Słucham? Jaka dyskryminacja płciowa? A nie wydaje ci się, że to jest odniesienie do filmu, gdzie Murphy bandycie zasłaniającemu się zakładniczką odstrzeliwuje ptaszka?
Jak już ponoć przestawili fabrykę na produkcję czegoś innego, to raczej się już nie wycofają z pomysłu uśmiercenia płyt, a w najlepszym razie nie opóźnią na zbyt długo, tyle tylko, żeby sobie podbudować piarowo, jak to słuchają graczy i robią im dobrze.,
- e-mail
- zainteresowania: muzyka, gry
- gra na PC, PS5
- podpiął swój profil Steam "GraczWymiatacz"
- kliknął na reklamę koncertu Mandaryny i przełożył ten klik na zakup biletów na jej najbliższy koncert w serwisie TanieBileciki.pl, płącąc kartą
Ja tu widzę pole do przynajmniej kilku ataków na podstawie tylko tych informacji, a wcale nie jestem na bieżąco ze wszystkimi sztuczkami cyberprzestępców.
Podpowiedź: haker z reguły nie kradnie jednego rekordu z bazy danych, a rekordy kilku (dziesięciu/set) tysięcy (milionów) rekordów i ma możliwość automatyzacji ataków.
I ja tobie wzajemnie po tym: "system reklamowy na bazie tych danych dobiera czy chcesz jechać na wakacje albo czy chciales sobie kupić dresy, bo szukales tego w sieci, wiec wyswietli lepsza reklame przegladarce z takim konkretnym cookies" to nawet liczyłem na merytoryczną dyskusję, ale się przeliczyłem i jak się zaczęły wycieczki osobiste to sorry, nie warto strzępić klawiatury.
1. Nie ucz ojca dzieci robić. Tak się składa, ze doskonale wiem jak działa kapitalizm inwigilacji i reklamy w sieci.
2. Z tym "nikt nie dojdzie jak się nazywasz", to byłbym ostrożny. Na GOL-u możesz (choć nie musisz, z wyjątkiem e-maila) ustawić sobie takie rzeczy jak:
- imię i nazwisko
- e-mail
- telefon
- adres
- data urodzenia
- "mój sprzęt" (na czym grasz, oraz konkretną konfigurację)
- profile growe (konto Steam, Ubi etc.)
- profile społecznościowe
- pole "o mnie"
- ulubiona/prywatna strona
- zainteresowania.
Każda z tych informacji zwiększa wartość reklamową twojego profilu, więc jeśli nie jest sprzedawana partnerom, to ja jestem chiński mandaryn.
Warto zauważyć, że z powyższych kategorii wszystko, poza danymi osobowymi ma opcję "czy chcesz, żeby podane informacje były widoczne dla innych na twoim profilu?" I teraz należy zadać sobie pytanie: jeśli nie chcesz pokazać ich innym, to po co w ogóle jest możliwość ich uzupełnienia? Raczej trudno podejrzewać, że użytkownik cierpi na zaawansowaną sklerozę i sam dla siebie zapisuje swoje zainteresowania, bo boi się, że zapomni. Te dane nie są więc przydatne dla samego użytkownika, a jeśli nie udzieli zgody na ich wyświetlenie w profilu, nie są też użyteczne dla innych użytkowników. Więc jedynym celem umożliwienia ich dodania przy jednoczesnym niepokazywaniu ich innym użytkownikom jest zbieranie ich w celu sprzedaży.
Aha, dodajmy jeszcze, że jak kupisz premium, to do twojego profilu reklamowego jej dołączana informacja o używanym przez ciebie sposobie płatności i wszelkie dane, które można z niej uzyskać.
3. Nawet jeśli użytkownik nigdy nie kupował premium ani nie podał GOL-owi swoich prawdziwych danych albo GOL ma odrobinę przyzwoitości i sprzedaje jednak dane zanonimizowane, badania wielokrotnie już dowiodły, że gdy masz do dyspozycji odpowiednio duży zestaw danych, deanonimizacja "zanonimizowanych" danych staje się trywialna. Bo nie samymi danymi z GOL-a broker danych żyje i dane GOL-a będą korelowane z rozmaitymi innymi źródłami danych reklamowych, a luki uzupełniane.
" Other research reaches the same conclusion. Using public anonymous data from the 1990 census, Latanya Sweeney found that 87 percent of the population in the United States, 216 million of 248 million, could likely be uniquely identified by their five-digit ZIP code, combined with their gender and date of birth. About half of the U.S. population is likely identifiable by gender, date of birth and the city, town or municipality in which the person resides. Expanding the geographic scope to an entire county reduces that to a still-significant 18 percent. "In general," the researchers wrote, "few characteristics are needed to uniquely identify a person."
Stanford University researchers (.pdf) reported similar results using 2000 census data. It turns out that date of birth, which (unlike birthday month and day alone) sorts people into thousands of different buckets, is incredibly valuable in disambiguating people. "
https://web.archive.org/web/20150316095621/https://archive.wired.com/politics/security/commentary/securitymatters/2007/12/securitymatters_1213
https://en.wikipedia.org/wiki/AOL_search_log_release
https://spreadprivacy.com/data-anonymization/
https://proton.me/blog/data-anonymization#reidentification
I tak, korelacja takich pozornie nic nieznaczących danych może doprowadzić po nitce do kłębka i odpowiedzieć na nurtujące pytanie "z kim sypiasz?"
4. Nie przeszkadza ci bycie sprzedawanym produktem? Spoko, ponoć mamy wolną wolę i wolny kraj. Rób jak ci wygodnie, ale nie mów innym, że mają się pozwolić sprzedawać, bo ciebie to nie boli.
5. Ryzyko wycieku danych (patrz punkt 2 i 3) wzrasta z każdą kopią zebranych informacji. To nie jest tak, że jak się nikt nie włamie na GOL-a, to twoje dane są bezpieczne. GOL ma 1730 "partnerów", więc nagle ilość miejsc, z których twoje dane mogą wyciec, to 1731. But wait... There is more!
Nigdzie nie jest powiedziane, że GOL i wszyscy jego partnerzy przechowują twój profil reklamowy tylko na jednym serwerze, w jednej bazie danych. Indywidualnych źródeł wycieku może być znacznie więcej. But there's still more!!!
Każdy z tych 1730(!!!) partnerów może te dane korelować z informacjami z innych źródeł i odsprzedawać lub dzielić się nimi z innymi, spoza tego oryginalnego tysiąca siedmiuset trzydziestu. W rezultacie liczba miejsc, z których może coś wyciec rośnie wykładniczo i nawet gdybyś przejrzał po kolei całą tę listę "partnerów" i uznał, że ufasz im i nie masz nic przeciwko, żeby twoje dane otrzymali, to i tak nie masz żadnej gwarancji, że nie skończą u kogoś, komu nie ufasz i byś swoich danych nie powierzył.
No tak, w abonamencie bez reklam. Fajnie! Tylko co z tymi 1730!!! "partnerami", którym sprzedają dane? Nic mi nie wiadomo, żeby po opłaceniu abonamentu przestawali to robić. Czyli adblok dalej musi być, żeby jak najwięcej śledzących skryptów wycinać.
"z datą premiery wyznaczoną na 28 stycznia 2027"
"Czy nowi twórcy zdadzą egzamin, przekonamy się w tym roku."
Zaraz, czyżbym przepisał pół roku? U mnie w kalendarzu wciąż 2026.😉
A samo Tępiono nam nadzieję będzie dobre.
No, pożyjemy, zobaczymy. To Ubi, więc trudno mi wierzyć, że to będzie porządne Rainbow Six, ale nie skreślam, dopóki nie zobaczę, co im wyjdzie.
No i to są gry warte odświeżenia, a nie ledwie po pięciu latach robią "rimejki".
Ja raz trafiłem na takiego, co to to to jojczał jak to CDPR przerobił Wiedźmina na "woke" bo w trójce Ciri coś tam. Jak mu powiedziałem, że Ciri to akurat już w książkach lubiła kobiety, to nastąpiło stopienie rdzenia i zaczął coś tam pitolić, że w dupie ma "mojego Wiedźmina", bo Sapkowski to plagiator Eddingsa i do dupy, a tak w ogóle to jestem psychofanem Wiedźmina z tatuażem Geralta na tyłku. 😂 Chyba cały jego świat legł wtedy w gruzach, sądząc po reakcji.
Szukanie dziury w całym. Jak ktoś chce koniecznie poczuć się obrażony, to nawet za "Woda jest mokra" i "Strasznie dziś gorąco" się obrazi. A dobrze napisane postacie często włąśnie dlatego są dobrze napisane, że niepozbawione wad.
Tak mi się przypomina pewien kabaret:"A na złodzieja można jeszcze mówić "złodziej?" Nie będzie mu przykro?"

Nawiasem mówiąc, ich w tym GOL-u chyba już dawno Bóg opuścił, a rozum wraz z nim. Ostatnio otwarłem GOL-a z innej niż zazwyczaj przeglądarki i wyświetliło mi się pytanie o akceptację cookies. Twierdzą "Szanujemy twoją prywatność", a jednocześnie udostępniają twoje dane 1730 "partnerom". Tysiąc! Siedemset! Trzydziestu!!! Godność człowieka nakazuje blokowanie takiego syfu wszelkimi dostępnymi środkami.
Za mało luda i za krótko. Tak, robić protest choćby dla zasady, ale nie warto się spodziewać, że to cokolwiek zmieni.
Ale druga sprawa, że to jest erpeg z opcjonalnymi romansami. Nikt cię do niczego nie zmusza. Nie chcesz, nie romansujesz z Astarionem czy kimkolwiek innym. Naprawdę do tego moda nie potrzeba.
Albo... w ogóle nie pozwalać Google wysyłać swoich zdjęć do chmury, żeby zbierało metadane, potencjalnie dane biometryczne i szkoliło sobie na nich "ej aje".
"Nietrudno wyobrazić sobie praktyczne zastosowanie takiego rozwiązania. AI mogłoby przejąć na siebie chociażby żmudny grind, zdobywanie surowców czy wykonywanie powtarzalnych czynności, pozostawiając właścicielowi konsoli bardziej interesujące fragmenty zabawy."
To może prościej byłoby projektować gry bez tego żmudnego grindu? I nie trzeba by było szukać wydumanych rozwiązań problemu, który rozwiązać znacznie prościej.
Z mojej perspektywy ich pierwszym błędem była rezygnacja z wydania na GOG-u, przez co gdzieś tam spadłą na dalsze pozycje na liście rzeczy, które bym chciał kiedyś ograć. A drugim, że ponoć mocno olali singla, skupiając się na multi. To już w ogóle spadło na szary koniec mojej listy, czyli w praktyce do zakupu na świętego Nigdy.
Nawiasem mówiąc, mamy zupełnie świeży atak z rodziny Spectre, który omija i zabezpieczenia Spectrev2 u Intela i u AMD.
https://www.bleepingcomputer.com/news/security/new-tontou-cpu-attack-bypasses-spectre-v2-fixes-leaks-linux-password-hashes/
Co to za brednie ???"
Przekleję po prostu coś, co pisałem już kiedyś:
najprostsze możliwe wyszukiwanie w bazie znanych podatności.
14,793 results for intel
1,251 results for amd
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=intel
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=amd
To oczywiście bardzo niedoskonała metoda badawcza, więc zachęcam do głębszych dociekań, odfiltrowania wyników tylko do tych, które dotyczą konkretnie procesorów i porównania ilości podatności oraz ich punktacji na skali "groźności". Tym niemniej już sama dysproporcja wyników powinna dać każdemu do myślenia.
najprostsze możliwe wyszukiwanie w bazie znanych podatności.
14,793 results for intel
1,251 results for amd
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=intel
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=amd
To oczywiście bardzo niedoskonała metoda badawcza, więc zachęcam do głębszych dociekań, odfiltrowania wyników tylko do tych, które dotyczą konkretnie procesorów i porównania ilości podatności oraz ich punktacji na skali "groźności". Tym niemniej już sama dysproporcja wyników powinna dać każdemu do myślenia.
Z tym, że AMD też niestety nie jest święte i zdarzyło mu się polecieć z użytkowenikami w kulki: https://www.gry-online.pl/newsroom/amd-usunelo-szyfrowanie-pamieci-z-czesci-ryzenow-problem-wyszedl/zd311ce
Na szczęście ostro zjechane poszło po rozum do głowy: https://arstechnica.com/security/2026/06/following-user-outcry-amd-reinstates-memory-encryption-in-consumer-cpus/
Ale to tylko pokazuje, że nikomu nie wolno wierzyć na słowo i czy to Intel czy AMD, trzeba wszystkim uważnie na ręce patrzeć.
Masz przykład z cholernym paliwem. Gdzie kto pierdnie na świecie, to od razu cena leci w górę. Jak się sytuacja uspokoi, to nie dość, że spada powoli, to jeszcze nie chce spaść do cen sprzed kryzysu. Masz karty graficzne najpierw w okresie boomu na kopanie krypto, potem niedobory w łańcuchach dostaw za czasów pandemii (ceny skakały, skalperzy szaleli). Jak się niby trochę uspokoiło, to ceny jakoś nie poleciały nagle w dół i nie mieliśmy sprzętu "taniego jak w bajkach"
Tak się zastanawiam, może Ernesta Adamsa Fundamentals of Game Design jako ogólny wstęp do filozofii projektowania, tego samego autora Fundamentals of shooter/sport/adventure/role playing/strategy game design, w zależności, co konkretnie planujesz stworzyć. Bo to się tak szybko nie deaktualizuje jak kwestie techniczne.
A z technicznych, to sobie zacznij od systemu pomocy/materiałów edukacyjnych dostarczonych przez silnik, na którym chcesz działać.
Już nie wspominając o tym, że telemetria zbiera masę informacji, które potem producent może dowolnie wykorzystywać.
https://zaufanatrzeciastrona.pl/post/wiceprezes-forda-wiemy-kiedy-i-gdzie-kierowcy-popelniaja-wykroczenia/#more-9843
https://archive.is/20250712172407/https://www.mozillafoundation.org/en/privacynotincluded/articles/its-official-cars-are-the-worst-product-category-we-have-ever-reviewed-for-privacy/
A jak się serwer wykrzaczy, albo aktualizacja zepsuje, to komputer na kołach nie pojedzie.
https://doctorow.medium.com/https-pluralistic-net-2024-10-10-software-based-car-based-37fff5c043c3
https://arstechnica.com/cars/2025/10/software-update-bricks-some-jeep-4xe-hybrids-over-the-weekend/
"Unia Europejska dąży do tego, by liczba wypadków na drogach spadła do zera. Zadanie wydaje się niemożliwe do osiągnięcia"
Nie wydaje się, a jest statystycznie niemożliwe.
181 GOG v2 (18 August 2026)
Implemented a lightweight wrapper to resolve modern hardware incompatibilities.
Added native widescreen and ultrawide support for all modern resolutions and aspect ratios.
Implemented camera scaling that automatically adjusts the field of view (FOV) based on monitor aspect ratio.
Added a multi-monitor mouse lock option to confine the cursor to the game window.
Added an FPS limiter to lock the frame rate to a chosen value.
Introduced a lightweight, real-time in-game overlay (press F11 to open, ESC to close) for instant adjustments to FPS limits and FOV multipliers.
Locked the main menu to its original 4:3 bounds to preserve hard-coded UI assets.
Capped the manual FOV slider at roughly 110% on ultrawide displays to prevent engine stretching and graphical glitches.
Verified stability.
Verfiied controller support.
Kiedy syndrom sztokholmski wchodzi zbyt mocno...🙄
Przy grach można sobie w przyjemny sposób poszerzyć słownictwo i rozumienie, ale to trzeba trochę dopasować trudność tekstu do poziomu. Hexace ma chęci, ale jak dostanie grę, w której nie kuma zupełnie nic i jedno zdanie będzie mozolnie przekładać 20 minut, to tylko się zniechęci.
"Podteksty [...] ustawienia szybkości podtekstów"
Podteksty... kuźwa... Masz naucz się, co to jest podtekst i nie twórz jakichś durnowatych neologizmów.
https://sjp.pwn.pl/slowniki/podtekst.html
https://wsjp.pl/haslo/podglad/34009/podtekst
Problem w tym, że GOG nawet ni8e bardzo ma jak egzekwować równe traktowanie. Jak tupną wydawcy nóżką i zażądają, że jak już u nich grę wstawili, to nie ma być mniej kompletna niż u konkurencji, to wydawca wzruszy ramionami i zabierze swoje zabawki na Steama. 🙄
Osobiście wciąż czekam na patcha do Temple of Elemental Evil naprawiającego zbieranie exp po osiągnięciu 10 poziomu (i crafting) i parę innych poprawek, który na Steamie jest od dawna, Twórcy The House of da Vinci mi jeszcze od miesiąca nie odpowiedzieli kiedy i czy w ogóle THoDV na GOG-u otrzyma patcha do "enhanced edition" i czekam na dodatek do Quake'a. Dwie części King's Bounty na Steamie dostały niedawno jakieś poprawki/dostosowania do współczesności, a też się nie idzie dowiedzieć, czy trafią w końcu na GOG-a.
"Sędzia, jury i kat w jednym"
To ja tak tylko pomarudzę, że jury to owszem, komisja sędziowska, ale na zawodach sportowych, czy w jakimś konkursie. W tym powiedzeniu "Judge, jury..." to raczej "ława przysięgłych".
A ta "kontrowersja" z czasem mocno się utarła i tak jest powielana do dzisiaj. Dziś powinno się raczej powiedzieć "kontrowersyjna na owe czasy". To by chyba było bliższe prawdy.
Jak cię wepchną do szamba tak, że będziesz tkwił w g**nie po szyję i jeszcze prosto z rury będzie ci się lało na głowę, to się dostosuj. Kup sobie kombinezon płetwonurka. 😂
"Jako gracze powinniśmy być nieco bardziej krytyczni, bo w innym przypadku damy sobie wejść na głowę i zaczniemy akceptować coś poniżej standardów. Niektórzy pewnie powiedzą, że mleko jest już rozlane, bo to obecny stan giereczkowa. Jeśli faktycznie tak uważacie, to zróbmy coś z tym. W końcu możemy zagłosować portfelem i zwyczajnie głośno krytykować kiepskie rozwiązania."
Zgadzam się właściwie z całym tekstem, poza tym akapitem. Takie apele to trzeba było podnosić 10-15 lat temu, bo już dawno, jako ogół graczy nie tylko pozwoliliśmy sobie wleźć na głowę, ale jeszcze na nią nafajdać. I tak, od lat głosuję portfelem. Tylko co z tego, jak imię me nie jest Legion, bo nie ma mnie wielu. Zniknięcia mojego portfela i portfeli resztki tej mniejszości, która stara się nim głosować, branża nawet nie zauważy, bo na każdego, kto nie kupi, znajdzie się 100 takich, co z wywieszonym jęzorem polecą kupić preorder w najdroższej wersji na długo przed premierą, czy zobaczeniem co tam w tej grze w ogóle konkretnie będzie (GTA 6 się kłania).
A krytykować? Od czasu do czasu krytyka może i skłoni kogoś w branży do zastanowienia, ale jak często? Ostatnio Sony ogłosiło rezygnację z płyt, poszła głośna krytyka i co? I gracze szczekają, a Sony robi swoje.
I nie zapominajmy o roli branżowej "prasy". Gdzie ci recenzenci, którzy niby powinni stać na straży portfela gracza i wołać donośnym głosem, żeby bubla nie kupować? Dlaczego w recenzjach nie wali się z automatu -2 do oceny za błędy/optymalizację i kolejne -2 za antykonsumenckie praktyki (np. wymóg połączenia z siecią do gry single albo ustanowienie "nowego standardu cenowego") i próby wyciągania kasy (mikrotransakcje, lootboxy, śmieciowe dlc). Może jakby To był standard, że poza tym gry10/10 ma na MC średnią ocen 6/10 za chciwość i niedporacowanie/"early access" na premierę, to dałoby coś branży do myślenia.Ale nie. Prędzej znajdzie się artykuły usprawiedliwiające lecenie w kulki przez wydawców, bo produkcja gier droga i te 60/70$ nie wystarcza, żeby wydawca wyszedł na swoje, więc trzeba się ratować taką czy inną monetyzacją.
Iks, kurde, de. 😂🤣😂 Dobrze chociaż, że nie ruskiej albo białoruskiej. Jak słusznie zauważasz, w tym kraju językiem urzędowym jest polski, a nie niemiecki, angielski czy francuski. A jednak w szkole po coś uczą tych języków. Chyba dzieciakom na złość, bo przecież "Tu jest Polska! Tu jest Polska! I ja nie będę gadał po murzyńsku." jak mówił niejaki Ferdynand Kiepski.
"Niedługo Narodowe Czytanie, a podobno w 2016 r. ukazał się niezły przekład, więc możecie sobie poczytać Dziady w Waszym światowym angielskim, zamiast w jakiejś prowincjonalnej polszczyźnie"
"nie trawię ludzi nieszanujących własnej kultury i języka, a puszących się wszędzie tą mdłą angielszczyzną."
Zasłaniaj się miłością ojczyzny, kultury i języka ile chcesz. I tak wiadomo, że pod górnolotnymi hasłami kryje się "nie chce mi się". Powiedz po prostu szczerze, zamiast zasłaniać się śmiesznie jakimś patriotyzmem, że ci się nie chce popracować nad tym, żeby ci te niuanse nie uciekały i skończymy dyskusję, bo nie będzie nic więcej do dodania.
"Niestety nie udało się Wam się doczytać podstawowej informacji, że grom, które wymieniłem wyżej momentami bliżej do angielskiego z The Lancet właśnie, a nie sytuacji z urzędu."
A to pewnie jakiś naśladowca z moim nickiem zwrócił powyżej uwagę na fakt, że z DE, to i rodowity Anglik będzie miał kłopot. Tak, to musiał być sobowtór, bo ja przecież nie doczytałem. 😂 Nawiasem mówiąc, DE dostało wersję polską, więc o czym tu mowa? Rogue Trader? Torment? No mają swoją specyfikę, nie są banalne, ale czy nie do przeskoczenia? Dragon Dogma nie grałem, nie wypowiadam się. PT zresztą też ma świetną polonizację, więc zostały ci całe dwa przykłady (sam dorzucę ci jeszcze 3 z tych trudniejszych: LA Noire, seria Thief i Vampire The Masquerade Bloodlines, gdzie gadają dużo, czasem slangiem, czasem specyficznym słownictwem, żebyś miał ich przynajmniej pięć) na dziesiątki tysięcy wychodzących gier, gdzie masz angielski bardziej podstawowy, niż potrzeba ci w urzędzie.
"który mówił, że przespał w szkole naukę języków, a teraz poucza frazesami o inwestowaniu w siebie przy graniu w gry"
Moi? Non! Widzę, że zabrakło argumentów, to zaczęły się wycieczki osobiste i insynuacje.
"Niestety partnerzy do dyskusji z Was zerowi"
Z nas dwóch to na razie ty uciekasz się do ad personam i insynuujesz, że spałem na lekcjach. Więc, kto tu nie umie dyskutować pozostawię bez komentarza.
P.S. Przypomniał mi się jeszcze jeden piękny przykład tego nieumykania idiomów, aluzji itd. w przetłumaczonych grach, w które tak niezachwianie wierzysz. Gibbous, a Cthulhu Adventure, tłumaczenie polskie oficjalne: "greenhorn (żółtodziób/nowicjusz)" - "mój zielony rogaty przyjacielu". No tak, tłumaczowi nie umknął żaden idiom, aluzja czy gra słów. I mam nadzieję, że tobie nie umknęła w tym tłumaczeniu ironia.
Tylko w tym samym temacie odpowiedziałem komuś innemu (bodajże pisałem o tym, że Android i Custom OS-y mają otwarty kod źródłowy, więc łatwo je audytować, co robią), nie odnosząc się ani do osoby, z która miałem spinkę, ani nie wypowiadając się na jej temat. Więc to wyszło trochę tak, jakby dwóch pijaczków poszarpało się obok przystanku tramwajowego, przyszedł policjant, strzelił pałą jednego i drugiego, ale też trzasnął pałą po plecach chłopa, który sobie na przystanku spokojnie z kimś rozmawiał tylko dlatego, że ten stał blisko bójki i miał kurtkę w takim samym kolorze co jeden z pijaczków.
Dobra. Jak już sobie wyjaśniliśmy sprawę z obu punktów widzenia, postaram się do tematu nie wracać.
Aha. I dlatego jak raz spiąłem się z innym użytkownikiem, to poleciały nie tylko moje komentarze z dyskusji z tą osobą (wg. mnie z powodów skandalicznie naciąganych, ale niech już będzie, mogę to przeboleć), ale też mój osobny komentarz w tym samym wątyku absolutnie niezwiązany z tamtą spinką, ani do tego użytkownika, ani o tym użytkowniku, na temat i zgodny z regulaminem. Co oznaczało ni mniej ni więcej, tylko nietrzymanie się waszych własnych zasad, że mityczni "mecenasi" nie istnieją lub pieprzą androny, a w najlepszym razie zwykłą niekompetencję, gdy osoba klikająca "usuń" ma gdzieś, w co klika. Tak czy inaczej źle to o was świadczy. To było z waszej strony czyste świństwo i skurwysyństwo.
Miałem do tego tematu nie wracać, ale skoro sam postanowiłeś wyjechać z platformą muszącą trzymać się własnego regulaminu...
Mogę zrozumieć irytację, że gra nie jest po naszemu, a płacimy tyle samo co ci, którzy mają ją w swoim języku, ba, w przeliczeniu czasem nawet więcej. Tylko może warto po prostu potraktować to sięganie do słownika jak inwestycję w siebie? To chyba lepiej, zamiast zakuwać, żeby wyjść poza to naciągane szkolne B1, połączyć przyjemne z pożytecznym i poszerzać zakres słownictwa przy okazji robienia czegoś, co sprawia przyjemność? Połączyć przyjemne z pożytecznym i stopniowo okaże się, że już nie musisz sprawdzać co trzeciego słówka, tylko raz na ruski rok.
"Wy nie rozróżniacie posługiwania się językiem od bilingwalności, mając nawet solidny poziom B2 zawsze jesteś w strefie dyskomfortu, braku, umknie Ci idiom, ironia, aluzja, gra słów."
No to, kurde, sprawa pierwsza: nie, B2 to nie jest jakiś pułap, którego żaden nie native speaker nie może przekroczyć. Można przy okazji rozrywki zainwestować w siebie, co może później zaprocentować i w innych sferach.
I sprawa druga: chyba za wielkie zaufanie pokładasz w tłumaczach i tłumaczeniach. Nie, oficjalne tłumaczernie często nie przeniesie na nasze gier słów, aluzji czy ironii. Jeszcze dorzuci własne błędy i przeinaczenia. A powodów jest wiele: taki sobie tłumacz, który sam nie wychwycił, że tam jest jakaś gra słów czy aluzja, nieprzetłumaczalność pewnych gier słów i brak możliwości jakiegoś obejścia tego problemu np. w dialogu, brak znajomości kontekstu i testów, które by w samej grze wyłapały problemy z kontekstem, brak wiedzy/słownictwa technicznego i przetłumaczenie na pałę/czuja/chłopski rozum/dosłownie, walnięcie tłumaczenia maszynowego/AI, bo "jest wystarczająco dobre" i "jakoś to będzie".
Tak kilka przykładów z głowy: "press card (legitymacja prasowa)" - "naciśnij kartę", "shrink (psychiatra) - "skurcz", "McCall gon off his rocker (McCallowi odbiła palma)" - "McCall wstał z fotela", ".38 revolver (rewolwer kalibru 0.38)" - "trzydziestoośmiocalowy rewolwer", "it doesn't burn (w kontekście gry to nie płonie/to jest niepalne)" - "to nie parzy", "my mind is elsewhere (mam co innego na głowie albo bardziej górnolotnie: moje myśli są zaprzątnięte czymś innym)" - "słabno myślę".
Kiedyś, dawno temu cieszyłem się jak gra miała spolszczenie i z jakości tłumaczenia byłem zazwyczaj zadowolony. Ale stopniowo przyszła lepsza znajomość angielskiego i zacząłem zauważać, jak wiele mi czasami umyka w polskiej wersji (mowa o tłumaczeniach oficjalnych, profesjonalnych, nie o fanowskich, gdzie często zapał tłumacza mocno przewyższa talent). I teraz świadomie w 99% przypadków wybieram wersję angielską, bo raz, że od czasu do czasu podłapię coś nowego, czegoś się nauczę, a dwa, że w tłumaczeniu właśnie często umyka sporo niuansów, zabawnych gier słownych itp.
"Jak dla mnie albo posługujesz się językiem na poziomie zbliżonym do native'a mogąc swobodnie dyskutować na dowolny temat, albo tego języka tak naprawdę nie opanowałeś."
No po prostu nie mogę się zgodzić z tym "na dowolny temat". Jakikolwiek bardziej specjalistyczny temat z nie twojej dziedziny, ze specjalistycznym słownictwem i nie będziesz w stanie dyskutować nawet po polsku. Ba, co niektórych nazw np. bardziej złożonych związków chemicznych możesz nie być w stanie nawet wymówić. Czy to oznacza, że tak naprawdę nie opanowałeś polskiego? W języku polskim masz ok. miliona słów, a przeciętny Polak na co dzień posługuje się mniej niż 100 tysiącami. Widać języka nie opanował.
Dobrze powiedziane.
Nie mam pojęcia, co ludziom zrobił ten Hugo, że jest tak nielubiany. Ja tam nie miałem z nim większego problemu, a ja nawet nie lubię dzieci.
Osobiście pod największą wadę wstawiłbym kilkakrotne wymuszanie otwartej konfrontacji w grze, w której bohaterka ginie od jednego ciosu.
Odnoszę takie samo wrażenie. JA2 wygląda dla mnie lepiej od Fallouta 1.
Ja bym powiedział, że wadą JA2 jest liczba godzin, które człowiek w niego wpakował.
No fakt, z walki nie było satysfakcji. A jak jeszcze dobrze pamiętam, gra wkurzała brakiem zapisu czy checkpointów w trakcie misji.
Brak singla z prawdziwego zdarzenia.
Shadow Ops Red Mercury (o ile ktoś to jeszcze pamięta)
"Jestem pewien, że go obejrzycie, bo wszyscy tak zrobią"\
A co to? Korea płn., że kto żyw ma oglądać wystąpienie jaśnie oświeconego przywódcy, a kto nie obejrzy, tego z całą rodziną na 5 pokoleń naprzód do łagru? Nie ma obowiązku oglądania trailera, ani grania w GTA 6.
"Myślę, że jest to przykład tego, jak Rockstar próbuje nowych rozwiązań oraz wypromować grę, i mam nadzieję, że czeka nas jeszcze wiele podobnych działań."
Dajemy trailer na naszym YT, może dajmy go też na NF, żeby poszerzyć grono odbiorców? To jest poszerzanie zasięgu promocji.
Dajmy NF 6 godzin wyłączności na naszą reklamę, zanim pokażemy ją publicznie na YT. To początek wyjątkowo chamskich sposobów monetyzacji każdego g**na, nawet reklamy, który należy dusić w zarodku, zanim się rozpleni.
Tak, tak. Pracuj, pracuj, a garb ci wyrośnie. Wszędzie cięcia, oszczędności, stawki mogą iść w dół, bo przecież i tak AI "wszystko zrobi" taniej, więc zapitalaj więcej za mniej. Najlepiej zapitalaj po 16 godzin dziennie, żeby udowodnić swój etos ciężkiej pracy, resztę doby poświęcaj na samorozwój, żebyś mógł jeszcze ciężej zasuwać dla wyzyskiwacza za jeszcze mniejszą kasę, wuj wie po co, bo i tak pewnie cię jutro zwolnią, zastępując "ej aj", żeby przyoszczędzić. Jeść i spać nie musisz w ogóle. Nieprzesadzanie z ilością kalorii jest bardzo zdrowe, a wyśpisz się po śmierci za wszystkie czasy.
To nie work-life ballance ani brak etosu ciężkiej pracy jest problemem, tylko korporacyjne pierdololo i ich filozofia, żeby koszty ciąć na wszelkie sposoby i żyłować pracownika ile wlezie.
Nawet jeśli tobie osobiście to zwisa, to nie jesteś jedynym odwiedzającym GOL-a i zapewniam, że nie każdy ma dokładnie takie same preferencje jak ty.
Błąd.
https://www.anthropic.com/research/small-samples-poison
TL;DR
"In a joint study with the UK AI Security Institute and the Alan Turing Institute, we found that as few as 250 malicious documents can produce a "backdoor" vulnerability in a large language model—regardless of model size or training data volume [...] Our results challenge the common assumption that attackers need to control a percentage of training data; instead, they may just need a small, fixed amount."
"Gracze zgadują, Google skanuje plik i dane prywatnych użytkowników uzyskując dane do trenowania swoich modeli. [...]"
A co tu jest do zgadywania. Trzymanie niezaszyfrowanych plików w chmurze, to jak złapoanie przechodzącego ulicą faceta i poproszenie go, żeby przechował ci pudło papierów, tylko, żeby dał słowo honoru, że ich nie przeczyta.
Tego raczej się nie doczekamy. Nikt nie chce asocjacji, że jego produkt jest do dupy/gówniany.
"Wiedzą, że dana grupa odbiorców nie poradzi sobie bez swoich ulubionych rzeczy, więc mimo złości i tak kupią."
Niestety, gracze szczekają, branża robi swoje.
Tu są właściwie dwie różne sprawy: pierwsza to chciwość i bezczelność w próbach monetyzacji nawet głupiej reklamy gry. Zagranie podłe i bezczelne, które powinno być na każdym możliwym kroku piętnowane.
I sprawa druga, że to tylko 6 (słownie: sześć!!!) godzin. Tyle lat czekania na GTA 6, to naprawdę niektórzy nie wytrzymają tych kilku godzin więcej? Jeśli ktoś naprawdę, ale to naprawdę nie może, to priorytetem powinna być raczej konsultacja z psychologiem jak leczyć FOMO.
https://www.mozillafoundation.org/en/privacynotincluded/articles/its-official-cars-are-the-worst-product-category-we-have-ever-reviewed-for-privacy/
TL;DR:
Why are cars we researched so bad at privacy? And how did they fall so far below our standards?
1. They collect too much personal data (all of them)
2. Most (84%) share or sell your data
3. Most (92%) give drivers little to no control over their personal data
4. We couldn’t confirm whether any of them meet our Minimum Security Standards
Like we mentioned, all of the cars we researched earned our *Privacy Not Included warning label. All of the car brands we researched got our “data use” and “security” dings -- and most earned dings for poor data control and bad track records too! We can’t stress enough how bad and not normal this is for an entire product guide to earn warning labels.
Bardzo ciekawa lektura. Polecam.
"W tym momencie kierowcy tych aut mogą odnieść wrażenie, że tracą pełną kontrolę nad własnym samochodem i BMW w brutalny sposób przypomina, iż może wgrać do pojazdów dowolne treści."
Kontrolę nad samochodami to straciliśmy już dawno, kiedy tam przestałą być montowana jakaś prosta elektronika do konkretnych zadań, a zaczęło się produkowanie komputerów na kółkach, które mają połączenie z siecią, aktualizacje i podobne pierdoły.
Oczywiście są jeszcze co starsze modele, które tych problemów nie mają, ale te stopniowo poznikają z dróg, bo przecież stare, "popsute i stwarzające zagrożenie swoim stanem technicznym" i "nieekologiczne".
To kto zatwierdza wdrożenie w firmach MS Office 365, który jest zasadniczo backdoorem (jak coś jest w chmurze, to jest na cudzym komputerze, a nieszyfrowane e2e/nieprzechowywane w sprzętowych enklawach jest dla tego cudzego komputera dostępne), rozmaite "ej aje" (backdoor z samego założenia, bo musi wiedzieć o co go pytasz, żeby udzielić odpowiedzi, musi poznać treść dokumentu, żeby go podsumować/przeredagować itd.), Windowsa (niektórzy powiedzieliby, że to jeden wielki backdoor), samochodów służbowych, które przesyłają telemetrię w takim tempie, że serwery producenta nie nadążają z przyjmowaniem (ani jedna marka nie ma polityki prywatności przyjaznej użytkownikowi) itp. itd. Pewnie zatwierdzają to jacyś nienormalni. 😛
"oprogramowania bez jakichkolwiek gwarancji zgodności z prawem ogólnie, GDPR, prawem finansowym czy księgowością"
Wczytaj się w licencję dowolnego oprogramowania i zobaczysz, że wszędzie mają "program jest dostarczany "jak jest" i nie ponosimy odpowiedzialności za jakiekolwiek szkody pośrednie, bezpośrednie dla ciebie lub osób trzecich, sugerowane, pozwy cywilne i kryminalne wynikłe z użytkowania naszego oprogramowania". I tak dalej prawniczym bełkotem. I zgadzaj się albo wyp***j. I każdy te umowy akceptuje. 🤷♂️
Interceptor to jakiś żart. Ty chyba nie wiesz jak w 2003 gry wyglądały. Ludzie wtedy oczy wytrzeszczali, że gra może mieć takie oświetlenie, dynamiczne cienie i fizykę tkanin.
A swoją drogą ile jeszcze kont założysz, żeby marudzić na serie SC i HL? Skrzywdziły cię osobiście czy jak?
Auć, współczuję.Ale to na pewno można jakoś leczyć. Zgłoś się do proktologa czy coś...
Dzięki za przypomnienie o Rise of the Triad. Dosłownie tydzień temu z kumplem wspominaliśmy stare strzelaniny i nie mogliśmy sobie przypomnieć, jak ta gra się nazywała, bo z jakiegoś powodu wciąż wchodził nam w paradę Shadow Warrior.
Nie wiem, czy jakiekolwiek pieniądze są w stanie takie coś w pełni wynagrodzić.
A to jakby był wymieniony z imienia i nazwiska, to by zapobiegło przekręceniu nazwiska o jedną literkę?
Co by zapobiegło, to gdyby Kik miał politykę niezbierania żadnych danych o użytkownikach i minimalizował metadane. Wtedy nawet jakby dostali nakaz udostępnienia informacji o błędnym koncie, to niewinnego człowieka nie spotkałaby krzywda, bo Kik mógłby tylko rozłożyć ręce i powiedzieć "nie mamy pojęcia, czyje to konto".
Kiedyś pewna grupa paliła książki, teraz inna wrzuca je do niszczarki...
"Taki błąd kosztował go nie tylko sześć lat życia (licząc od momentu pierwszego kontaktu ze służbami), ale prawdopodobnie także wpłynął na wszystkie osobiste relacje i pracę"
A wziąwszy pod uwagę, że posadzili go za molestowanie nieletniej, to dodatkowo strażnicy i współwięźniowie dopilnowali, żeby jego odbyt już nigdy nie był taki sam.
Niech ta historia będzie przestrogą dla tych wszystkich idiotów marzących o wymogu uwierzytelniania wieku i tożsamości do wszystkiego w sieci, czy trzeba czy nie (a są tu tacy delikwenci postulujący dostęp do internetu tylko z dowodem), bo "jak nie robisz nic złego, to nie masz się czego obawiać".
Tylko jak odrzucili nawet ciekawie wyglądającą nową część, to żeby tylko się nie okazało, że te ekscytujące nowe rzeczy to jakaś mobilna popierdółka albo gra-usługa. Wiem, w teorii raczej nie, ale ja już tej branży z niczym nie wierzę.
Co? Przecież w oryginalnych Gothicach też trzeba było wyczuć rytm machania mieczem, bo jak próbowałeś dusić przycisk ataku byle jak najszybciej, to po prostu partoliłeś całą sekwencję (i pewnie stąd część zarzutów o drewnianą walkę, że ludzie dusili jeden guzik i im nie wychodziło).
Jasne, jak już trochę podpakowałeś postać i słabszych przeciwników miałeś na 1-2 ciosy, byłeś w dobrej zbroi, więc niewiele mogli ci zrobić, to faktycznie można było walić jeden przycisk, ale to nawet jest realistyczne, że w starciu mistrza miecza z żółtodziobem mistrz sieknie na odlew, a żółtodziób może sobie obejrzeć z bliska własne wnętrzności.
No ale wciąż jeszcze ma gotówkę jak sprawa jest pilna, nieprawdaż? 😉 Ma wybór i opcje zapasowe. Jak nie Blik, to karta, jak nie karta to przelew, jak nie przelew to PayPal, jak nie Paypal to... jak nie wszystkie formy elektroniczne, to gotówka.
"Świat staje się cyfrowym tworem."
Co nie znaczy, że trzeba się na wszystko bezkrytycznie godzić. Postęp nie jest dobrem samym w sobie. Postęp ma służyć człowiekowi, a nie go na każdym kroku ubezwłasnowalniać. Już wspomniałem, że nie mówię, że musi być fizyczny nośnik i basta, ale niechże ta cyfra będzie uczciwa. A tymczasem cały czas mamy kolejne kroczki przesuwające władzę w ręce korporacji. A nierównowaga władzy na linii korporacja-klient już jest straszliwa. Chcesz z czegoś korzystać? Najpierw zaakceptuj 300 str. i napisaną prawniczym językiem umowę użytkownika, skonstruowaną, żebyś nie czytał, tylko zaakceptował i potem jak coś, to "przecież się zgodziłeś na warunki umowy". Jednostronne zmiany w umowach użytkowania i albo zaakceptujesz nową umowę z niekorzystniejszymi warunkami, albo wypier***. Typowe abonamentowe praktyki typu najpierw damy bardzo dużo za bardzo mało, a jak już się użytkownicy przyzwyczają i żal im będzie stracić dostępu, to podnoszenie ceny.
No i odcinanie klienta od usługi w dowolnym momencie na podstawie widzi mi się danej firmy i brak jakiejkolwiek sensownej ścieżki odwołania. Chcesz się dopchać do supportu, to się odbijasz od głupiego bota AI karmiącego cię w kółko tymi samymi formułkami, a jak już cudem skontaktujesz się z człowiekiem, to jest to zewnętrzny pracownik, który często nie ma jakiejkolwiek głębszej wiedzy odnośnie produktu/usługi, któremu "helplajnuje" i nie bardzo wie, czego ty w ogóle od niego chcesz, nie ma jakichkolwiek uprawnień do podjęcia decyzji nawet gdyby szczerze chciał ci pomóc, a na dodatek ma przykazane, żeby jak największą ilość "problemów" odsyłać do diabła
I jedyny sposób na odzyskanie, gdy support zasłania się przed pomocą "wewnętrznymi procedurami" i "nie da się", to trzeba albo się sądzić, albo mieć na tyle szczęścia, że ma się dość followersów i na Twitterku czy innym Reddicie temat chwyci i zrobi się z tego większa gównoburza. "Stracił dostęp do kolekcji gier z ostatnich 20 lat i bezpowrotnie utracił całe archiwum zdjęć rodzinnych. MS poradził mu, żeby kupił gry jeszcze raz i stwierdził, że w sprawie odzyskania danych nic się nie da zrobić. Ale po aferze w mediach społecznościowych nagle się dało odzyskać nawet pliki zaszyfrowane <<nieodwracalnie>>."
"Gracz odzyskał swoje konto po batalii sądowej."
To są wasze własne nagłówki.
"Innq sprawa, że książka czy album audio nie zmienia się w 60% po roku, a gry.... często tak."
Raz: czy to zawsze jest zaleta? Czyżby nigdy nie zdarzyło się, że nowy patch psuje to, co działało w poprzednim i lepiej było zostać na starym? Nigdy nie zdarzyło się, że twórcy nie przedłużyli licencji na muzykę i w kolejnym patchu usunęli ją z gry również tym, którzy grę zakupili wcześniej, jeszcze z tą muzyką (GTA 4 i Alan Wake się kłaniają)? Nigdy nie było tak, że twórcy postanowili "ulepszyć grę" wszystkim, nie pytając graczy o zdanie ani nie dając wyboru (tu się kłania np. The House of Tesla, który dostał wersję Definitive nie jako osobną pozycję, ale zastępującą starą, usuwający ponoć 2 rozdziały z 18 zagadkami, a wiele innych nadmiernie upraszczający - choć trzeba twórcom przyznać, że po fali krytyki umożliwili dostęp do wersji klasycznej wszystkim chętnym)?Co do protestów, to już dawno za późno."
Dwa: Może już nie pamiętasz, ale w zamierzchłych czasach płyt też sobie z łataniem gry jakoś radzono. Albo łatki były na płytach dodawanych do czasopism, więc też na fizycznym mośniku, albo dało się je ściągnąć ze strony twórców i zapisać sobie na dysku na przyszłość, do kompletu z płytą z grą.
Trzy: Dlatego nie mam nic przeciwko cyfrze jako takiej. Ale w modelu GOG-owskim lub podobnym. Tam ściągasz sobie i zapisujesz w swoim zapasowym archiwum instalator gry i to samo możesz zrobić z instalatorem każdego ewentualnego patcha.
"Co do protestów, to już dawno za późno."
No i tu się mogę z tobą zgodzić. Trzeba było zacieklej walczyć już jak Steam wypierał dystrybucję płytową na PC, a nie teraz się dopiero niektórzy obudzili z ręką w nocniku. Ale kto nie zaprotestuje, to nie ma później prawa narzekać na żadne niecne zagrywki korpo.
I mógłbym tu jeszcze pisać bardzo długo, z dziesiątkami argumentów i przykładów z branżyu growej i spoza, ale to byłaby tylko strata czasu, bo ta żaba już się po prostu przyzwyczaiła do swojego jacuzzi. Co najwyżej jeszcze tylko okazjonalnie odczuwa lekki dyskomfort, gdy temperatura skoczy do góry trochę za szybko, ale błyskawicznie się przyzwyczaja, bo przecież ciepła kąpiel z bąbelkami jest tego warta, prawda?
Przywracam do sprzedaży NOLF-y. Choć kusi mnie pełnoprawny remake i zlecenie nowej części, to raczej poprzestaję po prostu na upewnieniu się, że wersje oryginalne będą dobrze działać na współczesnym sprzęcie. Bo remake pewnie ekipa chciałaby dostosować do "współczesnej wrażliwości", co wg. mnie dużo by zepsuło humoru NOLF-ów, a z drugiej strony nie chciałbym być tym szefem, który mocno ingeruje w dzieło, zmuszając ekipę do tworzenia tak, a nie inaczej.
No i oczywiście obowiązkowo wszystko dostępne na GOG-u dla tych, którzy chcą mieć jakiś ekwiwalent własności.
Ha, wiedziałem, że jeszcze wiele rzeczy by się znalazło.
Kiedyś mieliśmy gierki na płycie, które sieci nie potrzebowały w ogóle. Później bodajże Bioshock był na płycie, ale już wymagał rejestracji na serwerze i jeszcze była afera, że łączna liczba rejestracji jednego egzemplarza była ograniczona, więc w teorii mogłeś zostać z podkładką pod piwo, jeśli z jakichś powodów często przeinstalowywałeś grę. Potem rozpowszechniła się dystrybucja cyfrowa i Steam. Już musisz mieć internet do instalacji i przy pierwszym uruchomieniu, żeby się gra skomunikowała z serwerem i potwierdziła autentyczność.
Dalej jest Denuvo, które okresowo musi sobie "zadzwonić" na serwer i gry teoretycznie dla jednego gracza lub przede wszystkim dla jednego gracza, które nagle wymagają stałego dostępu do sieci, bo muszą przez cały czas mieć kontakt z serwerem. A i tak to mało, bo korporacjom marzy się najlepiej streamowanie gry z ich włąsnego serwera, żeby mieć nad nią totalną kontrolę.
Tymczasem mam książkę po dziadku. Ściągam ją z półki i czytam. Prawda, że kartki już trochę pożółkły, grzbiet się nieco rozpada, ale ją mam i jestem w stanie ją przeczytać. Wciąż wychodzą papierowe książki pomimo istnienia e-booków i audiobooków. Wciąż mamy wydawaną muzykę na fizycznych nośnikach, na cholernych, przedpotopowych winylach, filmy wciąż idzie kupić na blue rayach, pomimo streamingów. To dlaczego mamy się godzić na gorsze warunki w przypadku gier? No dlaczego?
Kiedyś się człowiek śmiał z memicznego "Nie będziesz mieć niczego i będziesz szczęśliwy". A tymczasem raz za razem okazuje się, że to mokry sen korporacji, które do takiego właśnie scenariusza dążą. Wszystko chce iść w subskrypcje i abonamenty. Tusz w drukarce na abonament, podgrzewane siedzenia w samochodach na abonament. Czy to jest dobry kierunek? I jak nie teraz protestować to kiedy? Kiedy już wszystko będzie streamowane i subskrybowane?
I to już nawet nie chodzi o tę fizyczną płytę, bo rozumiem, że cyfra jest przez większość czasu wygodniejsza. Ale niech to będzie cyfra w formule GOG-owskiej: kupujesz grę, zgrywasz sobie archiwalny instalator i po prostu masz do niej dostęp niezależnie od problemów po stronie serwerów. Do pełni szczęścia jeszcze brakuje możliwości odsprzedaży cyfry, ale niech tam, ostatecznie bez tego rynku wtórnego mogę żyć.
1. Ubisoft. Następny Ghost Recon będzie w stylu jedynki lub Advanced Warfighter. Mapy duże i otwarte, pozwalające działać na różne sposoby, ale nie otwarty świat.
Powstają nowe Rainbow Sixy: Raven Shield dostaje współczesną oprawę graficzną i drobne poprawki QoL, ale w żaden sposób nie upraszcza mechanik, poprzednie R6 również dostają nową grafikę oraz lifting mechanik do poziomu R6 RS. Powstaje nowa "prawilna" część R6 koniecznie z fazą planowania jak za starych dobrych czasów i dość "brudna" zmuszająca do decydowania, których zakładników ocalić, albo czy ugiąć się pod naciskiem polityków, że najlepiej byłoby, gdyby pewni terroryści "stawiali opór" nawet jeśli się poddają, każąca lawirować gdzieś w strefie szarości, zamiast być tymi kryształowo dobrymi.
Kompletuję weteranów Splinter Celli i może paru z MGS-ów i każę im grać w SC Chaos Theory, MGS Ground Zeroes i PP, aż obudzeni w środku nocy będą w stanie odpowiedzieć, co w mechanikach tych gier się sprawdzało i gdzie jest pole do ulepszeń, a potem zaprzęgam ich do zrobienia rasowej skradanki z mapami pokroju tej z MGS GZ, dających dużo możliwości działania, ale bez marnowania czasu na otwarte światy. Fabuła bardziej przyziemny military/spy thriller niż szaleństwa Kojimy. Poganiam zespół od SC Remake, żeby w końcu zaczęli poważnie pracować. Dopilnowuję, żeby mechaniki nie ustępowały tym z SC CT i delikatnej przebudowy poziomów, żeby nie były tak liniowe jak w oryginale.
Wskrzeszam Silent Hunter, daję zielone światło dla pełnoprawnego Raymana 4, ostatecznie anuluję BG&E 2, żeby przestać w końcu zwodzić fanów fałszywą nadzieją. Otwieram resztę ubisoftowego katalogu na GOG-a.
2. King Art dostaje solidnego szpica w dupę, żeby po ponad dekadzie wreszcie zrobili coś z cliffhangerem z Book of Unwritten Tales 2 i dali nam pełnoprawne zakończenie.
3. Wykupuję od MS prawa do Gabriela Knighta i zatrudniam Jane Jensen i Roberta Holmesa, żeby zrobili to zwieńczenie historii Shatterjagerów, oi którym od lat wspominali.
4. Wykupuję IOI i nakazuję im zrobienie w pełni funkcjonalnego trybu offline do Hitmana WoA.
5. Wykupuję kogokolwiek-kto-teraz-ma-prawa-do-Deus-Exa i każę dokończyć trylogię Adama Jensena.
Aha i upewniam się, że wszystkie powyższe wyjdą na GOG-u bez opóźnień i różnic w funkcjonalności (osiągnięcia, chmurowe sejwy).
To tak na szybko. Pewnie jeszcze by się co znalazło.
Wrzucasz do napędu grę z płyty, która nie wymaga łączenia się z netem. Możesz nie zagrać bo:
- wyłączyli ci prąd.
- twój komputer ma awarię
- twoja płytka się porysowała i gry nie da się zainstalować
Instalujesz cyfrówkę z wymogiem meldowania się do serwera: Możesz nie zagrać bo:
- wyłączyli ci prąd
- padł ci internet
- na innym kontynencie, na którym znajduje się serwer, mają akurat blackout
- serwer ma fizyczną awarię
- błąd w aktualizacji serwera uniemożliwia połączenie
- wydawca zamknął serwer
- hakerzy zrobili DDOS-a serwera
- CloudFlare/AWS miało awarię, a od niego zależy jakiś komponent uwierzytelniania cyfrowej gierki always online
- ruscy znów sabotują podmorskie kable światłowodowe, odcinając twój komputer od kontaktu z serwerem na innym kontynencie.
W każdej dziedzinie życia można powiedzieć "A po co zabezpieczać się przed X, skoro i tak może mi zaszkodzić Y?" I w każdej dziedzinie życia chodzi o jak największe zmniejszenie liczby czynników ryzyka, nawet jeśli tego ryzyka nie da się całkowicie wyeliminować.
Argument "a jak ci wyłączą prąd, to z płytki i tak nie pograsz" jest tak ułomny, że nie wierzę, żeby jakikolwiek inteligentny człowiek mógł w na serio i dobrej wierze używać go w dyskusji. Chyba, że trolluje, albo z jakiegoś powodu broni dymania klienta.
Czyli... liczy się wysoka awaryjność. 😉 Albo "niska awaryjność", albo "bezawaryjność". Niestety, większość ludzi jest nastawiona na konsumpcję. Zeżreć, wydalić, wołać o następne. Nic nie poradzisz.
No ja bym się jednak z tymi wartościowymi książkami tak nie rozpędzał. Ogromna większość książek to też jest produkt pod masę, według trendów. Był szał na Zmierzch, to każda kuchta pisała swojego własnego "zmierzcha", 50 Twarzy Greya zyskało rozgłos, to znów nie namnożyło wcale-nie-greyów. Jest popyt na romantasy i kryminały, to rynek wydawniczy nas zasypuje romantasy i kryminałami w ilościach hurtowych. Teraz z 95% (jak nie więcej) książek to dzieła odtwórcze, które też nic nie wnoszą do twojego życia.
I mówię to jako ktoś, kto od dzieciństwa pochłania książki w ilościach hurtowych: nie ma różnicy czy zagrasz w głupią gierkę, czy przeczytasz głupią książkę.
Ten tekst powstał chyba wyłącznie dlatego, że ktoś o swoim growym wypaleniu napisał na Reddicie. Na GOL-u był niejeden taki sam wątek, że "ojej, mam PC, 3 różne konsole, na każdy sprzęt po 1000 gier i wcale mi się grać nie chce" i z podobnymi radami i jakoś nikt nie wpadł na pomysł robić z tego newsa.
"Nawigować za pomocą gwiazd też już nikt nie umie i świat się nie zawalił."
Fajny ten twój przykład. Taki nie za mądry i zupełnie niezgodny z rzeczywistością.
"Celestial navigation (CelNav) has not been formally taught in the US Navy (USN) for at least ten years, finally disappearing from the curriculum at the last of the USN training establishments in 2006. However, as awareness of the potential vulnerability of high-tech navigation systems to a range of possible threats, including hacking, is growing, this is about to change: The Chief of Naval Operations has put CelNav – alternatively known as astro navigation – firmly back in the classroom as a core competency for navy officers."
https://www.naval-technology.com/features/featurecelestial-navigation-ancient-craft-reinstated-as-cyber-warfare-looms-large-4809513/
"Celestial navigation was brought back into the Naval Academy curriculum to minimize dependence on GPS systems."
https://www.astronomy.com/science/celestial-navigation-is-returning-to-the-naval-academy-cirriculum/
Wyobraź to sobie: czasy GPS-u, a jednak wrócili do nauczania metod nawigacji znanych już tysiące lat temu. Dlaczego? Bo sygnał GPS można zakłócić i fałszować.
"po co w czasach komputerów znać matematykę."
A po co było znać matematykę wcześniej, skoro był kalkulator? A jeszcze wcześniej po co było się uczyć na pamięć tabliczki mnożenia, skoro były liczydła? Żebyś, odcięty nieszczęśliwie od tych udogodnień, nie stanął jak dupa bezradny, tylko żebyś sobie mógł poradzić.
I tu nie chodzi, żebyś w myślach obliczał całki, różniczki i macierze, tylko, żebyś miał podstawę podstaw tego, co ci się w codziennym życiu może przydać.
Kurczę, coś nie mają szczęścia szpiegowskie erpegi. Alpha Protocol był miejscami toporny mechanicznie i graficznie przestarzały w porównaniu z Mass Effectami i świata nie podbił. Na następne RPG o szpiegowskiej tematyce czekaliśmy 16 lat. Za Zero Parades od początku ciągnął się smród związany z wyczynami kierownictwa ZA/UM, co na pewno się do podniesienia sprzedaży nie przyczyniło (sam mam dylemat:: kupować czy nie).
Pewnie znów wszyscy dojdą do wniosku, że na klimaty szpiegowskie nie ma odbiorców i na kolejne podejście do tematu znów trzeba będzie czekać 20 lat.
"A MOK allowlist (think of it as a shim-specific “extension” of the UEFI db database) is stored in a boot-only NVRAM variable named MokList, and a forbidden list (the shim-specific “extension” of the UEFI dbx database) is stored in a boot-only NVRAM variable named MokListX; physical access is required to modify both variables on a system with UEFI Secure Boot enabled (boot-only variables can only be modified during boot, before the OS loader calls the UEFI boot services function ExitBootServices).
"Tak samo było z tym Spectre i innymi dziurami CPU - haker musiał mieć dostęp fizyczny do maszyny"
No nie. Większość odmian Spectre i Meltdowna nie potrzebowała fizycznego dostępu. Wystarczył złośliwy js na stronie. Przypominam, że przeglądarki tymczasowo obniżyły wtedy dokładność pewnych API, żeby uniemożliwić tego rodzaju bocznokanałowe ataki do czasu wydania poprawek przez producentów procesorów.
I tu ja nie mam zastrzeżeń do użycia AI. Jedna osoba robi fanowsko i za darmo port. Ale jak wielomiliardowa korporacja z dziewiątkami tysięcy pracowników chce używać ej ajów do zrobienia płatnego produktu, to wtedy to po prostu nie wygląda dobrze.
"Joshua Khane poinformował, że po skontaktowaniu się z supportem Xboxa w końcu udało mu się odzyskać wszystkie gry i zawartość OneDrive."
A jak to się ma do...
"W odniesieniu do zablokowanych plików osobistych w OneDrive technologia Microsoftu wykorzystuje unikalne szyfrowanie (klucze AES256 przechowywane w Azure Key Vault), przez co po nałożeniu blokady nawet inżynierowie korporacji nie są fizycznie w stanie odzyskać zamkniętych danych."
Nie może być! Czyżby dokonali błyskawicznego przełomu w kryptografii? A może zwyczajnie kłamali?!
Dobrze, że udało mu się wszystko odzyskać. Szkoda tylko, że to nie jest rozwiązanie domyślne i potrzeba było, żeby gówno uderzyło w wentylator nagłośnienia sprawy i smród rozszedł się szeroko. Jakby tematu nie podłapali i powszechnie nie opisywali, to by wielkie gie zobaczył, a nie przywrócone konto, chyba, że by poszedł się z nimi sądzić.
"Co ciekawe, kolejny blisko milion dolarów przyniosły płatne dodatki – te same, które były przez społeczność tak głośno krytykowane."
I dlatego właśnie nic się w tej kwestii nie zmieni. Nie ważne, że psy szczekają, ważne, że i tak płacą i karawana idzie dalej. 🤷♂️
Podaliby konkretne przykłady starych i nowych, żeby sobie człowiek porównał, bo tam pobieżnie przejrzałem wątek, ale żadnych konkretów nie widziałem. Bo tak szczerze, to ja z Asasynami kontakt mam ograniczony i z pamięci różnicy między starymi, a nowymi nie zauważę (tyle co pamiętam, to że w oryginalnym Black Flag nigdy żadnych dialogów/scenek nie pomijałem, a w origins jakieś poboczne się zdarzyło, bo klepali japami, żeby klepać, ale wartości w tym nie było).
Typ to ciebie robił. Chcesz być jak małpa naciskająca guzik, to bądź.
"Przestań rzucać nazwiskami już bo to się nudne robi"
Widzę, że w dupcię zapiekło, że ludzie robili i robią bez AI zdjęcia, o jakich ty z AI mógłbyś tylko pomarzyć.
" Jesteś dosyć ograniczony XD"
Nie bardziej niż ktoś, kto co drugie zdanie kończy "XD". Jak brakło argumentów, to widzę się zaczęło ad personam. Pozarzucaj mi jeszcze wrodzone upośledzenie umysłowe, wychowanie w patologicznej rodzinie, dorzuć rasizm czy coś. Co będziesz sobie żałował? 🤣
"również bezcenne pamiątki rodzinne. Wraz z kontem usunięto mu dostęp do plików zapisanych w chmurze OneDrive, w której znajdowały się m.in. zdjęcia z okresu niemowlęcego jego syna."
Nie ma chmury. Są tylko komputery innych ludzi i jesteście zdani na ich łaskę, jeśli przechowujecie tam swoje dane
"rezultacie gracz stracił nie tylko bibliotekę cyfrowych gier Xbox gromadzoną przez ćwierć wieku, w którą zainwestował tysiące euro"
Ale... ale.. przecież cyfra miała taka dobra być, lepsza od płyt, boi się nie rysuje, nie połamie, ani jej nie zgubisz. Jak to?
"W odniesieniu do zablokowanych plików osobistych w OneDrive technologia Microsoftu wykorzystuje unikalne szyfrowanie (klucze AES256 przechowywane w Azure Key Vault), przez co po nałożeniu blokady nawet inżynierowie korporacji nie są fizycznie w stanie odzyskać zamkniętych danych."
Jakoś jak ktoś popełni błąd i pozwoli MS zapisać kopię zapasową klucza kryptograficznego Bitlockera w ich chmurze, to inżynierowie MS nie mają problemu z odzyskaniem jej i przekazaniem służbom.
https://sekurak.pl/microsoft-przekazuje-sluzbom-klucze-deszyfrujace-bitlockera-oczywiscie-gdy-bedzie-je-posiadal-i-pojawi-sie-odpowiednie-zadanie/
https://www.forbes.com/sites/thomasbrewster/2026/01/22/microsoft-gave-fbi-keys-to-unlock-bitlocker-encrypted-data/😂
Można śmiało od razu ustalić cenę na 2000$, po co się tak ograniczać? 200 czy 2000 i tak nie kupię.
To samo z kolimatorem na screenie z Vietconga.
Nie trzeba być fotografem regularnie drukowanym w National Geographic, żeby nie chcieć być małpą wciskającą guzik. Nawiasem mówiąc, bardzo dobry fotograf zrobi gównianym aparatem zdjęcia, których ty czy ja nie zrobimy najlepszym aparatem świata ze wsparciem jakiegokolwiek AI.
"bardziej chodzi tu o fakt auto wyostrzenia, rozjaśnienia, poprawienia zamazanych elementów itd. Co jest mega przydatne i ciekawsze niż robienie 100 zdjęć żeby wybrać jedno które będziesz przerabiał godzinę tylko po to żeby je mieć w galerii albo wrzucić na instagramowe story."
Kuźwa, niewyobrażalne, że Henri Cartier-Bresson, Ansel Adams, Jim Brandenburg i wielu innych mistrzów ery analogowej (jak również całe mnóstwo mistrzów ery cyfry), którzy robili zdjęcia od razu OK w aparacie i nie potrzebowali ich godzinami przerabiać (co nie znaczy, że nie mieli pudeł i każde jedno zdjęcie wychodziło im genialne).
Oko i styl się wyrabia latami, ale wystarczy kilka godzin, żeby zapoznać się z podstawami kompozycji, obsługi aparatu i techniki robienia zdjęć, plus z tydzień ćwiczeń, żeby weszły w nawyk. I mistrzem fotografii nie będziesz, ale nie będziesz już małpą bezmyślnie wciskającą guzik z oczekiwaniem, że ej aj ci naprawi. Liczba pudeł (przynajmniej pod względem technicznym) nagle stanie się minimalna. Polecam obejrzeć sobie album Jima Brandenburga "Chased by the Light" i zobaczyć, co da się osiągnąć, jak się myśli nad tym, co się robi i wykonując tylko jedno zdjęcie dziennie, zamiast napie***lać 100 zdjęć jak z karabinu maszynowego.
Nawiasem mówiąc, to jak wrzucasz do tej galerii, czy na Insta story, to zaznaczasz, że to nie twoje zdjęcie, tylko ej aja?
"Tak czy siak od dawna mamy zdjęcia w trybie nocnym, trybie ruchu itd. AI to nic innego jak zautomatyzowanie tego procesu."
Nie. Te tryby to już jest zautomatyzowanie pewnych kreatywnych decyzji. I co prawda ograniczaj do tego, jak pewne rodzaje sceny wyobrażał sobie twórca tych trybów, ale wciąż jeszcze decydujesz, że tu ma być portret nocny, tam sylwetka na tle zachodu słońca, a gdzieś tam jeszcze coś innego. A licząc, że ej aj ci uratuje pstryknięcie, celujesz w coś obiektywem, naciskasz guzik i mówisz "hej, ej aj, zrób z tego coś, na co da się patrzeć, nie mam pojęcia co". No i AI robi to, co robi zawsze: jako złożony mechanizm statystyczny uśrednia do tego, co w swojej bazie ma najbardziej "trafne", niezależnie od tego, czy to włąściwe podejście do danej sceny i intencji fotografującego.
" jak malutcy porównują się do wielkich przypisując im swoje doświadczenia, poziom i umiejętności."
No już, już, nie dołuj się tak. Na pewno nie jest z tobą aż tak źle. Jak się weźmiesz w garść, na pewno sobie z tym kompleksem niższości poradzisz.
W fotografii artystycznej masz większy luz. Tyle, że i tak różnica polega na tym, że dobry fotograf robi zdjęcie przemyślane i technicznie "poprawne" (w kontekście efektu, który chce uzyskać, a nie "idealnego" histogramu), a już sama edycja jest wisienką na torcie zmieniającą wspaniałe zdjęcie w genialne. A nie walnięciem fotki na pałę i oczekiwaniem, że niech ej aj mi poprawi.
Różnica jest taka jak między Szekspirem piszącym na maszynie swoje sztuki, a małpą napieprzającą w klawisze tej samej maszyny i na zasadzie czystego prawdopodobieństwa otrzymującą od czasu do czasu jakieś zrozumiałe słowa.
"Każdy jej piksel może przyjąć określoną ilość światła, co sprawiało problemy w bardzo słoneczne dni. Wtedy fotografia mogła wydawać się rozjaśniona, a kolory wyblakłe. Producenci telefonów radzili sobie z tym przy pomocy HDR. [...] LOFIC (Lateral Overflow Integration Capacitor) rozwiązuje ten problem. Przy każdym pikselu umieszczono kondensator, który przechowuje nadmiar światła, co pozwala aparatowi poprawnie zarejestrować jasne i ciemne miejsca w kadrze na jednej fotografii, bez potrzeby wykonywaniu kilku z nich."
W sumie żadna nowość. Już ze 20 lat temu kombinowano z matrycami mającymi podwójny układ niskoczułych i wysokoczułych pikseli, żeby zwiększyć rozpiętość tonalną zdjęcia i nie przepalać świateł. Zabijcie, nie pamiętam jak to się nazywało. Pamiętam, że w jednym wariancie nisko i wysokoczułe piksele były obok siebie, a w drugim piksele miały niestandardowy sześciokątny kształt i niskoczułe piksele miały być zdaje się "obwódką wokół" wysokoczułych.
Pomysł jak widać się nie przyjął (pewnie w grę wchodziły koszty produkcji bardziej skomplikowanej matrycy w połączeniu z faktem, że zwyczajne sensory z czasem i tak zyskały większą rozpiętość tonalną). Zobaczymy czy tym razem się przyjmie.
Dla kogo inwigilacja normalna, dla tego normalna. I kto oddaje swoje dane, żeby mu apka nie zastrajkowała, ten oddaje. 🤷
Zdajesz sobie sprawę, że serwer musi działać 24h na dobę, 7 dni w tygodniu, 366 dni w roku, świątek piątek czy niedziela, żeby każdy w każdej chwili mógł sobie tę grę pobrać (i żeby gra singlowa always online mogła się cały czas ze swoim serwerem komunikować)? I ten serwer nie działa na dobrą wolę użytkowników, tylko na prąd. A ten prąd wcale nie musi pochodzić ze źródeł ekologicznych. Dodaj do tego, że sprzęt się zużywa, więc trzeba go wymieniać na nowy. Stare pójdzie na śmietnik, bo utylizować się nie opłaca, a wyprodukowanie nowego znów zużyje energię, surowce i wyemituje zanieczyszczenia. Na dłuższą metę "czysta" cyfra będzie mniej ekologiczna niż jednorazowo wyprodukowany plastikowy "śmieć".
Do tego można by jeszcze dodać ekologiczny koszt działania każdego urządzenia na drodze serwer - twój PC, przez które fizycznie wędrują pobierane dane, bo one też muszą działać non-stop i zepsute być wymieniane, ale powiedzmy, że to koszt marginalny, bo obsługują całą sieć, nie tylko serwer z grami do pobrania.
A nie, przepraszam. Jednak nie "swoją" cyfrę, bo ona nie jest twoja, tylko łaskawie ci użyczona do czasu, aż ktoś tam po drugiej stronie serwera uzna, że dość się już nagrałeś i czas, żebyś coś nowego kupił i ci cyfrówkę odbierze.
"End-to-end encrypted chats, such as those on WhatsApp, have always been exempt from these scans."
https://www.patrick-breyer.de/en/eu-parliament-greenlights-chat-control-1-0-breyer-our-children-lose-out/
"jak sie okazuje i tak - podobno - nie bylo to stosowane wczesniej, mianowicie end to end encryption nie jest objete skanowaniem."
Bo to jest w CC 2.0 i miejmy nadzieję nigdy tego nie przepchną.
"nie przeszla poprawka by skanowanie mialo zastsowanie wobec osob juz podejrzanych"
No włąśnie odrzucili jedyną rzecz, która by sprawiła, że to by miało sens. Zamiast zrobić ukierunkowaną inwigilację na osoby podejrzane, to inwigilowani są wszyscy. No po prostu nie ma to jak szukać igły w stogu siana, dorzucając jeszcze więcej siana.
"Jak kogoś nie było to jego głos automatycznie liczył się na tak.
To jest legalność ue :)"
Z tego co wiem, to głosowanie musiało mieć bezwzględną większość, żeby odrzucić Chat Control i chociaż większość była przeciw ponownemu wprowadzeniu CC, to nie zdobyła większości bezwzględnej.
"Although a majority of voting Members of the European Parliament (MEPs) actually opposed the regulation (314 against, 276 in favor, 17 abstentions), the motion to reject it failed to secure the required absolute majority of 361 votes. As a result, mass scanning is now permitted again until 2028."
https://www.patrick-breyer.de/en/eu-parliament-greenlights-chat-control-1-0-breyer-our-children-lose-out/
"Skanowanie jak widać do tej pory było i nikt nawet o tym nie wiedział."
Kto siedział w temacie, ten wiedział. Z tym, że to ważne, żeby rozróżnić Chat Control 1.0 od Chat Control 2.0.
CC 1.0 było regulacją tymczasową, która jakiś czas temu wygasła i której przedłużenie zostało 2-krotbnie odrzucone w marcu b.r., bo sama Komisja Europejska przyznała, że nie spełnia swojego zadania (nie ma dowodów, że przełożyło się na wzrost liczby skazań czy uratowanych dzieci, a większość zgłoszeń w ramach CC 1.0 było nieprzydatnych i tylko niepotrzebnie obciążało służby, które miały obowiązek każde zgłoszenie sprawdzić lub zamiast łapać pedofilów wykorzystujących dzieci, kończyło się na sprawach przeciwko samym nieletnim, angażującym się między sobą w sexting).
I ważna rzecz: CC 1.0 zezwalał dostawcom usługi na dobrowolne skanowanie prywatnych rozmów użytkowników z wyłączeniem komunikacji szyfrowanej e2e. Czyli po prostu dawał prawną podkładkę na to, co firmy technologiczne już i tak robią. Owszem, jest to skurwysyństwo, ale nie koniec świata. Każdy, kto chociaż trochę się interesuje prywatnością, wie że jak coś nie jest szyfrowane e2e, to należy przyjmować, że każdy może to odczytać. CC 1.0 nie daje zezwolenia na przełamywanie i monitorowanie komunikacji szyfrowanej metodą end-to-end (e2e).
Natomiast CC 2.0 nigdy nie został przyjęty i miejmy nadzieję, że nigdy nie zostanie. CC 2.0 nakazuje operatorom usług skanowanie komunikacji szyfrowanej metodą e2e, czy to przez zostawienie tylnej furtki jako "uprawnionego dostępu dla służb", czy skanowania "po stronie klienta" przed zaszyfrowaniem wiadomości, w praktyce całkowicie łamiąc jakiekolwiek gwarancje poufności zapewniane przez szyfrowanie e2e (dodanie tylnej furtki czy skanowania po stronie użytkownika sprawia, że e2e przestaje być e2e).
Ponowne przyjęcie CC 1.0 to w zasadzie powrót do status quo pozwalania wielkim firmom technologicznym bezkarnie węszyć, wykorzystywać i monetyzować dane użytkowników. Wprowadzenie CC 2.0 byłoby momentem, w którym nasz obecny Wielki Brat udający wolność i demokrację ściąga białe rękawiczki i dołącza do Chin, Rosji i całej reszty autorytarnego towarzystwa.
Wygląda na to, że odrobina krytyki pomogła im "odnaleźć Jezusa". Już wracają do szyfrowania pamięci.
https://arstechnica.com/security/2026/06/following-user-outcry-amd-reinstates-memory-encryption-in-consumer-cpus/
A co do tego Windowsa, to pozostaje nam być tylko wdzięcznym bezmyślnemu hakerowi za pomoc w szerszym nagłośnieniu tego, jak bardzo Windows nas inwigiluje. Bo to, że "coś tam" wysyła, wszyscy od dawna wiemy, ale teraz wiemy też co konkretnie i do czego to służy. Może do tych, którzy nie siedzą w temacie prywatności również coś w końcu dotrze.
A co do zniszczalności otoczenia, to raczej było dość skromnie. Ot szczególik z przestrzeleniem akwarium. A poza tym rozwal lampę, strzel w wybuchową beczkę i to wszystko. Może planują tę interaktywność otoczenia nieco zwiększyć. Pytanie czy to się jakkolwiek przełoży na rozgrywkę.
- Osiągnięcia wymagające grania w sieci, jeśli gra przede wszystkim trybem dla jednego gracza stoi.
- Mocno przegięte osiągnięcia zbierackie typu znajdź wszystkich 1000 kocich ogonów.
- Osiągnięcia typu zdobądź maksymalny poziom, jeśli nie da się tego zrobić organicznie w trakcie gry i trzeba grindować i wszystkie inne odmiany osiągnięć wymagające grindowania.
- Osiągnięcia oparte na (p)RNG, przy których nie liczą się umiejętności gracza, tylko szczęście, że akurat wylosowało się to, co tam potrzebne do osiągnięcia.
- Osiągnięcia wymagające wielokrotnego przechodzenia gry.
- Takie wymagające powtarzania bezcelowej czynności w stylu kliknij żuczka 1000 razy.
- Osiągnięcia za speedrun - gram, żeby się dobrze bawić, a nie pędzić jak do pożaru.
- Przejdź całą grę w trybie permadeath (lub nie zgiń ani razu w normalnym trybie, jeśli gra rejestruje śmierci w taki sposób, że wczytanie zapisu nie pomoże).
- Takie wymagające czegoś w stylu "dokładnie 5 min. po północy i tylko jeśli księżyc w pełni jest w 40% zasłonięty chmurami, podejdź do studni, wrzuć kamień, podskocz trzy razy, a potem idź do knajpy i zamów śliwowicę, a potem wejdź na najwyższą górę zanim wstanie świt", czyli wymagające wykonania bardzo konkretnego ciągu czynności, których nikt normalny w normalnehj grze nie wykona i na które nie ma szans wpaść bez pomocy poradnika.
Ogólnie osiągnięcia potrafią być spoko, wydłużyć czas zabawy z daną grą, nakłonić do wyjścia ze strefy komfortu i spróbowania gry inaczej niż zazwyczaj albo podpowiedzieć coś, o czym w danej grze nawet się nie wiedziało. Problem się zaczyna wtedy, gdy to są osiągnięcia zaprojektowane, żeby marnować twój czas.
"Spore ulepszenia mają za to zajść w rozgrywce."
Naprawdę?
"Gra zaoferuje znacznie bardziej zaawansowany system oświetlenia, mający objąć m.in. źródła światła, które będzie można zniszczyć."
Było.
"Połączony z tym zostanie wskaźnik informujący o tym, jak mocno w cieniu ukryta jest nasza postać."
Było
"Mocno rozszerzone mają zostać metody eliminacji wrogów, które nie skończą się ich śmiercią."
Pociski ogłuszające, tasery, kamery gazowe, cios w szczękę, cios w tył głowy, wylądowanie komuś na głowie. Zastanawiam się, co jeszcze można dodać. Może podduszenie wisząc na rurze jak w CT i eliminacje zza węgła jak w BL?
"W grze pojawią się także granaty dymne oraz możliwość przyczepiania kamer do różnych powierzchni."
Było.
"Wrogowie posiadać mają możliwość manualnej aktywacji alarmów."
Było.
"W grze nasza postać będzie mogła zjeżdżać przez rury i linki zawieszone między lokacjami."
Przez rury? Chyba po rurach/rynnach. W każdym razie było.
A co do FC 7, to czy tylko ja widzę tu sprzeczność i problem?
"będziemy na to mieli ograniczony czas [...] limit ów zwiększono do 72 godzin. Istotną rolę w rozgrywce odegra mechanika zużywania się uzbrojenia."
To z czego będą zrobione te bronie? Z plasteliny?
Ta mechanika zużycia miała sens w poprzednich grach z serii, gdzie można było biegać po mapie bez limitu czasu, "miesiącami". Wtedy broń faktycznie mogłaby się zdążyć zużyć czy zepsuć. W 3 dni praktycznie nie ma siły, żeby coś się zacięło, jeśli ktoś celowo nie wetknął jej w bagno, nie wytarzał w piachu itp. Będziemy mieli problem dziurawego baku wystarczającego na przejechanie 2 km znany z Days Gone.
Ktoś tam naprawdę dostał zaćmienia umysłowego, zatwierdzając te dwie mechaniki razem.
A właśnie z tym jest największy problem. To już nie te czasy, co 30 lat temu, że się grało w jedną grę do oporu, czy po kilkanaście razy katowało tę samą jedną misję z jakiegoś dema, bo nic więcej nie było. Teraz to jest taśmociąg z większą podażą niż popytem. Ludzie pograją raz (o ile w ogóle, bo częściej wcale nie kończą) i przeskakują do następnego, nigdy nie planując do popr4zedniego wrócić. Konsumpcjonizm pełną gębą, więc jak sobie wyobrażasz, że nagle tłumy zaczną się przejmować kwestią własności i czy za 10-15 lat jakąś grę odpalą? A jak się nie przejmują, to nie będzie mas wybierających GOG-a, ani tym bardziej trujących dupę devom.
Ja nieraz wypytuję o wydanie na GOG-u, a jak już zapytałem i później wydadzą, to pilnuję, żeby kupić i pokazać, że to nie tylko żebranina o wersję gogowską, żeby żebrać, ale że idą za tym konkretne zakupy. Tylko ja jestem jeden i znam dosłownie garstkę ludzi, która robi podobnie. Sami rynku nie zmienimy. 🤷♂️
Włąściwie sam sobie odpowiedziałeś. femme fatale od tego jest, żeby prowadzić bohatera do "zguby". Po prostu nie mogło się to dobrze skończyć. A dlaczego "zapomina" o żonie? Bo żona już parę lat w grobie leży, a jej śmierć została pomszczona. To co, Max miał do końca życia rozpaczać? W jedynce na koniec pada (cytuję z pamięci) "Śniłem o mojej żonie. Była martwa, ale to było w porządku.", co wskazuje na to, że Max w końcu odzyskał spokój i mógł zacząć żyć dalej.
"Niezwykle ważnym aspektem jest również jakość materiałów – nakładki na klawisze (keycapy) wykonane z twardego tworzywa PBT oferują znacznie większą odporność na ścieranie i nieprzyjemne „świecenie się” plastiku (widoczne odciski palców) niż standardowe, tanie tworzywo ABS."
Z perspektywy dużo piszącego dodam jeszcze, żeby wystrzegać się klawiatur LG, bo ich keycapy mają cholernie cienkie nóżki, które w pewnym momencie zaczynają się łamać na potęgę, często zostając w przełączniku i nie dając się wydłubać, żeby dało się chociaż wymienić na nowy. I szukać keycapów typu "double shot", zrobionych z 2 warstw tworzywa, dzięki czemu "literki" nigdy się z przycisków nie zetrą.
Swoją drogą chciałbym zobaczyć taką polecajkę klawiatur biorących też pod uwagę ich trwałość i długowieczność. Wiem, że raczej ciężko testować klawiaturę przez 5 lat, żeby sprawdzić jak dobrze będzie działać po takim czasie intensywnego użytkowania, ale w GOL-u nie brak chyba osób dużo piszących, które mogłyby podzielić się własnymi doświadczeniami, co im się w codziennym użytkowaniu sprawdziło, a czego się wystrzegać, bo rozpadło się przedwcześnie.
Szczęśliwie w Signalu jeszcze nie siedzi agent Smith, który cały czas słucha, a jak się go "włączy" to także się odzywa. 😉 Do 75 osób w połączeniu wideo. Teams może i ma więcej (nie wiem, nie sprawdzałem), ale i tak trudno mi sobie wyobrazić jakikolwiek porządek dyskusji w większych grupach.
Może cię to zdziwi, ale ty i twój internet nie jesteście żadnym wyznacznikiem dla reszty świata. Na świecie jest jeszcze cała masa ludzi, dla których instalacja z płyty tych 100 GB byłaby wielokrotnie szybsza od ściągnięcia tej ilości danych.

Uczą nas w szkole historii, jak straszna była druga wojna światowa, żebyśmy już nigdy nie popełnili podobnych błędów i nie dopuścili do czegoś takiego. Szkoda tylko, że nie uczą jak to było z inwigilacją w państwach totalitarnych. To też powinien być temat obowiązkowy. Życie w Rosji z wszechmocnym KGB, w Niemczech wschodnich, gdzie - jak mawiano - agent STASI albo jego cywilny współpracownik czaił się pod każdą dziurką od klucza, czy w komunistycznej Albanii, gdzie przed Sigurimi drżał dosłownie każdy, może z wyjątkiem samego Hoxhy.
"Ojciec latami próbował nie rzucać cienia. Cokolwiek by powiedział, trafiłby za kratki, z taką historią rodzinną za jedno nierozważne słowo dostałby dwadzieścia lat. Więc żeby przetrwać, oduczył się mówić. Jeszcze teraz, gdy się do mnie zwraca, nachyla się bardzo blisko i szepcze mi do ucha, żeby nikt nie słyszał. Powtarzam mu czasem, gdy nade mną wisi: „Tato, czasy komunizmu się skończyły, mów głośno, nikt na ciebie nie doniesie!”. On się mityguje: „Masz rację, synku, masz rację”. I po chwili znowu nachyla się, szepcze. Do końca życia będzie już tak szeptał. Nigdy nie podniesie głosu, nie krzyknie. Tylko to mu zostało, ten szept. Musi szeptać, żeby się nie bać." Małgorzata Rejmer - Błoto słodsze niż miód Głosy komunistycznej Albanii
Czy naprawdę do tego chcemy dążyć?
To taka gra z permadeathem: raz unikniesz zgonu, drugi, trzeci, dziesiąty, a przyjdzie trzydziesty piąty przeciwnik, który cię ukatrupi i do widzenia, drugiej szansy ni ma.
Każda władza chętnie przyzna sobie większą kontrolę, wykorzystując strach obywateli bo "terroryści i pedofile", ale żadna się tej kontroli nie zrzeknie, kiedy "niebezpieczeństwo" minie.
"Mam to w (.) ponieważ"
"To" to zapewne ból zadu, bo jak na kogoś, kto ma ten temat gdzieś, bardzo mocno się produkuje, żeby przekonywać wszystkich, że "nie będziesz mieć nic i będziesz szczęśliwy" jest fajne. 😂
Dodajmy do tego jeszcze, że ten doświadczony pracownik, co już wie, że robi tylko do końca miesiąca ma zerową motywację do przekazywania wiedzy komuś, kto ma go zastąpić.
No jest wspomniany, ale ta akurat modyfikacja zasługuje moim zdaniem na osobną pozycję na liście. Np. za Wiedźmina 3, który z Gothickiem ma tyle wspólnego, co kot napłakał.
"Gdzie ja zwykły świeciowy użytkownik GOG mogę się równać z tak wyśmienitym graczem AAA i jego byciem always online wyjętym niczym ze Sci-Fi z 2500 roku."
No w końcu "nikt normalny nie kupuje na gogu", to co my "nienormalni" będziemy dyskutować? 😄
Niech on sobie gra w te swoje kity AAAA, a my wracajmy do naszych "gówno indyków na 5h"... pokroju Warno czy Pathfindera na kilkaset h. 😂
Wymagają, bo technicznie jest taka potrzeba i bez tego nie mogłyby działać, czy wymagają, bo tak się uwidziało wydawcy?
"GoG to śmieciowa platforma, ze śmieciowymi grami, które nikogo już nie obchodzą."
Poświęcasz masę czasu i wysiłku na udowadnianie wszem i wobec, że platforma, która cię rzekomo nie obchodzi, jest do dupy.
" skoro nikt tam (wg. producentów gier) nie kupuje"
A wyjaśnisz mi, po co te firmy, które wyżej wymieniłem, po dodaniu kilku gier na próbę dokładały kolejne, skoro nikt nie kupował? Po co sobie tym głowę zawracały?
"jakieś wasze ulubione śmieciowe gierki indie"
Które są 10 razy ciekawsze, bardziej kreatywne i dają więcej radochy niż twoje śmieciowe AAA, gdzie całą para idzie w grafikę. Pamiętam jak miałem 12 lat, to się jarałem grafiką, ale z czasem mi przeszło.

No jest dokładnie tak jak piszesz, a jednak wyciągasz z tego wnioski z dupy. Sednem gry jest tryb całkowicie singlowy. Przejście fabuły i zaliczanie najróżniejszych wyzwań na tych mapach (odblokowując przy okazji nową broń i gadżety, które potem dają jeszcze więcej możliwości zaliczania tych map). I nie ma absolutnie żadnego TECHNICZNEGO powodu, żeby wszystko to nie było zapisywane na lokalnym sejwie, poza widzi mi się IOI.
TECHNICZNIE internetu do działania potrzebują Ulotne Cele (Elusive Targets) i tworzone przez graczy kontrakty (Contracts na screenie ==>>) I sam stwierdzasz, że nie to jest esencją tej gry. Nawiasem mówiąc, Ulotne Cele (choć przyznaję, że sam pomysł, że jak misję zawalisz, to nie masz szansy na powtórkę jest ciekawy) to kolejny rak gier usług,. czyli wywoływanie FOMO przez ograniczenie czasowe i powinno wylecieć na zbity ryj.
A wiesz, co by się stało, gdyby graczom zaczęło zależeć i spadły zyski z wydanie np. na Steamie, a za to na te same gry ludzie rzucaliby się, gdyby trafiły na GOG-a? Nagle wydawcy by się kapnęli, że w DRM-free są pieniądze i zaczęli wydawać tam coraz więcej. W jeden dzień branża by się nie zmieniła, ale z czasem miałbyś nagle "Na GoGu jest 90% gier które posiadam".
Co z tego, że na Steam masz 100% gier, w które pogrywasz? Ty ich nie posiadasz, bo nie masz kontroli nad plikami.
"gry są kradzione z GoGa w dniu premiery."
Argument inwalida. Jak gier nie zabezpieczy Denuvo, to gry ze Steama też latają po torrentach w dniu premiery. Lepiej: pomimo tego, że gry z GOG-a są niby łatwe do spiracenia i latają po sieci, to po sieci latają również spiracone wersje Steamowe dokładnie tych samych gier.
"Do tego sami twórcy gier przyznali że nic na GoGu nie zarabiają"
I dlatego Capcom po próbnym wydaniu na GOG-u trylogii klasycznych Residentów był zdziwiony jakie wysokie jest zainteresowanie i zaraz dorzucił pakiet Dino Crisis, DMC i rozszerzył kolekcję Residentów o RE0 i RE HD Remaster? Ludzie od Combat Mission krótko po wrzuceniu bodajże dwóch części CM dorzucili resztę serii, a ludzie od Total Warów po opublikowaniu na GOG-u chyba 3 części na próbę szybko dorzucili następne? To wszystko muszą być jacyś masochiści, co lubią tracić pieniądze, skoro na GOG-u nic się nie zarabia, a jednak kolejne pozycje wrzucili.
"właśnie dlatego że te gry posiadają DRM i w wielu przypadkach always online."
I wiele z tych gier z DRM-em ma go zdejmowanego i trafia na GOG-a. To jest tylko i wyłącznie decyzja wydawcy, czy chce to zrobić. To samo z always online. Sporo z tych gier naprawdę tego połączenia z siecią do niczego nie potrzebuje i tylko decyzja wydawcy mówi, że ma być tak, a nie inaczej.
"Więc idźcie i grajcie w swoje hiroski 3 offline"
Tak, tak, "u nas" na GOG-u to tylko hiroski i co najwyżej jeszcze King's Quest z lat 80., bo nic nowszego nie ma. A nie, czekaj... COE33, Doom 2016, Doom Eternal, Tomb Raider trylogia Survivor, Indiana Jones and the Great Circle, KCD2, Crysisy w wersji Remastered, nowy Styx, Warno, Rogue Trader, Pathfindery, CP2077, plus wszystko, co wymienił WolfDale. No rzeczywiście same "hiroski".
Nawiasem mówiąc, Trylogia TR i Doom Eternal tylko potwierdzają, że wymóg łączenia z serwerem to przede wszystkim kaprys wydawców i jak jest z ich strony wola, to naprawdę wiele można zrobić. Ride of TR, jak dobrze pamiętam, dodał nawet te elementy kosmetyczne do trybu multi, które wcześniej były zamknięte za połączeniem z serwerem. W wersji GOG-owskiej dalej trzeba je sobie odblokować, ale nie trzeba już się logować na żadnych serwerach wydawcy. I podobnie D Eternal, który był na tyle mocno przykuty łańcuchem do konta Bethesdy, że po wyjściu na GOG-u okazało się, że jakieś tam kosmetyki i chyba 1 master level wymagały logowania na ich serwerze, szybko poprawili i teraz wszystko jest offline, jak Bóg przykazał.
I druga rzecz, "płytka" to jest tylko uproszczenie symbolizujące posiadanie i kontrolę nad zakupioną kopią dzieła. "Płytka" może równie dobrze oznaczać zakup cyfrowy w stylu GOG-a, gdzie pobierasz sobie do archiwum instalator, który nie wymaga żadnego uwierzytelniania i połączenia z siecią. A jak są łątki, to sobie ten instalator aktualizujesz. Problem "100 GB patchy rozwiązany".
Może czas najwyższy zacząć krytycznie myśleć, zamiast pogrążać się w w jakimś syndromie sztokholmskim, który mówi ci, że im bardziej antykonsumenckie praktyki stają się wszechobecne, tym lepiej dla ciebie.
A co najważniejsze, zaczynają realnie wchodzić do użytku: Signal wdrożył (i dalej kombinują nad możliwymi ulepszeniami), Apple w iMessage wdrożyło, Amazon zdaje się wdrożył obsługę zestawu algorytmów post-kwantowych, Android od wersji 16 albo 17 też. Jeśli przeszłe doświadczenia czegoś nas nauczyły, to że jeszcze i w 2080 r. znajdą się tacy, którzy zabezpieczenia wprowadzają, wprowadzają i wprowadzić nie mogą, ale najważniejsze, że proces już się zaczął i pewne podstawowe rozwiązania są zabezpieczone.
Na ile to jest w mojej mocy, głosuję portfelem, ale sam jeden świata nie zmienię. Większość ma to w dupie, więc jest jak jest. Gracze graczom zgotowali ten los.
No ale po co płyta? Przecież cyfra jest super. I masz natychmiast, i pudełko miejsca nie zajmuje, a to że od czasu do czasu coś ci z cyfrowej półki zniknie, to tylko lepiej, bo zrobią za ciebie wiosenne porządki. Niech żyje cyfra!!! 😂😈😂
Ze 2-3 gry bym wyrzucił, bo to średnie było, trochę rzeczy dodał. Niemniej lista solidna.
Akurat zarządzanie samochodem z poziomu aplikacji mi zwisa i powiewa, ale to jest czyste skurwysyństwo.
Zresztą to ma sens. Jakby nagle wykryli, że ZSRR odpaliło kilkadziesiąt/set ICBM-ów, które pierdolną za 8 minut i trzeba odpalić własne, dopóki jeszcze można, to nie ma nikogo, komu by się łapy nie trzęsły, a wtedy najlepiej mieć jak najprostszy kod.
Co do AI "łamiącej zabezpieczenia", to jestem skłonny uwierzyć, że po prostu pokazało jak słabo byli zabezpieczeni, a nie że przełamało nie wiadomo jakie. "Tajne systemy" to nie jakieś Google, żeby mieć program bug bounty zachęcający do testowania ich zabezpieczeń. A nawet przeciwnie, zamiast 10 milionów nagrody za znalezienie podatności, można dostać od 10 lat do dożywocia. Więc w praktyce nikt im tych zabezpieczeń nie testuje czy działają w praktyce tak dobrze jak w teorii. A teraz postanowili zrobić test, puszczając AI i panika, że obudzili się z rękąw nocniku.
"️Do zagadek są 3 podpowiedzi: gdzie 4 podpowiedz to automatyczne rozwiązanie zagadki"
"Zagadki to jakieś trudne dziadostwo (poziom studenta experta z matematyki mistrza szachowego)" 🤦🤦🤦
Gra ma kilka poziomów podpowiedzi i opcję automatycznego rozwiązania każdej zagadki i jeszcze narzekanie, że trudne. Ja rozumiem, że dla kogoś, kto w tego typu gry nie gra, te zagadki nie będą banalne, ale gdzie im do poziomu wymagającego "matematycznego mistrza szachowego"?
Ale poza ta jedną misją, to nic tam nie było nadmiernie trudne. No może jeszcze w Spearheadzie ten ostrzał artyleryjski na początku i szaleńcza jazda wozem opancerzonym mi trochę krwi napsuły, ale MoHAA daleko do gier, w które "nie da się grać".
Po Meltdownie i Spectre wszystkie procesory wzięto mocno pod lupę. Natomiast w to, że coraz bardziej idą w kierunku złegop korpo, to nie wątpię i nie zamierzam się spierać. Czy AMD ich dogoni? Może, ale ja nie wróżę z fusów, tylko na podstawie dostępnych danych stwierdzam, że na ten moment ich procesory uznaję za bezpieczniejsze.
Nie będą musieli. Nikt ich pod karabinem zmuszał nie będzie. Inna sprawa czy rzeczywiście po pewnym czasie nie dojdą do wniosku, że dodawanie tego API w wersji bodajże Manifest v2, w dodatku do upośledzonego Manifest v3 za każdym razem, jak wyjdzie nowa wersja Chromium im się opłaca.
14,793 results for intel
1,251 results for amd
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=intel
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=amd
To oczywiście bardzo niedoskonała metoda badawcza, więc zachęcam do głębszych dociekań, odfiltrowania wyników tylko do tych, które dotyczą konkretnie procesorów i porównania ilości podatności oraz ich punktacji na skali "groźności". Tym niemniej już sama dysproporcja wyników powinna dać ci do myślenia.
Oczywiście może tak się składać, że baza podatności to też "fanboye" AMD. 😂
P.S. Nie używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz.
Od lat wybieram procesory AMD, uważam je za bezpieczniejsze (mniej odkrytych podatności, a odkryte zazwyczaj mniej poważne), ale tego naprawdę nie idzie usprawiedliwić i wytłumaczyć inaczej niż chciwością: chcecie TSME, kupcie droższe. 😡
Ważne, żeby Firefox został na ryku choćby z tak prostego powodu, że to jedyny (poza Safari) silnik inny niż googlowski. Monopol dla nikogo nie będzie dobry.
Na wtrynianie AI kląłem, ale odkąd to się da poustawiać, to zostawiłem sobie tłumaczenia, bo okazjonalnie się przydaje, a resztę wyłączyłem i nawet nie pamiętam, że w lisku jest jeszcze jakieś AI. Z szybkością działania nie mam problemu (jedyna rzecz, która jest wyraźnie wolniejsza, to wczytywanie obrazków w goolglowskich captchach, bo Google faworyzuje), z reklamami też nie, bo uBO robi robotę. O błędach, to ja tylko czytam w changelogu przy okazji kolejnych aktualizacji, bo w codziennym użytkowaniu jak na r4azie żadne mnie nie dotknęły. Jedynie raz się zdarzyło, że przy aktualizacjo obsługi jakichś kodeków na mobilnym FF filmy z YT przestały się odtwarzać, ale zgłosiłem i w ciągu chyba 5 dni naprawili.
Od czasu do czasu korzystam też z Opery, Vivaldi, a nawet Edge i nie widzę u nich jakichś cudów, więc póki co nie zamierzam porzucać liska.
Stary, co ty pier...? Przecież ty nie masz pojęcia, jak działają kina? Czego was tam uczą teraz w tych szkołach? No chyba, że specjalnie naciągasz sobie idiotyczny argument na poparcie swojej tezy, licząc, że twoi rozmówcy to idioci i nie zauważą.
Nie, idąc do kina i kupując bilet nie kupujesz żadnej licencji na film. To kino za określoną kwotę i procent od sprzedaży biletów wykupuje od studia licencję na publiczne i odpłatne wyświetlanie filmu. A ty kupujesz tylko świstek, który uprawnia cię do wejścia na określoną salę na czas trwania określonego seansu. Tak, to sprowadza się do płacenia za możliwość obejrzenia filmu, ale nie kupujesz jakiejkolwiek licencji.
Druga sprawa, że kino jak świat światem sprzedawało bilety na 1 seans i nikt z tym problemu nie ma. Natomiast gry w dystrybucji fizycznej to było nabycie kopii wraz z licencją na jej dożywotnie odtwarzanie (czyli aż ci nośnik padnie). I tak również powinno być w grach w edycji cyfrowej. Pomijając czyste MMO, gdzie żadnego komponentu single nie ma i w ogóle próba grania singlowego by nie miała sensu, bo w takie gry rzeczywiście jest od początku wpisany pewnik, że gra nie będzie żyć wiecznie.
"Dotyczy to tymczasowego dostępu do lokalizacji dla aplikacji"
To jest jakaś nowość? Przysiągłbym, że od ładnych paru lat przy pytaniu o dostęp do czegoś tam jest możliwość wybrania "Zawsze/Tylko tym razem".
"oraz dzielenie się z nią wyłącznie wybranymi kontaktami, a nie całą książką telefoniczną."
Contact scopes to ja na GrapheneOs-ie mam bodajże od czasów Androida 15. Miło, że i normalny Android to wprowadza. Pytanie: dlaczego dopiero teraz?
Pewnie też wytyczne tajemniczych "mecenasów". Tamte potrafiłem zrozumieć. tego nie.
G1 miał podobnie. Jako świeżak imałeś się każdego zajęcia, żeby coś zarobić, zbudować sobie reputację i po prostu próbować się jakoś urządzić. Potem pojawiała się wizja możliwej ucieczki, to skupiałeś się przede wszystkim na tym. Chociaż w jedynce ta struktura piramidy nie byłą jeszcze idealna, bo późniejsze rozdziały to wyłącznie główny wątek.
Widać trochę jestem nie na bieżąco. Jak ostatni raz o tym czytałem, to tylko przy użyciu Wi-Fi dało się wykryć czy ktoś przebywa w pomieszczeniu i w którym miejscu, ale o identyfikacji osób mowy nie było.
Czyżbyś miał na myśli coś z tego? "2.Usługodawca, który otrzymał urzędowe zawiadomienie o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie ponosi odpowiedzialności względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych.
3.
Usługodawca, który uzyskał wiarygodną wiadomość o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie odpowiada względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych, jeżeli niezwłocznie zawiadomił usługobiorcę o zamiarze uniemożliwienia do nich dostępu."
Nie bardzo wiem, co jest bezprawnego we wskazaniu, że pod tą kropką można sobie sprawdzić listę aplikacji używających uprawnień i stwierdzenie, że wyświetlanie obok tej kropki wielu ikon zrobiłoby burdel na belce oraz podanie stosownego przykładu z życia wziętego, że tych ikon mogłoby być całkiem sporo.
Ale niech wam będzie, nie chce mi się odwoływać i wykłócać o parę głupich komentarzy. Rozumiem, że z waszej perspektywy lepiej jest usunąć wszystko i mieć święty spokój.
Diler przyszedł, dał kilka działek za psi grosz czy nawet za darmo (tracąc na tym interesie), a jak się już ludzie uzależnili, to może zacząć podnosić ceny i odbić sobie straty. Mam nadzieję, że jednak się przeliczą i to wszystko ostro pieprznie.
Znaczy się muzykę to ja lubię. Po prostu ucho drewniane i przez większość czasu nie odróżniam dobrego grania od fałszowania (chyba, że straszliwie rzępolą). Ale w tych wszelki te zagadki, gdzie trzeba coś ze słuchu odegrać po wysokości dźwięku, to większość tych tonów to dla mnie prawie to samo. A już zwłaszcza pod presją czasu nie widzę sensu się denerwować.
Ogólnie Iselor ma dużo racji. Może nie jest tak, że dziś żadnej kultury graczy nie ma, ale kiedyś to było w miarę jednolite, a dziś wszystko jest porozbijane na grupki, które nie mają z sobą nic wspólnego. Bo co łączy gracza, który po robocie odpala sobie na godzinę fifę, takiego który siedzi po kilka godzin dziennie nad erpegami, zaglądając w każdy kąt i rozkładając mechaniki na czynniki pierwsze i e-sportowca? Niewiele. Gier powstaje tyle, że zbierzesz dwudziestu graczy i okaże się, że każdy grał w co innego, poza nielicznymi wyjątkami. Nawet w obrębie miłośników jednego gatunku ciężko dziś o to, żeby ich listy zaliczonych tytułów miały wiele punktów stycznych.
A potem użytkownik zostanie z pustym kontem bo AI nakupiło nie wiadomo ile nie wiadomo czego i jeszcze pożyczek nabrało i przesłało pieniądze hakerowi, a potem będzie się tłumaczyć, że "tak, zignorowałem wszystkie reguły i zakazy, bardzo mi przykro"
Już i tak wszystko jest mniej lub bardziej dziurawe, a oni specjalistów od cyberbezpieczeństwa zwalniają. 🤦♂️
Szczerze? Widziałem i na myśl mi nie przyszło, żeby się w tym doszukiwać nie wiadomo czego. Jak się szuka dziury w całym i kontrowersji, to zawsze się je znajdzie.
A ja z tego miejsca dziękuję tym wszystkim pełnym entuzjazmu betatesterom, którzy rzucili się szturmem do walki z błędami. Dzięki waszemu poświęceniu zagram sobie za pół roku w grę tańszą i w znacznie lepszym stanie od tego, z czym się teraz zmagacie.
Świat bez przestępczości, w którym istnieje 100-procentowa wykrywalność i 100-procentowa karalność, może się na pierwszy rzut oka wydawać czymś wspaniałym. Do pierwszego kontaktu z rzeczywistością, w której podrapiesz się po dupie niezgodnie z przepisami. Albo algorytm sobie wyhalucynuje, że to zrobiłeś.
Bycie lub nie potężną czarodziejką nie ma tu nic do rzeczy. A co do wybrańca, to może nie jest nim w dosłownym sensie, ale ilu zwyczajnych śmiertelników w krainach zasłużyło sobie na osobistą wizytę któregoś z bóstw? Toż nawet większość kapłanów osobiście spotykała swoich bogów dopiero po śmierci. Nie mówiąc już o wizycie dwóch z nich i wyświadczaniu za nic sporej przysługi i to ponoć łamiąc przy tym dla niej jakieś zasady nieingerencji. To jak ta Dagmar z mojego przykładu, co o nic nie prosiła, nic na to nie pracowała, ale dostała w prezencie pół tysiąca lat życia, bo "pies" ją polubił.
Może Mary Sue to za dużo powiedziane, ale czuć w tym jak prowadzisz tę postać, że ma dużą taryfę ulgową. A może ja po prostu jestem skończonym marudą. No ale tak czy inaczej życzę szczęścia i sukcesu wydawniczego z tą właściwą powieścią.
No to tak:
"No mieliśmy barkę. Niziołka. "
Postanowiłem sobie nie czepiać się literówek itp., ale to jest, kurde, zbyt dobre, żeby o tym nie wspomnieć. Wyobraziłem sobie jak pływają na niziołku po Maer Dualdon czy Lac Dineshere. 😂
Reakcja Alizy na zwój wskrzeszenia "w moim świecie uznaliby to za świętokradztwo", po czym wzrusza ramionami i przestaje się przejmować. Może w myśl zasady "nie mów, tylko pokazuj" powinna zareagować, jakby to rzeczywiście było świętokradztwo, tymczasowo nabrać podejrzliwości do kapłana, kategorycznie odmówić, żeby używano na niej tego obrzydlistwa, gdyby poległa, czy coś?
Bohaterka mówi, że nieumarli w Faerunie to coś całkiem innego od głupich i łatwych do zabicia ożywionych trupów z Sanktuarium i jest zaskoczona, że szkielet potrafił odbić mieczem jej cios. Tymczasem nieumarła Moreina gada, sprawnie posługuje się łukiem i w ogóle zachowuje się jak żywa, tyle że spaczona.
Ta interwencja bogów w sprawie języka i kasy, a już zwłaszcza w sprawie portalu tam i z powrotem jest... No cóż, jest pewien fragment innego fantasy, który pokazuje absurd tej sytuacji:
-Skąd to masz?
-Pies...
-Nie opowiadaj głupstw! - warknęła Morfyd. - Moja matka ci to dała? Te czerwone kropki masz od drapania, ale te brązowe znaki podobne są do Łańcucha Beathag, daru wielkiej mocy od smoczych bogów. Przedłuża życie tego, który go nosi, o pięćset, może sześćset lat.
-Och. - Dagmar spojrzała w dół na swoją klatkę piersiową. - To bardzo miłe z jego strony.
-Czyjej?
-Nannulfa.
Morfyd zamrugała.
-Tego boga wojny? To był ten pies, o którym mówiłaś?
Dagmar wzruszyła ramionami, przytakując.
-Dziś rano on i Eir wpadli do mnie z wizytą.
-Eir? Masz na myśli Eirianwen? - Tej dzikusce udało się wezwać smoczą boginię wojny? I to miało być sprawiedliwe? - Ty nawet nie czcisz bogów.
-Wiem, ale on jest psem, a ja dobrze sobie radzę z psami.
Dagmar mówiła o tym tak zwyczajnie. Rozmawianie z bogami, zyskanie kilkuset lat życia... czy cokolwiek było w stanie speszyć tę kobietę?
-Twoja twarz robi się czerwona - zauważyła Dagmar. - Coś nie tak?
- Czy coś jest nie tak? - Wyrzuciła ręce w powietrze. - Cóż... za jakieś dziesięć albo dwadzieścia minut muszę zejść na dół i płaszczyć się przed tą suką, moją matką, w nadziei, że podaruje Brastiasowi Łańcuch Beathag, żebyśmy razem mogli żyć szczęśliwie przez następne kilka stuleci. A ty, ty, która nie czcisz nikogo, oprócz siebie, dostajesz go, ponieważ lubi cię pies, który jest bogiem.
Dagmar była również znana z tego, że pewna bogini wyświadczyła jej przysługę w zamian za parę brudnych skarpetek, wskrzeszając kogoś. Brzmi absurdalnie? W fantasy na wesoło to przechodzi. W takim na poważnie zainteresowanie bogów osobą Alizy, choć nie mają w tym żadnego interesu, wydaje się równie absurdalne.
Koncepcja postaci jest ciekawa, ale chyba trochę za bardzo wkracza w terytorium Mary Sue: świetna w łuku, świetna w mieczu, w mig uczy się korzystania z tarczy i pokonuje każdego, nie popełnia żadnych znaczących błędów, interesują się nią i interweniują w jej sprawie bogowie, wszyscy ją lubią, a ci co nie lubią, szybko spostrzegają swój błąd i zmieniają zdanie (najpierw nieufna łotrzyca, później paladyn).
Wydaje się, że twoje przywiązanie do tej postaci działa na jej niekorzyść w opowiadanej historii. Znam to. Sam mam pewne postacie, które najpierw były częścią pewnego fanfiku, który planowałem, a potem przez dobre 20 lat pojawiały się jako postacie poboczne w najróżniejszych scenariuszach papierowego RPG. I też chciałem w końcu napisać coś, żeby pokazać je światu, ale na przeszkodzie stał mi właśnie emocjonalny stosunek do tych postaci i ciężko mi było kazać podejmować głupie decyzje, ponosić porażki czy cierpieć. W końcu udało mi się znaleźć im jakieś wady i błędy, które mogłyby popełnić, żeby stać się osobami z krwi i kości, ale ostatecznie i tak zrezygnowałem. Emocjonalny stosunek do wymyślonych przez siebie postaci niestety przeszkadza przy pisaniu historii na ich temat.
No ale do pozytywów. Sama koncepcja postaci, już wspomniałem, ciekawa, tak samo jak pomysł przerzucenia jej na mroźną Północ Faerunu. Jest w tym potencjał, trochę więcej opisów kotwiczących bohaterów w otoczeniu, trochę więcej osobowości postaciom pobocznym poza przypisaniem rasy i klasy postaci, dać bohaterce wyzwanie przy którym mogłaby się trochę spocić. No i praktyka warsztatu. Potencjał jest na ciekawą opowieść i przy wszystkich rzeczach, do których się przyczepiłem, czytałem już teksty krótsze, bardziej nieskładne, gorsze.
OK, to moje uwagi po pierwszych 2 rozdziałach.
Tylko zacznijmy od tego, że jak coś wskazuję, to nie po to, żeby się wyzłośliwiać, czy umniejszać. Chcesz inną opowieść wydać, to każdy dobry redaktor rzuci się na tekst z pazurami ostrzej ode mnie.
"Koszulka kolcza nałożona na przeszywanicę, na plecach miała zawieszony krótki łuk"
Tu bym trochę popracował nad stylem, bo mi to brzmi, jakby to kolczuga miała ten łuk na plecach.
"Aliza. Nie stój tak. Chodź do ognia, tam porozmawiamy. Bo póki co nic nie wyjaśniłaś, a ja kompletnie ci nie ufam."
Tu mi jakoś tonalnie nie gra ta pierwsza część "chodź, pogadamy" z "nie ufam ci'". Raz przyjacielsko, a zaraz z nieufnością.
"z napierśnikiem na piersiach."
Jak sama nazwa wskazuje. dobrze wiedzieć, że nie na tyłku. 😉 Takie trochę masło maślane.
"- Najpierw mi wszystko opowie. Mi ufa. Potem...Przekażę ci Kashyo to co usłyszałam. I czy możemy jej ufać."
No tak, właśnie powiedziała przy Alizie, że nadużyje jej zaufania i będzie na nią donosić. Świetny ruch, Klaudio!
"patrzył na nią jakby zobaczył goblina."
jeśli chciałeś napisać, że wybałuszył oczy ze zdziwienia, to trochę nie wyszło. gobliny w krainach to raczej coś powszechnego. to już prędzej "jakby zobaczył" goblina we fraku (czy jaki tam jest elegancki przyodziewek na Północy).
"Rzuciło cię z jednego planu astralnego. W inny. Czyli ten."
Ja wiem, czy astralnego? To jest pierwszy plan materialny, a plan astralny, to coś całkowicie innego. Ogólnie to są po prostu plany wedle terminologii D&D, a po naszemu byłoby pewnie wymiary. Może jeszcze jakiś prostaczek, który coś tam słyszał od barda o innych wymiarach by tak powiedział, ale od kapłana należy oczekiwać większej wiedzy.
"Zakonu Sióstr Niewidzącego Oka. To żeński zakon."
Dobrze, że uściśliła. Słysząc "sióstr", można się łatwo pomylić.
" No już, chodź. Bierzemy te rzeczy i płacimy."
No jak do małego dziecka. Tak ją w tej scenie zakupów przestawiają z miejsca na miejsce jak lalkę, a ona nic.
"Pogoda była wręcz przyjemna"
Niecałe 15 minut temu był taki ziąb, że płakać jej się chciało, jak wychodziła z gospody. Może by to było bardziej sensowne, gdyby ująć to "Teraz, gdy miała już ciepły strój, pogoda wydała jej się wręcz przyjemna" czy coś podobnego.
Nie przekonuje mnie też ten monolog kapłana przy łowieniu ryb, zamiast normalnego opisu. Odnoszę wrażenie, że boisz się zdań złożonych, bo wszystko jest pisane takimi dość krótkimi zdaniami. Nie mówię, że każde ma być wielokrotnie złożone, ale trochę to brzmi nienaturalnie.
No i muszę przychylić się do uwag Personifikacji Cienia. Ja rozumiem skupienie na postaci Alizy, ale jak w opisie bitwy z goblinami nie było słowa o poczynaniach pozostałych najemników, choćby i w takiej skróconej formie "Aliza coś tam, coś tam robiła. Kątem oka dostrzegła, jak któryś tam najemnic celnym ciosem odrąbał goblinowi rękę", to trochę dziwnie było. I te skoki emocji od przyjacielskiego "jedzta, pijta na mój koszt, wszyscy tu jesteśmy kumplami", do "spieprzaj, nie dam ci dupy", bez jakichś pośrednich stanów emocjonalnych.
Nad naturalnością dialogów też zdało by się trochę popracować. Wiem, że to ciężko zrobić naturalnie brzmiące dialogi, zwłaszcza jeśli postać ma się wyrażać inaczej niż autor na co dzień, ale trzeba.
No i cay ten pomysł, żeby bohaterka automatycznie znała język. A przecież to Krainy, sposobów na rozwiązanie kwestii języka jest dość: jakiś artefakt of maga, wymodlony od kapłański czar daru języków, cokolwiek. Że o dogodnie pełnej sakiewce nie wspomnę. Jak "dla fanów poważnego, ciężkiego fantasy", to coś dziewczyna ma za łatwo.
Kolejne uwagi jak dobrze pójdzie jutro.
Widzę, że to nie jest jakieś strasznie długie, to postaram się przeczytać i wrócić z uwagami.
A tak na "najsampierwszy" początek:
"- Aliza zginęła cztery lata temu! Są świadkowie którzy widzieli jak uderzył ją piorun, błysnęło i zniknęła.- Zniknęłam, ale wróciłam. Żyję Kashyo. Pamiętam Cię.- Hej, to jest Aliza! Czy wy ślepi jesteście wszyscy?!"
Nie pisać tak dialogów, bo zeza człowiek dostaje od połapania się, co kto mówi.
"- Aliza zginęła cztery lata temu! Są świadkowie którzy widzieli jak uderzył ją piorun, błysnęło i zniknęła.
- Zniknęłam, ale wróciłam. Żyję Kashyo. Pamiętam Cię.
- Hej, to jest Aliza! Czy wy ślepi jesteście wszyscy?!"
Chyba nieco czytelniej w ten sposób?
"- Co ja mam im powiedzieć - pomyślała - że byłam w innym świecie, pod innym niebem? Uznają mnie za wariatkę albo przeklętą!"
Te myślniki tutaj mylą, że ona coś mówi, a tu zaraz "pomyślałam" i nie wiadomo, o co chodzi.
O ile mnie pamięć nie myli, to do monologów wewnętrznych i innych myśli przyjęło się raczej tak:
"Co ja mam im powiedzieć pomyślała że byłam w innym świecie, pod innym niebem? Uznają mnie za wariatkę albo przeklętą!"
A potem, kto wie? Może pójdzie przy odrobinie wysiłku. W każdym razie PCGW nie podaje, że sama gra ma jakieś problemy z nowymi systemami. Warto spróbować.
Dzięki za odpowiedź. Rzumiem, dlaczego zrobili tak, a nie inaczej, ale prywatnie trochę mi szkoda, że nie ma jakiegoś trybu hard, w którym jednak to skradanie byłoby bardziej wymagające.
"Przysypany gruzem na koniec jakieś grubej akcji kaskaderskiej nie poprawia nonszalancko krawata, tylko ledwo się rusza. Jest w tym wszystkim nieco bardziej ludzki, może nawet normalny"
To ja tylko zaznaczę, że ten oryginalny Bond z książek Fleminga właśnie taki był w przeciwieństwie do filmów. Bity krwawił i cierpiał, a nie z uśmiechem poprawiał krawat. Takiego łomotu, jaki nieraz dostał w książce to w filmach ze świecą szukać, z wyjątkiem może Casino Royale.
"w dobrze zrobionych grach akcji single player – bez trybu kooperacji, lootu i innych niepotrzebnych zapychaczy"
A jak to się ma do
"Do wyboru mamy krótsze Eskalacje i dłuższe Operacje, a w praktyce są to po prostu nowe wyzwania z różnymi modyfikatorami do zaliczenia w znanych z fabuły miejscówkach. Zachętą do rozgrywki w tym trybie są przede wszystkim globalne rankingi graczy motywujące do śrubowania swoich wyników oraz możliwość odblokowywania i wykorzystania przeróżnych strojów dla Bonda, a całość została tak skonstruowana, by podobnie jak w Hitmanie twórcy mogli dodawać cyklicznie nową zawartość."?
Bo mnie to wygląda na fundament do zrobienia z tego 007 gry "półusługi" wzorem Hitmana WoA i sprzedawania pakietów ciuszków i broni w DLC.
"Warto jednak od razu nastawić się, że skradanie jest naprawdę uproszczone, takie w stylu premierowego Star Wars: Outlaws albo Indiany Jonesa. Wrogowie nie są zbyt ogarnięci, nie ma też opcji ukrywania ciał."
No to zdecydowanie szkoda. Twórców Hitmana stać przecież na więcej w tym aspekcie.
Zagrać pewnie w przyszłości zagram, ale nie spieszy mi się.
W sumie ja tam jakoś specjalnie nie śledzę, ale w swoim czasie obiło mi się o uszy, że gość się rypnął i na FB z imiennego konta coś napisał jako Smuggler. I to chyba nawet z komentarzy pod którymś tekstem na GOL-u się o tym dowiedziałem.
Smuggler się już ładnych parę lat temu zdeanonimizował (przez przypadek czy celowo, nie wnikam). Więc ładne mi "ujawnienie".
Nie zaprzeczam. Ta piwnica to taka metaforyczna jest. Chodzi mi o to, że to naprawdę nie jest takie niemożliwe do przeskoczenia, jak by chcieli to przedstawiać.
"Testy na konkretnym systemie wymagają wdrożenia całego pipeline'u i nikt tego nie będzie specjalnie robił dla martwego OS'a."
I da się wdrożyć, jak się chce. A że nikt specjalnie robił nie będzie, to właśnie o tym piszę, że niech powiedzą w prost "nie opłaca się, kropka", a nie jakieś fikołki, że "nie mamy na czym".
"wyjety w piwnicy komp z windowsem 10 po podłączeniu do sieci zaktualizuje sie sam do 11 stki"
Mnie tam się nic nie aktualizuje, jak sobie nie życzę. Nie wmówisz mi, że w CDPR siedzą takie geniusze, co grę od zera potrafią zrobić, ale już zablokowanie aktualizacji ich przerasta.
"Po trzecie, obecnie w CD Projekt Red nikt już nie korzysta z Windowsa 10, co oznacza, że firma nawet nie ma możliwości testować na nim Wiedźmina 3."
Ja mogę zrozumieć tłumaczenie, że koniec wsparcia dla systemu przez MS i w konsekwencji przez producentów kart graficznych i procesorów. Mogę zrozumieć, że spadający udział systemu na rynku, więc się nie opłaca. Ale "bo nie mamy możliwości"? Czy oni próbują ludziom wmówić, że nie są w stanie wyciągnąć ze 4 starych komputerów z piwnicy, płytkę z win 10m z szuflady i zainstalować?
Wciąż by i mi się nie podobała taka decyzja, ale doceniłbym przynajmniej szczerość, gdyby powiedzieli wprost: "Testowanie na W10 się nie opłaca, a za bezdurno, to nikomu się nie chce tego robić".
https://arstechnica.com/cars/2025/10/software-update-bricks-some-jeep-4xe-hybrids-over-the-weekend/
Tutaj akurat błędy w samej aktualizacji, ale gdzieś jeszcze widziałem przypadek, gdzie dobra aktualizacja się po prostu nie zainstalowała prawidłowo i była potrzebna laweta.
dla 11-letniego siebie, dla którego Smuggler był jedną z najważniejszych osób w ówczesnym życiu: wyznacznikiem pewnych gustów kulturowych i, wreszcie, wyznacznikiem pewnej estetyki poczucia humoru.
Dla mnie nigdy żadnym wyznacznikiem nie był, choć miał sporą zasługę w przekonaniu młodego mnie, że jednak warto używać mniej więcej poprawnej polszczyzny (nie, nie przez wytknięcie mi ortografów na łamach CDA, bo nigdy nic do nich nie napisałem), co mi się później w życiu przydało. Jakoś tak w czasie, kiedy CDA groził wielki upadek parę lat temu, naprodukował tu swoich komentarzy (w każdym razie lifter to ponoć on). I jak zobaczyłem miejscami dość nieskładne wypowiedzi bez jakichkolwiek polskich znaków, to autorytet co prawda nie upadł, bo autorytetem nigdy nie był, ale jednak pewne ukłucie rozczarowania było, że hipokryta zawsze tak podkreślał tę poprawność językową, a tu pisze gorzej, niż ludzie w tych listach, które wyśmiewał. No i niesmak pozostał.
Ja już dawno doszedłem do wniosku, że nie chcę żadnego auta nowszego niż 2014-2015. To już są komputery na kołach, producenci tylko prowadzą inwigilację, zbierając telemetrię, teraz jeszcze takie cuda. Niestety prędzej czy później te względnie mniej naszpikowane dziadostwem pojazdy z ulic znikną, bo "przestarzałe", "zepsute" i "niebezpieczne".
No ale nagłówek zrobi więcej kliknięć jak będzie 23 lata, a nie pół roku.
Nawiasem mówiąc, tego patcha chyba jeszcze nie ma na GOG-u. Osiągnięcia w GOG-owskiej wersji byłyby miłym bonusem, ale akurat poprawka samego błędu ważniejsza.
Kamerka pilnuje twoich gałek ocznych, a twoja facjata leci na serwery producenta autka. Bo przeciez połączenie z siecią musi być, bo aktualizacje. 😜
Tak, skradanki opierają się na pewnych schematach i uproszczeniach. Tak było od zawsze i to jest konieczne, żeby człowiek był w stanie się przy tym dobrze bawić. Natomiast wciąż te stare, klasyczne skradanki w swoich schematach i uproszczeniach nie wybijały tak z zawieszenia niewiary jak ta jedna jedyna kępka trawy, w której wrogowie nie są w stanie cię zauważyć.
To jest dokładnie to, co mnie irytuje nie tylko w supkach: nieustalanie sobie żadnych reguł i poziom "mocy" danej postaci zależy od tego, czego akurat potrzeba scenariuszowi albo jeszcze gorsze ustalenie konkretnych reguł rządzących światem przedstawionym, a potem olanie ich, bo scenariusz mówi, że coś musi się wydarzyć, a tak jest łatwiej, niż takie zdarzenie uzasadnić.
Tylko że Boys pokazuje raczej, jacy by byli ci superbohaterowie w prawdziwym świecie: egoistyczni, małostkowi, sadystyczni, popierzeni. Dbający bardziej o lajki w social mediach czy że ktoś piraci filmy z nimi i tracą wpływy z licencji, niż dobrem,sprawiedliwością i ratowaniem uciśnionych. I to wszystko jeszcze wtłoczone w korporacyjną strukturę. No a po drugiej stronie zamiast superzłoczyńców masz ekipę tylko trochę mniej pokręconych zwykłych ludzi, którzy chcą im wymierzyć sprawiedliwość. Sporo krwi, sporo flaków. Pierwsze 2 sezony ciekawe, trójka słaba, czwórka trochę lepsza, a piątki jeszcze nie oglądałem.
FlatOuty, Test Drive, Insane, Painkiller i Rollercoaster Tycoon to postapokalipsa? Ktoś tu chyba na głowę upadł.
Ja bym dołożył Werewolf the Apocalypse Heart of the Forest, Brok the InvestiGator, Rock 'n' Roll will Never Die, Beyond the Edge of Owlsgard, Chicken Police, Inherit the Earth, Lost Ember, Nine Noir Lives, Untamed Tactics. Może jeszcze warunkowo (bo to wciąż EA) FoxTail. Nie wiem czy "najlepsze", ale myślę, że dostatecznie ciekawe i "futerkowe", żeby tu się znaleźć.
W ogóle w przygodówkach trochę by tego jeszcze było: Inspector Waffles, Detective Gallo, Lord Winklebottom Investigates itp. itd.
Nawiasem mówiąc, warto byłoby się przyjrzeć czy jednak nie mieli finansowania na zrobienie własnego rozwiązania i po prostu forsy nie wzięli do kieszeni, walnąwszy lekko przerobionego Elementa jako efekt długich i kosztownych wysiłków.
Element jest 100 razy lepszy niż próby wymyślania na nowo własnej kryptografii, ale nie jest pozbawiony wad. Ciągle masz tam błędy grubszego kalibru w bibliotece vodozemac z ustawianiem zerowych kluczy włącznie. https://soatok.blog/2026/02/17/cryptographic-issues-in-matrixs-rust-library-vodozemac/
A ich inną zbrodnią na cyberbezpieczeństwie jest olanie zgłoszonych podatności w bibliotece libolm, oznaczenie jej tylko jako "przestarzałej" i zalecenie korzystania z biblioteki vodozemac. https://soatok.blog/2024/08/14/security-issues-in-matrixs-olm-library/#vodozemac
Skutek tego jest taki, że większość klientów matrixa do dziś pozostała dziurawa i wciąż korzysta z przestarzałego kodu. A skoro nie mamy kodu mSzyfru (wbrew ich deklaracjom), to nie możemy stwierdzić na pewno, że używa trochę mniej dziurawego vodozemaca.
"już na szybko sprawdziłem furasy przebierają się za maskotki i może nawet było by to urocze, gdyby nie fakt że robią to chłopaki a co gorsza również dorosłe chłopy, w dodatku opierając na tym swoją osobowość. "
"jakiś kolejny śmieciuch"
Lepsze to niż opierać swoją osobowość na ignorancji.
Akurat chodzenie w kostiumach to jest najwęższa definicja furasów. Najszersza mówi, że to ktoś, kto lubi postacie antropomorficznych zwierząt. Oglądałeś Króla Lwa za dzieciaka? Podobało się? No to witaj w klubie cholernych sierściuchów. 😝
Od nastoletnich onanistów do furasów w ciągu jednego posta. Szybko poszło. 🙀😹🙀
Czy te furasy są z tobą w pokoju?
P.S. Nawet jak są, to nie masz się absolutnie czego obawiać. Chyba, że jesteś ponadprzeciętnie owłosiony. 😈
Taki będzie 100% europejski, jak mSzyfr jest 100% polski. 😉
https://zero.pl/news/rzadowy-komunikator-mial-byc-polskim-produktem-ekspert-ministerstwo-wprowadza-w-blad