Schudłem 25 kilo w niecałe 4 miesiące!
W zeszłym roku po prawie 10 latach palenia papierosów w końcu udało mi się rzucić. Pojawił się jednak mały problem, zacząłem więcej jeść, na wyjściach pić więcej alkoholu, a w efekcie szybko tyć (choć miałem nadwagę już wcześniej). Od 1 lutego jestem na diecie, nie piję też alkoholu od tamtego momentu w ogóle. Nie mam jakiejś konkretnej diety, po prostu liczę kalorię i jem to co lubie. Bardzo mi pomógł w tym ChatGPT, można bardzo szybko oszacować kalorie swojego posiłku. Pomógł mi też w łatwym znajdowaniu mniej kalorycznych zamienników jedzenia do którego jestem nawykły. Teraz rzadziej z niego korzystam, ale na początku diety praktycznie kilka razy dziennie wszystko sprawdzałem. Dzięki temu nabywałem wiedzy na temat zdrowszego odżywiania się na bieżąco. Zacząłem się więcej ruszać. Mam bieżnie na której chodzę (nie lubię biegać), mam parę fitness gier na goglach VR (najczęściej gram w Les Mills Bodycombat), zacząłem więcej spacerować. Oczywiście odstawiłem słodkie i rzeczy wysokokaloryczne, ale w większości jem to samo co wcześniej tylko w innych proporcjach (generalnie więcej warzyw, a reszty mniej). Trochę też eksperymentuje i próbuje jeść nowe rzeczy, ostatnio na przykład bardzo polubiłem szpinak.
Co mnie zaskoczyło to, że nawet nie okazało się to takie trudne. Jedyna zasada jaką miałem to nie przekraczać 2000 kalorii dziennie. Dosyć szybko się przyzwyczaiłem do takiej ilości. Codziennie rano pierwsza rzecz jaką robię to się wypróżniam, ważę się i zapisuje wagę w zeszycie. Dzieki temu widzę ciągły progres, więc motywacja do dalszego działania cały czas jest. Oczywiście po jakimś czasie widzi się też efekt wizualny. No i generalnie czuje się zdrowiej, lepiej sypiam itd.
Planuję zrzucić jeszcze przynajmniej 16 kilo, a potem zobaczymy. Zacząłem diete przy 141 kilogramach, obecnie mam 116 kilo. Progres idzie wolniej z czasem więc pewnie będę musiał się zacząć więcej ruszać. Pierwsze 10 kilo zajęło mi miesiąc, a drugie 10 kilo już dwa miesiące.
Czemu to piszę? Z jednej strony żeby się pochwalić, a z drugiej, może kogoś to zmotywuje to wprowadzenia zmian na lepsze w swoim życiu. Nie mówię też tutaj o samej diecie, ale rzucenie papierosów i alkoholu też mi dało dużo pozytywnych efektów, nie tylko zdrowotnych, ale też mentalnie o wiele lepiej się czuje, na codzień mam o wiele lepszy humor, relacje z przyjaciółmi lepsze, w pracy wszystko sprawniej idzie, generalnie widzę poprawę właściwie w każdym aspekcie życia.
10 kg w miesiąc? Gdzie takie czary, szukam motywacji bo też mam potężną nadwagę i chyba czas najwyższy. Gratulacje:)
Nic takiego ci nie jest potrzebne, ja nie stosowałem. Poza tym tu nie chodzi tylko o trzymanie diety, ale też zmiany swoich nawyków żywieniowych i nauczenia się jak po prostu prowadzić zdrowszy tryb życia. Bez tego to jak odstawisz tabletki to waga szybko wróci.
Jako osoba, która wyszła z otyłości 3 stopnia polecam przestać myśleć o utracie wagi jako "przejściu na dietę". Zmienić trzeba sposób życia. Codzienne ważenie to też słaby pomysł bo waga fluktuuje i może się zdarzyć, że mimo trzymania michy z dnia na dzień przytyjesz kilo czy pół. Z doświadczenia wiem, że to demotywujące i potrafi prowadzić do głupich kroków typu obniżanie dziennej dawki kalorii.
Masz rację z fluuktuacją wagi, ale w skali tygodnia średnia waga jaką zapisujesz dziennie spada, więc widzisz progres. Ważne po prostu żeby wiedzieć, że nawet robiąc wszystko poprawnie waga na następny dzień może być wyższa. Ja sobie lubię czasem ten zeszyt przejrzeć i na przykład spojrzeć jaką wagę miałem w poprzednim miesiącu.
Na normalnej diecie, tyle że codziennie robił spacer.
A potem odstawi Ozempic, "normalna dieta" zostanie i... zakończenie wszyscy dobrze znamy. :D
Świetnie. Tylko wiesz, że nic nie zna długofalowych skutków zażywania Ozempicu? Eksperyment się właśnie zaczął.
Fajnie. Daj czasem znać jak Ci idzie. Żeby nie było, wrócę jutro do spacerów.
Chciałbym w odwrotną stronę czyli w ciągu miesiąca przytyć z kilka kg. Jem i pije dużo. Alkohol kilka razy w tygodniu z 05L (głównie kupione lub własnej produkcji mocne nalewki względnie wódkę - z 3 do 4 butli). Słodyczy i ciast tylko nie jem poza chałwą i nie piję napojów gazowanych czy w ogóle soków ze sklepu gdyż mi nie smakują. Nie mam zbyt aktywnego trybu życia tzn nie uprawiam sportu poza turystyką pieszą pływaniem i snowboardem. I nic, jak ważyłem 65kg tak ciągle tyle ważę (przy 185cm wzrostu) czego i ile nie zjem nic się nie zmienia. I tak mam całe dorosłe życie a wydaje mi się że już długo żyje.
edit - jem głównie ryby gdyż mi smakują. Może to jest przyczyna.
Rozkłada się na dwie głowy czyli jakieś 07-1L w tygodniu. Faktycznie może to być zbyt dużo ale alko ma ogrom kalorii i nic. Przytyć nie mogę.
Faktycznie może to być zbyt dużo ale alko ma ogrom kalorii i nic
A zgłębiałeś kiedyś temat jak się mają te kalorie na papierze do kalorii z produktów spożywczych i ile energii organizm potrzebuję na ich "obsługę"? Nie wspominając o tym, że przy spożyciu większej ilości mocnego alkoholu mocno spada praca żołądka oraz jelit. W dodatku sam alkohol nie może być wykorzystywany do budowania tkanek w organizmie. On przeszkadza w odchudzaniu bo blokuje spalanie tkanki tłuszczowej. Ale w twoim przypadku to działa inaczej. Wódka to puste kalorie, które nie dość że nie pomagają w budowie tkanek to jeszcze hamują syntezę białek więc działają odwrotnie niż byś chciał. Do tego podnosi poziom kortyzolu co także działa destrukcyjnie na mięśnie. Ciebie to raczej nie przekona bo ten post wydaje się dziecinnym trolligiem, ale może ktoś kiedyś przeczyta ten wątek i wyciągnie odpowiednie wnioski.

Sugerujesz ze dane dotyczące kalorii podane przez producentów są nieprawdziwe czy o czym mówisz?
Kolega napisał ze odstawił alko w ogóle co przyczyniło się do zrzucenia wagi. U mnie jest odwrotnie gdyż spożywam wódki a w szczególności wódki słodkie oraz dużo jem i przytyć nie mogę. W kaloriach przyjmuje z pewnością ponad 2k dziennie (licząc średnio).
Nie rozumiem tez o czym mówisz odnośnie budowy masy mięśniowej. Przecież nie jedzenie i picie temu służą i nie tego dotyczyła wypowiedz OP ani moja. Kolega zrzuca wagę a ja chce trochę przytyć gdyż zasadniczo nie mam pewnie ani grama tłuszczu i nawet ekstra dodatkowe spożycie % oraz wołowina (dużo białka) tluste mięsa (jak karkówka) chałwa i winogrona oraz kandyzowane owoce nie są w stanie tego zmienić (niestety po 2 -3 dniach mi się nudzą i wracam do ryb gdyż mi najbardziej smakują i zabierają mało czasu w przygotowaniu - piecze je w papierze w piekarniku).
ten post wydaje się dziecinnym trolligiem
OK kolega się cieszy ze chudnie ja mówię ze chciałbym przytyć i to już jest wg Ciebie trolling. No nic Twoje zdrowie.
140 kilo to już sporo, przy jakim wzroście?
Klucz do wszystkiego to regularność i trzymanie nawyków bez tego ze wszystkim jest trudno zwłaszcza przy ćwiczeniach typu siłownia.
Za szybko, będziesz miał kamienie w pęcherzyku żółciowym po czymś takim, wolniej albo pobierz kwas UDCA (w Polsce to Proursan) na czas odchudzania, poszukujesz później jak nie będziesz musiał iść do szpitala.
140 kilo to już chyba spory bandzioch. To ponad dwa razy tyle ile ja ważę. W sumie szacun, bo jakbym ja miał tyle, to już pewnie bym nie dał rady tego zrzucić. 3-5 kilo jeszcze tak, ale 25? Nie ma szans.
Via Tenor
25kg to jak 2,5 zgrzewki Muszynianki, damn ładny wynik. Graty i powodzenia w utrzymaniu takiego trybu. 💪
Pamiętaj, że podstawa to zmiana nawyków na stałe, umiarkowany ruch no i w pierwszej kolejności ograniczenie tłuszczy, a nie węgli, czy nawet "słodkiego" (to, że słodkie często = tłuste, to inna sprawa, aczkolwiek niekoniecznie to, co nam podpowiada intuicja... no i oczywiście zależy jeszcze, kto ile tego słodkiego zjada, pudełko lodów albo tabliczka czekolady na raz czy dwa litry Pepsi dziennie to jest jednak zdecydowanie ilość do ograniczenia :))
Zazdroszcze. Ja od stycznia siłka 3x w tygodniu + mocno ograniczony alko i słodycze, a ledwo 4,5kg upuczyłem...
Gratulację!
Uważaj tylko na efekt "jojo"! Skoro zmieniłeś nawyki żywieniowe to może dobrze pomyśleć o ozempicu, żeby nie korciło podjadanie po nocach?
https://youtu.be/TYhNHX372ek?is=dVrW_EF8u4zIKcBU
Via Tenor
niegdyś bliska mi osoba też się dosyć zapuściła, samym liczeniem kalorii schudła około 20 kilo w kilka miesięcy. Trzeba tylko być sumiennym, bo jak ktoś ma tendencję do tycia, to nadwaga wróci jeśli nie będzie się pilnować.
Tak czy inaczej gratulacje!
Gratulacje! W czasach covida udało mi się schudnąć 25 kg - ze 100 do 75 - i od tamtej pory trzymam mniej więcej taką wagę. Liczenie kalorii z głową plus aktywność fizyczna działa cuda.
To miałeś już niebezpieczne wartości bo wzrost x 141kg wagi. U mnie 193cm x 103 kg to już mi wyszła nadwaga.
Co do odchudzania to moja zasada jest taka, że ostatni posiłek jem o 19 ale chodzę spać o 23, a czasem później. Zrezygnowałem całkowicie ze słodkich napojów, chipsów, czekolad wszelkiej maśći i to tak na starcie bo ciężko mi się całkowicie przestawić na taki ekologiczny tryb bo to żarcie zdrowe jest ohydne.
Mam ochotę na kebsa to go zjem, mam ochotę na pizze to również zamówię ale unikam wtedy dodatkowego podjadania. Jak zjem kebsa np o 15 to dopiero jem następnego dnia.
Przy wzroście 193 cm i wadze 140 kg wskaźnik masy ciała (BMI) wynosi 37.6. Taki wynik wskazuje na otyłość III stopnia (skrajną).Stanowi to poważne zagrożenie dla zdrowia i wymaga konsultacji z lekarzem w celu ustalenia planu redukcji masy ciała.
Nawet jakbym przyjął taki wzrost jak 193 cm i 140 kg to grubo.
najlepsza dieta mż.
11 kilo w 3 miesiace.
przy 141 łatwiej zrzucic te 10-20 kg niz przy 90. Ja mam wlasnie powiedzmy 96-90 (skacze mi często) a chcialbym zejsc do 80 tak na stałe.
mam 181 cm.
To sporo ważyłeś i dużo wagi się udało zrzucić, za to szacun, ja jak zacząłem ważyć 101 kg to wtedy się wziąłem za siebie, jak się zaczeło jeździć na rowerze codziennie, przy takim samym jedzeniu jak wcześniej waga zleciała do 90 kg w ciągu 6 miesięcy, teraz ustała bo jak wspomniałem jem tak samo, wpadnie kebab wpadnie mcdonald, ale już ta waga się na szczescie utrzymuje, jakbym na rowerze nie zaczał to bym tez marnie skończył.
przy 141 łatwiej zrzucic te 10-20 kg niz przy 90. Ja mam wlasnie powiedzmy 96-90 (skacze mi często) a chcialbym zejsc do 80 tak na stałe.
mam 181 cm.
no to u mnie podobnie :D też bym chciał na 80 kiedyś zejść.
Gratulacje! To naprawdę bardzo dobry wynik. Mam nadzieję, że ten stan się utrzyma i osiągniesz zamierzony cel! 🥰
Chwalić się, że się schudło ze 141 kg do 116, co i tak jest grubą nadwagą.
Jak w ogóle można doprowadzić się do takiego stanu, żeby 140kg ważyć?!
Dobrze, że się wziąłeś za siebie no ale chłopie...
No niepojęte dla mnie. A nadmiar skóry pewnie ci zostanie.
Ja nawet teraz diety nie trzymam, nie chodzę na siłkę, zero kalisteniki - jedynie 400 pompek co 2gi dzień aby nie wyjść z formy i ważę 86/183.
Nigdy nie ważyłem więcej niż 88kg
Przynajmniej zrozumiałeś, że to deficyt kaloryczny decyduje o chudnięciu - a nie to, co się je i o której.
V robi pompki aby być w formie, a nie żeby nie przytyć bo nigdy nie przekroczył 88kg przy 183cm.
Dlatego V nie potrzebuje transformacji.
Chodzi o to, że powinieneś się wstydzić, że się zapuściłeś do astronomicznych 140kg, a nie chwalić, że schudłeś do 115.
Co to w ogóle ma być? Chory trend.
Może kogoś zainteresuje mały update. Na ten moment schudłem 34 kilo, więc obecnie ważę 107kg. Od końca czerwca zluzowałem trochę z dietą bo byłem na wakacjach i miałem urodziny. Więc miałem sporo średnio zdrowych posiłkow i 3 razy piłem alkohol. Trochę się też rozleniwiłem i mniej się ruszałem. Efekt? Od konca czerwca do konca lipca waga stanela w miejscu, progres był minimalny. Więc jakoś od końcówki lipca wróciłem do swojego restrykcyjnego maks 2000 kalorii na dzień plus więcej ruchu i znów zacząłem tracić na wadze. Parę luźnych spostrzeżeń:
- Jeżeli chodzi o picie alkoholu łatwiej jest w ogóle nie pić niż pić z umiarem. To znaczy moim planem było zrobić wyjątek jeden raz, ale po jednym razie sięgniecie po alkohol drugi i trzeci raz przyszło mi o wiele łatwiej. A podejście typu "piję tylko w specjalne okazje" jest średnio pomocne, bo specjalne okazje to ja sobie mogę co weekend praktycznie znaleźć :D
Ciężko dokładnie wyznaczyć co oznacza specjalna okazja.
- Picie alkoholu nawet nie było tak fajne jak zapamiętałem. Nie mówię już nawet o kacu, ale jaki wpływ ma na ogólną mentalność. Gorszy humor, irytacja, to zostaje na dłuższy czas. Dopiero sobie to uświadomiłem jak miałem 5 miesięczna przerwe od picia jaki beznadziejny wpływ alkohol ma na zwykłe, dzienne funkcjonowanie. Każdorazowe picie kończyło się też jakimś fast foodem w tą samą noc albo na następny dzień, bo nie chciało mi się przygotowywać jedzenia na kacu. Jakoś też miałem wrażenie, że powoli wracam do starych, niezdrowych nawyków. Więc wracam do zero alkoholu, już nawet nie ze względu na dietę.
- Zacząłem bardziej eksperymentować z jedzeniem, a zwłaszcza z zamiennikami mięsa. Wczesniej dla mnie obiad bez mięsa to nie był obiad. Próbówałem różnych rzeczy, tofu, soczewica, różne rodzaje fasoli itd. Naprawdę bardzo polubiłem ciecierzycę. Oprócz tego oszczędzam na tym kupę pieniędzy. Ciecierzyca jest jakoś 5-6 razy tańsza od mięsa, jak się ograniczy mięso do obiadu do 1 raza w tygodniu to w ciągu miesiąca się odkłada spora suma. Jak ktoś ma jakieś fajne niskokaloryczne przepisy to chętnie przyjme!
- W lipcu u mnie w mieście był kermis (takie wesołe miasteczko przez 10 dni w Holandii). Poszedłem na jakąś ruletkę i wygrałem 2 kilogramy batonów marki Toblerone. Nie planowałem nawet wygrywać, poszedłem zagrać raz, interesował mnie tylko aspekt hazardowy, no ale niestety wygrałem :D
Szansa na wygraną była jakieś 1 do 70. Rozdałem batony w pracy, sąsiadom, znajomym ile się dało, no ale niestety sam też sporo zjadłem :D
- Randomowa rzecz, ale ostatnio odkryłem, że Cola Zero ma zero kalorii. Całe życie myślałem, że to taki trochę chwyt marketingowy i że to głównie o cukier chodzi, ale rzeczywiście każda butelka ma prawie zero kalorii :D
Jakimś ultra fanem coli nie jestem, do domu raczej nie kupuje bo niedobra na zeby, ale dobrze wiedzieć, czasami jak jestem na mieście to wybieram właśnie cole zero.
- W sumie z tym "umiarem" to w jedzeniu podobnie jest jak z alkoholem. Niby tu od czasu do czasu jakiś torcik, deser albo przekąska, ale potem po paru tygodniach wychodzi, że progres w diecie niewielki, a wyjątki coraz łatwiej przychodzi robić. O wiele prościej jest narzucić sobie restrykcyjne zasady od których nigdy się nie robi wyjątku. Po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja i nie ma żadnych wątpliwości. Jak próbujemy wprowadzić "umiar" to co chwilę musisz się bić sam ze sobą żeby podjąc decyzje czy coś zjeść możesz czy nie, co jest również psychicznie męczące.
Napoje właśnie wybieram zero albo piję wodę muszynianke, muszynę.
Alkohol przy liczeniu kalori bardzo zdradliwy, raz ze puste kalorie to dwa po alkoholu człowiek robi sie głodny i by jadł 😅. I tak jak piszesz, lepiej nie pić w ogóle niż trochę. Miałem przerwę od alko 15 miesięcy to dużo lepiej sie wtedy czułem. A ostatnio u mnie a to raz jedno piwko, drugi raz dwa, później trzy i błędne koło sie zatacza 😅
Jak ktoś ma jakieś fajne niskokaloryczne przepisy to chętnie przyjme!
Gratulacje :) Mam od groma, niemniej długofalowo żeby dieta była sukcesem, to powinno smakować i być sprawne w przygotowaniu. Napisałeś, że lubisz ciecierzycę, ale nie wiem, co jeszcze ;)
Do eksperymentów z wegańskim jedzeniem, smaczne, łatwe i szybkie przepisy ma jadłonomia https://jadlonomia.com/przepisy/skladnik/ciecierzyca/
Jeszcze bardzo lubię przepisy z kukbuka. To śniadanie to więcej roboty, ale dla mnie smakowo petarda, kiedy w sklepach są szparagi, zdrowo i pożywnie, level up to z jajkiem po benedyktyńsku, ojezu jakie dobre. https://kukbuk.pl/przepisy/sniadaniowy-bajgiel-z-truskawkami-jajkiem-na-tward/
Jedynie nie polecam zamieniać na jajecznicę, niby składniki te same, ale smakuje źle.
Wklejam jeszcze przepis na koks placuszki z mąki jaglanej, szybkie i łatwe, można porobić wiecej na zapas i jeść ze skyrem i ulubionymi dodatkami (owoce-orzechy można w proporcjach z przykładowego przepisu z kiwi i włoskimi, borówki i maliny są też spoko, bo tylko posypać). Odżywka koniecznie roślinna (groch/konopna ok), najlepszy smak wedlug mnie waniliowa, na zwykłej białkowej ciasto się rozlewa. Mi się sprawdzają do tych placków allnutrition, ghost, foods by ann.
Porcja
Kalorie/:492.0 / B:30.0 / T:19.0 / WP:46.1 / F:5.1 / WW:4.
PLACUSZKI JAGLANE Z BANANEM I JOGURTEM (PRZEPIS NA 2 PORCJE) Jogurt typu islandzkiego Skyr - 150 g (1 x Opakowanie) Banan - 120 g (1 x Sztuka) Woda mineralna niegazowana - 100 g (0.4 x Szklanka) Jaja kurze całe - 56 g (1 x Sztuka) Mąka jaglana - 50 g (5 x Łyżka) Odżywka białkowa z ryżu, grochu i konopii - 30 g (1 x Miarka) Olej rzepakowy - 10 g (1 x Łyżka)
Czas przygotowania: 15 minut 1. Zmiksuj mąkę, wodę, jajko, odżywkę i banana w blenderze.
2. Usmaż placuszki na małej ilości tłuszczu.
3. Gotowe placki polej jogurtem.
KIWI Kiwi - 75 g (1 x Sztuka) Czas przygotowania: 5 minut 1. Kiwi obierz i ułóż na placuszkach razem z orzechami.
ORZECHY WŁOSKIE Orzechy włoskie - 15 g (1 x Łyżka)
Pyszne i pożywne śniadanie to też szakszuka:
Porcja Kalorie:530.2 / B:31.5 / T:23.8 / WP:43.8 / F:9.4 / WW:
SZAKSZUKA Z SZYNKĄ I SZPINAKIEM Jaja kurze całe - 112 g (2 x Sztuka) Chleb graham - 90 g (3 x Kromka) Pomidory z puszki (krojone) - 80 g (0.8 x Porcja) Szynka z indyka - 45 g (3 x Plasterek) Cebula - 30 g (0.3 x Sztuka) Szpinak - 25 g (1 x Garść) Olej rzepakowy - 10 g (1 x Łyżka) Szczypiorek - 5 g (1 x Łyżeczka) Mielona słodka papryka - 2 g (0.4 x Łyżeczka) Sól biała - 1 g (1 x Szczypta) Pieprz czarny mielony - 1 g (1 x Szczypta) Czas przygotowania: 20 minut
1. Pokrój cebulę i szynkę w kostkę.
2. Podsmaż na tłuszczu wszystkie warzywa.
3. Gdy warzywa się podsmażą, dodaj pomidory z puszki. Dopraw przyprawami i duś pod przykryciem kilka minut.
4. Zrób miejsce na patelni na jajka i wbij je. Smaż, aż się zetną.
5 Wyłóż na talerz i posyp szczypiorkiem.
6. Podaj z grzankami zrobionymi z chleba, lub po porostu z chlebem.
Makra są z diety wysokobiałkowej pod sport siłowy. Najlepiej jak skonsultujesz się z dietetykiem, żeby Ci podobierał najlepsze proporcje, ale żeby w ogóle budować dobre nawyki żywieniowe, zdrowe przepisy to dobry start.
Możesz jeszcze napisać, co lubisz, to łatwiej coś dobrać.
Gratulacje! :)
Ja w sumie też dzięki liczeniu kalorii, ale takiemu mega sumiennemu, pozbyłem się w końcu - niestety, o wiele za późno, patrząc, jakie to okazało się proste :) - opornych resztek tłuszczu. Wcześniej też chudłem, od czasów szkolnych, ale mniej skutecznie, Teraz w rok poleciało niby niewiele, bo 6 kg, ale to te "ostatnie" 6 kg :), bo jednocześnie jest to -5 cm w udach, -3 cm w biodrach czy -2 cm w łydce, co robi, wbrew pozorom, kolosalną różnicę przy wcześniejszej sylwetce "skinny fat". :P
Pamiętam jak rodzina czy znajomi mówili mi, że przesadzam, że gdzie ja widzę ten tłuszcz, że jestem już i tak za chudy - teraz wszyscy przyznają, że różnica jest ogromna. :D
Niestety wleciała lekka niedowaga wg. BMI no i kombinuję, jak tu bez motywacji:
a) zluzować liczenie i nie przytyć, bo lekkie głodowanie mi się trochę znudziło :)
b) zmusić się do regularnych ćwiczeń siłowych :/
c) ułożyć taką dietę, by ewentualny dodatni bilans nie był za wysoki i by wszystko poszło w mięśnie, a nie ponownie odłożyło się w tkance tłuszczowej... ://
Co do diety, to mnie akurat o wiele łatwiej było wyrobić bilans kombinując z jakimś mało tłustym węglowo-białkowym zapychaczem, niż zrezygnować ze słodyczy. Czekoladki, cukierki, batoniki - tego sobie nie odmawiałem, choć niestety przy wielu ciastach trzeba kontrolować ilość (o dziwo ciasta ucierane, drożdżowe itp. są kilka razy gorsze niż ciasta tortowe z masą - przynajmniej takie kupne, "marketowe", bo jakieś "kraftowe" z tłustym kremem maślanym, nieoszukaną bitą śmietaną, ganaszem z czekolady itp. to masakra, nawet zwykła WZ-ka z marketu potrafi dać popalić... inna sprawa, że to wszystko na deficycie, bo bez obcinania kalorii każdy słodycz da się niby zmieścić w dziennym zapotrzebowaniu - pytanie tylko, czy wyliczenia różnych kalkulatorów nie są zawyżone, zwłaszcza przy siedzącym trybie życia...)
Generalnie myślę, że długofalowo podstawa to wymyślenie/ogarniecie wielu niskokalorycznych potraw, którymi można wypełnić menu w dni, w których sobie pozwalamy na szaleństwo i opier...my dobrą pizzę, duże porcje lodów czy inny słuszny kawał ciasta. Bo życie jest za krótkie i zbyt ch....owe, by sobie wszystkiego odmawiać. Trzeba do tego podejść ze sprytem. No i alkohol - bomba kaloryczna, więc też warto odstawić, jeśli ktoś dużo pije. Do tego dieta niskotłuszczowa - czyli nie wycinanie mięsa itp, tylko wycinanie tłustego mięsa, ale też "zdrowych tłuszczy roślinnych" w nadmiarze. "Zdrowa" sałatka z oliwą z oliwek czy olejem rzepakowym potrafi nabić połowę albo i więcej kalorii z kotleta, podczas gry mizeria, nawet ze śmietaną 12%, jest fit. :P Oczywiście to nie znaczy, że nie należy jeść sałatek, ale tłuszcz i kalorie często kryją się tam, gdzien a pierwszy rzut oka widzimy coś bardzo fajnego i zdrowego.

Demonizujecie. Wszystko opiera się na umiarze. Do tego łatwiej schudnąć niż przytyć.
Od końca maja do teraz schudłem z 65 do 63 kg a próbowałem przytyć i nic. Na śniadanie przyjmuje 1100 kcal w napojach + zjadam jajecznicę z 2 jajek + pomidora + bułkę.

Obiad zjadam normalny czyli rybka + ryż lub bataty. Nie tam jakieś fanaberie typu placki jaglane z bananem jogurtem i szynka. Nie wiem ile obiad ma kcal ale pewnie trochę ma.

Na kolacje tez sobie nie żałuje myśle trochę cukru nie zaszkodzi. Na kolacje przyjmuje tylko picie. Myśle że z 500 - 600 kcal.
Razem w ciągu dnia wypijam / zjadam total jakieś 2.2k - 2.3k kcal i nic. Zamiast przytyć chudnę. Wszystko zależy od organizmu i metabolizmu.
Na kolacje tez sobie nie żałuje myśle trochę cukru nie zaszkodzi. Na kolacje przyjmuje tylko picie. Myśle że z 500 - 600 kcal.
Co ?
Razem w ciągu dnia wypijam / zjadam total jakieś 2.2k - 2.3k kcal i nic. Zamiast przytyć chudnę. Wszystko zależy od organizmu i metabolizmu.
2.3k kcal to potrzebuje człowiek który prawie że się nie rusza żeby utrzymać wagę. Ty w dodaktu z tego co widzę to odżywiasz się całkiem zdrowo tylko że chlejesz. Nie wiem, tak patrze na te Twoje wpisy tutaj to liczę że się bawisz w jakieś prowo bo piszesz jakieś kocopoły.
Jak chcesz przytyć to, uwaga - o zgrozo - musisz przekraczać swoje dzienne zapotrzebowanie kaloryczne, a po tym co tu wypisujesz, stwierdzam że chyba to jest dla Ciebie jakaś nowa informacja.
Kcale kcalom nie równe, ryba nawet jakby miała tyle samo kcal co stek to strawi się szybciej. Alkohol pomimo tego że też zawiera kcal to inaczej przez nasz organizm przelatuje niż czekolada.
Przytycie jest ekstremalnie proste, i ja bardzo szanuje myśl że tak nie jest, bo to znaczy że taka osoba nie wcina słodyczy i nawet sobie nie wyobraża że można to robić albo że można to robić aż tak.
Wylicz sobie ile kcal potrzebujesz dziennie przy Twoim realnym zapotrzebowaniu, dodaj do tego 1000kcal, zjedz ze dwa snickersy w ciągu dnia, wypij monutain dew, rybke zamień na smasha, podjedź na driv'a po szejka czekoladowego i pójdzie w moment.
To nawet zabawne ale tak samo jak zrzucenie kg wymaga zmian a nie tylko diety, tak całkiem adekwatnie przytycie też wymaga zmian ;)
Oczywiście to nie jest żadna porada dietetyczna ale porada zdrowego przytycia właściwie chyba nie istnieje. No chyba że białko białko i siłownia :)
Sensem mojej wypowiedzi było zwrócenie uwagi na fakt że niekoniecznie się tyje od alkoholu jak większość powyżej napisała. Także zależy co kto je. Jest to raczej uzależnione od danego organizmu jego potrzeb i przemiany materii.Nic nie chleje. Zwyczajnie lubię wypić - lepiej mi się wtedy działa.
Jakie kocopoły? Podałem to co pije i jem najczęściej można powiedzieć z dnia na dzień. Do tego zjem w tygodniu z 300g chałwy i w sezonie dużo truskawek czereśni wisni malin czy śliwek (inne owoce mi nie smakują). Winogrona i arbuzy także lubię i też je zjadam. Czasem zamieniam ryby na wołowinę jak mnie cos najdzie (robię bitki i gulasz wołowy) ale wtedy jestem skazany na kilka dni jedzenia tego mięsa z rzędu co mi nie do końca odpowiada. Niekiedy zjem i karkówkę i indyka lub kurczaka.
Inne mięsa i owoce mi nie smakują więc ich nie jem. Serów i ciastek i ciast oraz różnych wędlin (poza czarnym salcesonem) też nie jem. Raz czy dwa w miesiącu zjem czekoladę mleczną z nadzieniem mlecznym lub miętowym albo słoik nutelli. Poza wymienionymi słodyczy nie jem gdyż pozostałe mi także nie smakują. Lodów też nie jem i nie piję napojów gazowanych lub niegazowanych z tych samych powodów. Pije herbatę z soczkiem malinowym i dwoma czubatymi łyżeczkami cukru - wypijam ich z 8 dziennie.
No właśnie przytycie nie jest proste. Być może dla Ciebie jest ale ja to widzę inaczej. Jak mam zjeść więcej niż jem? Musiałbym siedzieć cały dzień i wpierdzielac rzeczy które mi nie smakują. Efekt byłby taki że za chwilę byłbym pewnie zwymiotował. Zwyczajnie czuję się syty po tym co zjem i nie mam ochoty na więcej. Do tego przekraczam z pewnością limit kcal dla dorosłego człowieka tylko licząc „bazę” którą wcześniej podałem a nie wliczając w/wym dodatków których nie spożywam systematycznie (codziennie) poza herbatą.
Podsumowując - mam inne spostrzeżenia niż większość osób w tym wątku. Różnica polegała tylko na tym że oni walczą / walczyli z nadwagą a ja z niczym nie walczę i byłem ciekaw co jedzą ze tyją (no wiesz 141 kg to jest jednak wynik nie do pojęcia). Zasadniczo interesowało mnie czy istnieją jakieś sposoby na delikatne przytycie patrząc od czego tyją osoby walczące z nadwagą.
Natomiast Twoja rada żeby zjadać 50-60% kcal więcej z pewnością matematycznie ma sens tylko biologicznie jest nie do zrealizowania w moim wypadku gdyż musiałbym praktycznie jeść (a raczej na potęgę żreć) to czego nie lubię i na spożycie tego tracić znacznie więcej czasu. W efekcie siedziałbym pewnie w toalecie i wymiotował do kibla z przejedzenia.

Sorry nie przyszło mi do głowy że grubi ludzie są tak zakompleksieni i zawistni iż wypowiedź jedzącego normalnie a z umiarem biorą za prowokacje gdyż sami muszą liczyć każdą jedną kalorie w posiłkach i w pale im się nie mieści ze ktoś ma inny metabolizm.
Tymczasem najlepszego zjadłem tłustą rybkę na obiad …
Czy te twoje dziwne posty to jest jakiś rodzaj wołania o pomoc? Jak pijesz wódkę codziennie to jesteś alkoholikiem, powinieneś się zgłosić do specjalisty, niemożność przytycia to jest w tym momencie twój najmniejszy problem.
Cholerka uświadomiłeś mi właśnie że otyłość to jednak większa choroba. Nie dość że trzeba walczyć z kaloriami to jeszcze z własnymi emocjami. Co do alko daj pan spokój pije ponad 25 lat kilka flaszek w tygodniu i - dzieki Bogu - nie narzekam na żadne problemy ani zdrowotne ani mentalne.
edit: a dobra napisałem długi post o tym jak nie rozumiem ludzi którzy się chwalą odchudzaniem, ale zalatuje mi marudzeniem, więc go cofam. Róbta co chceta.
Ze trzy lata temu schudłem 30 kg ale W ROK. Głodząc się przy tym niemiłosiernie, na energetykach i fajkach oraz hardcorowo ćwicząc. Nabawiłem się przy tym poważnych problemów ze snem, które utrzymują się do dziś. Wiem z czym "to się je", więc twórca wątku to niezły sztukmistrz, tyle powiem.
NIe mam pojęcia jak to jest możliwe żeby schudnąć 25 kg w 4 miesiące. TChyba, że na tej bieżni chodzisz 8 godzin dziennie
Chyba ani razu nie spędziłem na bieżni więcej niż 45 minut. 90% sukcesu to dieta, wysiłek fizyczny spala mniej kalorii niż byś się spodziewał.
Większość czasu robie krótki, mało intensywny około 15 minutowy trening w Les Mills Body Combat w VR. Próbowałem bardziej intensywnych treningów, ale to często oznaczało, że musiałem potem odpocząć parę dni przed kolejnym treningiem. Zauważyłem, że robienie mniej, ale konsekwentnie przynosi lepsze efekty.
Rozpisalem się ale raczej mało to kogo obchodzi więc dam krócej i gratuluję innym. Fajnie lepiej się czuć i mieć lepszą kondycję. Bieżnia w domu i mi w pół roku zeszło 9kg. Obecnie stabilizacja bo wyglądam już za chudo
pics or didn't happen!
Gratulacje! Niestety sam ostatnio trochę przytyłem, ale wcześniej schudłem niecałe 20kg (innu pułap: z ~100 to 82-85kg). Niesamowite uczucie.
Z jednej strony - zajebiście. Brawo i gratulacje.
Z drugiej strony - UWAŻAJ. Takie tempo zrzucania masy jest wbrew pozorom jest dużym obciążeniem dla organizmu i mimo że zabrzmi to jak bzdura - może nie być zbyt zdrowe. Sugerowałbym na tym etapie - znacznego ubytku masy - konsultacje u lekarza który ogarnia temat zrzucania masy i problemów z tym związanych, a profilaktycznie badanie krwi i moczu pod kątem sprawdzenia czy Ci czegoś nie brakuje.
Na koniec powtórzę się - brawo. I piszę to jako ex-grubas.
Alkohol wyrzucic z zycia. To jest zwykla uzywka. Sam sie w to bawiłem i w barach sie bawiłem.
I tylko strata kasy i kac i kondycja idzie w dol plus alkohol daje kolejne kalorie i tez po nim chce sie zajebiscie jesc i najllepiej fast food.
Zainteresuj sie tez slow foodami.
Ja jak pilem i sie bawilem doszedłem do 103.5kg przy wzroście 176 cm.
Schudłem do 70 kg w pol roku. Byloby szybciej ale dakej byly bary i imprezki i znow przytylem do 92. Teraz całkowicie ten syf odstawilem i juz waże 78 kg.
Mysle trzymac sie wagi miedzy 72 a 78.