Recenzja Forzy Horizon 6. Gra na setki godzin, ale nie taka rewolucja, jakiej chciałem po 4 latach czekania
Forza Horizon 6 broni tytułu najlepszej gry wyścigowej na rynku – ale już nie przychodzi jej to bez trudu. Konkurencja nie śpi, za to Playground Games ewidentnie spoczęło na laurach, wychodząc z założenia, że cudowna Japonia sama odeprze wszelkie ataki.
Uprzedzam – ta recenzja będzie miała zaburzone proporcje. Ostrzegam zawczasu, żebyście nie dziwili się zanadto, gdy dotrzecie do końca tekstu, który w dużej mierze będzie wypełniony gorzkim wytykaniem potknięć mniejszych lub większych, i zobaczycie mimo wszystko wysoką ocenę… Choć niekoniecznie tak wysoką, jak powinna otrzymać nowa część bardzo zasłużonej serii, wpadająca na rynek na fali ogromnego „hajpu”.
Sęk w tym, że Forza Horizon, niczym sportowe tasiemce od EA, po sześciu odsłonach osiągnęła stadium rozwoju, w którym już dawno przeszliśmy do porządku dziennego nad jej odwiecznymi walorami – na czele z modelem jazdy, projektem otwartego świata z mnogimi aktywnościami czy bogatą kolekcją samochodów – i bierzemy je za pewnik, a więcej uwagi poświęcamy mniejszym lub (rzadziej) większym innowacjom. Czyli diabłom tkwiącym w szczegółach.

Forza Horizon 6 ma polskie napisy. Niestety trafia się w nich sporo baboli wynikających z tego, że tłumacze ewidentnie nie mieli styczności z lokalizowaną grą.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Od razu zaznaczę, że „szóstka” nigdzie nie zapodziała wyżej wymienionych atutów, a w przypadku mapy wręcz wspięła się na nowe wyżyny (dosłownie), i pomówię o tym w dalszej części recenzji. Na początek jednak skupię się na tym, co odróżnia tę grę od Forzy Horizon 5 – poza klimatem. Powinno być takich rzeczy sporo, skoro debiutuje ona aż cztery i pół roku po wydaniu poprzedniczki, prawda? …Prawda?
Progresja nadal skrojona pod „każuali”
Największą i najbardziej obiecującą zmianą w FH6 jawiło się przywrócenie tradycyjnego systemu progresji, przypominającego to, co pamiętamy z „jedynki”, którą fani serii wciąż przywołują jako wzór do naśladowania. Tak naprawdę nie było tam nic wyjątkowego: ot, klasyczna podróż od relatywnie wolnych samochodów do coraz szybszych, z wyścigami stawiającymi przed graczem konkretne wymogi, które były przeplatane specjalnymi wydarzeniami, a przy tym wspierane przez ekonomię dobrze skrojoną pod tę całą progresję.
I właśnie ekonomia jest tym, na czym wykłada się Forza Horizon 6. Owszem, wymogi w festiwalowych wyścigach są i trzymają gracza przez wiele godzin przy pojazdach klas B i A (a także C w trakcie krótkiego prologu), zanim pozwolą mu stanąć do rywalizacji szybszymi furami. Problem polega na tym, że przez ten okres gracz zdąży zapełnić garaż super-, a nawet hipersamochodami, którymi będzie dojeżdżał na zawody tylko po to, by przesiadać się na chwilę do czegoś „przyziemnego” (względnie od czasu do czasu wystartuje tymi bolidami w nocnych gonitwach ulicznych bez restrykcji).

Nowa progresja z restrykcjami może być dezorientująca zwłaszcza dla nabywców edycji Premium i weteranów serii, którzy już na start dostają ze 20 superszybkich fur – ale długo nie mogą używać ich do przechodzenia gry.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Tak, tak, FH6 bombarduje gracza nowymi samochodami z taką samą intensywnością jak „piątka”. Co chwila dostajemy a to losowanie, a to nagrodę za wyzwania, a to prezent od innego gracza, a to darmowe auto tak po prostu, w ramach progresji – albo od razu trzy. Żona aż przybiegła z drugiego pokoju, słysząc, jak pacnąłem się w czoło, gdy wręczono mi Lamborghini Revuelto po ukończeniu zaledwie kilku wyścigów drogowych, jeszcze w klasie B (Lambo należy do prawie najwyższej kategorii S2).
Oczywiście ceny aut w salonie pozostały tak samo niewygórowane jak w poprzednich grach (nie licząc kilku wyjątków, które teraz kosztują kilkadziesiąt milionów), a pieniądze również spływają na nasze konto strumieniami praktycznie za wszystko, co robimy. Na samej eksploracji można zarobić setki tysięcy kredytów, po prostu odkrywając „mgłę wojny” na mapie i rozjeżdżając znajdźki na poboczach.

Ostatecznie dialogi okazują się w większości równie mdłe jak w poprzednich grach – ale już nie ma tutaj tak infantylnych postaci jak Ramiro z FH5, no i można usłyszeć trochę ciekawostek o Japonii czy wybranych autach.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Liczyłem po cichu, że Playground Games pójdzie po rozum do głowy i coś zmieni w tej kwestii, skoro tworzy grę-usługę z rozwojem planowanym na długie lata. Naprawdę nikomu nie stałaby się krzywda, gdybyśmy musieli troszkę zapracować na każdy samochód, a w posiadanie bolidów rozpędzających się powyżej 250-300 km/h nie wchodzili w pierwszej godzinie zabawy. Przeciwnie, satysfakcja z gry i radość ze zdobywania wirtualnych dóbr wzrosłyby niepomiernie.
Ale nic tego, Forza jest i nadal będzie projektowana pod kątem dzieci ery TikToka i innych „każuali”, którzy oczekują natychmiastowej gratyfikacji za wszystko, co robią (choćby nagrodą były takie pierdółki jak naklejki na karoserię i klaksony), i potrzebują trzymania za rękę, żeby nie zgubić się w gąszczu sandboksowych możliwości. Dla nich powstał nowy, wyróżniony w menu ekran „Co dalej?”, który podpowiada następną aktywność.
Kierowco, zostań dekoratorem wnętrz!
Poza tym widać, że Playground Games bez przerwy kombinuje, jak przyciągnąć do serii nowe grupy odbiorców, coby dział księgowości Microsoftu mógł wykazywać piękne, stabilne wzrosty na wykresach w raportach dla akcjonariuszy. Może na przykład są ludzie, którzy grają w The Sims i lubią samochody, więc wypróbowaliby Forzę, gdyby dać im narzędzia do budowania i dekorowania pomieszczeń?
Tak oto docieramy do kolejnych „nagłówkowych” innowacji w FH6. Rezydencja i personalizowane garaże to mechaniki, których stworzenie niewątpliwie pochłonęło znaczne zasoby – a można było przeznaczyć je na mnóstwo rzeczy bardziej pożądanych przez fanów. Owszem, często słychać było prośby o to, żeby dało się eksponować więcej niż jeden samochód naraz i pokazywać kolekcje innym graczom – lecz nie przypominam sobie błagań o zamykanie tychże eksponowanych aut w blaszanych barakach, które może i nie mają okien, ale za to można je meblować jak domy w The Sims (a może nawet bardziej szczegółowo).

Tuning mechaniczny nadal nie ma większego sensu w singleplayerowych wyścigach, bo przeciwnicy zawsze dostają samochody dopasowane osiągami do naszego – tak samo jak w poprzednich odsłonach.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Jeśli o mnie chodzi – i zapewne nie tylko mnie – uważam tę innowację za kompletnie zbędną. Ba, życzyłbym sobie wręcz powrotu domów takich jak w FH4 i FH5, jeśli dzięki temu mógłbym nadal cieszyć się widokiem swoich wozów na podwórzach, w pięknych okolicznościach przyrody, zamiast w surowych czterech ścianach. Co gorsza, wszystkie osiem domów dostępnych do nabycia ma dokładnie ten sam garaż – taki sam obskurny i bezduszny prostokątny klocek. I nie kupuję tłumaczeń twórców, że nie byli w stanie ani rozszerzyć budynków o podjazdy, ani nawet wstawić w nie okien (choćby dachowych) ze względów optymalizacyjnych – „piątka” działająca na XOne jakoś dawała sobie radę z przeszklonymi ścianami.
Trochę mniej niechętny jestem wobec rezydencji. W tym przypadku obyło się bez projektowania precyzyjnego systemu rozmieszczania przedmiotów i tworzenia do niego dużej liczby nowych obiektów. W gruncie rzeczy wykorzystano po prostu edytor tras z FH5, a na uboczu otwartego świata doklejono niemałą przestrzeń, którą gracz może zagospodarować wedle uznania – na przykład wznosząc tam tor wyścigowy, miasteczko czy też kaskaderski plac zabaw.

Obok zupełnie nowych aut mamy kilka „starych” wozów, które stworzono od podstaw, np. Lancer Evo VI. Został jednak jeszcze niejeden model wywodzący się z czasów pierwszego Xboxa, który odstaje jakością od reszty (np. Toyota AE86).Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Ta mechanika również nie była mi potrzebna w Forzie, ale skoro już ją opracowano, znalazłbym dla niej zastosowanie. Postawiłbym sobie w tym miejscu replikę Toru Poznań i testował samochody… gdyby tylko edytor chciał ze mną współpracować. O ile byłem w stanie importować cudze kreacje, próby zbudowania czegoś własnoręcznie spaliły na panewce, bo za każdym razem gra się zawieszała, gdy tylko czegokolwiek dotknąłem, albo nie pozwalała poruszać kamerą. Przełom osiągnąłem dopiero z asystą dewelopera i podsuniętym przezeń obejściem (obejmującym m.in. odłączenie kierownicy). Problem ponoć już jest naprawiany, ale co się nakląłem, patrząc na wieczny czarny ekran, to moje.
W każdym razie bardziej niż z rezydencji ucieszyłbym się z modernizacji edytora tras (EventLab) w taki sposób, aby ułatwiał dowolne kształtowanie zakrętów dróg i wzniesień bez wszechobecnych kanciastych krzywizn oraz pozwalał transformować otoczenie (np. usuwać trawę czy drzewa, zapobiegając przenikaniu roślinności przez asfalt kładziony w dziczy). Dobrze chociaż, że teraz budowanie tras można zacząć w dowolnym zakątku mapy, a nie tylko z predefiniowanych punktów, jak również oddawać się tej czynności w kooperacji z innymi graczami.
Samochody – rzecz drugorzędna
Powyższe nowinki bolą tym bardziej, że najwyraźniej dokonały się kosztem innych elementów rozgrywki, które są istotniejsze dla gry wyścigowej. Prośby fanów Forzy Horizon od dłuższego czasu koncentrowały się na ulepszeniach w systemie modyfikowania samochodów – i przybrały na sile, gdy ogłoszono osadzenie nowej odsłony w Japonii, czyli miejscu, gdzie kreatywny, wręcz krzykliwy tuning jest nieodłączną częścią świata motoryzacji. Ale dla Playground Games to niewiele znaczy.
Ogólnie rzecz biorąc, modyfikowanie aut działa tak samo jak w poprzednich grach. Trzeba zanurzyć się w szczegóły, żeby dostrzec zmiany takie jak możliwość oklejania szyb oraz zakładania innych felg na przednie i tylne koła albo przemodelowane „generyczne” spojlery (Forza Aero)… które w wielu wypadkach wyglądają jeszcze bardziej szpetnie niż te dotychczasowe. Gracze zaś będą pytać: dlaczego jest tak mało części? Dlaczego mamy tylko jeden wzór skrzydła do wyboru? Dlaczego nie możemy modyfikować końcówek wydechu czy elementów wnętrza albo zakładać neonów? Dlaczego musimy montować to wstrętne ucho holownicze razem ze splitterem z przodu?

Twórcom chwali się, że nadal prawie każdy nowy samochód pozwala zajrzeć pod maskę czy do bagażnika w trybie Forzavista. Razi za to niemożność zdjęcia dachu w świeżych kabrioletach, takich jak ten Mercedes.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Mówiąc krótko, możliwości personalizacji aut są równie ubogie jak dotychczas, a chwalenie się przez dewelopera, że wysłuchał fanów (np. w kwestii Forza Aero), zakrawa na plucie w twarz. Oczywiście niepodobna oczekiwać bogactwa opcji na miarę serii Need for Speed w grze, która ma prawie 600 samochodów, ale konkurencyjne The Crew: Motorfest pokazuje, że można przynajmniej próbować zbliżyć się do takiego poziomu, dysponując tylko trochę mniejszym parkiem maszyn.
Zresztą nikt by się raczej nie obraził, gdyby Playground Games skróciło trochę listę samochodów po to, żeby pogłębić opcje dostępne dla każdego modelu – i wiele osób mogło tego oczekiwać, usłyszawszy, że „szóstka” dostaje na start aż o trzy setki pojazdów mniej, niż ma „piątka” po zakończeniu jej rozwoju. Ale nie, tutaj ilość ma pierwszeństwo przed jakością. Deweloper wyciął auta głównie po to, by część z nich mogła wrócić w popremierowych aktualizacjach, naganiając nas do grania i robienia wyzwań z Playlisty Festiwalowej co tydzień. Wyjątkiem jest może marka Bugatti, która zniknęła w całości – tutaj zawiniły raczej jakieś licencyjne niesnaski.
Powetować utraty samochodów nie pomagają też zupełnie nowe wozy – tych w „podstawce” jest ledwo dwudziestka (względnie trzydziestka, jeśli doliczymy modele dotąd goszczące tylko w siostrzanej serii Forza Motorsport), czyli mniej więcej tyle samo, ile miała FH5 na start – wydana, przypomnę, cztery miesiące po ostatniej aktualizacji do „czwórki”, podczas gdy analogiczna przerwa przed debiutem Forzy Horizon 6 trwała aż rok. Skromna liczba świeżych aut razi tym bardziej, gdy zauważymy, że Playground Games równolegle przygotowało prawie drugie tyle pojazdów jako płatną zawartość. I deweloper już od premiery szykuje nas na potok Car Packów, których nie będą dostawać nawet nabywcy najdroższej edycji Premium.

Model zniszczeń samochodów jest taki sam jak w poprzednich grach z serii – prawie nieistniejący.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Personalizacja samochodów to nie jedyny obszar, którego pogłębienia domagali się fani, ale zostali, mówiąc kolokwialnie, olani. Niewiele uwagi poświęcono też immersji podczas jazdy. Mnóstwo graczy prosiło o działające kierunkowskazy czy ręcznie sterowane światła bądź wycieraczki, ale deweloper miga się (nomen omen) i zasłania względami takimi jak „dostępność” i klawiszologia. Test Drive Unlimited: Solar Crown ze swoim kołowym menu, które jest ergonomiczne i proste w obsłudze (nawet na kierownicy), demaskuje jednak te argumenty jako tanie wymówki.
Rażą również wykroczenia przeciwko immersji takie jak niedziałające zegarki w samochodach albo liczniki przebiegu resetujące się co chwila (co ciekawe, nawet siostrzana seria Forza Motorsport jakoś nie ma z tym problemu) albo krople deszczu na szybach i światła, które nadal wyglądają w zasadzie tak samo jak w czasach Forzy Horizon 2. Na pocieszenie dostajemy… dym z rur wydechowych.
Możemy za to być radzi, że twórcy chociaż zlitowali się (czyt. postanowili podgonić rywali i nie zostawać w epoce kamienia łupanego) w kwestii animacji w kokpicie. Przygotowali 540-stopniowe obroty kierownicą – czyli po 3/4 obrotu w obie strony. Wiem, że wyjdę na marudę, ale… skoro już zadano sobie trud, by animować przekładanie rąk, to dlaczego nie zrównano się od razu z konkurentami (TCM, TDU), którzy mają minimum 900 stopni? Chyba po to, żeby mieć się czym chwalić, gdy przyjdzie czas na Forzę Horizon 7… Ech, zauważyliście już ten trend robienia przez Playground Games innowacji na pół gwizdka?
Wyścigi takie jak dawniej… niestety
Lecz nawet pół gwizdka nie włożono w wyścigi – czyli aktywność, na której spędzamy dużą ilość czasu w tej grze. Progresja nadal zasadza się na czterech głównych dyscyplinach znanych od lat (zmagania asfaltowe, szutrowe, przełajowe i uliczne) oraz tzw. pokazówkach PR w pięciu odmianach (strefy prędkości, fotoradary, skoki przy znakach ostrzegawczych, bramki zdobywcy i strefy driftu) z dodatkiem w postaci fabularyzowanych misji (historii) oraz zawodów pokazowych wyznaczających kamienie milowe w postępach.

Radar zbliżeniowy na ekranie (nowość obok zegarów w prawym dolnym rogu) to w zasadzie zbędny bajer, zważywszy jak źle jeździ AI i jak mało znaczą kolizje między autami – ale może przyda się komuś w multiplayerze.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Nowości są nazbyt skromne. Szumnie zapowiadane touge to w praktyce to samo co wyścigi uliczne, tyle że zamiast jedenastki oponentów mamy jednego, z którym walczymy nocą na najbardziej krętych drogach, unikając aut cywilnych (notabene pojawiających się zbyt rzadko podczas rywalizacji). Do tego dochodzą Horizon Rush, czyli de facto zawody pokazowe, w których ścigamy się z czasem zamiast z wymyślnymi maszynami, oraz losowe zlecenia dostawy jedzenia w Tokio z dodatkowymi wymogami (np. driftowanie) – klimatyczne i nawet zabawne, choć w istocie niewnoszące nic nowego do gameplayu.
I to by było na tyle kreatywności dewelopera. Wśród multiplayerowych trybów też jej nie znajdziecie (zwłaszcza że usunięto tzw. gry na placu zabaw – zostały tylko społecznościowe minigry z serii Horizon Arcade, którą przemianowano na Stunt Party). Okej, przyznaję, zawody pokazowe z pościgiem za wielkim mechem należą do najlepszych w całej serii, ale to tylko 3-minutowy przerywnik.
Liczyłem, że Playground Games zdoła wymyślić jakiś świeży format rozgrywki – ot, choćby autocross, czyli precyzyjne czasówki między pachołkami, w których mogłyby błysnąć małe autka, nadrabiające niedobór mocy zwinnością. Albo można było przynajmniej przeszczepić rajdy, którymi błysnął dodatek Rally Adventure do Forzy Horizon 5 (wszak Japonia to kraj goszczący co roku WRC).

Czy to nowe Gran Turismo? Playground Games zawstydza Polyphony Digital swoją bogatą kolekcją egzotycznych, rdzennie japońskich samochodów (tzw. JDM). Brakuje jednak marek pokroju Daihatsu, Isuzu czy Suzuki.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Stagnacja w trybach gry może aż tak nie kłułaby w oczy, gdyby chociaż pochylono się nad dopracowaniem sztucznej inteligencji. Owszem, usunięto błąd z FH5, przez który AI ledwo dawało się doścignąć, jeśli zdołało wyrwać za daleko do przodu (umykając spod władzy fizyki), a na potrzeby touge podkręcono agresywność rywali, dzięki czemu niekiedy potrafią zaskoczyć śmiałym manewrem wyprzedzania… ale znacznie częściej prowadzi to tylko do tego, że wjeżdżają nam w tyłek, przestrzeliwują zakręt albo miotają się po całej drodze, odbijając się od ścian i siebie nawzajem.
Co gorsza, rywale nadal nie są konsekwentni i na tym samym poziomie trudności raz dają ostro po hamulcach w lekkich łukach, przez co wychodzimy na prowadzenie tuż po starcie i wygrywamy z palcem w nosie, a w następnym wyścigu nagle zbieramy cięgi, bo przeciwnicy popisują się nienaganną jazdą. Wnerwiają tym zwłaszcza rajdy przełajowe, gdzie auta kierowane przez AI rzadko miewają jakiekolwiek problemy z trakcją. A dodajmy do tego lądowania po wielkich wyskokach (częstych w tej dyscyplinie), przy których wciąż dzieją się cuda, gdy zamiast obliczać pracę zawieszenia, gra rzuca chyba kością, żeby ustalić, czy samochód wryje się w miejscu, zrobi fikołka, czy wykona jeszcze inną akrobację…
Miałem zamiar wytknąć również kolizje, które działają tak samo jak w poprzednich grach – to znaczy auta wciąż odbijają się od siebie jak transportery opancerzone i są prawie niepodatne na próby zepchnięcia z drogi, a przytarcie pozornie gładkiej ściany może zatrzymać nasz pojazd w okamgnieniu. Z drugiej strony… może to i lepiej, że mój wóz prawie nic sobie nie robi ze zderzeń, skoro przeciwnicy bez przerwy próbują mnie szturchać i taranować?
Drażni, ale częściej jednak czaruje
Już którąś stronę z rzędu narzekam i narzekam… a jednocześnie gram i gram, i jakoś nie mogę przestać, choć zegar już dawno przekroczył 30 godzin. Tak, mimo wszystkich niedoskonałości Forza Horizon 6 nadal ma w sobie tę magię, która powoduje, że człowiek tonie na długie godziny, a potem ciągle chce wracać i jeździć, jeździć, jeździć.
Największą w tym zasługę ma oczywiście mapa Japonii. Czaruje klimatem, zachwyca detalami, a co najważniejsze, jest naprawdę duża. Po tych 30+ godzinach zaliczyłem ledwo połowę dróg i mam przed sobą jeszcze wiele ekscytujących odkryć. Różnorodność biomów nie jest tak duża jak w FH5, ale paradoksalnie działa to na korzyść gry – dzięki temu poszczególne miejsca, mimo że każdy zakątek jest unikalny, nie zapadają człowiekowi od razu w pamięć tak, aby w podróże za szybko wkradało się poczucie powtarzalności.

Spec Racing to mała nowość w multiplayerze – wydzielona forma wyścigów, w których wszyscy startują takim samym autem bez możliwości tuningu, a o zwycięstwie mają decydować same umiejętności.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Do tego dzięki kilku małym zmianom w rozgrywce eksploracja angażuje bardziej niż w poprzednich odsłonach. Usuwanie „mgły wojny” z mapy przydaje satysfakcji, tym bardziej że sporo aktywności trzeba znaleźć samemu – w tym wyścigi uliczne, touge i historie. Dużą atrakcją są też auta-skarby, które lokalizujemy z pomocą zdjęć (egzystują obok tradycyjnych znalezisk w stodołach). Zresztą nawet przemierzając po raz kolejny już znane obszary, nadal mamy szansę odkryć coś nowego: zmieniające się losowo „używane” pojazdy na sprzedaż, a wśród nich niekiedy modele niedostępne w salonie lub egzemplarze po tuningu. To jedna z fajniejszych małych nowości w FH6.
Życzyłbym sobie tylko, by na mapie było więcej wąskich dróg i ulic (zwłaszcza w Tokio), które odpowiadałyby rzeczywistemu krajobrazowi Japonii – to niestety jeszcze jeden ukłon w stronę „każuali”. No i staram się zapomnieć, że drzewa w tych pięknych, gęstych lasach połamią się jak trzcina, jeśli wpadnę w nie samochodem…
Rzecz jasna, eksploracja w samochodówce nie mogłaby być dobra bez należytego modelu jazdy. Wbrew temu, co głosiły moje wrażenia z przedpremierowej wersji gry, z którą obcowałem półtora miesiąca temu, bardziej wnikliwe testy z podłączoną kierownicą (Logitech G29) przekonały mnie, że fizyka jednak nie uległa istotnej modyfikacji względem FH5 – wprowadzono natomiast niekorzystne zmiany w samym sterowaniu.

Z cyklu „zmiany, o które prosili gracze, ale na próżno”: nadal nie da się gazować podczas odliczania do startu, a skrzynia manualna ze sprzęgłem wciąż wymusza wysprzęglanie nawet w autach z łopatkami (z wyjątkiem wyścigówek).Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Próby grania na padzie nadal często wywołują u mnie irytację przez nadpobudliwe reakcje aut, wymagające delikatnego obchodzenia się z gałką analogową, żeby każdy skręt nie powodował zamiatania tyłem po poboczu (w modelach RWD i AWD na szutrze). Na kierownicy też początkowo miałem z tym problem, ale wystarczyło obniżyć czułość sterowania z domyślnej wartości 0,5 na 0,3, aby sytuacja wróciła z grubsza do normy.
Nadal nie wiem, po co Playground Games przy tym grzebało, ale po korekcie ustawień model jazdy oceniam jako równie przyjemny jak w FH5. To właśnie dzięki niemu i tej wspaniałej mapie ciągle mam ochotę wracać do gry, żeby odkrywać nowe miejsca i nowe samochody. Albo i stare samochody, znane z poprzednich odsłon, bo Japonia pozwala mi cieszyć się nimi na niedostępne wcześniej sposoby.
Szczególnię cenię fakt, że po otwartym świecie rozproszono kilka torów, dzięki którym wreszcie nabrała dla mnie sensu obecność wyścigówek i innych superszybkich bolidów w serii Forza Horizon. Zabawa nimi stała się tym przyjemniejsza, że z owymi torami połączono „społecznościową” rywalizację – wystarczy wjechać na teren obiektu i przekroczyć linię startu, by gra automatycznie zaczęła nam mierzyć czas, służąc także rankingiem do porównywania rezultatów z innymi graczami. To kolejna fajna mała nowość.
Na podobnej zasadzie działają teraz wyścigi równoległe, a w socjalizowaniu się z resztą kierowców pomagają zloty samochodowe powracające z Forzy Horizon 3, czyli parkingi, gdzie można eksponować swoje kreacje i podziwiać cudze bryki. Niebagatelną rolę w czerpaniu przyjemności z przebywania w Japonii odgrywają także kapitalna ścieżka dźwiękowa, znacznie lepiej dobrana i bogatsza niż w „piątce”, oraz znakomite odgłosy silników, dopracowane jeszcze bardziej niż w poprzedniczce (zwłaszcza dla ikonicznych japońskich modeli).
Druga opinia
Ocenia Jacek „Stranger” Hałas

Na FORZĘ W JAPONII bardzo czekałem i z wielką ochotą rzuciłem się na kopię recenzencką. Z grą spędziłem już prawie 50 godzin i nie pojawiło się jeszcze u mnie zmęczenie, bo mam cały czas nowe rzeczy do odkrywania. Jest to niestety Forza Horizon, której się trochę obawiałem – bardzo zachowawcza, niepróbująca rewolucjonizować sprawdzonej formuły, z wieloma uproszczeniami i powracającymi irytującymi drobnostkami (jak choćby drivatarami wpadającymi na nas podczas swobodnego jeżdżenia po mapie). No i nie rozwiązano problemu tego, że gra na każdym kroku zarzuca nas prezentami – czy to nowymi autami, czy kredytami, czy przedmiotami kosmetycznymi.
Pozytywnie (bardzo) zaskoczyła mnie na pewno mapa świata, gdzie faktycznie można odczuć, że jest znacznie większa (i widać to też po długości wyścigu Goliat, który nawet szybkim autem zajmie ponad 20 minut) i że Tokio nie jest mikroskopijnym miastem (choć znikomy ruch uliczny mocno rozczarowuje). Świetne są 2 też nowe „japońskie” stacje radiowe, których znacznie chętniej słuchałem od bardzo przeciętnej składanki Horizon Pulse i Bass Arena. Ogólnie widzę siebie grającego w ten tytuł przez kolejne miesiące, bo mimo wszystko pasuje mi ten styl rozgrywki i wiem, że autorzy też dowiozą z playlistami, czyniąc z FH6 kolejną udaną grę-usługę. Trzeba jednak ponownie zaznaczyć, że osoby, które oczekiwały większego postępu (zwłaszcza po tak długiej przerwie od „piątki”) mogą poczuć się trochę zawiedzione.
Moja ocena: 8/10

Uzyskanie trzech gwiazdek w pokazówkach PR czy historiach często okazuje się śmiesznie łatwe. Dość trudno znaleźć w tej grze prawdziwe wyzwanie.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Technologiczny majstersztyk
Gromkie owacje należą się studiu Playground Games również za optymalizację. Mam komputer wyposażony w procesor Core i7-9700F, 32 GB RAM-u i kartę Radeon RX 9070 XT – taka konfiguracja pozwala mi grać w natywnej rozdzielczości 4K na prawie najwyższych ustawieniach graficznych (tylko globalne oświetlenie mam włączone bez ray tracingu, a odbicia RT zostawiłem w niskiej jakości) i wyciągać w miarę stabilne 60 klatek na sekundę, ze sporadycznymi spadkami do 50-55 fps, gdy przemykam zatłoczonymi ulicami Tokio czy ścigam się w deszczu.
Jest to tym bardziej godne podziwu, że w ogólnym zarysie Forza Horizon 6 wygląda bajecznie (nie licząc paru wspomnianych obszarów, które trochę odstają poziomem wykonania). Gdyby zaś ktoś miał słabszy sprzęt, powinien być w stanie dopasować grafikę do jego możliwości poprzez obszerne menu ustawień (uwzględniające tzw. benchmark do łatwego testowania wydajności). Również inne aspekty gry można precyzyjnie konfigurować – w tym opcje dostępności dla mało doświadczonych graczy bądź osób z niepełnosprawnościami.

Jeśli kogoś to interesuje – kreator postaci pozostał taki sam jak w FH5 (minus wybór głosu awatara, bo znowu gramy niemową). Ludziom przydałby się graficzny lifting, skoro już musimy ciągle ich oglądać.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Zmierzając do końca, wspomnę jeszcze o tej nieszczęsnej progresji. Choć jestem nią rozczarowany, oddam jej, że przynajmniej spełnia swoje zadanie, tj. nadaje rozgrywce strukturę i skutecznie nakłania gracza do przechodzenia wyścigów, by przeskoczyć do następnego etapu (postępy są mierzone dwutorowo: klasycznymi opaskami oraz pieczątkami) i odblokować więcej atrakcji, jak chociażby auta w stodołach do znalezienia. No i na wyobraźnię działa Wyspa Legend, czyli obszar mapy, do którego dostęp uzyskujemy dopiero po zdobyciu ostatniej opaski.
Summa summarum progresja okazuje się znacznie dłuższa niż w FH5, wystarcza na co najmniej 30-40 godzin zabawy. Może nawet jest za długa, bo pod koniec ciułanie punktów zakrawa już na grind. Jednak nie byłby to dla mnie problem, gdybym nie musiał się spieszyć z recenzją – rozłożyłbym sobie wówczas zdobywanie opasek i stempli na tygodnie lub nawet miesiące, łącząc to z sezonowymi wyzwaniami na Playlistach Festiwalowych, które zaczną się pojawiać tuż po premierze. Bądź co bądź jest to gra-usługa obliczona na podtrzymywanie zainteresowania graczy przez długi czas.
Królowa wyścigów? Tak, ale…
Zastanawiacie się może, skąd ta zajadłość, która bije z większej części mojej recenzji – zwłaszcza że wychodzi z ust (klawiatury) kogoś, kto wystawił „piątce” ocenę 9/10 (potem obniżoną tymczasowo do 8,5 z powodu błędów, które objawiły się w aktualizacjach po premierze) i spędził z nią łącznie ponad 900 godzin.
Po pierwsze, na stworzenie tej gry Playground Games dało sobie znacznie więcej czasu niż na poprzednie części, co wywindowało oczekiwania względem zmian w rozgrywce. Po drugie, od 2021 roku na rynku pojawiła się konkurencja, która w pewnych aspektach przewyższyła Forzę – TDU: Solar Crown zostawiło ją w tyle w kwestii immersji, a The Crew: Motorfest znacznie góruje kreatywnością i różnorodnością rozgrywki (do tego ciągle podkręcaną z sezonu na sezon). Jest też polski JDM: Japanese Drift Master, który nie kłania się „każualom” w projekcie mapy Japonii i zapewnia nieprzebrane bogactwo opcji tuningu aut (aczkolwiek ma tylko kilkadziesiąt modeli).
Po trzecie zaś i najważniejsze, po wydaniu FH5 deweloper otworzył na swoim forum dedykowane centrum do zbierania feedbacku od fanów i wielokrotnie powtarzał, jak ważny jest dla niego głos społeczności. Jednak wypuszczając FH6, pokazał, że puścił tenże głos w większości mimo uszu, skupiając się raczej na zadowalaniu „każuali” i spełnianiu zachcianek swoich chlebodawców z Microsoftu.

Losowania dostaje się teraz rzadziej (co trzeci poziom), ale i tak darmowe samochody wpadają nam do garażu co chwila. A nawet jeśli nie, to możemy je kupować dziesiątkami.Forza Horizon 6, Playground Games / Xbox Game Studios, 2026.
Dlatego jestem tyleż oczarowany co rozdrażniony Forzą Horizon 6. Wciąż stanowi najlepsze sandboksowe wyścigi na rynku i zamierzam spędzić z nimi setki godzin, dodając nowe samochody do kolekcji i ciesząc się przyjemną jazdą na kierownicy po cudownej mapie – ale to już nie jest tytuł, który nazwałbym absolutnie bezkonkurencyjnym. Na pewno będę wracał chociażby do TDU: Solar Crown, by zażyć bardziej immersyjnych przejażdżek po klimatycznych uliczkach w ramach nietuzinkowych misji (swoją drogą ta gra nadal ma szansę odbić się, gdy dostanie zapowiadane od dawna domy).
The Crew: Motorfest natomiast pójdzie u mnie raczej w odstawkę (przegrywa z kretesem przez model jazdy), ale trzymam kciuki za studio Ivory Tower, aby nie przestawało wywierać presji na Playground Games – liczę, że będzie podbierać graczy Forzie na tyle skutecznie, iż jej twórcy wezmą się do roboty i jeszcze zaskoczą mnie pozytywnie atrakcjami dodawanymi w aktualizacjach (nie tylko ciekawymi samochodami, o które jestem spokojny).
Podsumowując, po FH6 możesz śmiało sięgnąć, jeśli nie przeszkadza Ci fakt, że to w zasadzie więcej tego samego, tylko na nowej mapie – albo w sytuacji, gdyby miała to być Twoja pierwsza Forza Horizon. Jeśli natomiast „piątka” albo nawet już któraś wcześniejsza część znużyła Cię swoją formułą, to nie masz czego tutaj szukać.
- wspaniała mapa Japonii – wielka, szczegółowa, klimatyczna;
- wciągająca rozgrywka (zwłaszcza eksploracja), która zapewnia atrakcje na dziesiątki godzin zabawy;
- bardzo przyjemna jazda na kierownicy (na padzie trochę mniej, zwłaszcza w porównaniu z FH5);
- świetna optymalizacja przy zjawiskowej grafice na PC;
- znakomita warstwa audio – muzyka i dźwięki samochodów;
- nowe „społecznościowe” funkcje i tryby wzmacniają klimat i dają sporo zabawy;
- rozbudowane opcje konfiguracji, w tym dostępności;
- bogaty zbiór pojazdów…
- …ale aż o ok. 300 modeli szczuplejszy niż w FH5;
- brak prawdziwie znaczących zmian względem „piątki” i nowości zrobione na pół gwizdka (np. personalizowane garaże);
- klasyczna progresja z opaskami traci sens, gdy gra ciągle bombarduje gracza autami za darmo;
- słabe AI przeciwników w wyścigach i archaiczny system kolizji;
- „każualowe” skazy na projekcie mapy i rozgrywki;
- duże problemy z rezydencją i garść pomniejszych niedoskonałości.
Egzemplarz gry do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy monday group. Nasze zasady recenzowania gier oraz opis skali ocen znajdziesz tutaj.
Dziękujemy za przeczytanie artykułu.
Ustaw GRYOnline.pl jako preferowane źródło wiadomości w Google
3
Forza Horizon 6
Jestem tyleż oczarowany co rozdrażniony Forzą Horizon 6. Wciąż stanowi najlepsze sandboksowe wyścigi na rynku i zamierzam spędzić z nimi setki godzin – ale po 4 latach czekania i sporej konkurencji oczekiwałem więcej nowości i zmian. To w zasadzie więcej tego samego, tylko na nowej mapie.