GTA 6 prawdopodobnie pobije rekordy i sprzeda konsole, ale prawdziwe pytanie brzmi, ile gracze będą musieli mu wybaczyć
GTA 6 ma wszelkie predyspozycje, by stać się największą premierą dekady, ale gigantyczne oczekiwania oznaczają też ogromne ryzyko rozczarowania. Od problemów w produkcji, przez wydajność, po mikrotransakcje – jest wiele rzeczy, które mogą pójść nie tak.
Lato, lato i co prawda, na szczęście, jeszcze nie po lecie, ale jesteśmy już na ostatniej prostej przed targami gamescom, a po nich już zacznie się czas jesiennych premier i końcowe odliczanie do pojawienia się tej najbardziej oczekiwanej gry dekady – GTA 6. Legenda marki, renoma Rockstara no i przede wszystkim ogromny głód nowej odsłony wywołany aż 13-letnią przerwą niewątpliwie złożą się na ogromny sukces komercyjny, który przy okazji nakręci też sprzedaż konsol, bo posiadacze pecetów, jak zwykle, będą musieli przełknąć późniejszą premierę na swoją platformę.
I ten sukces z pewnością będzie, niezależnie od tego, czym okaże się GTA 6, ile nowości wprowadzi i jaką jakość. To trochę taki współczesny odpowiednik Half-Life’a 3, który jednak nie zaginął w procesie tworzenia, tylko ma realną datę premiery, i to już bardzo bliską. Na tyle bliską, że można by się zacząć martwić, że nie widzieliśmy do tej pory jeszcze żadnego kawałka gameplayu, jednak historia promocji RDR 2 pokazuje, że to nic nowego i ten może pojawić się na początku września.
Czy tak długie czekanie z ujawnianiem szczegółów to już standardowa strategia Rockstara, czy „kupowanie” sobie czasu na eliminowanie bugów i optymalizację? Trudno powiedzieć. W każdym razie wrzesień będzie już naprawdę ostatnim dzwonkiem na prawdziwe pobudzenie apetytów graczy, zamiast samego pokazywania okładki pudełka o nieco symbolicznym znaczeniu w kontekście wyłącznie cyfrowych kopii gry. Zamiast wiec rozwodzić się nad tym, jak GTA 6 może zostać mesjaszem gamingu, spróbujmy pójść w drugą stronę i wyliczyć rzeczy, które mogą pociągnąć tę premierę w dół, które mogą trochę nas rozczarować, rozminąć się z dużymi oczekiwaniami.
Deweloperskie piekło odciśnie swoje piętno?
Nie jest już chyba tajemnicą, że GTA 6 powstawało w czymś, co jak najbardziej można nazwać deweloperskim piekłem. Zacznijmy od ponownie bardzo długiego po RDR 2, ponad ośmioletniego procesu tworzenia gry. W tym czasie zmieniła się ogólna koncepcja, która pierwotnie miała obejmować znacznie większy, otwarty świat, większy rozmach, ale zdecydowano się jednak skumulować wszystko wokół Vice City i najbliższych okolic.
Mieliśmy też kompletną zmianę kultury pracy w Rockstarze, któremu oberwało się po doniesieniach o sporym crunchu przy Red Dead Redemption 2, ogromny wyciek danych i fragmentów wczesnej wersji gry w 2022 roku, falę zwolnień i doniesienia o bardzo niskim morale w ekipie Rockstara, opóźnienie premiery ze względu na ilość rzeczy do ukończenia oraz bezprecedensowych oczekiwaniach i presji, jeśli chodzi o kwestie biznesowe. Wyszło też na jaw, że praktycznie od 2019 roku ze studiem pożegnał się Dan Houser – jeden ze współzałożycieli Rockstara i współtwórca ogromnego sukcesu GTA 5.
Obserwowaliśmy już w branży wiele takich trudnych procesów tworzenia, które ostatecznie kończyły się gotowymi grami, ale w każdej z nich było widać te wcześniejsze problemy, czy to przez jakieś nieścisłości, niedoróbki, czy pójścia na skróty. Rockstar wprawdzie słynie z dbałości o detale, jednak nie jest wykluczone, że tym razem długi czas powstawania oraz wewnętrzne problemy mogą się w ten czy inny sposób odbić na jakości gry.
„Przeterminowany” świat?
Stworzenie świata gry z epoki dzikiego zachodu albo minionej, kultowej dekady jest relatywnie łatwe. Wszystko jest znane, udokumentowane, nigdzie nie ucieknie, nie zmieni się. Z czasami współczesnymi jest trochę inaczej, zwłaszcza obecnie. Technologie zmieniają się błyskawicznie, tak samo jak moda, trendy, rzeczy, które śmieszą. W raptem kilka lat przeszliśmy od przeglądania Facebooka, przez boom na TikToka do używania AI na masową skalę – zarówno przy odrabianiu lekcji, generowaniu obrazków, jak i fake newsów. Gdzie w tym wszystkim stoi fabuła oraz realia świata GTA 6? Czy będą na tyle uniwersalne, że wpasują się w dobrze znaną nam rzeczywistość, czy jednak będzie to wizyta w świecie już zapomnianych, przebrzmiałych memów?
Mikrotransakcje, GTA Online i paywall
Pierwszy zgrzyt już za nami. Zamiast zwiastuna z pokazem właściwej rozgrywki z okazji startu preorderów, dowiedzieliśmy się, że wszyscy, którzy zdecydują się na zakup kota w worku, otrzymają w prezencie sklepy w świecie gry i elementy kosmetyczne niedostępne dla posiadaczy podstawki. Skórki i pojazdy to jedno, ale zablokowanie miejsc w świecie gry w trybie single player to przesunięcie pewnej granicy i nasuwa się pytanie, jak daleko pójdzie GTA 6 w tym kierunku, zwłaszcza gdy wystartuje już moduł Online. Czy znowu doświadczymy całkowitego braku dodatków do trybu singlowego, czy może światy GTA offline i online będą się przenikać z dużym naciskiem na mikrotransakcje działające i tu, i tu?
Do ilu klatek się doliczymy?
Brak jakiegokolwiek pokazu gry dla mediów czy prezentacji gameplayu podkręca sieciowe dyskusje o tym, jak płynna będzie animacja w GTA 6 na konsolach. Tu na razie panuje dość umiarkowany optymizm, a branżowi specjaliści pokroju Digital Foundry studzą nadzieje na 60 klatek nawet w przypadku najmocniejszej konsoli PlayStation 5 Pro. Wszystko wskazuje, że będzie trzeba się zadowolić 30 klatkami i liczyć na to, że nie będzie spadków od tej liczby. A znamy sporo tytułów, które w trybie jakości z 30 fps potrafią być dość męczące dla oczu.
Pytanie, jak bardzo ucierpi szczegółowość świata gry, by w ogóle utrzymać te 30 klatek. W najgorszej sytuacji są posiadacze Xboxa Series S, którzy raczej na pewno będą musieli przygotować się na niższą rozdzielczość i mniej detali w grafice. Osobiście myślę, że nawet z PS5 Pro pod telewizorem warto mieć odpowiednio wyważone oczekiwania, bo jakość widoczną na cutscenkach ze zwiastunów możemy zobaczyć dopiero przy okazji premiery wersji pecetowej i później, na konsole następnej generacji, co Rockstar odpowiednio już sobie przećwiczył przy okazji „piątki”.
Tęsknota za nowym ci wszystko wybaczy?
Oczywiście jest też szansa, że wszystko pójdzie gładko, że dostaniemy świetnie zoptymalizowaną, jedną z najładniejszych gier na konsole, która znowu zaskoczy nas niedoścignioną symulacją tętniącego swoim życiem, otwartego świata – bo gameplayowo raczej niewiele się zmieni. Tyle, że cenę tego będą znać jedynie szeregowi pracownicy studia.
Rockstar jest znany z dopieszczania gier do perfekcji, ale równocześnie i z kiepskich portów na PC w momencie ich premiery. I chyba jest też w dość komfortowej pozycji, bo choć z jednej strony mamy ogromne wręcz oczekiwania, tak z drugiej jest też wielki głód jakiejkolwiek nowej rozgrywki w nowym GTA, gdzie sama przejażdżka samochodem po mieście i słuchanie radia będzie wydarzeniem, z którego pojawią się tysiące filmików w sieci. Jaka ona będzie, ile będzie w niej zachwytów, ile wybaczania, przekonamy się, miejmy nadzieję, już bardzo niedługo.




