Nie ma jakichś granic czasowych, dla mnie "retro" wiąże się bardziej z oprawą i samym gameplayem. Można wydać coś w 2026 i to wciąż będzie miało retro klimat.
Czy wtedy granie, oglądanie i słuchanie nagle przestanie być fajne?
Zdecydowanie tak. Ja się nie łudzę, że umiałbym rozróżnić np. każdą piosenkę stworzoną przez ai, myślę, że dziś da się to już tak zrobić, żeby nie poznać różnicy. Ale dla mnie to będzie działać tylko do momentu w którym nie dowiem się, że to ai. Wtedy czar pryska i już nie mam ochoty tego słuchać. Świadomość, że książkę, muzykę, czy film stworzył człowiek jest dla mnie ważna, bez tego naprawdę nie widzę potrzeby poświęcać na to swojego czasu. Mam nadzieję, że prawo będzie coraz bardziej restrykcyjne i będzie wymuszać wyraźne oznaczanie takich treści.
Czy znajomość gry wpływa jakos na odbiór serialu? Oglądałem pierwszy sezon i był taki sobie (jak większość współczesnych anime), ale to było zanim ograłem Cyberpunka. Teraz mam to za sobą, lepiej rozumiem ten świat i zastanawiam się, czy nie spróbować jeszcze raz do tego podejść. Ktoś tak oglądał? Jest różnica?
Ze wszystkich tych produkcji z generatora filmów z Jasonem Stathamem z ostatnich 10 lat, Pszczelarz był chyba najbardziej spoko.
Nie ma tak zimno jeszcze. W zeszłym tygodniu wciąż pomykałem po mieście w krótkich spodenkach, więc nie ma źle. Wystarczy się cieplej ubrać :)
Poza tym, blok jest dobrze ocieplony, a zimy łagodne, zwykle dopiero w okolicach grudnia coś tam odkręcam.
Czy można traktować Gwinta jako część serii Wiedźmin? Ja bym to jednak postawił zupełnie obok.
Te wszystkie chemikalia, które kobiety (i mężczyźni coraz częściej też) wstrzykują sobie w twarz, żeby wyglądać gorzej niż wcześniej.
Pod warunkiem, że odbiorca jest prostym, bezrefleksyjnym chamem, który nie rozumie, albo którego nie obchodzi na czym polega unikatowość ludzkiej wyobraźni i sztuki tworzenia. Na szczęście dla większości raczej wciąż ma znaczenie.
Reszta tych pierdół o klockach to typowa Wyższa Golowa Szkoła Analogii Z Dupy.
Za mną pięć odcinków i póki co to dla mnie chyba najsłabszy serial Flanagana (nie licząc The Midnight Club, którego nie widziałem). Ogląda się to w porządku, ale to dużo lepsza teen drama niż horror. Ogólnie mam wrażenie, że bez tych wątków nadprzyrodzonych serial spokojnie by się obył. Zobaczymy czy tak będzie do końca.
Obejrzę jak wyjdzie całość. Mam nadzieję, że tym razem będzie mało scen w nocy, gdzie nic nie widać.
Zależy od gry. Ale na pewno zrobiłem się bardziej wygodny na starość i dziś nie specjalnie chce mi się np. grać w erpegi, które mają naprawdę dużo tekstu, a nie mają wersji pl. I to pomimo faktu, że mój angielski jest dziś lepszy niż te 20 lat temu, gdy się grało w to co było i nie narzekało.
Sklep z damską bielizną. Sprawdziłbym jak się na mnie prezentuje najnowszy katalog Victoria’s Secret i porobił sobie sporo fajnych selfiaczków.
Naprawdę ludzie dziś potrzebują jakichś centrów danych, żeby pisać skrajne komentarze? Co za czasy...
Jedna z moich ulubionych serii. Każdą część lubię, chociaż każdą z trochę innych powodów, co raczej potwierdza to, co wielu już zauważyło: zabrakło jakiejś konsekwencji przy projektowaniu kolejnych części.
Origins to zdecydowanie "najrówniejsza" , najlepiej skrojona odsłona jeśli chodzi o wszystkie elementy rozgrywki. Ciekawa fabuła, zalążek świetnego lore, dobre postacie i wciągająca walka. Ciężko się tu do czegoś jakoś bardziej przyczepić. Jej największą wadą dla mnie jest dziś to, że nie da się jej ograć na współczesnych konsolach.
Dwójka fabularnie jest najlepszą częścią serii. Sam pomysł, żeby rozpisać akcję gry na przestrzeni 10 lat był znakomity. Powiązanie historii Hawke'a i jego rodziny z historią Kirkwall, te wszystkie wątki, które powracają i rozwijają się przez całą grę - no robiło to robotę. Bardzo bym chciał, żeby w erpegach takich motywów było więcej.
Mega mi się też podobały relacje z towarzyszami. To, że oni też się rozwijają przez całą grę, że jak spotykają się podczas kolejnych questów to opowiadają sobie co się u nich wydarzyło, czym się aktualnie zajmują itd. Bardzo prostymi środkami gra tworzyła iluzję, że nasi towarzysze nie są jedynie przydupasami głównego bohatera i że mają jakieś własne życie, a nie tylko siedzą "w bazie" jak w większości erpegów. W zasadzie to dziś nie jestem w stanie wymienić żadnej gry, która robiła by to równie dobrze.
Minusy, wiadomo - widoczna budżetowość i bieganie ciągle po tych samych, brzydkich jak nie wiem, lokacjach.
Inkwizycja również mi się podobała, choć znowu była to inna gra i znowu uwierały ją pewne niekonsekwencje, w tym także fabularne. Sama historia była jednak fajna, bardzo mocno rozwijała świetny lore całej serii. Podobał mi się ten cały patos, który się z tego wylewał. Mimo, że miejscami robiło się aż kiczowato z tej powagi, to czuć było wagę wydarzeń i ten klimat nadciągającego końca świata. Do tego jak zwykle ciekawi towarzysze i nieźle napisane dialogi.
Co do tych kontrowersyjnych elementów rodem z mmo, to można dyskutować, czy były one potrzebne, ale mnie akurat nie przeszkadzały jakoś specjalnie. Raz, że mapy były naprawdę ładne, więc przyjemnie się je eksplorowało, a dwa, że w ten sposób poszerzaliśmy wiedzę o świecie i zyskiwaliśmy naprawdę sporo unikalnego ekwipunku, więc czuło się, że mimo wszystko jest to "po coś".
Tak naprawdę dla mnie największą wadą Inkwizycji była walka. Nie miała ani taktycznej głębi jedynki, ani radosnej siekaniny dwójki - była jedynie poprawna. Na wyższych poziomach trudności przypominała dość mozolne rąbanie drewna.
No i dlc, które tak naprawdę było właściwym zakończeniem i było dość niezbędne, żeby zrozumieć ważne kwestie fabularne - nie powinno być to wydawane jako osobny dodatek.
I wreszcie ten nieszczęsny Veilguard. Sam jestem dość rozdarty w ocenie tej gry. Uważam jest to kiepski Drago Age i ogólnie słaby erpeg. Fabuła, mimo, że stara się zamykać wątki, które śledziliśmy przez lata jest mało emocjonująca, dialogi słabo napisane, a towarzysze (z małymi wyjątkami) najsłabsi w całej serii.
Tyle, że większość tego zrekompensował mi sam gameplay, który był naprawdę przyjemny i wciągający. Walka dawała sporo radości, system rozwoju postaci był dość rozbudowany i oferował dużo swobody. Eksploracja i projekt lokacji również były bardzo dobrze zrobione i naprawdę chciało mi się czyścić te mapy. Grało mi się tak fajnie, że aż ją wymaksowałem i wbiłem platynę, co mi się bardzo rzadko zdarza.
Samą grę oceniam więc dość wysoko, choć to zupełnie nie jest taki Dragon Age jakiego chciałem otrzymać.
Generalnie uważam, że ta seria miała sporego pecha i zabrakło osób, które czuwały by nad jej rozwojem na przestrzeni lat i dbały o większą spójność kolejnych odsłon. Mam nadzieję, że jednak nie wszystko stracone i marka w jakiś tam sposób przetrwa. To jest naprawdę kapitalne uniwersum, być może moje ulubione w ogóle jeśli chodzi o fantasy, więc bardzo bym sobie życzył, żeby seria przetrwała, nawet jeśli wiązałoby się z jakimiś rebootem, czy resetem tego, co już się wydarzyło.
Jak się wyruchało owcę w Arcanum to już chyba nie ma żadnych granic.
edit: chyba, że zrobią grę z polskim rege.
To stare intro Lariana. W sensie było takie samo jak teraz, ale jeszcze było to zawołanie "lalalarian!". Kompletnie nie rozumiem czemu z tego zrezygnowali. Teraz jak gram to sam sobie muszę wołać "lalalarian!".
https://www.youtube.com/watch?v=EOhv2OX_k6c
Dla mnie minusem było jednak to, że ta stacja grająca metal była z jakiegoś powodu nagrana ciszej niż cała reszta. Nie wiem, czy tak samo jest na pc, ale grając na ps5 strasznie mnie to irytowało, bo musiałem zmieniać głośność przełączając stacje.
No na coś musiał wskazać, a gry to bezpieczny, sprawdzony wybór. Też bym tak zrobił na jego miejscu.
Nie oglądałem (i nie zamierzam), ale podoba mi się ta inba, która rozlała się po necie przez te ekranizacje. Niby widziałem opinie, że nie ma się o co kłócić itd, ale moim zdaniem to bardzo pozytywna i potrzebna rzecz. Przecież w Polsce są pokolenia ludzi, którzy czytali to w szkole, bo tłumaczono im, że bez tego będą jakoś kulturowo wybrakowani i lektura Lalki jest im do życia potrzebna. A potem okazało się, że w zasadzie to nie specjalnie. Jak się nie pracuje w oświacie, albo instytucjach kultury to potem się już za bardzo do tego nie wraca, na korytarzach i przy piwie ze znajomymi się o tym nie rozmawia... to kulturowe wybrakowanie to też w zasadzie nie wiadomo co znaczy... Myślę, że sporo osób czuło rozczarowanie z tego powodu.
No i w końcu teraz coś dostali. Jakieś pocieszenie, świadomość, że jednak się opłaciło. Teraz można się wykazać i ponapieprzać w komentarzach na necie.
I to jest super. Cieszę się, że te dwie ekranizacje się ukazały. Tym ludziom się to po prostu należało.
GTA 4. Po zainstalowaniu i rejestracji w tym całym Buenavista Social Club wywalało mi jakiś błąd i gry nigdy nie udało mi się uruchomić.
Miałem też kiedyś kompa, który z niewiadomych powodów wywalał bluescreena. Tak było np. z Saints Row 3, albo LorR: Wojna Na Północy. Jak szukałem w necie, to okazało się, że nie tylko ja miałem taki problem, ale rozwiązania nigdy nie udało mi się znaleźć. Przy pewnych konfiguracjach te gry po prostu tak kończyły, więc mimo, że miałem je w pudełkach, to nie mogłem w nie zagrać. Obie ograłem dopiero później na konsoli.
W sumie niewiele pamiętam, gdyż nie kupuję gier na premierę. Dużo bardziej mi zapadły w pamięć te, które parę lat po premierze dalej były skopane. Z czego najbardziej spektakularny przykład, to chyba Gothic 3.
Nie, ale jak się pisze w taki sposób, żeby uchodzić za bardzo mądrego, to tak to wygląda.
Sprawca pojawia się znikąd unieważniając jednocześnie całą detektywistyczną pracę którą włożyłeś w analizę lokalnej społecznośc
To wynika z tego, że założyłeś sobie, że gra będzie klasycznym kryminałem, chociaż od początku twórcy zwracają uwagę, że tak nie jest.
I wcale nie jest prawdą, że rozwiązanie tego w taki sposób unieważnia całe śledztwo. Wszystko czego się dowiadujesz badając sprawę nakreśla ci kontekst tego co się wydarzyło. Daje jasne spojrzenie na motywację sprawcy, buduje jego historię, która jest nierozerwalnie spleciona z historią całego Revacholu i ludzi, którzy w nim mieszkają.
Jest to zresztą ciekawy zabieg, bo właśnie mocniej podkreśla antywojenny ton całej opowieści. Początkowo spodziewasz się skomplikowanej polityczno - korporacyjnej intrygi (która oczywiście też tam jest), a ostatecznie sprawcą morderstwa okazuje się człowiek pozornie niezwiązany z tym, co wcześniej założyłeś i o którym wszyscy już zapomnieli. Tylko, że nie jest to prawda, bo te same mechanizmy, ta sama wojna, która nakreśliła losy Revacholu stworzyła właśnie tego człowieka i jest to wyraźnie w grze podkreślone. To nie jest jakaś osoba, która wzięła się zupełnie znikąd, tylko ktoś, kto jest bezpośrednim efektem wszystkich tych rzeczy, o których rozmawiałeś przez całą grę. Zamiast wielkiej intrygi finał ostatecznie skupia się na jednostce i jest to naprawdę niezły pomysł, pod warunkiem, że uważnie śledziło się całą historię i zatrybiło, że to właśnie dramaty pojedynczych jednostek są jej głównym wątkiem.
spoiler start
Praktycznie większość osób, która jest zaangażowana w tę kryminalną zagadkę była w jakiś sposób zniszczona przez wojnę. Ofiara to najemnik, który przez lata służby militarnej zatracił człowieczeństwo. Główna podejrzana/świadek to z kolei imigrantka wychowana w powojennym świecie, która ostatecznie skończyła jako szpieg lawirujący między organizacjami, które walczyły między sobą o wpływy i kontrolę w tym nowym ładzie.
Dlatego fakt, że ostatecznie mordercą okazuje się jakiś staruszek, dla którego wojna nigdy się nie skończyła i który zabił z zazdrości i ideologicznych pobudek jak najbardziej ma sens.
spoiler stop
Wszystkie tropy, które w międzyczasie zbieramy prowadzą przez traumy przeszłości mieszkańców Revacholu i to wszystko się ze sobą łączy. Owszem, może gdyby mordercą okazał się ktoś, kogo spotykamy wcześniej byłoby bardziej "klasycznie" z punktu widzenia konstruowania kryminałów, ale to właśnie nie jest kryminał. Zagadka kryminalna jest tylko punktem wyjścia i służy do przeprowadzenia przez opowieść o duchach wojny i walce z własnymi demonami. Jak dla mnie to się ostatecznie wszystko ładnie spina.
A co z Moralesem? Na nim w sumie bawiłem się najlepiej.
System udźwigu jest irytującą i niepotrzebną mechaniką
Prawda. Pomijając pojedyncze przypadki (jak Kingdom Come Delivernace) to mechanika, która głównie zajmuje czas i której chętnie bym się pozbył.
Nie oglądałem serialu, ale nawet biorąc pod uwagę, że w książce gość wyglądał zupełnie inaczej to i tak wolałbym Cruise'a od tego ogra. Przecież to fatalny aktor.
Oby jednak bardziej Cyberpunka. Te sceny erotyczne w BG3 były tak krindżowe, że już lepiej, żeby ich w ogóle nie było. Zupełnie nie rozumiem, czemu Larian tak się tym chwalił.
Dużo rzeczy nie umiem. Na przykład zupełnie nie potrafię nurkować. Uczyłem się oczywiście pływać w dzieciństwie, więc utopić się nie utopię, ale przebywanie pod wodą to jest coś co mnie przerasta. To uczucie gdy woda zalewa ci uszy jest dla mnie tak nieprzyjemne, że czuję natychmiastową potrzebę się wynurzyć.
Zawsze to było to dla mnie problematyczne, czy w jakiś sposób wstydliwe i chciałbym kiedyś przełamać się na tyle, żeby to opanować, więc może kiedyś na starość się zmotywuję.
Każdy ma troche takich opinii. U mnie na pewno:
Wiedźmin 3 to jedna z najbardziej przereklamowanych gier.
Divinity: Original Sin 2 to wciąż najlepsza gra Lariana, zdecydowanie lepsza niż Baldurs Gate 3.
Dialogi i opisy w Planescape Torment były stworzone przez Paulo Coelho.
Assassins Creed 2 to jedna ze słabszych odsłon serii (choć tu z zastrzeżeniem, że nie grałem we wszystkie).
Fallout 4 to najlepszy Fallout.
W sumie nic nowego, czy jakoś szczególnie kontrowersyjnego. Nawet dziś by mi się nie chciało o to jakoś szczególnie kłócić😉
W wieku 63 lat odszedł Conrad „Cronos” Lant. Jedna z najbardziej ikonicznych postaci muzyki metalowej. Nikt już nie będzie miał takiego wysokiego czoła [*]
https://www.youtube.com/watch?v=RZulNh66QJQ&list=RDRZulNh66QJQ
Ostatnią, którą sam sobie kupiłem na płycie to był chyba Demons Souls Remake w okolicach 2021 roku. W sumie nawet nie wiem czemu chciałem ją mieć w pudełku, bo już dużo wcześniej poszedłem w cyfrę, a i nawet nie była jakoś dużo tańsza z tego co pamiętam.
Powiem wam, że tu to jeszcze nie wygląda aż tak źle. Jak uruchomiłem tego remastera po raz pierwszy z ostatniego sejwa, to akurat trafiłem na taki zachód słońca, że jeszcze się chyba dodatkowo zbierało na burzę i wszystko tonęło w takich dziwnych, mocno różowych barwach. Nie zrobiłem wtedy screena, ale grać w taki sposób by było ciężko.
Myślę, że za jakiś czas to poprawią, ale jakbym chciał teraz sobie przejść od nowa, no to jednak grzebane w ustawieniach gry/konsoli/telewizora musiałoby być mocno.

Nie będę grał, bo dopiero w tym roku udało mi się wreszcie skończyć, ale zainstalowałem sobie tego Wieśka z ciekawości i w moim przypadku bez grzebania w ustawieniach raczej by się nie obeszło. Srogo daje po oczach.
Nie mam pracy marzeń. W ogóle wydaje mi się to strasznie dziwne, żeby marzyć o pracy.
Skończyłem wczoraj i jestem bardzo zadowolony. Nie wiem czy lepszy niż pierwszy sezon, ale co najmniej równie dobry. Kilka naprawdę świetnych motywów, jak ten ze Szwedem, czy wystrzeleniem chłopa na księżyc, a oprócz tego sporo takich pojedynczych, luźnych tekstów przy których szczerze się uśmiechnąłem
spoiler start
("co z ciebie za rycerz jak nie potrafisz gołą dupą jeża zabić?")
spoiler stop
Oby kolejny sezon trzymał podobną formę.👍
No i git. Tyle dobrych tabsów mamy na rynku, nie ma już potrzeby porobić się alkoholem👍
Nazwę "Rzeczpospolita Polska". Dawno już powinni tę rzeczpospolitą wywalić, bo brzmi do dupy.
Może to są te nowe zawody, które miały powstawać po rozpowszechnieniu się AI? Jakieś wielkie pola rowerów z prądnicami gdzie ludzie zwolnieni z magazynów amazona będą na zmianę pedałować i wytwarzać prąd dla centrów danych?
Muszę powiedzieć, że zawsze przerażali mnie ludzie z łysą glacą... ale ludzie ze świecącą łysą glacą to jest jednak wyższy level. Jeśli kiedyś miałbym być łysy, to naprawdę mam wielką nadzieję, że moja glaca nie będzie się świecić.
8-9/10. Balonik został tak nadmuchany, że sprostać oczekiwaniom będzie wręcz niemożliwe.
https://www.youtube.com/watch?v=O88fT5gAg4U
Sam jeszcze nie wiem do końca jak bardzo mi się to podoba, ale trzeba przyznać, że miejscami zrzynają z Metalliki (ze wskazaniem na czarny album) zawodowo.
Dbanie o każdy wolny megabajt na dysku. Pamiętam jak dostałem nowego kompa, który miał wtedy 80gb dysk i pomyślałem sobie "wow, ile miejsca", a już po paru miesiącach miałem go zawalonego grami, empetrójkami, divxami i gołymi babami. Każdy tydzień to był dylemat co usunąć, co zostawić, a co nagrać na płytę.
Podobnie New Vegas - z tych trzech części wydanym przez Bethesdę zdecydowanie mój najmniej ulubiony, ale nawet ja przyznam, że wielkość świata widzianego z pierwszej osoby zestawiona z naprawdę mocno rozbudowaną warstwą rpg to było coś świeżego. Był wcześniej Morrowind, czy Fallout 3, ale one nie dawały tyle możliwości, nie miały tak rozwiniętych dialogów i nie dawały aż takiej swobody w kwestii wykonywania zadań. W gatunku pierwszoosobowych erpegów to zdecydowanie był jakiś przełom.
Poza tym, ja akurat nie uważam, że wszystko da się wytłumaczyć w ten sposób i że każda musi być czymś nowym, żeby zostać zapamiętana. Chodzi mi tylko o to, że z powodów nostalgicznych romantyzujemy takie gry, które dały nam pierwsze doświadczenie czegoś dobrego i nie zauważamy, że ten sam motyw był później wykorzystywany w dużo lepszej, bardziej dopracowanej formie.
Mógłbyś użyć ChatGPT, żeby ci ten strumień świadomości chociaż minimalnie zredagował. Może wtedy dałoby się to jakoś czytać.
Jeśli chodzi o gry to często są lepsze, tylko my po prostu tego nie zauważamy. Branża gier jest na tyle młoda, że pokolenie dzisiejszych czterdziesto czy nawet trzydziestolatków miało okazję widzieć ją w jej najbardziej płodnym, innowacyjnym okresie. Wtedy gdy wszystko miało posmak świeżości i czegoś nowego. Różne mechaniki, jakieś zabiegi narracyjne... pamiętamy jeszcze jak pojawiały się po raz pierwszy, więc tak nam się zapisały w pamięci, że ciężko to czymś przebić.
Te same rzeczy są używane w grach także dziś i są zrobione w dużo lepszy, udoskonalony sposób, ale nie mają już na nas takiego wpływu, bo przecież widzieliśmy je jak były czymś nowym i zaskakującym.
Obstawiam, że ludzie urodzeni w okolicach 2010 roku, którzy teraz na poważnie zapoznają się z rynkiem ger też kiedyś będą na takich listach faworyzować gry, które powstają dzisiaj, a nie te, które zostaną wydane za 20 lat. Tak to już po prostu jest.

Kaman, wszyscy wiedzą od dawna czemu steam powstał...
Macie w dorobku takie dzieło popkultury do którego potrzebowaliście czasu i kilku podejść żeby się przekonać?
Mam w dorobku kilka postów, których w biografii bym dziś nie umieścił, ale kto wie, może z czasem się do nich przekonam.
Słuchacze muzyki coraz częściej wybierają płyty
No z tego co piszecie w artykule to nie tyle słuchacze co zbieracze i jacyś pokemoniarze.
W anime (ale także np. w japońskich grach) marnuje się sporo czasu na te okropne wewnętrzne monologi, które najczęściej powtarzają informacje, które już słyszeliśmy dziesięć razy. Nawet całkiem przewijając taki fragment mało prawdopodobne, że coś stracisz.
Generalnie to nigdy nie przeżywam obejrzenia słabego filmu czy serialu, ale tu jakoś do dzisiaj nie umiem przeboleć, że zmarnowałem na to czas. Fajny pomysł, którego starczyło na góra pięć odcinków.
Sex working. 5 tysięcy za orgię z transseksualnymi karłami to jest rozbój w biały dzień. Nigdy jeszcze nie było tak drogo.
Nie lubię jak rzeczy są krzywo, albo nierówno. Jak np. ktoś tak zamknie drzwi, że klamka nie leży idealnie w poziomie, tylko trochę wyżej, albo niżej, to wezmę to poprawię, bo mi nie da spokoju.
Generalnie to zgadzam się z wami, że wesele z Wiedźmina było lepsze. Po prostu było większe i dawało więcej interakcji.
Ale ja ogólnie lubię takie zadania w erpegach, gdzie bierzemy udział w jakiejś ceremonii, czy zamkniętym wydarzeniu. Szkoda, że taki motyw nie jest częściej wykorzystywany w grach.
spoiler start
No masz tam mini-questa z tą laską, która nie potrafi tańczyć. Jak ją okłamiesz, że cię nie podeptała w tańcu, to potem będzie wołać Henryka, żeby się z nim przespać. Jak użyłem odpowiedzi, że teraz jestem zajęty, ale wrócę później, to poczęstowała mnie piwem. Piwo okazało się być "doprawione", Heniek padł nieprzytomny, a laska wyruchała go na śpiocha. Ogólnie całkiem zabawna scena, ale fakt, że Henry został wykorzystany. Gdyby zamienić płcie to by to nie przeszło w żadnej grze.
spoiler stop
Z tego co pamietam, to popularność Winampa mocno spadła jeszcze zanim odtwarzacze muzyczne zaczęły tracić na znaczeniu. Właśnie dlatego, że stał się przebajerzonym kombajnem z funkcjami, które mało komu były potrzebne. Ja sam dość szybko przerzuciłem się na JetAudio i w sumie to mam go zainstalowanego na kompie po dziś dzień.
Miałem kiedyś na filmwebie takie troll-konto "miszcz_joda", gdzie pisałem posty w stylu jody, ale słabo chwyciło. Dziś uważam, że dobrze się stało, bo to jednak było strasznie lamerskie.
Nowa Audrey Horne. Wyszła im ta płyta. Kawał dobrego hard rocka.
https://www.youtube.com/watch?v=JXvYDNOWzSI

Evil Dead Burn. Dla mnie niestety słabszy od poprzednika. Klimatem najbardziej przypominał mi to ED z 2013 roku, ale tamten miał ciekawszą historię i bohaterów, którym chciało się kibicować. Tu jest pod tym względem zdecydowanie gorzej.
Poza tym, uważam, że cała ta finałowa sekwencja na placu budowy była w zasadzie zbędna i wyglądała jak jakaś "bonusowa" scena. Spokojnie można to było skończyć 10-15 minut wcześniej.
Natomiast film sporo wynagradza swoją brutalnością. Jest bardzo krwawy, a scen gore jest sporo i są naprawdę nieźle zrobione. Pod względem produkcyjnym jest to całkiem przyzwoity horror, ale jednak "Rise" podobało mi się bardziej.
Starożytna żydowska sztuka tworzenia golemów. Zbudowałbym kilka, żeby za mnie robiły różne rzeczy.

Wspaniałe to było wesele. Pojadłem, popiłem, zostałem zgwałcony... Lubię takie "eventowe" questy, mam nadzieję, że jeszcze będzie ich troche w grze. W ogóle mega się wkręciłem w to KCD 2, od dwóch tygodni nie gram w nic innego. Szkoda, że ze wszystkich licencji za jakie mogli się wziąć do kolejnej gry wybrali se akurat jakiegoś gejowskiego Władcę Pierścieni.
No ja pamiętam jak kiedyś stałem na przystanku i takie dwie młode dziewczyny podeszły i usłyszałem jak jedna mówi do drugiej "spytaj się tego pana czy jechał już <jakiś tam numer autobusu>. To był chyba pierwszy raz jak sobie naprawdę uświadomiłem, że nie jestem już nastolatkiem i bardzo mi się wtedy smutno zrobiło😔
Oglądam trzeci sezon 1670. Jestem w połowie i bawię się bardzo dobrze. Po trochę słabszym drugim sezonie tu jest zdecydowanie powrót do formy znanej z pierwszego. Mam nadzieję, że uda im się to dociągnąć takie poziom do końca.
No i elegancko. Gry powinny bawić. Po to przecież w nie gramy. Kto kupiłby grę, która nie bawi?
Panie Huangu, a jakby tak zrobić, żeby korporacje kontrolowały państwo, a państwo kontrolowało AI? Pasowałby panu taki kompromis?
Niekoniecznie. Ja też jarałem się się Yattamanami, Tygrysią Maską i resztą Polonii1. Załapałem się nawet na popularność Czarodziejki Z Książyca. Ale od Dragon Balla zupełnie się odbiłem.
Kabel od prodiża i Dragon Ball. Z tym drugim nawet próbowałem się polubić, ale to zawsze była dla mnie wyjątkowo debilna bajka, więc hype train z czasów RTL7 mi zupełnie odjechał.
No i w moim przypadku raczej nie ma też szans na powrót do starszych soulslajków. W sensie fajnie byłoby skończyć tego Bloodborna, bo też przeszedłem go w jakichś 80%, ale to było chyba ponad 10 lat temu. Dziś już by mi się nie chciało. Lies od P na średnim poziomie trudności to jest max ile jestem dziś w stanie poświęcić dla takich gier. Tak więc Bloodborne pozostanie u mnie grą, której nie ukończyłem (a oprócz tego mam jeszcze niedokończone choćby pierwsze Dark Souls, czy Demons Souls Remake) już pewnie na zawsze.
No, chyba, że zrobią jakiś remaster/remake i dodadzą poziomy trudności, to wtedy możemy pogadać😉
Ja tam się cieszę, że nie idą w stronę wiecznej gry-usługi, wspieranej przez następne milion lat. A cieszyłbym się jeszcze bardziej, gdyby w ogóle ograniczyli ten usługowy element, skupiając się na bardziej zamkniętej, nastawionej na singlowe doświadczenie, rozgrywce.
Choć oczywiście wiem, że to się nie wydarzy.
Poza tym, taki Adidas wciąż ma się z kim bić. GTA realnej konkurencji w segmencie growym już w tym momencie nie ma.
Dwie dowiedziały się z netfliksa
No właśnie, jakkolwiek uważam, że netflix powinien zostać przy filmach i serialach, tak ten trailer na pewno zrobił dla nich większą robotę niż niejedna "tradycyjna" kampania reklamowa. Nawet moi rodzice - emeryci, nie mający nic wspólnego z grami - już wiedzą, że jest coś takiego jak GTA, bo właśnie wyświetlało im się to na netfliksie.
Rzecz w tym, że prawdopodobnie podpowiedział. I to nie tylko algorytm, ale ogólnie szum medialny, który wokół tej gry jest.
Ale ok, wierzę, że mimo wszystko uchowali się ludzie, którzy tej premiery są zupełnie nieświadomi. Bardziej mnie ciekawi, czysto teoretycznie, czy w tym momencie koszt dużej kampanii reklamowej (takiej jaką miało choćby GTA 5) miałby jeszcze większy sens. To już jest marka o takiej skali, która tak bardzo weszła do mainstreamu, że być może zupełnie nie jest to konieczne. Zobaczymy jak będzie.
Obstawiam, że np. jakieś billboardy jeszcze się pojawią, ale będzie to raczej pokazywało wielkość i prestiż samej marki, bez większego znaczenia marketingowego. Bo chyba wszyscy ci, którzy potencjalnie mogliby tę grę kupić (nawet osoby, które na co dzień raczej nie grają) są tej premiery doskonale świadomi.
Istnieje też możliwość, że ludzie po prostu rozniosą te wszystkie antropiki w pisdu.
W każdym razie mega wciągająca gra. Wczoraj jak zasiadłem jakoś po 23 to grałem prawie do 4 w nocy, co już mi się praktycznie nie zdarza.
Ja to chyba nie mam znienawidzonego zespołu. Jakby wybrać taki, który mnie z jakiegoś powodu najbardziej irytuje, to pewnie byłoby to jakieś hipsterskie stękanie. Jakiś Radiohead czy coś takiego.
Nie wiem czy są na forum fani Stabbing Westward... U mnie przez lata wyrośli na jeden z ulubionych zespołów (przynajmniej jeśli chodzi o pierwsze trzy płyty) i bardzo czekałem na nowy album, który miał wyjść w tym roku. No a potem się dowiedziałem, że to ma być nagrane ponownie "Wither Blister Burn & Peel" i ekscytacja zmieniła się w srogi facepalm. Nie wiem po co zespoły bawią się w takie rzeczy, przecież to nigdy się dobrze nie kończy.
No, ale dziś już przesłuchałem dwa razy tę płytę i muszę uczciwie przyznać, że to się jednak broni. Nie jest lepiej, bo nie mogło być lepiej i ogólnie tak jak większość współczesnego industrialu brzmi bardziej kiczowato niż kiedyś. Ale samo w sobie nagrane jest to całkiem w porządku. Jest odpowiednio ciężko, typowe dla współczesnych płyt "bzyczenie" nie jest aż tak wyraźne, no i sama płyta jest po prostu trochę inna. Tak jak na oryginale bardziej przeważał gitarowy riff w stosunku do elektroniki, tak tutaj przechyla się to bardziej w druga stronę. Dlatego ma nawet sens słuchanie raz jednej, raz drugiej płyty, bo mimo tych samych kompozycji (plus jeden nowy kawałek) brzmi to po prostu inaczej nie tylko w kwestii produkcji, ale ogólnej samych numerów. Nawet zmieniona kolejność utworów jest przemyślana i lepiej oddaje dynamikę całego albumu.
Tak że nie wiem. Wciąż uważam, że nagrywanie ponownie tych samych płyt po latach to najczęściej tanie żerowanie na nostalgii, ale akurat w tym wypadku odgrzewany kotlet jest nawet całkiem zjadliwy.
https://www.youtube.com/watch?v=HuetzOC71T8&list=RDHuetzOC71T8
No i słusznie. Kto dziś korzysta z jakichś aplikacji randkowych? Dla kolegów, którzy narzekają, że nie ma gdzie poznawać przyszłych partnerek mam dość nieoczywistą podpowiedź - zakłady karne. Mamy w Polsce prawie 4 tysiące skazanych kobiet. Wiele z nich wyjdzie wkrótce na wolność. To jest przebogaty rynek matrymonialny dla osób potrafiących się na nim poruszać.
Robisz tak - jedziesz do jakiegoś sporego więzienia, wręczasz naczelnikowi pewną kwotę pieniędzy (wcale nie musi być wysoka), on w zamian udostępnia ci listę osadzonych i sobie wybierasz te, które ci się najbardziej podobają i które niedługo kończy się wyrok. Potem korespondencja, widzenia, widzenia intymne... Pamiętajcie, że te dziewczyny spędziły długi czas tylko w towarzystwie innych kobiet - nie musisz być królewiczem z bajki, żeby mieć powodzenie. Jak wybranka odbębni swoje masz już w zasadzie scementowany związek i jesteście gotowi, żeby zamieszkać razem (co jest o tyle istotne, że one często nie mają gdzie mieszkać jak już wyjdą).
Oczywiście nie jest też tak, że za pierwszy razem wszystko się uda. Zdarzają się pomyłki - jak w życiu. Mój pierwszy związek z Jadwigą poznaną w ten sposób okazał się niewypałem. I fakt - była to głównie moja wina. "Rzeźniczka z Otwocka" to był potężny redflag, który zignorowałem i to był błąd. Trudno, zdarza się.
Potem poznałem Sylwię. Przez jakiś czas było fajnie, ale okazało się, że przypomniał sobie o niej były chłopak działający w zorganizowanej grupie przestępczej. Skończyło się podpalonym samochodem i bardzo burzliwym rozstaniem.
Ale wtedy nawiązałem relację z moją obecną żoną - Patrycją. I to już był strzał w dziesiątkę. To jest super kobita, mówię wam. Siedziała za przemyt, więc ma dużo różnych kontaktów. Wszystko potrafi załatwić, wszystko zorganizować, każdy problem rozwiązać. W więzieniu zrobiła kurs na hydraulika, więc ma swój mały, nieźle prosperujący biznes, a i w domu zlew, czy tam kibel potrafi naprawić. Po dzielni też chodzę jak panisko, bo wszyscy wiedzą, że Patrycja umie przypierdolić. No bajka.
Fakt, że czasem tak zabaluje, że gdzieś znika na parę dni i raz mi podbiła oko jak jej przełączyłem Bridgertonów na coś innego, ale trudno. W małżeństwie trzeba pójść na kompromisy.
Tak, że pamiętajcie chłopaki (i dziewczyny w sumie też) - zakłady karne. To jest wasz klucz do sukcesu na dzisiejszym rynku matrymonialnym. Powodzenia.
W zeszłym roku poznał przez neta taką laskę z Albanii. Poleciał się z nią spotkać i już tam został. Jakiś czas później wyjechali razem do Turcji, a potem do Jemenu. W zasadzie straciłem z nim kontakt, ale wiem, że zapuścił brodę i zaczął czytać koran. Okazało się, że ta dupa zwerbowała go do Państwa Islamskiego.
Tak jakby bycie częścią społeczności graczy to był jakiś prestiż. Baby to zawsze muszą szukać problemów zamiast się cieszyć.
Ramzes II. Może i rządził długo i pomyślnie. Może i zawarł układ pokojowy z Hetydami czy zasłynął jako wielki budowniczy Egiptu. Ale co by nie mówić... no dał im spierdolić przez morze.
Gratki. Tyle lat siedzenia na portalu, to już powinieneś chodzić z prezesem na kolacje do Sheratonu.👍
Mam podobnie. Była kiedyś taka gra Frets On Fire, która była takim darmowym (żeby nie powiedzieć pirackim) odpowiednikiem Guitar Hero i polegała na tym, że brało się klawiaturę pod pachę i "grało" na niej trochę jak na tym kontrolerze z GH. Prze moment się w to wkręciłem, ale tylko te najprostsze kawałki udało mi się opanować. Trudniejsze były dla mnie nie do przejścia.
No chyba , że kolega po każdym wyjściu z przeglądarki kasuje do zera cache, ciasteczka etc. No to na to nic nie idzie poradzić.
Możliwe, że to się bierze z tego, że zaglądam na forum z kilku urządzeń (no i faktycznie, co jakiś czas kasuję ciasteczka, co zostało mi z nawyku oszczędzania pamięci z czasów jak dyski były śmiesznie małe). Jeśli to faktycznie jest raz dziennie, to sorry - nie było tematu. Dzięki za sprostowanie.
Obstawiam, że konkurencja za jakiś czas zrobi podobnie. Takie czasy po prostu. Osobiście nie wykupiłem jeszcze, bo jak mam być szczery, to większość kontentu aktualnie tworzą tu użytkownicy a na portalu jest po prostu za mało treści, które mnie interesują, żebym w tym momencie dał się namówić na abonament. Ale za rok, czy tam pół roku jak faktycznie coś się ruszy w tej kwestii... zobaczymy. W każdym razie uważam, że do samego tematu podeszli dość uczciwie.
Ja już i tak spędzam za dużo czasu przeglądając forum i to mi w zupełności wystarczy. Takie agresywne przypominanie, żebym się zalogował, albo założył konto tylko i wyłącznie mnie stąd przegoni, tak jak na innych portalach z których już w zasadzie nie korzystam (pozdro Cukierberg). Wiem, że dla GOLa to żadna strata, bo pojawiło się ostatnio sporo (imo podejrzanych) zerówek, ale jest jak jest. Przynajmniej będę miał więcej czasu, żeby grać w gry.
Automatyczne logowanie to przede wszystkim system, który ma spowodować, żebyś jak najwięcej czasu spędzał na danej stronie. I szczerze mówiąc, to myślałem, że mało kto ma już to dziś ustawione na zwykłych portalach jak GOL.
Mnie zaczyna mocno wpieniać ten wyskakujący komunikat, że mam się zalogować, albo założyć konto. Najgorsze wzorce z tych wszystkich wysysających życie stron, które chcą, żebyś był "stay logged". I abonamentem tego nie zategujesz, bo właśnie trzeba by być wiecznie zalogowanym, czego nie chcę.
GOL niby zmienia się dla użytkowników, ale tak naprawdę to mnie stąd mocno przegania.
No jak ludzie będą dość tych wszystkich odklejonych miliarderów, to akurat łopaty mogą się przydać.
Nawet nie tyle "nie znoszę", co też wyrosłem z przesadnej ekscytacji zwierzętami. W dzieciństwie w domu był i pies i chomiki, papugi, jakieś rybki... a dziś uważam, że np. trzymanie psa w domu to niepotrzebna fanaberia i powinna być obłożona bardzo wysokim podatkiem.
Widać nigdy nie trafił na to captcha z google, gdzie jest jeden duży autobus/motocykl i trzeba zaznaczyć wszystkie kwadraty z nim. Tego się nie da przejść😅
Dla mnie całkiem w porządku. Zdecydowanie bardziej mi się podobał niż ten ostatni Superman. Nie jest to co prawda film, który się jakoś długo pamięta, ale jako taki lekki, rozrywkowy blockbuster jak najbardziej się sprawdził.
Z całej tej listy zdecydowanie najlepiej (pomijając Dark Messiah... o której nigdy nie myślałem jako o grze rpg) wspominam Drakensang. Z tym, że nie fajną, ale pod wieloma względami toporną jedynkę, a River of Time. Dla mnie to była kontynuacja niemalże idealna - taka, która robiła niemal wszystko lepiej od poprzednika. Z tego co pamiętam, to chyba tylko system lootu mi się nie podobał, poza tym - świetna gra. Chetnie bym dziś przygarnął jakiś remaster na konsole.
Słusznie się obawiają. Wszędzie tam gdzie ai slop mógł się pojawić to się pojawił. Nie ma powodów, żeby zakładać, że tutaj będzie inaczej.
Dobry tekst. Zamiast pisać o tym, że ktoś znalazł stare ps3 na strychu, a w środku było nasrane, to powinno pojawiać się więcej artykułów dotyczących bezpośrednio użytkowników. Ja jestem raczej nudnym człowiekiem, ale jestem pewien, że wielu prowadzi bardzo ekscytujące życie i przeżywa masę przygód z których można by zrobić newsy.
Ogólnie jest to trochę problem. Niedawno miałem drugie podejście do Avatara:FoP, bo myślałem, że dostała parę łatek i teraz da się w to grać na ps5. Ale nie. W trybie wydajności gra wygląda absolutnie tragicznie. Wygląda na to, że przejdę ją dopiero na ps6.
Teraz zacząłem Star Wars: Outlaws i może jest lepiej niż w Avatarze, ale w otwartym świecie w 60 fps też jest niestety dość brzydko.
Można by powiedzieć, że te konsole maja już 6 lat, więc nie ma co się dziwić, ale przecież nie jest to prawda. Wszystkie gry sony i niektóre gry multiplatformowe pokazują, że z tego sprzętu da się wykrzesać kapitalnie wyglądające rzeczy i to w 60 klatkach. Kurde, nawet te starsze gry ubisoftu jak Valhalla, czy Far Cry 6 wyglądają i działają lepiej, więc widać wyraźnie, że problem leży po stronie developerów, którzy nie potrafią ogarnąć silników na których pracują. I dopasować tych gier do architektury konkretnej platformy. Mam nadzieję, że coś się zmieni, bo nie wygląda na to, żeby ta generacja szybko miała się skończyć.
Nie porwało mnie. Supergirl, które miało chyba gorsze recenzje podobało mi się jednak bardziej.
Na pewno GTA IV. Kupiłem ją w pudełku parę lat po premierze, ale okazało się, że pomimo, że mój ówczesny komp spokojnie przekraczał sugerowane wymagania, to gra nie chciała z nim współpracować. Powodu nigdy nie udało mi się zidentyfikować, więc moja przygoda z tą częścią zakończyła się na etapie ekranu Buenavista Social Club.
Trochę żałuję też, że nie przeszedłem nigdy Wiedźmina 2, chociaż nie jestem wielkim fanem ani jedynki, ani trójki. Najśmieszniejsze, że również ją kupiłem w jakiejś Platynowe Edycji czy czyms takim, ale z powodów, których już dzisiaj nie pomnę odłożyłem ją wtedy "na później" i zająłem się innymi grami. Tyle, że "później" nigdy nie nastąpiło, bo w międzyczasie zostałem konsolowcem i przestałem grać na pc. A Wiedźmin do dziś leży gdzieś w szafie i czeka na swoją kolej.
Ogólnie zresztą było tych gier zdecydowanie więcej. Dlatego ja osobiście cieszę się, że wychodzą te wszystkie remastery/rimejki, bo dzięki temu mam właśnie okazję zagrać przynajmniej w część gier, które kiedyś z różnych powodów przegapiłem.
Nie lubię robić rzeczy nie po kolei. Jeśli np. przypadkiem przeskoczę jakis etap questa, jakąś rozmowę, albo działanie, które logicznie do czegoś prowadzi, (bo np. wcześniej poszedłem ścieżką na którą powinno mnie naprowadzić jakieś wcześniejsza interakcja, której nie wykonałem), to wtedy wczytam sejwa i zrobię to jeszcze raz, "po bożemu". Nawet jeśli zupełnie nic mi to nie da, a rezultat będzie taki sam.
Mnie męczą nie tyle same soulslajki (odkąd zaczęli je ułatwiać, to wręcz ponownie chce mi się w nie grać) ile "elementy soulslike" dodawane teraz do gier na potęgę. Mam wrażenie, że jak przeglądam zapowiadane produkcje, to co druga, czy trzecie ma coś takiego w opisie.
Tych platformówek 2D to już się w zasadzie nie tykam, żeby się frustrować, ale nawet gry akcji, które mogłyby się z powodzeniem bez tego obejść coraz częściej są właśnie jakoś inspirowane soulsami. Np takie Jedi: Fallen Order. Fajna gra i dobrze się przy niej bawiłem, ale te soulsowe elementy słabo mi pasowały do samej koncepcji grania Jedi i do końca jakoś mnie to uwierało. Uważam, że byłaby lepsza bez nich.
Liczę, że w końcu rynek się przesyci i znajdzie sobie jakiś nowy (oby fajniejszy) trend, ale na razie trzeba z tym jakoś żyć.
Jak jakiś dzieciak jest przedsiębiorczy, to narobi w domu kotletów, a potem będzie rozprowadzał na przerwach za dobry piniondz👍
Jak teraz się nad tym zastanawiam, to wychodzi, że w sumie nigdy nie było jakiegoś naprawdę słabego okresu. Większość moich zastrzeżeń do konkretnego okresu w czasie wychodzi bardziej z jakichś moich osobistych powodów, jak brak chęci do grania, albo funduszy na nowy sprzęt.
Całkiem spoko film. Te sceny gdzie mamy pokazaną wysokość jaka dzieli bohaterki od ziemi naprawdę fajnie zrobione👍
Nie no, myślę, że jakaś tam istnieje. Ale dzieci śpiewające piosenkę o ruchaniu nawet się do niej nie zbliżyły.
Super, bardzo ładne. Jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy mają na tyle cierpliwości i jakiegoś zmysłu koncepcyjnego, że potrafią tworzyć takie rzeczy. Ja bym nawet nie wiedział jak się za to zabrać.
No szkoda. Można się spodziewać, że coraz więcej kasy będzie przeznaczane na finansowanie takich eventów, zamiast dobrych filmów i seriali.
W sumie szkoda. Ale tylko dlatego, że cała ta upośledzona patologia, która tam siedziała rozpełznie się teraz po internecie.
Powiedziałbym, że była dużo słabsza od ubisoftowej. W grach Ubisoftu, jakkolwiek powtarzalne, czyszczenie mapy jest jednak przyjemne, bo mechaniki są dość dopracowane. W Wiedźminie odkrywanie znaczników boleśnie przypominało jak nijaki system walki ma ta gra. Zwłaszcza te wodne lokacje na Skellige były mordęgą, jeśli komuś przyszło do głowy zrobić wszystko.
W ciągu ostatniego roku rozmawiał z przedstawicielami wielu firm i każdy z nich miał wykorzystywać tę technologię w swojej pracy
Co to w ogóle jest za człowiek? Z kimś tam rozmawiał, pewnie prywatnie i coś mu tam powiedzieli, pewnie w zaufaniu. A ten leci zaraz do internetu posprzedawać kolegów, że wszyscy korzystają z ai. Dziwne, że ktoś się jeszcze chce z nim zadawać. Okropny gość.
Ciężka praca ogólnie przeważnie wychodzi bokiem. Dlatego nie warto w życiu ciężko pracować.
Bo generalnie gry Sony pokazują, że problemem nie tyle jest specyfikacja konsol, z której jak widać wiele można wykrzesać, ale bardziej ilość czasu, który mają developerzy na dopasowanie gry do konkretnej platformy. To jest cena jaką płacimy za to, że dziś gry najczęściej wychodzą na większość platform równocześnie. Niby fajnie, bo nie musisz czekać, żeby grać na tym co lubisz, ale w praktyce prawie żadna gra nie wykorzystuje w pełni możliwości tych sprzętów i potem potrzeba jeszcze miesięcy, żeby dalej nad tym pracować.
Ten wątek z Carja i plemionami faktycznie mógłby być lepszy. Ogólnie gra ma też dość drętwe dialogi (co jest dziwne, bo właśnie notatki i informacje, które zbieramy w czasie gry napisane są dużo lepiej) i brakuje większego urozmaicenia w questach. Ale sam motyw operacji Zero Dawn jest kapitalny. To jak się poznaje tę historię, uświadamia cały tragizm tej sytuacji... mega mi się to podobało. No i sama pętla gameplayowa jest mega przyjemna. Nawet zbieranie znajdziek nie jest tu tak irytujące jak w większości gier i fajnie się czyści mapę.
Czy będą ciekawi czy nieciekawi to ciężko w tym momencie powiedzieć. Sam punkt wyjściowy i pomysł na relację między bohaterami wydaje mi się póki co ciekawy i uważam, że można z tego naprawdę sporo wyciągnąć. A jak wyjdzie to się okaże.

Przechodzę ponownie Horizon: Zero Dawn. Tym razem na ps5. Miałem w tym podejściu robić tylko fabułę, żeby się w końcu porządnie wziąć za dwójkę, ale znowu gra mi się w to tak dobrze, że chyba ją sobie wymaksuję po raz kolejny.
Ta gra to zresztą świetna odtrutka na te bzdury o konsolach. Czytasz te wszystkie posty, że co to ludzie wymagają, 60 klatek w Dawnwalkerze? Przecież to się nie da, to są stare sprzęty! A potem włączasz remaster (pomijam już zupełnie czy był potrzebny) 9-cioletniej gry i myślisz sobie "WOW, jak to wygląda".
W moim poście chodziło tylko o to o czym pisałem: o stwierdzenie, że jeśli w jednej grze przeszkadza ci 30 fps i z tego powodu nie zagrasz, to automatycznie masz nie grać w żadną grę w 30 klatkach. To zwyczajnie tak nie działa.
Natomiast jeśli chodzi o podejście do konkretnych studiów to generalnie się zgadzam, że nie powinno się Rockstara jakoś faworyzować, ale w tym przypadku uważam, że nie o to chodzi. Ludzie nie krytykowali takiego Rebel Wolves dlatego, że nie są Rockstarem. Krytykowali dlatego, że żaden z materiałów z Dawnwalkera, które pokazano do tej pory nie uzasadnia braku 60 klatek. W przypadku GTA już widać z czego to się może brać. To naprawdę jest pierwsza gra, gdzie jak oglądam gameplaye to jestem w stanie uwierzyć, że na konsolach tej generacji inaczej się zwyczajnie nie dało (przy czym ponownie podkreślam, że chodzi mi o bazowe ps5, na temat prosiaka się nie wypowiadam).
Wziąłem dwie. Jakby podczas grania w GTA jedna się zepsuła to nie będzie zbędnych przestojów w rozgrywce.
Dla mnie największą siłą pierwszego Fable (w kolejne nie grałem) był ten lekki, baśniowy klimat. I póki co, ciężko powiedzieć, czy udało się to zachować. Niby projekty lokacji i ogólny styl graficzny ma w sobie coś takiego, ale z reszty gameplayu ciężko wywnioskować coś więcej. Źle to w każdym razie nie wygląda i osobiście mocno czekam na pełną wersję.
Co to jest w ogóle za argument? Przecież to nie ma żadnego sensu. Tak jakby ludziom nie mogło przeszkadzać 30 fps (serio, komuś nie przeszkadza?), ale są w stanie to zaakceptować, bo z miliona innych powodów gra i tak wydaje im się atrakcyjna. Przestań się pan wygłupiać.
Piszesz z dupy cały czas. Non stop o jakichś płaczach, o nierealnych wymaganiach, a tymczasem większość postów normalnie zakomunikowało, że albo kupi, albo nie, w zależności od tego czy te 30 fps jest dla nich akceptowalne. I większość raczej rozumie, że na bazowym ps5 (o prosiaku to już pewnie można by dyskutować, ale ja go nie mam, więc nie wiem jak jest) 60 klatek byłoby ciężkie do ogarnięcia. W sumie było to od początku wiadome, jedynie ty postawiłeś sobie jakiegoś chochoła, że ludzie na GOLu o coś tam płaczą i mają nierealne wymagania.
Resztę tych głupot, o tym, że 30 fps na konsolach to jest dziś jakiś standard, albo, że wymaganie 60 klatek w takiej grze jak Dawnwalker to jest coś dziwnego zwyczajnie pominę, bo to bzdury.
Nie wiem dlaczego. Widać obejrzeli i stwierdzili, że tu mogą zagrać w 30 fps, a tu nie. Nie ma w tym naprawdę nic dziwnego.
Nie wiem czy mogło czy nie mogło. Faktem jest, że to jedyna gra, której rozmach i poziom detali widoczny na gameplayach powoduje, że jestem w stanie przyjąć do wiadomości stwierdzenie, że 30 fps to jest niezbędny kompromis, żeby to jakoś wyglądało. Przynajmniej w przypadku zwykłego ps5, jak jest z prosiakiem to nie wiem - nie posiadam.
A to, że Rockstar mógł to sobie spokojnie wydać w następnej generacji, ale chciał więcej zarobić to oczywiście fakt i nikt chyba nie zamierza z tym jakoś specjalnie dyskutować.
Ja się tam jaram, że w końcu będę mógł zagrać w Hiroski na konsoli. Wiadomo, że graficznie można to było zrobić lepiej, ale tragedii nie ma i jeśli tylko grywalność trójeczki zostanie zachowana, to będzie to świetna gra.👍
Piszesz o głupich postach, a sam sprzedajesz głupotę, że 30 klatek na konsolach jest standardem. Otóż nie, w tej generacji nie jest. Stąd się właśnie bierze ból dupy konsolowców w przypadku gier, które na premierę ich nie mają. I nawet nie dotyczy to GTA6, bo tu raczej od początku było to oczywiste i raczej zrozumiałe.
Cóż, o ile zwykle te wpisy osób, które konsoli nie widziały na oczy, "że się nie da" to zwykłe bzdury, tak tu chyba nikt nie jest zaskoczony (przynajmniej jeśli chodzi o bazowe ps5). Skala świata i ilość detali naprawdę już pewnie wydrenowały mocno możliwości tego sprzętu.
No i nikt nie ma chyba wątpliwości, że Rockstar wydał tę grę w tej generacji głównie dlatego, żeby za dwa lata bez problemu sprzedać ją ponownie.
Obejrzałem i naprawdę wygląda to fajnie. Z tym, że ewidentnie widać, że to gra, która prawdziwe skrzydła rozwinie dopiero w następnej generacji i wersji pc. I tak wycisnęli pewnie wszystkie soki z bazowego ps5, ale jednak te 30 klatek to jest dla mnie już mocny bloker (zwłaszcza w takiej grze). Tak że sam ogram pewnie dopiero na ps6.
Szału ni ma. Sam fakt, że głównym daniem było dlc do dziesięcioletniej gry jest dość wymowny.
Nie obejrzę. O tym, że to próba monetyzacji kolejnego segmentu branży growej już napisano wiele. Ale warto spojrzeć na to także z perspektywy abonenta netfliksa. Opłacam regularnie od ładnych paru lat, ale wykupiłem usługę po to, żeby oglądać filmy i seriale. I wolałbym, żeby tym netflix pozostał. Już i tak ich oferta mocno się rozwodniła z czasem przez te wszystkie reality show, gry mobilne, wydarzenia sportowe... Komuś może to pasować, ja uważam, że pierwotny zamysł istnienia serwisu mocno na tym ucierpiał. I zwyczajnie wolę, żeby nie zaśmiecano go kolejną rzeczą - tym razem trailerami gier.
Obstawiam, że to przegrana sprawa, bo jak pewnie policzą zyski to stwierdzą, że się jednak opłaciło, ale sam wolę za tym nie głosować. Obejrzę jutro na yt.
Legancko. Początek jest, jeszcze środek i zakończenie i nie muszę kupować gry. Tyle zaoszczędzić.

Obsession. Dzięki
No i ta laska naprawdę była creepy.
spoiler start
Zwłaszcza ta scena, gdzie gość chce wyjść z łóżka, a ona krzyczy to STAAAAAAY była mega
spoiler stop
👍
Ogólnie jest tu sporo świetnych scen i warto obejrzeć choćby dla nich.
Ciekawe czy zrobią z tego jakąś serię, bo sam pomysł z gałązką jest tak pomyślany jakby stanowił punk wyjścia do kolejnych historii.
No proszę, szybko poszło. Zwykle trzeba poczekać jakiś rok zanim się okaże, że jednak można. Osobom, które kupią wypada życzyć, żeby nie było jak z Elexem 2. Że tryb performance co prawda jest, ale grac się w niego nie da, bo pikseloza wypali ci oczy.
Realizm jest najgorszy. Należy tak prowadzić swoje życie, aby było w nim jak najmniej realizmu👍
Nie widziałem, ale zaryzykuję stwierdzenie, że jest bardzo podobny do innych filmów z Jasonem Stathamem z ostatnich 10 lat.
Ja już gotowy. Do 19:00 gram jakby jutra miało nie być, a potem odkładam konsolę i przez tydzień żyję jak człowiek. Będę uprawiał dużo sportu, pielęgnował relacje towarzyskie, chodził do muzeów i ośrodków kultury, dbał o rozwój duchowy, znajdę też sobie jakies ciekawe hobby. Będzie to wspaniały tydzień.
Obejrzałem pierwszy odcinek, ale widocznie już jestem za stary na takie teen dramy. Poza tym, tam chyba wszyscy są gejami. Dziwne.
No nie dziwię się. Gdyby mnie bardziej interesowała ta gra to też bym się wstrzymał z zakupem aż dodają 60 fps. W ogóle to spora wtopa, że dopiero teraz o tym informują. Jakby wcześniej było to wiadome, to "burzy w sieci" pewnie by nie było.
Ale stary Devildriver mi nie robi specjalnie. Ten nowy to pierwszy ich album, który muzycznie mi się tak podoba. Ogólnie to właśnie wolę Coal Chamber (ze wskazaniem na Dark Days).
https://www.youtube.com/watch?v=MHgQuOMkyWM
Ale fajny jest ten nowy Manson. Niby to kontynuacja poprzedniej płyty, ale wydaje mi się bardziej mroczna i mniej hiciarska. Klimatem przypomina mi raczej "Eat Me, Drink Me". Naprawdę dobry album.
Jedyna rzecz, która mi się w sumie nie podoba (zresztą tak jak na Vol. 1) to za dużo tych nakładów i efektów wokalnych. Nie wiem czy to teraz taka moda, czy miało to jakoś przykryć fakt, że Brian ma już swoje lata i głos już nie ten co kiedyś, ale wolałbym, żeby tego tu nie było.