Ja bym powiedział, że to raczej kwestia shojo, które zawsze były bardziej niszowe niż shonen'y. Przy czym te 30 lat temu trochę inaczej patrzono na to co jest dla dziewcząt, a co dla chłopców, bo standardy się zmieniają. Dziś np. Toaru kagaku no rerugan uchodzi za shonen (bo faktycznie jest spin-offem shonena), chociaż moim zdaniem ma wiele cech, które powinny przemawiać bardziej do dziewcząt (niemal w 100% żeńska obsada, co tyczy się postaci 1, 2, a nawet 3 planowych, bardzo potężna i niezależna protagonistka, dużo wstawek "slice of life" itd.).
Zapowiada się ciekawie. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego coś dobrego, mimo że gatunek Isekai jest już tak przeeksploatowany, że kolejne wytwory w tym gatunku ogląda się z coraz większym zażenowaniem. Ale nadzieja jest, bo manga jest leciwa, a w tamtych czasach zdecydowanie większy nacisk (niż obecnie) kładziono na opowiadaną historię.
Wejdźcie sobie na crunchyroll i przerzućcie kilka stron z anime, ostatnie 5 lat w sumie to masa isekaiów(co 8-9 na 10, ostatnio sprawdzałem daty dodania oddcinków i oceny), które kończą na jednym sezonie, niektórym się udaje przebić. Także nie dziwi mnie, że tu też ktoś próbuje szczęścia, ale że to wiekowa manga, to i wiekowa kreska, na pewno znajdzie się widz, jeśli zdobią jeden sezon, to spoko, z kontynuacją może być ciężko.