"- Możliwość bycia złym lub dobrym (kto lubi być złym?)"
Chwila, czy ty właśnie, tak zupełnie na serio, wystawiłeś minusa za to, że gra daje ci wybór, czy chcesz być dobry, czy zły? No ja rozumiem, gdyby gra zmuszała do bycia złym, to nie każdemu będzie leżeć. Ale mieć problem, że ludzie mają dostępne różne opcje?
"Już teraz ciężko odróżnić książki napisane przez AI od tych napisanych przez ludzi."
Śmiem mocno wątpić. A jeśli już, to świadczy to wyłącznie o niskim poziomie niektórych "pisarzy", a nie o potędze ej ajów. Pisać dziś każdy może i sam się opublikować, bez jakiejkolwiek formy kontroli jakości, jaką kiedyś był wydawca (nie, żeby wydawnictwa nie puszczały nigdy do druku chłamu i bubli, ale zawsze trochę to skalę tandety ograniczało).
".będzie też w stanie odtworzyć grę."
A na co komu odtworzona gra? Niech wymyśli coś własnego, ze spójną wizją artystyczną. No nie wymyśli, bo nie może.
A co do prostytutek, to po prostu ich kwestie się nie odtwarzały.
"Żonie na razie poleciłem ProtonPassa, żeby w ogóle zaczęła czegoś używać w tej dziedzinie. :D"
W sumie, gdybym miał wybierać coś chmurowego, to też najpierw pomyślałbym o Protonie.
Za:
- w miarę solidna reputacja
- brak znaczących wpadek w przeszłości
- zalety rozwiązań chmurowych.
Przeciw:
- rozwiązanie dość młode w porównaniu z konkurencją, więc nie wiadomo, jakie tam kwiatki wyjdą, chociaż, jak wspomniałem, dotąd wpadek nie mieli
- Proton to trochę wkładanie wszystkich jajek do jednego kosza: szyfrowany e-mail, dysk, "office", kalendarz, VPN... Widzę tu potencjalny single point of failure; jak już jakimś cudem ktoś się dobierze do konta, to do wszystkiego.
Dzięki za polecajkę. Kiedyś nawet zastanawiałem się nad przejściem na KeePassXC, ale nie zrobiłem tego z kilku powodów: przyzwyczaiłem się do zwykłego KP, jak coś nie jest zepsute, to nie widzę wielkiego sensu zmieniać, a kwestia estetyki ma dla mnie tutaj marginalne znaczenie, bo w końcu nie siedzę, wgapiając się w ten program godzinami. Wymieniłem wygląd jako wadę, bo ktoś inny może być w tej kwestii bardziej wybredny ode mnie.
" konkretnych argumentów za albo przeciw w zwykłym użytkowaniu brak? " - Herr Pietrus
"Notes A7 z Flying Tiger. :) " - też Herr Pietrus
Jak się domagasz od innych, to sam daj przykład odpowiedzi z konkretnymi argumentami.
Nikomu się nie chce pisać epistoł, których i tak nikt potem nie przeczyta, bo nikomu się nie chce. Ale jak tak bardzo ci na tym zależy, to proszę bardzo:
Setup:
PC: KeePass
Telefon: KeePass2Android
Bazę danych na PC traktuję jako główną i synchronizuję ją sobie z telefonem Syncthingiem.
Moje założenia i model bezpieczeństwa:
- nie potrzebuję możliwości użytkowania tej samej bazy haseł z wielu urządzeń na raz
- nie chcę rozwiązania chmurowego, bo chmura dzisiaj jest, jutro nie ma, w dodatku chmurowe menedżery haseł mają długą tradycję wycieków i wpadek, patrz choćby mój link do świeżej analizy podatności, wrzucony kilka postów wyżej
- chcę rozwiązanie bezpłatne albo za rozsądną, jednorazową opłatę, żadnych subskrypcji/abonamentów
- nie chcę, żeby baza haseł poniewierała się po jakichkolwiek serwerach, umożliwiając złośliwemu serwerowi albo hakerowi, który ją wykradnie, nieograniczoną swobodę w próbach jej łamania offline albo działanie w myśl zasady "przechwyć teraz, łam później (gdy postępy w kryptoanalizie albo mocy obliczeniowej pozwolą na łamanie aktualnie niełamalnych zabezpieczeń)"
- zależy mi na oprogramowaniu otwartoźródłowym, najlepiej takim, które przeszło zewnętrzne audyty bezpieczeństwa jakiejś w miarę wiarygodnej firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem lub jest na tyle znane, żeby ludziom z rzeczywistą wiedzą i umiejętnościami chciało się choć rzucić na nie okiem
- opcja generowania mocnych haseł wg. zadanych kryteriów
- pozwala łatwo wpisywać loginy/hasła.
KeePass spełnia założone cele, bo:
- jest otwartoźródłowy i wiem o co najmniej jednym oficjalnym, zewnętrznym audycie
- działa na lokalnej bazie danych
- obsługuje wtyczki, choć tu trzeba również pamiętać, że wtyczki nie muszą być równie zaufane, co podstawowy program
- pozwala na generowanie mocnych haseł
- jest darmowy
- ma swój własny autotype i całkiem dobrze działa z wtyczką Kee.
KeePass2Android spełnia założone cele, bo:
- jest otwartoźródłowy
- bez problemów odczytuje bazę danych KeePassa
- działa na lokalnej bazie danych
- pozwala na generowanie mocnych haseł
- jest darmowy
- ma całkiem dobry autotype.
Wady takiego rozwiązania:
- KeePass nie jest najestetyczniejszym programem, ma raczej estetykę rodem z czasów Windowsa 98
- nie wiem o żadnym oficjalnym audycie KeePass2Android
- brak wygodnej synchronizacji bazy danych pomiędzy urządzeniami, a konfiguracja Synscthing wymaga więcej zachodu niż "kliknij przycisk i gotowe".
W sumie nie kojarzę innych gier, gdzie przeciwnicy rzeczywiście mieli coś na kształt instynktu samozachowawczego i nie rzucali się ginąć z pieśnią na ustach, tylko na widok wycelowanej w siebie broni wymiękali. Gra miała swoje wady, ale możliwość sterroryzowania grupy napastników pistoletem bez ani jednego naboju, do dziś jest unikalna w świecie gier wideo.
Akurat w temacie: https://eprint.iacr.org/2026/058
"We present 12 distinct attacks against Bitwarden, 7 against LastPass and 6 against Dashlane."
Analiza podatności w chmurowych menedżerach haseł Bitwarden, Dashlane, LestPass i 1Password
No tak. Ja odczuwam niedosyt czegoś w stylu Alpha Protocol. Przy wszystkich swoich wadach pokazał, że RPG w świecie "tu i teraz", bez magii, ani kosmitów, za to z dobrym szpiegowskim spiskiem mają sens.
Gie nie skutek. Opóźnią parę miesięcy, aż się ludziom znudzi narzekanie i swoje zrobią. Skutek to byłoby bezwarunkowe wycofanie się z tej weryfikacji wszędzie, poza tymi sukinsyńskimi krajami, które tego żądają.
PC: KeePass
Telefon: KeePass2Android
Bazę danych na PC traktuję jako główną i synchronizuję ją sobie z telefonem Syncthingiem.
Też jakoś mi się nie widzi "donate'ować" sklepu jak jakiegoś youtubera. W końcu to biznes, a nie jakaś organizacja non profit. Chętnie ich wspieram, praktycznie co miesiąc coś tam kupując, ale datki to jednak nie dla mnie.
"Anthropic wykazał się hipokryzją, ponieważ wzywa do współpracy z władzami i politykami, gdy ktoś od nich próbował kraść dane, a wcześniej firma ignorowała na przykład prawa autorskie, gdy trwało trenowanie Claude’a na materiałach zewnętrznych."
-Kali, kiedy ktoś robi coś złego?
- Złe być wtedy, jak ktoś ukraść Kali krowę.
- A kiedy ktoś robi coś dobrego?
- Dobre być wtedy jak to Kali ukraść komuś krowę.
Byłoby super, gdyby do każdej gry udało się dostać prawa do tłumaczenia, żeby były jak te 2 dekady temu, kiedy człowiek grał "za dzieciaka", ale marzenia swoje, a rzeczywistość swoje.
A z tego linka do odświeżania konta w ciągu ponad 10 lat i kilkuset zakupionych gier byłem zmuszony skorzystać jeden raz. I to nie, gdy coś kupiłem, tylko, gdy właściciele Lost Embers automatycznie dostawali za darmo wersję Rekindled, a mnie jej do konta nie przypisało.
Jakie 30 FPS? Jakie 60 FPS? Prawdziwy "pro gamer" nawet Worda odpala w 1000 FPS. I nie zniża się do niczego mniej niż 2500 FPS grając od rana do nocy w przygodówki i strategie turowe.
" "słyszą gwizdanie, ale odgłosów zabójstwa już nie. Pięć kroków dalej ginie towarzysz a ci nadal stoją jak kołki." - BO TO K...SĄ WSZYSTKO UMIEJŚTNOŚCI, KTÓRE MOŻESZ ZDOBYĆ."
To jest strasznie głupie w takim razie. No ale niech będzie. Animusem można wytłumaczyć każdą głupotę.
"Bowiem Dishonored to bardziej gra akcji,"
Tutaj nie do końca się zgodzę. Na pewno więcej w niej ducha skradanki niż w Asasynach. Fakt, można przechodzić jako grę akcji i jest to równorzędna opcja. Sam jedynkę ukończyłem na 2 sposoby: w pełni korzystając z mocy i usuwając każdego,kto się nawinął i jako duch, który nie zabijał absolutnie nikogo i korzystając (bardzo okazjonalnie) jedynie z podstawowego mignięcia, i świetnie bawiłem się w obu wariantach. Ale jednak twórcy premiują działanie po cichu, jeśli chce się mieć dobre zakończenie.
"Dishonored to gra, gdzie skradanie nie ma nawet sensu, bo możesz wszystkich z łatwością zabić, tak ta gra jest prosta."
Dokładnie to samo można powiedzieć o AC. Naoe w boju też sobie poradzi, a jak masz kłopoty, to bierzesz Yasuke i łamiesz Japończyków jak zapałki.
"Dlatego dziwnym jest to, że ktoś jest zachwycony tym elementem w AC, ale ok, lubi to tak uważa"
Przypuszczam, że w grę może wchodzić podejście idzie mi skradanie, to mechanika skradania jest dobra; nie idzie mi skradanie, to mechanika skradania jest zła. A w rzeczywistości skradanie wychodzi, bo jest mocno uproszczone i przeciwnicy udają, że nic nie widzą.
Każda skradanka ma, z konieczności, mniejsze czy większe uproszczenia względem rzeczywistości, bo inaczej tylko garstka osób miałaby samozaparcie, żeby skutecznie przejść choćby najprostszą misję. Ale akurat w Asasynach to jest szczególnie widoczne.
Zdaje się chodziło o ograniczenie silnika, który nie obsługiwał bitmap, czy tam modeli powyżej określonej wielkości. Zresztą ograniczenia techniczne, czy zapominalstwo, to wytłumaczenie tak czy inaczej okazało się niestety prorocze.
W punkt, nic dodać, nic ująć.
Miałem komentować dużo, ale nie muszę, bo wszystko już powiedziałeś.
O ile ta historia nie została zmyślona, to stawiam, że jakiemuś urzędnikowi kolekcjonerka bardzo się spodobała i wysłanie do ekspertyzy to tylko taki pretekst. Trochę to potrwa, a później będzie "przykro nam, ale gdzieś nam się twoja przesyłka zagubiła".
Całkiem mądrze napisane o "idealnej" alternatywie dla Discorda: https://soatok.blog/2026/02/11/on-discord-alternatives/
Jest to jakaś alternatywa, ale... Bylem w przynajmniej 2 wielkich grupach, które trzeba było zamknąć i założyć nową (co najmniej trzykrotnie w ciągu paru at), bo protokół się rozsynchronizował czy jakieś inne cholerstwo charakterystyczne dla Matrixa. Z tym, że to była spora publiczna grupa na parę tysięcy osób, gdzie caly czas ktoś się pojawiał, czy odchodził. Możliwe, że mniejsze i z mniejszą rotacją członków tego problemu nie mają.
A jaką proponujesz sensowną alternatywę, gdzie:
- masz sensownie pogrupowane rozmowy tematycznie
- nie musisz zakładać konta, dołączać do żadnych grup, serwerów, wuj wie czego, żeby tylko czytać
- masz łatwość wyszukiwania konkretnych tematów i śledzenia dyskusji?
- jest darmowy
Bardzo chętnie poznam dobre nie-dziadkowe alternatywy.
Do komunikacji Signal. Ale to raczej do komunikacji text/głos/video w orębie jakiejś swojej grupy znajomych, niż dziesiątki kanałów, wątków itp. Robiłby się za duży burdel. Jestem w paru większych publicznych grupach i widać brak pewnych rzeczy przydatnych przy takim zastosowaniu.
A dla tego całego "pseudoforumowego" aspektu Discorda, to najlepszym zamiennikiem jest powrót do tradycyjnych forów. Wszystko ładnie pogrupowane tematycznie, łatwe do znalezienia i prześledzenia dyskusji, a nie ten discordowy misz-masz.
No właśnie, zależy do czego. Signal uwielbiam za podejście do prywatności i bezpieczeństwa w erze, gdy każdy by chciał każdego inwigilować, ale to jednak jest przede wszystkim komunikator, a Discord to taki ni to komunikator, ni społecznościówka. Inne cele, inne podejście. Jeśli ci zależy na prywatności, trudno o lepszy wybór, ale jeśli szukasz czegoś z mniej więcej tymi samymi funkcjami co Discord, to w przypadku Signala musiałbyś pogodzić się z licznymi ograniczeniami.
" kto grał w Clair Obscur: Expedition 33 ? Bo na GOGu cena jest zabójcza"
Do tych twoich 5 dych to rzeczywiście daleko, ale ogólnie cena całkiem rozsądna na tle wielu współczesnych gier.
Co do gry, to Silvaren już właściwie wszystko napisał, z tym tylko, że z dobrym buildem pod koniec bez problemu da się przelatywać walki z 99% normalnych przeciwników. Walki kończąc w pierwszej turze, zanim przeciwnik w ogóle zaatakuje, więc nie trza tracić czasu na parowanie/uniki. Powiedziałbym jeszcze, że ja tam zainteresowania postaciami nie straciłem po drugim akcie, chociaż rzeczywiście perspektywa na nie i wydarzenia trochę się zmienia. Ogólnie fabularnie w drugim rozdziale ekspedycja niewytłumaczalnie mało przyciskała swoje nowe nabytki o informacje, żeby nie zdradzić za dużo i scenarzyści wielkie ujawnienie zrobić kiedy robią.
https://aboutsignal.com/news/signal-raises-limit-for-audio-and-video-calls-to-75-participants/
Chyba więcej osób w rozmowach głosowych nikomu nie potrzeba.
Pus względem Discorda, że wszystko szyfrowane i Signal choćby chciał to nie może słuchać i analizować treści rozmów, ani robić sobie biometrycznej bazy próbek głosu, czy szkolić na twoich rozmowach jakieś AI. Minus jest taki, że desktopowy klient Signala jest taki sobie.
Discord to sobie mógł zapewniać, a nawet naprawdę zakończyć współpracę. Tylko co z tego, jak to już była musztarda po obiedzie, mleko się rozlało, konie uciekły, kropka. A zmiana partnera wcale nie gwarantuje braku wycieków w przyszłości.
Jedyne pewne rozwiązanie too takie dane po prostu nie prosić, bo nikt nie ukradnie ci danych, których nie masz.
Discord chce zobaczyć wasze gęby i dowody. Tymczasem niecałe pół roku temu...
https://www.theverge.com/news/792032/discord-customer-service-data-breach-hack
https://www.bleepingcomputer.com/news/security/hackers-claim-discord-breach-exposed-data-of-55-million-users/
"najlepsza historia xD ta gra ma ma fabułę typu natan zakończył karierę poszukiwacza skarbów, wbija do niego braciszek wkręca bajkę o długi i gówny bohater wyrusza na przygodę ale nie bierze skarbu bo budynek się rozpada i tyle. niezbyt fajne strzelanie"
Daj mi dowolne dzieło; grę, książkę czy film, których fabułę uważasz za wybitną, a gwarantuję ci, że też sprowadzę ją do takich banałów. Historia wybitna może nie jest, ale bardzo fajnie porusza problem emerytury poszukiwacza przygód (czy, szerzej, każdego kogo zajęcie wiązało się z zagrożeniem życia: sportowca ekstremalnego, żołnierza, strażaka itp.).
To był świetny zabieg, gdzie myśisz, że nurkujesz w jakichś egzotycznych wodach w poszukiwaniu kolejnego skarbu, a okazuje się, że po prostu jakiejś przyczepy z żelastwem, która spadłą z mostu. I zaraz potem fragment na strychu, gdzie oglądasz pamiątki poprzednich przygód i bawisz się zabawkowym pistoletem, zakończony rodzinną scenką z Eleną. To całe "I to już wszystko, co życie ma dla mnie w zanadrzu? Praca od 9 do 5 i wspominanie czasów, kiedy robiłem coś, co cokolwiek znaczyło?"
I nie tylko ten wątek rozczarowania codziennością. Masz jeszcze kwestię obsesji i konsekwencji takiego życia, rozważanie, w którym miejscu jest ten moment, że trzeba odpuścić, żeby cena nie okazała się zbyt wysoka. Osobiście narzekam przede wszystkim na to, że wyciągnęli Sama z kapelusza, bo Nate w żadnej z poprzednich części nawet słówkiem nie zająknął się o bracie. Mechanicznie faktycznie jest tak sobie.
Ogólnie masz do czynienia z najbardziej dojrzałą fabułą w serii, wystarczy tylko odrobinę się przyjrzeć. No ale dla niektórych jest ważniejsze, że niezbyt fajnie robi się pif paf.
Nie podoba mi się, że idą w kierunku zastępowania pracy grafików z krwi i kości wytworami AI. Ale dopóki będą to ograniczać do tego typu sezonowych materiałów marketingowych, mogę z tym żyć.
Beczenie, że użuywacie obrazka AI, to "wasza działalność nie ma sensu" to kompletna bzdura.
"Jeśli obsadzasz [na tych stanowiskach – dop. red.] swoich białych kolegów płci męskiej, to nie promujesz żadnej różnorodności ani nie otrzymujesz nowych pomysłów czy opinii."
1. Bo wszyscy biali mężczyźni to jakiś umysł roju i każdy ma dokładnie taką samą opinię na każdy temat i dokładnie te same pomysły. Najlepszym dowodem (demograficznie przeważająco białe i męskie) forum GOL-a, gdzie wszyscy jednomyślnie zgadzają się np., że Gothic królem RPG jest i basta.
2. Tłumacząc wypowiedź z virtue signalingowego na nasze, Chakib Mataoui, pod płaszczykiem dbałości o takie wartości jak różnorodność i kreatywność, mówi tylko: "mam ból d**y, że to nie mnie, k***a, wybrali do szefowania".
" Stworzyłem drużynę, posłuchałem wprowadzenia Maralie i gra mi się zwiesiła w czasie pierwszej konwersacji. Pewnie trzeba ddraw fix nawet na gog-owej wersji wgrywać :/"
O ile nie instalowałeś z przestarzałego instalatora offline, to ta poprawka jest już zawarta w grze.
Update (13 November 2024) Applied DDrawCompat to ensure compatibility with modern displays
Nie wiem czy robi różnicę, bo u mnie GOG-owskie IWD2 zawsze działało i bez DDraw fixa.
Ale na plus jest to, ze wydaje się, że ostatecznie poszła po rozum do głowy i zaczęła rozumieć, że to nie było tego warte.
No w sensie dosłownym nikt cię nie zmusza do kupowania mikrotransakcji i grania po wiele godzin. Nikt ci pistoletu do czoła nie przykłada. Tylko tam są celowo zaprojektowane i wprowadzone pewne mechanizmy. Doskonale poznane i opisane mechanizmy psychologiczne uzależnień i FOMO. Od tego są całe sztaby ludzi pracujące nad tym jak sprawić, żeby gracze siedzieli cały czas w jednej grze i wydawali pieniądze, ale żeby nikt nie mógł zarzucić im, że kogokolwiek zmuszają.
Tylko pytanie: czy wygląda tragicznie bo on i reszta zespołu lepiej nie potrafili, czy takie dostali wytyczne i nie było wyjścia, bo pan każe, sługa musi?
Jeśli w grę wchodzi to drugie, to wcale nie dziwię się, że się żali, bo doskonale wie, że później gracze ich zjedzą, że beztalencia i za błędy kierownictwa to oni polecą z roboty.
Ja też po cichu liczę na jakiś update z osiągnięciami (z tym, że dla mnie w wersji GOG). Od jakiegoś czasu Gothicki znów za mną chodzą, ale sumienie mówi mi "przecież niedawno grałeś, a kupka wstydu rośnie". Ciągnie mnie do Kolonii jak wilka do lasu, a z osiągnięciami mógłbym sobie powiedzieć, że to przecież coś nowego i zagrać po raz nie wiadomo który bez wyrzutów sumienia.
No to trochę rzeczy cię omija. Z drugiej strony i tak jest tyle gier, że nawet w obrębie jednego gatunku nie sposób ograć wszystkiego.
Te "straty" to jest zwykłe myślenie życzeniowe, że jakby nie pobrał "pirata", to na pewno by kupił. A tak dobrze to nie ma.
I druga sprawa, tam, gdzie jest łatwy dostęp do legalnych treści po rozsądnych cenach, tam od razu spada piractwo, bo legalnie jest wtedy szybciej, łatwiej i wygodniej, i bez stresu, że się nałapie jakiegoś syfu albo ktoś się przyczepi.
Widzę, że mamy podobne odczucia co do książek z FR. Salvatore z Drizztem spoko, może nie wybitny kawałek literatury, ale przyjemne niewymagające czytadełko. I też, kurczę, uważam, że Grzbiet Świata odstaje poziomem od reszty historii okołodrizztowych. Ale najgorsze fantasy? Widać nie czytałeś Trójcy Fiony McIntosh (nie FR). Grzbiet był zwyczajnie słaby. W Trójcy bohaterowie działali bez żadnego ładu i składu, w jednej chwili tak, w innej zupełnie inaczej, bez jakiegokolwiek powodu poza tym, żet autorce pasowało dla dodania "dramatyzmu".
Kamienia Poszukiwacza nie czytałem, może kiedyś znajdę czas. Ogólnie jeszcze Elaine Cunningham da się czytać z FR. Trochę nierówna, bo seria o Liriel Baenre była taka sobie, Doradcy i Królowie nawet mi się podobało, a Pieśnii Miecze to chyba tylko Srebrne Cienie były całkiem, całkiem.
A Dolina Lodowego Wichru to rzeczywiście najbardziej klimatyczne miejsce FR, czy to u Salvatore'a, czy w grach. BTW, grałeś może w dodatek Doom of Icewind Dale do NWN? Ciekawi mnie czy udało się przenieść choć trochę klimatu Icewindów do w pełni trójwymiarowego NWN.
Zasadniczo nie ma sensu odpisywać. To najprawdopodobniej kolejne konto niejakiego diamondf, który kiedyś w wątku bodajże Jak poznawać dziewczyny popełnil ze 20 postów w podobnym stylu, aż mu mod większość skasował, to zamilkł, ale od tego czasu pojawiły się już chyba ze 4 nowe konta piszące ten sam bełkot w stylu mocno rwanego strumienia świadomości, że dziewczyny złe, związki złe i nikomu nie potrzebne, czasy i życie do bani, a tak w ogóle to wszystko ch***.
Najgorsze, że to chyba nawet nie jest troling, tylko chłlop doznał poważnego załamania nerwowego i, zamiast posłuchać, co mu wtedy ludzie radzili, żeby poszukał pomocy, wciąż bezproduktywnie próbuje wylewać tu swoją frustrację.
"Przede wszystkim ustalmy, do kogo skierowane jest to postanowienie poprawy – bo ono nie jest ani do mnie, ani do Was. Nie napisano go z myślą o graczach, a gracze nie są żadną stroną w ubisoftowej rewolucji – są co najwyżej jej przedmiotem."Właściciel chlewu nie będzie omawiać środków zaradczych na kryzys w branży mięsnej ze świniami, bo świnie nie są stroną w tym biznesie, tyko produktem. A o świnię będzie się troszczyć tylko na tyle, żeby była tłuściutka i nie zdechła przed zarżnięciem, wypatroszeniem i wysłaniem do sklepu.
"Bo to pismo narodziło się nie z troski o graczy ani nie z troski o gry, ale z troski o korporację."
"Bo ja wiem, że zagram w następnego „Assassyna”"
I tu, autorze, sam odpowiadasz sobie, dlaczego nie jesteśmy stroną i dlaczego o graczach myśli się na ostatnim miejscu (jeśli w ogóle). Możesz poczuć się dotknięty tym porównaniem, ale tu już wchodzi "casus"prostytutki: niby należy jej się jakakolwiek przyzwoitość, jak wobec każdej istoty ludzkiej, ale po co zawracać sobie głowę, skoro niezależnie jak ją potraktujesz, i tak będzie dalej dawać.
A z graczami tak naprawdę jest jeszcze gorzej, bo prostytutka chociaż się ceni i za usługi każe sobie płacić. Natomiast w przypadku graczy, to oni chętnie, a nawet gorliwie płacą, żeby ktoś ich wyobracał.
"Twórcy nowej aktorskiej serii postanowili odejść od wizerunku Lary Croft jako symbolu seksu. Zamiast tego w produkcji Prime Video zobaczymy „inną stronę” tej bohaterki."
Ku zaskoczeniu nikogo.
"kiedyś był taki okres gdzie robiono gry w kilka miesięcy na podstawie filmów i animacji"
I niebezpodstawnie gry "filmówki" miały reputację gniotów i skoków na kasę. Większość z nich była straszliwym szajsem.
Pamiętajcie, jak ściągniecie sobie jednego ebuczka, to jesteście parszywe złodzieje. Ale jak ściągnicie ich setki tysięcy, żeby nakarmić swojego LLM-a, to już jest użytek dozwolony. I są potwierdzające to wyroki sądowe.
Judge Chhabria also granted Meta’s cross-motion for partial summary judgment, concluding that Meta’s use of the copyrighted books for LLM training indeed qualifies as fair use based on the arguments presented.
torrentfreak.com/meta-secures-bittersweet-fair-use-victory-in-ai-piracy-case-250626/
Więc zapamiętajcie to sobie raz na zawsze: jak kraść, to tylko bezczelnie i na wielką skalę.
"Ja tu wszystko rozumiem"
No jeszcze by tego brakowało, żebyś nie rozumiał, jak sam to napisałeś. Bryła tekstu, skoki po wątkach od sasa do lasa i zakładanie, że na GOL-u siedzi jakiś kolektyw telepatów i jasnowidzów, którzy będą wiedzieli, jak ci odpowiedzieć na pytania o raczej subiektywne odczucia. Tak, jak człowiek się w to wczyta, zrozumie, co mniej więcej chciałeś powiedzieć. Tylko po co ktoś miałby się męczyć?
"Napisany post dokładny i rzeczowy "
Bez urazy, ale muszę tu pojechać Sapkowskim: nie rozpoznałbyś dokładności i rzeczowości, nawet gdyby wyskoczyły z krzaków i kopnęły cię w dupę.
Pamięci coraz droższe, karty coraz droższe i mniej dostępne. Na twórców gier padł blady strach. Już nie będą mogli powiedzieć "gra jest dobrze zoptymalizowana; to gracze mają słabe komputery" ani "to jest gra premium dla graczy premium ze sprzętem premium". Już nie przejdzie "niech sobie kupią RTX-a 5090 i DLSS-em zategują".
Na szczęście dla nas są jeszcze takie mózgi elektronowe jak twój, które nie łapią, że istnieje coś takiego jak laptop z akumulatorami, na którym ktoś sobie jeszcze może przez parę godzin na plikach lokalnych popracować, jak go terminy gonią.
Podczas gdy ty ze swoją chmurą, gdy coś nawali na innym kontynencie, jesteś w d, bo prąd masz, neta masz, ale i tak się do swoich pików nie dostaniesz.
Tak, piękna przyszłość z chmurą.
- Awaria serwerów danej firmy i cyk, nie ma dostępu.
- Awaria CDN-ów i cyk, nie ma dostępu.
- Awaria jakiekolwiek usłuchi powiązanej i cyk, nie ma dostępu.
- Twoje przelotne kłopoty finansowe czy jakaś pomyłka, przez którą abonament nie zostanie opłąconynaczas i cyk, nie ma dostępu.
- Jakakolwiek pierdoła, która zostanie uznana za naruszającą niejasny i niekonkretny regulamin, wypowiedzenie świadczenia usługi i cyk, nie ma dostępu. Twoje pliki lecą w niebyt. Nie miałeś kopii lokalnych, bo przecież chmura to przyszłość a własny PC jest bez sensu? Jak nam z tego powodu bardzo nie jest przykro... Nie mamy twoich plików i co nam zrobisz?
Jak na razie wszelkie realne doświadczenia z chmurą pokazują, że temu rozwiązaniu nigdy nie będzie można całkowicie zaufać.
Obawiam się, że to pierwsza z całej serii podwyżek. Za jednym razem nie mogą zrównać się standardem cenowym z konkurencją, bo byłby za duży szok dla użytkowników. Ale jak rozbiją na kilka mniejszych podwyżek rozłożonych w czasie, to przejdzie.
Możesz dzieić włos na czworo z tą licencją,, czy taka sama, czy inna ale w praktyce to działa tak jak stara dobra płytka. Masz tu instalator do pobrania i korzystaj sobie jak z płyki. Jedynie odsprzedaż nie wchodzi w grę.
Też nie wiem jak MS komunikuje politykę prywatności da AI w Office, ale o lokalnym przetwarzaniu możesz sonie tylko pomarzyć. Wszystko leci na serwery.
Z AI, które jakkolwiek próbują dbać o prywatność, to od Protona Lumo. Wciąż dane muszą być dostępne dla serwera, żeby mógł wygenerować odpowiedź, ale nie są później przechowywane i wykorzystywane do uczenia modelu. Proton ma całkiem niezłą reputację i znacznie prędzej uwierzę im, niż MS czy Google, no ale to jednak wciąż działa na zasadzie "uwierz mi". No i samo Lumo nie jest jakieś wybitnie dobre.
Jest też coś takiego jak Confer. Dane też lecą do serwera, ale są niby szyfrowane metodą end-to-end. W praktyce nie są z tego prostego powodu, że AI po prostu musi zobaczyć twoje zapytanie, żeby móc na nie odpowiedzieć i nic, poza szyfrowaniem homomorficznym (w uproszczeniu rodzaj szyfrowania, który pozwala przeprowadzać na nich operacje bez ich odszyfrowania), ale wydajnościowo to wciąż pieśń odległej przyszłości.
W Conferze, jeśli się nie mylę, są używane enklawy sprzętowe, żeby serwer nie wiedział, co właściwie przetwarza. Nie jest idealnie, ale to krok w dobrym kierunku.
AI zrobi za was zakupy, AI podetrze wam d**y... Przyszłość ludzkości jest przesądzona: https://www.youtube.com/watch?v=Tzqt5jveggg
A co? Wolisz, żeby do końca świata żądali za nie pełnej ceny albo robili śmiechu warte promocje typu -5%?
"Avowed trafi wkrótce na PlayStation 5, otrzyma sporo nowej zawartości, a jego cena została na stałe obniżona na wszystkich platformach."
To teraz niech jeszcze trafi na GOG-a, to może zainteresuję się wcześniej niż za jakieś 10 lat. Od pewnego czasu przyłapałem się na tym, że zupełnie zapominam, co mam na Steamowej wishliście.
"Scena e-sportowa nie może już pochwalić się taką samą popularnością co jeszcze parę lat temu, a co za tym idzie zarobki nie są już tak atrakcyjne, bo sponsorzy mniej chętnie wydają kasę."
Nie mam pojęcia jak to wygląda w innych grach, ale od czasu do czasu zerkam, co tam się dzieje w e-sportowym światku CS-a. I jeszcze parę lat temu były chyba 2 turnieje rocznie z pulą nagród milion dolców lub więcej. W zeszłym roku takich imprez było 5 czy 6, a pomniejszych nawet nie zliczę. No rzeczywiście scena e-sportowa się zwija.
Co do reszty tego, co napisałeś, to pełna zgoda.
To jest jakieś szaleństwo. Stawiać wszystko na jedną, bardzo niepewną kartę i nie mieć żadnego planu awaryjnego. To, że teraz ma wyniki, nie oznacza że zawsze będzie mieć takie same albo lepsze. Minie kilka lat i zmęczy go taki tryb życia, kłopoty zdrowotne (albo zwyczajnie wiek) nie pozwolą mu grać na odpowiednio wysokim poziomie, bo powiedzmy to sobie szczerze: młócenie w gierki po 10-12 godzin dziennie nie pozostaje bez wpływu na zdrowie. Albo zwyczajnie znajdą się lepsi od niego i zostanie z ręką w nocniku. Ani wykształcenia, ani doświadczenia zawodowego.
Z oszczędnościami to też może być rożnie, bo dopóki nieletni, to może rodzice przypilnują, żeby wszystkiego nie przepuścił (chociaż, patrząc na to, że pozwalają mu rzucić szkołę, to mam wątpliwości), ale później sam będzie swoim majątkiem dysponować. A czy przeciętny 18-20-latek przejmuje się zabezpieczeniem finansowym na przyszłość i perspektywą emerytury?
"Wiele osób mających 30 lat nadal gra w gry choć zaczynali będąc młodzi i im jakoś granie nie zbrzydło"
Tyko jest różnica między gram sobie na luzie, bo lubię i sprawia mi to przyjemność, a napieprzaniem dzień w dzień po 10 godzin w klawiaturę, ciągle z presją na utrzymanie formy i wyniki.
Nie na darmo mówią, że jak chcesz znienawidzić swoje hobby, to zrób z niego swoje źródło dochodu.
Miałem komentować długo, ale firefly mnie wyprzedził i co najważniejsze już napisał. Więc tylko kr,otko:
"Nie jest to gra ani przełomowa, ani odświeżająca dany gatunek, czy przedstawiająca jakiś w innym całkiem stylu."
No jakim sposobem nie odświeża gatunku, jak to jest jRPG dla ludzi, którzy "japońszczyzny" nie trawią, usuwające rzeczy, które da takich odbiorców były w tym gatunku irytujące: nie ma drużynowej średniej wieku 15 lat i piskliwych głosików postaci, turowa walka została w ciekawy sposób zdynamizowana dla osób, które typowa turówka nudzi.
"Brak emocionalnej więzi z bohaterami, przez fatalne ich prowadzenie [...] Bardzo miałkie postaci. "
Widać, kto nie poświęcił tych kilku minut, żeby trochę z nimi pogadać w obozie.
"Nawet w takim A Plague Tale, mimo, że to prosta gra, za prostą i błąchą historią, potrafili stworzyć postać Hugo, której od pierwszej sekundy się nienawidzi i ma ochotę nadziać na pal."
Nie rozumiem, co wszyscy mają do Hugo. Owszem, czasem irytujący, jak to dzieciak w tym wieku, szczególnie taki, któremu zabito rodziców i który musi dogadać się z siostrą, której w zasadzie nie zna, w bardzo popieprzonym, okrutnym świecie. Mnie to stopniowe budowanie więzi bardzo pasuje.
"dzieciak w modelu 30 latki - lepiej? Polski język jest dość bogaty. Wiem ile lat miała. Chodziło mi o model 3D. Miała 16 lat, a z twarzy 30 minimum. "
Stary, co ty pier...? Jaka twarz 30-latki? No chyba, że w porównaniu z jakimiś bardziej ekstremalnie młodo wyglądającymi dziewczynkami anime. A choćby i nawet miała, to co, brak ci tam ładnych buziek? Masz Lune, masz Sciel, która z tym jakby lobuzerskim uśmiechem wygląda chyba jeszcze lepiej. Nie musisz rozpaczać nad tym, że nastolatkę zrobili nie dość seksowną.
"To jest właśnie spory minus nowych produkcji według mnie, bo ludzie przestają myśleć nawet grając,tylko jak zombie latają za znacznikami. Więcej czasu obserwując minimapę ze znacznikiem niż otoczenie."
Zgadzam się. Staram się tego nie robić, a i tak czasem się na tym łapię. Tylko to trochę takie zło konieczne, bo sam nie wyobrażam sobie biegania po współczesnym open worldzie, w którym twórcy poszli w km2 i szukania konkretnego miejsca, za całą wskazówkę mając "na zachód od X w lesie Y", gdzie sam ten las jest większy od Khorinis z Jarkhendarem.
Przy tej wielkości światów musi być jakaś "pomoc". Oczywiście dałoby się to zrobić immersyjnie, chociażby dokładniejszymi wskazówkami od zleceniodawcy, czymś w stylu "masz mapę, to daj, zaznaczę ci w przybliżeniu" (nie na minimapce, tylko w stylu gothicowym, na mapie, którą trzeba najpierw w świecie gry zakupić i wyciągać), jakimiś prostymi szkicami od zleceniodawców czy drogowskazami na rozstajach. Tylko to wszystko czas i pieniądze. Łatwiej i taniej jest walnąć ten znacznik, który prowadzi za rączkę.
Ech, wy...
Mam do zrobienia jeszcze Bezkresną Wieżę i Szkice Renoira w COE33, a potem w planach sprawdzić jak gra się w Świątynię z tymi niedawnymi poprawkami i przejść Skalda, a przez was pewnie znów poświęcę cały ten czas na oba Icewindy.
Z tym, że świat Gothica jest na tyle nieduży, że to błądzenie nie powoduje frustracji. Zwłaszcza jak już w końcu dostajesz w swoje ręce mapę.
To wiem. Może nawet to video o tym wspomina, ale nie mam czasu oglądać, a na miniaturce wali tekstem o "tajnym czipie szpiegowskim".
Akurat dodałeś filmik robiący z igły widły i sensację. "Secret spy chip", my ass... Jakoś w telefonach od dawna są odpowiedniki układów TPM i nikt rabanu nie robi, że "szpieg w telefonie". A Windows to już od dawna gwałci prywatność bez TPM-ów.
Jak nie chce mówić o "AI slopie", to może zechce porozmawiać o idących w gorę cenach podzespołów, związanych z zapotrzebowaniem na komponenty do produkowania tego AI slopu.
A możesz rozwinąć temat, dlaczego nie daje? Bo na moje zrozumienie daje bardzo dużo.
Ja rozumiem to tak, że mając te klucze, automatycznie kompromituje się cały łańcuch zaufania. Możesz dzięki nim odszyfrować bootloader i o wiele łatwiejprzeprow1adzić inżynierię wsteczną. A nawet (podobnie to ataku "złej służącej") napisać własny bootloader i podmienić z oryginalnym, bo będzie zaszyfrowany/podpisany autentycznym kluczem. A mając już włąsny bootloader, można odpalać dowolnie zmodyfikowane oprogramowanie.
"Formalnie nie podpisywał ale praktycznie umowa taka istnieje. Epic dostarcza nam fajnych darmowych gierek a my traktujemy ten ich pokraczny sklepik jako realną konkurencje"
Za bardzo ci weszła Mafia czy Inny Godfather, jak wydaje ci się, że istnieje jakakolwiek umowa, że Epic ma ci płacić haracz za "ochronę" przed twoim napadem złości.
Ludzie, Epic nic wam nie jest winien. Nie podpisywał z wami żadnej umowy, że będzie wam za darmo dostarczać jakiekolwiek gry, o samych największych hiciorach nawet nie wspominając. Ogarnijcie się!
Nie chcecie czegoś, nie bierzcie. Ale niektórzy tu zachowują się tak, jakby Epic im matkę znieważył.
Ja zawsze śmiałem się, że jestem najgorszym rodzajem epicowego klienta, bo nie dość, że darmówki odbieram i nic u nich nie kupuję, to jeszcze od czasu do czasu je ogrywam, czyli obciążam im serwery, pobierając te gry. Ale to jest kategoria całkowicie nowego poziomu pasożytów. "Dejcie, bo mie sie nalaży! I mają być same hiciory AAA++, nie jakieśochłapy! Nie plujta nam w twarz śmieciem!"
Naprawdę rozumiem, że nie każdemu każda gra [podpasuje. Sam, jako zatwardziały growy singiel nie mam żadnego zastosowania dla takiego Chivalry, ale to po prostu nie odbieram. Nie wyobrażam sobie pędzić z ryjem i pretensjami do Epica, że nie dali takiej gry, jaką bym chciał. Epic naprawdę sobie strzelił w stopę, zamiast klientów, wychowując sobie bandę rozwrzeszczanych, rozpieszczonych bachorów.
Przychodzę tu tylko po to, żeby słuchać trzasku pośladów, że znów nie dali żadnej gry AAAA++.
A sam Viewfinder bardzo przyjemny. Chociaż na sam koniec dali niestety fragment na czas, czego w przygodówkach i grach logicznych nie znoszę.
"Z płytami CD/DVD była sytuacja że do instalacji trzeba było je zmieniać ale nie podczas grania."
O ile pamięć całkiem mnie nie zawodzi, Baldur's Gate 1 od czasu do czasu żądał płytki przy przechodzeniu do nowych lokacji/rozdziałów. I to niezależnie czy instalacja była "minimalna" czy "pełna".
Zdaje się, że wtedy Interplay był w poważnych kłopotach finansowych i nie w głowie im było wydawać więcej kasy na dodatki. A jakoś chyba zaraz potem rozwiązali Black Isle. W dodatku to był czas, gdy na scenę wkroczyły NWN i Morrowind, ludzie zachłysnęli się pełnym 3D w erpegach, więc ID2 był z automatu uznany za przestarzały.
Ja pier... Niektórym to się całkiem od dobrobytu w odbytach poprzewracało. Epic nic nie musi i nic wam nie jest winien. Chcecie, bierzcie, nie chcecie nie bierzcie, tylko wybijcie sobie z głowy, że Epic ma obowiązek cokolwiek wam dawać za darmo, już nawet nie wspominając o samych hitach AAAA++.
No właśnie o tych plażach pomyślałem, czytając tytuł.
Nie podzielam zdania Chmielarza odnośnie konstrukcji początkowych map. Dla mnie ma sens, że te pierwsze są mniejsze i prostsze, a dopiero potem, jak gracz już się"rozhula" trafia do tych większych. Natomiast te zręcznościówki na plażach gestrali nie były przyjemne. Na szczęście nie są obowiązkowe.
"prószący za oknem śnieg"
Bardzo zabawne. Ha, ha, ha.
Z zimowych i świątecznych klimatów, nie należy zapomnieć o Watch over Christmas. Jedna z lepszych przygodówek ostatnich lat, chociaż trochę za prosta.
"wszyscy tam są i wszystkie podstawowe funkcje działają"
Jak wynika z tego artykułu, jedna z nich właśnie przestała. No ale używaj sobie jak ci odpowiada. Korporacyjna inwigilacja nie boli.
No popatrz, a jakbyś, zamiast marudzić, przesiadł się na Signal, to już by było sześciu. A jakby tak każdy, kto takk marudzi się przesiadł, to by się nagle robił miliard.
Jakoś ja takiego problemu nie mam. Trochę musiałem rodzinkę i znajomych pognębić i teraz mam wszystkie ważne kontakty na Signalu. Wystarczy odrobina chęci. Dodatkowo jestem w paru publicznych grupach i też nie jest tak, że pies z kulawą nogą tam nie zagląda.
No ale co kto lubi. Jeden lubi jak mu cyganie grają, drugi jak mu buty cuchną. Wolisz być produktem dla Mety? Twoja decyzja.
Podpowiedź: Signal ma swoją aplikację desktopową i, w przeciwieństwie do Mety/FB, nie ma apetytu na wasze dane.
Jeśli istnieje techniczna możiwość inwigilacji, to, prędzej czy później, zostanie ona wykorzystana. Taki paradoks władzy. Im więcej rządy czy korporacje mają nad ludźmi kontroli, tym więcej chcą jej mieć. Nie ma takiego miejsca, w którym powiedzieliby "dość, już nam wystarczy".
"Do tego napisanie do nich 10-20 zdań powoduje, że komunikator wydaje się pełny treści i ludzie nie chcą tego czytać, analizować i odnosić się do tego. Są przyzwyczajeni z mediów społecznościowych do pomijania dłuższych i bardziej skomplikowanych tekstów. "
Ja miałem ostatnio "przyjemność" rozmawiać z takim delikwentem przez komunikator. Na wiadomość na 5-6 zdań niespecjalnie złożonych dostałem odpowiedź w rodzaju "za długie, nie czytałem", narzekał, że napisanie wiadomości zajmuje mi wieki, a jak mu na to odpowiedziałem "Wyluzuj, dziecko TikToka, cierpliwość jest cnotą." to się obraził.
U drugiego geniusza słownik wypowiedzi składał się tylko z "no" i "nie". A jak zadałem pytanie wymagające odpowiedzi całym zdaniem, to już się jej nie doczekałem.
Nie. Mod jest osobną pozycją w bibliotece. Po prostu klikasz zainstaluj jak każdą innę grę i gotowe. Nawet nie instalujesz wcześniej podstawowej gry, bo gogowe mody to tak naprawdę gra z preinstalowanym modem.
Jeśli masz na GOG-u wersję klasyczną, to nie trać kasy na Steam, bo na GOG-u ulepszenie ma się pojawić "soon", za darmo dla posiadaczy starej wersji.
Ale kliknąłeś? Kliknąłeś. To cel został osiągnięty. Dopóki ludzie będą z ciekawości klikać, dopóty takie łajno będzie powstawać.
Jak dla mnie, to raczej "Mamy materiału na 6 godzin gry, ale gracze przeliczają złotówki na godziny, więc jak mamy zrobić z tego 60? Już wiem, dodajmy nieco losowości i niech gracz po każdej śmierci zaczyna od początku!". Zupełnie inne podejście do rozwlekania gry niż zrobienie wielkiej mapy i nawalenie pytajników i śmieciowych aktywności, ale jednak marnowanie czasu gracza.
Wiesz, ile gier jest dostępnych na GOG-u? Po odjęciu dem, bundli i wszelkich soundtracków czy artbooków, jakieś 6000. To trzykrotnie mniej, niż wychodzi w ciągu roku na Steamie. Byłoby super, gdyby alternatywa dla Steama była tak prosta, jak "zwyczajnie kup na GOG-*u bez DRM-u".
"Zdaniem graczy „coś tak dużego po prostu nie znika”"
Zapytajcie ich, gdzie teraz jest Imperium Rzymskie. Albo Imperium Brytyjskie, nad którym "słońce nigdy nie zachodzi". A może wiedzą, gdzie się ukrywa Związek Radziecki? Przecież coś tak dużego tak po prostu nie znika.
"W ramach inicjatywy No One Lives Forever Revival Project fani udostępnili za darmo poprawione wersje obu części przygód Cate Archer. Ktoś zapewne powinien to ukrócić"
Wręcz przeciwnie. To powinien być standard ugruntowany prawnie, że w momencie, gdy danego dzieła kultury nie można już w żaden sposób nabyć (poza kopiami z drugiej ręki) i, z takich czy innych powodów, właściciele praw nie zamierzają już nigdy wprowadzić go ponownie do sprzedaży, powinno ono trafiać do domeny publicznej.
A co do samych NOLF-ów, to po prostu wspaniałe gry, jakie dziś nie mogłyby powstać. Klimat, muzyka, humor, nawet ta dyskryminacyjna otoczka w jedynce, która porusza temat tak niewymuszenie, jak nie są tego wstanie zrobić dzisiejsi aktywiści i pseudobojownicy o rozmaite inkluzywności.
Nawet nie jestem w stanie zdecydować, która część była lepsza. W jedynce byął większa różnorodność lokacji i więcej tego specyficznego klimatu lat 60., ale część gadżetow była dodana na zasadzie, aby były. I np. wspomniane w tekście zatrute ostrze w spince do włosów było cholernie mało użyteczne. Mechaniczna suczka do odciągania psów stróżujących też dała się zastosować w jednym tylko miejscu, jakby twórcy na sam koniec przypomnieli sobie, że, skoro dali graczowi taką zabawkę, to musi on moc gdzieś jej użyć. No i samo skradanie się było raczej symboliczne i potrafiło napsuć sporo krwi, gdy człowiek chciał działać po cichu i podsłuchować wszystkie zabawne konwersacje.
W dwójce natomiast mieliśmy mądrzejszych przeciwników, nie tak frustrujące skradanie się i ogólnie bardziej dopracowane, wygładzone mechaniki. Nadmiar gadżetów zastąpiono mniejszą ich liczbą (np jedna wyrzutnia CT-180 z różnymi rodzajami amunicji zastąpiła osobny dezaktywator kamer i nieporęczne perfumy z jedynki), ale były przyjemniejsze w użytku. Na minus, recykling lokacji.
Niestety, tytuł gry okazał się proroczy i Cate, zamiast żyć wiecznie, umarła zapomniana przez większość graczy, wraz z serią, która chyba już nigdy nie wyjdzie z licencyjnego piekła. Z drugiej strony, patrząc na to, w jakie tasiemce, nie mające nic wspólnego ze swoimi korzeniami, zmieniły się niektóre popularne serie, może to i lepiej, że Cate pozostanie w naszej pamięci na zawsze w pełni formy, zamiast stać się cieniem samej siebie, dojonym do ostatniego dolara przez chciwych wydawców, chcących maksymalnie zmonetyzować nostalgię fanów.
A tobie, diamondf, nie szkoda czasu i życia cały czas pisać to samo? Ten sam bełkot pod dosłownie każdym motoprzeglądem. W porządku, nie lubisz samochodówek. Wiemy, rozumiemy, nie musisz się powtarzać. Też idź do lamusa, bo nudny jesteś z tą samą starą śpiewką.
Ale to nie GOG sobie decyduje, za ile wstawi grę do swojego sklepu i jakie walnie promocje. To wydawcy ustalają.
No jest. Ale SNEG wprowadza trochę poprawek. Ciekawe właśnie czy wersja na GOG-u je dostanie. Bo Demon Stone i Dragonshard (chyba) dostały. Ale ostatnio swoich poprawek do Combat Mission (a wcześniej bodajże do starych Close Combat) SNEG na GOG-a nie dał.
Abercrombie? Sam nie wiem. Przeczytałem kiedyś "Czerwoną Krainę" i nawet nie była zła, ale coś takiego miała w sobie, że po więcej książek tego autora nie sięgnąłem. "Jednym Zaklęciem" Watta-Ewansa jest całkiem niezłe jako takie lekkie, trochę humorystyczne fantasy, podobnie jego "Niedoczarowany Miecz". Pratchett jest OK, ale jakoś nie szaleję na jego punkcie.
Tak od siebie dorzucę parę pomysłów na lekturę:
Piers Anthony seria Xanth - raczej lekkie, momentami humorystyczne fantasy, które m. in. ciekawie wyjaśnia pochodzenie centaurów.
Karina Pjankowa "Prawa i Powinności" - niezła parodia typowych motywów fantasy. Drużyna "dobrych i szlachetnych" rusza ratować świat, ale towarzyszy im "mroczny" nekromanta. Całkiem udanie parodiuje przejście przez Morię, z walką z Balrogiem włącznie.
Inne fantasy na większym luzie: Sprague de Camp. "Niechciana Księżniczka", Simon Green "Błękitny Księżyc".
Mark Chadbourn seria Wiek Zlych Rządów - trochę urban fantasy, trochę postapo, zamiast typowego tolkienowskiego fantasy bestiariusza, inspiracja mitologią irlandzką i szkockim folklorem; bean nighe, Tuatha de Danaan, Fomorianie itp.
Marc Elsberg "Zero", "Blackout", "Chciwość", "Sprawa Prezydenta" - trochę technothrilllera, torchę sensacji.
John le Carre - szpiegostwo i szpiedzy tak przyziemnie, że bardziej już się chyba nie da. Zapomnijcie o maszynie do zabijania typu Jason Bourne, czy gościu z licencją na zabijanie i autem zmieniającym się w łódź podwodną, przed którym kobiety już na powitanie rozkładają nogi. Jest śmieszny, niski grubasek, któremu żona latami przyprawia rogi.
Clive Cussler serie o Dirku Pitcie, Kurcie Austinie i Przygody Fargo - sensacyjno-przygodowe, zazwyczaj związane z tematyką morza.
Grant Mira seria Przegląd Końca Świata - o zombie trochę inaczej. Apokalipsa nadeszła, ludzie przeżyli i przystosowali się do faktu, że jeślli ciocia staruszka nagle się przekręci, to za parę minut spróbuje rozszarpać im gardło. Pierwsza część to włąściwie thriller polityczny, druga thriller medyczny, a trzecia polityczno- medyczny. Zombie robią tu właściweie za tło.
Edward Redliński "Konopielka" - za trafne wskazanie najczęstszego źródła wszelkiego ludzkiego postępu.
Też lubię. A "trochę głośnego"zaklęcia otwierającego słoiki nie zapomnę chyba nigdy. Niedoczarowany Miecz też mi się podobał.

"Podaj w którym miejscu z powyższego twierdzenia wynika, że silniki powinny być instalowane z przodu statku kosmicznego gdyż jest to zgodne z prawami fizyki - tylko o tą jedną rzecz proszę. Kaczyński (tak wiem, moje alt konto chyba już setne na tej stronie) wyjaśnił w trzech dosłownie zdaniach dlaczego nie ma to sensu,"
To weźcie, dajcie sobie buzi i wspólnie dzwońcie do inżynierów NASA i nie tylko, z pretensjami, że się nie znają.
"North American X-15 [...] Posiadał silniki rakietowe RCS służące do sterowania położeniem w przestrzeni. Dysze rakiet RCS zasilane nadtlenkiem wodoru umieszczone były w części dziobowej X-15 i służyły do sterowania pochyleniem samolotu i odchyleniem kursu, dysze RCS na skrzydłach zapewniały wykonywanie przechyleń na skrzydło lub obrotów wokół osi wzdłużnej.
System RCS w Space Ship One
Dysze silników reakcyjnych sterujących pochyleniem w płaszczyźnie pionowej, oraz zmiany kursu (w płaszczyźnie poziomej), znajdują się w części dziobowej. U góry i na dole umieszczone są dysze do sterowania pochyleniem, a po obu stronach znajdują się dysze zmiany kursu."
https://pl.wikipedia.org/wiki/System_sterowania_reakcyjnego
"Przedni RCS [System Sterowania Reakcyjnego] znajduje się w części dziobowej kadłuba."
https://web.archive.org/web/20000901051211/https://science.ksc.nasa.gov/shuttle/technology/sts-newsref/sts-rcs.html#sts-rcs
"Suborbitalny X-15 i szkoleniowy NF-104 AST, przeznaczone do działania na pułapie, na którym ich aerodynamiczne powierzchnie sterowe stają się bezużyteczne, ustaliły konwencję umiejscowienia silników sterujących dla posiadających skrzydeł pojazdów, nieprzeznaczonych do dokowania w przestrzeni kosmicznej. [...] te odpowiadające za wypoziomowanie i przechylenie, znajdują się w dziobie maszyny, przed kokpitem, zastępując standardowy system radarowy. [...] X-20, który miał wchodzić na orbitę, kontynuował ten schemat.
W przeciwieństwie do nich, orbiter promu kosmicznego miał o wiele więcej silników sterujących [...] Silniki sterujące promu były zgrupowane w dziobie pojazdu [...] Żadna z dyszy wylotowych nie naruszała tarczy termicznej na spodniej stronie pojazdu. Zamiast tego, dysze dziobowego RCS, kontrolujące dodatnie odchylenie w pionie zostały zamontowane po bokach, pod kątem w dół."
https://en.wikipedia.org/wiki/Reaction_control_system
Tutaj piękne schematy prosto od NASA: https://ntrs.nasa.gov/api/citations/20130010548/downloads/20130010548.pdf
A na załączonym obrazku wyloty dysz RCS (silników sterujących)na dziobie promu Discovery.
Możesz dalej kłócić się z faktami albo wykręcać kota ogonem, że to nie są silniki, albo nie takie silniki, ale faktów nic to nie obchodzi.
Ech, nie wiem, po co ja się produkuję. Albo to jakaś forma autyzmu, która nie pozwala powiązać prawa fizyki z jego praktycznym zastosowaniem, bo Newtonowi o silnikach rakietowych się nie śniło i nie wspomniał o nich w swoich prawach, albo zwyczajny troll. Ale jeśli dzięki temu choćby jedna osoba czegoś się nauczy, dowie, albo skoryguje blędne wyobrażenia, to ta cała pisanina była coś warta.
"A wszystko dlatego ze ktos tam wyzej uzyl sformulowania i skrotu myslowego "musisz miec silnik z przodu". Glupek sie tego uczepil i mysli ze wszystkich troluje."
A najlepszy numer to to, że wrzucił zdjęcie promu kosmicznego na dowód, że to nieprawda, zupełnie nie mając pojęcia, że... promy kosmiczne mają silniki korekcyjne zamontowane w dziobie promu. Co prawda, nie skierowane w przód, bo nikt promów kosmicznych nie projektował z myślą o dalekich lotach poza orbitę okołoziemską, ale są.
https://en.wikipedia.org/wiki/Reaction_control_system#Location_of_thrusters_on_spaceplanes
Edycja: Ale jeszcze lepszy numer (i bardziej przerażający),że ludzie mu ten komentarz plusują.
"30 postów i same banały, żaden z tych samych golowych mędrców nie potrafi odpowiedzieć na pytanie: jakie prawa fizyki wskazują na konieczność instalowania silników z przodu jednostki latającej."
Chłopie, ludzie ci tłumaczą jak komu mądremu, a ty dalej swoje.
"Rozumiem też, że w samolotach prawa fizyki nie działają, skoro przylatują do celu z silnikami z tyłu, a promy kosmiczne to makiety lub źle zaprojektowane jednostki?"
Pewnie tylko zmarnuję czas, ale trudno.
Szybki kurs fizyki dla opornych:
1. Samoloty
- warunki działania
Samolot porusza się w atmosferze, która stawia opór. Jeśli po prostu wyłączysz silnik, samolot naturalnie sam zwolni, hamowany oporem powietrza. Jednocześnie (o ile nie jesteś pionowzlotem albo śmigłowcem), nie możesz pozwolić sonie na zbyt dużą utratę prędkości i zawiśnięcie w powietrzu, bo utracisz siłę nośną i grawitacja zwycięży.
- hamowanie
Aby zwolnić szybciej, stosowane są hamulce aerodynamiczne (klapy), które zwiększają opór powietrza, a więc przyspieszają tempo wytracania prędkości. Na ziemi samoloty odrzutowe hamują również silnikami (żeby szybciej się zatrzymać i nie potrzebować cholernie długiego pasa startowego), odwracając ciąg (silnik, zamiast dmuchać do tyłu, jak w trakcie lotu, dmucha do przodu).
2. Statki kosmiczne
- warunki działania
Próżnia i mikrograwitacja. Siły działające na przyziemny prom kosmiczny czy teoretyczny statek kosmiczny s-f z przyszłości, są w praktyce pomijalne. Co oznacza, że nie ma żadnego oporu, który mógłby stopniowo twój statek wyhamować. Mikroopory, wspomniane przez Elathira są tak małe, że na potrzeby tej dyskusji całkowicie pomijalne. I (zakładając, że nie znajdujesz się dostatecznie blisko jakiegoś obiektu), w przestrzeni kosmicznej możesz zatrzymać się i nie "spaść", bo nie walczysz z grawitacją.
Wobec czego: Jeśli na ciało nie działa żadna siła lub siły działające równoważą się, to ciało pozostaje w spoczynku lub porusza się ruchem jednostajnym prostoliniowym. Pierwsza zasada dynamiki Newtona jest rozwinięciem idei Galileusza, który zauważył, że jeżeli usuniemy przeszkody ruchu, to zniknie potrzeba podtrzymywania ruchu przez jakąkolwiek siłę. Ruch jednostajny prostoliniowy będzie się odbywać sam przez siebie, bez żadnej pomocy z zewnątrz, o takim ruchu mówimy czasem jako o ruchu swobodnym.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zasady_dynamiki_Newtona#I_zasada_dynamiki_(zasada_bezw%C5%82adno%C5%9Bci)
Tłumacząc z polskiego na nasze, jeśli rozpędzisz się w próżni i wyłączysz silnik, to nie zwolnisz. Będziesz tak lecieć teoretycznie w nieskończoność z tą samą prędkością, w tym samym kierunku, a w praktyce aż pie***niesz w coś na swojej drodze, otrzesz się o pole grawitacyjne jakiegoś ciała tak, że zmieniono twoją prędkość i kierunek przemieszczania się (katapulta grawitacyjna) albo przelecisz wystarczająco blisko jakiegoś obiektu, który ściągnie cię do siebie (czyi w praktyce też o ten obiekt rąbniesz)
- hamowanie
Jako że w próżni nie mamy żadnego oporu, a mikrograwitacja też nie odgrywa tu istotnej roli, nie możesz zahamować zwiększając opór statku, ani licząc, że grawitacja zrobi to za ciebie. Musisz zadziałać jakąś siłą działającą przeciwnie do kierunku, w którym się przemieszczasz. I tu masz do wyboru:
- Przekierowanie ciągu z głównych silników dyszą wylotową skierowaną "do przodu", w kierunku dzioba i w kierunku ruchu pojazdu. Z przyczyn konstrukcyjnych nie jest to prawdopodobnie szczególnie praktyczne.
- Zamontowanie z przodu silników hamujących. Takie silniki nie muszą być koniecznie równie wydajne, co silniki główne. Możesz przykładowo przez 10% czasu podróży rozpędzać się, używając głównych silników, później je wyłączyć dla oszczędności paliwa i kolejne 60% przelecieć dzięki zasadzie zachowania pędu, a ostatnie 30% stopniowo wyhamowywać, pokonując siłę bezwładności silnikami hamującymi.
- W pewnym momencie odwrócić statek o 180 stopni i zacząć hamować silnikami głównymi.
- W teorii wytyczać kurs w taki sposób, aby zostać schwytanym przez pole grawitacyjne jakiegoś obiektu. W praktyce, przy obecnym poziomie technologii używany tego raczej do przyspieszania bądź zmiany kursu, bez zużywania paliwa. Hamowanie w ten sposób byłoby raczej mało efektywne, wiązało z wieloma manewrami i zmianami kursu, a nawet nie zawsze możliwe, w zależności od celu podróży i obecności "obiektów hamujących".
Osobiście postawiłbym na obrót i hamowanie silnikami głównymi lub zastosowanie silników hamujących. Z naciskiem na to drugie, bo w konstrukcji statków kosmicznych obowiązuje zasada zawsze mieć jakiś system zapasowy, a silniki hamujące, w razie awarii głównych mogłyby służyć za "ratunkowe" źródło napędu.
"Nikt nie zaprojektowałby tak jednostki kosmicznej, w realu posiadałaby silniki rakietowe (VTOL) , które mogą skierować ciąg w dół, w górę lub w tył."
Jest to jakaś opcja, ale z jednego względu wcale nie tak oczywista i przydatna, jak mogłoby ci się wydawać. Statek kosmiczny już sam w sobie jest kawałem cholernie skomplikowanej inżynierii. A im większa komplikacja, tym większe pole do wystąpienia sytuacji nieprzewidzianych, rozmaitych usterek. Dodatkowe ruchome części tych silników to jednocześnie większa szansa rozmaitych awarii, z którą trzeba się liczyć.
"silników rakietowych napędzających statek kosmiczny nie instaluje się z przodu jednostki z 2 podstawowych powodów jakimi są bezpieczeństwo i stabilność jednostki."
Ale nikt nie mówi, że to główne silniki napędowe mają być na dziobie. Silniki hamujące mogą być znacznie mniej wydajne (patrz, co napisałem o ich zastosowaniu wyżej). I task, nawet dzisiejsze promy kosmiczna mają silniki w dziobie (znów, patrz wyżej).
Dokładnie to samo chciałem napisać. To jest właśnie ta jedna opcja, której wyłączać nie należy, nawet (zwłaszcza) jeśli chce się korzystać z "AI".
Niestety, "poradniki" typu jak zwiększyć prywatność, pisane przez laików z dobrymi intencjami, często bardziej szkodzą niż pomagają.

"Prezes Microsoftu ds. AI nie rozumie braku ekscytacji sztuczną inteligencją"
No a co ma, kurde, mówić prezes ds. AI? Że AI to nic specjalnego?
Niech sobie robią swoje ej aje, ale niech ich, kurna, nie wciskają na siłę wszędzie, gdzie się tylko da, czy to ma sens i czy użytkownik tego chce, czy nie.
A czy Kathy Rain to taka typowa detektywistyczna robota? Dla mnie to raczej taki współczesny pierwszy Gabriel Knight. Co prawda nie brak w niej śledztwa, ale nie powiedziałbym, że to takie śledztwo policyjne czy detektywistyczne. To i pierwsze Stilll LLife można by dodać, jeśli liczymy takie śledztwa bardziej w stylu przygodówkowym. A The Roottrees nie znałem, ale wygląda interesująco. Sprawdzę.
Osobiście dorzuciłbym (z zastrzeżeniem, że żadna z tej gry "najlepsza") Orwell, gdzie trzeba wytropić sprawców zamachu, posługując się rozległym systemem inwigilacji. To trochę inne podejście do śledztwa i (mam nadzieję) sprawi, że człowiek poważnie zastanowi się, ile pozornie nieszkodliwych informacji o sobie udostępnia i jak mogą zostać użyte. Z minusów, masa czytania i to po angielsku. I nie da się, niestety, przegrać. Można być najgorszym śledczym świata (próbowałem!), a i tak będą do wyboru te same zakończenia, co gdy człowiek stara się działać jak najlepiej.
I brakuje mi też na tej liście choćby jednej części serii CSI. Gry może nie były wybitne, ale nic podobnego nie ma (albo ja nie jestem tego świadomy), gdzie gra kładłaby tak duży nacisk na nowoczesną kryminalistykę ze zbieraniem i analizą mikrośladów, a mniej na tradycyjne przesłuchiwanie i dedukowanie w stylu Sherlocka.
">>ogniwo w Kobo Clara Colour pozwala na około 42 dni codziennej, półgodzinnej lektury.
Słucham? Bateria trzyma 21 dni. Nie dało się tak napisać?"
Chciałeś chyba napisać 21 godzin.
A napisane zostało tak, jak zostało, bo bateria, która trzyma "ponad miesiąc" to zupełnie co innego niż bateria, która trzyma niecalą dobę (wiele osób nie potrafi czytać ze zrozumieniem, ewentualnie czyta nieuważnie i nawet nie zauważy, że ten miesiąc to przy założeniu, że zanim dobrze zacznie czytać, to już musi kończyć). Marketingowy styl.
"Nie ma nic upośledzonego w robieniu zdjęć pionowo."
Oczywiście, że nie ma. Każdy ma prawo do włąsnych decyzji artystycznych. Tylko niech to będzie świadoma decyzja artystyczna. I żeby zaraz nie było, że przecież nie każdy jest Rembrandtem, od razu wyjaśniam, że przez "artystyczna" mam na myślli "przemyślana".
Ilu użytkowników smartfonów, którzy robią wyłącznie pionowe kadry robi to dlatego, że przyjrzało się uważnie motywowi, który chcą uwiecznić, zastanowiło się i uznało, że pionowy, to w tym wypadku najwłaściwszy kadr, który pozwoli najlepiej skomponować obraz i przedstawić temat w najbardziej atrakcyjny dla oglądającego sposób, a ilu robi to po prostu dlatego, że tak najwygodniej trzyma się telefon?
Już nawet nie wspominając o tym, co zasygnalizował kl4wisz, czyli robienie zdjęć o charakterze użytkowym, jakiegoś ogłoszenia, rozkładu jazdy, czegokolwiek, gdzie w grę nie wchodzą żadne preferencje fotografa czy decyzje artystyczne, ale najzwyklejszy pragmatyzm i zdrowy rozsądek dyktują, że najwłaściwsze z danej sytuacji jest użycie kadru poziomego.
Chłopie, może naucz się czytać ze zrozumieniem więcej niż ćwierć zdania.
Specjalnie dla ciebie z wytłuszczeniem:
"Tu po prostu nie da się zrobić jakiegoś wielkiego multi do sprzedaży skórek."
I dosłownie następne zdanie:
"Co prawda SC miał kiedyś dość interesujący i udany tryb mulltiplayer, ale jego formuła sprawia, że skórki nie byłyby zbyt atrakcyjne."
Może więc zanim zaczniesz zarzucać innym, że bredzą, warto uważnie przeczytać 10 razy, żeby się nie okazało, że to ty bredzisz.
A co do stwierdzenia, że można zmonetyzować każdą grę, to ja przedstawiłem moje argumenty, dlaczego moim zdaniem monetyzacja Splinter Cella nie zadziała zbyt dobrze. I najwyraźniej Ubi myśli podobnie, bo inaczej już dawno mielibyśmy kilka gier SC w formule typowej Ubigry.
Czekam na twoje argumenty, dlaczego myślisz, że się da. Bo napisać bez konkretów, że "wszystko można", to oczywiście też można. Tylko nie znaczy to, że w rzeczywistości tak jest.
"Już nawet nie wspomnę o upośledzonym sposobie robienia zdjęć (zawsze pionowo) xD "
A weź dla rozrywki zapytaj takiego, jaką stosuje ekspozycję i oglądaj jak wybałusza oczy ze zdumienia, czego od niego chcesz.
Nawiasem mówiąc, ten upośledzony sposób robienia zdjęć w jednym formacie kadru, to nie jest domena GenZ z telefonem przyklejonym do łapy. Bryan Peterson w "Kreatywnej fotografii bez tajemnic" pisał tak:
"Dzięki budowie aparatu fotograficznego większość z nas fotografuje jedynie poziome kompozycje. Przykre jest to, że przeciętnie 90% amatorskich zdjęć jest wykonanych w poziomym kadrze. Czy to poważny problem? Kiedyś jeden z uczniów zapytał mnie, czy warto kupić aparat fotograficzny, który robiłby pionowe zdjęcia. Mój Boże!"
Splinter Cell ma, z punktu widzenia Ubisoftu, dwie wady, które praktycznie całkowicie dyskwalifikują dla nich tę serię.
Po pierwsze, to skradanka. A, czy się to komuś podoba czy nie, skradanki po prostu nie sprzedają się tak jak niektóre inne gatunki.
Po drugie, formuły serii nie da się rozsądnie zmonetyzować. Tu po prostu nie da się zrobić jakiegoś wielkiego multi do sprzedaży skórek. Co prawda SC miał kiedyś dość interesujący i udany tryb mulltiplayer, ale jego formuła sprawia, że skórki nie byłyby zbyt atrakcyjne. Już pomijając klasyczną kwestię psucia militarnego klimatu tajnych operacji skórkami klaunów, CS to głównie czajenie się w cieniu, nie dające okazji do podziwiania wyglądu skórek przez graczy, którzy mieliby je kupić, ani popisywania się nimi przed innymi graczami, bo w mroku albo w monochromatycznym obrazie z noktowizora i tak wielkie gie widać.
I tern sam problem ze sklepikiem offline, sprzedającym pakiety surowców do craftingu czy bonusy do ekspa za prawdziwe pieniądze. Raz, że formuła względnie liniowej skradanki nie daje pola do popisu we wtykaniu craftingu i elementów erpegowych, a dwa, że nie ma to fabularnego sensu: Sam jest weteranem tajnych operacji z dekadami doświadczenia za pasem, więc nie miałoby sensu kazać mu zdobywać umiejętności jak jakiś żółtodziób i NSA wyposaża go w najnowocześniejsze zabawki, więc też nie ma sensu, żeby w terenie craftował większą torbę na amunicję czy jakąś inną głupotę.
Dla Ubi Splinter Cell po prostu już nigdy nie będzie atrakcyjny.
Martin, zamiast pozywać AI, niech im na kolanach dziękuje, bo to jego jedyna nadzieja na dokończenie Pieśni Ognia i Lodu.
Krótko: czasem, ale nigdy nie może to być cel sam w sobie.
Długo:
To zależy od gatunku i tego czy gra mi się podobała. W przygodówkach zwykle tak, bo gatunek lubię, a są na tyle krótkie, że jeśli coś trzeba przejść drugi raz z innymi wyborami (które i tak chciałbym zobaczyć, więc osiągnięcie robi się samo przy okazji). W RPG zazwyczaj też, bo jak wyżej lubię gatunek i tak czy inaczej chcę sprawdzić rozmaite wybory.
Nie uznaję osiągnięć wymagających grania w multi, przechodzenia gry na czas, bo nie na tym polega dla mnie dobra zabawa, przechodzenia gry na poziomie trudności z permadeath albo zbierania 1000 szt. rozmaitego śmiecia. Wyjątkiem dla osiągnięć "zbierackich", to gry, w których tych rzeczy do zebrania nie ma absurdalnie dużo i cokolwiek sobą do gry wnoszą. Przykłady dobrych znajdziek to Hellblade, gdzie znajdowanie tych kilkunastu kamieni runicznych nagradzało strzępami nordyckich mitów albo A Plague tale, gdzie kwiatki zawsze dawały jakiś dialog czy monolog pozwalający dowiedzieć się więcej o wcześniejszym życiu Amicii i Hugo oraz przedmioty codziennego użytku, które w swoim opisie nagradzały ciekawostkami o życiu w tamtych czasach.
Rożne osiągnięcia, "platyny" czy robienie wewnętrznych statystyk gry na 100% musi u mnie służyć wyciśnięciu, co się da, z gry, która mi się podoba i z którą chcę spędzać jak najwięcej czasu. Nie może być tak, żebym zmuszał się do grania, w coś, co mi się nie podoba, nie tak jak lubię albo już mi się znudziło, tylko po to, aby odbębnić jakieś abstrakcyjne cyferki na pasku postępu.
"W dodatku ktoś ewidentnie małosprytny zapomniał (bo nie wierzę, że coś tak debilnego można zrobić celowo) ustawić przycisku wyłączającego przydługie scenki przed niektórymi walkami."
Całej gry jeszcze nie przeszedłem i nie miałem potrzeby przerywania większości scenek, ale na padzie to wystarczy wcisnąć A, a potem przytrzymać B. Nie wiem jak tam jest na klawiaturze, w każdym razie skok i unik.
A co do zarzutów, mam zupełnie odwrotne odczucia:
Do tej turowej walki zręcznościowej sam podchodziłem jak pies do jeża, prawie gry nie kupiłem przez to, jak niektórzy porównywali te elementy zręcznościowe niemal do soulsów. Zwłaszcza, że gra mocno premiuje parowania, czego osobiście nigdy nie lubiłem. Na szczęście zaintrygowanie pomysłem na świat i stylistyką przeważyło. I normalnie jestem w szoku, jak dobrze się to turowo-zręcznościowe połączenie walki sprawdza. Zazwyczaj grywam w spokojniejsze tytuły i bliżej mi do refleksu szachisty niż soulsowego wymiatacza, ale jakoś daję sobie radę. Pewnie, nie zawsze kontry wchodzą raz za razem, ale jakoś idzie bez festiwalu zgonów (choć nie wykluczam, że trafię na wrogów, którzy wytrą mną podłogę).
O ile technicznie grafika to nie jest pierwsza liga, tak artstyle jest boski. I projekty lokacji i przeciwników oceniam jak najbardziej na plus.
W kwestii map lokacji, to są one na tyle niewielkie, że mapy nie są jakoś szczególnie potrzebne. Ale zgodzę się, że byłobymiło je mieć, bo raz, po odłożeniu gry na kilka dni przez brak czasu, rzeczywiście nie całkiem kojarzyłem, w którym dokładnie miejscu się znajduję i w którą stronę zamierzałem się udać.
"Z tymi sekundami to troche przesada. Bardziej minuty. Po paru sekundach tracisz przytomnosc, po okolo minucie zaczyna sie sieczka w organizmie ze wzgledu na zerowe cisnienie na zewnatrz."
Tu też różnie bywa. W razie niewielkiego przecieku prawdopodobnie bez problemu zdołasz przejść do innego modułu i zamknąć śluzę. W razie gwałtownej dekompresji, najprawdopodobniej implodują ci pęcherzyki płucne, gdy ogromna różnica ciśnie dosłownie wyssie ci powietrze z płuc. Co z tego, że jeszcze chwilę będziesz żyć, skoro w praktyce będziesz już martwy? A i temperatura przestrzeni bliska zera absolutnego organizmom żywym raczej się nie przysłuży. O promieniowaniu kosmicznym już wspomniałeś, więc nic nie będę dodawać.
"futurystyczne gadżety [...] Wśród nich [...] latarka"
Wyszło dość zabawnie. Futuryzm pełną gębą.
A seria nie zasługuje, żeby od lat nic się z nią nie dzialo.
" Ksiazki jego trzymaja swietny poziom."
Czy ja wiem? Jako scenarzysta rzeczywiście się sprawdza. Ale jako pisarz? Przeczytałem jego Wrota Baldura - słabiutko. Przeczytałem mass effectowe Objawienie, Podniesienie i Odwet i też nie byłem pod wrażeniem. Katastrofa to nie była, ale to były co najwyżej średniaki. Książki z serii Mass Effect dodatkowo załatwiło to, że tłumacz nie pofatygował się sprawdzić, jakiej terminologii używa seria i sporo rzeczy tam się różniło tłumaczreniem od gier.
Ja wiem, że lubiane uniwersum robi swoje i w ogóle, ale, żeby twierdzić, że książki Karpyshyna trzymają świetny poziom, to chyba trzeba mieć przeczytane w życiu całe dwie książki, w tym jedną kucharską.
To gra na licencji, więc może po prostu nie dogadali się w sprawie przedłużenia praw. Jedna rzecz, która może wskazywać na to, że może nie planowali usuwać, ale zmusił ich do tego problem z licencją, to fakt, że gra ma zniknąć 15., ale promocja na nią na GOG-u jest wyznaczona do 17. Myślę, że gdyby planowali usunięcie od dłuższego czasu, to nie ustaliliby końca promocji po wycofaniu gry ze sklepów.
A niektórzy "specjaliści" od tłumaczeń utrzymują, że co to jest takie spolszczenie? Że niby dasz studentowi potrafiącemu w ChatGPT i ci za 3 stówki tłumaczenie na milion slów "ogarnie". Już parę razy przytaczałem ten przykład z niemożliwością odmiany w pewnych sytuacjach i że głupia AI sobie z tym nie poradzi. Jak widać, nawet ludzcy tłumaczemają czasem kłłopot, żeby taki tekst po przetłumaczeniu był polski, a nie polskawy.
Już nie wspominając właśnie o subtelnościach bardziej specjalistycznych tematów. Na pierwszy rzut oka coś wydaje się tak proste do przetłumaczenia, że nawet nie warto sprawdzać. A w praktyce pewne rzeczy mają określoną terminologię i zapaleńcy zaraz wyłapią wszelkie błędy merytoryczne i terminologiczne.
"Chyba nie do końca rozumiesz do czego służy ta funkcja."
Chyba nie rozumiesz czym jest stalkerware. https://en.wikipedia.org/wiki/Stalkerware I tak, ta funkcja swoim działaniem wpisuje się w definicję stalkerware
Naprawdę myśisz, że ktoś tak powalony, że całły czas śledzi położenie swojego dziecka, wydzwania i nie re4zygnuje z tego, gdy dziecko już dorosło, nie nadużyje nie tylko narzędzi dostępnych normalnie, ale też komercyjnego oprogramowania szpiegującego?
"Każdy rodzic powinien używać tego typu udogodnień od filtrowania treści po opcję lokalizacji."
No jasne, żyć bez tego nie można. Jakim cudem przez te tysiące lat historii nie wymarliśmy, a nawet cokolwiek osiągnęliśmy, bez takich "udogodnień" do pilnowania naszych dzieci, pozostaje niezgłębioną zagadką. Dzie4viom też potrzeba trochę samodzielności, szansy na uczenie się na własnych błędach, zrozumienia, że decyzje mają swoje konsekwencje. Jak mają to zrobić, kiedy są osłaniane przed każdą krzywdą i każdym problemem?
Dlaczego inwigilowane dzieci miałyby kiedykolwiek zaufać swoim rodzicom, skoro rodzice im nie ufają? I włłaśnie efekty tego są teraz takie, że dorosłe już dzieci odwracają sytuację.
"Mimo swojej nadopiekuńczej przeszłości Sherry Howard wezwała na TikToku, żeby dorosłe dzieci nie śledziły swoich rodziców."
Co? Nie posmakowało własne lekarstwo? Jak dla mnie zemsta doskonała.
Swoją drogą mało mamy inwigilacji rządowej i korporacyjnej, że jeszcze ludziom zabawy stalkerware potrzeba?

"B&W? Serio? Kompletnie mi to nie pasuje i kojarzy się z kolorowankami dla dzieci."
Jakie kolorowanki? To nie są proste, liniowe obrysy. Przecież to styl wzięty żywcem z ilustracji ze starych papierowych podręczników. (Dla przykładu obrazek z podręcznika AD&D). Do mnie zdecydowanie przemawia.
No super. Tylko w zamian za co? Bo nie ma darmowych obiadów. To nie jest jakiś otwartoźródłowy GIMP, żeby woluntariusze po godzinach dłubali w kodzie. To był płatny program i (o ile nie stal się darmowy tylko dlatego, że twórcy porzucili jego dalszy rozwój) skądś trzeba brać pieniądze, żeby programistom płacić.
"Pragnę przypomnieć, że za Pegazusa odpowiada PiS."
Pragnę przypomnieć, że Pegazus to narzędzie do inwigilacji ukierunkowanej, niezdatne do masowego szpiegowania każdego jak leci. O ile nadużywanie go jest czystym sk****syństwem, to przynajmniej politycy szpiegowali się nim między sobą, a nie marnowali Pegazusa ma większość zwyczajnych ludzi. Chat Control ma służyć do inwigilowania każdego "na zapas".
I jedna czy druga partia, jeden pies. Jedni i drudzy inwigilowali, inwigilują i inwigilować będą. CBA kupowało narzędzia do inwigilacji od HackingTeamu "za Tuska" na długo przed "pisowskim" Pegazusem.
https://niebezpiecznik.pl/post/polskie-sluzby-korzystaja-z-wloskiego-oprogramowania-szpiegujacego/
https://niebezpiecznik.pl/post/czym-rzad-hackuje-telefony-obywateli/
https://niebezpiecznik.pl/post/hacking-team-hacked/
To po prostu tragiczne, że większość niegdyś tzw. "wolnego świata" tak bardzo zakochała się w pomysłach takich krajów jak Rosja, Chiny czy Korea Płn. Bo to nie tylko UE. Wszystkimi tymi pomysłami w równym stopniu ekscytują się Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Australia, nawet Szwajcaria, która kiedyś była niejako synonimem poszanowania prywatności coraz śmielej sobie w kierunku kontroli i inwigilacji poczyna.
I nie, fakt, że ta ustawa jeszcze w UE nie przeszła, nie jest żadnym pocieszeniem. Od jakichś pięciu lat temat wraca w tej czy innej formie dosłownie co roku i żadne zwycięstwo prywatności, wolności i zwyczajnego zdrowego rozsądku nie jest trwale. Gramy tutaj w ustawioną grę, w której my musimy wygrywać każde rozdanie i gra nigdy się nie skończy, dopóki wygrywamy. Możemy wygrać 100 razy, ale wystarczy, że ten jeden jedyny raz przegramy i koniec gry. Drugiej szansy nie będzie.
Właśnie dziś czytałem (w trochę innym kontekście, choć tez związane z nadmiernymi zapędami inwigilacyjnymi) coś, co świetnie tu pasuje: "Każda władza chętnie wykorzysta społeczny strach, by nadać sobie więcej uprawnień do kontroli nad obywatelami – ale żadna tej kontroli nie odda, gdy emocje społeczne opadną."
"Równie dobrze mogliby do kogoś napisać na FB czy innym WhatsAppie."
I pisują. Znacznie częściej niż jednostkowe przypadki rekrutacji w GTA. Np. GRU sabotażystów werbuje na Telegramie:
"„Pączek” nie jest samotnym strzelcem, nie działa z własnej inicjatywy. Wykonuje zadania, które przez aplikację Telegram zleca mu konto o nazwie „Jarik Deppa”. [...] Według naszych źródeł w europejskich służbach, Michajłow ze swojego konta na Telegramie poza znaną nam już „paczką od komandora” miał związek z co najmniej trzema innymi, tajnymi operacjami Rosjan."
https://frontstory.pl/sabotaze/
"Zmiany te mają na celu zwiększenie bezpieczeństwa i zapewnienie komfortu Pyrkonowiczom. [...] wśród nas znajdują się osoby, dla których spotkanie z bronią czy mundurami może powodować skrajny dyskomfort."
To co? Kiedy rozwiązujemy policję, bo mają mundury i chodzą z bronią, co może powodować skrajny dyskomfort? A jak już do człowieka podejdą i zaczną wypytywać, to pewnie zawał murowany!
Nadmiar cywilizacji szkodzi. Trochę cywilizacji jest dobre, bo chyba nikt by nie chciał powrotu do czasów feudalizmu, niewolnictwa i ciemnoty. Ale jej nadmiar? Nadmiar niestety zmienia ludzi w miękkie pi*deczki, które muszą mieć wszystko wygładzone, zabezpieczone i uregulowane, żeby czuć się bezpiecznie. Wszędzie muszą być kamery i wszystko i każdy musi być monitorowany, wszystko musi być uregulowane dziesiątkami przepisowi zakazów, dla twojego bezpieczeństwa i żebyś czasem nie poczuł się niekomfortowo.
"– Bregg – powiedział [...] – Postęp nigdy nie przychodzi za darmo. Pozbyliśmy się tysięcznych niebezpieczeństw, konfliktów, ale trzeba
było za to płacić. Społeczeństwo zmiękło, a pan jest, pan może być... twardy. Rozumie pan?
– Rozumiem – powiedziałem, myśląc o tym człowieku, który śmiał się w restauracji i umilkł, kiedy do niego podszedłem."
"– Nie. Tego nie rozumiem. [...]
– Ogół nie zdaje sobie z tego sprawy...
– Z czego?
– Z tego, że ginie duch eksploracji. Że nie ma wypraw [...] Mli-mli. Mli-mli po wiek wieków. Już nikt nie poleci do gwiazd. Już nikt nie zaryzykuje niebezpiecznego eksperymentu. Już nikt nie wypróbuje na sobie nowego lekarstwa."
"Była to cywilizacja pozbawiona lęku. Wszystko, co istniało, służyło ludziom. Nic nie miało wagi, prócz ich wygody, zaspokojenia potrzeb oczywistych i najbardziej wyszukanych. Zewsząd, ze wszystkich dziedzin, w których obecność człowieka, ułomność jego namiętności, powolność jego reakcji mogła stworzyć choć najmniejsze ryzyko – został on wyeliminowany na rzecz urządzeń martwych, automatów.
Był to świat zamknięty na niebezpieczeństwo. Na grozę, walkę, na wszelki gwałt – nie było w nim miejsca; świat łagodności, form i
obyczajów miękkich, przejść nieostrych, sytuacji niedramatycznych [...]"
Stanisław Lem - Powrót z Gwiazd
"karabiny maszynowe (MP40, Thompson, Sten)"
To akurat same pistolety maszynowe.
A gra rzeczywiście dobra. Katakumby miały swój klimat. Może nie horror, ale za dzieciaka rzeczywiście, czasem człowieka dreszcz przeszedł.
"On ma chronić dzieci."
Tak, tak, za każdym razem, gdy próbuje się przepchnąć coś kontrowersyjnego, to zawsze jest to dla ochrony dzieci.
Problem jest taki, że tą "ochroną" dzieci tylko narazi się je na gorsze rzeczy. I przy okazji dorosłych, którzy nie życzą sobie, żeby zaglądano im w d przez lupę też. Co by nie myśleć o stronach porno, to te największe i najpopularniejsze mają jednak jakieś zasady i pewne treści nie przejdą. Odetnij ludziom łatwy dostęp do nich, to lukę zaraz wypełnią bardziej szemrane serwisy, bez choćby podstawowych zasad, gdzie użytkownicy będą narażeni na znacznie gorsze widoki od tych, przed którymi "chronią nas" te przepisy.
"Mają też być później te dane usuwane zaraz po weryfikacji. Przynajmniej tak zapewniają. Ale ile razy kto by tak nie mówił to potem niekiedy te dane wypływają."
Dokładnie. Ledwo co mieliśmy przykład "bezpieczeństwa" weryfikacji wieku dla ochrony dzieci.
https://www.theverge.com/news/792032/discord-customer-service-data-breach-hack
https://www.bleepingcomputer.com/news/security/hackers-claim-discord-breach-exposed-data-of-55-million-users/
Ja na razie jeszcze bym nie otwierał szampana. Jedna jaskółka wiosny nie czyni.
Bo czym tu się jarać? Jak człowiek widział ewolucję grafiki od złożonego z 6 pikseli na krzyż ludka skaczącego po równie pikselowych platformach do tego, co mamy dziś i skalę świata od dwuwymiarowego idziesz tylko w prawo do otwartych światów maących dziesiątki kilometrów kwadratowych powierzchni, to ciężko, żeby obecne "przełomy" typu "widać meszek na twarzy bohaterki" czy "o 10 km2 większy otwarty świat" robiły jakiekolwiek wrażenie. Szczególnie w polączeniu z brakiem interaktywności i zniszczalności świata, od lat stojącą w miejscu fizyką i sztuczną inteligencją.
Styl artystyczny ponad fotorealizmem i fabula l i mechaniki ponad kilometrami terenu i rejtrejsingami
Lista życzeń niewiele tak naprawdę znaczy. Sam mam tam kilkaset pozycji, głównie dlatego, że traktuję ją jako przypominajkę. Jeśli coś wygląda interesująco, to tam trafia po prostu po to, żebym o takim nadchodzącym tytule nie zapomniał. I co jakiś czas po prostu sprawdzam, co zdążyło już wyjść i czy okazało się dobre. Jak nie jest dobre albo nie jest tym, czego oczekiwałem, wylatuje.
A nawet te, które zostają, nie oznaczają, że zostaną natychmiast zakupione. Niektóre latami czekają na odpowiednio dużą zniżkę (nie mam ciśnienia, żeby mieć wszystko już, teraz, bo mam masę gier do ogrania i ograniczoną ilość czasu), a i wtedy nie zawsze kupię, bo jest więcej rzeczy, z których muszę wybierać albo już swój zaplanowany budżet na rozrywkę na dany miesiąc wyczerpałem.
" jakiekolwiek przykłady spoza amerykańskiej i brytyjskiej polityki (czyli spoza wpisów dotyczących amerykańskich i brytyjskich polityków i wydarzeń politycznych z ostatnich 30 lat w tych krajach)?"
https://theins.ru/en/society/280371 - mowa m. in. o tematach Palestyna vs Izrael, o Iranie, Indiach i Rosji.
No i tu jest właśnie pies pogrzebany. Z jednej strony wołamy, że mamy dość pięćdziesiątej FIFY, dwudziestego piątego Call of Duty, czy kolejnej typowej Ubi-gry, a z drugiej, jak pojawi się cośinnego, to kręcimy nosem, nie racząc nawet spróbować.
Niestety, wiele dobrych rzeczy przepada, bo nie ma marketingu i nie zrobił ich ani Rockstar, ani Kojima, żeby ludzie brali w ciemno.
No przecież to celowe. Sam ma lewe papiery i fałszerze agencji zawalili sprawę. Przypadkowo czy celowo, nie wiadomo. Zawsze trzeba zakładać, ze w działaniach wywiadu jest jakieś drugie dno.
Co jakiś czas studio znane z gier singlowych ni z tego ni z owego porywa się na sieciową grę-uslugę i za każdym razem kończy się tak samo. To powtarzało się już tyle razy, że trudno uwierzyć, że działa tu zasada, że co prawda ryzyko klapy wysokie, ale jak chwyci, to jesteśmy na lata ustawieni. Muszą widzieć, że to nie działa!
Zaczynam podejrzewać, że to już w branży rodzaj masochistycznej odznaki honorowej. Kolejne studia próbują, nieodmiennie głupi ryj sobie rozbijają, a potem devsi z rożnych studiów muszą spotykać się w barze, przy piwku i porównywać blizny, przechwalając się, kto zaliczył większą klapę. Inaczej naprawdę nie idzie tego wyjaśnić.
Tak, tak, flirtujcie z "AI" ile wlezie. Tylko potem się nie zdziwcie, gdy wasze "kochanie" wszystkie wasze sekrety wypapla. https://cybernews.com/security/ai-girlfriend-app-leak-exposes-400k-users/
Oczywiście wizerunek osób publicznych nie jest tak chroniony jak osób prywatnych, co ma sens, bo jak wyjdzie taki polityk i na konferencji go sfilmuje 50 różnych dziennikarzy, to byłoby absurdalne, żeby każdemu musiał indywidualnie udzielać zgody.
Ale czy wrzucając jego facjatę do takiego komercyjnego produktu jakim jest gra, też są całkowicie zwolnieni z uzyskania zgody? Śmiem wątpić. Na pewno nie byłoby problemu z imieniem i nazwiskiem, ale z wizerunkiem? Bardzo możliwe, że dobry prawnik cos by tu ugrał.
A niechaj sobie będzie na Steamie, mam płyty. Pojawią się Splinter Celle na GOG-u, to pewnie kupię, dla wygody użytkowania, a wersja steamowa i to pewnie jeszcze z dodatkowym wymogiem uplaya to sobie może iść w buraki.
"A co jest złego w odznakach i osiągnięciach."
A nie, nic takiego. Tylko tzw. "gamifikacja", mechanizmy psychologiczne obliczone na zwiększenie zaangażowania. A stąd już niedaleka droga "bonusów" za codzienne logowania i wykonywania zadań, żeby dostać odznakę czy innego acziwmenta. Albo kupowania kryształków, żeby kupić sobie "skórkę na forum". Oczywiście z tak dobraną liczbą kryształków w pakiecie, żeby zawsze coś zostało i kusiło dokupić następny pakiet.
Wolałbym, żeby GOL walczył o uwagę i zaangażowanie czytelników wysokim poziomem interesujących treści niż "wbijaniem" osiągnięć. I mówię to jako ktoś, kto generalnie jest do osiągnięć nastawiony pozytywnie: miejsce osiągnięć jest w grach, nie na stronach o grach.
No ale zrobicie, jak zrobicie. Ode mnie na razie pochwała za chęci wprowadzenia jakichś zmian. Czy będą to zmiany na lepsze czy gorsze, to się dopiero okaże.
Sprawdzenie całej historii własnych komentarzy wciąż pozostaje w sferze nieosiągalnych marzeń. A co dopiero mówić o cudzych.
Spróbuj dwójkę. Tam masz zapisy (poza najwyższym poziomem trudności). Też mi szkoda tego nieszczęsnego braku zapisu w jedynce, bo klimacik miała chyba lepszy od dwójki.
A co do trójki, to czekałem z pewnymi nadziejami. Szkoda, że ostatecznie nic z tego nie wyszło.
Dokładnie. Nigdy nie twierdzili, że cokolwiek będą utrzymywać do kupienia w nieskończoność, bo to zależy od wydawcy. Za to dla tych, którzy tę grę już mają, pozostaje ona w gogowym PP (nawiasem mówiąc, nie najszczęśliwiej dobrana nazwa, bo ten powszechnie używany skrót Preservation Program ma dla anglojęzycznych zabawne znaczenie). Więc nie wiem,skąd ten sensacyjny ton, że ło Jezu, Preservation Program gry nie ratuje.
Natomiast ze strony wydawcy to rzeczywiście mało eleganckie posunięcie. No ale dobrze chociaż, że nie wycofują całkowicie.
I bardzo, kurna, dobrze. Więcej takich wycieków, może ludzie się trochę opamiętają, że ich najnowsza zabawka ma też swoje wady.
Mnie najbardziej dziwi to: "niektórzy dodatkowo wydawali po 18 tysięcy dolarów w aplikacjach". Jak ktoś może lekką ręką tyle kasy wydać, to powinien być w stanie sobie prawdziwą babę znaleźć. W najgorszym razie prostytutkę i to luksusową na niejeden numerek mógłby za to wynająć.
No i super. Tylko znów te cyferki nie przekładają się na problemy w normalnym użytkowaniu. A emulacja to nie jest typowe zastosowanie telefonu.
Każdy ma swoje priorytety. Ja wybiorę lepsze zabezpieczenia.
Że żaden hardkor, to się z tobą zgodzę. Ale powiedzmy sobie szczerze, Wargame i Steel Division też się do tej kategorii nie zaliczają. Hardkor to może być Combat Mission.
"Ich wybrakowane procki Tensor."
Takie "wybrakowane", że ich "bezpieczny element" Titan M jest jednym z najlepszych w ogóle.
https://blog.google/products/pixel/titan-m-makes-pixel-3-our-most-secure-phone-yet/
https://cloud.google.com/blog/products/identity-security/titan-in-depth-security-in-plaintext
I dopiero teraz Apple ze swoim trybem wymuszania integralności pamięci (Enhanced Memory Tagging Extension) nieco podniosło poprzeczkę.
https://security.apple.com/blog/memory-integrity-enforcement/
https://www.privacyguides.org/posts/2025/09/20/memory-integrity-enforcement-changes-the-game-on-ios/
I to robi z Pixeli najtrudniejsze do złamania telefony z Androidem "out of the box", a z GOS-em, nawet Cellebrite nie daje rady.
https://osservatorionessuno.org/blog/2025/03/a-deep-dive-into-cellebrite-android-support-as-of-february-2025/
https://discuss.grapheneos.org/d/14344-cellebrite-premium-july-2024-documentation
Ale uj z tym, ważniejsze, że procek w jakimś benchmarku ma parę abstrakcyjnych punktów mniej od konkurencji.
"Android 16 wielkie gówno wprowadza"
Pod maską co nieco się dzieje. Np. architektura w filozofii "zerowego zaufania", obsługa kryptografii post-kwantowej, czy nacisk na lepsze zabezpieczenie tzw. łańcucha dostaw.
https://medium.com/@expertappdevs/android-16-security-updates-e8d81fc8d6a2
Chociaż muszę tutaj zgodzić się z tobą. Większość z tego nie wymaga tworzenia nowego systemu i dałoby się wprowadzić w większej aktualizacji do A 15. No ale walą nowy system co roku, bo biznes musi się kręcić.
Miałem nieprzyjemność bliższego kontaktu z ransomwarem. Na szczęście plik od początku wydawał mi się cokolwiek podejrzany, więc odpaliłem go na maszynie wirtualnej (system celowo nieaktualizowany i z dostępem do neta), gdzie pięknie sobie parę testowych plików poszyfrował i zażądał okupu. I chociaż przeżyłem chwilę stresu, czy przez jakąś dziurę w VirtualBoxie nie wyskoczył do hosta, to jednak wszystko skończyło się wtedy dobrze. Ale gdybym nie był podejrzliwy, to potencjalnie straciłbym masę nerwów i czasu na pozbycie się tej cholery z właściwego systemu i przywracanie plików z kopii zapasowych (oraz stracił trochę najnowszych plików, które do backupu jeszcze nie trafiły).
Więc tak, warto aktualizować, bo malware chodzi po ludziach.
Natomiast trzeba sobie realistycznie ocenić, jakie są potencjalne szkody w przypadku czarnego scenariusza, indywidualnie dla każdego typu urządzeń:
- PC; często masz masę plików nie do zastąpienia (np. najróżniejsze zdjęcia i filmiki z przyjaciółmi, rodziną, może z osobami, które już nie żyją i to po nich jedyna pamiątka), jak komputer to twoje narzędzie pracy, to jakieś pliki robocze, projekty, notatki itd., bankowość internetowa - potencjalne szkody to w najlepszym razie strata czasu i masa nerwów, w najgorszym realne straty finansowe, więc priorytet pilnowania aktualizacji powinien być wysoki
- telefon; ludzie często mają rozmaite pliki, zdjęcia, kontakty, których w żaden sposób nie backupują, dodatkowo aplikacje bankowe czy do kodów 2FA - potencjalnie utrata niezbackupowanych plików, kasy, kontaktów i utrudnienie bądź odcięcie dostępu do wszystkiego, co korzystało z 2FA, więc priorytet równie wysoki
- lodówka; jedyne szkody, jakie można ponieść w wyniku włamu do niezaktualizowanej inteligentnej lodówki, to że haker pozna twoje nawyki żywieniowe, ale to dla niego mało istotne, zresztą i tak producent lodówki już te dane zna i sprzedaje w celach reklamowych. Może ci też "zablokować system" i twoja smart lodówka zmieni się w dumb lodówkę - potencjalne szkody bardzo niewielkie i można olać aktualizacje
Macie tu po polsku i przestańcie marudzić.
Wersja z napisami:
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/232573/smierc-na-nilu
Wersja z dubbingiem
https://lubimyczytac.pl/audiobook/5025810/smierc-na-nilu
"A polski wydawca jak zwykle da leniwej dupy i nawet napisów nie zrobi?"
A polski gracz jak zwykle nawet leniwej dupy nie ruszy i na Steama nie zajrzy, gdzie jest jak byk napisane, że będzie język polski w postaci napisów.
I osobna kwestia, coś takiego, jak regionalni wydawcy już niemal nie istnieje. Cyfrowa dystrybucja skutecznie ich zabiła.
"lokalizację gry możesz dzisiaj zrobić za 500zł dzięki studentowi który wrzuci cały tekst w AI a potem poprawi literówki."
No ba! A jak zatrudnisz któregoś z tych "kierowników" co to chodzą po dworcu i żebrzą drobne na piwo, to nawet za flachę. Tylko zastanów się, jaką to będzie miało jakość.
"Ostatnio na grajpopolsku widziałem darmowe tłumaczenie do jakiejś gry AAA które wyszło chyba tydzień po premierze dzięki AI i ludzie sobie chwalili."
A widziałeś choćby w komentarzach na GOL-u, jak niektórzy piszą, jakby jednej klasy podstawówki nie skończyli? Jak taki nieuk, analfabeta ma w ogóle zauważyć, że z tłumaczeniem jest coś nie tak, skoro łącznie zna 2 i 3/8 języka, z czego te 2 całe to w butach, a 3/8 ojczystego?
Już nie wspominając, że reszta, która widzi problemy, woli przemilczeć i pochwalić, bo jeszcze się twórca obrazi i następnego "tłumaczenia" nie zrobi, a gówniane jest lepsze niż żadne, jak ktoś żadnym językiem obcym nie potrafi się posłużyć.
Tylko, że u księdza w zasadzie się robiło 1 rzecz. Trzeba było dać mu kielich do wypolerowania. Jak znów do niego zagadaleś, to ci oddawał kielich i wspominał, że na jednym z grobów w kościele jest podobny herb i trzeba było na ten grób rzucić okiem, żeby George sobie zapamiętał cytaty z Biblii. I druga rzecz w kościele to było użyć soczewki z posągiem, żeby odczytać coś z witraża. Rozmowa z księdzem na żadne dodatkowe tematy nie była raczej potrzebna.
Owszem, w tym momencie była jedna nieintuicyjna rzecz. Znalazłszy grób rycerza, nie możesz od razu pojechać do Hiszpanii, przekazać dobrych wieści hrabinie, jeśli wcześniej nie załatwiłeś wszystkich spraw w miejscu odkrycia posągu Bafometa (bo wypolerowany kielich jest potrzebny do rozwiązania zagadki), a gra w żaden sposób cię nie informuje, dlaczego jeszcze nie możesz odwiedzić hrabiny, chociaż to byłoby logiczne po odnalezieniu grobu.
Ale klikanie wszystkiego na wszystkim? Zdarzyło mi się tylko 2 razy, a to tylko dlatego, że przeoczyłem jakiś przedmiot.
Rozumiem, że to wpienia, gdy pod wątpliwość są poddawane czyjeś kompetencje i uczciwość recenzenta. Rozumiem też chęć naprostowania bzdur i przekłamań. Nawet to o bezczynności w obliczu zła. Ale muszę przytoczyć inny cytat: "Nigdy nie kłóć się z idiotą, bo sprowadzi cię do swojego poziomu i pokona doświadczeniem". I drugi, w tym przypadku jeszcze ważniejszy: "nie ma sensu mocować się ze świnią w błocie, bo ona to lubi".
Uszarpiesz się tylko, ubrudzisz tym metaforycznym błockiem i łajnem, zmarnujesz czas, bo jemu w to graj. O każdej twojej reakcji wysmaruje kolejny filmik na 2 godziny i tylko mu skoczą wyświetlenia i zasięgi. Gorzej, nawet ktoś, kto w ogóle Kiszaka nie znał, po zobaczeniu takiej "dyskusji" może zajrzeć w jego materiały, zobaczyć, o co w ogóle biega i cyk, kolejne wyświetlenia.
"Wyróżnikiem gry jest system moralności oddziaływający zarówno na bohaterów walczących w dobrej sprawie, jak i niemieckich okupantów. Działa to tak, że oprócz paska zdrowia jest też pasek morale. [...] Jeśli obniży się on wystarczająco mocno, przeciwnik będzie mniej skuteczny, a nawet straci całą turę."
W tym kontekście morale absolutnie nie równa się moralność!
"moralność
1. «zespół ocen, norm i zasad określających zakres poglądów i zachowań uważanych za właściwe»
2. «całokształt zachowań i postaw jednostki lub grupy, oceniany według jakiegoś społecznie funkcjonującego systemu ocen i norm moralnych»"
https://sjp.pwn.pl/slowniki/moralno%C5%9B%C4%87.html
Natomiast morale jest tu w znaczeniu 1:
"morale
1. «gotowość do wypełniania obowiązków, znoszenia trudów i niebezpieczeństw oraz poczucie odpowiedzialności i wiara w sukces»"
https://sjp.pwn.pl/slowniki/morale.html
A co do Door Kickers 2, to powiedziałbym, że bardziej klasyczne R6 niż SWAT. To jedynka była bardziej "policyjna".
Warto może jeszcze wymienić Summerian Six.
Wpisujesz YT na MP4 i pierwsza strona z Googli...
https://sekurak.pl/proxyware-malware-w-popularnych-serwisach-do-pobierania-filmow-z-youtube-nowa-kampania-cyberprzestepcow/
YT-DLP
https://github.com/yt-dlp/yt-dlp
Nie bój się tych 20 stron opcji konfiguracji. Domyślnie wklejasz link, Enter i pobiera.
Z tym, że trzeba sobie jeszcze wrzucić ich własną wersję FFMPG
https://github.com/yt-dlp/FFmpeg-Builds/releases
Rozpakowujesz FFMPG
Wrzucasz yt-dlp.exe do folderu Bin (tam, gdzie są ffmpeg.exe i ffprobe.exe)
odpalasz YT-DLP
Wklejasz link
Enter i wszystko pięknie pobiera
Bonus jest taki, że obsługuje nie tylko YT, ale najróżniejszych stron od wuja i trochę: https://github.com/yt-dlp/yt-dlp/blob/master/supportedsites.md
"Nie ma tam żadnych gejowskich wątków? Żadnej polityki, która nam się nie spodoba?"
Ano wszystko to może być, jeśli tylko jest zrobione z sensem. Mieliśmy w Mass Effectach i Dragon Age'ach wątki gejowskie, ale dopóki nikt nie wpadł na to, że usadzenie gracza i edukowanie go o zaimkach i sposobach na właściwe przepraszanie transwestyty (pompeczkami), to prawie nikt nie miał jakichkolwiek pretensji.
To samo z polityką. Metal Geary są nierozerwalnie polityczne. Tylko Kojima nie wygłaszał kazania na temat swoich poglądów jako jedynego właściwego sposobu patrzenia na świat. Pozwalał wyciągnąć odbiorcy własne wnioski. W mniejszym stopniu to samo było ze Splinter Cellami, zwłaszcza Pandora Tomorrow.
Swoją drogą nie zdziwiłbym się, gdyby w kolejnym Mass Effekcie wszystkie Asari w burkach chodziły.
No właśnie. Ja teraz czekam, aż z kolei CoD sparodiuje to wyskoczenie "prawdziwych żołnierzy" zza rogu i szturm prosto na czołg. Bo tak przecież robią prawdziwi profesjonaliści, nie to co ci "sławni" pozerzy.
"Problem polega na tym, że mam lagi w grach i powtarzające się błędy w dzienniku:
1. Serwer Windows.Gaming.GameBar.PresenceServer.Internal.PresenceWriter nie zarejestrował się w modelu DCOM w wymaganym czasie.
2. Serwer Microsoft.Windows.Search_1.14.18.19041_neutral_neutral_cw5n1h2txyewy!ShellFeedsUI nie zarejestrował się w modelu DCOM w wymaganym czasie
Ten Gaming.GameBar. odinstalowałam, bo myślałam, że to coś pomoże, ale błąd i tak występuje w dzienniku zdarzeń."
A wyłączyłaś go w opcjach Windows? Ustawienia>Granie>Game Bar Bo jak nie, to nie dziwota, że system próbując uruchomić coś, co zostało odinstalowane, wywala błąd.
Drugi błąd, niestety nie wiem nic ponad to, że jakoś związane z wyszukiwaniem. Spróbuj upewnić się, że w systemie jest wyłączone indeksowanie i (tu zupełnie strzelam w ciemno, zasugerowany ShellFeedsUI, które może wskazywać, że nie pasuje mu coś z wyświetlaniem elementów interfejsu), jeśli masz na pasku zadań pole wyszukiwania, to spróbuj je ukryć (na pasku zadań PPM>Wyszukliwanie>Ukryty).
W zasadzie jadą na tym, że dużo osób, mając wybór, woli jednak być uczciwych. Założę się, że ryzyko, że jakiś niewielki procent będzie nadużywać tego systemu mają wkalkulowane w działalność. Na pewno też monitorują te refundy i jak ktoś robi to zbyt często, pobierając wcześniej instalatory, to prośbę o zwrot odrzucają. Może nawet banują szczególnie bezczelne konta.
"Latami brak polskiej wersji serwisu."
To akurat prawda.
"Brak polskich wersji gier chociaż to cdp miało / ma do nich prawa / ma możliwość się dogadać z właścicielami praw."
Gdyby wciąż miało prawa to by były. Jeśli miało prawa w przeszłości, to nie znaczy, że teraz może się dogadać na sensownych warunkach. Też chciałbym, żeby wszystkie gry, które kiedyś w pudełku były w wersji PL,miały ją również w wersji cyfrowej, ale jestem realistą. Nawiasem mówiąc, te same gry, które pudełkowo były PL, ale nie są na GOG-u, nie mają również polskich wersji na Steamie, co najwyraźniej ci nie przeszkadza.
"W przypadku goga i starych gier to gog może ustalać cenę w porozumieniu z właścicielem gry."
Poważnie? Siedziałeś z nimi w pokoju, gdy negocjowali i wiesz, że może? Zresztą GOG ma w tym przypadku taką siłę w negocjacjach:
Wydawca: No to wycenimy naszą grę na 200 zł.
GOG: Czy nie uważacie, że to trochę dużo, jak na 20-letnią grę? Bardziej na miejscu byłoby 50.
Wydawca: Ha, ha,Ha, ha!!! OK, pożartowaliśmy sobie, a teraz przejdźmy do poważnych interesów.
GOG: To byłą poważna propozycja.
Wydawca: W takim razie pozostaniemy wyłącznie przy Steamie, gdzie nikt nam nie mówi, że te nędzne 200 zł to za wysoka cena. I nie dzwońcie więcej z pytaniami o wydanie u was naszych kolejnych gier.
" ceny z (.) dla Polaków. Jak dolar i euro będę po złotówce to wtedy możemy rozmawiać."
A na Steamie masz przelicznik 1 $/€ = 1 PLN? Podoba ci się to, czy nie, Steam = granie na PC i to według ich pochrzanionych przeliczników wydawcy ustalają ceny, dla Steama i innych sklepów. Steam przelicznika nie aktualizuje, bo utrzymanie takiego mu się opłaca. I dopóki jakieś prawo nie zmusi ich do uaktualniania przeliczników co powiedzmy pół roku, to ceny zawsze będą zawyżone.
"A co do nowych gier: skoro ceny wszędzie są takie same to po co miałbym wybierać goga?"
- DRM-free
- instalatory offline
- nietraktowanie domyślnie każdego klienta jak potencjalnego złodzieja
- pomoc w utrzymaniu na rynku konkurencji (choćby niewielkiej) dla Steama, bo jak na placu boju zostanie 1 hegemon, to dopiero będzie mógł nas dymać
"Dziwisz się? Dasz swoją grę na goga a 10 minut później cały świat pobiera ją za darmo."
Tak. Dziwię się i to bardzo. Kiedy ostatni raz sprawdzałem to po sieci hulało znacznie więcej piratów ze Steama niż z GOG-a, nawet gier, które są i na Steamie i na GOG-u. Jeśli twórcy nie dowalą denuvo, to samo zabezpieczenie Steama jest trywialne do obejścia i tak "zabezpieczone" gry steamowe lądują na torrentach w dniu premiery. Zresztą nawet gdyby łatwość piracenia gier z GOG-a miała być czynnikiem, to nic nie stoi na przeszkodzie wydać na GOG--u gry, która już dawno została złamana i lata po torrentach. A wydawcy i tak tego nie robią, bo tak. Fajnym przykładem nieracjonalności jest Tell me Why. Gra dawno spiracona, przez co najmniej 3 lata pod rząd rozdawana miesiącami za darmo z okazji "miesiąca dumy", ale na GOG-a nie trafiła, bo "ojej, ci straszni piraci".
"Jestem bardzo dumny z faktu że przez 17 lat nie kupiłem tam ani jednej gry."
Łał, cóż za wspaniałe życiowe osiągnięcie! Prawdziwy powód do dumy.
"Akurat to gog traktował i traktuje wolaków jako klientów 10 kategorii."
A jak to się niby objawia?
"żądanie po 30-40 zł za 15-20 letnie gry to nieśmieszny żart."
Pssst. Zdradzę ci straszliwą tajemnicę. To wydawca ustala cenę. Nie GOG, nie Steam, ani nie Epic.
"ciężko jest kupić od kogoś coś czego ten ktoś nie sprzedaje, a na gogu nie ma z 90% wydawanych gier."
Cóż, pierwszy powiem, że decyzje GOG-a, co chcą u siebie mieć, są czasem co najmniej dziwne. Mają u siebie trochę zrobionych na kompletny odwal gierek do grania jedną ręką, a nieraz jak dopytuję twórców całkiem fajnie wyglądającego tytułu o wydanie na GOG-u, to dostaję odpowiedź, że chcieli, ale GOG nie chciał. Jednak z tych 90% gier, których na GOG-u nie ma, brak większości to znów decyzja wydawcy.
Co do F-Droida, to może od tamtego czasu coś się pozmieniało, ale to nie buduje obrazu super zaufanego źródła. https://web.archive.org/web/20220712035107/https://wonderfall.dev/fdroid-issues/
"pamietam czyjś komentarz o grze, że ktos był zbulwersowany, że musiał kombinować jak ominać kilku strażników zamiast ich zabić, lol"
Stąd te wszystkie gry z "opcjonalnym skradaniem", oczywiście odpowiednio uproszczonym, żeby każdy mógł się poczyć super skradaczem nie przeciążając mózgu. A i tak opcjonalne skradanie zwykle kończy się tak >>>
https://youtu.be/VSxufUoCaG8?t=720
No to masz problem z głowy. Możesz śmiało sprzedawać.
Poniżej rada Silvarena jest bardzo dobra, ale dotyczy dysków bez szyfrowania. Skoro twój był zaszyfrowany, to by było tylko marnowanie czasu.
Nawet jak wpiszesz hasło, to dysk nie jest "odszyfrowany". Odszyfrowanie całego dysku to robota na ładnych parę godzin. A już nawet pomijając czas odszyfrowywania, gdyby wpisanie hasła oznaczało jego odszyfrowanie, to nagłą utrata zasilania przed wyłączeniem komputera by cię pozostawiała z niezaszyfrowanym dyskiem. Do kitu z taką ochroną.
Jak wpisujesz hasło i dysk odblokowujesz, to dane na dysku wciąż pozostają zaszyfrowane. To co potrzebujesz, jest pobierane do RAM-u i tymczasowo odszyfrowane w pamięci. Więc masz teraz sformatowaną, ale wciąż zaszyfrowaną partycję, z której nikt nic bez hasła nie odzyska.
No chyba, że przez "odblokowany" rozumiesz, że kazałeś bitlockerowi trwale odszyfrować dyski czekałeś przez ileś tam godzin, aż to zrobi i dopiero potem walnąłeś format. Jeśli nie, to wszystko gra. O ile nie naraziłeś się bardzo NSA, możesz sprzedawać dysk spokojnie.
Tury symultaniczne. W normalnej turówce masz jak w szachach: przeciwnik wykonuje ruch, ty na niego reagujesz, a on z kolei reaguje na twój ruch. Mechanika zrozumiała, łatwa do opanowania, ale nie do końca reistyczna.
A w CM wydajesz rozkazy i potem tura twoja i przeciwnika są rozgrywane równocześnie. Bardziej musisz się skupić na sensownym planowaniu swoich działań, niż reagowaniu na to, co zrobił przeciwnik.
"Wytłumacz co da optymalizacja jak komputer za słaby by grę uciągnąć na 30 FPS ? procesor musi przemielić iles tam danych razem z karta i ramem a jak jest sprzęt za słaby to nie da rady i nastąpi zwiecha !"
No to na tym właśnie polega optymalizacja, żeby dostarczać temu procesorowi tyle danych, żeby się nimi nie udławił.
Ograniczenia są dobre, pobudzają kreatywność. Jakoś twórcy Silent Hilla nie wołali, "nasza granie pójdzie na PS1, kupcie sobie lepszy sprzęt", tylko zamaskowali wszystko mgłą, żeby sprzęt dał radę to uciągnąć. Z kolei mała widoczność wymusiła dodanie radia trzeszczącego ostrzegawczo, gdy w pobliżu były potwory. Rzeczy,które wynikły tylko i wyłącznie z ograniczeń technologicznych, dziś są cechą charakterystyczną serii, bez których nikt sobie nie wyobraża "prawdziwego" SH. A twórcy dziś? Rozłożyliby bezradnie ręce i wołali, że to dla graczy "premium", a nie dla takiej biedoty ze słabymi maszynami.
"Rozwiązanie proste kup sprzęt na nowa generacje i graj bez scin albo nie kupuj i graj ze scinami ale nie narzekaj ze są sciny !"
Tylko stopień poprawy jakości grafiki w żaden sposób nie usprawiedliwia wzrostu wymagań sprzętowych. Porównaj sobie tempo rozwoju z przełomu wieków. Wtedy te 2 lata to rzeczywiście potrafiło być niebo, a ziemia i usprawiedliwiało konieczność posiadania 2 razy mocniejszego sprzętu. Dzisiaj? Od ok 2016 stoimy praktycznie w miejscu. Różnic trzeba szukać na powiększonych screenshotach z lupą w ręku, a wymagania idą w górę.
Jak mam kupić sprzęt "na nową generację" to chcę zobaczyć gry, które ten wydatek usprawiedliwiają. A takich niestety nie ma. I nie mówię tu już o samej grafice, bo obecnie gry wyglądają na tyle dobrze, że trudno tu o jakieś niesamowite przełomy. Ale kurde, fizyka, interaktywność świata, zniszczalność otoczenia, sztuczna inteligencja przeciwników. To wszystko nie ruszyło z miejsca od czasów HL2 czy FEAR-a.
"Och nie! Współczesne dzieci tego nie dźwigną. Trzeba grać, żeby coś wygrać, dostać? Dzieci chcą mieć wszystko już teraz, za darmo. Jak najmniejszym wysiłkiem. Zaraz okaże się, że wolą zapłacić za skin niż go zdobyć. "
O nie, Assassinek znowu niema pojęcia, w którym kościele dzwoni, ale odruch psa Pawłowa każe mu rzucać się bronić Ubisoftu jak niepodległości.
Właśnie o to chodzi, że nawet jak ktoś chce się porządnie wysilić, to Ubi mu na to nie pozwala.
"Wyzwań, za które otrzymujemy punkty niezbędne do postępu w Projekcie, nie można robić bez przerwy. Da się wykonać tylko kilka zadań w ciągu tygodnia, jako że Ubisoft od premiery AC: Shadows ustawił ich rotację."
Problemem nie jest to, że trzeba grać, żeby coś odblokować, tylko sztuczne spowalnianie postępów - wredna psychologiczna sztuczka mająca na celu przykucie cię do gry na dłużej (i w konsekwencji zwiększenie szansy, że sięgniesz do portfela i zrobisz jakaś nie-całkiem-mikro-transakcję).
"przy takiej ilości moderacji wrzucenie kodu download_credit_card_data() i liczenie że nikt się nie zorientuje jest prawie niemożliwe."
Tylko, jak pisałem, nikt rozsądny nie wrzuca takiego kodu. gdzieś tam jakieś pomieszanie typów, użycie po zwolnieniu, odczyt poza zakresem, może nawet eskalacja uprawnień. Jak najmniej widoczne, żeby przez sito przeszło i tylko pozwoliło po uruchomieniu przez użytkownika pobrać właściwy malware.
"Pamiętaj że bugi które wychodzą po latach często wymagają wiedzy absolutnie ultra-eksperckiej i ingerencji na poziomie hardware'owym. [...] "jak odlutuję tą nóżkę w kości RAM, wyłączę te 2 flagi w biosie, to kiedy wywołam tę RISCową instrukcję w dziwnej, określonej kolejności na tym rejestrze to zamiast wywalić error mogę zmieniać dane w innym rejestrze". "
No nie. większość wcale nie jest tak ezoteryczna, żeby działała tylko na rozstajnych drogach, przy pełni księżyca i w świetle gromnicy. :p Sporo z nich jest co najwyżej na średnim poziomie, a bywają i rzeczy trywialne.
Mógłbym po raz któryś zacytować Rok 1984, ale powtarzanie wciąż tych samych cytatów byłoby nudne, więc sięgnę po pewną bajeczkę dla dzieci:
"— Ginny! — krzyknął wstrząśnięty pan Weasley. — Czy niczego cię nie nauczyłem? Co ja ci zawsze powtarzałem? Żebyś nigdy nie ufała niczemu i nikomu, jeśli nie wiesz, gdzie jest jego mózg. "
To rada, którą powinni wziąć sobie do serca wszyscy entuzjaści "ej ajów". Zwłaszcza w aplikacji, która nasłuchuje przez okrągłą dobę.
Zależy od rodzaju pocisku, rodzaju czołgu (i jego pancerza) oraz miejsca trafienia/
Rozróżnijmy realizm od wiarygodności. Tak naprawdę rzadko kiedy chcemy prawdziwego realizmu w grach. Od realizmu jest ARMA a pewnie i tak by się tam znalazło pole do narzekań, gdyby celem był bezkompromisowy realizm. Za to podstawą powinna być wiarygodność czyi brak elementów, które natychmiastowo wybijają z zawieszenia niewiary. I gra wcale nie musi być super realistyczna, żeby była wiarygodna. Jeśli w grze zobaczysz coś, co później, analizując na chłodno okazuje się niemożliwe albo nieprawdopodobne, ale nie było tak oczywiste i rażące, że już w trakcie samej gry mózg się lasował, to gra wciąż jest wiarygodna. A jednak większy wpływ na wiarygodność gry ma fakt czy po mapie biegają dwunogi husky i święty Mikołaj z karabinami, niż ściśle zgodne ze stanem faktycznym wartości penetracji pancerza i pilnowanie zgodności z tabelami balistycznymi dla każdej sztuki broni.
O konkretnie balansie Battlefielda nie będę się wypowiadał, bo ostatnio z battlefieldowym multi miałem styczność w czwórce, a i to przelotnie.
"ma 1500 contributorów (ludzi którzy nad nim pracują) i w pełni dostępny kod źródłowy, więc jakby ktoś próbował przemycić tam coś złośliwego to byłoby to błyskawicznie wyłapane."
Wybacz, ale nie do końca się z tobą tutaj zgodzę. Otwartoźródłowość jest tylko pierwszym krokiem do skutecznego znajdowania podatności. A złośliwy kod zazwyczaj nie jest opatrzony komentarzem "to jest złośliwy kod", ani też nie zawiera wiele mówiących nazw pokroju "backdoor".
Dobra, jest tych 1500 "dostawców" kodu, a w dodatku każdy postronny może sobie ten otwarty kod studiować. Teraz zadajmy sobie pytanie, ile osób tak naprawdę przejrzało całą bazę kodu i śledzi każdy nowy commit. I ilu z tych śledzących robi to pod kątem szukania czegoś złośliwego, a nie np., żeby sprawdzić, dlaczego próba kompilacji wywala błąd albo podpatrzenia jak programiści rozwiązali jakiś konkretny problem. I znów ilu z tych, którzy nie tylko pilnie śledzą kod, ale i robią to pod kątem bezpieczeństwa, rzeczywiście ma odpowiednią wiedzę, żeby ewentualne podatności znaleźć?
Dobrym przykładem będzie Linux. Otwarte źródło, wielu twórców, poważny projekt. To oznacza, że naprawdę sporo par oczu wpatruje się w kod. Można by więc pomyśleć, że wszystkie problemy będą błyskawicznie wyłapane. Tymczasem...
"Badacz bezpieczeństwa z Google odnalazł znaczną liczbę podatności w podsystemie USB jądra Linuxa [...] 22 problemy bezpieczeństwa, którym przypisano identyfikatory CVE [...] to nie były jedyne problemy, znalezione przez niego w jądrze Linuxa. W lutym [2017] zgłosił odkrycie podatności lokalnego wykonania kodu, która istniała w jądrze od ponad 11 lat. [... ] Analiza ponad 600 identyfikatorów CVE, przeprowadzona w zeszłym [2016] roku, wykazała, że przeciętna długość życia podatności w jądrze Linuxa, to 5 lat." https://www.securityweek.com/many-vulnerabilities-found-linux-usb-subsystem/
Ale poza tym, to zasadniczo się z tobą zgadzam. yt-dlp, pobrany bezpośrednio z GH powinien być bezpieczny. Chociaż mam pewne wątpliwości (nie za dużo zaangażowanych twórców, dość krótki czas istnienia, w każdym razie w tych nakładkach GUI, które widziałem), co do nakładek graficznych, pozwalających korzystać z niego jak cywilizowany człowiek, zamiast użerać się z parametrami wiersza poleceń.
"nie wiem skąd ty to masz ale Tom Clancy aktywnie uczestniczył w tworzeniu gier komputerowych na podstawie swoich powieści"
Clancy aktywnie uczestniczył, owszem, ale w czasach Red Storm Entertainment. Potem już tylko użyczał nazwiska. Na jakich warunkach i skąd wziąłem tę informację? O tym, że do Splinter Cella osobiście nie przyłożył pióra i tylko wymagał, żeby gry sygnowane jego nazwiskiem były z gatunku militarny technothriller/polityka/szpiegostwo czytałem kiedyś w CDA, wydaje mi się, że gdzieś w okolicy 2012-2013. Nie wymagaj ode mnie, żebym teraz kartkował każdy numer z ok 20 lat. Chociaż Wikipedia twierdzi tylko, że:
"Red Storm został później wykupiony przez wydawcę Ubisoft, który kontynuował użytkowanie nazwiska Clancy, choć stopień rzeczywistego zaangażowania Clancy'ego w tworzenie gier i rozwój IP pozostaje niejasny, o ile w ogóle był on zaangażowany." https://en.wikipedia.org/wiki/Tom_Clancys
Natomiast w 2008 Ubi nabyło trwałe prawa do posługiwania się się jego nazwiskiem już najwyraźniej bez żadnych dodatkowych zastrzeżeń:
"Umowa daje Ubisoftowi prawo do łączenia nazwiska Clancy'ego z przyszłymi grami,książkami i grami opartymi na tych grach oraz powiązanymi gadżetami. Clancy zachowa prawa do używania swojego nazwiska w swoich własnych książkach i filmach na nich opartych." https://www.wired.com/2008/03/ubisoft-picks-u/
I od tamtej pory mogli sobie znacznie śmielej poczynać z jego nazwiskiem. Dopóki żył, to się jeszcze musieli o tyle hamować, że gdyby naprawdę przeholowali, to pewnie nawet pomimo, iż sprzedał prawa do nazwiska, mógłby ich pozwać, argumentując, że łączenie go z jakąś szmirą prowadzi do jego strat finansowych, negatywnie wpływając sprzedaż książek. A po jego śmierci to już wiadomo, hulaj dusza.
"po śmierci Toma Clancy'ego w 2013 roku, gry nadal są rozwijane pod jego nazwiskiem, ale ubikacja czerpi mniej bezpośrednio z jego twórczości, tworząc bardziej swoje historie"
Przecież ostatnim, co bezpośrednio czerpało z dzieł Clancy'ego, było The Sum of All Fears z 2002. Nawet Rainbow Six, którego pierwsza część przerabiała fabułę książki na grę, już poszło drogą scenarzystów z Ubi od sprzedaży Red Stormu.
"pomyliłem się z homeworld, ta gra zasłynęła tym ze powstała i nikt jej nie chciał"
Co, kuźwa? Masz na myśli ten Homeworld? https://www.gry-online.pl/gry/homeworld/z8cda To ma być gra, której nikt nie chciał? Przecież tym się w okolicy premiery zachwycano i do dziś jest uważana za kultową.
Dokładnie potwierdzasz to, co mówiłem. Bezładny ciąg wypowiedzi i jakieś zlepki liter, których w ogóle nie idzie zrozumieć.
Ja ci z dobrego serca radzę, poszukaj pomocy. No ale zrobisz jak zechcesz, ja swój dobry uczynek na ten miesiąc odbębniłem i więcej się nie wtrącam.
Chciałem napisać, że to jakiś mocny towar, że od wczoraj trzyma. Ale to chyba jakieś załamanie nerwowe.
diamondf, ty lepiej poszukaj jakiejś pomocy psychologicznej czy innego telefonu zaufania, zamiast bezproduktywnie wyładowywać tu swoją frustrację.
Te nieskładne ciągi wypowiedzi pisane z tyloma błędami, że ciężko miejscami cokolwiek zrozumieć to nie jest zdrowy objaw. Bez złośliwości i docinków, po prostu zacznij działać, zanim będzie za późno.
Mnie osobiście szkoda Splinter Cella (dopóki rzeczywiście nie wyjdzie ten remake, to seria wciąż jest martwa), Brothers in Arms (ponoć coś tam mieli w kwestii czwórki robić, ale patrz SC), CSI (ta seria może nigdy nie była wybitna, ale chyba nie ma niczego podobnego - owszem, są różne gry detektywistyczne, ale niczego, co by się tak bardzo skupiało na zbieraniu i analizowaniu mikrośladów, gdzie zdejmujesz odciski, zbierasz włosy pincetą, porównujesz bruzdy na pociskach pod mikroskopem, badasz DNA itp.), Silent Hunter (choć z zastrzeżeniem, że to nie do końca dla mnie, ale szkoda, żeby seria się tak marnowała), Raymana i BG&E. Plus oczywiście Dark Messiah i pełnoprawny PoP.
I teraz będzie bardziej kontrowersyjnie. Chciałbym powstania z martwych serii Rainbow Six i Ghost Recona. Tak, tak, w teorii one "żyją", ale chodzi mi o takie w formie klasycznej. R6 w stylu Raven Shield, z całym tym planowaniem akcji i GR jak za jedynki ewentualnie Advanced Warfighter. Podobnie dobrze byłoby zobaczyć żyjącą serię Settlers (wiem, nie tak dawno wyszła ostatnia część, ale nie do końca tego oczekiwaliśmy, przydałoby się coś zrobione z pasją, a nie na odpierdziel, żeby fani po prostu przestali marudzić).
"Splinter Cell: Tom Clancy nie żyje od 2013, seria bez niego to juz nie to samo"
Clancy tylko i wyłącznie sygnował serię swoim nazwiskiem.Nie pisał fabuły, ani nawet jej prawdopodobnie na oczy nie oglądał. Po prostu wystarczyło, żeby była tematyka technothriller, polityka, szpiegostwo, żeby Ubi mogło do tytułu dokleić "Tom Clancy's".
Ale gdzie tu coś dziwnego? Zrób świetną grę, w której czasem jakaś tekstura będzie odrobinę nieostra i niektóre umiejętności są mało przydatne, to normalne, że nikt nie będzie się nad tym pastwić, najwyżej wspomni mimochodem, bo gra jest ogółem przeważająco dobra. Ale zrób złą grę, w której nic nie działa jak powinno, bo wtedy nie będzie niczego, co przeważy te same niedogodności. Proste jak konstrukcja cepa i żadnej hipokryzji w tym nie ma.
"oferta pracy słowem nie wspomina o wpływaniu w jakikolwiek sposób na gry wideo lub ich dystrybucję. Niemniej graczom wystarczyło zestawienie „gamingu” i „VISA” w jednym ogłoszeniu, by z miejsca odczytać to jako potwierdzenie chęci mieszania się w sprawy związane z wydawaniem gier"
Jak idziesz sobie ulicą, podchodzi do ciebie facet, wyciąga zza pleców bejsbola i j*b cię nim w ryj, to jak następnym razem zobaczysz, że się zbliża, choćby uśmiechnięty i w pokojowych zamiarach, masz cholernie uzasadnione powody do podejrzliwości.
Kto raz się sparzył, na zimne dmucha i takie tam. Visa sama sobie zasłużyła na tę nieufność.
"Zapewnia się wolność i ochronę tajemnicy komunikowania się. Ich ograniczenie może nastąpić jedynie w przypadkach określonych w ustawie i w sposób w niej określony."
"Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej."
A cytuj sobie ile wlezie. Ostatnim razem jak Polska czegoś nie chciała zrobić, bo prawo unijne stało w sprzeczności z konstytucją, a konstytucja jest w Polsce najwyższym prawem, to się w Brukseli zaczął lament,jacy to jesteśmy niepraworządni i blokowanie KPO, czy tam innych funduszy.
"zaglądanie kilkuset milionom ludzi w ich wiadomości w celu ochrony dzieci, jest jak dla mnie strzelaniem z armaty do komara,"
No jasne, że jest. Tylko tu nigdy nie chodziło o dzieci. Rządom i służbom to jest na rękę, bo technologia pozwala przetwarzać i archiwizować wielkie ilości danych, więc dobrze jest zbierać "haki" na później, bo dziś jesteś nie liczącym się pyłkiem, ale "kiedyś" możesz być potencjalnym problemem albo wejść w kontakt z potencjalnym problemem o pojawić się na ich radarze. Więc teraz dobrze jest zbierać informacje "na potem".
Jak to zauważyła bodajże Meredith Whittaker, prezydent Signala przy okazji brytyjskiego Online Safety Act, ten sam rząd, który usprawiedliwiał tę ustawę potrzebą ochrony dzieci, jednocześnie obciął fundusze na prewencję i edukację w realu, co jest znacznie skuteczniejszą ochroną dzieci, niż te cyrki o bezpieczeństwie w sieci.
Dla całej reszty chodzi o to, o co zawsze o kasę.
"Na proponowane przepisy znacząco "wpływają firmy udające organizacje pozarządowe, ale działające bardziej jak spółki technologiczne. [...] używają wszelkich środków, aby popchnąć te regulacje naprzód nie dlatego, żeby uważały to za najlepszy sposób na walkę z seksualnym wykorzystywaniem dzieci, ale dlatego że mają w tym interes finansowy.""
https://balkaninsight.com/2023/09/25/who-benefits-inside-the-eus-fight-over-scanning-for-child-sex-content/
"dlaczego głównym pretekstem tego typu ustaw (chociażby ACTA) jest właśnie ochrona dzieci przed pedofilami? Ten problem jest aż tak potężny, że co chwila trzeba przyjmować nowe regulacje co do internetu?"
Bo to najskuteczniejsza metoda. Jesteśmy zaprogramowani genetycznie i kulturowo, żeby chronić dzieci i dla większości osób myśl o krzywdzie dziecka jest tak nieprzyjemna, że od razu włącza się tryb emocjonalnego "jak mogę temu przeciwdziałać", a jednocześnie wyłącza się trzeźwe logiczne myślenie. Ludzie w tym stanie rzucą się na wszystko, co się im zaproponuje, a co więcej, będą jeszcze bronić twojego ograniczającego wolność pomysłu, jeśli tylko powiesz im, że to dla dobra dzieci. Kto nie podda się owczemu pędowi, ten zostanie zakrakany przez mających dobre intencje, ale zmienionych przez swoje emocjonalne podejście w "pożytecznych idiotów" i w najlepszym razie oskarżony o bycie nieczułym draniem, który nie chce, żeby dzieciaczkom nie działa się krzywda, a w najgorszym o to, że pewnie sam jest pedofilem, bo przecież nie bez powodu jest takiej wspaniałej inicjatywie przeciwny.
Kiedyś jeszcze się świetnie sprawdzało słowo klucz "bo terroryści", ale w ostatnich latach na szczęście nie było jakichś szczególnie spektakularnych zamachów, więc ta metoda straciła trochę na skuteczności i powróciliśmy do klasycznego "pomyślcie o dzieciach".
A dlaczego co chwila trzeba nowe regulacje? Apetyt na władzę i kontrolę rośnie w miarę jedzenia. Nigdy nie będzie dość. Zawsze będą się domagać więcej uprawnień i inwigilacji w imię bezpieczeństwa, którego, pomimo wciąż dodawanych kolejnych obostrzeń, nie są w stanie albo nie chcą zapewnić.
Ale dlaczego tak skromnie? Dlaczego nie AAAAAA albo AAAAAAA, a może i nawet AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA?
"gra tylko do pewnego stopnia została przetestowana pod kątem optymalizacji i balansu. W konsekwencji przy długich sesjach i dużych miastach mogłyby pojawić się problemy, które wymagałyby „przerobienia i przetestowania wielu systemów”, a deweloperzy wolą poświęcić potrzebne do tego zasoby na ukończenie produkcji."
Pięknie to pokazuje ich podejście do robienia gier. Zamiast skorzystać z tych darmowych testów balansu w dłuższych rozgrywkach, żeby wiedzieć, co wymaga poprawy to wolą zostawić jak jest, wydać i może za rok dodać ewentualne poprawki, jeszcze się przy tym pewnie popisując "patrzcie jak was, gracze, słuchamy i jak długo dla was grę wspieramy".
"Po prostu dostęp do internetu będzie przyznawany za pomocą ID jakim jest PESEL [...] Oczywiście kosztem prywatności. [...] Na początek mogliby wprowadzić poświadczenia nr telefonu + konto bankowe i dopiero wtedy możesz grać multi."
Mało. Proponuję poświadczenie biometryczne zdjęciem wnętrza jelita grubego wykonanym wziernikiem doodbytniczo. Mam nadzieję, że ustawisz się pierwszy w kolejce po odpowiednie poświadczenie. W końcu co tam prywatność twojego jelita, jeśli możesz w ten sposób zagwarantować, że nie jesteś trollem albo cheaterem, no nie?
"Z takich rażących błędów to widzę palce i aparat, reszta wygląda w porządku."
Paluszki, aparat z uchwytem na filtry prostokątne wskazuje na więcej niż amatora, a jednak facet pstryka fotkę telefonem, co nie miałoby sensu (nie wspominając, że aparacik wisi sobie w powietrzu). Facet jest oświetlony tak, jakby go sfotografowano w studiu i wklejono na to nocne tło, skórę ma bardzo dziwną i w dodatku błąd kadrowania w postaci obciętej stopy (przyjęło się albo nie ciąć części ciała wcale, albo ciąć kończyny w połowie długości pomiędzy dwoma stawami).
A to tylko na pierwszy rzut oka, bez analizowania każdego detalu.
Jaaaaasne. Graficy może i nie stracą pracy bezpośrednio. Tylko kiedyś przykładowo klient zlecał takiemu grafikowi 10 prac miesięcznie za 100 zł/szt.; łącznie 1000 zł (liczby z tyłka, żeby się dobrze liczyło). Teraz mu zleci 10 poprawek miesięcznie, za 40 zł/szt., bo przecież "przy poprawkach się nie narobi". Łącznie 400 zł zarobku. Niech nawet grafik przyjmuje więcej zleceń, bo jest w stanie zrobić 40 poprawek miesięcznie, w miejsce 10 prac od zera. Miesięcznie zbierze mu się z 15 poprawek po 40 zł, czyli 600 zł na miesiąc. I więcej nie wyciągnie, choćby nawet chciał, bo po prostu nie ma więcej zleceń, a na te co są, stada innych czekają.
Ilu rzuci tę robotę w cholerę, jak nagle zaczną zarabiać znacznie mniej, już nie wspominając, że z twórcy zostaną zdegradowani do "poprawiacza błędów"?
"Grać dla samego siebie, bez przyjaciół szybko staje się nudne. To już lepiej jak jest się samemu obejrzeć film/serial czy przeczytać książkę niż się męczyć i przechodzić na siłę, kombinować z czymś z czego i tak nie ma frajdy bo nikt tego nie pochwali."
Problemy z samooceną, czy jak, że nie masz przyjemności z gry, jak cię ktoś nie pogłaska po główce i nie pochwali, jaki jesteś zarąbisty?
"Człowiek to istota społeczna. Dlatego uważam że gry singlowe raczej nie mają przed sobą wielkiej przyszłości."
Żeby grać w gry, nie trzeba koniecznie być piwniczakiem i można pograć sobie w spokoju w singla, a potem wyjść z domu i się z ludźmi socjalizować jako istota społeczna. Wiem, radykalna teoria.
A najsmutniejsze jest to, że tak naprawdę nie ma żadnej różnicy. Fanatycy jednej i drugiej strony stosują te same metody, więc kłótnia oto, czy ci są bardziej na prawo, czy na lewo, nie ma praktycznego sensu..
"Nie ma większego pozbawienia kobiecej autonomii niż gwałt. Media gloryfikujące przemoc seksualną wobec kobiet szkodzą wszystkim kobietom, niezależnie od tego, czy kilka kobiet uczestniczy w ich tworzeniu lub konsumpcji."
Aha, ale już pozbawianie autonomii kobiet pracujących nad takimi grami, przez niepozwalanie im zarabiać na życie tak jak uważają za stosowne i innych przez niepozwalanie im na taką rozrywkę, jaką sobie wybrały, jest całkowicie OK, bo to przecież "dla większego dobra".
Zupełnie jak to było z katarami czy tam albigensami. Jak odróżnić "prawych" chrześcijan od "heretyków"? "Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich". Również dla "większego dobra". Czasy się zmieniają, ale ludzie ani trochę.
Wbrew pozorom, nie taki głupi bait jak się wydaje. https://sekurak.pl/to-nie-ptak-nie-samolot-to-chinski-dron-szpiegowski-projekt-golab/
"Nie wyobrażam sobie dzisiaj aby gry kupować w pudełkach. I mieć treść od A do Z i ani grama więcej gdyż pudełka to zamknięty "ekosystem". To co trafi do tłoczni w momencie premiery to zostaje na zawsze. Autorzy nie mają już później możliwości dodania jakiejkolwiek treści nawet jak coś im jeszcze przyjdzie do głowy."
MoHAA Spearhead, MoHAA Breakthrough, TES Tribunal, TES Bloodmoon, IWD Heart of Winter, IWD Trials of Luremaster, BG Tales from the Sword Coast, BG2Throne of Bhaal, JA Deadlly Games, JA2 Unfinished Business, Diablo Hellfire, Diablo Lord of Destruction i dziesiątki innych pozdrawiają.
Nie wiem czy młody jesteś i nie znasz, czy może stary jesteś i skleroza powoli pamięć podgryza, ale twórcom nigdy nie brakowało możliwości dodania czegoś do swojej gry. Tylko wtedy musieli rzecz rzeczywiście przemyśleć i wysilić się na porządny dodatek, a nie jak teraz, tu skórka z a dolara, tam dodatkowa broń za 2 dolary, tu pakiet "przyspieszaczy" za 5, tam dodatkowa misja i towarzysz za 14 dolców...
Ta związana z dystrybucją cyfrową wolność dorzucania czegokolwiek i kiedykolwiek tylko tę branżę spier***
"nastolatek zastrzelił 17 osób w szkole średniej w Parkland na Florydzie, przyznał, że „trening” odbył w grach pozwalających mu mordować masę ludzi. Co ciekawe także ukrycie się w tłumie po zamachu opanowal dzięki scenariuszom niektórych gier"
No sorry, ale to są takie bzdurki, że hej. Mówić to on sobie mógł, że "trenował" na strzelankach. A gry ci pozwalają tak samo "wytrenować" obsługę prawdziwej broni palnej, co granie w gry z serii F1 na klawiaturze przygotowuje cię do wygrywania wyścigów w prawdziwym bolidzie F1 na prawdziwym torze. Adwokat mu kazał pleść bzdury, to plótł.
A jakie to gry go "uczyły" chować się w tłumie, łatwo się domyślić. Asasyny i Hitman. Tyle, że trzeba być debilem, żeby musieć się tego z gier uczyć. Nie wyróżniaj się. Jak ludzie idą spokojnie, to nie biegnij, jak ludzie uciekają w panice, to też "panikuj" itd. Oto cała filozofia ukrywania się w tłumie gier do tego nie potrzeba.
"Zamachowcy na WTC odbyli „trening” w MSFS wg ustaleń niemieckiej policji (grupa z Hamburga zrzeszona wokół Mohammeda Atty)."
Możliwe, że w MSF ćwiczyli pewne manewry. Tylko najpierw brali normalny kurs pilotażu u normalnego instruktora. Szkodliwość społeczna wielu kursów pilotażu jest o wiele większa niż możemy sobie wyobrazić. :p
Nie wspominając o tym, że mylisz przyczynę ze skutkiem. Nie zrobili zamachu na WTC, bo im się spodobało wpadanie na budynki w MSF, tylko sięgnęli po MSF, bo byli rąbnięci i wpadli na ten tragiczny pomysł.
"Sprawa Jean Pierre Orlewicza, który z kolegami porwał, uwięził i zabił ze szczególnym okrucieństwem starszego 9 lat kolegę. Obrońca wskazał, że bezpośrednią przyczyną była dewiacja psychiczna, którą nabyl w grze Hitman."
Obrońca jest od tego, żeby klienta wybronić, a jeśli nie da się wybronić, to od zapewnienia najłagodniejszego możliwego wyroku. Jeśli zasugerowanie, że przestępca popełnił przestępstwo pod wpływem gier może zmniejszyć wyrok, to obrońcy będą to robić.
"Papierosy szkodzą tylko osobie, która je pali"
A kiedy pojawiła się ta rewolucyjna technologia, która sprawia, że dym papierosowy wdychają tylko te osoby, które tego papierosa palą? Bo jakoś tego nie zanotowałem.
"jak się okazuje granie w gry wideo może prowadzić do większych tragedii"
Tragedią to jest myślenie gracz = świr morderca. Najpierw były złe komiksy, szkodzące moralności i robiące dzieciakom wodę z mózgu, potem te brutalne filmu, potem ten zły rock i satanistyczny metal, później satanistyczne D&D, które sprawi, że twoje dziecko zacznie nocą składać koty w ofierze na cmentarzu i brać udział w orgiach ku czci Szatana. Wszystkie te pomysły wylądowały na śmietniku historii. Domyśl się jak skończy ten o złych grach.

Taaa, sołtysem jestem. Oto cały ja. -->
"Wyobraźcie sobie, że podbijają do was dwie śliczne, napalone młode (20+) i chcą układu bez zobowiązań."
Grzecznie odmawiam i pospiesznie się ewakuuję, bo na milę wyczuwam słodką pułapkę: jestem zupełnym przeciętniakiem i doskonale sobie zdaję sprawę, że nie ma najmniejszego powodu, żeby jakaś seksowna dwudziestka podeszła do mnie i proponowała seks bez zobowiązań, a co dopiero dwie.
Chociaż nie. Po namyśle, to najpierw próbuję dyskretnie wysondować, o co im właściwie może chodzić, bo ani nie jestem na tyle bogaty, żeby warto mnie było szantażować ujawnieniem romansu, nie jestem nikim ważnym ani nie znam nikogo szczególnie ważnego, ani nic. Więc chciałbym wiedzieć, dlaczego ktoś zadaje sobie tyle trudu, żeby marnować na mnie słodką pułapkę.
Ale co to znaczy zabronione prawem treści? Jakbyśmy mieli zabraniać w grach rzeczy zabronionych w prawdziwym świecie,to wyleciałoby 99% wszystkich gier. NFS? Zakazać! Nie wolno ci łamać przepisów drogowych w wirtualnym świecie! GTA? Zakazać! Nie wolno bić, kraść, zabijać, demolować, torturować wirtualnych ludzików w wirtualnym świecie, bandyto! Wszelakie strategie wojenne? Zakazać! Łamanie Konwencji Genewskiej wobec wirtualnych ludzików jest zakazane, ty zbrodniarzu. Black Mirror? Zakazać! Nie wolno kraść wirtualnych przedmiotów, okłamywać wirtualnych ludzików, bezcześcić wirtualnych grobów, dokonywać wirtualnych włamań, dokonywać wirtualnego narażenia zdrowia i życia wirtualnych ludzików i utrudniać wirtualnego śledztwa, tudzież ukrywać wirtualnych dowodów wirtualnego przestępstwa przed wirtualną policją.
Po prostu, gdyby wszystkie niedozwolone rzeczy, których dokonujemy w grach, miałyby sprawić, że gra jest niedozwolona, nie mielibyśmy żadnych gier. Wobec tego nie bądźmy hipokrytami, że wirtualne zabijanie tak, ale wirtualne przestępstwa seksualne już nie. Ja rozumiem, że nie każdy (a nawet większość) chciałby grać w tego rodzaju gry. Tylko po prostu nie zakazujmy innym gier, które nas osobiście nie interesują.
A PayPal to szuja. Co to w ogóle za zwyczaje, dorosłym ludziom mówić, jaką mogą mieć rozrywkę dla dorosłych? To nie jest ich zasrany interes ani prawo być policją moralną. A najgorsze tu jest to, że PP trzyma sobie teraz te pieniądze jako zakładnika,ani nie wypłacając ich temu deweloperowi, ani nie cofając ich do źródła, żeby mogły zostać przesłane odbiorcy inną metodą.
Nawiasem mówiąc, dopiero co dziś rano tak sobie pomyślałem, że niedawno była aferka z tym blokowaniem płatności i grami dla dorosłych, ludzie się chwilę poburzyli i cisza, baranki się potulnie pogodziły. Może potrzeba więcej takich problemów, żeby coś się w temacie naprawdę zaczęło dziać i skończyć z tą samowolką operatorów płatności, którzy mogą ci zablokować środki, bo tak.
Kiedyś się przyjrzałem tej stronie. Strona dość młoda, ale niby posiada więcej spolszczeń niż znajdziesz w całej reszcie sieci razem wziętej. Już samo to jest podejrzane.
Jak piszesz, wyżebrują nr telefonu i jeszcze każą instalować nie wiadomo co. W dodatku uBlock Origin blokuje tę stronę z listy filtrów KAD - Przekręty. Jak to nie jest oszukańcza strona, to nie wiem, co nią jest.
Warcrafta niestety tak. Ale Pierwsze Diablo z Hellfire wciąż jest dostępne na GOG-u.
Ale fakt, jakoś trudno mi uwierzyć w pojawienie się D2 na GOG-u, skoro Blizz ma Resurrected. No ale jakby rzeczywiście się pojawił, to kupuę, choćby po to, żeby rozważyli może Starcrafty i oryginalnego Warcrafta 3 + Frozen Throne (wiem, marzenia ściętej głowy).
Ale po co mu to? Żeby się irytował, że jak grze wystawi 9/10, to mu będą jęczeć, że opłacona recenzja, a jak wystawi 6/10 to znów będą marudzić, że tak nisko, bo wydawca nie posmarował?
Zdaje się, że jest jakiś mod do TLJ z grafikami przeskalowanymi AI. Może o to Sonnowi chodzi.
Zastanawiam się, dlaczego uparcie nie chcą wrócić do głosu Ironside'a. W Blacklist wiadomo, chory był wtedy. Ale na szczęście wyzdrowiał. Można by twierdzić, że nie ma już na starość siły biegać, skakać i w ogóle robić tego całego performance capture'u, ale kurde ani w słuchowisku SC Firewall, ani w tej animacji nie musi się fizycznie wysilać, tylko zwyczajnie głos podkładać. Ciekawe czy to on nie chce czy to jego nie chcą.
Niestety oficjalna polska wersja BM była zrąbana. Sprawdźcie sobie może tę nieoficjalną poprawkę do oficjalnego spolszczenia: https://forum.przygodomania.pl/viewtopic.php?f=281&t=1130
Co do serii, to całkiem przyjemna, ale jedynka najlepsza.
Dokładnie tak jak napisał to Elathir. Robimy fantasy? Spoko, wszystkie chwyty dozwolone, jak długo sobie wymyśliliśmy własny świat, w fantasy zapożyczonym (Śródziemie, Ziemiomorze, Zapomniane Krainy, świat Wiedźmina cokolwiek innego) trzymajmy się zasad funkcjonowania ustanowionych przez oryginalnych twórców, które zazwyczaj dadzą nam wciąż duże pole do popisu przy osadzaniu kobiet czy tam postaci różnego koloru skóry w najróżniejszych rolach.
Robimy grę w realiach historycznych (nie jakieś pseudohistoryczne realia fantasy), to trzeba się trzymać realiów wybranego okresu. A fakty są twarde i mówią wprost: to były czasy, kiedy kobieta miała siedzieć w domu, słuchać najpierw ojca / brata, a potem męża, robić żarcie i dzieci rodzić. Walczące kobiety owszem, zdarzały się. Joanna D'Arc najlepszym przykładem. Jeśli mnie pamięć nie myli, Piktowie mieli wojowniczki, były japońskie kobiety ninja i kilka piratek. W razie jakiegoś najazdu zdarzało się, że kobieta chwytała za łuk czy motykę i szła bić wroga. Ale szlachcianka będąca rycerzem, z mieczem dwuręcznym w łapach? No nie, to się nie klei.
To już jakby osadzić trochę później, w czasach lżejszego oręża i zrobić z niej córkę jakiegoś mistrza rapiera. Broń bardziej dopasowana wagą do kobiet i sensowny powód, dla którego kobieta w tamtych czasach miałaby się na szermierce znać.
A z "grania babą" mogę ci wymienić dziesiątki pozycji, w których nie ma z tym problemu, bo nie burzy wiarygodności świata przedstawionego. Weź sobie choćby A Plague Tale i Amicię. To jest szlachcianka, która musiała chwycić za broń żeby po prostu przetrwać, nie dlatego, że miała taki kaprys. I tak jak to by było w prawdziwym życiu, i tak musi się skupiać na przemykaniu chyłkiem i atakowaniu z zaskoczenia, bo w otwartej walce ginie od jednego ciosu (co dość wiernie odzwierciedla szanse młodego, niewyszkolonego dziewczęcia w starciu z zaprawionym w boju, odzianym w zbroję, dorosłym chłopem).

No już nie przesadzajmy z tą doskonałością tłumaczenia AI. To wciąż głupia maszyna bez jakiejkolwiek intuicji językowej. Weź sobie choćby następujący (lekko skrócony) dialog z pierwszego Broken Sworda:
- Is that room taken?
- No, the guests checked out this morning.
- I'd like to check in to room 21.
- I'm sorry m'sieur, it's impossible. It's reserved for another guests.
- Rats!
- Non, m'sieur, Dutch.
Oto, co po poleceniu "przetłumacz na język polski ten dialog" zrobiło protonowskie Lumo:
Oczywiście! Oto tłumaczenie dialogu na język polski:
Czy ten pokój jest zajęty?
Nie, goście wyprowadzili się tego ranka.
Chciałbym zameldować się do pokoju 21.
Przepraszam, panie, to niestety niemożliwe. Jest zarezerwowany dla innych gości.
Szkoda!
Nie, panie, Holender.
Nawet kiepski tłumacz od razu się kapnie, że te francuskie wtrącenia nie są tam tylko po to, żeby były i żeby ich nie tłumaczyć. Już nie mówiąc o całkowitym spieprzeniu żartu, który po tak dosłownym tłumaczeniu nie ma najmniejszego sensu. Jak AI nie będziesz trzymać za rączkę i nie podpowiesz mu, co ma konkretnie zrobić w tym tłumaczeniem, to zwykle dostaniesz efekt jak widać.
Microsoftowy Copilot najpierw stwierdził, że to temat dla niego niedozwolony (na dowód screenshot), a potem wypluł następujące tłumaczenie:
Czy ten pokój jest zajęty?
Nie, goście wymeldowali się dziś rano.
Chciałbym się zameldować w pokoju 21.
Przykro mi, monsieur, to niemożliwe. Pokój jest zarezerwowany dla innych gości.
Cholera!
Nie, monsieur, Holendrzy.
Ten ostatni żart opiera się na grze słów — „Rats!” jako wyraz frustracji brzmi podobnie do „Ratz” (czyli „szczury”), na co recepcjonista odpowiada „Nie, monsieur, Holendrzy”, jakby poprawiał narodowość. Subtelny humor językowy! ??
Lepiej i nawet zauważył, że w grę wchodzi żart językowy, ale nie wpadł na to, żeby tekst przełożyć w taki sposób, aby ten żart zachować.
Zachęcam do sprawdzenia jak inne modele zinterpretują tekst źródłowy i czy uda się je skłonić do utworzenia żartu, który zachowa sens oryginału ale będzie również działał w naszym języku. Choćby:
- Przykro mi, m'sieur, to niemożliwe. Pokój jest zarezerwowany dla innego gościa.
- Holender!
- Nie, m'sieur, Belg.
W Pantery nigdy nie grałem, więc moich wspomnień nie urażasz. A i tak gadasz od rzeczy. Gdzie klasyczna przygodówka, a gdzie Vice City? Co tu porównywać? Dwa zupełnie różne gatunki chcące osiągnąć zupełnie różne rzeczy. To ma tyle samo sensu, jak gdybyś wziął Aston Martina Valkyrie i porównał go do poczciwego peerelowskiego Ursusa. Nie ma wątpliwości, który jest bardziej zacofany technologicznie, ale chociaż Valkyrie może wygrywać na torze, to pola nim nie zaorzesz.
Doskonale zrobili, że nie pchali się w 3D, bo to nigdy na dobre przygodówkom nie wychodziło. A już zwłaszcza stawianie na wczesne 3D, jeszcze nie daj Boże z próbą uatrakcyjnienia gatunku jakimiś elementami zręcznościowymi. Popatrz sobie na "cudo" noszące u nas tytuł Szymek Czarodziej 3D, albo na Escape from Monkey Island i Grim Fandango, które w zasadzie były gwoździem do trumny Lucas Artsu (GF jeszcze się jakoś graficznie trzyma dzięki stylowi artystycznemu, anie nie dzięki jakości zastosowanego 3D, za to zebrał solidne baty za sterowanie, podobnie jak Escape). A Sierra z King's Quest 8, który też próbował nie być "zacofany" technologicznie, zmieniając się w jakieś action adventure? Przypomnij sobie jak została przyjęta. Nawiasem mówiąc, z dzisiejszej perspektywy to te "zacofane" 2D zestarzało się najlepiej i wciąż cieszy oko, a na wczesne 3D często niemal nie da się patrzeć. Powiem więcej, ta Pantera zestarzała się graficznie wdzięczniej od jakże ówcześnie zaawansowanego technologicznie Vice City.
Przeczytałem tytuł... i zemdlałem. Teraz boję się choćby otworzyć tę "polecajkę", bo jak tak reaguję na sam tytuł, do ujrzenie tego cudu techniki mogłoby mnie zabić.
Oby taka zapaść branży walnęła jak najszybciej. W dłuższej perspektywie to będzie dla nas korzystne.
"kiedy trafiłem do Górniczej Doliny bez mapy tego obszaru, poczułem się jak dziecko błądzące we mgle. [...] włóczyłem się po tym obszarze przez pięć dni, próbując po omacku dotrzeć do zamku. Po drodze zwiedziłem chyba wszystkie miejsca przygotowane przez twórców, ale samego zamku nie mogłem znaleźć."
Poważnie? Przecież schodząc do Doliny, mija się tego gościa na J (Jorgena?), który radzi, żeby trzymać się r4zeki, bo orkowie jakoś nie przepadają za wodą, a potem, jak się zobaczy taran, to pędzić do niego, jakby gonił cię sam Beliar. A zabłądzić, trzymając się rzeki, to już prawdziwa sztuka.
"eksploracji uległy przez to pogorszeniu, a wręcz przeciwnie – zamiast błądzić, wreszcie mogłem skupić się na tym, co lubię najbardziej, czyli odkrywaniu tajemnic i urokliwych miejsc"
Ale ty nic nie odkrywałeś. Po prostu trzymałeś w łapie "przewodnik turystyczny typu Rzym w godzinę", który kierował cię od zabytku A do muzeum B i tłumaczył, którą linią tramwajową tam dojechać. Prawdziwa eksploracja i znaczniki się wykluczają. Ostatecznie niech każdy gra jak lubi, ale nie wymyślajmy, że znaczniki są dobre dla eksploracji.
"Mając bowiem dość mocno ograniczony czas na granie, lubię kończyć rozgrywkę z wrażeniem poczynienia jakichkolwiek postępów."
Potrafię to zrozumieć. Tylko znaczniki nie powinny być remedium na nieumiejętnie zaprojektowany świat.
Prawda, że w dzisiejszych wielkich światach bez znaczników jest ciężko, bo raz, że nie są zaprojektowane pod naturalną eksplorację (brak wskazówek od NPC przy braniu zadania i niezapewnianie charakterystycznych elementów krajobrazy, żeby gracz mógł sensownie samodzielnie nawigować), i dwa że same mapy są już za wielkie, żeby sobie wygodnie radzić bez znaczników. Tylko w takim razie twórcy powinni chyba ograniczyć nic niewnoszące kilometry kwadratowe, trochę zmniejszyć światy, za to zadbać o elementy charakterystyczne i wskazówki. Może znaleźć jakiś złoty środek. Jaki? Nie wiem,nie jestem projektantem rozgrywki. W każdym razie coś, co mogłoby pełnić rolę tego znacznika, ale było bardziej immersyjne w obrębie świata. Bo ja wiem? Drogowskazy, wynajmowani przewodnicy, zaznaczanie na mapie sporego kółka wokół lokacji, że cel jest "gdzieś tam", pozwalające zawęzić obszar poszukiwań, ale nie podsuwające wszystkiego pod nos z dokładnością do milimetra.
"Forgotten Realms: Demon Stone nie jest jeszcze dostępne na platformie Steam"
Za to cały czas jest dostępne na GOG-u za 35 zl.
Ciekawe tylko czy ta wersja dostanie te zapowiadane usprawnienia.
"krytyka z pozycji ideowej, domniemania niewinności itd."
Wybacz, kolego, ale zasada domniemania niewinności to żadna pozycja ideowa.
"Zasadę tę przyjmuje się za oczywistą dla współczesnych państw prawa. Jest ona gwarantowana zarówno przez prawo krajowe poszczególnych państw, jak i przez prawo międzynarodowe."
https://pl.wikipedia.org/wiki/Domniemanie_niewinno%C5%9Bci
Jak się chce być państwem prawa i wolności, to jest jedna z zasad, których należy przestrzegać. A jak się tę zasadę odwraca i uznaje, że trzeba każdego monitorować, bo potencjalnie mógłby popełnić przestępstwo, to się wtedy niebezpiecznie zbliża do ustrojów totalitarnych.
Sorry, madmec, ale piszesz bzdury.
"Absurdalne myślenie, świat nie jest czarno biały."
W tym wypadku nie ma żadnych stanów przejściowych ani odcieni szarości. Jeśli służby mają techniczną możliwość czytania twoich wiadomości, czy to przez tylną furtkę w samym szyfrowaniu, czy przed zaszyfrowaniem jako analiza po stronie klienta, to wszyscy maję tę techniczną możliwość. Po prostu nie da się stworzyć technologii, która magicznie będzie wpuszczać tych dobrych i uniemożliwi dostęp tym złym. I nie, nie musisz wierzyć na słowo jakiemuś głupkowi z neta, który trochę liznął temat. Zainteresuj się i sam się przekonaj, że czołowi eksperci od kryptografii, inżynierowie bezpieczeństwa i wszelkiej innej maści bezpiecznicy od dziesięcioleci mówią jednym głosem, że to fizycznie niewykonalne, a wszystko inne to tylko myślenie życzeniowe. Ja nie uważam się za mądrzejszego od nich, ale ty najwyraźniej tak.
"Propozycja jest głupia i nie zostanie przyjęta dla całej populacji."
Czego w "over whether providers should be forced to scan every user’s messages for possible illegal material and forward anything suspicious to law enforcement. The European Commission is still pushing for a universal scanning requirement." (https://reclaimthenet.org/eu-revives-plan-to-ban-private-messaging) nie rozumiesz? Wszystkich, powtarzam, wszystkich wiadomości całej cholernej populacji UE.
"mechanizmy podsłuchu i dostępu istnieją, na pewno na szczeblu krajowym"
"skanowanie wiadomości podejrzanych, za zgada sadu ma sens."
Nie tego dotyczy ta propozycja i nie takie prawo chcą wprowadzić. Inwigilacja ukierunkowana, przeprowadzana za zgodą sądu, to z mojego punktu widzenia nadal sukinsyństwo, ale powiedzmy to sobie szczerze, zło konieczne. Natomiast tu chodzi o masową analizę wiadomości każdego obywatela UE, bo istnieje niezerowa szansa, że robi coś złego.
"Ma też małe poparcie wśród krajów unii."
14 krajów za i tylko 3 zdecydowanie przeciw. A i nawet to nie, bo mapka twierdzi, że to kraje przeciwne bądź neutralne. Jakoś mi to nie wygląda na małe poparcie. Poza tym nie patrz na to jak na odosobniony przypadek. To w zasadzie ciągle ta sama propozycja, która w ostatnich latach wraca jak bumerang rok po roku, z lekko przeredagowanym tekstem i zmienioną nazwą oraz kilkoma szczegółami (poprzednio chcieli tylnej furtki w samym szyfrowaniu, a teraz próbują przeforsować analizę po stronie klienta, która zdaje się łatwiejsza do przełknięcia). Jeśli prześledzisz historię tych glosowań, to zobaczysz, że za każdym razem jest mniej przeciwników, a rośnie poparcie dla masowej inwigilacji. Być może tym razem jeszcze nie przejdzie, ale to wcale nie oznacza definitywnego końca tego pomysłu. Temat powróci za rok i za dwa lata. I w nieodległej przyszłości zdobędzie w końcu wymaganą większość i przejdzie.
"Rządzący nie, ale niektóre partie nie miałyby nic przeciwko."
Celem władzy jest zachowanie władzy, niezależnie od partii. Do pewnego stopnia ma to sens. Władza chce utrzymać status quo, porządek społeczny, bo bez tego mielibyśmy anarchię. To zrozumiałe i w porządku. Jednak w momencie, gdy dla zachowania władzy zaczyna traktować każdego obywatela jako zagrożenie, które trzeba cały czas pilnie obserwować, to tak, wchodzimy pełną parą w zamordyzm i dyktaturę.
Przypominam, że przesyłki też są śledzone,kto gdzie i do kogo listy pisze, a ich treść może w każdej chwili zacząć być czytana, jak wejdzie odpowiednia ustawa, bo koperta stanowi zabezpieczenie żadne (choć może to by w końcu ludzi ruszyło, bo to co elektroniczne, traktują jakby było mniej rzeczywiste czy ważne, a widok otwieranej koperty może by ich trochę otrzeźwił).
Teoretycznie można pójść w steganografię. Co prawda najprostsze implementacje to tylko zabawka dla dzieci i da się bez problemu wykryć tak przygotowane wiadomości za pomocą zwyczajnego histogramu, a nawet wcześniejsze zaszyfrowanie informacji nie pomoże uniknąć wykrycia, ale są pewne algorytmy "wybielające", pozwalające lepiej zamaskować, że plik zawiera ukryte dane.
Niestety w tej dziedzinie niewiele się przez lata działo, bo wszystko poszło w silną kryptografię i nie orientuję się czy aktualnie są dostępne jakieś naprawdę dobre i zaufane narzędzia. Ale jak tak dalej pójdzie i te haniebne przepisy przejdą, to więcej zainteresowania pójdzie w stronę steganografii.
P.S. Reszta świata nie lepsza. Na to samo mają chrapkę Stany, UK, Australia, Szwajcaria, Izrael itd. Nawet, zdawałoby się zacofane, kraje afrykańskie od lat kupują technologie inwigilacji i kontroli obywateli od Chińczyków. Nie ma gdzie uciec od tego szaleństwa.
Nie ma czegoś takiego jak bezpieczna komunikacja z monitorowaniem po stronie klienta. Taka komunikacja jest zwyczajnie skompromitowana. Jest albo wszystko, albo nic. Żadnych dostępów tylko dla dobrych służb, ale nie dla złych przestępców. Albo zapewnimy bezpieczeństwo wszystkim, w tym tak niewielkiemu, że praktycznie pomijalnemu odsetkowi czarnych owiec, albo nie będziemy mieć bezpieczeństwa dla nikogo.
Przypominam, że cały system sprawiedliwości w krajach demokratycznych opiera się na m. in. domniemaniu niewinności. Natomiast tutaj mamy do czynienia z domniemaniem winy: każdy jest podejrzany, dopóki nie będziemy go mieć pod pełną kontrolą. Policja Myśli w najczystszym wydaniu. To po prostu chore, a fakt, że Niemcy, kraj, który miał najpierw Gestapo, a potem Stasi, w ogóle się waha,uważam za zatrważający. Patrzymy z góry na Chiny, Rosję czy Koreę płn., a tymczasem naszym własnym rządzącym marzy się wprowadzenie dokładnie takiego samego zamordyzmu.
Powiedziałem to ledwie wczoraj i dziś znów jestem zmuszony to powtórzyć. Rok 1984 miał być przestrogą, a nie instrukcją!
Zabicia?
Mogul?
Advisor?
"zrobić sobie nazwisko"?
Foreman?
Guard?
"odbić się od każdego upadku"?
"został zmuszony do wyjazdu [...] po stłumieniu powstania"? (Zdanie brzmi, jakby to on to powstanie tłumił, a skoro gość jest Irlandczykiem, to był po stronie powstania,które stłumiła angielska armia.)
Przykro mi to mówić, ale ten screen nie napawa optymizmem.
"Komputer będzie widział i słyszał to, co my"
Gdzieś już to słyszałem...
"Teleekran służył równocześnie za odbiornik i nadajnik, dostatecznie czuły, żeby wychwycić każdy dźwięk głośniejszy od zniżonego szeptu; co więcej, jak długo Winston pozostawał w zasięgu metalowej płyty, był nie tylko słyszalny, lecz także widoczny. Nikt oczywiście nie wiedział, czy w danym momencie jest obserwowany. Snuto jedynie domysły, jak często i według jakich zasad Policja Myśli prowadzi inwigilację. Nie sposób też było wykluczyć, że przez cały czas nadzoruje wszystkich. Tak czy inaczej, mogła się włączyć w dowolny kanał, kiedy tylko chciała. Pozostawało więc żyć z założeniem - i żyło się, z nawyku, który przeszedł w odruch - iż każde słowo jest podsłuchiwane, a każdy ruch pilnie śledzony, chyba że w pomieszczeniu panuje akurat mrok."
Kurna, świecie, obudź się, póki jeszcze możesz! Rok 1984 miał być przestrogą, a nie instrukcją!
"Jeśli nie udostępnisz googlowi numeru telefonu, to [...] wyskoczy monit o autoryzacje SMS'em [...]
No ale, skąd mają numer telefonu skoro nigdy im go nie podawałeś?"
Wbrew pozorom, to całkiem proste. Jedną z pierwszych rzeczy, które proponuje ci nowy telefon z Androidem podczas początkowej konfiguracji, jest zalogowanie do konta Google. A że GPlayServices jest uprzywilejowaną aplikacją z dostępem właściwie do wszystkiego, to i twój numer poznaje.
A swoją drogą oni wciąż pytają przez SMS-a? U mnie po prosty telefon wyświetla powiadomienie z GPServ właśnie z pytaniem: Czy to ty się właśnie logujesz? Tak/Nie. Alternatywnie mogę podać kod aplikacji.
"kiedy musiałeś podawać te durne pytania pomocnicze, bp mogłeś tworzyć zupełnie losowe hasła tak długie jak tylko się zmieszczą i wszystkimi egzotycznymi znakami/symbolami jakie przełknie autoryzacja - a na twoje konto i tak można się było zalogować "ciapkiem" czy innym "reksiem", o którym w dodatku wiedzą wszyscy w okolicy i cała populacja twojej pltformy społecznościowej..."
Ale wiesz, że nic ci nie stało na przeszkodzie, żeby na pytanie pomocnicze, jak ma na imię twój pies, odpowiedzieć, że "huiYTFbiulkjF76i8VB Oi7uf*&^b o"? To naprawdę nie musiał być Ciapek.
Taa. Poczytaj sobie o panoptykonie i jego wpływie na ludzkie zachowania, a potem śmiej twierdzić, że wymaganie publikowania wszystkiego pod własnym nazwiskiem to dobry pomysł.
Chodziło mi konkretnie o ten wyciek. https://www.cnet.com/tech/services-and-software/the-tea-app-data-breach-what-was-exposed-and-what-we-know-about-the-class-action-lawsuit/ Jakoś w poprzednim komentarzu z rozpędu linka nie wkleiłem. A to tylko jedna z setek, jeśli nie tysięcy rozmaitych wpadek z wyciekami danych.
I niestety "legitna" strona używająca rządowych metod weryfikacji nie jest idealnym rozwiązaniem. Ot choćby z powodu tego, że sam kontakt z rządową usługą certyfikującą będzie dla rządu informacją, że chciałeś uzyskać dostęp do pewnych treści (tak, w momencie, gdy Spotify, YT i inne - ostatnio Element mnie informował o zmianie regulaminu na korzystanie od 18 lat wzwyż i potencjalnej weryfikacji - ale jednak większość zapytań i tak będzie miała związek z treściami dla dorosłych), co nie powinno być zasranym interesem rządu, który i tak ma już zbyt duży wgląd i kontrolę nad życiem obywateli.
Masz co prawda pewne rozwiązania, które utrudniają sprawę, przykładowo dowody o wiedzy zerowej, dżięki którym rządowa usługa mogłaby potwierdzić, że znajdujesz się w zbiorze osób pełnoletnich, ale nie potrafi przyporządkować cię do konkretnego nazwiska, albo zapytanie mogłoby mieć postać kilku różnych pytań, np "czy osoba X jest pełnoletnia", "czy osoba X jest ubezpieczona", "czy osoba X mieszka w Radomiu", "czy osoba X była karana", "czy osoba X ma prawo jazdy" itp, żeby rządowa usługa nie wiedziała, które zapytanie jest tym właściwym. Niestety żadne z tych rozwiązań nie jest doskonałe. Musiałyby być jeszcze w pełni otwartoźródłowe i przejść kilka zewnętrznych audytów. Dodatkowo diabeł tkwi w szczegółach i wciąż będzie jakieś "ale". Te metody wciąż nie będą idealne.
Dodatkowo powszechne wprowadzenie wszędzie rozmaitych weryfikacji będzie mieć efekt tłumiący swobodę wypowiedzi, skłonność do eksperymentowania i rozwoju. Od dawna wiadomo, że już nawet sama sugestia bycia monitorowanym skłania ludzi do zastanowienia się 10 razy, zanim się coś powie i autocenzury. A eksperymentowanie i rozwój? Wyobraź sobie taki scenariusz. Kupujesz sobie gitarę i we własnym pokoju coś tam nieskładnie brzdękasz. Mija czas i w końcu jesteś gotów pokazać światu, że wymiatasz jak Jimmy Hendricks. Ale czy gdybyś musiał wykonać te wszystkie próby z nieporadnym brzdękaniem publicznie, pod własnym nazwiskiem, odważyłbyś się w ogóle spróbować? I bardziej ze świata internetowego. Piszesz jakieś opowiadania, wiersze, cokolwiek do szuflady. Mając do dyspozycji (pseudo)anonimowość internetu decydujesz się to wrzucić na Wattpada czy innego Grafomana.com, korzystasz z feedbacku, rozwijasz pisarski warsztat. A gdybyś musiał się najpierw weryfikować prawdziwymi danymi, czy byłbyś gotów publicznie zaprezentować swoje wypociny pod własnym nazwiskiem?
Wszelkie wymogi weryfikacji i podawania prawdziwych danych pełnią rolę cenzurującą i ograniczającą, nie wspominając już o tym, że są zwyczajnie uciążliwe dla użytkowników.
"czy gdyby ta weryfikacja do SF weszła to trzeba by było to robić zawsze czy tylko jak się słucha utworów z tym oznaczeniem "E""
Naturalnie, że każdy się musi zweryfikować, niezależnie co słucha. Jego dane są równie dobre na sprzedaż. ;)
Dane nie będą przetrzymywane? Co ty? W bajki jeszcze wierzysz? Masz tu dosłownie sprzed paru dni wyciek zdjęć twarzy i dowodów, które też nie miały żadnego powodu leżeć na serwerze po weryfikacji, a jednak tkwiły tam praktycznie bez żadnych zabezpieczeń. A były tam, bo po co marnować, jak można komuś sprzedać?
"Spotify będzie wymagało skanu twarzy, a jeśli ten się nie powiedzie, to dowodu osobistego"
"YouTube, który planuje do tego wykorzystać sztuczną inteligencję. Do oceny wieku użytkownika sprawdzi się, jak długo istnieje dane konto oraz jakie filmy ogląda i jakie wyszukuje.
Gdy użytkownik stwierdzi, że został błędnie oznaczony, może wykorzystać kartę kredytową lub dowód, żeby udowodnić, że ma skończone 18 lat."
Tak, kurna, już się rozpędziłem dowód pokazywać. Przykład ledwie sprzed kilku dni https://www.cnet.com/tech/services-and-software/the-tea-app-data-breach-what-was-exposed-and-what-we-know-about-the-class-action-lawsuit/ gdzie wyciekły zdjęcia twarzy i dokumentów używanych do weryfikacji. Dziękuję bardzo, obejdę się bez takich atrakcji.
"Wielkiej Brytanii, obowiązkowa jest weryfikacja wieku użytkownika, który chce zapoznać się w sieci z treściami skierowanymi dla dorosłych. Unia Europejska także rozpoczyna wdrażać swój pilotażowy program weryfikacji wieku"
Ta hipokryzja. W 3ielu krajach wiek, w którym można legalnie uprawiać seks jest niższy od 18 lat (w UK to np. 16), więc mamy absurd, w którym nastolatki mogą w zgodzie z prawem pofiglować z koleżankami i dorobić się własnych dzieciaczków, ale broń Boże, żeby rzeczy, które robią w rzeczywistości, oglądali na obrazku.
Wielu ekspertów jest zgodnych co do tego, że nie da się wprowadzić weryfikacji wieku tak, żeby nie godziła w niczyją prywatność. https://panoptykon.org/dzieci-weryfikacja-wieku
Jak słyszę "bo dzieci" to mam ochotę zaproponować zapakowanie wszystkich dzieci w prom kosmiczny i wysłanie na kosmiczną wycieczkę w jedną stronę na księżyc. Tam im na pewno żadne ziemskie wpływy nie zaszkodzą i żaden [tu wulgarne określenie na członek męski] nie będzie mi utrudniać życia, "bo dla dobra dzieci".
Weź no zaspokój moją ciekawość. Połowa twoich postów to rozpływanie się nad tymi konfiguracjami i jak na nich wszystko śmiga.
Przechwalasz się, żeby tak po freudowsku coś cobie rekompensować, jakieś brakujące centymetry, czy zwyczajnie płacą ci za kryptoreklamę różnych podzespołów?
"nowy sprzęt miałby mieć trzy razy większą wydajność w rasteryzacji, a przy ray tracingu – nawet dziesięć razy większą. [...] Istotnym elementem jest kompatybilność wsteczna, która dotyczyłaby gier z PS5 i PS4 [...] PS6 ma kosztować maksymalnie 500 dolarów "
Takie dobre i takie tanie. A były w tej bajce elfy i smoki?
To akurat nie najlepszy przykład. W czasach Szekspira, to co pisał, było uważane raczej za wulgarną rozrywkę dla pospólstwa.
W swoim czasie nawet Aliantom (w mniejszym czy większym stopniu i nie bez korzyści dla siebie) pomagali. https://en.wikipedia.org/wiki/Collaborations_between_the_United_States_government_and_Italian_Mafia
"Mnie w całym NWN 2 najbardziej zaciekawiła geneza króla cieni."
Dokładnie. Gdyby nie tragedia Króla Cieni, to by była historyjka o wielkim złu i ratowaniu świata jakich wiele. A tak jest jednak ciekawiej.
"na przykład przekazywanie przedmiotów między bohaterami jest rozwiązane tak źle, że chyba nie dało się zrobić tego gorzej."
A co konkretnie jest złe? Jak mnie pamięć całkowicie nie myli, to w obrębie drużyny zwyczajnie otwierało się ekwipunek, brało przedmiot i wrzucało na portret postaci, której chciało się ów przedmiot przekazać. Prościej już chyba nie można!
Chyba, że coś schrzanili w sterowaniu padem. Ponoć zmiana kierowanej postaci jest na padzie niepotrzebnie udziwniona, więc możliwe, że przekazywanie przedmiotów też.
Ja się trochę zaczynam powoli czuć jak ten astronauta w Powrocie z Gwiazd Lema, który wrócił na ziemię, gdzie wszystko jest uładzone,utemperowane, zmiękczone, wszelkie źródła nie tylko krzywdy, ale zwyczajnego dyskomfortu czy niepokoju wyeliminowane, a ludzie to takie miękkie popierdółki, które robią w majty ze strachu jak ten "dzikus z kosmosu" tylko krzywo na nich spojrzy.
Zdaje się, że coraz bardziej zaczynamy dążyć do czegoś takiego. Jesteś człowieku dorosły, ale ograniczymy ci, co możesz robić i widzieć, dla twojego własnego dobra, bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia.
Problem w tym, że jak się dopuści do usunięcia "popierdółek" w imię "moralności", to dla samozwańczych strażników moralności tak, jakby dało się zielone światło na domaganie się cenzurowania wszystkiego. Znasz chyba powiedzenie o daniu palca i wzięciu całego ramienia?
"Pieprzenie, właśnie nowe mechaniki, rozwiązania, są czymś co przyciąga graczy do danego tytułu."
No nie do końca. Na każdego indyka z oryginalnymi mechanikami, który odniósł sukces, przypadnie ze 20 takich, którymi pies z kulawą nogą się nie zainteresował. Żeby mieć pewność, że nowe mechaniki przyciągną graczy,to by trzeba je wprowadzać w segmencie AAA, gdzie wymuskana grafika i kupa kasy na marketing zrobią swoje. Tylko, że w AAA nikt nie chce eksperymentować, bo ryzyko jest za duże. Kiedy ostatnio widzieliśmy coś rzeczywiście nietypowego w tego typu grach? Chyba w Death Stranding. Kojima jeszcze odważył się przy tym budżecie zaeksperymentować i chwała mu za to. Ale bądźmy szczerzy, gdyby nie to, że DS to gra Kojimy, to nie wiem, czy byłoby wystarczające zainteresowanie tą grą.
sabaru
"w petycji twierdzącej, że gra ta [GTA 5] "zachęca graczy do przemocy seksualnej i zabijanie kobiet", Collective Shout opisało GTA jako mizoginistyczny park rozrywki, stwierdzając, że gra pozwala graczom "spełniać swoje fantazje stosowania ekstremalnej przemocy wobec kobiet, w tym bicia ich do nieprzytomności, zabijania ich kijem, bronią palną lub maczetą, rozjeżdżania samochodem oraz podpalania i słuchania ich krzyków"."
https://web.archive.org/web/20250720013016/https://www.vice.com/en/article/group-behind-steam-censorship-policies-have-powerful-allies-and-targeted-popular-games-with-outlandish-claims/
Zwyczajne oszołomstwo. Równie dobrze można by oskarżyć GTA o bycie "mizoandrycznym parkiem rozrywki", bo gra pozwala "spełniać swoje fantazje stosowania ekstremalnej przemocy wobec mężczyzn, w tym bicia ich do nieprzytomności, zabijania ich kijem, bronią palną lub maczetą, rozjeżdżania samochodem oraz podpalania i słuchania ich krzyków".
Takie same podwójne standardy jak kiedyś bodajże ONZ wypuściło przejmujący komunikat, że "Aż 11% zamordowanych na świecie dziennikarzy to kobiety. Stop przemocy wobec dziennikarek!" A że morduje się znacznie więcej mężczyzn? A kto by się tam przejmował, przecież to dla nich po prostu ryzyko zawodowe.
Dowolny RTS fantasy bądź historyczny (napisałbym dowolny RTS, ale w futurystycznych czy wojennych, to już raczej miasta, bazy wojskowe itp., a nie wiochy). Również city buildery, gdzie była też walka. Także inne rodzaje strategii i ewentualnie erpegi albo coś z pogranicza strategii/RPG.
Bez szczegółów nikt ci w niczym nie pomoże. To tak jakby powiedzieć "samochód". Ale jaki? Osobowy? dostawczak? Ciężarówka? Autobus Karetka?
"Nawet nie umieją zaglądać do YouTube, gdzie są mnóstwo materiały, które youtuberzy wskazują na wady i niedoskonałości Star Wars Outlaws w porównaniu do inne gry (np. Red Dead Redemption 2, jeśli chodzi o cut-scenki). Cały czas mają odpowiedzi w zasięgu i nie chcą się przyznać do błędu"
Bo by musieli przyznać rację "grifterom", którzy prosto z mostu walą prawdę, której Ubi nie chce słyszeć.
" jak sie wezmie filmy SW to nie sa to tez jakies wybitne dziala pod wzgledem fabularnym."
Argument inwalida "bo nawet w oryginalnej trylogii tak było". No owszem, było. Tylko jakoś niektórzy nie mogą zauważyć, że od tamtej pory minęło 50 lat i wypadałoby zrobić jakiś postęp, zamiast stać w tym samym miejscu, albo się cofać. To że coś było niedoskonałe w filmie z lat 70. nie może być usprawiedliwieniem partactwa w dzisiejszych czasach.
"nie grales w gre po tych wszystkich naprawach. Nie dorabiajmy jakies dziwnej filozofii ta gra po prostu wyszla duzo za wczesnie."
Czyżby poza poprawieniem paru błędów poprawili też fabułę i dialogi? Nie sądzę. Zresztą, co to za domaganie się, żeby ludzie grali po naprawach. Gra miała swoją szansę na zrobienie pierwszego wrażenia i je zrobiła. Jakie to było wrażenie? Wszyscy wiemy.
Jak przyjdziesz na rozmowę o pracę wyglądając, jakbyś odpięciu dni nie wytrzeźwiał, zarośnięty, zionący oparami alkoholu i tygodniowym potem, w wymiętym ubraniu, które wygląda, jakby ktoś je obrzygał i usłyszysz "panu już dziękujemy", to też będziesz tłumaczył, że się ślub brata cokolwiek przeciągnął i się będziesz domagał kolejnej rozmowy o pracę, jak już nie będziesz skacowany, bo "teraz to całkiem co innego"? Cytując twoje własne słowa "w prawdziwym życiu to tak nie działa".
"Naprawde gnojenie Ubi to przerost nad forma. Zrobili gre na jaka ich bylo stac, albo to akceptujesz albo nie i tyle w temacie."
Prawda, że niektórzy potrafią przeginać pałę, ale trzeba się zastanowić, skąd to się wzięło. To przecież nie tak, że pewnego dnia wszyscy się obudzili, wstali z łóżka i bez żadnego powodu postanowili "od dziś trzeba hejtować Ubisoft". Skądś to się wzięło, że nikt już im nie ufa i wypomina rzeczy, na które inaczej mógłby machnąć ręką.
No ale w jednym masz rację. Akceptujesz albo nie - i gracze nie zaakceptowali.
"nagonki w sieci, rozumianej jako masowe, czasem gwałtowne i zorganizowane kampanie krytyki wymierzone w nasze produkty, zespoły lub publiczne wypowiedzi."
Bo to nie tak, że na taką, a nie inną reputację sobie pracowali latami. No nie, Ubi biedne, niewinne, a złe ludzie w internecie je masakrują.
"Jak wiecie, mamy w naszym katalogu kilka ikonicznych marek, które możemy aktywować lub reaktywować przy niewielkich nakładach."
No jak to takie proste, to dlaczego dopiero teraz? Kisiliście je w szufladzie latami, żeby wyciągnąć jako ostatnią deskę ratunku, bo się słupki w Excelu przestały zgadzać i liczycie, że teraz wszyscy was zaczną po nogach z wdzięczności całować?
"Prince of Persia: The Sands of Time, który jest już bardzo blisko, a także Splinter Cell, który wydany zostanie później."
Nie mam wobec tych remake'ów absolutnie żadnych oczekiwań, a i tak pewnie się rozczaruję.
"Przeciez DND (jak i kazdy inny papierowy RPG) jest po to aby grac z kumplami a nie na turniejach jak w bitewniakach. Wiec zasady mozna smialo naginac/tworzyc wlasne..."
Masz w tym trochę racji. Z tym, że ludzie są różni. Jednych interesuje przede wszystkim mechanika i walki (ci zazwyczaj sięgają właśnie po D&D, szczególnie po edycje 3 i 3,5 albo Pathfinera) i dla nich zmiany mechanik to świętokradztwo, bo przecież nie po to przez ostatnie 50 godzin projektowali sobie idealną postać, żeby teraz ktoś im rozwalał balans. A dla innych zasady to tylko środek do celu, jakim jest przeżycie przygody (i ci biorą raczej lżejsze mechanicznie systemy, stawiające bardziej na odgrywanie roli typu Zewu Cthulhu czy Świata Mroku). Sam kiedyś więcej się przejmowałem mechanika, ale z wiekiem coraz mniej mi się chce musieć pamiętać, żeby do rzutów dodawać 5 różnych modyfikatorów i nie zapomnieć o 10 różnych buffach, bo inaczej klapa. Po prostu po latach człowiek i tak już nie pamięta, co komu wypadło na kościach i jakie miał statystyki, ale pamięta interakcje z innymi (często w postaci tzw. "kfiatków z sesji") i jakie przygody przeżyła jego postać.
"chyba ze istnieje jakas RPGowa policja co wpada ci na chate i paluje jak uzywasz niesankcjonowanych zasad czy cos..."
Znam ze dwie osoby, które chętnie by to zrobiły, gdyby tylko mogły.
"Fajnie jak DM jest człowiekiem elastycznym, ale i w tym musi być umiar, bo inaczej gra stałaby się trywialna. Z własnego doświadczenia wiem, że najlepsze kampanie to były te, gdzie balansowaliśmy na granicy przeżycia. A te emocje? - coś pięknego ;)"
Jasne, najlepiej się pamięta sytuacje, gdy porażka byłą nieuchronna, ale fuksem udało się ujść śmierci. Tylko to niekoniecznie ma coś wspólnego z tym, czy wszyscy postanawiają odejść od oficjalnej mechaniki. Dobry MG, nawet trzymając się podręcznikowych reguł, w razie potrzeby nagnie je tak, że nawet nie zauważysz, w imię dobrej zabawy (np. gdyby gracz miał zginąć totalnie nie ze swojej winy dobrze rozwijał postać, podejmuje dobre decyzje, ale po prostu miał cholerny niefart w rzutach i wypadają mu same krytyczne porażki pod rząd, to dobry MG co nieco zachachmęci, żeby uchronić pechowca przed niezawinioną śmiercią, oczywiście nie robiąc tego wprost, bo nikt by nie był zadowolony z tego, że przeżył tylko dlatego, że MG się zlitował). To wciąż jedna z przewag tradycyjnego RPG nad komputerowym.
"DnD, podobnie jak inne gry, udostępniane są z kompletem reguł i podręczników."
I w większości tych podręczników jedną z reguł jest: ten zbiór zasad nie jest nietykalny. Jeśli coś nie pasuje do waszego stylu gry, albo psuje wam dobrą zabawę, zmieńcie to.
Tak, kuźwa. Po trzyletniej gwarancji producent przychodzi nocą i ci wyrywa z obudowy RTX-a!
I podstawię sobie inny produkt: samochód. Nie, po zakończeniu gwarancji producent nie przysyła mi zbirów, którzy w środku dnia wyciągają mnie za szmaty zza kierownicy i wóz zabierają, bo "nie jest już wspierany".
Jeszcze raz, dla tych, co najwyraźniej nie są w stanie pojąć, o co tu w ogóle chodzi. Mam ochotę zagrać w NOLF-a. Grę ponad 20-letnią, która od lat nie jest wspierana, ani dostępna w sprzedaży. Zdejmuję z półki pudełko, instaluję grę z płytki, ewentualnie dorzucam jakieś fanowskie łatki, żeby się pozbyć problemów z kompatybilnością i już mogę w butach Kate zwalczać H.A.R.M. Chcę zagrać w Scratches, grę ponad 20-letnią, która od lat nie jest wspierana, ani dostępna w sprzedaży, a studio, które ją stworzyło, już nie istnieje. Odgrzebuję płytkę, instaluję i gram. I tego samego oczekuję od gier kupowanych dziś - że jak je zechcę odpalić za 20 lat, to nie okaże się, że ktoś mi je zabrał, albo wyłączył serwer gry dla jednego gracza, bez którego gra się nie uruchomi.
"Nie jest więc specjalnym zaskoczeniem, że taka modyfikacja już się pojawiła. Nosi tytuł Uncensored or Not"
Nie jest specjalnym zaskoczeniem, że Nexus to Nexus i mod jest aktualnie na cenzurowanym. "W trakcie moderacji", czyli zaraz wyleci na zbity ryj.
Treści nielegallne i tak już musiały być usuwane. Teraz to dowalanie się do treści co najwyżej kontrowersyjnych, które się operatorom płatności nie podobają. Komentujący tutaj zdają się nie dostrzegać, że problem jest o wiele szerszy niż tylko "ojej, zabronią paru pornogierek, żadna strata". Dziś tylko to, a jutro padnie na strzelanki i strategie, bo "gloryfikacja przemocy i czerpanie korzyści z propagowania wojny", pojutrze odpadnie Mafia i GTA, bo przecież "zachęca do przestępczości". A potem pójdzie na film, książkę, muzykę i wyjdzie całkiem poza branżę rozrywkową. Lubicie sobie czasem strzelić piwko? Za rok może się okazać, że na fotelu prezesa zasiadł jakiś zwolennik prohibicji i nagle transakcje browarów przestaną być obsługiwane. Albo jeszcze co innego. Tak, trochę to upraszczam i maluję katastroficzne wizje, żeby co niektórym uświadomić, że problem jest szerszy i poważniejszy niż tylko cenzura gier.
Swoją drogą, Steam to cieniasy. Stety czy nie są synonimem grania na PC i mają setki milionów klientów. Zamiast lizać instytucje finansowe po jajkach, powinni zwyczajnie walnąć wielki komunikat wyświetlany w każdym kliencie Steama, że "Drodzy klienci, instytucje [tu lista winnych] zwróciły się do nas z żądaniem cenzury produktów dostępnych na naszej platformie, pod groźbą zaprzestania świadczenia nam usług finansowych. Oczywiście nie możemy zaakceptować tego odrażającego szantażu i godzącej w nasze interesy zewnętrznej interwencji, gdyż sprzeciwiamy się cenzurze. W związku z tym, w najbliższym czasie możecie spodziewać się utrudnień w dokonywaniu opłat zamówień, a pewne metody płatności mogą stać się niedostępne. Obecnie badamy dostępne alternatywy płatności."
I rozbębnić to najbardziej jak się da. Nie dość, że gracze by ich na rękach nosili za taką postawę, to jeszcze cenzorzy dziesięć razy by się zastanowili, czy obsługa płatności za "kontrowersyjne" gry szkodzi ich wizerunkowi bardziej niż odcięcie Steama od swoich usług i potwierdzenie, że próbowali nędznego szantażu.
Szantaż i wymuszenie działają tylko wtedy, gdy ofiara nie jest gotowa pójść na dno z hukiem, ciągnąc szantażystów za sobą. Jawność jest najgorszym wrogiem wymuszeń.
"BG3 nie wymyśliło koła na nowo, bo wozi się na plecach serii Ultima, DOS2 i NVN2"
Ale tak serio, co się nie wozi? Podaj mi przykłąd dowolnego dzieła, a jak ci o każdym powiem to samo, bo we wszystkim się można dopatrzeć motywów i wpływów tego, co było wcześniej. Nic nie powstaje w próżni.
"Gothic 2 z ratowaniem świata przed smokami jako wybraniec bogów, gdzie mentor Xardas wszystko zdradza bohaterowi w pierwszej rozmowie na początku rozgrywki"
Akurat co do "wybrańca bogów" w G2 to wcale nie jest takie pewne. Zapominasz, że Xardas miał swoje własne plany i żeby je zrealizować, pewnie byłby gotów bezimiennemu wmawiać nawet, że ten jest ludzkim wcieleniem Innosa we własnej osobie. Może niepotrzebnie skończyli grę dokładnie na tej rewelacji, może gdyby jeszcze trochę pociągnęli, bardziej by to ludziom zapadło w pamięć.
Ja w G2 widzę nie tyle grę o boskim wybrańcu, co o tym, że "wybrańca" da się stworzyć dla swoich potrzeb. Może nie jest to poprowadzone tak dobrze jak wątek wybrańca w Arcanum, ale jest.
"samo to, że owe „podmioty” (czyli usługi pokroju PayPala) mogą niejako wymusić usunięcie gry ze Steama, niepokoi część internautów."
No dokładnie. To bardzo niepokojące, że operator płatności bawi się w samozwańczą policję moralną,mówiącą, co wolno zupełnie odrębnym platformom.
Już pal licho marnej jakości gierki dla rozmaitych fetyszystów. Gorzej, że są w stanie zablokować co im akurat przyjdzie do głowy, na zasadzie "bo tak".
Przykłady:
Visa i MC wymusiły kiedyś na Paypalu zaprzestanie obsługi serwisu Mega, bo "ma za dobre szyfrowanie i nie wiemy, co tam jest". https://niebezpiecznik.pl/post/visa-i-mastercard-wymusily-na-paypalu-zabanowanie-serwisu-mega/
Kiedy ProtonMail zbierał fundusze na rozkręcenie działalności, PayPal zablokował im zebrane fundusze, bo "szyfrowanie poczty wymaga zgody rządu". Jakiego? Diabli wiedzą. Na podstawie jakich przepisów? Diabli wiedzą. https://niebezpiecznik.pl/post/paypal-blokuje-finanse-serwisowi-protonmail-bo-szyfrowanie-poczty-wymaga-zgody-rzadu/
No i zgoda, że tego rodzaju zabawa też może być przyjemna i satysfakcjonująca. Tylko, że ja tego jednak nie klasyfikowałbym do skradanek. Dla mnie takie "elektroniczne bierki", gdzie trzeba wykombinować które "pionki" twórcy ci pozwalają zdjąć z planszy to bardziej gra logiczna z elementem "skradanym", gra commandosopodobna.
A niedawanie graczowi możliwości wyjścia obronną ręką z potknięcia, tylko od razu oblewanie misji to wręcz wizytówka gier, których twórcom się nie chciało zaprojektować mechaniki skradania, ale postanowił uatrakcyjnić swój produkt etapem skradanym. Nawiasem mówiąc, do dziś mam uraz po Broken Swordzie 3, gdzie to pasowało jak kwiatek do kożucha, a w dodatku jak się ustawiłeś o 2 piksele za bardzo w bok, to tylko słyszałeś "hey, you", dostawałeś kulkę w łeb i powtórka całej sekwencji.
To powiedziawszy, przewiduję, że w Eriksholm będę się świetnie bawił. Po prostu jako w grze commandosopodobnej, a nie rasowej skradance.
Ach to ich podejście: "oberwało nam się za Recalla, jak jeszcze możemy wkurzyć naszych użytkowników?"
To jest na każdym kroku wciskane na siłę po to, żeby tylko zbierać dalsze dane do uczenia swoich AI. To samo zresztą próbuje na wszelkie sposoby robić Facebook: "FB zaczyna karmić swoje AI prywatnymi, nieopublikowanymi zdjęciami"
https://www.theverge.com/meta/694685/meta-ai-camera-roll
https://techspresso.cafe/2025/06/30/masz-facebooka-w-telefonie-zablokuj-mu-dostep-do-galerii-zdjec/
"nie tylko w przypadku śmierci kierowanego przez nas bohatera, ale także w sytuacji, gdy zostanie on wykryty. Nawet zauważenie przez policjantów omdlewania jednego z ich towarzyszy po prostu przerywa rozgrywkę. Gra jest więc do bólu liniowa."
Czyli nie tyle skradanka, co "skradana gra logiczna". Dobra skradanka nie polega na "znajdź jedyną słuszną drogę" i biciu gracza po łapach za każde odstępstwo od Planu wyznaczonego przez twórców. Trochę szkoda.
Nawet i to nie. Ostatnim, czego chce jakikolwiek prawdziwy szpieg, nie taki z filmów akcji, to ściągać na siebie podejrzenia, że nie jest tą zwyczajną sprzątaczką (wykradającą skrawki dokumentów z koszy na śmieci), albo niskiego szczebla urzędnikiem, tak mało znaczącym i interesującym, że mógłby przez tydzień nie przychodzić do pracy i nikt by nawet nie zauważył (który słyszy wiele poufnych rozmów właśnie dlatego, że nikt na niego nie zwraca uwagi). A wielki czerwony "przycisk zniszczenia" to coś, co przyciągnie uwagę i wzbudzi zrozumiałe podejrzenia, po co trzeciemu zastępcy pomocnika zastępcy attache ambasady takie zmyślne "zabezpieczenia".
Dyski z samodestrukcją to już raczej na poziomie rewolucji w Iranie, gdzie tłumy zebrały się pod amerykańską ambasadą, gotowe wedrzeć się do środka i procedura zakłada w takiej sytuacji niszczenie dokumentów. Z tym, że oni już dawno mają na to odpowiednie procedury. Papier idzie do spalenia, dyski magnetyczne się traktuje degausserem i jak starczy czasu, szlifierką/wiertarką. Jeśli chodzi o SSD, wystarczyłoby chyba przepuścić przez nie odpowiednie napięcie, ale głowy nie dam. W ostateczności zawsze zostaje potraktowanie termitem.
A ta zabawka to trochę przerost formy nad treścią.