Gry jako lektury szkolne - czy to ma sens?
Oglądałem wywiad z Grzegorzem Wątrobą i wspominał, że gry to świetne narzędzie edukacyjne, jak "This War of Mine" czy te tryby zwiedzania w Asasynie. I tak se myślę - uwarzacie, że to ma sens? Czy zamiast męczyć się z "Panem Tadeuszem", młodzi powinni przejść Wiedźmina, żeby zrozumieć wybory moralne?
Gry mogłyby pełnić rolę "lektur", czyli dzieł kultury, które omawia się na zajęciach pod kątem problematyki, struktury narracyjnej, wyborów moralnych itp. Niestety, w obecnych warunkach szkolnych nie jest to możliwe. Przyczyn jest wiele.
A) Nie każdy uczeń może grę ukończyć, żeby brać udział w zajęciach. Nie tylko ze względu na ograniczenia czasowe, ale też z uwagi na wymagania "materialne" (zakup gry i sprzętu, konieczność posiadania dobrego łącza internetowego). "Omawianie" gry intensyfikowałoby zatem nierówności społeczne i uwydatniało problem wykluczenia. Nie wszystkie gry mają też wsparcie dla osób z różnymi deficytami czy niepełnosprawnościami (np. dyslektyków, niedowidzących itp.). Bariera dostępności jest w przypadku tego medium bardzo wysoka.
B) Nie sposób dobrze "omawiać" gry na zajęciach, jeśli w szkołach brak sprzętu, na którym można grę uruchomić i pokazać na dużym ekranie w celu analizy i interpretacji. A wiele placówek w Polsce boryka się z deficytem komputerów i projektorów.
C) Z uwagi na specyfikę gier komputerowych "omawianie" poszczególnych elementów rozgrywki wiązałoby się z koniecznością dysponowania odpowiednimi zapisami gry lub przynajmniej jakimś materiałem filmowym z wyznaczonych miejsc w danej produkcji. Nauczyciele nie będą w stanie tego problemu "ogarnąć" bez odpowiednich szkoleń i mnóstwa wolnego czasu.
D) Jeśli nauczyciel miałby "omawiać" gry, to sam musiałby w nie grać. Wymaganie od pedagogów, którzy w Polsce - z uwagi na brak chętnych do pracy w szkołach - starzeją się na potęgę (średnia wieku kobiet to 46 lat, a mężczyzn - 48), żeby nauczyli się w miarę szybkich reakcji, korzystając z kontrolera lub klawiatury i myszy, po czym próbowali np. przejść "Wiedźmina", jest dosyć utopijne. "Git gud" w tym wypadku nie zadziała.
E) Często ukończenie godnych "omawiania" produkcji może zajmować kilkadziesiąt czy kilkaset godzin. Nie tylko uczniowie, ale również i nauczyciele (osoby starsze, z rodzinami) nie mieliby czasu na tego rodzaju "zabawę".
F) Aby nauczyciele dysponowali wiedzą i umiejętnościami, które pozwalają na analizę i interpretację gier komputerowych na odpowiednim poziomie, konieczna byłaby reforma całego systemu kształcenia pedagogicznego i metodycznego na uczelniach wyższych. Teraz trudno w ogóle znaleźć kursy groznawstwa na polskich uniwersytetach.
G) Znaczna część gier wartych "omawiania" zawiera treści dla dorosłych (przemoc, seks, narkotyki) i opatrzona jest kategorią PEGI16/18. Trudno byłoby przekonać wszystkich rodziców (nawet tych starszych uczniów w liceum), że to materiał nadający się na zajęcia. Ponadto przeświadczenie o "przemocogennym" charakterze gier jest mocno zakorzenione w naszym społeczeństwie. Opinia publiczna byłaby przeciwna wprowadzeniu gier na listę lektur, a tym samym - politycy nie zdecydowaliby się na tego rodzaju reformę.
H) Gry same w sobie (jako medium) nie uzależniają, ale - niestety - mogą zawierać uzależniające mechaniki (w ramach grywalizacji czy elementów hazardowych). Systemowa zachęta do grania mogłaby zostać przez wielu ekspertów uznana za wpychanie młodych ludzi w bagno nałogu i odciąganie ich od "prawdziwych" treści edukacyjnych. Co więcej, spędzanie dziesiątek godzin przed komputerem nie idzie również w parze z promowaną przez system edukacji higieną cyfrową.
I) Ewaluacja działań związanych z grami komputerowymi wymagałaby również kompletnej zmiany całego systemu egzaminacyjnego (i przeszkolenia tysięcy egzaminatorów w zakresie znajomości świata gier komputerowych).
Dlatego gry nie będą obowiązkowymi lekturami w polskiej szkole. Mogą jedynie funkcjonować jako materiał "dodatkowy", którego najprawdopodobniej i tak praktycznie żaden nauczyciel (z wymienionych wyżej powodów) nie wykorzysta na zajęciach.
Nie.
Niech włączą myślenie i troszeczke wysiłku, a nie wszystko podane na tacy.
Co za czasy :/
"Zamiast męczyć z Panem Tadeuszem" no nie chyba nie o to tutaj powinno chodzić. Bardziej to widzę jako urozmaicenie, dodatek. Wiele gier to prawdziwe dzieła sztuki i pewnie prędzej czy (w Polsce) później będą wykorzystywane w systemie edukacji w ten czy inny sposób.
Ile jest takich ambitnych gier nadających sie na lekture szkolną? Na palcach jednej ręki można je policzyć
Większość gier to odmużdzająca rozrywka, tam gameplay jest dobrze wykonany, historia już średnio
To, że ty ich nie znasz nie znaczy, że ich nie ma, "muzgu" xdd
Ostatnio doszedłem do w niosku że książki to taka sama propaganda co tv, radio czy internet. Wieki temu kazano czytać książki uczniom bo nie było innego forum przekazu i z czego się uczyć więc wymyślono własnie to.
Książki tak jak i internet czy nawet radio i telewizja potrafią nakierować człowieka na pozytywne myśleli jak i negatywne czy nawet całkiem ogłupić. W końcu książki pisze człowiek i przez nie przekazuje swoje myśli, uosobienie poglądy itd. Przez książki też można kreować rzeczywistość poglądy na innych itd. więc czym to się różni od innych form przekazu. Mogą być to równie gry, filmy, seriale czy innformu przekazu.
Jako dodatek nieobowiązkowy byłyby ciekawe - taki AC Origins posiada nieźle odtworzone prawdziwe lokacje ze starożytności, zreszta podobnie Odyseja.
Gry mogłyby pełnić rolę "lektur", czyli dzieł kultury, które omawia się na zajęciach pod kątem problematyki, struktury narracyjnej, wyborów moralnych itp. Niestety, w obecnych warunkach szkolnych nie jest to możliwe. Przyczyn jest wiele.
A) Nie każdy uczeń może grę ukończyć, żeby brać udział w zajęciach. Nie tylko ze względu na ograniczenia czasowe, ale też z uwagi na wymagania "materialne" (zakup gry i sprzętu, konieczność posiadania dobrego łącza internetowego). "Omawianie" gry intensyfikowałoby zatem nierówności społeczne i uwydatniało problem wykluczenia. Nie wszystkie gry mają też wsparcie dla osób z różnymi deficytami czy niepełnosprawnościami (np. dyslektyków, niedowidzących itp.). Bariera dostępności jest w przypadku tego medium bardzo wysoka.
B) Nie sposób dobrze "omawiać" gry na zajęciach, jeśli w szkołach brak sprzętu, na którym można grę uruchomić i pokazać na dużym ekranie w celu analizy i interpretacji. A wiele placówek w Polsce boryka się z deficytem komputerów i projektorów.
C) Z uwagi na specyfikę gier komputerowych "omawianie" poszczególnych elementów rozgrywki wiązałoby się z koniecznością dysponowania odpowiednimi zapisami gry lub przynajmniej jakimś materiałem filmowym z wyznaczonych miejsc w danej produkcji. Nauczyciele nie będą w stanie tego problemu "ogarnąć" bez odpowiednich szkoleń i mnóstwa wolnego czasu.
D) Jeśli nauczyciel miałby "omawiać" gry, to sam musiałby w nie grać. Wymaganie od pedagogów, którzy w Polsce - z uwagi na brak chętnych do pracy w szkołach - starzeją się na potęgę (średnia wieku kobiet to 46 lat, a mężczyzn - 48), żeby nauczyli się w miarę szybkich reakcji, korzystając z kontrolera lub klawiatury i myszy, po czym próbowali np. przejść "Wiedźmina", jest dosyć utopijne. "Git gud" w tym wypadku nie zadziała.
E) Często ukończenie godnych "omawiania" produkcji może zajmować kilkadziesiąt czy kilkaset godzin. Nie tylko uczniowie, ale również i nauczyciele (osoby starsze, z rodzinami) nie mieliby czasu na tego rodzaju "zabawę".
F) Aby nauczyciele dysponowali wiedzą i umiejętnościami, które pozwalają na analizę i interpretację gier komputerowych na odpowiednim poziomie, konieczna byłaby reforma całego systemu kształcenia pedagogicznego i metodycznego na uczelniach wyższych. Teraz trudno w ogóle znaleźć kursy groznawstwa na polskich uniwersytetach.
G) Znaczna część gier wartych "omawiania" zawiera treści dla dorosłych (przemoc, seks, narkotyki) i opatrzona jest kategorią PEGI16/18. Trudno byłoby przekonać wszystkich rodziców (nawet tych starszych uczniów w liceum), że to materiał nadający się na zajęcia. Ponadto przeświadczenie o "przemocogennym" charakterze gier jest mocno zakorzenione w naszym społeczeństwie. Opinia publiczna byłaby przeciwna wprowadzeniu gier na listę lektur, a tym samym - politycy nie zdecydowaliby się na tego rodzaju reformę.
H) Gry same w sobie (jako medium) nie uzależniają, ale - niestety - mogą zawierać uzależniające mechaniki (w ramach grywalizacji czy elementów hazardowych). Systemowa zachęta do grania mogłaby zostać przez wielu ekspertów uznana za wpychanie młodych ludzi w bagno nałogu i odciąganie ich od "prawdziwych" treści edukacyjnych. Co więcej, spędzanie dziesiątek godzin przed komputerem nie idzie również w parze z promowaną przez system edukacji higieną cyfrową.
I) Ewaluacja działań związanych z grami komputerowymi wymagałaby również kompletnej zmiany całego systemu egzaminacyjnego (i przeszkolenia tysięcy egzaminatorów w zakresie znajomości świata gier komputerowych).
Dlatego gry nie będą obowiązkowymi lekturami w polskiej szkole. Mogą jedynie funkcjonować jako materiał "dodatkowy", którego najprawdopodobniej i tak praktycznie żaden nauczyciel (z wymienionych wyżej powodów) nie wykorzysta na zajęciach.
Czego takiego uczeń miałby się nauczyć z gry, czego nie może nauczyć się z książek? Jaką przewagę w kontekście edukacyjnym mają gry nad książkami?
Poza tym, istnieją jakieś wypożyczalnie gier? Czy może budżet państwa miałby finansować zakup gier AAA dla każdego ucznia?
ostatnio moje dziecię czytało do szkoly szatana z siódmej klasy, którego ja już nie pamiętałem.... Uderzyła mnie przepaść językowa pomiędzy polszczyzna wtedy i teraz. Kiedyś nie zwracałem na to uwagi .
Gry nie mają startu, sorka
Zasadniczo się zgadzam, jednak są perełki językowe takie jak PS Torment, Sunless Sea czy Disco Elysium.
Oprócz Lalki to chyba moja najbardziej ulubiona lektura. Czytałem ją tak bardzo dawno, a do dziś pamiętam szczegóły.
Nie ma . Tym bardziej że to mało realistyczna gra. Pamiętam jak dzieci przyszły mi po konserwy. Ja miałem od groma jedzenia ale nie mogłem go im dać bo one chciały konserwy. Umarły z głodu... Ciężko się też wczuć w klimat gdy musimy zbudować łóżko podczas gdy na ekranie widzimy piękne łoże. Szkoda że gra jest tak nudna i powtarzalna. Nie wiem jakim cudem trafiło to do lektury.