Oł łał, Islandia to ten kraj co ma tyle obywateli co Szczecin mieszkańców? Pracujących pewnie ma z połowę z tego. Nie ma co odnosić w ogóle ich problemów do naszych. Samych urzędników mamy 3,5 miliona ( nie tylko urzędników, ale też nauczycieli, pracowników służby zdrowia, wojska, policji itp.) i uwaga to jest MAŁO na tle innych państw Europy. Daj mi im 4 dniowy tydzień pracy i zobaczmy co się stanie :D
Oł łał, Islandia to ten kraj co ma tyle obywateli co Szczecin mieszkańców? Pracujących pewnie ma z połowę z tego. Nie ma co odnosić w ogóle ich problemów do naszych. Samych urzędników mamy 3,5 miliona ( nie tylko urzędników, ale też nauczycieli, pracowników służby zdrowia, wojska, policji itp.) i uwaga to jest MAŁO na tle innych państw Europy. Daj mi im 4 dniowy tydzień pracy i zobaczmy co się stanie :D
No cóż, PO w 2023 obiecywało młodym Polakom 4 dniowy tydzień pracy, zostali wybrani, a teraz nagle "nie da się, zrobimy pilotaż, może kiedyś". Na odwal się zrobili od 2026 pilotaż w kilku urzędach i na tym się skończyło.
To samo z kwotą wolną od podatku. Najpierw obiecują a potem "ooo panie, budżet nie wytrzyma". To pijani byli jak wcześniej obliczyli, że wytrzyma?
Obietnice sobie, rzeczywistość sobie :( Przy obecnym poziomie obciążenia psychicznego pracą w korpo, gdzie każda minuta pracy jest rozliczana i monitorowana, myślę, że po prostu należy się nam 4 dniowy tydzień. 4 dni pracy współczesnego pracownika są dużo efektywniejsze niż 5 dni typowej Karyny z księgowości, która 3-4h każdego dnia spędza na ploteczkach i jedzeniu pączków.
Pomijam już urzędy, gdzie pracują od 7, a od 8 przyjmują petentów, więc mają godzinę na włączenie komputera i zaparzenie kawy XD
Koryto jest zapewnione więc pospólstwo może spadać, kolejne pranie mózgu i bajkopisanie przed kolejnymi wyborami.
Ja bym nie robił stereotypu w żadnym zawodzie. W każdej branży mamy przypadki gdzie osoby robiące np 2x mniej mają to samo lub lepsze wynagrodzenie. A skoro są tak nagradzani to wiedzą że nie muszą nic zmieniać i rozwijać się. To jest wina kierowników, dyrektorów.
Otóż nie. Gdy nazwa państwa i wyspy jest identyczna, powstaje wariacja normatywna. Wybór przyimka zależy od tego, czy odnosimy się do państwa czy do wyspowego charakteru danego miejsca. W tym wypadku chodzi o państwo, dlatego "w Islandii" jest jak najbardziej poprawne.
Uzasadnienie (Miodek):
https://plus.gazetalubuska.pl/jan-miodek-wokol-islandii/ar/9962634
Gdy fakty przeczą temu, co sądzę, tym gorzej dla faktów. Gdy eksperci w danej dziedzinie twierdzą coś innego, niż mnie się wydaje, to znaczy, że nie są ekspertami i nie znają się na tym, czym się zajmują.
Bardzo mądre podejście do życia. :)
A to, że błędna wypowiedź zbiera serduszka, choć została już zdementowana, wiele mówi o poziomie mentalnym części użytkowników tego forum. Czeka nas świetlana przyszłość. :)
A zrozumiałeś cokolwiek z tego, co napisałem wyżej [3.1]? Może przeczytaj jeszcze raz, bo widzę, że krucho u ciebie nie tylko z zasadami polskiej pisowni, ale też z umiejętnością czytania ze zrozumieniem. Wyjaśniam jak krowie na rowie: obie formy ("w" i "na") są poprawne (w różnych sytuacjach), zaś w kontekście artykułu forma "w" wydaje się nawet bardziej poprawna niż "na" (bo chodzi o przepisy w danym państwie, a nie kwestie związane z geografią).
Tyle.
A, byłbym zapomniał: zjeżdżaj ze swoją ignorancją! ;)
Nie rozumiem, dlaczego niektórzy ludzie z własnej woli wystawiają się na pośmiewisko. Mogłeś zamilknąć, Gratius87, a dalej się wdajesz w pyskówki.
OP tej nitki napisał, że poprawna (w domyśle: wyłącznie) jest forma "na Islandii" (odnosząc się krytycznie do "w Islandii" z artykułu). Napisałem, że nie, bo "w Islandii" również jest formą poprawną i przytoczyłem źródło (wypowiedź eksperta). A ty nagle się wcinasz, atakujesz mnie personalnie ("zjeżdżaj", "typowy mądrala") i udowadniasz, że poprawna jest forma "w Islandii" i "na Islandii". Stworzyłeś sobie chochoła i sam z nim walczysz.
A co do tego, która forma jest lepsza w danej sytuacji... Znowu Miodek:
W tej sytuacji nieuchronny jest stan wariancji normy odnoszącej się do związków składniowych z nazwą Islandia: gdy mamy na myśli państwo, lecimy do Islandii, jedziemy do Islandii, jesteśmy w Islandii, mamy rodzinę w Islandii; gdy chodzi nam o wyspę, lecimy na Islandię, jedziemy na Islandię, jesteśmy na Islandii, mamy rodzinę na Islandii.
Oczywiście, że obie formy mogą być używane wymiennie, o czym piszę od samego początku ("wariacja normatywna"), a czego kompletnie nie zrozumiałeś. W tym wypadku jednak autorowi artykułu chodzi o przepisy prawne obowiązujące w danym państwie, a nie tylko na jakimś geograficznym obszarze, więc "w Islandii" jest nie tylko poprawne, ale nawet wyjątkowo akuratne (z czym polemizował OP nitki).
Teraz możesz w końcu "zjeżdżać" i przestać się ośmieszać.
Mama Cię nie uczyła żeby nie pyskować? Zjeżdżaj!
No i wreszcie do ciebie dotarło, że nie jesteś w stanie skonstruować ani jednego sensownego argumentu i musisz się zadowolić ad personam. Nie powiem: zawsze to jakiś postęp. :)
Via Tenor
Więcej ad personam, więcej! To z pewnością sprawi, że szybciej pokonasz swojego chochoła i z satysfakcją spojrzysz w lustro. :)
Nie bez powodu w Polsce 5 tys osób od lipca testuje pracę 35h w tygodniu.
Raczej kwestia czasu jak u nas też to zawita. Widać że jest na to nacisk ponad partiami, nie ważne kto będzie rządzić.
Polacy powinni się cieszyć jak robotę mają a nie płakać o 4 dyniowy tydzień pracy. Jak się komuś nie podoba to może się zwolnić i zęby w ścianę.
LOL. Niektórzy chyba nie zauważyli, że czasy feudalizmu i dzikiego kapitalizmu już w Polsce minęły.
Ktoś się głośno domaga 4 dni?
Zrobią to zrobia. Będzie czesto więcej godzin jako nadgodziny.
Np często piątek jako 100-200% platne, nie licząc jeszcze weekendu
Przy czym z doświadczenia wśród znajomych wiem, że to niestety wcale nie jest tak, że Polak wcale nie chce pracować na magazynie. Otóż chce - tyle, że są inne, korzystniejsze dla pracodawcy alternatywy. Takiego obcokrajowca zatrudni sobie na zleceniu lub uod i może go zwolnić w każdej chwili, a "bezczelny" Polak domaga się UOP. Chyba nie tak powinien wyglądać dobrobyt :D
To że przyjeżdżają do nas ze wschodu do pracy to nic. Gorzej że produkcja jest przenoszona na Węgry i do Rumunii lub zachodni producenci po prostu wracaja na rodzimy rynek.
co powiesz tym ludziom
A cóż to za pytanie? Równie dobrze mógłbym powiedzieć, że sugerujesz, iż w Polsce, czyli kraju, który hucznie ogłasza się dwudziestą gospodarką świata, trzeba zaprzestać walki o prawa pracownicze i cieszyć się, gdy jakiś przedsiębiorca łaskawie nas zatrudni na mniej czy bardziej niegodziwych warunkach. To, że jakieś firmy zwalniają ludzi, nie oznacza jednak, że mamy się godzić (jako pracownicy) na wszystko i zasuwać za miskę ryżu. Ba, rzekłbym, że to najgorsze, co możemy zrobić, bo tylko pogłębimy patologię i sprowadzimy swoje życie w przyszłości na jeszcze niższy poziom. A potem, jak mawiał Kisielewski, "urządzimy się w dupie". Co więcej, w chwili, gdy politycy nie potrafią zapewnić sensownej struktury rynku pracy (poprzez np. reformy nie tylko gospodarcze czy podatkowe, ale i edukacyjne), jedyną alternatywą dla przyjęcia skrajnych teorii wolnorynkowych dzikiego kapitalizmu nie musi być szerokie otwarcie ramion dla marksistowskich teorii walki klasowej.
Innymi słowy: zachęcam do refleksji.
Pracuje w branży automotive i mamy aktualnie 30% roboty którą mieliśmy w covidzie a już wtedy były spadki. Mam wrażenie że aktualnie sprzedają się tylko najdroższe merole :E
To są miliony miejsc pracy. Nie będzie tak że dziś tracę pracę a jutro znajduje nowa.
Zaraz wszsycy beda testowac 0 dniwoy tydzien pracy jak AI wszystkich wywali na zbity pysk
Tak. To kolejny kraj, który to robi jest Dania. Akurat w Danii byłem niedawno, trochę poczytałem i tydzień ma. 37 godzin pracy (o dwie więcej). Patrzę - łał, na nasze zarabiają 22-27 koła (nawet w sklepie czy innym naszym 'obozie pracy'). Tylko głupia kawa na stacji benzynowej na nasze kosztuje 35 zł (ok. 60 koron), gdzie u nas to koszt 12 zł (porównuję stacje te same co u nas). Koszt litra paliwa - 17 koron (blisko 10 zł/litr). Nie wspomnę o innych radosnych cenach. Tak więc co z tego, że dużo się zarabia skoro wszystko leci w kosmos? Co z tego, że się mniej pracuje jak wyjście to koszt taki, że lepiej zostać w domu? Do tego nawet zakup samochodu jest taki, że wszyscy witają się z rowerami. Można by rzec - no ekologicznie. Otóż nie do końca - nie stać ich, bo koszt samochodu (podatku) też jest ogromny. Dla firm jest tanio, ale nie można jeździć prywatnie (rejestracje mają inny kolor więc od razu policjant chętnie zatrzymuje w dni potencjalnie wolne od pracy). No i jazda po drodze - za darmo, ale koszt przejazdu przez most (jedyna droga do stolicy) w jedną stronę około 170 zł (w jedną stronę). To w zasadzie na wielkość kraju jakby zapłata za wszystkie drogi z góry w Polsce:) (bo trzeba też wrócić więc jest grubo powyżej 300 zł). Tak więc jak ktoś ma te mokre sny życia w takim świecie - proszę bardzo, ja na szczęście niedługo padnę i nie będę musiał brać udziału w tym cyrku;) młodych normalnych szkoda...
Owszem, w Danii wszystko jest znacznie droższe niż w Polsce, ale to nie znaczy, że Polaków "stać na więcej", a w Polsce żyje się lepiej. Fakty:
- Średnia pensja w Danii wystarcza na pokrycie kosztów życia na ok. 2 miesiące, a w Polsce - na ok. 1,2 miesiąca.
https://livingcost.org/cost/denmark/poland
- Dania jest w rankingach jednym z najlepszych miejsc do życia na świecie, zaś Polska plasuje się w czwartej dziesiątce:
- Lokalna siła nabywcza jest w Danii o ok. 50% wyższa niż w Polsce:
https://www.numbeo.com/cost-of-living/compare_countries_result.jsp?country1=Poland&country2=Denmark
- Według najnowszego World Happiness Report 2026 Dania zajmuje 3. miejsce na świecie ze średnim wynikiem 7,539 (w skali 0-10), a Polska - 24. (6,768):
Dania należy do tych krajów UE, które bardzo zyskują na żyłowaniu takich krajów, jak Polska.
Nie jestem do końca pewien, co masz na myśli. Niemniej jednak Dania jest płatnikiem netto do budżetu UE od wielu lat. W 2024 r. wpłaciła ok. 2,9 mld euro, otrzymała 1,8 mld euro, a więc netto dopłaciła ok. 1 mld euro. Podobnie w poprzednich latach i w prognozach na przyszłość. Polska z kolei jest jednym z największych beneficjentów netto (w ostatnich danych ok. plus 7 mld euro rocznie). Dania nie "zyskuje" na Polsce dzięki funduszom unijnym. Jest dokładnie odwrotnie - jako bogaty kraj Dania dopłaca do budżetu UE więcej, niż dostaje, a te pieniądze trafiają m.in. do Polski np. na infrastrukturę (drogi, kolej, oczyszczalnie itp.).
Formuła „żyłowanie” jest więc nieprawdziwa w tym kontekście. Mechanizm spójności UE ma na celu wyrównywanie różnic gospodarczych - kraje bogate płacą więcej, biedniejsze otrzymują wsparcie na rozwój infrastruktury itp. Oczywiście, to przynosi również korzyści tym bogatszym, bo chodzi o solidarność inwestycyjną. Bogatsi pomagają się rozwijać biedniejszym, gdyż w dłuższej perspektywie wszyscy na tym korzystają (większy rynek zbytu, mniej migracji ekonomicznej itp.). To nie jest więc gra o sumie zerowej. Członkowie UE nie zyskują tylko kosztem innych członków UE.
W Szwecji podobnie mają ceny wyższe nisz u nas, co z tego jak na wszystko pracujesz krócej, zwłaszcza ze o 12 masz godzinną przerwe i sobie odrabiasz za darmo czy to dojazd czy śniadanie czy jak ktoś pali paczke papierosów :D A u nas ? Podajesz ceny bzdur, porównuj ceny przykładowo butów czy kosmetyków których ceny są prawie te same, ale niestety krócej się na te rzeczy pracuje w Danii czy w Szwecji czy w Niemczech.
Ciekawe czemu od początków cywilizacji wszyscy emigrują do tych drogich krajów, a nigdy nikt od nich nie emigruje do Polszy czy innych Węgier czy Rumunii, pomimo jak niby wypisujesz niższych cen i darmowych mostów XD ?
A pracownik fabryki dalej będzie pracował po 46h bo Janusze nawet soboty mu nie dadzą.
Tymczasem na Reddicie Islandczycy piszą, że to brednie i że tylko państwowe stanowiska dostały 35h i to pod wieloma obostrzeniami. Ludzie pracujący w prywatnym sektorze robią od pon. do pt. jak wszędzie indziej.
Przestawilem sie na 32 godzinny tydzien pracy, 4 dni w tygodniu od poczatku kwietnia i teraz tylko zaluje ze nie zdecydowalem sie na to wczesniej. Co prawda wiazalo sie to z okolo 10% spadkiem pensji, ale jest to zdecydowanie warte ekstra czasu jaki mam dla siebie. Szkoda mi tylko moich znajomych ktorzy pracuja normalnie i sa wiecznie zajeci albo zbyt zmeczeni zeby cos porobic razem, trzeba sie umawiac na pare tygodni do przodu, brak miejsca na spontanicznosc. Zdecydowanie kazdemu by sie przydal zdrowszy balans miedzy praca a zyciem.