O tym, dlaczego 800+ czy tanie mieszkanie dla młodych nic nie zmieniają w kwestiach dzietności
Oczywiście, 800+ to najlepszy program społeczny, który realnie wyciągnął masę ludzi z kryzysu ubóstwa. (nie chcę tego analizować, ale trzeba to doceniać).
Ale ani 800+, ani inne program nie poprawią sytuacji dzietności.
Fakty niestety są takie, że bogate społeczeństwo nie chce mieć dzieci. To trochę jak w eksperymencie z myszami (Eksperyment Calhouna * ) – łatwa dostępność wszystkiego eliminuje cel oraz rolę z podstawowej jednostki budowy społeczeństwa, jaką jest rodzina. Młody mężczyzna, młoda kobieta mogą dziś żyć samotnie, mieć kredyt – mieszkanie, podróżować itd. (mieć wszystko co spełnia ich potrzeby życiowe), z uwagi na co tworzenie rodziny stało się wyborem, a nie koniecznością.
Dotyka to wszystkich rozwiniętych krajów i prawda jest taka, że bez społecznego przymusu nie będzie znaczących skoków dzietności.
Sytuację pogarsza możliwość zaspokajania wielu intymnych potrzeb (czy to tych leżących u podstaw piramidy, jak przyjaźń, czy tych u szczytu, jak stosunki seksualne) za pośrednictwem apek itd. Pewnie i na tym forum znalazłby się ktoś, kto jechał z tinderka oglądać netlixa ;) Tak samo masa samotnych osób realizuje potrzeby przyjaźni, nie wchodzą z nikim w związek lub utrzymując situationship – sam mam wielu takich znajomych.
Kiedyś powyższe potrzeby mogliśmy zaspokoić tworzą realny związek, oparty na mocnych filarach (który poniekąd wymuszał deklaracje i, w końcu, założenie rodziny). Bez zdefiniowanych potrzeb ludzie mają „opcje” (a, b, …, z; bez znaczenia, kiedyś opcja „a” stanie się opcją „z”; wejście w związek stanie się ma chwilę opcją B, potem C itd., a podróżowanie czy kariera pójdą wyżej), a nie priorytet, które potrafiłby wyznaczać im jasną, jedyną drogę realizacji celu (priorytet).
Kolejną cegiełką układanki jest równanie indywidualizmu (indywidualizm = 100% - kolektywizm), które dość mocno bije po wszystkich kolektywnych formach społecznych (rodzinie, wyznaniach religijnych itd.), zmniejszając rangę ich norm i wartości; a sprzyjając personalnym formom sukcesu (instagramowi idole, tiktokerzy, wieczni podróżnicy itd.), a bez poświecenia pewnych wersji „ja” na rzecz partnerstwa (z obu stron) nie ma mowy o czymś więcej – stąd przybywa masa związków bez dzieci (bo to za duże poświęcenia „ja”). Tu oczywiście u podstaw problemu leży zupełna zmiana stylu życia społecznego, jaką przyniósł Internet oraz media społecznościowe (np. kwestię natychmiastowego wynagradzania dopaminą ;)
Można by zmapować jeszcze masę problemów, ale myślę że powyższe są wspólne dla krajów rozwiniętych oraz pokazują, czemu różne programy w nich stosowane nie przynoszą efektów, a dzietność nadal spada.
*Eksperyment Calhouna
https://www.national-geographic.pl/historia/eksperyment-calhouna-i-przerazajace-wyniki-mysiej-utopii/
short https://www.youtube.com/shorts/8OzK-Zdyd-4
No cóż, po co mieć wieczny zapi ***l jakim jest wychowywanie dzieci, skoro można wieść ciekawe, dostatnie i wygodne życie bez wielu wyrzeczeń? Takie czasy, raczej szybko tego trendu się nie odwróci. Na szczęście wobec rosnącego znaczenia automatyzacji pracy/AI, ten "kryzys demograficzny" jest wyolbrzymiany (w Polsce jednak pewien problem przy takich wskaźnikach dzietności faktycznie jest).
Eksperyment, który co było tutaj wielokrotnie dowodzone, nie jest miarodajny.
Poruszyłeś jedną ze stron medalu i po części masz rację. Ale tylko po części. Tylko około 10% kobiet nie chce dzieci. Większość chce a i wiele z tych co mają chciałoby więcej a z różnych powodów nie może. I to na tej części społeczeństwa trzeba się skupiać. Pomoc tym co chcą a nie przekonywać tych co nie chcą.
Są to takie czynniki jak:
Młode kobiety wyjeżdżają do miast mężczyźni zostają na wsi
Niewystarczające warunki mieszkaniowe, ciężko mieć rodzinę 2+2 czy 2+3 na 40m2.
Niepewność związana z przyszłością, kariera.
W związku z tym przesuwany jest wiek kiedy rodzi się pierwsze dziecko. A potem biologia jest bezlitosna.
Kultura masowa też jest przeciwko rodzinom. To jest trochę zbieżne z tym co mówisz. W filmach serialach prezentowani są młodzi silni zdrowi niezależni bohaterowie a nie rodziny z dziećmi.
Młode kobiety wyjeżdżają do miast mężczyźni zostają na wsi
Niewystarczające warunki mieszkaniowe, ciężko mieć rodzinę 2+2 czy 2+3 na 40m2.
To są kolejne cegiełki, które bym pewnie wymieniał, ale też są coraz bardziej "regionalne", gdyż nie dotykają wszystkich krajów rozwiniętych (może poza pierwszym, ale kwestiach migracji, czy po prostu życia w mieści, też były kiedyś mocno poruszane tu, i to temat rzeka z masą czynników).
Więc jakby to nie medal, a układanka, i to dość złożona
Eksperyment Calhouna był przeprowadzony w warunkach zbyt odbiegających od naturalnych, żeby móc wyciągnąć z niego prawidłowe wnioski.