Oznaczały rewolucję grafiki, wymuszały zmianę sprzętu i dominowały rynek. Oto moja lista ukochanych symulatorów z początku lat 90.
W latach 90. premiery gier z tego gatunku oznaczały zwykle wymianę procesora, ale też i rewolucję w wyglądzie grafiki, o konieczności nauki działania kilkudziesięciu klawiszy nie wspominając. Oto moje ukochane symulatory ze szkolnych czasów.
- SSN-21 Seawolf
- Silent Service II
- A-10 Tank Killer
- B-17 Flying Fortress
- F-19 Stealth Fighter
- Gunship 2000
- 1942: Pacific Air War
- Tornado
- F-14 Fleet Defender
- F-15 Strike Eagle III
Wielki, otwarty świat, po którym podróżowało się przez dziesiątki minut, a mieszczący się w kilku megabajtach na dysku? Takie gry naprawdę istniały już na początku lat 90. i zwykle były to symulatory. Największą popularnością cieszyły się symulatory lotnicze, ale chwytliwym tematem były też okręty podwodne. Dziś ten gatunek stał się wyspecjalizowaną niszą dla konkretnego odbiorcy - kiedyś był absolutnym mainstreamem, okupującym topowe miejsca list przebojów.
Wielcy wydawcy tego okresu – Electronic Arts, Activision, Sierra, MicroProse – wręcz musieli mieć gry z tego gatunku wśród swoich najważniejszych premier. W symulatory grał prawie każdy, mimo ogromnej klawiszologii do opanowania; częściowo było to wynikiem wałkowanego wtedy w mediach tematu operacji „Pustynna burza”. Ale chyba najbardziej istotna rola simów w tym okresie to napędzanie galopującego rozwóju oprawy wizualnej. Proste, trójkątne polygony i jednolite kolory zmieniały się w oszałamiające góry silnika Voxel Space w Comanche’u, cieniowanie Gourauda w grach MicroProse, miasta z setkami budynków w TFX, itp. itd.
Symulatory przełamywały kolejne bariery w jakości grafiki wielkich, otwartych światów, wprowadzając plastyczne góry, pokryte różnymi chmurami niebo, tekstury terenu, czy pierwsze, realistyczne cienie. Powodowało to również drastyczny wzrost wymagań sprzętowych z niemal każdym nowym tytułem, ale to już temat na inną historię. W tej liście przestawiam moje ulubione symulatory z początku lat 90. – z ery, gdy mieściły się jeszcze na dyskietkach, gdy czekało się na ich opis w branżowej prasie, zwłaszcza spis klawiszy, z którego robiło się potem ściągę na kartce A4.
Chcesz stworzyć własną topkę kultowych gier – lub czegokolwiek innego? Zapraszamy tutaj!
SSN-21 Seawolf
- Producent: Electronic Arts
- Rok premiery: 1994
W 1994 roku wyszła jeszcze jedna genialna gra o okrętach podwodnych: Aces of the Deep, przenosząca nas w klimaty kultowego filmu Das Boot. Dałbym ją na moją listę honorowych wzmianek, bo jednak nieporównywalnie więcej czasu spędziłem z symulatorem nowoczesnego okrętu podwodnego SSN-21 Seawolf. Nieoficjalny sequel gry 688 Attack Sub wrzucał nas w wir współczesnej wojny na morzu, w której kluczem do sukcesu była… cisza!
W mojej wyobraźni Seawolf przenosił mnie do świata z Polowania na Czerwony Październik i strategii Harpoon. Wszędzie pojawiały się te same, znajome hasła: Akula, Kirov, Kilo, Alfa. Gra nie była zbyt realistyczna, ale do dziś pamiętam całą kartkę A4 zarysowaną przeze mnie wzorami fal sonaru, które oznaczały wykrycie konkretnych jednostek oraz emocje podczas ucieczek przed eskortą konwojów. Seawolf może nie został zapamiętany jako jeden z najlepszych simów, ale wtedy dawał mi ogromną ilość frajdy i niesamowitą immersję.


