Schudłem 25 kilo w niecałe 4 miesiące!
W zeszłym roku po prawie 10 latach palenia papierosów w końcu udało mi się rzucić. Pojawił się jednak mały problem, zacząłem więcej jeść, na wyjściach pić więcej alkoholu, a w efekcie szybko tyć (choć miałem nadwagę już wcześniej). Od 1 lutego jestem na diecie, nie piję też alkoholu od tamtego momentu w ogóle. Nie mam jakiejś konkretnej diety, po prostu liczę kalorię i jem to co lubie. Bardzo mi pomógł w tym ChatGPT, można bardzo szybko oszacować kalorie swojego posiłku. Pomógł mi też w łatwym znajdowaniu mniej kalorycznych zamienników jedzenia do którego jestem nawykły. Teraz rzadziej z niego korzystam, ale na początku diety praktycznie kilka razy dziennie wszystko sprawdzałem. Dzięki temu nabywałem wiedzy na temat zdrowszego odżywiania się na bieżąco. Zacząłem się więcej ruszać. Mam bieżnie na której chodzę (nie lubię biegać), mam parę fitness gier na goglach VR (najczęściej gram w Les Mills Bodycombat), zacząłem więcej spacerować. Oczywiście odstawiłem słodkie i rzeczy wysokokaloryczne, ale w większości jem to samo co wcześniej tylko w innych proporcjach (generalnie więcej warzyw, a reszty mniej). Trochę też eksperymentuje i próbuje jeść nowe rzeczy, ostatnio na przykład bardzo polubiłem szpinak.
Co mnie zaskoczyło to, że nawet nie okazało się to takie trudne. Jedyna zasada jaką miałem to nie przekraczać 2000 kalorii dziennie. Dosyć szybko się przyzwyczaiłem do takiej ilości. Codziennie rano pierwsza rzecz jaką robię to się wypróżniam, ważę się i zapisuje wagę w zeszycie. Dzieki temu widzę ciągły progres, więc motywacja do dalszego działania cały czas jest. Oczywiście po jakimś czasie widzi się też efekt wizualny. No i generalnie czuje się zdrowiej, lepiej sypiam itd.
Planuję zrzucić jeszcze przynajmniej 16 kilo, a potem zobaczymy. Zacząłem diete przy 141 kilogramach, obecnie mam 116 kilo. Progres idzie wolniej z czasem więc pewnie będę musiał się zacząć więcej ruszać. Pierwsze 10 kilo zajęło mi miesiąc, a drugie 10 kilo już dwa miesiące.
Czemu to piszę? Z jednej strony żeby się pochwalić, a z drugiej, może kogoś to zmotywuje to wprowadzenia zmian na lepsze w swoim życiu. Nie mówię też tutaj o samej diecie, ale rzucenie papierosów i alkoholu też mi dało dużo pozytywnych efektów, nie tylko zdrowotnych, ale też mentalnie o wiele lepiej się czuje, na codzień mam o wiele lepszy humor, relacje z przyjaciółmi lepsze, w pracy wszystko sprawniej idzie, generalnie widzę poprawę właściwie w każdym aspekcie życia.
10 kg w miesiąc? Gdzie takie czary, szukam motywacji bo też mam potężną nadwagę i chyba czas najwyższy. Gratulacje:)
Nic takiego ci nie jest potrzebne, ja nie stosowałem. Poza tym tu nie chodzi tylko o trzymanie diety, ale też zmiany swoich nawyków żywieniowych i nauczenia się jak po prostu prowadzić zdrowszy tryb życia. Bez tego to jak odstawisz tabletki to waga szybko wróci.
Jako osoba, która wyszła z otyłości 3 stopnia polecam przestać myśleć o utracie wagi jako "przejściu na dietę". Zmienić trzeba sposób życia. Codzienne ważenie to też słaby pomysł bo waga fluktuuje i może się zdarzyć, że mimo trzymania michy z dnia na dzień przytyjesz kilo czy pół. Z doświadczenia wiem, że to demotywujące i potrafi prowadzić do głupich kroków typu obniżanie dziennej dawki kalorii.
Masz rację z fluuktuacją wagi, ale w skali tygodnia średnia waga jaką zapisujesz dziennie spada, więc widzisz progres. Ważne po prostu żeby wiedzieć, że nawet robiąc wszystko poprawnie waga na następny dzień może być wyższa. Ja sobie lubię czasem ten zeszyt przejrzeć i na przykład spojrzeć jaką wagę miałem w poprzednim miesiącu.
Fajnie. Daj czasem znać jak Ci idzie. Żeby nie było, wrócę jutro do spacerów.
Chciałbym w odwrotną stronę czyli w ciągu miesiąca przytyć z kilka kg. Jem i pije dużo. Alkohol kilka razy w tygodniu z 05L (głównie kupione lub własnej produkcji mocne nalewki względnie wódkę - z 3 do 4 butli). Słodyczy i ciast tylko nie jem poza chałwą i nie piję napojów gazowanych czy w ogóle soków ze sklepu gdyż mi nie smakują. Nie mam zbyt aktywnego trybu życia tzn nie uprawiam sportu poza turystyką pieszą pływaniem i snowboardem. I nic, jak ważyłem 65kg tak ciągle tyle ważę (przy 185cm wzrostu) czego i ile nie zjem nic się nie zmienia. I tak mam całe dorosłe życie a wydaje mi się że już długo żyje.
edit - jem głównie ryby gdyż mi smakują. Może to jest przyczyna.
Rozkłada się na dwie głowy czyli jakieś 07-1L w tygodniu. Faktycznie może to być zbyt dużo ale alko ma ogrom kalorii i nic. Przytyć nie mogę.
140 kilo to już sporo, przy jakim wzroście?
Klucz do wszystkiego to regularność i trzymanie nawyków bez tego ze wszystkim jest trudno zwłaszcza przy ćwiczeniach typu siłownia.