Mam kryterium 2 godzin, jeśli przez 2 pierwsze godziny gra mnie nie wciągnie to wywalam, szkoda czasu na siłowe męczenie czegoś, co nie przynosi satysfakcji.
RDR2 zaliczył wymóg w ciągu pierwszych 20 minut.
A powiem: przy miliardach podziałów komórkowych i kopiowaniu genomu w którymś momencie nastąpił błąd, co poskutkowało wadą. Albo też w procesie mejozy doszło do takiego podziału dwóch genomów , że w połączonym genomie skumulowały się wady pochodzące z genomów rodziców, pomimo że u nich ta wada nie występowała. Może macie wady, o których nie wiecie, a które uniemożliwiają wam posiadanie zdrowych dzieci, a może mieliście pecha, i przy następnych próbach dzieci urodzą się zdrowe. To brzmi okrutnie, ale tak działa natura.
Ale przecież nikt nie ma rentgena w oczach. Przy wyborze partnerów kierujemy się tym co widać, tym co nam się wydaje piękne, a tak naprawdę jest oznaką jakichś cech, które pomogą spłodzić i wychować potomstwo. Samica pawia szuka partnera z okazałym ogonem, choć pozornie niczemu on nie służy. Łani imponuje rozbudowane poroże jelenia. Czemu nie mamy kości prąciowej, jak część ssaków? Bo erekcja bez kości może być tylko efektem sprawnego układu krążenia.
Skąd brało się uwielbienie dla Rubensowskich kształtów w XVI wieku? Stąd, że gruba baba byłą bogata, bo mogła sobie pozwolić na duże ilości jedzenia, bogatego w tłuszcz i cukier. Dziecko tej grubej miało większe szanse na przeżycie i dożycie wieku rozrodczego niż dzieci chudzinek, więc grube były atrakcyjne.
Z biegiem lat, gdy dostęp do żywności stał się bardziej powszechny, tusza stała się wadą, bo sygnalizowała raczej chorobę. Za to atrakcyjne stały się oznaki zdrowia: wysportowana sylwetka, gładka skóra, białe zęby. Kanon piękna się zmienił, bo to konstrukt. Podlega zasadom doboru naturalnego jak wszystko co żywe.
Oczywiście nie masz racji. "Pociąg seksualny" to oznaka, że twoje geny wyczuły w partnerce odpowiedniego osobnika do rozrodu, jej geny będą optymalnym partnerstwem i zapewnią największe szanse kopiom twoich własnych genów na rozprzestrzenianie się. Cała reszta to bajki jakimi ludzkość lubi się karmić w swoim zadufaniu, że jesteśmy czymś więcej niż tylko wehikułami dla genów.
Myślę że po prostu czujesz do niej pociąg seksualny
Dude, na tym właśnie polega to uczucie, które ktoś obudował metafizyczną otoczką i nadał mu nazwę "miłość".
Shepard jest Tabula Rasa, i to od gracza zalezy jego historia i charakter
Bzdura, od gracza zależą co najwyżej intencje Sheparda. To jest postać ze znaną historią (w końcu osiągnięcie N7 nie jest dla byle chłystków), charyzmą, siłą przebicia i silnym charakterem, od gracza zależy tylko w jaki sposób te cechy wykorzystuje i jak ten epizod jego życia się zakończy. Shepart MUSI podejmować decyzje, taka jest konstrukcja gry, te decyzje mają dalekosiężne skutki niezależnie jakie będą. Różnicą jest tylko kto w ich wyniku oberwie a kto skorzysta.
Nie twierdzę, że postać w ME5 musi być Shepardem, ale twórcy mają wysoko zawieszoną poprzeczkę, i jakikolwiek nowy bohater będzie porównywany do Sheparda. A Shep jest jak Bond, można go jeszcze eksploatować, bo nie sądzę żeby po pokonaniu żniwiarzy zawiesił mundur na kołku - taki jest właśnie jego charakter.
Jednak wolę żeby był memem niż pogromcą 93 mln ludzi. Jeśli temu upośledzonemu dziecku pozwoli się biegać swobodnie po mapie i strzelać w co popadnie to czy nie będzie to precedensem, wzorem dla innych jego pokroju? Co się stanie z Grenlandią, sojuszem? Czy ktokolwiek będzie bezpieczny?
10 lat. Nie mam innego PC, tego użytkuję na co dzień. Jedyne zmiany przez ten okres to dysk ssd i podwojenie ramu. Najnowsza gra jaka mi poszła to KCD2 z zeszłego roku. Myślałem o zmianie, ale po pierwsze, mam wrodzoną niechęć do wyrzucania sprawnych rzeczy, po drugie, gram coraz mniej a praktycznie żadna z nowo nadchodzących gier mnie nie interesuje. Więc wydać 5000 pln i grać w MOHAA albo NFS Porsche?
Acha, zasilacz w nim siedzi z 2008 roku, a monitor z 2007. Głośniki z 2007 zepsuły się, wiec wyciągnąłem z szafy te z mojego pierwszego PC z 2002 roku i tych używam.
No, wreszcie ktoś otwarcie o tym powiedział. Wszyscy znamy trudności z kupieniem błotnika.
Ta święta. 2 dni z czego jeden to niedziela. Są weekendy dłuższe niż te święta.
Czuję się ogromnie zdradzony przez zarząd firmy
Jezu, to firma a nie mafia. Relacje między pracownikami są czysto biznesowe. Jeśli jedna strona zobaczy korzystniejsze rozwiązania to nic dziwnego, że je wykorzystuje. Gdyby pracownik dostał propozycję lepiej płatnej pracy u konkurencji nikt nie miałby mu za złe, że odchodzi. Czemu w drugą stronę ma to nie działać?
rosnące wykorzystanie AI ma ogromny wpływ na ludzi w branży gier i wielu innych sektorach
Tak jak każdy postęp technologiczny. Jedne zawody wymierają, pojawiają się nowe. 20 lat temu nikt nie myślał o stanowisku inspektora ochrony danych osobowych. Dopóki stanowiska pracy podlegają normalnym zasadom rynkowym nie widzę tutaj nic dziwnego.
Emerytura i kodeks pracy to wynik zupełnie innych mechanizmów, którym maszyny przysłużyły się, podnosząc ogólny poziom życia.
Nie wierzę, że ktoś w XXI wieku będzie jeszcze podważał znaczenie postępu technologicznego.
A to, że Ty nikogo takiego nie znasz, to o niczym nie świadczy.
Świadczy o tym, że to wcale nie takie powszechne.
I dlatego powszechną praktyką stało się jego cofanie przed każdym przeglądem. Jest to w zasadzie nagminne
Na czym opierasz tą tezę? Bo ja nie znam ani nie słyszałem o nikim, kto przy każdym przeglądzie ryzykowałby łamanie prawa i tracił dodatkowe kilkaset złotych na cofanie licznika.
Licznik dopiero spisywany u nas w Polsce przy rejestracji
Przecież od ponad 10 lat w całej unii jest obowiązek spisywania stanu licznika przy przeglądzie.
tyłu łożyska są zintegrowane z tarczami
Są wersje bez tego "udogodnienia".
W Espace 4 do naprawy dmuchawy trzeba wyciągać deskę rozdzielczą, a do wymiany filtra kabinowego potrzebny jest podnośnik. W Scenicu gnije słynna wtyczka pod fotelem i robi szopki w całym aucie. Renówki to jedyne samochody w których gniją przewody elektryczne wewnątrz izolacji. Elektryczny hamulec ręczny to nieśmieszny żart. Z całym szacunkiem dla obecnych tu właścicieli ale renault stanowczo odradzam, jeśli ma być w miarę niezawodne. Może trafisz na rodzynka jak panowie wyżej, ale może będziesz pchał pieniądze w ciągłe naprawy elektryki.
Z tanich francuzów to polecam Citroena C3, najlepiej 1.4 HDi, ewentualnie C4 ale bez jakiegoś super wypasionego wyposażenia. Astra H 1.7 CDTi, Vectra C tylko nie 2.2 DTi, Mondeo mk3 1.8, bardzo dobre są te starsze Volva S60 albo S80 2.4D. Mało palą, dobrze jeżdżą, proste silniki bez większych problemów. Na twoim miejscu w to bym celował. No i oczywiście król i książę polskiej wsi, czyli Passat B5 i Golf 4, ale tego w dobrym stanie już nie znajdziesz.
Aha, czyli to ten typ gry który obsra artykułami i reklamami internet na 3 miesiące.
Nie wiem kim są ci dwaj goście, nie wiem gdzie tu jest jakaś cięta riposta - po prostu zaprzeczenie bez podania argumentów - i nie wiem czemu autor uznał tą mdłą wymianę opinii za wartą zrobienia osobnego artykułu.
Oglądałem dość często bo leci w niedzielne poranki, chyba na Focusie czy coś, "byli sobie odkrywcy" i "...podróżnicy" też zawiera błędy merytoryczne i przemilczenia.
Pewnie którąś grę Paradoxu, skoro miałbym wreszcie czas na zgłębianie jej mechanik.
Wydaje mi się, że epoka w której żyjemy do tej pory była całkiem spoko. Mając świadomość obecnej epoki w każdej innej będziesz czuł się obco.
Czy w grze będzie misja w której 64 kilometrowy konwój stoi w polu z braku paliwa a sołdaty chleją po rowach?
Chyba ktoś może, bo nieraz widziałem czyjeś komentarze z ilomaśtam plusami, a po kilku godzinach magicznie jeden czy dwa znikały.
Poczekaj do wieczora, jak artykuł będzie na górze strony z 50 komentarzami i gównoburzą to wtedy zrozumiesz co on tutaj robi.
Ale przedsiębiorcy nadal pracują w trybie 6 dniowym, a nawet 7 dniowym. Ci którzy wytwarzają dobra i produkują pkb muszą pracować bo inaczej zrobią prezent konkurencji.
Ale czy te wszystkie marki różnią się od siebie? Nie wiem jak z samochodami, ale pamiętam jak 10 lat temu rynek zalały chińskie skuterki. Było pewnie z 20 marek, ale wszystkie miały ten sam silnik 139QMB (w dwóch wariantach średnicy kół), taką samą instalację elektryczną, kilka wariantów hamulców i zawieszenia. Różniły się tylko plastikami nadwozia.
4 dniowy tydzień pracy mogli wymyślić tylko ludzie, którzy nie wiedzą skąd się biorą pieniądze, tj. urzędnicy. Jeden dzień w pracy mniej to jedna piąta zarobków mniej, jeśli możesz sobie na to pozwolić to ok. Pytanie czy twój pracodawca może sobie na to pozwolić.
Przeciwnie, to raczej moje podejście jest zbyt uwspółcześnione, przesiąknięte przyzwyczajeniami obecnych gier. Tak więc dla wyjadacza serii SoTR to gra na 3, a ktoś podchodzący na świeżo może dodać 2 punkty.
Shadow był najsłabszą z nowożytnych części ale 3/10 to trochę przesada. Ja bym dał 5. Ale też ja nie znam w zasadzie żadnej z oryginalnych części, więc może patrzę na TR z współczesnej perspektywy.
Dyplomatycznie to Załenski strzelił sobie w kolano. To woda na młyn skrajnej prawicy.
Trochę o podobny temat zahacza powieść Lema "Powrót z gwiazd". Na Ziemię wracają astronauci z pionierskiej wyprawy, która miała przynieść niesamowite odkrycia naukowe. Na skutek dylatacji czasu na Ziemi minęło znacznie więcej czasu niż dla astronautów na statku. W tym czasie ziemianie rozwiązali większość problemów i dokonali większości odkryć, których miała dokonać wyprawa. Powracający astronauci nie robią na nikim wrażenia. Są lakonicznie wzmiankowani na, o ile pamiętam, czwartej stronie gazety. Ziemia i jej społeczeństwo radykalnie się zmieniło, odkrywcy są zagubieni i porzuceni.
Empire miało coś w rodzaju trybu fabularnego, który tak naprawdę był rozbudowanym samouczkiem.
Tak, AI to jest coś co powinno być poprawione w pierwszej kolejności. Słaba AI wlecze się w tej serii od początku. Bitwy przegrywa się tylko gdy przeciwnik ma naprawdę miażdżącą przewagę liczebną. Może nowy silnik Warcore coś zmieni.
A co do polityki i gospodarki, wolałbym żeby zamiast na Crusader Kings wzorowali się w tej kwestii na EU4. Ale może w mniejszej skali.
Przynajmniej macie paliwo. U mnie rolniki szkodniki rzucają się jak reksio na szynkę, podjeżdża passat, otwiera bagażnik a tam 8 baniek po 30 litrów. Paliwo znika zanim się pojawi. Dziwne tylko, że gdy wybuchła wojna na Ukrainie cysterny jeździły non stop. A dzisiaj na orlenie w południe zabrakło ON i 4 godziny później dalej nie było.
Eksperyment Calhouna był przeprowadzony w warunkach zbyt odbiegających od naturalnych, żeby móc wyciągnąć z niego prawidłowe wnioski.
Czego takiego uczeń miałby się nauczyć z gry, czego nie może nauczyć się z książek? Jaką przewagę w kontekście edukacyjnym mają gry nad książkami?
Poza tym, istnieją jakieś wypożyczalnie gier? Czy może budżet państwa miałby finansować zakup gier AAA dla każdego ucznia?
Tak, napisałem że "Inni kierowcy używają symulatorów, ale raczej do szlifowania ustawień wozu". Nikt nie uczy zachowania samochodu na symulatorze. Jeśli nie poczujesz masy samochodu i bezwładności, na własnym ciele nie odczujesz sił działających przy ruszaniu, hamowaniu i skręcaniu, to symulator może ci co najwyżej wpoić jakieś nawyki, może dobre a może szkodliwe. Nawet wrażenie prędkości jest kompletnie odrealnione w symulatorach.
Zaraz, czy ktoś naprawdę oczekiwał, że w grze komputerowej będzie super odwzorowane miasto ze wszystkimi budynkami otwartymi? I jeszcze pewnie każde miałoby mieć unikalne wnętrze? Czy istnieje w ogóle taka gra? A czy w prawdziwym życiu wszystkie budynki stoją przed nami otworem?
Nie. Jeżdżenie nawet w najlepszym symulatorze ma niewiele wspólnego z prawdziwą jazdą. Nawet Jimmy Broadbent mówił ogólnikowo, że simy nauczyły go zachowania na torze, interakcji z innymi kierowcami czy korzystania z pitu, ale nie wspominał za bardzo o samej technice jazdy. Lewis Hamilton mówił, że używanie symulatora to strata czasu. Inni kierowcy używają symulatorów, ale raczej do szlifowania ustawień wozu niż samej nauki techniki jazdy.
"Za jakie grzechy, dobry Boże?" było niezłe. O komediach francuskich często mówi kanał Przekładanki, w kontekście przekładów właśnie.
Co do Renówki, kiedyś robiłem remont takiej tylko z 66 roku. Genialny samochód, jakościowo dużo lepszy do malucha a kulturą pracy przebijający garbusa czy 2cv. Właściciel używa jej jako daily.
Masz rację, założyłem że skoro ma dach to musi być GTS czyli SR II, ale faktycznie nie widać słupka A czyli to pewnie wersja SR I z opcjonalnym hardtopem, czyli 400 koni.
Miałeś tego Dodgea i Citroena? ;)
Tak, miałem. Pokaż jeszcze jakieś.
Co do tych parametrów to dzisiaj zauważam trochę błędów, chociażby Viper GTS miał 450 koni, ale to szczegóły.
Miałem około 1000 obrazków z Turbo. Z czego ponad 800 pojedynczych, reszta na wymianę. Do dzisiaj pamiętam większość swoich obrazków, w sensie oglądając czyjes zbiory mogę powiedzieć czy taką miałem czy nie. Były te stare, jeszcze z czarnym napisem "Turbo", Turbo Sport, Super, Classic. Wszystko przepadło w czasie przeprowadzki.
Nie tyle "słaba" co "jej konwencja do mnie nie trafia", "nie bawiłem się przy niej dobrze".
Nie chodzi mi o realistyczną jazdę, ale w grze w której 90% czasu spędzam za kółkiem jazda powinna być... przyjemna. A w V taka nie była dla mnie.
Też żeby dobrze rozumieć GTA trzeba dobrze rozumieć Amerykę, a ja siłą rzeczy tego nie potrafię, więc duża część easter eggów czy w ogóle klimatu mnie omija. Ale z z drugiej strony w serii RDR tego problemu nie mam.
Niedoścignione pod względem jazdy są 3 części Mafii (w najnowszą nie grałem). GTA 4 ma moim zdaniem bardzo dobry model, na tyle realistyczny żeby jazda sprawiała przyjemność bez frustracji, żeby można było gnać z gazem w podłodze po ulicach ale też uważać na ruch drogowy. GTA 5 to regres, praktycznie nie czułem różnicy między samochodami, a najlepiej jeździło mi się busami.
Z tym Preyem to dziwna sprawa, bo gra z gatunku Bioshocków więc nie powinna mi się podobać a się spodobała.
Nie liczę na poklask. Chciałem tylko wywołać gównoburzę, żartuję, chciałem zobaczyć czy ze mną coś nie tak czy może więcej ludzi nie przepada za GTA i innymi 10/10.

Może przesadziłem z tym „słabe”, bo słabej gry nic nie uratuje, ale zdarzają się sytuacje kiedy wychwalana zarówno przez recenzentów, jak i społeczność jest produkcja, której fenomenu nie rozumiem. Gram w taką sądząc, że na razie jest średnio ale już za chwilę nadejdzie ten moment, ten epicki przełom i wreszcie zacznę czerpać przyjemność z obcowania z tym unikatem – aż tu nagle pojawiają się napisy końcowe a ja nie wiem co mnie ominęło.
- Wiedźmin 3 – zaczynam z grubej rury. Ja wiem że Geralt wielkim wiedźminem był, ale on mnie tak jakoś nie za bardzo wciągnął. Klimat, bohaterowie, no ja to rozumiem, ale czegoś tej grze brakowało, bo nigdy nie straciłem przy niej poczucia czasu.
- GTA 5 – słaby model jazdy, nudne misje, bohaterowie których nienawidziłem i życzyłem im śmierci. Nie wiem co można robić w tej grze przez kilkaset godzin.
- AC Black Flag – ma fajne momenty, szanty, żeglowanie w sztormie, ale jest chyba najnudniejszym dla mnie assasynem (które i tak bywają nudnawe), a brakuje tego co w assasynach najlepsze, czyli ładnie odwzorowanych miast z pięknymi zabytkowymi budynkami po których można się wspinać.
- Splinter Cell Blacklist – kiczowata, uproszczona, okrojona z flagowych elementów, za to powciskane na siłę elementy nie pasujące.
-Dark Souls – upierdliwa, bezsensownie utrudniona i enigmatyczna. Zabierzcie możliwość savów z Gothica i macie Dark Soulsa (gameplayowo).
- NieR Automata – nudna, pusta, ze słabymi przeciwnikami, bezsensownie zmuszająca do wielokrotnego przechodzenia.
Jest jeszcze parę tytułów, takich jak Bioshock, Borderlands, Arma 2 i 3, Fear itp. których też nigdy nie polubiłem, ale rozumiem że po prostu nie jestem docelowym targetem, więc nie chcę ich krzywdzić.
Był już taki wątek. Pamiętam, że podałem wtedy jako przykłady Operation Flashpoint Dragon Rising (podtrzymuję, bardzo dobra gra) Assassin's Creed 3 (również podtrzymuję), Medal of Honor Airborne (bardzo dobra gra, która nie trafiła w swój czas) oraz Colin Mcrae Rally 3 (dementuję, słaby model jazdy i ograniczone mistrzostwa).
Ogólnie często grom dostaje się krytyka nie za samą ich jakość ale za to pod jakim szyldem wyszły i czyją legendę muszą udźwignąć. Batman Origins - to "tylko" popłuczyny po trylogii Arkham, ale wciąż bardzo dobra gra. Mafia 3 - bawiłem się świetnie, bo były super wozy z niezłym modelem jazdy, doskonała muzyka i po mistrzowsku prowadzona fabuła. Total War Empire - może nie jest jakoś przesadnie krytykowana, ale to chyba najmniej lubiana część serii. Splinter Cell Double Agent - głównie zarzuca się jej odejście od działania w ciemności, co ma był wadą, ale moim zdaniem bliżej w tej części do działań szpiega niż w poprzednich.
Gry często karzą za bycie złym, bo bycie złym z jakiegoś powodu równoznaczne jest z byciem chamem. A to oznacza olewanie większości zadań pobocznych. Np. ME2, bądź złym czyli odrzuć wszystkie zadania kompanów.
Wiara to wiara, przyjmujesz istnienie bytów nadprzyrodzonych to czemu nie wmówić sobie że to one ci w życiu przeszkadzają bo zjadłeś mięso w piątek.
Nie wiem czemu ale miałem nadzieję, że "Screamer" to będzie jakieś nawiązanie do Screamera 4x4 z 2000 roku. Pierwszy raz zobaczyłem jakiś zwiastun i jakże się rozczarowałem. Chyba nie ma obecnie na rynku czegoś o takich typowych rajdach terenowych.
Widziałem w życiu z 5 odcinków Friends, były fajne, zabawne, podobało mi się, nie chcę więcej. Za to w tamtym roku obejrzałem całość JAG, z początku trochę dla jaj ale potem naprawdę mnie wciągło.
Ale to to jest nic. Niedawno odkryłem TVP Klan. Losowe odcinki Klanu 24h na dobę. Co ja widziałem. Jak Rysio wygrał Marea Weekend. Jak Michała pobili kibole. Jak umarł Dropcio. Jak Agnieszka jeździła rajdówką. Wiekopomne wydarzenia kształtujące pokolenia. Polecam.
A to sorry. Nie znam innych wątków ani tła waszego konfliktu, po prostu w tym konkretnym przypadku dla osoby patrzącej z boku wyszło to tak średnio bym powiedział.
Też ten wątek wydaje mi się taką niezbyt udolną deus ex machiną*, ale sposób w jaki z nim postąpiliście w "feminizmie" był daleki od eleganckiego. Nie oszukujmy się, oberwało mu się głównie za niewygodne poglądy, bo zanim puściły nerwy miał kilka dobrych argumentów.
*co da się prosto sprawdzić, wystarczy zamieścić jakiś fragment rzekomej pracy naukowej, choćby bibliografię
W wątku o feminizmie. Gość powołał się na dane GUS których nie było, kilka osób wykryło w nim niewłaściwą opcję polityczną, zaczęli po nim jeździć, on się odgryzał, wynikła gównoburza, potem zleciały się sępy, ogólnie nieprzyjemna sytuacja.
AI może być użyte do żmudnych czasochłonnych procesów, tłumaczenia, redagowanie tekstu, ortografia itp. Albo robienie grafik koncepcyjnych, albo dubbing. Albo może testowanie leveli. Jeśli to przyspieszy tworzenie gry albo poprawi jakość to jestem za.
Skoro Draug może robić raz na 2 tygodnie przegląd niszowego świata ścigałek to czemu nie zrobić takiego o indykach?
Pewnie najtrudniejsze to konfiguracja
Pewnie tak, ale pieniądze też trzeba mieć. Wiem jak hermetyczne jest środowisko elektroników samochodowych. Nikogo nie wpuszczają do siebie ani też nie dzielą się wiedzą, ale do tego trzeba mieć sprzęt za sporo bryłek rudy.
Homoseksualizm nie jest ideą, a już na pewno nie słuszną czy zdrową. To wada rozwojowa, uniemożliwiająca lub utrudniająca replikację genów, czyli podstawowy cel istnienia życia.
Chyba cię posrało z tym uprzywilejowaniem którejkolwiek płci. Wszystkie różnice, fizyczne i psychiczne między płciami wynikają z odmienności komórek rozrodczych. Obydwie są tak samo ważne, jedna nie może istnieć bez drugiej. Jak niby samica ma przewyższać samca możliwością rodzenia dzieci, skoro bez komórki rozrodczej samca tego dziecka nie urodzi? Stawianie KTÓREJKOLWIEK płci wyżej od drugiej jest zaprzeczeniem idei feminizmu.
Tak, kobiety żyjące 30 czy 40 lat mają pełne prawo żądać od mężczyzn żyjących 40 lat wyrównywania tysiącletnich rachunków. Co za durna logika że ja mam mieć poczucie winy, bo kiedyś komuś krzywdę zrobił ktoś, kto ma ze mną wspólną płeć, kolor skóry czy pochodzenie.
No, a w atmosferze Wenus znaleziono fosfiny, związki które na Ziemi są pochodzenia organicznego i szybko się rozkładają.
Miałem na myśli dysonans między tym co napisane jest w ewangeliach a podejściem kościoła do innych odłamów religijnych, innych ideologii, innych perspektyw spoglądania na świat. Przyznaję, że czasami jest to indywidualna inicjatywa księży, ale niekiedy bardzo wpływowych.
Uczą w szkołach, bo większość społeczeństwa się tego domagała, poprosiła kościół o nauczanie dzieci w szkołach publicznych za publiczne pieniądze. Nic dziwnego że wypełniają tą umowę, choć powinno się zrewidować czy społeczeństwo nadal podtrzymuje zdanie.
Mnie wkurza że zamiast nauczać o miłości i szacunku nakłaniają do nienawiści.
No Saturasowi powinno się kłaniać za zajumanie kopca rudy, ale innym to nie bardzo.
Jeszcze nie, on się dopiero rozkręca.
https://www.gry-online.pl/forum/to-jest-calkiem-niezla-suka-megera/zd10142b3
Muzyka z klubu Afterlife na stacji Omega.
Cała ścieżka dźwiękowa Medal of Honor AA to dzieło geniuszu.
Zawsze podobał mi się pomysł, w jaki chrześcijaństwo wybrnęło z tego problemu: co zaproponować zdezorientowanym nowym wyznawcom przyzwyczajonym do wielobóstwa by jednocześnie zachować swój koronny argument.
Hexe kusi settingiem, ale już sam tytuł sugeruje w co się zapatrywali twórcy. Nie ma co oczekiwać że będzie to coś innego, niż tylko nieudolne kopiowanie oklepanych elementów, które może i sprawdzały się w innych grach z innych gatunków, ale kolejny raz odgrzane i połączone w jednego ulepa będą właśnie tym - ulepem. Ta seria od zawsze powinna być czymś innym, a chce być wszystkim na raz.
Obrobiłem zwłoki szlachcica zabitego przez bandytów na szlaku. Nikogo nie było w pobliżu. W wiosce straż mnie złapała za kradzież.

Mieszkanie Andersona na Cytadeli. Same dobre wspomnienia mam z tym miejscem.
Czasem wykorzystuję elektrodabota, czasem nawet odpisze coś sensownego. Ostatnio nawet znalazł mi opis jakiegoś układu scalonego.
No nie wiem, a lotniskowce nie są dobrze widoczne z satelity? Chińczycy doskonale wiedzą gdzie są lotniskowce, zresztą amerykanie się z tym nie kryją i każdy może w kilka sekund sprawdzić pozycje
https://nationalinterest.org/blog/buzz/where-are-americas-aircraft-carriers-now-ps010126
Tak czytam ten tekst, nawet się z nim zgadzam, i naglę dochodzę do konkluzji:
Bo ja wiem, że zagram w następnego „Assassyna”
No i właśnie to jest całe podsumowanie dzisiejszego ekosystemu gier AAA, złożonego z toksycznych deweloperów i ich upośledzonych klientów. Od prawie 10 lat Ubi produkuje gówniane rozwodnione gry, od 10 lat społeczność na nie narzeka a i tak kupuje kolejne odsłony. Ja nie wiem jak inaczej tłumaczyć słowa "głosuj portfelem", może rzeczywiście lepiej gdy gry będą drogie, wtedy każdy dwa razy zastanowi się czy warto płacić znów za to samo, tylko gorzej i drożej.
Chyba trochę przesadzają. Ujawnianie pozycji to jedno, ale to zdjęcie samolotu to klasyczny overreacting. Czyżby w sieci nie znajdowały się setki zdjęć FA 18 od tyłu? A czy armia US lub jej sojusznicy nie robią pokazów maszyn z możliwością oglądania ich na ziemi z każdej strony? Nawet autorowi wpisu wystarczył "szybki research" żeby znaleźć dużo ważniejsze dane w ogólnodostępnej sieci.
Uwielbiam KCD, ale ta autentyczność jest jednak trochę fasadowa. Np. kwestia wyglądu kobiet, zawsze piękne i z zadbanym uzębieniem. Wszędzie przewracające się książki, albo umiejętność czytania nabyta przez Henryka. Samo odtwarzanie mapy na podstawie danych historycznych to też częściowo zabieg marketingowy, bo tych materiałów źródłowych danego miejsca i czasu często nie ma albo są w nich luki. No i oczywiście sam awans społeczny Henryka, niemożliwy do zaistnienia w praktyce nawet gdyby był pańskim bękartem.
Tyle że turborealistyczna produkcja zainteresowałaby garstkę pasjonatów. KCD jest na tyle realistyczna na ile pozwala jej na to specyfika mainstreamowych tytułów. I mi to nie przeszkadza.
Akurat "wielkie bitwy" były żałosne w KCD2, zlepek koślawo połączonych małych bitewek polegających na chaotycznym okładaniu się po łbach jak pod klubem ekwador w manieczkach. Te setki npc-ów to chyba licząc wszystkich w polu widzenia. Zresztą, to wspomnienie w tekście najpierw o tysiącach postaci, a potem że to jednak chodziło o wszystkich na całej mapie wiele tłumaczy.
Tak jak zgadzam się że nie ma znaczenia napis na akcie małżeństwa, tak uważam że argumentacja "jak to wpłynie na Twoje życie" jest błędna z założenia. Bo na moje życie nie wpływa usuwanie eternitu ze stodół, strefa czystego transportu w Krakowie ani spożycie alkoholu przez ciężarne kobiety.
A może jakieś argumenty? Czy już sama jego reputacja ma potwierdzać wszystko co powie?
Ilość liter oznacza liczbę przez jaką trzeba mnożyć 100 złotych przy wycenie gry. Wtedy rzeczywiście branża wchodzi w segment AAAA.
Gość wie co mówi, w końcu ulepił jednego z najbardziej zabugowanych i upośledzonych assasynów w historii.

Jestem w 4 rozdziale Gothica, gram pierwszy raz od może 10 lat. Bardzo dobrze, bo zapomniałem większość fabuły i mogę odkrywać ją na nowo. Oczywiście gra ma swoje wady, dzisiaj jeszcze bardziej odczuwalne niż kiedyś, ale niesamowicie wciąga, jest ciekawa i zadania zachęcają do spędzania z nią czasu. Jest to cecha, której nie udaje się osiągnąć wielu współczesnym grom segmentu AAA, z Wiedźminem 3 na czele.
Skończyłem też trial The Divison. Gra jest przyjemna, ale mam wrażenie że po 6 godzinach triala odkryła wszystkie karty. Pograłem, bawiłem się dobrze, ale nie zamierzam inwestować w nią więcej czasu ani pieniędzy.
Zauważyłem taki paradoks, jak producent czegokolwiek chce mieć reklamę na samochodzie wyścigowym to musi zapłacić, ale jak ten sam producent ma swoją reklamę w grze wyścigowej to deweloper musi płacić.
Przecież z dyskami SSD tak właśnie jest, gry uruchamiają się w parę sekund
A razem z odpalaniem launchera, logowaniem, odpalaniem drugiego launchera, wchodzeniem na pocztę bo dawno się nie logowałem i trzeba przejść weryfikację, ściąganiem aktualizacji launchera, następnie plansze ostrzegające przed epilepsją, przed fikcją w grach, ostrzeżenia żeby żadna mniejszość nie poczuła się urażona... To policzyliście? Niech ten Flashpont na kompie z epoki odpala się w 10 sekund, to i tak dużo lepiej niż proces odpalania nowoczesnej gry.
Mam grę którą kupiłem na Steamie 15 lat temu? Dzisiaj ją ściągam i gram dalej.
A jutro serwis upada, a ty zostajesz z ręką w nocniku, bo nigdy tak naprawdę tej gry nie miałeś.
Jak masz zaktualizowana gre, to dzis tez odpala sie pare sekund
A są w tej bajce smoki?
Parę lat temu ogrywałem Operation Flashpoint CWC z płyty. Zapomniałem już jakie to uczucie gdy dwukrotnie klikasz w ikonę i 3 sekundy później gra jest uruchomiona.
2003 rok, ogrywałem wtedy zapewne kilka gier ale prym wiodło (kolejne przejście) Medal of Honor Allied Assault. W sylwka leciałem ostatnią misję The Return to Schmerzen. Za oknem śnieg i mróz, i te same warunki w grze. Cisza i skrzypienie śniegu pod butami.
Mi się wydaje, czy w tym wątku był komentarz maciella, który zaliczył dużo serduszek, i on tajemniczo zniknął?
Pytanie jest czy to rynek kreuje odbiorców, czy przeciwnie, podaż odpowiada na popyt. Bo w tym drugim przypadku nie mamy do czynienia z żadną dekadencją tylko ewolucją, a temu podobne wątki to tylko żale boomerów nienadążających za rzeczywistością. I jestem skłonny uwierzyć w tą drugą wersję patrząc na powodzenie AC Shadows. Mikrotranzakcje, sezony, wypuszczanie Early Accesu jako pełnoprawnej gry widocznie trafia na podatny grunt.
To są klucze masowo kupowane na steam tam gdzie jest w danym momencie najtaniej i sprzedawane w keyshopach
Przecież sprzedaż klucza jest niezgodna z regulaminem steam.
To jest nas dwóch dziwnych, tylko ja trochę młodszy.
Święta w każdym zakorzeniły się jako czas beztroski. I mam wrażenie, że do dzisiaj każdy czeka na tą beztroskę, ale teraz jest inaczej, bo samemu trzeba się zatroszczyć o wszystko, sprzątnąć, ugotować, wywalić pieniądze. Te dwa tygodnie przed świętami jeszcze sami siebie oszukujemy, że tym razem będzie fajnie. A kiedy w końcu nadchodzą, razem z nimi przychodzi rozczarowanie.
No łał, ależ odkrycie, wchodzi nowa technologia więc część społeczeństwa czeka przebranżowienie lub bezrobocie. Kto by się spodziewał, przecież nigdy w historii nie wchodziła maszyna parowa, samochód, elektryczność. No i świetnie się mają takie zawody jak nosiwoda, szewc, bednarz. Sam właśnie wracam od zduna.

Rdzeń reaktora atomowego zasilającego barierę, widoczne promieniowanie Czerenkowa.
Strefy czystego transportu to dobry pomysł, ale nie wiem czy technologicznie jesteśmy na to gotowi. Z jakiegoś powodu ustawodawcy europejscy w kwestii transformacji energetycznej stosują metodę kija zamiast marchewki. Dzisiaj żaden z dużych europejskich producentów samochodów nie wierzy we własne zapewnienia o wyłącznej produkcji elektryków do 35r.
Niestety, liderzy to głównie populiści. Budują sobie kozła ofiarnego, obarczają go winą za niedostatki społeczne i tak zdobywają poparcie. Zabobon to niestety nasza druga cecha narodowa - wolimy stworzyć sobie bożka odpowiedzialnego za wszystko, zamiast dociekać prawdziwych przyczyn swojego położenia. Całe życie słyszę jacy bylibyśmy wielcy gdyby nie ruscy, Żydzi, Niemcy, Soros, Tusk, Kaczyński... Jakby nie istniały inne kraje o podobnej do naszej historii, które jakoś wybrnęły z tego dołka.

Nie wiem jak wy zapamiętacie rok 2025, ale dla mnie to jubileusz 60-lecia Transita.
Tak, w obliczu wroga będziemy w stanie działać wspólnie. Wrogowie to jedyne co cementuje nasz naród. Żyjemy w ciągłej walce, permanentnie poszukując wroga. Jeśli zdarza się jakiś spoza kraju to świetnie, jeśli nie to szukamy ich sobie wewnątrz. Rodzina jest najważniejsza, somsiad to już wróg. Ale lepszy somsiad niż ten prostak z sąsiedniej wsi. Ale lepszy on niż ci z drugiego województwa. Prawaki-lewaki, katole-bezbożniki, pedalarze-blachosmrodziarze, konflikt to stan domyślny polskiego społeczeństwa. Na drodze nienawidzimy siebie nawzajem, ale jeśli trafi się policja, to już oni przejmują rolę wroga a reszta kierowców ostrzega się wzajemnie. Jak to powiedział Wicia Pawlak "was w kupie trzyma tylko wspólna złość".
Bo też i nie musisz tego dosłownie wycinać, jeśli otwory są na przestrzał to walisz grubym wiertłem albo tłuczesz przecinakiem, aby zrobić dziurę nie mniejszą niż ma rura wydechowa. Znaczy, tak mi kolega mówił.
Przeciwnie, ci biedni załapują się na programy Czyste powietrze itp, dostają dotacje na modernizację. Problemem jest duża część tych wg urzędu na tyle bogatych, że mogą sfinansować to sami. A czas zwrotu samodzielnej inwestycji w fotowoltaikę z pompą ciepła jest absurdalny.
Nie wiem, w moim regionie nikt nie bada spalin na przeglądach. Światła, hamulce, zawieszenie, dziury w progach. Gdyby zaczęli badać spaliny to by ze 3/4 rynku wykosili.
Dziwne, Lubelszczyzna, ze stężeniem passatów z powycinanymi dpf-ami przekraczającym stężenie pieców z palącymi się gumofilcami jest zaskakująco czysta.
Polska i Polacy nie mają takiej swobody żeby się trzymać na uboczu. Jesteśmy słabym krajem bez perspektyw, a takie muszą wybrać którąś ze stron i się jej trzymać.
Dobrze, że tak troskliwie nam wychowują dzieci.
Dzieci to wychowują rodzice, nie zrzucaj odpowiedzialności na jakiś sklep.
Możesz wywalić dowolną część z serii, i nic nie stracisz na fabule. Fabuła jest w tych grach zupełnie nieistotna, bo całość rozgrywki sprowadza się do odhaczania takich samych zadań.
Black Flag to w ogóle fabularnie prawie spin off, i na dodatek nudny. Unity jest najbardziej skradankowy, i w ogóle świetny kiedy dobrze działa - czyli przez 10% gry. Przez pozostałą część będziesz się wkurzał na schrzanione sterowanie, źle zaprojektowane lokacje i bugi. Za to Syndicate wspominam bardzo dobrze, ale to chyba głównie przez industrialny klimat.
Jak wrzutka Ukrainy, jak pomarańczowy powiedział, że Ukraińcy mają czas na decyzję do święta dziękczynienia.
https://wiadomosci.onet.pl/swiat/plan-pokojowy-dla-ukrainy-trump-postawil-ultimatum-w-sprawie-terminu/cxb4m40
Mylisz się, wszystko jest efektem działania genów, świadomość, każda nasza decyzja, nawet to jaką czapkę nosisz jest wynikiem takiego a nie innego ułożenia białek w organizmie.
Mylisz się również co do tego, że przeżywają tylko "mocne" geny. Przeżywają te, które najlepiej się reprodukują, a to niekoniecznie idzie w parze z faktycznym wspomaganiem konkretnego nosiciela genu. Np. gen powodujący anemię sierpowatą powinien wyginąć, bo uśmierca swoich nosicieli. Ale powoduje on również odporność na niektóre szczepy malarii, co z kolei zwiększa jego liczebność w niektórych rejonach. Poza tym geny aktywują się i dezaktywują w zależności od okoliczności, i tak geny powodujące np. nowotwór mogą ujawnić się dopiero po 60 roku życia, ale do tego czasu ich nosiciel zdąży się reprodukować. Gen letalny nadal istnieje w populacji, a mimo to jej liczebność rośnie. Gen na niebieskie oczy jest zawsze recesywny, a mimo to istnieje w populacji sporo osób z niebieskimi oczami.
Jest prawdopodobne, że bogate, mocno zaawansowane społeczeństwa będą zmniejszać swoją liczebność, ale jak sam mówisz, te bardziej prymitywne nadrobią to z nawiązką. Dlatego moim zdaniem ludzkość nie wyginie, może co najwyżej cofnie się w rozwoju.
To że kolo charata w gałę i to ponoć dobrze, to mu się chwali, ale ja nigdy nie zrozumiem jak dla ludzi ktoś taki staje się autorytetem w każdej dziedzinie. Np. Taylor Swift opowiada się za jakąś partią polityczną, i już jej fani wiedzą na kogo głosować. Papież wypowie się na temat genetyki, i już jego fani są przeciw eugenice.
Trochę mi się nie podoba to bardzo szybkie skracanie dystansu przez przeciwników, walka w zwarciu, a gość musi trzymać 7 metrowe odstępy od wrogów. Ale ogólnie ok, dobrze że nie kolejny soulslike, szkoda że nie ma tpp, jest trochę drewna ale chyba warto będzie czekać.
No nie wiem. Gen nakazujący przedkładać przyjemności nad dzieci nie przetrwa za długo w populacji, bo siłą rzeczy się nie zreplikuje. Wydaje mi się, że tak jak w modelach Maynarda Smitha dotyczących zachowań agresywnych, ustali się ewolucyjnie stabilna proporcja genów "reproduktorów" i "hedonistów". W przyrodzie jedyne co ogranicza liczebność populacji to zasoby naturalne. (Eksperyment Calhouna się nie liczy, warunki jego przeprowadzania były dalekie od naturalnego środowiska zwierząt)
jako gatunek wymrzemy przez zalamanie zastepowalnosci
Absolutnie się nie zgadzam. Świadomość nie pojawiła się ot tak sobie żebyśmy mogli dumać nad sensem istnienia. Przeszła przez sito doboru naturalnego, bo umożliwiła nam znacznie wydajniejsze przetwarzanie informacji ze świata zewnętrznego, co w konsekwencji zaprowadziło nas na szczyt zaawansowania. Ale mimo wszystko imperatyw rozprzestrzeniania kopii własnych genów nadal jest priorytetem. Człowiek rozprzestrzenia się na coraz większe obszary. Wytępi inne zwierzęta, będą żyć tylko te, którym na to pozwolimy, bo będą nam potrzebne. Przejmiemy ich zasoby na swoje potrzeby. Staniemy się zwierzęciem dominującym, a wyginiemy tylko wtedy, jeśli sami do tego doprowadzimy zbyt gwałtownie zmieniając ekosystem.
Możesz się tym nie jarać, możesz to ignorować, ale nie możesz zaprzeczać, że premiera będzie wydarzeniem na skalę apokaliptyczną. Serwery padną, recenzenci nie będą spali tygodniami, każdy serwis będzie musiał opisać swoje wrażenia, gta będzie wszędzie, przez całą dobę, będzie wyrzygiwało się z każdej dziury w internecie.
Zgadzam się że jest źle zrobiona, ale bardziej realistyczne podejście do walki i jej utrudnienie wymusza skradankowe podejście, czyli dokładnie takie jakim assasyn miał w się kierować.
Nie, ani trochę, zbieranie jakichś znajdziek czy innych śmieci uważam za sztuczne i bezsensowne wydłużanie czasu gry. Już wolę "eksplorować", czyli włóczyć się bez celu oglądając widoki, obserwując NPCe, słuchając muzyki czy coś, ale i tak w sumie szybko mi się to nudzi. Generalnie gry takie jak GTA czy Assasyny zawsze przechodziłem do końca fabuły i jeszcze trochę, a potem odkładałem z chęcią wymaksowania w dogodniejszym czasie, który nigdy nie nadchodził. Dzisiaj już się tak nie łudzę.
- walka niesprawiedliwa, walczysz z 5-cioma ziomkami, zadajesz cios jednemu i w tej samej chwili inny Cię tnie
To akurat jest zaleta w porównaniu z wszystkimi poprzednimi częściami, gdzie walczyć można było z nieskończoną liczbą wrogów, bo wszyscy grzecznie czekali aż uporasz się z nimi po kolei.
Idz sobie graj w cos co sie podoba i nie truj dupy.
Czyli co, komentować można tylko jeśli gra się spodobała?
EA zostało przejęte przez "konsorcjum inwestorów", robią grę z ogromnym wszechświatem i jeszcze serial. Czyli doją markę ile tylko się da, coś mi się widzi że wyjdzie z tego produkt masseffectopodobny.
A jak kiedyś wnuki zapytają: dziadku, co robiłeś w najważniejszych momentach XXI wieku, a ty powiesz że spałeś, to co to będzie?
Jestem przykładem osoby, której Crusader Kings też nie zażarło, za to w EU4 grało mi się bardzo dobrze, pomimo nie zrozumienia części mechanik, i ogólnie, każualowego podejścia. Wydaje mi się, że to tak jak z Dirt Rally, żeby wymiatać, albo chociaż wiedzieć co się dokładnie robi potrzeba setek godzin, ale to nie znaczy że bez tego nie można czerpać radości z grania. Spróbowałem, bo zawsze lubiłem Total Wary, ale ta część strategiczna wydawała mi się trochę zbyt uproszczona. Jeśli też lubisz TW to spróbuj EU.
Cykl RDR nie wyczerpał jeszcze wszystkich wątków. To jest spójna historia, ale jej wspólnym mianownikiem jest gang Dutcha, którego źródeł nie poznaliśmy. Nie wiadomo co stało się w Blackwater. Jak Dutch poznał Hosea, skąd wzięli się w ogóle członkowie gangu - a przecież każdy z nich to wyrazista postać, zasługująca na swoją historię. Oczywiście, historia raczej jest zakończona, ale to prawie niewyczerpalne źródło prequeli. W dodatku toczących się w czasach bardziej sprzyjających kowbojom.
Wejdźcie sobie na jakiekolwiek wiadomości, nie ma dnia żeby nie było przynajmniej kilku takich artykułów codziennie.
A nie zastanawia cię czemu przestępstwa popełniane przez 0,65% populacji są nagłaśniane jakby stanowiły 80%?
Ja mam 128 godzin, ale tylko 35 osiągnięć. Gra fajna jako zabijacz czasu, do pykania po pracy i podziwiania widoków, ale bez żadnej głębi.
Ja też przeczytałem tylko jeden twój post, po którym już wiedziałem żeby więcej nie czytać.
Bardzo dobrze, że nie będą doić serii KCD, mam jednak nadzieję że pozostaną przy swoim stylu. "Uniwersum" jest wyeksploatowane, ale realistyczne historycznie RPG to praktycznie zupełna nowość, a oni nie mają tutaj żadnej konkurencji, za to dużo doświadczenia.
A ten całkowicie autonomiczny samochód, co to od 10 lat ma być już lada dzień, to już jeździ?
Powiedział żeby zrobić szum, albo żeby dmuchać bańkę dla akcjonariuszy. On często coś palnie, tak jak w przypadku twitera.
Ja to chyba jednak wolę kobiece wokale. Ale z męskich, a kurde zaszalejmy:
https://www.youtube.com/watch?v=4fndeDfaWCg
Nie no chyba przesadziłem.
Zawsze uważałem, że jeśli będą cię krępować sztuczne więzy podziałów gatunkowych to ominie cię dużo dobrego. Szczególnie że pop to bardzo pojemne pojęcie. Nienawidzę Rihanny czy innej okupantki radia zet, ale Madonna robiła absolutnie ponadczasowe bangery, tak samo Blondie, nawet Spice Girls nie można odmówić dobrych numerów. Amy Whinehouse to też pop, ale chyba nie powiesz że ona nie miała talentu wokalnego czy kompozytorskiego. Albo takie "Ginnie in a bottle" Aguilery też ma w sobie coś. Wydaje mi się zresztą, że w latach 90. nawet taki mainstreamowy pop był na dużo wyższym poziomie niż obecny mainstreamowy pop.
Uwielbiam Lanę del Rey
https://www.youtube.com/watch?v=vZJfb_ER-MA
oraz Julię Marcell
https://www.youtube.com/watch?v=F20ROCaQCes
a z takich mniej znanych to Kerli
https://www.youtube.com/watch?v=wXMeZwO2qZ0
albo Emilie Autumn, której jestem chyba jedynym polskim fanem płci męskiej
https://www.youtube.com/watch?v=uTlReFz5LDs
O co chodzi z tym dissowaniem orkiestry w komentarzach? Szczególnie podczas występu Erica Lu?
Cyberpunk miał genialny polski dubbing. Żebrowski zrobił kawał dobrej roboty z Silverhandem, męski V czy Panam były raczej gorsze, ale i tak potrafili sugestywnie przekazać treść i emocje.
Mówię o odebraniu im jakichkolwiek świadczeń socjalnych (i innym nieobywatelom)
W czym pasożyt polski jest lepszy od niepolskiego?
Niech już się ta wojna skoczy, i niech wracaj do siebie.
Nie jesteś onucą, jesteś onucką, takim dzieckiem tyle że zrusyfikowanym. To nie twoja wina, ale i tak lepiej żebyś publicznie się nie odzywał.
Chamstwo, złodziejstwo i pijaństwo nie ma narodowości. Krytykowanie takich zachowań jest nie tylko dozwolone, ale pożądane. Ale dla mnie nie ma różnicy między polskim bandytą a bandytą ukraińskim, gruzińskim czy niemieckim. Każdego należy złapać, osądzić i ukarać. Ale dziwnym trafem z ust takich jak ty w pierwszej kolejności wychodzi osądzanie całego narodu na podstawie zachowania jednostek. Bardzo jest to na rękę ruskim.
Abstrahując od wojny, ze względów demograficznych potrzebni są nam imigranci. Raczej Niemcy czy Francuzi do nas nie przyjadą. Afrykanie nie wchodzą raczej w grę. Ukraińcy nadadzą się idealnie, bo są do nas podobni. Trzeba wykorzystać tą okazję, a środki na ich utrzymanie traktować jak inwestycję.
Lwów był przed wojną polski, a Hrubieszów był w połowie ukraiński, mamy go podzielić? I co z terenami między dzisiejszą Polską a Lwowem, te były w większości ukraińskie? A co z umową Piłsudski - Petlura? Czy nasza wrogość do bandery nie jest symetrią ukraińskiego nastawienia do Piłsudskiego?
Czekajcie, bo ja już się pogubiłem. Goozys i Gaming Man to to samo?
Z jakiegoś powodu utarło się, że człowiek wykształcony powinien mieć jakiś poziom wiedzy z różnorodnych dziedzin. Moim zdaniem to głupie marnowanie potencjału ludzkiego. Najlepszy wydaje mi się system amerykański - podstawowa wiedza, żeby czytać, pisać i liczyć, oraz zgłębianie wybranych przez ucznia przedmiotów, które go interesują.
Kontrowersyjnie powiem też, że matura jest dla mnie bezsensownym stresowaniem ludzi, które niczemu nie służy.
Co do samych ocen wydają mi się konieczne, bo skoro już decydujemy się na nauczanie wszystkich tego samego, trzeba mieć jakiś możliwie obiektywny sposób sprawdzania na ile to nauczanie przynosi skutki.
W sumie możliwe, mi jakoś zawsze kojarzyło się to z Vice City, ale może to efekt Mandeli.

Nie, to nie jest Clive Barkers Undying, choć aparycja może sugerować demoniczną naturę tej pani.
Wydawało mi się, że cały ten tekst przedstawia jak ja to widzę. Na początku podałem ogólnie przyjętą definicję życia, a następnie chciałem pokazać, że maszyny odpowiednie cechy już posiadają, lub nie widzę przeszkód, żeby w przyszłości nie mogły posiadać. Słów "życie" i "dusza" w sumie można używać zamiennie, bo, jak zaznaczyłem, nie chcę poruszać metafizyki. "Dusza" to coś, co czyni materię nieożywioną - ożywioną. Wg mnie jest to konieczność ciągłego przetwarzania energii. "Życie" to wszystkie niestabilne związki chemiczne, które samoczynnie utrzymują swój stan poprzez ciągłe przetwarzanie energii.
No i przydaloby sie zeby proces zaszedl samoczynnie od prostego tranzystora, do transformersa.
Taki proces już zaszedł na Ziemi.
Widzisz jak wygląda to teraz, więc co pozwala Ci sądzić, że tak złożony proces będzie w stanie stworzyć pojedyncza ?istota?
Pozwala mi tak sądzić 3,5 miliarda lat ewolucji. Myślę że LUCA, nasz ostatni uniwersalny wspólny przodek, jednokomórkowy prokariont, istnienie człowieka albo lotniska potraktowałby jako totalną abstrakcję. Nie możesz ignorować roli doboru naturalnego działającego w ciągu nieograniczonego czasu, i pytanie, jak ludzie powinni zachować się, jeśli będą mieli wpływ na działanie tego mechanizmu. Bo naszej ewolucji nikt nie przeszkadzał, nikt nią nie kierował. Załóżmy, że budujemy coraz bardziej zaawansowane urządzenia, i w pewnym momencie przekraczamy granicę złożoności, urządzenie zaczyna "żyć". Czy mamy moralne prawo takie urządzenie zniszczyć?
Nie pokusiłeś się o definicje!
W akapicie "Wiara" i "Biologia" podaję różne definicje życia. Zresztą, gdyby istniała prosta definicja to wątek nie miałby sensu.
Maszyny wytwarzają inne części maszyn, hmm.. Czy jesteś tego pewien?
Tak, automaty CNC z magazynami narzędzi potrafią wykonać część po dostarczeniu surowca i załadowaniu oprogramowania, to samo drukarki 3d, zrobotyzowane fabryki też na pewnych odcinkach obywają się bez pomocy człowieka (ale pod jego kontrolą). Myślę że połączenie odpowiednich odcinków fabryki w jedną całość to kwestia czasu, Musk próbował, na razie mu nie wyszło ale z czasem tak się stanie, bo jest to tańsze da dłuższą metę. Surowce do fabryki też dostarczają maszyny, można je zautomatyzować, i tak dalej.
Nie chciałem wchodzić w tematy religijne, bo to prosta droga do ucięcia dyskusji. Ale chciałem poznać inne punkty widzenia, i widzę że bez religii ciężko będzie się obejść w tej kwestii. A myślę że z tematem "duszy robota" prędzej czy później ludzkość będzie musiała się skonfrontować, chociaż może nie za naszego życia.
Z tym krzemem czy innym pierwiastkiem jest taki problem, że węgiel tworzy nieporównywalnie więcej związków, niż każdy inny pierwiastek. Tak więc nie wiem czy słusznie, ale biolodzy i fizycy jeśli już zakładają istnienie życia we wszechświecie, to upatrują go w związkach węgla, i takich też środowisk poszukują jako potencjalnych drugich Ziem.
Tylko że obaj panowie wyżej od razu porównujecie technologię do człowieka, a przecież nikt nie ma wątpliwości, że jednokomórkowa bakteria bez jądra komórkowego też żyje. Nie potrafi mówić, nie ma świadomości, ale z pewnością trzyma się życia za wszelką cenę. I pytanie czy maszyna działająca na wzór bakterii (czyli dużo bardziej skomplikowana niż obecnie potrafimy zrobić) będzie żyła.
Niektóre dzieła gamingu pozostawiają nas z egzystencjonalnymi pytaniami. To, które zrobiło na mnie największe wrażenie to tytułowe pytanie Legiona (a właściwie anonimowego Getha) z Mass Effect. Trochę się nad tym zastanawiałem i oto co mi wyszło.
TL/DR
Jeszcze nie, ale kiedyś może tak.
Wiara
Osoby wierzące chyba nie mają z tym problemu. Bóg tworzy życie. Człowiek własnymi rękami może stworzyć tylko przedmioty nieożywione, nawet dziecko jest darem boskim.
Mnie takie tłumaczenie niespecjalnie przekonuje, bo od 200 lat wiadomo, że związki organiczne można uzyskać z nieorganicznych. Ale od wiary chciałbym zapożyczyć sobie jedno pojęcie – tytułową duszę. Odrę ją jednak z metafizycznej otoczki, chodzi mi jedynie o określenie tego pierwiastka życia, tego który odróżnia nas od maszyn (jeśli istnieje).
Biologia
Kiedy chodziłem do podstawówki w książkach wymienione były cechy istot żywych: odżywianie, oddychanie, wydalanie, cośtam jeszcze. Takie tłumaczenie było wiarygodne dla 13 latka, tyle że z biegiem czasu okazywało się, że np. są organizmy, które nie muszą oddychać. Wzrost też nie jest jakoś niezbędny do życia, i tak inne cechy fizjologiczne nie wytrzymywały konfrontacji z rzeczywistością. Ostatecznie ustalono zbiór 5 cech charakteryzujących organizmy żywe: są wyodrębnione ze środowiska, posiadają metabolizm (czyli przetwarzają energię), są wewnętrznie stabilne, przechowują i przetwarzają informacje oraz regulują wewnętrzne procesy.
Są również inne definicje życia, tyle że większość z nich sprowadza się do przetwarzania materii i energii, wewnętrznej równowagi, przechowywania i przetwarzania informacji oraz replikacji. A wszystkie te cechy może wykazywać maszyna. Przetwarza energię elektryczną w mechaniczną, albo chemiczną w elektryczną, albo jakąkolwiek w taką, która będzie jej użyteczna. Reguluje się sama, zbiera informacje o otoczeniu. Czy maszyny potrafią się replikować? Być może jeszcze nie bezpośrednio, ale to jednak maszyny wytwarzają części innych maszyn. A programy sterujące maszynami bez problemu mogą wykonywać kopie samych siebie. Całkowicie zrobotyzowana fabryka Tesli jak na razie pozostaje marzeniem Muska, ale myślę, że to tylko kwestia czasu.
Inne światło na definicję życia rzucił Shrodinger. Stwierdził on, że komórka dąży do równowagi termodynamicznej, co oznaczałoby jej śmierć. W związku z tym musi w sposób ciągły znajdować się w nierównowadze, próbując zmniejszyć swoją entropię. Nie narusza przy tym zasad fizyki – swoje nieuporządkowanie zmniejsza, pobierając „uporządkowanie” z otoczenia. Żywi się entropią ujemną – negentropią – albo inaczej mówiąc, zwiększa swój wewnętrzny porządek, zmniejszając porządek świata zewnętrznego. Robi to na zasadzie ciągłej wymiany materii i energii – czyli wspomnianego metabolizmu. Teoria, choć w świecie naukowym nieaktualna, prezentuje fundamentalną różnicę między światem ożywionym a nieożywionym: przedmiot, jak kamień czy maszyna, w stanie spoczynku nie wymienia energii z otoczeniem, nie zwiększa entropii. Żywy organizm nawet w spoczynku musi metabolizować, inaczej umrze.
W tym miejscu mógłbym zakończyć mój wywód. Wiem, że pomiędzy otrzymaniem w warunkach laboratoryjnych mocznika czy cukrów prostych, a stworzeniem syntetycznej komórki jest daleka droga. Ale chciałbym pójść dalej, chociażby po to, by mieć gotową odpowiedź, gdyby jednak w przyszłości Legion zadał tytułowe pytanie. Załóżmy więc, że w przyszłości damy radę skonstruować maszynę, która energię wytwarza poprzez rozkład substancji odżywczych, słowem maszynę na wzór komórki, tyle że syntetycznej. Czy moglibyśmy odmówić jej prawa do posiadania duszy?
Ewolucja
Mechanizmem kierującym ewolucją i powstawaniem nowych gatunków jest dobór naturalny. Aby doszło do ewoluowania, musi istnieć forma zapisu danych o budowie organizmu, przekazywana z pokolenia na pokolenie. U istot żywych jest nią genom, dla maszyn byłoby to oprogramowanie. Tyle, że maszyny się nie rozmnażają, co najwyżej kopiują, nie można więc mówić o klasycznym pokoleniowym przekazywaniu danych, tak jak w przyrodzie. Klonowanie, nie uwzględniające różnorodności osobników, wydaje się nie mieć znaczącego miejsca w przyrodzie.
Ale czy na pewno? Wyobraźmy sobie placówkę produkującą nowe jednostki. Wszystkie tworzone są wg wzorca przechowywanego w jednej z jednostek. Jednostki poszukują surowców, i dostarczają je do fabryki, w celu produkcji nowych. Dzielą między sobą funkcje, doskonale znają swoje zadania. Wszystkie dzielą ten sam wzorzec, są siostrami. Rywalizują z innymi jednostkami z innych placówek w walce o zasoby. Czy opisałem fabrykę robotów? Nie, miałem na myśli pszczoły, mrówki lub termity. W przyrodzie już istnieją społeczności o specyficznym sposobie rozmnażania, eliminującym indywidualność.
Jeśli w fabryce robotów w wyniku jakiegoś błędu transmisji danych zaczną powstawać osobniki zmodyfikowane, lepiej zbierające surowce, to taka fabryka wyeliminuje z gry część sąsiednich. Zadziałają prawa doboru naturalnego.
Oczywiście pszczoły i mrówki nie opanowały świata, ciężko się więc spodziewać, żeby tak ewoluujące maszyny zaszły dalej niż automatyczny kombajn węglowy. Wiem też, że trochę nagiąłem zasady, bo pszczołom zdarza się jednak rozmnażać płciowo (choć w obrębie jednej społeczności), co zwiększa różnorodność organizmów, i sprzyja ewolucji. Samo rozmnażanie płciowe wydaje się być dla maszyn jak na razie nieosiągalne. Ale wszystkie formy rozmnażania są adaptacjami, powstałymi oczywiście w wyniku ewolucji. Syntetyki są jak na razie na poziomie ewolucyjnym prokariontów.
Ale tylko pod względem rozmnażania. Pytanie, czy roboty tak naprawdę potrzebowałyby do ewolucji rozmnażania płciowego, które czasami może być odbierane jako forma pasożytnictwa genetycznego. Roboty startują swoją ewolucję już od poziomu ogromnej różnorodności form i pewnej „świadomości”; dodatkowo, to w gruncie rzeczy mutacje wprowadzają nowy materiał genetyczny, samo rozmnażanie płciowe tylko go „tasuje”. Istnieją inne formy różnicowania genomu, takie jak poziomy transfer genów czy fuzja, i odegrały one już w historii kluczową rolę. Nie trudno więc sobie wyobrazić dwa (lub więcej) roboty z różnych fabryk, syntezujące swoje oprogramowanie i wybierające, na podstawie obserwacji, jednostki skuteczniejsze od innych. Byłaby to turboewolucja, skutkująca błyskawicznym pojawianiem się (i znikaniem) nowych gatunków. Taka ewolucja od naturalnej różniłaby się tylko tempem.
Inteligencja i samoświadomość
Nie jest to warunek konieczny, ale aby Legion w ogóle mógł zadać jakiekolwiek pytanie, musi być inteligentny. Inteligencja maszyn, jak na razie, opiera się na zdolności bardzo szybkiego liczenia. Potrafią przetwarzać informacje z otoczenia, potrafią posługiwać się narzędziami. Jest to poziom inteligencji reprezentowany przez niektóre zwierzęta, albo przez naszych odległych przodków Homo Habilis.
Prawdziwa inteligencja, która pozwoliła nam rządzić światem, wg psychologa Nicholasa Humphreya była narzędziem społecznym. Pojawiła się, gdy człowiek zdobył już przewagę ekologiczną nad innymi i zaczął żyć w rywalizujących ze sobą grupach. Umiejętność manipulowania zachowaniem innych i przewidywania ich reakcji pozwalała zdobyć lepszą pozycję w grupie. Analiza i przetwarzanie informacji w tak złożonych i nieprzewidywalnych systemach jak społeczność ludzka była wstępem do rozwoju intelektu.
W ogóle, przejście do życia w społeczności wydaje się być kamieniem milowym rozwoju gatunków, implikującym wiele pożytecznych cech umysłu. Na przykład świadomość swojego istnienia, możliwość odczuwania bólu, radości czy złości a nie tylko prostych reakcji na bodźce występuje u wielu gatunków, również samotnych, i mniej zencefalizowanych niż ludzie. Neurobiolodzy nazywają to „świadomością rdzenną”. Ale już samoświadomość, lub „świadomość rozszerzoną” wykazują tylko gatunki społeczne. Zdolność oceny stanu umysłu innego osobnika, jego intencji, stosunku do nas, wiedzy (lub braku wiedzy) daje możliwość przewidywania jego zachowania, oraz wpływania na nie. To bardzo duża przewaga. A stąd już tylko krok do wyobrażenia sobie, jak nas widzą inni. Dzięki spojrzeniu na siebie z perspektywy innej osoby możemy modyfikować swój wizerunek. Oprócz oczywistych korzyści, takich jak możliwość długofalowego planowania dało nam to też inny skutek – zrozumieliśmy, że inne osobniki też żyją, czują i myślą.
Roboty funkcjonują w grupach, wymieniają informacje, pamiętają przeszłość i realizują plany, ale nie robią tego w pełni świadomie. Czy mogą zyskać samoświadomość? Czy jest to cecha pojawiająca się z automatu, przy przekroczeniu pewnego stopnia złożoności? Neurobiolog George Sacher operuje pojęciem ilościowego skoku neuronów, który objawił się, w przypadku człowieka, początkiem myślenia symbolicznego. Faktem jest, że pytania o egzystencję i uczucia może zadać sobie tylko takie stworzenie, które potrafi mówić. Ale nie chodzi mi o wydawanie dźwięków, czy po prostu porozumiewanie się, ale operowanie językiem opartym na symbolach. Artykułowanie własnych myśli wydaje się być ściśle związane z samoświadomością, językiem a także początkiem kultury, i co ciekawe, wcale nie towarzyszyło ludziom od początku. Wygląda na to, że anatomiczne przystosowania do komunikacji opartej na symbolach pojawiły się u człowieka, a być może również neandertalczyka, 200 tys. lat temu, ale najstarsze przedmioty symboliczne liczą najwyżej 100 tys. lat. Nie wiadomo co spowodowało tą zmianę, jaka była początkowa funkcja języka, czy była formą mutacji u jednego osobnika, czy rozwinęła się konwergentnie, ale samo powstanie języka wydaje się być kolejną granicą do przekroczenia w drodze do inteligencji.
Czy maszyny są w stanie osiągnąć te kamienie milowe? Czy gdyby grupy maszyn rozwinęły się w społeczności, następnie zaczęły się komunikować, rozwinęły myślenie symboliczne i świadomość, czy wtedy moglibyśmy nazwać je życiem inteligentnym? Najbardziej skomplikowane organizmy żywe, w skali mikro działają na zasadzie reakcji na bodźce, podobnie jak algorytmy komputerowe. Czym różni się impuls elektryczny płynący w komórkach opartych na węglu od tego samego impulsu w strukturach krzemowych?
Kubeł zimnej wody na te dywagacje wylewa neurolog Antonio Damasio. W organizmach myśli ściśle związane są z ciałem, które również wpływa na świadomość. A właściwie odwrotnie, świadomość jest stanem zbudowanym na podstawie mapowania stanu wszystkich układów organizmu. Świadomość jest subiektywna, ponieważ kształtują ją informacje z ciała. Inne ciało, albo wymiana którejś z jego części, czy zastąpienie jej mechaniczną daje już kompletnie inne doznania, inaczej niż w przypadku maszyn, gdzie części można swobodnie wymieniać.
Nie do końca się z tym zgadzam, i wydaje mi się, że maszyna ma duszę, jeśli pyta czy ma duszę.
Śmierć
Śmierć wydaje się być wyraźną granicą między życiem a maszyną. Maszyny nie umierają, ale jednak z czasem kończą na złomowiskach. Czym różni się śmierć od złomowania?
Większość komórek organizmu żyje co najwyżej kilkanaście miesięcy. Śmierć komórki jest naturalnym procesem, i o ile nie jest wynikiem czynników zewnętrznych przebiega w ramach procesu apoptozy, czyli usuwania komórek zbędnych, uszkodzonych lub zainfekowanych, z korzyścią dla organizmu. Zastępują je nowe komórki powstałe z podziału komórek macierzystych. Tak więc nasz organizm znajduje się w ciągłym procesie wymiany komórek, co oznacza, że ciągle jesteśmy młodzi. Skąd więc starzenie się organizmu? Nie wiadomo tego na pewno, ale może mieć to związek z koniecznością ciągłego kopiowania DNA, które mutuje w ciągu życia, a i w trakcie kopiowania zdarzają się błędy. Zmiany DNA kumulują się z czasem, pogarszając działanie komórek.
Nie widzę większej różnicy między starzeniem się komórek a zużywaniem maszyn, poza skalą. Nie chodzi mi o zużycie eksploatacyjne, bo z tym roboty mogą kiedyś sobie poradzić tak jak organizmy, przez usuwanie zużytych części i zastępowanie ich nowymi. Ale przecież każdemu zdarzyło się ponownie ściągać grę ze steama, bo w trakcie kopiowania programu coś poszło nie tak.
Być może czytający te słowa zauważył, że temat śmierci, stanowiący najważniejszą różnicę między życiem a bezduszną maszyną poruszyłem już na początku. Maszyna może zostać wyłączona i ponownie włączona dowolny czas później, organizm musi stale przetwarzać energię. Przyczyną jest stopień złożoności komórek, przekraczający znacznie najbardziej skomplikowane maszyny. Komórka do swojego działania wykorzystuje skomplikowane mechanizmy i złożone cząsteczki, które pozostawione same sobie rozłożą się, dążąc, zgodnie z naturą, do jak najniższego stanu energii. Komórki są tzw. strukturami dyssypatywnymi, w ciągłej nierównowadze termodynamicznej, i aby pozostać stabilne muszą stale wymieniać energię z otoczeniem.
Doprowadza mnie to do konkluzji, że jeśli jest jakaś różnica między życiem a maszyną, to musi być nią arbitralnie wybrany stopień złożoności. W końcu na poziomie molekularnym wszyscy zbudowani jesteśmy z martwych atomów. Na pytanie Legiona odpowiedzieć można kontrpytaniem: czy człowiek nie jest maszyną? Pytanie tylko, czy maszyna, korzystając z ewolucji nie ograniczonej swoją poprzednią wersją potrzebowałaby do swojego działania aż takiego stopnia złożoności. W momencie, gdy maszyny zaczęłyby same, z własnej woli dążyć do utrzymywania swojego działania, granica między nimi a organizmami zatarłaby się, bez względu na ich stopień komplikacji cząsteczkowej.
A wy, co myślicie?
Eksperci dzielą się na dwa obozy: wg pierwszego Rosja ma potężne zdolności produkcyjne i zaplecze materiałowe, ekonomiczne i demograficzne, produkuje sprzęt na niespotykaną skalę i szykuje się do wojny z całym światem. Wg drugiego Rosja właściwie już leży, zadłużenie i pkb szorują po dnie, nastroje społeczne są podłe, z magazynów wyciągają coraz starsze sprzęty, pociski już dawno się skończyły i żyją tylko dzięki pomocy puchatka i Kima.
Jest jeszcze trzeci obóz, ale to świry z sekty. Oni uważają, że przedłużająca się wojna jest na rękę zachodowi, bo w ten sposób wykańcza Rosję, kosztem Ukrainy. W takim układzie korzystne byłoby utrzymywanie poczucia zagrożenia, przy jednoczesnym zapewnianiu tymczasowego bezpieczeństwa.
Wyeliminowanie części amerykańskiej tarczy antyrakietowej, możliwość postawienia własnej, brak bufora dla zachodniej części NATO, potężny efekt propagandy wewnętrznej. Chciałby więcej, sam mówił otwarcie o powrocie NATO do stanu sprzed 1997.
Nagrodą będzie zdjęcie rozstrzygające jednoznacznie problem płci autora (lub autorki) tematu.
80% of what you need is available in the open source.
Współczesna wojna rzeczywiście toczy się na innym poziomie.
Ale gier o ratowaniu świata, super niewiarygodnych przygodach, wykonywaniu czynności niedostępnych dla 99% społeczeństwa jest cała masa. Rzuć na oślep kamieniem a trafisz w Batmana, Assasyna, Sheparda, nieumarłego rycerza, kierowcę wyścigowego, pilota F16, generała, króla albo wampira. Miło jest dla odmiany czasem poznać smak życia średniowiecznego kmiota.
Endurance Motorsport Series zapowiada się na dość oryginalny produkt… ale nie jestem przekonany, czy wystarczająco atrakcyjny, by przyciągnąć wielu odbiorców. Fizyka jazdy wygląda na mało zaawansowaną
Jeśli nie będzie to totalny arcade to myślę, że może trafić w niszę. Jest sporo ludzi, którzy chcieliby czegoś przystępniejszego niż simy, ale bardziej wymagającego niż NFSy. Dużo ludzi czeka na wypełnienie pustki po upadku serii Toca czy Shift.
Nier Automata, brzydka, nudna, z beznadziejnymi wrogami i backtrackingiem, i głupim pomysłem na zakończenia.
przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej
Doskonały pomysł. Pod warunkiem że chcemy wywalić pieniądze w błoto. Tak, to świetna metoda. Bierzmy siłą ludzi, którzy nie chcą mieć z wojskiem nic wspólnego, utrzymujmy ich przez kilkanaście miesięcy, uczmy biegania, strzelania i czołgania się, może nawet jazdy jakimś pojazdem, a następnie wyślijmy ich do domów, żeby powoli tracili kondycję i zapominali czego się nauczyli. W godzinie W powołajmy 40 latków z brzuchami piwnymi, chyba żeby służyli jako cele.
Koleś od dwóch lat dostawał kartki z pogróżkami, i ani razu nie dostał mandatu? Przecież nie od dziś wiadomo, że w momencie łamania prawa łamiący nie myśli o ewentualnych konsekwencjach, tylko potencjalnym zysku. Mandat, drugi i trzeci szybko nauczyłyby gościa gdzie parkować. I nie ma to nic wspólnego z "donosicielstwem", które z jakiegoś powodu w naszym społeczeństwie kojarzone jest z wykorzystywaniem służb do realizacji ich zadań w celu poprawy życia publicznego.

Alejandro de Tomaso miał w ogóle produkować razem z Shelby Cobrę, ale został wygryziony z projektu. Więc stworzył Mangustę - mangusta to ssak zjadający kobry.
Dzisiaj wspomniałem przy takich że w jaki niby sposób Ukraina miała wystrzelić drony z terytorium Białorusi. W ogóle nie zwrócili uwagi na moje pytanie, dla bezpieczeństwa postanowili unikać kontaktu ze mną.
Cieszy mnie, że w mojej okolicy ludzie wreszcie przypomnieli sobie, że na Ukrainie toczy się wojna. To co się działo dzisiaj w nocy to może 1/10 tego co Ukraińcy mają raz na tydzień, plus konieczność uciekania do schronów, ale przynajmniej parę osób oprzytomniało.
Tak na marginesie, gdzie są schrony dla ludności cywilnej? 3 rok wojny, szumnie zapowiadany wzrost wydatków na obronność, a w mojej wsi nawet nie ma awaryjnych ujęć wody.
Chyba śnisz, tak samo upada CDAction, i upaść nie może. Poziom artykułów spadł, są oznaczone sponsorowane artykuły o jakichś klockach, nieoznaczone sponsorowane recenzje, ale to nadal największy portal o grach w Polsce. I stąd najwcześniej dowiesz się nowości growych.
Poza tym od lat tutaj siedzisz i się głupio pytasz co się tu stanęło.
Wydaje się być taką poprawną, przyzwoitą grą. Dużo zapożyczeń, miks znanych mechanik, prawie nic odkrywczego. Nawiasem mówiąc, ciekawe jest jak mechaniki wprowadzone w drugiej części Assassins creeda do dzisiaj dobrze się trzymają.
Pościg samochodowy bardzo słaby. Reszta może być taką przyjemną grą na 20 godzin, jeśli zachowają klimat i tempo akcji.
Nie siedzę w symulatorach ciężarówek, ale w Farmingu żyjące otoczenie dodałoby pewnie ze 100 procent realizmu. Tekturowi przechodnie i bezsensowny ruch uliczny bez reagowania na gracza wyglądają jak kiepska diorama.
wiesz dlaczego amerykanscy piloci sa najlepsi na swiecie....bo lataja w pyte godzin
Na jarmarkach?
Chyba nie załapałeś sensu mojego rozumowania. Ćwiczenia, loty bojowe - jak najbardziej. Używanie super drogiego sprzętu w ryzykownych akrobacjach żeby gawiedź mogła rozdziawić gęby - chory pomysł. Do akrobacji są dedykowane samoloty, do pokazów wystarczy przelot na niskim pułapie, albo postawienie samolotu na trawie i możliwość obejrzenia z bliska.
dlaczego niby teraz pojawia się jakaś dyskusja "po co", "dlaczego"
Może dlatego, że ktoś dostrzegł dyskusyjny sens tego typu wydarzeń. Promocję sił zbrojnych i inspirację można pokazać zwykłym przelotem, jak 15 sierpnia, i nie trzeba używać do tego trzonu sił zbrojnych. A promocje biznesowe i trening można realizować w dużo przystępniejszych warunkach, np. na wysokości 10 km, albo w stworzonych do tego ośrodkach szkoleniowych. A co do pokazania na co idą pieniądze podatników, no cóż, właśnie pokazali.
Abstrahując od tragedii, nachodzi mnie kilka przemyśleń:
- żaden ze mnie znawca wojskowości, ale o ile wiem czołgi Tygrys były super dobre, ale ich koszt produkcji, potrzebne do tego zasoby oraz wymagany poziom wyszkolenia załóg były tak wysokie, że alianci za te same środki byli w stanie wyprodukować kilka swoich czołgów. I co z tego, że Tiger w starciu 1 na 1 prawie nie miał sobie równych, skoro w praktyce nie było szans na spotkanie 1 na 1, a grupa prostackich i tanich t34 z załogą z łapanki mogła zamęczyć takiego samotnego tygrysa. Sytuacja z F16 wydaje mi się być trochę podobna to tej z Tygrysem.
- skoro czas od zamówienia do wprowadzenia do służby F16 to kilka lat, tak samo czas szkolenia pilota, to czy oznacza to, że strata samolotu bądź pilota cofa nasz potencjał obronny o kilka lat wstecz? Gdyby jednak doszło do jakiegoś konfliktu, i tracilibyśmy podobnie jak Ukraina kilka samolotów miesięcznie, to wytrzymalibyśmy co najwyżej rok.
- biorąc pod uwagę to co powyżej, oraz to, że godzina lotu f16 kosztuje ponad 70 tys. zł, kto wpadł na pomysł, i kto to zatwierdził, żeby takie drogie i delikatne sprzęty użytkować sobie dla zabawy?
jak dla mnie dość kontrowersyjna opinia, bo... twoją furą też przecież nie jechał
W sumie racja. Malina też jechał nie swoją, i nie moją, więc krytykować nie wypada.
https://www.youtube.com/watch?v=awaKDdwxu44&ab_channel=KamilN.
że zginął człowiek, który był całkowicie świadomy tego, co robi i na co się pisze?
Tyle że jechał nie swoją bryką. Jeśli był tego świadomy to tym bardziej postąpił lekkomyślnie.
Ja wiem że tragedia, wyrazy współczucia, ale z takiego czysto praktycznego punktu widzenia, gość zniszczył nie swój, bardzo drogi sprzęt, i utopił cały wysiłek i koszty poniesione przez społeczeństwo na jego szkolenie. Jako społeczeństwo jesteśmy w plecy kilkaset milionów złotych i fachowca, który mógłby realnie przełożyć się na potencjał obronny.
Meh, on tylko szukał pretekstu żeby to powiedzieć.
- Halo! Nie mogę rozmawiać bo w mojej koszulce za kilkaset złotych odkleja się gumowe logo!
- Ale to ty dzwonisz
No nie wiem, wydaje mi się że cały współczesny przemysł, infrastruktura, a nawet rozrywka działają dzieki programom, których raczej na konsolach się nie odpala. Nawet te twoje raporty pogodowe obsługują pecety.