Fallout 2 najlepszy i ch u j ??. Interplay był the best bethesda im do pięt nie dorasta.
W sumie sam nie wiem. Fallout 3 moim zdaniem bardzo dobrze uchwycił klimat dwuwymiarowych Falloutów i całkiem zręcznie przetłumaczył go na język 3D (zwłaszcza The Pitt miało genialną atmosferę). No ale już Fallout 4 to faktycznie sprawiał wrażenie "parku rozrywki". Nawet przymykając oko na spłycone elementy RPG czy jego nasycenie kolorami i urokliwość (które według mnie zupełnie nie pasują do tego świata), najbardziej położono w nim design rozgrywki, a zwłaszcza tak ważne w tego typu grach, poczucie liniowej progresji.
F3 całkiem dobrze radził sobie ze stopniowym eskalowaniem emocji, najpierw krypta, potem Megatona, potem Super Duper Mart, potem kolejne, coraz trudniejsze lokacje, dzięki czemu czuć było, że świat otwiera się przed nami coraz bardziej. Zaczynaliśmy od wybijania cherlawych bandytów w zrujnowanym spożywczaku, ubrani w brudny kombinezon krypty i uzbrojeni w lichy karabin samopowtarzalny, a kończyliśmy na dziesiątkowaniu szponów śmierci działem plazmowym, odziani w eksperymentalny pancerz wspomagany, samodzielnie zmieniając losy pustkowi.
A Fallout 4? W pierwszych 15-20 minutach gra daje nam pancerz wspomagany i miniguna, każąc nam zmasakrować nacierających bandytów i ubić szpona śmierci. A potem wszystko tylko jeszcze eskaluje... Właśnie przez to strasznie ciężko mi było wczuć się w rolę zwykłego człowieka walczącego o przetrwanie na złowrogim pustkowiu. Zamiast tego miałem wrażenie, że jestem w parku rozrywki i biegam od atrakcji do atrakcji, a menadżer całego przybytku cały czas mnie pilnuje i dba, żebym się ani przez chwilę nie nudził, nieustannie serwując mi strzelaniny, wybuchy i masę lootu... Żadnych wolniejszych momentów, tylko ciągła jatka. Nie chodzi nawet o poziom trudności i brak wyzwania (bo i Fallout 3 był śmiesznie łatwy, zwłaszcza z DLC podnoszącymi maksymalny poziom i dodającymi nowe, potężne perki), ale o bijącą od tego sztuczność i brak poczucia zwiedzania wiarygodnego, spójnego świata, który istnieje nie tylko po to, żeby nas zabawiać.
Czyli Becia wie jak to zrobić w miarę dobrze, tylko po prostu poszła w złym kierunku. Może to z powodu śmierci Adamowicza, ich wybitnego concept artysty, który nadał ton i kierunek artystyczny "trójce"? Po sukcesie Skyrima wyraźnie się pogubili, co dobitnie pokazał Starfield. Czy jest szansa na dobrego Fallouta 5? Widząc ich upór i niezdolność do refleksji, raczej w to wątpię.
Bethesda teraz to zarabia na serialu i na jego widzach którzy teraz dopiero dzieki serialowi zaczeli sie tym światem Fallouta interesować i po prostu im nie zależy na jednostkach takich jak powyższy twórca tylko na masie która to kasę wydaje na ich grę i na ich serial, pewnie sie nie doczekamy takiej historii jaką miał Fallout 3/4 czy New Vegas bo 76 już tą historię zabiło.