Nigdy nie zapomnę pierwszego kontaktu z Morkiem. Szedłem, gdzie nogi poniosły. Krótki miecz paraliżu pozwalał wykończyć mocniejszych przeciwników. Każda kolejna deadryczna kaplica na horyzoncie kusiła łupami.
Zwiedziłem całą wyspę, zajrzałem gdzie się dalo, postać na prawie 70 poziomie, zaklęta deadryczna daikatana, deadryczno-ebonowa zbroja itp.
Pomyślałem - czas ogarnąć fabułę i jakieś zadania. Poszedłem do Caiusa Cosadesa a ten zdziwiony, że miałem mu dostarczyć przesyłkę... ale jej nie mam. Musiałem gdzieś wywalić próbując pozbyć się przeciążenia xD W drugiej rozgrywce też fail - wpakowałem się w wampiryzm.
Gra wciągała na długie miesiąc. Praca dla wielkich rodów, zabójstwa dla Morag-tong, pięcie się w hierarchii gildii. Raz nawet odbyłem podróż szlakiem pielgrzyma, odwiedzając kolejno świątynie.
I pamiętam, gdy po wymianie GPU wreszcie miałem tę bardziej realistyczną wodę i gra już tak nie dropiła klatek.
Tylko te cholerne skrzekacze...
Cholernie klimatyczna gra. Pamiętam, że lata temu ludzie dzielili się na Team Gothic i Team Morrowind, a ja potrafiłem się wciągnąć w obie gry na długie godziny.
Zupa, ja dopiero zacząłem tą serię od obliviona na Xbox bodajże one czy 360 kieds
Modyfikacja OpenMW znacznie odświeża gre. Teraz to Must Have.
Mam jednak mieszane uczucia co do podkręconego zasięgu rysowania. Z jednej strony świat gry mocno się kurczy, ale z drugiej te widoki!
Niesamowita gra, cudowny klimat i ta muzyka. No i gra która nie prowadzi za rączkę dającą maksymalną satysfakcję.
Personalne RPG wszechczasow.
Dzis mozna pograc jak sie podbije grafe i z Tamriel Rebuild.
Pamietam pierwszy raz gralem z opisem z jakiejs gazetki. Wersja oczywiscie legalna inaczej. Nie rozumialem wogole co robie, bo opis byl w czesciach i konczyl sie zaraz po znalezieniu starego narkomana w Balmorze i szukaniu grzybow i kostki dla gildii magow.
To sie lazilo poprostu wlazac gdzie nie trzeba i ginac na potege.
13/10
Szkoda, że dzisiaj powstaje tak mało gier, które nie prowadzą gracza za rączkę, nie mają znaczników, ale w zamian dają wskazówki w postaci dialogów czy wpisów w dzienniku.
System walki w Morrowind jest trochę kontrowersyjny, bo łączy zręcznościowy system walki ze statystykami, od których i tak wszystko zależy. Nie jest to idealne połączenie i kiedyś sam to hejtowałem, ale dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej. Takie połączenie jest dla mnie bardziej immersyjne i daje podobne odczucia co stołowe rpg.
Ostatnio szukałem jakiejś gry właśnie w stylu Morrowind, gdzie gramy solo, a rozwój postaci jest oparty mocno o statystyki i związaną z nimi losowość.
Może coś pominąłem, ale jedyne takie gry to Morrowind i Neverwinter night część pierwsza. A gdyby dodać jeszcze do tych kryteriów kamerę fpp to nie ma nic po za Morrowindem...
Gra ponadczasowa. Mogli zrobić remake Morrowinda zamiast Obliviona. :(
Czasy kiedy gry nie były jeszcze na salonach obok branży muzycznej czy filmowej, wtedy granie było postrzegane jako dziecinada i było kierowane do wąskiej grupy odbiorców. Teraz pazernością przebijają filmy, muzykę czy książki razem wzięte.
Pamiętam, jak grałem pierwszy raz - znalezienie "Groty wcielonych", "Jaskiń Urshilaku", czy nawet głupiej Balmory [nie korzystając z łazika] było nie lada zadaniem bez korzystania z internetu.
Nadal (niezmiennie) co kilka lat do niej wracam i przechodzę od nowa, mimo że samą grę znam niemalże na pamięć. Nie jest to może gra idealna, ale dla mnie jest.
Cholernie klimatyczna gra. Pamiętam, że lata temu ludzie dzielili się na Team Gothic i Team Morrowind, a ja potrafiłem się wciągnąć w obie gry na długie godziny.
uwielbiam obie gry, każda jest dobra i ma swój charakterek :)
Dokładnie, a niektórzy potrafią się zesrać bo jedna gra bardziej się komuś podoba od drugiej :)
świetna gra. Faktycznie lokacje były w tej grze fantastyczne. Kraina mocno fantasy przepełniona gigantycznymi grzybami i potworami, a także mocno różnorodna czy to roślinne czy to pustynne czy to wulkaniczne/lawowe, a nawet lodowe tereny, a także mnóstwo fantastycznych zabudowań jak właśnie vivek czy też daedryczne i dwemerskie ruiny wypełnione odpowiednimi mobkami, a także nietypowych lokalnych budowli albo już zwykłe średniowieczne zabudowania cesarskich, które pozytywnie kontrastują z resztą. Bardzo klimatyczna. Bardzo mi się spodobało to, że w grze nie było ograniczeń i dało się zabić wielu ważnych npc. No i było trochę ciekawych i dziwnych rzeczy, np. ziomek spadający z nieba, bo skrewił i nie przewidział, że jak bardzo wzmocni swoją akrobatykę i nie da wystarczającego czasu to umrze po upadku przez brak akrobatyki po wygaśnięciu buffa albo zapomniał jeszcze raz użyć przed upadkiem po wygaśnięciu buffa albo ta dama, która zgubiła pierścień w stawie czy ten półnagi nord barbarzyńca co zadarł z wiedźmą, która go sparaliżowała i okradła do samych gaci xD.
Ale niestety gra faktycznie ma parę przykrych wad. Min. skrzekacze, są pogięte, nie dość że wyjątkowo pospolite ścierwo, to jeszcze najszybsze stworzenie w grze. Ja wiem jak na początku gry szybko zdobyć pewne itemki niezwykle przydatne podczas gry, np. te buty oślepiające i dające gigantyczną szybkość. Z nimi i tak postać nie była w stanie być szybsza od skrzekaczy, one i tak zupełnie bezproblemowo doganiały i dziobały trochę zatrzymując postać, więc koniec końców trzeba było je co chwilę ubijać, mimo zerowego zagrożenia, żeby nie spowalniały ciągle tym dziobaniem (przyjęte obrażenie spowalniało postać, nawet dość niewielkie).
Albo przegięta różnica statystyk i umiejętność między głównym bohaterem, a npc/potworami na początku gry, bo stety niestety, ale postać na start ma niezwykle zaniżone staty i umiejętności. To sprawiało, że postać nie oparta na klasie atletycznej, na początek tylko troszkę szybciej biegała od byle chodzącego npc albo robi 5 centymetrowe skoki, przez co mnóstwo niskich barier nie dało się przeskoczyć na początku i konieczne było przechodzenie naokoło. No i oczywiście problem z walką, na początku jest to zwyczajnie irytujące, gdy postać nie może trafiać mieczem byle jakiego kraba, bo ma za mało umiejętności i zwinności decydujących o szansie trafienia i nawet byle starowinka mocniej biła pięściami właśnie z powodu ogromnej różnicy. A nawet nie musiała mieć specjalnie wysokich statów i umiejętności, wystarczyła ogromna różnica w statach i umiejętnościach.
Albo niektóre całkiem bezużyteczne rzeczy jak moc rasowa orka. Jednocześnie dużo siły oraz dużo poświęconej zwinności, jak wiadomo ork bez zwinności nic nie trafi. Może i mocniej wali, ale za to nic nie trafia, a dodatkowo to wrogowie teraz częściej trafiają go i jeszcze bez problemu go powalają na glebę. Moc rasowa, która działa całkiem jak alkohol xD.
Kolejnym problemem jest też poruszanie się, gra nie ułatwia przez mgłę domyślnie ustawioną na maks 10 metrów przed graczem i w praktyce w wielu miejscach poruszało się po omacku. Ten problem występował gdy ruszało się w takich miejscach otoczonych stromizną nie do obejścia i często miały różne rozwidlenia od ścieżki i oczywiście niejednokrotnie niektóre z nich były ślepymi zaułkami. W takich sytuacjach to często wkurzało, bo z daleka nie widać, czy ta ścieżka kończy się ślepym zaułkiem i dopiero z bliska okazuje się, że jest zablokowane stromizną i zwykle trzeba było zawracać do rozwidlenia.
No i oczywiście specyficzny problem gry, mianowicie jak długo się gra to postacie przesuwają się dosyć daleko, bo mimo że są w pozycji idle to ich animacja idle z czasem dość delikatnie ich przesuwa.
A jeszcze pamiętam jedno z zadań, które miały źle przetłumaczone wskazówki. Jedno z nich mówiło o miejscu gdzieś blisko jakiejś lawy, a okazało się, że chodziło o wyschnięte koryto, tam nigdzie nie było żadnej lawy. Przez to długo szukałem lawy, której nie było...
Na szczęście większość z tego da się spokojnie załatwić modami albo nawet komendami. Min. moc rasowa orka, mgła czy to dryfowanie postaci, które dało się załatwić krótką i prostą komendą "ra" jako skrót od reset actors.
Komentarz w złym miejscy jak zwykle. Do usunięcia.
Nigdy nie zapomnę pierwszego kontaktu z Morkiem. Szedłem, gdzie nogi poniosły. Krótki miecz paraliżu pozwalał wykończyć mocniejszych przeciwników. Każda kolejna deadryczna kaplica na horyzoncie kusiła łupami.
Zwiedziłem całą wyspę, zajrzałem gdzie się dalo, postać na prawie 70 poziomie, zaklęta deadryczna daikatana, deadryczno-ebonowa zbroja itp.
Pomyślałem - czas ogarnąć fabułę i jakieś zadania. Poszedłem do Caiusa Cosadesa a ten zdziwiony, że miałem mu dostarczyć przesyłkę... ale jej nie mam. Musiałem gdzieś wywalić próbując pozbyć się przeciążenia xD W drugiej rozgrywce też fail - wpakowałem się w wampiryzm.
Gra wciągała na długie miesiąc. Praca dla wielkich rodów, zabójstwa dla Morag-tong, pięcie się w hierarchii gildii. Raz nawet odbyłem podróż szlakiem pielgrzyma, odwiedzając kolejno świątynie.
I pamiętam, gdy po wymianie GPU wreszcie miałem tę bardziej realistyczną wodę i gra już tak nie dropiła klatek.
Tylko te cholerne skrzekacze...

Jedna z najważniejszych gier w moim życiu. Kupiłem swego czasu wydanie z serii Extra Klasyka. Nie było wtedy smartfonów by sprawdzić o czym dana gra jest. Sugerowano się wtedy wyłącznie recenzjami z magazynów (o ile kogoś było wtedy na nie stać), albo po prostu opisem z tyłu pudełka. Capnąłem takowe, zapłaciłem 20 złotych, wróciłem do domu, włożylem płytę do napędu i zainstalowałem. A potem? Przepadałem! Do dziś uważam grę za genialnego RPGa. Moim zdaniem to najbardziej udana gra Bethesdy. Klejnot w koronie. Żałuję, że nikt nie mówi o pełnoprawnym remaku, bo gra na niego po prostu zasługuje. Dziś ciężko znaleźć coś, co oferuje podobne doświadczenie.
Najbardziej wrył mi się w pamięć niesamowity świat i niebagatelna fabuła
Dobrze że udało mi się kupić w sklepie pudełkową wersję po polsku, bo inaczej nigdy nie zagrałbym w tą grę (Niestety wersja cyfrowa jest po angielsku ... -.- )
Jest jakiś dobry texturpack do tej gry?
Morrowind, ze swoim modelem walki jest dla mnie jak samochód, którym nie da się jeździć, chociaż ma świetnie wyprofilowane fotele, klimatyzację i perłowe przełączniki. W grach RPG cenię sobie bardziej akcję i rozwój niż eksplorację czy narrację, może i przez to nie należę do prawdziwych fanów RPG, ale jednak w drewnianego Gothica grało mi się przyjemniej niż w Morrowinda.
Bardzo dobrze wspominam tą grę. Ale mój kontakt z nią przypadł na okres kiedy gry, nowo otwarte przede mną medium, miały potężną taryfę ulgową. Po przejściu Gothica coś mi nie pasowało do końca w Morrowindzie, ale chłonąłem wtedy wszystko, szczególnie że grałem w to w czasie najlepszego growo okresu w moim życiu. Tak więc mam z tą grą bardzo dobre wspomnienia, i nie chcę ich niszczyć konfrontując z rzeczywistością.
Moim zdaniem najlepsza część TES. Pamiętam jak zacząłem grać, to sprzedałem gdzieś na początku gry jakiś potrzebny przedmiot do głównego wątku i nie pamiętałem gdzie. Ale zacząłem dalej przechodzić chyba wszystkie wątki poboczne- lub ich większość wymaksowałem postać w większości umiejętności i został mi tylko główny wątek. Nie potrafiłem znaleźć tego przedmiotu, okazało się, że ten został w jakimś forcie po drodze do Balmory. Na szczęście sprzedawca wciąż go miał. Odkupiłem i przeszedłem cała grę. Zagrałbym jeszcze raz po tych 20 latach, ale czekam na remake, choćby fanowski Skywind. Z tego co pamiętam grałem bez modów. Potem Oblivion mimo że dobry, trochę mnie rozczarował.
Nigdy nie potrafiłem się do tej gry przekonać, raz nagrałem 30h i nie przeszedłem... wolałem zawsze bardziej stare Gothic-ki ( tak wiem to zupełnie innego typu gry i mniejsze ) ale ściany tekstu do czytania, i fatalna walka ( animacje) mnie odpychały.
Maguayw morrowindzie to gra w grze.Zaklinanie oprzedmiotów, kamienie dusz, tworzenie własnych czarów.Bulidy nNa łucznika Co przyzywa najlepszy łuk, mag Co może jedynie odzyskiwać manę Jak dostaje obrażenia magiczne.Darmowe ddodatki, mody z nowymi wyspami.I mozna bylo też łódkami pływać Bo jak inaczej dostać się do lokacji z drugiego dodatku?Zadania gildi (Ciekawe kto zrobił zadania gildi zabójców bez poradnika xD)Krab cco zapowiadał multiplayer.I oofc czarodziej co zlatuje z nieba.
W Morrowindzie podobał mi sie najbardziej rozwój postaci. Przykładowo dużo biegasz rośnie atletyka, skaczesz skillujesz akrobatyke, itp. Pamiętam jak stałem pod ścianą i skakałem sobie by ją nabijąć, bo gdzieś nie mogłem doskoczyć do jakiś drzwi. Szkoda,że w kolejnych częściach akurat rozwój postaci w sporej mierzę wykastrowali. Nadal w mojej opinii Właśnie 3 była najlepszą częścią z serii jako całokształt.
Morrowind to jeden z najlepszych RPG, ma tylko dwie wady: gówniany dziennik i gówniana mapa świata, oba naprawione w dodatku.
Dodałbym jeszcze kiepskie animacje postaci i kiepski system walki. Tego dodatki chyba nie naprawiają?
Nie ma co tyle oczekiwać od gry z 2002 roku, system walki fakt jest słaby, ale wraz ze wzrostem umiejętności walczy się lepiej.
Najwspanialsza, najlepsza, najważniejsza gra w jaką grałem. Oczywiście teraz już bardziej ją idealizuje przez to jak się zapisała w mojej pamięci i nie mam pojęcia czy dziś tak samo bym się wciągnął, ale w moim growym growym sercu to Morrowind już pewnie zawsze będzie tą NAJ.
https://www.youtube.com/watch?v=0lfCUSB4p6g
Nigdy nie byłem fanem TES-ów ani systemu rozwoju postaci w grach z tej serii i nie mam żadnego sentymentu do Morrowinda, ale co by nie mówić, to ma on najlepszy system rozwoju postaci ze wszystkich TES-ów wydanych w XXI w. Zabawa z zaklinaniem przedmiotów klejnotami, w tym klejnotami pozwalającymi chodzić po wodzie i unosiść się w powietrzu - dzięki temu, mimo nawet istniejącego w tej grze level scallingu (który na szczęście nie jest tak absurdalny i idiotyczny, jak w Oblivionie), czuło się, że naprawdę jest się kimś i po godzinach grania, czuło się, że się ma przewagę nad przeciwnikami. A o to właśnie chodzi w RPG-ach. Tak bardzo brakowało mi tego w Oblivionie i Skyrimie... Fajnie by było, gdyy wrócili do takiego zaklinania przedmiotów w TES VI.