Kurczę, coś nie mają szczęścia szpiegowskie erpegi. Alpha Protocol był miejscami toporny mechanicznie i graficznie przestarzały w porównaniu z Mass Effectami i świata nie podbił. Na następne RPG o szpiegowskiej tematyce czekaliśmy 16 lat. Za Zero Parades od początku ciągnął się smród związany z wyczynami kierownictwa ZA/UM, co na pewno się do podniesienia sprzedaży nie przyczyniło (sam mam dylemat:: kupować czy nie).
Pewnie znów wszyscy dojdą do wniosku, że na klimaty szpiegowskie nie ma odbiorców i na kolejne podejście do tematu znów trzeba będzie czekać 20 lat.
"A MOK allowlist (think of it as a shim-specific “extension” of the UEFI db database) is stored in a boot-only NVRAM variable named MokList, and a forbidden list (the shim-specific “extension” of the UEFI dbx database) is stored in a boot-only NVRAM variable named MokListX; physical access is required to modify both variables on a system with UEFI Secure Boot enabled (boot-only variables can only be modified during boot, before the OS loader calls the UEFI boot services function ExitBootServices).
"Tak samo było z tym Spectre i innymi dziurami CPU - haker musiał mieć dostęp fizyczny do maszyny"
No nie. Większość odmian Spectre i Meltdowna nie potrzebowała fizycznego dostępu. Wystarczył złośliwy js na stronie. Przypominam, że przeglądarki tymczasowo obniżyły wtedy dokładność pewnych API, żeby uniemożliwić tego rodzaju bocznokanałowe ataki do czasu wydania poprawek przez producentów procesorów.
I tu ja nie mam zastrzeżeń do użycia AI. Jedna osoba robi fanowsko i za darmo port. Ale jak wielomiliardowa korporacja z dziewiątkami tysięcy pracowników chce używać ej ajów do zrobienia płatnego produktu, to wtedy to po prostu nie wygląda dobrze.
"Joshua Khane poinformował, że po skontaktowaniu się z supportem Xboxa w końcu udało mu się odzyskać wszystkie gry i zawartość OneDrive."
A jak to się ma do...
"W odniesieniu do zablokowanych plików osobistych w OneDrive technologia Microsoftu wykorzystuje unikalne szyfrowanie (klucze AES256 przechowywane w Azure Key Vault), przez co po nałożeniu blokady nawet inżynierowie korporacji nie są fizycznie w stanie odzyskać zamkniętych danych."
Nie może być! Czyżby dokonali błyskawicznego przełomu w kryptografii? A może zwyczajnie kłamali?!
Dobrze, że udało mu się wszystko odzyskać. Szkoda tylko, że to nie jest rozwiązanie domyślne i potrzeba było, żeby gówno uderzyło w wentylator nagłośnienia sprawy i smród rozszedł się szeroko. Jakby tematu nie podłapali i powszechnie nie opisywali, to by wielkie gie zobaczył, a nie przywrócone konto, chyba, że by poszedł się z nimi sądzić.
"Co ciekawe, kolejny blisko milion dolarów przyniosły płatne dodatki – te same, które były przez społeczność tak głośno krytykowane."
I dlatego właśnie nic się w tej kwestii nie zmieni. Nie ważne, że psy szczekają, ważne, że i tak płacą i karawana idzie dalej. 🤷♂️
Podaliby konkretne przykłady starych i nowych, żeby sobie człowiek porównał, bo tam pobieżnie przejrzałem wątek, ale żadnych konkretów nie widziałem. Bo tak szczerze, to ja z Asasynami kontakt mam ograniczony i z pamięci różnicy między starymi, a nowymi nie zauważę (tyle co pamiętam, to że w oryginalnym Black Flag nigdy żadnych dialogów/scenek nie pomijałem, a w origins jakieś poboczne się zdarzyło, bo klepali japami, żeby klepać, ale wartości w tym nie było).
Typ to ciebie robił. Chcesz być jak małpa naciskająca guzik, to bądź.
"Przestań rzucać nazwiskami już bo to się nudne robi"
Widzę, że w dupcię zapiekło, że ludzie robili i robią bez AI zdjęcia, o jakich ty z AI mógłbyś tylko pomarzyć.
" Jesteś dosyć ograniczony XD"
Nie bardziej niż ktoś, kto co drugie zdanie kończy "XD". Jak brakło argumentów, to widzę się zaczęło ad personam. Pozarzucaj mi jeszcze wrodzone upośledzenie umysłowe, wychowanie w patologicznej rodzinie, dorzuć rasizm czy coś. Co będziesz sobie żałował? 🤣
"również bezcenne pamiątki rodzinne. Wraz z kontem usunięto mu dostęp do plików zapisanych w chmurze OneDrive, w której znajdowały się m.in. zdjęcia z okresu niemowlęcego jego syna."
Nie ma chmury. Są tylko komputery innych ludzi i jesteście zdani na ich łaskę, jeśli przechowujecie tam swoje dane
"rezultacie gracz stracił nie tylko bibliotekę cyfrowych gier Xbox gromadzoną przez ćwierć wieku, w którą zainwestował tysiące euro"
Ale... ale.. przecież cyfra miała taka dobra być, lepsza od płyt, boi się nie rysuje, nie połamie, ani jej nie zgubisz. Jak to?
"W odniesieniu do zablokowanych plików osobistych w OneDrive technologia Microsoftu wykorzystuje unikalne szyfrowanie (klucze AES256 przechowywane w Azure Key Vault), przez co po nałożeniu blokady nawet inżynierowie korporacji nie są fizycznie w stanie odzyskać zamkniętych danych."
Jakoś jak ktoś popełni błąd i pozwoli MS zapisać kopię zapasową klucza kryptograficznego Bitlockera w ich chmurze, to inżynierowie MS nie mają problemu z odzyskaniem jej i przekazaniem służbom.
https://sekurak.pl/microsoft-przekazuje-sluzbom-klucze-deszyfrujace-bitlockera-oczywiscie-gdy-bedzie-je-posiadal-i-pojawi-sie-odpowiednie-zadanie/
https://www.forbes.com/sites/thomasbrewster/2026/01/22/microsoft-gave-fbi-keys-to-unlock-bitlocker-encrypted-data/😂
Można śmiało od razu ustalić cenę na 2000$, po co się tak ograniczać? 200 czy 2000 i tak nie kupię.
To samo z kolimatorem na screenie z Vietconga.
Nie trzeba być fotografem regularnie drukowanym w National Geographic, żeby nie chcieć być małpą wciskającą guzik. Nawiasem mówiąc, bardzo dobry fotograf zrobi gównianym aparatem zdjęcia, których ty czy ja nie zrobimy najlepszym aparatem świata ze wsparciem jakiegokolwiek AI.
"bardziej chodzi tu o fakt auto wyostrzenia, rozjaśnienia, poprawienia zamazanych elementów itd. Co jest mega przydatne i ciekawsze niż robienie 100 zdjęć żeby wybrać jedno które będziesz przerabiał godzinę tylko po to żeby je mieć w galerii albo wrzucić na instagramowe story."
Kuźwa, niewyobrażalne, że Henri Cartier-Bresson, Ansel Adams, Jim Brandenburg i wielu innych mistrzów ery analogowej (jak również całe mnóstwo mistrzów ery cyfry), którzy robili zdjęcia od razu OK w aparacie i nie potrzebowali ich godzinami przerabiać (co nie znaczy, że nie mieli pudeł i każde jedno zdjęcie wychodziło im genialne).
Oko i styl się wyrabia latami, ale wystarczy kilka godzin, żeby zapoznać się z podstawami kompozycji, obsługi aparatu i techniki robienia zdjęć, plus z tydzień ćwiczeń, żeby weszły w nawyk. I mistrzem fotografii nie będziesz, ale nie będziesz już małpą bezmyślnie wciskającą guzik z oczekiwaniem, że ej aj ci naprawi. Liczba pudeł (przynajmniej pod względem technicznym) nagle stanie się minimalna. Polecam obejrzeć sobie album Jima Brandenburga "Chased by the Light" i zobaczyć, co da się osiągnąć, jak się myśli nad tym, co się robi i wykonując tylko jedno zdjęcie dziennie, zamiast napie***lać 100 zdjęć jak z karabinu maszynowego.
Nawiasem mówiąc, to jak wrzucasz do tej galerii, czy na Insta story, to zaznaczasz, że to nie twoje zdjęcie, tylko ej aja?
"Tak czy siak od dawna mamy zdjęcia w trybie nocnym, trybie ruchu itd. AI to nic innego jak zautomatyzowanie tego procesu."
Nie. Te tryby to już jest zautomatyzowanie pewnych kreatywnych decyzji. I co prawda ograniczaj do tego, jak pewne rodzaje sceny wyobrażał sobie twórca tych trybów, ale wciąż jeszcze decydujesz, że tu ma być portret nocny, tam sylwetka na tle zachodu słońca, a gdzieś tam jeszcze coś innego. A licząc, że ej aj ci uratuje pstryknięcie, celujesz w coś obiektywem, naciskasz guzik i mówisz "hej, ej aj, zrób z tego coś, na co da się patrzeć, nie mam pojęcia co". No i AI robi to, co robi zawsze: jako złożony mechanizm statystyczny uśrednia do tego, co w swojej bazie ma najbardziej "trafne", niezależnie od tego, czy to włąściwe podejście do danej sceny i intencji fotografującego.
" jak malutcy porównują się do wielkich przypisując im swoje doświadczenia, poziom i umiejętności."
No już, już, nie dołuj się tak. Na pewno nie jest z tobą aż tak źle. Jak się weźmiesz w garść, na pewno sobie z tym kompleksem niższości poradzisz.
W fotografii artystycznej masz większy luz. Tyle, że i tak różnica polega na tym, że dobry fotograf robi zdjęcie przemyślane i technicznie "poprawne" (w kontekście efektu, który chce uzyskać, a nie "idealnego" histogramu), a już sama edycja jest wisienką na torcie zmieniającą wspaniałe zdjęcie w genialne. A nie walnięciem fotki na pałę i oczekiwaniem, że niech ej aj mi poprawi.
Różnica jest taka jak między Szekspirem piszącym na maszynie swoje sztuki, a małpą napieprzającą w klawisze tej samej maszyny i na zasadzie czystego prawdopodobieństwa otrzymującą od czasu do czasu jakieś zrozumiałe słowa.
"Każdy jej piksel może przyjąć określoną ilość światła, co sprawiało problemy w bardzo słoneczne dni. Wtedy fotografia mogła wydawać się rozjaśniona, a kolory wyblakłe. Producenci telefonów radzili sobie z tym przy pomocy HDR. [...] LOFIC (Lateral Overflow Integration Capacitor) rozwiązuje ten problem. Przy każdym pikselu umieszczono kondensator, który przechowuje nadmiar światła, co pozwala aparatowi poprawnie zarejestrować jasne i ciemne miejsca w kadrze na jednej fotografii, bez potrzeby wykonywaniu kilku z nich."
W sumie żadna nowość. Już ze 20 lat temu kombinowano z matrycami mającymi podwójny układ niskoczułych i wysokoczułych pikseli, żeby zwiększyć rozpiętość tonalną zdjęcia i nie przepalać świateł. Zabijcie, nie pamiętam jak to się nazywało. Pamiętam, że w jednym wariancie nisko i wysokoczułe piksele były obok siebie, a w drugim piksele miały niestandardowy sześciokątny kształt i niskoczułe piksele miały być zdaje się "obwódką wokół" wysokoczułych.
Pomysł jak widać się nie przyjął (pewnie w grę wchodziły koszty produkcji bardziej skomplikowanej matrycy w połączeniu z faktem, że zwyczajne sensory z czasem i tak zyskały większą rozpiętość tonalną). Zobaczymy czy tym razem się przyjmie.
Dla kogo inwigilacja normalna, dla tego normalna. I kto oddaje swoje dane, żeby mu apka nie zastrajkowała, ten oddaje. 🤷
Zdajesz sobie sprawę, że serwer musi działać 24h na dobę, 7 dni w tygodniu, 366 dni w roku, świątek piątek czy niedziela, żeby każdy w każdej chwili mógł sobie tę grę pobrać (i żeby gra singlowa always online mogła się cały czas ze swoim serwerem komunikować)? I ten serwer nie działa na dobrą wolę użytkowników, tylko na prąd. A ten prąd wcale nie musi pochodzić ze źródeł ekologicznych. Dodaj do tego, że sprzęt się zużywa, więc trzeba go wymieniać na nowy. Stare pójdzie na śmietnik, bo utylizować się nie opłaca, a wyprodukowanie nowego znów zużyje energię, surowce i wyemituje zanieczyszczenia. Na dłuższą metę "czysta" cyfra będzie mniej ekologiczna niż jednorazowo wyprodukowany plastikowy "śmieć".
Do tego można by jeszcze dodać ekologiczny koszt działania każdego urządzenia na drodze serwer - twój PC, przez które fizycznie wędrują pobierane dane, bo one też muszą działać non-stop i zepsute być wymieniane, ale powiedzmy, że to koszt marginalny, bo obsługują całą sieć, nie tylko serwer z grami do pobrania.
A nie, przepraszam. Jednak nie "swoją" cyfrę, bo ona nie jest twoja, tylko łaskawie ci użyczona do czasu, aż ktoś tam po drugiej stronie serwera uzna, że dość się już nagrałeś i czas, żebyś coś nowego kupił i ci cyfrówkę odbierze.
"End-to-end encrypted chats, such as those on WhatsApp, have always been exempt from these scans."
https://www.patrick-breyer.de/en/eu-parliament-greenlights-chat-control-1-0-breyer-our-children-lose-out/
"jak sie okazuje i tak - podobno - nie bylo to stosowane wczesniej, mianowicie end to end encryption nie jest objete skanowaniem."
Bo to jest w CC 2.0 i miejmy nadzieję nigdy tego nie przepchną.
"nie przeszla poprawka by skanowanie mialo zastsowanie wobec osob juz podejrzanych"
No włąśnie odrzucili jedyną rzecz, która by sprawiła, że to by miało sens. Zamiast zrobić ukierunkowaną inwigilację na osoby podejrzane, to inwigilowani są wszyscy. No po prostu nie ma to jak szukać igły w stogu siana, dorzucając jeszcze więcej siana.
"Jak kogoś nie było to jego głos automatycznie liczył się na tak.
To jest legalność ue :)"
Z tego co wiem, to głosowanie musiało mieć bezwzględną większość, żeby odrzucić Chat Control i chociaż większość była przeciw ponownemu wprowadzeniu CC, to nie zdobyła większości bezwzględnej.
"Although a majority of voting Members of the European Parliament (MEPs) actually opposed the regulation (314 against, 276 in favor, 17 abstentions), the motion to reject it failed to secure the required absolute majority of 361 votes. As a result, mass scanning is now permitted again until 2028."
https://www.patrick-breyer.de/en/eu-parliament-greenlights-chat-control-1-0-breyer-our-children-lose-out/
"Skanowanie jak widać do tej pory było i nikt nawet o tym nie wiedział."
Kto siedział w temacie, ten wiedział. Z tym, że to ważne, żeby rozróżnić Chat Control 1.0 od Chat Control 2.0.
CC 1.0 było regulacją tymczasową, która jakiś czas temu wygasła i której przedłużenie zostało 2-krotbnie odrzucone w marcu b.r., bo sama Komisja Europejska przyznała, że nie spełnia swojego zadania (nie ma dowodów, że przełożyło się na wzrost liczby skazań czy uratowanych dzieci, a większość zgłoszeń w ramach CC 1.0 było nieprzydatnych i tylko niepotrzebnie obciążało służby, które miały obowiązek każde zgłoszenie sprawdzić lub zamiast łapać pedofilów wykorzystujących dzieci, kończyło się na sprawach przeciwko samym nieletnim, angażującym się między sobą w sexting).
I ważna rzecz: CC 1.0 zezwalał dostawcom usługi na dobrowolne skanowanie prywatnych rozmów użytkowników z wyłączeniem komunikacji szyfrowanej e2e. Czyli po prostu dawał prawną podkładkę na to, co firmy technologiczne już i tak robią. Owszem, jest to skurwysyństwo, ale nie koniec świata. Każdy, kto chociaż trochę się interesuje prywatnością, wie że jak coś nie jest szyfrowane e2e, to należy przyjmować, że każdy może to odczytać. CC 1.0 nie daje zezwolenia na przełamywanie i monitorowanie komunikacji szyfrowanej metodą end-to-end (e2e).
Natomiast CC 2.0 nigdy nie został przyjęty i miejmy nadzieję, że nigdy nie zostanie. CC 2.0 nakazuje operatorom usług skanowanie komunikacji szyfrowanej metodą e2e, czy to przez zostawienie tylnej furtki jako "uprawnionego dostępu dla służb", czy skanowania "po stronie klienta" przed zaszyfrowaniem wiadomości, w praktyce całkowicie łamiąc jakiekolwiek gwarancje poufności zapewniane przez szyfrowanie e2e (dodanie tylnej furtki czy skanowania po stronie użytkownika sprawia, że e2e przestaje być e2e).
Ponowne przyjęcie CC 1.0 to w zasadzie powrót do status quo pozwalania wielkim firmom technologicznym bezkarnie węszyć, wykorzystywać i monetyzować dane użytkowników. Wprowadzenie CC 2.0 byłoby momentem, w którym nasz obecny Wielki Brat udający wolność i demokrację ściąga białe rękawiczki i dołącza do Chin, Rosji i całej reszty autorytarnego towarzystwa.
Wygląda na to, że odrobina krytyki pomogła im "odnaleźć Jezusa". Już wracają do szyfrowania pamięci.
https://arstechnica.com/security/2026/06/following-user-outcry-amd-reinstates-memory-encryption-in-consumer-cpus/
A co do tego Windowsa, to pozostaje nam być tylko wdzięcznym bezmyślnemu hakerowi za pomoc w szerszym nagłośnieniu tego, jak bardzo Windows nas inwigiluje. Bo to, że "coś tam" wysyła, wszyscy od dawna wiemy, ale teraz wiemy też co konkretnie i do czego to służy. Może do tych, którzy nie siedzą w temacie prywatności również coś w końcu dotrze.
A co do zniszczalności otoczenia, to raczej było dość skromnie. Ot szczególik z przestrzeleniem akwarium. A poza tym rozwal lampę, strzel w wybuchową beczkę i to wszystko. Może planują tę interaktywność otoczenia nieco zwiększyć. Pytanie czy to się jakkolwiek przełoży na rozgrywkę.
- Osiągnięcia wymagające grania w sieci, jeśli gra przede wszystkim trybem dla jednego gracza stoi.
- Mocno przegięte osiągnięcia zbierackie typu znajdź wszystkich 1000 kocich ogonów.
- Osiągnięcia typu zdobądź maksymalny poziom, jeśli nie da się tego zrobić organicznie w trakcie gry i trzeba grindować i wszystkie inne odmiany osiągnięć wymagające grindowania.
- Osiągnięcia oparte na (p)RNG, przy których nie liczą się umiejętności gracza, tylko szczęście, że akurat wylosowało się to, co tam potrzebne do osiągnięcia.
- Osiągnięcia wymagające wielokrotnego przechodzenia gry.
- Takie wymagające powtarzania bezcelowej czynności w stylu kliknij żuczka 1000 razy.
- Osiągnięcia za speedrun - gram, żeby się dobrze bawić, a nie pędzić jak do pożaru.
- Przejdź całą grę w trybie permadeath (lub nie zgiń ani razu w normalnym trybie, jeśli gra rejestruje śmierci w taki sposób, że wczytanie zapisu nie pomoże).
- Takie wymagające czegoś w stylu "dokładnie 5 min. po północy i tylko jeśli księżyc w pełni jest w 40% zasłonięty chmurami, podejdź do studni, wrzuć kamień, podskocz trzy razy, a potem idź do knajpy i zamów śliwowicę, a potem wejdź na najwyższą górę zanim wstanie świt", czyli wymagające wykonania bardzo konkretnego ciągu czynności, których nikt normalny w normalnehj grze nie wykona i na które nie ma szans wpaść bez pomocy poradnika.
Ogólnie osiągnięcia potrafią być spoko, wydłużyć czas zabawy z daną grą, nakłonić do wyjścia ze strefy komfortu i spróbowania gry inaczej niż zazwyczaj albo podpowiedzieć coś, o czym w danej grze nawet się nie wiedziało. Problem się zaczyna wtedy, gdy to są osiągnięcia zaprojektowane, żeby marnować twój czas.
"Spore ulepszenia mają za to zajść w rozgrywce."
Naprawdę?
"Gra zaoferuje znacznie bardziej zaawansowany system oświetlenia, mający objąć m.in. źródła światła, które będzie można zniszczyć."
Było.
"Połączony z tym zostanie wskaźnik informujący o tym, jak mocno w cieniu ukryta jest nasza postać."
Było
"Mocno rozszerzone mają zostać metody eliminacji wrogów, które nie skończą się ich śmiercią."
Pociski ogłuszające, tasery, kamery gazowe, cios w szczękę, cios w tył głowy, wylądowanie komuś na głowie. Zastanawiam się, co jeszcze można dodać. Może podduszenie wisząc na rurze jak w CT i eliminacje zza węgła jak w BL?
"W grze pojawią się także granaty dymne oraz możliwość przyczepiania kamer do różnych powierzchni."
Było.
"Wrogowie posiadać mają możliwość manualnej aktywacji alarmów."
Było.
"W grze nasza postać będzie mogła zjeżdżać przez rury i linki zawieszone między lokacjami."
Przez rury? Chyba po rurach/rynnach. W każdym razie było.
A co do FC 7, to czy tylko ja widzę tu sprzeczność i problem?
"będziemy na to mieli ograniczony czas [...] limit ów zwiększono do 72 godzin. Istotną rolę w rozgrywce odegra mechanika zużywania się uzbrojenia."
To z czego będą zrobione te bronie? Z plasteliny?
Ta mechanika zużycia miała sens w poprzednich grach z serii, gdzie można było biegać po mapie bez limitu czasu, "miesiącami". Wtedy broń faktycznie mogłaby się zdążyć zużyć czy zepsuć. W 3 dni praktycznie nie ma siły, żeby coś się zacięło, jeśli ktoś celowo nie wetknął jej w bagno, nie wytarzał w piachu itp. Będziemy mieli problem dziurawego baku wystarczającego na przejechanie 2 km znany z Days Gone.
Ktoś tam naprawdę dostał zaćmienia umysłowego, zatwierdzając te dwie mechaniki razem.
A właśnie z tym jest największy problem. To już nie te czasy, co 30 lat temu, że się grało w jedną grę do oporu, czy po kilkanaście razy katowało tę samą jedną misję z jakiegoś dema, bo nic więcej nie było. Teraz to jest taśmociąg z większą podażą niż popytem. Ludzie pograją raz (o ile w ogóle, bo częściej wcale nie kończą) i przeskakują do następnego, nigdy nie planując do popr4zedniego wrócić. Konsumpcjonizm pełną gębą, więc jak sobie wyobrażasz, że nagle tłumy zaczną się przejmować kwestią własności i czy za 10-15 lat jakąś grę odpalą? A jak się nie przejmują, to nie będzie mas wybierających GOG-a, ani tym bardziej trujących dupę devom.
Ja nieraz wypytuję o wydanie na GOG-u, a jak już zapytałem i później wydadzą, to pilnuję, żeby kupić i pokazać, że to nie tylko żebranina o wersję gogowską, żeby żebrać, ale że idą za tym konkretne zakupy. Tylko ja jestem jeden i znam dosłownie garstkę ludzi, która robi podobnie. Sami rynku nie zmienimy. 🤷♂️
Włąściwie sam sobie odpowiedziałeś. femme fatale od tego jest, żeby prowadzić bohatera do "zguby". Po prostu nie mogło się to dobrze skończyć. A dlaczego "zapomina" o żonie? Bo żona już parę lat w grobie leży, a jej śmierć została pomszczona. To co, Max miał do końca życia rozpaczać? W jedynce na koniec pada (cytuję z pamięci) "Śniłem o mojej żonie. Była martwa, ale to było w porządku.", co wskazuje na to, że Max w końcu odzyskał spokój i mógł zacząć żyć dalej.
"Niezwykle ważnym aspektem jest również jakość materiałów – nakładki na klawisze (keycapy) wykonane z twardego tworzywa PBT oferują znacznie większą odporność na ścieranie i nieprzyjemne „świecenie się” plastiku (widoczne odciski palców) niż standardowe, tanie tworzywo ABS."
Z perspektywy dużo piszącego dodam jeszcze, żeby wystrzegać się klawiatur LG, bo ich keycapy mają cholernie cienkie nóżki, które w pewnym momencie zaczynają się łamać na potęgę, często zostając w przełączniku i nie dając się wydłubać, żeby dało się chociaż wymienić na nowy. I szukać keycapów typu "double shot", zrobionych z 2 warstw tworzywa, dzięki czemu "literki" nigdy się z przycisków nie zetrą.
Swoją drogą chciałbym zobaczyć taką polecajkę klawiatur biorących też pod uwagę ich trwałość i długowieczność. Wiem, że raczej ciężko testować klawiaturę przez 5 lat, żeby sprawdzić jak dobrze będzie działać po takim czasie intensywnego użytkowania, ale w GOL-u nie brak chyba osób dużo piszących, które mogłyby podzielić się własnymi doświadczeniami, co im się w codziennym użytkowaniu sprawdziło, a czego się wystrzegać, bo rozpadło się przedwcześnie.
Szczęśliwie w Signalu jeszcze nie siedzi agent Smith, który cały czas słucha, a jak się go "włączy" to także się odzywa. 😉 Do 75 osób w połączeniu wideo. Teams może i ma więcej (nie wiem, nie sprawdzałem), ale i tak trudno mi sobie wyobrazić jakikolwiek porządek dyskusji w większych grupach.
Może cię to zdziwi, ale ty i twój internet nie jesteście żadnym wyznacznikiem dla reszty świata. Na świecie jest jeszcze cała masa ludzi, dla których instalacja z płyty tych 100 GB byłaby wielokrotnie szybsza od ściągnięcia tej ilości danych.

Uczą nas w szkole historii, jak straszna była druga wojna światowa, żebyśmy już nigdy nie popełnili podobnych błędów i nie dopuścili do czegoś takiego. Szkoda tylko, że nie uczą jak to było z inwigilacją w państwach totalitarnych. To też powinien być temat obowiązkowy. Życie w Rosji z wszechmocnym KGB, w Niemczech wschodnich, gdzie - jak mawiano - agent STASI albo jego cywilny współpracownik czaił się pod każdą dziurką od klucza, czy w komunistycznej Albanii, gdzie przed Sigurimi drżał dosłownie każdy, może z wyjątkiem samego Hoxhy.
"Ojciec latami próbował nie rzucać cienia. Cokolwiek by powiedział, trafiłby za kratki, z taką historią rodzinną za jedno nierozważne słowo dostałby dwadzieścia lat. Więc żeby przetrwać, oduczył się mówić. Jeszcze teraz, gdy się do mnie zwraca, nachyla się bardzo blisko i szepcze mi do ucha, żeby nikt nie słyszał. Powtarzam mu czasem, gdy nade mną wisi: „Tato, czasy komunizmu się skończyły, mów głośno, nikt na ciebie nie doniesie!”. On się mityguje: „Masz rację, synku, masz rację”. I po chwili znowu nachyla się, szepcze. Do końca życia będzie już tak szeptał. Nigdy nie podniesie głosu, nie krzyknie. Tylko to mu zostało, ten szept. Musi szeptać, żeby się nie bać." Małgorzata Rejmer - Błoto słodsze niż miód Głosy komunistycznej Albanii
Czy naprawdę do tego chcemy dążyć?
To taka gra z permadeathem: raz unikniesz zgonu, drugi, trzeci, dziesiąty, a przyjdzie trzydziesty piąty przeciwnik, który cię ukatrupi i do widzenia, drugiej szansy ni ma.
Każda władza chętnie przyzna sobie większą kontrolę, wykorzystując strach obywateli bo "terroryści i pedofile", ale żadna się tej kontroli nie zrzeknie, kiedy "niebezpieczeństwo" minie.
"Mam to w (.) ponieważ"
"To" to zapewne ból zadu, bo jak na kogoś, kto ma ten temat gdzieś, bardzo mocno się produkuje, żeby przekonywać wszystkich, że "nie będziesz mieć nic i będziesz szczęśliwy" jest fajne. 😂
Dodajmy do tego jeszcze, że ten doświadczony pracownik, co już wie, że robi tylko do końca miesiąca ma zerową motywację do przekazywania wiedzy komuś, kto ma go zastąpić.
No jest wspomniany, ale ta akurat modyfikacja zasługuje moim zdaniem na osobną pozycję na liście. Np. za Wiedźmina 3, który z Gothickiem ma tyle wspólnego, co kot napłakał.
"Gdzie ja zwykły świeciowy użytkownik GOG mogę się równać z tak wyśmienitym graczem AAA i jego byciem always online wyjętym niczym ze Sci-Fi z 2500 roku."
No w końcu "nikt normalny nie kupuje na gogu", to co my "nienormalni" będziemy dyskutować? 😄
Niech on sobie gra w te swoje kity AAAA, a my wracajmy do naszych "gówno indyków na 5h"... pokroju Warno czy Pathfindera na kilkaset h. 😂
Wymagają, bo technicznie jest taka potrzeba i bez tego nie mogłyby działać, czy wymagają, bo tak się uwidziało wydawcy?
"GoG to śmieciowa platforma, ze śmieciowymi grami, które nikogo już nie obchodzą."
Poświęcasz masę czasu i wysiłku na udowadnianie wszem i wobec, że platforma, która cię rzekomo nie obchodzi, jest do dupy.
" skoro nikt tam (wg. producentów gier) nie kupuje"
A wyjaśnisz mi, po co te firmy, które wyżej wymieniłem, po dodaniu kilku gier na próbę dokładały kolejne, skoro nikt nie kupował? Po co sobie tym głowę zawracały?
"jakieś wasze ulubione śmieciowe gierki indie"
Które są 10 razy ciekawsze, bardziej kreatywne i dają więcej radochy niż twoje śmieciowe AAA, gdzie całą para idzie w grafikę. Pamiętam jak miałem 12 lat, to się jarałem grafiką, ale z czasem mi przeszło.

No jest dokładnie tak jak piszesz, a jednak wyciągasz z tego wnioski z dupy. Sednem gry jest tryb całkowicie singlowy. Przejście fabuły i zaliczanie najróżniejszych wyzwań na tych mapach (odblokowując przy okazji nową broń i gadżety, które potem dają jeszcze więcej możliwości zaliczania tych map). I nie ma absolutnie żadnego TECHNICZNEGO powodu, żeby wszystko to nie było zapisywane na lokalnym sejwie, poza widzi mi się IOI.
TECHNICZNIE internetu do działania potrzebują Ulotne Cele (Elusive Targets) i tworzone przez graczy kontrakty (Contracts na screenie ==>>) I sam stwierdzasz, że nie to jest esencją tej gry. Nawiasem mówiąc, Ulotne Cele (choć przyznaję, że sam pomysł, że jak misję zawalisz, to nie masz szansy na powtórkę jest ciekawy) to kolejny rak gier usług,. czyli wywoływanie FOMO przez ograniczenie czasowe i powinno wylecieć na zbity ryj.
A wiesz, co by się stało, gdyby graczom zaczęło zależeć i spadły zyski z wydanie np. na Steamie, a za to na te same gry ludzie rzucaliby się, gdyby trafiły na GOG-a? Nagle wydawcy by się kapnęli, że w DRM-free są pieniądze i zaczęli wydawać tam coraz więcej. W jeden dzień branża by się nie zmieniła, ale z czasem miałbyś nagle "Na GoGu jest 90% gier które posiadam".
Co z tego, że na Steam masz 100% gier, w które pogrywasz? Ty ich nie posiadasz, bo nie masz kontroli nad plikami.
"gry są kradzione z GoGa w dniu premiery."
Argument inwalida. Jak gier nie zabezpieczy Denuvo, to gry ze Steama też latają po torrentach w dniu premiery. Lepiej: pomimo tego, że gry z GOG-a są niby łatwe do spiracenia i latają po sieci, to po sieci latają również spiracone wersje Steamowe dokładnie tych samych gier.
"Do tego sami twórcy gier przyznali że nic na GoGu nie zarabiają"
I dlatego Capcom po próbnym wydaniu na GOG-u trylogii klasycznych Residentów był zdziwiony jakie wysokie jest zainteresowanie i zaraz dorzucił pakiet Dino Crisis, DMC i rozszerzył kolekcję Residentów o RE0 i RE HD Remaster? Ludzie od Combat Mission krótko po wrzuceniu bodajże dwóch części CM dorzucili resztę serii, a ludzie od Total Warów po opublikowaniu na GOG-u chyba 3 części na próbę szybko dorzucili następne? To wszystko muszą być jacyś masochiści, co lubią tracić pieniądze, skoro na GOG-u nic się nie zarabia, a jednak kolejne pozycje wrzucili.
"właśnie dlatego że te gry posiadają DRM i w wielu przypadkach always online."
I wiele z tych gier z DRM-em ma go zdejmowanego i trafia na GOG-a. To jest tylko i wyłącznie decyzja wydawcy, czy chce to zrobić. To samo z always online. Sporo z tych gier naprawdę tego połączenia z siecią do niczego nie potrzebuje i tylko decyzja wydawcy mówi, że ma być tak, a nie inaczej.
"Więc idźcie i grajcie w swoje hiroski 3 offline"
Tak, tak, "u nas" na GOG-u to tylko hiroski i co najwyżej jeszcze King's Quest z lat 80., bo nic nowszego nie ma. A nie, czekaj... COE33, Doom 2016, Doom Eternal, Tomb Raider trylogia Survivor, Indiana Jones and the Great Circle, KCD2, Crysisy w wersji Remastered, nowy Styx, Warno, Rogue Trader, Pathfindery, CP2077, plus wszystko, co wymienił WolfDale. No rzeczywiście same "hiroski".
Nawiasem mówiąc, Trylogia TR i Doom Eternal tylko potwierdzają, że wymóg łączenia z serwerem to przede wszystkim kaprys wydawców i jak jest z ich strony wola, to naprawdę wiele można zrobić. Ride of TR, jak dobrze pamiętam, dodał nawet te elementy kosmetyczne do trybu multi, które wcześniej były zamknięte za połączeniem z serwerem. W wersji GOG-owskiej dalej trzeba je sobie odblokować, ale nie trzeba już się logować na żadnych serwerach wydawcy. I podobnie D Eternal, który był na tyle mocno przykuty łańcuchem do konta Bethesdy, że po wyjściu na GOG-u okazało się, że jakieś tam kosmetyki i chyba 1 master level wymagały logowania na ich serwerze, szybko poprawili i teraz wszystko jest offline, jak Bóg przykazał.
I druga rzecz, "płytka" to jest tylko uproszczenie symbolizujące posiadanie i kontrolę nad zakupioną kopią dzieła. "Płytka" może równie dobrze oznaczać zakup cyfrowy w stylu GOG-a, gdzie pobierasz sobie do archiwum instalator, który nie wymaga żadnego uwierzytelniania i połączenia z siecią. A jak są łątki, to sobie ten instalator aktualizujesz. Problem "100 GB patchy rozwiązany".
Może czas najwyższy zacząć krytycznie myśleć, zamiast pogrążać się w w jakimś syndromie sztokholmskim, który mówi ci, że im bardziej antykonsumenckie praktyki stają się wszechobecne, tym lepiej dla ciebie.
A co najważniejsze, zaczynają realnie wchodzić do użytku: Signal wdrożył (i dalej kombinują nad możliwymi ulepszeniami), Apple w iMessage wdrożyło, Amazon zdaje się wdrożył obsługę zestawu algorytmów post-kwantowych, Android od wersji 16 albo 17 też. Jeśli przeszłe doświadczenia czegoś nas nauczyły, to że jeszcze i w 2080 r. znajdą się tacy, którzy zabezpieczenia wprowadzają, wprowadzają i wprowadzić nie mogą, ale najważniejsze, że proces już się zaczął i pewne podstawowe rozwiązania są zabezpieczone.
Na ile to jest w mojej mocy, głosuję portfelem, ale sam jeden świata nie zmienię. Większość ma to w dupie, więc jest jak jest. Gracze graczom zgotowali ten los.
No ale po co płyta? Przecież cyfra jest super. I masz natychmiast, i pudełko miejsca nie zajmuje, a to że od czasu do czasu coś ci z cyfrowej półki zniknie, to tylko lepiej, bo zrobią za ciebie wiosenne porządki. Niech żyje cyfra!!! 😂😈😂
Ze 2-3 gry bym wyrzucił, bo to średnie było, trochę rzeczy dodał. Niemniej lista solidna.
Akurat zarządzanie samochodem z poziomu aplikacji mi zwisa i powiewa, ale to jest czyste skurwysyństwo.
Zresztą to ma sens. Jakby nagle wykryli, że ZSRR odpaliło kilkadziesiąt/set ICBM-ów, które pierdolną za 8 minut i trzeba odpalić własne, dopóki jeszcze można, to nie ma nikogo, komu by się łapy nie trzęsły, a wtedy najlepiej mieć jak najprostszy kod.
Co do AI "łamiącej zabezpieczenia", to jestem skłonny uwierzyć, że po prostu pokazało jak słabo byli zabezpieczeni, a nie że przełamało nie wiadomo jakie. "Tajne systemy" to nie jakieś Google, żeby mieć program bug bounty zachęcający do testowania ich zabezpieczeń. A nawet przeciwnie, zamiast 10 milionów nagrody za znalezienie podatności, można dostać od 10 lat do dożywocia. Więc w praktyce nikt im tych zabezpieczeń nie testuje czy działają w praktyce tak dobrze jak w teorii. A teraz postanowili zrobić test, puszczając AI i panika, że obudzili się z rękąw nocniku.
"️Do zagadek są 3 podpowiedzi: gdzie 4 podpowiedz to automatyczne rozwiązanie zagadki"
"Zagadki to jakieś trudne dziadostwo (poziom studenta experta z matematyki mistrza szachowego)" 🤦🤦🤦
Gra ma kilka poziomów podpowiedzi i opcję automatycznego rozwiązania każdej zagadki i jeszcze narzekanie, że trudne. Ja rozumiem, że dla kogoś, kto w tego typu gry nie gra, te zagadki nie będą banalne, ale gdzie im do poziomu wymagającego "matematycznego mistrza szachowego"?
Ale poza ta jedną misją, to nic tam nie było nadmiernie trudne. No może jeszcze w Spearheadzie ten ostrzał artyleryjski na początku i szaleńcza jazda wozem opancerzonym mi trochę krwi napsuły, ale MoHAA daleko do gier, w które "nie da się grać".
Po Meltdownie i Spectre wszystkie procesory wzięto mocno pod lupę. Natomiast w to, że coraz bardziej idą w kierunku złegop korpo, to nie wątpię i nie zamierzam się spierać. Czy AMD ich dogoni? Może, ale ja nie wróżę z fusów, tylko na podstawie dostępnych danych stwierdzam, że na ten moment ich procesory uznaję za bezpieczniejsze.
Nie będą musieli. Nikt ich pod karabinem zmuszał nie będzie. Inna sprawa czy rzeczywiście po pewnym czasie nie dojdą do wniosku, że dodawanie tego API w wersji bodajże Manifest v2, w dodatku do upośledzonego Manifest v3 za każdym razem, jak wyjdzie nowa wersja Chromium im się opłaca.
14,793 results for intel
1,251 results for amd
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=intel
https://www.cve.org/CVERecord/SearchResults?query=amd
To oczywiście bardzo niedoskonała metoda badawcza, więc zachęcam do głębszych dociekań, odfiltrowania wyników tylko do tych, które dotyczą konkretnie procesorów i porównania ilości podatności oraz ich punktacji na skali "groźności". Tym niemniej już sama dysproporcja wyników powinna dać ci do myślenia.
Oczywiście może tak się składać, że baza podatności to też "fanboye" AMD. 😂
P.S. Nie używaj słów, których znaczenia nie rozumiesz.
Od lat wybieram procesory AMD, uważam je za bezpieczniejsze (mniej odkrytych podatności, a odkryte zazwyczaj mniej poważne), ale tego naprawdę nie idzie usprawiedliwić i wytłumaczyć inaczej niż chciwością: chcecie TSME, kupcie droższe. 😡
Ważne, żeby Firefox został na ryku choćby z tak prostego powodu, że to jedyny (poza Safari) silnik inny niż googlowski. Monopol dla nikogo nie będzie dobry.
Na wtrynianie AI kląłem, ale odkąd to się da poustawiać, to zostawiłem sobie tłumaczenia, bo okazjonalnie się przydaje, a resztę wyłączyłem i nawet nie pamiętam, że w lisku jest jeszcze jakieś AI. Z szybkością działania nie mam problemu (jedyna rzecz, która jest wyraźnie wolniejsza, to wczytywanie obrazków w goolglowskich captchach, bo Google faworyzuje), z reklamami też nie, bo uBO robi robotę. O błędach, to ja tylko czytam w changelogu przy okazji kolejnych aktualizacji, bo w codziennym użytkowaniu jak na r4azie żadne mnie nie dotknęły. Jedynie raz się zdarzyło, że przy aktualizacjo obsługi jakichś kodeków na mobilnym FF filmy z YT przestały się odtwarzać, ale zgłosiłem i w ciągu chyba 5 dni naprawili.
Od czasu do czasu korzystam też z Opery, Vivaldi, a nawet Edge i nie widzę u nich jakichś cudów, więc póki co nie zamierzam porzucać liska.
Stary, co ty pier...? Przecież ty nie masz pojęcia, jak działają kina? Czego was tam uczą teraz w tych szkołach? No chyba, że specjalnie naciągasz sobie idiotyczny argument na poparcie swojej tezy, licząc, że twoi rozmówcy to idioci i nie zauważą.
Nie, idąc do kina i kupując bilet nie kupujesz żadnej licencji na film. To kino za określoną kwotę i procent od sprzedaży biletów wykupuje od studia licencję na publiczne i odpłatne wyświetlanie filmu. A ty kupujesz tylko świstek, który uprawnia cię do wejścia na określoną salę na czas trwania określonego seansu. Tak, to sprowadza się do płacenia za możliwość obejrzenia filmu, ale nie kupujesz jakiejkolwiek licencji.
Druga sprawa, że kino jak świat światem sprzedawało bilety na 1 seans i nikt z tym problemu nie ma. Natomiast gry w dystrybucji fizycznej to było nabycie kopii wraz z licencją na jej dożywotnie odtwarzanie (czyli aż ci nośnik padnie). I tak również powinno być w grach w edycji cyfrowej. Pomijając czyste MMO, gdzie żadnego komponentu single nie ma i w ogóle próba grania singlowego by nie miała sensu, bo w takie gry rzeczywiście jest od początku wpisany pewnik, że gra nie będzie żyć wiecznie.
"Dotyczy to tymczasowego dostępu do lokalizacji dla aplikacji"
To jest jakaś nowość? Przysiągłbym, że od ładnych paru lat przy pytaniu o dostęp do czegoś tam jest możliwość wybrania "Zawsze/Tylko tym razem".
"oraz dzielenie się z nią wyłącznie wybranymi kontaktami, a nie całą książką telefoniczną."
Contact scopes to ja na GrapheneOs-ie mam bodajże od czasów Androida 15. Miło, że i normalny Android to wprowadza. Pytanie: dlaczego dopiero teraz?
Pewnie też wytyczne tajemniczych "mecenasów". Tamte potrafiłem zrozumieć. tego nie.
G1 miał podobnie. Jako świeżak imałeś się każdego zajęcia, żeby coś zarobić, zbudować sobie reputację i po prostu próbować się jakoś urządzić. Potem pojawiała się wizja możliwej ucieczki, to skupiałeś się przede wszystkim na tym. Chociaż w jedynce ta struktura piramidy nie byłą jeszcze idealna, bo późniejsze rozdziały to wyłącznie główny wątek.
Widać trochę jestem nie na bieżąco. Jak ostatni raz o tym czytałem, to tylko przy użyciu Wi-Fi dało się wykryć czy ktoś przebywa w pomieszczeniu i w którym miejscu, ale o identyfikacji osób mowy nie było.
Czyżbyś miał na myśli coś z tego? "2.Usługodawca, który otrzymał urzędowe zawiadomienie o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie ponosi odpowiedzialności względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych.
3.
Usługodawca, który uzyskał wiarygodną wiadomość o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie odpowiada względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych, jeżeli niezwłocznie zawiadomił usługobiorcę o zamiarze uniemożliwienia do nich dostępu."
Nie bardzo wiem, co jest bezprawnego we wskazaniu, że pod tą kropką można sobie sprawdzić listę aplikacji używających uprawnień i stwierdzenie, że wyświetlanie obok tej kropki wielu ikon zrobiłoby burdel na belce oraz podanie stosownego przykładu z życia wziętego, że tych ikon mogłoby być całkiem sporo.
Ale niech wam będzie, nie chce mi się odwoływać i wykłócać o parę głupich komentarzy. Rozumiem, że z waszej perspektywy lepiej jest usunąć wszystko i mieć święty spokój.
Diler przyszedł, dał kilka działek za psi grosz czy nawet za darmo (tracąc na tym interesie), a jak się już ludzie uzależnili, to może zacząć podnosić ceny i odbić sobie straty. Mam nadzieję, że jednak się przeliczą i to wszystko ostro pieprznie.
Znaczy się muzykę to ja lubię. Po prostu ucho drewniane i przez większość czasu nie odróżniam dobrego grania od fałszowania (chyba, że straszliwie rzępolą). Ale w tych wszelki te zagadki, gdzie trzeba coś ze słuchu odegrać po wysokości dźwięku, to większość tych tonów to dla mnie prawie to samo. A już zwłaszcza pod presją czasu nie widzę sensu się denerwować.
Ogólnie Iselor ma dużo racji. Może nie jest tak, że dziś żadnej kultury graczy nie ma, ale kiedyś to było w miarę jednolite, a dziś wszystko jest porozbijane na grupki, które nie mają z sobą nic wspólnego. Bo co łączy gracza, który po robocie odpala sobie na godzinę fifę, takiego który siedzi po kilka godzin dziennie nad erpegami, zaglądając w każdy kąt i rozkładając mechaniki na czynniki pierwsze i e-sportowca? Niewiele. Gier powstaje tyle, że zbierzesz dwudziestu graczy i okaże się, że każdy grał w co innego, poza nielicznymi wyjątkami. Nawet w obrębie miłośników jednego gatunku ciężko dziś o to, żeby ich listy zaliczonych tytułów miały wiele punktów stycznych.
A potem użytkownik zostanie z pustym kontem bo AI nakupiło nie wiadomo ile nie wiadomo czego i jeszcze pożyczek nabrało i przesłało pieniądze hakerowi, a potem będzie się tłumaczyć, że "tak, zignorowałem wszystkie reguły i zakazy, bardzo mi przykro"
Już i tak wszystko jest mniej lub bardziej dziurawe, a oni specjalistów od cyberbezpieczeństwa zwalniają. 🤦♂️
Szczerze? Widziałem i na myśl mi nie przyszło, żeby się w tym doszukiwać nie wiadomo czego. Jak się szuka dziury w całym i kontrowersji, to zawsze się je znajdzie.
A ja z tego miejsca dziękuję tym wszystkim pełnym entuzjazmu betatesterom, którzy rzucili się szturmem do walki z błędami. Dzięki waszemu poświęceniu zagram sobie za pół roku w grę tańszą i w znacznie lepszym stanie od tego, z czym się teraz zmagacie.
Świat bez przestępczości, w którym istnieje 100-procentowa wykrywalność i 100-procentowa karalność, może się na pierwszy rzut oka wydawać czymś wspaniałym. Do pierwszego kontaktu z rzeczywistością, w której podrapiesz się po dupie niezgodnie z przepisami. Albo algorytm sobie wyhalucynuje, że to zrobiłeś.
Bycie lub nie potężną czarodziejką nie ma tu nic do rzeczy. A co do wybrańca, to może nie jest nim w dosłownym sensie, ale ilu zwyczajnych śmiertelników w krainach zasłużyło sobie na osobistą wizytę któregoś z bóstw? Toż nawet większość kapłanów osobiście spotykała swoich bogów dopiero po śmierci. Nie mówiąc już o wizycie dwóch z nich i wyświadczaniu za nic sporej przysługi i to ponoć łamiąc przy tym dla niej jakieś zasady nieingerencji. To jak ta Dagmar z mojego przykładu, co o nic nie prosiła, nic na to nie pracowała, ale dostała w prezencie pół tysiąca lat życia, bo "pies" ją polubił.
Może Mary Sue to za dużo powiedziane, ale czuć w tym jak prowadzisz tę postać, że ma dużą taryfę ulgową. A może ja po prostu jestem skończonym marudą. No ale tak czy inaczej życzę szczęścia i sukcesu wydawniczego z tą właściwą powieścią.
No to tak:
"No mieliśmy barkę. Niziołka. "
Postanowiłem sobie nie czepiać się literówek itp., ale to jest, kurde, zbyt dobre, żeby o tym nie wspomnieć. Wyobraziłem sobie jak pływają na niziołku po Maer Dualdon czy Lac Dineshere. 😂
Reakcja Alizy na zwój wskrzeszenia "w moim świecie uznaliby to za świętokradztwo", po czym wzrusza ramionami i przestaje się przejmować. Może w myśl zasady "nie mów, tylko pokazuj" powinna zareagować, jakby to rzeczywiście było świętokradztwo, tymczasowo nabrać podejrzliwości do kapłana, kategorycznie odmówić, żeby używano na niej tego obrzydlistwa, gdyby poległa, czy coś?
Bohaterka mówi, że nieumarli w Faerunie to coś całkiem innego od głupich i łatwych do zabicia ożywionych trupów z Sanktuarium i jest zaskoczona, że szkielet potrafił odbić mieczem jej cios. Tymczasem nieumarła Moreina gada, sprawnie posługuje się łukiem i w ogóle zachowuje się jak żywa, tyle że spaczona.
Ta interwencja bogów w sprawie języka i kasy, a już zwłaszcza w sprawie portalu tam i z powrotem jest... No cóż, jest pewien fragment innego fantasy, który pokazuje absurd tej sytuacji:
-Skąd to masz?
-Pies...
-Nie opowiadaj głupstw! - warknęła Morfyd. - Moja matka ci to dała? Te czerwone kropki masz od drapania, ale te brązowe znaki podobne są do Łańcucha Beathag, daru wielkiej mocy od smoczych bogów. Przedłuża życie tego, który go nosi, o pięćset, może sześćset lat.
-Och. - Dagmar spojrzała w dół na swoją klatkę piersiową. - To bardzo miłe z jego strony.
-Czyjej?
-Nannulfa.
Morfyd zamrugała.
-Tego boga wojny? To był ten pies, o którym mówiłaś?
Dagmar wzruszyła ramionami, przytakując.
-Dziś rano on i Eir wpadli do mnie z wizytą.
-Eir? Masz na myśli Eirianwen? - Tej dzikusce udało się wezwać smoczą boginię wojny? I to miało być sprawiedliwe? - Ty nawet nie czcisz bogów.
-Wiem, ale on jest psem, a ja dobrze sobie radzę z psami.
Dagmar mówiła o tym tak zwyczajnie. Rozmawianie z bogami, zyskanie kilkuset lat życia... czy cokolwiek było w stanie speszyć tę kobietę?
-Twoja twarz robi się czerwona - zauważyła Dagmar. - Coś nie tak?
- Czy coś jest nie tak? - Wyrzuciła ręce w powietrze. - Cóż... za jakieś dziesięć albo dwadzieścia minut muszę zejść na dół i płaszczyć się przed tą suką, moją matką, w nadziei, że podaruje Brastiasowi Łańcuch Beathag, żebyśmy razem mogli żyć szczęśliwie przez następne kilka stuleci. A ty, ty, która nie czcisz nikogo, oprócz siebie, dostajesz go, ponieważ lubi cię pies, który jest bogiem.
Dagmar była również znana z tego, że pewna bogini wyświadczyła jej przysługę w zamian za parę brudnych skarpetek, wskrzeszając kogoś. Brzmi absurdalnie? W fantasy na wesoło to przechodzi. W takim na poważnie zainteresowanie bogów osobą Alizy, choć nie mają w tym żadnego interesu, wydaje się równie absurdalne.
Koncepcja postaci jest ciekawa, ale chyba trochę za bardzo wkracza w terytorium Mary Sue: świetna w łuku, świetna w mieczu, w mig uczy się korzystania z tarczy i pokonuje każdego, nie popełnia żadnych znaczących błędów, interesują się nią i interweniują w jej sprawie bogowie, wszyscy ją lubią, a ci co nie lubią, szybko spostrzegają swój błąd i zmieniają zdanie (najpierw nieufna łotrzyca, później paladyn).
Wydaje się, że twoje przywiązanie do tej postaci działa na jej niekorzyść w opowiadanej historii. Znam to. Sam mam pewne postacie, które najpierw były częścią pewnego fanfiku, który planowałem, a potem przez dobre 20 lat pojawiały się jako postacie poboczne w najróżniejszych scenariuszach papierowego RPG. I też chciałem w końcu napisać coś, żeby pokazać je światu, ale na przeszkodzie stał mi właśnie emocjonalny stosunek do tych postaci i ciężko mi było kazać podejmować głupie decyzje, ponosić porażki czy cierpieć. W końcu udało mi się znaleźć im jakieś wady i błędy, które mogłyby popełnić, żeby stać się osobami z krwi i kości, ale ostatecznie i tak zrezygnowałem. Emocjonalny stosunek do wymyślonych przez siebie postaci niestety przeszkadza przy pisaniu historii na ich temat.
No ale do pozytywów. Sama koncepcja postaci, już wspomniałem, ciekawa, tak samo jak pomysł przerzucenia jej na mroźną Północ Faerunu. Jest w tym potencjał, trochę więcej opisów kotwiczących bohaterów w otoczeniu, trochę więcej osobowości postaciom pobocznym poza przypisaniem rasy i klasy postaci, dać bohaterce wyzwanie przy którym mogłaby się trochę spocić. No i praktyka warsztatu. Potencjał jest na ciekawą opowieść i przy wszystkich rzeczach, do których się przyczepiłem, czytałem już teksty krótsze, bardziej nieskładne, gorsze.
OK, to moje uwagi po pierwszych 2 rozdziałach.
Tylko zacznijmy od tego, że jak coś wskazuję, to nie po to, żeby się wyzłośliwiać, czy umniejszać. Chcesz inną opowieść wydać, to każdy dobry redaktor rzuci się na tekst z pazurami ostrzej ode mnie.
"Koszulka kolcza nałożona na przeszywanicę, na plecach miała zawieszony krótki łuk"
Tu bym trochę popracował nad stylem, bo mi to brzmi, jakby to kolczuga miała ten łuk na plecach.
"Aliza. Nie stój tak. Chodź do ognia, tam porozmawiamy. Bo póki co nic nie wyjaśniłaś, a ja kompletnie ci nie ufam."
Tu mi jakoś tonalnie nie gra ta pierwsza część "chodź, pogadamy" z "nie ufam ci'". Raz przyjacielsko, a zaraz z nieufnością.
"z napierśnikiem na piersiach."
Jak sama nazwa wskazuje. dobrze wiedzieć, że nie na tyłku. 😉 Takie trochę masło maślane.
"- Najpierw mi wszystko opowie. Mi ufa. Potem...Przekażę ci Kashyo to co usłyszałam. I czy możemy jej ufać."
No tak, właśnie powiedziała przy Alizie, że nadużyje jej zaufania i będzie na nią donosić. Świetny ruch, Klaudio!
"patrzył na nią jakby zobaczył goblina."
jeśli chciałeś napisać, że wybałuszył oczy ze zdziwienia, to trochę nie wyszło. gobliny w krainach to raczej coś powszechnego. to już prędzej "jakby zobaczył" goblina we fraku (czy jaki tam jest elegancki przyodziewek na Północy).
"Rzuciło cię z jednego planu astralnego. W inny. Czyli ten."
Ja wiem, czy astralnego? To jest pierwszy plan materialny, a plan astralny, to coś całkowicie innego. Ogólnie to są po prostu plany wedle terminologii D&D, a po naszemu byłoby pewnie wymiary. Może jeszcze jakiś prostaczek, który coś tam słyszał od barda o innych wymiarach by tak powiedział, ale od kapłana należy oczekiwać większej wiedzy.
"Zakonu Sióstr Niewidzącego Oka. To żeński zakon."
Dobrze, że uściśliła. Słysząc "sióstr", można się łatwo pomylić.
" No już, chodź. Bierzemy te rzeczy i płacimy."
No jak do małego dziecka. Tak ją w tej scenie zakupów przestawiają z miejsca na miejsce jak lalkę, a ona nic.
"Pogoda była wręcz przyjemna"
Niecałe 15 minut temu był taki ziąb, że płakać jej się chciało, jak wychodziła z gospody. Może by to było bardziej sensowne, gdyby ująć to "Teraz, gdy miała już ciepły strój, pogoda wydała jej się wręcz przyjemna" czy coś podobnego.
Nie przekonuje mnie też ten monolog kapłana przy łowieniu ryb, zamiast normalnego opisu. Odnoszę wrażenie, że boisz się zdań złożonych, bo wszystko jest pisane takimi dość krótkimi zdaniami. Nie mówię, że każde ma być wielokrotnie złożone, ale trochę to brzmi nienaturalnie.
No i muszę przychylić się do uwag Personifikacji Cienia. Ja rozumiem skupienie na postaci Alizy, ale jak w opisie bitwy z goblinami nie było słowa o poczynaniach pozostałych najemników, choćby i w takiej skróconej formie "Aliza coś tam, coś tam robiła. Kątem oka dostrzegła, jak któryś tam najemnic celnym ciosem odrąbał goblinowi rękę", to trochę dziwnie było. I te skoki emocji od przyjacielskiego "jedzta, pijta na mój koszt, wszyscy tu jesteśmy kumplami", do "spieprzaj, nie dam ci dupy", bez jakichś pośrednich stanów emocjonalnych.
Nad naturalnością dialogów też zdało by się trochę popracować. Wiem, że to ciężko zrobić naturalnie brzmiące dialogi, zwłaszcza jeśli postać ma się wyrażać inaczej niż autor na co dzień, ale trzeba.
No i cay ten pomysł, żeby bohaterka automatycznie znała język. A przecież to Krainy, sposobów na rozwiązanie kwestii języka jest dość: jakiś artefakt of maga, wymodlony od kapłański czar daru języków, cokolwiek. Że o dogodnie pełnej sakiewce nie wspomnę. Jak "dla fanów poważnego, ciężkiego fantasy", to coś dziewczyna ma za łatwo.
Kolejne uwagi jak dobrze pójdzie jutro.
Widzę, że to nie jest jakieś strasznie długie, to postaram się przeczytać i wrócić z uwagami.
A tak na "najsampierwszy" początek:
"- Aliza zginęła cztery lata temu! Są świadkowie którzy widzieli jak uderzył ją piorun, błysnęło i zniknęła.- Zniknęłam, ale wróciłam. Żyję Kashyo. Pamiętam Cię.- Hej, to jest Aliza! Czy wy ślepi jesteście wszyscy?!"
Nie pisać tak dialogów, bo zeza człowiek dostaje od połapania się, co kto mówi.
"- Aliza zginęła cztery lata temu! Są świadkowie którzy widzieli jak uderzył ją piorun, błysnęło i zniknęła.
- Zniknęłam, ale wróciłam. Żyję Kashyo. Pamiętam Cię.
- Hej, to jest Aliza! Czy wy ślepi jesteście wszyscy?!"
Chyba nieco czytelniej w ten sposób?
"- Co ja mam im powiedzieć - pomyślała - że byłam w innym świecie, pod innym niebem? Uznają mnie za wariatkę albo przeklętą!"
Te myślniki tutaj mylą, że ona coś mówi, a tu zaraz "pomyślałam" i nie wiadomo, o co chodzi.
O ile mnie pamięć nie myli, to do monologów wewnętrznych i innych myśli przyjęło się raczej tak:
"Co ja mam im powiedzieć pomyślała że byłam w innym świecie, pod innym niebem? Uznają mnie za wariatkę albo przeklętą!"
A potem, kto wie? Może pójdzie przy odrobinie wysiłku. W każdym razie PCGW nie podaje, że sama gra ma jakieś problemy z nowymi systemami. Warto spróbować.
Dzięki za odpowiedź. Rzumiem, dlaczego zrobili tak, a nie inaczej, ale prywatnie trochę mi szkoda, że nie ma jakiegoś trybu hard, w którym jednak to skradanie byłoby bardziej wymagające.
"Przysypany gruzem na koniec jakieś grubej akcji kaskaderskiej nie poprawia nonszalancko krawata, tylko ledwo się rusza. Jest w tym wszystkim nieco bardziej ludzki, może nawet normalny"
To ja tylko zaznaczę, że ten oryginalny Bond z książek Fleminga właśnie taki był w przeciwieństwie do filmów. Bity krwawił i cierpiał, a nie z uśmiechem poprawiał krawat. Takiego łomotu, jaki nieraz dostał w książce to w filmach ze świecą szukać, z wyjątkiem może Casino Royale.
"w dobrze zrobionych grach akcji single player – bez trybu kooperacji, lootu i innych niepotrzebnych zapychaczy"
A jak to się ma do
"Do wyboru mamy krótsze Eskalacje i dłuższe Operacje, a w praktyce są to po prostu nowe wyzwania z różnymi modyfikatorami do zaliczenia w znanych z fabuły miejscówkach. Zachętą do rozgrywki w tym trybie są przede wszystkim globalne rankingi graczy motywujące do śrubowania swoich wyników oraz możliwość odblokowywania i wykorzystania przeróżnych strojów dla Bonda, a całość została tak skonstruowana, by podobnie jak w Hitmanie twórcy mogli dodawać cyklicznie nową zawartość."?
Bo mnie to wygląda na fundament do zrobienia z tego 007 gry "półusługi" wzorem Hitmana WoA i sprzedawania pakietów ciuszków i broni w DLC.
"Warto jednak od razu nastawić się, że skradanie jest naprawdę uproszczone, takie w stylu premierowego Star Wars: Outlaws albo Indiany Jonesa. Wrogowie nie są zbyt ogarnięci, nie ma też opcji ukrywania ciał."
No to zdecydowanie szkoda. Twórców Hitmana stać przecież na więcej w tym aspekcie.
Zagrać pewnie w przyszłości zagram, ale nie spieszy mi się.
W sumie ja tam jakoś specjalnie nie śledzę, ale w swoim czasie obiło mi się o uszy, że gość się rypnął i na FB z imiennego konta coś napisał jako Smuggler. I to chyba nawet z komentarzy pod którymś tekstem na GOL-u się o tym dowiedziałem.
Smuggler się już ładnych parę lat temu zdeanonimizował (przez przypadek czy celowo, nie wnikam). Więc ładne mi "ujawnienie".
Nie zaprzeczam. Ta piwnica to taka metaforyczna jest. Chodzi mi o to, że to naprawdę nie jest takie niemożliwe do przeskoczenia, jak by chcieli to przedstawiać.
"Testy na konkretnym systemie wymagają wdrożenia całego pipeline'u i nikt tego nie będzie specjalnie robił dla martwego OS'a."
I da się wdrożyć, jak się chce. A że nikt specjalnie robił nie będzie, to właśnie o tym piszę, że niech powiedzą w prost "nie opłaca się, kropka", a nie jakieś fikołki, że "nie mamy na czym".
"wyjety w piwnicy komp z windowsem 10 po podłączeniu do sieci zaktualizuje sie sam do 11 stki"
Mnie tam się nic nie aktualizuje, jak sobie nie życzę. Nie wmówisz mi, że w CDPR siedzą takie geniusze, co grę od zera potrafią zrobić, ale już zablokowanie aktualizacji ich przerasta.
"Po trzecie, obecnie w CD Projekt Red nikt już nie korzysta z Windowsa 10, co oznacza, że firma nawet nie ma możliwości testować na nim Wiedźmina 3."
Ja mogę zrozumieć tłumaczenie, że koniec wsparcia dla systemu przez MS i w konsekwencji przez producentów kart graficznych i procesorów. Mogę zrozumieć, że spadający udział systemu na rynku, więc się nie opłaca. Ale "bo nie mamy możliwości"? Czy oni próbują ludziom wmówić, że nie są w stanie wyciągnąć ze 4 starych komputerów z piwnicy, płytkę z win 10m z szuflady i zainstalować?
Wciąż by i mi się nie podobała taka decyzja, ale doceniłbym przynajmniej szczerość, gdyby powiedzieli wprost: "Testowanie na W10 się nie opłaca, a za bezdurno, to nikomu się nie chce tego robić".
https://arstechnica.com/cars/2025/10/software-update-bricks-some-jeep-4xe-hybrids-over-the-weekend/
Tutaj akurat błędy w samej aktualizacji, ale gdzieś jeszcze widziałem przypadek, gdzie dobra aktualizacja się po prostu nie zainstalowała prawidłowo i była potrzebna laweta.
dla 11-letniego siebie, dla którego Smuggler był jedną z najważniejszych osób w ówczesnym życiu: wyznacznikiem pewnych gustów kulturowych i, wreszcie, wyznacznikiem pewnej estetyki poczucia humoru.
Dla mnie nigdy żadnym wyznacznikiem nie był, choć miał sporą zasługę w przekonaniu młodego mnie, że jednak warto używać mniej więcej poprawnej polszczyzny (nie, nie przez wytknięcie mi ortografów na łamach CDA, bo nigdy nic do nich nie napisałem), co mi się później w życiu przydało. Jakoś tak w czasie, kiedy CDA groził wielki upadek parę lat temu, naprodukował tu swoich komentarzy (w każdym razie lifter to ponoć on). I jak zobaczyłem miejscami dość nieskładne wypowiedzi bez jakichkolwiek polskich znaków, to autorytet co prawda nie upadł, bo autorytetem nigdy nie był, ale jednak pewne ukłucie rozczarowania było, że hipokryta zawsze tak podkreślał tę poprawność językową, a tu pisze gorzej, niż ludzie w tych listach, które wyśmiewał. No i niesmak pozostał.
Ja już dawno doszedłem do wniosku, że nie chcę żadnego auta nowszego niż 2014-2015. To już są komputery na kołach, producenci tylko prowadzą inwigilację, zbierając telemetrię, teraz jeszcze takie cuda. Niestety prędzej czy później te względnie mniej naszpikowane dziadostwem pojazdy z ulic znikną, bo "przestarzałe", "zepsute" i "niebezpieczne".
No ale nagłówek zrobi więcej kliknięć jak będzie 23 lata, a nie pół roku.
Nawiasem mówiąc, tego patcha chyba jeszcze nie ma na GOG-u. Osiągnięcia w GOG-owskiej wersji byłyby miłym bonusem, ale akurat poprawka samego błędu ważniejsza.
Kamerka pilnuje twoich gałek ocznych, a twoja facjata leci na serwery producenta autka. Bo przeciez połączenie z siecią musi być, bo aktualizacje. 😜
Tak, skradanki opierają się na pewnych schematach i uproszczeniach. Tak było od zawsze i to jest konieczne, żeby człowiek był w stanie się przy tym dobrze bawić. Natomiast wciąż te stare, klasyczne skradanki w swoich schematach i uproszczeniach nie wybijały tak z zawieszenia niewiary jak ta jedna jedyna kępka trawy, w której wrogowie nie są w stanie cię zauważyć.
To jest dokładnie to, co mnie irytuje nie tylko w supkach: nieustalanie sobie żadnych reguł i poziom "mocy" danej postaci zależy od tego, czego akurat potrzeba scenariuszowi albo jeszcze gorsze ustalenie konkretnych reguł rządzących światem przedstawionym, a potem olanie ich, bo scenariusz mówi, że coś musi się wydarzyć, a tak jest łatwiej, niż takie zdarzenie uzasadnić.
Tylko że Boys pokazuje raczej, jacy by byli ci superbohaterowie w prawdziwym świecie: egoistyczni, małostkowi, sadystyczni, popierzeni. Dbający bardziej o lajki w social mediach czy że ktoś piraci filmy z nimi i tracą wpływy z licencji, niż dobrem,sprawiedliwością i ratowaniem uciśnionych. I to wszystko jeszcze wtłoczone w korporacyjną strukturę. No a po drugiej stronie zamiast superzłoczyńców masz ekipę tylko trochę mniej pokręconych zwykłych ludzi, którzy chcą im wymierzyć sprawiedliwość. Sporo krwi, sporo flaków. Pierwsze 2 sezony ciekawe, trójka słaba, czwórka trochę lepsza, a piątki jeszcze nie oglądałem.
FlatOuty, Test Drive, Insane, Painkiller i Rollercoaster Tycoon to postapokalipsa? Ktoś tu chyba na głowę upadł.
Ja bym dołożył Werewolf the Apocalypse Heart of the Forest, Brok the InvestiGator, Rock 'n' Roll will Never Die, Beyond the Edge of Owlsgard, Chicken Police, Inherit the Earth, Lost Ember, Nine Noir Lives, Untamed Tactics. Może jeszcze warunkowo (bo to wciąż EA) FoxTail. Nie wiem czy "najlepsze", ale myślę, że dostatecznie ciekawe i "futerkowe", żeby tu się znaleźć.
W ogóle w przygodówkach trochę by tego jeszcze było: Inspector Waffles, Detective Gallo, Lord Winklebottom Investigates itp. itd.
Nawiasem mówiąc, warto byłoby się przyjrzeć czy jednak nie mieli finansowania na zrobienie własnego rozwiązania i po prostu forsy nie wzięli do kieszeni, walnąwszy lekko przerobionego Elementa jako efekt długich i kosztownych wysiłków.
Element jest 100 razy lepszy niż próby wymyślania na nowo własnej kryptografii, ale nie jest pozbawiony wad. Ciągle masz tam błędy grubszego kalibru w bibliotece vodozemac z ustawianiem zerowych kluczy włącznie. https://soatok.blog/2026/02/17/cryptographic-issues-in-matrixs-rust-library-vodozemac/
A ich inną zbrodnią na cyberbezpieczeństwie jest olanie zgłoszonych podatności w bibliotece libolm, oznaczenie jej tylko jako "przestarzałej" i zalecenie korzystania z biblioteki vodozemac. https://soatok.blog/2024/08/14/security-issues-in-matrixs-olm-library/#vodozemac
Skutek tego jest taki, że większość klientów matrixa do dziś pozostała dziurawa i wciąż korzysta z przestarzałego kodu. A skoro nie mamy kodu mSzyfru (wbrew ich deklaracjom), to nie możemy stwierdzić na pewno, że używa trochę mniej dziurawego vodozemaca.
"już na szybko sprawdziłem furasy przebierają się za maskotki i może nawet było by to urocze, gdyby nie fakt że robią to chłopaki a co gorsza również dorosłe chłopy, w dodatku opierając na tym swoją osobowość. "
"jakiś kolejny śmieciuch"
Lepsze to niż opierać swoją osobowość na ignorancji.
Akurat chodzenie w kostiumach to jest najwęższa definicja furasów. Najszersza mówi, że to ktoś, kto lubi postacie antropomorficznych zwierząt. Oglądałeś Króla Lwa za dzieciaka? Podobało się? No to witaj w klubie cholernych sierściuchów. 😝
Od nastoletnich onanistów do furasów w ciągu jednego posta. Szybko poszło. 🙀😹🙀
Czy te furasy są z tobą w pokoju?
P.S. Nawet jak są, to nie masz się absolutnie czego obawiać. Chyba, że jesteś ponadprzeciętnie owłosiony. 😈
Taki będzie 100% europejski, jak mSzyfr jest 100% polski. 😉
https://zero.pl/news/rzadowy-komunikator-mial-byc-polskim-produktem-ekspert-ministerstwo-wprowadza-w-blad
No cóż, seks i przekleństwa są częścią życia (seks nawet dośc istotną), więc jakby się nad tym głębiej zastanowić, to całkowity brak takich aspektów wypada nieco sztucznie. Ale żeby zaraz jęczeć, że bajeczka?
"Bo ja nie chcę grać buildem. Ja chcę grać POSTACIĄ."
No to przecież nie w H&S.
Tylko powiedz mi, ile znasz erpegów w miarę przyziemnych szpiegowskich, a ile sf? Ja szpiegowskich jak na razie kojarzę jeden: Alpha Protocol. Z Zero Parades będzie całe dwa. A s-f jest zdecydowanie więcej. Więc nie masz najmniejszego powodu powodu narzekać, że pierwszy szpiegowski rodzynek od 16 (!!!) lat nie dzieje się w kosmosie.
Mało ci gier s-f? Jak się od czasu do czasu pojawi coś choć trochę zbliżonego do "tu i teraz", to zaraz ktoś marudzi, że mogli zrobić s-f/fantasy.
A tak poważnie, to wiadomo, że nie. Też spodziewam się jakiegoś złola, co się wylągł pod kamieniem i nie ma osobowości ni narodowości, co by czasem nikogo nie urazić. Nie w tym Ubisofcie takie rzeczy jak wiarygodny w obecnej sytuacji geopolitycznej wróg, ale pomarzyć zawsze można.
Ghost Recon brzmi interesująco z tym bardziej po cichu, bardziej taktycznie. No ale u Ubi to niejeden raz coś wygląda dobrze w założeniach i zapowiedziach, a w praktyce...
"jezeli kogos stac i ma taka chec, to niech sobie wyda i 1500 za godzine wcześniejszego dostepu."
Jak już wcześniej wspomniałem, rozumu nie da się kupić za pieniądze.
"Choć Duke Nukem jest postacią kultową, nie ma co ukrywać, że niespecjalnie przystaje do dzisiejszych czasów."
Bzdura. Duke'owi nic nie brakuje. To czasy są popieprzone.
A Serious fajna gierka. Właśnie chodzi mi po głowie, żeby ponownie przejść oba Encountery w tym roku.
A zakazy palenia nie są potrzebne, bo nie ma nakazu przebywania w towarzystwie palących. Jak niepalącym dym szkodzi, to mogą przecież pójść gdzie indziej.
Smutna wiadomość dla wszystkich spod znaku "Zazdrościsz, bo cię nie stać?": Cieszymy się, że możecie wirtualnie dodać sobie brakujących centymetrów, lecząc głębokie kompleksy. Niestety, nie ważne na co by was było nie stać, rozumu nie kupicie nawet za wszystkie miliardy świata.
"Jednoczesnie setki milionow ludzi przepala miliardy dolarow na papierosy"
A to bardzo ciekawe, że o papierosach wspominasz. Bo akurat kupowanie takiego gówna za 5 stów działa bardzo podobnie. Kurząc papierochy, dymisz też innym i ich podtruwasz, a kupując edycje super hiper altimejt za taką kasę, psujesz branże wszystkim.
To samo było mówione przy zbroi dla konia, pierwszych mikrotranzakcjach, początkach erli aksesów: "to moje pieniądze, nie chcesz nie kupuj". I wszyscy wiemy jak wygląda dziś branża. Gdyby twoje decyzje zakupowe pozostawały w izolacji od ogółu branży, to każdy by wzruszył ramionami, stwierdził "jak głupi, to nich kupują" i poszedł dalej. Niestety głupie decyzje zakupowe tych niecierpliwych wpływają na to jak bardzo wydawcy dymają wszystkich.
"Zazdrosc, ze kogos stac"
A czego tu zazdrościć? Braku rozumu? Mentalności dziecka, które zobaczyło cukierka i musi mieć gojuż teraz, natychmiast, bo nie wytrzyma kolejnych 5 minut oczekiwania???
Sięgasz po grę z gatunku opierającego się na zagadkach i... "Ej, ale w tej grze nie powinno być zagadek!". Zawsze sobie możesz obejrzeć fabułę na YT.
"A wiesz że to był akurat jakiś "koronawirus" (zamiast innego zmutowanego wirusa które atakują co roku) bo tak ci powiedzieli?"
Tak to w wątpliwość można poddawać wszystko. A skąd wiesz, że w ogóle istniejesz? Bo ja na ten przykład nie wierzę w istnienie klucha4. Nawet jak mi powiedzą, że istniejesz, to dlaczego mam im wierzyć? Nie przekona mnie też cały album zdjęć z tobą w roli głównej od chwili narodzin do dziś, bo takie rzeczy to ci ej aj w 5 minut wyprodukuje. Skany dokumentów tożsamości świadectw urodzenia, cokolwiek, to też tylko sprytna fałszywka wyprodukowana w drukarni SWR albo GRU. Pamiętaj, kluch: TY NIE ISTNIEJESZ!
No to masz odpowiedź: AI walnęło w pakiecie poprawek filtr odszumiający. Dokładnie to samo można zrobić z wersją 12 mpx. Ja osobiście wolę robić to ręcznie, bo każde odszumianie to jakiś kompromis, balansowanie między szumem i usuwaniem wraz z nim drobnych detali. Ja preferuję kontrolę nad tym procesem. A ty sam musisz zdecydować, co dla ciebie ważniejsze - kontrola nad obrazem czy jak najmniej roboty.
Na moje oko wersja 12 mpx jest jaśniejsza. Zerknij tam na exif czy mają takie same czasy naświetlania i ISO. Bo jak różne, zwłaszcza ISO, to nie ma co porównywać.
Jak tak o NASA wspomniałeś, to przypomniało mi się, jakie kiedyś widziałem piękne zdjęcia zrobione przez astronautę na ISS. Nikonem D3. Owszem, high-endową lustrzanką, ale z "ledwie" 12 mpx na pokładzie. A w tamtym czasie nie dość, że flagowy model Canona miał tych megapikseli więcej bo bodajże 16 (i zdaje się, że był też już dostępny D3X z matrycą 24 mpx), to jeszcze aparaty średnioformatowe oferowały ok 50 mpx, jak nie więcej. A kto jak kto, ale NASA na sprzęcie fotograficznym oszczędzać nie musiało.
I jakoś nawet NASA te nędzne 12 mpx starczyło, a narzekali jedynie na to, że promieniowanie kosmiczne bardzo szybko matrycę ubijało i zużyli chyba ze 3 takie Nikony. Tymczasem marketing próbuje nam wmawiać, że bez 200 mpx w aparacie to nie ma co nawet dupy zawracać.
Bezlustertkowce bezlusterkowcami, ale w telefonach tych pikseli jest więcej niż w niektórych aparatach średnioformatowych za dziesiątki tysięcy. Fizyczna wielkość matrycy i rozdzielczość optyczna obiektywu zawsze pobiją marketingowe 1000mpx.
Ale tak na zdrowy rozum, po co ci te 200MPX? Zadaj sobie pytanie, czy potrzebujesz robić wydruki wielkoformatowe, takie po parę metrów. Jeśli nie, to 12MPX starczy ci aż nadto. Robiłem akceptowalne wydruki A3 z 6mpx (było widać różnicę w drobnych szczegółach względem 12 czy 20 mpx, ale żadnej tragedii nie było). A jeśli musisz robić profesjonalne wydruki w wielkim formacie, to i tak chcesz sprzęt profesjonalny, a nie pstrykanie telefonem. Bo Te wyższe rozdzielczości w telefonie to już nie jest to, co obiektyw rzeczywiście jest w stanie zobaczyć i przenieść na matrycę, tylko radosna twórczość algorytmu (patrz wyżej komentarz Kwisatza). Fizyki nie przeskoczysz.
Jeśli nie chce ci się czytać całego tekstu, który podlinkował Kwisatz, tu masz podsumowanie:
"The megapixel race is great for marketing, but don’t think you’ll be getting all of those megapixels into one photo. For the Samsung Galaxy S25 Ultra, iPhone 16 Pro Max, and OnePlus 13, you should stick to the standard 12MP photo mode. You'll get better-looking photos and save a huge amount of storage space."
Jedyne zastosowanie tej masy pikseli, to jeśli zapominasz pomyśleć nad kadrem i później mocno przekadrowujesz na PC. Bo wtedy
A rawy wychodzą "dziwne", bo założenie jest takie, że fotograf, który robi zdjęcia w rawie chce mieć nieprzefiltrowany obraz jak najbliższy tego, co matryca "widziała", bo będzie sobie obrabiał. Tradycyjne zdjęcie w jpg to obraz "przyprawiony" - na to, co widziała matryca aparat nakłada wyostrzanie, korektę kontrastu, podbicie nasycenia kolorów, żeby wyglądało ładnie.
W rawie dostajesz obraz jak najbliższy surowych danych, żebyś miał później największe pole manewru przy obróbce. Masz dużo większą kontrolę nad tym, jak będzie wyglądać końcowe zdjęcie, ale właśnie za cenę tego, że sam sobie musisz nałożyć krzywą kontrastu, wyostrzenie, dostosować nasycenie itd.
Witamy w nowym wspaniałym świecie wszechobecnych usług abonamentowych i subskrypcji wszystkiego. Ta użytkowniczka drukarki właśnie przeszła przyspieszony kurs życia z tymi jakże przyjaznymi dla użytkownika wynalazkami.
A że nie przeczytała regulaminu? Tam zazwyczaj jest tyle tekstu, że uważne przeczytanie od deski do deski, to ładnych kilka godzin. Nie wspominając o zrozumieniu prawniczego bełkotu.
"to co piszesz to jakieś twoje wyobrażenia o tym co było w Gothicu przed 25 laty."
Ale jakie jego wyobrażenia o tym co było? To nie jest biblioteka aleksandryjska, że co najwyżej z jakichś opisów możemy się domyślać, jak to kiedyś wyglądało. Oryginalnego Gothica bierzesz i odpalasz. Nie trzeba wyobrażeń.
"Założę się że Niemcy nie zrobili tego bo chcieli uzyskać jakiś zamierzony efekt tylko poprostu nie pozwalała im na to ówczesna technologia i możliwości obliczeniowe PC-tów."
Tu nie chodzi o to, że oryginalnie w Dolinie było "pusto" tylko z powodu ograniczeń technicznych. Te rośliny, które były, wyglądały na mizerne pokrzywione chore. Ich wygląd i kolorystyka wyraźnie to pokazywała. To wszystko współgrało ze scenariuszem, jeszcze bardziej wzmacniając przekaz, że nie jesteś tam z własnej woli, tylko trafiłeś w miejsce, gdze nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby dłużej przebywać z własnej woli.
A co masz w remake'u? Roślinność zdrowa piękna zielona, bujne runo leśne i przepiękne barwne motylki. Twoimi własnymi słowami: "Wręcz odwrotnie, piękne skały w wąwozie wijące się nad głową i odcinające na tle niebieskiego nieba, niemal czuć było żar słońca zalewajacy ścieżkę i piękne cienie na roślinach i innych obiektach. A gdy zanurzyłem się w wodzie prawie poczułem jej chłodną toń." No po prostu miejsce, gdzie chciałoby się pojechać na wakacje. Zastanów się i sam sobie odpowiedz, czy to jest na pewno uczucie, które powinno się wiązać z kolonią karną.
"Technika idzie do przodu i należy a wręcz trzeba to wykorzystać"
To, że możesz, nie oznacza, że powinieneś. Czy należy zmieniać jałowy step w bujną dżunglę tylko dlatego, że teraz technologia pozwala walnąć 100 000 drzew? Może warto się zastanowić, dlaczego oryginalni twórcy zdecydowali się na taki krajobraz i pamiętać, żeby step pozostał stepem. To jakbyś wziął "Panny z Awinionu" Picassa i przemalował z kubizmu na realizm, bo "tak jest lepiej". Niby można, niby wielu będzie się bardziej podobać, ale nie taka była oryginalna wizja.
To nie tak, że ludzie narzekają na ten remake, bo robi coś inaczej niż gra sprzed ćwierćwiecza, tylko dlatego, że w wielu aspektach robi te rzeczy gorzej.
"Art. 51.2. Władze publiczne nie mogą pozyskiwać, gromadzić i udostępniać innych informacji o obywatelach niż niezbędne w demokratycznym państwie prawnym."
Jednak te same władze mogą sobie zdefiniować, które informacje są niezbędne, jak im się tylko spodoba. Tak że tego...
"Odebranie społeczeństwu prawa do tajemnicy komunikacji i prywatności to przestępstwo o wiele większego kalibru niż wszystko inne co te niby nowe przepisy mają chronić."
Ale... ale... Pomyśl o dzieciach! Pomyśl, że krzywda im się dzieje. Tu i teraz źli ludzie robią naprawdę paskudne rzeczy uroczym dzieciaczkom. No chyba nie jesteś takim potworem, żeby nie reagować na krzywdę dzieci, prawda? PRAWDA!?! I wcale nie manipulujemy tu twoimi uczuciami, wrażliwością na krzywdę najmłodszych i zapisanym w genach mechanizmem chronienia dzieci. Ani trochę, nic, a nic.??
"Tylko, że to nie narusza tego przepisu, bo prawo do tajemnicy komunikacji dotyczy poczty, maili, rozmów telefonicznych, smsów itd. a nie postów w social mediach widocznych powszechnie. Nikt tutaj nie chce wprowadzać wglądu w komunikację prywatną."
Ja cię, chłopie, szanuję, naprawdę, bo co czytam jakiś twój komentarz, to zazwyczaj widzę, że mówisz z sensem, nawet jeśli niekoniecznie się z tobą zgadzam. Ale w tematyce anonimowość/prywatność/wolność w sieci ewidentnie nie ogarniasz złożoności problemu. Rozpatrujesz sobie weryfikację wieku w izolacji od innych spraw, tymczasem to nie jest jedyny przepis, który UE bardzo chciałaby wprowadzić. Od lat jak bumerang wraca sprawa Chat Control. Właśnie o odgórnie wymuszony dostęp do komunikacji chodzi, czego na szczęście nie udało im się jeszcze przepchnąć w najbardziej bezczelnej i inwazyjnej formie. A połączenie tych dwóch praw to już cięższy kaliber w kremlowskim stylu.
"nawet nie będzie wiedzieć co ty na tej stronie robisz, a jedynie otrzyma prośbę o weryfikację wieku."
Nie, no, jasne, że nie będzie wiedzieć, co robisz, gdy gole-laski.com albo hazard.pl poprosi o weryfikację wieku. Metadane nie istnieją i nie da się z nich wyciągać wniosków. Ba, co ja mówię!? Jakie metadane? Zwyczajna logika wystarczy, żeby wiedzieć, co tam będziesz robił, nawet jeśli sama strona ci tego nie powie. I w ogóle wydajesz się zakładać, że cudownym sposobem zmaterializuje się cudowne unijne rozwiązanie do weryfikacji z pełnym poszanowaniem dla prywatności. W deklaracjach na pewno. W rzeczywistości? Taki mechanizm, który by umożliwiał weryfikację i jednocześnie zachowywał prywatność weryfikowanego, a przy tym był odporny na hakerów, wycieki danych i zakusy coraz bardziej autorytarnych rządów jest w zasadzie niemożliwy do stworzenia albo tak trudny, że w praktyce i tak niemożliwy. Jedyne dane, które nie mogą wyciec, zostać sprzedane, albo niewłaściwie wykorzystane, to dane, których nie ma.
"ale przecież to właściciele tych stron śledzą od dawna. A państwa to niespecjalnie interesuje"
Ale przecież inni kradną, to co mnie obchodzi, że jeszcze jeden zaczął? I tak, państwa może nie interesuje konkretnie tu i teraz, że ty sobie poszedłeś obejrzeć pornoska, bo ma ważniejsze sprawy na głowie. Ale już masowe zbieranie i przechowywanie informacji na wszelki wypadek, bo kiedyś mogą się przydać już tak. A co do stron, które śledzą, to może cię to zdziwi, ale doskonale o tym wiemy. To, że akurat tego aspektu tu nie omawiamy, nie oznacza, że o tym zapominamy. I druga sprawa: inwigilacja rządowa i korporacyjna mogą się różnić skalą, metodami i celami, ale wcale nie oznacza to, że jedno jest zupełnie niezależne od drugiego. Korporacje lobbują nie dlatego, że wierzą w ochronę dzieci, tylko dlatego, że widzą w tym zysk. To takie "Słuchajcie, politycy, musimy zrobić coś więcej w celu ochrony dzieci, a tak się akurat cudownie składa, że mamy tu taki bardzo tani i skuteczny produkt, który wam w tym pomoże".
Przykład związany z Chat Control:
"AI firms and advocacy groups – which enjoy significant financial backing – a questionable level of influence over the crafting of EU policy. The proposed regulation is excessively “influenced by companies pretending to be NGOs but acting more like tech companies”, said Arda Gerkens, former director of Europe’s oldest hotline for reporting online CSAM. “Groups like Thorn use everything they can to put this legislation forward, not just because they feel that this is the way forward to combat child sexual abuse, but also because they have a commercial interest in doing so.” If the regulation undermines encryption, it risks introducing new vulnerabilities, critics argue. “Who will benefit from the legislation?” Gerkens asked. “Not the children.”"
https://balkaninsight.com/2023/09/25/who-benefits-inside-the-eus-fight-over-scanning-for-child-sex-content/bi/
Nie musisz mi tego tłumaczyć. Jak wspomniałem na początku, zrobiłem pewne bardzo optymistyczne założenie, żeby bez zbędnych dygresji wyjaśnić, dlaczego ta deklarowana ochrona nie działa, a nawet może przynieść skutek odwrotny od oczekiwanego.
"Ale co za pbroblem by wydanie danych z CERNu wymagało nakazu tak jak i teraz?"
No, w USA mamy taką wspaniałą rzecz jak FISA. Tajne nakazy wymagają zgody sądu... tajnego sądu, który jest maszyną do przybijania pieczątek i na dane z czasów afery Snowdena odrzucił całe cztery wnioski na parę tysięcy.
No nie chciałem tak od razu z grubej rury mówić ludziom: "słuchajcie, jesteście idiotami". Temat dla mnie emocjonalny i istotny , ale wolę się powstrzymać od rozpoczynania ordynarnej pyskówki.
"jeżeli ludzie boją się utraty anonimowości, to znaczy ze mają coś za uszami"
Prymitywizm myślenia i nieznajomość historii. Jak idziesz uprawiać seks z żoną/dziewczyną, to otwierasz okno, wołając "Będzie bzykanko, chodźcie popatrzeć!", czy jednak zasłaniasz okno, jeśli istnieje możliwość, że ktoś będzie ci w to okno zaglądał? A jak cię na mieście przyciśnie i musisz skorzystać z publicznej toalety, to zostawiasz drzwi otworem, żeby każdy przechodzień mógł sobie popatrzeć, czy jednak zamykasz się na klopie? Czyżbyś miał coś za uszami, że nie chcesz się w tych sytuacjach obnażać publicznie?
"jak choćby 45 latek pisząc do 16 latki"
Trochę ci nie wyszło, bo w tym kraju 16-latka może legalnie uprawiać seks. Jeśli chciałeś sugerować, że kto ceni anonimowość, ten pedofil, trzeba było napisać "14-latki".
Problem w tym, że deklarowana "ochrona dzieci", to będzie jakiś tam promil. Jak raz wprowadzą mechanizm, to już bardzo łatwo będzie rozszerzyć jego działanie, bo "skoro już mamy ochronę przed X, to dlaczego nie objąć tym systemem ochrony przed Y?"
Kontroli po prostu zawsze będzie mało. Mamy przykład z UK. Deklarowali ochronę dzieci dzięki ichniemu Online Safety Act, a tymczasem (jak sami przyznają), wykorzystują ją do walki z "dezinformacją" i treściami szkodliwymi, tylko jęczą, że śruba za mało dokręcona i OSA nie jest wystarczająco skuteczne, więc wzywają do zaostrzenia przepisów.
I żeby tu jeszcze rzeczywiście chodziło o walkę z treściami nielegalnymi. "The committee warns that the OSA fails to address the algorithmic amplification of ‘legal but harmful content,’ leaving the public vulnerable to a repeat of last summer’s crisis.". Wczytajcie się dobrze: "legalnymi, ale szkodliwymi treściami". Czyli co? Rzeczami, do których nie ma się jak przyczepić, ale są nie po naszej myśli.
https://committees.parliament.uk/committee/135/science-innovation-and-technology-committee/news/208296/uks-online-safety-regime-unable-to-tackle-the-spread-of-misinformation-and-cannot-keep-users-safe-online-mps-warn/
"Platforms should undertake risk assessments and report on content that is legal but harmful."
https://publications.parliament.uk/pa/cm5901/cmselect/cmsctech/441/report.html
Jeśli myślicie, że to doprowadzi do jakiegoś "zwiększenia bezpieczeństwa", gratuluję optymizmu.
"jak policja będzie chciała ustalić twoją tożsamość to weźmie od X token, z nim uda się do CERNu a tam powiążą go z twoimi danymi, koniec zabawy z dochodzeniem po IP, ciasteczkach itd."
No i tu jest pies pogrzebany. Właśnie chcesz, żeby praca służb była trudna, żeby potrzebowały nakazu na przeszukanie, zgody sądu na założenie podsłuchu czy fizyczną obserwację podejrzanych. To są konieczne mechanizmy zabezpieczające (choćby w pewnym stopniu) przed wszelkiego rodzaju nadużyciami. Przed rzeczami wielkimi, typu ostrym skrętem ku czystemu totalitaryzmowi w którym władza z pomocą wszechmocnych służb może z obywatelem zrobić wszystko, a obywatel nie ma żadnej możliwości się temu przeciwstawić i przed rzeczami małymi w stylu pokłócisz się dziś z sąsiadem policjantem, a on skłoni swoich kumpli do otoczenia cię "szczególną opieką" i dowaleniem ci jak zrobisz cokolwiek nie tak (nie łudź się, możesz być świętszy od papieża, a odpowiednio długa i wnikliwa obserwacja i tak znajdzie coś, o co możnaby cię oskarżyć).
Świat w którym służby nie muszą podejmować żadnego wysiłku, bo wystarczy pójść i nacisnąć guzik, to nie utopia, tylko koszmar.
A kogo obchodzi czy Orwell był "lewakiem", "prawakiem", "środkowakiem" czy "srawakiem"? Napisał mocną krytykę totalitaryzmu i metod ucisku państwa inwigilacyjnego. Czy ci się to podoba, czy nie, "Rok 1984" i "Wielki Brat" do dziś są synonimami powszechnej inwigilacji. A ludzie powołują się na tę książkę, bo to, co kiedyś miało być przestrogą, teraz coraz bardziej pojawia się w naszym prawdziwym świecie. Wizja Orwella stopniowo, ale nieuchronnie się ziszcza. Ta książka nigdy nie przestała być aktualna, a wręcz jest bardziej aktualna niż kiedykolwiek. Przestaniesz się interesować rolkami durnych polityków i przeczytasz "1984", to może zrozumiesz.
A ironią to może być co najwyżej to, że Orwell przewidywał przymus i zamordyzm z niewielkimi ogniskami oporu skazanymi na niepowodzenie w starciu z systemem, tymczasem w tej części urzeczywistniła się bardziej wizja Huxleya: pożyteczni idioci sami się na taki stan rzeczy godzą dla wygody i "bezpieczeństwa" i jeszcze go sobie chwalą.
"plaga farm-botów, wzrostu polaryzacji podsycanej przez [...] służby innych państw czy geopolityczny pojedynek mocarstw"
Na boty i tak niewiele to pomoże, a o służby to już ty się nie martw. Jak będą potrzebowały, to będą mieć do dyspozycji tysiące fikcyjnych tożsamości przechodzących wszelkie weryfikacje. Tylko szary człowiek obudzi się z ręką w nocniku.
"ramach demokratyczno-liberalnych wartości, dawno przeminęły..."
Teraz liberalne demokracje przejawiają coraz większe ciągoty ku autorytaryzmowi, czego jednym z przejawów jest dążenie do jak największego kontrolowania obywatela i w świecie fizycznym i w cyfrowym.
"- wiesz po co są te maski? ludzie, którzy dołączyli do kombinatu nie chcą się ujawniać. Chcą być anonimowi. "
Dokładnie tak. Ludzie kolaborujący z okupantem słusznie nie chcieli pokazywać twarzy. Ale to wciąż nie jest cały powód. Maski były też po to, żeby nikt się w nich nie dopatrzył człowieka. To nie mieli być ludzie, tylko bezosobowa potęga aparatu władzy i przez to groźniejsi, bardziej wszechmocni w oczach każdego, kto chciałby pomyśleć o buncie.
To oczywiście był design w pełni przemyślany i zamierzony, w końcu art director Viktor Antonov wychował się w socjalistycznej Bułgarii i doskonale wiedział, jak przenieść do gry opresyjny klimat tego totalitarnego inwigilacyjnego państwa. No ale to trzeba się cokolwiek zainteresować, pomyśleć, przeanalizować i poczytać, dlaczego coś jest tak, a nie inaczej. Ten tutaj osobnik pokazuje tylko swoją ignorancję.
Wypowiedziami Aeternus_Faentus_NPC nie ma się co przejmować, bo to kolejne konto niejakiego Tuetgorn_NPC, Nataniusz_NPC, pontiac fierro, chyba mitsubishi eclipse i czego on tam jeszcze nie miał. Albo to osoba o mentalności przedszkolaka, albo zwyczajny troll, sądząc po ocenach i argumentacji tychże pod rozmaitymi grami. Pod Splinter Cellem machnął kiedyś perłę mądrości w minusach, że za dużo skradania. W skradance!
Chiny walczą z VPN-ami, Rosja walczy z VPN-ami, teraz UE chce zacząć walczyć z VPN-ami. Nawet zakładając baaaardzo, baaaardzo optymistycznie, że stoją za tym wyłącznie kryształowo czyste intencje unijnych polityków, to daje do myślenia, że idziemy w ślady takich krajów.
Te wszystkie regulacje, choćby i wprowadzane z najlepszymi intencjami tak naprawdę tylko narażają ludzi na większe zagrożenia. No bo co z tego, że jakiś 16-latek, który w prawdziwym życiu zdążył wyobracać 3 koleżanki nie będzie mógł zobaczyć gołych cycków na jakimś pornhubie, jeśli w tym celu zagłębi się w mniej przyjazne ostępy sieci? Bo nie czarujmy się, tam, gdzie wchodzą zakazy i obostrzenia, tam się pojawia szara strefa. Na każdą dużą i w miarę "szanującą się" stronę z pornosami pojawi się 20 "pokątnych", które będą wpuszczać kogo popadnie. Jest popyt to będzie i podaż. I te osoby, które nie będą mogły albo chciały poddać się weryfikacji, trafią na te szemrane stronki. A tam, w przeciwieństwie do "mainstreamowych" stron porno, gdzie jednak obowiązywały jakieś (może nie zawsze idealne, ale jednak) zasady, co do pokazywanych treści i raczej się nie nałapało cyfrowego paskudztwa, odwiedzający będą narażeni na haking/malware, szantaże, phishingi i oglądanie materiałów, jakich nigdy by nie zobaczyli, mając dostęp do zwyczajnych stron bez wydumanych weryfikacji.
Już mamy historyczny przykład amerykańskiej prohibicji, która miała sprawić, że ludzie nie będą pić, a osiągnęła tylko tyle, że wzrosło spożycie mocnych alkoholi (bo człowiek zamiast sobie wypić lekkie piwko, miał dostęp tylko do pokątnie pędzonego bimbru albo przemycanych wysokoprocentowych alkoholi), a skok przestępczości mieli chyba najwyższy w swojej historii.
Dowody o wiedzy zerowej wciąż nie są idealne. Wciąż nie zapewniają takiej prywatności w obie strony (względem stronki, która żąda weryfikacji wieku, kim jesteś, a względem instytucji weryfikującej, czyli najprawdopodobniej rządu, do jakiej strony chciałeś uzyskać dostęp), jakiej byśmy chcieli. I nawet, gdyby były rozwiązaniem idealnym, to wszystko rozbija się o implementację.
Na razie rozwiązanie unijne jest aż tak "bezpieczne":
"Wątpliwości związane z jakością projektowanych rozwiązań pojawiły się jednak z uwagi na doniesienia niezależnych ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa. Po przeanalizowaniu udostępnionego kodu źródłowego aplikacji wskazali oni na możliwość obejścia jej zabezpieczeń. Dzięki temu możliwe było uzyskanie dostępu do niej bez konieczności wpisania kodu PIN czy wykorzystania uwierzytelniania biometrycznego."
https://demagog.org.pl/analizy_i_raporty/unijna-aplikacja-do-weryfikacji-wieku-czemu-wzbudza-kontrowersje/
https://www.politico.eu/article/eu-brussels-launched-age-checking-app-hackers-say-took-them-2-minutes-break-it/
Z respecami może być problem na samym początku, ale potem miałem tych przemalowań ponad 40 (jak nie więcej) i to po pewnych zmianach w obrębie całej drużyny. Trochę ich idzie kupić, trochę uzbierać po świecie, chyba nawet po niektórych walkach wpadały. Naprawdę przemalowań nie zabraknie.
"Dla mnie wzorami są światy znane z Wiedźmina 3 AC Odyssey i Valhalla"
No jasne, lepiej mieć naprztykane po mapie od cholery pytajników. To jest projekt świata nie do pobicia.
No w swojej pierwotnej formie Bond był zaskakująco przyziemny. Ale kto by tam czytał powieści Fleminga, żeby się o tym przekonać?
"We had a couple of gadgets that felt like Bond had magic powers. [...] 'Bond doesn't have magic powers.' So that pushed the tech too far to the point of being unbelievable."
Nie, kuźwa, hakowanie granatów w locie za pomocą zegarka to wcale nie jest "magiczne", ani trochę.
https://youtu.be/vwmq_k5Kto0?t=177
Swoją drogą ciekawe, jak bardzo musiały być w takim razie zwariowane te gadżety, które uznano za zbyt nieprawdopodobne.
"Tak samo młotek. Obrazisz się na jakąś firmę, bo zarabia na jego produkcji?"
Idę do sklepu i kupuję młotek, który posłuży mi pewnie co najmniej z 10 lat, dopóki trzonek się nie złamie. Nie ma problemu. Ale gdyby producent tego konkretnego młotka postanowił nadużyć swojej rynkowej pozycji i zacząć wyłącznie wypożyczać swoje młotki w modelu subskrypcyjnym, gdzie jak nie zapłacę haraczu za kolejny miesiąc użytkowania, to doskonale sprawny młotek mi przestanie działać, bo tak, to owszem, miałbym bardzo duże pretensje. Twój przyjkład z młotkiem w ogóle nie trzyma się tu kupy.
Były czasy, kiedy pakiet CS Adobe bym bardzo chwalił. To nie tak, że w GIMP-ie nie da się zrobić tego co w Photoshopie, w Inkscape tego co w Ilustratorze, w Scribusie tego co w InDesignie itp. itd. Właściwie wszystko, co zrobisz płatnym pakietem Adobe, zrobisz też narzędziami darmowymi. Różnicą jest wygoda, ergonomia i szybkość pracy, która dla kogoś, kto w tym siedzi całymi dniami, bo tak zarabia na życie, ma wielkie znaczenie. Wtedy to nie był tani wydatek, ale jednorazowy. Profesjonalista czy nawet półprofesjonalista zapłacił raz i korzystał z 15 lat albo i dłużej, bo naprawdę tak od czasu CS2/CS3 nie było żadnych przełomowych funkcji, które by skłaniały do szybkiej zmiany.
I tu był właśnie pies pogrzebany: ludzie kupowali jedną wersję i siedzieli po 10 lat i dłużej, a chciwe Adobe chciało kasiorę kosić non stop, wobec czego zrobiło słynny "tani" Creative Cloud, który na papierze wygląda tanio, ale w dłuższej perspektywie wyrywają ci z gardła wielokrotnie więcej niż byś zapłacił za wieczystą licencję na konkretną wersję. Problemem nie jest, że ktoś zarabia na swoim produkcie, tylko sposób, w jaki to robi.
Przecież wiesz, że teraz wszędzie wpychają jakieś elementy rozwoju postaci i już jest "erpeg".
Niestety, demokracje mają coraz większe ciągoty ku autorytaryzmowi. M. in. dzięki temu, że dziś są środki techniczne pozwalające na taką kontrolę społeczeństwa, o jakiej się nie śniło dziadkowi Stalinowi i o jakiej nawet STASI ze swoją rozbudowaną machiną inwigilacyjną i dziesiątkami tysięcy donosicieli mogło jedynie marzyć.
Na boty nic nie poradzi. Jak zawsze, kolejne obostrzenia zawsze stanowią największy problem dla ludzi uczciwych, bo są uczciwi i nie chcą lub boją się łamać prawo. Natomiast przestępcy zaraz znajdą sobie jakieś obejście, bo... są przestępcami i mają gdzieś prawa, przepisy i nakazy.
"ramach walki z tą chuliganerią wylegitymujemy wszystkich wchodzacych do parku"
No i super. Dalej nękamy uczciwych ludzi, którzy powinni mieć prawo do świętego spokoju, tak długio jak przestępstwa nie popełniają. Nie, tajniak podbiegający nagle do człowieka na ulicy, żądający dokumentów i wypytujący, skąd i dokąd idzie, to nie jest walka z chuliganami.
Nie zakładaj, czego ja nie rozumiem, bądź rozumiem, bo się ostro przejedziesz. Odrobina wysiłku jest w stanie zapewnić ci całkiem sporą dawkę prywatności i anonimowości. Czy na poziomie "opiera się skoncentrowanym i długotrwałym wysiłkom NSA lub innej znaczącej agencji wywiadowczej"? Najprawdopodobniej nie. I nie jest mi to bynajmniej potrzebne. Model bezpieczeństwa i dopasowanie do niego opsecu. Mówi ci to coś?
I co to znaczy "mnie podobni", kochasiu? Prymitywne myślenie wrzucania do wspólnego wora. Wyobrażasz sobie, że cokolwiek o mnie wiesz? Chyba tyle, co ci chatgpt podsumuje, jak mu każesz przejechać się po historii moich komentarzy.
A "niewinni nie mają się czego bać" zostało już tyle razy merytorycznie rozjechane i wskazano dowody z historii na jego obalenie, że nie będę się powtarzać. Rzeczywiście nie ma sensu dyskutować z kimś, kto wygłasza taką brednią.
" lecenie pod kazdym postem "ja cie zapier**** ty ch*** je****" - co jest nagminne u tych, ktorzy "walcza o wolnosc wypowiedzi i anonimowosc w internecie"."
No i ja się tu z tobą zgodzę w całej rozciągłości. Tylko dlaczego za zachowanie jakiegoś procenta czarnych owiec mamy karać wszystkich jak leci.
Wyobraź sobie taką sytuację: masz w swoim mieście park, który zajęła sobie banda chuliganów. Kto tamtędy pójdzie wieczorem, po ciemku, ten ryzykuje, bo biją, okradają, kobiety napastują. I teraz wychodzą władze i mówią, co zamierzają w tej sprawie zrobić: "w trosce o wasze bezpieczeństwo i w ramach walki z tą chuliganerią zakazujemy wszystkim wstępu do parku." I tyle. Zakazują normalnym, praworządnym obywatelom wstępu do parku, zamiast pozamykać dzicz w klatkach.
Absurd? Pewnie. I dokładnie za tym stoisz murem. Za obciążaniem ogółu odpowiedzialnością i karaniem wszystkich za wyczyny pewnej grupy. Dlaczego ja mam r"nie wchodzić do parku", bo taki gagatek nie potrafi się zachować? No dlaczego?
""Data rejestracji: 27 stycznia 2005", czyli w czasach przed fejsuniem czy instagramem, kiedy uczono, ze obcym danych osobowych sie nie podaje. [...] Wiec jesli bede musial zmienic ksywe na imie i nazwisko nie robi mi to - zmienie."
No to tym bardziej ci się się dziwię, że tak chętnie z prywatności zrezygnujesz. Widać źle cię nauczyli.
"zaczeliscie naduzywac anonimowosci do swoich szurowych, chamskich czy sprzecznych z prawem wysrywow."
Jak już wspomniałem wyżej, bardzo znamienne jest w takich przypadkach pisanie zawsze "wy", "oni". Piszący zawsze uważa się za lepszego/mądrzejszego/bardziej dojrzałego/cokolwiek innego. Nigdy nie jest cęścią tej grupy, która jest czemuś winna. O nie. To zawsze inni zepsuli.
"A jak na razie, jak ci tak bardzo staje na mysl o poznaniu moich personaliow"
Chłopie, ja mam twoje personalia tak głęboko gdzieś, że jakby były jeszcze milimetr głębiej, to miałbym ciężkie zatwardzenie. Zwracam natomiast uwagę na twoją hipokryzję: "O nieeee, teraz beda wiedzieli, ze moje gownoposty to wcale nie zlote mysli profesora filozofii z Krakowa a jedynie piardy Jasia z muchosranska" wyśmiewa zwolenników prywatności gość ukrywający pod pseudonimem, bez fotki profilowej. Może po to, żeby nikt nie wiedział, że to pisze nie wielki myśliciel o dumnie brzmiącym mianie Asmodeus, tylko zwyczajny Maciej z Zadupia.
"Przeciez moje imie i nazwisko widnieje na golu przy moich tekstach."
Ale ja nie mówię o jakichś tekstach, tylko o tych tutaj komentarzach. Te komentarze są podpisane jakimś anonimowym Asmodeusem bez żadnej fotki. Klikam ksywkę, otwiera mi się profil, a tam zero informacji o prawdziwej tożsamości. Prawie jakbyś się bał, żeby twoich komentarzy nikt przypadkiem nie skojarzył z prawdziwą tożsamością.
"Reszte moich danych odpowiednie sluzby i osoby maja, wiec sekretem tez nie sa. "
Skoro wszyscy już te dane mają, to tym bardziej możesz je śmiało podać publicznie.
"Dorosniesz, znajdziesz prace, to moze je poznasz"
Zaiste, zacna to riposta, milordzie. Gdybym chciał się zniżyć do twojego poziomu, to wytłumaczyłbym ci, że ty ze swoim poziomem argumentów nie dorosłeś nawet do "dyskusji" w piaskownicy.
"Wiec diluj z tym "Jasiu" "
Nie skorzystam. Za dilowanie idzie się siedzieć, "Wacusiu".
" trollposty, propaganda, belkot szurow i wioskowych idiotow. Nie zaslugujecie na "wolnosc" bo wiekszosc do niej albo nie dorosla albo jest na nia zbyt glupia. "
Ciekawa rzecz, że ci, którzy rzucają szerokie stwierdzenia X są głupi/najgorsi/niedojrzali/cokolwiek innego, jakoś nigdy nie uważają siebie za członków tej grupy. Zawsze to oni są tymi jedynymi "mądrymi".
To jednak prawda, co mawiała moja babcia, że takim wsiowym głupkom to najlepiej: nic nie wie, niczego nie rozumie, niczego sobie nie potrafi wyobrazić ani przewidzieć i żyje sobie bezstresowo, kiedy normalny człowiek pewne rzeczy widzi, martwi się i denerwuje.
Najwyższy czas nasączyć mózg odrobiną wiedzy. Sugeruję poczytać o efekcie panoptykonu i psychologicznych skutkach ciągłej inwigilacji. TL;DR: inwigilacja źle wpływa nie tylko na "winnych".
Ogromną ironią jest również to, że piszesz to jako niejaki "Asmodeus". Czekamy na twój dobry przykład, aż się nam tu zaprezentujesz z imienia i nazwiska i zdjęcia włąsnej facjaty. Plus, skoro nie masz nic do ukrycia, prosimy dokładny adres, nr i stan konta bankowego, wszystkie twoje profile społecznościówek, historię przeglądarki ze szczególnym uwzględnieniem, nr telefonu i wgląd w twoje e-maile. A i jeszcze streamowany na żywo obraz z kamer w każdym pomieszczeniu twojego mieszkania. Ni w końcu prywatność nie jest nikomu potrzebna, co nie?
Pseudoanonimowy. A przy odrobinie wysiłku da się zachować jaką taką prywatność. Niestety wszystko zmierza ku temu, aby anonimowości i prywatności nie było żadnej.
Weryfikacja wieku to, widzę, już za mało. Teraz się weryfikacji tożsamości zachciewa. Nigdy nie jest dość. Mówiłem, że na jednym się nie skończy. Daj im palec, bo "dobro dzieci", to spróbują upitolić całą rękę.
"niekorzystnie na czytelnictwo wpływać mogą szkoły. Wszystko przez ich klasyczny nacisk na naukę czytania"
A jak mają czytać, jak się nie nauczą czytać? A tak poważniej, to niestety fakt, szkoła raczej zniechęca do czytania. Nie wiem jak w UK, ale z polskiej szkoły pamiętam najpierw tak średnio ciekawą listę lektur, ale było znośnie, a później to język polski już w ogóle zmieniał się w historię literatury. Jakby nie to, że już wcześniej lubiłem czytać i ratowałem się tym, co mnie interesowało, jednocześnie jak ognia unikając większości lektur, to szkoła skutecznie zabiłaby we mnie wszelkie zainteresowanie słowem pisanym.
Pirat i to obejdzie i będzie się śmiał, a na uczciwych klientów spadną wszystkie niedogodności DRM-ów. Tak było od zawsze i nic się w tej kwestii nie zmieni.
Na mobilnym Firefoxie zainstaluj sobie uBlock Origin. We wtyczce wejdź sobie w "element picker mode" (ikonka zakraplacza). Stuknij element strony, który chcesz ukryć. Ewentualnie doprecyzuj jeszcze filtry kosmetyczne. Jak będziesz zadowolony, klikasz "Utwórz" i gotowe.
Kiedyś była zasada, że jak coś jest za darmo, to ty jesteś towarem. Czasy się zmieniły. Co prawda stara zasada nie przestała obowiązywać, ale za to teraz nawet jak zapłacisz ciężkie pieniądze, to nadal jesteś towarem. Co za czasy!
Tak szczerze, to przypuszczam, że go to zaboli mniej od tego, komu udało się zakupić te kilkadziesiąt gier. Jak ktoś lekką ręką jest w stanie wydać naprawdę duże pieniądze na więcej gier, niż fizycznie będzie w stanie w życiu przejść, to na brak forsy nie narzeka (nawet zakładając, że 3/4 jego kolekcji to gry darmowe) i dla niego to jest pewnie "łatwo przyszło, łatwo poszło".
"„Jednoczesne wykonanie komend” Nie – sygnał leci: ~19,5 h do Voyagera 2 ~23 h do Voyagera 1 wg NASA
nie ma „tego samego momentu”"
Wysyłasz obu jednocześnie komendę odczekaj do godziny X i dokładnie o tej godzinie wykonaj funkcję Y. I komendy zostaną wykonane jednocześnie. Jeśli to nie jest możliwe, wysyłasz sygnał do jednego wcześnie, a do drugiego później, w tak wyliczonym odstępie czasowym, żeby do obu polecenia dotarły jednocześnie.
Łał, jakiś ty dobry, moralny i sprawiedliwy. Bardzo mnie ciekawi ile u ciebie dyskusyjnych rzeczy by się znalazło na dyskach. Bo zazwyczaj ten, kto najgłośniej krzyczy i najwięcej palcem innych pokazuje, sam ma najwięcej trupów w szafach.

"Przedstawiciele firmy zapewniają, że pozyskane dane nie zostaną wykorzystane do oceny wydajności pracowników."
Ależ oczywiście, że nie. Przecież oni mają pełne zaufanie do swoich pracowników. ==>
https://sekurak.pl/ccleaner-hacked/
https://sekurak.pl/niebezpieczny-atak-socjotechniczny-wykorzystujacy-znane-oprogramowanie-cpuid/
https://sekurak.pl/powazne-naruszenie-lancucha-dostaw-notepad-aktualizacje-byly-zlosliwe/
W erze ataków na łańcuchy dostaw i innych wyrafinowanych sztuczek "używaj mózgu" przestaje niestety wystarczać.
Ech, okazuje się, że nie byłem na bieżąco. Mówiłem o obowiązkowej weryfikacji wieku na poziomie systemu operacyjnego wprowadzonej w Kalifornii, ale oni chcą już przepchnąć ustawę H.R.8250 - Parents Decide Act "To require operating system providers to verify the age of any user of an operating system, and for other purposes." na poziomie federalnym dla całych Stanów.
https://www.congress.gov/bill/119th-congress/house-bill/8250/text
https://www.youtube.com/watch?v=XmKF835Pb5w
I jeszcze ta nazwa "Rodzice decydują". Nie, rodzice decydują teraz! To ustawa "Rząd się do nie swoich spraw wpier***".
Chore czasy, chory świat!
Na moje amatorskie ucho (które słoń przydepnął) dźwięk bardzo dobry. Tylko nie wiem po jaką cholerę wepchali tam panel dotykowy. Teraz wszystko musi być takie "lepsze" nowoczesne. W kolejnym modelu nie zmieniać nic, tylko dawać mi z powrotem normalne analogowe pokrętła!
Co do zakończenia, to masz na myśli tylko główne zakończenie, czy również tę bonusową scenkę, którą można zobaczyć po finale (jak dobrze pamiętam, to trzeba było się jeszcze trochę po świecie gry powłóczyć i w pewnym momencie dostawałeś misję, żeby gdzieś tam podjechać)? Niby krótka i można się było tego zwrotu akcji domyślić, jeśli się uważnie słuchało nagrań tych grup badaczy, ale jednak trochę ciekawsze było od głównego zakończenia i robiło smaka na kontynuację, która nigdy nie powstała.
"Wyobraź sobie, że kupujesz sprzęt za swoje ciężko zarobione pieniądze, ale nie możesz nawet z niego w pełni korzystać bez ograniczeń jak im wieku swojego nie zweryfikujesz. "
A to już wszystko w tym kierunku zmierza. W Kalifornii i Brazylii przepchnęli prawo, które wymusza, żeby mechanizmy weryfikacji musiały być zintegrowane już na poziomie systemu operacyjnego. Nawet do Linuxsów chcą to na siłę wcisnąć, żebyś czasem od tego nie uciekł porzucając Windowsa czy tam Maca.\
https://9to5linux.com/ubuntu-fedora-linux-mint-eye-age-verification-amid-california-law-backlash
https://www.youtube.com/watch?v=ud7NEaHKP-k
https://www.youtube.com/watch?v=2dv68MEEZvY
To zaraz dojdą do wniosku, że równie dobrze mogą żądać weryfikacji od całego świata, bo od przybytku zbieranych danych głowa nie boli.
Ogólnie nie ma w tych wnioskach nic odkrywczego. Już abstrahując nawet od sytuacji, gdzie pewne rzeczy celowo są zaprojektowane suboptymalnie, żeby potem sprzedawać lekarstwo na te upierdliwości za prawdziwą kasę, rozmaite psychologiczne sztuczki w celu zwiększenia zaangażowania i FOMO, mające sprawić, żeby gracz sięgnął do portfela, to samo projektowanie poszło w kierunku uproszczenia - co jest częściowo na plus, a częściowo nie.
Już weźmy na ten przykład gatunek, który powinien opierać się na myśleniu i kombinowaniu: przygodówki. Jakby je prześledzić od początków do czasów współczesnych, to tendencja ku upraszczaniu życia graczowi jest wyraźna: Od interfejsów tekstowych, gdzie człowiek sam musiał wpisywać polecenia, przez listy czasowników aż po kursor kontekstowy z PPM - obejrzyj, LPM - użyj, porozmawiaj, weź itp. z zależności od klikniętego obiektu i od perfidnych dead endów i rozmaitych sposobów uśmiercania postaci (nawet jeśli gracz nie spróbował czegoś wybitnie głupiego), do takiej bezstresowości, że The Book of Unwritten Tales wręcz robiło sobie z tego jaja bezrobotną Śmiercią, bo przecież w przygodówkach się nie umiera. To samo z zagadkami, gdzie zaczynaliśmy od czystej przedmiotowej abstrakcji w stylu połącz stare gacie z liśćmi wierzby, żeby kura zniosła jajko, do sytuacji, w której przedmiotów używa się zgodnie z ich logicznym zastosowaniem, co najwyżej lekko naginając rzeczywistość do potrzeb gry. Podobnie z zagadkami logicznymi - kiedyś było ich sporo i były bardziej złożone, a dziś często nie ma ich wcale lub są bardzo nieliczne i prostsze.
I o ile akurat cieszę się, że zrezygnowano z przedmiotowych zagadek całkowicie abstrakcyjnych i nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń do wbudowanych opcjonalnych systemów podpowiedzi i podświetlania aktywnych miejsc, tak w ostatnim czasie mocno przesadza się z upewnianiem się, że gracz nigdzie się nie zatnie i nie zirytuje, przez co gry z tego gatunku nagle przestają stawiać jakiekolwiek wyzwanie. Zagadki przedmiotowe bywają tak oczywiste, że wręcz prostackie albo nie ma ich wcale (w przygodówkach "narracyjnych"), a logiczne, jeśli są, to dużo prostsze niż kiedyś: weźmy dla przykładu zagadkę z wieżą Hanoi, która w grze Podróż do Wnętrza Ziemi z bodajże 2008, miał siedem krążków, a już w jednej z przygodówek wydanych po 2020 (już nie pamiętam, w czym to dokładnie było, ale zagadka zapadła mi w pamięć) tych krążków było całe trzy.
Ale nie dotyczy to tylko gier stawiających na myślenie. Takie oparte głównie na zręczności też zmieniły się z czasem. Taki PoP Piaski Czasu: Nigdzie nie było oznaczone, po której ścianie trzeba sobie przebiec. Trzeba było poświęcić chociaż minimum aktywności mózgowej, żeby wykombinować, że jak pobiegnę po tej ścianie i odbiję się w odpowiednim momencie, żeby złapać się tamtej kolumny, to dalej mogę przeskoczyć gdzieś tam. A PoP (2008)? Tui już miejsca, gdzie należało pobiec po ścianie były tak wytarte, jakby codziennie od wieków przebiegały tamtędy tabuny "Księciów". Wspinanie się w Gothicu? Zobacz czy dasz radę doskoczyć do krawędzi, bo jak doskoczysz, to się wespniesz. W Ubisoftowym Far Cry'u? Każda zdatna do wspinaczki półka maźnięta żółtą farbą czy w inny charakterystyczny sposób oznaczona.
I znów nie ma w tym nic złego, że twórcy nauczyli się komunikować graczowi, co powinien zrobić, bo nie ma nic bardziej wkurzającego niż kręcić się po danej lokacji przez 20 minut liżąc ściany, żeby znaleźć ten jeden przełącznik ukryty w niewidocznej niszy czy szyb wentylacyjny pozwalający pójść dalej. Cieszę się, że czasy, gdy dziennikiem w erpegu był notesik i długopis gracza, a mapą w dungeon crawlerze ołówek i kartka papieru odeszły w niebyt, ale twórcy w próbie zrobienia gier przystępnych dla każdego przesadzają w drugą stronę: elementy do wspinaczki oznaczone tak, że nie trzeba myśleć, tylko wystarczy rozpoznać ich charakterystyczne oznaczenie, eksploracja świata sprowadzona do pytajników na mapie świata, nieustannego spoglądania na mimimapę i znaczniki prowadzące cię jak po sznurku do celu, zagadki środowiskowe zrobione tak, żeby czasem nie stanowić jakiegokolwiek wyzwania.
No i oczywiście cała kwestia superłatwego dostępu do informacji. Dziś jakakolwiek trudność w grze to 5 sekund wyszukiwania w sieci, czy to poradnika, czy wręcz pokazanego krok po kroku i opatrzonego dodatkowym wyjaśniającym komentarzem rozwiązania z filmika na YouTube dla każdej możlwiej gry, z wyjątkiem może jakiejś absolutnej niszy. Kiedyś? Trzeba było popytać kolegów (z uwagi na niebotycznie mniejszą ilość gier wychodzących każdego roku większość z nas grała w mniej więcej to samo, nie jak dziś, gdzie 10 zapalonych graczy może przez rok przejść po kilkadziesiąt gier i jest możliwość, że ich listy ogranych tytułów w ogóle nie będą się pokrywać), czekać, aż jakieś czasopismo o grach się zlituje i zrobi poradnik albo męczyć się do oporu, aż się uda albo człowieka szlag trafi i zabierze się za co innego. I po raz kolejny trzeba się tylko cieszyć, że w razie problemów rozwiązanie jest o tyle łatwiej dostępne, ale też trzeba trzymać na krótkiej smyczy swojego wewnętrznego lenia, żeby nie zacząć szukać rozwiązania nawet bez próby samodzielnego zmierzenia się z problemem. A łatwość dostępu do informacji skłania niestety do nadmiernego wygodnictwa.
"Gdyby ktoś dziś wydał grę taką jak np. Myst czy kontynuacja Riven"
Jakoś parę lat temu zrobili któreś z kolei odświeżenie Mysta i widać im się opłaciło, skoro zaraz potem zrobili remake Rivena. A, powiedzmy sobie szczerze, i w latach 90. nie każdy się na tego Mysta rzucał z powodów innych niż niewiarygodna jak na te czasy grafika i też ośmielę się stwierdzić, że masa ludzi od poziomu trudności się odbiła. Ciągle jest miejsce dla gier wymagających myślenia, no ale to raczej nisza.
"Dzisiejszy gracz nie przepada za grami, które stawiają przed nim jakieś wyzwania. Można spojrzeć na dane odnośnie do gier od FromeSoware, gdzie masa graczy kupiła, ale promil graczy ukończył 1 rozdział. Mimo że jak na np. standardy lat 90, to gry od FS nie są trudne. "
Soulsy to nie tyle gry trudne, co w wielu aspektach po prostu upierdliwe i ich trudność nie polega na byciu super trudnymi, tylko właśnie na celowym rzucaniu graczowi pod nogi rozmaitych upierdliwości i marnowania jego czasu. Jak ktoś lubi, spoko. Ale ja jednak wolę wyzwanie w stylu Operation Flashpoint/ARMA, gdzie giniesz od jednej kulki, ale to samo dotyczy wrogów od "wyzwania" w stylu soulsów, gdzie ty skrobiesz przegięty w wuj pasek życia bossa, ginąc od 1-2 jego trafień i po śmierci popitalasz od ogniska przez cały poziom, żeby znów zginąć w tym samym miejscu i tak w kółko.
Nie spodziewałem się że na GOL-u przeczytam recenzję przygodówki innej niż może Syberia 5 albo odświeżenia tych najbardziej uznanych tytułów z przeszłości, pokroju BS, Monkey Island czy Myst. Cieszę się.
Venice jest na mojej liście życzeń. Trochę szkoda niskiego poziomu trudności zagadek,. ale taka teraz tendencja i nic już raczej z tym nie zrobi.
Ja ci gwarantuję, że ta nisza stałaby się 10 razy bardziej niszowa. Też jestem za tym, żeby przeciwnicy nie mieli pamięci złotej rybki, ale "wieczny" alarm byłby po prostu zbyt upierdliwy nawet dla wielu maniaków "commandosów".
"ogromna powtarzalność questów typu przynieś, wynieś, pozamiataj."
To akurat ma guzik wspólnego z silnikiem.
Lista mocno niekompletna bez:
Atlantis 1-2
Clair Obscur
Icewind Dale 1-2
Myst 4
NIery
TES Skyrim
Takiej np. Pieśni Starożytnych nie sposób zapomnieć.
Kuwata tsunowo vralai
Tsuriji pufuralekai
Kwondzuvai undovartsu wronduwail
Tjortetei jeki liago
Jiunmata ivelischpfuli
Neftyoma sorepiyamei
Schijiyako alefni fatalliliya
Nic'hpisfa unhoreselye
https://www.youtube.com/watch?v=nhgEuhL0jxI&list=RDnhgEuhL0jxI&start_radio=1
Nie pisać na FB. Wtedy rodzinka i znajomi nie będą wiedzieć, że dany delikwent jest głupszy niż dotychczas myśleli.
"Will I lose the games I've already purchased?
After June 10, 2026, previously purchased a-la-carte titles will no longer be playable on Luna. However, you can continue to access them directly through the third-party platform account you had linked when you made the purchase on Luna: "
https://www.amazon.com/gp/help/customer/display.html?nodeId=TY9Z4zZ7vgVwLA0b7C
To o grach kupowanych bezpośrednio przez Lunę. Jak one ci na zewnętrznych platformach pozostają, to te rozdawane z Pirmea najpewniej też.
"nie zamierzam pracować tylko dla samego pomysłu"
A jaki to był pomysł? może lepiej "nie zamierzam pracować dla idei"?
A gościowi nie zazdroszczę sytuacji. Nie dość, że tak długo mu nie płacili, to jeszcze cholera wie, ile czasu minie zanim (i czy w ogóle) zdoła wyegzekwować należne mu pieniądze.
Chyba jedyna nadzieja na pełne rozszyfrowanie, kto ma prawa do marki i w jakim stopniu oraz kto może komu i czego zabraniać, to że się znajdzie ktoś na tyle odważny, żeby rzeczywiście z wielką pompą i bezczelnie ogłosić jakiś NOLF-owy projekt, żeby dać się pozwać. Dopiero wtedy wszyscy zaangażowani by musieli dokładnie sprawdzić, kto w jakim stopniu u co z marki posiada. To za piękne, aby było prawdziwe, ale gdyby tak się okazało, że blokujące WB ma prawa tylko do tytułu i mając zezwolenie od pozostałych można robić ten świat i postacie, ale po prostu dać grze inny tytuł. Ech, marzenia...
"Jak trzymasz zdjęcia zmarłej ciotki albo wersję roboczą książki tylko na jednym dysku, a nie masz kopii zapasowej"
Ja to wiem i ty to wiesz, ale nie czarujmy się, wiele osób zupełnie olewa backupy. A nawet ci co wiedzą i stosują, nie zawsze mają wszystko aktualne. Już nie mówiąc o tym, że część ransomware'ów stara się zaczynać od znalezienia i szyfrowania wszystkiego, co może wyglądać na kopię zapasową, więc backup niekoniecznie pomoże, o ile no nie jest zewnętrzny dysk, który jest podłączany tylko na czas kopiowania plików.
" mają setki malwaru i innego syfu na dysku i jakoś nie siedzą wyroków za hacking xD. Jakoś nie ma w internecie opisanych przypadków, że ktoś przez grę od znanych grup crackerskich miał jakieś problemy"
Wyroków może i nie mają. Ale weź się tłumacz, udowadniaj, że nie ty. A takie bonusy w zcrackowanych grach to pewnie są tylko dla jajec: https://www.bitdefender.com/en-us/blog/labs/fake-battlefield-6-pirated-games-trainers
Już ci wyżej
Po pierwsze nie ma absolutnie znaczenia, czy ktokolwiek uważa twoje pliki za ważne. Liczy się tylko to, że ty je uważasz za ważne. "Przyjdzie" ransomwarek, zaszyfruje ci dyski i nie będzie się liczyło, że twoja kolekcja zdjęć rodzinnych z ostatnich 20 lat świata, ani nawet atakujących zupełnie nie obchodzi. Ważne będzie to, że straciłeś dostęp do jedynych kopii zdjęć twojej ukochanej nieżyjącej cioci i będziesz gotowy zapłacić, żeby je odzyskać.
Albo wśród zaszyfrowanych plików jest kopia książki, którą zamierzałeś wydać. Twoja pierwsza, więc nikt cię nie zna i nikogo na świecie to nie obejdzie. Ale dla ciebie to jest utrata może paru lat pracy, przepisywania, cyzelowania i poprawiania błędów. Świata zupełnie nie obchodzi, że masz ją na dysku, bo nawet nie wie o twoim istnieniu, ale dla ciebie to jest zmarnowanie setek godzin pracy, albo zapłacenie okupu.
I drugi przykład: nie ty jesteś celem, hakerzy wykorzystują uzyskany dostęp do twojego kompa tylko jako węzeł wyjściowy dla swoich operacji. Nic się z twoim kompem nie dzieje, ty nie odczuwasz żadnych negatywnych konsekwencji... do czasu aż do drzwi zapuka policja i zacznie zadawać mnóstwo pytań, dlaczegóż to z twojego komputera były prowadzone ataki hakerskie/służył za C2 dla rozmaitych malware'ów itp., a ty nie będziesz w stanie na te pytania odpowiedzieć.
No ale muszę przyznać, że zawsze zabawnie się obserwuje ludzi tak przekonanych o swojej intelektualnej wyższości, nabijających się z głupoty innych, podczas gdy tak naprawdę obnażają tylko własną ignorancję w danym temacie.
Też mi renoma... Za nic nie odpowiadają, ich obietnica nic nie znaczy.
Ale, kurde, kibicuję, żeby piractwo nigdy całkowicie nie zniknęło. Jeśli branża nie będzie mieć nad sobą żadnego miecza Damoklesa w postaci "jak przegniemy pasłę, to płacący pójdą do pirata", to będziemy się tylko z rozrzewnieniem uśmiechać na myśl o dzisiejszych praktykach antykonsumenckich i wzdychać "nie wiedzieliśmy jak mieliśmy dobrze".
Z drugiej strony taki skasowany adres mógłby trafić na jakąś listę niedostępnych, co też zapobiegłoby wspomnianym wyżej scenariuszom.
Mnie się wydaje, że Bredniew dla każdego powinien być oczywisty. Ale ja się wychowywałem na Clancych nie Clancych z zimną wojną i radziecką wierchuszką stale obecną w temacie, więc mogę mieć spaczony pogląd na to, co jest oczywiste. Szkoda, że ktoś tam w angielskiej wersji rzucił ręcznik i pozostawił tego bredniewa, zamiast trochę poszukać co ciekawszych słówek i nazwiska do którego mogłyby pasować. A już w najgorszym razie zrobić "comerade Bullshitter".
"A graliście chociaż w wiedźmina 3?"
Dokładnie? Musiałbym sprawdzić. Z tego co pamiętam, ponad 200 godzin.
"Czy brak możliwości wchodzenia do każdej mapy z startu to według was otwarty świat??"
No popatrz! To jak w naszym rzeczywistym świecie! Też od razu nie masz otwartej każdej mapy i musisz spełnić wiele warunków, zanim cały świat stanie przed tobą otworem. Najpierw musisz przejść prolog w postaci dzieciństwa i startowych questów, zanim będziesz mógł swobodnie decydować, dokąd chcesz się udać. Potem okazuje się, że perfidni twórcy zablokowali ogromną część mapy paywallem. No po prostu za dużo sobie nie popodróżujesz za jeden uśmiech. A gdy już masz wolność wyboru i środki, to wkroczenie na niektóre "mapki" będzie od ciebie jeszcze wymagało zaliczenia questa pt. "paszporty i wizy".
" gdzie niemal każde miejsce jest od razu dostępne, więc to są standardowe otwarte światy."
Otwartego świata nie definiuje to, czy od razu możesz się wszędzie dostać. Otwarty świat to po prostu określenie struktury świata gry, obok liniowych poziomów, półotwartych map czy hubów. Otwarty świat jest z nich wszystkich największy i ma najmniej sztucznych barier, ale nie znaczy to, że z przyczyn fabularnych określone obszary nie mogą być czasowo niedostępne.
Jak to co? Najpierw zapanowała gorączka złota, ludzie rzucili się na udziały w kopalni, a potem przyszło otrzeźwienie i okazało się, że to tylko złoto głupców.
" a 3 to nie to samo co otwarty świat, bo to jakiś rodzaj hubów z otwartymi obszarami, więc nie do końca otwarty świat"
Idąc dalej tą logiką, to ten świat rzeczywisty, to też nie jest "otwarty", tylko podzielony na "huby". Bo wybierając się do Honolulu czy innego Bangkoku nie wsiadasz w łódkę i nie wiosłujesz przez ocean, czy nie wsiadasz w samochód i przejeżdżasz całą Europę i Azję, tylko idziesz na lotnisko i dokonujesz "szybkiej podróży" do innego "huba" z użyciem samolotu.
Po to jest coś takiego jak testy, żeby wyłapać rzeczy, które są wieloznaczne, brakuje kontekstu, albo nawet kontekst nie wystarcza. A że się na tym często oszczędza, to cóż...
A co do "fuck you", to w grę często wchodzi coś takiego jak dopasowanie do jakiejś kategorii wiekowej i fakt, że wulgaryzmy w języku obcym nie są odbierane tak ostro, jak ich polskie odpowiedniki. Dlatego bywają łagodzone.
Ja nie próbuję nikomu wmawiać, że mamy jakąś złotą ereę gatunku ze świetlaną przyszłością i można na przygodówkach zrobić kokosy. Kto przesadzi z budżetem, tego spotka niemiła niespodzianka. Tylko to jest tak samo prawdziwe dla każdego innego gatunku gier.
Ja bym powiedział mocny średniak. Fabuła faktycznie raczej mało wciągająca, zagadki powiedziałbym OK, taki gatunkowy standard, humor akurat do mnie trafił, a towarzysz Bredniew wspaniały.
No i? Trudno cokolwiek poradzić na to, że większość ludzi w dzisiejszych czasach dostaje wysypki na samą myśl o odrobinie myślenia. Dopóki nowe tytuły z gatunku powstają i mam w co grać, to mi zwyczajnie zwisa, jakie są "piki" na Steamie.
To ja dorzucę parę propozycji. Trochę szerzej co prawda, bo nie same point & clicki, ale też tytuły "mystopodobne" i bardziej narracyjne, z założeniem, że nowe to od 2020 wzwyż.
Na początek przygodówki mystopodobne/logiczne:
The House of da Vinci 2 (2020)
Myst (2021)
Nemezis: Mysterious Journey III (aka Schizm 3) (2021)
The House of da Vinci 3 (2022)
The Talos Principle 2 (2023)
Viewfinder (2023)
Riven (2024)
Neyyah (2025)
The House of Tesla (2025)
P&C i pokrewne:
Beautiful Desolation (2020)
Moons of Madness (2020) - umiarkowanie horrorowo, lekko zagadkowo
Willy Morgan and the Curse of Bone Town (2020)
Watch Over Christmas (2021)
Beyond the Edge of Owlsgard (2022)
Return to Monkey Island (2022)
Rock 'n' Roll Will Never Die! (2022)
The Case of the Golden Idol (2022) - detektywistyczna
The Excavation of Hob's Barrow (2022)
Unusual Findings (2022)
Dreams in the Witch House (2023)
Stasis Bone Totem (2023)
The Will of Arthur Flabbington (2023)
3 Minutes to Midnight (2024)
Broken Sword Shadow of the Templars Reforged (2024)
Harold Halibut (2024) - narracyjna
Loco Motive (2024)
Tales from Candleforth (2024)
The Legend of Skye (2024)
Asylum (2025)
Amerzone (2025)
Near-Mage (2025) - bardziej narracyjna, z czarami w miejsce używania przedmiotów
Syberia Remastered (2025)
I jeszcze więcej, gdyby chciało mi się przysiąść i sprawdzać. Jest tego tyle, że nawet w gatunku niszowym czy wg. niektórych "martwym" trudno być ze wszystkim na bieżąco.
A propos braku gier "macgyverowskich", to przygodówki z serii Return to Mysterious Island miały dla mnie taki zbliżony klimat. Zwłaszcza jedynka. Zagadki przedmiotowe takie survivalowo-macgyverskie: znajdź coś do żarcia, zrób z niczego jakieś schronienie i proste narzędzia. Nawet nietypowo jak na przygodówkę pewna nieliniowość, bo tam, pamiętam, różne kombinacje z tych samych przedmiotów dało się uzyskać. W dwójce zdaje się było więcej kombinacji logicznych w Nautilusie.
"Męczyłem się przez pierwsze 4h [...] jedynie sztampową historyjkę z nijakimi postaciami"
Raz, że jeszcze praktycznie z prologu nie wyszedłeś, dwa że owszem, pierwsze przejście może przez większość czasu robić wrażenie "OK, jakiś świat fantasy, gdzie ludzi dręczą jakieś złe potworki i sztampowe ratowanie członka rodziny z łap sztampowego złola". Parę razy na ekranie wczytywania ci wpadną teksty, jakby z zupełnie innej gry i które dopiero zaczniesz choć trochę rozumieć w samym finale.
Ale najbardziej perspektywę na fabułę zmienia dopiero run B, kiedy ty jako gracz zaczniesz słyszeć rzeczy, które dla protagonisty pozostają niesłyszalne albo niezrozumiałe. I dla mnie osobiście różnica była kolosalna, bo jak w runie A cieszyłem się z każdego załatwionego bossa, to w runie B już jęczałem "Ale dlaczego muszę? Ja nie chcę! Dlaczego nie można jakoś inaczej?" I chodzi mi o fabularną perspektywę, nie niechęć do powtarzania walk z powodów mechaniczno-gameplayowych. A potem są jeszcze runy C, D i E.
Towarzysze też nie są z tych, co to ci na dzień dobry opowiedzą historię swojego życia. Trochę trzeba się skupić na tym co mówią, nawet na rzuconych gdzieś tam uwagach, żeby poznać pewne fakty na ich temat. I też kolejne runy odkrywają więcej informacji na ich temat.
"biegania w tę i z powrotem za fetch questami"
To akurat prawda. Te zadania poboczne nie były warte uwagi.
"Android pokonuje iOS w testach wydajnościowych"
No nie, w kontekście tego, co testowali, to jest spore nadużycie. To tak jakby powiedzieć, że Ford jest teraz szybszy od Opla, bo w Fordzie zoptymalizowano tempo pracy wycieraczek.
Co najwyżej Androidowy WebView (wbudowana w system "przeglądarka" będąca podstawą dla ogromnej większości aplikacji, które cośkolwiek sieciowego wyświetlają) jest szybsza od iOS-owegio Safari. Na Androidzie te wyniki będą się zresztą różnić w zależności od użytej przeglądarki. Na iOS nie, bo tam rozmaite przeglądarki to tylko różne nakładki na te same bebechy Safari.
I druga sprawa: "We encouraged our Android partners to evaluate and tune their devices against Speedometer and LoadLine.". No jak zoptymalizowali konkretnie pod te 2 pomiary, to nie dziwota, że mają świetne wyniki. Tylko nie wiadomo jak to się przekłada na codzienne użytkowanie normalnych stron w normalnych warunkach.
"Jeżeli jest jakaś patologia po stronie nauczycieli, czy jakiś incydent się wydarzył, to zgłasza się to dyrektora z żądaniem przejrzenia monitoringu (bo chyba prawie każda szkoła takowy posiada)"
Nie wiem jak teraz, za moich czasów kamery były tylko na korytarzach (i to nie obejmujące całości) i chyba na rogach budynku, również nieobejmujące wszystkiego. To raz. A dwa: żebyś się potem nie zdziwił jak rzeczywiście jaki kłopotliwy "incydent" będzie, to się okaże, że "no nie mamy kasy na dobry system monitoringu, dysk nam starcza tylko na 10 min nagrań no i wszystko zdążyło już się nadpisać, innymi słowy, nie mamy żadnego nagrania i co nam zrobicie?"
Tak szczerze? Przez większość szkoły nie miałem żadnego telefonu, a później, jak już miałem, to i tak go do szkoły nosiłem od wielkiego dzwonu, głównie jak były jakieś wycieczki, czy coś, bo rodzice nalegali. A tak normalnie szkoła, to przecież nie był cały kontynent, żeby trzeba było telefonu do kontaktów, jak ktoś chciał z kimś pogadać, to po prostu szedł i gadał. Nie używałęm w szkole, bo zwyczajnie nie potrzebowałem, a nikt nie zabraniał. Natomiast, gdyby zabraniał, to prawdopodobnie odniosłoby odwrotny skutek i używałbym tej komórki na złość.
Dzięki temu każdy Amerykanin będzie mógł spać spokojnie, ciesząc się routerem bezpiecznym od chińskich backdoorów. I jeszcze w bonusie dostanie od NSA amerykański backdoor na dokładkę.
https://youtu.be/NbwDWy05v5U?t=616
- Joga, dzięki niej ćwiczę oddech. A dzięki temu oddechowi ostatnio zszedłem 300 metrów pod wodę. Bez butli.
- A przedwczoraj po pół butli mało nie zszedłeś na amen.
Czy tylko dla mnie samochód to mają być wszystkie koła, silnik, sprawne hamulce, światła, wycieraczki, może jeszcze sprawne ogrzewanie na zimę i to wszystko?
Po wuj ta cała elektronika pakowana do samochodów tonami? Nazwijcie mnie starym dziadem, a ja i tak chcę mieć samochód, a nie komputer na kółkach.
Ta konkretna może nie. Bo nie taki był cel jej powstania. To jest po prostu proof of concept dowodzący, że teoretycznie bardzo zaawansowane i ściśle monitorowane, gdzie i komu takie rzeczy są sprzedawane, są w zasięgu amatora. Udowodnili, że coś podobnego da się zrobić za śmieszne pieniądze.
I wiadomo, że żadne wojsko tym nie pójdzie toczyć wojny, ale pomyśl o grupie wariatów, która wpadła na pomysł zrobienia bum. Kiedyś musieli mieć naprawdę sporo kasy i jakieś dojścia/wiedzę, gdzie szukać, żeby taki sprzęt zorganizować. A teraz potencjalnie mogą takie coś zmajstrować w przysłowiowym garażu, mając jakąś złotą rączkę i stosunkowo tanie, powszechnie dostępne komponenty.
Nie. AI nie "widzi" więcej. AI na podstawie swojego modelu statystycznego "domyśla się", co mogłoby tam być, czyli mówiąc wprost: zmyśla.
To jest dosłownie taki Jan Matejko malujący Bitwę pod Grunwaldem. On nie namalował tego, jak ta bitwa rzeczywiście wyglądała, bo nie miał przecież możliwości jej oglądać. Więc na podstawie co najwyżej jakichś kronikarskich opisów i nielicznych ilustracji ubiorów/wyglądu ludzi z tamtych czasów namalował, jakby to potencjalnie mogło wyglądać, czyli zmyślał. AI robi to samo.
To go zaraz amerykańce wywiozą do Guantanamo, bo "terrorysta". A nawet jak nie wiedział, że jest terrorystą, to tam się tego dowie i bardzo szybko przyzna. A jak nie amerykańce, to go odwiedzą "inżynierowie" z takiej czy innej firmy zbrojeniowej, którzy mu dobitnie wytłumaczą, że nie po to koszą setki tysięcy na zaawansowanej rakiecie, żeby im jakiś amator rynek psuł podróbami w cenie kebaba.
Mnie jest żal odświeżenia Syberii, bo też widać, że twórcy ewidentnie tę grę czuli. Zrobiony na nowo świat zachował styl Sokala, zagadki zmienili tylko tam, gdzie to mogło wyjść na dobre i wyeliminować pewne upierdliwości, a jak dodali coś od siebie, to w taki sposób, żeby jak najmniej zmienić oryginał. Tylko wszystko to się pechowo rozbiło o te wymuszone ułatwiacze typu niewyłączalne podświetlenie aktywnych miejsc i pozaznaczanie kluczowych opcji dialogowych.
Ale odświeżoną dwójkę chętnie bym zobaczył. I Paradise. Też dość zapomniana, a ciekawa. Chyba najmocniej grze się oberwało za fragmenty, w których sterowało się panterą. Ja je co prawda lubiłem, ale muszę przyznać, że jakieś super nie były. Ciekawi mnie, jakby to wyszło, gdyby ten element został dopracowany.
Akurat wcale mnie nie dziwi, dlaczego mało kto wspomina Amerzone. To była stosunkowo krótka przygodówka z niewieloma i do tego prostymi zagadkami, za to w paru miejscach irytująca (choćby "labirynt" na bagnach). Widać było zaczątki tego, co tak świetnie sprawdziło się w Syberii, ale to wciąż był tylko prototyp.
Za to rzeczywiście szkoda, że wersja odświeżona przeszła właściwie bez echa, bo twórcy, moim zdaniem, naprawdę dobrze zrozumieli dzieło Sokala i bardzo sprawnie poprawili największe problemy. Dodali trochę zagadek dobrze wpasowanych w oryginalny fundament, tu coś zmienili, tam rozbudowali, jeszcze gdzie indziej stworzyli nowe od zera. Pododawali też sporo różnych dokumentów całkiem dobrze rozbudowujących historię z oryginału. O skoku graficznym chy6ba nawet nie trzeba wspominać. Jedyne, czego się doczepię, to że tych notatek jest jednak trochę za dużo, a raczej, że są zbyt dosłowne. To, co u Sokala było niedookreślone, osadzone w jakimś świecie wyglądającym jak to, co znamy z naszego, ale jednak nie do końca i co stanowiło o sile oddziaływania jego opowieści zostało wg. mnie nieco osłabione, kiedy czyta się kolejną z rzędu notatkę opisującą postępowanie dyktatora i jego skutki dla mieszkańców Amerzone. To po prostu pada zbyt blisko naszego świata, za bardzo zakorzenia fikcyjny świat w realnym.
Ale tak czy inaczej, jak zazwyczaj preferuję raczej sięganie po oryginał, tak tu polecałbym bardziej zapoznanie się z remake'iem, bo jest po prostu lepszy.