Persecuted

Persecuted ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

10.03.2026 18:17
Persecuted
Persecuted
164

New Vegas zrobił Obsidian.

07.03.2026 23:17
Persecuted
Persecuted
164

JeicamPL

Ze wszystkich przeczytanych tutaj komentarzy to komentarze Persecuted i Kwisatz_Haderach ocierają się o płytkie i dziecinne spojrzenie na świat i innych ludzi oraz bycie chujkiem i atakowanie innych ludzi.

A przepraszam bardzo, co jest płytkiego w moim stanowisku, że krytyka produktu to nie to samo, co krytyka jego twórców? Że nawet najgorszy produkt (nie tylko w świecie gier video, ale każdym innym) nie uprawnia nikogo do atakowania jego twórców, zwłaszcza w toksyczny sposób, np. nakłaniający do rzucenia pracy czy nawet samobójstwa?

Kwisatz_Haderach

Bo niestety, i piszę o tym od lat, tzw. Okno Overtona się przesuwa dosłownie na naszych oczach, a to, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia w publicznym dyskursie, dziś się normalizuje i staje się codziennością. Tak się dzieje między innymi z agresją i przemocą (niestety nie tylko słowną), które dla wielu stały się domyślnym sposobem komunikacji i interakcji z innymi ludźmi. Oni nazywają to "dozwoloną krytyką", ale to z krytyką nie ma nic wspólnego.
Pisząc np. "Gra ma słabą optymalizację, więc twórcy powinni następnym razem bardziej się przyłożyć w tym zakresie", faktycznie wnosisz coś konstruktywnego, co developerzy mogą (powinni!) przyswoić i wykorzystać w przyszłości. Ale pisząc "Gra ma słabą optymalizację, więc programiści za nią odpowiedzialni powinni zmienić pracę albo najlepiej się zabić", nie wnosisz absolutnie niczego konstruktywnego, bo też nie taki masz cel. Osoba piszące takie słowa chce tak naprawdę osiągnąć tylko jedno: opluć, upokorzyć, zdeptać, okazać pogardę, odrazę i nienawiść. To nie jest krytyka i nigdy nie miała być. To jest bezpardonowy atak i to przeprowadzony w perfidny sposób, żeby zabolało jak najmocniej. Ci ludzie doskonale wiedzą co robią, tylko są zbyt tchórzliwi, żeby się do tego przyznać i wolą się kryć za pokrętną "logiką"... A najgorsze jest to, że przez to wielu zdolnych developerów po prostu odejdzie z branży i zostaną tylko ci, którzy mają na to wywalone, bo pracują dla kasy, a nie dlatego, że im zależy.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-07 23:22:31
07.03.2026 09:53
Persecuted
Persecuted
164

Sęk w tym, że takiego kolosa nie da się po prostu zmontować na orbicie z gotowych prefabrykatów, jego trzeba w dużej mierze zbudować w kosmosie. Trzeba by skonstruować orbitalną stocznię, zakwaterować w niej ludzi, zapewnić łańcuch dostaw z Ziemi (np. przez windę kosmiczną) oraz pobliskich asteroid (na których są już placówki wydobywcze) itd. Gdyby to wszystko było już ogarnięte, to statek pewnie dałoby się ukończyć w te 25 lat. Ale zbudowanie całej infrastruktury dziś... jest w ogóle niemożliwe, bo wiele technologii czy niezbędnych gałęzi przemysłu nawet jeszcze nie istnieje (jak kosmiczne górnictwo czy transport).

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-07 10:06:15
07.03.2026 09:19
Persecuted
1
Persecuted
164

jak dla mnie jest to bardzo dobry ruch i dużo na tym zyskają.

Ale co na tym zyskają? Że niby ludzie masowo rzucą się na nowe Playstation? Liczby wcale na to nie wskazują, prędzej na to, że kogo dało się przekonać do zakupu konsoli, tego Sony już dawno przekonało. Reszta odbiorców ich urządzeń po prostu nie chce. Poza tym, jeżeli mają zamiar zostać przy równie marnej ilości dużych gier SP co dotychczas, tylko wydawać je na jedną platformę, to ja im sukcesów nie wróżę.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-07 09:20:12
07.03.2026 09:10
Persecuted
1
Persecuted
164

Ludzie na pewno się nie poddadzą i poszukają sobie miejsca poza Układem Słonecznym. O kolonizacji całej galaktyki można zapomnieć (chyba, że uda się zbudować coś na wzór wormhole), ale układy w promieniu 20 lat świetlnych od Ziemi, których na ten moment znamy kilkadziesiąt, można traktować jako poważne, przyszłe cele misji załogowych. Przy 20% prędkości światła, taka podróż zajęłaby 100 lat, czyli nie tak źle. Dla 30% prędkości światła byłoby to już poniżej 70 lat. Gdy kładziesz na szali los całego gatunku, to te odległości wcale nie wydają się takie kolosalne czy niemożliwe do pokonania. No i na opracowanie odpowiednich technologii mamy ok. 1 miliarda lat (wtedy słońce wykończy życie na Ziemi), więc sporo, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że nasz gatunek liczy sobie jedynie ok. 300 tysięcy lat. Teraz pomnóż to razy 3, a potem jeszcze razy 1000, to niewyobrażalnie długo, w naszej skali pojmowania czasu to prawdziwa wieczność.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-07 09:12:20
06.03.2026 20:56
Persecuted
3
Persecuted
164

każda osoba na statku ma dla siebie sześcian o boku 490m

Ponownie, nie traktuj tego w kategorii przestrzeni bytowej dla ludzi, tylko miejsca dla sprzętu, zasobów i systemów. Same uprawy roślin wymagają mnóstwo miejsca. Opierając dietę w dużym stopniu na ryżu (co wydaje się dobrym pomysłem na takim statku), potrzebujesz ok. 3 metry kwadratowe pola, żeby uzyskać 1 kg ryżu. Spożycie ryżu w Chinach to ok. 135 kilogramów na osobę rocznie. Przemnóż to teraz przez 2400 i masz naprawdę sporą przestrzeń, którą musisz wygospodarować pod same tylko pola ryżowe. Ale oprócz tego ludzie potrzebują też innych składników odżywczych - warzyw, owoców, zbóż itd. Musisz też recyklingować, produkować, oczyszczać itp. To wszystko wymaga naprawdę dużej ilości przestrzeni.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-06 21:44:22
06.03.2026 19:26
Persecuted
7
odpowiedz
Persecuted
164

Błąd? A to nie było celowe działanie? Bo jeżeli oni z premedytacją robili to wszystko i nadal oczekiwali dobrych wyników na PC, to tam w zarządzie mocno kogoś po...niosło.

06.03.2026 18:51
Persecuted
1
Persecuted
164

25 lat miałaby zając sama budowa statku. Podróż to ok. 400 lat.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-06 18:53:01
06.03.2026 18:46
Persecuted
3
Persecuted
164

Wielkość nie wynika z niezbędnej przestrzeni mieszkalnej, tylko z faktu, że taki statek musi być w zasadzie samowystarczalną mini-cywilizacją w pigułce, posiadając na pokładzie dosłownie wszystko, co jest niezbędne do podtrzymania życia kilu pokoleń przez kilkaset lat, a także utrzymanie należytej sprawności samego statku. Tam nie wystarczy zabranie zapasów z Ziemi, tylko większość rzeczy trzeba po prostu wytwarzać po drodze - energię, powietrze, jedzenie, wodę, leki, ubrania, środki czystości, części zamienne, elektronikę itd. To oznacza konieczność posiadania fabryk, laboratoriów, ogrodów botanicznych, hodowli itd., a także redundancji większości kluczowych dla przetrwania systemów. Do tego przybytki publiczne jak siłownia, szpital, posterunek policji, szkoła (nowe pokolenia trzeba przecież wyszkolić na pilotów, nawigatorów, inżynierów czy lekarzy, żeby przejęli obowiązki poprzedników) itd.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-06 18:58:45
06.03.2026 18:34
Persecuted
Persecuted
164

Ten motyw w SF nazywa się "Lightspeed leapfrog" i naukowcy od dawna biorą go pod uwagę, choć wszystko tak naprawdę zależy od planowanego czasu podróży. Jeżeli statek ma dostrzeć na miejsce np. za 400 lat, to opracowanie przez ten czas lepszych technologii wydaje się być wielce prawdopodobne, wręcz nieuniknione. Jeżeli np. 20-30, to prawdopodobieństwo znacznie spada.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-06 18:35:09
06.03.2026 18:25
Persecuted
3
Persecuted
164

Ten patent to bzdura oparta na pseudo-naukowych założeniach. Ale nawet gdyby ta technologia była prawdziwa, to nadal górnym limitem byłaby prędkość światła, bo nic nie może poruszać się szybciej. Stąd podróż do wspomnianej Proxima Centauri, z naszej perspektywy i tak zajęłaby 4.3 roku.

Realistyczne założenia mówią o prędkościach na poziomie 20% prędkości światła, co przełożyłoby się na podróż trwającą ok. 20.8 roku z perspektywy pasażerów i 21.2 roku z perspektywy Ziemian. Wtedy podróż w obie strony dałoby się obskoczyć na przestrzeni 1-2 generacji, co dałoby się osiągnąć z dużo mniejszym i prostszym statkiem, a nie 60-kilometrowym kolosem.

Gdyby taka technologia antygrawitacyjna istniała, to USA już dawno by z niej korzystało i czerpało ogromne korzyści finansowe i polityczne z eksploatacji kosmosu. Trzymanie czegoś takiego w tajemnicy zwyczajnie nie miałoby sensu, bo i po co?

06.03.2026 14:44
Persecuted
Persecuted
164

PC-ta jako narzędzia wielofunkcyjnego nie, ale jako narzędzie do grania owszem. Ja za swój sprzęt niecałe 2 lata temu dałem ok. 15 tysięcy, więc 5 tysięcy to nadal dobry deal. Kupujesz Xbox do grania, laptopa do pracy i nadal jesteś parę tysięcy do przodu.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-06 14:46:46
06.03.2026 13:26
Persecuted
1
Persecuted
164

Srogo sobie nadinterpretowałeś to co napisałem, aby mieć argumenty pasujące do twojej narracji. Nie chce mi się wchodzić z tobą w dalszą polemikę, bo widzę, że jesteś osobą, która uparcie stoi za tym, że ma rację, pomimo widocznych braków w jej logice.

Czytaj jako: Wiem, że nie mam racji i żadnych argumentów, ale nie chcę się zbłaźnić, więc wymyślę jakiś wykręt, żeby uciec z dyskusji ogłaszając zwycięstwo. Spoko, zrozumiałem.

jeśli otrzymuje groźby, życzenia śmierci etc. - olać je totalnie, tak jak ja właśnie zrobię z twoimi odpowiedziami do moich komentarzy.

Aha, czyli wszystko jest dobrze, gracze mogą sobie być toksykami, a developerzy powinni to po prostu ignorować... bo tak? Jak ktoś ci pluje w twarz, to ty się odwracasz i udajesz, że nic się nie stało? To moralność i rozumienie świata na poziomie 11 latka...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-06 13:33:42
06.03.2026 11:03
Persecuted
1
Persecuted
164

Dlaczego rozkładanie win i zasług po równo jest idiotyczne, skoro studio developerskie jest zbieraniną ludzi, ale działających jak jeden mąż, z ramienia tego studio? Wszyscy wspólnie przyczyniają się do tworzenia jednego produktu.

To może tak. Uczestniczysz w projekcie zbiorowym, opracowując jakiś produkt. Twój szef podejmuje decyzję odnośnie finalnego kształtu tego produktu, z którą ty się nie zgadzasz. Prosisz go o zmianę decyzji, bo uważasz ją za błędną, ale on nie chce o tym słyszeć i ostatecznie musisz się podporządkować i wdrożyć co ci kazano, bo inaczej stracisz pracę i dostaniesz wilczy bilet. Potem, już po premierze produktu, ktoś wysyła ci maila, w którym nazywa wasze dzieło gównem i sugeruje ci, że powinieneś się zabić. Mam rozumieć, że przyznasz mu rację, przeprosisz go za to, że jesteś tak bezwartościową istotą ludzką, a potem pojedziesz do Ikei kupić sznurek?

Graczy, koniec końców, nie interesuje, kto, gdzie i jak coś zrobił, tylko czy produkt, za który zapłacili, jest dobry (oczywiście w ich subiektywnym mniemaniu).

Więc zawsze gdy jakiś produkt ci nie odpowiada, atakujesz jego losowych współtwórców? Jak samochód ma awaryjny silnik, to wysyłasz pogróżki kolesiowi, który zaprojektował tapicerkę albo montował wycieraczki?

Jako potencjalny odbiorca tych treści, mogę wyrazić opinię na temat produktu i nie musi być ona pozytywna.

A widzisz różnicę między wyrażaniem opinii o produkcie, a wyrażaniem opinii o jego twórcach? Bo właśnie tego drugiego dotyczy dyskusja.

Nie zmienisz ludzi i tego jak reagują w internecie, ale możesz zmienić to, jak te i jakie reakcje odbierasz.

A jak ma reagować developer, gdy czyta na swój temat "opinie", że jest pozbawionym talentu zerem, które powinno się zabić? Albo w najlepszym razie, że "już nigdy nie powinien tworzyć gier"? Jak pozbawionym empatii śmieciem trzeba być, żeby napisać coś takiego drugiemu człowiekowi? I to nierzadko takiemu, który dawał z siebie wszystko, wsadził kawał życia w dany projekt, zarywając noce, zaniedbując własne zdrowie, rodzinę itd. Ok, jego dzieło poniosło porażkę, ale czemu on ma personalnie znosić poniżanie i pogardę z tego powodu? I nie, to nie są "jednostkowe przypadki", w ostatnich latach takie zachowania i reakcje się normalizują wśród graczy...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-06 11:09:22
06.03.2026 10:05
Persecuted
1
Persecuted
164

Mam to gdzieś, ja jestem odbiorca treści i liczy się dla mnie czy gra jest dobra czy to gówno jak Concord.

Jasne, że liczy się efekt, ale nawet zły produkt nie jest wystraczającym usprawiedliwieniem dla toksycznego atakowania twórców, którzy za niego odpowiadają. Tym bardziej, że gracze zazwyczaj nie mają zielonego pojęcia kto i za co odpowiadał przy produkcji gry i w jakim zakresie ponosi winę za jej porażkę (jeżeli w ogóle). Umiesz objąć tę zależność swoim rozumem?

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-06 10:07:34
06.03.2026 09:56
Persecuted
3
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
164

Czyli Sony rezygnuje z zysków na PC tylko po to, żeby Microsoft nie "miał" ich gier, choćby nawet w formie PC-towych portów odpalanych na Xbox? To cholerne małostkowe, ale szczerze mówiąc i tak ma więcej sensu, niż "Odchodzimy z PC... bo tak!".

To może być całkiem sensowny pomysł ze strony MS. Tym bardziej, że będą mogli przygotować jedną wersję na PC z dedykowanym trybem "Xbox", zamiast tworzyć dwa osobne porty, na dwie osobne platformy. Kupujesz jedno pudełko albo klucz z grą PC lub Xbox i grasz na czym chcesz, PC lub konsola. Wtedy zakup Xboxa miałby sens, nawet bez ekskluzywnych gier i mógłby stanowić sensowną alternatywę dla Playstation, bo cała baza gier PC nagle staje się bazą gier Xbox. A jeżeli będzie natywne wsparcie dla klawiatury i myszy, to serio mogą pozamiatać, tworząc przy okazji fajną alternatywę dla gamingowego PC-ta, za 1/3 jego ceny.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-06 10:09:03
06.03.2026 09:39
Persecuted
1
Persecuted
164

Jeśli nienawidzisz KIEPSKICH twórców gier, nienawidzisz KIEPSKICH gier".

Jeżeli komuś się wydaje, że jest w stanie odróżnić dobrego developera od złego, patrząc na jakąś większą produkcję, którą ten współtworzył, to jest mega ignorantem. Większość gier to wysiłek zbiorowy, gdzie różni ludzie mają różny wpływ na kształt całego projektu (zarówno w kwestii składowych danej produkcji jak i decyzyjności). Rozkładanie win i zasług po równo albo nazywanie twórców "wyrobnikami", "beztalenciami" albo nawet gorzej, co ostatnio coraz częściej ma miejsce, jest zwyczajnie idiotyczne i tutaj Faliszek ma rację - graczom tylko wydaje się, że rozumieją jak powstają gry, ale nie przeszkadza im to w byciu toksycznymi wobec ich twórców.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-06 09:45:52
05.03.2026 15:35
Persecuted
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
164

Życzę Sony jak najlepiej, ale przy okazji wydawania swoich gier na PC odhaczyli chyba wszystkie możliwe sposoby, żeby okazać PC-towcom totalny brak szacunku:
1. Opóźnienie premiery o kilka lat względem PS.
2. Pełna cena na premierę, bardzo powolna redukcja ceny i bardzo słabe przeceny. Nowe, zafoliowane TLoU II w pudełku na PS4 można kupić za 80 zł, Remastered na PS5 za 130 zł. Używka to jeszcze mniejszy koszt. A na PC? 219 zł na Steam / EGS, bez tańszych alternatyw (przynamniej tych w pełni legalnych).
3. Słaba jakość portu, czasem łatanego przez wiele miesięcy, czasem niezałatanego nigdy.
4. Wymuszanie PSN.
5. W zasadzie brak marketingu.
6. Wypuszczanie gier bez poprzednich odsłon i bez gwarancji kontynuacji. Grasz w coś i nigdy nie wiesz, czy poznasz resztę historii, bo Sony zawsze zwleka z potwierdzeniem, czy dana gra w ogóle wyjdzie na PC albo kiedy to nastąpi.

Do kompletu brakuje chyba jeszcze tylko wykradania danych użytkowników i kopania krypto w tle... Ja rozumiem, że Playstation jest dla nich priorytetem, ale jak można robić wszystko, żeby zniechęcić nabywców, a potem narzekać na kiepskie wyniki? To jest bez sensu. Oni na serio wierzą, że PC-towcy nie mają w co grać i wezmą wszystko od nich, za każde pieniądze?

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-05 15:45:43
05.03.2026 12:09
Persecuted
Persecuted
164

Black Flag Remake to "asset dump" po Skull & Bones. To nie tak, że rzucili kością i postanowili zrobić losowy remake. To strategia obliczona na to, żeby odzyskać pieniądze utopione w nieudanej grze (bo akurat assety były tam doskonałe, jako to u Ubi). Jeżeli się sprawdzi, to prędzej bym się spodziewał Rogue Remake, niż AC I czy AC II.

04.03.2026 18:31
Persecuted
1
Persecuted
164

Nowa Kena nie jest grą Sony... No i gdzie masz te "poważne gry"?

04.03.2026 17:43
Persecuted
3
Persecuted
164

Nie wydaje mi się żebyś był kimś to może pówić co jest poważną grą a które nie. Mobilki, re-edycje? Skąd ty to wziełeś? Pewnie nawet nie masz pojęcia jakie gry Sony wydaje w tym roku

Za GOL'em (Sony Interactive Entertainment - Nadchodzące Gry na rok 2026):

Ghost of Yotei: Legends - 10 marca 2026 - PS5
Saros - 30 kwietnia 2026 - PS5
Fairgames - II kwartał 2026 - PC, PS5
Marvel Tokon: Fighting Souls - 6 sierpnia 2026 - PC, PS5
Marvel's Wolverine - 15 września 2026 - PS
Ratchet & Clank: Ranger Rumble - 2026 - iOS, AND

Na serio chcesz się spierać, że z tej listy cokolwiek poza Saros i Marvel's Wolverine może być nazwane "dużą grą"?

04.03.2026 15:42
Persecuted
7
Persecuted
164

Z takich poważnych gier to wydają w tym roku dwa tytuły: Marvel's Wolverine i Saros, żaden z nich nie wychodzi na PC. Reszta to mobilki, re-edycje, DLC i sieciowe gry-usługi. Dużej gry single player od lat nie wydali równocześnie na PS i PC.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-04 15:44:47
04.03.2026 15:32
Persecuted
13
odpowiedz
12 odpowiedzi
Persecuted
164

Ale "wielki powrót ex'ów" oznacza, że będzie ich więcej, czy pozostaną przy jednej grze na trzy lata, tylko ograniczonej do jednej platformy? Bo jak to drugie, to nie liczyłbym na jakiś gigantyczny wzrost zainteresowania Playstation.

Szkoda, że w ramach eksperymentu nie spróbowali wydać dużej gry JEDNOCZEŚNIE na PS i PC, a nie z opóźnieniem kilku lat. Wtedy mogliby faktycznie zmierzyć siłę nabywczą obu platform. Bo kiepsko wykonany port, wydany dwa lata po premierze na konsoli, za 60 dolarów na start, to jednak nie jest deal, na który gracze masową się rzucą...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-03-04 15:36:54
04.03.2026 09:14
Persecuted
Persecuted
164

A co Wiedźmin 3 czerpie z Gothica (i tylko Gothica, a nie gier w tym stylu)?

27.02.2026 16:01
Persecuted
1
Persecuted
164

Kto gra głównie na PC nie będzie specjalnie kupował konsoli dla kilku gier tak samo kto gra głównie na konsoli

Tym bardziej dziś, gdy Sony zapowiada jedną ciekawą grę single player raz na kilka lat... Czasy kupowania konsoli dla fajnych exów można uznać za minione. Nawet jak całkowicie wywalą porty na inne platformy, ale nadal będą produkować gówno-gierki usługi, to niczego to nie zmieni, a ludzie na pewno się na Playstation masowo nie rzucą. Fani marki zostaną, ale żeby napędziło im to nowych graczy, to bardzo wątpię.

Kierownictwo mu zabraniało w duzym skrócie.

Bo jak sam przyznał, w jego czasach gry first party powstawały żeby nie tyle zarabiać, co budować siłę marki Playstation, a teraz jest już inaczej. Pytanie, czy powrót do tamtych czasów jest sensowny albo w ogóle możliwy? Gdyby Sony wróciło do 1-2 fajnych exów rocznie to może i tak, ale wątpię, by byli gotowi na taką strategię.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-27 16:06:20
27.02.2026 13:19
Persecuted
21
odpowiedz
Persecuted
164

Sony może sobie pozwolić na taką zmianę strategii, bo pecetowe konwersje nie są wielką częścią biznesu firmy.

Może jakby wychodziły równocześnie albo nie kosztowały pełnej ceny 2-3 lata po swojej premierze na Playstation, to PCtowcy chętniej by je kupowali... Bo właściwie na co oni liczą? Przecież wydają je z tak dużym opóźnieniem na PC, żeby wymusić zakup wersji konsolowej, także po wersję PC-tową sięgają zapewne głównie ci, którzy wersji konsolowej i tak by nie kupili. Czyli w tym sensie, niskie wyniki z PC powinny być dokładnie tym, czego oczekiwali. Kto miał kupić, kupił na Playstation, a na PC kupują niedobitki, których nie da się przekonać do wersji konsolowej. No ale skoro taki był plan, to skąd teraz ta zmiana? Oni naprawdę liczyli, że wyniki z PC będą dorównywać tym konsolowym?

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-27 14:08:30
27.02.2026 09:30
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

#BetterThanStarfield

Proceduralne planety w NMS nie są idealne, choć przez te lata wiele się na tym polu poprawiło, ale to i tak niesamowite, jak dobry efekt udało się osiągnąć tak małemu studiu i jednocześnie jak słabo rozwiązała to nieporównywalnie większa Bethesda. Poza Marsem (który był dla nich podobno "planetą zero", wzorcem dla całego generatora, który potem ekstrapolowali na całą resztę gry), te miejscówki wyglądają zwyczajnie słabo. Odleglejsze zakątki to jeszcze można zaakceptować, ale żeby tak skopać Układ Słoneczny? Nawet Księżyc nie wygląda tak jak powinien...

26.02.2026 12:36
Persecuted
Persecuted
164

W tej serii pierwsze przejście to zwykle ok. 10+ godzin, a kojenie można spokojnie wykręcić poniżej 2 godzin (nawet trzeba, jak się chce wbić 100%). Ogólnie powtórne przechodzenie to część uroku tych gier. O ile sam tego w grach zazwyczaj nie praktykuję, bo nie mam zamiaru poświęcać kolejnych kilkudziesięciu godzin, żeby zobaczyć 5% nowego contetntu, tak w tej serii ma to spory sens. Nie dość, że te gry są dosyć krótkie, to jeszcze bonusowe ulepszenia (jak specjalne bronie czy nielimitowana amunicja) zupełnie zmieniają dynamikę, a nawet atmosferę rozgrywki (ofiara staje się łowcą) i to działa świetnie. Tym bardziej, jeżeli gra ma coś na kształt Madhouse, a Requiem ponoć ma.

26.02.2026 12:26
Persecuted
3
Persecuted
164

Ale Village odwołuje się zasadniczo do jednej gry, RE7, a nie do kilku. Poza tym robi to w taki sposób, że jej znajomość nie ma prawie żadnego znaczenia dla zrozumienia fabuły RE8. Village wyjaśnia nam obecną naturę Ethana i tłumaczy, że uległa ona zmianie właśnie w czasie "incydentu w domu Bakerów". Nie tłumaczy co dokładnie zaszło, jak chcesz się tego dowiedzieć, to musisz zagrać. Niemniej, wcale nie musisz tego wiedzieć, bo to w sumie nie ma wielkiego znaczenia dla wydarzeń w tej odsłonie, wystarczy, że rozumiesz relację Ethana z pleśnią (mold), a ta wprost zostaje nakreślona w samym RE8. Powiedziałbym nawet, że Village więcej wnosi do fabuły RE7 (tłumacząc dlaczego pewnie rzeczy w ogóle mogły się wydarzyć), niż odwrotnie.

Requiem jest z kolei (podobno) bezpośrednim domknięciem historii pierwszych RE i odwołuje się do nich bez podawania kontekstu. Masz to wiedzieć i koniec, a jak nie wiesz, to nie nasz problem.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-26 12:29:28
25.02.2026 08:30
Persecuted
4
odpowiedz
Persecuted
164

Sony, jeszcze niedawno "ostatnia nadzieja gier singlowych", dziś już tylko "typowe korpo". Z jednej strony rozumiem to parcie na maksymalizację zysku (w końcu zawsze taki był ich cel), ale z drugiej widać, że nie stoi za tym jakaś sensowna strategia, tylko ślepa pogoń za trendami, połączona z kiepskim zarządzaniem posiadanymi zasobami. To zazwyczaj nie kończy się dobrze...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-25 08:31:41
22.02.2026 19:52
Persecuted
1
Persecuted
164

Waluta walutą, ale chodzi o znajomość danego rynku, siły nabywczej itd. Wiedziałbyś bez sprawdzania, jak przeliczyć cenę gry z dolarów na np. rupie, jeny, yuany albo ruble? Ustalenie czegoś takiego, dla małego developera, to sporo roboty.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-22 19:56:54
21.02.2026 19:35
Persecuted
Persecuted
164

Fabułę? Przecież seria FC od trójki to jest jedno i to samo, mamy jeden główny czarny charakter i trzeba się pozbyć podwładnych, żeby pozbyć się złola. I to w sumie nie tylko w FC, AC to samo, Avatar to samo, GR Breakpoint również. Niby różne gry, a ciągle o tym samym.

Fabuła i struktura narracji to dwie różne rzeczy...

21.02.2026 09:52
Persecuted
Persecuted
164

Peregrino82

Obcy to jest film, który w pewnym sensie nie miał prawa stać się serią. Jakby nie patrzeć, jest to po prostu slasher, tylko w kosmosie. Scott wziął koncept już wtedy znany w kinematografii (grupkę zwykłych ludzi zamykamy w odizolowanej, ciasnej przestrzeni z jakimś potworem w środku, a potem patrzymy jak umierają jeden po drugim), ale osadził go w kosmicznych realiach i to faktycznie było czymś wtedy nowym i świeżym.

Po sukcesie "jedynki", wytwórnia Fox oczywiście chciała kontynuacji, tylko pojawił się problem - jak nakręcić film w tym samym stylu, który nie jest po prosu kopią pierwowzoru? Przecież nie wystarczy statku kosmicznego zastąpić np. stacją kosmiczną, a załogi górników np. załogą botaników, bo to nadal będzie ten sam film, tylko w nowych ciuszkach. James Cameron dał radę, bo... zmienił gatunek całej produkcji. Zamiast kameralnego horroru mamy widowiskowy film akcji pełen efektów specjalnych, wybuchów, strzelanin i to po prostu działa, biorąc widzów trochę z zaskoczenia.

No dobra, mamy dwie udane odsłony, ale co dalej? Tu było już niestety gorzej, bo ani "trójka", ani "czwórka", mimo starań, dobrymi filmami nie były. Chciałby być oryginalne i inne, a wyszły nijakie czy wręcz głupie. Moim zdaniem właściwą drogą nigdy nie było skupiane się na schemacie "ludzie kontra kosmiczne robale", tylko pochylenie się nad niezwykle fascynującym lore tego świata i dokładnie w tę stronę poszedł Scott w Prometeuszu i Przymierzu. Kosmiczne paskudy się tam oczywiście pojawiają, ale nie są już centralnym punktem opowieści, co według mnie było strzałem w dziesiątkę. Niestety, wyboisty proces powstawania Prometeusza (wielokrotnie zmiany scenariusza, konflikt z Foxem), a także oczekiwania widzów, z których większość chciała po prostu więcej xenomorpha i więcej gore, doprowadziły do niezbyt dobrego odbioru przez krytyków i widzów. Przymierze chciało poprawiać błędy poprzednika, ale na to było już trochę za późno. No a poza tym film miał też pokaźny bagaż własnych niedociągnięć i wpadek, co tylko pogarszało sprawę.

No i tu wreszcie dochodzimy do Alvareza i jego Romulusa, który jako pierwszy twórca od czasów Camerona otrzymał przywilej stworzenia odsłony, która nie tylko ma przyzwolenie widzów na bezkarnie kopiowanie klasycznych motywów, takie wręcz były oczekiwania wobec niego! Po ponad 30 latach od Aliens (u nas Obcy 2), fani po prostu chcieli filmu w klasycznym stylu - zamykamy ludzi w kosmicznej puszcze i patrzymy jak kosmita ich morduje. Tak, to już było, ale kilka dekad wcześniej, więc fani zdążyli zwyczajnie zatęsknić za tym schematem. Ciekawi mnie jednak, co będzie w kolejnej odsłonie. Czy Alvarezowi uda się to, co nie udało się Fincherowi, Jeunetowi i nawet Scottowi, czyli stworzyć film, który jest inny, ale nadal fajny? Wiem, że tym razem za kamerą ma stanąć ktoś inny, ale scenariusz to nadal jego dzieło. Trzymam kciuki, bo Romulus, choć dla wielu może być to kontrowersyjne, został moją ulubioną odsłoną, detronizując część drugą w moim osobistym rankingu, dając mi miks ulubionych elementów, ale w nowoczesnym, bardzo atrakcyjnym wydaniu.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-21 10:18:58
21.02.2026 09:19
Persecuted
2
Persecuted
164

To samo można by powiedzieć 90% studiów produkujących gry AAA... Nowych marek się dziś już prawie nie robi, tylko odświeża i eksploatuje stare. Z AC i FC jest o tyle dobrze, że tam każda odsłona ma przynajmniej innym setting, bohaterów, fabułę itd. Mechaniki zostają z grubsza te same, ale to i tak więcej świeżości, niż w większości kontynuacji AAA (typu God of War, Horizon, Spider-man itd.).

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-21 09:20:07
19.02.2026 22:01
Persecuted
Persecuted
164

Poza tym sorki, ale ty raczej jesteś jednym z nielicznych, którym się ta gra spodobała.

Trudno, żeby mi się spodobała gra, w którą nie grałem...

Za to świat wygląda jak jeden wielki miks wielu różnych gatunków, totalny misz masz, wiele rzeczy jest niespójnych, a nawet wręcz wiele rzeczy jest absurdalnych i nawet żenujących. Jak tego nie dostrzegłeś, no to ci kicz nie przeszkadza.

No właśnie ja tego nie zauważyłem na gameplayach, recenzenci też nic o tym nie wspominali. Nawet krytyczne głosy na temat gry przyznają, że wizualnie i artystycznie jest całkiem spoko.

Jeśli chciałbyś, abym ci wymienił co tam jest kiczowate, to ci z chęcią wymienię.

A wiesz, że chętnie? Serio chciałbym poczytać co uważasz za kicz w tej grze i dlaczego.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-19 22:02:19
19.02.2026 20:43
Persecuted
4
Persecuted
164

Kwisatz_Haderach

Polecam obejrzeć sobie materiały dodatkowe, w postaci wyciętych scen z Prometeusza (są dostępne na YT).

Ten film przechodził poważne zawirowania produkcyjne, których efektem były między innymi głębokie zmiany fabularne, wprowadzone na bardzo późnym etapie prac. Zgodnie z pierwotnym zamysłem, film miał się nazywać Obcy: Inżynierowie, ale z tego nic nie wyszło (ponoć Scott nie dogadał się z Foxem w kwestiach licencyjnych) i przerobiono to na znanego nam Prometeusza. Kojarzysz tą scenę z początku filmu, gdy samotny inżynier wypija czarną maź z metalowej miseczki, umiera (oddając swoje DNA), a miska wpada do rzeki? W pierwotnej wersji (która została "nakręcona" i można ją sobie obejrzeć) ten inżynier nie był sam, tylko towarzyszyli mu inni przedstawiciele jego rasy. Co więcej, ta metalowa miseczka została przez nich odzyskana już po zakończeniu rytuału i można ją było zobaczyć na ich statku, który później eksploruje załoga Prometeusza (kamera robi nawet dosyć charakterystyczne ujęcie na piedestał, na którym owa misa stoi). Jednak w ostatecznej wersji naczynie zostało zakryte... pozbawionym znaczenia fabularnego, zielonym kryształem CGI, dodanym w post-produkcji. Co ciekawe, wersję z misą można zobaczyć nawet na przedpremierowych trailerach promujących film, co pokazuje na jak późnym etapie ta zmiana została wprowadzona!

Ale po co w ogóle te zmiany? Prawdopodobnie po to, żeby wprowadzić całą tą prometejską symbolikę, co wyszło dosyć średnio. Ostateczna wersja filmu prezentuje się w taki sposób, że samotny inżynier, niczym właśnie Prometeusz, sprzeciwia się swoim pobratymcom i poświęca własne życie, dając ludziom najcenniejszy dar - życie. Pozostali inżynierowie po czasie dowiadują się o tym i próbują nas zlikwidować (stąd czarna maź w ładowni statków, które miały dotrzeć na Ziemię i ją rozpylić).

Tylko to się nie bardzo klei chociażby z faktem, że inżynierowie zostawili na naszej planecie mapę, która ostatecznie doprowadziła Ziemian, nawet nie do ich domu, tylko na opustoszały księżyc, stanowiący dla inżynierów "placówkę produkcyjną" broni biologicznej, mającej posłużyć do pozbycia się nas (bo byli na tyle ogarnięci, żeby nie robić tego u siebie w domu). Co więcej, ta mapa nie była pozostawiona w jednym miejscu, tylko była rozsiana po całej Ziemi, co wskazuje na to, że inżynierowie wielokrotnie odwiedzali naszą planetę i za każdym razem zostawiali tę mapę. Tylko po co?! Po co prowadzić swoje ofiary do miejsca, w którym powstaje broń biologiczna mająca ich wytępić?! I po co zostawiać taką mapę prymitywnym ludom przed-kosmicznym, których od podróży kosmicznych dzielą tysiące lat rozwoju? I co właściwie stało się na tym księżycu, że plan inżynierów się nie udał? I czemu po pierwszej porażce nie spróbowali ponownie? Odechciało im się nas zabijać? Zmienili zdanie? Tam nic nie ma sensu, ale to właśnie dlatego, że pierwszy scenariusz filmu (wtedy znanego jako Obcy: Inżynierowie) był zupełnie inny...

Całość nie jest ogólnie taka zła, ale ten brak logiki, a także wyjątkowa głupota bohaterów (czyli jakby nie było naukowców, ludzi inteligentnych) bolą.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-19 20:59:05
19.02.2026 16:05
Persecuted
Persecuted
164

Ciekawe, że nie mieli jakiegoś LogTrace'a z filtrowaniem, żeby dało się prześledzić co się stało z dowolnym obiektem (np. NPC).

A z tym ożywieniem, to może było tak, że Yaevinn gromadził w sobie jakieś flagi zależne od przebiegu fabuły i wyborów gracza, np. "JoinedPlayer", "RecivedLetter" itd., a skrypt po prostu zwalniał (dealokował) obiekt ze sterty, więc informacja była utracona i nie dało się jej przywrócić? Chociaż to powinno być w pliku save'a z gry...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-19 16:39:08
19.02.2026 14:47
Persecuted
2
odpowiedz
Persecuted
164

Prawdopodobnie chcieli uniknąć powtórki z "Somehow Palpatine returned". Bo faktycznie, nawet jeżeli mieli niezły pomysł na film, to jednak przywrócenie do życia postaci, która dopiero co wyzionęła ducha w dramatycznych okolicznościach, mogłoby się widzom nie spodobać i zalatywać... desperacją.

Osobiście uważam, że najlepsze co zrobiła nowa trylogia dla uniwersum (i to w zasadzie jej jedyna zasługa...), to domknięcie sagi Skywalkerów. Cała rodzinka "kroczących po niebie" trafiła do piachu, więc ten rozdział można wreszcie zamknąć, zamiast eksploatować emerytów i jechać na nostalgii. Moim zdaniem Filoni powinien odciąć się od tego co było w sposób totalny i po prostu zbudować coś nowego, np. 1000 lat po wydarzeniach z The Rise of Skywalker, gdzie po poprzednich bohaterach ze wszystkich filmów, niezliczonych seriali i animacji, zostały tylko wspomnienia i legendy. To byłaby okazja na wielki reset i nowy początek... w zasadzie wszystkiego. Bez klasycznego Imperium i klasycznej Republiki, z nowym zakonem Jedi, z nową akademią Sithów itd.

Kiedyś miałem nawet pomysł na taki scenariusz (nadal w duchu mitologii SW, ale jednak o zdecydowanie innej strukturze niż klasyczne "wybraniec przechodzi ścieżkę od zera do bohatera"):
Padawanka (z naturalnymi ciągotami do ciemnej strony) wraz ze swoim mistrzem zostają wysłani przez zakon na misję na jedną z planet-grobowców Sithów, w celu zdobycia pradawnego artefaktu (czyli zaczyna się banalnie, jak wiele historii tego typu). Na miejscu zostają pojmani przez Sithów w trakcie zasadzki, mistrz zostaje natychmiast stracony na oczach padawanki, a ona sama trafia w niewolę. Mimo początkowego oporu, z czasem lepiej poznaje kulturę Sithów i jest nią szczerze zafascynowana. Sithowie wykorzystują to, podsycając jej wewnętrzny mrok i przeciągając ją powoli na swoją stronę. Ostatecznie staje przed przywódcą, samym mrocznym lordem, który daje jej szansę przystąpienia do ich organizacji. Zdejmuje maskę... to jej dawny mistrz z zakonu! Nie tylko żyje, okazuje się, że to on za wszystkim stoi (cała zasadzka i pozorowana egzekucja były częścią planu). Ta machinacja miała na celu przeciągnąć dysponującą unikatowym potencjałem padawankę na ciemną stronę. Ona jednak odmawia i staczają walkę. Ona wygrywa, ale nie zadaje ostatecznego ciosu, tylko po prostu odchodzi. Nie czuje się ani Jedi, ani Sithem, dostrzegając słabości i zaślepienie jednych i drugich. Poznawszy filozofię obu stron, decyduje się podążać własną ścieżką, dając jednocześnie początek trzeciej drodze, która odrzuca zarówno naiwny i krótkowzroczny idealizm Jedi, jak i chorobliwą ambicję i żądzę potęgi Sithów. Moim zdaniem byłby to fajny wstęp do nieco odświeżonej mitologii mocy i nowej dynamiki z "dodatkowym ideologicznym graczem na ryku".

Ogólnie zawsze marzł mi się film SW, który pokazałby kulturę Sithów od środka. I to nie jako krwiożerczych psychopatów w komiksowym stylu (źli dla samego zła), tylko ludzi, którzy mimo bezwzględności czy wręcz okrucieństwa, potrafią działać racjonalnie, pragmatycznie i w oparciu i konkretne zasady czy wartości, spajające ich organizację.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-19 16:28:12
19.02.2026 09:25
Persecuted
Persecuted
164

no cóż, nawet gameplay nie obroni grę, gdy jest ona naszpikowana kiczowatą zawartością. Kto widział trailera ten wie o czym mówię.

Wątpię, by ktokolwiek wiedział o czym mówisz... Oglądałem gameplay'e i video recenzje (IGN, Skill Up) i nigdzie żadnego kiczu nie zauważyłem. Gra ma mocno stylizowaną oprawę (jak wiele innych hero shooterów), ale poza tym wygląda zupełnie w porządku, a nawet całkiem ładnie.

18.02.2026 14:49
Persecuted
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
164

Dla mnie największym problemem nadal pozostaje walka. Azjaci rozumieją "średniowieczne fantasy" inaczej niż my, dla nas to np. Władca Pierścieni czy Gra o Tron, a dla nich Przyczajony tygrys, ukryty smok albo Hero - pełne powietrznych akrobacji i "tańca". W tytule na wskroś azjatyckim ma to nawet swój urok, ale tutaj uderzają w klimaty "europejskie" i to się jednak gryzie.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-18 14:50:32
18.02.2026 09:44
Persecuted
6
Persecuted
164

Malf Czy to jest AI-bot? Wygenerowałeś długą odpowiedź w mniej niż 20 sekund po dodaniu mojego komentarza, łamaną polszczyzną, a poza tym zupełnie nie na temat, w oderwaniu od tego co napisałem...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-18 09:45:54
18.02.2026 09:41
Persecuted
1
Persecuted
164

Jeżeli ktoś to robi na własny użytek, to niech sobie robi, w końcu to on będzie jedynym beneficjentem (ofiarą?) własnego kodu. Gorzej, gdy taki badziew zaczyna zaśmiecać "przestrzeń publiczną".

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-18 09:41:50
17.02.2026 11:46
Persecuted
3
Persecuted
164

Ja bym powiedział, że to raczej kwestia shojo, które zawsze były bardziej niszowe niż shonen'y. Przy czym te 30 lat temu trochę inaczej patrzono na to co jest dla dziewcząt, a co dla chłopców, bo standardy się zmieniają. Dziś np. Toaru kagaku no rerugan uchodzi za shonen (bo faktycznie jest spin-offem shonena), chociaż moim zdaniem ma wiele cech, które powinny przemawiać bardziej do dziewcząt (niemal w 100% żeńska obsada, co tyczy się postaci 1, 2, a nawet 3 planowych, bardzo potężna i niezależna protagonistka, dużo wstawek "slice of life" itd.).

16.02.2026 23:21
Persecuted
2
Persecuted
164

Anime to forma, nie treść. Równie dobrze mógłbyś nazwać "piwiniczakiem" każdego, kto ogląda seriale albo animacje pokroju Arcane czy Miłość, śmierć i roboty, tak jakby forma widowiska decydowała o czymkolwiek...

16.02.2026 15:04
Persecuted
1
odpowiedz
Persecuted
164

Szkoda, mnie się podobał :/.

14.02.2026 18:32
Persecuted
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
164

Obejrzałem wczoraj na platformie "Pana Myszy" i muszę powiedzieć, że bardzo mi się podobał. Zupełnie inne podejście do tematu niż Prey, ale też świeże i też fajne. Było kilka pomniejszych zgrzytów fabularnych (np. dlaczego WY nie zabezpieczył statku Deka, tylko zostawił go w dżungli?), ale te narzekania grifterów na "ugrzecznienie" czy "pussyfikację" predatora można włożyć między bajki. Jeżeli już, to Dek jawi się tam jako silny, pewny siebie, niezłomny i stoicki łowca, który jest niezwykle inteligentny, uczy się na błędach i adaptuje się lepiej niż inni przedstawiciele swojej rasy. Zamiast się poddać, że jest gorszy (bo mniejszy i słabszy od pobratymców), postanawia wszystkim dowieść swojej wartości i w pełni mu się to udaje. Gdyby to on był przeciwnikiem ludzi w poprzednich filmach, to wszystkie skończyłyby się bardzo szybko - rzezią ludzi...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-14 18:33:57
13.02.2026 16:57
Persecuted
Persecuted
164

zrobili generyczną i pozbawioną tożsamości grę

Ponownie, nie znam się na tym gatunku, ale widziałem na filmikach, że są tu np. pojazdy, fortyfikacja baz (można wybrać jedną z kilku) i całkiem fajny system destrukcji otoczenia (byłem zaskoczony, że można rozwalać całe ściany). Jak na ten gatunek (hero shooterów?), to chyba w miarę oryginalne, nie-generyczne podejście?

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-13 17:19:13
13.02.2026 13:22
Persecuted
4
Persecuted
164

Ale co konkretnie jest postępowego w tej grze?

13.02.2026 13:01
Persecuted
4
Persecuted
164

No to proszę: Na chodniku leży sobie masywna kupa, każdy wie, każdy widział - teraz nam ją konstruktywnie skrytykuj.

Chciałeś zabłysnąć, ale twój idiotyczny przykład pokazuje, że nie rozumiesz czym tak naprawdę jest merytoryczna krytyka. Opisanie obiektywnych cech jakiejś rzeczy czy zjawiska (choćby nawet były to cechy postrzegane przez większość jako negatywne, jak wygląd czy zapach) to nie jest krytyka. Krytyka to subiektywna ocena oparta o gusta i preferencje oceniającego, a nie stwierdzenie faktu wynikającego z natury rzeczy. W tym sensie, da się merytorycznie skrytykować kupę, tylko trzeba mieć wobec niej określone oczekiwania i umieć umieścić je w określonym kontekście, a następnie zestawić je z rzeczywistością (tzn. jaka kupa jest, czego od niej oczekiwał recenzent i na ile jego oczekiwania były realistyczne). Sprowadzenie do absurdu niczego w kwestii konstruktywnej krytyki nie zmienia, pokazuje tylko twoją niedojrzałość.

a na necie nie ma żadnych informacji na podstawie których można by rzucać wymówkami postępowców.

Co to w ogóle znaczy? Jakimi wymówkami? Jakich postępowców? Co postępowość ma do tej gry?

A to że opinie niezależnych recenzentów są takie same jak opinie graczy, to nie kwestia ich narzucania

Ale opinie, jak pisałem, w większości są "to nie jest zła gra". Nie jest też bardzo dobra, ma liczne braki i bolączki, w większości typowe dla debiutujących na rynku gier sieciowych, ale nakręcanie takiej afery wobec produkcji, co do której konsensus, nawet wśród ludzi nastawionych krytycznie, jest taki, że jest ona "całkiem fajna", a nawet "bardzo przyjemna"? To nie jest normalne.

komuszku

Ty masz coś z głową? Co ma komunizm do tego? I skąd ci przyszło do głowy, że ja jestem komunistą? Zapomniałeś wziąć leków, czy coś?

tylko tego że nie zostały kupione jak tam gdzie taka korupcyjna patologia serwuje reklamy pod pozorem obiektywnych recenzji...

O co chodzi? Jakie kupione recenzje, jakie reklamy? Co to ma wspólnego z urządzaniem rozdmuchanej nagonki na tę grę? Ty chyba na serio cierpisz na jakaś formę paranoi...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-13 13:20:28
13.02.2026 10:54
Persecuted
4
odpowiedz
6 odpowiedzi
Persecuted
164

Ta gra ciągle jest pod ostrzałem, ale odnoszę wrażenie, że mało kto wie dlaczego... Byłem ciekaw (bo osobiście nie gram w takie gry i nie mam pojęcia o tym gatunku), więc zajrzałem do "recenzji Steam" i ku mojemu zaskoczeniu, większość negatywnych ocena zaczyna się tam od "To nie jest zła gra, ale..." albo "Dała mi naprawdę mnóstwo świetnej zabawy, ale...". W tym sensie trudno nie przyznać developerom racji, że krytyka tego tytułu w dużej mierze wydaje się być rozdmuchana i pozamerytoryczna, koncentrując się na kwestiach pobocznych, ale nie na samej grze (np. "polityce firmy").

Z kolei faktyczne zarzuty zdają się wpadać w kategorię tych, z którymi boryka się większość debiutujących gier sieciowych i które można relatywnie łatwo poprawić, jak np. problemy z balansem, brak dostatecznego odrzutu broni, źle skalibrowane wspomaganie celowania, wymuszony crossplay itd. W tym sensie, cała ta nagonka rzeczywiście wydaje się być... nieco przypadkowa? Tak jakby faktycznie ludzie obrali sobie za cel, żeby za wszelką cenę dokopać losowej produkcji F2P. Konkretna krytyka jest spoko i na nią żaden twórca nie powinien się obrażać, ale besztanie dla samego besztania jest po prostu dziwne.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-13 11:01:10
13.02.2026 10:33
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Mnie się nawet podoba. Po pierwszej zapowiedzi miałem takie "meh", ale to co pokazali teraz, faktycznie przyciągnęło moją uwagę. Spoko jest ten "pozawijany" Manhattan, który przypomina mi trochę sceny z Incepcji. Po gameplay'u nie spodziewam się cudów (jak to u Remedy), ale fabuła i klimat pewnie znowu to zrekompensują z nawiązką.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-13 10:34:34
13.02.2026 10:16
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Nowa Castlevania spoko, ale ja akurat nie lubię stylu platformówek, które tworzy Motion Twin. Ich gry wyglądają po prostu... no właśnie jak platformówki i dla mnie jest to problem. W tym sensie, że u nich elementy konstrukcyjne lokacji pełnią rolę przede wszystkim gameplay'ową, nie mając żadnego logicznego wytłumaczenia w świecie przedstawionym. Chodzi o to wszystkie prostokątne klocki wiszące w powietrzu, lewitujące platformy, nienaturalnie symetryczne kształty skał, podłoża i ścian itd. Osobiście wolę, gdy te elementy są zatopione w nieregularnej i naturalnej geometrii lokacji, pozwalając graczowi na "platformowanie", ale w sposób niewidoczny dla oka, organiczny. Tak robi to np. Limbo, Inside, Planet of Lana, Ori itp. Dzięki temu mamy wrażenie zwiedzania rzeczywistego świata, który ma sens, a nie placu zabaw zbudowanego z klocków.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-13 10:22:20
13.02.2026 10:03
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Szczerze, to moim zdaniem najfajniejsza zapowiedź z całego pokazu.

13.02.2026 09:50
Persecuted
1
odpowiedz
Persecuted
164

Bazując na dostępnych materiałach, zapowiada się świetnie.

12.02.2026 18:04
Persecuted
Persecuted
164

Nawet jeżeli, to nadal będą odgrywać rolę większą, niż "wstawki" na 15 minut. Ja nie mam nic przeciwko tym bohaterom jako takim, super by było, gdyby całość dało się ukończyć w skórze tylko jednego z nich, od początku do końca, ale tutaj może być trochę dziwnie. Chcesz ukończyć grę w 100%, to musisz wskakiwać w skórę innych postaci, nie wiadomo na jak długo i jak często. W takim RDR2 było to zrobione bardzo naturalnie, ale mam obawy, że tutaj wyjdzie inaczej.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-12 21:52:58
12.02.2026 16:12
Persecuted
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
164

Cudnie ta gra wygląda, aż niesamowite ile warstw i mechanik chciało im się zaimplementować (co jednocześnie budzi obawy, że ilość może być kosztem jakości...), ale 2 rzeczy mnie martwią:
1. Walka. Też nie przepadam za tym azjatyckim stylem pełnym akrobatyki, migoczących światełek i ekstensywnych efektów cząsteczkowych. Gdy cała gra ma azjatycki sznyt i wygląda na osadzoną w Chinach czy Japonii (jak np. Wo Long, Nioh czy Wukong), to jeszcze ujdzie, ale mieszanie azjatyckiej ekspresji i europejskiego średniowiecza mi się gryzie :/.
2. Wielu grywalnych bohaterów. Z zapowiedzi twórców wynika, że najpierw gramy jako koleś, a potem odblokowujemy jeszcze orka(?) i babkę. Przy czym to nie są "postaci poboczne", jak Ciri w Wiedźminie 3 czy Kobieta Kot w Arkham City. To pełnoprawni bohaterowie, których można customizować i levelować, i którzy mają własny gear. Jednocześnie, to nie jest gra drużynowa, tylko gramy nimi naprzemiennie...? To jest narzucone, czy coś w stylu GTA V? Ta koncepcja wydaje się być dosyć dziwna, niespotykana w grach tego typu i może strasznie psuć immersjsę. Wolałbym jednego bohatera / bohaterkę i edytor postaci.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-12 16:16:49
10.02.2026 13:42
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Pierwsze PoL było świetne, więc "dwójkę" biorę na premierę :).

10.02.2026 13:38
Persecuted
5
odpowiedz
Persecuted
164

Do chłodzenia, to sama próżnia kosmiczna nie wystarczy w sposób pasywny. Stąd np. teleskopy kosmiczne (jak James Webb) czy satelity, mają aktywne systemy chłodzące. Naturalna wymiana cieplna, odbywająca się w próżni wyłącznie przez promieniowanie, jest po prostu za mało wydajna, żeby rozproszyć odpowiednio szybko ilości ciepła, z którymi zmagają się te urządzenia. Aczkolwiek rzeczywiście byłoby to nieco łatwiejsze niż na Ziemi, tylko czy operowanie w kosmosie jest tego warte?

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-10 20:47:11
10.02.2026 10:32
Persecuted
Persecuted
164

Dla mnie ma sens, bo SC to po prostu fajne i ciekawe, a jednak słabo poznane uniwersum. Trochę klon W40k (StarCraft zaczynał jako gra z tego uniwersum, ale Blizzard nie dostał licencji), ale bez tej fantastycznej otoczki z magią, bogami chaosu itd.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-10 10:32:35
08.02.2026 09:34
Persecuted
2
Persecuted
164

A ty jesteś skrajnym lewakiem z Reddita (wnioskując po twoich postach).

Serio? To zacytuj gdzie napisałem coś "skrajnie lewackiego". Chętnie się dowiem w czym objawia się moje "skrajne lewactwo" :).

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-08 09:35:25
08.02.2026 09:34
Persecuted
Persecuted
164

ERROR

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-08 09:34:35
07.02.2026 14:50
Persecuted
4
Persecuted
164

Wnioski sam każdy sobie może wyciągnąć.

Że jesteś ruskim trollem (wnioskując po twoich postach i avatarze)?

07.02.2026 13:53
Persecuted
1
Persecuted
164

Gracze nic z tego nie mają, poza właśnie nawałem bezwartościowych dla nich treści.

Profesjonaliści mają, bo AI to duża pomoc przy wielu projektach.

07.02.2026 13:46
Persecuted
Persecuted
164

A "karmienie" SI czyjąś pracą? Trzeba być ślepym żeby w ogóle mieć tu jakiekolwiek wątpliwości, że jest to jawne przestępstwo.

Ale "karmienie" modelu cudzym dziełem w większości miejsc na świecie nie jest nielegalne. AI ani go sobie nie zawłaszcza, ani go nie kopiuje. Ono je analizuje i wykorzystując opracowane na jego bazie schematy i zależności (np. między kształtami i kolorami), generuje własne dzieła, które jednak nie są pochodnymi tych pierwotnych. W świecie ludzi coś takiego jest zupełnie legalne i to od bardzo dawna (wielu artystów tak robi, czasem świadomie, czasem nie), dlaczego więc w świecie maszyn miałoby nie być? To zwyczajnie nie jest takie proste i jednoznaczne, bo tu po obu stronach są sensowne argumenty.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-07 13:50:12
07.02.2026 11:35
Persecuted
Persecuted
164

podróż trwała długo, na tyle, że Hank zyskał dużą przewagę

Ale jak, skoro dzieliło ich może 10 minut (tyle bohaterowie spędzili w obserwatorium, zanim ruszyli w pościg)?

Przy takiej przewadze, że mógł pozwolić sobie na kilka godzin snu dziennie.

Jak pisałem, Hank nie miał takiej przewagi. A nawet gdyby miał, to piesza wędrówka z Los Angeles do Los Vegas nawet w naszym świecie byłaby piekielnie trudna (bo to tysiące kilometrów morderczej pustyni), a tam dochodzą jeszcze bandyci, mutanty, promieniowanie itd. No i przypominam, że Hank przed wyruszeniem nie miał ze sobą jedzenia, wody, zapasów, czy obozowiska. Gdy dotarł na miejsce, nadal miał tylko pancerz, więc scenariusze o "zdobyciu ich po drodze" można włożyć między bajki. Podobnie zresztą z Lucy i Ghoulem, widzieliśmy jedną komediową scenę z "zupą z pcheł", ale na tym koniec. Skąd brali jedzenie i wodę? Gdzie nocowali?

Taka skrótowość jest niestety na porządku dziennym w tym serialu. To co scenarzystom jest nie na rękę, po prostu wycinają i pomijają. Np. w ostatnim odcinku, gdzie się podziały karaluchy po zmasakrowaniu kumpli Buda? Same zdechły? Jakim cudem akurat Claudia przeżyła? A potem widzimy, jak Norm transportuje ją na tym wózeczku. Tylko jak on się tam znalazł? Ona jest przecież nieprzytomna, a w budynku nie było windy (bo szyb zajmowały karaluchy)... To nie są wielkie rzeczy, ale dość szybko się kumulują i tworzą wrażenie, że sceny w tym serialu to po prostu posklejane "set pieces".

Bańki są niestety problemem. O ile na pustkowiach problem jest wyjaśniałoby tym że jest mało ludzi, to w Krypcie powinno być 1000 osób, a wrażenie jest jakby było max 100

To było widać na każdym kroku. Scenografie, kostiumy czy CGI były naprawdę dobre, ale całość często sprawiała wrażenie, że filmowcy po prostu wybierali losową, fajną lokację inspirowaną Falloutem, spędzali tam garstkę statystów, nakręcili kilka scen i lecieli dalej, nie próbując nawet umiejscawiać tego miejsca na mapie świata, czy pokazywać jak ono funkcjonuje w szerszej skali. To takie "jednorazowe przygody" do odhaczenia, trochę jak "random encounters" z F1 i F2 - zaliczyć i zapomnieć, bo w większej skali nie mają żadnego znaczenia. Nawet ikoniczne miejscówki z New Vegas były tak chaotycznie pokazywane, że osoba nieznająca gier nie miałaby pojęcia na co patrzy i gdzie to właściwie jest.
Najbardziej podobała mi się w sumie baza bractwa, właśnie dlatego, że pojawiała się wielokrotnie i miała swoje miejsce na mapie świata (słynne Area 51), a przez to sprawiała wrażenie realnego miejsca.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-07 11:41:18
07.02.2026 00:05
Persecuted
Persecuted
164

Nikt chyba nie będzie sprawdzał co jest czyje i ich w jakiś sposób wynagradzał.

Nie chodzi o moc wsteczną, tylko przyszłe wykorzystanie. Inżynierowie karmiący modele cudzą pracą, doskonale wiedzę co wykorzystują.

Po za tym największym problemem tego całego AI jest masówka. Treści, filmiki czy grafika tworzone hurtowo i wrzucane do sieci na różne portale. Coraz ciężej jest odróżnić czy to jest realne czy fake. Już wcześniej z tym był problem ale teraz to już jest przesada.

A to mnie akurat nie obchodzi.

06.02.2026 22:18
Persecuted
2
Persecuted
164

To jest właśnie "szara strefa", bo inspirowanie się cudzymi dziełami zawsze było w pełni legalne. W tym sensie, że ty też możesz np. wypożyczyć sobie z biblioteki 100 albumów, 100 różnych autorów, a potem wzorując się na ich stylu (ucząc się np. jak zachowywać proporcje i perspektywę, komponować paletę barw czy projektować kadr), tworzyć własne obrazy, nawet w celach komercyjnych. I tu powstaje pytanie, czy nauka jednego człowieka na bazie dzieł innego człowieka (co przecież ma miejsce od tysięcy lat), to to samo, co nauka maszyny? A jeżeli nie, to na czym polega różnica i gdzie przebiega granica? Tu nie ma prostej odpowiedzi, ale warto pochylić się nad tymi kwestiami.

06.02.2026 22:08
Persecuted
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
164

Niektórzy to już mają fobię AI... Ale ta technologia nigdzie się nie wybiera, choćby ludzie płakali i protestowali. Jedyne co można wywalczyć (i o co faktycznie powinno się zabiegać), to uczciwe traktowanie twórców, których praca miała wkład w trenowanie AI (np. w formie jakichś tantiem). Natomiast walka z samą technologią to jak walka z wiatrakami, to się zwyczajnie nie uda, nigdy w historii ludzkości się nie udało...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-06 22:09:35
06.02.2026 17:39
Persecuted
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
164

Akcja ma w sobie coś kameralnego

Chociaż serial mi się podoba, a sezon drugi nawet bardziej niż pierwszy, bo poprawia wiele wcześniejszych niedociągnięć, to jednak właśnie ten aspekt niezmiennie mi przeszkadzał. Chodzi o takie nieustające poczucie fragmentaryczności tego świata i wrażenie patrzenia na małe, wyizolowane bańki wypełnione 10 ludźmi na krzyż (nawet w New Vegas tak było), a nie spójną rzeczywistość, zbudowaną z powiązanych ze sobą lokacji. Ja wiem, że to jest kino drogi na post-apokaliptycznym pustkowiu, a bohaterowie ciągle gdzieś podróżują, w zasadzie nie wracając do tych samych miejsc, ale cały czas miałem wrażenie, jakby serialowy świat składał się z serii fajnych miejscówek do jednorazowego sfilmowania, zamiast tworzyć faktyczną całość.

spoiler start

Np. finał pierwszego sezonu rozgrywa się w Griffith Observatory w Los Angeles, skąd Ghoul i Lucy wyruszają w pościg za Hankiem MacLean, trwającym aż do New Vegas w sąsiednim stanie Nevada. Całość została przedstawiona tak, jakby podróż trwała dosłownie chwilę, a MacLean po prostu przebiegł cały dystans w ukradzionym pancerzu bractwa, pokonując morderczą pustynię bez wody, jedzenia czy możliwości rozbicia obozu...

spoiler stop

Robimy cięcie i nie wiadomo jak wiele czasu upłynęło, ile kilometrów bohaterowie przebyli i gdzie właściwie są. Mamy po prostu kolejny cool "set piece" do sfilmowania - supermarket, miasteczko, obóz, kasyno itd. Strzelanina, bitka, a potem lecimy dalej. Przez coś takiego miałem flashbacki z drugiego sezonu Wiedźmina, gdzie bohaterowie też latali sobie z Kaedwen do Cintry w odstępie kilku scen i miało się wrażenie, że ten świat nie ma sensu.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-06 17:50:41
06.02.2026 11:54
Persecuted
Persecuted
164

AI mają naiwnie wysokie oczekiwania, tylko prędzej ty wciąż naiwnie wierzysz, że w kwestii twórczej nagle AI zacznie być wykorzystywana do czegoś więcej niż masowych treści nastawionych na szybki zarobek i że przyćmi to cały ten slop z którym teraz się mierzymy.

No właśnie to jest ignorancja z twojej strony, bo nie rozumiesz, że to JUŻ SIĘ DZIEJE, a ja sam jestem tego idealnym przykładem. Moja gierka właśnie wchodzi w fazę pre-alpha, ale gdyby nie AI, które umożliwiło mi bezkosztowe generowanie assetów, ona nigdy by nawet nie powstała. A teraz pomyśl ilu na świecie jest takich ludzi jak ja - mikro i małych developerów, którzy mogli w ogóle sfinalizować swój projekt dzięki AI albo osiągnąć dzięki niemu lepsze efekty (np. bardziej płynne animacje albo tekstury lepszej jakości). Jesteś zawiedziony, bo masz nierealne oczekiwania i chciałbyś, żeby dzięki AI, co drugie studio wypluwało co pół roku grę o skali i rozmachu GTA VI czy Wiedźmina 4, ale to tak nie działa, przynajmniej na razie. Natomiast to, że AI już otworzyło nowe możliwości przed wieloma twórcami, nie tylko gier (obniżając koszty, a więc także próg wejścia na rynek), jest niezaprzeczalnym faktem.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-06 11:58:51
06.02.2026 11:48
Persecuted
Persecuted
164

LMM zostanie, ale na dużo mniejszą skalę, będzie droższe, ew. przetrwają jakieś lokalne modele, które będziesz mógł sobie odpalić na swoim sprzęcie.

Ja obstawiam mocne przesunięcie na model profesjonalny. Skończą się subskrypcje dla "Kowalskiego" na modele o ogólnym zastosowaniu, a ich miejsce zajmą subskrypcje na modele wyspecjalizowane, dla profesjonalistów, zajmujące się np. generowaniem assetów (tekstury, dźwięki, animacje, czy nawet modele 3D albo całe lokacje), debugowaniem, projektowaniem algorytmów itd. AI jako zabawka dla mas po początkowej fali zainteresowania pewnie mocno wyhamuje, a finalnie zostaną ci, którzy mają pomysł na stabilny, rentowny model zarobkowania w mniejszej, bardziej wyspecjalizowanej skali.

05.02.2026 23:33
Persecuted
Persecuted
164

A po drugie, z logicznego założenia, że skoro mamy wręcz zalew chujowego AI slopu, to teoretycznie powinno też pojawić się tyle samo dobrego, bo przecież tego mieliśmy oczekiwać.

To akurat nie jest logiczne i wynika z błędu poznawczego, polegającego na przekonaniu o tym, że musi istnieć statystyczna równowaga między jakimiś zjawiskami. Ale w praktyce to tak nie działa, bo tworzenie masowego, maszynowego contentu niskiej jakości jest po prostu dużo łatwiejsze od takiego wartościowego, wymaga mniej pracy, a i tak przynosi zysk. AI na tym etapie nie tworzy jeszcze fajnych rzeczy całkiem autonomicznie i ludzki wkład jest potrzebny. Jeżeli więc zabraknie woli, talentu, pracy itd., to AI samo z siebie nie wypluje dzieła sztuki. Ale znowu, wygórowanie oczekiwania są niestety często efektem ignorancji i niezrozumienia możliwości oraz ograniczeń tej technologii.

05.02.2026 19:59
Persecuted
Persecuted
164

Od jakichś trzech lat słyszymy podobne hasła, to jednak coś już chyba powinniśmy zauważyć.

Bo to kwestia oczekiwań. Jeżeli wypatrujesz nagłówków w stylu "5 developerów w 6 miesięcy stworzyło grę dorównującą skalą i rozmachem GTA VI!", to cytując klasyka "no to se jeszcze poczekasz". Ale jeżeli chodzi o wkład AI w tworzenie gier, to on z upływem czasu tylko rośnie. A że niekoniecznie to widać, to... chyba akurat dobrze? Czy nie z tym właśnie ludzie mają problem, że AI ponoć nie potrafi tworzyć rzeczy tak dobrych jak prawdziwi ludzie i twory spod jego "ręki" zawsze są gorszej jakości? Skoro więc ludzie często nie są nawet w stanie zauważyć wkładu AI, to możemy mówić o jego umiejętnym wykorzystaniu. Trochę jak z CGI, najlepszą robotę robi wtedy, gdy go nie widać.

To jest właśnie kolejna rzecz o której już troche słyszymy, ale która troche rozbija się o realia. Bo korzystanie z AI tez trzeba będzie sfinansować. A te koszty będą rosnąć. Już teraz widać, że dostęp do coraz nowszych narzędzi kosztuje i to wcale nie tak mało. Na razie są alternatywy, ale z tego co już można wywnioskować, to w przyszłości wcale może nie być tak, że każdy szary Kowalski będzie mógł sobie pozwolić, żeby korzystać z modeli, które pozwolą mu w jakiś sposób konkurować z ludźmi produkującymi takie rzeczy zawodowo.

No ja się nie nastawiam na to, że AI kiedykolwiek pozwoli zwykłemu Kowalskiemu na stworzenie wielkiego projektu w pojedynkę, w domowym zaciszu. Nawet jeżeli automatyzacja na to pozwoli, to już same koszty mogą być zbyt wysokie. Ale mnie wystarczy sytuacja, w której np. 50 developerów stworzy grę przy użyciu AI, którą bez tego narzędzia musiałoby zrobić 200 developerów. Czyli nadal mówimy to o zmianie na szczeblu profesjonalnym, nie konsumenckim, ale to też może być swego rodzaju rewolucja dla branży i graczy. Dziś duże gry może tworzyć relatywnie niewiele studiów (raptem kilkadziesiąt na całym świecie), bo tylko one mają szansę na wysokie budżety. Ale gdyby udało się ten pułap obniżyć i wrócić do czasów np. 2007-2010 roku, gdzie dostawaliśmy nawet po 10-15 naprawdę dobrych AAA rocznie, to już byłby sukces.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-05 20:12:32
05.02.2026 19:40
Persecuted
Persecuted
164

Gandohar

Ehhh, tani zabieg z Twojej strony, w 1 komentarzu piszesz o jednej rzeczy, a później na moją krytykę piszesz trochę o czymś zupełnie innym. Najpierw napisałeś o generowaniu całych gier, i tego dotyczy dyskusja,

Tani zabieg? To ty nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Gdzie w moim pierwszym komentarzu widzisz cokolwiek na temat "generowania całych gier" przez AI? Ja napisałem, tu cytat:
Jestem pewien, że w przeciągu kilku lat powstanie przynajmniej jedna bardzo dobra i "duża" gra, stworzona przez malutki zespół przy użyciu AI i wtedy opór zostanie przełamany.

Widzisz różnicę?

implikujesz tutaj, że zwykły człowiek płacący subskrypcje za LLM'a będzie mógł sobie wygenerować gre i to jeszcze AAA.

Jak wyżej, niczego takiego nie napisałem. Pisałem o stworzeniu dużej gry przez mały zespół przy użyciu AI, nie o wygenerowaniu gry przez AI... cokolwiek to znaczy. Czytanie ze zrozumieniem najwyraźniej nie jest twoją mocną stroną...

dalej też piszesz o generowaniu gier:
"Jestem pewien, że w przeciągu kilku lat powstanie przynajmniej jedna bardzo dobra i "duża" gra stworzona przez malutki zespół przy użyciu AI" - większa utopia niż komunizm

Ponownie, ewidentnie nie rozumiesz słów, które czytasz.

A w odpowiedzi na mój komentarz zacząłeś pisać o dodaniu animacji do jakiegoś małego statycznego obiektu. Rozumiesz jak wielka jest różnica w skali?

A rozumiesz, że to właśnie produkcja takich assetów jak tekstury, modele, animacje, dźwięki itd., pożera sporą część budżetu dużych gier? Jeżeli uda się to przerzucić na AI bez utraty jakości, to już będzie można mówić o sporej rewolucji i oszczędności nawet rzędu milionów dolarów.

AI będzie wykorzystywane jako wsparcie, narzędzie, pomoc przy prototypowaniu, podczas prac koncepcyjnych, ale jeszcze przez wiele lat (oby nigdy) nie będzie generowała treści, które będą w dużym stopniu i na masową skalę prezentowane końcowemu odbiorycy, ludzie nie będą płacici za AI slop, jeżeli będzie to widoczne w chociaż najmniejszy sposób.

Żebyś się za kilka lat nie zdziwił. Ludzie nawet nie będą wiedzieć, że patrzą na efekt pracy AI. W mojej gierce tego absolutnie nie widać i żaden z testerów nie był w stanie wskazać, co jest tworem artysty, a co AI. To tylko pixel-art w 2D, ale na modele 3D też przyjdzie pora.

Może wygeneruje tekstury podłoża, albo budynków, pomoże zapełniać świat roślinnością, a w większości innych kwestii daleko odbiega od akceptowalnego poziomu. A gdzie jeszcze poskładać to w działającą, spójną całość....

Odbiega póki co, ale wciąż robi postępy. Od dłuższego czasu korzystam z generowania na potrzeby mojego małego projektu i po prostu widzę różnicę. Jeszcze rok temu AI nie potrafiło wypluć niczego sensownego, na zadawalającym mnie poziomie (nawet w stylu: Masz tu obrazek kwiatka, pomaluj liście na różowo, a dostawałem... tramwaj). Teraz, daję mu jeden prosty obrazek ludzika narysowany w Paint'cie i każę mu go poprawić (upiększyć), a potem przygotować zestaw animacji (bieg, skok, wspinanie, idle, atak, slide z drabiny, podnoszenie przedmiotu itd.), po ok. 20 klatek na każdą. W kilkadziesiąt minut mam gotowy cały zestaw, w kilku wariantach i alternatywnych paletach barw, nie płacąc za to ani grosza. I jest to zrobione na poziomie sensownego pixel artysty, nie tak, jak to było jeszcze kilka miesięcy temu, że całość była paskudna i pełna artefaktów. No i cały czas mówimy tu o darmowym modelu, bo te płatne i wyspecjalizowane w generowaniu grafik, są w tym dużo lepsze.

Na poziomie małych deweloperów rewolucja już się dzieje, ale i do większych w końcu dotrze.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-05 23:41:35
05.02.2026 17:21
Persecuted
Persecuted
164

O tej wielkiej szansie dla twórców to już słychać od jakichś trzech lat i jakoś nie widać, żeby to się miało w końcu spełnić.

Ale to już się dzieje, tylko gracze niekoniecznie to zauważają. W ostatnich latach większość gier powstaje przy jakimś udziale AI, tyle że developerzy niechętnie się do tego przyznają, bo boją się nagonki.

Na każdy jeden przypadek ciekawego użycia AI przypada pewnie kilkadziesiąt porcji AI slopu, brainrotów i zwyczajnego spamu, którym codziennie jest zalewany internet.

Ale tak jest ze wszystkim. Zanim YouTube stał się platformą pełną wartościowego contentu (np. dokumentów czy opracowań naukowych), też zaczynał jako "platforma ze śmiesznymi filmikami i kotami". AI też przejdzie przez różne fazy, najpierw fascynacja i zachłystywanie się (moim zdaniem jesteśmy teraz u schyłku tego etapu), potem zderzenie z rzeczywistością (pęknięcie bańki) i zrażenie się przez wielu, ale w końcu ktoś siądzie to tego na serio i wykorzysta AI w taki sposób, który wzbudzi powszechny zachwyt i uznanie, pokazując światu prawdziwy potencjał tej technologii. Zawsze ktoś musi przetrzeć szlaki, wytyczyć ścieżkę.

Nawet biorąc pod uwagę, że generatywne AI miałoby być w przyszłości łatwo dostępne dla wszystkich (a już teraz widać, że raczej nie będzie), to nie wiem w jaki sposób taki zwykły szaraczek mający ciekawy pomysł na wykorzystanie AI miałby się z nim jakoś przebić bez odpowiednich funduszy i wsparcia marketingowego.

Ja bym to porównał z mangą i anime. W tej formie bez przerwy powstaje masa naprawdę dziwnych historii, które nigdy nie miałyby szans doczekać się realizacji w postaci filmu czy serialu, bo koszty tychże są zwyczajnie zbyt wysokie i nikt nie wyłoży budżetu na jakiś ryzykowny projekt. Takie np. Attack on Titan było tak dziwne, że nawet w Japonii (gdzie przecież podobne dziwactwa są bardziej akceptowane) Isayama miał problem ze znalezieniem wydawcy, który byłby zainteresowany jego pomysłem. W końcu mu się udało, bo mimo wszystko narysowanie mangi to groszowe koszty względem filmu czy serialu. Gdyby jednak szukał szczęścia w Amazonie czy Netflixie, to dziś Attack on Titan by nie istniał, a rzecz ostatecznie stała się przecież międzynarodowym hitem, o którym słyszeli nawet ludzie nie oglądający anime i nie czytający mang.

W tym sensie, moim zdaniem AI może być taką samą furtką dla niezależnych twórców, którzy z jej pomocą będą w stanie dostarczyć coś, czego nikt w normalnych warunkach nie odważyłby się sfinansować.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-05 17:24:59
05.02.2026 15:18
Persecuted
Persecuted
164

Gandohar

Na serio trzeba ci tłumaczyć tak banalne kwestie czy tylko udajesz ignoranta na potrzeby własnej retoryki? Przecież nie chodzi o to, co ta technologia potrafi tu i teraz, bo to jasne, że jeszcze nie doszła do poziomu, by móc w znaczącym stopniu zastąpić czynnik ludzki np. przy tworzeniu dużych gier czy filmów. Chodzi o jej potencjał, który stale rośnie i który wcześniej czy później uczyni z AI bardzo wydajne narzędzie, nie tylko pomocne developerom czy filmowcom, ale też mogące wykonać znaczną część tego, co kiedyś robił sztab ludzi. Kiedy to nastąpi? Nie mam pojęcia, ale to nieuniknione, bo AI się nigdzie nie wybiera, a ludzie lubią ułatwiać sobie życie.

Na małą skalę to już się dzieje. Ja sam jestem solo developerem (bardziej hobbistycznie, ale jednak) i chociaż programowanie mogę ogarnąć samodzielnie, to nie jestem artystą i nie potrafię rysować czy komponować... ale nie muszę, bo AI potrafi i to za darmo. Ostatnio pobrałem sobie darmową paczkę assetów z itch.io, z licencją na dowolne przetwarzanie, także w celach komercyjnych. Znalazłem tam kilka fajnych obiektów (roślinność), ale statycznych, a ja chciałem, żeby były animowane (uginały się pod stopami gracza i reagowały na wiatr). Normalnie musiałbym to komuś zlecić i za to zapłacić, ale AI zrobiło to dla mnie w godzinę (bo musiałem sprecyzować o jaki efekt mi chodzi) i to na takim poziomie jakości, że te obiekty niczym nie wyróżniają się względem innych, przygotowanych przez samego autora paczki, czyli faktycznego artystę. Co więcej, zrobił to dla mnie windowsowy Copilot, który nie wymaga nawet płatnej subskrypcji.

Więc tak, dla kogoś takiego jak ja (małego developera) AI już otworzyło nowe możliwości, wcześniej pozostające poza zasięgiem, a to tylko wierzchołek góry lodowej. Duzi developerzy potrafią oddelegować do AI dużo poważniejsze zadania i zaoszczędzić sobie masę roboty.

Także tego, to bardziej ty nie masz pojęcia o czym piszesz. To, że ty nie potrafisz wykorzystać potencjału tego narzędzia nie oznacza, że inni też nie potrafią.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-05 17:04:13
05.02.2026 10:44
Persecuted
1
Persecuted
164

Tak, ale koszt jednostkowy się zmniejsza. Korpo ładuje miliardy w rozwój modelu, ale użytkownik końcowy płaci kilkaset czy kilka tysięcy dolarów i może osiągnąć to, co wcześniej wymagało inwestycji dziesiątek czy setek milionów dolarów.

To trochę jak sytuacja YouTube'a, który obok streamingu, wydatnie przyczynił się do agonii telewizji. Kiedyś jak chciałeś prowadzić program i pokazać się widzom, to musiałeś dogadać się ze stacją telewizyjną, co było zarezerwowane dla garstki "wybrańców" i osoba "z ulicy" nie miała na to szans. Dziś wystarczy telefon z kamerką i możesz wystartować własny kanał, rozrastając się nawet do milionów odbiorców i zarabiając ogromne pieniądze. To jednak nie byłoby możliwe, gdyby nie miliardy dolarów wpakowane w infrastrukturę i rozwój całej platformy.

Z AI jest podobnie. Ono otwiera nowe możliwości dla tych, którzy bez niego nie mieliby cienia szans zrealizowania swojej wizji. Jestem pewien, że w przeciągu kilku lat powstanie przynajmniej jedna bardzo dobra i "duża" gra, stworzona przez malutki zespół przy użyciu AI i wtedy opór zostanie przełamany. Gracze przestaną widzieć w sztucznej inteligencji zagrożenie, a zaczną dostrzegać szansę, choćby nawet na to, żeby rzucić korpo-molochom wyzwanie i zmusić ich do większego ryzyka, zamiast klepania remasterów, remake'ów i kontynuacji.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-02-05 10:47:21
03.02.2026 15:46
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Jedno jest pewne, dłużej na tej technologii siedzieć nie mogą. Przez lata uchodziło im to na sucho, ale dług technologiczny rósł, a Starfield pokazał dosadnie, że pora go spłacić. Zostaje im albo przeskoczyć na inny silnik, albo zrobić prawdziwy, gruntowny remont (co faktycznie oznacza niemalże napisanie wszystkiego od zera), inaczej MS przeznaczy ich do likwidacji.

02.02.2026 13:57
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Wygląda super. Jeżeli to single player, to będę bardzo zainteresowany.

01.02.2026 16:34
Persecuted
Persecuted
164

Akurat stylu to Bethesdzie nie można odmówić, bardziej wykonanie u nich leży w ostatnich latach. Gdyby wymienić silnik i pisarzy, to mogliby znowu stworzyć coś dobrego.

31.01.2026 09:36
Persecuted
3
odpowiedz
Persecuted
164

Takie gry to zupełnie nie mój świat, ale z ciekawości obejrzałem jakieś filmiki z rozgrywki i wygląda to... całkiem spoko. To z czym właściwie ludzie mają tu problem? W całej tej nawałnicy hejtu najtrudniej jest znaleźć jakieś sensowne zarzuty pod adresem tego tytułu.

29.01.2026 21:08
Persecuted
6
Persecuted
164

A co zyskasz na spłonięciu Ubisoftu?

29.01.2026 19:38
Persecuted
Persecuted
164

Zrozumiałem jednak mam dość serio dość gier które nie działają w bibliotece steam mam kilkaset takich pozycji w których czekam aż naprawią błędy i bedzie można je odwiesić. Dlatego jestem już tym sfrustrowany na max

A piszesz o tym w jakim celu? Co twoja frustracja zmienia w kontekście omawianego tematu (nadmiernej krytyki i hejtu wobec developerów)? To twój sposób usprawiedliwiania się, wybielania? W ten sposób chcesz przekonać, że hejtowanie jednak jest w porządku?

Tak tu masz rację, ale sami stwożyli takie pokolenia młodych którzy mają tylko wymagania a od siebie nic nie wymagają.

Ale kto stworzył? Developerzy? Oo.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-29 19:39:15
29.01.2026 19:14
Persecuted
2
Persecuted
164

amfa24
To w takim razie nie zrozumiałeś intencji zabierających głos w tej sprawie, bo im chodzi właśnie o NIEKONSTRUKTYWNĄ krytykę. Jeżeli komuś nie podoba się produkt i potrafi go merytorycznie skrytykować, wskazując konkretne wady i braki, wtedy nie ma problemu. Problem zaczyna się wtedy, gdy hejterzy zlatują się do gier, o których nigdy wcześniej nie słyszeli i nie byli nimi w ogóle zainteresowani, a teraz prześcigają się w obrzucaniu gównem i zamieszczaniu negatywnych recenzji, nie poświęcając nawet chwili na faktyczne zapoznanie się z tytułem i jego rzeczywistymi bolączkami. Na dłuższą metę, coś takiego zniszczy branżę, odpychając od niej utalentowanych ludzi z pasją, którym się chce i którym zależy. Zostanie tylko AI i ci, którzy mają wywalone i robią to wyłącznie dla kasy. Nikt przy zdrowych zmysłach po prostu nie będzie chciał pracować w takich warunkach.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-29 19:16:12
29.01.2026 19:00
Persecuted
2
Persecuted
164

amfa24
I w jaki sposób odpowiedzią na te wszystkie problemy, o których piszesz, jest wylewanie pomyj na developerów i wyładowywanie na nich swojej frustracji? Jak przychodnia odwołuje ci wizytę na lekarza, to też idziesz zwyzywać recepcjonistkę albo pielęgniarkę od niedouczonych, leniwych kurew?

29.01.2026 18:50
Persecuted
4
Persecuted
164

amfa24
Ale jak źle grasz, to ludzie ci mówią, że jesteś niedorozwiniętym beztalenciem, twoja muzyka to gówno i najlepiej by było, gdybyś się powiesił?

29.01.2026 18:24
Persecuted
3
Persecuted
164

Czym innym jest niska, negatywna ocena, a czym innym opluwanie i wylewanie pomyj.

29.01.2026 18:23
Persecuted
2
odpowiedz
11 odpowiedzi
Persecuted
164

Nikt nie chce się poświęcać, żeby za mniejsze pieniądze tkwić w toksycznym środowisku, w którym nie może liczyć nawet na elementarny szacunek należny istocie ludzkiej. Gamedev często oferuje niższe stawki, niż osoba o danych umiejętnościach byłaby w stanie uzyskać poza branżą, ale decyduje się na to z pasji i chęci spełnienia marzeń. Jeżeli jednak wszystko nadal będzie szło w tym samym kierunku, to w końcu hejterzy po prostu odstraszą tych developerów, którym jeszcze zależy, a zostaną tylko ci, którzy mają to w dupie i robią to wyłącznie dla kasy.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-29 18:26:06
28.01.2026 10:28
Persecuted
8
Persecuted
164

Bo to typowy "hate train". Większość obrzucających g*** co najwyżej widziała gameplay'e w internecie, ale ma najwięcej do powiedzenia na temat tej czy innej gry. Dla wielu ludzi hate to już uzależnienie, sposób na życie, bez którego nie potrafią normalnie funkcjonować i muszą sobie wyszukiwać kolejny cel do ataku, nawet jeżeli nigdy nie byli nim zainteresowani albo nie mieli pojęcia o jego istnieniu.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-28 10:51:14
27.01.2026 20:57
Persecuted
3
Persecuted
164

Ja nie widziałem danych w liczbach bezwzględnych (Ubisoft ich zdaje się nie opublikował), tylko same zestawienia zainteresowania i sprzedaży względem innych tytułów, gdzie Shadows plasowało się w czołówce najlepiej sprzedających się w danym zestawieniu (1-2 miejsce).

Poza tym, chcąc porównywać konkretne liczby, bierz pod uwagę przedziały czasowe, zamiast zestawiać ze sobą wyniki z kilku miesięcy i kilku lat...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-27 20:59:54
27.01.2026 20:36
Persecuted
1
Persecuted
164

Powtarzam, dostępne liczby wskazują, że Shadows sprzedało się bardzo dobrze i było popularnym wyborem wśród graczy. A jak jest naprawdę, to wie tylko Ubisoft. Natomiast ich problemy, jak widać od kilkunastu miesięcy, są związane przede wszystkim ze zbyt dużym rozrostem (zachłysnęli się puchnięciem rynku w czasach pandemii jak Embracer, Microsoft i pozostali) i inwestowaniem środków w gówno-projekty w stylu gierek mobilnych, MMO, NFC itd., czyli próby wyciągania kasy w modelu usługowym i grinderskim. Natomiast AC ciągle pozostaje ich najbardziej stabilną formą zarobku, dlatego nic dziwnego, że postanowili się skupić właśnie na niej (remake BF, Hexe). Co z tego wyjdzie w przyszłości, to się dopiero okaże.

27.01.2026 19:58
Persecuted
1
Persecuted
164

Akurat Shadows, wedle dostępnych danych, osiągnął bardzo dobre wyniki finansowe i był nawet jednym z najlepiej sprzedających się tytułów 2025 roku. Także o ile wiele innych projektów Ubi okazało się wtopą, tak AC ciągle pozostaje ich najbardziej stabilną serią, która niezmienne przynosi zyski. Ludzie sobie pokrzyczeli, ale ostatecznie Shadows kupili dosyć tłumnie, więc nie dziwi fakt, że to własne na AC Francuzi chcą oprzeć swoją strategię na najbliższe lata. Jeżeli cokolwiek stanęło Shadows na drodze do wybitności, to był to nie do końca udany design i wtórny gameplay, a nie jakieś rasistowskie i seksistowskie bzdury na temat Yasuke czy Naoe. Większość zainteresowanych tytułem najwyraźniej miała na to wywalone i po prostu kupiła.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-27 20:06:13
27.01.2026 16:59
Persecuted
1
Persecuted
164

Jaskinie może nie, ale NPC już tak, bo wielokolorowo w tym Albionie, jak w dzisiejszym Londynie.

No i? Co komu przeszkadza różnorodność etniczna w grze fantasy, zwłaszcza takiej, która nie jest adaptacją i nie ma żadnego konkretnego pierwowzoru? Taka baśniowa produkcja, która nie musi się zbytnio przejmować logiką świata przedstawionego w sensie globalnym (tzn. nakreślać kontynentów, kultur, grup etnicznych itd.) jest do tego wręcz idealna.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-27 17:01:29
27.01.2026 15:20
Persecuted
1
Persecuted
164

To co pomoże i skąd założenie, to co "coś" nie zostanie zrobione z Hexe?

27.01.2026 15:12
Persecuted
4
Persecuted
164

Tak, bo level designer na pewno przeleje swoją nie-binarność na grę. Wszystkie jaskinie w grze będą miały kształt odbytu, trawa będzie wyłącznie różowa...

27.01.2026 10:42
Persecuted
Persecuted
164

Bo moim zdaniem ta gra miała wyglądać zupełnie inaczej, tylko ostatecznie technologia okazała się barierą nie do przeskoczenia i musieli zrezygnować z pierwotnej, ambitnej koncepcji, sklejając grę ze średnio pasujących do siebie modułów bez większego znaczenia dla całości. Dlatego właśnie grając w Starfielda można odnieść wrażenie, że gra przeczy sama sobie i w zasadzie nie wiadomo czym chce być, bo ani to kosmiczny symulator, ani survival, ani sandbox, ani RPG z prawdziwego zdarzenia. Chcieli mieć wszystko naraz, a skończyli z niczym, bo gra na żadnym z tych obszarów nie jest dobra, tylko co najwyżej "daje radę".

A największą głupotą jest dla mnie to, że zupełnie porzucili wsparcie dla budowy statków. Przecież ta mechanika była chwalona w zasadzie przez wszystkich i wskazywana jako świetny kompromis między prostotą i sporym zakresem możliwości (choć nie bez wad). Zamiast się tego trzymać i dorzucać po premierze nowe części (choćby za drobną opłatą, jak było z Falloutem 4), oni nie dodali ANI JEDNEJ, nawet przy okazji dużego DLC! To były świetny sposób na udobruchane części rozgoryczonych fanów małym kosztem (bo produkcja takiej nowej części jest relatywnie prosta i nie wymaga dużych nakładów pracy), ale nie...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-27 10:47:45
26.01.2026 19:03
Persecuted
Persecuted
164

Że płytkie i przerysowane to pełna zgoda, ale mi akurat nie o element realizmu chodzi, tylko sam gameplay. Żeby była mowa o horrorze, musi być poczucie napięcia i strach przed nieznanym. A trudno się bać, grając kimś takim jak Leon "John Wick" S. Kennedy. On jest po prostu zbyt doświadczony, żeby czuć jakikolwiek respekt wobec... czegokolwiek na swojej drodze. Dysproporcja sił jest zbyt znacząca, dając graczowi zbyt dużą pewność siebie i poczucie kontroli nad sytuacją. Nawet sam reżyser gry to potwierdził - grając Leonem masz czuć się bezpiecznie.
Wiem, że Grace ma być odpowiedzialna za horrorową stronę gry, ale obawiam się, że model mieszany, w którym przeskakujemy naprzemiennie między horrorem i akcją, zepsuje tak naprawdę oba komponenty i rozwodni całe doświadczenie. Szczerze, nie znam ani jednej produkcji, która robi coś takiego dobrze i nie jestem pewien, czy Capcom zdoła to zmienić.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-26 19:27:56
26.01.2026 16:56
Persecuted
1
odpowiedz
Persecuted
164

Mnie martwi ta część należąca do Leona, bo nie lubię gameplay'u RE4, zwłaszcza tego w remake'u. Postać w stylu Johna Wicka na sterydach w ogóle mi nie pasuje do horroru. Leon na modłę RE2 byłby spoko, ale ten z RE4 czy RE6 to dla mnie największa porażka tej serii.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-26 18:03:04
26.01.2026 14:06
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

No jeżeli to będzie coś na kształt unowocześnionego Xenoverse 2, to jestem na tak! XV2 ciągle żyje dzięki DLC, ale to jednak nie to samo co nowy silnik i nowy design mechanik i samej rozgrywki. Największą siłą XV zawsze była customizacja, a tutaj trailer zdradza, że powróci tworzenie własnej postaci i to jest spoko wiadomość.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-26 14:06:36
24.01.2026 13:41
Persecuted
Persecuted
164

A w czym konkretnie widać te "wajby"?

24.01.2026 13:27
Persecuted
Persecuted
164

No właśnie nie do końca. Typowe dla baśni są także krótka forma i czytelny morał, czego w klasycznym fantasy nie ma. Gdyby wyciąć z Wiedźmina 3 jedno zadanie, np. W Sercu Lasu, to byłaby z tego właśnie taka quasi-baśń i w tym ujęciu można powiedzieć, że gra fantasy to zbiór wielu baśni. Władca Pierścieni jest zdecydowanie zbyt duży i zbyt wielowątkowy na baśń.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-24 13:27:58
23.01.2026 16:11
Persecuted
Persecuted
164

Dobra gra z otwartym światem potrafi się obronić i zarobić na siebie i tak samo dobra liniowa gra.

Ale ekonomia tworzenia takich gier (i zarobkowania na nich) jest zupełnie inna. Ubi przez ostatnie kilkanaście lat nauczyło się funkcjonować w oparciu o niemal wyłącznie sandboxy więc mnie nie dziwi niechęć do innych typów gier.

23.01.2026 15:16
Persecuted
1
odpowiedz
Persecuted
164

No nie wiem, ja mam raczej średnie doświadczenia z takimi ambiwalentnymi systemami moralności. Można się śmiać z takiego Mass Effect'a, że jest bardzo czarno-biały, ale tam przynajmniej gracz wie co jest "pozytywne", a co "negatywne" i może kształtować swoją postać w zgodzie z własnym przekonaniem. Z kolei gry starające się balansować w skali szarości, często wpadają w arbitralność tego co dobre i złe. Niby dostajemy problem moralny zależny do punktu widzenia, ale koniec końców gra i tak musi nas osądzić, więc na potrzeby wewnętrznej logiki wybierana jest jakaś interpretacja, z którą gracz musi się pogodzić. Jeżeli jest zgodna z twoją, to masz szczęście, jeżeli nie, to poczujesz się oszukany.
Poza tym, jeżeli gra za bardzo stara się wszystko relatywizować, to potrafi gracza zwyczajnie zmęczyć i zdeprymować. Bo czego by nie zrobił, starając się postąpić słusznie i właściwie, gra zawsze ma jakieś niuanse, zawsze ktoś jest niezadowolony, zawsze ktoś cierpi itd. Niby jest to realistyczne (choć też nie zawsze, przecież w realnym życiu też istnieje po prostu dobro i zło, beż szarości i drugiego dna), ale bywa zwyczajnie upierdliwe i z czasem odbiera motywację, żeby w ogóle się starać. Koniec końców, w gry gramy także dlatego, że chcemy się poczuć jak bohater własnej historii, który ma wpływ na otaczający go świat i to, jak jest przez niego postrzegany, nawet jeżeli nie zawsze jest to realistyczne.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-23 15:24:31
22.01.2026 14:44
Persecuted
Persecuted
164

A kto mówi, że takich samych? Właśnie tu jest ich szansa, skupić się na 2-3 seriach, ale zrobić to dobrze, z pomysłem, żeby każda nowa odsłona wnosiła coś świeżego, wynikającego wprost z wybranych realiów. Inne mechaniki, gdy jesteśmy wiedźmą walczącą z inkwizycją w średniowiecznych Prusach, inne gdy jako członek plemienia Azteków próbujemy pokonać konkwistadorów itd.

22.01.2026 11:21
Persecuted
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
164

To jest najprawdopodobniej prawidłowe biznesowo posunięcie. Ubić wszystkie projekty eksperymentalne czy nastawione na dojenie popularnych trendów (typu arena shooter czy inne grinderskie Battle Royal) i skupić się na tym, co zawsze dobrze się sprzedawało i stanowiło wizytówkę Ubi przez ostatnie 15 lat, czyli gry dla jednego gracza z otwartym światem. Jeżeli przekierują budżet i ludzi na AC i FC (ewentualnie GR), to jest szansa na naprawdę dobre produkcje.

Ubisoft ma utalentowanych developerów, tylko musi zmienić podejście zarządzania projektami. Praca na wysokim poziomie wewnętrznej organizacji i biurokratyzacji ma zupełnie innych charakter, więc wiele dużych podmiotów zwyczajnie sobie nie poradziło z tym przejściem z poziomu średniego czy średnio-wysokiego na wysoki (np. Bethesda, BioWare, Blizzard czy nasz CDP). Korporacyjniakom się wydaje, że wystarczy się po prostu rozrastać, bo więcej ludzi oznacza więcej roboty wykonanej w krótszym czasie i więcej projektów powstających na raz. Ale rzeczywistość jest taka, że przez to siada wewnętrzna komunikacja i utrzymanie wspólnej wizji, a wielu developerów zmienia się po prostu w managerów, którzy zamiast wykonywać pracę marzeń (tj. projektować systemy, postacie czy questy), zajmuje się zarządzaniem, czego często nie chcą i nie potrafią robić, kompletnie się wypalając w krótkim czasie.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-22 12:45:47
21.01.2026 20:10
Persecuted
3
Persecuted
164

I co na tym zyskasz?

20.01.2026 11:26
Persecuted
Persecuted
164

Wtedy panowała polityka ex'ów, więc Fable 2 wyszło tylko na X360. A, że portowanie z tej konsoli jest trudne, to nawet pomimo upływu lat, nigdy nie dostaliśmy remastera na nic nowszego.

20.01.2026 10:13
Persecuted
Persecuted
164
Wideo

Dostępne urywki pokazują, że naprawdę dobrze (nie licząc animacji, ale to pewnie wynik wczesnej wersji):

https://www.youtube.com/watch?v=1h77gcgE1b8

18.01.2026 18:58
Persecuted
5
Persecuted
164

A co byłoby twoim ostatnim marzeniem, ale przy założeniu, że nie jesteś bogaty i nie stać cię na lot w kosmos czy nawet podróże po świecie?

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-18 18:58:55
17.01.2026 13:58
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Brennan nie znam, ale Filoni to dobry wybór.

17.01.2026 13:58
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Scenariusz, szczerze mówiąc, ma dla mnie bardziej drugorzędne znaczenie. Oby gameplay był dobry, a koncepcja z "czarownicą" brzmi naprawdę dobrze.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-17 14:02:08
16.01.2026 12:18
Persecuted
Persecuted
164

Dla mnie byłoby dziwne, gdyby tryb klasyczny limitował zapisy tylko dla jednej postaci, a dla drugiej nie. Bo czemu właściwie miałby to robić? Jeżeli ktoś odpala tryb trudny, to chce mieć większe wyzwanie i nie widzę powodu, dla którego to miałby być efekt jedynie połowiczny (tym bardziej w japońskiej grze, która się z graczem zazwyczaj nie cacka). Jedynym sensownym wytłumaczeniem jest dla mnie to, że Leon ma jakiś inny tryb zapisu. Albo po prostu jego zapisy są limitowane niezależnie od trybu, np. trzeba znajdować jakieś strzykawki czy inne badziewie. To mogłaby być taka forma balansu, że ok, jesteś koksem, ale jak zginiesz, to możesz polegać tylko na limitowanych save'ach.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-16 12:23:35
16.01.2026 09:52
Persecuted
1
odpowiedz
Persecuted
164

Mnie się nie podoba idea, że gramy Grace i Leonem na przemian, w równych proporcjach, bo to moim zdaniem zabije klimat horroru, odzierając przeciwników z ich przerażającej otoczki (po masakrowaniu ich jako Leon, trudno będzie czuć wobec nich respekt jako Grace). Wolałbym konstrukcję, że od początku do połowy kierujemy Grace, a od połowy do końca Leonem, np. poznając odmienną perspektywę tych samych wydarzeń (trochę jak DLC do The Evil Within).

W tej prezentacji jedna rzecz przykuła moją uwagę. Klasyczny system trudności ma limitować ilość zapisów, ale wyraźnie zaznaczono "gdy gramy jako Grace". Czyżby to oznaczało, że sekcje z Leonem w ogóle nie mają ręcznych zapisów? Nie byłoby to dziwne, gdyby stanowiły one jedynie krótką "wstawkę", ale reżyser zapewniał we wcześniejszym wywiadzie, że Leon ma dostać 50% czasu ekranowego...

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-16 09:54:49
15.01.2026 19:41
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Moim zdaniem świetny film, od lat czekałem na takiego Obcego. Nie obraziłbym się na jeszcze więcej horroru, kosztem nieco mniejszej ilości akcji, ale ogólnie bardzo dobrze się bawiłem i był to mój ulubiony film 2024 roku. Ogromną zaletą jest to, że Romulus powraca do klasycznej estetyki serii (miła odmiana po Prometeuszu i Przymierzu) i z pietyzmem wręcz odtwarza realia technologiczne pierwszych dwóch części (a przy tym podaje je w nowoczesnej, świeżej formie), co tworzy niesamowity klimat.

Szkoda, że Fede Alvarez nie stanie za kamerą sequelu, bo według mnie on czuje to uniwersum nie gorzej niż Scott :(. Nadal jest scenarzystą i producentem wykonawczym, ale to nie to samo.

12.01.2026 18:07
Persecuted
Persecuted
164

Ja w kwestii DLC obstawiam jedną z dwóch możliwości:
- Gramy jako Ciri.
- Geralt powraca na ostatnią przygodę, w czasie której wydarzy się coś, co sprawi, że nie będzie on mógł przez dłuższy czas "wiedźminować".
Moim zdaniem to o tyle istotny aspekt, że Ciri w W4 z pewnością będzie, w taki czy inny sposób, ratować świat, choć pewnie nie od razu stanie się to oczywiste (tak jak było w W1-W3). No i scenarzyści będą potrzebowali wymówki, dlaczego to Ciri, a nie Geralt się tym zajmuje. Geralt z własnej woli nigdy nie pozwoliłby córce nadstawiać karku, gdy on sam wygrzewa się w Corvo Bianco, więc pewnie stanie się coś, co "wyłączy" go z akcji. Najpewniej nie na krótką chwilę, tylko długoterminowo, bo inaczej scenarzyści musieliby za każdym razem wymyślać nową wymówkę, a Ciri ma przecież dostać własną trylogię gier. Raczej go nie zabiją, ale mogliby mu np. upierdzielić nogę. Geralt z protezą nadal mógłby pełnić rolę mentora, a nawet uczestniczyć w fabule, podróżując śladami Ciri, ale z mocno ograniczoną sprawnością ruchową nie mógłby już "robić mieczem" jak dawniej. A gdyby CDP chciał go w przyszłości ponownie sprowadzić do roli protagonisty, to mogą użyć "elfiej, pradawnej magii" czy czegoś podobnego i przywrócić mu pełną sprawność ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-12 18:09:53
12.01.2026 17:54
Persecuted
Persecuted
164

ów kobieta będzie w środku facetem bo atrybuty kobiece pokazywać to teraz nie fair??

To znaczy jakie "atrybuty kobiecie" miałaby pokazywać Ciri? Masz na myśli coś w stylu "cnót niewieścich"? :).

zapewne połowa populacji będzie czarna bo widomo

Wiadomo, bo Zerrikania to w świecie wiedźmina mniej więcej odpowiednik Afryki. Gdyby biali stanowili tam większość, to byłoby dziwne.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-12 17:55:06
09.01.2026 16:59
Persecuted
1
odpowiedz
Persecuted
164

W sumie sam nie wiem. Fallout 3 moim zdaniem bardzo dobrze uchwycił klimat dwuwymiarowych Falloutów i całkiem zręcznie przetłumaczył go na język 3D (zwłaszcza The Pitt miało genialną atmosferę). No ale już Fallout 4 to faktycznie sprawiał wrażenie "parku rozrywki". Nawet przymykając oko na spłycone elementy RPG czy jego nasycenie kolorami i urokliwość (które według mnie zupełnie nie pasują do tego świata), najbardziej położono w nim design rozgrywki, a zwłaszcza tak ważne w tego typu grach, poczucie liniowej progresji.

F3 całkiem dobrze radził sobie ze stopniowym eskalowaniem emocji, najpierw krypta, potem Megatona, potem Super Duper Mart, potem kolejne, coraz trudniejsze lokacje, dzięki czemu czuć było, że świat otwiera się przed nami coraz bardziej. Zaczynaliśmy od wybijania cherlawych bandytów w zrujnowanym spożywczaku, ubrani w brudny kombinezon krypty i uzbrojeni w lichy karabin samopowtarzalny, a kończyliśmy na dziesiątkowaniu szponów śmierci działem plazmowym, odziani w eksperymentalny pancerz wspomagany, samodzielnie zmieniając losy pustkowi.

A Fallout 4? W pierwszych 15-20 minutach gra daje nam pancerz wspomagany i miniguna, każąc nam zmasakrować nacierających bandytów i ubić szpona śmierci. A potem wszystko tylko jeszcze eskaluje... Właśnie przez to strasznie ciężko mi było wczuć się w rolę zwykłego człowieka walczącego o przetrwanie na złowrogim pustkowiu. Zamiast tego miałem wrażenie, że jestem w parku rozrywki i biegam od atrakcji do atrakcji, a menadżer całego przybytku cały czas mnie pilnuje i dba, żebym się ani przez chwilę nie nudził, nieustannie serwując mi strzelaniny, wybuchy i masę lootu... Żadnych wolniejszych momentów, tylko ciągła jatka. Nie chodzi nawet o poziom trudności i brak wyzwania (bo i Fallout 3 był śmiesznie łatwy, zwłaszcza z DLC podnoszącymi maksymalny poziom i dodającymi nowe, potężne perki), ale o bijącą od tego sztuczność i brak poczucia zwiedzania wiarygodnego, spójnego świata, który istnieje nie tylko po to, żeby nas zabawiać.

Czyli Becia wie jak to zrobić w miarę dobrze, tylko po prostu poszła w złym kierunku. Może to z powodu śmierci Adamowicza, ich wybitnego concept artysty, który nadał ton i kierunek artystyczny "trójce"? Po sukcesie Skyrima wyraźnie się pogubili, co dobitnie pokazał Starfield. Czy jest szansa na dobrego Fallouta 5? Widząc ich upór i niezdolność do refleksji, raczej w to wątpię.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-09 17:12:25
08.01.2026 21:29
Persecuted
1
Persecuted
164

Ja wolę pustynię :). Klimat w stylu wymienionych przez ciebie lokacji już w serii był i chętnie zobaczę coś nowego.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-08 21:31:35
07.01.2026 19:07
Persecuted
2
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
164

Mnie pasuje typ humoru w serialu, ale już niekoniecznie jego ilość. Komputerowe Fallouty potrafiły być głupkowate (zwłaszcza F1 i F2), ale jednak robiły to z umiarem, od czasu do czasu przełamując poważną atmosferę post-apokaliptycznego świata. Z kolei serial nie potrafi utrzymać poważnego tonu dłużej niż 5 minut, dosłownie. Ella Purnell zapytana w wywiadzie o to, co jej się w serialu podoba najbardziej, odpowiedziała że jego komediowość... "Komediowy" jest moim zdaniem ostatnim przymiotnikiem, którym powinno się opisywać świat Fallouta.

Serial jest spoko, ale jednak wolałbym, gdyby poszli w stronę F1, F2, F3 i New Vegas, a nie F4 podlanego humorem w natężeniu znanym z Borderlands.

post wyedytowany przez Persecuted 2026-01-07 19:13:10
04.01.2026 22:18
Persecuted
2
Persecuted
164

Co do fabuły i zadań pobocznych to jestem spokojny

Po ostatnim demie to ja wręcz przeciwnie. Pokazane w nim questy poboczne były kiepsko napisane, wewnętrznie nielogiczne i też niezbyt porywające fabularnie.

25.12.2025 19:52
Persecuted
1
Persecuted
164

Pewnie za późno się za remaster wzięli (bo że takowy powstaje jest raczej pewne). Obliviona remasterowali 4 lata i nawet zakładając, że wynikło to z wyłącznie z braku doświadczenia z nową technologią (ponoć niemal 1:1 przenieśli bebechy - kod, skrypty, logikę - z Gamebryo na UE 5.0), to i tak nie ma co liczyć na krótszy okres produkcji niż 2-3 lata. A że Microsoft, jak przystało na korpo-molocha, niestety nie jest zbyt lotny, to pewnie dopiero po premierze pierwszego sezonu się skapnęli, że ludzie chcą Fallouta i są gotowi zapłacić choćby za remaster...

Ja bym chętnie w taki remaster / remake zagrał (tylko zrobiony dobrze...), bo Fallout 3 to jedna z moich ulubionych gier wszechczasów. Tak, New Vegas było lepiej napisane, ale jednak F3 dla mnie wygrywa projektem lokacji, klimatem i eksploracją świata.

24.12.2025 15:06
Persecuted
Persecuted
164

Oni przestali dodawać lokalizację właśnie dlatego, że "cyferki" z polskiego rynku były niewystarczające. Jeżeli polscy gracze będą kupować jeszcze mniej (chociaż i tak kupują śladowe ilości w globalnej skali, zwłaszcza na premierę), to tylko utwierdzi wydawców w przekonaniu, że podjęli słuszną decyzję, olewając polski rynek. Tylko wzrost sprzedaży może odbudować naszą pozycję, nie spadek.

20.12.2025 09:45
Persecuted
2
Persecuted
164

Gdybyś chciał wymuszać takie kwestie regulacjami, to wydawcy całkiem zrezygnowaliby z polskiego rynku. 30-50 tysięcy kopii sprzedanych na premierę nie jest warte dodatkowego pierdzielenia się, tym bardziej, że wielu Polaków i tak nie kupuje w polskiej dystrybucji, tylko z kluczowni i przez VPN.

Prawda jest taka, że jesteśmy mało znaczącym rynkiem z bardzo niszowym językiem i po prostu nikogo nie obchodzimy w sensie kulturowym czy biznesowym. Rozwiązania są więc dwa: Wzmocnić nasz rynek (co jest praktycznie niewykonalne przez najbliższe 10-20 lat) albo wyzbyć się złudzeń, że język polski kiedykolwiek zyska na znaczeniu i po prostu nauczyć się angielskiego. Ta druga opcja jest zdecydowanie szybsza, łatwiejsza i niesie za sobą wiele innych korzyści w życiu codziennym.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-20 09:47:02
19.12.2025 10:43
Persecuted
1
odpowiedz
Persecuted
164

Chcecie polskich gier, to kupujcie je na premierę z polskiej dystrybucji, zamiast na przecenach, kluczowniach i przez VPN. Jeżeli polski rynek nie generuje odpowiedniego zysku, to inwestowanie w niego się po prostu nie opłaca, choćby nawet były to groszowe sprawy w skali całego projektu. Żadne petycje i błagania nic tu nie pomogą, tylko twarde liczby.

A żeby nie mieć takich problemów w przyszłości, najlepiej postawić na naukę języka angielskiego. Wtedy człowiek mocno uniezależnia się od wszelakich lokalizacji i jest w stanie bez problemu chłonąć kulturę z całego świata, bo ta niemal zawsze dostaje wersję angielską jako globalną, nie ważne czy w Niemczech, Hiszpanii, Francji czy Japonii. Zamykając się na język angielski, człowiek zamyka się we własnej bańce i traci dostęp do bardzo wielu wartościowych dzieł kultury.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-19 10:47:17
18.12.2025 22:43
Persecuted
Persecuted
164

Pamiętaj, że ME wyszedł w listopadzie 2007, ale na xbox 360 i na tą konsole był projektowany, a na PC trafił chyba z 8-10 miesięcy później i był portem. Wybrałeś dwie gry, które na PC wyglądały - na tamten czas - praktycznie najlepiej i porównujesz je z grą przygotowaną na konsole, adoptowaną później na PC. Do tego jak na port wyglądał na PC naprawdę dobrze.

Ja grałem tylko w wersję PC-tową i to na jej temat się wypowiadam. A wybrałem datę premiery edycji na X360, chcąc działać na korzyść ME, zestawiając go z wcześniejszymi, a nie późniejszymi produkcjami. Gry z czasem stawały się po prostu coraz ładniejsze, więc tak było bardziej uczciwie. Gdybym sięgnął do 2008 roku, wtedy zestawiłbym go z Frontlines: Fuel of War, Tom Clancy's Rainbow Six: Vegas 2, Brothers in Arms: Hell's Highway, Gears of War 2, GTA IV, Ninja Gaiden II czy Fable II. Sam więc widzisz, że porównywanie pierwszego ME z tymi grami byłoby dosyć niesprawiedliwe wobec BioWare.

Teraz sprawa poruszonego tutaj Crysis’a, który w 2007 roku nie działał zadowalająco praktycznie na żadnym komputerze (tym bardziej przeciętnego gracza). Był technologicznie faktycznie najbardziej zaawansowaną grą, ale od początku tworzoną z myślą o PC (na konsole trafił chyba 4 lata później w 2011 roku). Masz jakąś grę, która wtedy (2007) na konsolach wyglądała tak jak Crysis na PC?

Owszem, działał, ale tylko bardzo nielicznym posiadaczom super mocnego sprzętu (z bardzo wydajnym GPU na SLI itd.). A czy były podobne gry na konsolach? W 2007 raczej nie, dopiero później zaczęły się pojawiać (np. Killzone 2 w 2009).

Projekt samej gry ME1 i wygląd lokacji (nie wspominając o fabule) oraz wykonanie graficzne było zdecydowanie powyżej średniej - zarówno na konsoli jak i PC.

Dla ciebie może tak, mnie pierwszy ME raczej straszył brzydotą. Nie stanowiło to problemu, bo gra sama w sobie jest cudna, ale nie nazwałbym oprawy jej mocną stroną. Co innego ME2 i ME3, które moim zdaniem nie tylko wtedy wyglądały dobrze, ale godnie się zestarzały i nawet dziś prezentują się całkiem ok. Zresztą zauważ, że odświeżona trylogia składa się z pseudo-remake'u ME1 i tylko lekko odświeżonych remasterów ME2 i ME3 (z których nie chciało im się nawet usunąć zaszytych tam od kilkunastu lat błędów i niedoróbek, zwłaszcza w wydanym w pośpiechu, pod naciskami EA, ME3...), czyli autorzy doszli chyba do podobnego wniosku co ja.

Śmiem mieć inne zdanie.

I spoko, każdy ma prawo do własnego.

Co do Exodusa. Mnie w zapowiedziach i dotychczasowych - nazwijmy to - prezentacjach tej gry, nie podoba się praktycznie nic. W zeszłym roku (lub na początku tego) przeczytałem też opowiadanie (nie chcę tego nazywać nowelą) Hamiltona (Exodus The Archimedes Engine) będące wprowadzeniem do tego uniwersum (dzieje się dużo wcześniej jak wydarzenia mające być fabułą gry) i praktycznie nie znalazłem w nim nic, co byłoby nowatorskie, odkrywcze lub przynajmniej interesujące. Żywię jeszcze minimalne przekonanie wyrażające się już tylko nadzieją co do samej gry finalnej, niemniej pozytywne nastawienie jest w tym wypadku raczej chęcią, własna projekcją, nie opartą praktycznie na niczym co do tej pory widziałem / czytałem, a co byłoby związane z tym tytułem.

O ile oprawa moim zdaniem wygląda nijako i zupełnie nie w moim guście, to już pod względem koncepcji gra zapowiada się naprawdę świetnie, bo motywem przewodnim ma być relatywizm płynącego czasu. Że niby podejmujemy jakąś decyzję, wyruszamy w podróż, wracamy - z naszej perspektywy - po kilku tygodniach, ale z perspektywy lokalsów, po setkach tysięcy lat i świat, który zastaniemy, ma się podobno diametralnie różnić w zależności od naszych decyzji.

Nie oszukujmy się, to jest gra AA, a nie wysokobudżetowy hit od Rockstara czy CDP, więc nie ma co oczekiwać, że np. wymodelują całą planetę, czy choćby nawet całe miasto w różnych wariantach. Bardziej spodziewam się sztuczek i iluzji, że np. lądujemy w porcie kosmicznym i ten port (a w praktyce mikroskopijna lokacja) rzeczywiście wygląda inaczej, wypełniają go inni NPC, inna technologia itd., ale już do całej reszty zwyczajnie nie mamy dostępu i będziemy mogli co najwyżej popatrzeć sobie przez okno na jedną z wielu alternatywnych panoram miasta (czyli w praktyce płaski, animowany obrazek w stylu tła na Illium).

Niemniej, jeżeli zrobią to dobrze, to jest tu potencjał na naprawdę fajną opowieść. Choć szczerze, póki co, chyba jednak bardziej ekscytuje mnie The Expanse. Wielkim fanem samego uniwersum nie jestem, ale całość jakoś bardziej przemawia do mnie klimatem. Tak czy inaczej, czekam na obie, bo przygodowe RPG w kosmosie zawsze chętnie przytulę :).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-19 11:40:59
18.12.2025 22:02
Persecuted
Persecuted
164

Tia, dzięki ai będzie wysyp jeszcze bardziej generycznych badziewi

"Uwielbiam" takie pierdzielenie... AI to narzędzie, które można wykorzystać na różne sposoby i w różnym kontekście, więc to oczywiste, że użyte niewłaściwie, będzie obniżało jakość finalnego dzieła. Ale tak jest ze wszystkim, a jak się umie korzystać z narzędzia, to można dzięki niemu tworzyć cuda nieosiągalne na inne sposoby. Podobnie było kiedyś z krytyką green screenów i CGI w filmach. Dawniej takie efekty faktycznie miewały niską jakość i mocno wybijały się na tle reszty, ale dziś wiele obrazów nigdy by nie powstało, gdyby nie ich zastosowanie.

18.12.2025 20:30
Persecuted
Persecuted
164

Na czasy w których się pokazał grafika nie była średniawa

No właśnie była. W tamtym czasie (2007 rok) gry potrafiły już wyglądać sporo lepiej, nawet na tym samym silniku (UE 3.0). Wystarczy wspomnieć chociażby Gears of War, Unreal Tournament III, czy Crysis (ten ostatni to oczywiście inna technologia, ale też pokaz możliwości tamtych czasów). Wszystkie cztery wyszły w listopadzie 2007 roku, w odstępie dosłownie kilu dni.

nie był też toporny

Był i to bardzo. Strzelanie było bardzo kiepskie, suche, nieprecyzyjne i nieprzyjemne. Zarządzanie drużyną było niewygodne, korzystanie z systemu osłon nieintuicyjne itd. Dopiero ME2 wprowadziło na tym polu sporą rewolucję, zapewniając o wiele przyjemniejszą oprawę wizualną i znacznie bardziej wygładzoną rozgrywkę, przez co nawet dziś nieźle się trzyma i sprawia sporo frajdy (moja ulubiona odsłona).

a estetyka była na wysokim - wg mojej oceny - poziomie.

Jak pisałem, to już kwestia czysto subiektywna. Do mnie nigdy nie przemawiał np. wygląd pancerzy czy broni w pierwszym ME (choć już samo otoczenie czy statki kosmiczne były spoko) i moim zdaniem dopiero ME2 i ME3 wprowadziły znaczną poprawę na tej płaszczyźnie (zwłaszcza dla Fem-Shep). Exodus bardziej przypomina mi właśnie pierwsze ME, niż ME2 czy ME3, dlatego niezbyt przypadł mi do gustu pod kątem estetyki. No ale to detal, który w żadnym razie nie powinien szkodzić grze jako całości.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-18 20:44:37
18.12.2025 18:52
Persecuted
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
164

Exodus to Mass Effecta naśladuje aż za bardzo, bo widać w nim sporo przywar pierwszej części - toporność, średniawą grafikę czy niezbyt ciekawą estetykę (choć to ostatnie to już kwestia czysto subiektywna), ale na szczęście nie to jest w tego typu grze najważniejsze, tylko świat, fabuła, klimat, postaci, dialogi, zadania - jednym słowem, pisarstwo. Jak tego nie zawalą, to będzie dobrze.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-18 18:53:29
18.12.2025 14:49
Persecuted
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
164

Game dev desperacko potrzebuje narzędzi do obniżenia kosztów i czasu produkcji gier, bez których utoniemy w zalewie bezpiecznych kontynuacji, remake'ów, reboot'ów itd. Jeżeli to AI ma być mesjaszem, który zbawi branżę, to niech tak będzie.

15.12.2025 18:21
Persecuted
1
odpowiedz
Persecuted
164

Spokojnie, półmózgi na forum Steam i reddicie już nazywają ją girlbossem :).

15.12.2025 09:08
Persecuted
1
Persecuted
164

Akurat to jest historyjka SF, nie fantasy, więc zasłanianie się mistycyzmem i tajemnicą to kiepski pomysł. Zagadnienia SF muszą mieć swoje wytłumaczenie, początek, źródło, choćby nawet pseudonaukowe, ale jednak. Właśnie tym te gatunki różnią się od siebie, w fantasy tajemnica jest akceptowalna, a czasem nawet mile widziana, ale w fikcji naukowej już nie, dlatego fani gatunku nienawidzą zagrywek typu "somehow, Palpatine returned...".

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-15 09:13:13
14.12.2025 20:42
Persecuted
Persecuted
164

To nie o to chodzi, że długi czas produkcji gwarantuje lepszą jakość. Chodzi o to, że w dzisiejszych czasach gier AAA po prostu nie da się produkować szybciej. 3-4 lata to standard nawet dla dosyć taśmowych i prostszych gier (jak Assassin's Creed czy Far Cry), ale już RPG, a przy tym zupełnie nowa marka, wymaga nawet dłuższego czasu w pre-produkcji, a potem samej produkcji.

Wspomniane przez ciebie, "mniejsze" Expedition 33, było tworzone przez 6 lat, także tego...

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-14 20:52:56
14.12.2025 11:10
Persecuted
2
odpowiedz
Persecuted
164

Moim zdaniem ten sezon wypadł zdecydowanie lepiej niż kilka ostatnich, w zasadzie najlepiej od czasów pierwszego. Gdyby od początku trzymali taki poziom, to całość byłaby dużo lepiej odebrana przez widzów i Cavil by został. Nadal nie jest to widowisko wybitne, jako adaptacja też wypada raczej średnio (choć to po części konsekwencja wcześniejszych wygibasów fabularnych, które teraz musieli wyprostować), ale jako po prostu historyjka dark fantasy sprawdza się naprawdę nieźle.

Hemsworth, wbrew obawom, wypada zupełnie dobrze (choć inaczej niż Cavil, ale to chyba zamierzony efekt "przemiany wewnętrznej", będącej motywem przewodnim tego sezonu), Fishburne jako Regis, o dziwo też sprawdza się wyśmienicie, pomimo zupełnie niedopasowanej fizjonomii (nie chodzi nawet o kolor skóry tylko design postaci; w książkach był typem "poborcy podatkowego", czego w serialu raczej nie widać). Ten jego mentorski stoicyzm po prostu robi robotę i kradnie sceny.
Czuć wreszcie jakąś chemię między postaciami (drużyna Geralta), podróżowanie teraz zabiera czas, więc bohaterowie nie przeskakują połowy świata w dosłownie jednej scenie, scenografie są mniej sterylne, plenery ciekawsze, dialogi bardziej naturalne i mniej pompatyczne itd. Niemal na każdym polu widać poprawę i to cieszy.

Jeżeli to jest "efekt Cavila", po którym showrunnerka zrozumiała, że musi się ogarnąć, to trzeba chłopu podziękować za jego poświęcenie.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-14 11:11:59
13.12.2025 15:03
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

No jeżeli wyjdzie przed 2030, to oznacza jedno z możliwych:

1. Gra powstaje dłużej, niż formalnie istnieje studio.
2. Gra faktycznie powstaje od niedawna, ale z jej produkcją mają zamiar uwinąć się w 4 lata lub krócej (co raczej źle wróżyłoby nowoczesnej grze RPG AAA).
3. Hudson gada pod publikę, żeby nie drażnić graczy czy inwestorów.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-13 15:03:20
13.12.2025 12:34
Persecuted
1
Persecuted
164

Mi bardziej przypomina Toma Sellecka w roli Magnum, ale ta postać to kwintesencja macho z lat 80., nie 90.

13.12.2025 08:52
Persecuted
Persecuted
164

Ja zamiast tego z Jedi Academy, wolałbym system walki w stylu tego z Jedi: FO i Survivor.

12.12.2025 22:04
Persecuted
Persecuted
164

A ja mam nadzieję na właśnie taką grę :). Mniej cyferek, a więcej wyborów i "branching narratives".

12.12.2025 16:48
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Dla mnie, obok Star Wars: FOTOR i No Law (o którym GOL nawet nie wspomniał), to najciekawsza nowa gra na TGA. W ogóle się nie spodziewałem, a zapowiada się świetnie.

12.12.2025 16:16
Persecuted
Persecuted
164

Mnie właśnie ciekawi jak podejdą do frakcji. Bo jeżeli zrobią po prostu Imperium, Orków, Eldarów, Tau, Tyranidów, Necronów i Chaos, to będzie mało różnorodności i niewielki potencjał na dalszy rozwój w DLC. Korzystnej byłoby wykroić z tego np. Gwardię Imperialną, Mechanicus, Sororitas, Space Marines, Inkwizycję, Ligę Votann itd., ale to by się trochę kłóciło z lore, bo niby jak frakcje imperialne miałyby wojować ze sobą w imię tego samego Imperatora? Ktoś w takim scenariuszu musi być lojalistą, a ktoś zdrajcą.

Mi przychodzi do głowy taki system, że wybierasz jedną z sub-frakcji Imperialnych (lorda danej sub-frakcji) na starcie, a potem w jej imieniu reprezentujesz całe imperium of Man na mapie. Następnie w trakcie kampanii rekrutujesz kolejnych lordów sub-frakcji, a wraz z nimi dostęp do nowych jednostek i budynków (Mechanicus, Sororitas itd.).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-12 16:17:20
12.12.2025 15:50
Persecuted
1
Persecuted
164

A ja właśnie odwrotnie :).

11.12.2025 17:23
Persecuted
😉
3
odpowiedz
Persecuted
164

Oglądaj z nami The Game Awards 2025

Nope, po to wy zarywacie nockę, żebym ja nie musiał ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-11 17:23:28
09.12.2025 14:07
Persecuted
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
164

Ja mam nadzieję na coś bliższego ostatniej trylogii, niż oryginalnym TR'om. Byle do 12 :).

08.12.2025 17:36
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Remake KOTOR'a z prawdziwego zdarzenia byłby niesamowitą gratką, zwłaszcza gdyby przerobiono turowy system walki na taki w czasie rzeczywistym, rozbudowano poziomy, dodano nowe zadania itd. To wciąż jest wspaniały tytuł, który każdy fan SW powinien poznać, ale niezaprzeczalnie zestarzał się dosyć mocno i dziś dosyć trudno się do niego wraca.

08.12.2025 17:31
Persecuted
Persecuted
164

W40K jest jednak bardziej prawdopodobny, bo na to wskazuje kilka poszlak. O Star Wars mówił tylko jeden przeciek, który szybko zweryfikowano jako fałszywy. Nie żebym nie chciał, wręcz przeciwnie, ucieszyłbym się i uważam, że Star Wars Total War to tylko kwestia czasu, ale obecnie to raczej Warhammer 40K ma większe szanse.

04.12.2025 18:49
Persecuted
1
Persecuted
164

~2028-2030 Medieval 3

Nie chcę być "panem marudą", ale moim zdaniem to trochę zbyt optymistyczne założenie. Nawet taki Pharaoh powstawał ok 2.5 roku, w latach 2021 - 2023, a był to "poboczny projekt", przygotowany przez studio w Sofii, a do tego zbudowany na szkielecie Troi.

Z kolei Warhammer 3, ostatnia gra stworzona przez brytyjskie studio, zbudowana na silniku i bazie poprzednich odsłon (z wykorzystaniem wielu elementów i assetów), powstawał ponad 4 lata (2018-2022).

Tutaj mamy zupełnie nowe realia (a więc i assety), nowy silnik i zarazem rzekomo "największą i najambitniejszą odsłonę serii". Poza tym sami przyznali, że jeszcze nigdy w historii studia nie zapowiedzieli gry tak wcześnie przed premierą, a Warhammer 3 został zapowiedziany właśnie 4 lata wprzód...

Także moim zdaniem 2030 rok to nie górna, a dolna granica.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-04 19:31:17
04.12.2025 18:13
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Nie zapowiedzieli 40K, ale też niczego innego o podobnej skali, a coś dużego przez te lata musieli przecież robić. To studio zatrudnia prawie 1000 osób, więc niemożliwe, żeby klepali tylko dodatki i DLC do Warhammera 3... Pewnie trzymają bombę na TGA.

Edit: Tak, potwierdzili zapowiedź nowej gry 11 grudnia ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-04 18:20:34
04.12.2025 18:05
Persecuted
2
odpowiedz
Persecuted
164

Mnie się podoba sama idea mini-gry wędkarskiej jako sposobu na odprężenie i przerwę od wartkiej akcji, ale one zazwyczaj są czymś odwrotnym - doświadczeniem mega frustrującym, stresującym i marnującym czas. Nie dość, że często to RNG decyduje o zdobyczy (co wkurza niemiłosiernie gdy szukasz dość konkretnego okazu o specyficznych parametrach), to jeszcze mechanika "walki z rybą" jest zwykle denerwująca, zwłaszcza na PC, gdzie trzeba machać myszą jak opętany, pilnować napięcia żyłki, naprzemiennie luzować i nakręcać kołowrotek. Normalnie odprężenie jak cholera. Bardziej się wyluzuję próbując zatłuc stado niedźwiedzi gołymi rękami w RDR2...

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-04 18:06:12
04.12.2025 17:49
Persecuted
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
164

Zapowiedzieli Medieval 3 :). Tylko niestety "early pre-production", czyli premiera pewnie za minimum 3-4 lata. Ale to zapewne znaczy, że w tym czasie produkowali coś innego i nie zajęło im to 40 tysięcy lat... ;>.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-04 17:51:53
04.12.2025 14:56
Persecuted
Persecuted
164

Empire 2 też jest możliwy. Albo jakaś zupełnie nowa epoka.

04.12.2025 14:43
Persecuted
Persecuted
164

Poszperałem trochę na temat plotek oraz rzekomych przecieków i całkiem sporo poszlak wskazuje jednak na 40K. Przy czym to ponoć ma nie być gra w formule TW, tylko zupełnie nowa odnoga strategii turowych, którą od teraz ma się zajmować CA (nie wiadomo jednak, czy zostanie to podpięte pod markę TW czy stanie się czymś zupełnie osobnym). No i coś takiego miałoby sens, bo w formule TW to raczej 40K nie wypali.

Zaciekawiło mnie też to, że mamy rzekomo dostać mapę galaktyki, a nie jeden świat do podbicia (jak w dodatkach do DoW), czyli to będzie wojenka na dużą skalę, pewnie z możliwością przeprowadzenia Exterminatus czy np. przekształcania światów w Forge Worlds lub Hive Worlds (całe światy będą teraz pewnie odpowiednikiem miast, więc każda rasa będzie musiała je zagospodarować po swojemu).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-04 14:46:19
04.12.2025 14:00
Persecuted
Persecuted
164

Jeśli chodzi o Total War: Warhammer 40k, spodziewałbym się raczej klasycznych bitew w stylu Total Wara, ewentualnie z kilkoma usprawnieniami. Na system osłon raczej bym nie liczył.

Tylko wtedy bitwy stałyby się karykaturą tego, czym 40K powinien być. Dlatego moim zdaniem albo wymyślą formułę TW na nowo (co jest wątpliwe ale możliwe, bo to otwierałoby im drogę nie tylko do tej konkretnej gry, ale do bardzo wielu nowych settingów, np. Star Wars czy wojen z XX wieku), albo 40K TW po prostu nie będzie. Szczerze nie widzę jak 40K w formule klasycznego TW mogłoby nie być katastrofą.

Tak po prawdzie, to prędzej bym widział dołożenie solidnego trybu mapy taktycznej do DoW 4. Coś podobnego zrobiono w dodatkach do pierwszego DoW, tylko tam całość była strasznie uboga. Gdyby to jednak rozbudować do poziomu znanego z TW (z sensownym budowaniem baz, rekrutacją jednostek, rozwojem technologii, dyplomacją, pozyskiwaniem zasobów, szpiegostwem, sabotażem, wpływem chaosu itd.), to kto wie...

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-04 14:03:24
04.12.2025 11:00
Persecuted
3
Persecuted
164

Tak, ale fundacja pilnująca spuścizny po Tolkienie bardzo niechętnie dzierżawi licencję na gry czy inne projekty, choć tutaj byłaby to pewnie maszynka do zarabiania pieniędzy. Rozbudowany mix 4x i RTS z taką licencją rozbiłby bank.

04.12.2025 10:55
Persecuted
1
Persecuted
164

No ja bym się bardzo ucieszył (co widać pewnie po moim awatarze i sygnaturze ;d), ale nie jestem pewien, czy realia 40K dałoby się łatwo przetłumaczyć na mechanikę serii Total War. Chodzi głównie o bitwy, gdzie styl polegający na starciu dwóch armii stojących naprzeciw siebie, raczej średnio pasuje. Tutaj lepiej sprawdziłaby się walka pozycyjna, okopowa, w budynkach, na ulicach miast itd., a do tego ze wsparciem lotnictwa, artylerii i flot orbitalnych. Ale kto wie, może coś wymyślą. Tym bardziej, że potem mogliby na tym szkielecie zbudować też I i II wojnę światową, czy nawet bardziej współczesne konflikty, np. Total War: Vietnam albo Cold War :).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-04 10:57:03
03.12.2025 12:04
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

No właśnie ja się nie mogę doczekać tego nowego Hitmana, który niewątpliwie wykorzysta doświadczenia i rozwiązana technologiczne z nadchodzącego Bonda. Mnie się zawsze marzyła taka misja dla agenta 47, w której nie tyle od razu "pojawiamy" się na jakimś obszarze, w którym przebywa nasz cel, co najpierw musimy go wyśledzić, np. jadąc za nim samochodem przez miasto, ustalając jego miejsce zamieszkania, dzienną rutynę itd. Potem musimy opracować plan, tzn. kiedy, gdzie i jak uderzymy, a także zadbać o zatarcie śladów i ucieczkę (np. zgarniamy kolesia spod sklepu, pakujemy do bagażnika, przewozimy do pustego magazynu portowego, kończymy robotę, "sprzątamy" i opuszczamy miasto). Widząc, jak wygląda nowy Bond, moja wizja wydaje się bardziej prawdopodobna niż kiedykolwiek i to jest ekscytujące ;).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-12-03 12:06:54
26.11.2025 23:43
Persecuted
1
Persecuted
164

Bo anty-woke to jest stan umysłu (warto dodać, mocno spranego prawicową propagandą, chorego umysłu...). Zachęcam wszystkich do poczytania sobie np. komentarzy na reddicie pod linkiem do "recenzji" filmu Predator Baldlands, którą popełnił dobrze wszystkim znany prawicowy grifter, niejaki Critical Drinker:

https://www.reddit.com/r/KotakuInAction/comments/1or9mzl/critical_drinker_predator_badlands_disney/

Dzięki temu można nieco lepiej zrozumieć jak bardzo nieszczęśliwymi i oderwanymi od rzeczywistości (choć na własne życzenie) ludźmi są fanatyczni bojownicy kulturowi anty-woke, widzący we wszystkim mityczne "lewactwo". Kilka wybranych komentarzy (tłumaczenie):

"Czy ktoś jeszcze ignoruje wszystko co teraz wychodzi w kinach i TV? Kiedyś oglądałem mnóstwo filmów w telewizji, teraz już nie oglądam kompletnie niczego."

"Nie oglądam już filmów ani seriali, wracam tylko do tego co powstało przed 2010 rokiem".

"W tej dekadzie nie powstał żaden dobry film ani serial".

itd.

Wyobrażacie to sobie? Żyć w uzależnieniu od ciągłego bycia "wkur***" na wszystko i wszystkich? W świecie tak bardzo pogrążonym we frustracji, uprzedzeniach, bigoterii i nienawiści do otaczającej rzeczywistości, że w zasadzie nie istnieje już możliwość czerpania jakiejkolwiek przyjemności z kultury, a nieraz nawet z codziennego życia? Nawet byłoby mi ich żal, gdyby nie byli takimi toksykami.

Oni są już na takim etapie tej spirali, że jakąkolwiek chęć konsumpcji kultury zastąpiła u nich ślepa nienawiść do niej. Dlatego właśnie nie im zależy na sukcesie gier czy filmów (większość i tak już w nic nie gra i niczego nie ogląda), tylko na wyszukiwaniu sobie kolejnych pretekstów do hejtu, będącego dla nich w zasadzie jedynym substytutem rozrywki. To w gruncie rzeczy bardzo biedni, głęboko zaburzeni ludzie, wykorzystywani przez grupkę cynicznych cwaniaków jak Drinker, Nerdrotic i reszta, którzy kręcą na tym niezły biznes, krzywdząc masę ludzi (zarówno ofiary nagonek i hejtu anty-woke, jak i samych wojowników anty-woke, którym piorą mózgi, i z których stopniowo wysysają radość życia, zastępując ją permanentną frustracją).

Jeden koleś po 2.5 roku bycia zagorzałym fanatykiem "tropienia lewactwa" (aktywnie działał na Steam i reddicie), w końcu się z tego wyrwał, bo jak sam przyznał, miał już dość świata, w którym wszystko jest negatywne, nihilistyczne i pozbawione sensu. Potem zdał sobie sprawę ile fajnych rzeczy cały czas powstaje i jak wiele go ominęło przez ten czas. Zaczął oglądać filmy oraz seriale i ogrywać gry, które wcześniej były dla niego "zbyt woke DEI, girlboss, SBI" itd., nie mogąc uwierzyć ile fantastycznych produkcji dobrowolnie odrzucił z tak idiotycznego powodu i o ile lepsze byłoby jego życie codzienne, gdyby nie był tak fanatycznie zaślepiony.

Ale tak właśnie działa skrajna prawica, żeruje na kiepsko odnajdujących się w rzeczywistości ludziach (co nie jest żadnym powodem do wstydu, to plaga naszych czasów i głęboki problem cywilizacyjny) i coraz bardziej ich radykalizuje, sącząc im nienawiść i uprzedzenia do ucha, ale nie dając w zasadzie nic w zamian.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-11-27 00:03:53
25.11.2025 17:36
Persecuted
3
Persecuted
164

Sony nie robi już gier z niezależnymi mężczyznami.

Z wyjątkiem Death Stranding 1 i 2, God of War i Ragnarok, Marvel's Spider-Man 1, MM i 2 czy nadchodzącego Marvel's Wolverine, to wszystko się zgadza :).

25.11.2025 17:28
Persecuted
2
Persecuted
164

To miałoby sens. Gra robiona jest przez zachodnie studio i kierowana do zachodnich graczy, więc byłoby dziwne, gdyby chcieli w niej krytykować np. islam, buddyzm czy shinto, które na zachodzie są mało znane (poza faktem, że istnieją). Na podobnej zasadzie mogliby zaatakować partie polityczne w Ekwadorze albo system prawny w Malezji, ale dla 99% graczy byłoby to zupełnie abstrakcyjne, niezrozumiałe i nudne.

Obstawiam, że przedmiotem będzie po prostu ogólnie pojęty fanatyzm religijny, ale z dosyć czytelnymi odwołaniami do największych wierzeń monoteistycznych, ze wskazaniem na chrześcijaństwo (jako najbliższe twórcom, zwłaszcza Druckmannowi).

23.11.2025 19:04
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Nie mam jeszcze wyrobionego zdania o tej grze, bo za mało o niej wiadomo, ale to Naughty Dog i klimaty SF (moje ulubione), więc prawie na pewno wyjdzie z tego bardzo dobra produkcja, może nawet jedna z lepszych w tej(?) generacji.

21.11.2025 20:11
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Stalker ma sens tylko wtedy, gdy jest śmiertelnym zagrożeniem, jak w Alien Isolation, ewentualnie w formie emocjonujących, mocno oskryptowanych sekwencji. Z kolei jako mobilna przeszkadzajka jest po prostu irytujący i tylko marnuje czas gracza. Jeżeli więc zaserwują coś w stylu Jacka z RE7, który pojawiał się w roli prześladowcy jedynie dwa razy i to na bardzo krótko (wywołując przy tym jednocześnie sporo emocji), to jestem za.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-11-21 20:11:35
21.11.2025 11:31
Persecuted
4
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
164

To ten zły woke DEI SBI ESG SJW komunistyczny girlboss (wszystkie buzzwords skrajnej prawicy odhaczone?) Ubisoft jednak nie zbankrutował? Cóż za zaskoczenie...

post wyedytowany przez Persecuted 2025-11-21 11:34:47
17.11.2025 18:42
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Pokładam w RE9 spore nadzieje, bo to jedna z bardziej wyczekiwanych przeze mnie gier (obok Routine), przynajmniej jeżeli chodzi o najbliższe miesiące.

17.11.2025 14:46
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Jakby jeszcze odpalał Fallota 3 i New Vegas, to byłoby mega :).

13.11.2025 22:12
Persecuted
1
Persecuted
164

Szybko zmienił zdanie ale może fabularnie to uzasadnią.

Nie sądzę, moim zdaniem to po prostu narracyjnie nieprzemyślane zadanie. Gdyby diakon celowo dezinformował Ceona, to szedłby w zaparte do samego końca, nie dopuściłby go do biblioteki, a tym bardziej nie wskazywałby mu palcem księgi, która zawiera dokładnie to, czego ten szuka. Gdyby nawet przyjąć hipotetycznie, że to jednak odnalezienie dozorcy jakimś cudem wpłynęło na zmianę postawy diakona, to w takiej sytuacji powinien on po prostu powiedzieć: "Dobra, nie szukaj w bibliotece, krypta jest w katedrze i znajduje się w XXX". Ale on, zamiast tego, kieruje Coena do księgi zawierającej informacje o krypcie, której niby tam nie ma... Czyli chce mu pomóc, tylko z jakiegoś powodu robi to z dodatkowymi udziwnieniami, czy też faktycznie wierzy, że krypty tam nie ma, pomimo świadomości istnienia księgi, która mówi coś przeciwnego? Cała ta konstrukcja narracyjnie po prostu nie trzyma się kupy.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-11-13 22:37:29
13.11.2025 21:20
Persecuted
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
164

Całkiem ok, ale wciąż bez zachwytu. Elementy akcji (walka, wspinaczka) nadal są sztywne i dosyć toporne, ale i pisarstwo jest dosyć średnie:
Coen: Gdzie tutaj jest krypta?
Diakon: W tej świątyni nie ma krypty, wiem, bo czytałem księgi, a niektóre sam spisałem.
(po ukończeniu questa)
Diakon: Będąc w bibliotece, szukaj księgi pod tytułem: "Annały katedry w Svartrau", czyli dokładnie tej, która mówi, że w katedrze jednak jest krypta...

Z całym szacunkiem dla pisarzy, ale coś takiego strasznie trąci amatorką...

12.11.2025 19:27
Persecuted
2
Persecuted
164

W praktyce, to był 'ficzer', który powodował, że o grze się mówiło i nie została zapomniana po pierwszym miesiącu. Co w efekcie zboostowało sprzedaż i dało wiedźmina 3.

Tego akurat nie wiemy. Tak samo jak nie wiemy, co mogłoby powstać, gdyby te zasoby zainwestowano inaczej. Może dostalibyśmy fantastyczną, oryginalną miejscówkę i fajne zadania, których mogliby doświadczyć wszyscy gracze, niezależnie od podjętych decyzji?

Takich rozwidleń nie robi się w grach nie bez powodu, to się zwyczajnie nie opłaca. Załóżmy, że chcesz dostarczyć gry na 20 godzin, z czego ok. 10 godzin będzie odmienna, w zależności od wyboru gracza, dokonanego mniej więcej w połowie. To oznacza, że w praktyce musisz wyprodukować 30 godzin contentu, z czego 10 godzin będzie stanowić zawartość wspólną, a 20 (2x10) godzin zawartość alternatywną, której większość graczy i tak nie doceni w pełni, bo tej drugiej ścieżki nigdy nie doświadczy. Jasne, media pochwalą, gracze poklepią po ramieniu, ale wyższych kosztów produkcji to nie zrekompensuje. Poza tym, gdyby zaprojektować grę "normalnie" i po prostu wrzucić 30 godzin contentu (zamiast 20), ale dla wszystkich, niezależnie od wyborów gracza, to prawdopodobnie odbiór byłby jeszcze bardziej pozytywny, bo lepiej mieć jedną, pełną i niesamowitą przygodę, niż dwie rozwodnione (bo jednak przy kolejnych podejściach duża część gry i tak się powtarza).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-11-12 20:38:34
12.11.2025 18:55
Persecuted
1
Persecuted
164
Image

Najwyzszy czas zaczac stawiac "NASA-punk" w cudzyslow zwatpienia i ironii (tak jak autor cytowanego komentarza).
Cos takiego nie istnieje, to sztucznie utworzony slogan reklamowy. Pozatym we Starfieldzie nie ma ani grama "punk"

Nie do końca. Niektóre pancerze i statki (głównie Nova Galactic) faktycznie wyglądają tak, jakbyś wziął obecną technologię NASA, a potem zaczął sobie wyobrażać jak ta rzecz mogłaby wyglądać za ok. 100-150 lat. Znajduje to odzwierciedlenie w ogólnej estetyce technologii w Starfieldzie, ale też jej fundamentalnej "filozofii projektowej" (patrz obrazek). NASA często bowiem tworzy urządzenia czy systemy, która na pierwszy rzut oka, z pozornie niezrozumiałych względów, wydają się być bardzo siermiężne i toporne. Ale w rzeczywistości są takie dlatego, że one mają być po prostu niezawodne i bezpieczne, a nie atrakcyjne wizualnie czy minimalistyczne, jak w filmach. Wiele osób zastanawia się na przykład, dlaczego wewnątrz ISS widać jakieś kable spięte trytytkami, owinięte niedbale izolacją i prowizorycznie przymocowane do kadłuba stacji, skoro można by je elegancko zamaskować albo nawet ukryć wewnątrz poszycia. A odpowiedź jest prosta: jeżeli jakiś kabel albo bezpiecznik się zepsuje, to wygodniej i bezpieczniej jest go wyciąć, wlutować nowy, owinąć izolacją i przykleić taśmą do kadłuba, zamiast pruć poszycie... w kosmosie, z ludźmi w środku.

Z kolei "punk" w dzisiejszych czasach jest używane bardziej potocznie, niekoniecznie wskazując na faktyczny aspekt punkowy. Stąd mamy np. steampunk, atompunk, dieselpunk, gaslamp punk itd., które należy odczytywać jako "zbudowane wokół motywu przewodniego, wymienionego przed słowem punk". Stąd NASA punk nawet ma sens. Jest użyte nieco na wyrost, ale nie jest zupełnie bezpodstawne.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-11-12 19:02:35
12.11.2025 16:35
Persecuted
2
odpowiedz
Persecuted
164

Raczej chodziło o to, żeby skopiować jak najwięcej ze swoich poprzednich gier i nie narobić się zbytnio przy tworzeniu rzeczy zupełnie nowych...

12.11.2025 16:19
Persecuted
1
Persecuted
164

A tak to się chociaż miało poczucie, że warto przejść drugi raz i zobaczyć coś znacznie innego.

Tylko teoretyczne, bo w praktyce większość ludzi "nie potrafi" przechodzić gier w taki sposób. W tym sensie, że w RPG grasz zazwyczaj tak, żeby odgrywać postać, identyfikować się z nią, wczuwać się w jej wybory, przeżywać jej emocje, rozterki, dramaty, konsekwencje itd. To oznacza, że podejmując decyzje fabularne, instynktownie stawiasz na rozwiązania ci bliskie, zgodne z twoją osobowością, charakterem, światopoglądem, wierzeniami itp. Dlatego właśnie większość ludzi nie potrafi czerpać przyjemności z takich produkcji, grając w nie wyłącznie "mechanicznie", na zasadzie "nie podoba mi się ta decyzja, ale chcę zobaczyć co się stanie, więc to zrobię". Bardzo szybko zaczynają wtedy odczuwać, że odgrywana przez nich postać staje się coraz bardziej odległa od tego, co oni sami reprezentują i jak chcieliby być postrzegani w świecie gry, co niszczy ich immersję.

Ja dokładnie tak miałem w Wiedźminie 2. Ogrywałem go kilka razy, ale zawsze szedłem ścieżką Roche'a, bo o ile mocno sympatyzuję z sytuacją nieludzi i niemal zawsze staję po ich stronie w wiedźmińskiej trylogii, tak trudno mi zaakceptować cyniczne, barbarzyńskie metody Iorwetha i jego komanda. Raz zdobyłem się na to, żeby przyłączyć się do niego i... przestałem grać niedługo później, bo miałem poczucie, że to już nie jest "mój Geralt" i "moja historia", a fabularne konsekwencje nie są moimi konsekwencjami.
Na podobnej zasadzie nigdy nie będę w stanie zagrać "złym Shepardem", chociaż trylogię ME kończyłem z 7 razy albo "złym Arturem" w RDR2. To po prostu nie jestem ja i nie umiem się identyfikować z taką postacią. Właśnie dlatego "replayability" oparte na podejmowaniu przeciwstawnych decyzji jest mocno fikcyjne. Bo to, że gracz może, nie znaczy, że zechce.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-11-12 16:29:30
10.11.2025 08:31
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Nie mam wielkich nadziei, ale czekam. Czegoś na miarę trylogii raczej nie dostaniemy, ale z gry na poziomie Andromedy (tej z poprawkami) też bym się nawet ucieszył, bo wbrew hejterskiej narracji, wcale nie była taka zła.

09.11.2025 10:57
Persecuted
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
164

Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest fakt, że jak powszechnie wiadomo, w kosmosie nikt nie usłyszy naszego krzyku. Do tego przez panujące tam warunki nie potrzebujemy żadnych obcych form życia czy innych zagrożeń, by tam umrzeć. Przestrzeń kosmiczna sama w sobie jest bowiem zabójcza dla naszych ciał, przez co jeśli znajdziemy się w niej bez żadnego zabezpieczenia (czy to w formie skafandra, czy w postaci ścian statku bądź stacji kosmicznej), od śmierci będą nas dzielić zaledwie sekundy.

I moim zdaniem jest to jeden z kluczowych czynników, dla których np. Obcy: Izolacja działa tak dobrze. Przez całą grę znajdujesz się w relatywnie niewielkiej, dryfującej w kosmosie metalowej puszcze, gdzie zamknięto cię z nieśmiertelnym, nieustannie podążającym za tobą kosmitą. Początkowo jedyne o czym marzysz, to uciec stamtąd i znaleźć się jak najdalej od xenomorpha. Potem jednak uświadamiasz sobie, że jedyna droga ucieczki prowadzi na zewnątrz, w przestrzeń kosmiczną, która jest o wiele bardziej zabójcza od samego kosmity, więc nieco paradoksalnie, twoje szanse na przetrwanie są mimo wszystko większe u boku kosmicznego pasażera na gapę...

To też daje do myślenia, jak bardzo niebezpieczna może być po prostu pustka. W końcu kosmos jest dla nas zabójczy nie przez występowanie tam jakichś dodatkowych, groźnych dla naszego zdrowia czynników, tylko właśnie przez brak środków ochronnych, które zapewnia nam nasza rodzima planeta, o czym większość z nas nawet nie myśli. A jest tego sporo, temperatura, ciśnienie, skład atmosfery, promieniowanie, nawet grawitacja, wszystko to musi znajdować się na odpowiednim, bardzo precyzyjnym poziomie, bez czego nie byśmy w stanie przetrwać. Np. obecne mamy w atmosferze 21% tlenu. Szacuje się, że minimalna ilość, przy której człowiek może jako tako normalnie funkcjonować, to 19.5%, a poniżej tego stężenia będą już odczuwalne bardziej znaczące skutki uboczne (od uczucia zmęczenia i bólu głowy, po śpiączkę i śmierć). Co ciekawe, jego stężenie nie może też być zbyt wysokie, bo tlen jest... silnie trujący! Pewnie wszyscy słyszeli o zjawisku oksydacji (utleniania) i widzieli co się dzieje np. z jabłkiem bez skórki albo niezabezpieczonym metalem, wystawionym na jego działanie. Stąd właśnie organizmy na Ziemi, które przetrwały wielkie wymieranie tlenowe ok. 2.5 miliarda lat temu (pierwsze wielkie wymieranie w dziejach planety), musiały przystosować się do jego obecności, wytwarzając mechanizmy obronne, a z czasem też "ucząc się" czerpać korzyści z jego obecności (oddychanie tlenowe).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-11-09 11:13:12
07.11.2025 09:42
Persecuted
Persecuted
164

Bo zwykle kto inny robi grę, a kto inny planuje datę jej premiery. Deweloperów zazwyczaj stawia się przed faktem dokonanym, tzn. wydajemy grę w dacie X, bo tak nam się spina finansowo i marketingowo, a wy macie zdążyć na czas, nieroby jedne! Najwyżej będziecie stukać trochę szybciej w te wasze klawiaturki, czy coś tam...

post wyedytowany przez Persecuted 2025-11-07 09:43:54
04.11.2025 23:28
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Fabularnie nie mam nic przeciwko kolejnym odcinkom sagi o gangu Dutcha, ale gameplayowo to raczej bym nie chciał po raz kolejny grać jako przestępca. Już w RDR2 projektantom trochę brakowało pomysłów, więc zaliczaliśmy kolejne napady na banki, pociągi i powozy, które niewiele się różniły od poprzednich, także sklejenie zupełnie nowej gry wokół tego samego motywu nie wydaje mi się dobrym pomysłem. Ale gdyby tak się wcielić w członka agencji Pinkertona albo stróża prawa, to kto wie...

01.11.2025 10:59
Persecuted
2
Persecuted
164

W takiej encyklopedii powinny być źródła dotyczące opbu stron

Nie, wiedza encyklopedyczna w ogóle nie powinna mieć stron, tylko podawać obiektywne fakty, a nie opinie czy interpretacje faktów. Encyklopedia to źródło obiektywnej wiedzy, a nie płaszczyzna, na której ścierają się idee czy poglądy, od tego są inne miejsca.

31.10.2025 10:38
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Ja bym te wymagania włożył między bajki. Nawet Village w full hd (1080p), z ustawieniami na ultra i z wyłączonym RT, zjada 12 GB V-RAMu, także rekomendowane GPU z 8 GB... tia, jasne. Obstawiam, że te wymagania z TGS są bliższe realnych, a tutaj pewnie chodzi o "kreatywną klasyfikację", czyli że wymagania rekomendowane oznaczają 1080p przy ustawieniach wysokich (ale nie najwyższych) i wyłączonym RT.

Co nie zmienia faktu, że gra na pewno będzie wyglądać bardzo dobrze i działać płynnie na rozsądnie mocnym sprzęcie, bo to jednak RE Engine. Uwielbiam ten silnik, który dzięki umiejętnemu rozłożeniu zasobów (modele i tekstury otoczenia zauważalnie niższej jakości, za to świetne oświetlenie i efekty) daje naprawdę ładną, malowniczą oprawę, przy bardzo dobrej optymalizacji i bez dociskania sprzętu do granic możliwości.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-31 10:49:54
30.10.2025 11:00
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

A ja wróciłem nie tak dawno do pierwszego Dead Island oraz Riptide, obie w wersji DE (które są lekkimi remake'ami, przenoszącymi gry na silnik pierwszego Dying Light, czyli znacznie nowszą wersję Chrome Engine) i bawiłem się naprawdę dobrze. Nie czułem, żebym obcował z "wykastrowanym Dying Light", a pojazdy, mimo dość topornego modelu jazdy, urozmaicały rozgrywkę (zwłaszcza Riptide, w którym można się poczuć jak w Far Cry z zombie).

30.10.2025 10:32
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Trochę szkoda z tym Leonem. Lubię chłopa, ale nie przepadam za podmianą protagonistów w stylu RE3, bo to jednak utrudnia wczucie się w odgrywaną postać. Wolałbym rozwiązanie z RE i RE2, gdzie wybieramy protagonistę na starcie i kierujemy nim już do końca. Albo takie, gdzie Leon jest po prostu postacią niegrywalną, której drogi krzyżują się z Grace (coś jak Ethan i Chris w RE8). Ewentualnie zrobić sentymentalny powrót do Raccoon City z Leonem i Claire, gdzie wzorem RE2 znowu dostajemy fabułę z dwóch perspektyw do wyboru.

29.10.2025 09:28
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Nie wierzyłem, że się doczekam, a tu proszę :). To kolejna gra z listy "teoretycznie martwych", która jednak wyszła z developerskiego piekła - Dead Island 2, Scorn, Silksong, Bloodlines 2, Replaced.

28.10.2025 12:28
Persecuted
1
Persecuted
164

mnie oni bawią z tym swoim płaczem i dowalaniem się o byle gówno, nic innego z takimi osobami nie ma sensu robić jak tylko sie śmiać z nich :D.

Mniej więcej na początku drugiej kadencji Trumpa ostatnie maski spadły i stało się jasne to, co wiele osób powtarzało przez ostatnie lata. Ci wszyscy bojownicy "anty-woke" to nie są żadni "zatroskani gracze", którym na sercu leży dobro gier czy szeroko pojętej popkultury (bo najczęściej nawet w ogóle nie są zainteresowani dziełami, które opluwają), tylko wyrachowani agenci skrajnej prawicy, których celem jest wciskanie wszystkim do gardła konserwatywnej propagandy i cenzury (nakładanej zarówno na same gry, jak i wydawców, developerów, a nawet dziennikarzy branżowych), bo w ich rzeczywistości wszystko musi być zgodne z ich światopoglądem.

Wzorem faszystów czy komunistów, w idealnym świecie tych ludzi nie jest dopuszczalne, żeby istniał prywatny podmiot, który za prywatny kapitał tworzy produkt zgodny z jego własną wizją, światopoglądem i wartościami, które konsument może podzielać lub nie i na tej podstawie zdecydować, czy chce zakupić dany produkt. Dla nich taki produkt w ogóle NIE MA PRAWA istnieć w żadnej postaci, bo wszystko musi być podporządkowane ich narracji i ich światopoglądowi, który wszyscy mają obowiązek podzielać. A jeżeli coś nie spełnia tych wymogów, to musi zostać uciszone i zniszczone, choćby nawet przemocą - atakami, hejtem, zastraszaniem, groźbami, naciskami politycznymi, nagonkami, manipulacjami, kłamstwami itd.

Żeby stosować iście totalitarne metody, charakterystyczne dla najgorszych, tyrańskich reżimów w dziejach ludzkości i nazywać to "walką o wolność", to trzeba być podłą, cyniczną gnidą. Ale hej, witamy na prawicy, u nich to norma (wystarczy poczytać założenia Projektu 2025, który mówi wprost, że tak właśnie trzeba robić, byle tylko osiągnąć wyznaczony cel, czyli przejęcie kontroli nad kulturą, stanowiącą wytrych do ludzkich umysłów).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-28 12:34:07
26.10.2025 17:43
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Nie ukrywam, że Exodus to obok The Expanse: Osiris Reborn, jedna z najmocniej wyczekiwanych przeze mnie produkcji (bo ME to jedna z moich ukochanych serii wszechczasów), ale mam wobec niej spore obawy. Wiele już było produkcji "od weteranów studia X, Y, Z", które okazały się zwykłą kaszaną, a zabrakło w nich nawet nie tyle budżetu (co większość byłaby w stanie zrozumieć), co pomysłu i talentu. Bycie byłym pracownikiem uznanego studia niestety jeszcze niczego nie gwarantuje.

Spoko, że za scenariusz odpowiada Drew Karpyshyn, czyli autor narracji w ME1 i ME2, ale też pamiętajmy, że ostatnią grą singlową, którą chłop napisał, był właśnie ME2 w 2010 roku, czyli dokładnie 15 lat temu... Potem już tylko MMO SWTOR w 2011, multiplayerowy niewypał Anthem w 2019 (od 2013 do 2014 jeszcze 3 dosyć średnie książki) i... później nie stworzył już niczego. Trzymam kciuki i liczę, że nie będzie jak z The Callisto Protocol.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-26 17:45:29
23.10.2025 11:17
Persecuted
Persecuted
164

Ten nosferatu to w ogóle jest model postaci wyciągnięty z poprzedniej wersji Bloodlines 2

Bo na tym polega zarządzanie zasobami przy produkcji gier. Wiesz, że zaprojektowanie takiej postaci, od pierwszego szkicu koncepcyjnego, do finalnego modelu w grze, ze wszystkimi animacjami i teksturami, to koszt tysięcy dolarów? Jeżeli można zaoszczędzić i wykorzystać coś, za co Paradox i tak już zapłacił (tylko innemu studiu) i do czego ma pełne prawa, to głupotą byłoby tego nie zrobić.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-23 11:20:14
23.10.2025 10:40
Persecuted
2
odpowiedz
Persecuted
164

Pierwsza część Bloodlines była w połowie immersive simem, w połowie RPG z wieloma questami, ale też z liniową główną osią fabularną. W przypadku kontynuacji nacisk przesunięto w kierunku immersive sima (w wersji light) o uproszczonych mechanikach RPG i bardzo mocnej koncentracji wyłącznie na aktywnościach „wampirycznych”.

Ale immersive sim polega przede wszystkim na tym, że pozwala graczowi zrealizować cele alternatywnymi ścieżkami, które wydają się logiczne w kontekście świata przedstawionego, a nie arbitralnie narzucone. Jak masz zamknięte drzwi, to możesz znaleźć klucz, zhakować terminal, użyć wytrychu, ominąć je, wchodząc do środka szybem wentylacyjnym, podłożyć materiały wybuchowe itd., zamiast zrobić dokładnie tą jedną rzecz, którą akurat w tym miejscu wymyślił sobie projektant misji. Najdoskonalszy przykład spośród tych w miarę współczesnych tytułów, to Prey z 2017 roku, gra w większości liniowa pod względem tego co robimy, ale dająca masę wolności w zakresie tego jak to robimy.

Żeby nie być gołosłownym, tak "immersive sim" definiuje Warren Spector, twórca Deus Ex i jeden z ojców gatunku:

"It's an immersive simulation game in that you are made to feel you're actually in the game world with as little as possible getting in the way of the experience of "being there." Ideally, nothing reminds you that you're just playing a game -- not interface, not your character's back-story or capabilities, not game systems, nothing. It's all about how you interact with a relatively complex environment in ways that you find interesting (rather than in ways the developers think are interesting), and in ways that move you closer to accomplishing your goals (not the developers' goals)."

To właśnie "jedynka" była mocna na tym polu, narzucając graczowi liniowość narracyjną (liniowe cele misji), ale dając mu "swobodę operacyjną" (przynajmniej czasami...), pozwalając mu decydować o metodach działania (skradanie, perswazja, walka, hackowanie itd.). Bloodlines 2, z tego co rozumiem, daje graczowi więcej nieliniowości narracyjnej, RPG-owej (bo inaczej niż pierwsze BL, pozwala o czymś tam zdecydować i wpływać na bieg historii), ale mniej gameplay'owej. Mnie to więc wygląda na odejście od immersive sim'a w stronę RPG (ale takiego na modłę Mass Effect 2 i 3, gdzie punkciki i ekwipunek ustępują przede wszystkim wyborom fabularnym), a nie pójście w jego kierunku.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-23 11:29:12
21.10.2025 13:02
Persecuted
Persecuted
164

Udało im się ze Skyrimem wstrzelić w ówczesne trendy (niesamowicie otwarty świat co wtedy jeszcze nie było tak sztampowe i nielubiane, śnieg, smoki, w tym samym momencie miał premierę 1 sezon Gry o Tron) ale jakby przeanalizować tę grę to była słabiutka pod niemal każdym względem.

Absolutnie nie. Chociaż fanem Skyrima nie jestem, to akurat sukces wcześniejszej formuły gier Bethesdy (czyli do czasu Skyrima właśnie) w żadnym razie nie był dziełem przypadku. Baa, jestem pewien, że gdyby zrobili takiego Skyrima 2, ale z lepszą grafiką i technologią (bez ekranów doczytywania), to sprzedałby się jak ciepłe bułeczki.
Problemem Starfielda nie jest "zmiękczenie formułą Bethesdy", tylko właśnie jej brak. To co wcześniej działało i robiło robotę, Starfield wywala za okno i w zamian daje... no właśnie co? Nie za bardzo wiadomo. Gdyby Starfield był "Skyrimem w kosmosie", to pewnie stałby się sukcesem, ale niestety tak nie jest, bo wykastrowano go z fajne zaprojektowanego świata i świetnie zrobionej eksploracji, czyli tego, w czym to studio przez lata nie miało sobie równych.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-21 13:03:46
20.10.2025 09:42
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Ale jeśli branża będzie robić tylko to, będzie to niebezpieczne. Musimy ciągle tworzyć nowe rzeczy.

Generalnie zgoda, tylko Kojima zapomina, że nie każdy jest... Kojimą i niekoniecznie może liczyć na to, że jak pójdzie do wydawcy i rzuci jakiś szalony pomysł typu. "chcę zrobić grę o facecie z dinozaurem w tyłku!", to dostanie górę pieniędzy na tytuł AAA... albo w ogóle cokolwiek poza uśmiechem politowania. W dzisiejszych czasach bycie wizjonerem bez znanego nazwiska ma raczej średnie szanse powodzenia.

Ja uważam, że nieco paradoksalnie, właśnie AI może być kreatywnym wybawieniem dla branży. W tym sensie, że może w całkiem niedalekiej przyszłości pozwolić mniejszym twórcom na robienie o wiele większych gry, na które normalnie nigdy nie uzyskaliby finansowania. To z kolei powinno zmniejszyć ryzyko i zarazem otworzyć drogę do eksperymentów, tak jak do tej pory było w segmencie indyków.

18.10.2025 00:22
Persecuted
1
Persecuted
164

Paranoja ignoranta.

Raczej paranoja nieumiejącego czytać ze zrozumieniem... Przecież napisałem wyraźnie "według mojego pojmowania", a nie, że jest to uniwersalna, obiektywna prawda. Gatunek RPG jest po prostu zbyt szeroki i mieści się w nim zbyt wiele tytułów, od Baldur's Gate i Planescape Torment, przez Wiedźmina i Mass Effect, a na Diablo czy Elden Ring kończąc. Jest to do tego stopnia zróżnicowany i pojemny typ gier, że można mieć grupę ludzi, w której każdy będzie deklarował bycie fanem RPG, a jednocześnie każdy będzie absolutnie nienawidzić tytułów, które uwielbia ten drugi (bo można np. kochać turowe gry z rzutem izometrycznym, a przy tym nie trawić Diablo i jemu podobnych)...

Ja, sięgając po grę RPG, mam za każdym razem dokładnie te same oczekiwania, o których pisałem już kilka razy - nieliniowość i możliwość kształtowania świata przedstawionego (rozumiane w ten sposób, że ten świat musi się zmieniać na skutek moich działań i decyzji, reagować na nie w taki czy inny sposób). Jeżeli jakaś produkcja tych cech nie posiada, to w moim rozumieniu nie zapewnia narzędzi do odgrywania roli, a więc nie jest grą RPG. Dla innych może być, dla mnie nie jest, tak po prostu. To nie jest uniwersalna definicja i prawda objawiona, tylko kwestia gustu i preferencji. Jak ktoś chce traktować np. Dark Souls czy Call of Duty jako gry RPG, to ja mu nie bronię, natomiast ja sam nie zamierzam.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-18 01:30:01
17.10.2025 23:29
Persecuted
1
Persecuted
164

No ale widzisz, twoja obrona tej gry sprowadza się w zasadzie wyłącznie do "kontekstu historycznego" (tzn. jak Bloodlines wypadał na tle konkurencji z tamtych lat), który mnie, mówiąc brutalnie szczerze, niespecjalnie obchodzi. Choćbym nawet chciał, nie jestem w stanie patrzeć na Bloodlines tak, jakby był 2004 rok. Grałem w niego ok. miesiąc temu (pierwszy i mam nadzieję ostatni raz w życiu ;d) i tylko z takiej perspektywy mogę go oceniać. A robiąc to, kieruję się kryteriami, jakie stosuję wobec wszystkich gier RPG, zarówno tych współczesnych, jak i tych klasycznych. Chcę mieć po prostu narzędzia umożliwiające mi odgrywanie role, które z mojej perspektywy sprowadzają się do kształtowania świata gry i losów zamieszkujących go postaci, przede wszystkim za pomocą podejmowanych decyzji. Doskonale rozumiem, że inni gracze mogą mieć inne podejście i oczekiwania od tego gatunku (np. maksowanie cyferek, dlatego dla niektórych nie ma lepszego RPG niż np. Diablo), ale ja mam właśnie takie. Gry liniowe i nieprzewidujące konsekwencji naszych wyborów, takie jak Bloodlines, według mojego pojmowania, w ogóle do tego gatunku nie przynależą.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-17 23:34:58
17.10.2025 22:29
Persecuted
1
Persecuted
164

To może być rozwiązanie zagadki. Dla mnie ten poziom był jednym z najbardziej pamiętnych w historii.

No ze starymi grami tak jest, że prawie zawsze trzeba ich doświadczyć w odpowiednim momencie, bo po czasie nie robią już takiego wrażenia jak kiedyś i bez różowych okularów nostalgii trudno je w pełni docenić. Mnie w zasadzie tylko jeden raz zdarzyło się zagrać w starszy tytuł po wielu latach od premiery i naprawdę się w nim zakochać, a był to... Fallout 3 ograny przeze mnie w 2020 roku, czyli 12 lat po premierze i będący zarazem moim pierwszym tytułem Bethesdy, jaki ukończyłem (wcześniej miałem krótki kontakt z Morrowindem i Oblivionem, ale to raptem godzinkę, czy dwie i trochę dłuższy z Falloutem 4, ale nie dobrnąłem do końca). Sam nie wiem kiedy mi stuknęło te 260 godzin na liczniku (edycja GOTY, więc razem z DLC), ale pamiętam, że tak dobrze (w tamtym momencie) nie bawiłem się z żadną grą od lat, prawdopodobnie od 2015, gdy naparzałem w Wiedźmina 3. Gdybym miał sporządzić listę top 10 moich najulubieńszych produkcji, to F3 z pewnością by się tam znalazł i to wysoko (ale za RDR2 ;d). Robiłem do niej wcześniejsze podejścia, za każdym razem się odbijałem, aż w 2020 coś pykło i potem już poszło z górki :).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-17 22:42:03
17.10.2025 22:08
Persecuted
Persecuted
164

Persecuted dostaje przykład za przykładem dobrze zrobionych zadań, zabiegów gameplayowych...

Tiaa, konkretniej jeden przykład, jednego zadania...

Powtarzam, moim zdaniem Bloodlines to dobrze napisane dzieło, tylko zamknięte w okropnej, odpychającej grze video. Ma niezłą fabułę, fajne postaci i naprawdę dobre dialogi (zwłaszcza wypowiedzi kierowanego przez nas protagonisty), ale to nie zmienia faktu, że pod względem samej rozgrywki, Bloodlines jest zwyczajnie bardzo kiepskie, przede wszystkim na tle współczesnych standardów, choć na wiele jego aspektów już w 2004 narzekano. Ma iście beznadzieją walkę (której w drugiej połowie jest mnóstwo, aż do porzygu), jeszcze gorsze skradanie, nieistniejącą eksplorację, słabo zaprojektowane lokacje (to kilka korytarzy udających dzielnice Los Angeles), okropny labirynt do przebrnięcia (Warrens!), często wymuszony styl rozgrywki, niezależnie od klanu czy buildu twojej postaci (bo np. gra sobie wymyśliła, że w danym zadaniu musisz się skradać i możesz sobie wsadzić w tyłek swoją wysoko rozwiniętą perswazję czy uwodzenie).
Poza tym, jak już wspomniałem, gra jest bardzo liniowa w obrębie wątku głównego i w zasadzie w ogóle nie pozwala nam o niczym decydować (poza finałem). Z kolei nasze wybory w zadaniach pobocznych są ważne tylko na papierze, bo w praktyce i tak nie mają absolutnie żadnego znaczenia. Wybierzesz Therese, Jeanette lub namówisz "siostry" do współpracy? Wszystko jedno, bo po zakończeniu zadania, postać po prostu znika z fabuły i twój wybór na nic nie wpływa. Zdecydujesz się przegadać Gargulca, żeby dołączył do Isaaca i walczył przeciwko Camarilli? Spoko, nikt na to nie zareaguje, z księciem LaCroix, przywódcą Camarilli, na czele. Staniesz po stronie Venus lub Borysa? Wszystko jedno, bo cokolwiek zrobisz, nie zmieni się nic... Tak jest zbudowana dosłownie cała gra.
Dla mnie odgrywanie postaci w RPGu, to właśnie kształtowanie świata gry i decydowanie o losach zamieszkujących go postaci w namacalny sposób, a nie walka, skradanie czy maksowanie cyferek, od tego mam inne gry. Dlatego właśnie zdecydowanie wolę tytuły pokroju Wiedźmina, Mass Effecta czy Fallouta, bo lubię mieć sprawczość (agency) i czuć swój wkład w rozwój wydarzeń, a nie tylko być chłopcem na posyłki i specem od mokrej roboty, bo ktoś mi każe. A takie jest właśnie Bloodlines - idź, znajdź, zabij, tylko na jednej nodze, bo nie mam czasu!

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-17 22:39:41
17.10.2025 19:56
Persecuted
Persecuted
164

A na pewno odwiedziłeś np. Ocean House Hotel? ;)

Tak i szczerze mówiąc, byłem mega rozczarowany. Naczytałem się o nim wielu pochwał, że to jedno z najlepszych zadań w historii gier itd., a dla mnie było ono zwyczajnie nudne, a pod koniec nawet trochę irytujące (bo męczyły mnie te oskryptowane, ciągnące się w nieskończoność sekwencje walącego się budynku, ognia, latających przedmiotów itp.). Przy czym zakładam, że pewnie robiłoby to wszystko lepsze wrażenie, gdybym doświadczył tego w 2004 roku. No a ja grałem całkiem niedawno i dlatego próby straszenia w tym zadaniu były dla mnie bardziej cringe'owe, niż faktycznie budujące klimat grozy.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-17 19:56:39
17.10.2025 19:25
Persecuted
Persecuted
164

posiadała jeszcze fenomenalny projekt questów

A konkretniej? Na czym ta fenomenalność polega? Jeżeli chodzi o stojącą za nimi fabułę, to tak, były całkiem spoko (np. śledztwo dotyczące filmów snuff), ale żeby ich projekt się jakoś wyróżniał? Toż to zwykłe, liniowe historyjki złożone z dialogów i walki, niczego fenomenalnego sobie w nich nie przypominam.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-17 19:28:28
17.10.2025 18:56
Persecuted
2
Persecuted
164

Świetne questy poboczne, znakomita mechanika, rozgrywka każdym typem wampira też inna.

Bzdura. Questy poboczne są dobrze napisane, ale o tym sam wspomniałem. Mechanicznie gra jest natomiast beznadziejna, toporna i zabugowana, przez co rozgrywka jest męcząca, wtórna, nudna i zwyczajnie odpychająca. Przebrnąłem przez nią jeden raz (i nie żałuję, bo fabuła była spoko, podobnie jak postaci, dialogi i klimat), ale jako całość, gra jest po prostu niedokończonym szrotem (zwłaszcza w drugiej połowie, gdzie jest więcej walki niż dialogów), w który bez modów ledwie da się grać, o czerpaniu przyjemności z gry nie wspominając.

Jedynka po spaczowaniu to arcydzieło, przez wiele lat w zasadzie najlepszy cRPG ever.

Taa, najlepszy RPG, który jest niemal całkowicie liniowy (nie licząc finału), a większość decyzji nie ma absolutnie ŻADNEGO znaczenia fabularnego, bo gra nie wyciąga za nie żadnych konsekwencji... To ja podziękuję za takie "arcydzieło", wolę trylogię Wiedźmin albo Mass Effect czy serię Fallout, gdzie nasze decyzje kształtują świat gry i losy zamieszkujących go postaci, kładąc na nasze barki ciężar odpowiedzialności. Bloodlines może tylko pomarzyć o byciu taką grą.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-17 19:02:33
17.10.2025 17:12
Persecuted
8
odpowiedz
Persecuted
164

Recenzenci podkreślają, że fabuła Bloodlines 2 stoi na całkiem wysokim poziomie – opowieść wciąga i potrafi zaskoczyć, a bohaterowie zostali dobrze napisani i wiarygodnie osadzeni w świecie gry. Pochwały zbiera także klimatyczny, mroczny świat, który oddaje ducha uniwersum Vampire: The Masquerade.

Czyli jak "jedynka", która też innych zalet, poza pisarstwem i klimatem, nie posiada.

Jeśli więc ktoś liczył, że Bloodlines 2 zdoła powtórzyć sukces pierwszej części

Jaki sukces? Przecież na premierę, ta gra była uważana za gigantyczną porażkę. Dopiero z biegłem lat, a zwłaszcza łatek i modów, zyskała na reputacji w oczach graczy.

12.10.2025 15:53
Persecuted
Persecuted
164

Dlatego czasem myślę, że warto w przypadku niektórych gier zrobić pełną polską wersję językową, po to by fajniejsza rzecz wyszła.

Jak wyłożysz z własnej kieszeni, to chętnie zrobią polski dubbing. Trochę to kosztuje, ale to przecież fajna sprawa, więc nie przejmuj się kosztami, uśmiechy graczy wystarczą ci za nagrodę ;].

11.10.2025 14:22
Persecuted
Persecuted
164

Możesz podać źródło tych informacji?

Z tego co wiem, nie ma oficjalnych danych dla Brazylii, bo wydawcy rzadko się nimi chwalą. Natomiast są dosyć wiarygodne, przybliżone wyliczenia, oparte np. na rankingach sprzedażowych (np. jak długo w top 10 sprzedaży w danym kraju utrzymuje się jakiś tytuł po swojej premierze), aktywność graczy z danego kraju zliczana przez Steam DB, czy ogólne statystyki gamingowe dla danego rynku, ale bez wskazania sprzedaży konkretnych tytułów. Wiadomo np. że Brazylia jest jednym z najmocniejszych rynków jeżeli chodzi o gry sportowe, zwłaszcza piłkę nożną, bo tym się czasem wydawcy chwalą. Jeżeli się więc zliczy całą sprzedaż globalną i weźmie pod uwagę, że np. trzeci najlepszy wynik wykręciła w Brazylii, to przekłada się to na takie właśnie liczby.

Zresztą znowu, gdyby się nie opłacało, to by po prostu tego nie robili. Decyzja odnośnie lokalizacji czy jej braku nie zależy od rzutu monetą albo sympatii do danego narodu, tylko wyników finansowych. Polonizowanie gier zapewne mniej się opłaca, stąd coraz mniej gier dostaje spolszczenia.

11.10.2025 13:56
Persecuted
Persecuted
164

Szastasz liczbami miliona złotych w lokalizację, żeby sprzedać np. 5-10% więcej (czyli ok. 5-10 tysięcy kopii) które na dobrą sprawę nie mają realnego pokrycia

Przecież napisałem "na przykład", a nie, że są to twarde, poparte statystykami liczby.

niech Twórcy sami to policzą i zdecydują.

No właśnie tak robią i dlatego coraz mniej gier dostaje polską lokalizację, choćby w formie napisów. Przecież to oczywiste, że ten proces jest efektem kalkulacji, a nie jakiejś tam "polonofobii", jak niektórzy sugerują.

Czy tego chcesz czy nie, lokalizacja JEST jednym z czynników, które gracz bierze pod uwagę przy zakupie.

Widocznie nie aż tak znaczącym, skoro zlokalizowanych gier ubywa, a nie przybywa. Przecież wydawcy podejmują takie decyzje we własnym interesie, a z tłumaczeń rezygnują, bo zapewne mają ku temu finansowe powody. Zgaduję, że po prostu im wyszło z wyliczeń, że lokalizacja nie wpływa znacząco na sprzedaż, a więc zwyczajnie nie opłaca się jej robić. Nawet jeżeli stanowi stosunkowo niewielki koszt, to nadal jest to koszt. A jeżeli nie jest opłacalny, to po co go w ogóle ponosić? Na długofalową wdzięczność graczy i tak nie ma co liczyć.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-11 14:06:09
11.10.2025 07:36
Persecuted
Persecuted
164

od nagrania polskiej wersji dialogów na pewno nie zbankrutują

Ale to dodatkowy koszt, dlaczego mieliby go ponosić? Wyobraź sobie, że prowadzisz firmę i masz do wyboru, żeby oprócz zwyczajowego wykonania zlecenia za określoną stawkę, dorzucić klientowi jeszcze luksusowego Mercedesa w prezencie. Jasne, klient się ucieszy i będzie mieć o tobie dobre zdanie, ale twój zarobek skurczy się o np. milion złotych. Warto? Gdyby jeszcze chodziło o nawiązanie trwałych relacji biznesowych czy przywiązanie klienta do marki, to można by coś takiego rozważyć, traktując taki prezent jako inwestycję, ale w branży gier to tak nie działa. Tutaj nikt nie myśli kategoriami "Kupię następną grę Bloober Team na premierę, bo jestem im wdzięczny, że zrobili pełną lokalizację Cronosa". Gracze potrafią namiętnie hejtować studio, które wielbili jeszcze 3 minuty wcześniej, żadne sentymenty czy przywiązanie nie istnieją... Tym bardziej, że lokalizacja wcale nie przekłada się aż tak znacząco na większą sprzedaż na naszym rynku, więc zainwestowanie np. miliona złotych w lokalizację, żeby sprzedać np. 5-10% więcej (czyli ok. 5-10 tysięcy kopii), niekoniecznie się opłaca.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-11 07:41:49
10.10.2025 22:31
Persecuted
1
Persecuted
164

W dubingu bardziej od głosu liczą się zdolności aktorskie. Posłuchaj sobie występów Roberta Gawlińskiego w Gothic 3, Macieja Maleńczuka w Mass Effect 2 czy Adama "Nergala" Darskiego w Risen 2. Wszyscy trzej panowie są wokalistami i głosu im odmówić nie można, ale aktorsko... aż uszy więdną.

10.10.2025 22:20
Persecuted
Persecuted
164

Gdyby próbować zmusić ich regulacjami, to po prostu całkiem zrezygnowaliby z oficjalnego wydawnictwa w naszym kraju. W dobie dystrybucji cyfrowej i zanikających pudełek i tak by to wiele nie zmieniło, bo gracze z Polski nadal mieliby dostęp do tych gier i wydawca nadal mógłby na nich zarabiać, tylko nieco bardziej na około.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-10 22:20:44
10.10.2025 22:12
Persecuted
Persecuted
164

Portugalia + Brazylia bezapelacyjnie przebijają Polskę pod względem sprzedaży gier. Brazylia ma ponad 212 milionów ludzi, z czego szacuje się, że mniej więcej połowa to gracze. Sprzedaż gier AAA spokojnie dobija u nich do 300 tysięcy egzemplarzy w ciągu pierwszego roku od premiery w przypadku "zwykłych" gier, natomiast w przypadku dużych hitów, mówimy nawet o 500 tysiącach, czyli ilości, której chyba jeszcze żadna gra w Polsce nie osiągnęła (przypominam, chodzi o pierwszy rok od premiery, nie całkowitą sprzedaż). Dorzuć do tego ok. 100 tysięcy kopii w Portugalii i wnioski nasuwają się same.

Generalnie gry to biznes, więc inwestuje się w to, co się najbardziej opłaca. Język polski się niestety mało opłaca i w tym sensie jest w tej samej grupie co czeski czy węgierski, tzn. języków niszowych, ściśle powiązanych z pojedynczym rynkiem. Polacy relatywnie mało wydają na gry, zwłaszcza za premierową cenę (do czego przyczyniają się też niekorzystny przelicznik na Steamie i piractwo), więc wydawcy traktują nasz rynek coraz bardziej po macoszemu, przycinając koszty nawet na napisach.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-10 22:15:48
10.10.2025 18:09
Persecuted
odpowiedz
6 odpowiedzi
Persecuted
164

Powiem osobiście, że ja bym bardzo chciał, żeby była pełna polska lokalizacja. Tylko że to wtedy rodzi taką kolej rzeczy, że: „a to dlaczego nie francuska”, „dlaczego nie niemiecka”, „dlaczego nie chińska”. Chiny to ogromny rynek przecież.

O tym też rzadko się pamięta. Bo gdy już developer / wydawca uciuła kasę na lokalizację inną niż angielska, to dlaczego miałby zrobić akurat polską? Czemu patriotyzm(?) miałby wziąć górę nad logiką biznesową?

Przecież nawet Wiedźmin 3, do dziś uchodzący za grę, która w growej historii naszego kraju osiągnęła prawdopodobnie najlepszy wynik sprzedażowy w kategorii tytułów AAA, w ciągu roku od premiery rozeszła się w ledwie 300 tysiącach kopii, co stanowiło ok. 3% całości (czyli ok. 20 milionów kopii ze sprzedaży globalnej). Natomiast takie "normalne" tytuły, po roku zwykle dobijają do ok. 100 tysięcy egzemplarzy. A jak coś nie jest wielkim hitem lub grą niższej kategorii (AA) to bardziej 50-60 tysięcy. Dlatego mnie nie dziwi, że nasz rynek nie jest rozpieszczany lokalizacjami. Nie chodzi i niechęć do polskich graczy, tylko nieopłacalność.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-10 18:11:11
09.10.2025 15:48
Persecuted
Persecuted
164

Skoki jak skoki, ale sekcje z manekinami w LN II to dosłownie koszmar. Przynajmniej na PC, bo sterowanie kontrolerem wypada ponoć znacznie lepiej.

Ogólnie, o ile jestem fanem serii, tak muszę przyznać, że w LN głównie oprawa i klimat robią robotę, a sam gameplay jest... taki se. Przez 90% czasu całkiem ok, przez 10% frustrujący (gdy zawodzi praca kamery albo nieprecyzyjne sterowanie), ale nawet w tych lepszych momentach, rozgrywka rzadko wybija się ponad przeciętność. Stąd moje nadzieje względem LN III były takie, żeby twórcy utrzymali klimat oryginału i troszkę usprawnili rozgrywkę (zwłaszcza tam, gdzie kulała). Recenzje sugerują, że chyba się udało. No i jestem ciekaw, co teraz pokaże Reanimal.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-09 15:50:03
09.10.2025 12:25
Persecuted
Persecuted
164

Biorąc pod uwagę fakt, że mamy teraz prawicowy cancel-culture na pełnej, to mnie decyzja Ubi wcale nie dziwi. Mając przeciwko sobie Trumpa i jego popleczników, biznesowo zwyczajnie nie ma sensu pakować się w kontrowersyjne tematy, a potem cierpieć z powodu nagonek, review-bombingu, YouTube'owych grifterów, czarnego PR-u itd.

Zresztą, dziś wiele rzeczy, które jeszcze 5-10 lat temu były zupełnie akceptowalne, by nie przeszło. Obecnie to pewnie nawet AC I i II byłby krytykowane np. za "atak na chrześcijaństwo" (bo Altair zabijający fanatycznych krzyżowców w "jedynce" i ekscesy kościoła w "dwójce"), AC III za postawy antyamerykańskie, uderzające w legendę ojców założycieli (zwłaszcza DLC z Waszyngtonem jako dyktatorem), Unity za gloryfikację rewolucji itd.

Tak to teraz będzie wyglądać, bezpieczne, nijakie produkcje, które starają się nie robić absolutnie niczego kontrowersyjnego, żeby przypadkiem nikogo nie urazić i nie paść ofiarą ataków. Gracze (niektórzy) chcieli cenzury, to mają...

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-09 12:36:35
07.10.2025 00:22
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Chciałbym się tym jarać, ale póki co, nic poza grafiką do mnie szczególnie nie przemawia. Gdy azjatycki twórca próbuje robić fantasy w zachodnim stylu, to zawsze mam poczucie jakiejś takiej sztuczności, jakby developerzy nie do końca czuli ten klimat i wstrzykiwali w to wszystko zbyt dużo wschodniej duszy.

05.10.2025 19:13
Persecuted
😂
Persecuted
164

Jeżeli kolor włosów jest miarą woke, to odradzam anime :).

04.10.2025 20:14
Persecuted
Persecuted
164
Wideo

a czemu miałby być przyjazne ?

Bo do tej pory formy życia oparte na "czarnej mazi" nie były wzajemnie wrogie. No a te w serialu są, stąd moja konkluzja, że najprawdopodobniej nie wszystkie są na niej oparte, czyli najpewniej nie pochodzą z jednego miejsca.

sam Kirsh dokładnie to mówi jak chodzi o ułomność ludzi. Więc tak, gardzi ludźmi którzy są wg. niego ułomni.

No ja wiem, ale to jeszcze nie musi oznaczać, że będzie na nich eksperymentować za plecami swojego szefa. To jedna z możliwych opcji, ale jeszcze nie jest przesądzona.

Peter Weyland przecież od 27 lat nie żyje, bo zginął w Prometeuszu.

Stary Weyland tak, ale przecież z późniejszych filmów wiemy, że to właśnie spadkobiercy Weylanda byli głównymi zainteresowanymi xenomorphem, nie ci od Yutani :).

raczej z podłogą oraz dzięki jeszcze potężniejszemu cyborgowi który o tą podłogę Kirszem walnął ;)

No właśnie nie, podłogi nawet nie dotknął... Poza tym, mimo wszystko Kirsh powinien byś dużo silniejszy od Morrowa, koniec końców nadal będącego tylko człowiekiem. Po takim ciosie w tchawicę, Morrow powinien się zwijać na podłodze i kasłać :).

https://www.youtube.com/watch?v=l1clTjBbP8g

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-04 20:18:51
04.10.2025 17:28
Persecuted
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
164

Ogólnie nie było źle, ale całość można podsumować jako: rozkręca się, bo praktycznie żaden wątek nie został domknięty, mimo, że scenarzyści otworzyli ich mnóstwo. Na przykład:

spoiler start

1. Dlaczego różne rodzaje pozaziemskich form życia są wobec siebie wrogie (jak widzieliśmy, oko atakowało xenomorpha). Czy to oznacza, że USS Maginot przywiózł je z różnych miejsc, nie tylko LV 426, i nie są one wytworem tej samej, "czarnej mazi"?
2. Skąd to dziwne zachowanie Kirsha? Czyżby potajemnie pracował dla kogoś z zewnątrz (np. Weylanda, który podejrzanie nie bierze udziału w całej tej korporacyjnej rozgrywce)? A może to kolejna wersja Davida, który zabawia się w szalonego naukowca i bawi się ludzkim życiem, które ewidentnie uważa za ułomne?
3. Skąd te dziwne zdolności u Wendy? Nie dość, że potrafi komunikować się z xenomorphem, to jeszcze z jakiegoś powodu manipuluje elektroniką, nawet na odległość. Wszyscy wydają się być tym zaskoczeni, nawet jej "konstruktorzy".

spoiler stop

No i serial ma oczywiście trochę denerwujących klisz. Ekscentryczny miliarder, którego ewidentnie zgubi jego własna arogancja, bo postanowił sprowadzić super niebezpieczne bestie do własnego domu, zamiast do jednej z setek tajnych baz, które zapewne posiada. Antagonista (Morrow), któremu powinni urwać łeb (albo przynajmniej rękę...) przy pierwszej okazji, ale ciągle darują mu życie, ewidentnie po to, by mógł wracać i sprawiać kolejne problemy. Potężny android Kirsh, którego kręgosłup nie wytrzymuje zderzenia z blaszanym stolikiem o grubości kilku milimetrów itd.

Ja jestem zwolennikiem filmów i seriali pogłębiających samo uniwersum obcego (które uważam za szalenie ciekawe), zamiast klepania kolejnych prostackich slasherów w stylu: zamykamy grupkę ludzi i xenomorpha w ciasnej przestrzeni, a potem patrzymy co się dzieje. To miało swój urok za pierwszym, względnie drugim razem, ale ciężko z tego wycisnąć wiele więcej (Romulus w zasadzie wyczerpał temat na parę lat). Z tego względu, sam kierunek serialu uważam za słuszny, natomiast wykonanie mogło być lepsze. Audio-wizualnie 10/10, aktorsko też świetnie (duże brawa za casting), ale scenariuszowo sporo zabrakło. Spodziewałem się filmu na miarę właśnie Romulusa, który wziął mnie trochę z zaskoczenia i okazał się być świetny, a dostałem raczej przeciętne widowisko, choć z potencjałem (o ile powstaną kolejne sezony).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-04 17:37:21
04.10.2025 13:51
Persecuted
6
Persecuted
164

Nawet dziś, przy ustawieniach ultra na PC, RDR2 wygląda przepięknie. Silnik ma swoje ograniczenia, ale dzięki umiejętnemu gospodarowaniu zasobami (np. więcej poligonów idzie na modele postaci i koni, niż geometrię otoczenia) całość prezentuje się wybornie i mało która gra potrafi dorównać RDR2 malowniczością.

Design zadań faktycznie bywa przestarzały (Rockstar pod tym względem trochę zatrzymał się w epoce PS3) i to może irytować, zwłaszcza w początkowych rozdziałach, ale warto grze dać szansę, bo to istne dzieło sztuki. Rozpatrując poszczególne aspekty indywidualnie, gra nie robi niczego niesamowitego, bo wszystko to gdzieś już widzieliśmy, ale gdy skumuluje się to w jednej produkcji, to w wtedy żadna inna gra nie może się z RDR2 równać. Najbliżej będzie pewnie GTA VI albo RDR3.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-04 14:00:48
01.10.2025 19:01
Persecuted
Persecuted
164

Ehh, jest to wspomniane w książkach bardzo szczątkowo, ale no z tego co pamiętam, to jest - bo Bonhart miał medaliony wiedźmińskie różnych zwierząt

Czytając wypowiedzi Sapka można dojść do wniosku, że on wzory medalionów kojarzył raczej z ich posiadaczami, niż ze szkołą:

"Być może rzucę trochę światła na sprawę wiedźmińskich medalionów, ich znaczenia i powiązania z poszczególnymi osobami?"

Czyli np. wilczy medalion Geralta ma zapewne podkreślać jego naturę, usposobienie i charakter, nie zaś szkołę.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-01 19:02:32
01.10.2025 18:51
Persecuted
Persecuted
164

To ja nie mając książki w ręku od 20 lat pamiętam, że było to wyjaśnione.

W takim razie mam złe wieści, pamięć ci szwankuje...

01.10.2025 17:11
Persecuted
Persecuted
164

krontes

Chyba nie chodzi o jak to napisałeś "niedupuszczalną zbrodnię i gwałt" a o zaprzeczanie samemu sobie. Czyli najpierw mówimy jedno a potem robimy drugie.

A w jaki sposób CDP zaprzeczył samemu sobie?

MH-Kage

Bo w ksiązce było napisane, że nie ma Wiedźminek, ponieważ dziewczynki mają minimalne szanse przetrwania próby traw, proste

To wklej proszę odpowiedni cytat, w którym Sapkowski o tym napisał.

spoiler start

Podpowiedź: nie ma takiego cytatu, bo Sapkowski o tym nigdzie nie napisał.

spoiler stop

Miej pretensje do Sapka że coś takiego kiedyś wymyślił a nie do ludzi którzy chcą żeby uniwersum było spójne światotwórczo.

Spoko, tylko Sapkowski niczego takiego nie wymyślił...

Wiec tworzenie nowych szkół nie zaprzecza oryginalu

No właśnie przeczy, bo w książkach wiedźmini są "ginącym gatunkiem". Ma to sens, biorąc pod uwagę historię Kaer Morhen (pogrom itd.) i zakładając, że inne szkoły nie istnieją. Jeżeli jednak przyjmiemy, że było wiele szkół, to wtedy zanikanie wiedźminów nie będzie mieć sensu. Bo niby dlaczego wszystkie cechy miałyby nagle upaść w tym samym czasie? Dlaczego tajemnica wiedźmińskich mutacji miałaby nagle zaginać, skoro była rozproszona po całym świecie, a nie scentralizowana w jednym miejscu? To przeczy zasadom logiki.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-10-01 18:51:47
01.10.2025 10:39
Persecuted
odpowiedz
13 odpowiedzi
Persecuted
164

Czyli powtórzył, niemalże słowo w słowo, to samo, co powiedział w 2024 roku, udzielając wywiadu dla Gazety Wyborczej - widźmińskie szkoły to daleko idąca nadinterpretacja CDP, która niezbyt pasuje do lore tego świata. Co ciekawe, nikt nie ma problemu z tym, że CDP podchodzi nieraz dosyć swobodnie do materiału źródłowego (w końcu adaptacja rządzi się swoimi prawami). No chyba, że chodzi o wiedźminki, wtedy to już niedopuszczalna zbrodnia i gwałt na prozie mistrza ;].

30.09.2025 19:03
Persecuted
2
Persecuted
164

Po pierwsze, jakie masz dowody na to, że skupili się na "zatrudnianiu tęczowych aktywistów i pisaniu fabuły pod szerzenie lewicowej ideologii", a nie "skupili się po prostu na dostarczeniu dobrej gry"?

Po drugie, skąd pomysł, że jedna kwestia wyklucza drugą? Czyżby nie istniały gry lub filmy, które pomimo mocno wyeksponowanych idei progresywnych, były też dobrze napisane i odegrane? Oczywiście, że istnieją (np. trylogia Mass Effect, Baldurs Gate 3, czy nawet nasz Wiedźmin) ale wolicie to przemilczeć, udając ignorancję, bo to po prostu nie pasuje do waszej kłamliwej narracji.

Właśnie po tym można poznać, że całe to wasze pierdzielenie, że woke = słabe gry jest wyssaną z tyłka manipulacją. Rzeczywistym celem jest wciskanie wszystkim do gardła waszej prawackiej, konserwatywnej ideologii, odbierającej wolność (zwłaszcza twórcom treści) i cenzurującą wszystko to, z czym się nie zgadzacie.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-30 19:41:47
30.09.2025 17:18
Persecuted
Persecuted
164

Dragon Age już został niestety zniszczony przez WokeGuard.

Tak, tak, bo gdyby usunąć z Veilguard wszystkie elementy progresywne, to wyszłaby z tego świetna gra. A nie, czekaj...

Ta wasza toporna, prawacka propaganda, próbująca tworzyć korelacje między progresywizmem a niską jakością gier i filmów, jest już naprawdę nudna. Wymyślcie coś innego, np. reptilian albo kosmitów.

30.09.2025 10:08
Persecuted
😂
Persecuted
164
Wideo

Reakcja prawicy na nowy LOTR --->

https://www.youtube.com/watch?v=LtALBCiZ_0I

29.09.2025 22:35
Persecuted
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
164

Hogwarts Legacy nie było wybitne jako gra, bo wyszedł z tego raczej klasyczny, bezpieczny sandbox, ale świetne sprawdzało się jako mokry sen Potterheadów, list miłosny do fanów uniwersum. Jeżeli to porównanie zostało użyte właśnie w tym kontekście i ta nowa gra będzie dla uniwersum LOTR tym, czym było Hogwarts Legacy dla uniwersum HP, to jaram się. Możliwość zwiedzenia otwartego świata Śródziemia z nowoczesną, realistyczną oprawą, byłaby niesamowita. Ostatni raz dało się to zrobić w... LOTR Online, jakiś pierdyliard lat temu.

22.09.2025 17:50
Persecuted
1
Persecuted
164

Commodore Maxi nie ma klasycznych portów i ogólnie z oryginalnym sprzętem ma niewiele wspólnego, bo siedzi w nim software'owy emulator, który czyta tylko ROM'y, ale kartridży czy peryferiów (np. drukarki czy stacji dyskietek) już nie. Ten nowy C64 ma z kolei posiadać oryginalne porty (obok współczesnych) i odpalać gierki (oraz wszystko inne) w pełni sprzętowo. Ma na nim działać niemal wszystko to, co działało z oryginałem, wliczając w to peryferia.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-22 17:52:12
22.09.2025 16:31
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Marzy mi się RTS gdzie rzeczywiście potrzebna jest jakaś głębsza taktyka/strategia a nie " kto szybciej klika". Gdzie jest potrzebna kompozycja w różnym stopniu piechoty,wsparcia,lotnictwa,ciężkiego sprzętu ( w zależności w jakim uniwersum/okresie dzieję się gra).

Company of Heroes.

22.09.2025 16:27
Persecuted
1
odpowiedz
Persecuted
164

Niby fajne dla retro gadżeciarzy, ale płacić 1000 zł lub więcej za komputerek o raczej niewielkiej funkcjonalności czy ilości zastosowań? O ile rozumiem chęć posiadania odrestaurowanego oryginału, bo to swego rodzaju artefakt z innej epoki technologicznej, to reprodukcja, mimo że całkiem wierna i w pełni funkcjonalna, wydaje się dosyć... bezcelowa? 16-bitowy sprzęt miałby o wiele większe możliwości i zasób gier (a nawet potencjał na nowe produkcje), a 8-bit to jednak spore ograniczenie. W Commodore BASIC też raczej nikt niczego klepać nie będzie, więc dla mnie trochę sztuka dla sztuki, ale fajnie, że jest popyt.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-22 16:28:38
22.09.2025 11:16
Persecuted
5
Persecuted
164
Wideo

Dokładnie tak. Prawica wychodzi z założenia, że ona może wszystko - cancelować, wyśmiewać, szydzić, obrażać, cenzurować, zastraszać, czy ogólnie atakować dowolną grupę lub jednostkę w każdy możliwy sposób, nie wyłączając manipulacji i zwykłych kłamstw, za które nigdy nie przeprasza i których nigdy nie prostuje, choćby nawet została złapana za rękę i postawiona pod ścianą. Gdy natomiast jakieś jednostki po "drugiej stronie" sięgają po podobne metody, choćby nawet przy ogólnej dezaprobacie swojego własnego środowiska liberalnego czy lewicowego, to prawica nakręca dramat, jakby doszło do światowego kataklizmu i ataku na największe świętości.

Nazywa się to potocznie "We go low, you go high" i dobrze wyjaśnił to pewien amerykański publicysta (ogólnie polecam cały jego cykl "Alt-Right Playbook"):

https://www.youtube.com/watch?v=MAbab8aP4_A

To zwykły cynizm i obłuda w najczystszej postaci, ale plemienność bierze górę i ludzi biją brawo, bo najważniejsze, że "nasi wygrywają!". Ci sam ludzie, którzy odmieniają "tradycyjne wartości" przez wszystkie możliwe przypadki i leżą krzyżem w kościele w każdą niedzielę... A korzystają na tym głównie elity (miliarderzy, politycy, CEO wielkich korporacji), kosztem właśnie zwykłych, łatwowiernych ludzi, których zmanipulowali do obrony swoich interesów. To jest myśl prawicowa / konserwatyzm w pigułce, ogłupić masy do tego stopnia, by przywileje elit (często zdobyte nieuczciwie, przez wyzysk, nepotyzm, korupcję i przemoc) stawiały ponad swój własny dobrostan. Proklamowany konserwatyzm takiego np. Trumpa jest płytki jak kałuża, ale niektórym wystarczy zamachać flagą narodową czy biblią (i nie trzeba jej nawet otwierać) przed nosem i zrobią dla ciebie wszystko... Nawet w Polsce spora część respondentów, zapytana o powód oddania głosu na Nawrockiego, odpowiedziała "bo jest wierzący i mocno religijny"... Nie tylko jest to bujda cynicznie wykreowana na potrzeby wizerunku medialnego, ale nawet gdyby to była prawda, to jakie to ma znaczenie w kontekście polityki krajowej czy międzynarodowej sporego, europejskiego państwa?! Czy "religijność" to jest kompetencja głowy państwa? W Iranie może tak, ale w Polsce?!

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-22 11:41:09
18.09.2025 15:27
Persecuted
Persecuted
164
Image

W tej to idziemy od markera do markera

Czyli jak w każdej nowoczesnej grze RPG? "Jedynka" też była liniowa, tylko nie miała markerów... bo nie było w niej mapy ani kompasu. Natomiast jak najbardziej ma być otwarty (choć nieduży) świat i zadania poboczne.

No, ale jednak nawet wybierajac klan diametralnie zmienia rozgrywke i sposoby przechodzenia gry

Tylko Malkavian i Nosferatu, reszta oferuje bardziej kosmetyczne zmiany. Byłoby inaczej, gdyby gra pozwalała trzymać się określonego stylu rozgrywki, ale tak nie jest, bo ona wymusza np. walkę czy skradanie i ma w tyłku twój "build".

Wez pod uwage wiek tej gry. Faktycznie dzisiaj ta gra moze nie robic wrazenia.

No nie robi, dlatego BL2 nie idzie w jej ślady. Jak właśnie oczekuję bardziej RPG na modłę Mass Effecta czy Wiedźmina 3, niż immersive sim'a (jakim było pierwsze BL1), więc mnie ta zmiana kierunku odpowiada. Jakość pisarstwa będzie kluczowa.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-18 15:30:02
18.09.2025 01:35
Persecuted
Persecuted
164

Ale fakt, Bloodlines 2 ma już niewiele wspólnego z gatunkiem RPG - to bardziej Immersive Sim w stylu Dishonored i nawet twórcy się nie kryją, że inspirowali się tą grą.

Właśnie na odwrót, to pierwsze BL bardziej przypomina ubogiego immersive sima, bo tam praktycznie cała wolność gracza sprowadza się do wyboru sposobu dostania się w jakieś miejsce (perswazja, uwodzenie, zastraszanie, hackowanie, otwieranie zamków, szyby wentylacyjne, dyscypliny). Z kolei wyborów stricte fabularnych jest jak kot napłakał, a takich z konsekwencjami jeszcze mniej, to w dużej mierze liniowa, gra, która toczy się jak po sznurku i nie oferuje alternatywnych rozwiązań, co najwyżej jakieś dodatkowe linie dialogowe bez znaczenia. Za to BL2 ma niby iść w drugą stronę, mniej wolności czysto gameplayowej (nie ma tam hackowania czy otwierania zamków, tego typu przeszkody rozwiązuje telekineza), ale więcej decyzji fabularnych i budowania relacji z postaciami. Jak będzie, zobaczymy.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-18 01:38:19
18.09.2025 01:20
Persecuted
Persecuted
164

Pierwsza czesc stala wyborami i wolnoscia.

Jak się patrzy przez różowe okulary nostalgii, to tak...

Właśnie ogrywam pierwsze BL, szykując się na premierę "dwójki", i nasuwa mi się takie stwierdzenie, że jest to dobrze napisana historia ze świetną atmosferą i klimatem Świata Mroku, ale przy tym dosyć marne RPG (na tle współczesnych standardów) i jeszcze gorsza gra jako taka. Całość jest strasznie liniowa i praktycznie nie oferuje znaczących wyborów w zakresie fabuły czy questów, a nawet jeżeli, to w zasadzie nie nakładają one na gracza żadnych długofalowych konsekwencji, jak ma to miejsce chociażby w Wiedźminie, gdzie jakaś decyzja potrafi odbić nam się czkawką wiele godzin gry później. To nie jest też New Vegas, gdzie możesz np. w trakcie zadania, polegającego na zabiciu kogoś, dogadać się z niedoszłą ofiarą, a potem wyeliminować zleceniodawcę... lub wykiwać obu. Tutaj wszystko leci jak po sznurku, a gra co najwyżej pozwala ci zdecydować, czy chcesz kogoś zabić, czy darować mu życie, przy czym fabularnych konsekwencji tej decyzji nie ma żadnych, bo ten NPC tak czy inaczej znika z gry (np. opuszcza miasto), co najwyżej gra nagrodzi cię punktami człowieczeństwa czy maskarady...

Z tą wolnością to też średnio, bo bardzo często gra sugeruje ci preferowany sposób wykonania zadania, wymuszając skradanie albo walkę, niezależnie od buildu twojej postaci czy wybranego klanu. Tak, bywa, że możesz to zignorować, ale wtedy gra jasno daje ci do zrozumienia, że spieprzyłeś, bo NPC jest na ciebie wściekły i dostajesz mniejszą nagrodę za swój wysiłek (np. misja na statku czy w muzeum). Jedyna faktyczna wolność sprowadza się do przedostania się w jakieś miejsce, bo wtedy faktycznie masz spory wybór - perswazja, uwodzenie, zastraszanie, hackowanie, otwieranie zamków, szyby wentylacyjne, dyscypliny (magia). Ale to też nie zawsze, bo czasem masz wykonać sekwencję dokładnie tak, jak gra ci każe i koniec gadania.

To się mogło podobać w 2004 roku, ale minęło 20 lat i RPG poszły do przodu. Dziś gry z tego gatunku rzadziej stawiają na "cyferki", "tabelki" czy rzuty kością, a częściej na emocje, wybory moralne i ich konsekwencje. Odnoszę wrażenie, że właśnie taką grą chce być BL2 (czy będzie, to się dopiero okaże) i mnie to cieszy, bo właśnie takie RPG'i lubię najbardziej.

rozgrywka/wybory jest plytka jak kaluza.

I wiesz to, nie grając nawet sekundę?

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-18 01:30:16
17.09.2025 20:17
Persecuted
Persecuted
164

zamiast po prostu normalnie ulepszyć grę

Zo opisu wynika, że dokładnie to robią, wywalając i przerabiając mniej udaje elementy oryginału. Ich obecny system RPG-owy może nie jest idealny, ale na pewno lepszy od tego klasycznego, opartego na kontrze. A lepszym w swoim portfolio po prostu obecnie nie dysponują. Może opracują coś na potrzeby nowej odsłony (czyli pewnie Hexe).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-17 20:18:38
17.09.2025 20:08
Persecuted
Persecuted
164

Najbardziej nie rozumiem czemu nie zrobili Remaków pierwszych Asasynów (tak od 1 do Revelations) w stylu...

...AC Unity!

Bo oni nie robią remake'u Black Flaga dlatego, że nagle postanowili robić remake'i starszych Assassynów, tylko chcą odzyskać trochę kasy utopionej w Skull and Bones. Jeżeli im wypali, to może rozważą kolejne, ale raczej nie należy się spodziewać odświeżenia także innych odsłon.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-17 20:09:39
14.09.2025 10:25
Persecuted
Persecuted
164

W poprzedniej odsłonie, czyli Village, miałeś chłopa, tak samo jak w RE7 i RE4 remake. Ostatnia babeczka była w RE3 remake z 2020 roku i to do spółki z chłopem (Carlos), podobnie zresztą jak w RE2 remake z 2019 roku, gdzie Claire dzieliła grę z Leonem. Jeżeli natomiast plotki się potwierdzą, to także w RE9 Leoś ma się pojawić.

14.09.2025 10:18
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Oby nie poszli śladami DS3 i nie zrobili z tego souls-like'a, bo to byłaby porażka.

14.09.2025 09:48
Persecuted
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
164

23 lata po Warcraft III i 15 lat po StarCraft II: Wings of Liberty kampania RTS-a nie powinna być tak bezbarwna i pozbawiona życia. Pasja nie równa się sukcesowi. 6/10.

Ten komentarz warto zadedykować tym, którzy jak mantrę powtarzają, że "Wystarczy robić gry z pasji, a to zagwarantuje sukces finansowy"...

Otóż nie, i dlatego ludzie nie powinni być zaskoczeni, że duże studia wybierają sprawdzone, bezpieczne, ale i nudne rozwiązania, bo to po prostu zwiększa ich szansę na zarobek. Ambicja bardzo często wcale nie popłaca, a przynajmniej nie w wysokim segmencie budżetowym.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-14 09:49:24
12.09.2025 13:31
Persecuted
5
Persecuted
164

RobMelooda

wasze podwójne standardy do tego nie dopuszczą

W sensie? Przecież ta kobieta została szeroko skrytykowana przez stronę liberalną i niemal natychmiast straciła pracę. Podobny los spotkał zresztą Gretchen Felker-Martin, twórczynię komiksów, która również w niewybredny sposób zażartowała sobie ze śmierci Kirka. Babka nie tylko ekspresowo wyleciała z roboty, ale też anulowano komiks, za który była odpowiedzialna - Red Hood, kończąc jego żywot już po pierwszym zeszycie. Gdzie tu widzisz podwójne standardy? Poszukaj ich lepiej po prawej stronie, która nie widzi niczego złego w prześladowaniu czy nawet mordowaniu "lewaków". U nich za takie wpisy nikt pracy nie traci, wręcz przeciwnie, zbiera łapki w górę i polubienia, bo przecież tylko korzysta z wolności słowa i nie ma w tym niczego złego...

TheFrediPL

A czemu rzutujesz postawę jednostek, na całe środowisko? Przecież w każdej grupie znajdują się czarne owce, to po prostu nieuniknione. Najważniejsza jest reakcja danego środowiska i to po niej poznasz jego prawdziwe intencje. Tutaj strona liberalna zareagowała natychmiast, stosując krytykę i bolesne reperkusje (utratę pracy). A teraz porównaj to sobie do reakcji środowisk prawicowych, które z nienawiści i pogardy do innych uczyniły swój znak rozpoznawczy, w podobnych sytuacjach jedynie poklepując swoich popleczników po ramieniu, bo przecież nie zrobili niczego złego...

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-12 13:37:28
12.09.2025 10:56
Persecuted
5
Persecuted
164

arianrod

Oni są "edgy" tylko wtedy, jak trzeba opluć albo wyśmiać jakiegoś "pedała", "czarną lesbę" czy innego "lewaczka", bo hej, na tym polega przecież wolność słowa, o którą będziemy walczyć do ostatniej kropli krwi! No chyba, że chodzi o wolność słowa w drugą stronę, wtedy prawicowe płatki śniegu się oburzają...

Żeby nie było, moim zdaniem będąc osobą w jakimś tam sensie publiczną, nie powinno się pochwalać zabójstwa, choćby nawet dotyczyło największego śmiecia, więc zwolnienie tej kobiety uważam za słuszne i zasadne (przede wszystkim wizerunkowo).

Niestety, podwójne standardy obowiązują i gdy sytuacja dotyczy drugiej strony, to wtedy jak najbardziej można wyśmiewać, wyszydzać, a nawet gratulować zabójcy słusznej postawy, jak to miało miejsce w przypadku morderstwa demokratki Melissy Hortman i jej męża...

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-12 11:51:45
12.09.2025 10:21
Persecuted
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
164

zwłaszcza bardziej poważny tytuł w kosmosie który chyba nawet nigdy się dobrze nie sprzedawała (Starfield, Anthem, Dead Space Remake, ostatni Cronos).

Bo "tytuł w kosmosie" to pojęcie w zasadzie nieskończenie pojemne, tak jak "gra o zombie" i można tu upchać niemal wszystko. Ale na dobrą grę kosmiczną, zwłaszcza taką w stylu tego, czym Starfield miał wedle obietnic być, czeka bardzo wielu ludzi, i to już od lat.

10.09.2025 14:45
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Shadoukira

Polecam przeczytać ten wpis w oryginale, tam jest to lepiej wyłożone.

wszyscy się spodziewali rozbudowanej gry RPG, gdzie możemy się wcielić w role wampira i kształtować swoją historię w tym świecie, a tu się nagle okazuje, że ta gra pewnie z RPG dużo wspólnego mieć nie będzie...

Czyli tak jak w "jedynce" i właśnie o to twórcom chodziło, o opowiedzenie konkretnej, zwartej historii, zamkniętej w twardych ramach, a nie takiej otwartej, sandboxowej, gdzie możesz być kim chcesz, robić co chcesz, iść gdzie chcesz, tak jak ma to miejsce chociażby w grach Bethesdy. Autor oryginalnego wpisu całkiem dobrze to podsumował:

"While the idea of a Baldur's Gate 3-scale Vampire: The Masquerade game is certainly appealing, the original Bloodlines was a relatively self-contained, mission-based game, taking you from A (for Ankaran Sarcophagus) to B (for Beckett or bloody demise - you choose) with side-quests along the way. A fully open-world VTM RPG could be amazing, sure, but Bloodlines 2's linearity feels more in-line (pun intended) with the original game."

Ostatecznie dostaniemy jakiś mało ciekawy rozwój postaci, dialogi gdzie nasze wybory nie będą miały większego znaczenia i korytarzowy świat, w którym nie będzie co zwiedzać. (tak mniej więcej to opisywali na CD-Action).

No właśnie w innych źródłach piszą, że tak nie jest. Gra nie jest sandbxem, ale ma zaoferować aż 12 różnych zakończeń, a wybory dialogowe mają być właśnie głównym sposobem kształtowania historii. Znaczenie ma odgrywać zarówno to, co mówimy, ale też jak. Ponoć nie wystarczy wybierać "uprzejmych" odpowiedzi, by odgrywać "dobrą postać". Czasem trzeba grać na ostro (tj. dyskutować z pozycji siły, jako starszy wampir), by zyskać sobie szacunek i nie zawsze też warto pytać o wszystko, bo zbyt wiele pytań, lub ich niewłaściwy ton, może zirytować rozmówcę.

Czyli właściwie szykuje się coś na wzór gry akcji z elementami RPG, gdzie jak na razie wydaje się, że ani akcja ani elementy RPG nie stoją na wysokim poziomie. Została nadzieja, że fabuła i postacie będą dawać radę...

Czyli dokładnie jak np. Mass Effect 2. Kulawa walka, bardzo okrojone mechaniki RPG, ale za to "pisarstwo" ratuje całość, czyniąc ją jednym z moich ulubionych RPG wszechczasów. Zresztą, pierwsze Bloodlines to też beznadziejna, niedokończona gra. Fabuła jest świetna, klimat jeszcze lepszy, ale rozgrywka posysa po całości. Byłem w stanie ukończyć ja tylko raz i więcej nie zamierzam, bo to toporne, okropne doświadczenie. No chyba, że powstanie remake.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-10 15:02:41
06.09.2025 22:17
Persecuted
Persecuted
164

Cyfrowo tak, ale fizyczne edycje premium mogą zostać, bo one zawierają fizyczne dodatki dla kolekcjonerów.

04.09.2025 20:29
Persecuted
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
164

To w sumie jedna z niewielu nowych gier, które wzbudzają we mnie jakieś większe emocje, więc liczę na to, że nie zawiodą.

04.09.2025 15:13
Persecuted
Persecuted
164
Wideo

Marder

The Medium to gra osadzona w 1999 roku, a nie we współczesności i tam cała estetyka też ocieka klimatem poprzedniej epoki (w końcu transformacja nie zaszła magicznie w ciągu jednej nocy, zaraz po okrągłym stole, tylko trwała dekady). Np. mieszkanie z początku gry to czyste lata 80., miejscówka wyrwana żywcem z PRL, podobnie jak późniejszy hotel.

https://www.youtube.com/watch?v=f5NSArpKhTo

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-04 15:13:27
04.09.2025 09:57
Persecuted
1
Persecuted
164

Tasdeadman

Bo to są cechy unikatowe. Polska mimo malowniczości jest bardzo nijaka, mało charakterystyczna. Nowoczesna Polska niezbyt się różni od typowych miejsc Europy.

Ale podobnie jest chociażby z amerykańskimi metropoliami. Ludzie kojarzą konkretne miejscówki nie dlatego, że są takie wyjątkowe (pomijając znane obiekty jak np. statua wolności czy aleja gwiazd), ale dlatego, że widzieli je dziesiątki razy w filmach, serialach i grach. Ja z południowo-azjatyckich miast kiedyś umiałem rozpoznać w zasadzie tylko Tokio, głównie dzięki anime. Dziś natomiast, dzięki rosnącej popularności koreańskich filmów i seriali, bez problemu jestem w stanie zidentyfikować także Seul.

Zmierzam do tego, że można zagranicznych odbiorców "nauczyć" jak wygląda współczesny Kraków, Poznań czy Warszawa, tylko to wymaga pracy, której nikt nie chce wykonać. A skorzystalibyśmy na tym wszyscy, promując nasz kraj za granicą.
Pamiętam zwiedzanie wirtualnej Boliwii w GR: Wildlands. Rząd tego kraju oburzał się na Ubisoft, że zostali strasznie negatywnie przedstawieni (jako upadły kraj, zarządzany przez baronów narkotykowych), co finalnie doprowadziło do zmiany polityki Ubi, zgodnie z którą w ich grach trafiamy już tylko do fikcyjnych miejscówek, żeby nikt się nie czepiał (np. Yara zamiast Kuby). Niemniej wielu graczy (w tym także ja sam), autentycznie zafascynowało się tym krajem, doceniając piękne krajobrazy, klimat czy różnorodność biosfery. Wcześniej miałem zerowe pojęcie o Boliwii, ale po zagraniu zacząłem o niej czytać i nabrałem chęci, by kiedyś ją odwiedzić. Z Polską mogłoby być podobnie, ale takiego efektu raczej nie osiągniemy ciągłą PRL-yzacją, czyli w sumie gloryfikacją dziadostwa z czasów słusznie minionych...

Ile znajdziesz gier dziejących się Niemczech po upadku muru berlińskiego?

Gier niewiele, ale filmów i seriali trochę jest, dzięki którym kojarzę nawet nie tyle konkretne lokacje, co architekturę, dzięki czemu umiem rozpoznać "niemieckie krajobrazy".

post wyedytowany przez Persecuted 2025-09-04 10:10:50
03.09.2025 18:56
Persecuted
2
odpowiedz
6 odpowiedzi
Persecuted
164

Czemu polskość w grach to zawsze musi być epatowanie czasami II wojny światowej albo PRL'em? Trochę tak, jakby twórcy myśleli sobie "skąd ludzie będą wiedzieli, że miejscem akcji jest Polska, jeżeli nie walniemy tam mieszkania z meblościanką, rozkładanym tapczanem i szklankami w metalowych koszyczkach?". Smutne to dla mnie, że nasza tożsamość kulturowa czy "estetyka" są dla wielu tak nierozerwalnie związane z Polską Ludową...

25.08.2025 15:12
Persecuted
Persecuted
164

Jedynie boli mnie trochę to, że gra jest ewidentnie szykowana pod DLC, gdzie w każdym nowym DLC będzie pewnie dodawana nowa rasa z nową rozbudowaną kampanią.

Jeżeli tak zrobią, to tym bardziej będzie warto zaczekać na edycję kompletną, z Tau, Chaosem, Tyranidami itd.

Mnie na pewno cieszy to, że pojawi się Adeptus Mechanicus jako odrębna frakcja (patrz mój avatar ;d), no i obiecywane przez twórców 70+ misji. Jeżeli to będzie kampania na miarę tej z WarCrafta 3 i TFT, to kto wie, może dam szansę na premierę :). Byle tylko nie był to ciąg zadanek w stylu: wybuduj armię używając nowej jednostki udostępnionej w tej misji, zniszcz bazę wroga, powtórz 70 razy...

25.08.2025 15:12
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Doczytałem, że Adeptus Mechanicus pojawi się na premierę jako odrębna, grywalna frakcja. +1 do oceny ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2025-08-25 15:13:40
25.08.2025 12:13
Persecuted
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
164

Dla mnie to spoko informacja, bo mnie w RTSach najbardziej obchodzi właśnie kampania i w sumie niewiele więcej (zwykłe potyczki nudzą mi się już po kilku meczach), ale nie jestem pewien, czy to podejście będzie trafne biznesowo. Najdłużej żyją te RTSy, które mają żywą i oddaną społeczność w trybie on-line, a bez dobrych trybów sieciowych, wielu graczy uważa zakup za nieopłacalny.

Ja bym najbardziej chciał kampanię w stylu Total War, czyli z mapą taktyczną i samodzielnym decydowaniem o kierunku podboju. Taki tryb ma po prostu większe replayability, jest mniej "jednorazowy". Bo za kampanię w postaci liniowych misji, to ja bym na pewno nie dał 250-300 złotych, tylko czekał na cenę rzędu 50-100 zł. Ale bez premierowej sprzedaży (i premierowych zysków) projekt może się okazać niewypałem dla wydawcy i wbić kolejny gwóźdź do trumny całego gatunku.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-08-25 12:22:12
21.08.2025 18:01
Persecuted
Persecuted
164

Ja rozumiem działanie gospodarki w Anno, ale mi chodzi bardziej o to, że w starszych odsłonach zawsze było tak, że określone potrzeby mieszkańców zaspokajało się poprzez rozlokowanie ich w określonym promieniu od danego obiektu, np. kościoła czy stacji metra. Tyle tylko, że ten promień był zawsze nierealistycznie mały, więc zagęszczenie obiektów "emitujących" zaspokojenie danej potrzeby, z czasem tylko rosło i to zawsze psuło wizualny aspekt miasta, dodając mu sztuczności i makietowości. Tym bardziej, że te gry zawsze nagradzały min-maxowanie produkcji zasobów i optymalizację przestrzeni pod kątem wydajności, a niekoniecznie wygląd krajobrazu, więc gracze szybko opracowali efektywne wzorce zabudowy, zupełnie jednak pozbawione waloru estetycznego. I ja wiem, że te "przestrzenne puzzle" zawsze były częścią zabawy, ale szczerze, ja bym je poświęcił w zamian za bardziej realistycznie miasta. Jak? Np. wprowadzając ulepszanie budynków, zamiast ich mnożenia. Typu stawiasz świątynię i ona zapewnia potrzebę wiary na obszarze koła o promieniu 100 metrów. Potem ulepszasz i promień rośnie do 200, następnie do 300, 400 itd. Czyli nadal musisz inwestować zasoby w rozbudowę, ale nie musisz już szukać miejsca na kolejne kopie tego samego budynku.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-08-21 18:02:56
21.08.2025 14:44
Persecuted
2
Persecuted
164

DEI? A może po prostu to ty siejesz propagandę?

Bo dokładnie o to chodzi. "Dobro gier" to tylko chwytliwy slogan dla naiwnych, a prawdziwym celem propagandystów anty-woke jest i zawsze było upolitycznienie gier, poprzez wpychanie do nich swojej skrajnie prawicowej ideologii. Od wygranej Trumpa już nawet się z tym nie kryją i wprost przyznają, że jest to część Projektu 2025, który nie może zostać wdrożony w życie bez całkowitego opanowania pop-kultury, a więc gier, filmów czy komiksów. Stąd właśnie biorą się te zmasowane ataki trolli, które mają za zadanie zniszczyć każdy znaczący podmiot (developera, wydawcę, reżysera, wytwórnię filmową itd.), który ideologicznie nie stoi po ich stronie. Takie zachowanie służy przede wszystkim zastraszaniu i wymuszaniu posłuszeństwa (lub przynajmniej bierności i nieangażowania się w żadne akcje progresywne). To dosyć typowa taktyka faszystów, tylko tym razem bardziej "w białych rękawiczkach".

post wyedytowany przez Persecuted 2025-08-21 14:46:52
21.08.2025 11:52
Persecuted
Persecuted
164

nadrabiała jednak całość niepowtarzalnym klimatem.

No właśnie, ale z jakiegoś powodu w BL2 to już nie wystarcza :).

- Właściwie dlaczego podobało ci się BL1? Przecież ta gra była w opłakanym stanie pod względem technicznym, miała okropny system walki i była wyraźnie niedokończona (druga połowa to już w zasadzie nie roleplay, tylko raczej kiepska nawalanka, wypakowana mozolną walką).
- Ale miało fajną fabułę i świetny klimat!
- Zgadza się, ale BL2 akurat na tym polu też zapowiada się spoko. Z dostępnych materiałów wynika, że pomimo przeciętnej grafiki, klimatu jej odmówić nie można. Jakość fabuły będzie można ocenić dopiero po zagraniu, ale pierwsze urywki wskazują na naprawdę niezłe pisarstwo i aktorstwo.
- Ale nie jest idealnie taka jak "jedynka"!
- No nie jest, ale nadal może mieć kluczowe zalety, za które pokochałeś pierwszą odsłonę, która przecież też nie była wolna od wad, prawda?
- Spier***...

Rozumiem miłość fana, ale niektórzy wynoszą to aż do absurdu, dosłownie skreślając grę z powodu jakichś detali. Bawi mnie też fakt, że większość ma w tyłku Świat Mroku, który przecież BL i BL2 adaptują. Wydać wyraźnie, że studio The Chinese Room ma większe rozeznanie na tym polu, stąd np. decyzja o graniu jako elder, a nie thin-blood, który zgodnie z zasadami TWOD nie ma realnej możliwości zastania pełnoprawnym kainitą (kindred), inaczej niż przez bardzo rzadką diabolizację (diablerie). "Jedynka" miała na to wywalone i nasz "cienias" potrafił rozgromić starszyznę w kilka tygodni po swoim "przebudzeniu"... bo tak, więc ludzie oczekują, że BL2 powinno być równie złą adaptacją, skoro kultowy pierwowzór tak robił...

post wyedytowany przez Persecuted 2025-08-21 11:59:38
21.08.2025 11:35
Persecuted
Persecuted
164

To nie chodzi o "jaja", tylko o podaż i popyt. Klasyczne RTS'y niemal wyginęły nie bez powodu, a odtworzenie 1:1 formuły takiej gry, przy jednoczesnym, wysokim budżecie projektu, to proszenie się o bankructwo. Rynek to weryfikuje, gdyby gracze chcieli kupować takie RTS'y w stylu DoW czy StarCrafta, byłaby ich cała masa. Ale nie chcą (z różnych powodów), stąd eksperymenty i próba "wstrzykiwania" do formuły czegoś nowego.

21.08.2025 11:20
Persecuted
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
164

Nowy układ siatki sprawił, że miasta nareszcie mogą wyglądać dużo bardziej naturalnie i to na ogromny plus. Oby tylko nie było budynków "zasięgowych", z obszarem oddziaływania mierzonym za pomocą okręgu, bo one wymuszają powtarzalność zabudowy, która strasznie zaburza wizualną naturalność krajobrazu.

21.08.2025 11:15
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Fajny pomysł, taka niby survivalówka, ale z jasno wytyczonym celem i potrzebą pozostawania w ruchu, zamiast budowania wielkich, stacjonarnych baz czy fabryk.

20.08.2025 22:08
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Po obejrzeniu dłuższych gameplay'ów mogę stwierdzić, że grafika nie jest najwyższych lotów, a walka wypada dosyć chaotycznie, ale z drugiej strony, tak dobrze nie słuchało / oglądało mi się dialogów od czasów Wiedźmina 3 czy serii Mass Effect (żeńska Phyre ma ciężki, ale sympatyczny akcent, więc moim zdaniem dobór aktorki na plus). Nie mogę oczywiście ocenić całego pisarstwa czy nawet jakości samego scenariusza, bo do tego trzeba ukończyć grę, ale dostępne zapisy dema zrobiły na mnie dość pozytywne wrażenie i nawet zachęciły mnie do kupna.

post wyedytowany przez Persecuted 2025-08-20 22:09:58
20.08.2025 18:31
Persecuted
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
164

Podoba mi się gameplay (fajnie, że twórcy w przerywnikach korzystają z kamery FPP i TPP, niezależnie od naszego wyboru), aczkolwiek nadal nie jestem fanem przeciwników typu "nieśmiertelny stalker". W Alien Isolation to działało, bo tam cała zabawa polegała na tym, że Xenomorph nie może nas wykryć, bo jak wykryje, to mogiła (a przynajmniej przez dużą część gry, bo potem pojawia się miotacz ognia...). Ale RE robi to inaczej, bo tutaj napięcie budowane jest na odwrót, przez sekwencje, w których przeciwnik nas wykrył (czasem nie z naszej winy, tylko za sprawą skryptu) i zaczyna się wyreżyserowana "sekcja ucieczkowa", w której musimy dostać się w określone miejsce, nie dając się przy tym zabić (unikając strzałów z wyrzutni rakiet czy ataków mackami). Poza tym, Isolation miał raczej proste cele misji - użyj terminala, naciśnij guzik, odblokuj drzwi itd. Z kolei RE stawia zazwyczaj na dużo bardziej skomplikowane i złożone zagadki, nieraz wymagające odwiedzenia wielu pomieszczeń w odpowiedniej kolejności i lawirowania pomiędzy przeszkodami, a rozwiązywanie ich z ciągłym wymijaniem nieśmiertelnego prześladowcy bywa zwyczajnie męczące. Np. wydaję mi się, że ten wisiorek trzeba włożyć w ten posąg, ale nie mogę tego teraz zrobić, bo kręci się tam Mr. X. Pięć minut później, gdy menda wreszcie pójdzie sobie gdzie indziej, używam wisiorka zgodnie ze swoim pomysłem i... klops, zła koncepcja, zmarnowałem tylko czas i muszę powtórzyć cały proces w innym miejscu (czasem wracając jeszcze po drodze do skrzynki po inny przedmiot, bo w RE nie opłaca się targać wszystkich przedmiotów fabularnych przy sobie ze względu na bardzo limitowany ekwipunek).

Ale może tym razem twórcy zaimplementują jakieś narzędzia, dzięki którym będzie można podejść do tego bardziej taktycznie, np. poprzez użycie bezpieczników i rozpalanie świateł (paskuda ich unika).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-08-20 18:42:28
20.08.2025 14:46
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

Brak im tych kluczowych scen jak: (...)

To koniecznie zobacz Andora i Rogue One. Potem dołóż Clone Wars, Bad Batch i Rebels :).

post wyedytowany przez Persecuted 2025-08-20 14:47:40
18.08.2025 15:08
Persecuted
odpowiedz
Persecuted
164

A co ma powiedzieć? Że codziennie żałuje utraty życiowej szansy i będzie go to prześladować do końca życia? Każdy na jego miejscu będzie gadał tak samo.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl