Powiedziałbym, że przed 1997-98. Od tego momentu zaczyna się dla mnie era "nowożytnia". Wciąż jeszcze jest sporo toporności, wiele gier ciągle udziwnia sterowanie, ale już idzie powoli ku lepszemu, mniejszej toporności i upierdliwości w obsłudze.
Ojej, tak fajnie było dymać klientów, a tu przyszedł taki voices i jak zaczął dymać ich, to się zrobiło mniej przyjemnie. Może jakby wydawcy grali z ludźmi uczciwie, to większość piracących też by grała z nimi uczciwie. A dopóki mamy takie kwiatki jak odświeżenie Shoguna 2, to kij im w odbyt.
Niestety piractwo w tej chwili jest jedynym, co jeszcze choć trochę hamuje korpo przed totalnym rozbestwieniem. Tak to jeszcze muszą choć trochę uważać, żeby nie przesadzić z chciwością, bo płacący klient powie "dość" i wypłynie na wzburzone wody. A jak nie będzie takiej alternatywy to już całkiem będą robili co chcieli.
Widzimy co się dzieje już od lat. Co niektórym się bardzo marzy ograniczenie swobody moderów, bo wolno modować tylko tak, jak chcą twórcy albo wcale, kopia gry, którą kopiłeś nie jest twoja i można ci ją w każdej chwili odebrać, najlepiej żeby istniał tylko streaming na abonament i ciągłe opłaty. Ech, już chyba wolałem jak branża była niszą i graczy się postrzegało jako tych dziwaków, przegrywów i zdziecinniałych, jeśli grał ktoś dorosły. Przynajmniej branża byłą zdrowsza.
"Według doniesień zniszczenia wpłynęły również na ruch w mediach społecznościowych. Przynajmniej w Polsce pod postami miała spaść liczba komentarzy publikowanych przez konta prezentujące polaryzujące opinie."
Zacytuję Niebezpiecznika:
"niewykluczone że w położonej przez 3 ataki infrastrukturze Yandex hostowane były jakieś elementy sieci służących do prowadzenia operacji wpływu w social mediach. Ale powiedzmy sobie jasno:
Na razie brak jakichkolwiek wiarygodnych danych, że wystąpił istotny spadek aktywności rosyjskich trolli. I nie, dowody anegdotyczne od Małgosi47262, że “przecież widać, że Stanowski ma mniej lajków pod postami niż zwykle” niczego nie potwierdzają (a tak w ogóle, to wcale nie ma mniej).
Czyjeś “wydaje mi się” nie wystarczy. Widzieliśmy też informacje, że po ataku nic się nie zmieniło. Ale tych doniesień też nie jesteśmy w stanie niezależnie potwierdzić. Mówiąc krótko: trzeba poczekać na analizy tych badaczy, którzy zajmują się śledzeniem takich siatek trolli i pokażą konkretne dane, możliwe do niezależnego zweryfikowania. Na razie żadnej takiej analizy nie widzieliśmy. Być może się pojawi — podsyłajcie jak znajdziecie!"
https://niebezpiecznik.pl/post/ukraincy-zbombardowali-serwerownie-yandex-jaki-to-ma-wplyw-na-ruskie-boty/
Bzdura, bzdura, do kwadratu bzdura. Masz cały zasób światowej mitologii. Chcesz mi wmówić, że ludzie nie mogli sobie wymyślić tych wszystkich bogów, smoków, centaurów, wróżek, elfów, gryfów, selkie, cait sidhe, kappa, aniołów i czego tam jeszcze sami z siebie? Sugerujesz, że wszystkie te mity powstały, bo ktoś widział smoka? I gryfa? I elfa? I krasnoludki z sierotką Marysią?
Tylko jakoś ponad 100 mln użytkowników. 😉 Chociaż fakt, przy ponad pół miliarda na Telegramie czy tam półtora (a może już 2) miliarda WA to nie robi wielkiego wrażenia.
Trochę trzeba znajomym potruć cztery litery i "nikt tego nie używa" się zmieni. W sumie zaczynałem z 0 kontaktów na Signalu, a teraz wszyscy istotni są, oprócz paru takich pobocznych, co się człowiek kontaktuje raz na 10 lat.
https://niebezpiecznik.pl/post/o-nie-terrorysci-uzywaja-bitcoina-i-playstation-chodza-tez-w-jeansach/ Trza zakazać! A w dodatku każdy terrorysta choć raz w życiu pił wodę i całe życie oddychał powietrzem. 😂🤣😂
Służby to mają mokro w majtkach za każdym razem jak pomyślą o możliwościach masowej inwigilacji. Właśnie jest nowy projekt i już się ślinią na myśl o tym jak im się zwiększą uprawnienia. https://prywatnik.pl/2026/09/28/projekt-dostepu-sluzb-do-ruchu-sieciowego/
Jak im ta afera pomoże go przepchnąć, najlepiej jeszcze z przepchnięciem weryfikacji wieku/tożsamości, "bo chronimy dzieci", to wysmażą 200 000 stron raportów jakie to gry szkodliwe i dlatego potrzebują nowych uprawnień.
Tylko to nie jest żadne oderwanie od rzeczywistości. Wiem, kuszące machnąć ręką i powiedzieć, ten to w życiu musiał widzieć wyłącznie Postala i ani jednej gry więcej.
Ale to jest wszystko wykalkulowane działanie. Już tam sugerują, że wina opozycji, prezydenta, brutalnych gier. Bo wszystko to łatwiejsze i wygodniejsze niż stanąć przed kamerą i powiedzieć "Daliśmy d***y, bo nie potrafiliśmy zagwarantować, żeby uczniowie mieli dostęp do psychologów. Daliśmy d***y, bo nie potrafiliśmy w żaden sposób wyegzekwować od platform społecznościowych, żeby ukróciły drapieżne algorytmy promujące rozmaite patologie, bo to zwiększa zaangażowanie użytkownika i mające udowodniony zły wpływ na psychikę użytkowników". A jeszcze wygodniejsze i bezpieczniejsze dla sondaży jest zwalenie wszystkiego na gry i inne poboczne czynniki, niż powiedzenie ludziom wprost "I wy, rodzice, daliście d***y, myśląc, że wasze dzieci wychowają się same, że szkoła i rząd was w tym wyręczy i zrobi wszystko za was".
Sprytna polityczna taktyka: my nie jesteśmy niczemu winni i wy też nie jesteście niczemu winni, ale proszę bardzo, macie tu wroga i sprawcę tych tragicznych wydarzeń, uderzajcie w niego, a nie w nas.
Ale przyjdą czasy, kiedy każda usieciowiona rzecz będzie w jakiś sposób donosić prosto do prokuratury/skarbówki/policji o wszystkim, co robisz "nie tak". Któryś CEO z branży samochodowej powiedział wprost w kontekście tej telemetrii, którą zbierają współczesne samochody: "doskonale wiemy, jakie wykroczenia drogowe popełniacie".
Nie mam dzieci, więc będzie gdybanie. Tak mniej więcej do 12-13 lat starałbym się podsuwać konkretne gry. I już nie chodzi o to, żeby ściśle się trzymać oznaczeń PEGI, tylko bardziej próbować ukierunkować młodego/młodą na "wartościowe" gry singlowe, zamiast gier-usług projektowanych, żeby gracza uzależniać i skłaniać do wydawania prawdziwej kasy na wirtualne pierdoły. Może przy odrobinie szczęścia rozbudzić w dzieciaku miłość do przygodówek, skradanek czy erpegów.
A powyżej, to już bym za bardzo nie ingerował, w co potomstwo gra; sam w całkiem młodym wieku grałem w brutalne strzelanki czy zboczonego Larry'ego i wyrosłem na w miarę normalnego człowieka, więc nie widzę sensu być hipokrytą i własnym teoretycznym dzieciom tego zabraniać. Tylko postarałbym się upewnić, że rozumieją różnicę między światem fikcyjnym a rzeczywistym.
Ale jednej rzeczy kategorycznie bym zabronił: wspomnianych wyżej GaaS z ich mikrotranzakcjami, FOMO wyzwaniami dziennymi/tygodniowymi, przepustkami sezonowymi i resztą zaprojektowanego przez psychologów od uzależnień szajsu. Hipotetyczny dzieciak skończy 18 lat, to wtedy sobie będzie mógł na własną odpowiedzialność igrać z uzależnieniem.
Ciekawe, że niektórzy lubią iść w głupie skrajności popisując się przy okazji gruntownym niezrozumieniem tego, że różne urządzenia są przeznaczone do różnych rzeczy (tak samo zresztą jak ten cytowany w tekście, pożal się Boże, "ekspert" cyberbezpieczeństwa).
Telewizor jest do oglądania. Nie ma powodu, żeby gdziekolwiek cokolwiek wysyłał. Telefon jest do komunikacji, więc siłą rzeczy musi pozwalać na komunikację w obie strony. Nawiasem mówiąc nie oznacza to wcale, że nie da się przynajmniej w pewnym stopniu kontrolować co i gdzie wysyła: przyjazne prywatności OS-y, nieprzyznawanie aplikacjom więcej uprawnień niż rzeczywiście potrzebują, blokowanie apkom dostępu do sieci itp
Tylko odróżnijmy Chromium od Chrome. Chromium jest otwartoźródłowe i wiadomo, co tam siedzi. I z niego korzysta większość przeglądarek. Natomiast szpiegujący jest Chrome oparty na Chromium z dorzuconymi wszelkimi zbieraniami danych. To czy Opera szpieguje dla Chińczyków, to już sprawa od Chromium niezależna.
https://thecybersecguru.com/analysis/brave-browser-privacy-security-controversies/
https://www.searchenginejournal.com/brave-browser-under-fire-for-alleged-sale-of-copyrighted-data/491854/
https://eathealthy365.com/brave-browsers-controversies-downsides-explained/
Ale co z tą awaryjnością? Gdzie jej szukać? Korzystam na co dzień na PC i telefonie i jakiejkolwiek awaryjności nie stwierdziłem. Jedna rzecz, która pamiętam, to na starszym telefonie jeszcze z Androidem 6, takim tylko do pierdół typu słuchanie muzyki i audiobooków po jednej aktualizacji przestało odtwarzać filmy z YT, bo coś FF zmienił w obsłudze kodeków i przestarzały Android zaprotestował, ale to naprawili w ciągu 5 dni.
Kto mówi o awaryjności FF, to chyba ostatni raz używał go jakieś 15 lat temu, gdy konkurencja już dawno miała w osobnych procesach karty, w osobnych renderowała grafikę, w osobnych coś tam jeszcze, a FF wciąż jeszcze wszystko mielił w jednym procesie. Tak, wtedy faktycznie był okres, kiedy był wolny i awaryjny.
I alternatywnie odpalam Vivaldi, rzadziej operę, a od wielkiego dzwonu Edge i Vanadium na telefonie. I nie zauważyłem tam nic lepszego. Jedyna różnica, to że Google faworyzuje chromium i na stojących na nim przeglądarkach googlowskie captche wczytują się tak ze 3 razy szybciej. W normalnym użytkowaniu różnica, jeśli jakakolwiek jest, to gołym okiem niemierzalna.
Firefox, na kolejnym miejscy Vivaldi i może Tor Browser (ten to akurat nie do codziennego użytku). Brave? Niby prywatnościowy, ale pamiętam, że była z nim jakaś afera parę lat temu.
"Nowe oferty potwierdzają, że projekt nadal powstaje."
Nie chciałbym szczać na czyjąś paradę, ale BG&E 2 też nadal "powstaje".
"Firmy i instytucje opłacające abonament otrzymują gwarancję bezpieczeństwa oraz że ich informacje nie są wykorzystywane do treningu sztucznej inteligencji."
Bądźmy szczerzy: jak nie stoi za tym odpowiednia, zbadana przez zewnętrznych specjalistów technologia w weryfikowalny sposób gwarantująca prywatność, to ta gwarancja sprowadza się do "trust me, bro".
No fajnie. Ej aj im pomnoży... z halucynacjami. A tak w ogóle to jeszcze przed nami czasy, gdy całe młode pokolenie wyrośnie wspomagane AI, nagle się zdarzy olbrzymi blackout i będzie masowy lament, bo nikt nie będzie potrafił sobie podetrzeć d**y bez pomocy AI.
Gracze rzucili się masowo kupować GTA VI w preorderze w wersji ultimate za 100 dolców i łakomym wzrokiem spoglądają na wersję kolekcjonerską za 700 dolców, ale za to bez gry w zestawie.
A czy dokarmiają? Tu znów nie masz jednej odpowiedzi. Są miejsca, gdzie to jest bez sensu, a są takie, gdzie i faktycznie dokarmianie ma sens, choćby tylko po to, żeby nadmiar dzików (których nie wolno odstrzelić, bo się miłośnicy biednych bezbronnych zwierzątek zapłaczą) szedł automatycznie do paśnika, zamiast wchodzić do miasta, żeby grzebać po śmietnikach i ludzi po ulicy ganiać.
Nie od dziś wiadomo, że bioróżnorodność na poziomie bezkręgowców i ptaków śpiewających da się zwiększyć czymś tak prostym jak niestrzyżenie trawy na zero, nieprzesadne przycinanie żywopłotów, rzucenie gdzieś w kąt ogrodu sterty gałęzi i pozwolenie, żeby zarosły pokrzywami i innymi chwastami oraz wybieranie rodzimych roślin, a jak się do tego doda małe bajorko, to i płazy będą miały wygodę.
Ameryki nie odkryła. Artykuł o niczym, można się rozejść.
Jednak wydaje mi się, że to byłby raczej przypadek marginalny. Tam się nie bierze pod uwagę tylko to, że o dziś oglądał bajki, to musi być dzieciak. Jeszcze w grę wchodzi jak długo, jak często, w jakich godzinach, czy pisał komentarze, a jeśli tak, to jakiego słownictwa używał,k jak często je pisał, jak długie były, czy oglądał streamy i angażował się na czacie, czy robił jakieś donejty, sprawdza zachowanie użytkownika również na innych stronach (przez osadzone google ads/analytics/tagmanager) i prawdopodobnie tysiąc innych rzeczy, które zwykłym śmiertelnikom nawet nie przychodzą do głowy. I najprawdopodobniej łatwo wyłoni im się wzór, że dane konto co prawda odtwarza bajki, ale w określonych stałych godzinach, a jeszcze kiedyś odtwarzało filmiki typu "psycholog amator radzi: błędy, które popełniasz wychowując dziecko" i już mają 90-parę procent pewności, że dorosły okresowo wyświetla coś dziecku, a nie, że użytkownikiem jest dziecko.
Tak najkrócej i w uproszczeniu mieliśmy ten pierwszy boom w sieci, ludzie swoje najróżniejsze strony robili, IRC-e, fora co tam jeszcze, a wszystko to włąściwie za darmo. firmy zwietrzyły nową przestrzeń na zbicie kokosów, poinwestowały, a okazało się, że ludzie przyzwyczajeni do darmochy za bardzo nie chcą płacić za korzystanie (co zresztą jest prawdą nawet dziś). Skądś trzeba było wziąć kasę, więc wszyscy poszli w reklamy. Potem się okazało, że taki "stragan z mydłem i powidłem" się za bardzo nie przekłada na zyski dla reklamodawców, ale jak już się ma jakieś informacje o użytkowniku, żeby mu wyświetlić reklamę, w którą kliknie, to reklamy są skuteczniejsze. No i coraz bardziej to poszło w tę stronę, jeszcze się okazało, że są tacy, co za dane o użytkowniku są gotowi zapłacić no i masz. Lądujemy w dzisiejszej sieci.
Polecam Wiek Kapitalizmu Inwigilacyjnego. Bardzo ładnie (chociaż trochę sucho) to wszystko opisuje. https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4943329/wiek-kapitalizmu-inwigilacji
I oczywiście Dane i Goliat (tu częściowo tylko o inwigilacji korporacyjnej, reszta o rządowej). https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4808125/dane-i-goliat-ukryta-bitwa-o-twoje-dane-i-kontrole-nad-swiatem
"CTO firmy uważa, że ponad 90% użytkowników nie będzie musiało przechodzić procesu weryfikacyjnego. [...] Według zapewnień, zdecydowana większość nie będzie musiała nic robić. Wiek użytkownika jest oceniany na podstawie analizy metadanych konta, takich jak rok jego założenia czy rodzaj odwiedzanych serwerów."
Co wbrew pozorom wcale nie jest taką dobrą wiadomością. Pomijając datę założenia konta, to cała reszta to analiza behawioralna, która potrafi ujawnić na czyjś temat cholernie dużo.
I bardzo, kurna, dobrze. Może dzięki temu niektórym przed kolejnym zakupem postanie w głowie myśl "Czy moja lodówka/żarówka/kuchenka/samochód/rolety/pralka/toster koniecznie musi być smart i AI? Czy nie wystarczą mi zwyczajne?"
Naprawdę nie jestem żadnym amiszem czy tam innym neo-luddystą, korzystam z komputera, sieci (jakże inaczej pisałbym tu komentarze?), doceniam udogodnienia oferowane przez smartfony, od lat nie fotografuję na kliszy, tylko cyfrą, doceniam czytniki e-booków i widzę zastosowania dla smartwatchy, czy dronów i wciąż uważam, że jednak wszystko musi mieć swoje granice i widząc "nową super hiper inteligentną smart ej aj technologię, która zmieni twoje życie" warto sobie zadać pytanie "Po co?"
Albo coś źle zrozumiałem i masz na myśli jakąś inną funkcję.
Zawsze ciekawie się Drenza czyta. Negatywny skutek uboczny lektury jest taki, że za każdym razem odkrywam coś, co dodaję do wishlisty, która coraz bardziej puchnie.
Przyjdzie ten 2029, a niektórzy podniosą lament, że dlaczego tak szybko, że nie mieli czasu na migrację, że są nieprzygotowani... chociaż mieli na to 10 lat.
Tak z punktu widzenia człowieka lubiącego prywatność, to byłbym srogo wkurzony, jakby mi pracodawca jeszcze po Steamach chciał zaglądać. No ale kurczę nie mogę zaprzeczyć, że to jest krok w dobrą stronę. Jak chcesz robić strzelankę, to najlepiej brać ludzi, którzy w strzelanki grają i po prostu wiedzą, co działa, a co nie. W przeciwieństwie do może i bardzo dobrego programisty/projektanta/kogokolwiek, który nie gra i tylko na papierze wie, co działa, a co nie.
Macie swoje dobrodziejstwo cyfry i always online. Pozostaje mieć nadzieję, że to tylko patentowanie "na zapas" i nikomu nie przyjdzie do głowy wprowadzać tego w praktyce.
Jak mi dzieciaki na ulicy zaczęły mówić "dzień dobry" i "proszę pana". Miałem chyba z 19 lat i aż chciało mi się wołać "Jakie dzień dobry? Jakie "proszę pana"? Przecież jestem jeszcze jednym z was! Mówcie mi zwyczajnie "cześć"!"
Musimy wprowadzić X bo terroryści / to dla dobra dzieci.
Policja służy społeczeństwu.
Karma (bądź dobry, to będą cię spotykać dobre rzeczy, bądź zły, to cię spotkają złe).
CheckFirst Unveiling GRUs Information Operations Troops (VIO)
Cichowski Rafał Requiem dla Analogowego Świata
Rejmer Małgorzata Błoto Słodsze niż Miód
Ge Yan Kroniki Dziwnych Bestii
Masterton Graham Wirus
Masterton Graham Dzieci Zapomniane przez Boga
Stevenson Louis Wyspa Skarbów
Smith Wilbur Piekło na Morzu
Smith Wilbur Okrutny Krąg
Smith Wilbur Gniew Oceanu
Smith Wilbur Okrutna Sprawiedliwość
Smith Wilbur Pieśń Słonia
W Trakcie: Smith Wilbur Straceńcy
W planach:
Clancy Tom Czerwony Sztorm, Bond Larry Czerwony Feniks, Thomas Craig Firefox, Popow i Felsztinski Od Dzierżyńskiego do Putina. Kolejność jeszcze nie zdecydowana.
Powtórzę się:
A potem użytkownik zostanie z pustym kontem bo AI nakupiło nie wiadomo ile nie wiadomo czego i jeszcze pożyczek nabrało i przesłało pieniądze hakerowi, który je o to grzecznie poprosił, a potem będzie się tłumaczyć, że "tak, zignorowałem wszystkie reguły i zakazy, bardzo mi przykro".
Z tego, co pamiętam, Mullins miał Wielkiego Wąsacza (jak określano irackiego dyktatora w jednej z książek Clancy'ego) w celowniku lunety karabinu wyborowego (i zdaje się w pewnym momencie znaleźli się później nawet w tym samym pomieszczeniu), ale go nie zdjął, bo polował na jakiegoś irackiego generała.
"Dziś produkowanie tego typu gier jest nie do pomyślenia"
I tak i nie. To nie tak, że dziś nie powstają gry, gdzie krew się leje, a przeciwnicy tracą głowy i kończyny. Po prostu nie ma ich za wiele, a przeciwnikami są jakieś demony (zabójstwa chwały w nowych Doomach), kosmici czy inne zombie (Dying Light the Beast), co trochę osłabia efekt i ogranicza ewentualne kontrowersje. SoF-y do dziś pozostają włąściwie ewenementem pod względem odwzorowania efektów obrażeń i reakcji na nie wrogów w stosunku do normalnych ludzkich przeciwników. Może jeszcze seria Sniper Elite ze swoimi X-ray killcamami, ale one zawsze wydawały mi przegięte i się nieco komediowe, nie tak "poważne" jak brutalność w SoF.
"Graficznie gra nie przetwała próby czasu, ale tutaj trudno mieć pretensje."
Swoje lata ma, to fakt, chociaż ja bym powiedział, że wciąż jeszcze jest w granicach strefy "trochę kanciasta", ale nie jest źle.
A tak ogólnie, to oba SoF-y wciąż są dla mnie wśród najlepszych FPS-ów (istnienie tego trzeciego wygodnie ignoruję, żeby sobie nie psuć humoru).
Podcast do Dooma i samochodówek? Herezja!
Jedyna gra, przy której słuchałem sobie audiobooka, to Battle Isle the Andosia War. Wersja płytowa dostała ponoć patch, który poprawiał masakrycznie długą turę przeciwnika, ale wersja z GOG-a jest o jeden patch do tyłu i w późniejszych misjach tura przeciwnika potrafiła trwać po 7-8 minut, w czasie których zupełnie nic się nie działo. A i to słuchałem tylko, gdy była kolej przeciwnika i stopowałem na moją turę.
Chociaż wyobrażam sobie, że gdyby ktoś chciał zaliczać schematyczne aktywności poboczne w typowej ubigrze, to jakiś podcast czy audiobook byłby również przydatny.
Spoko, wiadomo, że nie siedzisz nad tym osobiście.
Po prostu zaznaczam, że ta ochrona Google nie zawsze działa jak należy i różne rzeczy się mogą przemknąć.
No ale nie jest powiedziane, że jeśli odpuścimy grafikę, nie możemy rywalizować na innym polu: fizyka, interaktywność i reaktywność świata, AI postaci, nieliniowość. Przez pogoń za graficznymi fajerwerkami te rzeczy często spadają na dalszy plan. A tak zaoszczędzony na modelowaniu realistycznych włosów w nosie budżet można by przeznaczyć na coś nowego w wymienionych dziedzinach.
To samo Google, które co chwilę ma złośliwe linki w sponsorowanych wyszukiwaniach i reklamach na YT?
https://sekurak.pl/pan-maciek-kliknal-w-reklame-super-inwestycji-calosc-wspieral-wizerunek-znanego-polityka-gdanszczanin-stracil-750-000-zl/
https://sekurak.pl/umiescili-w-google-falszywa-reklame-popularnego-narzedzia-graficznego-gimp-link-prowadzil-do-strony-ze-zlosliwym-oprogramowaniem/
https://sekurak.pl/umiescili-falszywe-reklamy-notepad-i-obs-studio-w-wyszukiwarce-google-dodatkowo-natrafilismy-na-kopalnie-zlosliwych-stron-analiza/
https://sekurak.pl/zlosliwe-reklamy-w-google-zwiekszaja-poziom-agresji-na-celowniku-notepad-winrar-ccleaner-virtualbox-vlc/
https://sekurak.pl/falszywe-strony-claude-code-w-sponsorowanych-wynikach-dostarczaja-malware/
https://sekurak.pl/reklamy-na-youtube-kopia-kryptowalute/
A to tylko tak na szybko pierwsze z brzegu.
Pozazdrościć optymizmu.
A to się nie liczy? https://www.gog.com/pl/game/lollipop_chainsaw_repop
Dark Messiah świetna gra, ale nie wiem, czy osobiście zakwalifikowałbym ją do RPG.
Do listy dodałbym może serię Geneforge.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa niestety spory krok w tył, bo dotychczas to były tak po wyjęciu z pudełka najbezpieczniejsze telefony z Androidem (prywatność to inna sprawa), a jeszcze szło to poprawić, instalując GrapheneOS-a. Pozostaje kibicować owocnej współpracy GOS-a z Motorolą.
Oj tam, oj tam. Subtelnie dbają o zdrowie psychiczne i fizyczne swoich użytkowników, pilnując, żeby się zanadto nie uzależnili of=d grania i nie spędzali całego dnia przed ekranem. 😂
A tak poważnie, to ostro ich tam pogrzało. Macie swoją wygodę i taniość subskrypcji. Tę nieskrępowaną wolność i lekkość chmury.
Naprawdę nie mam takiego odczucia. Ten wystający piksel to raczej sytuacje, gdy byłeś gdzieś za rogiem, ale na jasnym. Jak tkwiłeś w cieniu i potwierdziłeś na wskaźniku, że ciemno jak w d, to cię nikt nie zobaczył. No chyba, że otwarłeś ogień jak patrzyli w twoją stronę.
Są tacy wymiatacze, co przechodzą SC metodą na ducha, chociaż gra nigdy nie była pod taki styl gry projektowana. Jak grasz nie na ducha i nie wprowadzasz sobie swoich własnych ograniczeń, typu nie korzystaj z gadżetów i ogłuszaj tylko w bezpośrednim kontakcie, to naprawdę nie jest jakoś wybitnie trudno.
Już w jedynce bywało "3 alarmy i po misji". W PT dodali to, że przeciwnicy zakładali kamizelki, a potem hełmy, zależnie od poziomu alarmu.
"aplikacja wypuszcza wirtualnego gołębia, który leci do odbiorcy z prędkością 110 mil na godzinę, czyli około 177 km/h - z wahaniami rzędu 25 procent w obie strony, bo ptak to nie światłowód. Dystans jest obliczany na podstawie rzeczywistych pozycji GPS nadawcy i odbiorcy"
Fajny pretekst, żeby użytkownicy dawali dostęp do swojej lokalizacji.
"ptaka może dopaść wirtualny drapieżnik, może się też po prostu zdekoncentrować i zgubić. Wtedy wiadomość przepada bezpowrotnie, a za nowego gołębia trzeba zapłacić 99 centów. Gołębnik można też rozbudować o maksymalnie dziesięć dodatkowych ptaków, żeby prowadzić kilka konwersacji naraz. Tak, ktoś naprawdę zmonetyzował śmiertelność gołębi"
I ludzie za to płącą? 😂🤣😂
"Wszystko w telefonie jest dziś natychmiastowe. Cokolwiek robisz, ciągle dostajesz jakieś powiadomienie."
Ale po co tak wydziwiać? Można prościej i za darmo. Powyłączać wszelkie powiadomienia, które nie są niezbędne. A jak aplikacja nie ma, to Android ma swoje tryby nie przeszkadzać i pozwala powiadomienia wyciszyć albo całkiem wyłączyć. Bez dziwnych aplikacji, za darmo i bez udostępniania danych.
Ja rozumiem chęć zwolnienia. Sam bym chyba zwariował, jakby mi telefon non stop pikał. No ale wszystko co niepotrzebne, jest wyciszone i sprawdzam raz czy dwa razy dziennie, czy coś ktoś ode mnie chce. Powiadomienia mam włączone tylko dla najbliższej rodziny, tych paru znajomych, którzy mi co chwilę głowy bzdurami nie zawracają i dla rzeczy związanych z pracą.
A ta szansa na zaginięcie wiadomości po drodze, to już takie kuriozum. Jak już coś do kogoś piszę, to po to, żeby dotarło.
POP: Sands of Time - nie przypominam sobie.
The Longest Journey - zdecydowanie nie.
Ratchet and Clank - nie wiem.
BG&E - wydaje mi się, że bohaterka nie paplała jak grać, aczkolwiek mogę źle pamiętać.
NOLF - nie.
Halo - nie pamiętam.
Nie mówię, że 25 lat temu nie istniały gry, które nachalnie tłumaczyły graczowi, co ma robić, ale to nie był żaden trend, tylko co najwyżej pojedyncze przypadki.
Mówi gość z nickiem wychwalającym faceta słynnego z grania w filmach, w których każdy każdego lał po mordach.
Wszystko, co opisujesz, to zupełnie co innego niż sprawy opisane w tekście.
Słucham? Jaka dyskryminacja płciowa? A nie wydaje ci się, że to jest odniesienie do filmu, gdzie Murphy bandycie zasłaniającemu się zakładniczką odstrzeliwuje ptaszka?
Jak już ponoć przestawili fabrykę na produkcję czegoś innego, to raczej się już nie wycofają z pomysłu uśmiercenia płyt, a w najlepszym razie nie opóźnią na zbyt długo, tyle tylko, żeby sobie podbudować piarowo, jak to słuchają graczy i robią im dobrze.,
- e-mail
- zainteresowania: muzyka, gry
- gra na PC, PS5
- podpiął swój profil Steam "GraczWymiatacz"
- kliknął na reklamę koncertu Mandaryny i przełożył ten klik na zakup biletów na jej najbliższy koncert w serwisie TanieBileciki.pl, płącąc kartą
Ja tu widzę pole do przynajmniej kilku ataków na podstawie tylko tych informacji, a wcale nie jestem na bieżąco ze wszystkimi sztuczkami cyberprzestępców.
Podpowiedź: haker z reguły nie kradnie jednego rekordu z bazy danych, a rekordy kilku (dziesięciu/set) tysięcy (milionów) rekordów i ma możliwość automatyzacji ataków.
I ja tobie wzajemnie po tym: "system reklamowy na bazie tych danych dobiera czy chcesz jechać na wakacje albo czy chciales sobie kupić dresy, bo szukales tego w sieci, wiec wyswietli lepsza reklame przegladarce z takim konkretnym cookies" to nawet liczyłem na merytoryczną dyskusję, ale się przeliczyłem i jak się zaczęły wycieczki osobiste to sorry, nie warto strzępić klawiatury.
1. Nie ucz ojca dzieci robić. Tak się składa, ze doskonale wiem jak działa kapitalizm inwigilacji i reklamy w sieci.
2. Z tym "nikt nie dojdzie jak się nazywasz", to byłbym ostrożny. Na GOL-u możesz (choć nie musisz, z wyjątkiem e-maila) ustawić sobie takie rzeczy jak:
- imię i nazwisko
- e-mail
- telefon
- adres
- data urodzenia
- "mój sprzęt" (na czym grasz, oraz konkretną konfigurację)
- profile growe (konto Steam, Ubi etc.)
- profile społecznościowe
- pole "o mnie"
- ulubiona/prywatna strona
- zainteresowania.
Każda z tych informacji zwiększa wartość reklamową twojego profilu, więc jeśli nie jest sprzedawana partnerom, to ja jestem chiński mandaryn.
Warto zauważyć, że z powyższych kategorii wszystko, poza danymi osobowymi ma opcję "czy chcesz, żeby podane informacje były widoczne dla innych na twoim profilu?" I teraz należy zadać sobie pytanie: jeśli nie chcesz pokazać ich innym, to po co w ogóle jest możliwość ich uzupełnienia? Raczej trudno podejrzewać, że użytkownik cierpi na zaawansowaną sklerozę i sam dla siebie zapisuje swoje zainteresowania, bo boi się, że zapomni. Te dane nie są więc przydatne dla samego użytkownika, a jeśli nie udzieli zgody na ich wyświetlenie w profilu, nie są też użyteczne dla innych użytkowników. Więc jedynym celem umożliwienia ich dodania przy jednoczesnym niepokazywaniu ich innym użytkownikom jest zbieranie ich w celu sprzedaży.
Aha, dodajmy jeszcze, że jak kupisz premium, to do twojego profilu reklamowego jej dołączana informacja o używanym przez ciebie sposobie płatności i wszelkie dane, które można z niej uzyskać.
3. Nawet jeśli użytkownik nigdy nie kupował premium ani nie podał GOL-owi swoich prawdziwych danych albo GOL ma odrobinę przyzwoitości i sprzedaje jednak dane zanonimizowane, badania wielokrotnie już dowiodły, że gdy masz do dyspozycji odpowiednio duży zestaw danych, deanonimizacja "zanonimizowanych" danych staje się trywialna. Bo nie samymi danymi z GOL-a broker danych żyje i dane GOL-a będą korelowane z rozmaitymi innymi źródłami danych reklamowych, a luki uzupełniane.
" Other research reaches the same conclusion. Using public anonymous data from the 1990 census, Latanya Sweeney found that 87 percent of the population in the United States, 216 million of 248 million, could likely be uniquely identified by their five-digit ZIP code, combined with their gender and date of birth. About half of the U.S. population is likely identifiable by gender, date of birth and the city, town or municipality in which the person resides. Expanding the geographic scope to an entire county reduces that to a still-significant 18 percent. "In general," the researchers wrote, "few characteristics are needed to uniquely identify a person."
Stanford University researchers (.pdf) reported similar results using 2000 census data. It turns out that date of birth, which (unlike birthday month and day alone) sorts people into thousands of different buckets, is incredibly valuable in disambiguating people. "
https://web.archive.org/web/20150316095621/https://archive.wired.com/politics/security/commentary/securitymatters/2007/12/securitymatters_1213
https://en.wikipedia.org/wiki/AOL_search_log_release
https://spreadprivacy.com/data-anonymization/
https://proton.me/blog/data-anonymization#reidentification
I tak, korelacja takich pozornie nic nieznaczących danych może doprowadzić po nitce do kłębka i odpowiedzieć na nurtujące pytanie "z kim sypiasz?"
4. Nie przeszkadza ci bycie sprzedawanym produktem? Spoko, ponoć mamy wolną wolę i wolny kraj. Rób jak ci wygodnie, ale nie mów innym, że mają się pozwolić sprzedawać, bo ciebie to nie boli.
5. Ryzyko wycieku danych (patrz punkt 2 i 3) wzrasta z każdą kopią zebranych informacji. To nie jest tak, że jak się nikt nie włamie na GOL-a, to twoje dane są bezpieczne. GOL ma 1730 "partnerów", więc nagle ilość miejsc, z których twoje dane mogą wyciec, to 1731. But wait... There is more!
Nigdzie nie jest powiedziane, że GOL i wszyscy jego partnerzy przechowują twój profil reklamowy tylko na jednym serwerze, w jednej bazie danych. Indywidualnych źródeł wycieku może być znacznie więcej. But there's still more!!!
Każdy z tych 1730(!!!) partnerów może te dane korelować z informacjami z innych źródeł i odsprzedawać lub dzielić się nimi z innymi, spoza tego oryginalnego tysiąca siedmiuset trzydziestu. W rezultacie liczba miejsc, z których może coś wyciec rośnie wykładniczo i nawet gdybyś przejrzał po kolei całą tę listę "partnerów" i uznał, że ufasz im i nie masz nic przeciwko, żeby twoje dane otrzymali, to i tak nie masz żadnej gwarancji, że nie skończą u kogoś, komu nie ufasz i byś swoich danych nie powierzył.
No tak, w abonamencie bez reklam. Fajnie! Tylko co z tymi 1730!!! "partnerami", którym sprzedają dane? Nic mi nie wiadomo, żeby po opłaceniu abonamentu przestawali to robić. Czyli adblok dalej musi być, żeby jak najwięcej śledzących skryptów wycinać.
"z datą premiery wyznaczoną na 28 stycznia 2027"
"Czy nowi twórcy zdadzą egzamin, przekonamy się w tym roku."
Zaraz, czyżbym przepisał pół roku? U mnie w kalendarzu wciąż 2026.😉
A samo Tępiono nam nadzieję będzie dobre.
No, pożyjemy, zobaczymy. To Ubi, więc trudno mi wierzyć, że to będzie porządne Rainbow Six, ale nie skreślam, dopóki nie zobaczę, co im wyjdzie.
No i to są gry warte odświeżenia, a nie ledwie po pięciu latach robią "rimejki".
Ja raz trafiłem na takiego, co to to to jojczał jak to CDPR przerobił Wiedźmina na "woke" bo w trójce Ciri coś tam. Jak mu powiedziałem, że Ciri to akurat już w książkach lubiła kobiety, to nastąpiło stopienie rdzenia i zaczął coś tam pitolić, że w dupie ma "mojego Wiedźmina", bo Sapkowski to plagiator Eddingsa i do dupy, a tak w ogóle to jestem psychofanem Wiedźmina z tatuażem Geralta na tyłku. 😂 Chyba cały jego świat legł wtedy w gruzach, sądząc po reakcji.
Szukanie dziury w całym. Jak ktoś chce koniecznie poczuć się obrażony, to nawet za "Woda jest mokra" i "Strasznie dziś gorąco" się obrazi. A dobrze napisane postacie często włąśnie dlatego są dobrze napisane, że niepozbawione wad.
Tak mi się przypomina pewien kabaret:"A na złodzieja można jeszcze mówić "złodziej?" Nie będzie mu przykro?"

Nawiasem mówiąc, ich w tym GOL-u chyba już dawno Bóg opuścił, a rozum wraz z nim. Ostatnio otwarłem GOL-a z innej niż zazwyczaj przeglądarki i wyświetliło mi się pytanie o akceptację cookies. Twierdzą "Szanujemy twoją prywatność", a jednocześnie udostępniają twoje dane 1730 "partnerom". Tysiąc! Siedemset! Trzydziestu!!! Godność człowieka nakazuje blokowanie takiego syfu wszelkimi dostępnymi środkami.
Za mało luda i za krótko. Tak, robić protest choćby dla zasady, ale nie warto się spodziewać, że to cokolwiek zmieni.
Ale druga sprawa, że to jest erpeg z opcjonalnymi romansami. Nikt cię do niczego nie zmusza. Nie chcesz, nie romansujesz z Astarionem czy kimkolwiek innym. Naprawdę do tego moda nie potrzeba.
Albo... w ogóle nie pozwalać Google wysyłać swoich zdjęć do chmury, żeby zbierało metadane, potencjalnie dane biometryczne i szkoliło sobie na nich "ej aje".
"Nietrudno wyobrazić sobie praktyczne zastosowanie takiego rozwiązania. AI mogłoby przejąć na siebie chociażby żmudny grind, zdobywanie surowców czy wykonywanie powtarzalnych czynności, pozostawiając właścicielowi konsoli bardziej interesujące fragmenty zabawy."
To może prościej byłoby projektować gry bez tego żmudnego grindu? I nie trzeba by było szukać wydumanych rozwiązań problemu, który rozwiązać znacznie prościej.
Z mojej perspektywy ich pierwszym błędem była rezygnacja z wydania na GOG-u, przez co gdzieś tam spadłą na dalsze pozycje na liście rzeczy, które bym chciał kiedyś ograć. A drugim, że ponoć mocno olali singla, skupiając się na multi. To już w ogóle spadło na szary koniec mojej listy, czyli w praktyce do zakupu na świętego Nigdy.
Nawiasem mówiąc, mamy zupełnie świeży atak z rodziny Spectre, który omija i zabezpieczenia Spectrev2 u Intela i u AMD.
https://www.bleepingcomputer.com/news/security/new-tontou-cpu-attack-bypasses-spectre-v2-fixes-leaks-linux-password-hashes/
Co to za brednie ???"
Przekleję po prostu coś, co pisałem już kiedyś:
najprostsze możliwe wyszukiwanie w bazie znanych podatności.
14,793 results for intel
1,251 results for amd
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=intel
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=amd
To oczywiście bardzo niedoskonała metoda badawcza, więc zachęcam do głębszych dociekań, odfiltrowania wyników tylko do tych, które dotyczą konkretnie procesorów i porównania ilości podatności oraz ich punktacji na skali "groźności". Tym niemniej już sama dysproporcja wyników powinna dać każdemu do myślenia.
najprostsze możliwe wyszukiwanie w bazie znanych podatności.
14,793 results for intel
1,251 results for amd
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=intel
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=amd
To oczywiście bardzo niedoskonała metoda badawcza, więc zachęcam do głębszych dociekań, odfiltrowania wyników tylko do tych, które dotyczą konkretnie procesorów i porównania ilości podatności oraz ich punktacji na skali "groźności". Tym niemniej już sama dysproporcja wyników powinna dać każdemu do myślenia.
Z tym, że AMD też niestety nie jest święte i zdarzyło mu się polecieć z użytkowenikami w kulki: https://www.gry-online.pl/newsroom/amd-usunelo-szyfrowanie-pamieci-z-czesci-ryzenow-problem-wyszedl/zd311ce
Na szczęście ostro zjechane poszło po rozum do głowy: https://arstechnica.com/security/2026/06/following-user-outcry-amd-reinstates-memory-encryption-in-consumer-cpus/
Ale to tylko pokazuje, że nikomu nie wolno wierzyć na słowo i czy to Intel czy AMD, trzeba wszystkim uważnie na ręce patrzeć.
Masz przykład z cholernym paliwem. Gdzie kto pierdnie na świecie, to od razu cena leci w górę. Jak się sytuacja uspokoi, to nie dość, że spada powoli, to jeszcze nie chce spaść do cen sprzed kryzysu. Masz karty graficzne najpierw w okresie boomu na kopanie krypto, potem niedobory w łańcuchach dostaw za czasów pandemii (ceny skakały, skalperzy szaleli). Jak się niby trochę uspokoiło, to ceny jakoś nie poleciały nagle w dół i nie mieliśmy sprzętu "taniego jak w bajkach"
Tak się zastanawiam, może Ernesta Adamsa Fundamentals of Game Design jako ogólny wstęp do filozofii projektowania, tego samego autora Fundamentals of shooter/sport/adventure/role playing/strategy game design, w zależności, co konkretnie planujesz stworzyć. Bo to się tak szybko nie deaktualizuje jak kwestie techniczne.
A z technicznych, to sobie zacznij od systemu pomocy/materiałów edukacyjnych dostarczonych przez silnik, na którym chcesz działać.
Już nie wspominając o tym, że telemetria zbiera masę informacji, które potem producent może dowolnie wykorzystywać.
https://zaufanatrzeciastrona.pl/post/wiceprezes-forda-wiemy-kiedy-i-gdzie-kierowcy-popelniaja-wykroczenia/#more-9843
https://archive.is/20250712172407/https://www.mozillafoundation.org/en/privacynotincluded/articles/its-official-cars-are-the-worst-product-category-we-have-ever-reviewed-for-privacy/
A jak się serwer wykrzaczy, albo aktualizacja zepsuje, to komputer na kołach nie pojedzie.
https://doctorow.medium.com/https-pluralistic-net-2024-10-10-software-based-car-based-37fff5c043c3
https://arstechnica.com/cars/2025/10/software-update-bricks-some-jeep-4xe-hybrids-over-the-weekend/
"Unia Europejska dąży do tego, by liczba wypadków na drogach spadła do zera. Zadanie wydaje się niemożliwe do osiągnięcia"
Nie wydaje się, a jest statystycznie niemożliwe.
181 GOG v2 (18 August 2026)
Implemented a lightweight wrapper to resolve modern hardware incompatibilities.
Added native widescreen and ultrawide support for all modern resolutions and aspect ratios.
Implemented camera scaling that automatically adjusts the field of view (FOV) based on monitor aspect ratio.
Added a multi-monitor mouse lock option to confine the cursor to the game window.
Added an FPS limiter to lock the frame rate to a chosen value.
Introduced a lightweight, real-time in-game overlay (press F11 to open, ESC to close) for instant adjustments to FPS limits and FOV multipliers.
Locked the main menu to its original 4:3 bounds to preserve hard-coded UI assets.
Capped the manual FOV slider at roughly 110% on ultrawide displays to prevent engine stretching and graphical glitches.
Verified stability.
Verfiied controller support.
Kiedy syndrom sztokholmski wchodzi zbyt mocno...🙄
Przy grach można sobie w przyjemny sposób poszerzyć słownictwo i rozumienie, ale to trzeba trochę dopasować trudność tekstu do poziomu. Hexace ma chęci, ale jak dostanie grę, w której nie kuma zupełnie nic i jedno zdanie będzie mozolnie przekładać 20 minut, to tylko się zniechęci.
"Podteksty [...] ustawienia szybkości podtekstów"
Podteksty... kuźwa... Masz naucz się, co to jest podtekst i nie twórz jakichś durnowatych neologizmów.
https://sjp.pwn.pl/slowniki/podtekst.html
https://wsjp.pl/haslo/podglad/34009/podtekst
Problem w tym, że GOG nawet ni8e bardzo ma jak egzekwować równe traktowanie. Jak tupną wydawcy nóżką i zażądają, że jak już u nich grę wstawili, to nie ma być mniej kompletna niż u konkurencji, to wydawca wzruszy ramionami i zabierze swoje zabawki na Steama. 🙄
Osobiście wciąż czekam na patcha do Temple of Elemental Evil naprawiającego zbieranie exp po osiągnięciu 10 poziomu (i crafting) i parę innych poprawek, który na Steamie jest od dawna, Twórcy The House of da Vinci mi jeszcze od miesiąca nie odpowiedzieli kiedy i czy w ogóle THoDV na GOG-u otrzyma patcha do "enhanced edition" i czekam na dodatek do Quake'a. Dwie części King's Bounty na Steamie dostały niedawno jakieś poprawki/dostosowania do współczesności, a też się nie idzie dowiedzieć, czy trafią w końcu na GOG-a.
"Sędzia, jury i kat w jednym"
To ja tak tylko pomarudzę, że jury to owszem, komisja sędziowska, ale na zawodach sportowych, czy w jakimś konkursie. W tym powiedzeniu "Judge, jury..." to raczej "ława przysięgłych".
A ta "kontrowersja" z czasem mocno się utarła i tak jest powielana do dzisiaj. Dziś powinno się raczej powiedzieć "kontrowersyjna na owe czasy". To by chyba było bliższe prawdy.
Jak cię wepchną do szamba tak, że będziesz tkwił w g**nie po szyję i jeszcze prosto z rury będzie ci się lało na głowę, to się dostosuj. Kup sobie kombinezon płetwonurka. 😂
"Jako gracze powinniśmy być nieco bardziej krytyczni, bo w innym przypadku damy sobie wejść na głowę i zaczniemy akceptować coś poniżej standardów. Niektórzy pewnie powiedzą, że mleko jest już rozlane, bo to obecny stan giereczkowa. Jeśli faktycznie tak uważacie, to zróbmy coś z tym. W końcu możemy zagłosować portfelem i zwyczajnie głośno krytykować kiepskie rozwiązania."
Zgadzam się właściwie z całym tekstem, poza tym akapitem. Takie apele to trzeba było podnosić 10-15 lat temu, bo już dawno, jako ogół graczy nie tylko pozwoliliśmy sobie wleźć na głowę, ale jeszcze na nią nafajdać. I tak, od lat głosuję portfelem. Tylko co z tego, jak imię me nie jest Legion, bo nie ma mnie wielu. Zniknięcia mojego portfela i portfeli resztki tej mniejszości, która stara się nim głosować, branża nawet nie zauważy, bo na każdego, kto nie kupi, znajdzie się 100 takich, co z wywieszonym jęzorem polecą kupić preorder w najdroższej wersji na długo przed premierą, czy zobaczeniem co tam w tej grze w ogóle konkretnie będzie (GTA 6 się kłania).
A krytykować? Od czasu do czasu krytyka może i skłoni kogoś w branży do zastanowienia, ale jak często? Ostatnio Sony ogłosiło rezygnację z płyt, poszła głośna krytyka i co? I gracze szczekają, a Sony robi swoje.
I nie zapominajmy o roli branżowej "prasy". Gdzie ci recenzenci, którzy niby powinni stać na straży portfela gracza i wołać donośnym głosem, żeby bubla nie kupować? Dlaczego w recenzjach nie wali się z automatu -2 do oceny za błędy/optymalizację i kolejne -2 za antykonsumenckie praktyki (np. wymóg połączenia z siecią do gry single albo ustanowienie "nowego standardu cenowego") i próby wyciągania kasy (mikrotransakcje, lootboxy, śmieciowe dlc). Może jakby To był standard, że poza tym gry10/10 ma na MC średnią ocen 6/10 za chciwość i niedporacowanie/"early access" na premierę, to dałoby coś branży do myślenia.Ale nie. Prędzej znajdzie się artykuły usprawiedliwiające lecenie w kulki przez wydawców, bo produkcja gier droga i te 60/70$ nie wystarcza, żeby wydawca wyszedł na swoje, więc trzeba się ratować taką czy inną monetyzacją.
Iks, kurde, de. 😂🤣😂 Dobrze chociaż, że nie ruskiej albo białoruskiej. Jak słusznie zauważasz, w tym kraju językiem urzędowym jest polski, a nie niemiecki, angielski czy francuski. A jednak w szkole po coś uczą tych języków. Chyba dzieciakom na złość, bo przecież "Tu jest Polska! Tu jest Polska! I ja nie będę gadał po murzyńsku." jak mówił niejaki Ferdynand Kiepski.
"Niedługo Narodowe Czytanie, a podobno w 2016 r. ukazał się niezły przekład, więc możecie sobie poczytać Dziady w Waszym światowym angielskim, zamiast w jakiejś prowincjonalnej polszczyźnie"
"nie trawię ludzi nieszanujących własnej kultury i języka, a puszących się wszędzie tą mdłą angielszczyzną."
Zasłaniaj się miłością ojczyzny, kultury i języka ile chcesz. I tak wiadomo, że pod górnolotnymi hasłami kryje się "nie chce mi się". Powiedz po prostu szczerze, zamiast zasłaniać się śmiesznie jakimś patriotyzmem, że ci się nie chce popracować nad tym, żeby ci te niuanse nie uciekały i skończymy dyskusję, bo nie będzie nic więcej do dodania.
"Niestety nie udało się Wam się doczytać podstawowej informacji, że grom, które wymieniłem wyżej momentami bliżej do angielskiego z The Lancet właśnie, a nie sytuacji z urzędu."
A to pewnie jakiś naśladowca z moim nickiem zwrócił powyżej uwagę na fakt, że z DE, to i rodowity Anglik będzie miał kłopot. Tak, to musiał być sobowtór, bo ja przecież nie doczytałem. 😂 Nawiasem mówiąc, DE dostało wersję polską, więc o czym tu mowa? Rogue Trader? Torment? No mają swoją specyfikę, nie są banalne, ale czy nie do przeskoczenia? Dragon Dogma nie grałem, nie wypowiadam się. PT zresztą też ma świetną polonizację, więc zostały ci całe dwa przykłady (sam dorzucę ci jeszcze 3 z tych trudniejszych: LA Noire, seria Thief i Vampire The Masquerade Bloodlines, gdzie gadają dużo, czasem slangiem, czasem specyficznym słownictwem, żebyś miał ich przynajmniej pięć) na dziesiątki tysięcy wychodzących gier, gdzie masz angielski bardziej podstawowy, niż potrzeba ci w urzędzie.
"który mówił, że przespał w szkole naukę języków, a teraz poucza frazesami o inwestowaniu w siebie przy graniu w gry"
Moi? Non! Widzę, że zabrakło argumentów, to zaczęły się wycieczki osobiste i insynuacje.
"Niestety partnerzy do dyskusji z Was zerowi"
Z nas dwóch to na razie ty uciekasz się do ad personam i insynuujesz, że spałem na lekcjach. Więc, kto tu nie umie dyskutować pozostawię bez komentarza.
P.S. Przypomniał mi się jeszcze jeden piękny przykład tego nieumykania idiomów, aluzji itd. w przetłumaczonych grach, w które tak niezachwianie wierzysz. Gibbous, a Cthulhu Adventure, tłumaczenie polskie oficjalne: "greenhorn (żółtodziób/nowicjusz)" - "mój zielony rogaty przyjacielu". No tak, tłumaczowi nie umknął żaden idiom, aluzja czy gra słów. I mam nadzieję, że tobie nie umknęła w tym tłumaczeniu ironia.
Tylko w tym samym temacie odpowiedziałem komuś innemu (bodajże pisałem o tym, że Android i Custom OS-y mają otwarty kod źródłowy, więc łatwo je audytować, co robią), nie odnosząc się ani do osoby, z która miałem spinkę, ani nie wypowiadając się na jej temat. Więc to wyszło trochę tak, jakby dwóch pijaczków poszarpało się obok przystanku tramwajowego, przyszedł policjant, strzelił pałą jednego i drugiego, ale też trzasnął pałą po plecach chłopa, który sobie na przystanku spokojnie z kimś rozmawiał tylko dlatego, że ten stał blisko bójki i miał kurtkę w takim samym kolorze co jeden z pijaczków.
Dobra. Jak już sobie wyjaśniliśmy sprawę z obu punktów widzenia, postaram się do tematu nie wracać.
Aha. I dlatego jak raz spiąłem się z innym użytkownikiem, to poleciały nie tylko moje komentarze z dyskusji z tą osobą (wg. mnie z powodów skandalicznie naciąganych, ale niech już będzie, mogę to przeboleć), ale też mój osobny komentarz w tym samym wątyku absolutnie niezwiązany z tamtą spinką, ani do tego użytkownika, ani o tym użytkowniku, na temat i zgodny z regulaminem. Co oznaczało ni mniej ni więcej, tylko nietrzymanie się waszych własnych zasad, że mityczni "mecenasi" nie istnieją lub pieprzą androny, a w najlepszym razie zwykłą niekompetencję, gdy osoba klikająca "usuń" ma gdzieś, w co klika. Tak czy inaczej źle to o was świadczy. To było z waszej strony czyste świństwo i skurwysyństwo.
Miałem do tego tematu nie wracać, ale skoro sam postanowiłeś wyjechać z platformą muszącą trzymać się własnego regulaminu...
Mogę zrozumieć irytację, że gra nie jest po naszemu, a płacimy tyle samo co ci, którzy mają ją w swoim języku, ba, w przeliczeniu czasem nawet więcej. Tylko może warto po prostu potraktować to sięganie do słownika jak inwestycję w siebie? To chyba lepiej, zamiast zakuwać, żeby wyjść poza to naciągane szkolne B1, połączyć przyjemne z pożytecznym i poszerzać zakres słownictwa przy okazji robienia czegoś, co sprawia przyjemność? Połączyć przyjemne z pożytecznym i stopniowo okaże się, że już nie musisz sprawdzać co trzeciego słówka, tylko raz na ruski rok.
"Wy nie rozróżniacie posługiwania się językiem od bilingwalności, mając nawet solidny poziom B2 zawsze jesteś w strefie dyskomfortu, braku, umknie Ci idiom, ironia, aluzja, gra słów."
No to, kurde, sprawa pierwsza: nie, B2 to nie jest jakiś pułap, którego żaden nie native speaker nie może przekroczyć. Można przy okazji rozrywki zainwestować w siebie, co może później zaprocentować i w innych sferach.
I sprawa druga: chyba za wielkie zaufanie pokładasz w tłumaczach i tłumaczeniach. Nie, oficjalne tłumaczernie często nie przeniesie na nasze gier słów, aluzji czy ironii. Jeszcze dorzuci własne błędy i przeinaczenia. A powodów jest wiele: taki sobie tłumacz, który sam nie wychwycił, że tam jest jakaś gra słów czy aluzja, nieprzetłumaczalność pewnych gier słów i brak możliwości jakiegoś obejścia tego problemu np. w dialogu, brak znajomości kontekstu i testów, które by w samej grze wyłapały problemy z kontekstem, brak wiedzy/słownictwa technicznego i przetłumaczenie na pałę/czuja/chłopski rozum/dosłownie, walnięcie tłumaczenia maszynowego/AI, bo "jest wystarczająco dobre" i "jakoś to będzie".
Tak kilka przykładów z głowy: "press card (legitymacja prasowa)" - "naciśnij kartę", "shrink (psychiatra) - "skurcz", "McCall gon off his rocker (McCallowi odbiła palma)" - "McCall wstał z fotela", ".38 revolver (rewolwer kalibru 0.38)" - "trzydziestoośmiocalowy rewolwer", "it doesn't burn (w kontekście gry to nie płonie/to jest niepalne)" - "to nie parzy", "my mind is elsewhere (mam co innego na głowie albo bardziej górnolotnie: moje myśli są zaprzątnięte czymś innym)" - "słabno myślę".
Kiedyś, dawno temu cieszyłem się jak gra miała spolszczenie i z jakości tłumaczenia byłem zazwyczaj zadowolony. Ale stopniowo przyszła lepsza znajomość angielskiego i zacząłem zauważać, jak wiele mi czasami umyka w polskiej wersji (mowa o tłumaczeniach oficjalnych, profesjonalnych, nie o fanowskich, gdzie często zapał tłumacza mocno przewyższa talent). I teraz świadomie w 99% przypadków wybieram wersję angielską, bo raz, że od czasu do czasu podłapię coś nowego, czegoś się nauczę, a dwa, że w tłumaczeniu właśnie często umyka sporo niuansów, zabawnych gier słownych itp.
"Jak dla mnie albo posługujesz się językiem na poziomie zbliżonym do native'a mogąc swobodnie dyskutować na dowolny temat, albo tego języka tak naprawdę nie opanowałeś."
No po prostu nie mogę się zgodzić z tym "na dowolny temat". Jakikolwiek bardziej specjalistyczny temat z nie twojej dziedziny, ze specjalistycznym słownictwem i nie będziesz w stanie dyskutować nawet po polsku. Ba, co niektórych nazw np. bardziej złożonych związków chemicznych możesz nie być w stanie nawet wymówić. Czy to oznacza, że tak naprawdę nie opanowałeś polskiego? W języku polskim masz ok. miliona słów, a przeciętny Polak na co dzień posługuje się mniej niż 100 tysiącami. Widać języka nie opanował.
Dobrze powiedziane.
Nie mam pojęcia, co ludziom zrobił ten Hugo, że jest tak nielubiany. Ja tam nie miałem z nim większego problemu, a ja nawet nie lubię dzieci.
Osobiście pod największą wadę wstawiłbym kilkakrotne wymuszanie otwartej konfrontacji w grze, w której bohaterka ginie od jednego ciosu.
Odnoszę takie samo wrażenie. JA2 wygląda dla mnie lepiej od Fallouta 1.
Ja bym powiedział, że wadą JA2 jest liczba godzin, które człowiek w niego wpakował.
No fakt, z walki nie było satysfakcji. A jak jeszcze dobrze pamiętam, gra wkurzała brakiem zapisu czy checkpointów w trakcie misji.
Brak singla z prawdziwego zdarzenia.
Shadow Ops Red Mercury (o ile ktoś to jeszcze pamięta)
"Jestem pewien, że go obejrzycie, bo wszyscy tak zrobią"\
A co to? Korea płn., że kto żyw ma oglądać wystąpienie jaśnie oświeconego przywódcy, a kto nie obejrzy, tego z całą rodziną na 5 pokoleń naprzód do łagru? Nie ma obowiązku oglądania trailera, ani grania w GTA 6.
"Myślę, że jest to przykład tego, jak Rockstar próbuje nowych rozwiązań oraz wypromować grę, i mam nadzieję, że czeka nas jeszcze wiele podobnych działań."
Dajemy trailer na naszym YT, może dajmy go też na NF, żeby poszerzyć grono odbiorców? To jest poszerzanie zasięgu promocji.
Dajmy NF 6 godzin wyłączności na naszą reklamę, zanim pokażemy ją publicznie na YT. To początek wyjątkowo chamskich sposobów monetyzacji każdego g**na, nawet reklamy, który należy dusić w zarodku, zanim się rozpleni.
Tak, tak. Pracuj, pracuj, a garb ci wyrośnie. Wszędzie cięcia, oszczędności, stawki mogą iść w dół, bo przecież i tak AI "wszystko zrobi" taniej, więc zapitalaj więcej za mniej. Najlepiej zapitalaj po 16 godzin dziennie, żeby udowodnić swój etos ciężkiej pracy, resztę doby poświęcaj na samorozwój, żebyś mógł jeszcze ciężej zasuwać dla wyzyskiwacza za jeszcze mniejszą kasę, wuj wie po co, bo i tak pewnie cię jutro zwolnią, zastępując "ej aj", żeby przyoszczędzić. Jeść i spać nie musisz w ogóle. Nieprzesadzanie z ilością kalorii jest bardzo zdrowe, a wyśpisz się po śmierci za wszystkie czasy.
To nie work-life ballance ani brak etosu ciężkiej pracy jest problemem, tylko korporacyjne pierdololo i ich filozofia, żeby koszty ciąć na wszelkie sposoby i żyłować pracownika ile wlezie.
Nawet jeśli tobie osobiście to zwisa, to nie jesteś jedynym odwiedzającym GOL-a i zapewniam, że nie każdy ma dokładnie takie same preferencje jak ty.
Błąd.
https://www.anthropic.com/research/small-samples-poison
TL;DR
"In a joint study with the UK AI Security Institute and the Alan Turing Institute, we found that as few as 250 malicious documents can produce a "backdoor" vulnerability in a large language model—regardless of model size or training data volume [...] Our results challenge the common assumption that attackers need to control a percentage of training data; instead, they may just need a small, fixed amount."
"Gracze zgadują, Google skanuje plik i dane prywatnych użytkowników uzyskując dane do trenowania swoich modeli. [...]"
A co tu jest do zgadywania. Trzymanie niezaszyfrowanych plików w chmurze, to jak złapoanie przechodzącego ulicą faceta i poproszenie go, żeby przechował ci pudło papierów, tylko, żeby dał słowo honoru, że ich nie przeczyta.
Tego raczej się nie doczekamy. Nikt nie chce asocjacji, że jego produkt jest do dupy/gówniany.
"Wiedzą, że dana grupa odbiorców nie poradzi sobie bez swoich ulubionych rzeczy, więc mimo złości i tak kupią."
Niestety, gracze szczekają, branża robi swoje.
Tu są właściwie dwie różne sprawy: pierwsza to chciwość i bezczelność w próbach monetyzacji nawet głupiej reklamy gry. Zagranie podłe i bezczelne, które powinno być na każdym możliwym kroku piętnowane.
I sprawa druga, że to tylko 6 (słownie: sześć!!!) godzin. Tyle lat czekania na GTA 6, to naprawdę niektórzy nie wytrzymają tych kilku godzin więcej? Jeśli ktoś naprawdę, ale to naprawdę nie może, to priorytetem powinna być raczej konsultacja z psychologiem jak leczyć FOMO.
https://www.mozillafoundation.org/en/privacynotincluded/articles/its-official-cars-are-the-worst-product-category-we-have-ever-reviewed-for-privacy/
TL;DR:
Why are cars we researched so bad at privacy? And how did they fall so far below our standards?
1. They collect too much personal data (all of them)
2. Most (84%) share or sell your data
3. Most (92%) give drivers little to no control over their personal data
4. We couldn’t confirm whether any of them meet our Minimum Security Standards
Like we mentioned, all of the cars we researched earned our *Privacy Not Included warning label. All of the car brands we researched got our “data use” and “security” dings -- and most earned dings for poor data control and bad track records too! We can’t stress enough how bad and not normal this is for an entire product guide to earn warning labels.
Bardzo ciekawa lektura. Polecam.
"W tym momencie kierowcy tych aut mogą odnieść wrażenie, że tracą pełną kontrolę nad własnym samochodem i BMW w brutalny sposób przypomina, iż może wgrać do pojazdów dowolne treści."
Kontrolę nad samochodami to straciliśmy już dawno, kiedy tam przestałą być montowana jakaś prosta elektronika do konkretnych zadań, a zaczęło się produkowanie komputerów na kółkach, które mają połączenie z siecią, aktualizacje i podobne pierdoły.
Oczywiście są jeszcze co starsze modele, które tych problemów nie mają, ale te stopniowo poznikają z dróg, bo przecież stare, "popsute i stwarzające zagrożenie swoim stanem technicznym" i "nieekologiczne".
To kto zatwierdza wdrożenie w firmach MS Office 365, który jest zasadniczo backdoorem (jak coś jest w chmurze, to jest na cudzym komputerze, a nieszyfrowane e2e/nieprzechowywane w sprzętowych enklawach jest dla tego cudzego komputera dostępne), rozmaite "ej aje" (backdoor z samego założenia, bo musi wiedzieć o co go pytasz, żeby udzielić odpowiedzi, musi poznać treść dokumentu, żeby go podsumować/przeredagować itd.), Windowsa (niektórzy powiedzieliby, że to jeden wielki backdoor), samochodów służbowych, które przesyłają telemetrię w takim tempie, że serwery producenta nie nadążają z przyjmowaniem (ani jedna marka nie ma polityki prywatności przyjaznej użytkownikowi) itp. itd. Pewnie zatwierdzają to jacyś nienormalni. 😛
"oprogramowania bez jakichkolwiek gwarancji zgodności z prawem ogólnie, GDPR, prawem finansowym czy księgowością"
Wczytaj się w licencję dowolnego oprogramowania i zobaczysz, że wszędzie mają "program jest dostarczany "jak jest" i nie ponosimy odpowiedzialności za jakiekolwiek szkody pośrednie, bezpośrednie dla ciebie lub osób trzecich, sugerowane, pozwy cywilne i kryminalne wynikłe z użytkowania naszego oprogramowania". I tak dalej prawniczym bełkotem. I zgadzaj się albo wyp***j. I każdy te umowy akceptuje. 🤷♂️
Interceptor to jakiś żart. Ty chyba nie wiesz jak w 2003 gry wyglądały. Ludzie wtedy oczy wytrzeszczali, że gra może mieć takie oświetlenie, dynamiczne cienie i fizykę tkanin.
A swoją drogą ile jeszcze kont założysz, żeby marudzić na serie SC i HL? Skrzywdziły cię osobiście czy jak?
Auć, współczuję.Ale to na pewno można jakoś leczyć. Zgłoś się do proktologa czy coś...
Dzięki za przypomnienie o Rise of the Triad. Dosłownie tydzień temu z kumplem wspominaliśmy stare strzelaniny i nie mogliśmy sobie przypomnieć, jak ta gra się nazywała, bo z jakiegoś powodu wciąż wchodził nam w paradę Shadow Warrior.
Nie wiem, czy jakiekolwiek pieniądze są w stanie takie coś w pełni wynagrodzić.
A to jakby był wymieniony z imienia i nazwiska, to by zapobiegło przekręceniu nazwiska o jedną literkę?
Co by zapobiegło, to gdyby Kik miał politykę niezbierania żadnych danych o użytkownikach i minimalizował metadane. Wtedy nawet jakby dostali nakaz udostępnienia informacji o błędnym koncie, to niewinnego człowieka nie spotkałaby krzywda, bo Kik mógłby tylko rozłożyć ręce i powiedzieć "nie mamy pojęcia, czyje to konto".
Kiedyś pewna grupa paliła książki, teraz inna wrzuca je do niszczarki...
"Taki błąd kosztował go nie tylko sześć lat życia (licząc od momentu pierwszego kontaktu ze służbami), ale prawdopodobnie także wpłynął na wszystkie osobiste relacje i pracę"
A wziąwszy pod uwagę, że posadzili go za molestowanie nieletniej, to dodatkowo strażnicy i współwięźniowie dopilnowali, żeby jego odbyt już nigdy nie był taki sam.
Niech ta historia będzie przestrogą dla tych wszystkich idiotów marzących o wymogu uwierzytelniania wieku i tożsamości do wszystkiego w sieci, czy trzeba czy nie (a są tu tacy delikwenci postulujący dostęp do internetu tylko z dowodem), bo "jak nie robisz nic złego, to nie masz się czego obawiać".
Tylko jak odrzucili nawet ciekawie wyglądającą nową część, to żeby tylko się nie okazało, że te ekscytujące nowe rzeczy to jakaś mobilna popierdółka albo gra-usługa. Wiem, w teorii raczej nie, ale ja już tej branży z niczym nie wierzę.
Co? Przecież w oryginalnych Gothicach też trzeba było wyczuć rytm machania mieczem, bo jak próbowałeś dusić przycisk ataku byle jak najszybciej, to po prostu partoliłeś całą sekwencję (i pewnie stąd część zarzutów o drewnianą walkę, że ludzie dusili jeden guzik i im nie wychodziło).
Jasne, jak już trochę podpakowałeś postać i słabszych przeciwników miałeś na 1-2 ciosy, byłeś w dobrej zbroi, więc niewiele mogli ci zrobić, to faktycznie można było walić jeden przycisk, ale to nawet jest realistyczne, że w starciu mistrza miecza z żółtodziobem mistrz sieknie na odlew, a żółtodziób może sobie obejrzeć z bliska własne wnętrzności.
No ale wciąż jeszcze ma gotówkę jak sprawa jest pilna, nieprawdaż? 😉 Ma wybór i opcje zapasowe. Jak nie Blik, to karta, jak nie karta to przelew, jak nie przelew to PayPal, jak nie Paypal to... jak nie wszystkie formy elektroniczne, to gotówka.
"Świat staje się cyfrowym tworem."
Co nie znaczy, że trzeba się na wszystko bezkrytycznie godzić. Postęp nie jest dobrem samym w sobie. Postęp ma służyć człowiekowi, a nie go na każdym kroku ubezwłasnowalniać. Już wspomniałem, że nie mówię, że musi być fizyczny nośnik i basta, ale niechże ta cyfra będzie uczciwa. A tymczasem cały czas mamy kolejne kroczki przesuwające władzę w ręce korporacji. A nierównowaga władzy na linii korporacja-klient już jest straszliwa. Chcesz z czegoś korzystać? Najpierw zaakceptuj 300 str. i napisaną prawniczym językiem umowę użytkownika, skonstruowaną, żebyś nie czytał, tylko zaakceptował i potem jak coś, to "przecież się zgodziłeś na warunki umowy". Jednostronne zmiany w umowach użytkowania i albo zaakceptujesz nową umowę z niekorzystniejszymi warunkami, albo wypier***. Typowe abonamentowe praktyki typu najpierw damy bardzo dużo za bardzo mało, a jak już się użytkownicy przyzwyczają i żal im będzie stracić dostępu, to podnoszenie ceny.
No i odcinanie klienta od usługi w dowolnym momencie na podstawie widzi mi się danej firmy i brak jakiejkolwiek sensownej ścieżki odwołania. Chcesz się dopchać do supportu, to się odbijasz od głupiego bota AI karmiącego cię w kółko tymi samymi formułkami, a jak już cudem skontaktujesz się z człowiekiem, to jest to zewnętrzny pracownik, który często nie ma jakiejkolwiek głębszej wiedzy odnośnie produktu/usługi, któremu "helplajnuje" i nie bardzo wie, czego ty w ogóle od niego chcesz, nie ma jakichkolwiek uprawnień do podjęcia decyzji nawet gdyby szczerze chciał ci pomóc, a na dodatek ma przykazane, żeby jak największą ilość "problemów" odsyłać do diabła
I jedyny sposób na odzyskanie, gdy support zasłania się przed pomocą "wewnętrznymi procedurami" i "nie da się", to trzeba albo się sądzić, albo mieć na tyle szczęścia, że ma się dość followersów i na Twitterku czy innym Reddicie temat chwyci i zrobi się z tego większa gównoburza. "Stracił dostęp do kolekcji gier z ostatnich 20 lat i bezpowrotnie utracił całe archiwum zdjęć rodzinnych. MS poradził mu, żeby kupił gry jeszcze raz i stwierdził, że w sprawie odzyskania danych nic się nie da zrobić. Ale po aferze w mediach społecznościowych nagle się dało odzyskać nawet pliki zaszyfrowane <<nieodwracalnie>>."
"Gracz odzyskał swoje konto po batalii sądowej."
To są wasze własne nagłówki.
"Innq sprawa, że książka czy album audio nie zmienia się w 60% po roku, a gry.... często tak."
Raz: czy to zawsze jest zaleta? Czyżby nigdy nie zdarzyło się, że nowy patch psuje to, co działało w poprzednim i lepiej było zostać na starym? Nigdy nie zdarzyło się, że twórcy nie przedłużyli licencji na muzykę i w kolejnym patchu usunęli ją z gry również tym, którzy grę zakupili wcześniej, jeszcze z tą muzyką (GTA 4 i Alan Wake się kłaniają)? Nigdy nie było tak, że twórcy postanowili "ulepszyć grę" wszystkim, nie pytając graczy o zdanie ani nie dając wyboru (tu się kłania np. The House of Tesla, który dostał wersję Definitive nie jako osobną pozycję, ale zastępującą starą, usuwający ponoć 2 rozdziały z 18 zagadkami, a wiele innych nadmiernie upraszczający - choć trzeba twórcom przyznać, że po fali krytyki umożliwili dostęp do wersji klasycznej wszystkim chętnym)?Co do protestów, to już dawno za późno."
Dwa: Może już nie pamiętasz, ale w zamierzchłych czasach płyt też sobie z łataniem gry jakoś radzono. Albo łatki były na płytach dodawanych do czasopism, więc też na fizycznym mośniku, albo dało się je ściągnąć ze strony twórców i zapisać sobie na dysku na przyszłość, do kompletu z płytą z grą.
Trzy: Dlatego nie mam nic przeciwko cyfrze jako takiej. Ale w modelu GOG-owskim lub podobnym. Tam ściągasz sobie i zapisujesz w swoim zapasowym archiwum instalator gry i to samo możesz zrobić z instalatorem każdego ewentualnego patcha.
"Co do protestów, to już dawno za późno."
No i tu się mogę z tobą zgodzić. Trzeba było zacieklej walczyć już jak Steam wypierał dystrybucję płytową na PC, a nie teraz się dopiero niektórzy obudzili z ręką w nocniku. Ale kto nie zaprotestuje, to nie ma później prawa narzekać na żadne niecne zagrywki korpo.
I mógłbym tu jeszcze pisać bardzo długo, z dziesiątkami argumentów i przykładów z branżyu growej i spoza, ale to byłaby tylko strata czasu, bo ta żaba już się po prostu przyzwyczaiła do swojego jacuzzi. Co najwyżej jeszcze tylko okazjonalnie odczuwa lekki dyskomfort, gdy temperatura skoczy do góry trochę za szybko, ale błyskawicznie się przyzwyczaja, bo przecież ciepła kąpiel z bąbelkami jest tego warta, prawda?
Przywracam do sprzedaży NOLF-y. Choć kusi mnie pełnoprawny remake i zlecenie nowej części, to raczej poprzestaję po prostu na upewnieniu się, że wersje oryginalne będą dobrze działać na współczesnym sprzęcie. Bo remake pewnie ekipa chciałaby dostosować do "współczesnej wrażliwości", co wg. mnie dużo by zepsuło humoru NOLF-ów, a z drugiej strony nie chciałbym być tym szefem, który mocno ingeruje w dzieło, zmuszając ekipę do tworzenia tak, a nie inaczej.
No i oczywiście obowiązkowo wszystko dostępne na GOG-u dla tych, którzy chcą mieć jakiś ekwiwalent własności.
Ha, wiedziałem, że jeszcze wiele rzeczy by się znalazło.
Kiedyś mieliśmy gierki na płycie, które sieci nie potrzebowały w ogóle. Później bodajże Bioshock był na płycie, ale już wymagał rejestracji na serwerze i jeszcze była afera, że łączna liczba rejestracji jednego egzemplarza była ograniczona, więc w teorii mogłeś zostać z podkładką pod piwo, jeśli z jakichś powodów często przeinstalowywałeś grę. Potem rozpowszechniła się dystrybucja cyfrowa i Steam. Już musisz mieć internet do instalacji i przy pierwszym uruchomieniu, żeby się gra skomunikowała z serwerem i potwierdziła autentyczność.
Dalej jest Denuvo, które okresowo musi sobie "zadzwonić" na serwer i gry teoretycznie dla jednego gracza lub przede wszystkim dla jednego gracza, które nagle wymagają stałego dostępu do sieci, bo muszą przez cały czas mieć kontakt z serwerem. A i tak to mało, bo korporacjom marzy się najlepiej streamowanie gry z ich włąsnego serwera, żeby mieć nad nią totalną kontrolę.
Tymczasem mam książkę po dziadku. Ściągam ją z półki i czytam. Prawda, że kartki już trochę pożółkły, grzbiet się nieco rozpada, ale ją mam i jestem w stanie ją przeczytać. Wciąż wychodzą papierowe książki pomimo istnienia e-booków i audiobooków. Wciąż mamy wydawaną muzykę na fizycznych nośnikach, na cholernych, przedpotopowych winylach, filmy wciąż idzie kupić na blue rayach, pomimo streamingów. To dlaczego mamy się godzić na gorsze warunki w przypadku gier? No dlaczego?
Kiedyś się człowiek śmiał z memicznego "Nie będziesz mieć niczego i będziesz szczęśliwy". A tymczasem raz za razem okazuje się, że to mokry sen korporacji, które do takiego właśnie scenariusza dążą. Wszystko chce iść w subskrypcje i abonamenty. Tusz w drukarce na abonament, podgrzewane siedzenia w samochodach na abonament. Czy to jest dobry kierunek? I jak nie teraz protestować to kiedy? Kiedy już wszystko będzie streamowane i subskrybowane?
I to już nawet nie chodzi o tę fizyczną płytę, bo rozumiem, że cyfra jest przez większość czasu wygodniejsza. Ale niech to będzie cyfra w formule GOG-owskiej: kupujesz grę, zgrywasz sobie archiwalny instalator i po prostu masz do niej dostęp niezależnie od problemów po stronie serwerów. Do pełni szczęścia jeszcze brakuje możliwości odsprzedaży cyfry, ale niech tam, ostatecznie bez tego rynku wtórnego mogę żyć.
1. Ubisoft. Następny Ghost Recon będzie w stylu jedynki lub Advanced Warfighter. Mapy duże i otwarte, pozwalające działać na różne sposoby, ale nie otwarty świat.
Powstają nowe Rainbow Sixy: Raven Shield dostaje współczesną oprawę graficzną i drobne poprawki QoL, ale w żaden sposób nie upraszcza mechanik, poprzednie R6 również dostają nową grafikę oraz lifting mechanik do poziomu R6 RS. Powstaje nowa "prawilna" część R6 koniecznie z fazą planowania jak za starych dobrych czasów i dość "brudna" zmuszająca do decydowania, których zakładników ocalić, albo czy ugiąć się pod naciskiem polityków, że najlepiej byłoby, gdyby pewni terroryści "stawiali opór" nawet jeśli się poddają, każąca lawirować gdzieś w strefie szarości, zamiast być tymi kryształowo dobrymi.
Kompletuję weteranów Splinter Celli i może paru z MGS-ów i każę im grać w SC Chaos Theory, MGS Ground Zeroes i PP, aż obudzeni w środku nocy będą w stanie odpowiedzieć, co w mechanikach tych gier się sprawdzało i gdzie jest pole do ulepszeń, a potem zaprzęgam ich do zrobienia rasowej skradanki z mapami pokroju tej z MGS GZ, dających dużo możliwości działania, ale bez marnowania czasu na otwarte światy. Fabuła bardziej przyziemny military/spy thriller niż szaleństwa Kojimy. Poganiam zespół od SC Remake, żeby w końcu zaczęli poważnie pracować. Dopilnowuję, żeby mechaniki nie ustępowały tym z SC CT i delikatnej przebudowy poziomów, żeby nie były tak liniowe jak w oryginale.
Wskrzeszam Silent Hunter, daję zielone światło dla pełnoprawnego Raymana 4, ostatecznie anuluję BG&E 2, żeby przestać w końcu zwodzić fanów fałszywą nadzieją. Otwieram resztę ubisoftowego katalogu na GOG-a.
2. King Art dostaje solidnego szpica w dupę, żeby po ponad dekadzie wreszcie zrobili coś z cliffhangerem z Book of Unwritten Tales 2 i dali nam pełnoprawne zakończenie.
3. Wykupuję od MS prawa do Gabriela Knighta i zatrudniam Jane Jensen i Roberta Holmesa, żeby zrobili to zwieńczenie historii Shatterjagerów, oi którym od lat wspominali.
4. Wykupuję IOI i nakazuję im zrobienie w pełni funkcjonalnego trybu offline do Hitmana WoA.
5. Wykupuję kogokolwiek-kto-teraz-ma-prawa-do-Deus-Exa i każę dokończyć trylogię Adama Jensena.
Aha i upewniam się, że wszystkie powyższe wyjdą na GOG-u bez opóźnień i różnic w funkcjonalności (osiągnięcia, chmurowe sejwy).
To tak na szybko. Pewnie jeszcze by się co znalazło.
Wrzucasz do napędu grę z płyty, która nie wymaga łączenia się z netem. Możesz nie zagrać bo:
- wyłączyli ci prąd.
- twój komputer ma awarię
- twoja płytka się porysowała i gry nie da się zainstalować
Instalujesz cyfrówkę z wymogiem meldowania się do serwera: Możesz nie zagrać bo:
- wyłączyli ci prąd
- padł ci internet
- na innym kontynencie, na którym znajduje się serwer, mają akurat blackout
- serwer ma fizyczną awarię
- błąd w aktualizacji serwera uniemożliwia połączenie
- wydawca zamknął serwer
- hakerzy zrobili DDOS-a serwera
- CloudFlare/AWS miało awarię, a od niego zależy jakiś komponent uwierzytelniania cyfrowej gierki always online
- ruscy znów sabotują podmorskie kable światłowodowe, odcinając twój komputer od kontaktu z serwerem na innym kontynencie.
W każdej dziedzinie życia można powiedzieć "A po co zabezpieczać się przed X, skoro i tak może mi zaszkodzić Y?" I w każdej dziedzinie życia chodzi o jak największe zmniejszenie liczby czynników ryzyka, nawet jeśli tego ryzyka nie da się całkowicie wyeliminować.
Argument "a jak ci wyłączą prąd, to z płytki i tak nie pograsz" jest tak ułomny, że nie wierzę, żeby jakikolwiek inteligentny człowiek mógł w na serio i dobrej wierze używać go w dyskusji. Chyba, że trolluje, albo z jakiegoś powodu broni dymania klienta.
Czyli... liczy się wysoka awaryjność. 😉 Albo "niska awaryjność", albo "bezawaryjność". Niestety, większość ludzi jest nastawiona na konsumpcję. Zeżreć, wydalić, wołać o następne. Nic nie poradzisz.
No ja bym się jednak z tymi wartościowymi książkami tak nie rozpędzał. Ogromna większość książek to też jest produkt pod masę, według trendów. Był szał na Zmierzch, to każda kuchta pisała swojego własnego "zmierzcha", 50 Twarzy Greya zyskało rozgłos, to znów nie namnożyło wcale-nie-greyów. Jest popyt na romantasy i kryminały, to rynek wydawniczy nas zasypuje romantasy i kryminałami w ilościach hurtowych. Teraz z 95% (jak nie więcej) książek to dzieła odtwórcze, które też nic nie wnoszą do twojego życia.
I mówię to jako ktoś, kto od dzieciństwa pochłania książki w ilościach hurtowych: nie ma różnicy czy zagrasz w głupią gierkę, czy przeczytasz głupią książkę.
Ten tekst powstał chyba wyłącznie dlatego, że ktoś o swoim growym wypaleniu napisał na Reddicie. Na GOL-u był niejeden taki sam wątek, że "ojej, mam PC, 3 różne konsole, na każdy sprzęt po 1000 gier i wcale mi się grać nie chce" i z podobnymi radami i jakoś nikt nie wpadł na pomysł robić z tego newsa.
"Nawigować za pomocą gwiazd też już nikt nie umie i świat się nie zawalił."
Fajny ten twój przykład. Taki nie za mądry i zupełnie niezgodny z rzeczywistością.
"Celestial navigation (CelNav) has not been formally taught in the US Navy (USN) for at least ten years, finally disappearing from the curriculum at the last of the USN training establishments in 2006. However, as awareness of the potential vulnerability of high-tech navigation systems to a range of possible threats, including hacking, is growing, this is about to change: The Chief of Naval Operations has put CelNav – alternatively known as astro navigation – firmly back in the classroom as a core competency for navy officers."
https://www.naval-technology.com/features/featurecelestial-navigation-ancient-craft-reinstated-as-cyber-warfare-looms-large-4809513/
"Celestial navigation was brought back into the Naval Academy curriculum to minimize dependence on GPS systems."
https://www.astronomy.com/science/celestial-navigation-is-returning-to-the-naval-academy-cirriculum/
Wyobraź to sobie: czasy GPS-u, a jednak wrócili do nauczania metod nawigacji znanych już tysiące lat temu. Dlaczego? Bo sygnał GPS można zakłócić i fałszować.
"po co w czasach komputerów znać matematykę."
A po co było znać matematykę wcześniej, skoro był kalkulator? A jeszcze wcześniej po co było się uczyć na pamięć tabliczki mnożenia, skoro były liczydła? Żebyś, odcięty nieszczęśliwie od tych udogodnień, nie stanął jak dupa bezradny, tylko żebyś sobie mógł poradzić.
I tu nie chodzi, żebyś w myślach obliczał całki, różniczki i macierze, tylko, żebyś miał podstawę podstaw tego, co ci się w codziennym życiu może przydać.
Kurczę, coś nie mają szczęścia szpiegowskie erpegi. Alpha Protocol był miejscami toporny mechanicznie i graficznie przestarzały w porównaniu z Mass Effectami i świata nie podbił. Na następne RPG o szpiegowskiej tematyce czekaliśmy 16 lat. Za Zero Parades od początku ciągnął się smród związany z wyczynami kierownictwa ZA/UM, co na pewno się do podniesienia sprzedaży nie przyczyniło (sam mam dylemat:: kupować czy nie).
Pewnie znów wszyscy dojdą do wniosku, że na klimaty szpiegowskie nie ma odbiorców i na kolejne podejście do tematu znów trzeba będzie czekać 20 lat.
"A MOK allowlist (think of it as a shim-specific “extension” of the UEFI db database) is stored in a boot-only NVRAM variable named MokList, and a forbidden list (the shim-specific “extension” of the UEFI dbx database) is stored in a boot-only NVRAM variable named MokListX; physical access is required to modify both variables on a system with UEFI Secure Boot enabled (boot-only variables can only be modified during boot, before the OS loader calls the UEFI boot services function ExitBootServices).
"Tak samo było z tym Spectre i innymi dziurami CPU - haker musiał mieć dostęp fizyczny do maszyny"
No nie. Większość odmian Spectre i Meltdowna nie potrzebowała fizycznego dostępu. Wystarczył złośliwy js na stronie. Przypominam, że przeglądarki tymczasowo obniżyły wtedy dokładność pewnych API, żeby uniemożliwić tego rodzaju bocznokanałowe ataki do czasu wydania poprawek przez producentów procesorów.
I tu ja nie mam zastrzeżeń do użycia AI. Jedna osoba robi fanowsko i za darmo port. Ale jak wielomiliardowa korporacja z dziewiątkami tysięcy pracowników chce używać ej ajów do zrobienia płatnego produktu, to wtedy to po prostu nie wygląda dobrze.
"Joshua Khane poinformował, że po skontaktowaniu się z supportem Xboxa w końcu udało mu się odzyskać wszystkie gry i zawartość OneDrive."
A jak to się ma do...
"W odniesieniu do zablokowanych plików osobistych w OneDrive technologia Microsoftu wykorzystuje unikalne szyfrowanie (klucze AES256 przechowywane w Azure Key Vault), przez co po nałożeniu blokady nawet inżynierowie korporacji nie są fizycznie w stanie odzyskać zamkniętych danych."
Nie może być! Czyżby dokonali błyskawicznego przełomu w kryptografii? A może zwyczajnie kłamali?!
Dobrze, że udało mu się wszystko odzyskać. Szkoda tylko, że to nie jest rozwiązanie domyślne i potrzeba było, żeby gówno uderzyło w wentylator nagłośnienia sprawy i smród rozszedł się szeroko. Jakby tematu nie podłapali i powszechnie nie opisywali, to by wielkie gie zobaczył, a nie przywrócone konto, chyba, że by poszedł się z nimi sądzić.
"Co ciekawe, kolejny blisko milion dolarów przyniosły płatne dodatki – te same, które były przez społeczność tak głośno krytykowane."
I dlatego właśnie nic się w tej kwestii nie zmieni. Nie ważne, że psy szczekają, ważne, że i tak płacą i karawana idzie dalej. 🤷♂️
Podaliby konkretne przykłady starych i nowych, żeby sobie człowiek porównał, bo tam pobieżnie przejrzałem wątek, ale żadnych konkretów nie widziałem. Bo tak szczerze, to ja z Asasynami kontakt mam ograniczony i z pamięci różnicy między starymi, a nowymi nie zauważę (tyle co pamiętam, to że w oryginalnym Black Flag nigdy żadnych dialogów/scenek nie pomijałem, a w origins jakieś poboczne się zdarzyło, bo klepali japami, żeby klepać, ale wartości w tym nie było).
Typ to ciebie robił. Chcesz być jak małpa naciskająca guzik, to bądź.
"Przestań rzucać nazwiskami już bo to się nudne robi"
Widzę, że w dupcię zapiekło, że ludzie robili i robią bez AI zdjęcia, o jakich ty z AI mógłbyś tylko pomarzyć.
" Jesteś dosyć ograniczony XD"
Nie bardziej niż ktoś, kto co drugie zdanie kończy "XD". Jak brakło argumentów, to widzę się zaczęło ad personam. Pozarzucaj mi jeszcze wrodzone upośledzenie umysłowe, wychowanie w patologicznej rodzinie, dorzuć rasizm czy coś. Co będziesz sobie żałował? 🤣
"również bezcenne pamiątki rodzinne. Wraz z kontem usunięto mu dostęp do plików zapisanych w chmurze OneDrive, w której znajdowały się m.in. zdjęcia z okresu niemowlęcego jego syna."
Nie ma chmury. Są tylko komputery innych ludzi i jesteście zdani na ich łaskę, jeśli przechowujecie tam swoje dane
"rezultacie gracz stracił nie tylko bibliotekę cyfrowych gier Xbox gromadzoną przez ćwierć wieku, w którą zainwestował tysiące euro"
Ale... ale.. przecież cyfra miała taka dobra być, lepsza od płyt, boi się nie rysuje, nie połamie, ani jej nie zgubisz. Jak to?
"W odniesieniu do zablokowanych plików osobistych w OneDrive technologia Microsoftu wykorzystuje unikalne szyfrowanie (klucze AES256 przechowywane w Azure Key Vault), przez co po nałożeniu blokady nawet inżynierowie korporacji nie są fizycznie w stanie odzyskać zamkniętych danych."
Jakoś jak ktoś popełni błąd i pozwoli MS zapisać kopię zapasową klucza kryptograficznego Bitlockera w ich chmurze, to inżynierowie MS nie mają problemu z odzyskaniem jej i przekazaniem służbom.
https://sekurak.pl/microsoft-przekazuje-sluzbom-klucze-deszyfrujace-bitlockera-oczywiscie-gdy-bedzie-je-posiadal-i-pojawi-sie-odpowiednie-zadanie/
https://www.forbes.com/sites/thomasbrewster/2026/01/22/microsoft-gave-fbi-keys-to-unlock-bitlocker-encrypted-data/😂
Można śmiało od razu ustalić cenę na 2000$, po co się tak ograniczać? 200 czy 2000 i tak nie kupię.
To samo z kolimatorem na screenie z Vietconga.
Nie trzeba być fotografem regularnie drukowanym w National Geographic, żeby nie chcieć być małpą wciskającą guzik. Nawiasem mówiąc, bardzo dobry fotograf zrobi gównianym aparatem zdjęcia, których ty czy ja nie zrobimy najlepszym aparatem świata ze wsparciem jakiegokolwiek AI.
"bardziej chodzi tu o fakt auto wyostrzenia, rozjaśnienia, poprawienia zamazanych elementów itd. Co jest mega przydatne i ciekawsze niż robienie 100 zdjęć żeby wybrać jedno które będziesz przerabiał godzinę tylko po to żeby je mieć w galerii albo wrzucić na instagramowe story."
Kuźwa, niewyobrażalne, że Henri Cartier-Bresson, Ansel Adams, Jim Brandenburg i wielu innych mistrzów ery analogowej (jak również całe mnóstwo mistrzów ery cyfry), którzy robili zdjęcia od razu OK w aparacie i nie potrzebowali ich godzinami przerabiać (co nie znaczy, że nie mieli pudeł i każde jedno zdjęcie wychodziło im genialne).
Oko i styl się wyrabia latami, ale wystarczy kilka godzin, żeby zapoznać się z podstawami kompozycji, obsługi aparatu i techniki robienia zdjęć, plus z tydzień ćwiczeń, żeby weszły w nawyk. I mistrzem fotografii nie będziesz, ale nie będziesz już małpą bezmyślnie wciskającą guzik z oczekiwaniem, że ej aj ci naprawi. Liczba pudeł (przynajmniej pod względem technicznym) nagle stanie się minimalna. Polecam obejrzeć sobie album Jima Brandenburga "Chased by the Light" i zobaczyć, co da się osiągnąć, jak się myśli nad tym, co się robi i wykonując tylko jedno zdjęcie dziennie, zamiast napie***lać 100 zdjęć jak z karabinu maszynowego.
Nawiasem mówiąc, to jak wrzucasz do tej galerii, czy na Insta story, to zaznaczasz, że to nie twoje zdjęcie, tylko ej aja?
"Tak czy siak od dawna mamy zdjęcia w trybie nocnym, trybie ruchu itd. AI to nic innego jak zautomatyzowanie tego procesu."
Nie. Te tryby to już jest zautomatyzowanie pewnych kreatywnych decyzji. I co prawda ograniczaj do tego, jak pewne rodzaje sceny wyobrażał sobie twórca tych trybów, ale wciąż jeszcze decydujesz, że tu ma być portret nocny, tam sylwetka na tle zachodu słońca, a gdzieś tam jeszcze coś innego. A licząc, że ej aj ci uratuje pstryknięcie, celujesz w coś obiektywem, naciskasz guzik i mówisz "hej, ej aj, zrób z tego coś, na co da się patrzeć, nie mam pojęcia co". No i AI robi to, co robi zawsze: jako złożony mechanizm statystyczny uśrednia do tego, co w swojej bazie ma najbardziej "trafne", niezależnie od tego, czy to włąściwe podejście do danej sceny i intencji fotografującego.
" jak malutcy porównują się do wielkich przypisując im swoje doświadczenia, poziom i umiejętności."
No już, już, nie dołuj się tak. Na pewno nie jest z tobą aż tak źle. Jak się weźmiesz w garść, na pewno sobie z tym kompleksem niższości poradzisz.
W fotografii artystycznej masz większy luz. Tyle, że i tak różnica polega na tym, że dobry fotograf robi zdjęcie przemyślane i technicznie "poprawne" (w kontekście efektu, który chce uzyskać, a nie "idealnego" histogramu), a już sama edycja jest wisienką na torcie zmieniającą wspaniałe zdjęcie w genialne. A nie walnięciem fotki na pałę i oczekiwaniem, że niech ej aj mi poprawi.
Różnica jest taka jak między Szekspirem piszącym na maszynie swoje sztuki, a małpą napieprzającą w klawisze tej samej maszyny i na zasadzie czystego prawdopodobieństwa otrzymującą od czasu do czasu jakieś zrozumiałe słowa.
"Każdy jej piksel może przyjąć określoną ilość światła, co sprawiało problemy w bardzo słoneczne dni. Wtedy fotografia mogła wydawać się rozjaśniona, a kolory wyblakłe. Producenci telefonów radzili sobie z tym przy pomocy HDR. [...] LOFIC (Lateral Overflow Integration Capacitor) rozwiązuje ten problem. Przy każdym pikselu umieszczono kondensator, który przechowuje nadmiar światła, co pozwala aparatowi poprawnie zarejestrować jasne i ciemne miejsca w kadrze na jednej fotografii, bez potrzeby wykonywaniu kilku z nich."
W sumie żadna nowość. Już ze 20 lat temu kombinowano z matrycami mającymi podwójny układ niskoczułych i wysokoczułych pikseli, żeby zwiększyć rozpiętość tonalną zdjęcia i nie przepalać świateł. Zabijcie, nie pamiętam jak to się nazywało. Pamiętam, że w jednym wariancie nisko i wysokoczułe piksele były obok siebie, a w drugim piksele miały niestandardowy sześciokątny kształt i niskoczułe piksele miały być zdaje się "obwódką wokół" wysokoczułych.
Pomysł jak widać się nie przyjął (pewnie w grę wchodziły koszty produkcji bardziej skomplikowanej matrycy w połączeniu z faktem, że zwyczajne sensory z czasem i tak zyskały większą rozpiętość tonalną). Zobaczymy czy tym razem się przyjmie.
Dla kogo inwigilacja normalna, dla tego normalna. I kto oddaje swoje dane, żeby mu apka nie zastrajkowała, ten oddaje. 🤷
Zdajesz sobie sprawę, że serwer musi działać 24h na dobę, 7 dni w tygodniu, 366 dni w roku, świątek piątek czy niedziela, żeby każdy w każdej chwili mógł sobie tę grę pobrać (i żeby gra singlowa always online mogła się cały czas ze swoim serwerem komunikować)? I ten serwer nie działa na dobrą wolę użytkowników, tylko na prąd. A ten prąd wcale nie musi pochodzić ze źródeł ekologicznych. Dodaj do tego, że sprzęt się zużywa, więc trzeba go wymieniać na nowy. Stare pójdzie na śmietnik, bo utylizować się nie opłaca, a wyprodukowanie nowego znów zużyje energię, surowce i wyemituje zanieczyszczenia. Na dłuższą metę "czysta" cyfra będzie mniej ekologiczna niż jednorazowo wyprodukowany plastikowy "śmieć".
Do tego można by jeszcze dodać ekologiczny koszt działania każdego urządzenia na drodze serwer - twój PC, przez które fizycznie wędrują pobierane dane, bo one też muszą działać non-stop i zepsute być wymieniane, ale powiedzmy, że to koszt marginalny, bo obsługują całą sieć, nie tylko serwer z grami do pobrania.
A nie, przepraszam. Jednak nie "swoją" cyfrę, bo ona nie jest twoja, tylko łaskawie ci użyczona do czasu, aż ktoś tam po drugiej stronie serwera uzna, że dość się już nagrałeś i czas, żebyś coś nowego kupił i ci cyfrówkę odbierze.
"End-to-end encrypted chats, such as those on WhatsApp, have always been exempt from these scans."
https://www.patrick-breyer.de/en/eu-parliament-greenlights-chat-control-1-0-breyer-our-children-lose-out/
"jak sie okazuje i tak - podobno - nie bylo to stosowane wczesniej, mianowicie end to end encryption nie jest objete skanowaniem."
Bo to jest w CC 2.0 i miejmy nadzieję nigdy tego nie przepchną.
"nie przeszla poprawka by skanowanie mialo zastsowanie wobec osob juz podejrzanych"
No włąśnie odrzucili jedyną rzecz, która by sprawiła, że to by miało sens. Zamiast zrobić ukierunkowaną inwigilację na osoby podejrzane, to inwigilowani są wszyscy. No po prostu nie ma to jak szukać igły w stogu siana, dorzucając jeszcze więcej siana.
"Jak kogoś nie było to jego głos automatycznie liczył się na tak.
To jest legalność ue :)"
Z tego co wiem, to głosowanie musiało mieć bezwzględną większość, żeby odrzucić Chat Control i chociaż większość była przeciw ponownemu wprowadzeniu CC, to nie zdobyła większości bezwzględnej.
"Although a majority of voting Members of the European Parliament (MEPs) actually opposed the regulation (314 against, 276 in favor, 17 abstentions), the motion to reject it failed to secure the required absolute majority of 361 votes. As a result, mass scanning is now permitted again until 2028."
https://www.patrick-breyer.de/en/eu-parliament-greenlights-chat-control-1-0-breyer-our-children-lose-out/
"Skanowanie jak widać do tej pory było i nikt nawet o tym nie wiedział."
Kto siedział w temacie, ten wiedział. Z tym, że to ważne, żeby rozróżnić Chat Control 1.0 od Chat Control 2.0.
CC 1.0 było regulacją tymczasową, która jakiś czas temu wygasła i której przedłużenie zostało 2-krotbnie odrzucone w marcu b.r., bo sama Komisja Europejska przyznała, że nie spełnia swojego zadania (nie ma dowodów, że przełożyło się na wzrost liczby skazań czy uratowanych dzieci, a większość zgłoszeń w ramach CC 1.0 było nieprzydatnych i tylko niepotrzebnie obciążało służby, które miały obowiązek każde zgłoszenie sprawdzić lub zamiast łapać pedofilów wykorzystujących dzieci, kończyło się na sprawach przeciwko samym nieletnim, angażującym się między sobą w sexting).
I ważna rzecz: CC 1.0 zezwalał dostawcom usługi na dobrowolne skanowanie prywatnych rozmów użytkowników z wyłączeniem komunikacji szyfrowanej e2e. Czyli po prostu dawał prawną podkładkę na to, co firmy technologiczne już i tak robią. Owszem, jest to skurwysyństwo, ale nie koniec świata. Każdy, kto chociaż trochę się interesuje prywatnością, wie że jak coś nie jest szyfrowane e2e, to należy przyjmować, że każdy może to odczytać. CC 1.0 nie daje zezwolenia na przełamywanie i monitorowanie komunikacji szyfrowanej metodą end-to-end (e2e).
Natomiast CC 2.0 nigdy nie został przyjęty i miejmy nadzieję, że nigdy nie zostanie. CC 2.0 nakazuje operatorom usług skanowanie komunikacji szyfrowanej metodą e2e, czy to przez zostawienie tylnej furtki jako "uprawnionego dostępu dla służb", czy skanowania "po stronie klienta" przed zaszyfrowaniem wiadomości, w praktyce całkowicie łamiąc jakiekolwiek gwarancje poufności zapewniane przez szyfrowanie e2e (dodanie tylnej furtki czy skanowania po stronie użytkownika sprawia, że e2e przestaje być e2e).
Ponowne przyjęcie CC 1.0 to w zasadzie powrót do status quo pozwalania wielkim firmom technologicznym bezkarnie węszyć, wykorzystywać i monetyzować dane użytkowników. Wprowadzenie CC 2.0 byłoby momentem, w którym nasz obecny Wielki Brat udający wolność i demokrację ściąga białe rękawiczki i dołącza do Chin, Rosji i całej reszty autorytarnego towarzystwa.
Wygląda na to, że odrobina krytyki pomogła im "odnaleźć Jezusa". Już wracają do szyfrowania pamięci.
https://arstechnica.com/security/2026/06/following-user-outcry-amd-reinstates-memory-encryption-in-consumer-cpus/
A co do tego Windowsa, to pozostaje nam być tylko wdzięcznym bezmyślnemu hakerowi za pomoc w szerszym nagłośnieniu tego, jak bardzo Windows nas inwigiluje. Bo to, że "coś tam" wysyła, wszyscy od dawna wiemy, ale teraz wiemy też co konkretnie i do czego to służy. Może do tych, którzy nie siedzą w temacie prywatności również coś w końcu dotrze.
A co do zniszczalności otoczenia, to raczej było dość skromnie. Ot szczególik z przestrzeleniem akwarium. A poza tym rozwal lampę, strzel w wybuchową beczkę i to wszystko. Może planują tę interaktywność otoczenia nieco zwiększyć. Pytanie czy to się jakkolwiek przełoży na rozgrywkę.
- Osiągnięcia wymagające grania w sieci, jeśli gra przede wszystkim trybem dla jednego gracza stoi.
- Mocno przegięte osiągnięcia zbierackie typu znajdź wszystkich 1000 kocich ogonów.
- Osiągnięcia typu zdobądź maksymalny poziom, jeśli nie da się tego zrobić organicznie w trakcie gry i trzeba grindować i wszystkie inne odmiany osiągnięć wymagające grindowania.
- Osiągnięcia oparte na (p)RNG, przy których nie liczą się umiejętności gracza, tylko szczęście, że akurat wylosowało się to, co tam potrzebne do osiągnięcia.
- Osiągnięcia wymagające wielokrotnego przechodzenia gry.
- Takie wymagające powtarzania bezcelowej czynności w stylu kliknij żuczka 1000 razy.
- Osiągnięcia za speedrun - gram, żeby się dobrze bawić, a nie pędzić jak do pożaru.
- Przejdź całą grę w trybie permadeath (lub nie zgiń ani razu w normalnym trybie, jeśli gra rejestruje śmierci w taki sposób, że wczytanie zapisu nie pomoże).
- Takie wymagające czegoś w stylu "dokładnie 5 min. po północy i tylko jeśli księżyc w pełni jest w 40% zasłonięty chmurami, podejdź do studni, wrzuć kamień, podskocz trzy razy, a potem idź do knajpy i zamów śliwowicę, a potem wejdź na najwyższą górę zanim wstanie świt", czyli wymagające wykonania bardzo konkretnego ciągu czynności, których nikt normalny w normalnehj grze nie wykona i na które nie ma szans wpaść bez pomocy poradnika.
Ogólnie osiągnięcia potrafią być spoko, wydłużyć czas zabawy z daną grą, nakłonić do wyjścia ze strefy komfortu i spróbowania gry inaczej niż zazwyczaj albo podpowiedzieć coś, o czym w danej grze nawet się nie wiedziało. Problem się zaczyna wtedy, gdy to są osiągnięcia zaprojektowane, żeby marnować twój czas.
"Spore ulepszenia mają za to zajść w rozgrywce."
Naprawdę?
"Gra zaoferuje znacznie bardziej zaawansowany system oświetlenia, mający objąć m.in. źródła światła, które będzie można zniszczyć."
Było.
"Połączony z tym zostanie wskaźnik informujący o tym, jak mocno w cieniu ukryta jest nasza postać."
Było
"Mocno rozszerzone mają zostać metody eliminacji wrogów, które nie skończą się ich śmiercią."
Pociski ogłuszające, tasery, kamery gazowe, cios w szczękę, cios w tył głowy, wylądowanie komuś na głowie. Zastanawiam się, co jeszcze można dodać. Może podduszenie wisząc na rurze jak w CT i eliminacje zza węgła jak w BL?
"W grze pojawią się także granaty dymne oraz możliwość przyczepiania kamer do różnych powierzchni."
Było.
"Wrogowie posiadać mają możliwość manualnej aktywacji alarmów."
Było.
"W grze nasza postać będzie mogła zjeżdżać przez rury i linki zawieszone między lokacjami."
Przez rury? Chyba po rurach/rynnach. W każdym razie było.
A co do FC 7, to czy tylko ja widzę tu sprzeczność i problem?
"będziemy na to mieli ograniczony czas [...] limit ów zwiększono do 72 godzin. Istotną rolę w rozgrywce odegra mechanika zużywania się uzbrojenia."
To z czego będą zrobione te bronie? Z plasteliny?
Ta mechanika zużycia miała sens w poprzednich grach z serii, gdzie można było biegać po mapie bez limitu czasu, "miesiącami". Wtedy broń faktycznie mogłaby się zdążyć zużyć czy zepsuć. W 3 dni praktycznie nie ma siły, żeby coś się zacięło, jeśli ktoś celowo nie wetknął jej w bagno, nie wytarzał w piachu itp. Będziemy mieli problem dziurawego baku wystarczającego na przejechanie 2 km znany z Days Gone.
Ktoś tam naprawdę dostał zaćmienia umysłowego, zatwierdzając te dwie mechaniki razem.
A właśnie z tym jest największy problem. To już nie te czasy, co 30 lat temu, że się grało w jedną grę do oporu, czy po kilkanaście razy katowało tę samą jedną misję z jakiegoś dema, bo nic więcej nie było. Teraz to jest taśmociąg z większą podażą niż popytem. Ludzie pograją raz (o ile w ogóle, bo częściej wcale nie kończą) i przeskakują do następnego, nigdy nie planując do popr4zedniego wrócić. Konsumpcjonizm pełną gębą, więc jak sobie wyobrażasz, że nagle tłumy zaczną się przejmować kwestią własności i czy za 10-15 lat jakąś grę odpalą? A jak się nie przejmują, to nie będzie mas wybierających GOG-a, ani tym bardziej trujących dupę devom.
Ja nieraz wypytuję o wydanie na GOG-u, a jak już zapytałem i później wydadzą, to pilnuję, żeby kupić i pokazać, że to nie tylko żebranina o wersję gogowską, żeby żebrać, ale że idą za tym konkretne zakupy. Tylko ja jestem jeden i znam dosłownie garstkę ludzi, która robi podobnie. Sami rynku nie zmienimy. 🤷♂️
Włąściwie sam sobie odpowiedziałeś. femme fatale od tego jest, żeby prowadzić bohatera do "zguby". Po prostu nie mogło się to dobrze skończyć. A dlaczego "zapomina" o żonie? Bo żona już parę lat w grobie leży, a jej śmierć została pomszczona. To co, Max miał do końca życia rozpaczać? W jedynce na koniec pada (cytuję z pamięci) "Śniłem o mojej żonie. Była martwa, ale to było w porządku.", co wskazuje na to, że Max w końcu odzyskał spokój i mógł zacząć żyć dalej.
"Niezwykle ważnym aspektem jest również jakość materiałów – nakładki na klawisze (keycapy) wykonane z twardego tworzywa PBT oferują znacznie większą odporność na ścieranie i nieprzyjemne „świecenie się” plastiku (widoczne odciski palców) niż standardowe, tanie tworzywo ABS."
Z perspektywy dużo piszącego dodam jeszcze, żeby wystrzegać się klawiatur LG, bo ich keycapy mają cholernie cienkie nóżki, które w pewnym momencie zaczynają się łamać na potęgę, często zostając w przełączniku i nie dając się wydłubać, żeby dało się chociaż wymienić na nowy. I szukać keycapów typu "double shot", zrobionych z 2 warstw tworzywa, dzięki czemu "literki" nigdy się z przycisków nie zetrą.
Swoją drogą chciałbym zobaczyć taką polecajkę klawiatur biorących też pod uwagę ich trwałość i długowieczność. Wiem, że raczej ciężko testować klawiaturę przez 5 lat, żeby sprawdzić jak dobrze będzie działać po takim czasie intensywnego użytkowania, ale w GOL-u nie brak chyba osób dużo piszących, które mogłyby podzielić się własnymi doświadczeniami, co im się w codziennym użytkowaniu sprawdziło, a czego się wystrzegać, bo rozpadło się przedwcześnie.
Szczęśliwie w Signalu jeszcze nie siedzi agent Smith, który cały czas słucha, a jak się go "włączy" to także się odzywa. 😉 Do 75 osób w połączeniu wideo. Teams może i ma więcej (nie wiem, nie sprawdzałem), ale i tak trudno mi sobie wyobrazić jakikolwiek porządek dyskusji w większych grupach.
Może cię to zdziwi, ale ty i twój internet nie jesteście żadnym wyznacznikiem dla reszty świata. Na świecie jest jeszcze cała masa ludzi, dla których instalacja z płyty tych 100 GB byłaby wielokrotnie szybsza od ściągnięcia tej ilości danych.

Uczą nas w szkole historii, jak straszna była druga wojna światowa, żebyśmy już nigdy nie popełnili podobnych błędów i nie dopuścili do czegoś takiego. Szkoda tylko, że nie uczą jak to było z inwigilacją w państwach totalitarnych. To też powinien być temat obowiązkowy. Życie w Rosji z wszechmocnym KGB, w Niemczech wschodnich, gdzie - jak mawiano - agent STASI albo jego cywilny współpracownik czaił się pod każdą dziurką od klucza, czy w komunistycznej Albanii, gdzie przed Sigurimi drżał dosłownie każdy, może z wyjątkiem samego Hoxhy.
"Ojciec latami próbował nie rzucać cienia. Cokolwiek by powiedział, trafiłby za kratki, z taką historią rodzinną za jedno nierozważne słowo dostałby dwadzieścia lat. Więc żeby przetrwać, oduczył się mówić. Jeszcze teraz, gdy się do mnie zwraca, nachyla się bardzo blisko i szepcze mi do ucha, żeby nikt nie słyszał. Powtarzam mu czasem, gdy nade mną wisi: „Tato, czasy komunizmu się skończyły, mów głośno, nikt na ciebie nie doniesie!”. On się mityguje: „Masz rację, synku, masz rację”. I po chwili znowu nachyla się, szepcze. Do końca życia będzie już tak szeptał. Nigdy nie podniesie głosu, nie krzyknie. Tylko to mu zostało, ten szept. Musi szeptać, żeby się nie bać." Małgorzata Rejmer - Błoto słodsze niż miód Głosy komunistycznej Albanii
Czy naprawdę do tego chcemy dążyć?
To taka gra z permadeathem: raz unikniesz zgonu, drugi, trzeci, dziesiąty, a przyjdzie trzydziesty piąty przeciwnik, który cię ukatrupi i do widzenia, drugiej szansy ni ma.
Każda władza chętnie przyzna sobie większą kontrolę, wykorzystując strach obywateli bo "terroryści i pedofile", ale żadna się tej kontroli nie zrzeknie, kiedy "niebezpieczeństwo" minie.
"Mam to w (.) ponieważ"
"To" to zapewne ból zadu, bo jak na kogoś, kto ma ten temat gdzieś, bardzo mocno się produkuje, żeby przekonywać wszystkich, że "nie będziesz mieć nic i będziesz szczęśliwy" jest fajne. 😂