B-17 Flying Fortress. Oznaczały rewolucję grafiki, wymuszały zmianę sprzętu i dominowały rynek. Oto moja lista ukochanych symulatorów z początku lat 90.
- SSN-21 Seawolf
- Silent Service II
- A-10 Tank Killer
- B-17 Flying Fortress
- F-19 Stealth Fighter
- Gunship 2000
- 1942: Pacific Air War
- Tornado
- F-14 Fleet Defender
- F-15 Strike Eagle III
B-17 Flying Fortress
- Producent: Vektor Grafix / MicroProse
- Rok premiery: 1992
Pierwsza odsłona B-17 od MicroProse ponoć nie została zbyt entuzjastycznie przyjęta przez zachodnich recenzentów, ale w głównej mierze przez słabszą oprawę graficzną oraz dość monotonne, długie, ale też realistyczne misje. Dla mnie B-17 Flying Fortress pozwalało przede wszystkim poczuć się jak jeden z bohaterów świetnego filmu Ślicznotka z Memphis.
Gra odhaczała wszystkie najbardziej pamiętne sceny z kinowego ekranu: szczegółowe procedury startu z baz w Wielkiej Brytanii, przelot ogromnych formacji bombowców nad Niemcy, obrona przed myśliwcami z wieżyczek strzeleckich, skomplikowane celowanie Nordenem, by zrzucić bomby, przypadkowy friendly fire, kolizje spadających myśliwców z bombowcami i wreszcie dramatyczne powroty do domu podziurawionymi jak sito, ledwo lecącymi maszynami z rannymi na pokładzie.
B-17 pozwalało przejąć kontrolę nad każdym z dziesięciu członków załogi i np. odbyć większą część misji jako tylny strzelec „tail gunner” – samolot był pilotowany przez AI. Mało tego, mieliśmy też ekrany 2D z przekrojem samolotu, na których zarządzaliśmy załogą – leczyliśmy rannych, przesuwaliśmy dostępnych załogantów na najbardziej newralgiczne stanowiska. To był symulator i gra taktyczna w jednym. Może i misje były długie, ale realizm i immersja niedoścignione!

