Krótko mówiąc - rację można sobie kupić, razem z prawem autorskim...
Gdyby temat chcieć potraktować poważnie, to - jak to zwykle bywa - najlepszy jest pewien umiar. - Na pewno kluczowe jest zdanie autora (nie właściciela marki!) Mamy też przykłady gier, a nawet książek, gdzie próby nadmiernego przypodobania się fanom kończyły się utratą jakiejkolwiek oryginalności - fani często kierują się chwilowymi emocjami, albo są jak maniak, który do każdego dnia chce dodawać zasmażkę - albo też nie rozumieją konsekwencji, które proponowane przez nich zmiany przyniosłyby ich ukochanej franczyzie...
Z drugiej strony jednak, mamy też przykłady dzieł, w których twórcy, obrażeni na cały świat albo maniakalnie ambitni, jakby celowo szli na przekór oczekiwaniom fanów - i kończyło się to niszowością, a często też udziwnieniami bez sensu. No i czasem autor bywa zwyczajnie nieważny, nie pilnuje chronologii czy np. szczegółów relacji między swymi bohaterami - i wtedy teorie fanów są czymś najzupełniej naturalnym i pozwalają zachować jako taką spójność dzieła...
A na dodatek mamy jeszcze niezwykłe zjawisko, że dzieła potrafią przerastać twórców... Nierzadko się zdarza, że obcując z autorem mamy poczucie, że napotkaliśmy gbura, czy zgoła knura - skończonego prostaka. Tymczasem skupiony nad kartką (klawiaturą itd.) potrafi taki owaki poruszyć bardziej mądrzejsze i subtelniejsze struny swej duszy, otworzyć się na mądrość z góry, czy cuś... Bywa, że po jakimś czasie fani wręcz wyraźnie lepiej orientują się w świecie przedstawionym niż autor, który im dał do tego świata klucz...
Zasubskrybowałem sobie niedawno jego kanał i powoli oglądam przeróżne odcinki. Bardzo fajnie się go słucha, zwłaszcza jak mówi o projektowaniu gier. Mam nadzieję, że zrobi odcinek o Świątyni Pierwotnego Zła jak za kilka dni wyjdzie "remaster" :)