No chyba normalne, że w kraju, który zmienił całkowicie kulturę, będzie spadało mocno czytelnictwo właśnie przez nieciekawe lektury.
Przykład Wielkiej Brytanii, o którym mowa w artykule, to pokazuje. Czemu jakiś muzułmanin, który kilka lat temu przypłynął do WB ma się interesować jakimś Dickensem czy jakąś Austen?
U mojego kuzyna w klasie jest 3 ukraińców - nie przeczytali ani jednej lektury, bo to nie ich obszar kulturowy. ... Jak dziecko nie będzie czytało w czasach szkolnych, to potem trudno go przekonać, że warto.
Raczej więcej jak naście lat to Ty nie masz, bo żaden dorosły nie pisze "nie zesraj się" jak Ty masz to w zwyczaju.
Serio, dorosła dobrze rozwinięta osoba może komuś taki komentarz napisać?
Koleś, który płacze w komentarzach, że na portalu o grach jest za dużo artykułów o danej grze, po czym wchodzi w ten artykuł, komentuje, napędzając algorytmy, do zwiększania zainteresowania daną grą.
A ty w jednym z komentarzy życzyłeś tego Gabenowi.
"niekorzystnie na czytelnictwo wpływać mogą szkoły. Wszystko przez ich klasyczny nacisk na naukę czytania"
A jak mają czytać, jak się nie nauczą czytać? A tak poważniej, to niestety fakt, szkoła raczej zniechęca do czytania. Nie wiem jak w UK, ale z polskiej szkoły pamiętam najpierw tak średnio ciekawą listę lektur, ale było znośnie, a później to język polski już w ogóle zmieniał się w historię literatury. Jakby nie to, że już wcześniej lubiłem czytać i ratowałem się tym, co mnie interesowało, jednocześnie jak ognia unikając większości lektur, to szkoła skutecznie zabiłaby we mnie wszelkie zainteresowanie słowem pisanym.
Od zawsze problemem był sadystyczny dobór lektur - po prostu nie można tego określić kulturalnymi słowami, a te wszystkie czytadła z chęcią wepchnąłbym polonistkom do układu pokarmowego, od strony wejściowej i wyjściowej jednocześnie. Zmuszanie dzieci do katowania mózgu nad czymś czego się nie lubi, nie trawi i po prostu nie chce znać - nie "zniechęca" do czytania, tylko po prostu skutecznie zabija wszystkie chęci. Oczywiście wszelkie "bryki" i streszczenia były zawzięcie zwalczane i konfiskowane, polonistki same je dokładnie czytały po to żeby zadawać pytania o totalnie nieistotne pierdoły których w "brykach" nie było. Na następną wojnę trzeba wysłać polonistki, każdy wróg ucieknie z płaczem.
"Za moich czasów" (no co, mam już tyle lat że wolno mi tak mówić - niestety...) problemem zaczynały być też komputery. Granie i pisanie pierwszych programów bardzo skutecznie odciągało od czytania. Na szczęście młodość miała swoje zalety - mogłem zarwać nockę nad "Zapłatą" Philipa Dicka, a potem iść do szkoły jak gdyby nigdy nic.
Teraz wychodzą na jaw coraz większe problemy ze smartfonami i mediami społecznościowymi. A to ma wpływ jeszcze większy, bo wchodzimy tu w sferę socjotechniki i celowego uzależniania ludzi od danego produktu. Kiedyś korporacje tytoniowe i alkoholowe celowo uzależniały swoich klientów, reklamy i slogany projektowali tak aby trafiały do dzieci których wychowywali sobie na wiernych klientów. Dzisiaj to samo mamy z mediami społecznościowymi. Tiktoki i inne portale z krótkimi intensywnymi filmikami robią młodym ludziom dopaminową siekę z mózgu, po czymś takim zwykłe czytanie książki staje się jeszcze nudniejsze.
Problem z lekturami u nas jest taki że nastolatkom każą czytać coś do czego trzeba dojrzeć