W co gracie aktualnie #7
Za pozwoleniem użytkownika squaresofter (autora świetnego cyklicznego bloga W co gracie w weekend) i aprobatą stałych bywalców jego bloga, zakładamy forumowy wątek w którym możemy dzielić się naszymi growymi przygodami.
Każda platforma i gra mile widziana, każdy gatunek i każda opinia oraz spostrzeżenie na temat gry - także mile widziane.
Dla ludzi szukających inspiracji w co zagrać lub nawet jaką serią lub gatunkiem się zainteresować.
Oczywiście nadal wspieramy squaresoftera i jego wpisy na blogu, to on to wszystko rozpoczął ale słabo nam to wspieranie idzie. A tak w ogóle, to już nie ma za bardzo czego wspierać :(
Poprzednia część: https://www.gry-online.pl/forum/w-co-gracie-aktualnie-6/zcfe1dff

2013 - GRID 2 na PC
Aktualnie ogrywam GRID 2 i przyznaję, że bardzo wciągnęła mnie ta gra. Miła odskocznia od wyścigów w otwartym świecie.

Football Manager 2023,1647,5h Dwa polskie zespoły w półfinałach Ligi Mistrzów, jeden w Lidze Europy (w 1/4 mieliśmy polski pojedynek) i jeden w Lidze Konferencji. Całkiem solidnie. Ale wygląda na to, po roku przerwy znowu będzie w finale LM grał ze mną zespół angielski bo na polski finał to jednak raczej się nie zapowiada. W Ekstraklasie nic przełomowego się nie dzieje, na obecną chwilę Górnik Zabrze zyskał minimalną przewagę w walce o drugie miejsce. W finale Pucharu Polski znowu dojdzie do starcia z moimi rezerwami.
Digimon Story Cyber Sleuth: Complete Edition, 49h Trochę siadło mi to granie, nie będę ukrywał. Trochę mdła się robi ta gra z biegiem czasu niestety. Trochę taki przypadek Persony 4, gdzie im dalej w las, im więcej było już zrobione, tym gorzej się grało i gra stawała się bardzo monotonna. A tutaj teoretycznie tego dodatkowego contentu urozmaicającego rozgrywkę jest jeszcze mniej, zadania poboczne w sporej części polegają na lataniu w kółku po bardzo podobnych do siebie dungeonach, często tych samych wręcz dungeonach. Trochę kiepsko. Na tym etapie na którym jestem fabuła też jakby trochę zwolniła i w sumie od jakiegoś czasu stoi trochę w miejscu.
Saints Row 2, 20h Już od dawna miałem ochotę na ponowne przejście SR2. To była moja chyba pierwsza gra pudełkowa, która wymagała Steama ale z racji na tragiczny port na PC (dzięki CD Projekt!) granie w tą grę nie było super doświadczeniem. Kiedyś ją tam jakoś skończyłem, ale to chyba było takie przejście na szybko, z kodami itd. A opinie największych fanów serii są jednoznaczne, to dwójka jest najlepszą odsłoną serii, zawsze chciałem po latach jakoś zweryfikować jeszcze raz ten pogląd. Lata temu już został zapowiedziany oficjalny patch do SR2 po tym jak po latach znalazł się kod źródłowy gry. No ale to był tylko poboczny projekt, Volition w tym czasie robiło nowe SR a w międzyczasie główny autor, tego patcha, community manager Volition zmarł na raka. Po premierze nowego SR jeszcze się wydawało, że patch ma szansę się ukazać, w końcu sami twórcy obiecali, także swoimi zmarłemu koledze, że dokończą jego dzieło. No ale wyszło jak wyszło. Na szczęście pojawił się fanowski patch, który cały czas rozwijany poprawia trochę ten port i dodaje także kilka ulepszeń. Z tego co widziałem w planach jest także przeportowanie na PC dodatków, które były tylko na konsolach. Od razu wygrzebałem mój papierowy poradnik do SR2 dodawany do pudełkowej edycji, Tera Patrick na okładce a w środku poradnik GOLa napisany przez samego Ojca Makułę. I to jest całkiem potężna lektura, poradnik jest dłuży niż drukowany poradnik pierwszego i drugiego Wiedźmina czy pierwszego Mass Effecta. Kiedyś to były publikacje. SR2 jest brzydkie, ładną postać kobiecą dosyć ciężko stworzyć (usta są absolutnie okropne, i co gorsza w edytorze wyglądają zupełnie inaczej niż potem w cutscenkach) więc początki były dosyć przeciętne ale potem muszę powiedzieć, że się mocno wkręciłem. Zupełnie nie pamiętałem np. że są tutaj znane z GTA i bardzo lubiane misje służb porządkowych; karetki i straży pożarnej plus taksówki. Więc nie mogłem sobie odmówić tego by w przerwach od radosnego zabijania i przejmowania miasta, podwozić ludzi czy pomagać ofiarom wypadków.
SR2 jest fajny, ale przydałby się porządny remake, ewentualnie remaster, bo pod względem fizyki i grafiki to ten tytuł już w dniu premiery mocno odstawał.
Ogólnie to SR3 wydaje się być mniejszą grą, ale cała reszta wypada (poza muzyką) lepiej. Także sposób rozgrywki przypominający GTA, a nie pierwszą część AC.
Fizyka to nawet nie powiedziałbym, ze jest jakaś strasznie zła, postać w miarę ładnie się przewraca i reaguje na kolizje, ale grafika to oczywiście tak, na premierę było brzydko. Teraz na tym patchu jest może minimalnie lepiej.
SR3 wśród największych fanów serii ma akurat bardzo słabą opinie: przez gorszą fabułę czy klimat, kończąc na gorszej customizacji i na dużo gorszym mieście. To jest bardzo przyjemna gra ale dla tych hardkorowych fanów SR była sporym zawodem.
Mi się trójka podobała. Jeszcze grałem w jedynkę na X360, ale szybko odpadłem. O dziwo styl graficzny lepiej się zestarzał niż w dwójce. Za to czwórka mocno mnie zawiodła.
No bo trójka to jest ogólnie dobra gra ale dla fanów klimatów SR1 i SR2 to już ona była "za daleko". A jak dołożymy do tego, że zaraz na początku gry brzydko potraktowali ulubioną postać, naprawdę słabe generyczne miasto, słabo nakreślonych antagonistów, to ta gra po prostu nie wypada najlepiej w porównaniu z SR2. Jest bardzo grywalna i przyjemna w odbiorze ale to już nie było to samo co wcześniej. Czwórka to już w ogóle ale mi tam się akurat bardziej podobała, jedna z lepszych gier o super mocach na rynku. A i klimatu i nawiązań do starych SR było tam więcej niż w The Third. Ale spokojnie, jak dobrze pójdzie to wszystko to będę weryfikował w ciągu następnych kilku tygodni/miesięcy.
Może i ja się kiedyś skuszę, skoro jestem na fali z GTA (remastery), a posiadam wszystkie odsłony SR.
Najnowsza część ma coś wspólnego z poprzednimi?
Nie, całkowity restart serii. Niestety nie do końca udany, gra to taki lepszy solidny średniak ale SR z tego marny. Ani to SR2, ani SR3/4, gra trochę bez wyrazu, na SR zdecydowanie zbyt grzeczna. Ale ma naprawdę fajną mapę i miasto, lepsze niż w trójce i lepszą customizację. To bardziej taki trochę gorszy Sunset Overdrive niż Saints Row.
Deus Ex (1). Czyli pierwsza skończona gra z pięćdziesięciu dwóch w nowym roku 2026. Ale męczący był ten finał. Na siłę próbowano zrobić go trudnym za pomocom respawnu (o którym dowiedziałem się po fakcie) najgorszych przeciwników w grze. Co do reszty to strasznie to wszystko toporne. Deus Ex powinien dostać remake z prawdziwego zdarzenia, a nie nieumiejętne pudrowanie nosa które miało wyjść w tym roku.
Blood West. Dopiero zacząłem, więc nie wiele mogę powiedzieć po za tym że jest to połączenie, albo przynajmniej przywołujące namyśl takie tytuły jak Dark Souls i Stalker. Dark Souls, bo mamy umrzyka przywróconego do życia, który wraz z pójściem spać przywraca sobie siły witalne i jednocześnie ożywia wcześniej ukatrupione stwory. Śmierć niesie ze sobą konsekwencję w postaci obniżania różnych naszych statyk i przywraca trupy do życia. Nie ma ręcznego zapisu gry mamy tylko autosave. A Stalker, bo to FPS w którym przemierzamy niebezpieczne połacie ziemi, naszpikowanej wszelkiej maści niestandardowymi maszkaronami. Gdzie rzadko można spotkać przyjazną twarz. A jak już taką znajdziemy to ma ona dla nas kiepsko opłacalne zadanie.
Sprawdziłem na YouTube przejście Blood West zajmuje 18 godzin. W moim przypadku zajmie to pewnie dwa razy tyle, jak nie więcej. Znowu nie uda mi się osiągnąć postawionego przed sobą celu.
I na koniec jeszcze mała dygresja. Skąd się wzięło u Polskich deweloperów takie zamiłowanie do westernów. I skąd się wzięło takie zamiłowanie do łączenia westernu z elementami nadprzyrodzonymi. W jednym roku wyszło aż cztery gry poruszające ten temat. Wszystkie ze słowem West w tytule.
Niedawno skończyłem Pathfinder: Wrath of the Righteous po ponad 667h grania i zacząłem sobie teraz grać w The Last of Us: Part II Remastered. W pierwszą część grałem najpierw, potem obejrzałem 1 sezon serialu, tutaj zaś jest odwrotnie. Najpierw obejrzałem serial, teraz dopiero gram w grę. Pełen szacunek dla twórców serialu, że tak idealnie udało im się odwzorować i rozbudować fabułę w niektórych wątkach tam, gdzie to nie było pokazane w grze. Zacząłem grę na poziomie trudnym, ale na początku wydaje się w miarę prosta, ciekawe jak dalej pójdzie w las fabuła.
Wreckreation
https://youtu.be/at1hZSxhqGM
Gra która odniosła sromotną porażkę sprzedażową. Nie dziwie się. Chociaż Wreckreation został stworzony na wzór Burnoutów to promowany był jak jakaś nowa część Trackmanii w rezultacie nikt po to nie sięgnął. Sam postanowiłem spróbować i dostrzegłem w tej grze ogromny potencjał. Mapa jest ogromna, chyba x2 większa od tej z Forza 5. Wreckreation ma wbudowany edytor tras, a do tego potrafi wygenerować nam trase, wystarczy zaznaczyć na mapie punkt staru i mety. Trasę na 100 km stworzyłem w 2 minuty, AI działa na nich zawsze poprawnie. Model jazdy po kilkugodzinnym zapoznaniu da się lubić, a kraksy bywają widowiskowe. Polecam każdemu kto lubi arcadowe wyścigówki bo można w to grać i grać, a z edytorem tras nigdy nie będziemy narzekać na powtarzalność.
akurat w 2026 zaczynam nowe gry bo w porzednim wszystko udalo mi sie skonczyc (lub stracilem zapis gry :p )
pc - Soma, dopiero zaczalem, raz gralem. Myslalem ze to horror podobny do outlast a to póki co taka przygodówka ze znajdywaniem czegos w pokoju zeby isc dalej
ps4 - ea sport UFC - jakos mnie kryzys dopadł i to jest tego wyrazem. Zaczalem kariere ale poki co mam glownie trening
na ps4 kontynuuje caly czas asfalf: legend unite - mam duzą szanse na platyne
A ja kupiłem Lord of Hatred i gram paladynem w Diablo 4.
Mam też sporo ukończone Calire Obscure i jak będę miał więcej czasu to dalej ruszę z fabułą.
Ja kupiłem na wyprzy D2R i powoli i z mozołem przeciskam się przez IV akt., niestety komputer już swoje lata ma więc mam okazjonalne zwieszki i przycinki psujące fun z gry.
AC Odyssey. Wrocilem po latach, irytował mnie grind potrzebny, aby pchać wątki w fabule dalej. Jednak no nie ma innej gry, tak rozbudowanej, albo chociaz w połowie, jak AC:Odyssey, dziejącej się w czasach Grecji klasycznej, czy hellenistycznej (Titan Quest 2 czekam na pełną premierę). Więc trzeba przecierpieć grind, a gra poza nim jest na tyle fajna, że chyba warto.
Mi się super grało, to samo w Origins :) Traz mam też zaczętego Mirage :)
Trzeba zacząć też. (na PS5):
- Path of Exile II - gram przede wszystkim dla funu (albo w lokalnym co-opie), obecnie jestem na etapie przygotowawczym do próby na akcie drugim, by po raz trzeci zdobyć punkty do klasy Ascendancy (o ile nowy sezon się nie zacznie). Oczywiście dalej gra Wojownikiem (ale tym razem Smith of Kitava zamiast Warmongerem).
- Titan Quest (wersja na PS4) - Trolling dropu ciąg dalszy. Podczas prób zdobycia formuły na boski artefakt Krew Aresa z Trzech sióstr (akt IV), wypadają mi wszystkie przedmioty (zarówno epickie, jak i legendarne), które definitywnie mają o wiele mniejsze szanse szanse na drop, niż ta formuła (która ma 0.53% szansy na drop). I tak wydropiłem z sióstr Hełm Agamemnona (0.13% szansy), Płytówkę Certy (0.11%), Bandaż Diogenesa (0.1%) oraz co zabawniejsze, Kosę Szronu (0.03%).

Jestem w 4 rozdziale Gothica, gram pierwszy raz od może 10 lat. Bardzo dobrze, bo zapomniałem większość fabuły i mogę odkrywać ją na nowo. Oczywiście gra ma swoje wady, dzisiaj jeszcze bardziej odczuwalne niż kiedyś, ale niesamowicie wciąga, jest ciekawa i zadania zachęcają do spędzania z nią czasu. Jest to cecha, której nie udaje się osiągnąć wielu współczesnym grom segmentu AAA, z Wiedźminem 3 na czele.
Skończyłem też trial The Divison. Gra jest przyjemna, ale mam wrażenie że po 6 godzinach triala odkryła wszystkie karty. Pograłem, bawiłem się dobrze, ale nie zamierzam inwestować w nią więcej czasu ani pieniędzy.

Od poprzedniego wpisu minął miesiąc. Od tego czasu trochę gier się u mnie przewinęło. Poprzednio wspomniane gry jak Incision, Scrap Riders i Goldenheart ruszone może do godziny czasu każda, więc nic w sumie nowego i nich nie napiszę. Natomiast cała reszta:
Bloodgrounds (55 h, ukończona) - więcej o grze napisałem tutaj: https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-bloodgrounds/ze10113e3 Nadal sobie w nią gram, aby odblokować osiągnięcia związane z darowaniem życia gladiatorom lub ich likwidacji. Zbyt rzadko się ta opcja pojawia pod koniec potyczek. Zostaną wtedy tylko 3 osiągnięcia, które będą się wiązać z ponownym rozpoczęciem gry od nowa, więc czekam na update twórców związany z ekspedycjami gladiatorów, aby wszystkiego spróbować za jednym zamachem.
BrokenLore: Low (1h, ukończona) - o tej kiepskiej produkcji napisałem pod jje kartą w encyklopedii: https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-brokenlore-low/za1011959
Nocturnal Watch (1h, ukończona) - Krótka, ale niezła produkcja, w której wcielamy się w wartownika. Patrolujemy drogę między trzema miejscami jak kościół, oberża oraz chatka nad jeziorem a także sprawdzamy, czy ów lokacje nie są spaczone. Jeśli znajdziemy jakąś anomalię, to do pobliskiej studni wlewamy coś na wzór wody święconej. I tak przez siedem nocy. Okolica jest opanowana przez pewną wiedźmę, dlatego trzeba dobrze przyłożyć się do powierzonego zadania, aby gra nie zakończyła się przedwcześnie. W sumie mamy trzy zakończenia, choć dwa różnią się niewielkim niuansem, ale wpada inne osiągnięcie. Zobaczenie trzech zakończeń zajęło mi godzinę. Jednak gra ma stosowną cenę do długości i w sumie jakości też, bo wykonana została przyzwoicie. Jest klimacik, w powietrzu unosi się aura niepokoju zaś podczas pierwszego przejścia nigdy nie wiemy co przyniesie kolejna noc. Zresztą w kolejnym podejściu anomalie mogą być całkiem inne, więc trzeba być ciągle spostrzegawczym, bo na tym w sumie się opiera gra. Mi się podobało.
Dedalo (2,5h, ukończona) - Niemal rok temu zagrałem w Venari, do którego Dedalo jest bardzo podobne ze względu na środowisko i taki surowy klimacik w moim guście. Obie gry reprezentują typ gier tworzonych przez studio M9 Games: Odszukaj wskazówkę, rozwiąż zagadkę, wejdź do kolejnego miejsca - i tak w kółko. Szkoda tylko, że większość podpowiedzi to praktycznie gotowe rozwiązania. Najciekawsze łamigłówki były tam, gdzie sugestie były nieoczywiste i wymagały od gracza kojarzenia faktów. Niestety takich zagadek było niewiele. Pierwsza połowa gry praktycznie nie stanowi wyzwania, potem jest już lepiej - zatrzymałem się dłużej na kilku łamigłówkach albo też przegapiłem podpowiedź. I w sumie to, niska cena (kupiłem za niewiele ponad 5 złociszy) oraz setting przeważyły, że jednak grę polecam. Aczkolwiek w ogólnym rozrachunku Dedalo jest przeciętne. Jakoś lepiej mi się kojarzy Venari. Ponadto gra ma kilka błędów: raz przy przejściu do kolejnego miejsca zniknął obraz - musiałem zminimalizować i wyłączyć grę. Na szczęście gra zapisuje się na początku każdego nowego miejsca (i jest też zapis ręczny), więc po ponownym uruchomieniu kontynuowałem grę. Podobne miejsce było na końcu, gdy rozwiązałem ostatnią banalną zagadkę - zniknął obraz, gra wyłączyła mi monitor (wtf?), konieczny był reset kompa. Osoby szukające wyzwań niech pomijają tę i inne gry studia. Dla osób chcących chillowo porozwiązywać proste łamigłówki ów gry będą w sam raz. Ja tylko sięgam po te w starożytnym, czy pustynno-orientalnym settingu. 5,5/10
Take Notes (2h, ukończona) - Escape room polskiej produkcji zawierający 40 łamigłówek z akcją osadzona w podziemnym bunkrze. Jest to porządna gra pod każdym względem. Zagadki, które oczywiście stanowią trzon rozgrywki, są urozmaicone jak na miejsce akcji. Część jest oparta na spostrzegawczości, wiedzy matematycznej i logicznego kojarzenia faktów. Nie są trudne. Jedynie dwa ostatnie poziomy były nieco bardziej wymagające od wcześniejszych, ale też nie powodowały jakiegoś bólu głowy. W niektórych przypadkach natrafialiśmy na notatki, które podpowiadały, co należy zrobić lub zawierały konkretne wskazówki (a nie od razu rozwiązanie, co można spotkać w wielu tożsamych grach). Całość bezproblemowo można ukończyć w około dwie godziny. Niby krótko, ale też gra ma odpowiednią cenę.
Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną jest po prostu w porządku. Kolorystycznie dominują odcienie brązu, co też nieco wyróżnia Take Notes od innych tego typu produkcji. Ewidentnie widać, że akcja dzieje się w jakimś bunkrze lub podziemnym kompleksie. Przestrzenie są niewielkie, zaś pomieszczenia pełne są biurek, podobnych urządzeń, różnych aparatur i przedmiotów jednocześnie kojarzących się z laboratorium fizyczno-wojskowym. Technicznie nie było jakichkolwiek problemów. Szybko się uruchamia, zapisuje w miejscu, w którym z gry wyszliśmy. Jak najbardziej warto zagrać, nawet jeśli nie jest się miłośnikiem tego typu produkcji.
Mountain of Madness (2h, porzucona) - Unikać. Niestety gra okazała się totalnym rozczarowaniem. Nieraz daję szansę średniakom, nie mam nic do symulatorów chodzenia, ale tutaj niemal wszystko wypada źle. Fabularnie gra oparta jest na opowiadaniu Lovecrafta pod tym samym tytułem. Mając do dyspozycji intrygujący trzon historii stworzono kompletnie nieciekawą, nudną grę. Połączono to z najgorszą odmianą symulatora chodzenia, czyli takiego, w którym trzeba szukać drogi. I to w ciemnościach. I w kiepsko zaprojektowanych lokacjach. Biję tutaj głównie do lokacji obcego miasta, które nawet nie wygląda jak ruiny siedziby obcych. Pierwsza lokacja, czyli jaskinia jeszcze ujdzie, druga z obozem jest króciutka, ale trzecia z wspomnianymi ruinami okazała się totalnym nieporozumieniem. Poszczególne akty są wypełnione slajdami pełnymi tekstu, czytanymi przez znudzonego narratora. Dodać do tego brak muzyki, czy fajnego dark ambientu i mamy przepis na nudę.
W pierwszej lokacji - jaskini, zbieramy przedmioty, które przydadzą nam się w dalszej wyprawie. Do naszej dyspozycji będzie lina, po której możemy zjechać w dół lub się wspiąć, czekan, dzięki któremu rozbijemy lodowe ściany, drabina, które przyda się w pokonywaniu rozpadlin oraz by dostać się półkę wyżej/niżej. Oprócz tego w ekwipunku mamy łopatę, kartki papieru, które mogą się przydać do zaznaczenia drogi oraz dziennik, w którym opisujemy znalezione skamieliny, płaskorzeźby i inne znaki. Latarka jest na osobnym wyposażeniu i używamy jej niemal cały czas. Niestety nie można przypisać do klawiszy ów przedmiotów, tylko trzeba klikać TAB, by otworzyć menu i wybrać odpowiednią ikonkę. Ustawianie drabiny może czasami irytować, bo przybliżamy/oddalmy i obracamy ją rolką myszy. Niemniej fajnie wykonano ten element.
Graficznie jeszcze ujdzie, ale level design, projekt lokacji, prowadzenie historii zawodzą. W grze nie mamy zagadek, co też można zaliczyć jako minus, bowiem nawet niedawno grałem w "Dyer Expedition" i ta mniejsza gra będąca też symulatorem chodzenia ma kilka niezłych łamigłówek i całościowo lepiej wypada niż niniejsza produkcja. Niewielkie szczegóły też zawodzą - na śniegu nie zostawiamy śladów, nasz samolot jest niczym helikopter, bo twórcy umieścili go w takim miejscu, w którym na pewno by nie wylądował, są też konkretne braki w udźwiękowieniu. Grę porzuciłem będąc w labiryncie. Po wielu próbach znalezienia odpowiedniej ścieżki, totalnie poirytowany usunąłem z dysku.
Summer Paws (2h, ukończona) - Pierwsza ukończona gra w 2026 roku. Jedna z wielu gier o szukaniu kotków i jedna z niewielu, która jest w 3D. Mamy do dyspozycji kilkanaście miejscówek, w których musimy znaleźć śpiące kotki oraz muszelki. Oprócz tego na niektórych należy znaleźć przyciski z kocią łapką, które otworzą konkretne drzwi z zamkniętym kotkiem lub należy odpowiednio ustawić kocie posągi, by w odpowiednim miejscu pojawił się pożądany futrzak. Poza tym można odszukać też inne obiekty, które związane są z osiągnięciami. Gra jest miłym wypełniaczem czasu. Audiowizualnie jest ok. Jedynie szkoda, że większość kociaków stoi jak kołki bez jakiegokolwiek ruchu. Polecam, ale tylko na większej przecenie.
The Parish (4h, ukończona) - Trafiamy do pewnej parafii gdzieś w Wielkiej Brytanii (odwożący nas taksówkarz ma kierownicę po prawej stronie), aby pomóc choremu pastorowi w posłudze przy tamtejszym kościele. Już drugiego dnia zauważymy, że w kościele i okolicach dochodzi do dziwnych sytuacji. A to ktoś zdemolował kuchnię, a to wymalował na elewacji bluźniercze znaki, a to zauważymy, że jakaś postać zagląda przez okna itd. Z czasem atmosfera gęstnieje i okaże się, że nasze życie wisi na włosku (a w przeszłości zapewne też to miało miejsce, gdy spojrzymy naszą postacią w lustro).
"The Parish" to powolny horror przygodowy, nastawiony na atmosferę aniżeli tanie jump scary. Gra oferuje 6 zakończeń i by poznać wszystkie musimy wykonać niektóre czynności inaczej. Szkoda tylko, że wszystkie opierają się decyzje związane z lekarstwem. W głównej mierze od nich będzie zależeć w jakim kierunku potoczy się historia. Później oczywiście możemy też podjąć pewne decyzje – podczas kazań decydujemy co powiedzieć. Będą również konfrontacje, które mogą zakończyć się na dwa sposoby. Ogólnie po jednym przejściu warto uruchomić ją ponownie, aby zobaczyć inną ścieżkę historii oraz zakończenie. Na szczęście twórca dał możliwość wyboru graczowi momentu, od którego może rozpocząć ponowną rozgrywkę, więc nie trzeba powtarzać gry od początku. Szkoda tylko, że niektórych zakończeń nie zrozumiałem do końca i możliwe, że oparte są o jakiś regionalny folklor. Oczywiście kościół może też (a raczej na pewno) symbolizować coś innego a poznanie wszystkich zakończeń da też szersze spojrzenie na historię. Ilu graczy, tyle może być interpretacji i odbiorów niniejszego tytułu.
Graficznie produkcja to stylizacja na PSX i gry sprzed niemal trzydziestu lat. Jak zawsze robi to klimat i pobudza wyobraźnię. Praktycznie przez całą rozgrywkę odczuwałem niepokój i z ciekawością czekałem na dalsze rozwój wypadków. Szkoda tylko, że dotyczy to pierwszego przejścia. Kolejne już nie wywołują emocji. Dźwiękowo jest niestety ubogo – w kilku momentach pasowałaby bardziej nakręcająca sytuację muzyka.
Ostatecznie gra na tyle mnie zaciekawiła, że poznałem wszystkie zakończenia. Niemniej możliwości popchnięcia w różnych kierunkach fabuły powinno opierać się o zdecydowanie więcej czynności po drodze w dalszych etapach rozgrywki. W jednym zakończeniu też musimy zrobić tak jak zaplanował to sobie twórca i nie mamy np. możliwości pójścia sobie po prostu spać. A szkoda. Ogólnie polecam, choć jest co najwyżej niezła.
Metal Garden (1h, w trakcie) - Specyficzny FPS z akcją w betonowym, postapokaliptycznym świecie nastawiony na eksplorację oraz z elementami platformowymi. Klimatem mnie gra ujęła. Jest szaro-buro, ponuro i tajemniczo. Naszemu bohaterowi psuje się mech, więc szukając rzeczy do naprawy natrafimy na pewną grupkę, która nas atakuje i po jej likwidacji gadamy z pewnym typkiem, który twierdzi, że znaleźli wyjście z tego kompleksu. Dlatego idziemy przed siebie pokonując wrogów i sprawdzając, co czyha w bunkrach, ruinach i wąwozach. Strzelanie jest nieco drewniane, mało dynamiczne, ale da się przyzwyczaić. W grze jest też system ran poszczególnych elementów ciała, których apteczki nie uleczą. Może to zrobić jedynie zestaw naprawczo-lecznicy, na który można natrafić w trakcie rozgrywki. Gra ponoć nie jest długa, droga tym bardziej i ma mnóstwo pozytywnych recenzji, które przekonały mnie do jej zakupu.
Escapeworld Dilemma (3h, w trakcie) - mystopodobna produkcja, w której też znajdziemy odwołania do The Witness. Trafiamy do miejsca z kilkoma małymi wysepkami, które wypełnione są miejscami pełnymi łamigłówek. A te nie są proste. Nawet zgadywanie kolorów na zasadzie: jaki kolor powstanie po połączeniu danych barw? Niby proste, ale jak przyjdzie nam wywnioskować takowe po wymieszaniu czterech kolorów? Inne łamigłówki też są ciekawe. Na razie utknąłem na drugiej wyspie.
Ellingby House (0,5h, w trakcie) - również mystopodobna gra, ale tym razem z akcją osadzoną współcześnie i już pierwsze minuty potwierdzają, że to nie będzie spacerek, lecz wymagająca gra. Fabularnie za bardzo nie wiem o co chodzi, bo na wstępie zacząłem przysypiać :D Jest niby jakaś afara z kryptowalutami. Dużo też nie pograłem, bo jednak do danego tytułu trzeba będzie mieć wypoczętą głowę. Graficznie jest bardzo dobra. Zobaczymy jak zaprezentuje się z łamigłówkami, bo jak na razie to znalazłem jedną rzecz, by wejść do biura.

Cities Skylines 267h, 435 tys. mieszkańców i chyba doszedłem do limitu jeśli chodzi o tworzenie kolejnych linii transportu publicznego :D Koniec zatem Krapkowic, bo brak nowych linii zakorkuje mi miasto. Teraz czas wrócić do Euro Truck Simulator 2 :D

Football Manager 2023,1656,5h Ja w finale Ligi Mistrzów a Zagłębie w finale Ligi Europy. Niestety Widzew nie dał rady awansować do finału Ligi Konferencji. Widać, ze ten Ajax w poprzednim sezonie w finale LM to była anomalia, już wszystko wróciło do normy i mamy ponownie angielski zespół w finale. W lidze już ostania kolejka została, jeszcze tam jakaś walka trwa, TOP3 już chyba znane ale dalej są bardzo małe różnice punktowe. Kotwica Kołobrzeg utrzymała się w Ekstraklasie, wielki sukces. Finał Pucharu Polski z moimi własnymi tradycyjnie wygrany.
Digimon Story Cyber Sleuth: Complete Edition, 55h To już chyba jest endgame, ostatni czy przedostatni rozdział. Ogólnie całkiem solidna gra ale bez szałów, dosyć typowy jRPG, brakuje zdecydowanie jakiejś większej różnorodności rozgrywki. Jak by na to nie patrzeć, robimy cały czas to samo, nieważne czy to główny watek czy zadania poboczne. Brakuje jakichś innych aktywności, które by oferowały coś trochę innego. A jeżeli jeszcze w tego typu grze dungeony są dosyć kiepskie, mało odkrywcze, i często biegamy po tych samych miejscach to jest trochę słabo. Fabularnie ogólnie jest bardzo poprawnie ale mechanicznie można było zrobić coś więcej.
Saints Row 2, 43,5h Różnica między czasem gry, który podaje sama gra a tym co podaje Steam to u mnie jakieś 15 godzin. No coś strasznie gra zaniża ten czas. Któregoś dnia chyba z 4 godziny musiałem robić dywersję z holowaniem pojazdów, bo zawsze na ostatnich poziomach mi samochód się rozwalał, a w trakcie nie można go ani naprawić, ani wymienić na nowy. A jak się uparłem na zrobienie tego to musiałem to zrobić. Strasznie mroczna jest ta gra momentami, kolejne odsłony to w ogóle nie mają takich momentów jak tutaj. Za bardzo to potem skręciło w absurd. Stara i brzydka gra ale naprawdę jest bardzo grywalna. Można spędzać godzinę tylko na ubieraniu swojej postaci, a customizacja postaci też w kolejnych odsłonach była gorsza, warstwy ubrań wróciły dopiero w reboocie. Nie wiem czemu one wyleciały po SR2 a to bardzo fajna rzecz. Naprawdę bardzo dobra gra, niby gra w stylu GTA ale jednak z własnym pomysłem na siebie. To zdecydowanie nie jest prosty klon. Bardzo fajne radyjko z wieloma hitami, które można było usłyszeć także w kilku GTA. Obstawiam, że zostały mi z dwa dni grania, już kończę czyścić mapę i jeszcze parę misji w tym jedna ukryta, co swoją drogą jest bardzo fajną rzeczą.

Football Manager 2023,1665,5h Tradycyjnie wszystko wygrane co się dało w sezonie a teraz rewolucja kadrowa i wywalenie każdego kto ma co najmniej 28 lat, idzie młodość. Zagłębie jakimś cudem wygrało finał Ligi Europy z Tottenhamem, kolejny bardzo dobry sezon polskich klubów w Europie. Teraz lato, względnie spokojne bo nie ma żadnych klubowych Mistrzostw Świata a reprezentacja Polski tylko grała w finałach Ligi Narodów więc tylko dwa mecze i spokój. Kadra U-21 natomiast ma swoje EURO i już chyba jest w strefie medalowej. Z Ekstraklasy spadła Lechia, GKS Tychy i w sumie nie wiem kto trzeci, Kotwica i Cracovia się utrzymały więc i w sumie nie pamiętam kto tam jeszcze był na dnie :)
Digimon Story Cyber Sleuth: Complete Edition, 60h Został mi ostatni rozdział, jak się domyślam ostatni dungeon. W tym tygodniu robiłem w większości ostatnie zadania poboczne, które akurat w tej fazie gry skupiały się mocno na walkach z super mocnymi przeciwnikami. Parę z nich było całkiem ciężkim, zważywszy na ogólnie dosyć prosty poziom trudności całej gry. W tym Complete Edition jest jeszcze samodzielny dodatek czy coś, ale na razie raczej nie widzę za bardzo grania w to obecnie.
Saints Row 2, 47,5h, skończone Co tu można jeszcze napisać, świetna gra po prostu. Nic dziwnego, że to jest ulubiona gra fanów serii. I to na grę w tym stylu czekali w przypadku nowego SR. Naprawdę super dobrze się w to grało, lepiej niż się spodziewałem, ze będzie się grało przed zagraniem. Jak to przechodziłem lata temu na starym kompie to takie to przejście było na szybko, na kodach, a teraz tak na poważnie mogłem tę grę docenić bardziej niż kiedykolwiek kończąc ją na 95%. Teraz będę miał bardzo dobre porównanie do kolejnych części i już widzę, że to bezpośrednie porównanie nie będzie korzystne dla takiej trójki...
Saints Row The Third Remastered, 15h Dwie zasadnicze rzeczy trzeba tu wyróżnić; jakość remastera i samą grę. Remaster wizualnie wygląda bardzo fajnie, przeskok z SR2 na to to jest jak skok dwie generacje do przodu, to zdecydowanie nie jest bieda remaster. Mamy tu nowe oświetlenie, nowe cieniowanie, nowe modele postaci, dużo zmienionych i nowych assetów itd. Najgorzej to wypada chyba akurat nasza postać, reszta postaci ma nowe modele, bardziej realistyczne modele, nową geometrię twarzy a nasz boss został w miarę po staremu, ma lepsze opakowanie, lepszą teksturę skóry np. ale geometria twarzy została stara. Włosy to też wyglądają gorzej, jakby były bardziej plastikowe. Jednak otoczenie zostało bardzo fajnie odświeżone, graficznie to chyba wygląda to nawet lepiej niż nowy SR, który wyszedł kilka lat później. Na drugim biegunie jest niestety jakość techniczna, która nie zmieniała się w ogóle w porównaniu z oryginałem, a więc stuttering i losowe crashe dalej występują. Gram od poniedziałku i już chyba z 10 crashy miałem, raz działa dobrze przez 2 godziny a potem wywala 2 razy w pół godziny. Z oryginałem było tak samo, więc nic nie naprawili. A sama gra? Ehh, no gra się dobrze, przyjemnie ale to jest gorsza gra niż SR2. Dużo rzeczy, które były w SR2 tutaj po prostu nie ma. Nie można kryjówek ulepszać i wymieniać mebli, nie można cut-scenek sobie obejrzeć, nie ma warstw ubrań a ciuchy ogólnie są tragiczne, cała masy dywersji wyleciała, nie ma misji służb porządkowych, nie ma misji ze zdobywaniem fortec. Tu nie ma nawet cyklu dobowego. Do tego mamy gorszą fabułę, gorsze misje i mniej cut-scenek (sporo misji to po prostu zwykłe akcje), gorsi, słabo przedstawieni antagoniści, dziwny pacing gry, gorsza muzyka i dużo gorsze miasto i npc. To jak potraktowali Gata to jest skandal, to co zrobili z Shaundi to kolejny skandal. Gameplayowo jest bardzo solidnie ale jeżeli chodzi o treść i zawartość to gra jest mniejsza niż dwójka. Niby dobrze się w to gra, o ile gra nam pozwala, ale czegoś tu brakuje, to nie ten sam poziom co SR2. To bardziej wygląda jak jakaś bieda wersja SR2, jakaś wczesna beta SR2.

Football Manager 2023,1674,5h Skład na nowy sezon przewietrzony, weterani powyżej 28 roku wyrzuceni, w większości poszli do Anglii, wspaniałe wzmocnienie konkurencji no i zobaczymy jak sobie teraz poradzimy w młodszym składzie. Reprezentacja Polski wygrała Ligę Narodów a U-21 to w sumie nie wiem jak skończyła w EURO. Z ciekawostek, zarówno Lech jak i Legia straciły w lato trenerów, którzy uciekli na zachód. Nadal mnie dziwi to, że jakiś trener może wpaść na pomysł, że to będzie dobry krok jak z zespołu z drugiej najlepszej ligi w Europie, grającego co roku w Lidze Mistrzów pójdzie do angielskiego czy niemieckiego zespołu z miejsc 6-10. Nierealistyczny ten FM jednak.
Digimon Story Cyber Sleuth: Complete Edition, 62,5h, skończone Tydzień temu już była końcówka no i bardzo krótka była ta końcówka. Inne, niektóre jRPGi to ostatni dungeon jak walną to czasami ze dwie godziny w nim może zejść a tutaj to dużo krócej, tylko zejść po schodach i koniec. Ogólnie solidna gra, ale bez szaleństw. Dosyć prosty i mało odkrywczy jRPG. Szczerze to trochę liczyłem na więcej, a tutaj im dalej w las tym gorzej, coraz nudniej się robi.
Saints Row The Third Remastered, 35h Ta gra naprawdę ma potężne problemy psychiczne. Raz działa dobrze przez 4 godziny ale potem nie chce się wyłączyć, kolejnego dnia dwa crashe w pół godziny, raz mi się zdarzyło, ze jechałem sobie przez most i nagle mi samochód zniknął, inne samochody jadące za mnę też zanikały w tym samym miejscu, nie można było "wyjść" z niewidzialnego samochodu, nie można było wczytać zapisu. No cyrk na kółkach ogólnie. Ten remaster to jest chyba jeszcze w gorszym stanie technicznym niż oryginał. Już się boję co będzie z SRIV. A sama gra? No w drugiej połowie gry nie ma już misji, które są zwykłymi akcjami więc pod tym względem jest lepiej, i niektóre misje są rzeczywiście całkiem niezłe, no ale pierwsza połowa gry była dosyć biedna pod tym względem przez co w ogólnym rozrachunku jest mniej dobrych misji niż w poprzedniej odsłonie. Dobrze się gra jak gra nam pozwala grać no ale jednak jest to ogólnie niższy poziom niż SR2. Dużo grania już mi nie zostało, dosłownie parę ostatnich misji, i jeszcze pokończyć parę rzeczy i jeszcze jeden dodatek.

Shadow of Tomb Raider (9+ godz.) - 30% zrobione całkiem spokojnym tempem ze zbieraniem czego się da. Sztywno prowadzona przygoda ze sztywno stworzonymi mechanizmami-zagadkami. Mnie się to nie klei i nie wzbudza uznania, ale pograć można. Wioska Paititi splądrowana na tyle na ile pozwala fabuła :/ Ale wygląda ładnie ;P
Wartales (234+ godz.) - Główna intryga Regionu Dormbah zakończona "epicką" walką w Niebianum, Nadinkwizytorka Dexera poległa. Podobnie na lokalnej arenie, nikt nie dał mojej drużynie rady, Lisabeth padła kładąc w ostatnim swoim ataku mojego "kata". Straciliśmy Serka (kretoszczór). Oczyszczone regiony na tyle na ile się dało, niestety kilka elementów nie domaga i wszystkiego nie zdobędę, pozostało otworzyć ostatni grobowiec na kontynencie. Chcąc ominąć drogę lądową drużyna pokonała pierwszych piratów z listy. Gdy się okazało że morzem nie dam rady, to zostałem w Belerion. Na jednej z wysp ocaliłem pirata, którego wytrenowałem jako zamiennik za jednego z pojmanych niegdyś towarzyszy ( jednak ograniczenia umiejętności jeńców są dosyć widoczne pod koniec rozgrywki ). Pojedynki na "papier-nożyce-kamień" z kapitanami, to też przyjemna odmiana, choć nie widzę w tej prostocie sensu. Wielki Eokeld poszedł na dno wraz ze swoją łajbą. Kolejna arena zdobyta, tym razem w pojedynku pięściarzy poległ wielki Oris. Morska przygoda w zasadzie zakończona, szczyt listy "most wanted" osiągnięty, pozostało co najwyżej trochę pokraść i ponapadać biedne karawany no i poczekać na bardzo dobre promocje reszty dodatków.
Fallout 76 (208+ godz.) - Szukam nowego miejsca na "bazę". Przy okazji w końcu też zajrzałem do Nadzorczyni zakończyć jej misje.
Civilization VII (60+ godz.) - Ibn Battuta i jego Mogołowie mimo morskich prześladowców z Inuit Nunangat zdołali być ukochanym narodem na świecie ( Katarzyna jako jedyna nie dała się przekonać ).
Himiko nie angażując się w wojnę i utrzymując mocne granice Japonii oraz sojusze militarne, naukowe i kulturowe wyznaczyła kierunek przyszłości.
Hatszepsut pomimo niechęci ze strony Trung Trac wytrzymała wojenne zaczepki, znalazła sojuszników i poprowadziła cały świat ku nowemu.
Każdy kocha Amerykę Hariet Tubman tylko nie Filipińczyk, no cóż, wszyscy na jednego a Hariet z czystymi rączkami sięga po zwycięstwo ;)
Strasznie schematyczna ta część, gdyby nie to, że chciałem sprawdzić każdego przywódcę, to już bym dawno sobie odpuścił.
UFL (2+ godz.) - nic z tego nie będzie, konkurencja już dawno dotarła do kibiców piłkarskich z gotowym produktem, tu nie działa w zasadzie nic, mecze są tragiczne pod względem kontroli, zarządzania piłkarzami czy nawet podstawowej personalizacji. Brak realnych emocji i wyzwania. Wszystko oznaczone różnej maści punktami. Rozwój na przestrzeni miesięcy jest niezauważalny.
Wolcen: Lords of Mayhem (34+ godz.) - kiepska personalizacja bohatera na start i najgorsze "wyszarzenie" postaci mimo silnego powiązania fabularnego. Całość wygląda jak zlepek wszystkiego co już znamy. Zdecydowanie brakuje tu tożsamości wynikającej ze zdecydowania się na jeden a nie kilka gatunkowych kierunków kreacji świata. Wtórność nie przeszkadza jednak cieszyć się z rąbania i siekania, anihilacji i mielenia. Drzewko umiejętności mimo otwartości nie powala, ale same zdolności pseudoklasowe i ich modyfikatory są już całkiem przyjemne. Nie do końca kumam powiązania ale jakoś to działa. Graficznie ujdzie choć pojawiają się problemy, czasem całkowicie przeszkadzające jak np. pozostający efekt tornada. Troszkę błędów jak niemożność podniesienia przedmiotu czy wejścia do "lochu". Nie dziwię się, że nie zażarło. Akt I do przejścia w 7 godz., II w 5 godz. a III w 6 godz. liżąc ściany. Sam akt IV oparty w zasadzie na wyprawach pozwalających odbudować co nieco w Stormfall jest kiepsko opisany, nie do końca wiemy na co się wyprawiamy, ale sam zamysł nie jest zły, szczególnie że wraz z pokonywaniem poruczników dochodzą utrudnienia. 3/8 poruczników "pokonanych".
Ukończone:
Tardy (4+ godz.) - https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-tardy/z71014359

Blood West (2). To mógł być naprawdę dobry tytuł. Strzelanie, skradanie i zabijanie tych niestandardowo wyglądających maszkaronów jest satysfakcjonujące i mięsiste. Eksplorację map też zapisałbym na plus. Bo mimo że mamy tu oklepane do znudzenia lokacje dzikiego zachodu (kopalnie, jaskinie, stare miasteczka itd. itp.). To chodzenie po nich, w połączeniu ze skradaniem i jednocześnie mając na uwadze to że przeciwnicy mogą nas udupić po paru uderzeniach/strzałach. Sprawia wrażenie, że jesteśmy na polowaniu na dzikiego nie małego zwierza. To co kładzie Blood West to dwa elementy. Na jeden można przymknąć oko (fabułę). Która jest płytką wariacją historii z gry Blood. Natomiast tego drugiego nie da się przemilczeć (brak manualnego save-u). Autosave i po śmierci wracamy do punktu startowego. Nie jest to uciążliwe w pierwszym rozdziale, ale w trzecim może doprowadzić do szewskiej pasji. Bo checkpoint znajduje się w jednym miejscu. I nie na środku tylko w lewym górnym rogu mapy. Zginiesz po drugiej stronie mapy i musisz zapierniczać z powrotem cały ten kawał drogi. A nie jest powiedziane że nie zginiemy tam znowu. Podtytuł Blood West powinien brzmieć live die repeat. Jest wiele gier korzystających z tego kredo. Ale np. w takim Dark Souls ze śmierci i powrotu do punktu zgonu płyną benefity. W postaci punktów doświadczenia. Tutaj też tak jest, ale połowa drzewka rozwoju jest taka se. A podczas podróży tracimy zasoby, amunicję, eliksiry, bandaże. To wszystko kosztuje. A trupy nie zostawiają majątku w kieszeniach.
Może DLC rozwiązało te problemy. Ale nie zamierzam się teraz za to zabierać. Bo ogrywam inny tytuł, który na pierwszy rzut oka wyglądał na relaksujący i myślałem że sobie przy nim odpocznę. Ale powoli zaczyna mi działać na nerwy (znowu tracę miłość do tego hobby). Ta gra to TUNIC. Zelda z lisem w roli głównej. Podczas naszej podróży znajdujemy rozsiane po świecie strony z instrukcji gry. Swoją drogą bardzo ładnie prezentuje się ta instrukcja, aż chciałoby się mieć ją w formie fizycznej. Która tłumaczy gdzie mamy iść, jak grać, co zbierać, itp. rzeczy. Są w niej również mapy lokacji, które przyjdzie nam odwiedzić parokrotnie. Bo jest tu sporo miejsc, do których w pierwszych etapach nie można się dostać albo nie wiemy co one oznaczają. Gra ma drugie dno, coś jak FEZ. A my nie mamy możliwości nanoszenia na mapę znaczników. Ludzie odpowiedzialni za grę myślą sobie, że mamy rok 89 i ja będę zapisywał te wszystkie niewiadome w zeszycie. Miotam się po tych krainach. Słyszę dzwony w kościele, ale nie pamiętam gdzie one były. Ja wiem że na stronach tej wirtualnej instrukcji są naniesione długopisem podpowiedzi. Ale bez jaj, ja też powinienem mieć taką możliwość. Nie po to gram w gry żeby oglądać sposób przejścia na YouTube.

Football Manager 2023,1684h Nowy sezon ruszył, mój odmłodzony skład powinen dalej dzielić i rządzić w Ekstraklasie ale jestem ciekaw starć z europejskimi potęgami. Na razie w lidze taki dosyć radosny futbol widziałem, takie spokojne 5:3 z Wisłą Kraków. Ale po tych paru pierwszych kolejkach komplet punktów. Superpuchar Europy także zdobyty raczej prosto z meczu z Zagłębiem.
Saints Row The Third Remastered, 40,5h, skończone Druga połowa gry na pewno lepsza jeżeli chodzi o misje. Ale ogólnie no jest to gorsza gra niż SR2, sporo starych ficzzerów z gry wyleciało, miasto jest dużo gorsze, tak samo jak antagoniści. Już tutaj gra za bardzo poszła w absurd i nie ma takiego fajnego balansu jaki był w SR2. Brakuje jednak tych trochę bardziej mroczniejszych momentów, tutaj co zrobiono z Gatem to było raczej żałosne a nie mroczne czy coś. Dziwny jest trochę ten pacing w pewnych momentach, tutaj wielki Syndykat chce nas zniszczyć a ledwo ze 2 czy 3 misje po dotarciu do Steelport my na luzaku rozwalamy ich bossa, który był kreowany na wielkiego wroga. Zaraz potem jakieś dziwne przejście na powrót ze Stillwater i atak na moście. Dziwne to trochę było. Ten fragment wygląda jakby nie był skończony. No umówmy się, Killbane jest strasznie meh, a Matt Miller to xD. To kompletnie nie to samo co kiedyś. Ogólnie no solidna gra, remaster wizualnie bardzo na plus, stan techniczny na minus, gra się dobrze ale widoczny regres względem SR2 praktycznie na każdym polu.
Saints Row IV, 16,5h O matku, od czego tu zacząć. Może od tego, ze stan techniczny jest jeszcze gorszy niż SRTTR. Wywala jeszcze częściej. Co prawda należało się tego spodziewać po tym gdy zobaczyłem, ze jeszcze po poprzednim przejściu zostało mi 60 crash dumpów na dysku ale jednak liczyłem, że gorzej niż w poprzedniczce nie będzie. I przez pierwszy dzień nie było. Magia, pierwszego dnia po pobraniu gry nic, zero crashy, cztery godziny grania w ciągu dwóch dwugodzinnych sesji i nic. Zaczynam grać następnego dnia i nawet pół godziny nie wytrzymało. I od tamtego czasu wywala dużo częściej niż TT, jak tam miałem 1-2 crashe na 4 godziny grania tak tu mam 3-5. Chociaż wczoraj nagle wytrzymało 2,5 godziny by scrashować sekundę po rozpoczęciu pancernego chaosu. A sama gra? To już jest w zasadzie zupełnie inna gra, tak jak trójka było bardzo podobną grą do dwójki, tak tutaj w zasadzie mamy coś zupełnie innego. Na pewno między TT a IV jest dużo więcej zmian i nowości niż między SR2 a TT. Skala absurdu już wywaliła całkowicie poza skalę, to już naprawdę ciężko nazywać tę grę Saints Row ale jakoś dziwnie, jest tutaj klimat SR. Jest także zdecydowanie więcej nawiązań do pierwszych dwóch odsłon serii niż było ich w TT, mamy powrót starych postaci niewidzianych od jedynki, wraca stara Shaundi, mamy sporo nawiązań w dialogach do starych wydarzeń, mamy nostalgiczne misje gdzie w zasadzie wracamy do starych czasów, nawet kamera się wtedy zmienia na taką bardziej na środku jaka była w pierwszych częściach. Jest to naprawdę bardzo fajne. Supermoce zmieniają wszystko, stara formuła ląduje w tym momencie w koszu. No bo po co używać samochodów skoro można szybować w powietrzu? Bieganie i szybowanie po mapie połączone ze zbieraniem klastrów, których używamy do ulepszeń jest dziwne wciągające. Gra się więc naprawdę dobrze, o ile oczywiście gra nam pozwala grać...

1999 - Legacy of Kain: Soul Reaver na Sony PlayStation
2001 - Legacy of Kain: Soul Reaver 2 na Sony PlayStation 2
2013 - GRID 2 na PC
Dawno mnie tu nie było. Nie miałem czasu grać, ale na szczęście z dniem dzisiejszym czas na granie powrócił. Najbliżej końca jestem w przypadku Legacy of Kain: Soul Reaver na PSX. Z braku remasterów kolejnych części serii postanowiłem zagrać w najstarsze wersje obu Soul Reaverów, które zawsze kończyłem na PC, a nigdy nie miałem okazji ukończyć ich na PSX czy PS2.
Mam kolegę co jak Ty jest fanem serii Legacy of Kain a mieszkam w Gdyni on też. Pamiętam jak grałem we wszystkie części od Blood Omen ! Szkoda że nie doczekaliśmy się pełnoprawnej odsłony od Defience :)

Od ostatniego wpisu minął niemal miesiąc. Dokończyłem Metal Garden a także kilka innych gier. Kilka mam w trakcie i parę na dniach zacznę. Ale po kolei:
Tardy (4h, ukończona) - o grze napisałem pod jej kartą w encyklopedii (aż dziwne, że ta gra jest w bazie GOLa) https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-tardy/z71014359#post0-16862796
Metal Garden (3h, ukończona) - Krótki FPS w szaro-burej betonowej scenerii. Jest klimatycznie, ale samo tekstowe zakończenie to zawsze najgorsze, co może wtedy być. Kierujemy naszym bohaterem wśród potężnej megastruktury. Już po pierwszych minutach widać, że wydarzyła się w tym miejscu jakaś katastrofa. Ostatecznie dowiadujemy się, że znaleziono z tego miejsca wyjście, ale jest ono przed wszystkimi ukrywane. Wyruszamy przed siebie w jego poszukiwaniu eliminując po drodze przedstawicieli dwóch frakcji i eksplorując betonowe, potężne kompleksy oraz ich okolice.
Wrogów mamy tylko dwa rodzaje: Strzelających jegomości w kapeluszach i zmutowane lamparty z potężnym ostrzem, którzy potrafią też wysoko skakać. Jednak żadni z nich nie stanowią jakiegokolwiek wyzwania i są łatwi do wyeliminowania. Do ich likwidacji możemy używać pistoletu, strzelby i czegoś na wzór karabinu snajperskiego. Do dyspozycji mamy również granaty. Niewiele, ale w zupełności wystarczy, nawet na końcowego bossa. Strzela się całkiem przyjemnie. Oprócz granatów i amunicji zbieramy także apteczki. Jednak system zdrowia w "Metal Garden" jest trochę urozmaicony w porównaniu do wielu innych FPSów. Jeśli nasz pasek życia spadnie do 0, to zamiast śmierci, zostajemy ranni w jakąś część ciała: głowę, nogę, rękę itd. Gdy wyczerpiemy możliwości, wtedy następuje prawdopodobnie śmierć. Tego w sumie nie wiem, bo w strzelaninie nigdy nie zginąłem, bowiem nawet na poziomie "regular" gra ma banalny poziom trudności. W przypadku ran - ranni w głowę tracimy celownik a np. w nogę, co jakiś czas kulejemy. Fajne urozmaicenie, choć raczej rzadko będziemy je widzieć podczas rozgrywki. By pozbyć się tych dużych ran sama apteczka nie wystarczy - trzeba znaleźć urządzenie regeneracyjne i zaznaczyć w nim, co wyleczyć. Są rozstawione dość często jak na swoje potrzeby. Amunicji także nigdy nie zabraknie, bo można ją spotkać na każdym kroku.
Eksploracja megastruktur to w dużej mierze skakanie po platformach. Ten element występuje tutaj bardzo często. Nasza postać dysponuje podwójnym skokiem i trzeba dobrze wybrać moment, w którym go użyjemy, bo wiele platform jest zrobiona na styk. Ogólnie częściej zginiemy spadając w przepaść niż zabici przez wrogów. Na szczęście autorka przewidziała te momenty i w takim przypadku powrócimy do gry tuż przed tym miejscem. Dodam, że w grze nie ma ręcznego zapisu a gra zapisuje się na początku rozdziału. W sumie gra jest na około dwie godziny plus minus godzina, więc nie są one jakieś długie, czy rozwleczone.
Eksploracja miejscówek jest satysfakcjonującą. Wielokrotnie sprawdzałem każdy zaułek lub platformę w poszukiwaniu logów i zapisków, ale i tak wszystkich nie znalazłem. Sceneria robi wrażenie, jest fajnie wykonana. Co prawda HROT to o nie jest, ale i tak warto docenić wykonanie scenerii. Nudno i jednostajnie nie jest. Fabularnie jednak mnie nie zaciekawiła. Ponadto końcówka to sam tekst. To akurat zawsze jest słabe. Dźwiękowo jest w porządku, graficznie też - stylizacja na gry sprzed dwóch dekad robi robotę. Cena gry też jest bardzo dobra. Ogólnie nie jest to jakiś wybitny FPS, ale jak najbardziej warto zagrać. 6,5/10
Midnight Files + DLC (3,5h, ukończona) - Pierwszoosobowa przygodówka detektywistyczna, w której faktycznie poczujemy się niczym śledczy w wychodzonym prochowcu. Dostajemy w swoje ręce aparat, fotografujemy kluczowe rzeczy i ślady, zbieramy dowody a później w naszym biurze analizujemy wszystko, by wytypować podejrzanego i miejsce kolejnej zbrodni. Gra praktycznie nie prowadzi za rączkę. Sami eksplorujemy miejsca zbrodni i jeśli natrafimy na coś ciekawego, to automatycznie spisujemy uwagi w notesie. W biurze raporty ze śledztwa oraz zdjęcia możemy umieścić na tablicy, aby mieć szersze spojrzenie na sprawę. I na tym polega zabawa.
Do dyspozycji graczy autor oddał cztery sprawy i darmowy dodatek, akurat z dzisiejszą premierą. Pierwsza wydaje się najdłuższa, kolejne dwie są banalne a czwarta najbardziej bazuje na naszych domysłach. Każda dzieje się w innych miejscach i dostajemy nowych podejrzanych. Od gracza będzie zależeć, co uzna za kluczowe w sprawie. W biurze mając komputerową bazę analizujemy dowody, sprawdzamy pliki z informacjami na temat poszczególnych osób, miejsc i wydarzeń. Jeśli wytypujemy zbrodniarza to zaznaczamy go kółeczkiem na wydrukowanej kartce a na mapie zaznaczamy potencjalne miejsce kolejnej zbrodni. To, czy dobrze się spisaliśmy poinformuje nas komunikat, gdy zechcemy wyjść z biura. Po tekście zauważymy, czy rozwiązaliśmy sprawę, czy jednak zabójca nadal będzie grasował w mieście. Ponadto w biurze mamy możliwość zagrania w szachy i darta - przy drugim jest nawet karteczka z topką graczy, którzy uzyskali najlepszy wynik w rzucaniu lotkami do tarczy. Można zatem co chwilę się zrelaksować. Aczkolwiek osiągnięcie związane z rzutkami jest zabugowane - trafiłem w sam środek tarczy, ale gra nie zaliczyła tego...
Graficznie jest całkiem przyjemna dla ok, muzycznie również w porządku. Ponarzakam jednak na jakość tłumaczenia - jest niedopracowane. Od drugiej sprawy, notatki na tablicach są po angielsku, interfejs po polsku, czasami jakiś wyraz w tekstach jest nieprzetłumaczony. Niemniej da się spokojnie wszystko zrozumieć. Chciałbym też, aby sprawy były bardziej pokombinowane, bo jednak od drugiej są coraz krótsze. Niezbyt dobrze też brzmi głos w polskim dubbingu (prawdopodobnie AI).
Midnight Files okazało się ostatecznie przyzwoitą grą przygodową ze swobodnym śledztwem, jakich nie jest dużo na rynku. Do tego ma bardzo dobrą cenę. Warto, w przeciwieństwie do darmowego dodatku z nową sprawą, która okazała się banalnym, nudnym symulatorem chodzenia. 6/10
Olyen (5h, ukończona) - Pierwszoosobowa gra logiczna, w której pani archeolog wpada do dziury w ziemi i trafia do pewnej doliny, w której kilku starożytnych mędrców badało soczewki i przenoszenie z ich pomocą światła. Pretekstowa fabuła całkiem zgrabnie została wpleciona w zagadki logiczne polegające na ustawianiu podestów ze sferami, które odbijają promienie świetlne koncentrując je na wskazanych celach. W ten sposób możemy skierować wiązkę światła w szklane sfery, które otwierają drzwi, manipulują kamiennymi „windami” itp. Z czasem zyskamy dostęp do kamiennych podestów, które są mocniejsze i kumulują światło będąc nawet w pobliżu wiązki światła a ustawienie dwóch takich podestów obok siebie sprawia, że kumulują energię, dzięki której możemy wysoko wyskoczyć. Później dostaniemy w swoje ręce (dosłownie) samą sferę, która może kumulować światło na 30 sekund. W ten sposób gracz musi rozwiązać szereg łamigłówek związanych z zastosowaniem właśnie tych sfer. Niekiedy trzeba będzie dograć wszystko czasowo, aby ostatecznie uzyskać dostęp do sali, w której będzie klucz otwierający kolejną miejscówkę. Brzmi prosto, ale gra już od trzeciego miejsca robi się zwyczajnie trudna. Były sytuacje, w których zwyczajnie już nie wiedziałem co robić, ale potem „eureka” i kombinowanie w inny sposób. Brakowało mi tutaj prostszych zapychaczy między trudniejszymi łamigłówkami, aby mieć choć przez chwile poczucie progresu. Niestety bardzo często jest tak, że po trudnej łamigłówce kolejna jest jeszcze trudniejsza. Dlatego poszczególne etapy dawkowałem sobie pojedynczo (gdy ukończyłem, to okazało się, że podziemna świątynia była najtrudniejszym etapem). Na szczęście podczas wyjścia gra zapisuje się i później wznawiamy z tego miejsca, gdzie uprzednio skończyliśmy.
Jeśli podczas dochodzenia do rozwiązania gdzieś utkniemy albo zwyczajnie chcemy zacząć od początku to wtedy podchodzimy do drewnianego totemu i resetujemy część łamigłówki. Na szczęście nie musimy powtarzać od początku, tylko akurat ten fragment, w którym jest ów rzeźba. Może się też zdarzyć, że utkniemy w miejscu, gdzie nie ma totemu. Wtedy pauzując grę jest opcja „trapped”, której kliknięcie przenosi naszą postać poza obszar zagadki, ale chyba to nie działa poprawnie, bo gdy raz skorzystałem z tego rozwiązania, to gra przeniosła mnie aż na zewnątrz i dość daleko poza podziemną świątynię, w której byłem. Musiałem znowu ponawiać całą sekwencję i dostać się wyżej, nacisnąć przycisk, który ujawnił wejście do świątynie, wejść do niej wrócić do tego miejsca. Na szczęście był to początek, bo jeśli stałoby się gdzieś na późniejszych etapach to nie wiem, jakby to wszystko mogło się potoczyć. Już wolałem po prostu wyjść bez zapisywania zamykając grę w pasku zadań. Bezpieczniej.
Ogólnie gra przypomina "The Talos Principle", ale oczywiście wykonaniem jest trochę gorsza od niej. Graficznie jest ubogo, powtarzalnie w assetach, ale przynajmniej schludnie i czytelnie. W tle gra przyjemna muzyczka. Fabułę poznajemy czytając napotkane księgi, w których opisane są perypetie czwórki starożytnych badaczy. Ponadto znajdziemy w nich sugestie, co należy zrobić. Ostatecznie "Olyen" to przyzwoita produkcja, która za niecałe 5 zł dostarczyła mi trochę wymagającej rozgrywki. Na koniec dodam, że nie ma ani jednego poradnika i pełnego gameplayu, więc jeśli gdzieś utkniemy na dłuższy czas, to sami musimy dojść do rozwiązania, ewentualnie zapytać na forum Steam, ale że gra nie jest popularna, to wątpliwe, że uzyskamy satysfakcjonującą nas odpowiedź. Same profity :) 7,5/10
Escape from Castle Claymount (1h, ukończona) - Świetna, darmowa gra przygodowa w dopracowanej, sympatycznej grafice ze skondensowanymi, różnorodnymi i pomysłowymi łamigłówkami na niewielkim obszarze. Czyli coś lubię. Aż zdziwiłem się ile twórca upchnął zawartości - na każdym kroku jest świetnie wpleciona zagadka. Później nawet dostajemy ich rozbudowane wariacje (jak np. ta z przyciskami, których kolejność sugeruje rysunek węża lub rozwiązanie służące do otworzenia skrzynki oraz automatu arcade). Podczas rozwiązywania zagadek możemy skorzystać z aparatu, który zrobi 6 zdjęć (kolejne nadpisują te najstarsze), które z szybkim dostępem ułatwiają rozwiązanie części zagwozdek. W dużej mierze odnajdujemy przedmioty, które możemy użyć na elementach wystroju pomieszczeń. W ten sposób znajdziemy klucz, kolejny istotny przedmiot itd. Ostatecznym celem jest wydostanie się z więzienia i uwolnienie też innych postaci, które tam przebywają.
Grafika jest przyjemna dla oka. Jest tak zrobiona, że do teraz nie wiem, czy twórca stworzył najpierw wersje fizyczną z plasteliny i różnych, niewielkich przedmiotów, czy jednak jest to taka graficzna stylizacja w tym kierunku. A może pomieszanie jednego i drugiego? w każdym razie jest zrobiona bardzo dobrze. Dźwiękowo i muzycznie jest już bardziej ubogo, ale jako całość wszystko się zgrywa. Mi się bardzo podobało i aż sprawdzę sobie inne escape roomy od twórcy (colorbomb) na itch-io, które są darmowe.
Na koniec dodam, że gra jest na około godzinę czasu. U mnie drugie tyle była uruchomiona w tle, bo wzywało życie a nie wiedziałem, czy jeśli wyjdę, to będę potem rozpoczynał od nowa. Nawet tego nie sprawdzałem. I gra uruchamia się w oknie. Zdecydowanie polecam. 8/10
Lodge: mini escape (1h, ukończona) - Od twórcy powyższej gry. Malutkie pomieszczenie z wieloma łamigłówkami. Kreatywne, ciekawe, różnorodne jak w Castle Claymount. Do zagrania za darmo na itch.io
Blackthorne's Manor (1h, ukończona) - Darmówka jakich wiele na Steam. Wcielamy się w chłopaka, który udaje się do pewnego opuszczonego domostwa w poszukiwaniu przyjaciela. Oczywiście, jak zwykle nocą i bez latarki i innych przedmiotów. Oczywiście standardowo na latarnię natkniemy się tuż przy wejściu. Potem eksplorujemy domostwo i koniec końców musimy przeprowadzić pewien rytuał. Nic nowego.
Gra jest krótka, do pół godziny. Graficznie standard, ambient próbuje utrzymywać niepokój przez większość rozgrywki, ale z różnym skutkiem. Dubbing jest w porządku, tak jak muzyka z początku. Na sam koniec gra się jeszcze przycięła i zamknęła z błędem.
Niestety "Blackthorne's Manor" to schematyczna historyjka bez krzty oryginalności. Ile to już rytuałów odprawiłem w tego typu grach... Gameplay sprowadza się do odszukiwania przedmiotów potrzebnych, by otworzyć kolejne drzwi, dostać się do kolejnego pomieszczenia itd. Inne gry jeszcze próbowały czymś urozmaicić, np. umieszczeniem akcji w jakieś kulturze, korzystając z orientalnego folkloru itd. Tutaj tego nie ma. Ja wiem, że to darmówka, że młody twórca się uczy, ale nie mogę polecić czegoś, co zwyczajnie jest oklepane na wiele sposobów i nie znalazłem ani jednego elementu, który w jakiś sposób by się wyróżniał na tle innych tego typu gier. Niestety. 3/10
The Boba Teashop (1h, ukończona) - Przygodowy symulator sprzedawczyni herbaty boba, czy jak ktoś woli herbatki bąbelkowej. Jako młoda dziewczyna prowadzimy własna firmę i lokal, w którym sprzedajemy wspomnianą herbatkę. W kolejnych dniach zwiększamy menu o kawę, czekoladę plus różne dodatki, dzięki czemu tworzymy różnorodne napoje wedle życzeń klientów. Jednak powtarzalna praca w kolejnych dniach bardziej odciska na dziewczynie swoje piętno. Zaczyna widzieć tajemnicze istoty, które raczej nie mają dobrych zamiarów. Na domiar złego w okolicy zaczynają ginąć ludzie. Wszystko z czasem zmierza do mrocznego finału.
Historia jest całkiem dobrze poprowadzona. Jest liniowo, ale w ten sposób dostajemy zamkniętą, godzinną nowelkę. To zarówno plus i minus, bowiem są dostępne gry, w których zakończenie jest zależne od poczynań gracza, ale większość raczej korzysta z utartego, liniowego schematu, tak jak zaplanował sobie twórca. The Boba Teashop nie wynajduje koła na nowo. Mimo wszystko ma fajny klimacik. Z każdym kolejnym dniem niepokój rośnie, narastają pytania, co przyniesie jutro. Mi przypadł do gustu dzień nr 5, który w pewnym momencie mnie zaczął stresować, heh. Zakończenie już jednak nie zrobiło wrażenia, choć umiejętnie dopięło historię.
Oprawa to stylizacja na PSX, co jak zawsze robi klimat. Technicznie jest w porządku. Nawet jeśli wyjdziemy z gry, to po wczytaniu zaczynamy od dnia, w którym przerwaliśmy rozgrywkę. A mam czasami z tym obawy, jeśli chodzi o gry krótkie, bo nierzadko twórcy sugerują, aby przejść grę za jednym posiedzeniem a wyjście powoduje później zaczynanie rozgrywki od nowa. Ogólnie jest to całkiem niezła produkcja 5,5/10

Kontynuacja (gry w trakcie):
Incision – ( 8h, w trakcie) – Powróciłem do gry po miesięcznej przerwie. Poprzednio ukończyłem rozdział 1. Teraz na tapecie jest rozdział 2 i jest… trudniej. Przypomnę tylko, że Incision to staroszkolny FPS, w którym każdy poziom zaczynamy z jednym zżyciem. Jego utrata wiąże się z tym, że rozpoczynamy grę od początku (levelu). Po drodze możemy zebrać kilka żyć, ale mimo wszystko jest wymagająco, szczególnie, że to nadal dynamiczna strzelanka, w której wrogowie atakują chmarami. Mimo wszystko pierwszy rozdział przeszedłem bez większego problemu. Drugi natomiast… cóż jest dużo ciężej. Pierwsza mapa była masakryczna – brakowało amunicji, wypełniona była polami krwi, która wysysała nasze punkty życia, jeśli zbyt długo po niech chodziliśmy. Pierwszy raz powtarzałem dany poziom z 4 razy. Pod koniec okazało się, że mamy jakiegoś minibossa, który sukcesywnie uderzeniami wysysał nam życie. W ten sposób dwa razy straciłem prawie półgodzinny progres. Ale wtedy przeklinałem... Niemniej udało się przejść. Druga mapa to podobny schemat, ale i tak powtarzałem ją raz, mimo, że byłem na samym końcu. Bywa. Przynajmniej w kolejnych już wiem czego się spodziewać.
Bloodgrounds (57h, skończona, ale gram dalej) – Co jakiś czas odpalę, aby sprawdzić dodane nowe zawartości oraz, aby zdobyć ostatnie brakujące osiągnięcia, które naprawdę trudno zdobyć. Czekam jeszcze na zawartość z nowymi przeciwnikami i bossami i zaczynam kampanie od nowa.
Escapeworld Dilemma (4h, w trakcie) – Jest progres. Odkryłem podziemne przejście na wysepkę obok, gdzie zyskałem dostęp do kolejnej, na której rozwiązałem główną zagadkę. Zaczynają się jednak robić schody, bo coraz częściej zastanawiam się, co tu trzeba zrobić. Zazwyczaj szło z marszu. A przecież przede mną jeszcze do odwiedzenia z 5 wysepek.
Kairo (1h, w trakcie) – surrealistyczna, minimalistyczna wizualnie wersja Myst. Jest nieco więcej chodzenia, ale są też ciekawe łamigłówki. Podoba mi się muzyka i ogólnie całokształt. Na razie ukończyłem jeden świat, teraz jestem na początku drugiego. Aż dziwne, że wcześniej nie sięgnąłem po ów tytuł, bo gra ma już z 13 lat na liczniku.
Somnifuge (3h, w trakcie) - Jedna z ciekawszych produkcji będąca w sumie survival horrorem. Zaczyna się niepozornie, bo bardziej skupiamy się na rozwiązywaniu łamigłówek oraz eksploracji korytarzy tajemniczego domostwa. Do czasu aż wejdziemy na strych… Potem okaże się, że jednak elementy przetrwania w postaci unikania potworów nie są sporadycznie, ale dość często wplecione w gameplay.
Wcielamy się w pewna kobietę, która z karteczką z prośbą o pomoc trafia przed drzwi posępnej, ogromnej rezydencji. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, więc jak to w grach bywa, trzeba będzie w butach protagonistki przetrwać ów piekło. Tym samym przyjdzie nam rozwiązać kilka ciekawych zagadek, które czasami pojawiają się w przygodówkach (odpowiednie wpisywanie kodów, włączenie odpowiednich przycisków itd.) a także dungeon crawlerach (stąpanie po właściwych stopniach, wybieranie odpowiedniej ścieżki we fragmencie z klatką schodową, czy chodzenie tyłem). Jednak Somnifuge będzie mi się już na zawsze kojarzyć z zagwozdkami związanymi z lustrzanymi odbiciami i pochodnymi tego typu zagadek. Pod tym kątem gra wypada dość oryginalnie, bo naprawdę rzadko w jednej grze można spotkać tego typu rozwiązania. Poza tym mamy ekwipunek, w którym zbieramy różne rzeczy, podpowiedzi, czy taśmy video. Na niektórych obejrzymy sugestie, co dalej robić a inne z kolei jeszcze bardziej podkreślą dziwność miejsca.
Poza zagadkami przyjdzie nam też unikać potworów. Wraz z postępami będziemy natrafiać na kolejne miejsca i niekiedy maszkary, które maja tam „legowisko”. Czasami nie zabiją nas od razu, lecz zranią, ale drugie spotkanie kończyć się może dla nas tragicznie. Jednak gra się wtedy nie kończy – ot trafiamy po drugiej stronie na łódkę na pełnym morzu. Mamy tylko pewien okrągły medalion z dziurą w środku i musimy nim „objąć” maszkarę z mackami. W ten sposób wracamy do rezydencji w pobliże miejsca, gdzie zginęliśmy. Ciekawe. Na razie jestem w części, która przypomina szpital i unikam psychopatycznej lekarki.
Gdy skończę jakieś 2 tytuły z listy wyżej, to na tapetę wleci SKALD: Against the Black Priory.

Football Manager 2023,1693h Sezon w pełni, zaczynają się europejskie puchary. W pierwszej kolejce LM "tylko" Ajax więc całkiem niezłe przetarcie dla mojego nowego, młodego zespołu i ten test zdany bardzo dobrze. Zobaczymy co będzie w starciach z nieco mocniejszymi klubami. W tym sezonie Polska ma aż 6 klubów w Lidze Mistrzów, zobaczymy co z tego wyjdzie. W Ekstraklasie raczej spokój, komplet zwycięstw a reszta faworytów na razie jakoś nie zawodzi i trzyma się wysoko w tabeli. Z beniaminków najlepiej Arka, która po 8 kolejkach jest na 9 miejscu.
Saints Row IV, 29h, skończone Jednego dnia 4,5 godziny bez crashy a następnego 3 crashe w półtorej godziny. Tak to właśnie wygląda. Czytałem na reddicie, że np. organicznie gry w menadżerze zadań do dwóch rdzeni pomaga no ale u mnie tak średnio. I jeszcze dalej jest bug na końcu gry, gdy po pokonaniu Zinyaka nasza postać dalej trzyma jego głowę z kręgosłupem zamiast ją już wyrzucić i potem siedzi na tronie w cutscence z nią i potem tańczy z nią w outro. Bug dodany dwa lata po premierze, wiedzieli o nim ale nigdy go nie naprawili. A sama gra jest naprawdę dobra, zupełnie inna niż poprzednie części ale dobra po prostu. Wiadomo, ze ortodoksyjnym fanom SR to się raczej średnio spodoba ale mimo tego swojego całego absurdu mamy tutaj klimat SR i wiele fajnych nawiązań do starych części. Audiologi możemy zbierać także starych postaci i starych antagonistów, naprawdę fajna rzecz. Coś czego zdecydowanie brakowało w trójce, która wyglądała trochę jakby bardzo chciała na siłę zerwać trochę związki z początkiem serii. Bardzo przyjemnie się gra, supermoce bardzo fajnie wypadają. Dwa dodatki także całkiem solidne, szczególnie Enter the Dominatrix, z którego przecież SRIV powstało. Bawiłem się naprawdę dobrze mimo problemów technicznych.
To i ja się dopiszę:
Terraria - nowy patch, nowa gra :D gra dalej sprawia frajdę i polecam każdemu wrócić jak ktoś dawno nie grał, aktualizacja robi robotę, chociaż nie jest tak wielka jak Journey End to i tak warto stracić czas w tej grze, pobawilem się z 55 godzin na nowym save po akutalizacji, finałowy boss zrobiony, napisy końcowe przeleciały, miałem ochotę na drugi raz na innym seedzie zagrać, ale jak zacząłem to niestety tyle razy już grałem, że na razie nie mam dalej ochoty, ale na pewno wrócę za miesiąc.
Clair Obscur: Expedition 33 - zaliczona przeszedłem, zaczałem nową grę plus i grałem sobie od nowa, bo miałem pustkę po poprzednim przejśćiu gry, dotarłem do malarki i pokonana, ale przestałem grać na tydzień i już mi się nie chce wracać i dokańczać, ale pewnie za jakiś czas wrócę.
Five Hearts Under One Roof - gra jako ciekawostka, bo zobaczyłem tą grę u Asmongolda jak grał jakiś czas temu, a że lubie klimat Japonii to też się skusiłem, nawet fajne klikadło ale na 5 godzin maks, raczej nie ma co tu tłumaczyć, taki symulator randkowania, najlepiej samemu sprawdzić.
Zawiodłem się na:
Vampires: Bloodlord Rising Vampires nie jest zły, ale trzeba poczekać aż trochę naprawią i rzeczy nowe dodadzą, niestety ale to wczesny dostęp, gra na razie zwrócona.
Carmageddon: Rogue Shift jakieś tam nadzieję miałem i wiązałem, ale też zwrócona, Carmageddon to jest tylko z nazwy, to już nie to samo, mogłoby się nazywać inaczej.

2001 - Legacy of Kain: Soul Reaver 2 na Sony PlayStation 2
2013 - GRID 2 na PC
Pierwszy Soul Reaver ukończony. To było miłe porównanie pierwotnej wersji tej gry. Gry, którą poznałem u kuzyna na PSX. Dopiero później grałem u kolegi w demo na PC, a jeszcze później, bo dopiero w 2003 roku w pełniaka na swoim komputerze. Jak dziś wypada na tle edycji Dreamcastowej, komputerowej czy zremasterowanej? Klimatycznie, aczkolwiek najgorzej. Najgorzej pod względem wizualnym oraz płynnościowym. W kwestii sterowania ustępuje jedynie remasterom.
No i dziś wróciłem z pełną mocą do GRIDa 2.

Football Manager 2023,1702h Jak na razie odmłodzony sezon daje radę także w Lidze Mistrzów, wygrane z Juve czy PSG raczej spokojne. W lidze częsta rotacja więc ci w poprzednich sezonach byli zawodnikami trzeciego wyboru teraz są zawodnikami drugiego wyboru i w lidze grają często w pierwszym składzie. Nie ma więc może już takich spektakularnych wygranych po 10:0 ale jednak dalej komplet zwycięstw. Ogólnie sezon raczej bez większych niespodzianek, nie ma jakichś większych sensacji, jak chociażby rok wcześniej GKS Katowice kręcący się w miejscach pucharowych. Kolejny słaby sezon Łęcznej, po kilku sezonach regularnej gry w Europie teraz może być już chyba 3 sezon bez pucharów.
The Legend of Heroes: Trails beyond the Horizon, 20h Najlepsza seria jRPG powraca w trzynastej odsłonie. I już w dwugodzinnym prologu dostarcza więcej ekscytacji niż cała poprzednia część. Wreszcie coś zaczyna się dziać, co prawda jeszcze nie wiemy za bardzo co dokładnie ale aż czuć w powietrzu, że za kulisami już coś się dzieje. Powracają starzy bohaterowie czyli Kevin niewidziany od 7 odsłon i Rean. Wiedziałem, że wracają ale nie spodziewałem się, że zobaczymy ich już w pierwszej godzinie gry. Potem natomiast w pierwszym akcie wracamy jednak do zespołu z Daybreaków i do stolicy Calvardu. No i obchodzimy wszystkie dzielnice miasta, w tym także jakieś zupełnie nowe dzielnice. System walki znowu lekko poprawiony, szczególnie ten w czasie rzeczywistym dalej dostaje kolejne usprawnienia ale dalej nie jest on na takim poziomie jak w ich innej serii czyli Ys. Turowy system jak zawsze klasa, tutaj zmian jest już zdecydowanie mniej ale niezmiennie jest to najlepszy turowy system jaki widziałem w jRPGu. Wizualnie jest niby trochę lepiej, chociażby ataki mają zupełnie nowe animacje, ale graficznie to dalej jest umówmy się poziom PS3 a i wydajność od poprzedniej części jakby się trochę pogorszyła. Poprzednia część serii była przynudzająca i nic nie wnosiła a ta od początku ekscytuje, aż musieli w ramach jednej podserii zmieniać podtytuł bo Daybreaki to tylko był jakiś wstęp do nowych bohaterów i nowego miejsca akcji oraz zapychacz. Prawdziwa akcja ma zacząć się tutaj...
Fabuła jest tak skonstruowana że musisz grac Boskim. Ale dalej masz dużą swobode odnośnie klasy/stylu walki. Ja to sam se utrudniam życie i moja postać poszła w łuk na odległość + krótki miecz (planowo, bo kowal nie ma krótkich mieczy xd muszę znaleźć) w jednej łapie i sztylet w drugiej. Myślałem że dam radę grać bez drużyny, solo, jak w The Outer Worlds gdzie nawet miało to sens, ale tutaj....No, się nie da, raz że fabularnie ciężko, a dwa że miałem już dwie walki takie że moja biedna Aliza pewnych walk by nie wygrała bez wsparcia towarzyszy (tak, gram kobietą).
Serio Boskim trzeba grać, nie można inną rasą? Nigdy nie podchodzili mi w tym uniwersum.
Granie solo w takie gry to dziwactwo, bez interakcji z drużyną to wręcz bez sensu, to nie Icewind Dale że drużyna była kontekstowa i tylko do walki :)
Dobrej gry.
Boski, bo to jest fabularnie uzasadnione.
Lubię drużynę ale w grach izometrycznych. Dziwnie mi się gra po prostu w grach FPP choć tutaj jest spoko. W The Outer Worlds po prostu tak mi pasowało.... Do charakteru postaci jaką prowadziłem :) Miało to swój klimat. Tutaj zaś bez drużyny byłaby masakra w walkach bo te potrafią być ciężkie.

2013 - GRID 2 na PC
Legacy of Kain: Soul Reaver 2 na Sony PlayStation 2 zostało przeze mnie wczoraj ukończone. Teraz pozostaje mi tylko czekać na premierę Legacy of Kain: Defiance Remastered. Tymczasem dalej ogrywam GRID 2 na PC.
Co do SR2 na PS2 to zaskoczył mnie efekt rozmycia w cutscenkach lub niektórych sytuacjach. Tego nawet remaster nie oferuje. A także menu, które jest inne niż na PC i bogatsze w zawartość. Mamy tu arty, filmy, opis historii serii itp. Super sprawa.

Football Manager 2023,1711,5h W sumie to trochę szok, ze po tylu godzinach grania nadal chce mi się w to jeszcze grać i co tydzień kombinować co tu napisać. Wygrałem absolutnie wszystko co się dało, pełna dominacja Pogoni Szczecin zarówno w Polsce jak i w Europie. Ekstraklasą drugą najlepszą ligą. Polska kadra ze złotymi medalami Mistrzostw Europy i Świata i ze złotem olimpijskim. No ale gdzieś tam dalej w to gram, czasami z większa ochotą, czasem z mniejszą ale teraz w tym obecnym sezonie nagle Kotwica Kołobrzeg po sensacyjnym awansie od Eklasy, potem po sensacyjnym utrzymaniu, teraz sensacyjnie jest w środku tabeli, przez chwilę nawet na 8 miejscu. Dla takich niespodzianek się gra, nawet jeżeli nie dotyczą twojego klubu.
The Legend of Heroes: Trails beyond the Horizon, 45h Ale narobili smaku na początku, w prologu tym Kevinem i Reanem by potem ich nie widzieć przez 30 godzin pierwszego aktu. Cały pierwszy akt to była ekipa z Daybreków a teraz dopiero od drugiego widzę, że mamy już trójkę bohaterów i możemy sobie wybrać kolejność w której chcemy nimi grać. Więc drugi akt zacząłem sobie grając około 10 godzin Reanem a teraz wybrałem Kevina. Drobny minus jaki mogę teraz wylistować to to, ze zarówno Rean jak i Kevin są w starych lokacjach, które były w poprzednich częściach. Van dostał dwie nowe dzielnice chociaż w stolicy ale reszta na razie to same stare śmieci. Nie liczę tej symulacji z prologu, ale zaczynam się obawiać czy będą w grze jakieś zupełnie nowe lokacje. To jest trzecia część tej podserii Calvardu, wiec naturalnie porównuję ją trochę do Cold Steela III no i tam chyba większość to były nowe lokacje względem CSI i CSII. Pod tym względem trochę słabo. Znowu mamy opcjonalny dungeon, znowu ci źli go shakowali czy coś. Nadal na razie dalej coś się dzieje w tle ale do końca nie wiadomo co. Calvard chce w kosmos polecieć ale widać, ze coś kombinują bo chcą wysłać tam swojego nowego mecha. Ci najwięksi antagoniści wracają do swoich działań, widać, że coś będzie się działo ale też już się obawiam, ze ta część skończy się olbrzymim clifhangarem...
TUNIC (3). Naprawdę chciałem poznać tajemnicę tej wyspy (chyba wyspy). Odzyskałem moce które mi odebrano, znalazłem tajne miejsce spotkań, nauczyłem się otwierać oznakowane drzwi, nawet te ze złota. I co z tego. Nie zalazłem 2 stron instrukcji, nie mam zamiaru uczyć się języka w którym ją spisano. Nie wiem jak odkryć sekrety za kamiennymi drzwiami w ośnieżonych górach. Udałem się do ostatniego Bossa, skopałem mu tyłek i nastąpił koniec gry. Koniec który miła wzbudzić we mnie zaskoczenie i smutek (nie udało im się to). Jestem zadowolony z tego zakończenia i że to skończyłem. Nie mam zamiaru do tego więcej wracać. Wolałbym już zagrać w oryginalną Zelde.
LEGO Star Wars: The Complete Saga (4). Tą grę przeszedłem wieki temu, kiedy jeszcze była podzielona na dwie. Ale pomyślałem że skoro z Tunic się nie udało, to ta będzie tą grą dla relaksu i przeszedłem ją znowu tym razem w takiej formie. Nie do końca to wyszło, tak na 90%. Jak się gra z myślą: zrobię to po łebkach, to wszystko jest ok. Ale jak się chce zebrać i odblokować wszystko (a przynajmniej trzy podstawowe cele) to zaczynają się schody. Niektóre sekwencje (szczególnie w OT) doprowadzają do złości takiego starego grzyba jak ja. A co ma powiedzieć dzieciak powyżej 3 roku życia, do którego jest skierowany ten tytuł. Rozdziały są za długie, w niektórych zdobycie odpowiedniej liczby monet jest zbyt duża. A ciągła naparzanka ze strony przeciwników naszej postać i bierna postawa naszego AI kompana w tym nie pomaga. O tym co się dzieje w sekwencjach w których zasiadamy za sterami słynnych pojazdów, nie warto nawet mówić. Tych problemów nie dostrzegałem w pierwszej połowie. Albo przynajmniej tak nie irytował żeby rzucać się w oczy. Albo tam to wszystko jest lepiej wyważone. Dlatego szkoda że te gry dalej nie są sprzedawane oddzielnie. Bo jest to jedyny przypadek, w którym prequle są lepsze od oryginalnej trylogii pod każdym względem.

INCISION (14h, ukończone) - Retroshooterowa posoka rdzawego betonu skąpana we flakach i krwi. Gdyby wyszła ponad ćwierć wieku byłaby klasykiem. Minimalistyczna, w graficznym stylu sprzed dwóch dekad. Dominuje czerwono-szara kolorystka, bo świat wypełniony jest mieszanką flako-betonową. Jest krwawo, mięsiście i dynamicznie. Nie ma tutaj ręcznego zapisywania gry i checkpointów. Rozpoczynając poziom mamy jedno życie i w trakcie rozgrywki zbieramy sobie kolejne życia. Jeśli na danym poziomie utracimy wszystko, zaczynamy level od nowa. Nie jest to plus ani minus, ot takie założenia dewelopera. Na pewno gra nie jest trudna jak ją niektórzy przedstawiają. Przez całą rozgrywkę miałem problem jedynie z dwoma początkowymi poziomami w rozdziale drugim. W pierwszym brakowało mi przede wszystkim amunicji, zaskoczyła mnie końcówka, w której przeciwnik stopniowo wysyłał z naszego bohatera życie, bo nie wiedziałem co zrobić w pierwszej kolejności. Drugi poziom miał podobną końcówkę jak poprzedni i wtedy odkryłem, że ów dziada wystarczyło pozbyć się na starcie ;). W tych dwóch wypadkach bolała śmierć pod koniec danej mapy, bo wtedy trzeba było powtarzać praktycznie cały poziom. Najwięcej zaczynałem od nowa właśnie te wspomniane miejscówki. W każdym razie później już nie miałem takich sytuacji, poza mapą z bossem-sobowtórem. Grałem na poziomie normalnym – tym środkowym do wyboru. Do czyszczenia map z przeciwników podchodziłem spokojnie i systematycznie, co oczywiście wydłużało czas przejścia (poza miejscami, gdzie nagle pojawia się chmara wrogów – wtedy po prostu nie można dać się zabić). Czasy na YT sugerują, że Incision można przejść w około 5 godzin, ale wszystkie gameplaye są na najniższym poziomie trudności i nie są to również pierwsze podejścia oraz takie na 100%. U mnie jeszcze na czas poświęcony grze składa się to, że często byłem zmuszony zakończyć grę w trakcie rozgrywki, co wiązało się później z rozpoczęciem poziomu od nowa jak i nieraz miałem ją włączoną w tle, aby nie wychodzić z rozgrywki, by później ją dokończyć. Plus wspomniane powtórki poszczególnych poziomów.
Pukawki do dyspozycji gracza są raczej standardowym wyposażeniem w grach FPS. Mamy rewolwer, włócznio-piłę, strzelbę, wyrzutnię rakiet, karabin maszynowy, mini-gun, trzylufowego obrzyna, miotacz ognia czy elektromagnetycznego jednostrzałowca. Poza rewolwerem i mini-gunem inne mają jeszcze alternatywny strzał a wyrzutnia rakiet ma jeszcze trzecią możliwość wystrzelenia mini-atomówki (o ile jakąś znajdziemy). Jedną z broni jest też tzw. pupil, którego karmimy krwią z pokonanych przeciwników. Wypuszcza on pociski, które przylepiają się do wrogów i wybuchają. To, jakie zada obrażenia, zależy od jego nasycenia krwią – im wyższa, tym większy procent obrażeń. Do wyboru do koloru. Fajny jest motyw z podstawowym karabinem maszynowym, który przy przegrzaniu strzela ognistymi nabojami. Ogólnie czuć ciężkość broni. Niektórzy wrogowie są też bardziej podatni na poszczególną amunicję.
W samej kwestii przeciwników też jest ich trochę. Część jest związanych z poszczególnymi miejscówkami. Niemniej mamy coś na wzór strzelających pająków, podstawowych żołnierzy, przeciwników z tarczo-piłami, którzy miotają tarczami odbijającymi się od ścian, wybuchających samobójców, gigantyczne humanoidalne monstra, które rzucają w nas swoimi wnętrznościami, kosmicznych strzelców, dynamiczne strzelczynie wyposażone w snajperki, większe robo-pająki, czy najbardziej wkurzający, którzy mega szybko dobiegają do nas i atakują bronią białą (oj ci potrafią napsuć krwi i są na każdym poziomie, bo to w sumie podstawowy przeciwnik). Do tego dochodzą jeszcze inni wrogowie oraz minibossowie oraz bossowie. Z początku można odnieść wrażenie, że każdy boss jest stacjonarny, ale od drugiego rozdziału są już mobilni i nawet zróżnicowani.
O miejscówkach dużo nie napiszę, bo większość to ciemnie betonowo-krwiste korytarze, ale mamy też otwarte struktury. W kolejnych rozdziałach pojawiają się też inne kolory ów miejscówek. Niemniej trudno wskazać jakąś wyjątkową, bo większość jest podobna do siebie. Sam level design jest w porządku, aczkolwiek w pojedynczych miejscach można się zgubić jeśli nie zauważymy jakiegoś przejścia. Na jednym poziomie w pierwszym rozdziale szukałem dalszej drogi. Później już nie miałem z tym problemów, nawet jeśli droga dalej była przez wąski prześwit w górę. Jeżeli gdzieś jest dźwignia, która otwiera winnym miejscu bramę, to bez problemu tam trafimy. Na każdej mapie natkniemy się na wybuchające beczki a na niektórych także na jeziora toksycznej krwi, która zabiera nam pewną ilość życia jeśli będziemy za długo w nich przebywać (czym informuje stosowny pasek). Należy też uważać na lawę i ogień. Czasami mamy też elementy platformowe, ale są zrobione w porządku, trzeba się postarać, aby z nich spaść i stracić życie. A nawet jeśli gdzieś spadniemy, to przeważnie gdzieś niżej, bez utraty życia. Tylko trzeba zwyczajnie znowu pokonać ta samą drogę do celu. Są też sekrety, w których głównie znajdziemy amunicję, dodatkowe życie, czy power up do włócznio-piły bądź podnoszący czasowo obrażenia. Jednak niełatwo było niektóre znaleźć, bo przeważnie jest ciemno i jednostajnie (latarkę włączamy na każdym poziomie obowiązkowo). Z początku robiłem poziomy na 100%, ale później nie było motywacji, bo gra nie ma osiągnięć.
Oprawę wizualną sprzed dwóch dekad podkreśla jeszcze industrialna muzyka elektroniczna, bardziej eksperymentalna niż taka z jakimś rytmem. W miarę oryginalna jeśli chodzi o growe soundtracki. O ile podczas rozgrywki fajnie się ona ściera z tym, co widać na ekranie, tak próbowałem jej słuchać poza grą… i się nie da ;) Ale tutaj to już każdy ma swoje muzyczne gusta i preferencje.
Na koniec dodam, że gdy zakończy się dany rozdział musimy kliknąć w menu „nowa gra”. Wtedy wybieramy kolejny rozdział. Dziwne rozwiązanie, ale w końcu gra była wcześniej we wczesnym dostępie, więc zrozumiałe. Technicznie śmiga bez problemu, nie ma ścinek, szybko się włącza i wyłącza. Fabuła jest tylko pretekstem do eliminacji wrogów – śledzimy ją natrafiając w trakcie rozgrywki na pewne miejsca, które coś opisują, a także poprzez przerywniki filmowe i teksty na początku danego poziomu. Jest nawet ciekawa, choć niezbyt jakaś odkrywcza.
"Incision" oceniam bardzo dobrze. Gra raczej nie będzie mieć wielu miłośników, przez to, że nie ma osiągnięć oraz przez brak checkpointów. Niemniej uważam, że nie jest trudna jak ją malują a jakimś wirtuozem pierwszoosobowych strzelanek nie jestem. Jakoś w platformówkach nieraz można natrafić na produkcje, w których w przypadku śmierci musimy zaczynać poziom (a nawet cała grę) od nowa. Czemu to tutaj ma być minusem? Dla mnie nie jest. Warto dać szansę "Incision". Kosztuje niewiele a dostarcza niezłej rozgrywki. Nawet pomimo powtarzania niektórych poziomów, gra nie zraziła mnie do siebie i jakoś ciągnęła do kolejnego posiedzenia i chęci jej ukończenia. A to też już coś. 8/10
CHAPEL 3-D: THE ASCENT (1h, ukończone) - Kolejny retro FPS, tym razem w klimatach nieco magicznych. Po 5 minutach chciałem dać negatyw. Po pół godzinie już mocno naciągany pozytyw, ale stanęło na tym, że gry nie polecam. Ok, jest darmowa, nie do końca jest to zła produkcja, ale widać przede wszystkim, że jest niedokończona. "Chapel 3-D Ascent" miałem na liście życzeń od dawna, więc sporym zaskoczeniem było, że ni z gruszki, ni z pietruszki gra premierowo stała się dostępna bez zapowiedzi jako darmowy tytuł. Po odpaleniu od razu można było zauważyć dlaczego. Moje pierwsze 5 minut z grą to były 3 wyrzucenia do pulpitu i wyłączenie gry. Problemem najpewniej okazało się szybkie klikanie atakując mieczem. Postanowiłem, że podczas czwartej próby będę używał tylko magii miotając pociski z ręki. Bingo. Grę przeszedłem. Najśmieszniejsze okazało się to, że wcześniej musiałem wyjść z gry, bo wzywało życie i opuściłem rozgrywkę dosłownie przed końcem - wszedłem przez finałowe wrota, wyszedłem z gry a wystarczyło jeszcze kilka kroków do przodu, by zakończyć na dobre rozgrywkę... Taki los.
W ten sposób okazało się, że "The Ascent" to bardziej demo niż darmowy, pełnoprawny produkt od początku do końca. Sam opis w karcie gry Steam sugeruje coś innego. A zajawki video w tekście ukazują fragmenty rozgrywki, której w niniejsze produkcji nie znajdziemy. Fabuły tutaj brak. Tylko rozwałka. I niedorobiona. Od razu zauważymy, że gra ma ubogie udźwiękowienie. Wiele rzeczy aż prosiło się o jakiś dźwięk, ale odpowiadała cisza. Samo strzelanie magicznymi pociskami też pozostawało do życzenia. Trudno było przestawić się na celowanie z lewej dłoni i ogólnie momentami ciężko było trafić przeciwnika z większej odległości, bo zanim doleciał do niego pocisk to mijało trochę czasu (jak na standardy FPS).
Wrogów mamy w sumie trzy rodzaje: nieumarłych wojowników, nieumarłych magów i przeklęte, lewitujące ikony. Do ich likwidacji używamy magicznego miecza oraz zaklęć. Tych będzie trzy i różnią się szczegółami. Pierwszy jest magiczny pocisk - standard. Drugim jest pocisk w kształcie miecza, który przebija wszystkich wrogów na jego drodze. Trzeci to już elektryczny pocisk magiczny, dobry na większe skupiska wrogów, bo od trafionego wroga pocisk rozpraszał się i trafiał jeszcze przeciwników w pobliżu. Później zyskamy moc przemiany w potwora i możliwość miotania pocisków ognia. Jednak zanim w pełni wykorzystamy jego moce, to gra się kończy. Pasek many ładujemy miksturami - są jej trzy rodzaje, o których informuje kształt butelki. Jest oczywiście mikstura życia a także już rzadko spotykana wybuchająca. Ogólnie "amunicji" nigdy mi nie brakowało, ale należy pamiętać, że "magazynek" many ładujemy "ręcznie" - gra nie robi tego automatycznie po podniesieniu mikstury.
Graficznie jest całkiem OK. Jest schludnie, czytelnie, minimalistycznie. Nie spodobał mi się jednak level design i projekt rozgrywki polegający ciągle na pojawianiu się grup wrogów. Przechodzimy kilka kroków - z ziemi wychodzą wrogowie. Likwidujemy ich, kilka kroków dalej znowu wychodzą. Potem trafiamy do obszarów, w których co jakiś czas pojawiają się fale wrogów. Po dwóch, bądź trzech falach i ubiciu wszystkich otwiera się przejście do kolejnego obszaru i znowu to samo. Nuda. Tutaj tez można natrafić na błąd, w którym kolejna fala się nie załączy lub zabicie wszystkich nie otworzy drzwi. W jednym przypadku zaczynałem od nowa, w drugim udało mi się jednak dostać na kolejny obszar.
W przypadku błędów będziemy musieli zaczynać rozgrywkę od nowa. Jeśli wyjdziemy z gry nie kończąc jej, ponowne uruchomienie to zaczynanie od nowa. Jeśli zginiemy na pierwszym poziomie - zaczynamy od nowa. Na drugim poziomie - zaczynamy od jego początku (ale gdy wyjdziemy z gry z drugiego rozdziału, zaczynamy potem od nowa). W sumie gra jest krótka - to jakieś pół godziny rozgrywki, więc za jednym razem można ukończyć ów produkcję. Ale sami sobie odpowiedzcie na pytanie: czy warto?
SILVER BULLET (4h, jeszcze nieukończone) - Cóż, za stary już jestem na tego typu produkcje :) Dawniej człowiek shootery i bijatyki przechodził na jednym życiu a teraz klasyki ograne dziesiątki, jak nie setki razy, pewnie sprawiłyby kłopoty. Podobnie jest z Silver Bullet. Dałem sobie 4 godziny na przejście jej do końca, ale się nie udało. Polegałem na poziomie egipskim i ostatnim. Wspomniany pierwszy jakoś zabierał mi dużo życia, nawet jeśli docierałem do niego bez utraty życia i z wykupionymi dodatkowymi... Bywa. Będę jeszcze próbował od czasu do czasu.
A sama gra jest jak najbardziej w porządku. Wampir uprowadził szczeniaki Van Helsingowi, więc ten wyrusza im na ratunek. Z naszą bronią strzelamy do wszystkiego co się rusza. Mamy kilkanaście różnych poziomów, na których musimy po prostu przeżyć. Część z nich kończy się bossem. Czyli standard. Nasz bohater oprócz strzelania ma jeszcze zdolność przeskoku oraz chwilowej osłony. Ponadto mamy specjalną broń, która zadaje duże obrażenia, ale musi się co jakiś czas naładować. Warto jej użyć, gdy ekran zalewa morze wrogich pocisków, bowiem zamienia je w punktowane słodkości do zebrania. A oprócz nich zbieramy również monety, za które w sklepie kupimy jakąś zdolność lub punkt życia, który to ja wybierałem najczęściej.
Graficznie mamy pikseloze, ale czytelną i nie przeszkadza, nawet jeśli na ekranie dużo się dzieje. Muzycznie jest ok. Jedyne co mi się w Silver Bullet nie podobało to brak ruchu podczas strzelania. Niestety podczas przemieszczania się nie mogliśmy zadawać wrogom obrażeń. Ale takie założenia rozgrywki, które nieco utrudniały przechodzenie. Dla mnie gra jak najbardziej jest w porządku.
WAYOUT (5h, ukończone) - Wymagająca gra logiczna. Ci co piszą, że gra jest prosta nie wyszli nawet poza jeden, czy dwa zestawy kolorów (co zresztą widać po spędzonym czasie). Naszym zadaniem jest pozbycie się z planszy wszystkich kolorowych klocków. Klikanie w klocek biały sprawia, że staje się kolorowy a klocki przyległe zmieniają także swoją barwę. Musimy tak zaplanować klikanie, aby "oczyścić" cały poziom, najlepiej w określonej liczbie kliknięć.
Przechodząc kolejne wyzwania zwiększa się poziom trudności aż dochodzimy do zmiany koloru klocków, co też oznacza, że pojawiają się modyfikacje. Na przykład wraz z pojawieniem się różowych klocków mamy klocki z symbolem kółka, które to blokuje zmianę barwy sąsiadujących klocków, zaś kliknięcie na klocek z tym symbolem sprawia, że tylko on zmienia swój kolor. Odwrotnie działają klocki z symbolem plusa. Wariacji jest kilka. Ogólnie łatwiej załapać zasady w trakcie gry niż o nich pisać. Dodam jeszcze, że rozwiązując wszystkie łamigłówki mieszcząc się w określonej puli kliknięć na końcu zyskamy dostęp do największej finałowej planszy. Jeśli nie zmieścimy się w wymaganych turach, ale rozwiążemy łamigłówkę, pole z zadaniem będzie w kolorze żółtego. Potem możemy do niego wrócić i kombinować. Ja nie odblokowałem ostatniej planszy, bo jednak gra mnie trochę umysłowo wymęczyła, ale wszystkie łamigłówki rozwiązałem. Graficznie jest minimalistyczna. W tle gra przyjemna, ambientowa muzyczka. Dla mnie 6/10
Poza tym nadal gram w KAIRO (2h) i gra miejscami potrafi mnie zatrzymać przed jakąś łamigłówką lub tym, że nie wiem, gdzie się udać i czasami błądzę. Mimo to świetny klimat. Liznąłem jeszcze SKALDA, ale jeszcze nie opuściłem statku :)

Shadow of Tomb Raider (22+ godz.) - 59% ukończenia, dalej orbituję wokoło wioski Paititi, zbieranie śmieci vel odhaczanie znaczników i zadanka poboczne (dodatki). Jakieś 30 minut męczyłem się podczas ucieczki z Cenote a wystarczyło włączyć VSYNC :|
Darkward (0+ godz.) - gra tekstowa, może trochę PnC, z pogranicza mrocznej fantastyki. Póki co trudno ocenić, są elementy fajne, ale widzę już pewne słabości, zobaczymy.
Ukończone:
Fort Solis (6+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/fort-solis/komentarze/z16344#post0-16869592
Close to the Sun (5+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/close-to-the-sun/komentarze/z24e8a#post0-16870560
The Town of Light (3+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/the-town-of-light/komentarze/zd435a#post0-16865297
Stray Gods: The Roleplaying Musical (7+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/stray-gods/komentarze/z95983#post0-16871942
Paragnosia (4 godz.) - https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-paragnosia/z610187b3
Civilization VII (63+ godz.) - Ben Franklin poprowadził Amerykę ku zwycięstwu bez korzystania z nawet jednej jednostki wojskowej, dobra dyplomacja i wspólne cele okazały się znakomitą strategią której, jak zwykle tylko jeden przywódca nie mógł przyklasnąć.
Aśoka stanął w trudnej sytuacji gdy Konfucjusz Podstępny nakłonił Kserksesa, Gilgamesza, Tecumseha i Edwarda Techa do wspólnej wojny przeciw Syjamowi. Na nieszczęście agresorów Aśoka nie bez przyczyny nosi przydomek Obrońca Świata! Obrona Syjamu, mimo napaści z trzech stron, prób przejęcia zewnętrznych miast i jednostkowych ataków na resztę, mimo zmasowanych ataków sił połączonych, ani jedno miasto nie straciło niepodległości nawet na moment. Gro zasługi należy złożyć na dywizjon 02, który mimo małej liczebności zdołał wygaszać każde zarzewie a na koniec stał się postrachem, którego legendy spowodowały, że pierw Edward Tech i Tecumseh a potem nawet sam prowodyr Konfucjusz i Gilgamesz odpuścili. Tylko Kserkses Dumny walił głową w mur aż do samego końca nie mogąc przed swoim ludem okazać słabości.
One Gun Guy (1+ godz.) - to typowy przedstawiciel swojego gatunku. Mamy postać, która zbiera monety, w trakcie rozgrywki wzmacnia się na kilka sposobów, strzela przed siebie, pokonuje mniej lub bardziej skomplikowane trasy usłane różnego rodzaju platformami (stałe, ruchome, znikające, bieżnie, atakujące itp.) oraz innymi przeciwnikami czy pułapkami. Wszystko o czym można pomyśleć tu jest, tak, sekretne pomieszczenia też. No może jednego nie ma, nie ma podziału na etapy czy światy, tu wszystko jest w jednym ciągu co wystarcza na zabawę do godziny czasu. Nie jest to super zabawa, nie wystarcza na długo, brakuje tu jakiejś historii, Będące Ostatecznym Starcie Specjalne kończy się zanim się zacznie i muzyka jest nieco zbyt monotonna, ale w sumie jest kompletna, ma wyjątkowo zróżnicowane poziomy z uciekaniem przed kulą czy przejażdżką więc jest jakaś.
Wolcen: Lords of Mayhem (59+ godz.) - Ahriman pokonany, czas odbudować potęgę Stormfall! Niestety, po finale mamy powtórkę (dosłownie) aktu IV tylko że z większą ilością budynków i stopniowo coraz wyższym wzrostem poziomu trudności. Od czasu do czasu można pograć, ale trzeba się szykować na mnóstwo mielenia :/
Kolejne pętle Ahrimana zakończone, ale ODRADZAM, bo progres jest zbyt mały, bo sprzęt unikalny wypada rzadko a często się powtarza, bo osiągnięcia z normalnym podejściem wymagają setek godzin spędzonych na ciągłym mieleniu tego samego. Jeżeli grasz postacią lvl 80 i pokonujesz poziomy z przeciwnikami lvl 140 a pasek doświadczenia ledwo drga, to szkoda zdrowia. Ustawiłem sobie granicę na 60 godzin, zboostowałem co mogłem, reszta przez błędy nie wpadła. Kampania jest okej, mielenie szybko nudzi, bo jest bardzo ograniczone, ale półgodzinne sesje dla odmóżdżenia zdają egzamin.
EvilTrap: Prologue (0+ godz.) - darmowa, krótka pokazówka przed konkretnym tytułem mającym się ukazać w tym roku. Jako "psychologiczny horror" przyjdzie Nam brodzić po uszy w ciemności, uskakiwać od wyskakujących straszaków i kąpać się w nieprzyjemnej atmosferze. Tak, to dosyć typowy przedstawiciel gatunku choć pełnoprawny tytuł ma być czymś więcej. To solidne podstawy, ale również wiele niepewności co do ostatecznego kształtu. Gra jest mega liniowa o sztucznie korytarzowej strukturze. Brakuje też odpowiedniego prowadzenia narracji. Autor, póki co, nie spełnia obietnic.
HOUSE CALL (0+ godz.) - darmowa, to w zasadzie pojedyncza zagadka, w której trzeba znaleźć kombinację 4 cyfr. Wszystko jest w tych samych miejscach, ale kombinacja może się zmieniać co rozgrywkę. Niby próbuje dodać do tego jakąś historię, ale robi to nieudolnie. Ma za to bardzo fajny "vibe", który wzmacniają czarnobiałe "zdjęcia" stanowiące tła, które dodatkowo są rozciągnięte tak, by sprawiać wrażenie jakieś głębi. Szkoda tylko, że zakończenia (są dwa) są tak prostackie i zupełnie nie pasują do reszty :/
Out of Sight (2+ godz.) - darmowa gierka w poszukiwanie przedmiotów w 3D. Niby relaksacyjna a nie do końca. Sam zamysł spoko, ale bez usuwania czy oznaczania tego co już mamy oraz z mimo wszystko niewygodnym sterowaniem albo męczącymi planszami nocnymi i wodnymi, sprawia że trudno ją polecić.
Case Closed (0+ godz.) - darmowa, niedopracowana kryminalna historyjka PnC której jedynym plusem jest stosunkowo bardzo dobre udźwiękowienie.
Paperback (1+ godz.) - darmowa, sztywna historia w formie horrorowego symulatora bibliotekarza. Przede wszystkim, niezależnie o ustawień, niemal nic tu nie widać do momentu podjęcia latarki. Sam pomysł był do przyjęcia, w sumie jak dziesiątki podobnych, ale okołofinałowy moment totalnie rozczarował. Niby buduje napięcie nie najgorzej, ale moment rozładowania nie podrywa z krzeseł, bo jest poprzedzony raz anonsem, dwa fatalnym projektem i pomysłem.

Football Manager 2023,1718,5h Przerwa zimowa więc trochę odpoczynku od wielkiej piłki. Na razie na wszystkich frontach jest dobrze z moim odmłodzonym składem, w Lidze Mistrzów także jakoś sobie chłopaki radzą. Nie ma może już co prawda jakich spektakularnych zwycięstw po 10:0 ale jest dobrze, inni także sobie w miarę radzą w Lidze Mistrzów. O TOP8 może być im ciężko ale Legia, Lech, Górnik powinni załapać się do TOP24 a i Radomiak nawet może jeszcze powalczyć. Tylko Zagłębie raczej bez szans. GKS Katowice ma dosyć słaby sezon w lidze, trzymają się ledwo nad strefą spadkową ale w Lidze Europy dają w miarę radę, tak samo Jagiellonia w Lidze Konferencji. W Ekstraklasie największa niespodzianka to zdecydowanie Kotwica Kołobrzeg, która dalej dzielnie trzyma się w środku tabeli i już na teraz ma chyba tyle punktów ile zdobyła w całym poprzednim sezonie.
The Legend of Heroes: Trails beyond the Horizon, 75h Spodziewałem się, ze jak przelecimy przez trójkę bohaterów to się drugi akt skończy a tu nic z tego, lecimy dalej. No i się trochę rozkręca. Ten poboczny dungeon był do tego momentu jednak wymagany a dopiero teraz niby staje się opcjonalny. No jest on trochę połączony z głównym wątkiem, chociażby przez to, że w sumie i tu i tu walczymy z tymi samymi ludźmi. Campanella the Fool się nam objawił i zapowiedział, ze będą dziać się rzeczy. Naprawdę, na razie to ta gra właśnie tym cały czas stoi; będzie się coś dziać, coś już się dzieje za kulisami jednak nie wiemy jeszcze co i tak od 70 godzin. No ale jak sam Kevin wrócił to wiadomo, ze będzie ostro. Gra się super dobrze, trochę takich mniejszych ulepszeń walki jest co sprawia, że gra się jeszcze przyjemniej niż wcześniej.
Star Wars: Republic Commando (5). Co wam powiem to wam powiem, że ta Wojna Klonów (która wcale nie musiała używać klonów by się tak nazywać) to najnudniejszy zmyślony konflikt w jaki grałem.
Mamy tu taktyczny FPS, w którym kierujemy odziałem klonów do zadań specjalny. I na całą grę wysłano tych debeściaków (którym inne klony dogryzają że są takie debeściaki) na trzy misję. Na piaszczystą planetę (z epizodu drugiego), na statek kosmiczny (zapchaj dziurę) i na planetę pełną drzew (z epizodu trzeciego). Nie ma tu fabuły która w jakiś sensowny lub ekscytujący sposób powiązałaby te misje ze sobą. A ten nasz Oddział Delta to typowi przedstawiciele swojej profesji, niemający nic do powiedzenia po za utartymi sloganami.
Broń (do której amunicji ciągle brakuje) jaką dostali ci nasi wojacy to jakieś nieporozumienie. Pistolet strzelający kapiszonami, karabin maszynowy którym nie jest się w stanie trafić w drzwi od stodoły, snajperka która jest efektywna tylko w ręku naszych współtowarzyszy i granatnik (?) z czterema granatami. O broniach specjalnych które pozostawiają czasem wrogowie nawet nie warto wspominać. A skoro o nich mowa to mamy tu stertę złomu (roboty znane z prequeli), owady które zbudowały Gwiazdę Śmierci i zielone ludziki (nie znam tej rasy). Nie grzeszą oni inteligencją i różnorodnością, ale za to są gąbkami na kule.
Jak pomyśle że ta gra kiedyś kosztowała 60$ to mi się nie dobrze robi. Jest wiele gier podobnych do tej np. Brothers in Arms czy Rainbow Six Vegas, które pokazują jak tego typu produkt powinien wyglądać. Można też było pójść inną drogą np. pierwszego Call of Duty czy Bad Company 2. W taką grę to bym sobie zagrał. A tak mamy to co mamy. Kupiłem to w promocji za 16 złotych, a i tak uważam że za drogo.
PS Jakby się ktoś zastanawiał z którego roku jest ta gra to piosenka z napisów końcowych odpowie na to pytanie. Pasuje ona do Gwiezdnych Wojen jak wół do karety. https://www.youtube.com/watch?v=cKZDOrMSm1g

2013 - GRID 2 na PC
2026 - Legacy of Kain: Defiance Remastered na PC
2026 - Legacy of Kain: Defiance Remastered na Microsoft Xbox Series X
W GRID 2 jestem już w samej końcówce, więc w tym tygodniu z pewnością skończę. Za to zacząłem grać w Legacy of Kain: Defiance Remastered i jestem zachwycony.

Football Manager 2023,1726,5h Doszło do zabawnej sytuacji, o której już miałem tydzień temu napisać ale zapomniałem. Przed rozpoczęciem obecnego sezonu trener Lecha odszedł do Crystal Palace. Chłop z zespołu grającego regularnie w Lidze Mistrzów, nawet dochodzącego do półfinału odszedł do średniaka w Anglii. Wytrzymał tam ledwo kilka miesięcy i w grudniu został zwolniony zostawiając zespół w strefie spadkowej. Co robi Crystal Palace? Bierze trenera Górnika Zabrze. Kolejny trener zamienia zespół grający regularnie w Lidze Mistrzów na strefę spadkową Premier League. Myślałem, że kontynuacją tej historii będzie to, ze nowym trenerem Górnika zostanie wcześniejszy trener Lecha, któremu nie poszło w Anglii ale jednak aż takiego komicznego zakończenia się nie doczekałem. A tak poza tym to nic super ciekawego się nie dzieje, polskie zespoły dzielnie walczą w 1/8 europejskich pucharów bo nie wywalczyły bezpośredniego awansu z Fazy Ligowej i nawet coś tam im idzie. Nawet Radomiak chyba poszedł dalej w Lidze Mistrzów.
The Legend of Heroes: Trails beyond the Horizon, 105,5h Wczoraj robiłem szybką matematykę i wyszło mi, że ostatnie 50 godzin grania to było około 40 godzin Vana i 10 godzin Reana. Kevina od 50 godzin nie widziałem, pomijając poboczny dungeon. Nie spodziewałem się, ze tak będzie wyglądał powrót po 7 częściach nieobecności starego bohatera. Taki był hajp, że Kevin wreszcie wraca a tu na razie z trójki bohaterów pełni najmniejszą rolę. Szybka kalkulacja mówi, że ze 100 godzin grania Kevin miał tylko około 10 godzin swojej ścieżki, Rean 20 a Van całą resztę. Rozumiem, że to podseria Calvardu i Van jest mocniej eksponowany ale jednak liczyłem, że te proporcje będą trochę bardziej zrównoważone. Drugi rozdział trwał 60 godzin. Tego zdecydowanie się nie spodziewałem. Zaczyna się już coś dziać, Rean coś w swojej ścieżce odkrył, doszło już do preludium starcia wyczekiwanego od zapowiedzi w Reverie. U Vana z kolei pojawiła się w ogóle jakaś zupełnie nowa frakcja, cholera wie co tu się wyrabia. Chyba na ten moment mogę już powiedzieć, że to najlepsza odsłona serii od czasów Cold Steela IV.
Freedom Fighters (6). Kolejny quazi taktyczny szuter tylko tym razem z trzeciej osoby. I zamiast walki z robotami w odległej galaktyce, walczymy z Rosjanami na planecie Ziemia w miejscowości Nowy York.
Grając w to ciągle towarzyszy nam myśl, że czegoś w tym wszystkim brak i głowy nie dam sobie uciąć, ale pewnie za ten brak odpowiada EA.
Dobrze się strzela do okupanta, ale w sumie przez cały czas robimy to samo. Docieramy do masztu i zmieniamy czerwoną flagę na granatową. Po drodze zabijamy paru rusków i ewentualnie coś wysadźmy lub kogoś uratujmy. I tak przez całą grę. Przez to szybko wkrada się nuda i nie da się przejść tego za jednym posiedzeniem.
Fajnie że dowodzimy małym odziałem piechoty, którego liczbę można zwiększyć dzięki naszym heroicznym czynom. Ale w sumie jest to motłoch biegnący masą na przeciwnika. Nie można wydać konkretnego polecenia konkretnej osobie.
Niby są wodzowie tej Czerwonej Inwazji, ale nie ma z nimi bezpośredniej konfrontacji. Nie ma tu walk z bossami. Jest fabuła, ale nie spina tych misji w jakąś spójną całość. A na koniec mamy urwane zakończenie.
Za soundtrack odpowiada Jesper Kyd, ale z tych 18 utworów może w pamięci zapada trzy. Pewnie dlatego że są najczęściej wykorzystywane.
Pewnie ioi chciało te niedociągnięcia naprawić w sequelu, ale jak się robi taki średniak (nie z własnej winy, a może i z własnej) to nie można liczyć na zielone światło od takiego wydawcy jakim jest EA.
Po tym jak zaczęły mi się wyświetlać filmiki pokazujące bardzo szybkie przejście gry pomijając około 80-90% fabuły z użyciem błędów, które na początku jest bardzo ciężko wykonać a chciałbym spróbować to zacząłem grać ponownie w GTA San Andreas wersja 1.01. Klonowanie pojazdów misyjnych, przechodzenie misji w trybie bez, automatyczne przejście do misji 0 podczas innej, pomijanie niektórych misji lub przyspieszenie/teleporty, dostanie bardzo dużej ilości kasy bez kodów, teleport do innego miejsca z możliwością sterowania i robienie obydwu misji na raz.

Football Manager 2023,1736h Jesteśmy na takim etapie sezonu, że sporo polskich zespołów już odpada niestety z europejskich pucharów. Na etapie ćwierćfinałów mamy 3 polskie zespoły w Lidze Mistrzów i jeden w Lidze Konferencji. W Lidze Mistrzów były już dwa polskie pojedynki; Lecha z Górnikiem i mój z Radomiakiem. W Lidze Europy dosyć GKS Katowice poległ z Lazio, kiepski mają obecny sezon, spaść z Ekstraklasy to raczej nie spadną ale do pucharów to nawet się nie zbliża. Z kolei w Lidze Konferencji Jagiellonia jeszcze się. Ogólnie to trochę szkoda mi tej LK, bo gra tam zawsze tylko jeden zespół z Polski z miejsc 7-8 więc nie jest to ta ścisła czołówka ligi, więc mają tam ciężko w późniejszych fazach powalczyć z tymi lepszymi zespołami i ciężko o końcowy sukces w tych rozgrywkach. W lidze raczej stabilnie, środek stawki raczej wyrównany, chyba nie zapowiada się aby ktoś sensacyjny się dostał do pucharów jak chociażby GieKSa sezon wcześniej.
The Legend of Heroes: Trails beyond the Horizon, 130,5h Wreszcie po tylu godzinach zupełnie nowa lokacja. Wcześniej odwiedzaliśmy tylko znane miejsca, w których byliśmy już we wcześniejszych częściach plus nowe dwie dzielnice miasta plus jakieś nowe dungeony. A teraz wreszcie zupełnie nowe miasto. Nie jakoś porywająco duże ale jednak całkiem nieźle wyglądające. Wydaje mi się, ze już powoli zbliżam się do końca, nie wiem co tu się wydarzy ale śmierdzi okropnym clifhangerem coraz bardziej, tutaj jest zdecydowanie za dużo wątków, których nie da się tu ładnie skończyć. Tyle godzin grania, nie wiem w sumie gdzie ten czas znika ale to chyba dobrze świadczy o grze, coraz bliżej do wystrzelenia rakiety w kosmos, dowiadujemy się że cośtam cośtam 20 lat temu no i co ma się teraz wydarzyć? Lecimy w komos a tam nie ma kosmosu? Lecimy w kosmos a tam diabeł? Lecimy w kosmos i super mech niszczy świat? Jakby w naszym świecie w latach 80-tych taki ZSRR chciał wysłać w kosmos broń to chyba byłaby jakaś wielka panika. A tutaj to w sumie luz, Calvard wysyła satelitę w kosmos, dosłownie 3 dni później chce wysłać pierwszego człowieka w kosmos w najnowszym bojowym mechu. Już pomijam fakt, że mieli uzgodniony z największą organizacją przestępczą pakt o nieagresji, który akurat kończy się w dniu wystrzelenia...

Cyberpunk 2077
Tym razem na PS5.
Chyba nigdy mi się ten tytuł nie znudzi :). Przechodzę go czwarty raz. 27 godzin za mną. Ciężko się oderwać, choć niektóre questy znam prawie na pamięć;). Cieszy, że (w odróżnieniu od Wiedźmina 3) wersja "next genowa" (w moim przypadku darmowy update z PS4) jest technicznie porządnie doszlifowana. Perełka.

Football Manager 2023,1747h Trzy polskie drużyny w półfinale Ligi Mistrzów? Tego jeszcze nie było. Ja, Legia i Górnik. Jak do tego doszło nie wiem. Obstawiam jednak, że polskiego finału nie będzie. Ale to i tak wielki wynik. Oprócz tego jeszcze Jagiellonia w półfinale Ligi Konferencji. Legia w półfinale LM a w lidze właśnie dostała w tyłek od Kotwicy Kołobrzeg, która to siedzi sobie na 8 miejscu i może zakręcić się koło europejskich pucharów. Tak to wygląda. Słaby sezon Łęcznej i Katowic, Raków też chyba na pewno poza pucharami. Spadek raczej Korona, Piast, Cracovia.
The Legend of Heroes: Trails beyond the Horizon, 156h Stabilnie i coraz bliżej końca. Zaraz się okaże, że to jest najdłuższa odsłona serii. A z odczytów na HowLongToBeat wcale to nie wynika. O mistrzu Reana słyszeliśmy już chyba w pierwszym Cold Steelu ale dopiero teraz dochodzi do spotkania. I oczywiście do walki bo jakże by inaczej. Na jego ścieżce rakieta w kosmos już startuje, zobaczymy co na innych. U Vana jakieś cuda na kiju się dzieją trochę, po dwóch poprzednich częściach które były w miarę "spokojniejsze" tutaj jest akcja. Co prawda to nie jest jeszcze poziom Cold Steela IV jeżeli chodzi o skalę tej akcji ale jakby bardzo nieśmiało zmierzamy w tym kierunku. Tyle, że to pewnie dopiero w następnej części. Niektóre walki z bossami są trochę irytujące. Szczególnie z takim jednym "tworem". Nakładam se odporność na debuffy a ten mi turę później caneluje tę odporność i jednocześnie nakłada debuffy. No skandal po prostu.

Football Manager 2023,1754h No i tak jak się spodziewałem, trzy polskie zespoły w półfinale Ligi Mistrzów ale tylko ja w finale. Niestety ale Legia dosyć solidnie dostała od Realu Madryt, a Górnik ze mną poległ. Nie wiem czy kiedyś będzie ten polski finał. Oprócz tego Jagiellonia miła niespodzianka i finał Ligi Konferencji. Raczej niespodziewany sukces, to pierwszy występ Jagi w pucharach od wielu lat, dodatkowo w trakcie sezonu trener ich opuścił. W Ekstraklasie chyba ostania kolejka została, Kotwica Kołobrzeg chyba dalej ma szansę na puchary, jak będzie 8 miejsce pucharowe miejsce dla Polski.
The Legend of Heroes: Trails beyond the Horizon, 177,5h, skończone No powiem tak, jak myślicie, ze jakieś Final Fantasy czy Persona to są bardzo dobre jRPGi to wy nic nie wiecie o dobrych jRPGach. Absolutne peak fiction. Ostatnie parę godzin to jest dosłownie i w przenośni kosmos. Dużo emocji, napięcia i nawet wzruszenia. 2 tygodnie temu zastanawiałem się co się wydarzy jak polecimy w kosmos: Lecimy w komos a tam nie ma kosmosu? Lecimy w kosmos a tam diabeł? Lecimy w kosmos i super mech niszczy świat?. No i muszę powiedzieć, że w sumie coś z tego się jakby sprawdziło. Ale gra kończy się absolutnie obrzydliwym clifhangerem, gorszym niż Cold Steel I i III. I teraz czekaj nie wiadomo ile na kontynuację, która nie jest jeszcze nawet zapowiedziana. To pierwsza taka sytuacja, bo dotychczas gdy nowa część wychodziła na zachodzie to w Japonii już kolejna odsłona lub dwie były już wydane. Teraz robią remaki pierwszych odsłon więc Horizon 2 nie wiadomo nie kiedy wyjdzie, najwcześniejszej w następnym roku w Japonii. Po Daybreaku 2, który dla mnie chyba najgorszą odsłoną serii, Horizon to zdecydowanie jedna z najlepszych części tej najlepszej jRPGowej serii.

Terminator: Resitance widać, że nie mieli nie wiadomo jak wielkiego budżetu na produkcję ale ogólnie szacun bo jest klimat. Zwłaszcza pierwszej części Terminatora z muzyką w menu głównym. Świetnie wprowadza do gry. Jeśli ktoś lubi dwie pierwsze części filmu a zwłaszcza tę pierwszą :) to warto zagrać.
od mojego ostatniego wpisu z 1 lutego sporo zmian u mnie ;)
PC - właśnie przed chwila ukonczylem główny wątek w FrostPunk. Byc moze bede sie bawil jeszcze w poboczne scenariusze, zobacze czy warto.
PS4 - Ratchet i Clank. sympatyczna przygodówka, ale jako stary koń grajac w cos takiego czuje sie dziwnie xD

Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth (Porzucona). Tak porzuciłem tego gniota zaraz przed jego końcem. Zagrałem w to to, by skonfrontować moją starą opinię na jego temat. Była ona negatywna, teraz jest ona ekstremalnie negatywna. Naprawdę nie wiem jak można tak spieprzyć podstawowe mechaniki gry. Te mechaniki które mają cię prowadzić do jej końca. Wszystko tu sobie można wsadzić w tyłek.
Poczynając od naszego zblazowanego bohatera (porcelanową lale). Koleś jest w stanie połamać sobie nogi po skoku z taboretu. Jego prędkość poruszania jest wolniejsza od przeciętnego żółwia. Był policjantem a ma problemy z celowaniem. Mamy tu sekwencje skradankowe, ale nie warto sobie nimi zawracać głowy. W większości przypadku można je olać. Pomaga w tym sztuczna inteligencja przeciwników która stoi na niskim poziomie. Mamy drobne zagadki, ale konia z rzędem temu kto za pierwszym razem jest w stanie rozróżnić co jest interaktywne, a co nie. Które przedmioty można podnieść, a które nie. Do tego brak możliwości zapisu stanu gry kiedy się chce. I żeby nie można było przewinąć cut scenek. Słuchać w koło Wojtek tych samych czerstwych dialogów po przegranej walce z bossem. A skoro o tym mowa te walki też są spieprzone. Jednego bydlaka z łajby trafiłem pięć razy i nic. A po kolejnych niekończących się próbach okazuje się że wystarczy go trafić trzy razy. No bo jak wiadomo trzy jest większe od pięciu. I ten otyły ostatni boss przy którym trzeba łazić w tej i z powrotem. Spóźnisz się i zaczynasz od nowa ten powolny marsz kaleki bohatera. I to jest moment w którym moja przygoda się skończyła, a konkretnie na ucieczce z jaskini. Gra nie pozwoliła mi stamtąd uciec.
Odrobinę rozumiem zamiłowanie do tego tytuł. Bo jak ktoś był w tamtym okresie spragniony takiej gry, to był w stanie jej wiele wybaczyć. Jak to mówią na bezrybiu i rak ryba. Albo był bardzo młody i wszystko mu się wtedy wydawało takie uuuuuu. No ale ja nie byłem, więc nie patrzę na to wszystko przez okulary z napisem nostalgia, nie jestem wstanie jej wybaczyć niedorobieństwa. Ktoś powie że pierwsza połowa gry jest lepsza od drugiej. A ja powiem czy ja wiem dla mnie są one na równi. Po prostu Innsmouth wydaje się ciekawszą lokacją od zapyziałej rafinerii czy dziury w ziemi.
To zabawne że do szaleństwa doprowadza w tej grze wszystko to co nie powinno.

Ukończone:
Shadow of Tomb Raider (37+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/shadow-of-the-tomb-raider/komentarze/ze5090?PAGE=5#post0-16882337
Heavy Rain (14+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/heavy-rain/komentarze/z011f8?PAGE=3#post0-16890340
Husk (5+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/husk/komentarze/z94768#post0-16895005
Crowalt: Traces of the Lost Colony (3+ godz.) - przygodówka o stosunkowo kiepskiej warstwie audiowizualnej, bardzo liniowa i zmuszająca do ciągłego łażenia w te i z powrotem, ale mająca całkiem ciekawą warstwę fabularną i całkiem spoko minigierki. Mimo wszystko nie polecam.
Darkward (3+ godz.) - ma nadzwyczajny klimat, ale niestety trudno nie popaść w "klikańsko". Niby mniej więcej wiadomo co chcemy zrobić, ale czasem dzieje się coś zupełnie innego :/ Treść jest fajna, ale no rozgrywka leży, za słabo opowiada, w zasadzie nie "nakierowuje". Liniowa.

Teraz mam tak, że nie chce mi się w nic grać i muszę dać odpocząć kciukom, ale w takich okresach też gram - tylko, że na telefonie. Obecnie są to dwie gry, obie z tego samego studia Avid Games, obie oparte na tej samej koncepcji edukacyjnej, tyle że jedna ma już kilka lat a druga jest nowa i jest próbą świeżego podejścia. Są to Cards, the Universe and Everything oraz Wild Cards. Ogólnie koncepcja tych gier przypomina mi filatelistykę z możliwością grania znaczkami. Tak jak na znaczkach pocztowych, na kartach w tych grach są postacie historyczne, zwierzęta, miejsca, planety itp. Czyli zbieramy i zgłębiamy "lore" naszego świata:) Dalej to już jak w karciankach - układamy talie i szukamy synergii, bo karty mają swoje moce, i ścieramy się z innymi graczami. W CUE każda partia to około 10 min, a w Wild Cards jest już szybciej bo około 6 minut. Jest też handel z innymi graczami i łączenie kart w potężniejsze. Świetne jest to, że na rewersach kart są opisy zawierające ciekawostki odnoszące się do ich tematyki (ale uwaga - te gry nie są po polsku), więc niekiedy wchodzę w nie tylko po to żeby poprzeglądać karty, poczytać ich opisy i czasami wysłać się w podróż po Internecie w celu dalszego zgłębienia tematyki kart. Obie gry są darmowe a płaci się za walutę w grze, przy czym dużo tej waluty wpada samo i nie ma problemu ze stałym gromadzeniem kart bez płacenia.
Jeśli udało mi się kogoś zachęcić, to podaję Referral Code do obu gier, po wpisaniu którego dostaje się walutę na start (ja oczywiście też z tego coś będę miał): Cards, the Universe and Everything - 5NW-FKJ-0DW, Wild Cards - 0SW-4ZJ-S6P.
PS. CUE jest też na Steamie.

Football Manager 2023,1758,5h Liga Mistrzów znowu wygrana, to już się robi nudne. Wymiana połowy składu, pozbycie się kilku najlepszych, starych zawodników nie sprawiło, że było nagle jakoś trudniej wygrywać wszystko co się da. To co, mam teraz wyrzucić wszystkich powyżej 21 roku życia i grać samymi juniorami? Dużo ciekawsze jest śledzenie innych klubów, a tu Jagiellonia sensacyjnie wygrywa Ligę Konferencji a Kotwica Kołobrzeg kończy sezon w Ekstraklasie na 7 miejscu i zagra w Lidze Europy. Totalny szok. W 4 sezony przeszli od II ligi do Ligi Europy. Radomiak w Lidze Mistrzów nie był chyba aż taką dużą niespodzianką. Teraz letnia przerwa więc nudy, aż takie, ze odechciało mi się grać.
Slay the Spire, 16h Połącznie gry karcianej z roguelike. Już od jakiegoś czasu miałem grę na oku ale nigdy nie było okazji. Teraz przy okazji premiery dwójki we wczesnym dostępie była jedynka tanio na promocji więc w sumie pomyślałem, czemu nie? W sumie to nie do końca wiedziałem czego się spodziewać, wiadomo, że to będzie Gwint czy jakiś inny Hearthstone ale też nie będzie jak Hades. Szczerze to nie wiedzieć czemu myślałem, że np. talię będziemy budować przed wyruszeniem w drogę a potem co najwyżej będziemy mogli te karty modyfikować lub ulepszać. Rzeczywistość jest jednak inna, podbój Iglicy zaczynamy mając stały zestaw kart początkowych i dopiero w czasie drogi zbieramy nowe karty i buduje naszą talię. No i jak zawsze tutaj wjeżdża RNG no bo jak ci nic dobrego nie wypadnie no to jest kiepsko. W grze są także artefakty modyfikujące rozgrywkę i znów, jak nic ciekawego nam nie wpadnie to bieda. Są 4 klasy postaci, które mają różne zestawy kart i niekiedy zupełnie inne style rozgrywki. Na obecną chwilę największą niewiadomą stanowi Cień, no nigdy mi się jeszcze nie ciekawego nie złożyło. Defektem za pierwszym razem doszedłem do samego końca, więc w sumie grę już skończyłem, napisy końcowe widziałem, ale Cień to jakaś straszna tragedia a wypadałoby przejść grę wszystkimi klasami. Trzeba powiedzieć, że gra całkiem nieźle wciąga.
GreedFall, 8h Szukałem takiej gry, w którą dawno nie grałem a można byłoby sobie zagrać, trochę odświeżyć, może zweryfikować opinię o niej i padło na GreedFalla, dodatek jakiś wyszedł w który nie grałem więc też coś nowego będzie można zobaczyć. Na premierę bardzo mi się podobało, zdecydowanie najlepsza gra studia Spiders, progres w porównaniu do poprzednich gier bardzo wyraźny. I już sam początek gry, jeszcze zanim trafiamy na wsypę gdzie dzieje się właściwa gra, pokazuje nam że pod względem mechanik rozgrywki czy dowolności RPGowej jest tutaj naprawdę dobrze. Nasze umiejętności przydają się nie tylko w dialogach ale także w eksploracji. Istnieje kilka opcji aby się gdzieś dostać, można wszystkich przeciwników wytłuc, można się przekraść albo, jeżeli mamy taką umiejętność, wysadzić ściankę by sobie stworzyć wejście. Do innych miejsc można wejść ubierając pancerz danej frakcji. Jeżeli chcemy gdzieś przeskoczyć to także potrzebna nam jest do tego umiejętność, aby tworzyć eliksiry lub ulepszać ekwipunek również, tak samo z otwieraniem zamków, więc jest to gra gdzie umiejętności naszej postaci są bardzo znaczące i realnie wpływają na rozgrywkę więc rozwój postaci jest kluczowy. A bonusy do umiejętności mogą pochodzić z ekwipunku czy od naszych towarzyszy gdy nas wystarczająco polubią. Więc można trochę kombinować i np. nie inwestować w jakąś umiejętność wykorzystując bonusy. Naprawdę dobre są tutaj zadania, często złożone, z kilkoma możliwościami ich zakończenia. Ogólnie w warstwie narracyjnej, klimatycznej i mechanicznej jest bardzo solidnie. Walka taka sobie akurat no ale gra AA więc cudów nie można wymagać. Jest tu trochę drewna ale mniej niż w poprzednich grach tego studia, gra wygląda różniej całkiem nieźle pomijając modele postaci.
Dawno mnie w tym wątku nie było, a trochę się nazbierało:
Call of Duty®: Modern Warfare® - 10 godzin na steam, kampania skończona, w multiplayer trochę pograne, kiedyś grałem na battlenet i to całkiem sporo, bo pamiętam że miałem kamuflaże wszystkie odblokowane, niestety nie pamietałem danych do konta Activision, to zagrałem sobie od nowa, single miodzio, najlepsza część z COD'a jak dla mnie jesli chodzi o ostatnie części.
Monster Hunter Stories 3: Twisted Reflection - nabite 40 godzin steam i niestety ale się poddaje, zaliczyłem Stories 2 i 1, w 2 miałem z ponad 200 godzin, tu niestety już nie mam tego zapału co wtedy i jej raczej nie ukończę, no chyba że kiedyś.
Diablo II Resurrected - 160 godzin steam, bawi dalej jak za dawnych lat, na piekle amazonka i paladyn i pewnie się będzie często wracać.
No i najważniejsze:
DEATH STRANDING 2: ON THE BEACH - 80 godzin steam, niech każdy mówi co chce, symulator kuriera czy nie, to jest to Absolute Cinema od Kojimy, jak dla mnie gra 10/10 i nie rozumiem czemu nie wygrało żadnej nagrody na game awards, przecież ta gra to dwa levele wyżej niż taki clair obscur... nigdy nie zapomnę tej gry, dla mnie jest to top gier które zagrałem, gdzie jest obok takiego Red Dead Redemption 2.
Sekiro: Shadow Die Twice, 2h - pierwsza moja próba zakończyć grę od Fromów. Chodzę po pałacu Asihino i zdobywam pierwsze doświadczenie w walce. Trochę nie rozumiem, jak działają uniki, bo przeciwnki wciąż mogą mnie uderzyć, nawet kiedy zrobiłem unik w ostatni moment. Oprócz tego robię to na nowej platformie, więc to 100500x trudniej. Ale będę cierpiał, umierał, powtórzał, dopóki nie osiągnę sukcesu. Mnie się nie udaje złamać podobnymi słabymi trickami, Miadzaki.

Od poprzedniego wpisu minął grubo miesiąc, ale niewiele grałem.
Najbardziej wciągnęła mnie relaksacyjna strategia Cascadia (41h, ukończona) - Strategia bazująca na popularnej grze planszowej, w której kładziemy płytki tworząc siedliska pięciu gatunków zwierząt: niedźwiedzi, lisów, jeleni, łososi i myszołowów. Siedliska tworzymy z płytek natury łącząc ze sobą określone środowiska jak góry, łąki, mokradła, rzeki i lasy, na które zagrywamy żetony określonych zwierząt. Im większe, tym więcej punktów za nie dostajemy, aczkolwiek należy pamiętać, że za zwierzęta dostajemy punkty w zależności od reguł gry. Na przykład niedźwiedzie mogą być punktowane na trzy sposoby: dostajemy punkty wyłącznie za pary, które nie sąsiadują z innymi niedźwiedziami, podobnie za grupy trzech osobników lub od jednego do trzech, przy czym te składające się z trzech dostają bonusowe punkty. Podobnie jest z innymi zwierzętami – punktowane są w różny sposób, o czym gra informuje przed rozpoczęciem rozgrywki.
Zasady gry są proste. Mamy zawsze 20 tur/rund. Na mapie mamy już trzy płytki natury. Każda płytka natury ma przypisany symbol zwierzęcia (do 3 symboli na jednej płytce natury). W jednej turze możemy zagrać jedną płytkę natury i jedno zwierzę przypisane do tej płytki (zawsze z czterech do wyboru). Przy czym jeśli dysponujemy żetonem natury możemy wybrać inne zwierzę lub je „przetasować”. Żetony natury dostajemy, gdy zagramy żeton zwierzęcia na płytkę natury z jednym symbolem danego gatunku. W ten sposób co turę wybieramy płytkę natury, aby tworzyć korytarze środowisk i zagrywamy zwierzęta zgodnie z punktacją, aby tych punktów zdobyć jak najwięcej.
A po co zdobywać punkty? „Cascada” to gra towarzyska i zwyczajnie możemy rywalizować z innymi graczami online (podanie maila) albo z kimś obok lub z komputerem. Maksymalnie może być czterech graczy. Ponadto mamy wiele scenariuszy solo do rozegrania oraz wyzwań, w których gramy z Si na specjalnych zasadach. Scenariusze z kolei mają na starcie jeden lub więcej celów, które trzeba spełnić, by scenariusz został zaliczony. Poza tym na Steam są też osiągnięcia, które można zdobyć rozgrywając wspomniane wyzwania lub scenariusze. Można też grać solo dobierając własne zasady punktacji i na spokojnie relaksować się budując siedliska. Jak widać – możliwości jest wiele. Mnie gra już na starcie pochłonęła na wiele godzin. Niby ma zacięcie strategiczne, ale potrafi też relaksować. W ten sposób, po kolejnym nieudanym scenariuszu, na luzie człowiek podchodzi do kolejnej próby. W innych produkcjach zazwyczaj dałbym sobie, po którymś razie spokój. Nie tutaj. O i zapomniałbym jeszcze o codziennych wyzwaniach (też należy podać maila).
Graficznie jest minimalna, ale przyjemna dla oka. W tle gra przyjemna muzyczka, choć przydałoby się jakieś większe urozmaicenie utworów. Samouczek tłumaczy zasady bardzo czytelnie i szybko orientujemy się w rozgrywce. Jest język polski. Cenowo jest w porządku. Polecam, szczególnie do rozgrywki w parę osób przed jednym ekranem. Mocne 8/10.
Deathbloom: Chapter 1 (4h, ukończona) - Dostajemy taką ubogą wersję Resident Evil. Nieco siermiężną, powolną, ale nie można o niej napisać, że jest kiepska. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale mimo wszystko gra jakoś nie przykuwała do ekranu.
Fabularnie zjawiamy się do pewnej rezydencji nie informując o tym matki, która z jakichś względów trzymała w tajemnicy informacje o swojej rodzinie i przeszłości. Na miejscu okazuje się, że domostwo jest sporych rozmiarów a także pełne jest korytarzy i ukrytych pomieszczeń a i wypełnione jest istotami, które pragną naszej śmierci. Gdy orientujemy się, że nie możemy wyjść z domu, musimy eksplorować pomieszczenia, by ostatecznie znaleźć drogę do wyjścia.
Początek mnie nie zachęcił. Dużo korytarzowego chodzenia w poszukiwaniu kluczy. Potem dostajemy w swoje ręce broń palną a nawet łuk. Wtedy już gra się znacznie lepiej, bo nawet pomimo posiadania broni pojawia się napięcie i odrobina strachu. W kilku momentach myślałem, że coś pewnie się wydarzy, ale jednak twórca postawił w tych chwilach na budowanie napięcia. I dobrze.
Do naszej dyspozycji oddano nóż (totalnie nieprzydatny), pistolet, strzelbę, automat, czy nawet łuk. Z ich pomocą likwidujemy napotkanych wrogów jak nieumarłych (w tym wersje mocniejsze), dobermany, opętane kukły, czy kościotrupy. Mamy też minibossa. W survival horrorach są też obecne zagadki, ale próżno ich szukać w Deathbloom. Sporadycznie natrafimy na przekręcenie popiersiem, ale to żadna łamigłówka. W sumie liniowo poruszamy się po pomieszczeniach odnajdując klucze, pieczęci do jednych drzwi, notatki, broń i naboje lub potrzebny przedmiot jak np. butelka z kwasem. W eksploracji ma pomagać nam mapa, ale dawno tak nieczytelnej jak w Deathbloom nie spotkałem a pisze to osoba, która spokojnie odnajduje się w czytaniu jakichkolwiek map. Z tymi miałem nieco problem, dlatego z czasem przestałem na nie zaglądać, aby się nie irytować. Niby były oznaczone pomieszczenia, korytarze itd., ale już nie było oznaczonych wejść z korytarza do pokoju (można było się domyślić) a także odległości poszczególnych dróg inaczej wyglądały na mapie, a inaczej w rzeczywistości – np. jakaś ścieżka była dłuższa niż pokazywała to mapa. Na niej też było zapisane co mamy w ekwipunku zamiast jego standardowego podglądnięcia. Z innych minusów jest brak zapisu podczas wyjścia z gry. Deathbloom zapisuje się tylko na początku kolejnej lokacji, do której się dostaniemy. Jeśli wyjdziemy np. w trakcie eksploracji danego poziomu/aktu, to przy wczytaniu zaczynamy na starcie lokacji.
W podtytule mamy „Chapter 1”, więc fabularnie zakończenia nie poznamy. Na końcu nie ma jakiegoś efektu „Wow”, choć dochodzi do zmiany miejscówki i widać, że będzie coś innego.
Deathbloom: Chapter 2 (1,5h, ukończona) - Pierwszy rozdział kończył się głęboko w podziemiach. Zmieniła się nieco sceneria a wrogowie byli jeszcze bardziej martwi niż zombie, bo trafiliśmy na chmarę chodzących kościotrupów. Niestety, rozdział drugi zaprzepaszcza zakończenie pierwszego. Po chwili zdajemy sobie sprawę, że wracamy do znanych korytarzy z części pierwszej…
„Deathbloom: Chapter 2” to zwyczajnie recykling poprzedniej odsłony z jeszcze większą liniowością i korytarzowymi lokacjami. Oj bardzo korytarzowymi. W ogóle trudno zrozumieć decyzję o rozdzieleniu ów produkcji na dwa rozdziały, bo ten, o którym jest mowa trwa zaledwie półtorej godziny (w moim przypadku) – ponad dwa razy krócej niż poprzednik. W takim wypadku wystarczyłoby dodać do rozdziału pierwszego urywek niniejszego (nowa lokację – bunkier), aby zgrabnie to zakończyć i odbiór produkcji byłby znacznie pozytywniejszy. Niestety, przez to, że „Chapter 2” to przysłowiowy skok na kasę, najlepiej zwyczajnie odpuścić sobie całościowo dylogię.
Druga odsłona to jeszcze więcej pokrętnych, lecz liniowych korytarzy. Rozpoczynamy tak jak pierwszą – bez broni, by docierać do punktu, który jest naszym celem. Czyli znowu musimy zebrać gdzieś klucz, pokrętła, by coś otworzyć bądź uruchomić. Po drodze eliminujemy przeciwników znanych z części pierwszej, czyli zombiaki, psy, laleczki i kościotrupy. Mamy też walkę z bossem, która jest totalnie z czapy, bo w ogóle on tutaj nie pasował. Ostatecznie docierając do końca, poznajemy los zarządcy budynku a także będziemy mieć do wyboru dwa pomniejsze zakończenia.
„Deathbloom: Chapter 2” to totalne rozczarowanie. Pisałem, że pierwszy rozdział był przeciętny, ale jakoś jeszcze się bronił, ale tutaj już nie ma czego bronić. Nawet mapę lekko udoskonalono, ale do niej nawet nie zaglądamy, bo wszystko jest liniowe i banalne do progresu. Nieco zwiększono też napisy, ale nadal nie poprawiono zmiany broni i w przypadku, gdy chcemy się pozbyć niepotrzebnego noża i podmienić go na jakąś broń to wyrzuca nam pistolet. Każde ubicie wroga to nadal tandetne zwolnienie, co przy większej ilości przeciwników robi się śmieszne. Ostatecznie: 3/10. Omijać.
Path of Ra (3h, ukończona) - Bardzo przyzwoita gra logiczna w egipskich klimatach. Kierujemy zamordowanym faraonem pozbawionym oblicza, który próbuje wydostać się labiryntu w zaświatach. Z czasem tez poznamy tego, kto zamordował faraona i z jakich pobudek.
Rozgrywka polega na przesuwaniu i ustawianiu kwadratowych bloczków tak, by nasz faraon dotarł do wyjścia. Proste z założenia, ale w praktyce i z czasem staje się wymagające, gdy oprócz liczby bloczków (maksymalnie 9) pojawiają się po drodze utrudnienia. Bardzo często będziemy musieli ustawić bloczki tak, by faraon po drodze jeszcze uruchomił dźwignię otwierającą wyjście, dezaktywującą ognisty płomień (także miotający ognistym pociskiem), otwierającą lub zamykająca kamienne bloczki lub ustawić bloczki tak, by dotrzeć do wyjścia omijając lub likwidując wrogich wężoludzi itd. Z czasem dojdą teleporty a także będziemy kierować również naszym cieniem. Jest to o tyle trudne, bowiem nasz bohater leci tylko przed siebie – zmienić kierunek może wyłącznie, gdy odbije się od ściany lub innej przeszkody. Inaczej wypadnie poza bloczki i zginie roztrzaskując się o skały. Można też zginąć w płomieniach bądź zostać zabitym przez wrogiego wężoludka.
Gra na szczęście stopniowo wprowadza nowe elementy, dzięki czemu możemy się z nimi oswoić, by potem próbować rozwiązać łamigłówkę, w której będziemy mieć natłok tych utrudnień. Mimo wszystko spokojnie można dojść do rozwiązania stosując nawet metodę prób i błędów. A dla niecierpliwych graczy jest możliwość skorzystania z podpowiedzi, która informuje nas o tym, które bloczki są ustawione poprawnie, a które nie. Chcąc nie chcąc trzeba i tak z ów podpowiedzi skorzystać przynajmniej 10 razy, by odblokować osiągnięcie.
To, co od razu rzuciło mi się w oczy to bardzo przyjemna oprawa graficzna przerywników fabularnych, które spokojnie mogłyby być ozdobą gry z większym budżetem. Przypadły mi do gustu, zarówno te z intro i outro jak i te pojawiające się w trakcie rozgrywki. Zdecydowanie były na plus. Same tła podczas poziomów też przyciągały wzrok. A jest ich chyba z kilkanaście. Muzycznie również jest dobrze – dźwięki podkreślają klimaty dawnej kultury.
Szkoda tylko, że gra ma „zaledwie” 60 poziomów. Ewidentnie można zauważyć, że była robiona pod 100, ale możliwe, ze zabrakło twórcom budżetu? Pomysłu na kolejne poziomy? Można zgadywać, ale pewne jest to, że aby zdobyć osiągnięcie związane z setką ukończonych poziomów należy ponownie uruchomić grę i przejść ponad 30 levelów.
Podsumowując – bawiłem się dobrze. Nawet jeśli nad jedną łamigłówką trochę siedziałem, to z satysfakcją kombinowałem szukając rozwiązania. Warto.
SKARAB (2,5h, ukończona) - Prosty FPS w egipskich klimatach. Powerslave to to nie jest, ale pomimo swojego minimalistycznego prostactwa potrafi przykuć do ekranu na te 2,5 godziny na przejście. Mamy tutaj wiele poziomów, które różnią się przede wszystkim kolorystyką, bo sam level design tutaj praktycznie nie istnieje - ot po prostu sklecone poziomy na szybko. Jest szereg wrogów do zlikwidowania a także dostajemy w swoje łapska kilka broni. Od chepesza, włóczni, procy, przez łuk, buławę, po coś w rodzaju rzucania zaklęcia plagi/szarańczy. Na każdym poziomie w zniszczonych skrzyniach i amforach znajdziemy amunicję oraz mikstury, czy dania przywracające punkty życia. Każdy rozdział polega na znajdywaniu trzech "kluczy", które otwierają poszczególne drzwi. Gdy zdobędziemy trzeci, to za jego wrotami znajdziemy przejście do dalszego etapu. Gra zapisuje się na początku każdego poziomu a także jest możliwość szybkiego zapisu w dowolnym momencie. Jest tanio, prosto, ale dość przyjemnie. Ujdzie.
With Shining Eyes (30 minut, ukończona) - Wizualnie ta krótka, darmowa gra oferuje coś innego. Trudno spotkać coś w takiej kolorystyce, czy wizji artystycznej. Może to przyciągać wzrok albo odpychać w zależności od własnych upodobań, ale na pewno jest ciekawie. I w sumie na tym kończą się pozytywy. Może jeszcze o muzyce można coś pozytywnego napisać, bo w sumie pasuje do tego, co widzimy na ekranie, ale dla mnie nie jest warta uwagi. Niestety ta krótka gra nie oferuje nic więcej. Niniejsza produkcja ma opowiadać historię niejakiej Anyi Ashby – uczennicy i obecnej dyrektorki Akademii Bellamy, którą przyjdzie nam zwiedzać. Jednak na końcu nie dostajemy jakiejś konkluzji, jakiegoś zakończenia historii… nic. Krótkie, darmowe gry na Steam zazwyczaj przedstawiają jakieś mechaniki, próbują z różnym skutkiem opowiedzieć jakąś historię, są prologiem do czegoś większego, ale With Shining Eyes nie jest żadną z tych rzeczy. Coś tam próbuje zostawić gracza z refleksją nad przemijaniem, ale nie robi tego dobrze, jest dość pretensjonalnie. Zwiedzając akademię przyjdzie nam rozwiązać kilka łamigłówek na poziomie przedszkolaka. Kompletnie nic angażującego, jak też fragment przejażdżki, który też został kiepsko zrealizowany, bo źle obracając myszką będziemy oglądać czarny ekran – kamera powinna być sztywna i bez ingerencji gracza – efekt byłby lepszy.
W sumie szkoda nawet tej pół godziny, aby poświęcać czas na coś, co po prostu chyba zostało stworzone, by było. Już po 10 minutach przeczuwałem, że będzie nuda i nie myliłem się. Coś co jest darmowe nie oznacza z marszu, że ma mieć pozytyw. Nie marnujcie na to czasu. Te 30 minut lepiej spędzić bardziej kreatywnie. Zdecydowanie odradzam.
Poza tym wróciłem do Cast n Chill, aby zdobyć ostatnie osiągnięcie, które polega na złapaniu wszystkich rozmiarów występujących w grze ryb. Wcześniej osiągnięcie było popsute, bo je zaliczało bez spełnienia tego warunku i myślałem, że jest związane ze złapaniem największych rozmiarów poszczególnych gatunków ryb. Teraz kilkanaście minut dziennie poświęcam na zdobycie krok po kroku tego osiągnięcia.
Gram także w Leaves - The Journey - przyjemna gra logiczna z ciekawymi łamigłówkami. Przy niektórych trochę można posiedzieć. Oprawa wizualna to wypisz-wymaluj Samorost.
Pograłem też w Bermuda Survivor i Heather Wreath: The Reporter, ale obie porzuciłem. Pierwsza to rogal, który miał jeszcze mniejsze poczucie progresu niż Wall World, ale też niestety kompletnie nie wciągał. Druga gra to niby retro survival horror, ale po pół godzinie to więcej było nudnych przerywników z dialogami bohatera niż gameplayu. Totalna nuda. Zrezygnowałem, gdy zdecydowałem się dotknąć stracha na wróble, po czym zginąłem, bo za mną pojawił się posychopata. Gdy musiałem powtarzać bieg przez ogromny teren darowałem sobie. Źle zaprojektowana, liniowa gra. Szkoda. Na szczęście w obu przypadkach poszedł zwrot kasy.
W najbliższym czasie chcę ukończyć porozpoczynane gry jak Somnifuge, Goldenheart, EscapeWorld Dillema, Skald, Kairo, Ellingby House, Scrap Riders, Starsand, Green Hell, Straya oraz kilka innych oraz zagrać w niedawno kupione gry jak Puppet House, Sniper Killer, Tobla: Divine Path, Zof, czy 1989 After the War. Może do jesieni się uda.;)

Football Manager 2023,1762,5h Ale mi się nie chciało grać w tym tygodniu. Chyba już mam powoli dosyć. Przerwa letnia, robię sobie mecze towarzyskie na całym świecie; Japonia, Urugwaj, Australia, RPA. Polska reprezentacja gra na EURO, grupę przeszli łatwo ale potem dziwne schody się zaczęły, z Belgią dopiero wygrana w karnych a z Chorwacją ledwo 3:2. Teraz chyba półfinał w Włochami, akurat wtedy gdy gram Superpuchar Polski ze swoimi rezerwami.
Slay the Spire, 33,5h Defekt to król a Cień absolutny syf. Cień tragedia, chyba dopiero za 15 razem udało mi się przejść trzy mapy. Defekt trzy przejścia, trzy ukończenia w tym jedno to pełne z ukończonym Zakończeniem. Okazuje się, ze po przejściu trzech map trzema postaciami, potem mamy możliwość zbierać jakieś fragmenty czegoś tam i możemy odblokować Zakończenie. Pierwszy raz tą ostatnią planszę odwiedziłem i od razu wygranko. Nagle tym Defektem dropiło mi same artefakty, które podnoszą maksymalne życie i pod koniec przejścia miałem 123 życia. A i tak marudziłem bo miałem tylko trzy startowe miejsca na sfery, gdybym miał ich więcej to przejście byłoby jeszcze prostsze ale jakimś cudem się udało. Teraz muszę jeszcze zmęczyć Obserwatorkę bo to jedyna postać, którą nie przeszedłem jeszcze pierwszego etapu, ale ją akurat gra mi się strasznie nudno, raz już doszedłem do trzeciego bossa ale ogólnie jakby nie widzę co można dobrego tą postacią stworzyć jeżeli chodzi o talię.
GreedFall, 29h Bardzo sympatycznie się gra. Naprawdę klimat jest tutaj bardzo dobry, obca wyspa zamieszkana przez tubylców z dziwnymi zwyczajami i umiejętnościami, kolonializm i te sprawy. Konflikty frakcji i my jako dyplomatka musimy tu lawirować. Badamy historię wyspy i możemy dowiedzieć się niespodzianych rzeczy, także dotyczących nas i naszej frakcji. Naprawdę bardzo dobre zadania, często złożone, wielowątkowe składające się z kilku części, zadania towarzyszy także na poziomie. Nie rozumiem zarzutów, ze gra czy zadania są przegadane, to chyba dobrze że jest sporo dialogów w tego typu grze. A, że trzeba czasami trochę pobiegać z miejsca na miejsce? No dziwne, żeby nie trzeba było, w końcu eksplorujemy nieznaną nam wyspę. Tubylcy to nie jedna osada tylko kilka, w różnych częściach wyspy. Jeszcze bym zrozumiał jakieś narzekania jakby nie było szybkiej podróży (osobiście nie korzystam z niej) no ale jest więc w czym problem? W porównaniu do poprzednich gier tego studia to naprawdę widać olbrzymi przeskok jakościowy.

Football Manager 2023,1769h Szczerze to nie wiem czy Polska wygrała to EURO. No jakoś nie zanotowałem tego co się wydarzyło. Ale chyba wygrali bo kadrowicze późno wrócili. W tym czasie akurat był Superpuchar Polski z moimi rezerwami, z resztą dziwna sprawa, jak gram finał PP z rezerwami na Narodowym to jest w zasadzie pełny stadion ale jak gramy Superpuchar w Szczecinie to na meczu jest z 200 osób. Nie wiem o co tu chodzi za bardzo. Teraz trwają Igrzyska Olimpijskie 2044 i znowu Polska powalczy o złoto. Startuje również powoli Ekstraklasa, w dwóch pierwszych meczach chyba z 14 goli strzelił mój zespół.
Slay the Spire, 46h W tym tygodniu bez większych sukcesów niestety. Tylko raz udało się w ogóle dojść do "zakończenia" ale niestety próba była nieudana. W ogóle to bardzo kiepskie jest to, że na tej ostatniej zakończeniowej planszy mamy jako pierwsze ognisko, gdzie przecież po walce z bossem jesteśmy wyleczeni więc nie musimy odpoczywać, potem jest handlarz, gdzie możemy nie mieć na nic kasy bo wszystko wydaliśmy przed trzecim bossem a potem jest elitarny przeciwnik i zaraz finałowy boss. Wydaje mi się, że to ognisko to powinno być tam między elitarnym przeciwnikiem a bossem a nie na samym początku. To jest spore utrudnienie tym bardziej, ze ten elitarny przeciwnik jest dosyć specyficzny i jest to zupełnie unikalna walka w skali całej gry więc na pewno tam oberwiemy i potem na ostatniego bossa idziemy poobijani.
GreedFall, 45h Moje wspomnienia z pierwszego przejścia wskazują, że do końca nie powinno być daleko, tamto przejście zajęło mi 57 godzin a tymczasem nie odblokowało mi się nadal DLC, które ma się stać dostępne w "połowie rozgrywki". Gram mieszając trochę zadania główne i poboczne i ten główny watek mimo iż nie poszedł jakoś spektakularnie do przodu to jednak trochę już zadań się zrobiło i naprawdę to jeszcze nie jest jego połowa? Wydaje mi się, że dochodzę już do momentu który z pierwszego przejścia kojarzy mi się z endgamem. No ale ok. Chyba 30 godzin chodziłem w jednym pancerzu bo nic innego nie było, teraz mam nowy który od poprzedniego różni się głównie kolorem. Loot jest trochę kiepski trzeba to powiedzieć, mamy tutaj trochę tego złomu ale większość to naprawdę nadaje się jedynie do tego aby na frytki przerobić. Nawet towarzyszy nie ma za bardzo w co przebierać, bo wszystko to syf. Albo jak się trafi jakaś fajna brońka to nie ma się wymaganych statystyk, ani główny bohater ani towarzysz. Fajne jest to, że zadania poboczne są mocno związane z fabułą i ogólnie fajnie obudowywują fabułę i lore świata. W wielu grach zadania poboczne są mocno odseparowane od głównego wątku a tu tak nie jest.

Resident Evil (1996) (7) i Resident Evil Remake (8). Po tym fiasku, jakim były Mroczne Zakątki Świata, zabrałem się z a tzw. comfort food. Padło na Resident Evil (96). Grało się świetnie i skończyłem je trzy razy. Podczas gry przyszło mi do głowy, że to dobry moment by zabrać się ponownie za remake. I podobnie jak w przypadku Call of Cthulhu sprawdzić czy moja negatywna opinia ulegnie zmianie. Nie uległa. Audio wizualnie remake w przeciwieństwie do swojego protoplasty prezentuje się nadal świetnie (chociaż braku charakterystycznej muzyki nie rozumiem), to nie tu tkwi problem. To co kładzie cały tytuł to dziwne podejście Capcom do rozwiązywania "zagadek". Wszystko jest tu rozciągnięte do przesady. W kampanii Chrisa w (og) dwa ważne klucze zdobywamy w 15min, tu trwa to ok. 40 min. Albo mamy pomieszczenie z dwoma pokojami. Jeden pokój jest zamknięty, a drugi otwarty. W tym otwartym jest klucz (jednorazowego użytku) do drzwi tego zamkniętego. Why Capcom? Why!? Albo korba do opróżnienia sadzawki. W oryginale leży sobie ona na półce. W remaku zamiast tej półki są drzwi. Za którymi należy udać się na spacer do chaty ogrodnika czy grabarza. Nic po za tą korbą w tej chacie nie znajdujemy, ani podczas drogi do niej. Po co to wszystko tak wydłużać. Przez te sztuczne rozciągnięcia tylko się człowiek błąkał po całej posiadłości w poszukiwaniu "klucza" do drzwi pod schodami. Ktoś powie, że jak się nie zna rozwiązań w wersji z 96 to też się będzie tak błąkać. To prawda, ale to jest magia tego tytułu. Gdy się nauczysz odpowiedzi (a zrobisz to po pierwszym przejściu) to w tym momencie zaczyna się robić zabawa. Stawiasz sobie cele, czy ukończę grę w 2 godziny, czy zrobię to bez zapisywania gry. Tu o tym się nawet nie pomyśli, bo to zbyt duży pożeracz czasu. Niecałe 6 godzin i to z posiadaną jakąś szczątkową wiedzą. Nie opłaca się też tego przechodzić powtórnie, bo to co odblokowujemy to śmiech na sali. A za tryb Real Survival ktoś powinien ich postawić przed sądem.
Capcom chciało zjeść ciastko (czyli wprowadzić zmiany, by weterani nie czuli że grają w to samo) i mieć ciastko (a jednocześnie nie ruszać niczego, by wszyscy poczuli się jak w domu). Przykro mi Capcom, ale tak się nie robi.
Kingdome come deliverence 2, ale ciężko idzie musze przyznać. Gra jest bardzo dobra, ale jednocześnie tak mozolna, główny wątek nudny jak nie wiem co. Nie pomaga fakt, że jest to taka ulepszona jedynka, więc KCD2 już tak nie zaskakuje jak jedynka, którą przeszedłem bez zająknięcia. Trudno, trzeba będzie zrushować główny wątek.
Ja tak miałem z Kingdome come deliverence 1, siadło mi dopiero za 3 razem, żeby ukończyć grę do końca, Kingdome come deliverence 2 kupiłem jak było trochę taniej, czeka jeszcze nie ruszony xD znowu nie mogę się przemóc jak sobie przypomnę jedynkę, pomimo że w połowie zaczęło się podobać.

Football Manager 2023,1775,5h Polska znowu ze złotem Igrzysk Olimpijskich, to już się robi nudne. A po wygraniu EURO przez pierwszą reprezentację znowu selekcjoner zrezygnował. To już chyba 3 taka sytuacja pod rząd, gdy Polska kadra wygra EURO lub MŚ to selekcjoner rezygnuje. Dziwne. Nowy selekcjonerem został Kun Aguero, który wcześniej z powodzeniem prowadził Legię Warszawa przez 4 czy 5 lat ale potem poszedł do Man City i tam mu nie poszło, zwolnili go po zajęciu skandalicznego 4 miejsca w Premier League. Z ciekawości zerknąłem na losy innego trenera, który mógłby być kandydatem na selekcjonera Polski, Eugen Polański przez 7 lat prowadził Lecha Poznań a przez następne 7 lat obskoczył chyba z 8 klubów. To jest dopiero kariera. W Ekstraklasie spokojne wejście w sezon, z Rakowem chyba z 8:0 wygrałem, bardzo jestem ciekaw jak Kotwica Kołobrzeg poradzi sobie w Lidze Europy, start w Ekstraklasie mają raczej kiepski.
Slay the Spire, 58h W tym tygodniu doszło do sukcesu, udało się zakończenie skończyć Pancernikiem. I teraz mam obawy, że Cieniem i Obserwatorką będzie to prawie niemożliwe. Dużo gorzej tą dwójkę mi się gra, co prawda Cieniem jeszcze może się udać poskładać build z trucizną ale "zakończenie" jest po prostu trudne do przetrwania bez większej ilości życia i bez dobrej obrony. Z Obserwatorką to będzie jeszcze gorzej, bo dla mnie gra nią jest strasznie nudna i u niej nie da się złożyć czegoś fajnie działającego jak właśnie trucizna dla Cienia czy siła dla Pancernika. Co prawda jedną i drugą postacią dochodziłem już do zakończenia i finałowego bossa ale tam już bez większych szans na wygraną. Strasznie głupie jest to, że przed bossem nie ma ogniska tylko elitarny przeciwnik, który jest dosyć ciężki i może nas bardzo poobijać więc finałową walkę zaczynamy już w trudniejszej sytuacji. Final boss walnie od razu za 60 i nas nie ma.
GreedFall, 65h No teraz to już na pewno jest zaraz koniec. DLC wcale nie odblokowuje się w "połowie rozgrywki" tylko tak przy 70% skończonego głównego wątku. Sam dodatek ok ale bez szaleństw. Jakaś tam intryga jest ale w sumie wszystko łatwo do odkręcenia bez specjalnego wysiłku. Tu chyba akurat nasza reputacja, którą mamy z frakcjami nam pomaga, jak mamy dobrą to raczej trzymają naszą stronę i nie wierzą w te brednie, którymi chcą nas szantażować przeciwnicy. Nowa mapa również ok, ale w podstawce na pewno były lepsze. Nowi przeciwnicy to jakieś zmutowane tygrysy czy coś, fajnie że coś nowego chociaż dodali. Za to nowe przedmiot to z zdecydowanej większości syf i nikomu niepotrzebny złom. Na tym etapie gry ma się już po prostu lepszy sprzęt, więc ten z DLC do niczego się nie przydaje. Powinno być jakieś nie wiem, skalowanie ekwipunku do naszego levelu tak aby ten sprzęt był używalny a tak niestety znajdujemy jakieś legendarne brońki ukryte na mapie i do przerobienia na frytki jedynie się nadają.

2026 - Legacy of Kain: Ascendance na PC
2026 - Legacy of Kain: Ascendance na Microsoft Xbox Series X
Z racji pojawienia się na świecie raziela juniora miałem przerwę w graniu. Wczoraj skończyłem Legacy of Kain: Defiance Remastered i dzięki remasterowi z nową kamerą TPP ta część została moim TOP1 obok Soul Reaver 1 Remastered. Świetnie się bawiłem w przeciwieństwie do oryginału. Jestem z tego odświeżenia bardziej zadowolony, niż z remasterów obu Soul Reaverów. Na dodatek ukończyłem również demo The Dark Prophecy. Szkoda, że ta nowa część nigdy nie powstała.
A skoro jestem przy nowej części to aktualnie ogrywam Ascendance. Pierwsze wrażenia? Zawód i smutek... no, ale zobaczę co dalej.

Detroit: Become Human (1+ godz.) - dopiero początek, zapoznanie z trzema postaciami. Póki co, wydaje się być bardzo prosta, głównie dzięki liście zadań, ale jednocześnie, właśnie też z tego względu i w połączeniu z tematyką, mam takie poczucie, że może to być najbardziej komplementarne dzieło Quantic Dream.
Ukończone:
Beyond Two Souls (11+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/beyond-two-souls/komentarze/z32fb9?PAGE=1#post0-16907418
The Coma: Recut (3+ godz.) - https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-the-coma-recut/z2101de4c
Inner Chains (6+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/inner-chains/komentarze/z44466#post0-16896842
Elderborn (10+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/elderborn/komentarze/z15a47#post0-16907237
The Gunk (6+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/the-gunk/komentarze/z45c7e#post0-16907241
Aeonic (0 godz.) - Aeonic to nic innego jak (niemal) bezmyślny zlepek obrazów i tekstów wytworzonych przez generatory. Nie ma to ani spójnej formy ani jakiejkolwiek głębi. Cała "rozgrywka" polega na tym, że otrzymujesz obrazek i opis (zazwyczaj krótki) oraz dwie opcje, które kierują do ściany tekstu będącego niejako wynikiem Twojej decyzji. Takich "czynności" wykonujesz 27 (o ile się nie pomyliłem w liczeniu) lub mniej i już, na koniec dostajesz zdanie niby-podsumowania?
Całość gry jest pozbawiona jakichkolwiek dźwięków ( chyba że klikanie było, ale nie pamiętam XD - raczej nie ) co przekłada się na okropną nudę. Ani to ładne ani spójne, obrazki wygenerowane bez staranności i jakiegoś sensu. Nawet tak prosta rzecz jak formatowanie tekstu zawodzi. Poza tym, że nieraz wyświetlany jest na całej szerokości monitora a nieraz z marginesami, to tekst nie jest należycie dopracowany - błędy składniowe, interpunkcyjne oraz literówki. Przeczytałem pierwszych 20 (może 18) plansz "wynikowych" i resztę przeklikałem (czytając początek coś w środku i końcówkę).
"Grałem" dwukrotnie i nic się nie zmienia. Ostatecznie się jednak nie zawiodłem, bo dokładnie tego oczekiwałem, a więc 1/10 :)
Chapel 3-D: The Ascent (0 godz.) - darmowa, ale nie dokończona gra (choć jest "sklejona w zamkniętą formę), coś na jedno posiedzenie. Dosyć typowy przedstawiciel klasycznych FPS-ów. Brak nawet jednej linijki tekstu wprowadzenia, monotonna/ograniczona rozgrywka i zauważalne niedoróbki w oprawie. Mimo to, potrafi wzbudzić sympatię i wydaje się być świetną podstawą do stworzenia czegoś więcej, no ale nie ma sensu grać w coś co jest nie dokończone.

Football Manager 2023,1784h Takie okres sezonu gdzie nic super szałowego się nie dzieje. Za nami pierwsze kolejki europejskich pucharów, Kotwica Kołobrzeg pierwszy punkt w Lidze Europy. Z tego co widziałem to w Lidze Mistrzów szalenie ciężkie terminarze się trafiły polskim klubom. Same europejskie potęgi. W Ekstraklasie raczej spokój, na czele tabeli poza mną Zaglębie Lubin, z beniaminków najlepiej sobie radzi z kolei Motor Lublin.
Slay the Spire, 66h Brak znaczącego sukcesu i obawiam się że będzie o niego już naprawdę ciężko. Wiele razy dochodziłem Cieniem do finalnego bossa ale nigdy nie nie mogłem go pokonać, jest po prostu zbyt silny i zbyt mocno wali. Raz chyba gdybym jeszcze ze dwie tury wytrzymał to byłaby szansa ale właśnie, kluczem jest odpowiednio długo wytrzymać i to jest ciężkie, tym bardziej jeżeli z poprzedniej walki z elitarnym przeciwnikiem wyjdziemy poobijani. Miałem tu spokojnie build z super trucizną gdzie w jednej walce nałożyłem jej przeciwnikowi ponad 200 no ale potem przychodzi final boss i zanim to się wszystko złoży to jest już po walce. Będzie ciężko.
GreedFall, 66h, skończone To już sama końcówka była tydzień temu, tak jak się spodziewałem. Finał raczej nie zaskakujący, najpierw zbieramy drużynę na ostatnią walkę, wszystkie frakcje i sojuszników, a potem ruszamy w bój. Mało ambitny ten finał, mało emocjonalny i mało epicki, idziemy sobie korytarzami, trafiamy na ekipy z innych frakcji, walka, nasi towarzysze z tych frakcji zostają, my idziemy dalej i tak ze 3 razy aż dochodzimy do finalnej walki, potem jeszcze dialog z finalnym wyborem no i koniec. Fajne, że na koniec gry są slajdy które podsumowują grę i co było dalej z towarzyszami itd. Ogólnie no bardzo solidna gra, z bardzo dobrym klimatem, zadaniami, swobodą działania, rozwojem postaci. Fabuła nie jakoś super dobra ale ok, całkiem sporo dialogów co niektórym przeszkadza ale gra sie całkiem nieźle.
Danganronpa: Trigger Happy Havoc, 8h Mój plan na poprzednie lato był taki aby przejść sobie ponownie wszystkie Danganronpy. Nie udało się tego zrealizować z powodu premiery nowej gry twórcy Danganronpy i tamta gra zajęła mi całe lato i chyba jeszcze kawałek jesieni. No to musiałem ten plan przełożyć na kolejny rok. I w sumie dobrze się złożyło, jedynka i dwójka wychodziły na PC dokładnie 10 lat temu i tyle minęło od ogrania tych gier. Więc można sobie spokojnie je odświeżyć. Tym bardziej, że im dalej w las, im dalej w kolejne odsłony tym mniej z nich pamiętam. W jedynce to pamiętam kto pierwszy kogo zabił ale dokładnych szczegółów już nie pamiętałem. Jeżeli chodzi o kolejne zabójstwo to już nie byłem taki pewien, jednak gdy zobaczyłem pewną lokację na drugim piętrze to trochę wspomnień wróciło z tego miejsca. Przypomniałem sobie kto tutaj zginie i na 90% jestem pewien, ze wiem kto zabił ale to jeszcze do potwierdzenia. W sumie to fajne doświadczenie będzie, konfrontacja tego co pamiętam bądź nie z tym co faktycznie będzie się działo. Nagłe powroty wspomnień itd. Ogólnie to zaskoczyła mnie in minus oprawa wizualna, zapamiętałem tę grę jakoś ładniej :)
Ja pogrywam i nie ukończyłem jeszcze tych gier :)
FINAL FANTASY XVI
FINAL FANTASY VII REBIRTH
HogwartsLegacy
Battlefield 6
Diablo II Resurrected – Infernal Edition
a te już prawie ukończyłem
DOOM The Dark Ages
Diablo IV: Lord of Hatred
Star Wars Outlaws

2024 - Legacy of Kain: Soul Reaver 1 Remastered na Microsoft Xbox Series X
Legacy of Kain: Ascendance póki co porzuciłem, ponieważ nie jest to zbyt interesująca produkcja, a po ukończeniu Defiance Remastered nabrałem ochoty na zremasterowane Soul Reavery, które 2 lata temu ukończyłem na PC, a tym razem ogrywam na XSX. W chwili obecnej został mi już ostatni boss.
Jeśli chodzi o pierwszego Soul Reavera to ukończyłem go na PC, Sega Dreamcast i Sony PlayStation. Natomiast remastera na PC, a obecnie ogrywam na Microsoft Xbox Series X. Zdecydowanie najgorszą wersją jest ta na PSX. Jeśli zaś chodzi o sterowanie to najgorsze ma pecetowa odsłona. Remastery są zdecydowanie przyjemniejsze w odbiorze od oryginałów. I mówię to jako fan serii.
RDR 2 na series s - w końcu się nie zacina w mieście jak to było na one s
wot:blitz - na telefonie i lapku
battlefield 1 - na lapku
Alan wake 2 przez Amazon Luna

Menace from the Deep (31 godzin, ukończona) - Gracze piszą, że gra lepsza pod każdym względem od Slay the Spire. I im wierzę, bo w StS nie grałem, ale po obejrzeniu gameplayu z rozgrywki faktycznie widać w Menace from the Deep więcej dodatkowej zawartości i pomysłów, pomijając, że karcianka w klimatach dzieł Lovecrafta wygląda bardziej stylowo i przyjemniej dla oka.
Tryb fabularny zabiera nas do Innsmouth, w którym jako tajemnicze stowarzyszenie nazywające siebie Ćmami bada coś, co w mieście i okolicach sprawia, ze ludzie wariują, zamieniają się w potwory i wszechobecny jest niepokój i szaleństwo. Odkrywają wkrótce obelisk i drzemiącą w nim moc. Ogólnie fabuła czterech liter nie urywa i zwyczajnie jest tylko zapychaczem. A szkoda.
Rozgrywka polega na układaniu kart z talii podróży na odpowiednich polach. Mamy głownie takie jak karty z potworami, mieszkańcami, czy specjalnymi wrogami, z którymi walczymy, gdy zagramy tę kartę podróży na pusty slot. Oprócz nich są karty motelu, w którym możemy zyskać kilkanaście punktów życia, ulepszyć kartę lub pozbyć się takowej z talii, muzeum, w którym możemy zyskać za darmo stały artefakt lub rzadka kartę, magazyn, który możemy okraść z określonych zasobów lub je kupić, kartę handlarza, u którego kupimy artefakty stałe, jednorazowe lub karty, a także karty szpitala psychiatrycznego, w którym możemy odzyskać punkty poczytalności za określoną cenę, a także karty zdarzeń, w których podejmujemy decyzje mające wpływ na to, czy coś stracimy, czy zyskamy. Jest też karta losowa, która przyniesie nam walkę, zdarzenie, czy miejsce. Istotna rolę odgrywa karta związana z uzupełniniem paliwa. Zagranie karty podróży zużywa 1 lub 2 punkty paliwa - gdy nam ich zabraknie, to giniemy. Dlatego co jakiś czas trzeba za odpowiednią kwotą uzupełnić paliwo. Na końcu podróży czeka na nas starszy bóg - boss, którego należy pokonać, by przejść do kolejnej lokacji aż w trzeciej głównej lokacji na końcu spotkamy się z Cthulhu.
Gdy wybierzemy kartę walki/bójki to trafiamy na plansze z turową walką, w której mierzymy się albo z potworami albo z mieszkańcami. Każdy rodzaj wroga ma swoje specjalne umiejętności, odporności, słabe punkty. Jednak po pewnym czasie nie będą stanowić dla nas tajemnic. Są gangsterzy, wieśniacy, ryboludki, wielkie i małe pająki, kultyści i wielu innych. Dostosujemy zagrywane karty, jakie wylosujemy z talii, aby po prostu przetrwać potyczkę.
Mamy trzy postacie do wyboru: Pierwsza jest detektyw, który ma umiarkowane punkty życia i poczytalności oraz jako jedyny posiada towarzysza - psa. To w sumie najlepsza postać na start, bo jest dość uniwersalna a pies odciąga nieraz uwagę wrogów. Druga jest kultysta, który posiada najwięcej punktów życia, ale mało punktów poczytalności i specjalizuje się w zadawanie obrażeń poprzez krwawienie oraz urazy oraz inne negatywne efekty nakładane na wrogów i jako jedyny posiada żądzą krwi, która wpływa na moc niektórych kart. Profesor z kolei ma największą poczytalność, ale mało punktów życia, ale specjalizuje się w przywoływaniu pomocniczych stworzeń i alchemii, która specjalizuje się przeważnie w zatruciach. Każda z postaci ma swoją określoną talię kart, możemy dobrać również styl talii - na ofensywny, agresywny, defensywny, takie z wykorzystaniem sztuczek lub specjalnych kart. Ponadto każda zaczyna ze zdolnością początkową i artefaktem bądź artefaktami (jeśli sobie rozwiniemy odpowiednie budynki). Standardowo mamy określone punkty życia, poczytalności, punkty paliwa i pieniędzy. Startowy ekwipunek zwiększamy poprzez zdobywanie zasobów (karty podróży: magazyn), z którym budujemy określony budynek i potem jego ulepszenie, które daje dodatkowe bonusy na starcie każdej podróży.
Gra jest powtarzalna, ale pomimo tego, ze jestem uczulony na grind, to nie odczuwałem go tutaj aż tak bardzo. Walki są na tyle fajnie zrobione, że podejście inną postacią, z innym stylem talii a także losowością sprawia, że podróże nieco różniły się od siebie. Nawet teraz, pomimo, że tryb fabularny ukończyłem, odpalam sobie jeszcze grę, choćby nawet by później zdobyć wszystko na 100%. Jest to zwyczajnie miły zabijacz czasu. Jeśli wyjdziemy w trakcie gry, powracamy później do tego samego miejsca (wyjście w trakcie walki to jej późniejszy start). Tłumaczenie na polski jest w porządku, błędów technicznych nie uświadczyłem. Jedna podróż do trzeciego bossa to około godziny czasu. Ogólnie: polecam. 8/10
Last Report (1,5 godziny, ukończona) - Gra z dobrym pomysłem wyjściowym, ale ograniczona przez gameplay, co ostatecznie wpływa na całokształt. W „Last Report” wcielamy się w strażnika leśnego na nocnej zmianie, którego głównym zadaniem jest sprawdzanie raportów w postaci zdjęć z kamer w parku i ich prosta analiza. Jednak z czasem raporty staja się coraz dziwniejsze i zaczynają się dziać niepokojące zdarzenia.
Ogólnie fabularnie gra jest nawet w porządku. Na początku jest całkiem swojsko – wracamy z urlopu, gadamy z najlepszym kumplem, wręczamy mu upominek z wakacji w postaci flaszki, poznajemy nowicjusza itd. W międzyczasie sprawdzamy raporty. Polega to na kliknięciu na stos papierów, przeniesieniu go na ekran i zaznaczaniu z jakim wykroczeniem mamy do czynienia, czy nie zawiera błędów lub nie jest przestarzały. I tak w kółko. Co trzy wysłane raporty przychodzi nam potwierdzenie z wyliczoną procentową skutecznością. Co jakiś czas nasza pracę przerywają w pełni liniowe zdarzenia. I tak do końca. Przy zakończeniu mamy jedyny wybór w grze, ale też to, jak skrupulatnie uzupełniamy raporty też ma rzutować na zakończenie.
Gra bazuje na produkcjach, w których przyklejeni do ekranu odszukujemy anomalie. Tutaj jest tylko ta różnica, że raporty mają już dołączony screen z kamer i nie widzimy obrazu na żywo. Patrzymy i analizujemy działania po fakcie, choć też oczywiście nie do końca, ale nie będę zdradzał późniejszych zdarzeń. Jest dość liniowo. Trudno mi stwierdzić, czy gra ma jakąś losowość w fabule, bo gdy dwa razy powracałem do gry po ponownym uruchomieniu, to trochę mnie cofała do tyłu (trudno się rozeznać, gdzie gra się zapisuje) i zdarzenia były identyczne. Zgaduję, że chyba tylko raporty są losowe a wszelkie wydarzenia fabularne jak odwiedziny strażników, sytuacje przy domku i w środku oraz rozmowy są z góry ustalone. Za jakiś czas zagram w „Last Report” ponownie, aby zobaczyć inne zakończenie (nie ma opcji powrotu do ostatniego zapisu). Nie ma tutaj też zarządzania czasu co pojawia się w tego typu produkcjach.
Gra jest w klimatach horroru, są obecne jump scary oraz budowanie atmosfery niepokoju, której w sumie zbytnio nie uświadczyłem. Tylko jeden wyskok mnie wzdrygnął i tyle. A tak mamy powtarzalne czynności. Urozmaicić można sobie gra w zbieranie spadających jabłek i próbami odszyfrowania pewnej wiadomości lub naprawienia pliku. Nie jest to wiele. Nie wykorzystano nawet momentu, w którym latarką próbujemy zlokalizować coś, co weszło nam do chatki. Podobnie z istotą pukająca nam głową w szybę – otwieranie drzwi nic nie daje, nic nie można zrobić, bo to jest ustalone z góry. Brakuje tutaj zwyczajnie reakcji gracza na niektóre zdarzenia. Gra wypada dużo gorzej niż takie Abtos Covert. Gry są w niemal tej samej cenie, ale „Last Report” nie ma do nie startu. Pomijam grafikę, ale w grze o greckim strażniku posterunku w lesie wiele rzeczy jest responsywnych. Tam pilnujemy, aby generator prądu nam nie wysiadł, z kamer widzimy, skąd nadchodzą zjawy, aby móc się przygotować na ich przyjście, reagujemy na stukoty w klimatyzacji itp. I napięcie związane z niepokojem jest przez cała rozgrywkę pomimo powtarzalności.
W sumie zasiadłem do tej recenzji z tym, że zostawię pozytyw, ale w trakcie pisania przypomniałem sobie właśnie o zbliżonej grze jak Abtos Covert, czy innych produkcjach, w których mamy symulację jakiegoś zawodu i uwikłaliśmy się w spiralę zdarzeń, które piszą dla nas czarny scenariusz i walczymy z przeznaczeniem. I „Last Report” wypada z nich jednak najsłabiej. Są oczywiście różnice, są inne naciski na odmienne elementy rozgrywki, ale mimo wszystko w tamtych grach od razu chciałem powtarzać, by spróbować odblokować inną ścieżkę i poznać kolejne rozwiązania fabularne – tutaj już nie. 4/10
Tobla: Divine Path (3,5 godziny, ukończona) - Pierwszoosobowa gra logiczna w minimalistycznej, miłej dla oka oprawie audiowizualnej. Rozgrywka polega na podnoszeniu bloczków, przemieszczaniu ich w odpowiednie miejsca, aby ostatecznie dojść do wyjścia. Utrudnieniem tutaj jest to, że przenieść możemy tylko czarne bloczki/kule. Pozostałych nie możemy podnieść, ale możemy „strzałem” z ręki podmienić je miejscami – na miejscu czarnego bloczka pojawi się np. szary bądź z kryształem zasilającym, a na ich miejscu pojawi się czarny. Większość rozgrywki polega na tym, by nosić czarne bloczki/kule i podmieniać je odpowiednimi, innymi elementami. Aby nie było za łatwo – będą utrudnienia w postaci barier, które zablokują nam zmianę miejsc lub umiejscowienie czarnej kuli będzie w miejscu dla nas niedostępnym. Wtedy trzeba kombinować jeszcze z odpowiednim wyczuciem czasu przy podmianach bloczków. Z każdą kolejną łamigłówką mechaniki rozgrywki zostaje rozwinięta o nowe możliwości i robi się trudniej. I dobrze. W końcu na tym polegają dobre gry logiczne.
Podczas rozgrywki wysłuchamy monologów pewnej bogini, przez którą trafiliśmy do tego świata. Choć aktorka podkładająca głos dobrze wywiązała się ze swojej roli, to jednak z czasem nie czekałem na to, co powie, tylko przechodziłem do kolejnej lokacji z łamigłówką. Ogólnie Tobla, to gra na kilka godzin. Audiowizualnie przyjemna, tania w promocji i warta zagrania, jeśli preferujemy tego typu gry. 7/10
Idols of Ash (1 godzina, ukończona) - Hit na Steamie, którego nie ma w golowej bibliotece. Nieskomplikowana gra, w której wyposażeni w hak wspinaczkowy schodzimy w głąb potężnej struktury. Przeważnie będziemy zahaczać hakiem kotwiczką odpowiednie miejsce i spuszczać się na linie, skakać między kamiennymi platformami itp. Brzmi prosto, ale pojawia się pewien problem pod postacią gigantycznej stonogi. Dla ów robala jesteśmy smacznym kąskiem i od kiedy nas zobaczy będzie nam towarzyszył w podróży. Tym samym mamy presję czasu, by schodzić jak najszybciej i dotrzeć do celu. Robi się naprawdę ciekawie.
Grę zaczynamy na poziomie normalnym, który ma punkty zapisu w postaci świecących na zielono struktur, które zawierają popiół. Wdychamy go i czytamy pojawiający się tekst. W przypadku śmierci zaczniemy od tego miejsca z popiołem. Podczas schodzenia napotkamy ich kilka. Ponadto podczas naszej eskapady możemy napotkać świecące ogniki, które przywracają punkty życia. Ogólnie ten tryb jest dość prosty. Gdy ujrzymy zakończenie, odblokujemy tryb hardkorowy i tu już zaczną się schody. Raz, że nie ma już checkpointów a dwa - stonoga jest znacznie szybsza. Praktycznie ciągle trzeba być w ruchu. Pisząc niniejszą recenzję jestem w trakcie rozgrywki w tym trybie, ale jeszcze nie dotarłem do końca. Gdy ukończymy grę na tym poziomie trudności, odblokujemy kolejny tryb. Tak więc jest solidna powtarzalność i wyzwanie.
Audiowizualnie jest oszczędnie, ale bardzo klimatycznie. Grafika niczym z PSX, dobry dźwięk i niezła muzyka pod koniec. Sterowanie jest proste i intuicyjne. Błędy popełniałem tylko podczas pośpiechu i z mojej nieuwagi, szczególnie gdy stonoga była coraz bliżej. To, że gra potrafi dostarczyć emocji mam w postaci dowodu będącym spoconymi dłońmi. Zawsze mi się to objawia, gdy oglądam produkcje związane z dużą wysokością. W grach praktycznie mi się to nie zdarzało, aż do teraz.
Gra jest tania, mega satysfakcjonująca i jak najbardziej ją polecam. Gdy ją ukończymy, przekonamy się, że to także opowieść o dotarciu w głąb własnego JA. 8/10
Puppet House (2 godziny, ukończona) - przyjemna przygodówka FPP w klimatach horroru. W swoim gatunku na pewno wyróżniająca się bohaterem z krwi i kości, który reaguje na to co się dzieje a nie jest tylko niemym świadkiem wydarzeń, które jego dotyczą. To największy plus ów produkcji, ale tych jest jeszcze kilka.
Fabularnie gra, jak na gatunek przystało, zabiera nas do nie do końca opuszczonego domostwa, w którym okazuje się, że karty rozdaje "żywa" marionetka. Głównym celem jest odszukanie młodego mężczyzny, który zniknął w tych okolicach. Z biegiem czasu odkrywamy, co tu się wydarzyło. Ogólnie standard, ale z dobrze poprowadzoną historią.
Głównym elementem rozgrywki jest rozwiązywanie łamigłówek. Te, niestety, są banalne i niemal do każdej znajdziemy gdzieś rozwiązanie. Taki to już standard tego typu gier. Ale rozumiem też twórców - musiały być nietrudne, aby nie ucierpiała dynamika rozgrywki. W grze będzie też kilka sekwencji QTE, ale na szczęście nie trzeba mieć refleksu niczym Lucky Luke. Od razu też dodam, że gra nie jest survival horrorem i w sumie takowych elementów tu nie znajdziemy. Co prawda w początkowych etapach może pojawić się niepokój, ale koniec końców "Puppet House" to taki chillowy horrorek.
Dużym plusem jest oprawa audiowizualna. Domostwo jest dopracowane, to nie cztery ściany i dwa meble na krzyż. Ewidentnie widać, że przez lata wśród tych czterech ścian i okolicy dużo się wydarzyło. Assety pewnie w większości tworzyli deweloperzy a nie są darmówkami ze sklepów unity itp. Dźwiękowo też mi się podobało i nawet dubbing - w końcu gramy gliną po przejściach. Przejście gry to dwie godzinki, czyli w sam raz. Nie ma tu dłużyzn i przeciągania rozgrywki na siłę, co często robi taki Blobber Team. W Puppet House jest krótko, ale zwięźle. Ogólnie - polecam. 7/10
Terminal Mass (2,5 godziny, ukończona) - przyjemny średniaczek. FPS, który nie odkrywa koła na nowo. Nie jest to retrostrzelanka, czy jak kto woli nazwę boomer shooter. Ot zwyczajny FPS z grafiką stylizowaną na produkcje sprzed ponad ćwierć wieku. Trafiamy do domeny, w której musimy zwiedzić trzy lokacje. Każda z nich ma 4 lub 3 misje do rozegrania. W pierwszych zazwyczaj musimy wyeliminować określoną liczbę istot, którymi są wypełnione korytarze poszczególnych miejscówek. W kolejnych oprócz ich likwidacji musimy zniszczyć konkretną liczbę pewnych struktur lub znaleźć na końcu schemat odblokowujący kolejny poziom giwer. Na końcu zmierzymy się z bossem.
Sama rozgrywka jest banalna. Gra praktycznie nie jest wezwaniem. Istoty są proste do ustrzelenia. Jedynych, jakich musimy się obawiać to tych strzelających, ale w całej grze spotkamy ich zaledwie kilka. Za mało. Reszta zazwyczaj ma jeden atak polegający na biegnięciu w naszym kierunku. Trzecim atakiem dysponują lewitujące byty na wzór meduz, które ultradźwiękami tylko przeszkadzają w strzelaniu. Bossowie też nie stanowią wyzwania, choć przy drugim jest "zwrot akcji" po hipotetycznym pokonaniu go. Z bossów wycinamy ich fragmenty, by w kwaterze głównej umieścić je na pewnych ołtarzach. W sumie w całej grze najbardziej podobała mi się walka z pierwszym bossem.
W grze mamy multum broni do sprawdzenia. Jeśli mamy za sobą misje ze schematami, to liczba pukawek, których można użyć zwiększa się ponad dwukrotnie. Szkoda tylko, że misje i poziomy są krótkie i większości nawet nie sprawdzimy, ale sądzę, że jak jakaś się spodoba, to będziemy jej używać do końca. Jest kilka możliwości do wyboru noszenia dwóch spluw naraz, z czego przede wszystkim korzystałem. Z kolei poziomy wyglądają podobnie, choć zmienia się nieco sceneria, ale większość jest korytarzowa. Trzeci, będący wnętrznościami bestii, jest urozmaicony tym, że nosimy maskę gazową.
Graficznie jest stylizacja na gry sprzed wielu lat, ale jednak trochę przesadzono z retrowością, co przy pierwszych lokacjach nieco męczyło oczy. W ustawieniach zmiany niewiele dały. Dźwięk jest domyślnie ustawiony za cicho. Ponadto gra ma w poziomach z kanałami błąd polegający na wywalaniu do pulpitu przy pierwszym oddanym strzale. Sposobem okazało się pozwolenie wrogom na zaatakowanie nas i wtedy ów bug nie pojawiał się. Ogólnie grało się całkiem przyjemnie. Jest łatwo, ale też czasami lubię tego typu rozgrywkę, by zwyczajnie się zrelaksować. Do tego gra ma bardzo atrakcyjną cenę jak na minimum półtorej godziny rozgrywki. 5/10
Somnifuge (3,5 godziny, porzucona) - Ogólnie Somnifuge to gra polegająca przede wszystkim na odszukiwaniu właściwej drogi w zagadkowych labiryntach, które niejednokrotnie są wypełnione łamigłówkami, bądź w których musimy unikać wrogich istot. Trochę mnie męczyła aż w końcu pojawił się poziom w szpitalu. Tam, po wielu podejściach zdecydowałem się zrezygnować z gry. Ogólnie na tym poziomie unikamy szalonej pani medyk, którą zwabia każdy dźwięk, gdy włączamy dźwignię otwierającą drzwi i drukujemy podpowiedź z komputera. To najmniejszy problem, bo zawsze wtedy w pobliżu jest szafka, w której możemy się na chwile ukryć. Gorzej, gdy poruszamy się po korytarzach. Jej obecność sugeruje ciemna mgła. Tylko, gdy ona się pojawia to trudno zorientować się skąd pani medyk nadchodzi. A po drugie wtedy wszystko się zlewa z grafiką co utrudnia szukanie właściwej drogi. Jeśli wejdziemy do złego pokoju, gdzie nie ma szafki, lekarka nas zabija i zaczynamy poziom od nowa. Poziom powtarzałem wiele razy. Miałem już ustaloną drogę, co robić, ale i tak każdy nowy otwarty korytarz to niewiadoma i miałem jakiegoś kurde pecha, że ciągle na nią natrafiałem. Przy kolejnym podejściu wybierałem inną drogę, dochodziłem dalej, ale potem znowu ona. I zaczynanie od nowa. A idź pan w ch... A mam za sobą wiele survival horrorów, ale ten zirytował mnie jak kiedyś gra Vilomah, gdzie stara wiedźma pojawiała się z d....
Potem obejrzałem sobie gameplay i jak zobaczyłem, co jest później, to nawet może i dobrze, że zrezygnowałem, bo potem jest błądzenie po klatce schodowej. Trochę szkoda, ale od początku Somnifuge mnie nie przekonywało. Nieco grałem na siłę, robiłem długie przerwy. Po śmierci często wyłączałem grę. Niby ma dość ciekawe łamigłówki, ale coś tu nie pykło. Chyba zaczynam też mieć zmęczenie materiału taką stylizowaną grafiką. Może kiedyś do niej wrócę i mnie wciągnie (co czasami miało miejsce), ale na razie mimo wszystko nie polecam.

Football Manager 2023,1790,5h No cóż, chyba trzeba będzie znowu robić jakąś rewolucję kadrową bo nuda straszna. Przy poprzedniej groziłem, że następna to będzie wywalenie wszystkich którzy mają więcej niż 21 lat i pójście na maksa w juniorów. Także z ciekawości jak to wpłynie na moje wyniki. No i chyba dla urozmaicenia rozgrywki trzeba będzie w to iść. Wywalenie weteranów powyżej 28 lat nie odmieniło znacząco gry, więc teraz trzeba iść o krok dalej. Rezerwy niestety odpadły już w 2 rundzie Pucharu Polski więc nie będzie kolejnego wielkiego finału PP Pogoń vs Pogoń II :(
Slay the Spire, 70h Tylko 4 godziny w tym tygodniu? Coś dziwnie mało. Ale za to niespodziewany sukces, ukończenie zakończenia jako Cień. Sukces kompletnie niespodziewany, cały początek tego przejścia narzekałem, że mam za mało trucizny, a finalnie nie miałem nawet ani jednej karty podwajającej/potrajającej truciznę. Ale o dziwo inne rzeczy się złożyły w tym artefakty czy nawet ulepszone mikstury. To właśnie pokazuje, że naprawdę wiele rzeczy musi się nam złożyć abyśmy mieli szansę odnieść wielki sukces w tej grze. Jak się nam nie złoży to jest po prostu kicha.
Danganronpa: Trigger Happy Havoc, 22h No tak, potwierdza się to, że im dalej w grę tym mniej pamiętam. Drugie zabójstwo jeszcze trochę sobie przypomniałem jak zobaczyłem lokację ale trzecie to już w zasadzie nic nie pamiętałem, i w zasadzie żadne wspomnienia nie wróciły. Czwarta sprawa jest w kolei bardziej charakterystyczna więc coś tam jednak kojarzyłem trochę bardziej. Ogólnie to strasznie szybko wszystko idzie, zaraz będzie koniec gry. Miałem wrażenie, że jest więcej przerw i wolnego czasu między zabójstwami. W owym wolnym czasie możemy rozwijać znajomości z naszymi towarzyszami, dostajemy od nich różne umiejętności, które potem przydają się podczas Class Triali, ale wychodzi na to, że podczas jednego przejścia jesteśmy w stanie dosyć mało tych skilli odblokować.

Miałem dokonać takiego samego porównania jak w przypadku jedynki. Ale jakoś nie mogę się przemóc do tych remaków. Sprawdziłem ich dema i odpadłem w obu przypadkach w połowie. To też zabrałem się tylko za ich pierwowzory i przeszedłem je wzdłuż i wszerz.
Resident Evil 2 (1998) (9). Z dwójką spędziłem ze 20 godzin i ukończyłem ją na wszystkie możliwe (4) sposoby na każdym poziomie trudności. Tak samo potraktowałem ją 15 lat temu i w tedy powiedziałbym, że jest to numer 1 całej serii. A teraz muszę powiedzieć, że jest to naprawdę mocne numer 2. Choć jest to sequel na poziomie filmowego Ojca Chrzestnego 2 to jednak ma dość istotną skazę, która nie pozwala mu zająć pierwszego miejsca. Jest nią scenariusz Claire na HARD MODE. Granie w to to jest jak orka na ugorze. Fizycznie normalny człowiek (przynajmniej jeśli chodzi o wersję A) nie jest wstanie togo ukończyć. Trzeba posiadać nadludzkie zdolności, albo być Koreańczykiem (nie piszę tego jak obelga) by zobaczyć napisy końcowe. W żadnej grze z serii poprzedzającej siódemkę nie ma z tym problemu. Gra za 150 złotych (tyle kosztowała w dniu premiery) powinna dawać radość z grania, a nie wqrwiać. Capcom nie testowaliście tego.
Resident Evil 3 (2000) (10). Nigdy nie uwierzę w to że od początku to miała być część trzecia. Nemezis to nic innego jak zapchaj dziura, która miała podsycać ogień zainteresowania serią aż do pojawienia się Code Veronica. Nie znaczy to że jest to zły tytuł. Jest to dobrze wykonana robota tyle że przez ubogiego rzemieślnika. Może bym tak nie myślał gdybym nie przeszedł tego 8 razy, by odblokować wszystkie epilogi. Za piątym razem chciało mi się już rzygać. Tak można zrobić sobie alternatywne wersie tej historii w zależności od tego gdzie pójdziemy najpierw. Ale tych wariacji starczy może na 4 przejścia. Można sobie postawić jakieś cele np. pobiję Nemezis za każdym razem jak się pojawi. Skóra niewarta wyprawki. Wielkolud po rozłożeniu na łopatki zostawia same śmieci. Nawet rozwiązywanie zagadek które za każdym razem (w większości przypadków) zmieniały odpowiedź nie daje satysfakcji, ani nie pobudzają komórek mózgowych. Bo są one jedne z najgorszych w całej serii. A za łamigłówkę z próbką wody ktoś powinien stanąć przed sądem.
W porównaniu do dwójki nie ma w tej grze nic, co by powodowało chęć spędzenia z nią dłuższego czasu.
Capcom Beat Em Up Bundle (11). Nie będę się rozpisywał tytuł mówi sam za siebie. Jedynie co dodam to że lepiej w to grać w co-op niż w pojedynkę.

2024 - Legacy of Kain: Soul Reaver 2 Remastered na Microsoft Xbox Series X
W sobotę ukończyłem na 100% Soul Reaver 1 Remastered. No i cóż mogę rzec? Uwielbiam tę grę. Obecnie gram w sequela, ale to już nie to samo... niestety...

Football Manager 2023,1802h Przerwa zimowa więc trochę nudy. Polskie zespoły dzielnie walczą w Europejskich pucharach ale poza mną w LM i Radomiakiem w Lidze Konferencji szału nie ma. Kotwica coś tam próbuje w tej Lidze Europy ale umówmy się, raczej od początku sukces jej nie groził. Tym bardziej że w lidze sezon dużo gorszy niż poprzedni i raczej są bliżej spadku niż ponownego awansu do pucharów. Na największą sensację Ekstraklasy wyrósł GKS Katowice który zimę spędzi na drugim miejscu. Z drugiej strony zarówno Wisła Kraków jak i Górnik Łęczna są zamieszani w walkę o spadek.
Slay the Spire, 74,5h No ciężko będzie coś ugrać tą Obserwatorką. Z raz czy dwa udało się ją nawet dość do zakończenia ale tak bez większych szans. A w większość przypadków dojście do zakończenia jest sporym wyzwaniem. Od samego początku ta postać wyglądała mi najsłabiej, najbardziej nudno się nią grało, bez czegoś fajnego do zbudowania. Naprawdę nie widzę tutaj zbytnio perspektyw na wygraną, nie wiem ile jeszcze będzie mi się chciało próbować...
Danganronpa: Trigger Happy Havoc, 34h Podstawowa gra skończona teraz trochę zabawy w dodatkowym trybie, który się odblokowuje po skończeniu gry. Pamiętałem cos trochę, że jest on jakiś dziwny ale bez szczegółów. No i w sumie jest on trochę dziwny, zbieramy zasoby i budujemy Monokumie zapasowe jednostki. Musimy też dbać o czystość szkoły, nasze postacie mają poziom zmęczenia i poziomy czyszczenia i pozyskiwania zasobów. Ale co najważniejsze, można tutaj trochę osiągnięć powbijać. W podstawce dosyć mało można wbić osiągnięć za rozwijanie znajomości z postaciami na maksymalny poziom a tutaj można spokojnie wbić wszystkie. Na pewno jeszcze się trochę tutaj pobawię i powbijam co się uda.

STRAYA – (16h, w trakcie) – FPS, w którym trafiamy do Australii końca lat 60. zanim australijski rząd zaczął interesować się zagrożonymi gatunkami. Ogólnie w zabitej blachami dziurze dostajemy różne zlecenia polegające na dotarciu w określone miejsce i zrobienie czegoś albo należy coś znaleźć bądź upolować. Możemy tam dotrzeć pieszo (niewskazane), konno, samochodem lub helikopterem. Po drodze jak i w okolicach poszczególnych miejsc trzeba mieć się na baczności, bo jesteśmy intruzem i jeśli jakiś dziki gad nas usłyszy lub zobaczy, to przeważnie nas atakuje. Nie mamy wtedy zbyt dużego wyboru i zwyczajnie trzeba delikwenta odstrzelić.
Świat jest w sumie otwarty i mamy pełną swobodę w jego zwiedzaniu. Niemniej trzeba uważać, bo zginąć jest bardzo łatwo. Już na starcie załatwiła mnie chmara komarów, bo nie byłem wyposażony w podręczny miotacz ognia wykonany z dezodorantu i zapalniczki. Potem załatwił mnie kangur a później już swoim jadem wielgachny pająk. Z każdą śmiercią tracimy część ekwipunku, kasy i broń, które potem możemy odzyskać, o ile w miejscu, gdzie uprzednio zginęliśmy znajdziemy worek z fantami. Nie ma tutaj fabuły, tylko same zlecenia i eksploracja. Czasami natrafimy na mapki z info o czymś ukrytym, do czego odnalezienia potrzebujemy wykrywacza metali, czy kompasu. Kasę możemy zdobyć nie tylko z polowań, ale i z łowienia ryb, poszukiwania złota, odnajdywania bydła, łapania kurczaków i odławiania krabów. Spanie w łóżku zmienia tylko porę dnia i nie regenerujemy życia.
Jak na razie gra wciąga, choć zarządzanie ekwipunkiem jest toporne i mało intuicyjne. Bowiem rzeczy manualnie przypisywać do podręcznych i odwrotnie. Sterowanie helikopterem też sprawiało początkowo trudności, bo niebyt czytelnie była opisana klawiszologia. Potem jednak nie stanowiło przeszkód. Paliwo też za szybko się wyczerpuje a swoje kosztuje. Niemniej warto i będę sobie na spokojnie kontynuował rozgrywkę, tym bardziej, że dużo tutaj do roboty a zlecenia są w miarę urozmaicone.
1989 After War (3, w trakcie) – platformówka akcji, w którym przemierzamy postapokaliptyczny świat i eliminujemy napotkanych przeciwników. Do pokonania mamy kilka etapów, które kończą się bossem. Gra niby wygląda na łatwą, ale takową nie jest. Odradzający się wrogowie potrafią napsuć krwi i każdy checkpoint to ulga. A pokonując poziomy musimy być w ruchu, bo terytoria są skażone i jeśli osiągniemy duże promieniowanie, to też giniemy. A pozbyć się go można poprzez zebranie paczki z określoną ikonką lub podczas punktu zapisu. Grafika pikselowa jest miła dla oka. Muzyczka też.
Dreadwoods Gatekeeper – gra na która czekam i poprosiłem twórcę o dostęp do playtestów. Ograny fragment to początkowy wycinek, który w przyszłości będzie pewnie wersja demo. Szykuje się fajna gra będąca przygodowym symulatorem strażnika bramy. Przeprowadzamy kontrole wozów, patrolujemy okolicę i przede wszystkim próbujemy przetrwać noc. Jest ciekawie. Widać tu duży potencjał na coś ciekawego, choć będzie trochę powtarzalności. Niemniej czekam na pełna wersje.
Card Hog (5h, ukończona) - Z pozoru prosty mix karcianki i planszówki, w której uroczym prosiakiem poruszamy się w liniach prostych góra dół, prawo lewo napotykając na swojej drodze różne karty: wrogów, oręża, zaklęć, mikstur, ulepszeń itd. I tak krążymy po planszy, aby jak najpóźniej zginąć. Jest kilka trybów rozgrywki - ucieczka przed ogniem, walka z apokalipsa zombie, multiplayer itd, choć trzon zabawy jest ten sam. Z czasem jednak wkrada się nuda i nie ma tutaj chęci rozegrania kolejnej rundki. 6/10
Diablo 4 z dodatkiem Lord of Hatred - kampania ukończona i teraz czas na zbieranie gaeru na najwyższe tormenty- robię plany wojnenne i jest gites :)