W co gracie aktualnie #7
Za pozwoleniem użytkownika squaresofter (autora świetnego cyklicznego bloga W co gracie w weekend) i aprobatą stałych bywalców jego bloga, zakładamy forumowy wątek w którym możemy dzielić się naszymi growymi przygodami.
Każda platforma i gra mile widziana, każdy gatunek i każda opinia oraz spostrzeżenie na temat gry - także mile widziane.
Dla ludzi szukających inspiracji w co zagrać lub nawet jaką serią lub gatunkiem się zainteresować.
Oczywiście nadal wspieramy squaresoftera i jego wpisy na blogu, to on to wszystko rozpoczął ale słabo nam to wspieranie idzie. A tak w ogóle, to już nie ma za bardzo czego wspierać :(
Poprzednia część: https://www.gry-online.pl/forum/w-co-gracie-aktualnie-6/zcfe1dff

2013 - GRID 2 na PC
Aktualnie ogrywam GRID 2 i przyznaję, że bardzo wciągnęła mnie ta gra. Miła odskocznia od wyścigów w otwartym świecie.

Football Manager 2023,1647,5h Dwa polskie zespoły w półfinałach Ligi Mistrzów, jeden w Lidze Europy (w 1/4 mieliśmy polski pojedynek) i jeden w Lidze Konferencji. Całkiem solidnie. Ale wygląda na to, po roku przerwy znowu będzie w finale LM grał ze mną zespół angielski bo na polski finał to jednak raczej się nie zapowiada. W Ekstraklasie nic przełomowego się nie dzieje, na obecną chwilę Górnik Zabrze zyskał minimalną przewagę w walce o drugie miejsce. W finale Pucharu Polski znowu dojdzie do starcia z moimi rezerwami.
Digimon Story Cyber Sleuth: Complete Edition, 49h Trochę siadło mi to granie, nie będę ukrywał. Trochę mdła się robi ta gra z biegiem czasu niestety. Trochę taki przypadek Persony 4, gdzie im dalej w las, im więcej było już zrobione, tym gorzej się grało i gra stawała się bardzo monotonna. A tutaj teoretycznie tego dodatkowego contentu urozmaicającego rozgrywkę jest jeszcze mniej, zadania poboczne w sporej części polegają na lataniu w kółku po bardzo podobnych do siebie dungeonach, często tych samych wręcz dungeonach. Trochę kiepsko. Na tym etapie na którym jestem fabuła też jakby trochę zwolniła i w sumie od jakiegoś czasu stoi trochę w miejscu.
Saints Row 2, 20h Już od dawna miałem ochotę na ponowne przejście SR2. To była moja chyba pierwsza gra pudełkowa, która wymagała Steama ale z racji na tragiczny port na PC (dzięki CD Projekt!) granie w tą grę nie było super doświadczeniem. Kiedyś ją tam jakoś skończyłem, ale to chyba było takie przejście na szybko, z kodami itd. A opinie największych fanów serii są jednoznaczne, to dwójka jest najlepszą odsłoną serii, zawsze chciałem po latach jakoś zweryfikować jeszcze raz ten pogląd. Lata temu już został zapowiedziany oficjalny patch do SR2 po tym jak po latach znalazł się kod źródłowy gry. No ale to był tylko poboczny projekt, Volition w tym czasie robiło nowe SR a w międzyczasie główny autor, tego patcha, community manager Volition zmarł na raka. Po premierze nowego SR jeszcze się wydawało, że patch ma szansę się ukazać, w końcu sami twórcy obiecali, także swoimi zmarłemu koledze, że dokończą jego dzieło. No ale wyszło jak wyszło. Na szczęście pojawił się fanowski patch, który cały czas rozwijany poprawia trochę ten port i dodaje także kilka ulepszeń. Z tego co widziałem w planach jest także przeportowanie na PC dodatków, które były tylko na konsolach. Od razu wygrzebałem mój papierowy poradnik do SR2 dodawany do pudełkowej edycji, Tera Patrick na okładce a w środku poradnik GOLa napisany przez samego Ojca Makułę. I to jest całkiem potężna lektura, poradnik jest dłuży niż drukowany poradnik pierwszego i drugiego Wiedźmina czy pierwszego Mass Effecta. Kiedyś to były publikacje. SR2 jest brzydkie, ładną postać kobiecą dosyć ciężko stworzyć (usta są absolutnie okropne, i co gorsza w edytorze wyglądają zupełnie inaczej niż potem w cutscenkach) więc początki były dosyć przeciętne ale potem muszę powiedzieć, że się mocno wkręciłem. Zupełnie nie pamiętałem np. że są tutaj znane z GTA i bardzo lubiane misje służb porządkowych; karetki i straży pożarnej plus taksówki. Więc nie mogłem sobie odmówić tego by w przerwach od radosnego zabijania i przejmowania miasta, podwozić ludzi czy pomagać ofiarom wypadków.
SR2 jest fajny, ale przydałby się porządny remake, ewentualnie remaster, bo pod względem fizyki i grafiki to ten tytuł już w dniu premiery mocno odstawał.
Ogólnie to SR3 wydaje się być mniejszą grą, ale cała reszta wypada (poza muzyką) lepiej. Także sposób rozgrywki przypominający GTA, a nie pierwszą część AC.
Fizyka to nawet nie powiedziałbym, ze jest jakaś strasznie zła, postać w miarę ładnie się przewraca i reaguje na kolizje, ale grafika to oczywiście tak, na premierę było brzydko. Teraz na tym patchu jest może minimalnie lepiej.
SR3 wśród największych fanów serii ma akurat bardzo słabą opinie: przez gorszą fabułę czy klimat, kończąc na gorszej customizacji i na dużo gorszym mieście. To jest bardzo przyjemna gra ale dla tych hardkorowych fanów SR była sporym zawodem.
Mi się trójka podobała. Jeszcze grałem w jedynkę na X360, ale szybko odpadłem. O dziwo styl graficzny lepiej się zestarzał niż w dwójce. Za to czwórka mocno mnie zawiodła.
No bo trójka to jest ogólnie dobra gra ale dla fanów klimatów SR1 i SR2 to już ona była "za daleko". A jak dołożymy do tego, że zaraz na początku gry brzydko potraktowali ulubioną postać, naprawdę słabe generyczne miasto, słabo nakreślonych antagonistów, to ta gra po prostu nie wypada najlepiej w porównaniu z SR2. Jest bardzo grywalna i przyjemna w odbiorze ale to już nie było to samo co wcześniej. Czwórka to już w ogóle ale mi tam się akurat bardziej podobała, jedna z lepszych gier o super mocach na rynku. A i klimatu i nawiązań do starych SR było tam więcej niż w The Third. Ale spokojnie, jak dobrze pójdzie to wszystko to będę weryfikował w ciągu następnych kilku tygodni/miesięcy.
Może i ja się kiedyś skuszę, skoro jestem na fali z GTA (remastery), a posiadam wszystkie odsłony SR.
Najnowsza część ma coś wspólnego z poprzednimi?
Nie, całkowity restart serii. Niestety nie do końca udany, gra to taki lepszy solidny średniak ale SR z tego marny. Ani to SR2, ani SR3/4, gra trochę bez wyrazu, na SR zdecydowanie zbyt grzeczna. Ale ma naprawdę fajną mapę i miasto, lepsze niż w trójce i lepszą customizację. To bardziej taki trochę gorszy Sunset Overdrive niż Saints Row.
Deus Ex (1). Czyli pierwsza skończona gra z pięćdziesięciu dwóch w nowym roku 2026. Ale męczący był ten finał. Na siłę próbowano zrobić go trudnym za pomocom respawnu (o którym dowiedziałem się po fakcie) najgorszych przeciwników w grze. Co do reszty to strasznie to wszystko toporne. Deus Ex powinien dostać remake z prawdziwego zdarzenia, a nie nieumiejętne pudrowanie nosa które miało wyjść w tym roku.
Blood West. Dopiero zacząłem, więc nie wiele mogę powiedzieć po za tym że jest to połączenie, albo przynajmniej przywołujące namyśl takie tytuły jak Dark Souls i Stalker. Dark Souls, bo mamy umrzyka przywróconego do życia, który wraz z pójściem spać przywraca sobie siły witalne i jednocześnie ożywia wcześniej ukatrupione stwory. Śmierć niesie ze sobą konsekwencję w postaci obniżania różnych naszych statyk i przywraca trupy do życia. Nie ma ręcznego zapisu gry mamy tylko autosave. A Stalker, bo to FPS w którym przemierzamy niebezpieczne połacie ziemi, naszpikowanej wszelkiej maści niestandardowymi maszkaronami. Gdzie rzadko można spotkać przyjazną twarz. A jak już taką znajdziemy to ma ona dla nas kiepsko opłacalne zadanie.
Sprawdziłem na YouTube przejście Blood West zajmuje 18 godzin. W moim przypadku zajmie to pewnie dwa razy tyle, jak nie więcej. Znowu nie uda mi się osiągnąć postawionego przed sobą celu.
I na koniec jeszcze mała dygresja. Skąd się wzięło u Polskich deweloperów takie zamiłowanie do westernów. I skąd się wzięło takie zamiłowanie do łączenia westernu z elementami nadprzyrodzonymi. W jednym roku wyszło aż cztery gry poruszające ten temat. Wszystkie ze słowem West w tytule.
Niedawno skończyłem Pathfinder: Wrath of the Righteous po ponad 667h grania i zacząłem sobie teraz grać w The Last of Us: Part II Remastered. W pierwszą część grałem najpierw, potem obejrzałem 1 sezon serialu, tutaj zaś jest odwrotnie. Najpierw obejrzałem serial, teraz dopiero gram w grę. Pełen szacunek dla twórców serialu, że tak idealnie udało im się odwzorować i rozbudować fabułę w niektórych wątkach tam, gdzie to nie było pokazane w grze. Zacząłem grę na poziomie trudnym, ale na początku wydaje się w miarę prosta, ciekawe jak dalej pójdzie w las fabuła.
Wreckreation
https://youtu.be/at1hZSxhqGM
Gra która odniosła sromotną porażkę sprzedażową. Nie dziwie się. Chociaż Wreckreation został stworzony na wzór Burnoutów to promowany był jak jakaś nowa część Trackmanii w rezultacie nikt po to nie sięgnął. Sam postanowiłem spróbować i dostrzegłem w tej grze ogromny potencjał. Mapa jest ogromna, chyba x2 większa od tej z Forza 5. Wreckreation ma wbudowany edytor tras, a do tego potrafi wygenerować nam trase, wystarczy zaznaczyć na mapie punkt staru i mety. Trasę na 100 km stworzyłem w 2 minuty, AI działa na nich zawsze poprawnie. Model jazdy po kilkugodzinnym zapoznaniu da się lubić, a kraksy bywają widowiskowe. Polecam każdemu kto lubi arcadowe wyścigówki bo można w to grać i grać, a z edytorem tras nigdy nie będziemy narzekać na powtarzalność.
akurat w 2026 zaczynam nowe gry bo w porzednim wszystko udalo mi sie skonczyc (lub stracilem zapis gry :p )
pc - Soma, dopiero zaczalem, raz gralem. Myslalem ze to horror podobny do outlast a to póki co taka przygodówka ze znajdywaniem czegos w pokoju zeby isc dalej
ps4 - ea sport UFC - jakos mnie kryzys dopadł i to jest tego wyrazem. Zaczalem kariere ale poki co mam glownie trening
na ps4 kontynuuje caly czas asfalf: legend unite - mam duzą szanse na platyne
A ja kupiłem Lord of Hatred i gram paladynem w Diablo 4.
Mam też sporo ukończone Calire Obscure i jak będę miał więcej czasu to dalej ruszę z fabułą.
Ja kupiłem na wyprzy D2R i powoli i z mozołem przeciskam się przez IV akt., niestety komputer już swoje lata ma więc mam okazjonalne zwieszki i przycinki psujące fun z gry.
AC Odyssey. Wrocilem po latach, irytował mnie grind potrzebny, aby pchać wątki w fabule dalej. Jednak no nie ma innej gry, tak rozbudowanej, albo chociaz w połowie, jak AC:Odyssey, dziejącej się w czasach Grecji klasycznej, czy hellenistycznej (Titan Quest 2 czekam na pełną premierę). Więc trzeba przecierpieć grind, a gra poza nim jest na tyle fajna, że chyba warto.
Trzeba zacząć też. (na PS5):
- Path of Exile II - gram przede wszystkim dla funu (albo w lokalnym co-opie), obecnie jestem na etapie przygotowawczym do próby na akcie drugim, by po raz trzeci zdobyć punkty do klasy Ascendancy (o ile nowy sezon się nie zacznie). Oczywiście dalej gra Wojownikiem (ale tym razem Smith of Kitava zamiast Warmongerem).
- Titan Quest (wersja na PS4) - Trolling dropu ciąg dalszy. Podczas prób zdobycia formuły na boski artefakt Krew Aresa z Trzech sióstr (akt IV), wypadają mi wszystkie przedmioty (zarówno epickie, jak i legendarne), które definitywnie mają o wiele mniejsze szanse szanse na drop, niż ta formuła (która ma 0.53% szansy na drop). I tak wydropiłem z sióstr Hełm Agamemnona (0.13% szansy), Płytówkę Certy (0.11%), Bandaż Diogenesa (0.1%) oraz co zabawniejsze, Kosę Szronu (0.03%).

Jestem w 4 rozdziale Gothica, gram pierwszy raz od może 10 lat. Bardzo dobrze, bo zapomniałem większość fabuły i mogę odkrywać ją na nowo. Oczywiście gra ma swoje wady, dzisiaj jeszcze bardziej odczuwalne niż kiedyś, ale niesamowicie wciąga, jest ciekawa i zadania zachęcają do spędzania z nią czasu. Jest to cecha, której nie udaje się osiągnąć wielu współczesnym grom segmentu AAA, z Wiedźminem 3 na czele.
Skończyłem też trial The Divison. Gra jest przyjemna, ale mam wrażenie że po 6 godzinach triala odkryła wszystkie karty. Pograłem, bawiłem się dobrze, ale nie zamierzam inwestować w nią więcej czasu ani pieniędzy.

Od poprzedniego wpisu minął miesiąc. Od tego czasu trochę gier się u mnie przewinęło. Poprzednio wspomniane gry jak Incision, Scrap Riders i Goldenheart ruszone może do godziny czasu każda, więc nic w sumie nowego i nich nie napiszę. Natomiast cała reszta:
Bloodgrounds (55 h, ukończona) - więcej o grze napisałem tutaj: https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-bloodgrounds/ze10113e3 Nadal sobie w nią gram, aby odblokować osiągnięcia związane z darowaniem życia gladiatorom lub ich likwidacji. Zbyt rzadko się ta opcja pojawia pod koniec potyczek. Zostaną wtedy tylko 3 osiągnięcia, które będą się wiązać z ponownym rozpoczęciem gry od nowa, więc czekam na update twórców związany z ekspedycjami gladiatorów, aby wszystkiego spróbować za jednym zamachem.
BrokenLore: Low (1h, ukończona) - o tej kiepskiej produkcji napisałem pod jje kartą w encyklopedii: https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-brokenlore-low/za1011959
Nocturnal Watch (1h, ukończona) - Krótka, ale niezła produkcja, w której wcielamy się w wartownika. Patrolujemy drogę między trzema miejscami jak kościół, oberża oraz chatka nad jeziorem a także sprawdzamy, czy ów lokacje nie są spaczone. Jeśli znajdziemy jakąś anomalię, to do pobliskiej studni wlewamy coś na wzór wody święconej. I tak przez siedem nocy. Okolica jest opanowana przez pewną wiedźmę, dlatego trzeba dobrze przyłożyć się do powierzonego zadania, aby gra nie zakończyła się przedwcześnie. W sumie mamy trzy zakończenia, choć dwa różnią się niewielkim niuansem, ale wpada inne osiągnięcie. Zobaczenie trzech zakończeń zajęło mi godzinę. Jednak gra ma stosowną cenę do długości i w sumie jakości też, bo wykonana została przyzwoicie. Jest klimacik, w powietrzu unosi się aura niepokoju zaś podczas pierwszego przejścia nigdy nie wiemy co przyniesie kolejna noc. Zresztą w kolejnym podejściu anomalie mogą być całkiem inne, więc trzeba być ciągle spostrzegawczym, bo na tym w sumie się opiera gra. Mi się podobało.
Dedalo (2,5h, ukończona) - Niemal rok temu zagrałem w Venari, do którego Dedalo jest bardzo podobne ze względu na środowisko i taki surowy klimacik w moim guście. Obie gry reprezentują typ gier tworzonych przez studio M9 Games: Odszukaj wskazówkę, rozwiąż zagadkę, wejdź do kolejnego miejsca - i tak w kółko. Szkoda tylko, że większość podpowiedzi to praktycznie gotowe rozwiązania. Najciekawsze łamigłówki były tam, gdzie sugestie były nieoczywiste i wymagały od gracza kojarzenia faktów. Niestety takich zagadek było niewiele. Pierwsza połowa gry praktycznie nie stanowi wyzwania, potem jest już lepiej - zatrzymałem się dłużej na kilku łamigłówkach albo też przegapiłem podpowiedź. I w sumie to, niska cena (kupiłem za niewiele ponad 5 złociszy) oraz setting przeważyły, że jednak grę polecam. Aczkolwiek w ogólnym rozrachunku Dedalo jest przeciętne. Jakoś lepiej mi się kojarzy Venari. Ponadto gra ma kilka błędów: raz przy przejściu do kolejnego miejsca zniknął obraz - musiałem zminimalizować i wyłączyć grę. Na szczęście gra zapisuje się na początku każdego nowego miejsca (i jest też zapis ręczny), więc po ponownym uruchomieniu kontynuowałem grę. Podobne miejsce było na końcu, gdy rozwiązałem ostatnią banalną zagadkę - zniknął obraz, gra wyłączyła mi monitor (wtf?), konieczny był reset kompa. Osoby szukające wyzwań niech pomijają tę i inne gry studia. Dla osób chcących chillowo porozwiązywać proste łamigłówki ów gry będą w sam raz. Ja tylko sięgam po te w starożytnym, czy pustynno-orientalnym settingu. 5,5/10
Take Notes (2h, ukończona) - Escape room polskiej produkcji zawierający 40 łamigłówek z akcją osadzona w podziemnym bunkrze. Jest to porządna gra pod każdym względem. Zagadki, które oczywiście stanowią trzon rozgrywki, są urozmaicone jak na miejsce akcji. Część jest oparta na spostrzegawczości, wiedzy matematycznej i logicznego kojarzenia faktów. Nie są trudne. Jedynie dwa ostatnie poziomy były nieco bardziej wymagające od wcześniejszych, ale też nie powodowały jakiegoś bólu głowy. W niektórych przypadkach natrafialiśmy na notatki, które podpowiadały, co należy zrobić lub zawierały konkretne wskazówki (a nie od razu rozwiązanie, co można spotkać w wielu tożsamych grach). Całość bezproblemowo można ukończyć w około dwie godziny. Niby krótko, ale też gra ma odpowiednią cenę.
Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną jest po prostu w porządku. Kolorystycznie dominują odcienie brązu, co też nieco wyróżnia Take Notes od innych tego typu produkcji. Ewidentnie widać, że akcja dzieje się w jakimś bunkrze lub podziemnym kompleksie. Przestrzenie są niewielkie, zaś pomieszczenia pełne są biurek, podobnych urządzeń, różnych aparatur i przedmiotów jednocześnie kojarzących się z laboratorium fizyczno-wojskowym. Technicznie nie było jakichkolwiek problemów. Szybko się uruchamia, zapisuje w miejscu, w którym z gry wyszliśmy. Jak najbardziej warto zagrać, nawet jeśli nie jest się miłośnikiem tego typu produkcji.
Mountain of Madness (2h, porzucona) - Unikać. Niestety gra okazała się totalnym rozczarowaniem. Nieraz daję szansę średniakom, nie mam nic do symulatorów chodzenia, ale tutaj niemal wszystko wypada źle. Fabularnie gra oparta jest na opowiadaniu Lovecrafta pod tym samym tytułem. Mając do dyspozycji intrygujący trzon historii stworzono kompletnie nieciekawą, nudną grę. Połączono to z najgorszą odmianą symulatora chodzenia, czyli takiego, w którym trzeba szukać drogi. I to w ciemnościach. I w kiepsko zaprojektowanych lokacjach. Biję tutaj głównie do lokacji obcego miasta, które nawet nie wygląda jak ruiny siedziby obcych. Pierwsza lokacja, czyli jaskinia jeszcze ujdzie, druga z obozem jest króciutka, ale trzecia z wspomnianymi ruinami okazała się totalnym nieporozumieniem. Poszczególne akty są wypełnione slajdami pełnymi tekstu, czytanymi przez znudzonego narratora. Dodać do tego brak muzyki, czy fajnego dark ambientu i mamy przepis na nudę.
W pierwszej lokacji - jaskini, zbieramy przedmioty, które przydadzą nam się w dalszej wyprawie. Do naszej dyspozycji będzie lina, po której możemy zjechać w dół lub się wspiąć, czekan, dzięki któremu rozbijemy lodowe ściany, drabina, które przyda się w pokonywaniu rozpadlin oraz by dostać się półkę wyżej/niżej. Oprócz tego w ekwipunku mamy łopatę, kartki papieru, które mogą się przydać do zaznaczenia drogi oraz dziennik, w którym opisujemy znalezione skamieliny, płaskorzeźby i inne znaki. Latarka jest na osobnym wyposażeniu i używamy jej niemal cały czas. Niestety nie można przypisać do klawiszy ów przedmiotów, tylko trzeba klikać TAB, by otworzyć menu i wybrać odpowiednią ikonkę. Ustawianie drabiny może czasami irytować, bo przybliżamy/oddalmy i obracamy ją rolką myszy. Niemniej fajnie wykonano ten element.
Graficznie jeszcze ujdzie, ale level design, projekt lokacji, prowadzenie historii zawodzą. W grze nie mamy zagadek, co też można zaliczyć jako minus, bowiem nawet niedawno grałem w "Dyer Expedition" i ta mniejsza gra będąca też symulatorem chodzenia ma kilka niezłych łamigłówek i całościowo lepiej wypada niż niniejsza produkcja. Niewielkie szczegóły też zawodzą - na śniegu nie zostawiamy śladów, nasz samolot jest niczym helikopter, bo twórcy umieścili go w takim miejscu, w którym na pewno by nie wylądował, są też konkretne braki w udźwiękowieniu. Grę porzuciłem będąc w labiryncie. Po wielu próbach znalezienia odpowiedniej ścieżki, totalnie poirytowany usunąłem z dysku.
Summer Paws (2h, ukończona) - Pierwsza ukończona gra w 2026 roku. Jedna z wielu gier o szukaniu kotków i jedna z niewielu, która jest w 3D. Mamy do dyspozycji kilkanaście miejscówek, w których musimy znaleźć śpiące kotki oraz muszelki. Oprócz tego na niektórych należy znaleźć przyciski z kocią łapką, które otworzą konkretne drzwi z zamkniętym kotkiem lub należy odpowiednio ustawić kocie posągi, by w odpowiednim miejscu pojawił się pożądany futrzak. Poza tym można odszukać też inne obiekty, które związane są z osiągnięciami. Gra jest miłym wypełniaczem czasu. Audiowizualnie jest ok. Jedynie szkoda, że większość kociaków stoi jak kołki bez jakiegokolwiek ruchu. Polecam, ale tylko na większej przecenie.
The Parish (4h, ukończona) - Trafiamy do pewnej parafii gdzieś w Wielkiej Brytanii (odwożący nas taksówkarz ma kierownicę po prawej stronie), aby pomóc choremu pastorowi w posłudze przy tamtejszym kościele. Już drugiego dnia zauważymy, że w kościele i okolicach dochodzi do dziwnych sytuacji. A to ktoś zdemolował kuchnię, a to wymalował na elewacji bluźniercze znaki, a to zauważymy, że jakaś postać zagląda przez okna itd. Z czasem atmosfera gęstnieje i okaże się, że nasze życie wisi na włosku (a w przeszłości zapewne też to miało miejsce, gdy spojrzymy naszą postacią w lustro).
"The Parish" to powolny horror przygodowy, nastawiony na atmosferę aniżeli tanie jump scary. Gra oferuje 6 zakończeń i by poznać wszystkie musimy wykonać niektóre czynności inaczej. Szkoda tylko, że wszystkie opierają się decyzje związane z lekarstwem. W głównej mierze od nich będzie zależeć w jakim kierunku potoczy się historia. Później oczywiście możemy też podjąć pewne decyzje – podczas kazań decydujemy co powiedzieć. Będą również konfrontacje, które mogą zakończyć się na dwa sposoby. Ogólnie po jednym przejściu warto uruchomić ją ponownie, aby zobaczyć inną ścieżkę historii oraz zakończenie. Na szczęście twórca dał możliwość wyboru graczowi momentu, od którego może rozpocząć ponowną rozgrywkę, więc nie trzeba powtarzać gry od początku. Szkoda tylko, że niektórych zakończeń nie zrozumiałem do końca i możliwe, że oparte są o jakiś regionalny folklor. Oczywiście kościół może też (a raczej na pewno) symbolizować coś innego a poznanie wszystkich zakończeń da też szersze spojrzenie na historię. Ilu graczy, tyle może być interpretacji i odbiorów niniejszego tytułu.
Graficznie produkcja to stylizacja na PSX i gry sprzed niemal trzydziestu lat. Jak zawsze robi to klimat i pobudza wyobraźnię. Praktycznie przez całą rozgrywkę odczuwałem niepokój i z ciekawością czekałem na dalsze rozwój wypadków. Szkoda tylko, że dotyczy to pierwszego przejścia. Kolejne już nie wywołują emocji. Dźwiękowo jest niestety ubogo – w kilku momentach pasowałaby bardziej nakręcająca sytuację muzyka.
Ostatecznie gra na tyle mnie zaciekawiła, że poznałem wszystkie zakończenia. Niemniej możliwości popchnięcia w różnych kierunkach fabuły powinno opierać się o zdecydowanie więcej czynności po drodze w dalszych etapach rozgrywki. W jednym zakończeniu też musimy zrobić tak jak zaplanował to sobie twórca i nie mamy np. możliwości pójścia sobie po prostu spać. A szkoda. Ogólnie polecam, choć jest co najwyżej niezła.
Metal Garden (1h, w trakcie) - Specyficzny FPS z akcją w betonowym, postapokaliptycznym świecie nastawiony na eksplorację oraz z elementami platformowymi. Klimatem mnie gra ujęła. Jest szaro-buro, ponuro i tajemniczo. Naszemu bohaterowi psuje się mech, więc szukając rzeczy do naprawy natrafimy na pewną grupkę, która nas atakuje i po jej likwidacji gadamy z pewnym typkiem, który twierdzi, że znaleźli wyjście z tego kompleksu. Dlatego idziemy przed siebie pokonując wrogów i sprawdzając, co czyha w bunkrach, ruinach i wąwozach. Strzelanie jest nieco drewniane, mało dynamiczne, ale da się przyzwyczaić. W grze jest też system ran poszczególnych elementów ciała, których apteczki nie uleczą. Może to zrobić jedynie zestaw naprawczo-lecznicy, na który można natrafić w trakcie rozgrywki. Gra ponoć nie jest długa, droga tym bardziej i ma mnóstwo pozytywnych recenzji, które przekonały mnie do jej zakupu.
Escapeworld Dilemma (3h, w trakcie) - mystopodobna produkcja, w której też znajdziemy odwołania do The Witness. Trafiamy do miejsca z kilkoma małymi wysepkami, które wypełnione są miejscami pełnymi łamigłówek. A te nie są proste. Nawet zgadywanie kolorów na zasadzie: jaki kolor powstanie po połączeniu danych barw? Niby proste, ale jak przyjdzie nam wywnioskować takowe po wymieszaniu czterech kolorów? Inne łamigłówki też są ciekawe. Na razie utknąłem na drugiej wyspie.
Ellingby House (0,5h, w trakcie) - również mystopodobna gra, ale tym razem z akcją osadzoną współcześnie i już pierwsze minuty potwierdzają, że to nie będzie spacerek, lecz wymagająca gra. Fabularnie za bardzo nie wiem o co chodzi, bo na wstępie zacząłem przysypiać :D Jest niby jakaś afara z kryptowalutami. Dużo też nie pograłem, bo jednak do danego tytułu trzeba będzie mieć wypoczętą głowę. Graficznie jest bardzo dobra. Zobaczymy jak zaprezentuje się z łamigłówkami, bo jak na razie to znalazłem jedną rzecz, by wejść do biura.

Cities Skylines 267h, 435 tys. mieszkańców i chyba doszedłem do limitu jeśli chodzi o tworzenie kolejnych linii transportu publicznego :D Koniec zatem Krapkowic, bo brak nowych linii zakorkuje mi miasto. Teraz czas wrócić do Euro Truck Simulator 2 :D

Football Manager 2023,1656,5h Ja w finale Ligi Mistrzów a Zagłębie w finale Ligi Europy. Niestety Widzew nie dał rady awansować do finału Ligi Konferencji. Widać, ze ten Ajax w poprzednim sezonie w finale LM to była anomalia, już wszystko wróciło do normy i mamy ponownie angielski zespół w finale. W lidze już ostania kolejka została, jeszcze tam jakaś walka trwa, TOP3 już chyba znane ale dalej są bardzo małe różnice punktowe. Kotwica Kołobrzeg utrzymała się w Ekstraklasie, wielki sukces. Finał Pucharu Polski z moimi własnymi tradycyjnie wygrany.
Digimon Story Cyber Sleuth: Complete Edition, 55h To już chyba jest endgame, ostatni czy przedostatni rozdział. Ogólnie całkiem solidna gra ale bez szałów, dosyć typowy jRPG, brakuje zdecydowanie jakiejś większej różnorodności rozgrywki. Jak by na to nie patrzeć, robimy cały czas to samo, nieważne czy to główny watek czy zadania poboczne. Brakuje jakichś innych aktywności, które by oferowały coś trochę innego. A jeżeli jeszcze w tego typu grze dungeony są dosyć kiepskie, mało odkrywcze, i często biegamy po tych samych miejscach to jest trochę słabo. Fabularnie ogólnie jest bardzo poprawnie ale mechanicznie można było zrobić coś więcej.
Saints Row 2, 43,5h Różnica między czasem gry, który podaje sama gra a tym co podaje Steam to u mnie jakieś 15 godzin. No coś strasznie gra zaniża ten czas. Któregoś dnia chyba z 4 godziny musiałem robić dywersję z holowaniem pojazdów, bo zawsze na ostatnich poziomach mi samochód się rozwalał, a w trakcie nie można go ani naprawić, ani wymienić na nowy. A jak się uparłem na zrobienie tego to musiałem to zrobić. Strasznie mroczna jest ta gra momentami, kolejne odsłony to w ogóle nie mają takich momentów jak tutaj. Za bardzo to potem skręciło w absurd. Stara i brzydka gra ale naprawdę jest bardzo grywalna. Można spędzać godzinę tylko na ubieraniu swojej postaci, a customizacja postaci też w kolejnych odsłonach była gorsza, warstwy ubrań wróciły dopiero w reboocie. Nie wiem czemu one wyleciały po SR2 a to bardzo fajna rzecz. Naprawdę bardzo dobra gra, niby gra w stylu GTA ale jednak z własnym pomysłem na siebie. To zdecydowanie nie jest prosty klon. Bardzo fajne radyjko z wieloma hitami, które można było usłyszeć także w kilku GTA. Obstawiam, że zostały mi z dwa dni grania, już kończę czyścić mapę i jeszcze parę misji w tym jedna ukryta, co swoją drogą jest bardzo fajną rzeczą.

Football Manager 2023,1665,5h Tradycyjnie wszystko wygrane co się dało w sezonie a teraz rewolucja kadrowa i wywalenie każdego kto ma co najmniej 28 lat, idzie młodość. Zagłębie jakimś cudem wygrało finał Ligi Europy z Tottenhamem, kolejny bardzo dobry sezon polskich klubów w Europie. Teraz lato, względnie spokojne bo nie ma żadnych klubowych Mistrzostw Świata a reprezentacja Polski tylko grała w finałach Ligi Narodów więc tylko dwa mecze i spokój. Kadra U-21 natomiast ma swoje EURO i już chyba jest w strefie medalowej. Z Ekstraklasy spadła Lechia, GKS Tychy i w sumie nie wiem kto trzeci, Kotwica i Cracovia się utrzymały więc i w sumie nie pamiętam kto tam jeszcze był na dnie :)
Digimon Story Cyber Sleuth: Complete Edition, 60h Został mi ostatni rozdział, jak się domyślam ostatni dungeon. W tym tygodniu robiłem w większości ostatnie zadania poboczne, które akurat w tej fazie gry skupiały się mocno na walkach z super mocnymi przeciwnikami. Parę z nich było całkiem ciężkim, zważywszy na ogólnie dosyć prosty poziom trudności całej gry. W tym Complete Edition jest jeszcze samodzielny dodatek czy coś, ale na razie raczej nie widzę za bardzo grania w to obecnie.
Saints Row 2, 47,5h, skończone Co tu można jeszcze napisać, świetna gra po prostu. Nic dziwnego, że to jest ulubiona gra fanów serii. I to na grę w tym stylu czekali w przypadku nowego SR. Naprawdę super dobrze się w to grało, lepiej niż się spodziewałem, ze będzie się grało przed zagraniem. Jak to przechodziłem lata temu na starym kompie to takie to przejście było na szybko, na kodach, a teraz tak na poważnie mogłem tę grę docenić bardziej niż kiedykolwiek kończąc ją na 95%. Teraz będę miał bardzo dobre porównanie do kolejnych części i już widzę, że to bezpośrednie porównanie nie będzie korzystne dla takiej trójki...
Saints Row The Third Remastered, 15h Dwie zasadnicze rzeczy trzeba tu wyróżnić; jakość remastera i samą grę. Remaster wizualnie wygląda bardzo fajnie, przeskok z SR2 na to to jest jak skok dwie generacje do przodu, to zdecydowanie nie jest bieda remaster. Mamy tu nowe oświetlenie, nowe cieniowanie, nowe modele postaci, dużo zmienionych i nowych assetów itd. Najgorzej to wypada chyba akurat nasza postać, reszta postaci ma nowe modele, bardziej realistyczne modele, nową geometrię twarzy a nasz boss został w miarę po staremu, ma lepsze opakowanie, lepszą teksturę skóry np. ale geometria twarzy została stara. Włosy to też wyglądają gorzej, jakby były bardziej plastikowe. Jednak otoczenie zostało bardzo fajnie odświeżone, graficznie to chyba wygląda to nawet lepiej niż nowy SR, który wyszedł kilka lat później. Na drugim biegunie jest niestety jakość techniczna, która nie zmieniała się w ogóle w porównaniu z oryginałem, a więc stuttering i losowe crashe dalej występują. Gram od poniedziałku i już chyba z 10 crashy miałem, raz działa dobrze przez 2 godziny a potem wywala 2 razy w pół godziny. Z oryginałem było tak samo, więc nic nie naprawili. A sama gra? Ehh, no gra się dobrze, przyjemnie ale to jest gorsza gra niż SR2. Dużo rzeczy, które były w SR2 tutaj po prostu nie ma. Nie można kryjówek ulepszać i wymieniać mebli, nie można cut-scenek sobie obejrzeć, nie ma warstw ubrań a ciuchy ogólnie są tragiczne, cała masy dywersji wyleciała, nie ma misji służb porządkowych, nie ma misji ze zdobywaniem fortec. Tu nie ma nawet cyklu dobowego. Do tego mamy gorszą fabułę, gorsze misje i mniej cut-scenek (sporo misji to po prostu zwykłe akcje), gorsi, słabo przedstawieni antagoniści, dziwny pacing gry, gorsza muzyka i dużo gorsze miasto i npc. To jak potraktowali Gata to jest skandal, to co zrobili z Shaundi to kolejny skandal. Gameplayowo jest bardzo solidnie ale jeżeli chodzi o treść i zawartość to gra jest mniejsza niż dwójka. Niby dobrze się w to gra, o ile gra nam pozwala, ale czegoś tu brakuje, to nie ten sam poziom co SR2. To bardziej wygląda jak jakaś bieda wersja SR2, jakaś wczesna beta SR2.

Football Manager 2023,1674,5h Skład na nowy sezon przewietrzony, weterani powyżej 28 roku wyrzuceni, w większości poszli do Anglii, wspaniałe wzmocnienie konkurencji no i zobaczymy jak sobie teraz poradzimy w młodszym składzie. Reprezentacja Polski wygrała Ligę Narodów a U-21 to w sumie nie wiem jak skończyła w EURO. Z ciekawostek, zarówno Lech jak i Legia straciły w lato trenerów, którzy uciekli na zachód. Nadal mnie dziwi to, że jakiś trener może wpaść na pomysł, że to będzie dobry krok jak z zespołu z drugiej najlepszej ligi w Europie, grającego co roku w Lidze Mistrzów pójdzie do angielskiego czy niemieckiego zespołu z miejsc 6-10. Nierealistyczny ten FM jednak.
Digimon Story Cyber Sleuth: Complete Edition, 62,5h, skończone Tydzień temu już była końcówka no i bardzo krótka była ta końcówka. Inne, niektóre jRPGi to ostatni dungeon jak walną to czasami ze dwie godziny w nim może zejść a tutaj to dużo krócej, tylko zejść po schodach i koniec. Ogólnie solidna gra, ale bez szaleństw. Dosyć prosty i mało odkrywczy jRPG. Szczerze to trochę liczyłem na więcej, a tutaj im dalej w las tym gorzej, coraz nudniej się robi.
Saints Row The Third Remastered, 35h Ta gra naprawdę ma potężne problemy psychiczne. Raz działa dobrze przez 4 godziny ale potem nie chce się wyłączyć, kolejnego dnia dwa crashe w pół godziny, raz mi się zdarzyło, ze jechałem sobie przez most i nagle mi samochód zniknął, inne samochody jadące za mnę też zanikały w tym samym miejscu, nie można było "wyjść" z niewidzialnego samochodu, nie można było wczytać zapisu. No cyrk na kółkach ogólnie. Ten remaster to jest chyba jeszcze w gorszym stanie technicznym niż oryginał. Już się boję co będzie z SRIV. A sama gra? No w drugiej połowie gry nie ma już misji, które są zwykłymi akcjami więc pod tym względem jest lepiej, i niektóre misje są rzeczywiście całkiem niezłe, no ale pierwsza połowa gry była dosyć biedna pod tym względem przez co w ogólnym rozrachunku jest mniej dobrych misji niż w poprzedniej odsłonie. Dobrze się gra jak gra nam pozwala grać no ale jednak jest to ogólnie niższy poziom niż SR2. Dużo grania już mi nie zostało, dosłownie parę ostatnich misji, i jeszcze pokończyć parę rzeczy i jeszcze jeden dodatek.

Shadow of Tomb Raider (9+ godz.) - 30% zrobione całkiem spokojnym tempem ze zbieraniem czego się da. Sztywno prowadzona przygoda ze sztywno stworzonymi mechanizmami-zagadkami. Mnie się to nie klei i nie wzbudza uznania, ale pograć można. Wioska Paititi splądrowana na tyle na ile pozwala fabuła :/ Ale wygląda ładnie ;P
Wartales (234+ godz.) - Główna intryga Regionu Dormbah zakończona "epicką" walką w Niebianum, Nadinkwizytorka Dexera poległa. Podobnie na lokalnej arenie, nikt nie dał mojej drużynie rady, Lisabeth padła kładąc w ostatnim swoim ataku mojego "kata". Straciliśmy Serka (kretoszczór). Oczyszczone regiony na tyle na ile się dało, niestety kilka elementów nie domaga i wszystkiego nie zdobędę, pozostało otworzyć ostatni grobowiec na kontynencie. Chcąc ominąć drogę lądową drużyna pokonała pierwszych piratów z listy. Gdy się okazało że morzem nie dam rady, to zostałem w Belerion. Na jednej z wysp ocaliłem pirata, którego wytrenowałem jako zamiennik za jednego z pojmanych niegdyś towarzyszy ( jednak ograniczenia umiejętności jeńców są dosyć widoczne pod koniec rozgrywki ). Pojedynki na "papier-nożyce-kamień" z kapitanami, to też przyjemna odmiana, choć nie widzę w tej prostocie sensu. Wielki Eokeld poszedł na dno wraz ze swoją łajbą. Kolejna arena zdobyta, tym razem w pojedynku pięściarzy poległ wielki Oris. Morska przygoda w zasadzie zakończona, szczyt listy "most wanted" osiągnięty, pozostało co najwyżej trochę pokraść i ponapadać biedne karawany no i poczekać na bardzo dobre promocje reszty dodatków.
Fallout 76 (208+ godz.) - Szukam nowego miejsca na "bazę". Przy okazji w końcu też zajrzałem do Nadzorczyni zakończyć jej misje.
Civilization VII (60+ godz.) - Ibn Battuta i jego Mogołowie mimo morskich prześladowców z Inuit Nunangat zdołali być ukochanym narodem na świecie ( Katarzyna jako jedyna nie dała się przekonać ).
Himiko nie angażując się w wojnę i utrzymując mocne granice Japonii oraz sojusze militarne, naukowe i kulturowe wyznaczyła kierunek przyszłości.
Hatszepsut pomimo niechęci ze strony Trung Trac wytrzymała wojenne zaczepki, znalazła sojuszników i poprowadziła cały świat ku nowemu.
Każdy kocha Amerykę Hariet Tubman tylko nie Filipińczyk, no cóż, wszyscy na jednego a Hariet z czystymi rączkami sięga po zwycięstwo ;)
Strasznie schematyczna ta część, gdyby nie to, że chciałem sprawdzić każdego przywódcę, to już bym dawno sobie odpuścił.
UFL (2+ godz.) - nic z tego nie będzie, konkurencja już dawno dotarła do kibiców piłkarskich z gotowym produktem, tu nie działa w zasadzie nic, mecze są tragiczne pod względem kontroli, zarządzania piłkarzami czy nawet podstawowej personalizacji. Brak realnych emocji i wyzwania. Wszystko oznaczone różnej maści punktami. Rozwój na przestrzeni miesięcy jest niezauważalny.
Wolcen: Lords of Mayhem (34+ godz.) - kiepska personalizacja bohatera na start i najgorsze "wyszarzenie" postaci mimo silnego powiązania fabularnego. Całość wygląda jak zlepek wszystkiego co już znamy. Zdecydowanie brakuje tu tożsamości wynikającej ze zdecydowania się na jeden a nie kilka gatunkowych kierunków kreacji świata. Wtórność nie przeszkadza jednak cieszyć się z rąbania i siekania, anihilacji i mielenia. Drzewko umiejętności mimo otwartości nie powala, ale same zdolności pseudoklasowe i ich modyfikatory są już całkiem przyjemne. Nie do końca kumam powiązania ale jakoś to działa. Graficznie ujdzie choć pojawiają się problemy, czasem całkowicie przeszkadzające jak np. pozostający efekt tornada. Troszkę błędów jak niemożność podniesienia przedmiotu czy wejścia do "lochu". Nie dziwię się, że nie zażarło. Akt I do przejścia w 7 godz., II w 5 godz. a III w 6 godz. liżąc ściany. Sam akt IV oparty w zasadzie na wyprawach pozwalających odbudować co nieco w Stormfall jest kiepsko opisany, nie do końca wiemy na co się wyprawiamy, ale sam zamysł nie jest zły, szczególnie że wraz z pokonywaniem poruczników dochodzą utrudnienia. 3/8 poruczników "pokonanych".
Ukończone:
Tardy (4+ godz.) - https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-tardy/z71014359

Blood West (2). To mógł być naprawdę dobry tytuł. Strzelanie, skradanie i zabijanie tych niestandardowo wyglądających maszkaronów jest satysfakcjonujące i mięsiste. Eksplorację map też zapisałbym na plus. Bo mimo że mamy tu oklepane do znudzenia lokacje dzikiego zachodu (kopalnie, jaskinie, stare miasteczka itd. itp.). To chodzenie po nich, w połączeniu ze skradaniem i jednocześnie mając na uwadze to że przeciwnicy mogą nas udupić po paru uderzeniach/strzałach. Sprawia wrażenie, że jesteśmy na polowaniu na dzikiego nie małego zwierza. To co kładzie Blood West to dwa elementy. Na jeden można przymknąć oko (fabułę). Która jest płytką wariacją historii z gry Blood. Natomiast tego drugiego nie da się przemilczeć (brak manualnego save-u). Autosave i po śmierci wracamy do punktu startowego. Nie jest to uciążliwe w pierwszym rozdziale, ale w trzecim może doprowadzić do szewskiej pasji. Bo checkpoint znajduje się w jednym miejscu. I nie na środku tylko w lewym górnym rogu mapy. Zginiesz po drugiej stronie mapy i musisz zapierniczać z powrotem cały ten kawał drogi. A nie jest powiedziane że nie zginiemy tam znowu. Podtytuł Blood West powinien brzmieć live die repeat. Jest wiele gier korzystających z tego kredo. Ale np. w takim Dark Souls ze śmierci i powrotu do punktu zgonu płyną benefity. W postaci punktów doświadczenia. Tutaj też tak jest, ale połowa drzewka rozwoju jest taka se. A podczas podróży tracimy zasoby, amunicję, eliksiry, bandaże. To wszystko kosztuje. A trupy nie zostawiają majątku w kieszeniach.
Może DLC rozwiązało te problemy. Ale nie zamierzam się teraz za to zabierać. Bo ogrywam inny tytuł, który na pierwszy rzut oka wyglądał na relaksujący i myślałem że sobie przy nim odpocznę. Ale powoli zaczyna mi działać na nerwy (znowu tracę miłość do tego hobby). Ta gra to TUNIC. Zelda z lisem w roli głównej. Podczas naszej podróży znajdujemy rozsiane po świecie strony z instrukcji gry. Swoją drogą bardzo ładnie prezentuje się ta instrukcja, aż chciałoby się mieć ją w formie fizycznej. Która tłumaczy gdzie mamy iść, jak grać, co zbierać, itp. rzeczy. Są w niej również mapy lokacji, które przyjdzie nam odwiedzić parokrotnie. Bo jest tu sporo miejsc, do których w pierwszych etapach nie można się dostać albo nie wiemy co one oznaczają. Gra ma drugie dno, coś jak FEZ. A my nie mamy możliwości nanoszenia na mapę znaczników. Ludzie odpowiedzialni za grę myślą sobie, że mamy rok 89 i ja będę zapisywał te wszystkie niewiadome w zeszycie. Miotam się po tych krainach. Słyszę dzwony w kościele, ale nie pamiętam gdzie one były. Ja wiem że na stronach tej wirtualnej instrukcji są naniesione długopisem podpowiedzi. Ale bez jaj, ja też powinienem mieć taką możliwość. Nie po to gram w gry żeby oglądać sposób przejścia na YouTube.

Football Manager 2023,1684h Nowy sezon ruszył, mój odmłodzony skład powinen dalej dzielić i rządzić w Ekstraklasie ale jestem ciekaw starć z europejskimi potęgami. Na razie w lidze taki dosyć radosny futbol widziałem, takie spokojne 5:3 z Wisłą Kraków. Ale po tych paru pierwszych kolejkach komplet punktów. Superpuchar Europy także zdobyty raczej prosto z meczu z Zagłębiem.
Saints Row The Third Remastered, 40,5h, skończone Druga połowa gry na pewno lepsza jeżeli chodzi o misje. Ale ogólnie no jest to gorsza gra niż SR2, sporo starych ficzzerów z gry wyleciało, miasto jest dużo gorsze, tak samo jak antagoniści. Już tutaj gra za bardzo poszła w absurd i nie ma takiego fajnego balansu jaki był w SR2. Brakuje jednak tych trochę bardziej mroczniejszych momentów, tutaj co zrobiono z Gatem to było raczej żałosne a nie mroczne czy coś. Dziwny jest trochę ten pacing w pewnych momentach, tutaj wielki Syndykat chce nas zniszczyć a ledwo ze 2 czy 3 misje po dotarciu do Steelport my na luzaku rozwalamy ich bossa, który był kreowany na wielkiego wroga. Zaraz potem jakieś dziwne przejście na powrót ze Stillwater i atak na moście. Dziwne to trochę było. Ten fragment wygląda jakby nie był skończony. No umówmy się, Killbane jest strasznie meh, a Matt Miller to xD. To kompletnie nie to samo co kiedyś. Ogólnie no solidna gra, remaster wizualnie bardzo na plus, stan techniczny na minus, gra się dobrze ale widoczny regres względem SR2 praktycznie na każdym polu.
Saints Row IV, 16,5h O matku, od czego tu zacząć. Może od tego, ze stan techniczny jest jeszcze gorszy niż SRTTR. Wywala jeszcze częściej. Co prawda należało się tego spodziewać po tym gdy zobaczyłem, ze jeszcze po poprzednim przejściu zostało mi 60 crash dumpów na dysku ale jednak liczyłem, że gorzej niż w poprzedniczce nie będzie. I przez pierwszy dzień nie było. Magia, pierwszego dnia po pobraniu gry nic, zero crashy, cztery godziny grania w ciągu dwóch dwugodzinnych sesji i nic. Zaczynam grać następnego dnia i nawet pół godziny nie wytrzymało. I od tamtego czasu wywala dużo częściej niż TT, jak tam miałem 1-2 crashe na 4 godziny grania tak tu mam 3-5. Chociaż wczoraj nagle wytrzymało 2,5 godziny by scrashować sekundę po rozpoczęciu pancernego chaosu. A sama gra? To już jest w zasadzie zupełnie inna gra, tak jak trójka było bardzo podobną grą do dwójki, tak tutaj w zasadzie mamy coś zupełnie innego. Na pewno między TT a IV jest dużo więcej zmian i nowości niż między SR2 a TT. Skala absurdu już wywaliła całkowicie poza skalę, to już naprawdę ciężko nazywać tę grę Saints Row ale jakoś dziwnie, jest tutaj klimat SR. Jest także zdecydowanie więcej nawiązań do pierwszych dwóch odsłon serii niż było ich w TT, mamy powrót starych postaci niewidzianych od jedynki, wraca stara Shaundi, mamy sporo nawiązań w dialogach do starych wydarzeń, mamy nostalgiczne misje gdzie w zasadzie wracamy do starych czasów, nawet kamera się wtedy zmienia na taką bardziej na środku jaka była w pierwszych częściach. Jest to naprawdę bardzo fajne. Supermoce zmieniają wszystko, stara formuła ląduje w tym momencie w koszu. No bo po co używać samochodów skoro można szybować w powietrzu? Bieganie i szybowanie po mapie połączone ze zbieraniem klastrów, których używamy do ulepszeń jest dziwne wciągające. Gra się więc naprawdę dobrze, o ile oczywiście gra nam pozwala grać...

1999 - Legacy of Kain: Soul Reaver na Sony PlayStation
2001 - Legacy of Kain: Soul Reaver 2 na Sony PlayStation 2
2013 - GRID 2 na PC
Dawno mnie tu nie było. Nie miałem czasu grać, ale na szczęście z dniem dzisiejszym czas na granie powrócił. Najbliżej końca jestem w przypadku Legacy of Kain: Soul Reaver na PSX. Z braku remasterów kolejnych części serii postanowiłem zagrać w najstarsze wersje obu Soul Reaverów, które zawsze kończyłem na PC, a nigdy nie miałem okazji ukończyć ich na PSX czy PS2.

Od ostatniego wpisu minął niemal miesiąc. Dokończyłem Metal Garden a także kilka innych gier. Kilka mam w trakcie i parę na dniach zacznę. Ale po kolei:
Tardy (4h, ukończona) - o grze napisałem pod jej kartą w encyklopedii (aż dziwne, że ta gra jest w bazie GOLa) https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-tardy/z71014359#post0-16862796
Metal Garden (3h, ukończona) - Krótki FPS w szaro-burej betonowej scenerii. Jest klimatycznie, ale samo tekstowe zakończenie to zawsze najgorsze, co może wtedy być. Kierujemy naszym bohaterem wśród potężnej megastruktury. Już po pierwszych minutach widać, że wydarzyła się w tym miejscu jakaś katastrofa. Ostatecznie dowiadujemy się, że znaleziono z tego miejsca wyjście, ale jest ono przed wszystkimi ukrywane. Wyruszamy przed siebie w jego poszukiwaniu eliminując po drodze przedstawicieli dwóch frakcji i eksplorując betonowe, potężne kompleksy oraz ich okolice.
Wrogów mamy tylko dwa rodzaje: Strzelających jegomości w kapeluszach i zmutowane lamparty z potężnym ostrzem, którzy potrafią też wysoko skakać. Jednak żadni z nich nie stanowią jakiegokolwiek wyzwania i są łatwi do wyeliminowania. Do ich likwidacji możemy używać pistoletu, strzelby i czegoś na wzór karabinu snajperskiego. Do dyspozycji mamy również granaty. Niewiele, ale w zupełności wystarczy, nawet na końcowego bossa. Strzela się całkiem przyjemnie. Oprócz granatów i amunicji zbieramy także apteczki. Jednak system zdrowia w "Metal Garden" jest trochę urozmaicony w porównaniu do wielu innych FPSów. Jeśli nasz pasek życia spadnie do 0, to zamiast śmierci, zostajemy ranni w jakąś część ciała: głowę, nogę, rękę itd. Gdy wyczerpiemy możliwości, wtedy następuje prawdopodobnie śmierć. Tego w sumie nie wiem, bo w strzelaninie nigdy nie zginąłem, bowiem nawet na poziomie "regular" gra ma banalny poziom trudności. W przypadku ran - ranni w głowę tracimy celownik a np. w nogę, co jakiś czas kulejemy. Fajne urozmaicenie, choć raczej rzadko będziemy je widzieć podczas rozgrywki. By pozbyć się tych dużych ran sama apteczka nie wystarczy - trzeba znaleźć urządzenie regeneracyjne i zaznaczyć w nim, co wyleczyć. Są rozstawione dość często jak na swoje potrzeby. Amunicji także nigdy nie zabraknie, bo można ją spotkać na każdym kroku.
Eksploracja megastruktur to w dużej mierze skakanie po platformach. Ten element występuje tutaj bardzo często. Nasza postać dysponuje podwójnym skokiem i trzeba dobrze wybrać moment, w którym go użyjemy, bo wiele platform jest zrobiona na styk. Ogólnie częściej zginiemy spadając w przepaść niż zabici przez wrogów. Na szczęście autorka przewidziała te momenty i w takim przypadku powrócimy do gry tuż przed tym miejscem. Dodam, że w grze nie ma ręcznego zapisu a gra zapisuje się na początku rozdziału. W sumie gra jest na około dwie godziny plus minus godzina, więc nie są one jakieś długie, czy rozwleczone.
Eksploracja miejscówek jest satysfakcjonującą. Wielokrotnie sprawdzałem każdy zaułek lub platformę w poszukiwaniu logów i zapisków, ale i tak wszystkich nie znalazłem. Sceneria robi wrażenie, jest fajnie wykonana. Co prawda HROT to o nie jest, ale i tak warto docenić wykonanie scenerii. Nudno i jednostajnie nie jest. Fabularnie jednak mnie nie zaciekawiła. Ponadto końcówka to sam tekst. To akurat zawsze jest słabe. Dźwiękowo jest w porządku, graficznie też - stylizacja na gry sprzed dwóch dekad robi robotę. Cena gry też jest bardzo dobra. Ogólnie nie jest to jakiś wybitny FPS, ale jak najbardziej warto zagrać. 6,5/10
Midnight Files + DLC (3,5h, ukończona) - Pierwszoosobowa przygodówka detektywistyczna, w której faktycznie poczujemy się niczym śledczy w wychodzonym prochowcu. Dostajemy w swoje ręce aparat, fotografujemy kluczowe rzeczy i ślady, zbieramy dowody a później w naszym biurze analizujemy wszystko, by wytypować podejrzanego i miejsce kolejnej zbrodni. Gra praktycznie nie prowadzi za rączkę. Sami eksplorujemy miejsca zbrodni i jeśli natrafimy na coś ciekawego, to automatycznie spisujemy uwagi w notesie. W biurze raporty ze śledztwa oraz zdjęcia możemy umieścić na tablicy, aby mieć szersze spojrzenie na sprawę. I na tym polega zabawa.
Do dyspozycji graczy autor oddał cztery sprawy i darmowy dodatek, akurat z dzisiejszą premierą. Pierwsza wydaje się najdłuższa, kolejne dwie są banalne a czwarta najbardziej bazuje na naszych domysłach. Każda dzieje się w innych miejscach i dostajemy nowych podejrzanych. Od gracza będzie zależeć, co uzna za kluczowe w sprawie. W biurze mając komputerową bazę analizujemy dowody, sprawdzamy pliki z informacjami na temat poszczególnych osób, miejsc i wydarzeń. Jeśli wytypujemy zbrodniarza to zaznaczamy go kółeczkiem na wydrukowanej kartce a na mapie zaznaczamy potencjalne miejsce kolejnej zbrodni. To, czy dobrze się spisaliśmy poinformuje nas komunikat, gdy zechcemy wyjść z biura. Po tekście zauważymy, czy rozwiązaliśmy sprawę, czy jednak zabójca nadal będzie grasował w mieście. Ponadto w biurze mamy możliwość zagrania w szachy i darta - przy drugim jest nawet karteczka z topką graczy, którzy uzyskali najlepszy wynik w rzucaniu lotkami do tarczy. Można zatem co chwilę się zrelaksować. Aczkolwiek osiągnięcie związane z rzutkami jest zabugowane - trafiłem w sam środek tarczy, ale gra nie zaliczyła tego...
Graficznie jest całkiem przyjemna dla ok, muzycznie również w porządku. Ponarzakam jednak na jakość tłumaczenia - jest niedopracowane. Od drugiej sprawy, notatki na tablicach są po angielsku, interfejs po polsku, czasami jakiś wyraz w tekstach jest nieprzetłumaczony. Niemniej da się spokojnie wszystko zrozumieć. Chciałbym też, aby sprawy były bardziej pokombinowane, bo jednak od drugiej są coraz krótsze. Niezbyt dobrze też brzmi głos w polskim dubbingu (prawdopodobnie AI).
Midnight Files okazało się ostatecznie przyzwoitą grą przygodową ze swobodnym śledztwem, jakich nie jest dużo na rynku. Do tego ma bardzo dobrą cenę. Warto, w przeciwieństwie do darmowego dodatku z nową sprawą, która okazała się banalnym, nudnym symulatorem chodzenia. 6/10
Olyen (5h, ukończona) - Pierwszoosobowa gra logiczna, w której pani archeolog wpada do dziury w ziemi i trafia do pewnej doliny, w której kilku starożytnych mędrców badało soczewki i przenoszenie z ich pomocą światła. Pretekstowa fabuła całkiem zgrabnie została wpleciona w zagadki logiczne polegające na ustawianiu podestów ze sferami, które odbijają promienie świetlne koncentrując je na wskazanych celach. W ten sposób możemy skierować wiązkę światła w szklane sfery, które otwierają drzwi, manipulują kamiennymi „windami” itp. Z czasem zyskamy dostęp do kamiennych podestów, które są mocniejsze i kumulują światło będąc nawet w pobliżu wiązki światła a ustawienie dwóch takich podestów obok siebie sprawia, że kumulują energię, dzięki której możemy wysoko wyskoczyć. Później dostaniemy w swoje ręce (dosłownie) samą sferę, która może kumulować światło na 30 sekund. W ten sposób gracz musi rozwiązać szereg łamigłówek związanych z zastosowaniem właśnie tych sfer. Niekiedy trzeba będzie dograć wszystko czasowo, aby ostatecznie uzyskać dostęp do sali, w której będzie klucz otwierający kolejną miejscówkę. Brzmi prosto, ale gra już od trzeciego miejsca robi się zwyczajnie trudna. Były sytuacje, w których zwyczajnie już nie wiedziałem co robić, ale potem „eureka” i kombinowanie w inny sposób. Brakowało mi tutaj prostszych zapychaczy między trudniejszymi łamigłówkami, aby mieć choć przez chwile poczucie progresu. Niestety bardzo często jest tak, że po trudnej łamigłówce kolejna jest jeszcze trudniejsza. Dlatego poszczególne etapy dawkowałem sobie pojedynczo (gdy ukończyłem, to okazało się, że podziemna świątynia była najtrudniejszym etapem). Na szczęście podczas wyjścia gra zapisuje się i później wznawiamy z tego miejsca, gdzie uprzednio skończyliśmy.
Jeśli podczas dochodzenia do rozwiązania gdzieś utkniemy albo zwyczajnie chcemy zacząć od początku to wtedy podchodzimy do drewnianego totemu i resetujemy część łamigłówki. Na szczęście nie musimy powtarzać od początku, tylko akurat ten fragment, w którym jest ów rzeźba. Może się też zdarzyć, że utkniemy w miejscu, gdzie nie ma totemu. Wtedy pauzując grę jest opcja „trapped”, której kliknięcie przenosi naszą postać poza obszar zagadki, ale chyba to nie działa poprawnie, bo gdy raz skorzystałem z tego rozwiązania, to gra przeniosła mnie aż na zewnątrz i dość daleko poza podziemną świątynię, w której byłem. Musiałem znowu ponawiać całą sekwencję i dostać się wyżej, nacisnąć przycisk, który ujawnił wejście do świątynie, wejść do niej wrócić do tego miejsca. Na szczęście był to początek, bo jeśli stałoby się gdzieś na późniejszych etapach to nie wiem, jakby to wszystko mogło się potoczyć. Już wolałem po prostu wyjść bez zapisywania zamykając grę w pasku zadań. Bezpieczniej.
Ogólnie gra przypomina "The Talos Principle", ale oczywiście wykonaniem jest trochę gorsza od niej. Graficznie jest ubogo, powtarzalnie w assetach, ale przynajmniej schludnie i czytelnie. W tle gra przyjemna muzyczka. Fabułę poznajemy czytając napotkane księgi, w których opisane są perypetie czwórki starożytnych badaczy. Ponadto znajdziemy w nich sugestie, co należy zrobić. Ostatecznie "Olyen" to przyzwoita produkcja, która za niecałe 5 zł dostarczyła mi trochę wymagającej rozgrywki. Na koniec dodam, że nie ma ani jednego poradnika i pełnego gameplayu, więc jeśli gdzieś utkniemy na dłuższy czas, to sami musimy dojść do rozwiązania, ewentualnie zapytać na forum Steam, ale że gra nie jest popularna, to wątpliwe, że uzyskamy satysfakcjonującą nas odpowiedź. Same profity :) 7,5/10
Escape from Castle Claymount (1h, ukończona) - Świetna, darmowa gra przygodowa w dopracowanej, sympatycznej grafice ze skondensowanymi, różnorodnymi i pomysłowymi łamigłówkami na niewielkim obszarze. Czyli coś lubię. Aż zdziwiłem się ile twórca upchnął zawartości - na każdym kroku jest świetnie wpleciona zagadka. Później nawet dostajemy ich rozbudowane wariacje (jak np. ta z przyciskami, których kolejność sugeruje rysunek węża lub rozwiązanie służące do otworzenia skrzynki oraz automatu arcade). Podczas rozwiązywania zagadek możemy skorzystać z aparatu, który zrobi 6 zdjęć (kolejne nadpisują te najstarsze), które z szybkim dostępem ułatwiają rozwiązanie części zagwozdek. W dużej mierze odnajdujemy przedmioty, które możemy użyć na elementach wystroju pomieszczeń. W ten sposób znajdziemy klucz, kolejny istotny przedmiot itd. Ostatecznym celem jest wydostanie się z więzienia i uwolnienie też innych postaci, które tam przebywają.
Grafika jest przyjemna dla oka. Jest tak zrobiona, że do teraz nie wiem, czy twórca stworzył najpierw wersje fizyczną z plasteliny i różnych, niewielkich przedmiotów, czy jednak jest to taka graficzna stylizacja w tym kierunku. A może pomieszanie jednego i drugiego? w każdym razie jest zrobiona bardzo dobrze. Dźwiękowo i muzycznie jest już bardziej ubogo, ale jako całość wszystko się zgrywa. Mi się bardzo podobało i aż sprawdzę sobie inne escape roomy od twórcy (colorbomb) na itch-io, które są darmowe.
Na koniec dodam, że gra jest na około godzinę czasu. U mnie drugie tyle była uruchomiona w tle, bo wzywało życie a nie wiedziałem, czy jeśli wyjdę, to będę potem rozpoczynał od nowa. Nawet tego nie sprawdzałem. I gra uruchamia się w oknie. Zdecydowanie polecam. 8/10
Lodge: mini escape (1h, ukończona) - Od twórcy powyższej gry. Malutkie pomieszczenie z wieloma łamigłówkami. Kreatywne, ciekawe, różnorodne jak w Castle Claymount. Do zagrania za darmo na itch.io
Blackthorne's Manor (1h, ukończona) - Darmówka jakich wiele na Steam. Wcielamy się w chłopaka, który udaje się do pewnego opuszczonego domostwa w poszukiwaniu przyjaciela. Oczywiście, jak zwykle nocą i bez latarki i innych przedmiotów. Oczywiście standardowo na latarnię natkniemy się tuż przy wejściu. Potem eksplorujemy domostwo i koniec końców musimy przeprowadzić pewien rytuał. Nic nowego.
Gra jest krótka, do pół godziny. Graficznie standard, ambient próbuje utrzymywać niepokój przez większość rozgrywki, ale z różnym skutkiem. Dubbing jest w porządku, tak jak muzyka z początku. Na sam koniec gra się jeszcze przycięła i zamknęła z błędem.
Niestety "Blackthorne's Manor" to schematyczna historyjka bez krzty oryginalności. Ile to już rytuałów odprawiłem w tego typu grach... Gameplay sprowadza się do odszukiwania przedmiotów potrzebnych, by otworzyć kolejne drzwi, dostać się do kolejnego pomieszczenia itd. Inne gry jeszcze próbowały czymś urozmaicić, np. umieszczeniem akcji w jakieś kulturze, korzystając z orientalnego folkloru itd. Tutaj tego nie ma. Ja wiem, że to darmówka, że młody twórca się uczy, ale nie mogę polecić czegoś, co zwyczajnie jest oklepane na wiele sposobów i nie znalazłem ani jednego elementu, który w jakiś sposób by się wyróżniał na tle innych tego typu gier. Niestety. 3/10
The Boba Teashop (1h, ukończona) - Przygodowy symulator sprzedawczyni herbaty boba, czy jak ktoś woli herbatki bąbelkowej. Jako młoda dziewczyna prowadzimy własna firmę i lokal, w którym sprzedajemy wspomnianą herbatkę. W kolejnych dniach zwiększamy menu o kawę, czekoladę plus różne dodatki, dzięki czemu tworzymy różnorodne napoje wedle życzeń klientów. Jednak powtarzalna praca w kolejnych dniach bardziej odciska na dziewczynie swoje piętno. Zaczyna widzieć tajemnicze istoty, które raczej nie mają dobrych zamiarów. Na domiar złego w okolicy zaczynają ginąć ludzie. Wszystko z czasem zmierza do mrocznego finału.
Historia jest całkiem dobrze poprowadzona. Jest liniowo, ale w ten sposób dostajemy zamkniętą, godzinną nowelkę. To zarówno plus i minus, bowiem są dostępne gry, w których zakończenie jest zależne od poczynań gracza, ale większość raczej korzysta z utartego, liniowego schematu, tak jak zaplanował sobie twórca. The Boba Teashop nie wynajduje koła na nowo. Mimo wszystko ma fajny klimacik. Z każdym kolejnym dniem niepokój rośnie, narastają pytania, co przyniesie jutro. Mi przypadł do gustu dzień nr 5, który w pewnym momencie mnie zaczął stresować, heh. Zakończenie już jednak nie zrobiło wrażenia, choć umiejętnie dopięło historię.
Oprawa to stylizacja na PSX, co jak zawsze robi klimat. Technicznie jest w porządku. Nawet jeśli wyjdziemy z gry, to po wczytaniu zaczynamy od dnia, w którym przerwaliśmy rozgrywkę. A mam czasami z tym obawy, jeśli chodzi o gry krótkie, bo nierzadko twórcy sugerują, aby przejść grę za jednym posiedzeniem a wyjście powoduje później zaczynanie rozgrywki od nowa. Ogólnie jest to całkiem niezła produkcja 5,5/10

Kontynuacja (gry w trakcie):
Incision – ( 8h, w trakcie) – Powróciłem do gry po miesięcznej przerwie. Poprzednio ukończyłem rozdział 1. Teraz na tapecie jest rozdział 2 i jest… trudniej. Przypomnę tylko, że Incision to staroszkolny FPS, w którym każdy poziom zaczynamy z jednym zżyciem. Jego utrata wiąże się z tym, że rozpoczynamy grę od początku (levelu). Po drodze możemy zebrać kilka żyć, ale mimo wszystko jest wymagająco, szczególnie, że to nadal dynamiczna strzelanka, w której wrogowie atakują chmarami. Mimo wszystko pierwszy rozdział przeszedłem bez większego problemu. Drugi natomiast… cóż jest dużo ciężej. Pierwsza mapa była masakryczna – brakowało amunicji, wypełniona była polami krwi, która wysysała nasze punkty życia, jeśli zbyt długo po niech chodziliśmy. Pierwszy raz powtarzałem dany poziom z 4 razy. Pod koniec okazało się, że mamy jakiegoś minibossa, który sukcesywnie uderzeniami wysysał nam życie. W ten sposób dwa razy straciłem prawie półgodzinny progres. Ale wtedy przeklinałem... Niemniej udało się przejść. Druga mapa to podobny schemat, ale i tak powtarzałem ją raz, mimo, że byłem na samym końcu. Bywa. Przynajmniej w kolejnych już wiem czego się spodziewać.
Bloodgrounds (57h, skończona, ale gram dalej) – Co jakiś czas odpalę, aby sprawdzić dodane nowe zawartości oraz, aby zdobyć ostatnie brakujące osiągnięcia, które naprawdę trudno zdobyć. Czekam jeszcze na zawartość z nowymi przeciwnikami i bossami i zaczynam kampanie od nowa.
Escapeworld Dilemma (4h, w trakcie) – Jest progres. Odkryłem podziemne przejście na wysepkę obok, gdzie zyskałem dostęp do kolejnej, na której rozwiązałem główną zagadkę. Zaczynają się jednak robić schody, bo coraz częściej zastanawiam się, co tu trzeba zrobić. Zazwyczaj szło z marszu. A przecież przede mną jeszcze do odwiedzenia z 5 wysepek.
Kairo (1h, w trakcie) – surrealistyczna, minimalistyczna wizualnie wersja Myst. Jest nieco więcej chodzenia, ale są też ciekawe łamigłówki. Podoba mi się muzyka i ogólnie całokształt. Na razie ukończyłem jeden świat, teraz jestem na początku drugiego. Aż dziwne, że wcześniej nie sięgnąłem po ów tytuł, bo gra ma już z 13 lat na liczniku.
Somnifuge (3h, w trakcie) - Jedna z ciekawszych produkcji będąca w sumie survival horrorem. Zaczyna się niepozornie, bo bardziej skupiamy się na rozwiązywaniu łamigłówek oraz eksploracji korytarzy tajemniczego domostwa. Do czasu aż wejdziemy na strych… Potem okaże się, że jednak elementy przetrwania w postaci unikania potworów nie są sporadycznie, ale dość często wplecione w gameplay.
Wcielamy się w pewna kobietę, która z karteczką z prośbą o pomoc trafia przed drzwi posępnej, ogromnej rezydencji. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, więc jak to w grach bywa, trzeba będzie w butach protagonistki przetrwać ów piekło. Tym samym przyjdzie nam rozwiązać kilka ciekawych zagadek, które czasami pojawiają się w przygodówkach (odpowiednie wpisywanie kodów, włączenie odpowiednich przycisków itd.) a także dungeon crawlerach (stąpanie po właściwych stopniach, wybieranie odpowiedniej ścieżki we fragmencie z klatką schodową, czy chodzenie tyłem). Jednak Somnifuge będzie mi się już na zawsze kojarzyć z zagwozdkami związanymi z lustrzanymi odbiciami i pochodnymi tego typu zagadek. Pod tym kątem gra wypada dość oryginalnie, bo naprawdę rzadko w jednej grze można spotkać tego typu rozwiązania. Poza tym mamy ekwipunek, w którym zbieramy różne rzeczy, podpowiedzi, czy taśmy video. Na niektórych obejrzymy sugestie, co dalej robić a inne z kolei jeszcze bardziej podkreślą dziwność miejsca.
Poza zagadkami przyjdzie nam też unikać potworów. Wraz z postępami będziemy natrafiać na kolejne miejsca i niekiedy maszkary, które maja tam „legowisko”. Czasami nie zabiją nas od razu, lecz zranią, ale drugie spotkanie kończyć się może dla nas tragicznie. Jednak gra się wtedy nie kończy – ot trafiamy po drugiej stronie na łódkę na pełnym morzu. Mamy tylko pewien okrągły medalion z dziurą w środku i musimy nim „objąć” maszkarę z mackami. W ten sposób wracamy do rezydencji w pobliże miejsca, gdzie zginęliśmy. Ciekawe. Na razie jestem w części, która przypomina szpital i unikam psychopatycznej lekarki.
Gdy skończę jakieś 2 tytuły z listy wyżej, to na tapetę wleci SKALD: Against the Black Priory.

Football Manager 2023,1693h Sezon w pełni, zaczynają się europejskie puchary. W pierwszej kolejce LM "tylko" Ajax więc całkiem niezłe przetarcie dla mojego nowego, młodego zespołu i ten test zdany bardzo dobrze. Zobaczymy co będzie w starciach z nieco mocniejszymi klubami. W tym sezonie Polska ma aż 6 klubów w Lidze Mistrzów, zobaczymy co z tego wyjdzie. W Ekstraklasie raczej spokój, komplet zwycięstw a reszta faworytów na razie jakoś nie zawodzi i trzyma się wysoko w tabeli. Z beniaminków najlepiej Arka, która po 8 kolejkach jest na 9 miejscu.
Saints Row IV, 29h, skończone Jednego dnia 4,5 godziny bez crashy a następnego 3 crashe w półtorej godziny. Tak to właśnie wygląda. Czytałem na reddicie, że np. organicznie gry w menadżerze zadań do dwóch rdzeni pomaga no ale u mnie tak średnio. I jeszcze dalej jest bug na końcu gry, gdy po pokonaniu Zinyaka nasza postać dalej trzyma jego głowę z kręgosłupem zamiast ją już wyrzucić i potem siedzi na tronie w cutscence z nią i potem tańczy z nią w outro. Bug dodany dwa lata po premierze, wiedzieli o nim ale nigdy go nie naprawili. A sama gra jest naprawdę dobra, zupełnie inna niż poprzednie części ale dobra po prostu. Wiadomo, ze ortodoksyjnym fanom SR to się raczej średnio spodoba ale mimo tego swojego całego absurdu mamy tutaj klimat SR i wiele fajnych nawiązań do starych części. Audiologi możemy zbierać także starych postaci i starych antagonistów, naprawdę fajna rzecz. Coś czego zdecydowanie brakowało w trójce, która wyglądała trochę jakby bardzo chciała na siłę zerwać trochę związki z początkiem serii. Bardzo przyjemnie się gra, supermoce bardzo fajnie wypadają. Dwa dodatki także całkiem solidne, szczególnie Enter the Dominatrix, z którego przecież SRIV powstało. Bawiłem się naprawdę dobrze mimo problemów technicznych.
To i ja się dopiszę:
Terraria - nowy patch, nowa gra :D gra dalej sprawia frajdę i polecam każdemu wrócić jak ktoś dawno nie grał, aktualizacja robi robotę, chociaż nie jest tak wielka jak Journey End to i tak warto stracić czas w tej grze, pobawilem się z 55 godzin na nowym save po akutalizacji, finałowy boss zrobiony, napisy końcowe przeleciały, miałem ochotę na drugi raz na innym seedzie zagrać, ale jak zacząłem to niestety tyle razy już grałem, że na razie nie mam dalej ochoty, ale na pewno wrócę za miesiąc.
Clair Obscur: Expedition 33 - zaliczona przeszedłem, zaczałem nową grę plus i grałem sobie od nowa, bo miałem pustkę po poprzednim przejśćiu gry, dotarłem do malarki i pokonana, ale przestałem grać na tydzień i już mi się nie chce wracać i dokańczać, ale pewnie za jakiś czas wrócę.
Five Hearts Under One Roof - gra jako ciekawostka, bo zobaczyłem tą grę u Asmongolda jak grał jakiś czas temu, a że lubie klimat Japonii to też się skusiłem, nawet fajne klikadło ale na 5 godzin maks, raczej nie ma co tu tłumaczyć, taki symulator randkowania, najlepiej samemu sprawdzić.
Zawiodłem się na:
Vampires: Bloodlord Rising Vampires nie jest zły, ale trzeba poczekać aż trochę naprawią i rzeczy nowe dodadzą, niestety ale to wczesny dostęp, gra na razie zwrócona.
Carmageddon: Rogue Shift jakieś tam nadzieję miałem i wiązałem, ale też zwrócona, Carmageddon to jest tylko z nazwy, to już nie to samo, mogłoby się nazywać inaczej.

2001 - Legacy of Kain: Soul Reaver 2 na Sony PlayStation 2
2013 - GRID 2 na PC
Pierwszy Soul Reaver ukończony. To było miłe porównanie pierwotnej wersji tej gry. Gry, którą poznałem u kuzyna na PSX. Dopiero później grałem u kolegi w demo na PC, a jeszcze później, bo dopiero w 2003 roku w pełniaka na swoim komputerze. Jak dziś wypada na tle edycji Dreamcastowej, komputerowej czy zremasterowanej? Klimatycznie, aczkolwiek najgorzej. Najgorzej pod względem wizualnym oraz płynnościowym. W kwestii sterowania ustępuje jedynie remasterom.
No i dziś wróciłem z pełną mocą do GRIDa 2.

Football Manager 2023,1702h Jak na razie odmłodzony sezon daje radę także w Lidze Mistrzów, wygrane z Juve czy PSG raczej spokojne. W lidze częsta rotacja więc ci w poprzednich sezonach byli zawodnikami trzeciego wyboru teraz są zawodnikami drugiego wyboru i w lidze grają często w pierwszym składzie. Nie ma więc może już takich spektakularnych wygranych po 10:0 ale jednak dalej komplet zwycięstw. Ogólnie sezon raczej bez większych niespodzianek, nie ma jakichś większych sensacji, jak chociażby rok wcześniej GKS Katowice kręcący się w miejscach pucharowych. Kolejny słaby sezon Łęcznej, po kilku sezonach regularnej gry w Europie teraz może być już chyba 3 sezon bez pucharów.
The Legend of Heroes: Trails beyond the Horizon, 20h Najlepsza seria jRPG powraca w trzynastej odsłonie. I już w dwugodzinnym prologu dostarcza więcej ekscytacji niż cała poprzednia część. Wreszcie coś zaczyna się dziać, co prawda jeszcze nie wiemy za bardzo co dokładnie ale aż czuć w powietrzu, że za kulisami już coś się dzieje. Powracają starzy bohaterowie czyli Kevin niewidziany od 7 odsłon i Rean. Wiedziałem, że wracają ale nie spodziewałem się, że zobaczymy ich już w pierwszej godzinie gry. Potem natomiast w pierwszym akcie wracamy jednak do zespołu z Daybreaków i do stolicy Calvardu. No i obchodzimy wszystkie dzielnice miasta, w tym także jakieś zupełnie nowe dzielnice. System walki znowu lekko poprawiony, szczególnie ten w czasie rzeczywistym dalej dostaje kolejne usprawnienia ale dalej nie jest on na takim poziomie jak w ich innej serii czyli Ys. Turowy system jak zawsze klasa, tutaj zmian jest już zdecydowanie mniej ale niezmiennie jest to najlepszy turowy system jaki widziałem w jRPGu. Wizualnie jest niby trochę lepiej, chociażby ataki mają zupełnie nowe animacje, ale graficznie to dalej jest umówmy się poziom PS3 a i wydajność od poprzedniej części jakby się trochę pogorszyła. Poprzednia część serii była przynudzająca i nic nie wnosiła a ta od początku ekscytuje, aż musieli w ramach jednej podserii zmieniać podtytuł bo Daybreaki to tylko był jakiś wstęp do nowych bohaterów i nowego miejsca akcji oraz zapychacz. Prawdziwa akcja ma zacząć się tutaj...
Fabuła jest tak skonstruowana że musisz grac Boskim. Ale dalej masz dużą swobode odnośnie klasy/stylu walki. Ja to sam se utrudniam życie i moja postać poszła w łuk na odległość + krótki miecz (planowo, bo kowal nie ma krótkich mieczy xd muszę znaleźć) w jednej łapie i sztylet w drugiej. Myślałem że dam radę grać bez drużyny, solo, jak w The Outer Worlds gdzie nawet miało to sens, ale tutaj....No, się nie da, raz że fabularnie ciężko, a dwa że miałem już dwie walki takie że moja biedna Aliza pewnych walk by nie wygrała bez wsparcia towarzyszy (tak, gram kobietą).
Serio Boskim trzeba grać, nie można inną rasą? Nigdy nie podchodzili mi w tym uniwersum.
Granie solo w takie gry to dziwactwo, bez interakcji z drużyną to wręcz bez sensu, to nie Icewind Dale że drużyna była kontekstowa i tylko do walki :)
Dobrej gry.
Boski, bo to jest fabularnie uzasadnione.
Lubię drużynę ale w grach izometrycznych. Dziwnie mi się gra po prostu w grach FPP choć tutaj jest spoko. W The Outer Worlds po prostu tak mi pasowało.... Do charakteru postaci jaką prowadziłem :) Miało to swój klimat. Tutaj zaś bez drużyny byłaby masakra w walkach bo te potrafią być ciężkie.

2013 - GRID 2 na PC
Legacy of Kain: Soul Reaver 2 na Sony PlayStation 2 zostało przeze mnie wczoraj ukończone. Teraz pozostaje mi tylko czekać na premierę Legacy of Kain: Defiance Remastered. Tymczasem dalej ogrywam GRID 2 na PC.
Co do SR2 na PS2 to zaskoczył mnie efekt rozmycia w cutscenkach lub niektórych sytuacjach. Tego nawet remaster nie oferuje. A także menu, które jest inne niż na PC i bogatsze w zawartość. Mamy tu arty, filmy, opis historii serii itp. Super sprawa.