Martwa, bo prawa do marki są rozrzucone tak bardzo, ze nawet GoG nie daje rady tego ogarnąć.
Jedna z moich ulubionych serii - pomysłowa, zabawna z bardzo barwnymi i ciekawymi postaciami i porządnie zrobioną główną bohaterką, której po prostu nie da się nie lubić.
Szkoda, że prawa własności do tej serii to taki bajzel, że nie do końca wiadomo kto ma prawa do czego, a ci którzy wiedzą co jest ich własnością intelektualną, nie do końca chcą współpracować ze sobą...
Małe światełko nadziei zapalił niedawno szef Nightdive (odpowiedzialny za świetne remake SystemShok 1 i 2) który stwierdził, że przywrócenie tej serii do życia jest jego priorytetem i nawet kontaktował się z właścicielami praw autorskich których udało się ustalić... niestety pewnie będzie to tylko remake (choć i to byłoby super) bo na kontynuacje raczej szanse są marne.
Jeszcze gorzej że nie ma tego w cyfrowej dystrybucji i nawet GOG nie wie jak to ugryźć. Marka pod względem prawnym to niczym labirynt ze Lśnienia.
Jak chcecie zagrać to odwiedźcie archive.org, tam pełno staroci, których nie ma w cyfrowej dystrybucji.
"W ramach inicjatywy No One Lives Forever Revival Project fani udostępnili za darmo poprawione wersje obu części przygód Cate Archer. Ktoś zapewne powinien to ukrócić"
Wręcz przeciwnie. To powinien być standard ugruntowany prawnie, że w momencie, gdy danego dzieła kultury nie można już w żaden sposób nabyć (poza kopiami z drugiej ręki) i, z takich czy innych powodów, właściciele praw nie zamierzają już nigdy wprowadzić go ponownie do sprzedaży, powinno ono trafiać do domeny publicznej.
A co do samych NOLF-ów, to po prostu wspaniałe gry, jakie dziś nie mogłyby powstać. Klimat, muzyka, humor, nawet ta dyskryminacyjna otoczka w jedynce, która porusza temat tak niewymuszenie, jak nie są tego wstanie zrobić dzisiejsi aktywiści i pseudobojownicy o rozmaite inkluzywności.
Nawet nie jestem w stanie zdecydować, która część była lepsza. W jedynce byął większa różnorodność lokacji i więcej tego specyficznego klimatu lat 60., ale część gadżetow była dodana na zasadzie, aby były. I np. wspomniane w tekście zatrute ostrze w spince do włosów było cholernie mało użyteczne. Mechaniczna suczka do odciągania psów stróżujących też dała się zastosować w jednym tylko miejscu, jakby twórcy na sam koniec przypomnieli sobie, że, skoro dali graczowi taką zabawkę, to musi on moc gdzieś jej użyć. No i samo skradanie się było raczej symboliczne i potrafiło napsuć sporo krwi, gdy człowiek chciał działać po cichu i podsłuchować wszystkie zabawne konwersacje.
W dwójce natomiast mieliśmy mądrzejszych przeciwników, nie tak frustrujące skradanie się i ogólnie bardziej dopracowane, wygładzone mechaniki. Nadmiar gadżetów zastąpiono mniejszą ich liczbą (np jedna wyrzutnia CT-180 z różnymi rodzajami amunicji zastąpiła osobny dezaktywator kamer i nieporęczne perfumy z jedynki), ale były przyjemniejsze w użytku. Na minus, recykling lokacji.
Niestety, tytuł gry okazał się proroczy i Cate, zamiast żyć wiecznie, umarła zapomniana przez większość graczy, wraz z serią, która chyba już nigdy nie wyjdzie z licencyjnego piekła. Z drugiej strony, patrząc na to, w jakie tasiemce, nie mające nic wspólnego ze swoimi korzeniami, zmieniły się niektóre popularne serie, może to i lepiej, że Cate pozostanie w naszej pamięci na zawsze w pełni formy, zamiast stać się cieniem samej siebie, dojonym do ostatniego dolara przez chciwych wydawców, chcących maksymalnie zmonetyzować nostalgię fanów.
I tu wielka szkoda, że nie doczekały się te gry remasterów albo remake'ów jak jeszcze studio żyło...
z tego co kiedyś szef NDS mówił najwięcej bruździło w powstaniu remasterów WB. Co mnie nie dziwi.

Stara, bardzo dobra produkcja! Jeszcze z czasów gdy kobiety w grach wyglądały naprawdę ładnie.