a pamiętacie jak mówili, że elektroniczne wersje spowodują, że książki będą dużo tańsze bo odpada druk i transport :D
"Inżynieria AI. Tworzenie aplikacji z wykorzystaniem modeli bazowych" 500str, 77zł papier, 64zł ebok
"Projektowanie aplikacji LLM" 300str, 53zł papier, 44zł ebok
"Programowanie. Teoria i praktyka w C++. Wydanie IV" 680str, 96zł papier, 81zł ebok
Co do książki za flaszkę to chętnie przyjmę Biologię Campbella wydanie 12 w twardej okładce. Mogę dorzucić małpkę, albo i drugą flaszkę :D
Ludzie nie czytają nie dlatego, że nie mają pieniędzy, a książki są drogie, tylko dlatego, że nie czują takiej potrzeby. Dostają zadyszki jak artykuł jest dłuższy, bardziej wymagający i nie ma zdjęć. Nikt ich nie nauczył, że czytanie jest super, nie wpadła im w rękę książka która przekonałaby ich, że warto. Nie czują potrzeby rozwiania się. Nie widzę tłumów w biblotekach gdzie książki są za darmo.
Skandalem są ceny ebooków. Książka, na którą ktoś musi wyprodukować papier, przewieźć go do drukarni, wydrukować, posklejać i zawieźć do księgarni a potem pokryć wszystkie marze od autora, wydawcy, drukarza, kierowców i sprzedawcy kosztuje tyle samo co cyfrowa wersja, której cały nakład może sprzedać jeden bot kopiuj - wklej....
Ja mogę nawet dać te 65,90zł za książkę która mnie interesuje, o ile będzie w ogóle dostępna w tym kraju. Jak się w coś wczytam i chcę przeczytać drugą część bo pierwsza zakończyła się tz. "cliffhangerem że czytelnik za głowę się chwyta co się zaraz wydarzy", po czym okazuje się że przez 30 lat nikt w polsce nie przetłumaczył drugiego tomu więc mam sobie kupić anglojęzyczną z innego kraju to jak wydawać w polsce pieniądze? Póki co zauważyłem że rozwija się u nas w kraju dostępność do komiksów i mang, bez tłumaczenia ale sam fakt obecności towaru na magazynie gotowego do wysyłki już zaskakuje pozytywnie.
a pamiętacie jak mówili, że elektroniczne wersje spowodują, że książki będą dużo tańsze bo odpada druk i transport :D
"Inżynieria AI. Tworzenie aplikacji z wykorzystaniem modeli bazowych" 500str, 77zł papier, 64zł ebok
"Projektowanie aplikacji LLM" 300str, 53zł papier, 44zł ebok
"Programowanie. Teoria i praktyka w C++. Wydanie IV" 680str, 96zł papier, 81zł ebok
Co do książki za flaszkę to chętnie przyjmę Biologię Campbella wydanie 12 w twardej okładce. Mogę dorzucić małpkę, albo i drugą flaszkę :D
Ludzie nie czytają nie dlatego, że nie mają pieniędzy, a książki są drogie, tylko dlatego, że nie czują takiej potrzeby. Dostają zadyszki jak artykuł jest dłuższy, bardziej wymagający i nie ma zdjęć. Nikt ich nie nauczył, że czytanie jest super, nie wpadła im w rękę książka która przekonałaby ich, że warto. Nie czują potrzeby rozwiania się. Nie widzę tłumów w biblotekach gdzie książki są za darmo.
Masz sporo racji, ale moje osobiste doświadczenia wskazują, że e-booki dostają większe przeceny podczas promocji. W ich trakcie można wyrwać głośne książki nawet po 10-15 zł. Sam się takowymi obkupiłem w przeszłości. A wszystko dzięki temu, że skończyło mi się miejsce na fizyczne książki. :)
Rozdroże kruków kosztuje 36zł w papierze, z czego bez VAT 5% jest 34zł.
Ebook kosztuje 34zł z czego bez VAT 23% jest 28zł. Raptem 6zł taniej niż papier.
Poza tym od 2019 jest raczej 5% VAT na ebooki, więc ceny powinny być znacząco niższe.
https://bank.pl/nowa-nizsza-stawka-na-e-booki-i-audiobooki-juz-obowiazuje-szansa-dla-tworcow-internetowych/
Kłamliwy stary dziad
A swoją ostatnią książkę sprzedawał po ile? Ponad 3 krotność tego co mowi
Teraz przeproś
Nie wiem jak Ty, ale ja kupiłem za ok. 35zł w okolicach premiery.
Via Tenor
Tylko, że jest jeden szkopuł, taki dość istotny - większość ludzi nie czyta książek xd
A to gadanie, że za flaszkę wódki, to zwykłe palenie głupa, to czemu jego książki nie są po dwie dychy?

W sumie Rozdroże Kruków w przedsprzedaży było można kupić za 2zł + koszt wysyłki. Jakaś dyszka wtedy wychodziła.
Nie znam w sumie osoby, która z tej promki wtedy nie skorzystała.
Edit:
A nie, nawet kosztów wysyłki nie trzeba było opłacać. 2.01 wychodziło.
Śmiesza mnie ludzie mówiący „książki są drogie”. Książki były drogie. Pamietam jak kupowałem po ok 40 zł Wiedźmina jak wychodził - drukowany na papierze toaletowym. Można było za to dostać 4 solidne obiady, albo 20 puszek coli. Teraz ładny druk, ta sama książka około dalej 40zl, tylko siła nabywcza jakaś taka mniejsza…
Ja jestem już w połowie sezonu burz, ale jakoś nie mogę dokończyć tej książki :/ Jakoś taka nudna się wydaje, ktoś miał podobne wrażenia?
A mnie się podobało, jak cała saga. Jeśli jednak miałbym wskazać najsłabszą część to byłaby Pani Jeziora, zdecydowanie za długa.
Zależy jakie tytuły. Kupuje od roku z gwiezdnych wojen, co parę tygodni, po 2-3 sztuki, na allegro, nowe i wychodzi za jedną 30 parę złotych. Już sam na to zwróciłem uwagę jak idę po spozywke, czy cokolwiek innego zamówię ile to wychodzi. Wtedy koszt książki to jest dosłownie kropla i te 33zl nie są nic warte. Z mojej perspektywy te tytuły w żadnym razie nie są drogie. Nie mówię o całości rynku.
Skandalem są ceny ebooków. Książka, na którą ktoś musi wyprodukować papier, przewieźć go do drukarni, wydrukować, posklejać i zawieźć do księgarni a potem pokryć wszystkie marze od autora, wydawcy, drukarza, kierowców i sprzedawcy kosztuje tyle samo co cyfrowa wersja, której cały nakład może sprzedać jeden bot kopiuj - wklej....
Czytając te w większości niemądre komentarze widzę, że z czytaniem jest problem. Chociaż nie darzę Sapkowskiego jakąś wielką estymą to tu ma rację. Łatwiej i taniej kupić w Polsce w dobrej cenie flaszkę niż w tej samej cenie dobrą książkę. Niestety od kiedy nastał styropianowy motłoch od 1993 roku od wprowadzenia VAT książki tylko drożeją. Stając się towarem zbytkownym. A tak nie powinno być. Nawet jaśnie zaciemnione platfusy tak kochające "świadome i mądre" społeczeństwo podnieśli VAT na książki. Bo
nieoczytanym głupim motłochem łatwiej rządzić. A później zdziwienie że królem zostaje alfons. Takie życie. Kiedy upadł komunizm na rynku pojawiło się mnóstwo nowych wydawnictwo i księgarni wysyłkowych. Razem z bratem kupowaliśmy kilkanaście książek w miesiącu. Głównie fantastykę. W tygodniu potrafiłem przy nauce i treningach przeczytać 5 książek. Mogliśmy tak robić bo było tanio. Kiedy wprowadzono pierwszy VAT ogrniczyliśmy zakupy. Poszedłem na studia i odczułem boleśnie te podwyżki. Nie jesteśmy bogatym społeczeństwem wręcz przeciwnie. To że mnie stać nie znaczy że wszystkich. Niestety nawet zakup podręczników do szkoły średniej stanowi problem. Oczywiście szajso fikszony i kryminały nie są za drogie. Literatura naukowa i fachowa to niestety spory wydatek. Wydaję na książki miesięcznie dużo od 300 do 800 zł. Bo muszę. Ale bzdurzenie że 99 zł za dobrą książkę jest ok to dla mnie choroba psychiczna. Często kupuję z pominięciem księgarni bo przez internet mam dużo taniej 147 zł proponuje znana sieć a w necie kupuję za 80 zł. Skąd te chore różnice? Z kapelusza. W moim przypadku jestem zmuszony znaleźć jak najniższą cenę ale zwykły Kowalski będzie miał to gdzieś i nic nie kupi. Młody człowiek mając do wyboru zakup dwóch browców i hamburgera w cenie książki nie wybierze literatury tylko konsumpcję. To normalne. Bo też najważniejsze nikt w młodych Polakach nie kształci nawyku czytania i tu nie chodzi o szkołę tylko domy rodzinne i tak zwanych pożal się los współczesnych rodziców głupszych niż ich dzieci. Dlatego Sapkowski ma rację. Jest za drogo. A naród który nie czyta jest skazany na zagładę i to już widać po zajebanych zetkach trafiających na rynek pracy. A motłoch tylko z zajawki zrozumiał że trza wypić zamiast kupić książki. No I nawet trochę przyznam rację bo przy obecnych cenach książek lepiej się nachlać w tym przypudrowanym PRLu bo na trzeźwo to się nie da tyle na książki wydawać.
Używane produkty w polsce nie są zbyt popularne. Nie widzę powodu dla którego z książkami miałoby być inaczej. Wolą kupić na raty nową sofę za 4000zł niż kupić taką samą używaną 3 miesiące z OLX za 500zł.
Większości rzeczy których potrzebuję na bieżąco nie ma w antykwariatach, bibliotekach, itp.
Kulą w płot było się nie odzywać
Sapkowski ewidentnie nie słyszał o social mediach. Imo to one najbardziej ograniczają czytelnictwo, ludzie scrollują zamiast czytać.
A Sapkowski jak zwykle sapie. No dobra, kupię całą sagę i postawię na półce. Najwyższa pora "odkupić" pirackie pdfy
Ja bym chętnie zobaczył sklepiki autorskie, coś jak mają jutuberzy. Takie małe biznesy gdzie jakaś mała firma drukuje dla Andrzeja po kosztach a potem 95% zysku trafia prosto do niego. Postawić jakąś stronkę i kupować prosto od niego na małą skalę. Olać wszystkie wydawnictwa i duże sklepy, ludzie i tak wolą wysyłkowo niż z półki.
Empik wprowadził jakiś program autorski, gdzie ty opłacasz koszty a oni drukują dla ciebie książkę i zysk trafia do ciebie, ale tylko 50% :https://selfpublishing.empik.com/
Problem z czytelnictwem w Polsce jest jeden: kretyńskie nauczanie w szkole, które zmusza dzieciaków i młodzież do czytania tego, czego nie chcą za cholerę i tylko wyrabiają u nich wstręt do książek. Dopóki tego nie zmienimy, to czytelnictwo dalej będzie u nas na żałosnym poziomie.
To jest właśnie sedno problemu. Szkołę kończyłem już 10 lat temu, ale z tego co słyszę od młodszego rodzeństwa i kuzynów nic się w tej kwestii nie zmieniło. Dzieciaki nadal zmuszani są do czytania nudnych staroci pisanych starym, ciężkim językiem, bo akurat te są na egzaminach. Przez całą edukację spodobały mi się może z 3 lektury i po jej zakończeniu nie przeczytałem od początku do końca już ani jednej książki.
Właśnie że wyrabia wstręt, czego ja jestem przykładem, za młodosci lubiłem czytać ksiażki, ale przez lektury, które mi się nie spodobały, do których byłem zmuszany czytać, bo szkoła wymagała, uznałem, że nie będę czytać, bo i tak nie mam czasu na czytanie tego, co chcę.
Skończyło się na tym, że zamiast czytać nudne jak flaki z olejem książki, to czytałem strzeszczenia i nie czuję, zę wyszedłem na tym źle.
Sapkowski to niestety w życiu realnym trol, dzban i burak, ale za to książki ma wyśmienite... niby jedno drugie powinno wykluczać :)
Sapkowski: Książki nie powinny być zbyt drogie. Troglodyci i furiaci z GoL-a: Stary dziad, burak itd.
Założę się, że jakby Sapkowski powiedział - dajmy na to - że doba trwa 24 godziny, to i tak by się znalazł niejeden jełop, który miałby mu to za złe i wykorzystał do wylania frustracji.
Ty chyba nie doczytałeś do końca to, co on powiedział. On uważa, że "państwo" (czyli my wszyscy z naszych podatków) powinno dopłacać do książek, żeby były tanie :D Czyli że mamy wszyscy odpalić wydawnictwom (i autorom) "z góry" np. 80% deklarowanego kosztu książki, żeby ta książka mogła nadal pokrywać się kurzem w księgarni, ale z ceną "niższą niż pół litra wódki".
Chciałoby się powiedzieć... "Dobrze gada, polać mu". W sumie wypiłbym z nim heh. Co do książek których kilkanaście rocznie się czyta to faktycznie ostatnio większość kupuję używanych bo nowe wydają mi się drogie. Ale z cenami to tak jest, że książka za 40 zł wydaje się droga, ale kontynuacja ulubionej serii (np. Resident za niecałe 300zł) to "take my money" xd.
Jego ostatnia powieść była co najwyżej dobra 7/10, nie wiem czy kupie następną, może jak wyda ją równolegle z Wiedźminem 4 to łykne ale nie spodziewam sie fajerwerków.
Nie, ten człowiek liczy, że mu państwo dopłaci "z góry" różnicę między wymyśloną ceną a tą "prawilną", która jest niższa niż cena pół litra wódki :D
To teraz spróbujcie coś wydać w postaci ebooka... ile wam zabiorą? kilkadziesiąt procent?
No ale druk kosztuje, papier coraz droższy...
Wydawnictwa by przetrwały. Autorzy - nie. Dostają 8-13% od sprzedanej książki. Znanemu Sapkowskiemu to bez różnicy, bo i tak co nie wyda, to sprzeda w dziesiątkach, jak nie setkach tysięcy egzemplarzy.
Autor ze sprzedanego egzemplarza dostaje może 10% ceny okładkowej, no może taki autor jak Sapkowski wynegocjował sobie z 15% (chociaż nie wiem bo w negocjacje to on jest słaby), nie dziwię się że narzeka ;)
w moim przypadku to nie cena ksiazki jest bariera tylko to ze nie mam potem gdzie ich trzymac. do ksiazek nigdy nie wracam, czytam je wyłącznie jednorazowo. zdarza mi sie cos kupic na przecenie ale potem to tylko zawala miejsce. czasem cos sprzedam na olx ale to najciekawsze tytuly, takie które chetnie raczej bym sobie zostawil.
dlatego stawiam na biblioteki ;)
Są biblioteki pełne książek. Kto lubi, ten będzie miał co czytać. Ludziom się po prostu nie chce i nawet rozdawanie książek za darmo nie poprawi czytelnictwa.