Pokolenie Z jest takie, jak ich poprzednie (głównie boomerzy) ukształtowało. Ci drudzy rządzą korporacjami i mają realny wpływ na ich życie. Ja sam mam chrześniaka, który całym sobą prosi się o rzucanie memami o zetkach, ale to nie zmienia faktu że do pewnych rzeczy są bardziej dostosowani niż którekolwiek pokolenie wcześniej. Wśród starszych pokoleń też znajdą się nieroby i niedojdy, ale o patusach spod sklepu już nikt artykułu nie napisze, bo się nie klika.
Ja wyznaję zasadę, że "jeśli chcesz zadbać o innych, to najpierw zadbaj o siebie" i to drugie zetkom póki co wychodzi bardzo dobrze.
Ogólnie ta nagonka na zetki, to moim zdaniem rak na dzisiejszych portalach. Za dużo w tym polaryzacji, a za mało konstruktywnych wniosków.
Od 9 do 17? Nie znam takich miejsc pracy. Znam 6-14, 7-15 i rzadko kiedy 8-16, ale slynnego 9-17 to już od lat nie widziałem u żadnego pracodawcy
Fajne te artykuły o pokoleniach na podstawie badań z Nowego Yorku. Takie aktualne i przystosowane do rzeczywistości:)
Pokolenie Z jest takie, jak ich poprzednie (głównie boomerzy) ukształtowało. Ci drudzy rządzą korporacjami i mają realny wpływ na ich życie. Ja sam mam chrześniaka, który całym sobą prosi się o rzucanie memami o zetkach, ale to nie zmienia faktu że do pewnych rzeczy są bardziej dostosowani niż którekolwiek pokolenie wcześniej. Wśród starszych pokoleń też znajdą się nieroby i niedojdy, ale o patusach spod sklepu już nikt artykułu nie napisze, bo się nie klika.
Ja wyznaję zasadę, że "jeśli chcesz zadbać o innych, to najpierw zadbaj o siebie" i to drugie zetkom póki co wychodzi bardzo dobrze.
Ogólnie ta nagonka na zetki, to moim zdaniem rak na dzisiejszych portalach. Za dużo w tym polaryzacji, a za mało konstruktywnych wniosków.
No właśnie też mnie to zastanowiło, te artykuły w stylu ''pokolenie Z tamto czy sramto'' , po co to? Pytanie retoryczne😁😊
Od 9 do 17? Nie znam takich miejsc pracy. Znam 6-14, 7-15 i rzadko kiedy 8-16, ale slynnego 9-17 to już od lat nie widziałem u żadnego pracodawcy
Zresztą:
– Nie ma takiego miasta – Lądyn! Jest Lądek, Lądek-Zdrój, tak...– Ale Londyn – miasto w Anglii.
– To co mi pan nic nie mówi?!
– No mówię pani właśnie.
– To przecież ja muszę pójść i poszukać, zobaczyć gdzie to jest. Cholera jasna...
Pracy jest za dużo i za ochłapy, podczas gdy bogacą się tylko najbogatsi. Korporacje umywają ręcę, wartość człowieka jak kruszec - im więcej tym tańszy. Dziś populacja jest tak duża, że każdego można zastąpić, szczególnie przy otwartych granicach. W dodatku zamiast co raz lżejszych prac z rozwojem technologii są co raz bardziej skomplikowane, bo proste zaczynają robić roboty.
Polacy zniszczyli rynek pracy w UK, teraz Ukraińcy niszczą w Polsce wyrabiając nieludzkie tempo i ustalając normy nie do uciągnięcia na dłuższą metę. Nic z tego nie ma poza zniszczonym zdrowiem.
Co raz więcej osób zrezygnuje jak w Japonii, wzrośnie liczba NEET i hikikomori.
A jak są dłużej w PL i odkryją coś takiego jak L4, to już w ogóle ich w pracy nie ujrzysz. Stare pokolenie, szczególnie kobiety z ukrainy, to były i są bardzo pracowite osoby. Potrafią w takim sadzie pracować od świtu do zmierzchu, przez siedem dni w tygodniu. Nowe pokolenie, byle pokropi i już uciekają.
Dlatego korporacje bardziej teraz stawiają na Filipińczyków, Wenezuelczyków, Kolumbijczyków czy Nepalczyków. Ci chcą pracować, bo z zarobionej kasy, nie dość, że chcą utrzymać siebie tu, to też pomóc rodzinie tam.
Z liczbą ludzi to kwestia niejednoznaczna. Polaków jest coraz mniej (jak i innych nacji żyjących w dostatku), więc musi posiłkować się migrantami, tak jak w Europie posiłkują się pracownikami z Polski. To naturalna kolej rzeczy. Połowy tej pracy, którą robią migranci Polacy, Anglicy czy Niemcy u siebie w kraju by nie ruszyli. A ktoś to musi zrobić.
Odnośnie tempa to jest naturalne, że za te lepsze, cudze pieniądze pracuje się bardziej ochoczo, ciężej. Dlatego Ukraińcy pracują ciężko i nas a my na Zachodzie. Cały problem sprowadza się do tego, że nie ma szacunku dla pracowników. Nie ma godnych, wysokich płac. Ludzie pracują za 5tys netto i płacą za masło 5 zł. Na Zachodzie zarabiają 5tys euro i płacą za masło czy cokolwiek innego podobną kwotę. Jak to możliwe? Producentowi trzeba zapłacić w nie to co u nas a i tak wychodzi 4x taniej. Nawet niech będzie 2x na innych produktach. Pracownikom płacą w euro, producentom w euro, podatki w euro a są w stanie sprzedać produkt w podobnej cenie jak Polacy. Czy to u nas taki wyzysk? 3 pośredników musi się dorobić? Rolnik dostaje grosze za mleko, mleczarnia sprzedaje dalej wytwórcy serów czy masła, ten musi zarobić, potem dystrybutor i w ostateczności sklep. Gdzie płacisz za produkt 10x jego wartości. Moim zdaniem najlepiej w tej sytuacji pompować płace. Żeby ludzie mieli więcej. 4x więcej, jak na Zachodzie. Oczywiście ktoś powie, że z placami wzrosną ceny. Jeśli przebiją niemieckie to będzie nas stać od nich sprowadzać, skoro oni umieją wyprodukować coś taniej.
Wyznaję zasadę, że idę do pracy by zarobić, a nie rujnować zdrowie czy się stresować (wiadomo, że czasem jest różnie i stresowe sytuacje mają się prawo zdarzyć), ale jak w ogłoszeniu widzę "odporność na stres" (a nie jest to policja, szpital czy coś, gdzie ten stres jest częścią zawodu) to na dzień dobry widać, że coś jest nie tak. Firmy nakładają na siebie za dużo odpowiedzialności, a to spada na pracowników. To jest ta zła strona kapitalizmu i wyniszczającej konkurencji. Cieszy mnie bardzo, że nowe pokolenie nie chce już poświęcać życia dla pracodawców, niestety ich presja nie wiele zmienia, skoro można ominąć rodaków i zatrudnić trzeci świat.
Fajne te artykuły o pokoleniach na podstawie badań z Nowego Yorku. Takie aktualne i przystosowane do rzeczywistości:)
To nie jest kwestia "pokolenia Z" tylko dzisiejszych czasów. Starsze pokolenia już są na emeryturach lub stanowiskach kierowniczych bez ostrych deadline'ów. Młodzi muszą się zaharować na śmierć na najniższych stanowiskach, żeby zarobić na pierwsze mieszkanie, a komputery i harmonogramy zamiast ułatwić pracę i życie doprowadziły tylko do zwiększonej inwigilacji pracownika i monitoringu jego wydajności.
Chociaż patrząc po niektórych współpracownikach jest to konieczne, bo 3/4 ludzi się naprawdę obija.
Tak czy srak pokolenie Z ma dość tego systemu - nie po to ich dziadkowie i rodzice budowali ten "idealny" świat, żeby oni musieli pracować jeszcze ciężej. Obiecywano skrócenie czasu pracy do 6 godzin, żeby jako-tako ratować nasze przebodźcowane mózgi ale jak zwykle g*** z tego wyszło.
Ale wstyd z tym newsem, weźcie to poprawcie xD
Przecież tu nie chodzi o to że walczą z godzinami pracy ustawionymi od 9 do 17 bo angielskie 9 to 5 to popularny zwrot określający pracę biurową czy też na pełen etat. Oni po prostu odpoczywają od pracy bo nie mogą jej znieść A nie dlatego że im godziny nie odpowiadają xD
Chat GPT nie wychwycił tego przy tłumaczeniu newsa?
Praca po 8 godzin dziennie przy obecnej technice jest bez sensu. Polska gospodarka jest dziś bogatsza 42% niż 10 lat temu. Czy ktoś mnie zapytał czy w związku z tym nie wolę pracować krócej, ale zachować wynagrodzenie na tym samym poziomie?