Jak to możliwe? Przecież ten film jest koszmarnie słaby... Jako kontynuacja obcego, to pomyłka, ale artystycznie to już katastrofa.
Via Tenor
Ocena tego filmu zalezy od poziomu na jakim ogladajacy ma wbite "zawieszenie niewiary" (suspension of disbelief).
Chloniesz klimat, visual/efekty, design itd... i masz super film. Mega klimatowy, poruszajacy ciekawe koncepty na temat ewentualnego pochodzenia zycia biologicznego na planetach, itd....
Zaczniesz rozkminiac co sie dzieje na biezaco i analizowac co robia postacie i wszystko sie sypie jak domek z kart. CHwilami zachaczajac o komedie.
Tak wiec albo 4/10 albo 9/10. ;P ;)
Polecam obejrzeć sobie materiały dodatkowe, w postaci wyciętych scen z Prometeusza (są dostępne na YT).
Ten film przechodził poważne zawirowania produkcyjne, których efektem były między innymi głębokie zmiany fabularne, wprowadzone na bardzo późnym etapie prac. Zgodnie z pierwotnym zamysłem, film miał się nazywać Obcy: Inżynierowie, ale z tego nic nie wyszło (ponoć Scott nie dogadał się z Foxem w kwestiach licencyjnych) i przerobiono to na znanego nam Prometeusza. Kojarzysz tą scenę z początku filmu, gdy samotny inżynier wypija czarną maź z metalowej miseczki, umiera (oddając swoje DNA), a miska wpada do rzeki? W pierwotnej wersji (która została "nakręcona" i można ją sobie obejrzeć) ten inżynier nie był sam, tylko towarzyszyli mu inni przedstawiciele jego rasy. Co więcej, ta metalowa miseczka została przez nich odzyskana już po zakończeniu rytuału i można ją było zobaczyć na ich statku, który później eksploruje załoga Prometeusza (kamera robi nawet dosyć charakterystyczne ujęcie na piedestał, na którym owa misa stoi). Jednak w ostatecznej wersji naczynie zostało zakryte... pozbawionym znaczenia fabularnego, zielonym kryształem CGI, dodanym w post-produkcji. Co ciekawe, wersję z misą można zobaczyć nawet na przedpremierowych trailerach promujących film, co pokazuje na jak późnym etapie ta zmiana została wprowadzona!
Ale po co w ogóle te zmiany? Prawdopodobnie po to, żeby wprowadzić całą tą prometejską symbolikę, co wyszło dosyć średnio. Ostateczna wersja filmu prezentuje się w taki sposób, że samotny inżynier, niczym właśnie Prometeusz, sprzeciwia się swoim pobratymcom i poświęca własne życie, dając ludziom najcenniejszy dar - życie. Pozostali inżynierowie po czasie dowiadują się o tym i próbują nas zlikwidować (stąd czarna maź w ładowni statków, które miały dotrzeć na Ziemię i ją rozpylić).
Tylko to się nie bardzo klei chociażby z faktem, że inżynierowie zostawili na naszej planecie mapę, która ostatecznie doprowadziła Ziemian, nawet nie do ich domu, tylko na opustoszały księżyc, stanowiący dla inżynierów "placówkę produkcyjną" broni biologicznej, mającej posłużyć do pozbycia się nas (bo byli na tyle ogarnięci, żeby nie robić tego u siebie w domu). Co więcej, ta mapa nie była pozostawiona w jednym miejscu, tylko była rozsiana po całej Ziemi, co wskazuje na to, że inżynierowie wielokrotnie odwiedzali naszą planetę i za każdym razem zostawiali tę mapę. Tylko po co?! Po co prowadzić swoje ofiary do miejsca, w którym powstaje broń biologiczna mająca ich wytępić?! I po co zostawiać taką mapę prymitywnym ludom przed-kosmicznym, których od podróży kosmicznych dzielą tysiące lat rozwoju? I co właściwie stało się na tym księżycu, że plan inżynierów się nie udał? I czemu po pierwszej porażce nie spróbowali ponownie? Odechciało im się nas zabijać? Zmienili zdanie? Tam nic nie ma sensu, ale to właśnie dlatego, że pierwszy scenariusz filmu (wtedy znanego jako Obcy: Inżynierowie) był zupełnie inny...
Całość nie jest ogólnie taka zła, ale ten brak logiki, a także wyjątkowa głupota bohaterów (czyli jakby nie było naukowców, ludzi inteligentnych) bolą.
Ale wcale nie musi chodzić o taką w pełni zamierzoną analizę.
Ja oglądając czy grając często bezwiednie analizuje to co rozgrywa się na ekranie, bezintecjonalnie. Łapię się na tym zwłaszcza wtedy kiedy autorzy próbują robić jakieś fikołki logiczne, usprawiedliwiać absurdy mające zatuszować braki pomysłów albo inne problemy danej produkcji, lub nie są konsekwentni w tym co tworzą.
Ma to najpewniej swoje źródło w tym, jak zauważył sam
Nieważne czy są to latające smoki, magowie strzelający kulami ognia, kosmiczne byty albo odjechane prawa fizyki, istotne jest to jak dobrze osadzone są w tym swoim świecie, wytłumaczone i konsekwentnie przestrzegane - to tak odnośnie spójności Prometeusza w warstwie fabularnej oraz osadzenia go w uniwersum Obcego.
Gdy np. dostajemy w filmie naukowców to oczekujemy, że będą podchodzili do stawianych przed nimi problemów w sposób naukowy, ostrożny jeśli wymaga tego sytuacja, zwłaszcza gdy znajdują się w całkowicie obcym dla siebie środowisku, a nie jak banda rozentuzjazmowanych dzieciaków na wycieczce krajoznawczej.
Obcy to jest film, który w pewnym sensie nie miał prawa stać się serią. Jakby nie patrzeć, jest to po prostu slasher, tylko w kosmosie. Scott wziął koncept już wtedy znany w kinematografii (grupkę zwykłych ludzi zamykamy w odizolowanej, ciasnej przestrzeni z jakimś potworem w środku, a potem patrzymy jak umierają jeden po drugim), ale osadził go w kosmicznych realiach i to faktycznie było czymś wtedy nowym i świeżym.
Po sukcesie "jedynki", wytwórnia Fox oczywiście chciała kontynuacji, tylko pojawił się problem - jak nakręcić film w tym samym stylu, który nie jest po prosu kopią pierwowzoru? Przecież nie wystarczy statku kosmicznego zastąpić np. stacją kosmiczną, a załogi górników np. załogą botaników, bo to nadal będzie ten sam film, tylko w nowych ciuszkach. James Cameron dał radę, bo... zmienił gatunek całej produkcji. Zamiast kameralnego horroru mamy widowiskowy film akcji pełen efektów specjalnych, wybuchów, strzelanin i to po prostu działa, biorąc widzów trochę z zaskoczenia.
No dobra, mamy dwie udane odsłony, ale co dalej? Tu było już niestety gorzej, bo ani "trójka", ani "czwórka", mimo starań, dobrymi filmami nie były. Chciałby być oryginalne i inne, a wyszły nijakie czy wręcz głupie. Moim zdaniem właściwą drogą nigdy nie było skupiane się na schemacie "ludzie kontra kosmiczne robale", tylko pochylenie się nad niezwykle fascynującym lore tego świata i dokładnie w tę stronę poszedł Scott w Prometeuszu i Przymierzu. Kosmiczne paskudy się tam oczywiście pojawiają, ale nie są już centralnym punktem opowieści, co według mnie było strzałem w dziesiątkę. Niestety, wyboisty proces powstawania Prometeusza (wielokrotnie zmiany scenariusza, konflikt z Foxem), a także oczekiwania widzów, z których większość chciała po prostu więcej xenomorpha i więcej gore, doprowadziły do niezbyt dobrego odbioru przez krytyków i widzów. Przymierze chciało poprawiać błędy poprzednika, ale na to było już trochę za późno. No a poza tym film miał też pokaźny bagaż własnych niedociągnięć i wpadek, co tylko pogarszało sprawę.
No i tu wreszcie dochodzimy do Alvareza i jego Romulusa, który jako pierwszy twórca od czasów Camerona otrzymał przywilej stworzenia odsłony, która nie tylko ma przyzwolenie widzów na bezkarnie kopiowanie klasycznych motywów, takie wręcz były oczekiwania wobec niego! Po ponad 30 latach od Aliens (u nas Obcy 2), fani po prostu chcieli filmu w klasycznym stylu - zamykamy ludzi w kosmicznej puszcze i patrzymy jak kosmita ich morduje. Tak, to już było, ale kilka dekad wcześniej, więc fani zdążyli zwyczajnie zatęsknić za tym schematem. Ciekawi mnie jednak, co będzie w kolejnej odsłonie. Czy Alvarezowi uda się to, co nie udało się Fincherowi, Jeunetowi i nawet Scottowi, czyli stworzyć film, który jest inny, ale nadal fajny? Wiem, że tym razem za kamerą ma stanąć ktoś inny, ale scenariusz to nadal jego dzieło. Trzymam kciuki, bo Romulus, choć dla wielu może być to kontrowersyjne, został moją ulubioną odsłoną, detronizując część drugą w moim osobistym rankingu, dając mi miks ulubionych elementów, ale w nowoczesnym, bardzo atrakcyjnym wydaniu.
To, co świetnie sprawdziło się w pierwszych sezonach Stranger Things, niekoniecznie sprawdzi się gdzie indziej, a już na pewno nie w takiej serii. Obcy to film z ciężką i mroczną atmosferą, a obsadzenie nastolatków w głównych rolach w Romulusie zwyczjanie trywializuje historię i nadaje całości zbyt lekki ton. Chętnie obejrzę kolejny film z serii, nawet w konwencji współczesnego slashera z dobrymi efektami specjalnymi, naprawdę mam jednak nadzieję na dorosłą obsadę.
Prometeusz i Przymierze bardziej do mnie trafiły ponieważ jestem fanem dobrego kina sci-fi, a pozostałe filmy z serii traktuję bardziej jak horrory (za wyjątkiem Obcy: Ziemia, z którym mam trudność jeśli chodzi o jego klasyfikację, chyba jednak najbliżej mu do tragikomedii). Będąc też sympatykiem twórczości Beksińskiego oraz HR Gigera, nie mogłem nie zagrać w Scorn. Pod względem artystycznym gra jest fenomenalna - zdecydowanie polecam! W zeszłym roku odwiedziłem również bar Gigera, a w tym planuję zobaczyć jego muzeum :)
A to ciekawe (to o czym mówi Persecuted powyżej). W sumie jakby silna nie była moja poetic faith, to film ten zawsze uważałem za głupi, jednak w świetle przedstawionych powyżej faktów dotyczących zmian scenariusza dochodzę do wniosku, że mógł być jednak udany. No nic, po 14 latach nie chce mi się jednak oglądać scen, których w nim nie było, to i tak nie zmieni już pierwszego wrażenia.
Eeee tam mi sie nie podobał, obejrzeć można ale do Romulusa dużo brakuje nie licząc Obcego 1/2/3.
Z tymi "cudami" w filmie to raczej jakieś fantasy ale nie sci-fi. A i to słabe