Wtedy nie było takiego dostępu do gier, a graczy było kolosalnie mniej także robienie z dzisiejszych czasów tego co było 40 lat temu to idiotyzm.
Typowy dzisiejszy gracz nie śledzi tego co dzieje się w branży, a dzisiaj dostęp do gier jest tak tani i łatwy, że taki gracz nawet kryzysu by nie zauważył.
Szybciej krach będzie przez jakiś większy konflikt zbrojny i kryzys z tym związane, a nie przez to, że branża ma mniejsze przychody i AI.
Na razie nic nie wskazuje, żeby na świecie coś się poprawiło. Jak się sytuacja klasy średniej jeszcze pogorszy, to z budżetu domowego do odstrzału pójdą abonamenty na Netflixa, gierki, etc. Być może to oczyści trochę branżę rozrywkową.
Zbiega się wiele rzeczy:
- Ogólny kryzys długu, deficytów, malenia klasy średniej i siły nabywczej dużych grup ludzi - 10% najbogatszych tego grom nie skompensuje
- Szczególny kryzys polityczno-gospodarczy taki jak wojny cłowe, jak i kinetyczne
- Ogromny wokizm, który został już odrzucony i branża się powoli oczyszcza
- Game Pass, który okazał się ekonomicznym niewypałem
- Zbyt duże zakupy dużych graczy - MS kupujący najpierw Bethesdę, a potem Activision-Blizzard, czy Sony kupujące parę studiów
- Ogólny kryzys i powolny upadek konsol - młode pokolenie gra w Robloxa, Fortnite'a itp na PC-tach(!) Liczba graczy rośnie, liczba graczy konsolowych niespecjalnie.
- Ogromne pieniądze wpakowane w gry usługi - głównie przez Sony - które zostały przepalone
- Zmęczenie powtarzającymi się grami open-world/TPP
- Problemy z kosztami sprzętu - głównie RAM i SSD, ale też od lat idą w górę ceny chipów obliczeniowych
Stąd kryzys jest i będzie duży, ale nie będzie tak źle jak w latach 80. Nie ma szans na zmiecenie gier kompletnie z planszy na kilka lat. Trzeba kontrolować budżety i nie robić slopu (z AI czy bez). Tyle, że większość tego... nie potrafi.
Bzdura. Obecnie są najlepsze czasy dla graczy. Wychodzi mnóstwo świetnych i różnych gier, każdy znajdzie coś dla siebie. Kiedyś był niewielki wybór, a gry były niedorzecznie trudne.
A nie dalej jak wczoraj czytałem o zawrotnym tempie rozwoju rynku gier …
Indyki mają się dobrze. Giganci może i tak mają problem gonienia za excelem zamiast za grywalnościa i pomysłami.
No co tu dużo mówić. To jest skutek tego, że branżą, szczególnie z ramienia wydawców, zaczęły rządzić "garniturki" i księgowi, ludzie którzy widzą w grach tylko cyferki wpływające na konto, a sami gier nie kochają, wielu zapewne nawet nie grało od dzieciństwa/czasów nastoletnich czyli epoki zapewne Dooma właśnie, albo i jeszcze wcześniej czyli np. NESa i takich tytułów jak Duck Hunt czy Super Mario Bros.
A dodatkiem są lata 2020-2021, które w głowach tychże "garniturków" i księgowych są złotym okresem, gdy zarabiali najwięcej i koniecznie chcą osiągać te same lub zbliżone, albo jeszcze większe zyski co wtedy nie zauważając, że wtedy te zyski mieli tylko dlatego, że większość ludzi siedziała w domach przez całe albo większość dnia.
Stąd chcą ciąć koszty, by maksymalizować zyski - i tu mamy nacisk na używanie AI.
Kryzys mają duzi inwestorzy, którzy się beznadziejnie zadłużyli na zakupy studiów, które w większości sprzedały się z braku dalszych perspektyw... Teraz banksterzy liczą zyski z pożyczonych im gór gotówki, a finansowania dla nierentownych gigantów w puli inwestycji brak... Co widać, bo nawet branża AI się zaczęła już zwijać i próbować monetyzować/ograniczać straty swoich projektów, bo frajerów, na kolejne miliardowe inwestycje w coś, co nie koniecznie będzie znacznie lepsze, zaczyna ubywać.
I wiem, że rozwój modeli językowych itp. jest dość znaczny w ostatnich latach dzięki tym inwestycjom. Ja raczej mówię o tym, że to, że oni nagle wrzucą 100mld w kolejne modele, nie daje jakiejkolwiek gwarancji, ze grono subskrybujących użytkowników znacznie się powiększy bądź zacznie płacić większe pieniądze "za lepsze to samo".