
Sens życia we wszechświecie
Co ogólnie sądzicie o życiu? Macie jakąś wiarę, modlicie się?
Osobiście jestem Hellenistą. Wierzę w 12 bogów olimpijskich greckich, mimo że teraz jest to już uznawane tylko za mit. Ale moim zdaniem tak równie dobrze może się stać z każdą inną religią. Nie skupiam się jednak na samym Zeusie tylko czczę boga urodzaju Dionizosa.
Co myślicie o religiach powszechnych i tych mniej znanych? (monoteistycznych, politeistycznych czy nawet ateistycznych). Jakaś reinkarnacja, brak życia po śmierci, inna teoria? Doszukujecie się w tym wszystkim regularnie jakiegoś sensu, czy może jeszcze w czymś całkiem innym?
Było, ale zawsze warto przypomnieć. W końcu kiedyś też wyginą wszystkie dinozaury...
Życie jest bez sensu ponieważ kończy się śmiercią.
Edit: To już nawet Iselor trolluje na multikontach?...
Ostatnio chodzi mi po głowie teoria że nasz wszechświat mieści się w czyimś kolanie. Przykładowo, dzięki mikroskopowi wiemy że są takie stworzenia jak bakterie. One sobie żyją i coś tam robią. Mają tam swój własny świat ale przypuszczalnie nie są świadome naszego otoczenia. Tak samo i my możemy nie być świadomi otaczającego nas świata. Niby mamy teleskopy i inne urządzenia, która pozwalają na badanie co jest poza planetą ale tak naprawdę nie wiele wiemy gdzie my istniejemy. xd
Te zielone ufoludki są inteligentniejsze niż się wydaje. Są bardziej rozwinięci od nas, mają m.in. bronie laserowe, statki kosmiczne porywające ludzi i tworzą inne genialne wynalazki, bardziej postępowe od tych ludzkich.
Jedynym celem zycia jest reprodukcja. Cala natura o tym wie i tylko do tego dąży. Ale w procesie ewolucji w czlowieku zasiala sie i wykielkowala iskra swiadomosci, co skomplikowalo sprawe, bo trudno przyjac do wiadomosci, ze zyjesz tylko po to, by splodzic nastepnych reprezentantów gatunku. W efekcie zaczęliśmy sobie utrudniac zycie religia, filozofia, konsumpcjonizmem etc. Doprowadza to do tego, ze czlowiek stawia siebie ponad cel zycia, ma byc wygodnie mi, a nie komus co przyjdzie po mnie. Dlatego spoleczenstwo sie starzeje i jako gatunek wymrzemy przez zalamanie zastepowalnosci.
jako gatunek wymrzemy przez zalamanie zastepowalnosci
Absolutnie się nie zgadzam. Świadomość nie pojawiła się ot tak sobie żebyśmy mogli dumać nad sensem istnienia. Przeszła przez sito doboru naturalnego, bo umożliwiła nam znacznie wydajniejsze przetwarzanie informacji ze świata zewnętrznego, co w konsekwencji zaprowadziło nas na szczyt zaawansowania. Ale mimo wszystko imperatyw rozprzestrzeniania kopii własnych genów nadal jest priorytetem. Człowiek rozprzestrzenia się na coraz większe obszary. Wytępi inne zwierzęta, będą żyć tylko te, którym na to pozwolimy, bo będą nam potrzebne. Przejmiemy ich zasoby na swoje potrzeby. Staniemy się zwierzęciem dominującym, a wyginiemy tylko wtedy, jeśli sami do tego doprowadzimy zbyt gwałtownie zmieniając ekosystem.
Zeby gatunek istnial musi sie rozmnazac, a my tego nie robimy. Niewiele jest miejsc na swiecie, gdzie przyrost naturalny jest taki, by zachodzilo zastepowanie pokolen. A my, przez nasza swiadomosc, nasz usystemowany i stechnologizowany sposob egzystencji, nie mozemy sobie pozwolic na kurczenie sie populacji, co postepuje coraz szybciej. Przy obecnej liczbie urodzin zawali sie swiat jaki znamy, a czy bedziemy umieli stworzyć nowy? Nie wiem, ale na pewno zaden gatunek nie przetrwa kiedy 90% jego populacji to osobniki stare, bez zdolnosci do rozmnazania czy wychowania potomstwa. Zwierzęta nie maja takiego problemu, bo po prostu maja zakodowana reprodukcje, u nas dzieci sa od dluzszego czasu traktowane jako błąd i przeszkoda w korzystaniu z zycia.
No nie wiem. Gen nakazujący przedkładać przyjemności nad dzieci nie przetrwa za długo w populacji, bo siłą rzeczy się nie zreplikuje. Wydaje mi się, że tak jak w modelach Maynarda Smitha dotyczących zachowań agresywnych, ustali się ewolucyjnie stabilna proporcja genów "reproduktorów" i "hedonistów". W przyrodzie jedyne co ogranicza liczebność populacji to zasoby naturalne. (Eksperyment Calhouna się nie liczy, warunki jego przeprowadzania były dalekie od naturalnego środowiska zwierząt)
To nie kwestia genu, tylko swiadomosci wlasnie. Ewolucja w naszym przypadku doszla do ściany, jest w slepej uliczce i juz z niej nie wyjdzie. Cala para poszla w mózg, inteligencja i rozwoj doprowadzily do tego, ze wrecz walczymy z ewolucja. U kazdego innego gatunku przezywaja tylko mocne geny, kazde mutacje nie dajace przewagi, czyli choroby i uposledzenia, sa bardzo szybko eliminowane czy to przez drapiezniki czy po prostu smierc z glodu. U ludzi rozwoj technologiczny (medycyna) ale tez spoleczny (humanitaryzm, empatia) powoduje, ze slabe geny sa ciagle w grze, bo ratujemy kazde zycie, kazdy czlowiek z defektem moze sie rozmnazac i tak sie dzieje.
Jesteśmy bodaj jedynym duzym i dlugo zyjacym gatunkiem, ktory moze rozmnazac sie przez caly rok. Inne musza czekac na okres godowy odbywajacy sie z reguly raz do roku. My kiedys po prostu po kazdym stosunku zwiekszalismy nasza liczebnosc. Jeszcze 60 lat temu fantasci w swoich ksiazkach szerzyli wizje przeludnionej planety, tymczasem osiagnelismy szczyt i bedzie nas coraz mniej. Bo po prostu nie chcemy mieć dzieci i pilnujemy tego.
Nie bez powodu kraje najlepiej rozwiniete maja populacje coraz starsze i coraz mniej liczne. Rozmnazaja się dalej te najbiedniejsze i zacofane kraje, gdzie nie ma takiej swiadomosci i mozliwosci antykoncepcji. A nasze gospodarki nie poradza sobie w sytuacji braku rak do pracy i koniecznoscia utrzymywania tylu starcow. System musi sie zawalic, nie damy rady zyc w takim jak zyjemy teraz. Skurczy sie nasza populacja i beda musialy zajsc ogromne zmiany w systemach społecznych, na ktore nie jestesmy gotowi.
Mylisz się, wszystko jest efektem działania genów, świadomość, każda nasza decyzja, nawet to jaką czapkę nosisz jest wynikiem takiego a nie innego ułożenia białek w organizmie.
Mylisz się również co do tego, że przeżywają tylko "mocne" geny. Przeżywają te, które najlepiej się reprodukują, a to niekoniecznie idzie w parze z faktycznym wspomaganiem konkretnego nosiciela genu. Np. gen powodujący anemię sierpowatą powinien wyginąć, bo uśmierca swoich nosicieli. Ale powoduje on również odporność na niektóre szczepy malarii, co z kolei zwiększa jego liczebność w niektórych rejonach. Poza tym geny aktywują się i dezaktywują w zależności od okoliczności, i tak geny powodujące np. nowotwór mogą ujawnić się dopiero po 60 roku życia, ale do tego czasu ich nosiciel zdąży się reprodukować. Gen letalny nadal istnieje w populacji, a mimo to jej liczebność rośnie. Gen na niebieskie oczy jest zawsze recesywny, a mimo to istnieje w populacji sporo osób z niebieskimi oczami.
Jest prawdopodobne, że bogate, mocno zaawansowane społeczeństwa będą zmniejszać swoją liczebność, ale jak sam mówisz, te bardziej prymitywne nadrobią to z nawiązką. Dlatego moim zdaniem ludzkość nie wyginie, może co najwyżej cofnie się w rozwoju.
Co właściwie znaczy "mieć sens"? Każdy sens to indywidualna sprawa w końcu. Dla żuka gnojaka sensem i celem jest toczenie kupki bawolego placka, dla Ciebie czy mnie, dajmy na to sensem jest nieźle zarobić, zadbać o rodzinę i o własne szczęście, a dla jakiejś większej istoty (tego przysłowiowego potwora ze wszechświatem jako brudem za pazurami) coś zupełnie innego. Ja uważam, że wszyscy jesteśmy po prostu wobec przemijania i śmierci jedynie mięsem jak każde, i generalnie jest niewiele rzeczy, które po naszym odejściu spowodują, że w końcu nie zostaniemy zapomniani. Ale hej, skoro już ktoś nas wypchnął na ten świat, to warto spędzić ten czas dobrze i w spokoju i radości z samym sobą i światem.
“There is something infantile in the presumption that somebody else has a responsibility to give your life meaning and point… The truly adult view, by contrast, is that our life is as meaningful, as full and as wonderful as we choose to make it.”
Richard Dawkins, The God Delusion
============================================
“After sleeping through a hundred million centuries we have finally opened our eyes on a sumptuous planet, sparkling with color, bountiful with life. Within decades we must close our eyes again. Isn’t it a noble, an enlightened way of spending our brief time in the sun, to work at understanding the universe and how we have come to wake up in it? This is how I answer when I am asked—as I am surprisingly often—why I bother to get up in the mornings.”
Richard Dawkins
Madry kolezka.
Prosto i zwięźle o sensie życia.
1 minutowy wykład pani Dolores Cannon (poniżej)
"Planeta Ziemia to szkoła dla DUSZY"
Jesteśmy istotami duchowymi.
Ale na Ziemię (świat materialny) przybywamy po to żeby doświadczać, przeżywać i uczyć się...
https://www.youtube.com/watch?v=oM5GyoX4f-4
BTW podobno nie zyjemy w symulacji bo matematycznie nie jest to mozliwe.
https://www.sciencedaily.com/releases/2025/11/251110021052.htm
Ten slynny papier Bostroma fajnie sie czyta, ale zawsze cos mnie w nim irytowalo, czyli silne ukryte zalozenia. Sila jego argumentu opierala sie na statystyce, z jednym zalozeniem, ktorego nie uwypuklal czyli tym, ze nie jest to pierwszy wszechswiat. Dlaczego nie? Bo tak sobie wymyslil.
Życie jest w pewnym sensie bezsensowne ale z drugiej strony jest jedynym w swoim rodzaju fenomenem we wszechświecie.
Nie zdziwiłbym sie jakby sie kiedyś okazało ze w naszej Galaktyce nie ma żadnych innych planet nadających sie do życia.
Sam nasz układ słoneczny jest wyjątkowy i jak narazie nie znaleziono czegoś podobnego.
Ponad 90% gwiazd we Wszechświecie nie jest przyjazne istnieniu życia i można powiedzieć ze tylko dwa rodzaje gwiazd mogą stworzyć przyjazne warunki na planetach na których może pojawić sie życie.
To oczywiście żółte i pomarańczowe karły. Jest jeszcze teoretyczna szansa ze życie może pojawić sie na planetach krążących wokół gwiazd typu F ale szanse są naprawdę znikome ze kiedyś natrafimy na życie na takich planetach.
Wyglada na to ze sama gwiazda musi żyć co najmniej 10 miliardow lat i być bardzo spokojna bez ogromnych rozbłysków i nadmiernego zabójczego promieniowania UV aby na planecie która krąży wokół niej w strefie życia mogła powstać i rozwijac sie cywilizacja technologiczna jak my.
Żadne inne gwiazdy nie spełniają tych wymogów oprócz żółtych i pomarańczowych karłów.
Jeśli mamy szukać życia w naszej galaktyce to musimy sie skupić tylko i wyłącznie na tych dwóch typach gwiazd a resztę sobie darować, bo co z tego ze będą na innych krążyć planety skoro zawsze będą to martwe planety.
Także życie samo w sobie jest bezsensowne ale jest fenomenem we Wszechświecie i być może nigdy nie znajdziemy go gdzie indziej.