Ciekawe... Choć z drugiej strony, robię się podejrzliwy, kiedy autorzy jako główny problem gry wymieniają przestarzały silnik graficzny... Mamy ogólnie przerost formy nad treścią; cenniejsze są ciekawe zależności i wyzwania, realizm i wczuwka, a nie wodotryski...
To wygląda obiecująco. A że potem powstanie tysiąc słabych wyciskaczy kasy, z domieszką toksycznych ideologii? To już znak czasów, po prostu fani powinni się oduczyć bezmyślnego konsumowania każdego śmiecia, który ktoś opakował w papierek ich ulubionego świata...
Spin wejdzie taki, że ci, co się cieszą ze śmierci człowieka, który chciał tylko pokojowo debatować, są poniżej poziomu zwierząt...
W duże gry, zwłaszcza dużych firm, zwykle nie ma sensu grać zaraz po premierze... Po co jeść surowe ciasto...
To smutne, że gracze skupiają się na trzeciorzędnych szczegółach, zamiast na realizmie i wyzwaniu.
Czyli jakby cena była 2 razy większa, ale dawano zniżki 50%, to lepiej?
Za klasyka na setki h po prostu warto zapłacić - tym bardziej, że ceny nie są z kosmosu...
Sam szukam zniżek, ale nie zawsze warto januszować...
Generalnie jest taka zasada, że rzeczy najlepsze wymagają wysiłku - wtedy w pełni czujemy, jak się o nie staramy, w pełni się angażujemy, no i mamy satysfakcję z sukcesu.
To nie tylko gier dotyczy - długi spacer po lesie zwykle przeżyjemy głębiej i docenimy bardziej, niż parę ładnych fotek drzew w Tiktoku... Warto się spocić. A gry mogą być super intrygujące, angażujące i mądrze trudne - trzeba tylko chcieć poszukać; to zależy od samej gry, jak i sposobu, w jaki do niej podejdziemy. Tak samo film można obejrzeć ambitny, z zaangażowaniem, i w dobrych warunkach - ale można też po robocie patrzeć kątem oka na Netflixową komedyjkę...
Wszystko jest dla ludzi - nikt nie powinien się obrażać za różne rodzaje rozrywki, natomiast drażni mnie, kiedy ludzie próbują chodzić na skróty - jak osiedlowy chojrak, który uważa się za twardszego od żołnierzy z linii frontu, albo koleś, który na exploitach i modach ukończył gierkę tak zaprojektowaną, żeby nie frustrowała, i uważa się za mistrza... Wyprawa do parku nie wyprawa zimą na K2.
Gry to ani rozwój, ani wyzwanie? Wiesz, to wszystko zależy, jak podejdziesz, i jak zdefiniujesz wyzwanie... Dla kogoś nawet wyprawa na K2 zimą czy walka na wojnie to będzie tylko wesoła rozrywka, bo taką ma naturę... A z kolei ktoś, kto czyta tylko Harlequiny, nie zrozumie, jak książki mogą stymulować intelektualnie...
Co do mnie, niektóre sytuacje w grach należały do najciekawszych, najbardziej emocjonujących, i najtrudniejszych intelektualnie spośród tych, z jakimi się w życiu zetknąłem - choć oczywiście nie dają tyle wrażeń, co bezpośrednie zagrożenie życia, albo tragedia rodzinna. Ale też przecież na tym polega rozrywka, że pewne rzeczy ćwiczymy "na sucho" - choć, jak pokazują badania, mózg często odbiera to tak silnie, jak zdarzenia realne. To jednak zależy też od nastawienia i siły wyobraźni.
Generalnie obowiązuje taka zasada, że rzeczy najlepsze wymagają wysiłku - wtedy w pełni czujemy, jak się o nie staramy, w pełni się angażujemy, no i satysfakcję z sukcesu też odczuwamy w całej pełni.
To nie tylko gier dotyczy - długi spacer po lesie zwykle przeżyjemy głębiej i docenimy bardziej, niż parę ładnych fotek drzew w Tiktoku... Warto się spocić!
Zaś gry mogą być super intrygujące, angażujące, i mądrze trudne - trzeba tylko chcieć poszukać; to zależy od samej gry, jak i sposobu, w jaki do niej podejdziemy. Tak samo film można obejrzeć ambitny, z zaangażowaniem, i w dobrych warunkach - ale można też po robocie patrzeć kątem oka na Netflixową komedyjkę...
Wszystko jest dla ludzi - nikt nie powinien się obrażać za różne rodzaje rozrywki, natomiast drażni mnie, kiedy ludzie próbują chodzić na skróty - jak osiedlowy chojrak, który uważa się za twardszego od żołnierzy z linii frontu, albo koleś, który na exploitach i modach ukończył gierkę tak zaprojektowaną, żeby nie frustrowała, i uważa się za mistrza... Wyprawa do parku to nie wyprawa zimą na K2.
Większość gier jest dla ludków, którzy nie chcą wyzwań, a tylko zabicia nudy oraz możliwości pochwalenia się, jak łatwo wszystkich pokonali - czyli pozoru wyzwania...
Limit czasu odrzuca? Może to nie jest gra dla Ciebie... I bardzo dobrze - nie wszystkie produkt muszą koniecznie odpowiadać każdemu odbiorcy. Ktoś chce mieć wczuwkę i wyzwanie, ktoś inny beztroskie podziwianie wodotrysków - i to jest spoko. Dopóki nie obraża się innych, ani nie udaje, że "mój" produkt jest wszystkim, czym nie jest - no bo skoro mi się podoba, to musi być perfekcyjny.
Ktoś woli wspinać się w Himalajach, ktoś inny pójść do parku. - Nie ma w tym nic złego, dopóki nie wyzywają się nawzajem, a miłośnik parków nie stwierdzi, że w parku pokonał te same wyzwania, które są w Himalajach.
Racja. Ale nie wszyscy grają w subskrypcji!
Problem jest generalnie tak uciążliwy i powszechny, że należałoby raczej pozywać (przynajmniej duże firmy) za złą jakość produktów, niedotrzymanie obietnic itd.
Kwestia gustu. Ja wolę się wgryzać, kiedy mechaniki są już w miarę kompletne, i balans jako-taki...
I tak w takich grach DLC plus mody pozwalają grać w miarę sensownie (w pełni i z balansem) dopiero po kilku latach od premiery... Inaczej to jakbyś się rzucał osobno a to na sam spód pizzy, a to na sos, a to na przyprawy...
Ja dopiero teraz zacznę na serio grać w EU4 - przy ich modelu wydawniczym dopiero teraz gra jest jako tako kompletna. No i z okazji premiery nowej części pewnie będzie sensowna zniżka za poprzednią... Aha, no i w nowej części będą się skupiać na olśniewaniu naiwnych nowymi "ficzerami" i wodotryskami, zamiast dopracować balans i AI (wyzwanie), więc i tak trzeba będzie poczekać na solidne mody...
Każde studio AAA stęka, że zarabia za mało i "gardło sobie podrzyna" okazyjną ceną - tymczasem powstają indyki za 1/4 cen AAA, i lepsze pod każdym względem poza oprawą (a i to nie zawsze, bo liczy się pomysł)
Wielkie koszta są często generowane "bo tak trzeba" - choćby marketing, który często działa na zasadzie zaklęć magicznych, bo nie sposób zweryfikować, jak wzrost kosztów przekłada się na wzrost sprzedaży (i to bez zwrotów!) Do tego dokłada się na siłę "modne pomysły" (choćby do danej gry pasowały jak wół do karety, ale "wszyscy tak robią, i nasz drogi ekspert nam tak doradził") plus ideologie.
Jednocześnie jakoś zapomina się, że postęp zasadniczo obniżył koszta - dużą część gry można wytworzyć proceduralnie, i tylko doszlifować ręcznie, a jeszcze dochodzi AI...
To może każdy by tak poszedł do szefa i powiedział "potrzebuję podwyżki 300%, bo muszę latać do pracy helikopterem, w końcu mamy postęp i nie mogę zostawać w tyle!"
Oczywiście, koszta rozwoju i poprawienia gry w dużej mierze przerzuca się na fanów, wydając dania pół-surowe... Żeby faktycznie dostać to, co obiecywano, trzeba płacić wielokrotnie w DLC... A jeśli pojawi się zbyt wielu nie naciągniętych lub rozczarowanych klientów, to studio potrafi porzucić taką grę nawet bez dokończenia, bo przecież "wicie rozumicie, life is brutal!"
Oczywiście, nie przeszkodzi im to piętnować piractwa... a nawet moderów, którzy próbują uratować ich niestrawne dania!
W sumie: korporacyjnyj blyszczoncyj hicior - idi na ch...
Analizy finansowe od dawna wykazały, że jedynymi krajami, które skorzystały na Euro, były Niemcy i trochę Holandia; wszystkie inne kraje - i ich obywatele - bardzo stracili, a ich wzrost gospodarczy bardzo zwolnił.
Taki efekt pewien noblista z ekonomii przewidywał już przy wprowadzaniu euro - to pompa służąca głównie dominacji ekonomicznej Niemiec w Europie. Pod płaszczykiem wygody i stabilności wprowadza się kontrolę wszystkich gospodarek przez największą...
A najśmieszniejsze, że w miarę rosnących kłopotów i zadłużenia strefy euro zaczyna się mówić o jej upadku... Ciekawostka: Niemcy, główny promotor euro, mają wydrukowane marki na wypadek, gdyby biznes przestał się opłacać...
Ale zakompleksione polaczki wyobrażają sobie, że euro = dobrobyt, choćby wyraźnie wbrew dowodom dookoła...
Gra jest nieco za łatwa jak na trudną epokę, i za mało jest różnych kryzysów (zaraza, nieurodzaj itd.)
"Co ciekawe, z odpowiedzi Stycznia możemy się dowiedzieć kilku ciekawych >>smaczków<<." - To bardzo ciekawe, że jego ciekawa wypowiedź jest bardzo ciekawa!
Eh, to bez sensu niestety. Jeśli firma by się zgodziła, to za chwilę 3/4 graczy, nie mówiąc o dziennikarzach i konkurencji, pisałoby o swoich śmiertelnych chorobach, żeby szybciej dostać produkt... w dodatku niedorobiony.
Poza tym, gry multi zawsze oferują coś nowego. Dlaczego miałby poczuć dreszcz tylko grając w nowszą edycję?
Rzecz w tym, że "dobra gra" może oznaczać różne rzeczy - dla jednego szybką rozwałkę wszystkiego, dla drugiego taktyczne skradanie, dla trzeciego maksymalny realizm. - BF starał się być w niszy gier stosunkowo realistycznych; tj starcia nie jak z komiksu o superbohaterach, ale jednak przyspieszone i podkręcone w stosunku do realizmu.
Teraz gracze będą się domagać, żeby w tej "bezlitosnej" grze nikogo nie dało się ukarać.
Krótko mówiąc - twórcy gier... a raczej nie tyle sami twórcy co wydawcy - mają wszystkie prawa. A klient (gracz) ma zero praw. W zasadzie jest śmieciem - a sądząc po ciągłych narzekaniach korporacji na graczy, którzy ich "nie rozumieją", za chwilę będą próbowali wprowadzić obowiązek, żeby każdy wytwór korpo kupować i chwalić... to znaczy raczej płacić za niego, ale bez żadnych praw.
Hm, czyli robimy generyczną gierkę dka każdego i dla nikogo, nie robimy jej reklamy, ale za to nie wstawiamy jej do głównego sklepu, ale jak sprzedaż nie idzie, winimy klientów?
Chyba życzę im plajty.
Eh... To może jeszcze wyrzucać graczy, którzy innym nie dają sprzętu za darmo? Sam nie cierpię prześladowców grających dla psucia zabawy innym- ale jeszcze bardziej nie cierpię twórców arbitralnie karzących graczy że grają "nie tak, jak trzeba". Jeśli już, to trzeba tak zmienić grę, żeby promowała lub utrudniała określone działania (np. jak ktoś zabije za dużo innych, zaczyna go szukać potężny bot "szeryf")
Nie ma sensu argument "gry to nie życie, więc tu trzeba wymuszać, żeby była fajna zabawa i wszyscy byli mili". Pomijając już to, co ktoś wspomniał - że to by sugerowało, że w prawdziwym życiu nie trzeba przestrzegać reguł - to przede wszystkim, "fajna zabawa" oznacza dla każdego coś innego. Dla niektórych, niestety, oznacza to znęcanie się nad innymi... Ponownie, można to ograniczyć przez konstrukcję gry.
Dla mnie osobiście "dobra zabawa" w grze oznacza właśnie, żeby było jak najbardziej realistycznie - bez oczywiście śmierci w realu itp. I to, że w określonych grach oznacza to, że życie jest bardzo ciężkie, to po prostu życie. I najlepiej nie zmuszać wszystkich, żeby bawili się tak samo - a to właśnie próbują osiągnąć korpo, dla maksymalizacji bazy klientów. -
Powinny być gry dla graczy różnego profilu. Ale nie ma sensu próba zadowolenia wszystkich, bo wtedy wychodzi bardzo mdłe danie.
Zaś w Cywilizacje (serię) gram kilkadziesiąt lat - i nie muszę sprawdzać wszystkiego żeby wiedzieć, co jest crapem. Tak jak nie muszę czytać książki Austrackiego Akwarelisty, żeby wiedzieć, że go nieźle pogrzało.
Nie grałem jeszcze w VI, i tym bardziej mało chcę grać w VII...
Autoeksploracja?! Przecież wybieranie ścieżki zwiadowcom to jedna z najprzyjemniejszych części gry - a strategia gdzie i jak szukać jest też ważna...
Ostrzeżenie przed końcem ery? Cóż, lepsze są ery "indywidualne" dla graczy - a niepewność przy budowie Cudów to świetny smaczek, wymuszający trudne wybory przy ograniczonej informacji...
Nowa przywódczyni? Pomijając swąd woke; nie potrzeba tłumu frakcji i przywódców, tylko zbalansowanej mechaniki, oraz mocnego AI...
To może opcja auto-zwycięstwa po prostu... O tempora, o mores...
Tylko że duże firmy coraz bardziej obniżają jakość produktów - i próbują to zakryć marketingiem i lobbyingiem. Firmy nie są już "friendly" nie tylko wobec pracowników, ale i klientów...
PS To również przestarzała koncepcja, że firma powinna być brutalna wobec pracowników - jak w armii, gdzie panuje kult absolutnej dyscypliny, a oficerowie piorą podwładnych po pysku - na dłuższą metę taka koncepcja wcale nie okazuje się najskuteczniejsza.
O Matko, będzie jeszcze większy zalew bezjajecznych, totalnie powtarzalnych gier, produkowanych według Naukowo Niezawodnych Algorytmów Maksymalizacji Zysku... A z czasem korporacje może zaczną się dziwić, czemu im dochody spadają... O ile wcześniej zwiększone dochody na marketing całkowicie nie wypiorą klientom mózgów...
Co do mnie, będę chyba trzymał się starych gier, oraz małych, ambitnych niszy. Czas zacząć chodzić bocznymi uliczkami...
Ja tam bardzo lubię długie gry. Nie wyłącznie - ale również. To one dają głębię i wczuwkę. Nie kupuję też filozofii wydawców "płać wincyj, bo wszystko drożeje, wicie rozumicie, ale w zamian graj krócej, bo nie masz za dużo czasu"
Natomiast problem w tym, że leniwi i chciwi twórcy sztucznie nadymają gry, metodą "kopiuj-wklej". To trochę tak, jakby z opowiadania próbować zrobić sagę na 10 tomów, przez dodanie zbędnych opisów i powtórzeń, a potem mówić "ludzie chcą czytać już tylko krótkie książki"...
Aha, a koszt pozostaje wielki, bo ładują krocie w marketing.
Za to obecny rząd to dopiero jest udolny... Ogólnie, a najbardziej to już prawniczo...
Biodegradowalny produkt kolekcjonerski... genialne.
Poza tym, o ile wiem, to w ogóle ściema - ten plastik nie rozpada się do cząsteczek, które mogłyby powrócić do środowiska, tylko pozostaje mikroplastikiem - jeszcze groźniejszym, bo trafi do gleby, roślin, mięsa, naszych żył...
Zawsze bardzo dobrze brzmi konieczność równoważenia pozytywnych i negatywnych skutków decyzji...
Natomiast ograniczenia w rozwoju technologii... Ciekawe, czy będą to trudne wybory, czy też po prostu uproszczenie, żeby biedni gracze nie musieli za bardzo kombinować... Jakoś ciągle nie dowierzam, żeby Ubi chciało zrobić naprawdę ambitną grę...
Trochę się boję, że będą próbowali zadowolić wszystkich, i stracą charakter; może powstać taki typowy RTS, tylko może z mocniejszą nutką ekonomii...
Hm, czy wrzucenie do dania wszystkich istniejących składników świadczy o inwencji twórczej?
A nawet jeśli wziąć te opowieści za dobrą monetę, to powinien pamiętać powiedzenie "lepsze jest wrogiem dobrego". Rozsądnie jest czasem się trochę ograniczyć...
W firmie z pasją skupiają się na zrobieniu czegoś, co im by się podobało, a każde wyzwanie traktują jako okazję do wymyślenia czegoś fajnego.
W korpo chodzi o odhaczenie punktów z listy, a wyzwania to przeszkody na drodze do weekendu...
To jest gra w burmistrza i biznesmana - walka jest tam tylko dodatkiem, i to głównie jako inwestycja.
Co za różnica, kiedy gra opuści Early Access... Tego typu gry bywają rozwijane latami, także po premierze - "wersja 1.0" to bardziej kwestia subiektywnego poczucia autora, czy wrażenia z gry są już dość "pełne"
To wina graczy - skupiają się na "ficzerach", zamiast na mięsie - czyli na ciekawym wyzwaniu. Kombinowanie "co ten drugi skurczybyk zrobi" wciąga dużo bardziej, niż najbardziej kolorowe skórki czy drzewka rozwoju...
Czy mi się wydaje, czy ma być coraz łatwiej, żeby przyciągać "szerokie rzesze" graczy??
Chociaż nie nazywam się Tomasz, to tym razem uwierzę dopiero, jak zobaczę...
A nawet, jeśli początkowo gra będzie trudna, to potem z pewnością "uprzyjaźnią" dla masowego odbiorcy - który szuka "wrażeń", a nie wyzwania, i materiału do memów, a nie realizmu... (A mody rzadko rozwiązują problem, bo wiele rzeczy wynika z głównych mechanik, i bardzo trudno coś z nimi zrobić)
Chociaż nie nazywam się Tomasz, to tym razem zobaczę, jak uwierzę... A nawet jeśli dobrze się zacznie, to pewnie zaraz "uprzyjaźnią" grę dla masowego odbiorcy - który chce wrażeń a nie wyzwania, i memów do opowiadania, a nie realizmu...
Od pewnego czasu Smarzowski jest coraz słabszą podróbą Tarantino, acz bez wdzięku tamtego - wszyscy są źli, chleją i się podlą, i to tak maniakalnie, że robi się autoparodia... To już lepsze byłoby dzieło ckliwe, albo komedia w stylu Samych swoich... Machulskiemu bym to prędzej dał, jak już Hoffman nie może...
Ja kompletnie nie rozumiem łatwej walki. Albo mam się skupić na fabule - i wtedy łatwa walka to żmudny zapychacz, lepiej niech już będzie po prostu powieść wizualna - albo mam się skupić na wyzwaniu, i wtedy łatwa walka to kpina z moich umiejętności. To jakby Mike Tyson chodził wyzywać do walki dzieci z przedszkola i chełpił się, że umie je pobić...
Masz rację, prawdziwy polaczek z ciebie - taki, co potrafi tylko opluwać. Na szczęście Green Hell zdobyło uznanie też poza ten-krajem, i firma nie musi już więcej liczyć na polskich "graczy".
To chyba najlepszy surwiwal... Wobec tego ew. manipulacje nt ceny mają małe znaczenie - ja nie wiem, czy faktycznie manipulują ceną, bo grę dawno kupiłem - a od tego czasu była jeszcze za darmo rozwijana...
Raczej komentarz wygląda na pisany przez janusza, który chciałby wyciągnąć owoc ciężkiej, długiej pracy za grosze, i jeszcze ma pretensje...
Wow! Jaram się jak stodoła! Jeszcze z 10 lat DLC-ków i kto wie!
Tymczasem może uzupełnię sobie EU IV i zacznę na poważnie grać, bo przestaną ciągle rozwalać balans nowymi dodatkami... Eh marzenia...
A swoją drogą - średnio wierzę, że na poważnie zajmą się religią... Bo musieliby też szczegółowo pokazać islam, a to zawsze ryzyko energicznych protestów ze strony inżynierów i lekarzy...
Słusznie - tylko dużo za łagodnie. Współcześni duży wydawcy tak bardzo skupiają się na dojeniu graczy, że ich produkty to właściwie duże układy przynęt, manipulacji I uzależnień, w których sama rozgrywka schodzi na dalszy plan... Efekt przypomina starą prostytutkę napomowaną botoksem, która niby seksownie, a tak naprawdę mechanicznie potrząsa włosami i biustem, i z wystudiowaną spontanicznością miauczy: "Kocham cię, kotku! A powiedz, ile masz kaski?"
Erm... Czyli gier jest za dużo, okropne też, że wychodzą we wczesnym dostępie... Ale zarazem szkoda, że nie są już wszystkie gotowe?
A ile jest gier planszowych... Filmów i seriali... No a książek! Nie mówiąc o ludziach do poznania, miejsc do odwiedzenia...
Może wyemigrować do Korei Północnej?
Chyba po prostu Victoria 2 jest głębsza, i bardziej dopracowana.
Warto pamiętać, że sama obecność realnego elementu nie jest równoznaczna z realizmem. Przykład - z innej beczki, ale pamiętam, że w (pierwszym) KCD szermierze zachwycali się wprowadzeniem przepychania tarczą, takiego "agresywnego parowania"... No i super, tylko nie zauważyli, że ta technika była łatwa do nadużywania - i można było łatwo wygrywać walki używając jej ciągle - a to już ma mało wspólnego z realizmem...
Natomiast zarzucanie krytykom gry - szczególnie gry złożonej - że jeśli krytykują, to jej po prostu nie rozumieją - gdy przecież profil gry sugeruje, że nie są to raczej losowi klikacze, tylko smakosze rozkmin - jest... ryzykowne.
Ja się nie zgadzam. Kultura umownie, ale jednak oddaje rzeczywistość. Ja nie odczuwam potrzeby mordowania dzieci... Grałbyś też w grę np. przedstawiającą gwałcenie własnej matki?? A filmiki islamistów o podrzynaniu gardeł są spoko? W końcu to mogą być triki...
Jednak dałbym dzieci do gry - ale z zabezpieczeniami...
Szopen; czyli szukasz czegoś prostego...
A co do ocen, niekoniecznie oddają jakość - a też nawet jeśli twórcy poprawią grę, to zwłaszcza przy produkcjach bardziej niszowych niekoniecznie musi to przynieść dużą poprawę ocen.
Hm, to mi trochę pachnie ułatwieniami... W epoce ludzi, którzy chcą, żeby gry "były doświadczeniem", czyli żeby same się wygrywały, jestem podejrzliwy...
Czyli jak fani popracują, to będę mógł kupić grę, która będzie prawie znośna? Dziękuję...
Na szczęście jest Old World
Wielu graczy chce być prowadzona za rączkę... Wielu nie wie, czego chce. Ale przede wszystkim, jest obsesja na punkcie jakości przez wielkość - tysiąc frakcji, milion lokacji, miliard kombinacji... To poniekąd chichot naszych czasów, które próbują być "racjonalne" - a zapominają, że największe kłamstwo to statystyka.
Firmy to pompują, a ludzie kupują... przynajmniej do czasu.
Od dawna mówię, że grafika jest wrogiem grywalności... Jak długo gracze, a co za tym idzie też twórcy, skupiają się głównie na wodotryskach i liczbach (np. lokacji do odwiedzenia w "otwartych światach"; frakcji do wyboru w strategiach, itd.), tak długo inne rzeczy, jak fabuła, realizm itd., muszą cierpieć... (Tym bardziej oczywiście, jeśli dojdzie do tego podejście "chrzanić jakość, grunt żeby było woke", albo "dołóżmy mikro-płatności, bo to sprytne!")
To trochę jak z dziewczyną czy kolesiem - jeśli widać, że na pielęgnowanie urody poświęca codziennie 5h, to pewnie książek za dużo nie czyta...
Czyli musi być gorzej, bo na tym polega postęp? Cóż, jeśli tego wymagają nowi gracze, to na zdrowie... Ja nie będę brał się za grę wykastrowaną tylko dlatego, że "już dawno nic w serii nie było" - a jak będę się chciał skupić na filmikach, to se visual novel odpalę...
Zresztą takie numery nie zawsze wychodzą przy dość niszowych grach - łatwo zniechęcić weteranów, a dla nowych to będzie tylko jedna z wielu gierek...
Dlaczego polskich? Większość współczesnych produkcji AAA nie powinno być kupowanych wcześniej, jak dwa lata po premierze...
Kontrowersyjne jest to, że starają się tak bronić tej gry...
I owszem, nie musi być tak, że każda kolejna odsłona serii jest dużo lepsza tylko gracze-debile tego nie widzą... Przy czym np. dla mnie już VI to totalny zjazd i odejście od symulacji (niezbyt złożonej, ale jednak) do parku rozrywki. Jako weteran powinieneś to dostrzec.
Jako weteran powinieneś też wiedzieć, że ocena gry tego typu po 30h jest ryzkowna...
Gra jest przede wszystkim dużo prostsza, stawia na nowinki zamiast dopracowania, i ma dużo zawartości wycięte na start...
Popularność na Switchu też poniekąd świadczy o tym, jaki kierunek rozwoju wybrała gra - ma być kolorowy efekt "wow", z którego niewiele wynika. Ta gra tak się ma do klasyki serii, jak "Rings of Power" do filmów Jacksona (o samym Tolkienie nie wspominając) Czyli jest dużo głupiej, ale co tam, drogie, kolorowe i znanego studia, to musi być dobre!
Hm, zaczynam nabierać smaka! Jeszcze dwa-trzy lata intensywnego rozwoju i może rozważę kupno!
A tak poważnie, to Czwórka czy Piątka oferują masę smaczków, są dość trudne (jak odpowiednio ustawić partię) i dopracowane. Jak ktoś ma pracę i nie jest maniakiem wyłącznie jednej gry, to nowa odsłona jest jakby dość mało potrzebna... Musiałaby być rewelacyjna, a nie "prawie dobra".
Ja myślę, że nadejdzie czas na gry bardziej przesunięte w stronę realizmu (już są, ale niszowe) Nie zgadzam się, że to musi oznaczać rezygnację z przyjemności - bo to zależy, jak definiujemy przyjemność. Na takiej samej zasadzie, ktoś powie: "strategie są głupie i nudne, ileż można się wpatrywać w tabelki", a ktoś inny: "strzelanki są głupie, ileż można skakać po ścianach, ginąć i wstawać."
Zaletą KCD jest, że tu nie ratujemy całej galaktyki, ani nie przerzynamy się przez całe tłumy wrogów z palcem w nosie - dla mnie zwiększa to wczuwkę i emocje. Myślę, że fajnie by było pójść jeszcze dalej w tym kierunku; walka z opancerzonym przeciwnikiem powinna być koszmarem, w trakcie fabuły należałoby ubić góra 10-20 wrogów; kariera mogłaby być rozciągnięta na wiele części serii gier. Nudne? Jeszcze raz, to kwestia nastawienia, czy musimy mieć Disneyland - niektórzy wolą jednak surwiwal!
Z drugiej strony, chyba mało kto chciałby, żeby gra była równie żmudna, jak często życie.
Z kolei eksperci bywają strasznie protekcjonalni wobec gier, pasjonatów itp. - no bo muszą podkreślać swój status! Biorąc choćby przykłady skrytykowane przez tę panią - w owych czasach większość ludzi miała kupę dzieci, ale przecież nie wszyscy; mogły też one umrzeć niedługo po urodzeniu... Zaś kariery "od chłopa do szlachcica" jak najbardziej się zdarzały, i to zarówno przez zasługi, jak i spryt chłopów "januszy"; nie bez powodu wkurzeni "starzy" szlachcice publikowali różne "liber chamorum", w których próbowali dociekać niegodnych korzeni różnych rodów...
Reasumując, wszyscy powinni trochę wyluzować; najlepiej uznać, że życie to ciągłe kompromisy... Nie będzie w grach totalnego realizmu, ale też nie wszędzie muszą biegać jednorożce; fabuły bywają naciągane, ale w prawdziwym życiu również zdarzają się historie niesamowite...
Biznes na pewno jest przegrzany - korporacje generalnie nie rozumieją, że poza sztuczkami potrzebna jest jakość, a zysków nie da się w nieskończoność zwiększać w gigantycznym stopniu...
Co do promocji wartości, nie do końca się zgadzam - od tego tak naprawdę nie da się uciec. Problem z jednej strony w tym, że nie ma żadnej równowagi; totalnie dominuje skrajne lewactwo... A z drugiej strony, nie jest to subtelna warstwa w tle, tylko główna obsesja twórców czy wydawców... Świetnym przykładem jest Veilguard, gdzie niby mamy świat do uratowania, ale głównym tematem jest to, jakich kto używać zaimków... No a za tym idzie obniżona jakość takich "mniej ważnych" rzeczy, jak fabuła, wyzwania, oprawa...
Każda uznana marka musi być kontynuowana aż do momentu, gdy będzie wywoływać obrzydzenie - oto zasada współczesnego biznesu.
Była kiedyś seria detektywistyczno-historycznych książek przygodowych Nienackiego o Panu Samochodziku - naprawdę fajna. Więc po jego śmierci powstała kontynuacja; z 10 razy dłuższa, oczywiście "dostosowana do współczesnego odbiorcy" i najczęściej bardzo słaba... A potem się dziwią, że czytelnictwo spada, w branży gier przesyt itd.
Pewnie Steam nie budzi szczególnej sympatii... Jednak świadomość, że czaił się na niego taki moloch, jak Amazon, sprawia, że od razu Steam wydaje się milszy. - To jakby nie lubić wymądrzającego się wuja, ale nagle zobaczyć, że chce go porwać terrorysta...
No nie całkiem... Zakup wszystkich gier to by były jakieś dziesiątki milionów dolarów...
Jeżeli dostałeś za darmo, a nie jesteś potrzebujący... To mam nadzieję, że nie wyłudziłeś, ani nie ukradłeś. Twórcy zasługują na zapłatę.
Fajne... Ale biorąc pod uwagę opinie wielu, że gra jest bardzo łatwa, zastanawiam się, czy RPG to jeszcze wyzwania i niesamowite przygody, czy już bardziej rodzaj Sims, gdzie bawimy się tym, że możemy chodzić w majtkach na głowie...
@ Al.e.X jesteś słaby... Skoro Tobie gra się przyjemnie, to wszyscy, którzy krytykują, muszą być żałośni, przekupieni itp. Kto się przezywa, sam się tak nazywa...
Jak zwykle, najważniejsze jest to, o czym mało się pisze - czyli kompentna, a najlepiej też zróżnicowana AI...
Cóż, sądząc po tym, co Ci się podoba, to masz gust dość... nie-grymaszący. Choć np. Diablo IV wielu (np. Quaz) oceniało jako dobry - dla graczy bardziej "luzackich"
Gry, zwłaszcza te wielkich studiów, od dość dawna cierpią na hajp, numerkozę (serii) z ficzerozą (nadmiar ciekawostek, zamiast balansu i dopracowania)
Ale ostatecznie, musisz sam sobie wyrabiać opinię, i nie polegać za bardzo na guru. Pozdrawiam.
O Mamo... Produkcja tego kalibru nie ma co najmniej 8-ki? Albo to nie jest jednak moc Uni (nie zaprosili do swej siedziby na przejażdżkę po pustyni?), albo GOL chce budować wiarygodność.
Zgadzam się... Ale trochę źle wybrałeś cel. To nie jest gra martyrologiczna, tylko dość prześmiewcza - to tak, jakby się domagać historycznej wierności od Wolfensteina...
No a dzięki ministrzycy Nowackiej wiemy już, że naziści - to byli Polacy...
Eh, nie można tworzyć gier "dla wszystkich". Coraz wyraźniej gracze dzielą się na tych, którzy pragną bezstresowych "gier-doświadczeń" oraz tych, którzy czerpią satysfakcję z pokonywania wyzwań. Nie ma sensu próbować zadowolić ich w tej samej produkcji; to jakby próbować zbudować pięciogwiazdkowy hotel z jacuzzi dla miłośników surwiwalu w dżungli...
To też wpływa na poziom trudności - zwykle tak naprawdę jest tylko jeden, a pozostałe to tylko żonglerka statystykami. To rzadko działa, bo jeśli np. potwora ubija się jednym prostym unikiem i ciosem, to dodanie mu punktów życia nie sprawi, że gra będzie ciekawszym wyzwaniem - raczej stanie się żmudna...
Zamiast dopracować zgrabny zestaw współzależności, oraz przede wszystkim AI, idą w "ficzerozę", która zwykle zaburza balans, i pewnie gra będzie głupio łatwa... Jak dla mnie, typowa pozycja do odleżenia i zakupu może 5 lat po premierze...
Erm... Nie wiem, czy zauważyłeś, że autor tekstu W OGÓLE nie podał swojej opinii - tylko referował. A referowanie czegoś wcale nie musi znaczyć, że się z tym zgadzamy - równie często jest ostrzeżeniem, albo po prostu pokazaniem, jak myśli inna bańka... A to się przydaje.
To sugeruje, że potrafisz się zainteresować tylko na krótko... Też Książki krótkie, dziewczyny na jedną noc? ;-)
Ja, jeśli temat jest świetnie przedstawiony, mogę grać w jedną pozycję i tysiące godzin. Ale to nie mogą być sztuczne zapychajki. - Są też pozycje, które dają świetne przeżycia, ale krótkie - nie ma sensu ich przeciągać, bo to jakby z dowcipu zrobić sagę na 10 tomów.
Grigori, odwracasz kota ogonem, zapewne w dobrej wierze - ale ze skutkiem tragicznym.
Jasne, że można znaleźć Muskowi wypowiedzi agresywne. Tylko że lewica, liberałowie itp. na codzień żyją ośmioma gwiazdkami, "dorzynaniem watahy", "opiłowywaniem" itp. - choć niekiedy (niezbyt często) ubierają to w ładne słówka...
Skądinąd jest jasne, że Musk to buc i megaloman. Spoiler - taka jest absolutna większość ludzi, którzy zrobili karierę. Bo żeby do czegoś dojść, trzeba mieć wielkie ego i trochę bezwzględności. Poczytaj sobie choćby o Bobie Igerze, albo np. jak Tusk traktuje swych współpracowników, jeśli myślisz, że po stronie liberalnej mamy same "słodkie misie" - odwrotnie, one są wyjątkiem, a jeśli już, zdarzają się raczej po stronie, której przykleja się mordę zboczonych sadystów... Cóż, każdy przezywa, jak się sam nazywa.
Wiesz może, dlaczego Musk tak się zaangażował w wojnę przeciw woke? Przez to, co się stało z jego dzieckiem... Można zawsze dyskutować, czy dany indywidualny przypadek wpisuje się w tendencję - ale jest faktem, że woke prowadzi do totalnego wyniszczenia psychicznego i fizycznego masy dzieci, świadomie podnosząc naturalne zawirowania rozwoju do rangi "odnalezienia prawdziwej tożsamości" - choć potem przeszło 80% ludzi poddanych tranzycji żałuje swej decyzji (a weźmy pod uwagę, że przy tak brutalnej zmianie mechanizmy wyparcia działają bardzo silnie); dużo częstsze są też samobójstwa... Polecam choćby książkę "Nieodwracalna krzywda" czy świadectwo Łukasza Sakowskiego. (A są to, na marginesie wojująca feministka i gej)
I właśnie dlatego takie teksty, jak Twój, są bardzo groźne - bo niby walczą o tolerancję i standardy, a tak naprawdę wspierają przemoc i zakłamanie. Jak Musk powie coś za ostro - to przemoc i problemy świata to wina takich, jak on! No a kiedy Lis praktycznie gwałci swoje współpracownice, albo komuniści masowo mordują ludzi, a resztę doprowadzają do zezwierzęcenia - to trudno, wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, no i nie wolno nam zapominać o ich szlachetnych ideałach! Znaj proporcją, mocium panie...
Kompletnie tego nie widzę... Od zawsze mierzi mnie bezsensowna przemoc w grach typu Postal czy GTA - ale już cieszę z poczucia walki o życie w np. Resident Evil. Po prostu, są różne nisze...
No a teraz mamy zamiast przemocy, nachalne i na siłę wciskanie walki o zaimki... Tym dopiero womituję na tęczowo (zresztą każda ideologia wpychana łopatą do gardła wywołuje taki odruch)
Eh... Tak samo gramy z przemocą, jak czytamy kryminały - to po prostu jest ciekawe. To nie oznacza (prawie u nikogo) prawdziwej akceptacji przemocy, a jest trochę podobne do smoków w fantasy - nie, że naprawdę w to wierzymy, ale takie wyobrażenie jest na tyle mocne, że choć "papierowe", potrafi przykuć uwagę, skłonić do refleksji... Wzdychania, że za dużo przemocy, były od zawsze - krytycy XIX w. pytali, czy ludzie muszą czytać tyle kryminałów, zamiast Balzaca...
Z drugiej strony, pewna dawka przemocy jest dla człowieka naturalna, a cała cywilizacja nastawiona jest na temperowanie tego, ba - nawet na udawanie, że zamachy terrorystyczne można powstrzymać rysowaniem kredkami po chodniku! Jednocześnie ludzie czują, że to są reguły tylko dla maluczkich, dla "bydełka", co ma potulnie pracować.
No i mamy już odchodzenie od przemocy - nawet gdy "planeta płonie", dla bohaterów Veilguard najważniejsze są zaimki...
Co do mnie, kategorycznie będę głosował portfelem za tym, co jest po prostu jakościowe - a jeśli będzie w tym walka i kołyszące się wdzięki, tym lepiej! Co kompletnie mi nie przeszkodzi zachwycić się czasem spokojnym spacerem w parku, nastrojową impresją o przemijaniu... A teraz wybaczcie, muszę lecieć, loch sam się nie podbije.
Trele morele... Gra AAA to taka bardzo droga, a co za tym idzie - nastawiona na masowego odbiorcę. Czyli efekciarska, ale raczej płytka i sztampowa, a w ostatnich latach też często obficie podlana propagandą (co zmniejsza zyski, no ale BlackRocki itp. płacą i wymagają)