ME5 bez Sheparda jako protagonisty kompletnie nie ma sensu. To jest świetna postać, że swoją historią i charakterem, więc czemu go ludziom zabierać. I żadne wykopywanie z grobu, bo Shepard przecież przeżył, przy odpowiednim, najchętniej wybieranym zakończeniu ME3. Nowy protagonista to prosta droga do porażki, bo BW pokazało już, że dobrych postaci w ME od dawna nie potrafi tworzyć.
To jest świetna postać, że swoją historią i charakterem
CO? Przeciez sensem tej gry, jest to ze Shepard jest Tabula Rasa, i to od gracza zalezy jego historia i charakter.
Mozna go zastapic kimkolwiek jako grywalna postac. Byleby nie miala wlasnie NARZUCONEGO z gory charakteru i historii.
Widze ze avatar zobowiazuje lol.
W sumie Shep jako 60-letni mentor dla bohatera gry byłby ciekawym dodatkiem. Sojusznik w walce a także doradca. Coś w stylu animacji Batman Beyond.
Tylko moja opinia to, że nawiązanie do Sheparda to uczczenie go, wypada, ale żeby go przywracać do żywych? Trochę na siłę, ożywianie trupa. To się nie klei fabularnie, kto przechodził ten wie.
Zachować dziedzictwo Sheparda, ale kontynuować historię jako rozwój dalszych wydarzeń.
ME to nie tylko Shepard, jeżeli obecne Bioware nie jest w stanie napisać fajnej historii i bohaterów w tym świecie, to niech nie robi nowej części.
"fiasko Andromedy ma być dowodem, że Mass Effect bez uwielbianego komandora nie ma sensu" - przeszedłem na premierę i mam wrażenie, że to nie brak Sheparda był głównym problemem tej gry. Chyba dwa razy jeszcze próbowałem sobie zagrać ponownie, ale wysiadałem po paru godzinach w odstępie lat.
W sumie patrząc ile może żyć Liara nie wiadomo (chyba) ile po trylogii ma się dziać akcja, żeby komandor żył jeszcze - ale jak pisze
Według timeline'u kolejny Mass Effect ma się rozgrywać po ponad 600 latach, czyli mniej więcej równolegle do wydarzeń z Andromedy.
Nie ma sensu dosłownie wskrzeszać Sheparda, bez względu na to, jak mocno fani go pokochali. Jeśli jednak pójdziemy tematycznie za całym uniwersum i skoczymy te 600 lat do przodu, to nie zdziwi mnie rozwinięcie idei WI w pełnoprawne AI, ale takie, które jest odwzorowaniem osobowości kogoś zmarłego - jak wirtualne osobowości w "Hyperionach" Simmonsa czy osobowości typu alfa lub beta w "Przestrzeni objawienia" Reynoldsa - czyli takie AI, ale będące jakby cyfrową kopią świadomości, symulującą wspomnienia i charakter danej persony. Protoplastą czegoś takiego w serii Mass Effect był SAM, tyle że stanowił on nową, samoświadomą AI zamiast cyfrowej kopii istniejącego człowieka. Zarówno z SAM-em i tego typu konceptami "zarchiwizowanych" ludzi można się komunikować dzięki neuroimplantom, więc hipotetycznie hardware w uniwersum już jest. Kwestia rozwinięcia software'u w 600 lat.
Jesliby mial wrocic, to wlasnie chyba cos ala kopie z ksiazek Reynoldsa byloby najlepsze. Otwiera to tez spore mozliwosci fabularne.
Tylko moze nie az tak na zawolanie i nie takie super zaawansowane, bo wtedy stawki w grze musialy byc duzo wieksze niz jekies Reapery. ;)
Nie potrafię zrozumieć tych którzy są przeciwko Shepardowi, ale skoro jest ich wielu, to czemu nie zrobić gry gdzie na początku wybierasz: Shepard/nowa postać. Owszem, wymagałoby to napisania i nagrania wielu opcji dialogowych, ale summa sumarum byłoby dla każdego coś miłego, bo dałoby się w ten sposób i to stosunkowo łatwo, pogodzić obie frakcje.
A jak zrobie nowa postac, nazwe jak Sheepard i dam suwaki identycznie jak ma Shepard to co sie wtedy stanie?
Kolego nie rozumiesz podstawowego zalozenia Mass Effectow. "Shepard" to gracz. Konstrukt. Skorka graficzna. Przeciwienstwo np. Geralta z Wiedzmina 3.
Nawet jak wybierasz Shepard/nowa postac to i tak zawsze to jest nowa postac, tylko z imieniem "Shepard".
Jakie kwestie dialogowe chcesz nagrywac? Chyba ze jako dla NPCa obecnego w swiecie gry, z osobowoscia i przeszloscia z kanonicznego zakonczenia.
W nowym ME powinni postawić wyłącznie na nową postać, czystą kartę z jakimiś predefiniowanymi backgroundami do wyboru, jak w trylogi, gładko wprowadzić ją do uniwersum. Jeśli teaser nie był z czapy i gracz znowu będzie N7, to odpadnie wybór rasy - imo szkoda.
ME ma solidne fundamenty, na których można zbudować zupełnie nową historię bazującą na kluczowych tematach. Nawet w Andromedzie były wyraźnie zarysowane wątki ikoniczne dla serii. W tej sytuacji powinni się odciąć niemal całkowicie od żniwiarzy i tego, co było w przeszłości - wiadomo, nakreślenie skutków inwazji fajnie by było zobaczyć. Mogłyby być punktem wyjściowym dla rozwoju technologii itp.
Wszystko wskazuje na to, że chcą jakoś połączyć Drogę Mleczną z galaktyką Andromedy. Metaplot z Andromedy ma masę niedopiętych wątków, które można pociągnąć do końca. Jardaanowie byli dużo bardziej zaawansowani od żniwiarzy, więc jest potencjał. Po Veilguardzie jestem pewien, że dadzą radę powrócić do znanego z trylogii tempa i zagęszczenia filmowej narracji, bo Veilguard pod względem struktury był właśnie jak stare dobre Mass Effecty z mocno liniową konstrukcją misji, sporą porcją cutscenek i dialogów.
Jeżeli Bioware miałoby odkopać Sheparda, to musi też utrzymać jego "poziom", co przy obecnych działaniach Bioware i po tym co pokazali w DA:Veilguard, to lepiej aby zostawili go zakopanego.
Z jednej strony fajnie by było pograć znowu Shepardem, ale trudno ME5 zrobić jako grę dla nowych odbiorców, którzy w poprzednie części nie grali (ok, jest możliwość "rekonstrukcji" twarzy, bo pewnie pod gruzami trochę mu buźkę poprzestawiało) Z drugiej, to znowu jakiś reset pamięci? znowu od początku poznawać starych towarzyszy? No nie wiem. Jeśli już chcą grać na sentymencie, to chyba lepiej żeby starą ekipę dali gdzieś w tle, na zasadzie mentorów, którzy mają swoje życie, swoje misje do wykonania, podobny zabieg mogą zrobić z Shepardem.
Szykujcie się na Sheparda. Szlak najmniejszej linii oporu przetarł Wiedzmin 4 z Ciri.
Może, jeśli jest, aż takie na nią/niego parcie, ale jako postać niezależna, np. mentor postaci gracza i/lub załogant statku i/lub zleceniodawca czy po prostu postać zamieszkująca to uniwersum.
Ewentualnie przyłączalny towarzysz.
Na pewno nie jako postać samego gracza.