To, że na starcie jest jakieś zainteresowanie to raczej normalne, zwłaszcza grą od znanego studia. Prawdziwym wyznacznikiem przyjęcia gry jest czas jej obecności na rynku.
Znacząco wypaczający, owszem. Na siłę uwspółcześniony, bez wątpienia. Traktujący widza jak idiotę, jak najbardziej. Ale żeby od razu rozwijający, no bez przesady.
To raczej luźna inspiracja dziełami Tolkiena, w dodatku kiepska (poza naprawdę nielicznymi momentami).
Parafrazując oryginalny tekst z "Powrotu Króla": Zło nie jest w stanie stworzyć niczego nowego, może jedynie zniekształcać i niszczyć to, co zostało wymyślone lub stworzone siłami dobra.
Zgodziłbym się z tym gdyby twórcy gier nie klepali na okrągło kolejnych wariacji fantasy- lub cyber(punk)-RPG, a częściej pochylali się np. nad kosmicznymi RPG (space operami RPG) czy jakimiś naprawdę oryginalnymi realiami. Czuję kosmiczny niedosyt w tej materii.
Trochę przeczytanych książek, obejrzanych filmów i ogranych gier w moim życiu sprawia, że kolejne światy fantasy i osadzone w nich gry słabo mnie zachęcają do ich sprawdzenia.
Od siebie polecę Replaced oraz Cthulhu: The Cosmic Abyss.
Ale wcale nie musi chodzić o taką w pełni zamierzoną analizę.
Ja oglądając czy grając często bezwiednie analizuje to co rozgrywa się na ekranie, bezintecjonalnie. Łapię się na tym zwłaszcza wtedy kiedy autorzy próbują robić jakieś fikołki logiczne, usprawiedliwiać absurdy mające zatuszować braki pomysłów albo inne problemy danej produkcji, lub nie są konsekwentni w tym co tworzą.
Ma to najpewniej swoje źródło w tym, jak zauważył sam
Nieważne czy są to latające smoki, magowie strzelający kulami ognia, kosmiczne byty albo odjechane prawa fizyki, istotne jest to jak dobrze osadzone są w tym swoim świecie, wytłumaczone i konsekwentnie przestrzegane - to tak odnośnie spójności Prometeusza w warstwie fabularnej oraz osadzenia go w uniwersum Obcego.
Gdy np. dostajemy w filmie naukowców to oczekujemy, że będą podchodzili do stawianych przed nimi problemów w sposób naukowy, ostrożny jeśli wymaga tego sytuacja, zwłaszcza gdy znajdują się w całkowicie obcym dla siebie środowisku, a nie jak banda rozentuzjazmowanych dzieciaków na wycieczce krajoznawczej.
Sezonów nie wykupuję, bo to zło samo w sobie, a nawet jeśli by nie było to i tak nic tam nie ma wartościowego/wartego uwagi.
Ciekawe co tym razem zablokują lub wytną.
Gra ma fajne mechaniki, jeszcze lepsze uniwersum i czasem miewa ciekawą fabułę ale to jak Bungo nią zarządza jest złe.
Według mnie film jest lepszy niż poprzednia produkcja (Predator: Prey), choć również niepozbawiony wad. Mnie najbardziej raziły humorystyczne wstawki, które akurat mogli sobie darować.
Na plus, że przełamano/odwrócono dotychczasowy schemat, w którym to ludzie byli głównymi bohaterami mierzącymi się z zagrożeniem ze strony Yautja. Całkiem interesująca opowieść o Predatorze-wyrzutku, przybliżająca nieco samą rasę, jej zwyczaje jak i miejsca z nią związane.
Niedawno ukończyłem, kolejny raz, część pierwszą, tym razem na PS5 (wcześniej na PC) i zastanawiałem się nad tym czy oraz kiedy powstanie kontynuacja.
Świetna wiadomość.
Chyba nie na to liczyłem (Control May Cry) po rewelacyjnej części pierwszej.
Na plus, że wyszli z biurowca - osadzenie w nim kolejnej części nie byłoby dobrym posunięciem.
Ale ta walka i projekty przeciwników... na tą chwilę oraz w tych kwestiach jestem na Nie.
Może fabułą i eksploracją nadrobią.
Gry mają fabułę osadzoną w dziewięciu światach Yggdrasilu, w oryginale również nie wszystkie wyglądają jak skuta lodem Skandynawia, np. Alfheim utożsamiany jest z krainą jasności i radości, Wanaheim zamieszkiwali bogowie urodzaju i płodności ziemi.
Może coś jak Warhammer 40,000: Space Marines ale w świecie Starcrafta ;-)
Wybrałeś sobie jeden rok, w którym wydane gry były owocem prac z lat 90-tych, rok uważany za kończący złotą erę grania na PC. Procesy, o których ja napisałem były wieloletnie i nastąpiły później.
* (Pierwszy) Złoty wiek grania na PC określa się na lata 90 XX wieku i początek XXI. Niektórzy twierdzą, że obecnie trwa drugi.
* Panuje wszechobecne piractwo.
* W 2001/2002 Microsoft wchodzi na rynek ze swoim pierwszym Xboxem, na ktorym się zresztą mocno skupia (Taka była wtedy wspaniała kondycja rynku PC, że Microsoft zbudował własną konsolę w obawie przed dominacją PlayStation i odbieraniem graczy Windowsowi).
* Producenci pomijają komputery przy produkcji wielu głośnych tytułów - teraz mają do wyboru dwie duże konsole (Xbox i PS), z czego Microsoft promuje do grania bardziej swoje nowe dziecko, a nie Windowsa. Gry pc-towe nadal powstają ale wiele też omija ten segment.
* Co chwilę w dyskusjach pojawia się temat piractwa i opłacalności wydawania oraz grania na PC.
* Wojny pomiędzy graczami PC i konsolowymi - sprzętowe i na dostępne gry.
* Steam startuje w 2003/2004 roku jako platforma mająca usprawnić aktualizacje gier, walkę z piractwem i oszustami (pewnie te powody wyssali z palca).
* Tymczasem Epic: do 2006 roku, siłą rozpędu, jeszcze bawi się w tworzenie gier na PC. Odtąd jednak, do czasu Fortnite, tworzy gry tylko dla konsoli Microsoftu.
* Około 2008-2009 wzrasta popularność Steama.
* Nie bez powodu powstały też inicjatywy takie jak Games for Windows (2006) albo PC Gaming Aliance (2008). Ta druga min. dlatego, że Microsoft z GfW nie dał rady oraz aby odwrócić trend pomijania rynku PC przez producentów gier oraz walkę z piractwem (znowu pewnie wyssanie z palca).
Inni (np. EA, Ubisoft) również próbują sił z własnymi systemami dystrybucji ale nie idzie im tak dobrze.
Tak, było wspaniale...
Jedyne pocieszenie było takie, że byli wciąż tacy którzy nie odpuszczali i próbowali działać, z różnym skutkiem, na rynku gier PC.
A duża skala piractwa to byłan ale w Polsce bo w tamtym czasie zarabiało się 700 złotych a gry kosztowały koło 100 i z tego to wynikało.
Ciekawe. Jak obecnie przychodzi do polonizowania gier to podnoszą się głosy, że polski rynek jest za mały i nieopłacalny, a tu się dzięki tobie okazuje, że na początku XXI wieku byliśmy potęga piractwa i zarazem wielkim rynkiem. Musieliśmy być skoro trzęśliśmy całym growym światem i to z naszego powodu nie chciano wydawać gier na PC w innych regionach, a zachodnie media rozpisywały się, że to wszystko przez nas.
A nie, czekaj...
Steam miał duży wpływ na PC, ale robienie z niego jedynego zbawcy rynku to przesada.
Nie był jedynym, który ukształtował obecny rynek PC ale był jedynym, który postanowił coś zmienić, zaryzykować i odniósł sukces, za nim poszli inni.
PC gaming wcale nie umierał na początku lat 2000 — wychodziły wtedy ogromne serie typowo pecetowe (WoW, RTS-y, strategie, MMO).
No było w czym wybierać, zarówno w gatunkach jak i konkretnych tytułach...
To był po prostu inny rynek, nie martwy.
Był inny, tak. Nie był martwy ale umierający. Zresztą było to tak często podnoszone przez media oraz analityków, że stało się w końcu trochę śmieszne. Wielokrotnie też stanowiło temat wojen konsolowo-PCtowych wśród graczy.
Pewnie te wszystkie decyzje wydawców, że jakaś gra nie wyjdzie na PC, bo piractwo i brak opłacalności, to tak dla zabawy puszczano w eter ;-)
Ale to nie on sprawił, że dziś gry z konsol trafiają na PC. To decyzje wydawców i zmiana modelu biznesowego wiele lat później.
Ograniczał piractwo, ułatwiał dostępność i przystępność gier, zwiększył opłacalność wydawania ich na PC. Zmienił model biznesowy rynku PC rozpowszechniając dystrybucję cyfrową dzięki czemu inni zauważyli w tym opłacalny biznes i kiedy rynek ten się rozrósł oraz ustabilizował postanowili również na nim zarobić. To, że dzisiaj Sony wydaje na PC jest tego rezultatem.
Do tego Steam zapoczątkował erę pełnej cyfryzacji bez odsprzedaży i uzależnienia gier od kont.
I co w związku z tym?
Więc był ważny, ale bez przesady z tym „uratował PC gaming
Biorąc pod uwagę tamte czasy, skalę piractwa, stosunek do wydawania na PC, nieobecność Steam miałaby doprowadzić nas do tego co mamy dzisiaj czyli możliwości przebierania we wszystkich gatunkach, w ilościach hurtowych i w grach z konsol?
Mało prawdopodobne ale możliwe gdyby ktoś wymyślił coś innego i równie atrakcyjnego.
I co w związku z tym?
*** *** ***
Valve ze Steamem niejako uratowało rynek PC, ponieważ czasy, w których platforma miała premierę wyglądały zupełnie inaczej niż obecne (bardzo na niekorzyść PC-gamingu), a niejeden producent czy wydawca pokazywał środkowy palec graniu na komputerach, łącznie z "mesjaszem" EPIC-kiem.
Gdyby nie Steam, z dużym prawdopodobieństwem, nie gralibyśmy dzisiaj na PC w tytuły z X-Boxa czy Playstatnion, wybór w produkcjach ściśle PC-towch byłby bardzo ograniczony, a i sam EPIC dalej miałby wywalone na tą część rynku.
Łatwo jest dzisiaj krytykować, jednak wtedy kiedy trzeba było działać i zaryzykować to nie było nikogo poza Valve.
Większość zwierząt potrafi pływać/unosić się na wodzie więc nie jest to w sumie takie nieprawdopodobne względem tyranozaura.
Powinien lepiej sprecyzować swój wcześniejszy komentarz - chodziło o pływającego pod wodą tyranozaura :-)
Następcą serii Thief był Dishonored, potem był jeszcze Obcy: Izolacja (gra survivalowa, ktora w całości oparta była na skradaniu się) i to tyle jeśli chodzi o dobre gry skradankowe z widokiem FPP.
Produkcje TPP czy w widoku izometrycznym wciąż się ukazują ale, tak jak napisałem wcześniej, to nie to samo.
Ten film jest zły na wielu poziomach. Od papierka po batoniku, który rozwala system zabezpieczeń kompleksu badawczego, pływającego TRexa, dinozaurów poruszających się w trybie stealth ( nikt ich nie widzi i nie słyszy póki kilka ton nie wyrośnie komuś tuż przed nosem), pochowanych w dwumetrowej trawie zwierząt wielkości kilkupierowego bloku i dino-mutanta, po grającą z (chyba) przymusu Scarlet i wszelkiej maści durnoty związane z wyprawianiem się na wyspę pełną dinożarłów.
Seria miała lepsze i gorsze odsłony, nawet trylogia z Prattem nie gwałciła, aż tak logiki jak robi to JW: Odrodzenie.
Niestety skradanki to gatunek niszowy, a przyszłość raczej nie wróży aby mogły powrócić w chwale i zagościć na dłużej, zwłaszcza takie z widokiem pierwszoosobowym (których najbardziej mi brakuje). Ostatnią taką grą był Obcy Izolacja.
Częściowo pałeczkę przejęła seria Styx oraz produkcje w stylu Shadow Tactics: Blades of the Shogun ale to nie to samo.
Szef EGS powinien jednak skupić się bardziej na własnym podwórku, własnych kieszeniach i własnych pieniądzach, a nie cudzych.
Niech sobie też przypomni jaka była postawa jego firmy odnośnie grania na PC w czasach gdy Steam rozpoczynał swoją działalność. Fajnie jest przyleźć na gotowe.
Co za mentalność.
*** *** ***
Klękacie Narody, oto nadszedł ten, którego zwać będą mesjaszem gamingu, bowiem serce jego wypełnia miłość do graczy.
I strzeżcie się grubego demona, z którym walczy, gdyż jego jedynym sensem istnienia jest wyssanie waszych portfeli. A znamię jego 30%.
(Rozdział 1, wers 2 z Apokalipsy gamingu)
Z mojego doświadczania muszę przyznać, że jest coś na rzeczy. Znam osoby, które, które "oglądają" filmy z telefonem w ręku. Co zabawniejsze, dotyczy to również tych które sami wybrali do obejrzenia, a gdy tylko pojawia się czołówka chwytają za telefon i ślizgają po nim paluchem.
Cyberfan ale ja nie mówię o producentach tylko o konsumentach.
Radośnie przytulają darmowe gry, które opacił za nich ktoś inny (w tym przypadku EGS) ale mają wielki problem z tym, że inni konsumenci, za ten sam produkt, zapłacili własnymi pieniędzmi ale na innej platformie (część tych pieniędzy trafi przecież do producentów). Przy okazji, bardzo często, lubią powyzywać tychże kupujących jacy to oni głupi są i źli.
Pytanie jest więc takie. Kto jest gorszy? Ci którzy złamanego grosza nie daliby za grę ale chętnie wzięli by ją za darmo (od twórców albo kogoś kto zapłaci za nich) i mają bardzo dużo do powiedzenia na temat cudzych wydatków, czy ci, którzy wolą sami za grę zapłacić?
Poza tym. Skąd u obrońców EGS przekonanie, że użytkownik Steama to konsument nieświadomy (nie wie gdzie, co i na jakich zasadach kupuje)?
Fanatycy EGS: EGS jest wspaniały bo więcej pieniędzy trafia do producentów.
Ci sami fanatycy: Jak możecie płacić za gry (wspomagać producentów) skoro rozdają je za darmo.
****
Może ludzie po prostu chcą docenić pracę innych i zapłata jest tego przejawem.
Growej Lary swoim wdziękiem nie przypomina (Sophie Turner ma urodę dość zimną) ale może przynajmniej będzie lepiej grała niż drewniana Alicia "mam tylko jeden wyraz twarzy" Vikander. Zresztą, dużą rolę obok aktorki będzie odgrywał również scenariusz, ostatnia ekranizacja Tomb Raidera na tym również się wyłożyła.
Za to śmiesznym rozwiązaniem było całkowite usunięcie demków z finałowej walki. Pewnie nie mogły brać w niej udziału bo wypadł im wtedy jakiś protest/strajk przeciwko niskim płacom w potwornej branży albo miały akurat czas na urlop i spędzały go gdzieś na drugim końcu świata.
Nic to, że jakiś ziemski pomiot wjechał im na chatę.
Obsługa blu-ray to jeden z powodów posiadania konsoli, ponieważ daje mi to możliwość korzystania z mojej małej biblioteczki ulubionych filmów wtedy kiedy chcę ja, a nie kiedy pozwoli mi na to jakiś usługodawca VOD (jeżeli w ogóle ma je w swojej ofercie).
W dodatku oglądam je w takich wersjach jakie mi odpowiadają (reżyserskie, z dodatkowymi materiałami, itp.).
Przecież finałowa walka była beznadziejna, od śmiesznie zmniejszającego się Łupieżcy Umysłów, po Vecnę słabeusza - potworki zostały znerfione do poziomu 1, a ekipie dzieciaków włączyli poziom 20.
W grze ściśle dla pojedynczego gracza nie widzę zastosowania.
Za to widzę ją w grze, która wymaga co-opa, zwłaszcza gdy brakuje współgracza albo producent/wydawca kończy wsparcie.
Dead Space 3 - EA całkowicie olało markę i część segmentów w tej produkcji jest niegrywalnych bez drugiej osoby. W takim przypadku byłoby to rozwiązanie dla posiadaczy tej gry aby ogrywać ją nadal samemu.
Little Big Planet 3 - olane przez twórców i Sony, pozamykano serwery i gra online nie jest możliwa. Jeśli nie ma się kogoś wśród bliskich znajomych to pozostaje wybrakowany tytuł, ponieważ również zawiera segmenty nastawione na współpracę. Kolejne miejsce gdzie "gracz duch" miałby zastosowanie.
Muszę jeszcze raz obejrzeć epilog. Możliwe, że to, iż cała opowieść rozegrała się w ramach sesji RPG jest właściwym wyjaśnieniem (stąd nietykalność głównych postaci, niedomagający przeciwnicy, czy późniejszy marazm armii i świata zewnętrznego oraz inne uproszczenia czy nie do końca przemyślane sytuacje, które można by było zrzucić na wyobraźnię grajacych).
Finałowy odcinek okazał się dla mnie (mimo kilku momentów) mizerny, zmarnowano potencjał na warte pamięci zakończenie. Nie było czuć w ogóle stawki o jaką toczy się gra. Finałowe starcia były słabe i bez polotu, a przeciwnicy, przy całym swym potencjale rozmiaru, mocy, umiejętności i miejsca w którym rozgrywała się potyczka, okazali się zwykłymi, tak bardzo żałosnymi, cieniasami, że brak słów na opisanie tego rozczarowania.
Wrogowie w tym serialu są jak imperialni szturmowy z Gwiezdnych Wojen, atakują ale nikogo z tych dobrych trafić nie mogą, a jeśli nawet im się to uda jakimś przypadkiem to i tak jest to bez znaczenia. Za to druga strona (obrońcy Ziemi) sra mocą i skutecznością jakiej pozazdrościć może jej niejedna armia świata.
Jeżeli trafiają się zgony
spoiler start
kogoś z dobrej strony to tylko odnośnie postaci, które przez serial się jedynie przewinęły.
Ludzie spekulują odnośnie śmierci 11-tki ale nawet to spartolono, miało być dwuznacznie ale nie wyszło.
spoiler stop
Aktorsko też jest nierówno. Winona Ryder, której nigdy nie uważałem za wybitną aktorkę, snuje się przez cały serial by na koniec przekomicznie wymachiwać siekierką. Millie Bobby Brown niedomagała od dawna i tu się nic nie zmieniło, w 5 sezonie grała tak jakby była w nim za karę - aktorstwo to jednak nie jest jej super moc. Amybeth McNulty bardzo irytująca (Vickie Dunne, pielęgniarka będąca dziewczyną Robin Buckley). Natalie Dyer odtwarzająca Rambo Nancy Wheeler też nie wypadła najlepiej. Co do reszty ekipy nie mam większych zastrzeżeń.
Epilog finałowego odcinka, czyli "co było potem" okrutnie słitaśny, przegadany i nudny. Można było go znacząco skrócić i wyszłoby to całości na dobre.
Jestem bardzo rozczarowany.
W ogólnym rozrachunku, w kilku kwestiach serial jest ciekawy (temat innych wymiarów, osadzenie akcji w latach 80 XX wieku i wiele smaczków z tym związanych) ale nie brakuje w nim potknięć i wywaleń na twarz, niepotrzebnych wypełniaczy i głupich rozwiązań, z wielce zmarnowanym finałem na czele.
Augmented Steam: https://augmentedsteam.com
Chrome (PC) https://chromewebstore.google.com/detail/augmented-steam/dnhpnfgdlenaccegplpojghhmaamnnfp
Firefox (PC) https://addons.mozilla.org/en-US/firefox/addon/augmented-steam/
Firefox (Android) https://addons.mozilla.org/en-US/android/addon/steam-database/
Akceptuję rozszerzenie fabuły gry oraz jej wątków pobocznych na inne media, albo chęć powiększania danego uniwersum o nowe opowieści, czasem niekoniecznie bezpośrednio powiązane z pierwowzorem, ale nie do przyjęcia jest dla mnie celowe kastrowanie albo traktowanie pretekstowo fabuły w grze na rzecz innych mediów. Takie pozycje, w większości przypadków, są dla mnie na straconej pozycji.
Bywały nieliczne gry (pvp, czy te w rodzaju Beat Hazard), w których tego nie potrzebowałem, od zawsze jednak fabuła w grach była dla mnie tak samo istotna jak jej mechaniki czy światotwórstwo.
"Turowy system walki to najlepsze co spotkało ten gatunek w jego historii, (...)"
Tyle opinii ile ludzi. Osobiście wolę system z aktywną pauzą gdzie tury rozgrywają się w tle i ten uważam za coś bardziej wartościowego.
Owszem, typowy system turowy daje możliwość łatwiejszego planowania ale dla mnie jest po prostu systemem dla kogoś kto nie ogarnia szybkiej adaptacji i reakcji na wydarzenia.
No nie. RTwP jest świetny w takim Icewind Dale ale zawodzi w Pillarsach.
Jak wyżej, tyle opinii ile ludzi :-)
Najwidoczniej nie znasz lub nie rozumiesz założeń dotyczących świata tej gry. Obcymi rasami w nim są sami ludzie i to z sobą zabrali.
Różne wyprawy dotarły do tego systemu w różnym czasie, czasem w odstępach setek lat. Dotarły w inne miejsca i rozwijały się w różnych warunkach, stąd też tak bardzo się od siebie różnią choć wsyscy pochodzą z Ziemi (lub raczej ich przodkowie pochodcili z Ziemi).
W podróż zabrano też ziemską florę i faunę, stąd ośmiornica czy niedźwiedź, a na zwiastunach można było dostrzec również wilka (chyba kompan naszej postaci) i one również przechodziły w tym czasie ewolucję, nierzadko wspomaganą przez naukowców.
I bardzo dobrze, w końcu świeże spojrzenie na zagadnienie obecności ludzi w kosmosie.
Jeden gatunek, różne drogi rozwoju i ewolucji, oraz co z tego może wyniknąć kiedy żyją obok siebie.
Gra The Expanse to rozwinięcie istniejącej marki (książki i serial), którą znam od strony serialu. Exodus zaś startuje od zera i na tle pierwszej gry ma (dla mnie) ciekawsze uniwersum i założenia, a obserwuję go od samego początku.
Z kolei The Expanse, biorąc pod uwagę inne produkcje Owlcat Games, może być grą bardziej RPGową.
Obie są w mojej topce zainteresowań.
Ta cała drama o wykorzystywanie AI w różnych dziedzinach robi się męcząca. Narzędzie jak każde inne.
Generatory proceduralne stosowane do tej pory w grach jakoś nikomu nie przeszkadzały.
"Akurat to jest historyjka SF, nie fantasy (...)"
Czy fantasy, czy sci-fi nie ma to znaczenia. W obu gatunkach dobrze wytłumaczone i osadzone w uniwersum relacje, historie oraz prawa natury rządzące światem są temu światu potrzebne aby mógł on być na tyle wiarygodny aby można było uwierzyć, że jest "prawdziwy" oraz spójny, nawet jeśli byłby wykręcony na lewą stronę.
Można latać, strzelać laserami z oczu albo ciskać kulami ognia jak z ckmu albo dysponować uber-technologią ale musi to być zakotwiczenie w tymże uniwersum i z konsekwencją przestrzegane.
W przeciwnym razie to zwykła bajeczka.
Tajemniczość i niedopowiedzenia mogą się sprawdzić w obu tych podgatunkach fantastyki, najważniejsze jest to jak są wprowadzone i prowadzone, a nie, czy w jednych mogą, a w drugich nie powinny występować.
Dead Space 3 nie był taki zły jak wielu to opisuje, to wciąż Dead Space i wciąż całkiem przyjemna gra. Największym nieporozumieniem tej odsłony było zablokowanie niektórych lokacji na rzecz co-opa, a po porzuceniu projektu nawet nie pokwapienie się o aktualizację, która drugą postać powierzyłaby AI tak aby można było ograć te poziomy "samotnie".
1. Superman - Infantylny i bez charyzmy. Zmarnowany czas.
2. Zniknięcia - Dobrze mi się oglądało, rozwalające zakończenie (w pozytywnym znaczeniu).
5. Jurassic World: Odrodzenie - Kiepścizna pod każdym względem. Przeplatające się na zmianę absurdy i głupoty, przeciętne aktorstwo (nawet Scarlet niedomaga), dinozaury bez rewelacji, fabuła - głupszej chyba nie da się już wymyśleć. Jeżeli ma to być "odrodzenie" tej marki, to ja już teraz dziękuję za ciąg dalszy i nie czekam.
6. Frankenstein - Ogólny zarys historii znany pewnie większości, mimo to dobrze mi się ją oglądało. Film nie jest dla każdego (dość powolny).
8. Thunderbolts - Nudny.
9. Mission: Impossible - The Final Reckoning - Generalnie fajny akcyjniak utrzymujący mniej lub bardziej poziom poprzednich odsłon. Razi czasem zbyt absurdalna zbieżność przypadkowych zdarzeń. Można było to lepiej rozegrać, aby zamiast dramatyzmu i zachwytu nie pojawiała się nuta lekkiego zażenowania.
*************
4. Wednesday - Ostatni sezon słabszy od poprzednich.
8. Dept. Q - Przyjemnie się oglądało. Serial z klimatem i niezłym aktorstwem. Może się czasem dłużyć.
Jestem przeciętnym oglądaczem seriali, preferującym raczej krótsze metraże i niestety uważam ten rok za słaby pod kątem tego co było dane mi obejrzeć z nowych produkcji. Większość tego na czym dobrze się bawiłem było zaległościami z poprzednich lat (np. Nikt, Bękart, Próba wiary, Marsjanin, Dzika noc).
Wielu ludzi mówi to samo od dawna, (...), a z Putinem nic wspólnego nie mają.
Hehe, czekam więc kiedy udowodniona zostanie mi współpraca z Putinem za mój uerosceptyzm, który w łagodnej formie zakłada reformę i powrót do pierwotnych założeń wspólnoty gospodarczej, a w ekstremalnym - likwidację starej UE i budowę nowej na pierwotnych zasadach (ponieważ jakoś tak niebardzo jestem przekonany aby UE w obecnym stanie udało się zreformować. Nie przy tej skali biurokracji, korupcji, lobbingu, kolesiostwa i ideo-wariactwa, a będzie jeszcze gorzej).
Skoro w profilu gracza jest opcja, w której dodaje się konta z growych platform to czy rozważaliście może nieco głębszą integrację na poziomie ściągania i wyświetlania zdobytych osiągnięć zamiast obecnej aktualnie zakładki "100%" ?
I prośba:
Proszę o usunięcie z listy moich gier The Lost Pisces. Gra została anulowana i z jakiegoś powodu ciągle siedzi na tej liście i w żaden sposób nie mogę (lub nie potrafię) jej usunąć.
Wielu ludzi mówi to samo od dawna, zanim Elon w ogóle o tym pomyślał, a z Putinem nic wspólnego nie mają. Nie przeszkadza to innym rzucać w nich onucami, rosyjskimi agentami, czy wielbicielami "cara" Rosji.
Dodajcie sortowanie po tytule w każdej sekcji osobistej biblioteki. Obecnie sortowanie A-Z jest tylko w pierwszej - Moje gry.
Sortowanie albo widocznoś wg. platformy też byłaby miłym dodatkiem.
Z tego co zauważyłem to na telefonach większość gier to okrutny szrot. Co druga to kopia innej ubrana w nieco inne szaty (choć i tak nie zawsze), z do bólu uproszczonymi mechanikami, z paywalami, multi-przepustkami sezonowymi i mnóstwem prób naciagania na zakupy czegokolwiek.
I jeszcze te komiczne kategoryzowanie, np. jako RPG czy strategia, ktore nierzadko ma niewiele wspólnego z zawartością danego tytułu.
Jeżeli coś jest warte uwagi to zazwyczaj jest grą przeniesioną lub wydaną równocześnie na PC.
Poprzedni pokaz, delikatnie mówiąc, był kiepski. Mechaniki albo kulały (wczesna wersja gry) albo naprawdę są tak zaimplementowane, że wyglądało to tak źle (skradanie się, walka).
Ciekawe czy coś się zmieniło w tej kwestii.
to Sony względem PS5 zmieniło nieco podejście, o czym mówi sam dyrektor finansowy, więc zakładam, że ma na myśli aktywne wspieranie konsoli, a nie "może coś tam jeszcze kiedyś na nią wydamy" i dopiero po tym okresie konsola przejdzie w stan w jakim jest obecnie PS4.
Cytuję:
“This year, in year 6 since the launch, PS5 has been growing its installed base, and our view is that, compared to the conventional console life cycles, and looking at the PS4 cycle, it seems to be getting longer and longer."
“Especially with the PS4, which was launched in 2013, it’s been over a decade since then, but there are many active users enjoying the console, and they’re enjoying the other consoles [too]."
“And from that perspective, we believe that the PS5 is only in the middle of the journey, and we are really planning to expand it even further.”
To film animowany więc nie musi być z sensem, jest przecież dla dzieci. To film fantasy/sci-fi więc nie potrzebuje logiki, przecież smoki i kosmici nie istnieją. To film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami, a nie dokument, więc nie musi być osadzony w rzeczywistości...
No chyba nie za szybko jednak. PS5 jest dopiero w połowie życia.
Serio? Strzelanka połączona ze zbieraniem złomu, do bólu powtarzalna i wtórna, jako gra roku? Miejmy chociaż jakieś wymagania, a nie żadne.
Wolałbym jednak dostawać takie gry rzadziej ale na poziomie BG3 niż co chwilę jakieś średniaki.
"Symulator" zbieracza złomu, od którego po kilku godzinach grania odpadłem i wywaliłem z listy życzeń. Nuda, wtórność i powtarzalność, mówiłem już o nudzie i powtarzalności?
Czekałem na tytuł od pierwszych zapowiedzi, a to co otrzymałem okazało się wielkim rozczarowaniem.
Zestawianie tego z BF, przy całych mankamentach 6 odsłony, jest niepoważne.
Ludzie narzekają tu na Chiny i Rosję ale przecież UE zmierza dokładnie do tego samego miejsca, z tą różnicą, że robi to "na miękko" i powoli.
Gdyby ostateczny kształt UE miano wdrożyć natychmiast to wiązałoby się to z użyciem siły (militarnej, a póki co UE takowej nie ma, choć co jakiś czas pojawiają się pomysły o jej stworzeniu) i równie silnym sprzeciwe.
Zamiast tego gotuje się żabę (społeczeństwa narodowe) powoli, a kraje uzależnia od unijnych dotacji i durnych przepisów, które nie mają wiele wspólnego z ideami, które rzekomo za nimi stoją (np. ETSy i ekologia, inwigilacja i bezpieczeństwo, coraz większe ograniczenia wpływu państw członkowskich na kształt UE i decyzje unijne, itp.).
Jak coś trafiło na LŻ może też z niej wylecieć, co w moim przypadku dość często się zdarza np. po ograniu dema lub obejrzeniu pokazów przed- i popremierowych.
Dlaczego na profilu zmieniliście gry, w które zagrałem (tzw. kolekcja) na gry, na które czekam? Tak trudno jest dodać nową sekcję?
Przecież to co zawiera teraz ta sekcja jest bez sensu wobec tego co mówi opis.
Tak tylko przypomnę, że lata świetlne to miara odległości, nie czasu :-)
Liczyłem na to, że AI przejmie w końcu władzę w redakcji, a nie tylko będzie dalej pisała newsy.
Do usunięcia. Nie ta sekcja.
Owlcat to obecnie, obok, Larian top jeśli chodzi o tworzenie RPG na wzór klasyków pokroju Wrota Baldura.
Oba studia mają sporo doświadczenia i sukcesów w takich produkcjach.
W ostatniego Wahammera od Owlcat jeszcze nie grałem ale drugi Pathfinder ocieka klasycznym podejściem, rozbudowanymi mechanikami, nowymi pomysłami (np. obok drużyny zarządzamy też królestwem oraz jego armią prowadząc nią potyczki na wzór tych z serii Heroes. Jeżeli nie chcemy się tym zajmować to jest tu zaimplementowany automat.), są typowe historie i postacie ale i nowe, ciekawe oraz pomysłowe. Zagadki, wybory i ich konsekwencje, oraz ramanse jeśli komuś na nich zależy.
Wszystko podane w pięknej i szczegółowej oprawie audio-wizualnej.
Owlcat swoimi Pathfaiderami ośmiesza wytwory RPG-opodobne wypluwane przez np. Bioware, za którymi stoją miliony od EA.
Jedynym minusem Pathfinder:WotR jest brak oficjalnej polonizacji, co przy nawale takiej ilości tekstu może być problematyczne ale na szczęście jest nieoficjalne tłumaczenie w postaci moda, które stoi na bardzo wysokim poziomie.
Baldur doczekał się kontynuacji, teraz, w temacie istniejących już marek, chciałbym aby spotkało to Icewind Dale.
Najlepiej jednak byłoby aby kolejny tytuł przeniesiono w dotąd nie eksploatowany region. Twórcy mieliby na czym się wzorować ale nie byliby tak bardzo obciążeni jak w przypadku kontynuacji.
Szkoda serii ME, bo chętnie wróciłbym do tego uniwersum w jakiejś nowej opowieści (ileż można ogrywać Wersję Legendą).
Z drugiej strony, jakby miało powstać coś takiego jak ostatni Dragon Age to wolałbym aby nie powstawało wcale.
Z trzeciej strony, gdzieś tam na horyzoncie, jest Exodus i The Expanse, i obie gry zapowiadają się bardzo obiecująco więc jest szansa na jakąś fajną space operę.
Mechaniki średnio czasem wyglądają, jakby były nie do końca przemyślane lub dopracowane.
Nikt nie widzi Bonda wspinającego się w biały dzień po elewacji budynku tuż nad głowami przechodniów (to dla mnie największa fuszera z tej prezentacji).
Scena na płycie startowej przekomiczna gdzie żołnierze/ochrona strzelając z odległości kilku metrów nie mogą go trafić, a ten ich rozkłada tłukąc łapskami i rzucając w nich bronią XD
Spadająca doniczka powalająca przeciwnika z hełmem na głowie.
Poziom "inteligencji" wrogów nie wróży póki co niczego dobrego.
Na plus wykonanie otoczenia, ładne i pełne detali.
Szkoda, że nie ma polskiego podkładu głosowego (narwańców oraz forumowych uber-poliglotów od razu uspokajam, że nie chodzi o znajomość języka, a klimat i realizm).
Silent Hill nie musiał takowego posiadać mieć ale tutaj miejscem jest Polska, a mieszkańcy to Polacy i wszyscy wg. gry mówią pięknym angielskim.
Nie spodobasz się koropracji (tutaj PayPal) lub rządowi (np. rząd kanadyjski kontra kierowcy z Konwoju Wolności) i nie masz dostępu do środków finansowych.
Przedsmak nowego wspaniałego cyfrowego świata i tresury klientów oraz obywateli.
*** *** ***
Ciekaw jestem jak duża jest świadomość wśród ludzi, że pieniądze na koncie nie są ich własnością, a banków, a cały system opiera się na wierzytelności jednych wobec drugich.
Steamowi daleko do streamingu, ponieważ ściągasz i instalujesz gry w całości na własnym dysku, do tego umożliwia on również zrobienie osobnej kopii zapasowej gry na dysku użytkownika.
Tak właściwie to oferuje praktycznie to samo co GOG, jedyna różnica to wymóg używania klienta Steam.
W DoW: Dark Crusade jest mapa strategiczna pojedynczej planety podzielona na sektory, a DoW: Soulstorm wprowadził mapę galaktyczną z planetami podzielonymi na sektory. W obu grach była pewna swoboda co do tego, w którym kierunku podążał podbój, obie gry były również tymi, w których budowało się bazę.
DoW2 kontynuował tą mechanikę ale już z naciskiem na bohaterów i mniejsze oddziały.
Fakt, nie jest to poziom swobody jak w serii Total War ale nieco nieliniowości to wprowadzało.
Może kiedyś, kiedy CA znudzi się fantasy Warhammer to siądą do 40k.
Przecież można część misji prowadzić w stylu DOW2 (bohaterowie i mniejsze oddziały, bez budowania bazy), część w stylu DOW1 (duże armie i budowa baz), można też stworzyć misje będące mariażem obu idei gdzie byłyby obecne zarówno jednostki z DOW2 jak i armia z DOW1.
W innych RTS-ach to przecież funkcjonuje, wystąpią tam jednostki bohaterów, które mają swoje indywidualne misje jak i te w towarzystwie armii, np. Warcraft 3, StarCraft 2, seria SpellForce.
DoW2 po prostu skupił się bardziej na postaciach specjalnych/bohaterach i rozwinął tą ideę w kierunku RPGowym i taktycznym.
Zresztą Spellforce jest tu dobrym przykładem takiego połączenia bohaterów z elementami RPG i armii z budową baz.
Dla mnie ideałem byłoby wziąć wszystko z DoW2 i wzbogacić o mechaniki budowania bazy oraz zarządzania armią z DoW1.
Z jednej strony cieszy fakt, że powstaje kolejny DoW, z drugiej zaś strony Iron Harvest mnie nie zachwycił, a grę ratowała jedynie stylistyka świata stworzonego przez Jakuba Różalskiego.
Najlepiej i najdłużej bawiłem się w DoW2 wraz z dodatkiem Chaos Rising, to był prawie idealny miks strategii (kilka planet podzielonych na sektory, o które toczyło się walki, dynamiczne zmiany w ich obrębie), taktyki (potyczki rozgrywane na mapach sektorów) oraz elementów RPG (rozwój dowódców, dobór ich ekwipunku). Jakby DOW2 poszerzono o mechaniki w zarządzaniu armią/budowaniem baz z pierwszej odsłony to byłby dla mnie idealny Dawn of War.
Mimo, że była/jest to gra, na którą od dawna czekałem wciąż uważam, że lepiej mi poczekać na jej zakup jeszcze minimum ze dwa lata.
Odkąd UE zaczęła się bawić w politykę, ograniczanie kompetencji państw stowarzyszonych i układanie życia ich mieszkańców, zamiast pozostać przy wspólnej gospodarce i ekonomii, dąży do tego samego co w wymienionych przez Ciebie krajach ale "na miękko", powoli i małymi krokami. Czasem się zapędzają i udaje się ich przystopować ale zazwyczaj tylko do czasu.
UE u swoich początków było całkiem fajnym projektem, obecnie to dyktatura podszyta różnej maści lobbingiem.
Liniowa fabuła nie oznacza prowadzenia za rączkę, liniowa fabuła oznacza tylko tyle, że przy każdym podejściu wiodąca opowieść jest taka sama.
Prowadzenie (lub nie) za rączkę wynika z tego jak powiązane ze sobą są fabuła i mechaniki gry.
Możesz umieścić liniową fabułę w otwartym świecie bez jakichkolwiek znaczników na mapie i powiedzieć graczowi aby sam sobie ją znalazł, będzie to dalekie od prowadzenia za rączkę. Historia zawsze będzie taka sama ale rozgrywa już niekoniecznie.
Według mnie najkorzystniejszej wypadają takie relacje fabuły i mechanik jak te z np. Wiedźmina 3, Cyberpunka 2077, ostatnich God of Warów czy miniejszych gier w rodzaju Kena: Bridge of Spirits albo z mojego ulubieńca ostatnich lat Control, gdzie wyważone są zarówno opowieść jak i eksploracja, przymus podążania wątkiem głównym i swoboda w rozgrywce (w różnym stopniu lekko przesunięte w jedną lub drugą stronę).
100 godzi zabawy to nie jest to samo co 100 godzin wątku głównego.
W grach na 100h historia główna stanowi tylko część całości, reszta, nierzadko większość, to misje poboczne, dodatkowe aktywności i ogólnie pojęta eksploracja.
Są gry, które obok narracji bawią się też poznawaniem świata, są i gry, które wolą skupiać się przede wszystkim na opowieści i nie potrzebują otoczki otwartości czy dodatkowych aktywności, albo ograniczają je do niezbędnego minimum.
Wszystko rozbija się o sposób oraz jakość prowadzenia narracji, a nie czy historia jest na 10, czy 50 godzin.
Wolę (i pewnie nie tylko ja) względnie skondensowany wątek główny ale dobrze prowadzony i przemyślany, a nie rozwlekany tylko po to aby był długi.
Zresztą, odnoszę wrażenie, że ludzie czesto mylą długość opowiadanej historii z długością rozgrywki, a przecież ta pierwsza jest tylko częścią tej drugiej.
Dla mnie drugi sezon okazał się znacznie słabszy od pierwszego.
Owszem, w kilku miejscach rozwinął uniwersum, np. w kwestii rodzeństwa oraz przeszłości samego Snu, ale w ogólnym rozrachunku wyszło rozczarowująco, miejscami nawet bardzo.
Oryginału nie czytałem więc nie wiem czy to wina samego źródła czy adaptacji.
Przez cały seans nie opuszczało mnie jednak uczucie, że materiału było więcej ale ktoś ciął go bardzo mocno tępym tasakiem na etapie przygotowywania scenariusza albo później w montażowni.
* Historia Lucyfera i
spoiler start
oddania
spoiler stop
Piekła nieprawdopodobnie zmarnowana, równie dobrze mogłoby jej nie być. To kłuje bardzo mocno.
* Wątki
spoiler start
syna Snu i później następcy samego Morfeusza
spoiler stop
okazały się niespecjalnie udane. Niby gra toczyła się o wszystko ale na ekranie nie było tego czuć, a finałowa konfrontacja z Mojrami to festiwal żenady.
* Constantine była..., no była ładna i to tyle co można powiedzieć o jej obecności.
* Koryntczyk, Lyta Hall, Nuala to kolejne postacie, których obecność zmarnowano.
spoiler start
Na "starcie" Lyty i Nuali
spoiler stop
parsknąłem śmiechem, a sama Lyta była potrzebna tylko po to aby silna kobieta mogła stroić groźne miny nosząc "pogrzebacz zniszczenia" (Pogrzebacz, ponieważ tym co nosi nie walczy, a dźga bezbronne postacie albo grzebie w ziemi).
Szkoda.
Z tego co czytałem to serial w całości kręcono w prawdziwych plenerach i tylko niektóre ujęcia poprawiano komputerowo. Choć fabuła rozgrywa się w Parku Narodowym Yosemite to kręcony był w Kanadzie, głownie w Kolumbii Brytyjskiej.
Sam serial ogląda się dość dobrze, niektórych może nudzić powolne tempo ale mi to nie przeszkadzało.
Powinien jednak obejrzeć któreś z poprzednich filmowych adaptacji, mogłoby się okazać, że to co on uważa za rozwalające system zostało już wcześniej zrobione i niekoniecznie dobrze przyjęte przez widownię ;-)
Ogólna koncepcja filmu jest ciekawa, nareszcie coś nowego, co nie jest kopią dwóch pierwszych filmów.
Jednakże czuć trochę sztuczność w warstwie wizualnej i przesyt efektami specjalnymi albo nie do końca są tak dobre aby wyglądały na prawdziwe/naturalne.
Wiek silnika nie ma znaczenia, ważniejsze jest to jak starzeje się tworzona na nim gra.
Wracam czasem do kampanii SC2 i nie uważam aby czegoś tam wybitnie brakowało czy to w mechanice czy oprawie audio-wideo.
Więcej, regularnie wracam do Wrót Baldura 2 i tu również świetnie się bawię, wizualia nadal potrafią cieszyć oczy, a dźwięki budować klimat i sprawiać przyjemność.
Jeśli chodzi o zastępowanie Mass Effecta to dla mnie, póki co, numerem jeden pozostaje Exodus.
The Expanse jest na drugim miejscu, ponieważ świat ten znam z serialu i granie w grę nie wydaje mi się, aż tak ekscytujące jak w nowo stworzonym uniwersum Exodusu, które rzuca również wyzwanie zagadnieniom dylatacji czasu.
W The Expanse na pewno zagram, bo mimo jakiejś tam znajomości, marka wciąż ma potencjał na wywołanie u mnie zaskoczenia i ciekawości.
Zwiastun za dużo zdradza, a wystarczyło zakończyć go na ujęciu obcego statku, ewentualnie na pierwszym fragmencie z dłonią obcego. Niepotrzebnie wrzucili dalsze ujęcia.
Control to dla mnie najlepsza gra tego studia, i jedna z lepszych w ogóle, która dowozi zarówno fabularnie, klimatycznie jak i mechanicznie.
W stosunku do pierwszego AW, który rozgrywa się w tym samym świecie, to spory krok do przodu z zachowaniem zdrowego rozsądku, nie rzucili się od razu na sandboxa z milionem znajdziek i śmieciowych zadań.
Zrezygnowano z całkowitej liniowości na rzecz większej swobody zarówno w fabule jak i konstrukcji świata, dodano otwartość lokacjom (w tym wertykalną ze względu na zdolności Jesse), wybór mocy oraz uzbrojenia uważam za wystarczający i urozmaicony (10 umiejętności, 6 wariantów broni, kilkanaście modyfikatorów: personalnych i do broni).
Zresztą, pierwszego Alana (w drugiego jeszcze nie grałem) oraz Quantum Brake również uważam za dobre produkcje.
Ich liniowość to dla mnie atut, mechaniki są proste ale dobrze osadzone w ich uniwersach, fabularnie jest ciekawie, stylistycznie również. Control cenię najwyżej, później QB, a na końcu AW.
*** *** ****
Jedak przy całej mej sympatii do gier Remedy, ich najnowszego tworu nie ruszę, od początku wydawał mi się złym pomysłem.
Rozumiem, że będąc studiem specjalizującym się w grach z oryginalnymi mechanikami i dla pojedynczego gracza chcieliby mieć jąkać pozycję multi, która byłaby ich stałym źródłem dochodu ale póki co nie widzę aby im to wychodziło.
Kolejny film o holokauście/2WŚ jakby historia Polski trwała 6 lat.
Państwo o ponad tysiącletniej tradycji, plus czasy przed 966 rokiem, a w kinematografii sprowadzone od dawna do jednej wojny światowej.
Do oglądania YT na telefonie używam Opery więc nie muszę instalować dodatkowych blokerów reklam i póki co nie zauważyłem problemów z działaniem serwisu.
Minusem tego rozwiązania jest to, że nie można użyć takich funkcji jak np. odtwarzanie w pętli, ponieważ dostępna jest ona pod prawym klikiem na myszce.
Na PC stoi z kolei Firefox z uBlockiem (oraz Return Dislike) i tutaj również nie zauważyłem problemów, a i dostęp do funkcji jest pełny.
Jeśli Królestwo Niebieskie to tylko w wersji rozszerzonej, która zmienia odbiór niektórych wątków i filmu jako całości. Nawet drewniany Orlando mniej w niej przeszkadza.
*** *** ***
Ostanio udało mi zdobyć Ognisty podmuch z polską wersją na blu-ray (przez wiele lat nieosiągalne), od dłuższego czasu dybię też na polską wersję DC Królestwa właśnie.
Grę miałem od dawna zarówno na liście Stam jak i PlayStation.
Demo tylko mnie utwierdziło w tym, że gra ma na obu pozostać.
Świetny klimat, projekt świata intrygując - postacie, przeciwnicy, otoczenie i bardzo przyjemny podkład dźwiękowy, który to wszystko ładnie spina.
Spore rozczarowanie, a największe, że kolejny Thief jest tylko na VR.
Najciekawsza gra dla mnie to Sword of the Sea (a właściwie Podróż 2), Cairn (o wspinaczce) oraz 007: First Light i Pragmata.
MGS Delta: Snake Eater to remake, a Ghost of Yotei to Ghost of Tsushima 2, być może zagram jak nie będę miał w co, a potem są już same tytuły, które mi wybitnie nie leżą.
Liczyłem na więcej ciekawych nowości.
Razi mnie twarz Ciri, wygląda tak bardzo generycznie jak tylko może wyglądać twarz wygenerowana przez jakieś AI.
Mądrzejszy poczeka na finał i obejrzy całość, w jedynym ciągu, płacąc jednorazowo.
Zainteresowanie marką jest zawsze (ludzie pragną dobrych produkcji z tego uniwersum), filmy czy seriale jedynie podbijają je na wyższy poziom, zwłaszcza gdy wiązane są wobec nich spore nadzieje.
Abstrahując od uniwersalności pewnych idei i wzorców niezależnych od kultury, miejsca i czasu to uniwersalność gier (jako produktu całościowego) = bardzo często nuda, produkt dla nikogo lub odbiorcy o niskich wymaganiach.
Można się obrażać, zaprzeczać, że to nie dotyczy nas, ale większość konsumentów ma niskie wymagania (całościowo albo wobec pewno typu produktów i usług, czy nawet życia w ogóle) dlatego też większość gier, filmów, seriali wygląda jak kopie innych, nierzadko kopie niedorobione.
Na szczęście są jeszcze twórcy, którzy potrafią się z tego wyrwać, zaryzykować, by dostarczyć coś świeżego.
Od dawna dziwi mnie, że realnie nie sięga się do lokalnej wrażliwości, kultury, sztuki i spojrzenia na świat, czasem nawet kontrowersyjnych wobec współczesnych narzuceń, a zamiast tego tworzy się produkt umiejscowiony loakalnie (w Polsce, Egipcie, Paryżu, jakimś zadupiu), w którym otoczenie i tak zachowuje się jak kopia jakiejś znanej metropolii, wykastrowany właśnie z tego co najciekawsze.
Bylejakość, jednolitość poglądów, spojrzeń i wrażliwości to najgorsze co może zaserwować sobie świat, niestety, mam wrażenie iż ku temu zmierzamy, w popkulturze i rozgrywce również.
Zalatuje tandetą i kiczem niestety. Pierwsza scena z udawaną walką i oknem rozbawiła mnie do łez...
Ja to bym chciał aby udostępnili materiały, których nie udało im się ukończyć tak aby społeczność to zrobiła.
Recenzenci: Najmroczniejszy, głęboki...
Ja: Po zwiastunach nie widać ani poważnego kina, ani tym bardziej mrocznego. Tak, to tylko zwiastuny ale powinny chociaż w minimalnym stopniu ukazywać realny ton/charakter filmu, a tutaj odczuwam zgrzyt względem recenzji pełnego filmu.
Wymówka twórców skupionych na robieniu taśmowo bezpiecznych produkcji.
Strategia i taktyka to nie to samo. Strategia dotyczy tworzenia i wykonywania planu w szerszej perspektywie, taktyka wykonywania konkretnych już działań na polu bitwy (węższa perspektywa).
W odniesieniu do gier taktyką jest prowadzenie oddziału/oddziałów na planszy potyczki, strategią rozbudowywanie bazy, wybieranie celów na mapie i wysyłanie tam swoich wojaków, itp.
Taktyka w grze może być elementem strategii (nie odwrotnie) i lepiej by też było gdyby nazywano takie gry strategiczno-taktykcznymi.
Np. Door Kickers to gra taktyczna wyłącznie, Total Wary połączenie strategii i taktyki.
Proste rozwiązanie: minimapę normalnie pokrywa wirtualna mgła, która odkrywa teren w trakcie jego zwiedzania.
Można to również wzbogacić o znajdowaniw strzępów map pozostawionych przez wcześniejsze ekspedycje, a które ujawnią odkryte przez nie fragmenty.
No chyba, że świat gry jest wybitnie liniowy i korytarzowy, wtedy minimapa nie jest w ogóle potrzebna.
DGT dla większości ras w grze gatunkiem początkowym jest rasa ludzka, poza Przebudzonymi, gdzie są to ziemskie zwierzęta poddane zmianom.
Obcy, nie są do końca obcymi, bo wywodzą się z tego samego miejsca co ludzie, których przedstawicielem jest nasza postać. Wszyscy wyruszyli w tą samą podróż ale dotarli do miejsca docelowego w różnym czasie i poddani zostali różnym modyfikacjom.
Z innych gatunków ciekawie wypada też np. Mara Yama.
A czemu musiałoby być to polskie studio?
Zapytaj Rosińskiego dlaczego wybrał polskie studio bez dorobku, a nie zagraniczne z doświadczeniem. Może próbował, może miał inne powody, a może cokolwiek. :-)
Ale do kogo mógłby się udać? CDP? Mają dwie duże marki, nad którymi siedzą, z różnymi skutkami, i nie sądzę aby mieli zasoby na trzecią. Poza tym, nawet gdyby mogli pod kątem zasobów, to nie koniecznie mogliby chcieć, gdyż Thorgal mógłby być bardzo podobny do Wiedźminów, a po co im klon.
Kto pozostaje z tych bardziej znanych? Blooper, CI, Techland?
Ludzie nie rozumieją chyba czym jest ekspertem i jakie mogą wiązać się z nim rezultaty, nierzadko negatywne. Obruszenie jakby pokazano już nową grę.
Wziąłbym chętnie remake pierwszej odsłony Shadow Mana.
Aktualnie powstaje restart franczyzy pod postacią Shadowman: Darque Legacy.
Co za mentalność... Pewnie najlepiej aby wszyscy byli skrojeni według jednego profilu i z pocałowaniem ręki brali wszysto co ktoś im chce wcisnąć albo sprzedać.
Rozumiem, że w każdej dziedzinie swojego konsumenckiego życia kupujesz cokolwiek z brzegu i na nic nie grymasisz, ani nie masz wobec niczego oczekiwań?
Niekoniecznie i zależy od tego jak bardzo zaawansowane te prace są i/lub np. jak bardzo historia w grze jest osobista w odniesieniu do Ciri.
Jeżeli W4 będzie po prostu grą z żeńskim wiedźminem, a wyjątkowość Ciri tylko tłem, to równie dobrze można by było tam wstawić kogokolwiek.
Przecież nawet w dotychczasowych trzech grach możnaby było dodać kreator postaci i gry by na tym nie ucierpiały:
- ograniczając go tylko do zmiany wyglądu, pozostawiając oryginalne imię.
- dać możliwość kreacji wyglądu jak i wyboru imienia ale wtedy wszyscy musieliby zwracać się do nas na "ty" albo Wiedźminie (podobnie jak ma to miejsce w serii Mass Effect).
A może nie chodzi mu o płeć tylko o postać per se (jej biografię, charakter, potencjalne umiejętności, wyobrażenie tego jak wpasowuje się w uniwersum).
Średnio przepadałem za Ciri w Widźminie 3, na tyle nawet, żeby czwartą częścią nie zaprzątać sobie zbytnio głowy.
Nie musi też chodzić o powrót Geralta jako grywalnej postaci, wielu graczy oczekiwało możliwości prowadzenia własnej.
Chciałbym aby ograniczono podejście, w którym tworzy się grę rozgrywającą się np. w starożytnej Afryce, a postacie ją zamieszkujące zachowują się i mówią jak współcześni mieszkańcy dowolnej zachodnioeuropejskiej czy amerykańskiej metropolii. Chciałbym aby wkładano więcej wysiłku nie tylko w warstwę wizualną ale i światotwórczą właśnie próbując oddać jak najlepiej te egzotyczne realia zamiast je na siłę uwspółcześniać i nadawać cechy świata zza okna.
Aktualnie gra jest blisko szczytu na mojej growej liście życzeń i z pewnością w nią kiedyś zagram.
Życzyłbym sobie więcej gier z różnych kręgów kulturowych, chińskich również, zwłaszcza osadzonych w ichnich legendach, mitologii, opowieściach i wierzeniach, ale przy tym jak najmniej "zamerykanizowanych".
Nigdy nie rozumiałem tego parcia i oceniania sprzętu domowego (PC, konsola) pod kątem prędkości uruchamiania się.
Pamiętam czasy swej młodości gdy znajomi przerzucali się między sobą, który PC szybciej się uruchamia, a ja zawsze wtedy pytałem: I co właściwie z tego wynika?
Oj ustępuje, ustępuje. Wątek główny w BG2 jest ciekawszy, możliwości RPG-owania większe, dialogi (ogólnie) też lepiej napisane, a relacje pomiędzy postaciami z drużyny to przepaść na niekorzyść DAO.
To działa w obie strony. Skoro zwolennicy jednej idei mogą zmieniać nastawienie do niej społeczeństwa, tak mogą zrobić to samo zwolennicy innej.
Stylistycznie i tematycznie prezentuje się naprawdę ciekawie oraz dobrze.
Życzyłbym sobie więcej gier, które przybliżają kulturę, wierzenia oraz folklor z różnych zakątków świata z charakterystycznymi dla nich cechami, najlepiej z tych mniej albo w ogóle nie eksploatowanych grup etnicznych i miejsc, gier które nie byłyby przy tym kolejnym, taśmowo wypuszczanym, badziewiem "zachodniej wizji" jedynie ubranym w inne szaty.
I nie chodzi mi o gry w rodzaju Tomb Raider, Uncharted czy Indiana Jones, które często o takich tematach opowiadają (tylko), a o tytuły w całości osadzone w takich realiach, opowieściach i z bohaterami wyjętymi z nich.
No zmienił się, cały czas się zmienia od początku istnienia, ale to nie znaczy, że w ostatnim czasie na lepsze, a w obrębie kultury czy sztuki się rozwinął. Patrząc na to jak ludzie się wysławiają i jakie treści konsumują to śmiem twierdzić, że raczej się zwija.
Kulturowy rozwój świata... Padłem.
Od kilkunastu lat ostatnim co można powiedzieć o kulturze i sztuce to to, że się rozwija.
Z bananem przyklejonym do ściany i polipoprawnymi wariatami na czele.
Bez przesady z tym wokeizmem, w ogóle się go w filmie niedopatrzyłem ale może dlatego, że go uparcie nie szukałem albo po prostu go tam nie ma.
Kobieta z karabinem jako wiodąca postać? Taka była też Ripley i podobnie jak ona Rain również nie jest ekspertem, tutaj broń dostaje dość późno i w dodatku korzysta z automatycznego celowania/sterowania (!).
Czarnoskóry android? W poprzednich częściach też byli czarnoskórzy aktorzy obsadzeni w różnych rolach (pasażer Nostromo w 1, żołnierz w 2, więźniowie kolonii karnej w 3, najemnik w 4).
Przedstawiciele innych nacji - latynoska i azjatka?
W drugiej części była Vasquez, a w czwartej był Distephano.
W głównej serii nie było azjaty ale jest w Prometeuszu.
*** *** ***
Osobiście uważam wokeizm za jeden z raków toczących obecnie cywilizację ale nie doszukuję się go na siłę w każdym przejawie ludziej działalności.
Da się obejrzeć bez większego zażenowania choć nie brakuje głupotek.
Z najbardziej rzucającej się w oczy to będzie chyba
spoiler start
błyskawiczny rozwój Xeno.
spoiler stop
Z technologicznych aspektów mocno odstaje od reszty wykonanie androida wzorowanego na Ianie Holmie (zwłaszcza gdy pokazywany jest na żywo, podczas rozmów przez ekrany komunikacyjne stacji jest lepiej), w tej materii mogli wziąć po prostu innego aktora zamiast nieudolnie silić się na sentymenty.
Stan świata i prowadzona opowieść są bliższe oryginalniej serii, a nie Prometeuszom, na szczęście.
Dla akcjonariuszy.
A coś dla graczy?
Hub powitalny to bezużyteczna porażka.
Wolałbym aby dodali możliwość tworzenia folderów z grami bezpośrednio na głównym ekranie jak ma to miejsce w PS4, a nie jedynie w bibliotece.
Świetnie bawiłem się przy każdej wersji DS. Największym minusem trzeciej części jest to, że niektóre fragmenty są nie do zagrania bez drugiego gracza, a wystarczyło dodać opcję gry z botem.
Dla zainteresowanych: 11 odcinek z serii Ukryty Poziom, dostępnej na prime, rozgrywa się w świecie z gry Exodus. Opowiada historię ojca i córki, całkiem przyjemny w odbiorze.
Na tą chwilę obcymi są Celestianie czyli różne grupy trans-ludzi (nie mylić z transpłciowiścią) po ewolucji i inżynierii genetycznej trwajacej 25tys lat. Według opisów różnice między nimi bywają skrajne. Przybierają postacie od szczupłych i wysokich (nawet 3 metry), po niskich i masywnych z wieloma ramionami czy np. zmiennokształtnych, wyciągniętych z jakiegoś horroru, Mara Yama.
Czy będą tylko oni, bez rdzennych kosmitów, to czas i kolejne materiały pokażą.
Normalni ludzie (niezmienieni genetycznie) to koloniści, którzy dotarli do tej gromady po tysiacleciach i traktowani są przez Celestiali jako niższa rasa.
Ziemskie zwierzęta pojawiają się dlatego, że w statkach-arkach wędrowali nie tylko ludzie, przewożono też florę i faunę, ponieważ permanentnie opuszczano rodzimą planetę i chciano zachować z niej jak najwięcej. Nie dziwi też ich wykorzystanie poprzez udoskonalenia genetyczne, w końcu są lepiej poznane, łatwiej więc nad nimi zapanować, by wykorzystać do różnych celów.
W Mass Effect większość ras, mimo że pochodziła z różnych zakątków wszechświata to i tak była humanoidami po wizualnej korekcie (np. elementy lub cechy zwierząt). Fauna obcych planet też nierzadko była miksem tego co znamy z własnego otoczenia lub filmów przyrodniczych. Nawet tacy Zbieracze to "ludzie w insektopodobnych kombinezonach" więc ogólny koncept życia pozaziemskiego w tej serii był mało "obcy", a już na pewno nie niepokojący czy straszny.
Strzelanie pokazane jest w kilku mignięciach, również to, że będziemy używać mocy.
Walka wręcz jest nieco bardziej rozbudowana niż w serii ME, w końcu.
Nie dziwię, się, że ludzie tak reagują. Jak się próbuje wpychać takie rzeczy na siłę, nierzadko głupio i z opłakanym skutkiem, to później obrywa się czemuś co nie jest z tym związane choć zawiera podobne cechy.
Dzięki nachalnemu feminizmowi, śpiewce o ucisku kobiet przez seksistowskich samców czy innych niedorzecznych farmazonach w dziełach popkultury, mediach czy debacie publicznej, niektórzy ludzie reagują później alergicznie na postać kobiecą w jakimś utworze. Może to głupie ale nie każdy tak samo toleruje/ignoruje durnoty czy po prostu źle wykonaną robotę.
Ludzie sięgając po utwory takie jak film, serial, gra czy książka chcą uciec lub odpocząć od otaczającej ich rzeczywistości, a nie męczyć się z nią jeszcze w nich.
Są więc utwory, które poruszają "przebudzone" tematy w sposób wiarygodny, dobrze osadzony w przedstawionym uniwersum i na równi z innymi wątkami, nie traktując przy tym odbiorcy jak idioty; są utwory, w których główną rolę gra postać kobieca i jest to zrobione ze smakiem, w sposób przemyślany i naturalny; i są wreszcie dzieła, które robią to wszystko bardzo źle, przynosząc jedynie szkodę wszystkim.
Syberia, The Longest Journey, Beyond Good and Evil to po prostu dobre tytuły, w których kobieta jest protagonistą wiarygodnie osadzonym w świecie gry bez zbędnego doszukiwania się w jej obecności czegokolwiek, w tym ideologicznego pitolenia.
Zdaje się, że sporo wątków w świecie gry będzie kręciło się wokół ewolucji i inżynierii genetycznej, np. Celestialsi to potomkowie pierwszych ziemskich osadników (25tys lat przed akcją gry), którzy ewoluowali w odrębne gatunki pomagając sobie również inż. genetyczną. Ludzie niezmodyfikowani genetycznie są traktowani przez nich jako rasa dzikusów.
Ciekawy koncept, w którym ludzie walczą tak naprawdę między sobą, z tą różnicą, że są w różnych stanach ewolucji oraz zmian genetycznych (czasem w ogóle nie przypominając cokolwiek człekokształtnego, np. Mara Yama).
Według mnie jest to fajne i spójne podejście do kreacji życia w świecie gry, zważywszy na to, że i tak w większości takich tytułów obce rasy przedstawiane są najczęściej jako zmienione wizualnie humanoidy.
Tutaj jest to wynik długotrwałej ewolucji ludzkiej rasy na potrzeby przeżycia w nowych światach w Gromadzie Centauri.
Póki co z obcych, nie trans-ludzkich, ras będą min. Silicates.
*** *** ***
Jun, nasza postać będzie potomkiem człowieka i Celestialki.
Tom, mężczyzna z pierwszego trailera, ten który stracił ukochaną i skoczył w czasie, będzie jednym z naszych towarzyszy.
Po prostu nie chcesz do tego przyznać, że boli Cię obecność Ciri jako główna bohaterka w Wiedźmin 4 (...)
Przecież napisałem o tym w komentarzu nr. 11.
(...) i nie chcesz się pogodzić z tym.
Ale mnie to koniec końców wisi. To nie jest coś co potrzebne jest mi do (prze)życia. Jak wielu przede mną i wielu po mnie, wyrażam tylko swoją opinię na ten temat gdyż moje oczekiwania rozminęły się mocno z tym co zapowiedziano.
Myślałem, że prowadzimy tutaj wszyscy jakaś dyskusję, a ta sprowadza się nierzadko do przedstawiania sobie nawzajem przeciwstawnych spojrzeń na daną dziedzinę/element/temat.
*** *** ***
Ad komentarz 159.6 to jestem za stary żeby się obrażać z powodu różnicy zdań (choć czasem zdarzają mi się drobne złośliwości) :-P
Ale to ty się chwaliłeś, że nie rozumiesz :-P
Lara w serii Tomb Raider to spoko, a Ciri w Wiedźmin już nie? Czasami nigdy nie rozumiem ludzie. :>
Gra RPG (przynajmniej do takie aspiruje W4) kontra gra akcji. No chyba, że ktoś nie ma pojęcia czym jest RPG, wtedy już wiem, dlaczego nie rozumie.
Niektórzy są jednak w stanie zrozumieć, że kobietom może się ciężko grać narzuconym męskim bohaterem w grze RPG, a w akcyjniaku już niekoniecznie i odwrotnie - mężczyźnie ciężej kobiecą postacią w RPG, a w grze z innego gatunku niekoniecznie.
Kreator postaci nie stoi w sprzeczności z narzuconym protagonistą, co najwyżej z jego wyglądem i\lub jego umiejętnościami jeśli istnieje możliwość ich wyboru.
Przecież już coś podobnego było w serii Mass Effect. Shepard był dla graczy i postaci spotykanych w grze Shepardem. Jego/jej miejsce w świecie gry było z góry ustalone, a charakter wstępnie ukształtowany, gracz wybierał klasę, imię oraz wygląd.
W Cyberpunk 2077 (jeszcze) nie grałem ale tam jest podobnie. V jest zawsze V, niezależnie od tego jak wygląda, jakie ma umiejętności i skąd rozpoczyna przygodę.
Kiepsko się na filmie bawiłem. Aktorstwo jakieś takie wymuszone, co dziwi, bo aktorzy są całkiem nieźli, historia też jakoś nie wciągała, a dialogi są... i tyle.
Ciri jako postać gracza? Dziękuję ale nie (to cholernie nudna persona).
Zainteresowanie nią w ostatnim Wiedźminie ograniczało się, w moim przypadku, do niezbędnego minimum, a prowadzenie jej w samodzielnej grze było na samym końcu tego co chciałbym zobaczyć w kontynuacji.
Liczyłem na to, że pójdą w stronę grania własnym wiedźminem. Cóż, kto inny zarobi.
Poluzuj gacie bo za mocno uciskają. Przytoczyłeś trzy na chyba 33 filmy, które do tej pory wyszły, produkcje te mają szeroki rozstrzał jeśli chodzi o jakość dostarczanej rozrywki, z tendencją mocno spadkową od czasu IW.
Nawet "Deadpool & Wolverine" będący żenującym do bólu
ciągiem durnych skeczy z pretekstową fabułą, wyplutym przez jakiś generator scen, jest lepiej traktowany.
W całym tym wywodzie nie chodzi o to jakie te filmy są, tylko dlaczego jedne oceniane są lepiej, a drugie gorzej mimo takiej samej jakości.
Nie rozumiem tej jazdy po filmach od Sony, przecież reprezentują podobny/ten sam, średni lub słaby, poziom co inne produkcje komiksowe od Marvela, a tamtym się tak nie obrywa.
Choć jest tutaj jeden wyjątek czyli Madame Web, bo to szmira okrutna ale Venomy czy nawet Morbius nie zasługują na takie łajanie biorąc pod uwagę podobne stylistycznie dzieła z tego segmentu.
Ponieważ lubię westerny, a grafika ta podoba mi się wizualnie.
Sama zaś gra to fabularyzowana strzelanka, nie walczysz z wrogami na kilku arenach, by nabijać doświadczenie i wzmacniać się po to tylko, by walczyć z silniejszymi przeciwnikami na tych samych arenach, zdobywać doświadczenie i wzmacniać się po to tylko, by ... i tak dalej.
Kiedyś mnie to też bawiło, dziś szkoda mi czasu i jest dla mnie jałowe. Wolę gry (w gatunku wszelakim) napędzane bardziej opowieścią.
Rok świetlny (to też jednosta odległości) owszem ale mila świetlna? Jak to ma w ogóle funkcjonować w przestrzeni?
Przez pewien czas śledziłem tytuł ale odkąd okazało się, że to tylko arena shooter, a fabuła to jedynie pretekst, dałem sobie spokój.
Szkoda, bo sam świat wygląda ciekawie ale od dłuższego już czasu nie bawią mnie gry oparte na jałowej zabawie (tłuczenie przeciwników dla samego tluczenia) na arenach.
Gra sama w sobie może być dobra (mechaniki, fabuła, dialogi, oprawa audio-wideo, itp.) ale sami twórcy robią wokół niej smród więc może im się to odbić śmierdzącą czkawką.
Jeżeli przyjąć, że woke dotyczy świadomości/uświadamiania odnośnie nierówności społecznych i systemowego ucisku wobec wybranych grup to również działania zmniejszające te, często wydumane, nierówności i ucisk mogą być za takie uważane, np. brak reprezentacji jakiejś grupy społecznej i jej wymuszone zwiększanie obecności w dziełach popkultury.
W odniesieniu do utworów (gier, filmów, literatury, itp) można to zrobić dobrze, tak by wyglądało naturalnie na tle całości oraz pozostawało na takim samym poziomie jak inne tożsame elementy danego dzieła.
Można też zrobić to w sposób nachalny oraz forsowny waląc konsumentów łopatą po głowie i np. oprzeć na tym cały marketing, robiąc z elementów trzecioplanowych, charakterystycznych dla rzekomo uciskanej grupy, najbardziej istotnymi, a istotne będące sednem dzieła zepchnąć na dalszy plan, a potem jeszcze mieć pretencje wobec konsumentów, że nie chcą tego zjeść.
Ta cała reprezentatywność będąca woke orężem jest śmieszna, bo to od autora/autorów powinno zależeć co umieszczą w swoim dziele, a nie od jakieś grupy czy instytucji.
Przecież ukazały się dopiero dwa odcinki na osiem przewidzianych, a prasa już dmucha w balonik oczekiwań jakby obejrzała całość.
Zobaczymy jak serial sobie poradzi przynajmniej gdzieś w połowie, a najlepiej po ostatnim epizodzie.
I numer z ukrywaniem kwestii zaimków osobowych w prezentacjach wideo z gry XD
Twórcy ostatniego Dragon Age przynajmniej mówili o tym otwarcie, a tutaj wstydzą się swojego działania?
A skoro się boją/wstydzą/cokolwiek, to po co w ogóle dodają do gry skoro wiedzą, że odbiór nie będzie pozytywny i może zaszkodzić w sprzedaży?
Jakby branżowe pismaki nie bywały stronnicze ;-)
Co w związku z tym, że każdy może?
Żyjemy w czasach, w których każdy jest recenzentem ze względu na łatwość publikacji i nie jest to zarezerwowane tylko dla tych, którzy robią to na łamach czasopism i portali branżowych.
Niejednokrotnie też, ci "każdy" mają zdrowsze i lepsze pojęcie o tym co recenzują, bo nie muszą uważać by kogokolwiek urazić albo siedzą w temacie znacznie dłużej i więcej, a nie skaczą z kwiatka na kwiatek.
W pierwszym kupujesz świadomie grę, o różnym stopniu niedopracowania, na długo przed jej premierą, nirzadko też taniej, i pomagasz (lub nie) w jej tworzeniu dzieląc się z twórcami opinią lub zgłaszając błędy.
W drugim przypadku masz możliwość zagrania tuż przed oficjalną premierą w produkt, który z założenia powinien być w pełni sprawny i ukończony.
*** **** ***
Tymczasem, od dłuższego już czasu, tak nie jest bowiem często dostajemy w dniu premiery produkty dalekie od bycia gotowymi i często niedopracowane, a co śmieszniejsze to ludzie dopłacają, by w te niedorobione produkty zagrać.
Więc jak wydawcy widzą graczy? Jako konsumentów, którzy nie dość, że są chętni kupić kota w worku (pre-order) to jeszcze dopłacą za to żeby z tym, rzygającym i robiącym pod siebie kulawym kotem pobawić się przed innymi.
Wciąż pozostaje Exodus od Archetype Entertainment, również weteranów z BioWare (J. Ohlen, D. Karpyshyn).
(...) w RPG-i z kategorii AA, w konwencji pierwszej osoby, które nie są ani dla weteranów gatunku, ani dla współczesnych odbiorców przyzwyczajonych do AAA.
Uważam się za (jakiegoś tam) weterana gatunku RPG, który wyrósł na BG2 i PT, świetnie bawił się w obu Pillarsach i Pathfinderach, który wraca co jakiś czas także do tego co go ukształtowało (głównie BG2), a który nie stroni i od gier AAA jeśli spełniają pewien (przyzwoity) poziom wykonania.
Na Avowed bardzo czekam, również dlatego, że będzie w widoku pierwszoosobowym (bardzo lubię tą perspektywę w grach), a że tworzy go Obsidian więc liczę na coś bliższego Pillarsom w widoku FP, niż np. Skirymowi.
Do zobaczenia w Zonie gdzieś, może, za rok.
Poprzednie odsłony ogrywałem z jeszcze większym poślizgiem i wyszło to satysfakcji z zabawy najlepiej.
Skoro już wróżymy z fusów to równie dobrze mogę napisać, że granie na PC zabiłoby piractwo, mielibyśmy teraz tylko konsole, a PC byłoby niszą tylko dla miernych indyków.
*** *** ***
Może nie pamiętasz tamtych czasów albo ich nie znasz, jeśli jesteś za młody, ale wtedy niejeden producent/wydawca pokazywał środkowy palec graniu na PC, łącznie z dzisiejszym "zbawcą" PC-gamingu i białym-rycerzem-obrońcą-deweloperów Timem Sweeneyem.
Dzisiaj masz za to hity z konsol dostępne na blaszaku i szybkie przeceny, przy których ta rozdmuchana potrzeba "posiadania na własność" bywa zabawna.
Tak, jest spolszczenie stale aktualizowane pod najnowsze patche: https://www.nexusmods.com/pathfinderwrathoftherighteous/mods/342
Jakościowo bardzo dobre, osobiście wyłapałem kilka drobnych literówek i zdarzyły mi się niewielkie fragmenty nieprzetłumaczonego tekstu ale było to zaraz po tym jak wyszło któreś DLC (z wiadomych przyczyn nieprzetłumaczone, ponieważ zawierało nową zawartość), mimo to nie przeszkadzało mi to w zabawie.
Znalezione błędy można zgłaszać tutaj: https://discord.gg/z76mu6hBv3
Jeśli dobrze pamiętam to automatyczne zarządzanie krucjatą blokuje chyba niektóre zadania poboczne.
Manualne sterowanie krucjatą była dla mnie świetnym dodatkiem i urozmaiceniem warstwy przygodowej (do pewnego momentu).
Na sporo dalszym etapie staje się niestety powtarzalna (atakujące armie, wydarzenia, dekrety) ale przy odpowiednio rozstawionej obronie w kilku kluczowych miejscach (3 mocne armie) tylko się ją przeklikuje, więc gdy wszystkie zadania poboczne, które może ona zablokować, zostaną ukończone można przełączyć ją w tryb auto i przestać zawracać sobie nią głowę.
Ciężko stwierdzić czy można mówić o wypaleniu skoro nie znamy szczegółów poza jedynym przykładem lodowej broni, który brzmi całkiem ciekawie.
Ja tu widzę raczej stawianie sobie (zbyt)wygórowanych ambicji.
Fabularnie wiedzą jak poprowadzić kontynuację, nie są zadowoleni ze swoich pomysłów odnośnie mechanik, być może niepotrzebnie.
Tyle że to aktorskie drewno, z twarzą o praktycznie zerowej ekspresji.
Podobnie jak Vikander. Póki co kiepsko z tym doborem aktorek do roli Lary Croft.
Mam tylko nadzieję, że odcinki w tej serii, poza pokazem CGI, będą również dłuższe i bardziej treściwe niż te z LD&R.
Ja akurat mam coś do niej i jest to jakość jej aktorstwa, które oceniam na poziomie drewna (obejrzałem z nią Gwiezdne Wojny, Ruchomy chaos i Morderstwo w orient expressie).
Fascynacja jej urodą to rzecz gustu ale warsztatowo według mnie niedomaga, jej gra aktorska jest dość płaska, czasami próbuje zrobić coś ze swoją mimiką ale wtedy zdarza się jej często przeszarżować.
Słaby ponieważ?
*** *** ***
The Dark to oryginał taki sam jak i Caddo Lake, też niczego nowego nie wymyśla i powiela motywy z innych dzieł.
Poza tym jest rozwleczony do 26-odcinkowego serialu, a jak się okazuje podobną koncepcję można z sukcesem zawrzeć w znacznie krótszym formacie.
Aktorstwo na dobrym poziomie, dźwięk i muzyka dobrze współgrają z obrazem, historia mimo leniwego początku szybko się rozwija, jest dobrze prowadzona i do końca ciekawi.
Przyjemnie spędzony czas. Film rozpoczyna się spokojnie, by za chwilę nieco przyspieszyć, bardziej zaciekawić i przykuć do ekranu do samego końca.
A co miał je ukraść?
Coppola: Dorobiłem się na swojej wieloletniej pracy aby móc samodzielnie finansować swój projekt.
Internety: problem.
Coppola: Zapytano mnie o opinie na temat filmów Marvela.
Internety: problem.
Mam w swojej biblioteczce (wersja dvd) i wracam do filmu od czasu do czasu. Fajne, proste kino sci-fi, które przyjemnie się ogląda.
To chyba, obok 13 wojownika, najczęściej oglądany przeze mnie film.
Po dotychczasowych materiałach zapowiada się, że pałeczkę po ME przejmie Exodus.
Z jednej strony szkoda, bo chętnie wróciłbym do tego uniwersum (ale ostatnie dokonania BioWare są, delikatnie rzecz ujmując, rozczarowujące więc chyba jednak nie), z drugiej, może na grobie tej marki narodzi się godny następca skoro dostrzeżono potencjał i zapotrzebowanie na taki tytuł.
"w obecnych czasach to raczej kiepski wyznacznik "czy warto kupić"
Zastosowałem chyba zbyt duży skrót myślowy.
Według mnie nikt o zdrowych zmysłach nie traktuje recenzji jako wyznacznik czegokolwiek.
Recenzje i opinie to tylko zbiór danych, na podstawie których sam analizujesz utwór, porównujesz z innymi danymi, by potem samodzielnie podjąć decyzję co zrobić dalej (np. zakup).
Jedynie głupcy ślepo wierzą w cudze opinie.
Sugerowanie się jednym głosem jest niemiarodajne i z dużym prawdopodobieństwem może wprowadzić w błąd. Przeczytanie i obejrzenie kilku (zwłaszcza obejrzenie, ponieważ widać wtedy taką grę w działaniu) pozwala stworzyć obraz tego czy produkt wart jest zachodu.
Czyli mam kupić grę i utwierdzić korporację w przekonaniu, że zrobili dobry produkt? Przecież oni mają w nosie co napiszę na jej temat skoro i tak ją kupiłem.
Po to są materiały przedpremierowe, a później recenzje abym nie musiał robić z siebie idioty.
Tylko, że gier nie oceniasz między-gatunkowo, a w obrębie swojej kategorii/gatunku.
Avatar: Frontiers of Pandora nie jest grą RPG, tylko grą akcji (z elementami RPG, a to robi różnicę).
Stworzenie własnego wyglądu, wyboru szkoły wiedźmińskiej czy pochodzenia nie determinuje wcale słabej historii.
W serii Mass Effect wszyscy mówią do naszej postaci Shepard, postaci której wygląd, klasę i pochodzenie sami ustalamy, a jakoś nie przeszkadza to w prowadzeniu ciekawej historii, wątków pobocznych czy dialogów. Podobnie mogą zrobić i tutaj.
Bo tam RPG odgrywało najważniejszą rolę, a nie styl graficzny. Kiedy to co najważniejsze w danej grze stoi na wysokim poziomie, niezauważalne stają się niedociągnięcia w innych sferach lub łatwiej się je wybacza.
Gdy wszystko zrobione jest słabo, to wszystko rzuca się też w oczy i nie ma niczego co mogłoby to zrównoważyć.
Stare to jak świat i funkcjonuje w wielu dziedzinach życia, grach również.
Pokuszę się o stwierdzenie, że wyznacznikiem dobrej gry RPG jest na dzisiejszy czas BG3 (przez niektórych producentów uważany za anomalię) i np. Pathfinder:WotR ustalające dla tego gatunku pewien poziom jakości.
Jak w takim razie traktować oceny 9/10 i 10/10 dla nowego Dragon Age? Jak w takim razie traktować rzetelność growego dziennikarstwa?
Dragon Age jest chyba złym przykładem, ponieważ każda kolejna odsłona (mimo posiadania również pozytywów) przynosiła kolejne rozczarowania, a jedynka stawiana jest często za wzór.
Podobno film będzie skupiony wokół dwóch sióstr i ma rozgrywać się w niezbyt odległej przyszłości.
Według mnie twórcy HZD dobrze określili rodzaj odświeżenia.
Akurat jeśli chodzi o oryginalne HZD, to przedwczoraj skończyłem drugie przejście wersji kompletnej, tym razem na PS5 Slim więc mam świeży obraz tego jak się prezentuje.
Najmocniej rzucają się w oczy niektóre twarze, zwłaszcza kobiece, ponieważ nierzadko wyglądają na zbyt mocno wygładzone, plastikowe.
Otoczenie/środowisko, maszyny, stroje postaci wciąż wywołują bardzo dobre wrażanie.
*** *** ***
Swoją drogą, to część z tych poprawek mogliby dodać również do oryginalnego HZD ale władcy tabelek w excelu pewnie na to nie pozwolą, w końcu mają im sprzedać wersję Pro konsoli.
O jakim remaku gość ględzi skoro to stary HZD nieco podrasowany graficznie, a nie stworzona w całości (lub w dużym stopniu) na nowo gra.
Odgrzany kotlet, a nie upieczony na nowo.
"Trzykrotnie droższy PC nie zapewni trzykrotnie ładniejszej gry”
Ale mógłby gdyby producent gry przygotował taką wersję pod niego.
Logicznym jest, że skoro gra tworzona jest pod poziom PS5 Pro to na (jakimkolwiek) PC nie pokaże nic więcej ponad to co jest na konsoli, o ile twórca gry nie doda w wersji PC dodatkowych opcji.
Gracze na Steamie dostali może i wciąż niedokończoną grę, (...)
To co oni robili z tą grą przez czas ekskluzywności dla EGS i w co grali tam gracze (alfę, bętę, demo)?
Ja płakałem jak o tym czytałem.
A niby dlaczego miałyby wyglądać tak samo?
Realizm w grach nie oznacza, że wszystko ma być robione na jedno kopyto, a to, że w logice, warstwie mechanicznej, dźwięku, grafice, wizji artystycznej, itp. ma albo dobrze odzwierciedlać nasz świat albo opierając się na nim stworzyć całkowicie nowe i egzotyczne środowiska przy tym na tyle spójne i logiczne aby można było uwierzyć, że takie mogłoby istnieć.
W wielu grach realistyczną grafikę porzucono na rzecz wizji artystycznej i gdyby nadać im realistyczny wygląd, nie musiałyby wyglądać tak samo.
Natura nie znosi próżni.
Nie było Ubisoftu i też powstawały wspaniałe gry, nie będzie Ubisoftu, też będą takie powstawały, a w ich miejsce (i każdego innego twórcy) pojawi się ktoś inny.
Ciekawe skąd NPC będzie wiedział, że to ja splądrowałem martwe ciało jego kumpla leżące w jakiejś dziurze gdzieś na drugim końcu mapy. To mogliby sobie akurat darować.
Aby miało to sens to taki sprzęt (strój, uzbrojenie) trzebaby było nosić na/przy sobie aby był widoczny, a przede wszystkim musiałby być unikatowy i specjalne oznakowany. Inaczej mi się to nie klei.
Mocne, aż oczy krwawią.
Ja póki co spotkałem się z tym tylko raz (przynajmniej raz zauważyłem) w Star Wars Jedi: Survivor, gdzie jedna z postaci w kantynie używa tych śmiesznych zaimków (mózg się lasuje i uszy więdną od słuchania).
Na szczęście nie trzeba tym stale terroryzować swojego słuchu, bo ta postać, o ile dobrze pamiętam, nie odzywa się niezaczepiona i chyba jest częścią tylko jednego zadania pobocznego.
Fajnie by było jakby Larian udostępnił to czego sami nie dokończyli (w jakimkolwiek stanie to jest), moderzy nie musieliby zaczynać od strzępów i mieliby lepszy obraz całości.
I to jest informacja roku.
Jedyne czego oczekuję to jeszcze bardziej inteligentnego Xeno, fabularnie było nieźle, projektowo również więc w kontynuacji oba te elementy mogą pozostać na podobnym poziomie (jak celują w lepsze to tylko się cieszyć)
Ponieważ to problem rozdmuchany przez twórców serialu na podstawie "opinii" mniejszościowej części niezadowolonych odbiorców*, po to by wytłumaczyć klapę serialu i przerzucić jego niepowodzenie z siebie na konsumentów.
- - - - - - - - - -
* Typowych hejterów, którzy zawsze się trafiają. Wydaje mi się, że (na tyle ile wybiórczo śledziłem temat) większość złych opinii to była jednak zwykła krytyka i niezadowolenie z jakości serialu.
O ile w przypadku Helldivers 2 jestem w stanie się zgodzić na konieczność posiadania konta PSN, ponieważ gra jest przeznaczona głownie do zabawy wieloosobowej i zdaje się, że posiada wsparcie rozgrywki cross-platformowej, o tyle w przypadku gry dla pojedynczego gracza jest to niezrozumiałe i niepotrzebne.
Oczywiście, że jest do do pokazania w serialu czy filmie, powiedziałbym nawet, że w serialu bardziej ze względu na czas jakim gospodaruje taki twór w stosunku do filmu. Mało to jest produkcji rozgrywających się w różnych czasach i wymiarach, a przy tym będących (względnie) spójnymi?
Toksyczność ma wynikać z faktu, że to bardzo duża grupa społeczna i jak to przy dużej liczbie ludzi bywa pojawiają się liczne, często odmienne, zdania na dany temat?
Najlepiej pewnie jakby wszyscy klaskali tak samo.
*** *** ***
Mnie dziwi co innego. To nachalne przywiązanie do ocen i punktów obecne zarówno u graczy jak i producentów gier. Przecież to nic nie znaczy, bezwartościowa informacja, która wprowadza więcej zamieszania niż pożytku.
Według mnie dawno powinno się zaprzestać stosowania wszelkich ocen punktowych.
To, kim jest Nieznajomy, od lat intrygowało fanów
Tylko od dwóch.
To, że był to Gandolf było dla większości pewne. A to, że nim się okazał to kolejne słabe zagranie scenarzystów i tanie granie na sentymentach. Najdroższy serial świata, a najważniejsze elementy zrobione (uprzejmie to ujmując) po taniości...
Prawdziwy Olorin trafił do Śródziemia tysiące lat później niż ten serialowy i jako trzeci Istari, a nie pierwszy.
Mogli zrobić z niego jedego z tych dwóch Majarów, o których losach niewiele wiadomo (Alatar i Pallando), tym bardziej, że według mitologii Śródziemia prawdopodobnie wyruszyli na wschód (i/lub południe), choć też jak Gandalf przybyli dopiero w Trzeciej Erze ale przynajmniej przed nim.
Już tylko czekam na Aragorna, Legolasa i Gimliego...
Co do zabijania zwierząt.
Ghost of Tsushima i seria Horizon różnią się podstawowym założeniem dotyczącym samego świata.
W Horizon jest to świat po apokalipsie, ludzie walczą tam o przetrwanie i dlatego zabijanie zwierząt jest jedną z mechanik (w formie mocno uproszczonej), przy czym mechaniką realnie przydatną na potrzeby rozbudowy ekwipunku i warzenia mikstur, a nie dodaną jedynie dla samego zabijania (chociaż to też można robić).
Podobnie jest np. w serii Red Dead Redemption. Łowiectwo, w okresie w jakim gry się rozgrywają, było na porządku dziennym, nieraz "przesadnie", gdy zabijano zwierzęta aby posiadać je jako eksponaty albo wyłącznie dla samych skór w celach zarobkowych, co również zostało tu odzwierciedlone (tworzenie i rozbudowa ekwipunku, tworzenie ubrań ze skór, zlecenia na konkretne zwierzęta).
Odnoście twojej oceny.
Wystawianie tej grze 3,5/10 jest głupie, podyktowane wyłącznie emocjami, a nie realną oceną zawartości.
Pierwszego LotF kupiłem wieki temu na PS4. Pograłem "chwilę" i nie dałem rady tej toporności. Gra od tego czasu leży na półce czekając na nowego właściciela (z serii oddam darmo albo za cenę wysyłki XD).
Oby kontynuacja miała w sobie więcej temperamentu.
Gra działa tak samo ale sprzęt ma wciąż spory zapas mocy (taka tam "drobna" różnica w tym twoim wywodzie), więc po co kupować kolejny, nowszy, z lekkim tylko upgradem?
Przecież taki HZD oryginalnie wyszedł na PS4 więc dla elektroniki z PS5 nie powinien stanowić żadnego problemu i poprawę grafiki w grze z poprzedniej generacji też powinna udźwignąć.
Czy zatem PS5 Pro jest, aż takim skokiem technologicznym względem PS5, że tylko ona realnie, a nie marketingowo, udźwignie wymienione w artykule zmiany?
Zdaję sobie sprawę z tego, że w gry z generacji PS3 trzeba by było włożyć sporo zasobów i byłyby to raczej remaki ale skoro Capcomowi opłacało się zrobić to z RE2, a przy tym wyszło naprawdę nieźle, gdzie oryginał jest przecież dużo starszy niż generacja PS3 (gra wydana pierwotnie w 1998 roku na PS1), to dlaczego Sony ma się nie opłacić ze swoimi markami?
Inne przykłay to EA i pierwszy Dead Space (rok 2008 na PS3) czy trylogia Mass Effect (wszystkie trzy wyszły na PS3 w latach 2007-2012).
Ile z tego dałoby się wprowadzić na obecnej wersji konsoli, a jest tylko marketingowym argumentem za kupnem PS5, a ile to realne, związane bezpośrednio z nowym sprzętem modyfikacje (?)
Przykład HZD. Gra dobrze działał i wygląda na PS4.
Skoro PS5 (slim) jest mocniejsza, a sama gra działa na niej wybornie więc można założyć, że sprzęt pociągnie też jakieś usprawnienia graficzne.
Zatem, czy na pewno potrzebny jest model pro konsoli aby gra wyglądała lepiej?
Mają takie bogate portfolio, są przecież stare tytuły z PS3, które cieszyły się sporym powodzeniem, a które migliby przypomnieć w obecnej generacji ale nie... wzięli 7-letnią grę, która nadal świetnie wygląda i działa również na PS5.
Leniwe dziady, powinni jeszcze wydać remaster Astro Bota, ten tytuł jest już taaaki stary i taaaki nieaktualny.
Problem z płytami jest taki, że trzeba mieć do nich czytnik.
U mnie za taki robi konsola PlayStation, a ostatni zakup PS5 pozwoli w końcu na odtwarzanie w UHD.
Alternatywą są jeszcze pamięci usb.
Zaletą takich rozwiązań jest możliwość oglądania kiedy się chce bez względu na stan połączenia internetowego czy obecność (lub nie) danej pozycji w zasobach jakiegoś VOD (o ile wykupimy abonament lub wypożyczymy dany tytuł), kolejną jest brak wspominanych tu reklam.
Osobista biblioteczka filmów i seriali na płytach, do których lubi się wracać, to przyjemna rzecz.
Bida z nędzą.
Mam jeszcze parę tytułów do ogrania ale przyszłość nie maluje się pozytywnie.
A jednak wyszło po taniości :-/
Oby jecnak nie były to remastery tylko po taniości i przyłożono się do wykonania.
Taka wyśmienita marka, szkoda, że nie ma takiego "opiekuna" jak np. seria Resident Evil.
Na dniach nabyłem swoją chudą wersję PS5 do ogrania kilku raptem pozycji z ps5 i dokończenia tych z ps4. Mimo, że mam w co grać, a konsola służy również za odtwarzacz niebieskich płyt, tak liczę, że pokażą jednak coś nowego, chociaż ze 2-3 nowe i naprawdę porządne produkcje, a nie jakieś popierdułki.
final_bot, rocketfuel was świat też nie potrzebuje, w końcu jest jeszcze prawie 8 mld ludzi z czego jakieś 4 mld graczy, a jednak żyjecie i gracie.
Jak można w ogóle mówić o oglądalności serialu kiedy nie są dostępne wszystkie odcinki?
Sporo ludzi obejrzy pierwsze odcinki drugiego, by sprawdzić czy warto dać serialowi szansę. Nie wszyscy dotrwają do końca.
Ciekawe czy będą mieli się czym chwalić gdy ukaże cały sezon.
Czekałem z przesiadką z PS4 pro na PS5 pro, a tu taki zawód.
Może przełknąłbym cenę gdyby konsola posiadała napęd, ponieważ wykorzystuję ją również do ogladania filmów na blue-ray/DVD więc de facto jest to dla mnie konsola + czytnik płyt.
W przypadku nowego PS dochodziłoby zakup napędu.
Będzie trzeba kupić PS5 slim (sprawdzone na szybko, wersja z napędem 2200zl).
Fajna prezentacja, a końcówka z polskim akcentem niezła tylko to kurwowanie co chwilę brzmi dziwnie.
To gdzie są te tłumy twórców i wydawców porzucających Steama i przechodzący do Epic, lepszy zarobek wszak gwarantowany.
Jestem sklonny się założyć, że gdyby RM wyszedł w czasach i zamiast GW to miałby dziś podobne uwielbienie.
Filmy są spóźnione o jakieś 40 lat.