Przekleję komentarz odnośnie Gothiców z innego wątku:
Przeszedłem Gothica raz, dwójkę 3x (w tym raz z Nocą Kruka). Z początku musiałem się zmuszać grając po godzinie dziennie i może po tygodniu czy dwóch się wciągnąłem. W dwójce ustawiałem sterowanie z jedynki.
Questów niemal nie pamiętam. Ledwo pamiętam fabułę jedynki. Fabuła dwójki była tak prosta i sztampowa, że ją akurat zapamiętałem. Kompletnie za to nie pamiętam NPC ani jakichś wątków związanych z obozami w jedynce czy frakcjami w dwójce, czym miały zachęcić gracza. W jedynce na pewno grałem z magami wody, a w dwójce po kolei najemnicy, potem mag ognia w nocy kruka a na końcu paladyn znowu w podstawce.
Wkurzał mnie głos Mikołajczaka i dialogi. Walka była dziwna, ale po pewnym czasie zamieniała się w prostą grę rytmiczną. Pamiętam, że wystarczyło trzymać jeden przycisk a potem w sekundowych odstępach wciskać strzałkę w górę i postać robiła serie kilku ciosów łącząc je w jakby combo i to tak się zapętlało aż do ubicia wszystkich wrogów.
Pamiętam też rachityczny rozwój postaci. Ogólnie w tamtych czasach grałem we wszystkie izometryki i nawet nie uznawałem Gothiców za RPG. Z tych trójwymiarowych NWN i Morek podeszły mi znacznie bardziej.
Zauważyłem też trend, że Gothica uważali za najlepszego RPG akurat ci koledzy, którzy w żadne Baldury, Fallouty, Icewindy, ToEE, Arcanum, NWN nie grali. A jeśli grali w jakiegoś głośnego RPG to Morka i uważali go za gorszego od Gothica. Nie chcę by brzmiało to jako jakiś elitaryzm czy coś, ale w szkole i na podwórku serio była taka zależność w postrzeganiu i chwaleniu Gothica przez ludzi, którzy nie grali w RPG, bo im się nie podobały.
Przez ponad 20 lat do Gothica nie wróciłem i nie jestem fanem, raczej antyfanem. Chociaż coś w tych grach było, że mimo wszystko dwójkę przeszedłem 3x. Pewnie fakt, że czas na granie był limitowany, wszyscy o tej grze gadali, a kiedy nie mogłem siedzieć przed kompem to przeważnie dużo czytałem w czasopismach o aktualnie ogrywanej grze i się po prostu nakręcałem na granie.
A co do Wieśka 3:
https://silvaren-rpg.blogspot.com/2023/09/blog-post_02.html
A jeśli grali w jakiegoś głośnego RPG to Morka i uważali go za gorszego od Gothica
Morrowind fabularnie i pod względem świata jest super, ale gameplay morrowinda jest strasznie drętwy, i źle się zestarzał
Natomiast gothic wciąż jest bardzo grywalny
Prędzej znów sobie odpalę gothica niż zagram w morrowinda, jak już znam fabule i questy w morrowindzie
No ale jak pisałem wielokrotnie, wszystkim się nie dogodzi
Morrowind fabularnie i pod względem świata jest super, ale gameplay morrowinda jest strasznie drętwy, i źle się zestarzał
Rozumiem twoją opinię, ale nie jest uniwersalna. Dla mnie dawniej, jak i teraz gameplay Morrowinda był i jest dużo ciekawszy od Gothica - możliwości rozwoju i ekwipowania postaci, zaklinania przedmiotów, eksploracji świata - w ogóle poruszania się w tym świecie (nurkowanie z oddychaniem pod wodą, lewitacja itp.). Morrowind w tych wszystkich aspektach bił Gothici. Walka bronią w obu tytułach była taka sobie, ale wciąż więcej frajdy miałem paraliżując potężnych wrogów zaklętym szklanym mieczem i dobijając ich inną bronią na niskich poziomach, biegając z zaklętą deadryczną daikataną w late game albo one-shotując wrogów, wykonując egzekucje dla Morag Tong. Jak przypomnę sobie rytmicznie naciskanie kursora w Gothicu by wyprowadzać serię ciosów albo chaos walk z większą grupą przeciwników to dziwię się, że wytrwałem do napisów końcowych. Jak dla mnie obie te gry dzieli gigantyczna przepaść.
Morrowind do dziś jest rozwijany przez gigamoda - Tamriel Rebuild, który dodał kolosalnie dużo zawartości.
Jak przypomnę sobie rytmicznie naciskanie kursora w Gothicu by wyprowadzać serię ciosów albo chaos walk z większą grupą przeciwników to dziwię się, że wytrwałem do napisów końcowych.
Tym właśnie powinny być gry czyli musisz fizycznie używać ręki, dłoni, palców aby osiągnąć cel.
Takim innym idealnym przykładem jest ta mechanika, gra w pierwszym Harrym Potterze
Od 10:28 do 12:55
https://www.youtube.com/watch?v=mZW1azS3o4o
Niestety gry poszły w całkowicie innym kierunku głównie przez konsole i pada.
Gothic ma jeden z lepszym system walki jaki kiedykolwiek stworzono który od tamtego czasu zamiast być rozwijany to został zakopany właśnie przez to co napisałem na górze i inne gatunki też przez to mocno ucierpiały jak choćby FPS-y zwłaszcza od czasów PS3 i Xbox-a 360.
O ile pozycja Wiedźmin 3 wydaje mi się właściwa, zbliżona do mojej opinii, to już Krew i Wino wydaje mi się perełką, niedocenioną na tej liście. Ale to tylko moja opinia :)
Co by się nie produkować ponad to, co już napisałem:
https://silvaren-rpg.blogspot.com/2023/09/wiedzmin3-dziki-gon-krew-i-wino-3ld.html
FYI:
Większość gier z listy przeszedłem od kilku do kilkudziesięciu razy. Frajda z rozgrywki, mechanik i impuls do powrotu stanowią główne czynniki zajęcia takiej a nie innej pozycji.
Nie umieszczałem na liście gier, których nie ukończyłem (wyjątek stanowi DOS2 - ale grałem w niego ponad 100h, więc raczej opinię zdążyłem sobie wyrobić) i nie umieszczałem gier, w które grałem w latach 90. czy na początku 2000 i nie skończyłem/nie pamiętam za dobrze (seria Eye of the Beholder, seria Exile itp.).
Pominąłem też większość immersive simów.
Work in progress, bo z doskoku będę dodawał tytuły, które sobie przypomnę, a listę składałem w pośpiechu.
Via Tenor
Nie chce sie czepiac bo lubie obie te gry.. ale Fallout 2 i Fallout Tactics w tym samym tierze w rankingu gier cRPG? :p nani?!
[edit]
Ajajaj lubie czytac Twoje teksty i analizy poszczegolnych tytulow ale ta lista wziela mnie z zaskoczenia i zbila z pantalyku. Ten tier A to jest dla mnie niezla zagwozdka. :P
[edit2]
Oczywiscie szanuje opinie i czekalem na Twoja topke. Jestem ciekaw jak ta lista ewoluuje z biegiem czasu. :)
Bardzo lubię Tacticsa. Ze 3 razy przeszedłem od początku do końca, parę razy zaczynałem i pograłem kilka misji for fun. Wiem, że to zupełnie inne gry, bo Fallout 2 skupia się bardziej na roleplay'u i questowaniu w świecie, a Tactics to realizacja celów misji na kolejnych mapach, ale mimo wszystko frajdę czerpałem z tego całkiem sporą.
Zresztą, spójrz na to w ten sposób - ten sam tier, ale Fallout 2 jest prawie u szczytu tego tieru, a Tactics pod koniec.
Ogólnie z listy pewnie i tak da się dostrzec, że drużynowa rozgrywka leży mi dużo bardziej niż kierowanie jedną postacią. Oprócz tego klasyczne podejście do cRPG cenię sobie wyżej od action RPG. Lubię, gdy rozwój postaci wpływa nie tylko na walkę, ale i na możliwości rozwiązania questów (czego nie mówić o TOW 1&2 - to robią to świetnie). Gameplay stawiam ponad fabułę, która imo w wielu grach jest przesadnie chwalona, a w wielu innych przesadnie krytykowana. Jeśli gra ma otwarty świat, to musi mnie zachęcać do eksploracji - przykładowo ani Wiedźmin 3 ani Cyberpunk 2077 tego nie robiły, a np. w grach Bethesdy zawsze świetnie się bawię, nawet olewając questy i fabułę, po prostu eksplorując kolejne "dungeony" itp.
Lista mi się naprawdę podoba ;) Chyba z RPG najlepsza według mnie.
Oczywiście ze względu na swoje preferencje trochę rzeczy bym tutaj pozmieniał (pisze o grach w które albo skoczyłem albo pograłem powyżej 30-40h).
Pierwszy Baldur i ICWD to dla mnie A tier, drugie oczywiście S, za to wrzuciłbym wyżej wiedźmina 2, 3 i Cyberpunka, Arcanum to dla mnie S tier, na pewno wyżej dałbym też Planscapa, bo dla mnie to S tier.
Na pewno z S tier wyleciałby mass effecty, dobre gry, ale dwójka do A a 1 - 3 do B. No i pierwszy Newerwitner to B.
Wyżej dałbym Disco Ellysium (A na pewno, czy S nie jestem pewien) ale Fallout 4, Fallout 3 i Skyrima do C. Morroweind tez wyleciałby z S do B lub A.
Inkwizycja do C. No i dodałbym gry, których tutaj brakuje jak KCD.
W sumie może być tez odchudził trochę S-tier przerzucając część innych gier do A (przykładowo wolę PoE 2 i Tyranny od PoE więc wrzuciłbym je do A by podkreślić, że w mojej opinii dwie kolejne inkarnacje gier od Obsidianu wyszły im lepiej).
Jednak jest to w końcu lista na której bym coś pozmieniał a nie wywalił całą do kosza.
Świetna lista, doceniam uwzględnienie tytułów pokroju Xenoblade czy Pokemon. Oczywiście boli Disco Elysium dopiero w tierze C, no ale to twoja lista ;) Ciekawi mnie za to twoja opinia na temat RPG studia Spiders - grałeś np. w Technomancera?
Dzięki.
Czekałem na premierę Mars War Logs, bo wyglądało interesująco, ale ostatecznie kupiłem dopiero podczas jednej z wyprzedaży i odpaliłem na chwilę. W trakcie prologu uznałem, że nie mam akurat weny na taką grę i poczeka na inny moment. Technomancer też już w bibliotece. Kojarzę jeszcze Bound by Flames, ale też nie grałem. Greedfall wyglądał fajnie na zwiastunach, ale znajomi odradzali, że to taka gra w stylu gier Bioware ale z bardziej drewnianą walką, nudnymi dialogami i postaciami i dużą dozą backtrackingu. Oczywiście nie skreślam gry przez czyjeś niepochlebne opinie, ale raczej długo poczeka.
Z Disco mam dość specyficzną sytuację. Przeszedłem grę i generalnie prawie do finału nie mogłem się oderwać, ale dość mocno czułem, że gra prowadzi za rękę. W wielu kluczowych momentach brakowało mi możliwości nawiązania w dialogach do czegoś, co już zrobiłem. Raz softlockowałem się w budynku, bo upływ czasu zamknął wyjście a po wyczerpaniu wszystkich interakcji nie dało się popchnąć czasu do rana. Ze dwa czy trzy razy nie mogłem dokończyć sidequestów, bo wykonałem coś w innej kolejności, niż wymyślili sobie developerzy (np. odzyskałem dane programistki zanim mnie po nie wysłała). No i totalnie rozczarowało mnie zakończenie, podejście do retroaktywnego budowania charakteru i niekonsekwentny motyw zabójstwa. Jakoś kompletnie nie ciągnie mnie do tego, by zagrać w DE ponownie. Najciekawszy wydał mi się świat. Koncept "pale" itp. Może kiedyś zagram już w polską wersję i zdanie o grze się zmieni. Wszystko jest możliwe. W końcu BG3 nienawidziłem wręcz gdy pojawił się we wczesnym dostępie, a premierowa wersja trafiła do S. Chociaż tam na ocenę wpłynął fakt, że gra mocno się poprawiła w wielu aspektach, a DE pozostało raczej takie, jakie było.
No właśnie trochę to wygląda na jakieś nieporozumienie, bo wszystkie pozostałe odsłony są wyżej. Ja wiem, że są gusta, ale że Veilguard jest niby LEPSZY od Origins? :D
Po prostu dla mnie Origins był rozczarowaniem. Mechanicznie mocno mnie zawiódł, czułem się po prostu, jakbym grał w singlowe MMORPG, takiego WOW-a, w którym sam sterowałem czteroosobowym party.
Podobali mi się towarzysze, tytułowe początki, klimat dawał radę i w sumie to tyle.
Nie podobał mi się rozwój postaci, nie podobała mi się walka, nie podobała mi się itemizacja, mocno rozczarowała mnie magia i zadania poboczne. Nawet momentami kierunek artystyczny (paskudny i idiotyczny design niektórych pancerzy), a soundtrack to jeden z nielicznych, do których w sumie w ogóle nie wracam bo rozminął się z moim gustem poza może jednym utworem bitewnym (z wieży kręgu).
Świat na tym etapie kompletnie mnie nie zainteresował, a fabuła wydawała mi się mocno wtórna.
Dla mnie po prostu ta gra zrobiła kilka kroków wstecz względem BG2 i NWN2 jeśli chodzi o drużynowe RPG.
Odbiór sprawił, że nie miałem żadnych oczekiwań względem kontynuacji. Tak więc w dwójce dużo bardziej mnie zaciekawiła fabuła (zwłaszcza jak się złożyła do kupy pod koniec), rozwój postaci i bardziej taktyczna walka oparta na detonowaniu nakładanych statusów (chociaż sam projekt potyczek był często do bani).
Inkwizycja z kolei jaki pierwsza odsłona z serii zainteresowała mnie historią tego świata. A w Veilguard po prostu mega przyjemnie mi się grało i przypominał mi po prostu powrót do formuły, jakiej Bioware używało w trylogii Mass Effect - pod względem struktury, wyraźnie wydzielonych misji, bazy wypadowej itp. Jasne, fabuła i dialogi mogłyby być lepsze, ale przynajmniej pierwszy raz w serii gameplay dowiózł w 100%. Na tyle, że był pierwszą grą z serii, którą przeszedłem 2x z rzędu bez robienia przerwy.
Dla mnie inkwizycja to nie grywalny crap Fabularnie jest może i epicka, ale sam gameplay jest strasznie spaprany, w to nie da się normalnie z przyjemnością grać
A DA 2 gameplayowo jest pod każdym względem spłycony w porównaniu do DA 1... ;v Dodatkowo ma wiele innych problemów
No cóż, nie powstała jeszcze taka gra która by dogodziła wszystkim
Inkwizycja miała słaby sidecontent i niczym nieusprawiedliwiony "otwarty świat". Wyjątkiem były fajne questy kompanów, zadania głównej linii fabularnej i walkę ogólnie lubiłem - przeniesienie ciężaru z leczenia na mitygowanie obrażeń przez magiczne bariery i jeszcze więcej połączeń zapalników i detonatorów ze zdolności. Rozwój postaci też był ok. Świat eksplorowałem głównie ze względu na te wszystkie notatki i inne wpisy na temat lore, które dopiero na tym etapie serii okazało się na tyle zniuansowane, że mnie zaciekawiło.
Jak dla mnie DA2 stawiał dużo większy nacisk na użycie zdolności i czarów z cooldownów niż Origins. Jakby większe znacznie miało taktyczne nakładanie określonych statusów i detonowanie ich zdolnością innej klasy dla zwielokrotnienia obrażeń. Coś podobnego Bioware zrobiło potem w Mass Effect 3 i Andromedzie.
W DA2 też bardziej niż w Origins podobał mi się rozwój postaci. Wreszcie łotrzyk był czymś innym niż wojownik, gdzie w Origins pokrywało się kilka grup zdolności w obrębie tych klas. Do tego rozwój zdolności w DA2 był nieliniowy - rozgałęziające się drzewka, aletrnatywne ulepszenia. Imo było to po prostu lepiej zrobione, bardziej zróżnicowane.
Nawet nie brakowało mi systemu umiejętności z Origins - tych rzemieślniczych, nawet nie pamiętam, jak to dokładnie działało w przypadku alchemii itp. Perswazji trochę szkoda - ale nie pasowała do nowego systemu dialogów. Otwieranie zamków i rozbrajanie pułapek zostało zastąpione atrybutem postaci, więc w sumie na jedno wychodziło w tej kwestii - zamiast parametru A rozwijało się parametr B, inna nazwa, ta sama funkcja. Reszty nie pamiętam, poza "taktyką". W DA2 na szczęście nikt nie zamknął skryptów AI za "umiejętnością" postaci, co było po prostu durną decyzją designerską w przypadku Origins.
Origins przeszedłem 3x, Przebudzenie 1x, DA2 2x, Inkwizycję 1x, Veilguard 3x. Czystą frajdę z walki miałem tak naprawdę tylko w Veilguardzie, no ale jak kiedyś wspominałem, całej serii nie darzę wielką estymą i poprzednie odsłony nie miały nic, co zachęcałoby mnie do powrotu. Gdzie w S-tier, a częściowo w A-tier, wrzuciłem gry, które serio przechodziłem dziesiątki razy i nie ma w tym stwierdzeniu przesady. I stając przed dylematem, czy po raz kolejny odpalić którąś z nich czy np. Dragon Age Origins, oczywiście wybór padłby na te, które dostarczają mi rozrywki, bo Origins bardziej mnie przynudza i uwiera.
Swoją drogą, bardzo lubiłem etap w Pustce podczas wizyty w kręgu maginów w Origins. Fani gry ponoć skipują go modem :P
Inkwizycja miała słaby sidecontent i niczym nieusprawiedliwiony "otwarty świat"
Nie tylko to miała słabe, ale nei chce mi się tutaj rozpisywać na temat wszelakich wad tego tworu, w temacie inkwizycji już się wystarczająco rozpisałem ;/
Ja też się dostatecznie o Inkwizycji rozpisałem. To był jeden z pierwszych tekstów na moim blogu.
Ostatnio próbowałem znów podejść do inkwizycji, ale po prologu się poddałem się
Walka wydawała mi się strasznie responsywna, postać atakuję z jakimś opóźnieniem, sterowanie jest dziwne, bo lewy klawisz myszki sprawia że postać atakuje raz, a nie auto atakiem, absurdem jest że postać po walce nie leczy hp jak w DA 1 i 2, tylko musi wypocząć w obozowisku, no i zbieranie ziółek wszelakich po mapie aby ulepszyć mikstury, które są całe 3 rodzaje, a do ich ulepszenia i uzupełniania mikstury many i regeneracji potrzebne są zioła rozsiane po całej mapie, dodatkowo z bezsensownym limitem, serio to jest dobry pomysł, gdy w 1 mogłeś normalnie kupować i zbierać opatrunki i mikstury many? Słabe fetchquesty ogólnei mi nie przeszkadzały, bo już w DA 1 były, no ale np po co było to odwiedzanie tych konstylacji czy zbieranie odłamków? :p No i mapy są tragicznie zaprojektowane
Ja grałem prawie wyłącznie w tym widoku taktycznym i tam klasycznie raz wystarczyło kliknąć na wroga i atak był automatycznie kontynuowany. Na pewno można to było przełączyć w opcjach, jak ktoś chciał mashować LPM przy każdym uderzeniu.
Balans walki się zmienił - jak zwróciłem uwagę. Ważniejsze było mitygowanie obrażeń. Grałem na koszmarnym poziomie trudności i nie miałem problemu, by tank podtrzymywał gardę, a mój mag + Solas nakładali na zmianę barierę magiczną. W ten sposób praktycznie nie musiałem używać mikstur leczących, więc jakiekolwiek zmiany w tym aspekcie mi nie wadziły. Nawet bardziej mi się podobało takie podejście od klasycznego leczenia ran na bieżąco.
Konstelacje nawet lubiłem, ot, taka minigierka. Z tego co pamiętam każda taka łamigłówka prowadziła do skarbu - np. w Crestwood była tarcza w kształcie kręgu sera żółtego z wbitym nożem.
Mapy były ładne, ale to właśnie albo randomowe walki z mobami, albo zamykanie szczelin, questy, których w ogóle nie pamiętam. Jedyne co mnie motywowało do eksploracji, to rozrzucone wszędzie zapiski i inne dokumenty odsłaniające strzępki historii świata, które na wiele wydarzeń rzucały nowy punkt widzenia.
Mimo to pod względem rozrywki jak dla mnie Veilguard > DA2 > DAI > DAO.
I powyższa lista to odzwierciedla. Nie wiem, czy złożyłeś jakaś swoją. Później rzucę okiem, zobaczę jak kształtuje się twój gust nie tylko w kontekście dragon age.
Nie wiem, czy złożyłeś jakaś swoją
Jeszcze nie, bo jakoś nie mam weny zrobić tą listę heh
A tego Veilguarda to chyba spróbuję, jak złożę nowego kompa, bo jednak ludziom podobała się ta gra mimo pewnych elementów woke
Po spellforce spróbuję jeszcze wrócić do inkwizycji, ale raczej szybko mnie znudzi znowu ;/
Podesłałbyś link do wpisu twojego na blogu, odnośnie dragon age inkwizycji? Chętnie go przeczytam
Jeden z pierwszych tekstów, więc pewnie jeden z najsłabszych:
https://silvaren-rpg.blogspot.com/2023/07/subiektywnie-dragon-age-inquisition.html?m=1
Dragon Age Origins jest imo najgorszą częścią serii, przestarzałą mechanicznie, bez klimatu z totalnie generyczną sztampową fabułą. Tak jak napisał Silvaren, Początek to jest przynudzająca gra. Żaden kolejny DA taki nie jest. Dwójka jest lepsza pod praktycznie każdym względem, szczególnie fabularnym i mechanicznym, Inkwizycja mimo swoich problemów broni się postaciami, dialogami czy głównymi misjami, fabularnie także wypada lepiej niż DAO a lore świata jest super dobry i wbrew pozorem, mimo pustych acz ładnych map i bieda zadań, jest całkiem wciągająca aż chce się zebrać te wszystkie znajdźki. A Veilguard wygrywa już samym tym, że przyjemnie się gra a samo to już wielka zaleta względem Początku.
Ogólnie taka wielka fascynacja Początkiem jest dla mnie mało zrozumiała. Ta gra wyszła za późno, już po pierwszym Mass Effekcie i granie w nią już w momencie premiery było średnio przyjemne. To już stary Gothic ma dużo lepszy gameplay.
Inkwizycja mimo swoich problemów broni się postaciami, dialogami czy głównymi misjami, fabularnie także wypada lepiej niż DAO
Co ty piepszysz kęsik
W obu częściach masz ratowanie świata
A dragon Age 1 ma świetne postacie, wcale nie gorsze od tych z inkwizycji
Pierwszy DA jest najlepszy bo tylko tam mogę grać kimś innym niż człowiek, a rasa, pochodzenie a nawet płeć mają wpływ na prolog i reakcje NPCów w czasie gry. I to jest pięknie zrobione. Prolog jest mega. Towarzysze sa mega. Gierka jest mega. S tier.
Pierwszy DA jest najlepszy bo tylko tam mogę grać kimś innym niż człowiek, a rasa, pochodzenie a nawet płeć mają wpływ na prolog i reakcje NPCów w czasie gry. I to jest pięknie zrobione. Prolog jest mega. Towarzysze sa mega. Gierka jest mega. S tier.
W Inkwizycji i Veilguard masz więcej grywalnych ras, bo poza elfami i krasnoludami dochodzą jeszcze qunari.
W każdej z tych gier wybór rasy zmienia dialogi. W Inkwizycji są nawet badania, które można przeprowadzić aby odblokować nowe linie dialogowe związane, np. z historią itp. Rasa w Inkwizycji ustala równocześnie fabularne pochodzenie bohatera, np. qunari jest tal-vashot, człowiek należy do szlacheckiego rodu, a elfi mag jest pierwszym opiekuna dalijakiego plemienia - to wszystko wpływa na dialogi.
Ponadto klasa dodaje nowe opcje dialogowe w Inkwizycji, zmienia dialogi w Veilguardzie, a w tym ostatnim wybór ugrupowania na początku gry modyfikuje większość dialogów i reakcje NPC.
Jedynie DA2 jest wyjątkiem przez granie narzuconą postacią. Aczkolwiek tam klasa też jakiś modyfikowała dialogi.
No ale prolog inny w zależności od naszej rasy i klasy to akurat był świetny pomysł, bardzo mi tego brakowało w inkwizycji
No całkiem ciekawe zestawienie. Jak oglądam te listy to mam wrażenie, że większość jest totalnie przewidywalna i robiona trochę na zasadzie, żeby się nikt nie przywalił jak ustawisz daną grę za nisko, albo za wysoko. Tu widać, że oceniasz wedle własnego uznania i to jest bardzo dobre podejście.
Czy ja wiem, czy taka kontrowersyjna.
Najwięcej kontrowersji chyba wzbudza seria Legend of Heroes. Swoją drogą właśnie Trailsy wiele osób mi poleca od lat, bo każdy, kto zagrał w tę serię, chwalił ją za niesamowicie dobrze napisaną historię i postacie - i chyba też pewną ciągłość pokoleniową? Kojarzę, że odsłon tej serii jest sporo i chyba nie wszystkie jeszcze wyszły po angielsku, chociaż w ostatnich latach już się coś ruszyło w tej sprawie i chyba nawet wychodzą jakieś remastery starych części?
Prawdę mówiąc takie listy są ciekawsze i rzeczywiście znacznie bardziej osobiste, niż zlepek najpopularniejszych opinii o grach - otoczone świętością na samej górze, powszechnie hejtowane na samym dole.
Z BG1 czy NWN2 to w sumie trudna sprawa bo u mnie to gry z kategorii "próbowałem zagrać ale się dosyć szybko odbiłem" i w sumie właśnie dla takich gier był mój najniższy tier. Więc taka głupia Arcania musiała być wyżej bo ją akurat mimo bycia totalnym średniakiem skończyłem i to kilka razy. Z kolei Wiedźmin 3 to dla mnie "tylko" 8,5/10 a jako, że musiałem do jednego wora wsadzić gry 8,5/10 i 8/10 to W3 wylądował zaraz obok Inkwizycji. Od 10 lat w sumie zawsze śmieszyło mnie to mówienie, że Inkwizycja została GOTY w 2014 bo nic innego nie było a pół roku później W3 ją zmiażdżył bo jak dla mnie to jest praktycznie ten sam poziom, różnica 0,5 oceny to nie jest żadne zmiażdżenie.
Legend of Heroes to jest mój konik i będą go promował zawsze i wszędzie. To jest "peak fiction" jak to się mówi. Naprawdę, jeżeli ktoś uważa, ze Final Fantasy czy Persona to są topowe jRPGi to nie wie co mówi. Głównych odsłon serii jest 13 i akurat mamy pierwszą taką sytuację w historii serii, ze wszystkie są wydane po angielsku, a kolejna odsłona nie jest jeszcze nawet zapowiedziana. Było to możliwe właśnie dzięki temu, ze wychodzą remaki pierwszych odsłon serii, o dziwo wychodzą po angielsku równo z premierą japońską. Wcześniej angielska wersja wychodziła nawet z dwa lata po japońskiej. Wejście w serię jest więc teraz o wiele prostsze niż kilka lat temu, kiedy ja wchodziłem. To jest taka seria, że najlepiej zagrać we wszystko aby wszystko zrozumieć i wyłapać wszystkie smaczki i nawiązania. Wszystko dzieje się na tym samym kontynencie, w sąsiadujących krajach a przez te 13 części w grze minęło chyba "tylko" 8 lat. W każdej podserii dziejącej się w innym miejscu, mamy innych głównych bohaterów ale ci starzy zawsze mogą się pojawić w mniejszej lub większej roli. Teraz w najnowszej odsłonie mieliśmy powrót starego bohatera, który ostatni raz pojawił się w małej roli 7 osłon do tyłu w 2011 roku a głównym bohaterem gry był jeszcze wcześniej. Ludzie całe lata czekali aby go znowu zobaczyć w akcji bo jest jedną z ulubionych postaci. Fabuła jest zawsze bardzo dobra, nawet jeżeli te gry mają tendencję do ciągnięcia się i bardzo powolnego rozkręcania się. Lore świata również bardzo dobry. A i mechanicznie jest bardzo dobrze, dla mnie nie ma lepszego turowego jRPGa niż to co obecnie mamy w serii a i w nowych odsłonach jest hybrydowy system walki, gdzie można także walczyć w czasie rzeczywistym. Ogólnie gorąco polecam każdemu, tym bardziej teraz gdy jest już na rynku pełnoprawny remake pierwszej części.