Choć lubię strategie, i pogrywam też w gry Paradoxu, to są oni świetną ilustracją choroby "ficzerozy". Wyliczają - albo i wprowadzają - multum funkcji, bo to rodzi u klienta ślinotok... Niestety, wnet okazuje się, że funkcje się ze sobą gryzą, a mnogość równa się płytkość... Takie gry są jak krzesło z millionem funkcji, które ciągle skrzypi, psuje się, każdym ruchem włącza się zbędne funkcje i blokuje pożądane, a w dodatku zadziory włażą w tyłek... Lepszy porządnie wykonany indyk, znaczy się stołek. który ma ograniczone cele, ale jest zrobiony spójnie i starannie.
Akurat w tym wypadku nie są one płytkie, problemem jest balans i błędy.
EU V ma olbrzymi potencjał, grałem na premiere, do drugiej rozgrywki planuję usiąść za miesiąc czy dwa, bo to jednak straszny pożeracz czasu. U podstaw to jest solidna produkcja tylko wymaga dogrania i to powinien być priorytet jak zauważają fani gry a nie dodatkowe funkcji i płatne dodatki. Tam contentu mechanicznego i tak jest już zatrzęsienie.