Kamica nerkowa - miał ktoś? Co Wam pomogło?
Wczoraj nad ranem się zaczęło... Lekki ból przy prawej nerwce, potem coraz mocniejszy i mocniejszy. W końcu pojechałem na SOR. Tam tomografia wykazała 4mm złóg w ujściu prawego moczowodu do pęcherza. Po kilku godzinach wypisali mnie do domu. Wykupiłem leki i teraz funkcjonuję od ketonalu do pyralginy i od pyralginy do ketonalu. Z tego co się dowiedziałem, taki kamień może wychodzić od kilku dni do kilku tygodni.
Jeżeli mieliście kamień nerkowy to może coś Wam pomogło? Coś ulżyło?
Chodzę po domu od okna do okna. Przykładam termofor. Piję dużo. I cierpię.
Mam ciotkę na wózku.
Ma tendencję do kamieni bo się nie rusza i mało pije ogólnie płynów.
Sytuacja miała miejsce 3 lata temu.
Pojawiły się problemy z oddawaniem moczu i krew w moczu.
NA USG kamień 4mm i potem Tomograf z kontrastem to samo.
Wujaszek z Grecji podrzucił zioła CHANCA PIEDRA.
Po miesiącu picia codziennie ziół kamienie na kolejnych badaniach zniknęły niczym amba fatima i tak jest do dzisiaj.
Piję teraz je raz w tygodniu protekcyjnie.

Jest!
Samo rodzenie u mnie nie bolało. Lekkie pieczenie u nasady i wyszedł.
Ogólnie nie polecam kamieni nerkowych. Badajcie sie, nawadniajcie, łatwo tego uniknąć
Mi pomogło rozbijanie metodą ESWL. Potem wysikanie powstałego gruzu poprzez nieustanne picie wody, wjeżdżanie windą na 7 piętro szpitala i schodzenie schodami, i tak przez 2 dni. Na ból Nospa czy tam inny lek rozkurczowy i Ketonal.
A no właśnie, nie rozbijali ci tego? 4 mm to chyba sporo... Z NFZ jest już aż tak źle? :)
Kolega kilka dni temu trafił z tym problemem do szpitala, ale kamień był za duży na rodzenie, więc mu wycięli (na szczęście).
Nie rozbijali. Na SORze lekarz mowil, ze kiedys rozbijano i to niby zle. 4mm to właśnie mało. Na łóżku obok byl pacjent (z inna dolegliwością) który ma w sobie kamień 1cm.
Teraz mnie taki ból chwycił, że sobie przypomniałem o tym wątku
Poważnie? Akurat miałem w zeszłym tygodniu, koniec w sobotę w nocy. Skan wykazał 4mm, w praktyce kamień okazał się mniejszy. Miałem dużo szczęścia chyba, generalnie ból w trakcie podróży z nerek potrzymał mnie dwie noce bez spania, ale to było bardziej 5/10, po prostu nie wiedziałem co się dzieje. Samo naturalne wydalenie kamienia prawie nie bolało, chociaż sporo krwi.
Jedyne leki jakich używałem to coś na rozluźnienie mięśni, no i trochę przeciwbólowych, ale niewiele.
Więc niestety nie pomogę - łączę się w bólu i postanowieniu o piciu tych 2L wody w przyszłości...
U mnie jak przestaną działać przeciwbóle ból jest taki, że po całym łóżku latam albo wymiotuje. Nawet po wykupieniu leków i wyjściu z apteki prawie w progu zwymiotowałem. Aż farmaceutka wyszła zobaczyć czy wszystko w porządku.
Jak przychodzi fala bólu to nie wiem co ze sobą zrobić. Nigdy mnie nic bardziej nie bolało.
Długo u Ciebie trwał cały proces?
Prawie równo tydzień. Pierwsze objawy zdaje sie z niedzieli na poniedziałek, dzien przerwy, znowu bezsenna noc z wtorku na środę, tomografia, i w sumie spokój do nocy z soboty na niedzielę, kiedy problem się rozwiązał.
W porównaniu to u mnie prawie nie bolało. Dwie noce i z pol godziny w dzień. Samo wysikanie kamienia to było krótkie ukłucie bólu, tak 2/10.
Z tego co mi powiedziano to tomograf nie jest super precyzyjny przy pomiarze wielkości. W opisie mialem 4mm, na żywo bardziej 2,5-3mm.
Powiem kilka rzeczy. Znajomy miał większy kamień niż 4mm, nie pamiętam ile dokładnie ale blisko 1cm i że był blisko moczowodu to kazali mu go 'urodzić'. Druga sprawa(wiadoma w sumie) to dużo pić. Jednak nie 2L co jest normą dla większego chłopa w ciepłe dni ale o wiele więcej. Co ciekawe lekarz zalecił mu pić... piwo, wtedy będzie dużo moczu oraz skakać i uprawiać seks. Żeby się poruszyła sprawa. To tyle co pamiętam z tej akcji. No i sam kamień. To nie jest okrągły kamyczek z plaży ale taki ostry o nierównym kształcie i ostro podrażnia(ZWŁASZCZA męski) moczowód. Życzę wytrwałości.
PS: Pamiętam za dzieciaka oglądajac scenę z 'Dr Quinn' jak Jake rodził kamień i całe miasteczko w nocy go słyszało jak wrzeszczy.
Kształt kamienia znam. Znaczy, ogólnie znam, nie tego mojego :D
Piwo 0,0 pije, alkoholowe strach mieszać z ketonalem
Tu nie chodzi o piwo, żeby je pić tylko moczopędne rzeczy czyli tak np. piwo lub też kawa, herbata, rosół czy żurawina lub też duże ilości wody.
Kamienie moczanowe są gładkie, szczawianowe mają ostre krawędzie.
Podstawowe pytanie czy lubisz sobie łyknąć piwko? W sensie przed tym jak sie dowiedziałeś o kamieniu
Przeszedłem kolkę nerkowa ~12 lat temu (tego się nie zapomina). Karetka do mnie nie przyjechała (odmówiono bo byłem przytomny) tylko nocna pomoc na którą czekałem 3 godziny wijąc się w bólu. Pamiętam, że otrzymałem zastrzyk przeciwbólowy i rozkurczający. Później już w przychodni dostałem od nefrologa jeszcze antybiotyk (Augmentin?) z uwagi na stan zapalny dróg moczowych. Pomagały duże ilości wody, No-Spa i na własną rękę dodatkowo Rowatinex oraz sok z brzozy.
Jak będzie naprawdę kiepsko z bólem, to wybłagaj/poproś u lekarza rodzinnego, skierowanie, na cito, do poradni leczenia bólu przewlekłego, tam Ci ból ogarną.
Piszę to z doświadczenia - kiedy miałem problemy z kręgosłupem, to w poradni trafiłem na panią doktor, która pomogła mi bardziej niż ortopeda i neurolog, razem wzięci.
ps. Taki kamień miał ostatnio mój ojciec. Było kiepsko. Miał o tyle szczęście, że dość szybko go "urodził".
Bądź dobrej myśli, może diamenty jak Marian Janusz Paździoch będziesz rodził - wytrwałości.
Strasznie współczuję : / Ja to miałem sam nie wiem co, bo objawy kolki nerkowej, ale samego kamienia na USG (ze 2 tygodnie później, bo nawet na to było ciężko się dostać) nie wykazało, może jest szansa, że wysikałem go przedtem i za bardzo nie poczułem, a miałem takie wrażenie, że raz coś "cpyknęło" w klozecie..., ale było rano jak obudziłem się na chwilę, gdzie zazwyczaj wtedy czuję się jak pijany, to sam nie wiem xD Same bóle nerek później też były do zniesienia, obeszło się bez ketonalu, same ibuprofeny itd., ale no tę kolkę wspominam najgorzej - pytali mnie w szpitalu na ile mniej więcej oceniam ból w skali od 1 do 10, no to mówię kurcze, że 10, bo nie czułem nigdy gorszego.
No ale, właśnie jak czytałem wtedy o temacie, to o samym "rodzeniu" bardzo często widywałem dość uspokajające opinie, że to lekki, krótki ból, albo dyskomfort, albo właśnie nawet się nie zauważy, no chyba, że przy jakichś naprawdę większych. Tak czy siak, powodzenia oby jak najszybciej to minęło. Co do moczopędności, to polecam fitolizynę w paście, dostępną bez recepty.
"Rodzenie" to nie żaden lekki, krótki ból. Jak ojcu odpadł taki kamień i zaczął wędrować to z bólu rzygał. Ból 10/10.
Od wczorajszego popołudnia mnie nie bolało i rano myślałem, że może już kamień przeszedł do pęcherza. Niestety ból wrócił. Szybko wziąłem leki i przeszło. Non stop chodzę z termoforem przyciśniętym do nerki i to chyba pomaga. Co dziwne, nie boli mnie dziś prawie wcale. Boli innym bólem, gdy się przemieszczam.
Zaraz mam konsultację telefoniczną z urologiem, może coś mądrego mi powie w tym temacie. Sam nie wiem czy nie boli bo się kamień nie przesuwa, czy nie boli bo działają przeciwbóle aż tak skutecznie czy jeszcze coś innego.

Jest!
Samo rodzenie u mnie nie bolało. Lekkie pieczenie u nasady i wyszedł.
Ogólnie nie polecam kamieni nerkowych. Badajcie sie, nawadniajcie, łatwo tego uniknąć