Chcieć mogą chcieć, pytanie co z tego wyjdzie. Nie kojarzę żadnej gry powstałej w ostatniej dekadzie (lub dłużej) powstałej w USA lub Kanadzie, która zrobiłaby romanse dobrze. Wynika to w sporej części z uwarunkowania kulturowego.
Takie gry powstają ostatnio albo w Japonii albo w Europie.
"Dobrym przykładem tych pierwszych są romanse znane z Baldur's Gate 3 czy Dragon Age: The Veilguard. Relacje są tam łatwo dostępne, a towarzysze często wykazują niemal natychmiastowe zainteresowanie bohaterem gracza. Dla wielu osób to miłe urozmaicenie rozgrywki, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że brakuje tu większych zawirowań i emocjonalnej „ceny” za podejmowane decyzje."
Akurat Dragon Age Veilguard to kiepski przykład, bo tam właśnie ze względu na jedną z decyzji można skopać romans z Neve lub Lucanisem.
Niektórzy twórcy Exodusa pracowali nad Baldur's Gate 2 i ta gra była akurat bardzo dobrze zrobiona w kontekście romansów. Raz, że dostępne opcje zależały nie tylko od płci postaci gracza, ale też rasy. Drowka Viconia nie wiązałaby się z elfem czy półelfem. Pół-ork i krasnolud w ogóle nie miał powodzenia u kobiet. Aerie wychowana przez gnoma jako jedyna towarzyszka mogła romansować z gnomem kierowanym przez gracza.
Poza tym w BG2 dialogi rzeczywiście miały znaczenie. Romans rozwijał się powoli, jeśli ktoś grał w tę grę dużo, optymalnie i przechodził ją szybko, to często nie miał nawet okazji striggerować dostatecznie dużo banterów drużynowych (45 minut timer jeśli dobrze pamiętam).
Ponadto wybranie jednej z kilku niewłaściwych kwestii dialogowych mogło totalnie zablokować dalszą możliwość romansowania.
Żeby tego było mało, gdy trafiało się do Podmroku, to jedna z kapłanek z Ust-Natha domagała się stosunku z dzieckiem Bhaala i jeśli postać nie miała dostatecznie wysokiej charyzmy czy inteligencji, by się z tego wykręcić, to też całkowicie przerywało romans.
No i towarzysze mieli swoje charaktery. Jaheira po utracie męża było przez długi czas mocno rozdrażniona i nieprzystępna, Viconia robiła wszystko, by zniechęcić gracza do zaangażowania itd.
Tymczasem wszystkie późniejsze gry w większości przypadków ograniczały się do mówienia drugiej połowce tego, co chce usłyszeć i wszyscy NPC tylko czekali aż skupią na sobie uwagę gracza i zaciągną do łóżka. No i wśród graczy taka "gratyfikacja" stała się jedyną słuszną definicją romansu i jak w grze znalazły się wątki romantyczne, które nie zostały zwieńczone stosunkiem, to już gra nie miała romansów, jak np. wątek Aribeth z NWN czy Handmaiden/Visas w KotOR2.
Osobiście wywalone mam na romanse w grach, bo są właśnie strasznie banalne. Jak się zastanowię, to ostatni tego typu wątek jaki mi się podobał, to quest "Ostatnie życzenie" w Wiedźminie 3.

Wnioski sam każdy sobie może wyciągnąć. Dodam jeszcze że ludzie którzy stworzyli ich pierwsze wiekie gry, w większkości nie pracują już tam od dawien dawna, to jest Bioware z nazwy jedynie, a jeśli o mnie chodzi to obecnie jest Be Aware (z ang. strzeż się), a nie Bioware.
No nie wiem, czy kolesie od Bioware potrafią zrobić inne romanse, niż w tych grach, nad którymi pracowali.
Najtrudniej w Cyberpunk 2077 za drugim razem jak grę kończyłem to skończyłem ją mieszkając z Panam.
Chcieć mogą chcieć, pytanie co z tego wyjdzie. Nie kojarzę żadnej gry powstałej w ostatniej dekadzie (lub dłużej) powstałej w USA lub Kanadzie, która zrobiłaby romanse dobrze. Wynika to w sporej części z uwarunkowania kulturowego.
Takie gry powstają ostatnio albo w Japonii albo w Europie.
Wynika to głownie z inżynieri sopłecznej. I nie chodzi tylko o jakość romansów ale ogólną średnią lub słabą kondycję merytoryczną i techniczną produktów AAA, popkultury ogólnie czy innych warstw życia.
Świetne informacje. Romanse w Baldur's Gate 3, czy Veilguard to przykłady lewicowych relacji, byle się przespać ze sobą bez zobowiązań i koniec. Cieszy tutaj konserwatywne podejście do związków, relacje to powinno być coś więcej, niż seks.
Tylko, że BG3 relacje są zdecydowanie czymś więcej niż sam seks, ba - tego nawet nie ma dużo, jest jedna scena na daną postać o ile dobrze kojarzę, na pewno było tak z Shadowheart w mym przejściu. Też o ile w przypadku niektórych ta scena może pojawić się bardzo szybko, to wcale nie przekreśla to budowania głębszej więzi - tak jak i nie cechuje to jakoś bardzo lewicowych relacji. Jest tu większe przyzwolenie na seks bez zobowiązań, tak, ale nie jest to jakąś cechą zasadną, jak niektórzy lubią chyba myśleć.
Ogólnie to nie narzekałbym jakoś bardzo na samo pisanie romansów w tej grze, co bardziej system Larianów co do relacji z postaciami. Niby w początkowych wersjach gry powiedzieli, że to bug, gdzie protag jest tak oblegany przez każdego, no ale trochę w to powątpiewam.
Polecam sobie obejrzeć wszystkim fanom współczesnych gier AAA
https://www.youtube.com/watch?v=PkSzma1FO-Y

Wnioski sam każdy sobie może wyciągnąć. Dodam jeszcze że ludzie którzy stworzyli ich pierwsze wiekie gry, w większkości nie pracują już tam od dawien dawna, to jest Bioware z nazwy jedynie, a jeśli o mnie chodzi to obecnie jest Be Aware (z ang. strzeż się), a nie Bioware.
Wnioski sam każdy sobie może wyciągnąć.
Że jesteś ruskim trollem (wnioskując po twoich postach i avatarze)?
Nowa Huta na czasie ale zdecydowanie czytanie nie na czasie, co?
To nie jest RPG od Bioware. Naucz sie czytać a później wypisuj te swoje brednie w komentarzach.
Odniosłem się akurat do Bioware. Super, że dla ciebie fakty to brednie, i jeszcze dewaluujesz drugą osobę zalecające jej nauke czytania.
Bardzo fajnie potrafisz zasygnalizować, że wiedzę na temat geopolityki, historii oraz kultury osobistej masz na poziomie trzylatka.
I jakimś cudem masz dostęp do internetu, łał, gratulacje xD
Via Tenor
Skoro popierasz ignorancję i spowodowane ową ignorancją wyzwiska wobec innych osób, to ty na bank musisz myślisz samodzielnie Buahaha
I kto w ogóle powiedział, że trzeba popierać jakąś partię? Ja ''sikam ciepłym moczem'' na wszystkie po kolei:)
Co za gość xd
A jedyny związek Exodusa z Bioware jest taki, że Archetype Entertainment, które go robi zostało założone przez ludzi z starego Bioware: Jamesa Ohlena ( Lead Designer/Creative Director pierwszego i drugiego Baldura, Neverwinter Nights, pierwszego KOTORa, Dragon Age Początek. Robił też przy pierwszym Mass Effect) i Chada Robertsona (który większość kariery w Bioware spędził przy Star Wars Old Republic, a poza tym DLC do Inkwizycji i Anthem).
Już nie mówię, że głównym scenarzystą Exodusa jest Drew Karpyshyn czyli też gość, który odpowiadał za scenariusze najlepszych gier Bioware, a poza tym też napisał trylogię Dartha Bane'a - jedną z najlepszych serii książkowych z Gwiezdnych Wojen.
A teraz zwyczajnie próbujesz się wykręcić.
A ty jesteś skrajnym lewakiem z Reddita (wnioskując po twoich postach).
Serio? To zacytuj gdzie napisałem coś "skrajnie lewackiego". Chętnie się dowiem w czym objawia się moje "skrajne lewactwo" :).
Obejrzałem filmik, który poniżej podlinkowałeś (spojler: autorstwa mizogina). Diagnoza stanu współczesnych gier na tyle mnie zaintrygowała, że obejrzałem go w całości. 20:05: "two of the characters are chicks which I don't mind as long as they are hot or serve a purpose". Ciekaw jestem, jaką rolę w jego wizji miałyby te postacie pełnić..
No nie wiem, czy kolesie od Bioware potrafią zrobić inne romanse, niż w tych grach, nad którymi pracowali.
"Dobrym przykładem tych pierwszych są romanse znane z Baldur's Gate 3 czy Dragon Age: The Veilguard. Relacje są tam łatwo dostępne, a towarzysze często wykazują niemal natychmiastowe zainteresowanie bohaterem gracza. Dla wielu osób to miłe urozmaicenie rozgrywki, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że brakuje tu większych zawirowań i emocjonalnej „ceny” za podejmowane decyzje."
Akurat Dragon Age Veilguard to kiepski przykład, bo tam właśnie ze względu na jedną z decyzji można skopać romans z Neve lub Lucanisem.
Niektórzy twórcy Exodusa pracowali nad Baldur's Gate 2 i ta gra była akurat bardzo dobrze zrobiona w kontekście romansów. Raz, że dostępne opcje zależały nie tylko od płci postaci gracza, ale też rasy. Drowka Viconia nie wiązałaby się z elfem czy półelfem. Pół-ork i krasnolud w ogóle nie miał powodzenia u kobiet. Aerie wychowana przez gnoma jako jedyna towarzyszka mogła romansować z gnomem kierowanym przez gracza.
Poza tym w BG2 dialogi rzeczywiście miały znaczenie. Romans rozwijał się powoli, jeśli ktoś grał w tę grę dużo, optymalnie i przechodził ją szybko, to często nie miał nawet okazji striggerować dostatecznie dużo banterów drużynowych (45 minut timer jeśli dobrze pamiętam).
Ponadto wybranie jednej z kilku niewłaściwych kwestii dialogowych mogło totalnie zablokować dalszą możliwość romansowania.
Żeby tego było mało, gdy trafiało się do Podmroku, to jedna z kapłanek z Ust-Natha domagała się stosunku z dzieckiem Bhaala i jeśli postać nie miała dostatecznie wysokiej charyzmy czy inteligencji, by się z tego wykręcić, to też całkowicie przerywało romans.
No i towarzysze mieli swoje charaktery. Jaheira po utracie męża było przez długi czas mocno rozdrażniona i nieprzystępna, Viconia robiła wszystko, by zniechęcić gracza do zaangażowania itd.
Tymczasem wszystkie późniejsze gry w większości przypadków ograniczały się do mówienia drugiej połowce tego, co chce usłyszeć i wszyscy NPC tylko czekali aż skupią na sobie uwagę gracza i zaciągną do łóżka. No i wśród graczy taka "gratyfikacja" stała się jedyną słuszną definicją romansu i jak w grze znalazły się wątki romantyczne, które nie zostały zwieńczone stosunkiem, to już gra nie miała romansów, jak np. wątek Aribeth z NWN czy Handmaiden/Visas w KotOR2.
Osobiście wywalone mam na romanse w grach, bo są właśnie strasznie banalne. Jak się zastanowię, to ostatni tego typu wątek jaki mi się podobał, to quest "Ostatnie życzenie" w Wiedźminie 3.
Dość specyficznie jest skonstruowana relacja z Nyrissą w Pathfinder: Kingmaker - tak jakby twórcy zapatrzyli się nieco na relację z Viconią z BG2. Czyli też niby najpierw zachęta jako Guardian of the Bloom, potem całkowity zwrot i wrogość, potem spotkania w snach i z jednej strony zainteresowanie Twoją osobą, a z drugiej strony pogardliwe odpowiedzi pasujące do Viconii :-) A potem nawet możliwy udany finał w przypadku True Ending :-)
W sumie tak. W KM miałem romans z Nyrissą i sekretne zakończenie. Tam faktycznie zostało to sensownie poprowadzone.
W WotR miałem romans z Aru, ale totalnie mi się nie podobał. Wydawał się strasznie naiwny i infantylny. Trochę taka Aerie 2.0. A że wtedy grałem aeonem, to i tak na końcu nic co zrobiłem nie miało znaczenia i dopiero ten slajd z czerwoną Aru jakoś podziałał na emocje.
W przypadku Arueshalae najlepiej rozwija się relacja, gdy się wybiera opcje ze ścieżki mitycznej Azaty, ponieważ można z nią nawiązać kontakt głosowy jeszcze przed bitwą o Drezen, a konkretnie w lokacji Lost Chapel, czyli tam, gdzie ratujemy np. porwaną Irabeth. Potem, gdy uwalniamy Arue z więzienia w Drezen, to ona rozpoznaje nasz głos. Przyznam, że mi osobiście ona nie przypomina za bardzo Aerie. :-) Aerie to była taka piszcząca małolata, płacząca z powodu utraty skrzydeł. Natomiast Arue ma dość mroczną przeszłość i chce zejść ze ścieżki demona.
Z kolei w przypadku Nyrissy cała historia jest świetnie poprowadzona, no i głos Amelii Tyler robi swoje :-)