Gra, którą uważacie za genialną... ale nigdy jej nie ukończyliście
Macie na koncie tytuł, który zachwycił Was fabułą, światem i mechaniką, ale z jakiegoś powodu porzuciliście go przed finałem? Zbyt wysoki poziom trudności pod koniec? Brak czasu? Zmęczenie materiału?
Red Dead Redemption 2 - po pierwsze zmęczenie materiału, a po drugie po premierze na konsolach naciąłem się na spoiler z zakończeniem i już nawet motywacji mi brakowało do ukończenia, inaczej może bym zęby zacisnął i ukończył. Co nie zmienia faktu, że gra nie była zła, to to nie.
A druga gra to God Of War i w sumie identycznie jak z Read Dead, ale tutaj monotonia straszna mi się też wkradła i nie ukończyłem.
Wing Commander: Privateer, nigdy nie udało mi się skończyć ostatniej misji ze statkiem Steltek, cholernie zwrotny z błyskawicznie regenerującymi się tarczami. Chętnie bym spróbował znowu po latach, ale gra niemiłosiernie się zestarzała pod względem graficznym.
Polecam obejrzeć w ramach "nostalgia trip", ostatecznie będziesz miał wrażenie, jakbyś przeszedł :D
https://www.youtube.com/watch?v=7W_1ryWrU5w
Xenoblade Chronicles 3. Bawiłem się świetnie, wciągnąłem się w systemy i fabułę na całego... a potem zarzuciłem po jakichś 50 h. I szczerze nie pamiętam dlaczego. Liczę na remaster na Switcha 2, który da mi pretekst, by kupić ponownie i tym razem dokończyć dzieła.
Pokemon Emerald(Ruby/Sapphire też). Grałem 20 lat temu w Ruby i zakończyłem jakoś w 3/4 gry(6 Gym chyba). Właściwie to znudziłem się już w 1/4 gry ale grałem... Po kilku latach próbowałem Emerald i odpadłem jeszcze wcześniej.
Tak się zakończyła moja przygoda z Pokemon, powiedzmy ;)
Via Tenor
Coś jest z tymi Poksami na GBA, bo o ile Yellow czy Crystal wciągało jak bagno to trzecia generacja miała coś że często się to porzucało. Nie wiem czy to zmęczenie materiału czy po prostu niefajne Pokemony, po dziś dzień nienawidzę tego o ->
W sumie, ja też akurat Emerald (w późniejsze już nie grałem, bo nie przepadam za kolejnymi generacjami) nie ukończyłem, tylko mnie nie tyle znudziło co zbiegło się z jakimś wydarzeniem, przez które nie mogłem kontynuować gry przez miesiąc czy coś i potem jak próbowałem wrócić, to nie mogłem się odnaleźć, nie bardzo wiedziałem co robiłem, co dalej zrobić, gdzie wejść żeby posunąć "kampanię" do przodu, kręciłem się pływając, nurkując itp. aż odpuściłem :/
God of War Ragnarok choć raczej nie uważam tej gry za genialną, a raczej rozpatruję ją w kategoriach bardzo dobrego rzemiosła. Jedynkę skończyłem w 2018 roku, a Ragnaroka zacząłem w lutym zeszłego roku... i jakoś tak porzuciłem na około 2-3 godziny przed końcem. Pewnie coś zbiło mnie z kursu, ale jakoś po takim czasie nie chce mi się już wracać.
RDR2 i P:WotR
Powód ten sam, gdzie w 2/3 zaczęły mnie nudzić. Co nie przeszkadza mi zacząć tych gier ponownie od nowa i się dobrze bawić.
Symulatory wyścigowe i lotnicze - oczywiście ich nie da się "ukończyć", ale zawsze odpadałem pokonany ogromem czasu jaki należy w nie włożyć, aby prezentować jako-taki poziom. Tzn. formalnie nie odpadałem, ale odkładałem na bliżej nieokreślony moment, gdy będę miał więcej czasu na granie.
Na dzisiaj do głowy przyszła mi Forza Motorsport 4, gierka świetna pod każdym względem ale kariera to jakieś nieporozumienie i szybko mi się odechciało.
Kolejną taką grą może być Skyrim, który potrafi każdego na początku zachwycić. Ale gdy już zaliczysz jakieś 20% gry to zdajesz sobie sprawę jaka ta gra jest beznadziejna i nie mam na myśli rozgrywki. Tylko właśnie fabuły gdzie jesteś dosłownie każdym i wszystkim po czym odechciewa się grać. Morrowind czy Oblivion pod tym względem był normalny, a Skyrim chyba za dużo ćpali tam z Tadeuszem przy produkcji.
Nie. Wszystkie gry, które uważam za genialne ukończyłem. Większość kilkukrotnie.
Morrowind - utrata zapisu gry
Uncharted 2 - utrata zapisu gry
Oblivion - głupia mechanika + problemy techniczne
Skyrim. Kupiłem ją w sumie trzy razy na trzy różne platformy, przegrałem setki godzin... i chyba nigdy nie ukończyłem głównego wątku z podstawki. Na szczęście wersja na ps5 to już chyba była (przynajmniej dla mnie) ta ostateczna wersja, więc jak następnym razem będę do niej wracał, to nie będę zaczynał od nowa, tylko pokończę to co mi zostało.
Pillars of Eternity 2 i Clair Obscur... obie opuszczone 10 minut przed koncem, a teraz nie pamietam jak sie steruje i o co chodzilo
O, mam często tak samo jak wracam do jakiejś gry po czasie. Pierwsza myśl: "jak tu się kurde sterowało??". Po chwili oczywiście to zatrybiam, ale i tak do końca gry mam już wrażenie, że nie wykorzystuję pewnie z połowy mechanik jaka jest w tej grze, bo zwyczajnie zapomniałem, że tam są.
Pierwsze 2 Fallouty, niestety mam niską tolerancję na gry z lat 90., jestem na nie za głupi.
Chociaż byłem bardzo blisko końca jedynki (którą fabularnie stawiam wyżej od dwójki), ale już nie mogłem znieść tego jak kolejny raz dostawałem przypadkowy ostrzał od moich towarzyszy. Dwójka naprawdę dużo naprawiła w tej kwestii... tylko, że była tak rozbudowana, że też nie dotrwałem do końca.
Trochę by mi to w głowie zgrzytało jakbym uważał coś za genialne a nie ukończył.
Ogólnie nie przypominam sobie żadnych takich gier, wszystkie dobre gry zawsze kończę :D
Krótko mówiąc to nie ma takiej: genialne zaczęte gry kończę zawsze wcześniej czy później. Ale jest wiele genialnych gier, których nigdy nie zacznę, bo jedna doba ma tylko 24/7.
Oj dużo tego...
Red Dead Redemption 2 - no jakoś nie mogę się przemóc
Seria GTA - nie rozumiem jej fenomenu
Gothic - jak wyżej
Assassins Creed - nudne dla mnie
Seria The Elder's Scrolls - też nie czuję ich fenomenu
To tak na szybko, może po prostu jestem zmęczony grami open world, których jeszcze kilka lat temu było jak łajna w oborze.
To powiedz może najpierw, co dla Ciebie jest genialne. Co skończyłeś genialnego?
Mass Effect, Wiedźmin, Hal Life, Cyberpunk, Horizon, Subnautica, Wolfenstein... tego też jest sporo.
Dla mnie to ciekawy temat. W zasadzie wszystkie gry które pozostały mi w pamięci i które mi się podobają w jakiś sposób wydają mi się nie ukończone. Jak gra jest średnia to przechodzę fabułę i zapominam. Jak gra jest rozbudowana i wielowątkowa, a takie lubię, to gram w nie bardzo szczegółowo, np. zaczynając po kilka razy. I nawet jak ukończę wątek fabularny lub główną kampanię to chciał bym grać dalej, choć często brakuje na to czasu gdyż są kolejne gry.
Czyli reasumując wszystkie genialne dla mnie gry w jakiś sposób są nie ukończone. Te co ukończyłem tych już nie pamiętam.
Skyrim - wymaksowałem łucznictwo i mi się znudziło (ale ok. 100 h pykło).
Doom 2 - finał, taka ściana z demonem, nie wiedziałem jak to skończyć.
Project IGI - bardzo mi się podobało, ale w pewnym momencie stało się za trudne bez zapisów i ciągłe powtarzanie mnie zniechęciło.
Risen - finałowy boss mnie zmęczył, ale ogólnie nie lubię bossów.
Wszystkie te gry są świetne, mimo że ich nie skończyłem.
U mnie to chyba nie ma takiej gry, gra, która by pod po podeszła, to pierwszy Deus Ex, ale i tak za drugim, czy trzecim razem przeszedłem ten tytuł.
Praktycznie większość gier.
Z serii GTA udało mi się ukończyć tylko GTA V.
Oddworld: Abe’s Oddyseey była tak piekielnie trudna dla mojego dziecięcego umysłu, że nigdy nie skończyłem.
Command & Conquer w tym większość następców - jak wyżej.
W Fallout 2 grałem chyba z 15 lat zanim skończyłem.
Chyba nie lubię gdy to co dobre się kończy - mam za dużo radości szczególnie w GTA czy w Falloucie, by cisnąć fabułę.
W sumie lepsze by było pytanie: Gra która okazała się dla was kupsztalem, ale graliście do końca licząc, że zmienicie zdanie :D
A odpowiadając na wątek, to nie ma takiej gry :)
Fallout 4. W sumie nie pamietam dlaczego. Doszedlem daleko i przestalem, juz sporo za Instytutem. Potem probowalem DLC, jeden skonczylem, drugi mnie znudzil. Pare lat pozniej probowalem zaczac od nowa ale nie doszedlem juz nigdzie dalej. Cos mnie w tej grze irytuje, choc kocham jej klimat.
Baldurs Gate 2 :(
Miałem 4 podejścia i za każdym razem staje gdzieś w połowie
Jedynkę przeszedłem ze 3 razy, opowieści z wybrzeza mieczy, Baldurs Gate 3, nawet Siege of Dragonspear a cholernej dwójki nie mogę.
przeciez rdr2 ma genialny storyline, zal nie ukonczyc
z mojej strony chyba deus ex human revolution
Może to trzeba inaczej nazwać czyli strach przed ukończeniem dobrej gry, a później pustka w sercu przez kolejne dni bo w myślach mamy te crapy które czekają na dysku.
Skyrim :) Setki godzin przegrane, ale nigdy nie skończyłem. Ba, nigdy też nie zacząłem żadnego DLC.
Dawno temu kiedyś tak miałem z GTA III, że jak się dochodziło niemal do samego końca to nie dało się pchnąć fabuły do przodu - misja która podmienia plik z gangami a następnie jak się rozpocznie grę to nie resetuje tego a jak się nie zauważy to dopiero prawie pod koniec gry jest skutek. W Definitive dziwne że tego nie naprawili i tym razem tego błędu nie popełniłem. A powód dlaczego o tym mówię to taki, że pierwszy raz te 2 końcowe misje były zbyt ciężkie a potem jak jeszcze raz przejść grę to ta misja nie działała poprawnie. Pomijając że robiąc misje w złej kolejności nie da się gry ukończyć na 100%.
Sekiro: Shadows Die Twice. System walki i parowania to dla mnie absolutny majstersztyk, ale odbiłem się od ściany na samym końcu. Finałowy boss (Isshin) tak niemiłosiernie spuścił mi łomot kilkadziesiąt razy z rzędu, że z frustracji odinstalowałem grę. Jest genialna, ale moja psychika tego nie wytrzymała.
Neverwinter Nights. Dotarłem do finałowej walki, ale nie wiedziałem, że to już to i drużyna była w średnim stanie, do tego zrobiłem save zaraz przed (a grałem na jednym :D). Próbowałem przez kilka dni i w końcu odpuściłem.
Gry Parodoxu , Stellaris, Crusader Kings , Europa Universali - mysle ze w sumie mam nabite pare tysiecy godzin a nigdy nie skonczylem.
Nawet raz?
Ja w sumie w większości wypadków mam 1-2 ukończenia na koncie na naście gier w każdą :)
Chyba niestety tak. I zawsze jak siadam do nowej sesji to obiecuje sobie ze tym razem się uda a moze nawet zrobie grand campaign ck-eu-victoria-HOI... taa. A później zamieniam się w wielkiego bloba połykam wszystko jak leci i gra robi się nudna. Parę razy byłem blisko ale że te sesje rozciągają się niestety na długie okresy to później wychodzi patch twoja wersja jest nieaktualna jest nowe DLC które warto by zaimplementować itd.
Troszkę inaczej sytuacja wygląda ze Stellaris ale tam to głównie END GAME lag zabija przyjemność rozgrywki, a ze jestem uparty i i uważam że GRAND strategy = duza mapa to nie ma dla mnie ratunku.
U mnie najwięcej zakończonych gier mam w EU IV i Stellaris, w EU IV bo tam robiłem achivmenty a niektóre przeciągają się dość długo, zwłaszcza na najwyższym poziomie trudności trzeba grać ostrożnie. A w stallaris engame ze względu na kryzysy potrafi być ciekawy.
Tam mam po kilka pełnych kampanii. W pozostałych grach dokładnie po jednej, właśnie na zasadzie zawzięcia się.

*dla tych co nie kojarzą tak dobrze gry, otóż man-at-arms można osadzić w prowincjach i jeżeli dla ciężkiej kawalerii i ciężkiej piechoty ustawi się prowincję stricte pod bonusy do nich to w grze przeciwko AI takie jednostki są niewiarygodnie wytrzymałe, co w połączeniu z dużym bonusem do knight effectivness sprawia że armia jest niemal niezniszczalna.
Captain of Indsutry. Jedna z najlepszych gier o produkcji i automatyzacji, z możliwością modyfikowania terenu (koparki faktycznie wykopują ziemię, co może spowodować zawalenie pobliskich budowli, ale pozwala też np. chować rury pod ziemią) i wieloma innymi fajnymi rzeczami. Łańcuchy produkcyjne są mocno rozbudowane, do tego przełomy technologiczne co jakiś czas zmuszają gracza do modyfikacji istniejącej infrastruktury produkcyjnej (żeby wprowadzić np. recykling złomu czy osiągnąć lepszą wydajność produkcji w ten czy inny sposób).
Wszystko fajnie, dopóki ma się sporo czasu na grę i nie robi przerw dłuższych niż parę dni. Powrót po paru tygodniach czy miesiącach to tragedia - bo nie dość, że trzeba przypomnieć sobie dlaczego jakieś rzeczy zbudowało się i połączyło w dany sposób, to jeszcze dochodzi konieczność ogarnięcia wszelkiego rodzaju potencjalnych problemów. Skąd niedobór nafty? Co z wodorem? Gdzie się podział nawóz? Ups, kończy się powoli najbliższe złoże węgla, a trzeba jeszcze zabezpieczyć dostawy ropy do rafinerii.
A to dopiero ogarnięcie bieżących spraw, a przecież trzeba ciągle iść do przodu w drzewku technologicznym, bo zasoby nie są nieskończone i kiedyś wypadałoby zbudować tę rakietę i wreszcie wygrać.
Siadając do tej gry trzeba wygospodarować tyle czasu, żeby ją przejść (a jest długa). Inaczej wpada się w pętlę zaczynania od nowa i nie dojdzie się do końca nigdy...
Genialne (auto korekcja zmienia na genitalne!) gry się zawsze kończy.
Do niedawna Cyberpunk 2077. Miałem na koncie ponad 100 godzin w grze, zaczynałem ponad 10 razy różnymi postaciami i grałem X godzin po czym przychodził mi nowy pomysł na postać, a do starego save'a już nigdy nie wracałem. Aż w końcu się zawziąłem i ukończyłem fabułę postacią zbudowaną pod to jak najbardziej lubię grać, a wyborów fabularnych dokonywałem zgodnie z własnym, prywanym sumieniem.
Temat rzeka.
Ja tak lubię grać, że aż nie lubię kończyć gier :) mam więc takich bardzo dużo.
Zwłaszcza, że póki jestem w połowie gry, to cały czas mam nadzieję na odkrywanie w grze czegoś nowego:
jej nowych tajemnic, sekretów, nieodkrytych wcześniej miejscówek i mechanik gameplayowych.
A gdy zbliżam się do końca, to rzuca się na to wszystko często taki jakiś cień, że to już koniec i nic nowego w tej grze mnie już nie zaskoczy.
Z takich które najbardziej sobie obiecałem kiedyś jednak skończyć - RDR 2.
Wiedźmin 3 :P
Pewnie mnie na stosie spalicie, ale zaczynałem tę grę już kilka razy i zawsze kończę wątek Krwawego Barona, a potem grać się odechciewa, jak tylko docieram do pierwszego miasta. Po tych ogłoszeniach o nowym dodatku może w końcu się za to zabiorę i ją skończę. Za to w totalnej opozycji jest u mnie Cyberpunk – skończyłem go już cztery razy i wciąż mam ochotę na kolejne podejścia.
Kolejność losowa:
- Sekiro - zacząłem grać w trakcie studiów i z braku czasu, nagle, przestałem. Mega ciekawy system walki, wówczas spora świeżość jak na Soulsy, no i klimat przecudowny.
- Dark Souls 3 - byłem przed final bossami i zrobiłem sobie przerwę, bo szkoda było mi przejść już grę. xD Koniec końców, do gry nie wróciłem, a PS4 na którym grałem, już dawno pochowane. 💀
- CyberPunk 2077 - Phantom of Liberty - jakoś się nie mogę zmusić do przejścia tego DLC. Nie podoba mi się build, którym przeszedłem podstawkę, z kolei, tworząc nową postać i zaczynając z bomby DLC, nie czuję żadnego przywiązania i chęci do chłonięcia świata tą postacią.