Fenomen trudnych gier ma korzenie w fundamentach ludzkości, wyjaśnia legendarny polski deweloper
Dalsze przedłużanie sobie... kciuka i elitaryzm? Ale coraz więcej osób ma już dość - patrz choćby opinie po zakończonym właśnie Gamescom.
Przeciez on tylko odpowiedzial na zadane mu pytanie. Gdzie tutaj widzisz elitaryzm albo jakas ocene?
patrz choćby opinie po zakończonym właśnie Gamescom.
Kogo opinie? Twoje? Czy oderwanych od rzeczywistosci innych golowiczow, dla ktorych juz wszystko co sie nieprzechodzi jednym przyciskiem to soulslike.
Bo wszedzie ludzie sie ciesza z pokazanych gier, a same targi byly gigantycznym sukcesem.
Ze co niby ludzie niezadowolenie czy cos? Wez moze wyjdz z tej swojej banki, choc na 5 minut.
Zaklinanie rzeczywistosci nic nie da. Czasy "sinematyk ekspirjens", ewentualnie gameplayu polegajacego na bieganiu od jednej sztucznej oslony do drugiej na razie nie wroca.
"Ellitaryzm"... bo ktos smie sie cieszyc i doceniac to co jest, a nie narzekac na doslownie wszystko.
Chmielarz poprostu mowi jak jest. Jesli to ma byc "elitaryzm", to niech i tak bedzie.
patrz choćby opinie po zakończonym właśnie Gamescom.
a jakie sa opinie? jestem ciekawy, bo w sumie nic za bardzo nie czytalem.
dla mnie sam ONL byl beznadziejny, ale juz FGS bardzo fajny, bo pokazali sporo ciekawych gier i rozbudowane gameplaye z gier z ONL.
Pierdus po prostu uznaje kazde stwierdzenie, ze jest sie w czyms dobrym (a nie daj boze lepszym niz on) jako atak na jego krotka kuśkę. Wiec stad pan-dwie-lewe-rece dostaje spazmow na sama mysl o "difficulty level" w grach, a tym bardziej na dzwiek slowa "Souls", gdzie tegoz poziomu trudnosci nie moze sobei nawet ustawic. Ogolnie: zignorowac, bo to nieuleczalny przypadek (kuski nie da sie wydluzyc a wirtualnie e-peena koles tez nie daje rady sobie powiekszyc).
Nie ma potrzeby obrażać innych. Mi też czasami zęby zgrzytają podczas czytania ale ogólnie uważam, że cały ten spór o trudność w grach jest strasznie naciągany i wykreowany z powietrza. "Dobre-trudne gry" nie zabierają miejsca "dobrym-łatwym grom" i na odwrót to samo. By zobrazować sytuację stworzyłem w profesjonalnym programie graficznym Paint ten oto pomocniczy diagram Venna. (:D) Jak widać te zbiory istnieją niezależnie od siebie i zamiast naparzać się między sobą powinniśmy agitować za zwiększeniem ogólnej ilości "dobrych gier" co ostatecznie zaprocentowałoby dla obu obozów.
[edit2] zapomniałem czegoś oznaczyć na obrazku. ^^
Via Tenor
Fajny diagram. ;)
Umiejscowienie elementu "ciekawe dyskusje" widze ze nieprzypadkowe. ;P
Ciekawe, kto tu sobie przedłuża fiutka. Zaryzykowałbym twierdzenie, że nie ja - w końcu to nie ja podkreślam, że - w przeciwieństwie do ułomnych interlokutorów, "nieuleczalnych przypadków" itp. - daję radę w soulsach, nie ja z pianą na pysku rzucam inwektywami zmotywowany pogardą dla czyichś umiejętności... LOL
Niezmiennie zabawne jest to, jak się grupowo "uruchamiacie", z zaangażowaniem godnym politycznych botów, gdy na X jeden lub drugi polityk przejedzie prętem po klatce. Klasa i styl będące wizytówką prawdziwych pasjonatów. :)
Aż musiałem sprawdzić czy aby w Paincie na pewno można robić krzywe, bo coś mi się to naciągane wydawało. Ten diagram wyglądał mi zbyt pro jak na Painta.
No ale można :O
Via Tenor
Chłop 50 lat na karku i dalej wierzy, że granie w gry to jest jakieś "wyzwanie".
On nie powiedział, że wyzwaniem jest samo granie w gry, tylko że gry stawiają pewne wyzwania. I co w tym dziwnego? Chłop 50 lat na karku nie może też wierzyć że np. trafienie piłką do kosza z połowy boiska jest wyzwaniem? Że wyzwaniem jest wygranie w szachy z kimś, kto w te szachy potrafi grać?
A nie no, móc, to sobie każdy może wierzyć w jaką głupotkę tam chce. Czy ja komuś bronię?
No np w taka glupotke, ze rozrywka nie moze rozwijac i stawiac wyzwan, czy to czysto zrecznosciowych, czy intelektualnych.
Gry to ani rozwój, ani wyzwanie? Wiesz, to wszystko zależy, jak podejdziesz, i jak zdefiniujesz wyzwanie... Dla kogoś nawet wyprawa na K2 zimą czy walka na wojnie to będzie tylko wesoła rozrywka, bo taką ma naturę... A z kolei ktoś, kto czyta tylko Harlequiny, nie zrozumie, jak książki mogą stymulować intelektualnie...
Co do mnie, niektóre sytuacje w grach należały do najciekawszych, najbardziej emocjonujących, i najtrudniejszych intelektualnie spośród tych, z jakimi się w życiu zetknąłem - choć oczywiście nie dają tyle wrażeń, co bezpośrednie zagrożenie życia, albo tragedia rodzinna. Ale też przecież na tym polega rozrywka, że pewne rzeczy ćwiczymy "na sucho" - choć, jak pokazują badania, mózg często odbiera to tak silnie, jak zdarzenia realne. To jednak zależy też od nastawienia i siły wyobraźni.
Generalnie obowiązuje taka zasada, że rzeczy najlepsze wymagają wysiłku - wtedy w pełni czujemy, jak się o nie staramy, w pełni się angażujemy, no i satysfakcję z sukcesu też odczuwamy w całej pełni.
To nie tylko gier dotyczy - długi spacer po lesie zwykle przeżyjemy głębiej i docenimy bardziej, niż parę ładnych fotek drzew w Tiktoku... Warto się spocić!
Zaś gry mogą być super intrygujące, angażujące, i mądrze trudne - trzeba tylko chcieć poszukać; to zależy od samej gry, jak i sposobu, w jaki do niej podejdziemy. Tak samo film można obejrzeć ambitny, z zaangażowaniem, i w dobrych warunkach - ale można też po robocie patrzeć kątem oka na Netflixową komedyjkę...
Wszystko jest dla ludzi - nikt nie powinien się obrażać za różne rodzaje rozrywki, natomiast drażni mnie, kiedy ludzie próbują chodzić na skróty - jak osiedlowy chojrak, który uważa się za twardszego od żołnierzy z linii frontu, albo koleś, który na exploitach i modach ukończył gierkę tak zaprojektowaną, żeby nie frustrowała, i uważa się za mistrza... Wyprawa do parku to nie wyprawa zimą na K2.
Generalnie jest taka zasada, że rzeczy najlepsze wymagają wysiłku - wtedy w pełni czujemy, jak się o nie staramy, w pełni się angażujemy, no i mamy satysfakcję z sukcesu.
To nie tylko gier dotyczy - długi spacer po lesie zwykle przeżyjemy głębiej i docenimy bardziej, niż parę ładnych fotek drzew w Tiktoku... Warto się spocić. A gry mogą być super intrygujące, angażujące i mądrze trudne - trzeba tylko chcieć poszukać; to zależy od samej gry, jak i sposobu, w jaki do niej podejdziemy. Tak samo film można obejrzeć ambitny, z zaangażowaniem, i w dobrych warunkach - ale można też po robocie patrzeć kątem oka na Netflixową komedyjkę...
Wszystko jest dla ludzi - nikt nie powinien się obrażać za różne rodzaje rozrywki, natomiast drażni mnie, kiedy ludzie próbują chodzić na skróty - jak osiedlowy chojrak, który uważa się za twardszego od żołnierzy z linii frontu, albo koleś, który na exploitach i modach ukończył gierkę tak zaprojektowaną, żeby nie frustrowała, i uważa się za mistrza... Wyprawa do parku nie wyprawa zimą na K2.