Ok, tę historie o tym czarnym psie i odkupieniu win też tutaj opowiada gość, ale brzmi to jak jakiś taki wstepny zarys tylko i troche przypomina ... Torment?
https://youtu.be/GDDrf2w6a10?si=Qfs_7kY0Toyi6Kvy
a ciekaw jestem właśnie takiej porcji szczegółów jak teraz o Van Burenie. Może Josh Sawyer coś ujawni, ostatnio wszyscy z bylego BI coś publikują i opowiadają o tamtych czasach, więc coraz wiecej rzeczy wychodzi na jaw.
Z tym "Baldur's Gate 3" czyli Black Houndem to ciekawa sprawa, bo to trochę chyba jednak był fałszywy Baldur.
Z tego co twierdził w wywiadzie Avellone albo Sawyer (teraz nie pamiętam, który z nich), Czarny pies nie miał mieć nic wspólnego z Baldur's Gate, póki TSR nie zabrało im licencji na Forgotten Realms, zostawiając tylko do marki BG.
Ciekawe nowe szczegóły.
Akurat niedawno robiłem materiał o zespole BI i trochę grzebałem na temat Van Burena, ale tego nie znałem. Chciałbym jeszcze wiedzieć, jaki był plan na fabułę Black Hounda (pozornej kontynuacji Baldurs Gate) czy Stonekeepa 2.
Ciekawa sprawa, grałem w demo i ta gra nie wydawała mi się jakaś fatalna.
Wyszła pełna, darmowa wersja. Ściągam więc, patrzę - przytłaczająco negatywne oceny. Wchodzę w komentarze - większość osób pisze, że zwiech na pierwszym loading screenie przy ładowaniu gry.
Z reguły jak ludzie narzekają na bugi, to ja jakoś fartownie ich nie odczuwam i zwykle gra chodzi mi przyzwoicie.
Ale nie tu.
U mnie dokładnie to samo - gra wisi na etapie ładowania tytułowego menu. W demie jednak jakoś tego problemu nie było.
Zakładam, że naprawią, skoro to jakiś powszechny błąd. Ale niesmak, że na premierę takiego giga babola nie dopilnowali pozostanie.
Próbowałem już Free Lanes. Ogólnie to zmian nie widać na pierwszy rzut oka - a to na ekranie wyboru mocy pojawił się przycisk do upgradu, a to w stacji pojawił się ten nowy komponent do tworzenia legendarek.
Co do obiecanego cruise mode, to faktycznie jest i działa, ale nie od samego początku gry (pojawia się dopiero w czasie pierwszej misji z Sarą). No i można wreszcie okrążyć planetę dookoła. Miałem wrażenie, że dotąd planety nie były 3D, tylko były to płaskie bitmapy wysokiej rozdzielczości w kształcie koła. Teraz już wydaje się, że są to legitne kule w 3D, co widać gdy je okrążamy.
Teraz muszę przetestować, jak działa generator losowych "wyspowych" POI na mapach planet. Ponoć miało być tego więcej, i bardziej zróżnicowane - bo miały dojść nowe typy POI (na screenach była jakaś wieża z wielką anteną).
Tainted Grail nie pokazuje wprost poziomów przeciwników. A ponieważ szlifuje nadal wciąż zmieniający się akt 3 + Sarras, to żeby odpowiedzieć na Twoje pytanie cofnąłem się do Aktu 1, czyli do Rogów.
Mam poziom 76. Mobki w Akcie 1 padają już na jeden strzał i dają śladowe ilości XP, np. 10. Nic tu się nie zmieniło po żadnym patchu... chyba.
W akcie 2 mobki są już na 2-3 strzały (zależy od mobka i borni oczywiście), i dają odpowiednio większe ilości XP. Podobnie w akcie 3.
W Sarras to wygląda dziwnie, bo moby są dość trudne, ale dają relatywnie mniejsze ilości XP (pobadam dalej, być może zależy to od mobka).
Czyli wydaje się, że skalowanie działa tylko w Sarras, a na pewno nie działa wstecz na mobki w Akcie 1.
Acha, oczywiście skalowanie jest nadal na nocnych mobach - koszmarach Dziwu. Tutaj tak było od początku.
No faktycznie oryginalny pomysł na te walko-pościgi. Troche przypmina mi inną turową gre z samochodem w roli głównej - Keep Driving.
Tylko ważne, żeby się prawidłowo przygotować na to czym Starfield jest.
Nie oczekujcie No Man's Sky ani Star Citizena. Oczekujcie nadal jednak gry Bethesdy, gdzie jest kilka rodzajów gameplay loopu, wzbogaconej o elementy latania po kosmosie.
Przez większość czasu w Starfieldzie robimy:
- zadania fabularne w stylu do jakiego przyzwyczaiła nas Betesda. Zadań jest dużo, ale są średniej jakości. Tylko kilka to perełki.
- poszukiwania ulepszeń na wielu podobnie wyglądających planetach - ale eksplorujemy je pieszo albo łazikiem!
- poszukujemy zasobów i rozbudowujemy baze (ale to całkowicie opcjonalne)
Latanie po kosmosie pełni tu zdecydowanie mniejszą rolę, jest bardziej ograniczone, i choć w nowym dodatku rozbudują te mechanikę w obrębie systemów gwiezdnych, to nadal nie będzie ona w żaden sposób porównywalna z tym, co oferują No Man's Sky, Star Citizen czy Elite: Dangerous.
To bardziej Outer Worlds z elementami lotu między planetami... albo Star Wars Outlaws niż prawdziwa gra kosmiczna.
Jeśli nastawicie się na coś innego, to możecie się srodze rozczarować.
A gra wcale nie jest zła, tylko trzeba do niej podejść w odpowiedni sposób.
Dobrze nagradza eksplorację gra, której nie nazywa się grą z otwartym światem, mimo, że nią jest:
polskie Tainted Grail: Fall of Avalon.
Czemu dobrze?
bo po pierwsze jest ręcznie zaprojektowana
po drugie w każdym zakamarku coś jest - skrzynia, jaskinia, boss...
a po trzecie to, co tam znajdujemy to w dużej mierze zawartość unikalna - coś czego zabrakło Starfieldowi na przykład, choć liczę, że zostanie skorygowane w kolejnych aktualizacjach.
Ta gra (Tainted Grail a nie Starfield) ma olbrzymią ilość ręcznie projektowanych unikalnych lokacji, mobów, sprzętu itd. Ale jest przez to mniejsza.
Jeśli robi się grę o skali Valhalli, to ciężko uniknąć powtarzalności.
A skoro gracze nie chcą powtarzalności, to siłą rzeczy dostaną nieco mniejsze światy. Ale nadal owarte...
Problem trochę jak w przypadku umów kredytowych indeksowanych do walut obcych: "po jakim kursie". Dziś średnio kurs jest 3,74 a na NBP 3,7257.
Czy to prawda, że kurs PLN/USD na Staam jest na 4.15?
Dokładnie jak tu już napisano.
Oczywiście teza dwóch autorów indie gier nie jest prawdziwa, albo inaczej - zbyt upraszcza.
Mylą formułę otwartego świata, która może być użyta w symulatorach, przygodówkach a nawet grach logicznych, z pewnym podgatunkiem, który wykształcił się w dużej mierze dzięki fabrycznemu, powtarzalnemu wypuszczaniu gier z serii AC czy Far Cry przez Ubisoft i kilka innych studiów.
Gracze nadal tęsknią za dobrze zrobionymi światami, które dają im wolność, tylko niekoniecznie w tej formule, którą już się znudzili.
Crimson Desert dał obietnicę czegoś nowego, nowej Zeldy BOTW... więc miliony graczy się jednak na to złapały.
To, że wielkie korporacje typu Ubisoft wycofają się z produkcji z dużymi otwartymi światami, wcale nie musi zaszkodzić, bo uwaga graczy zostanie przekierowana na inne, może ciekawsze i bardziej innowacyjne projekty.
A jednocześnie narasta nostalgia za starymi, klasycznymi "open worldami" z przełomu tysiącleci. Drugą młodość przeżywa Daggerfall, tym razem na silniku Unity, a klasyczny Morrowind doczeka się w tym roku klona - Ardenfall.
Niestety z tymi towarzyszami w Avowed mam to samo. Już bym chyba wolal maksymalnie stereotypowego rubasznego krasnoluda... zresztaąw Outer Worlds 2 tez polowa postaci w druzynie jest dośc nijaka niestety.
Czuje ze Silvaren już szykuje ripostę, i przeczuwam, że wrzuci niskopoziomowa głęboką analizę smaczków z questów postaci z drużyny - bo faktycznie, każda ma tam swój wątek fabularny :)
Jak już rozmawiacie o Ravenlofcie i Menzo od Dreamforge, to w nowym Loadingu omawiaja wlaśnie inną świetna grę tego studia, jeszcze pod nazwa Event Horizon - Veil of Darkness. Obecnie na Steamie do nabycia za 22 zlote.
Wspaniała gra to była...
https://store.steampowered.com/app/2414320/Veil_of_Darkness/
No i dla mnie to studio zrobiło jeden z moich ulubionych dungeon crawlerów: Anvil of Dawn. Pamiętam, że grałem na przemian w Anvil i Stonekeepa a na dłuższą metę chyba Anvil pamiętam jako lekko lepszy (większy).
No i ostatni temat - jakiś czas temu wyskoczylem z propozycją zrobienia na kanale YT przeglądu dungeon crawlerów czyli "blobberów".
Zrobiłem na kanale prototyp tego, jak taki przegląd z duża ilością gier chciałbym, aby wyglądał. Na razie w temacie gier z otwartym światem. Za dungeon crawlery zabrałbym się tym samym systemem: najpierw szczegółowa lista, potem wydobycie z YT 15 sekund gameplayu z każdego z tych tytułów, a wszystko ułożone chronologicznie.
Open worldy:
https://youtu.be/wbmn3kWFuO0
Ciekawe, jak faktycznie w grze działa ten mechanizm, że musimy cały czas się bić, bo bez tego rosną odsetki od długu?
Na tym etapie pomysł na taki setting w grze dla mnie bardzo OK.
Brakowało mi czegoś takiego po ograniu Secret World, odwołaniu World of Darkness MMO i zawodzie, jaki sprawił wszystkim nowy Vampire: Bloodlines.
Na tym nowym gameplayu, na krótki ułamek sekundy (1:37) widać było sekwencje jakby lotu stateczkiem przez pole meteorów.
https://youtu.be/akemL0MHLg4?si=cRQ8LHoYK80mzsdY
Jednak wywalone na wierzch opisy klawiszy "accelerate" "ascend" i "descend" wskazują, że to raczej niestety jakiś rodzaj mini-gierki... no chyba że to jest pierwszy raz użyta w grze tego typu sekwencja, więc gracz dostaje na starcie prosty tutorial jak latać, a większa ilość lotu kosmicznego będzie dalej tworzona w wbudowana na stałe w gameplay gry.
No bo przecież z drugiej strony... nie tworzyliby osobnego zestawu grafik, modeli i odrębnego trybu gry, żeby nie wykorzystać tego częściej.
Rozumiem, że Twoja teza jest taka, że te udane gry Garriota czy Petera to zasługa ludzi 2 linii. Postaram się to zbadać w materiale o Garriocie, który powoli przygotowuje. Ale na obecnym poziomie wiedzy, wydaje się, że jednak to silna osobowość i wizja takich gości jest spoiwem, które utrzymuje spójność gry.
Ultima 8 i 9 to przykłady pracy tych samych, pewnie zdolnych programistów i designerów z 2 linii, często pomijanych. Wydaje mi się, że nie na darmo game directorów nazywa się też "keepers of the vision", ponieważ bez tego całościowego nadzoru spójna wizja gry jest rozmieniana na drobne.
Do tych wizjonerów albo jak wiele osób woli - "hohsztaplerów" można jeszcze śmiało dorzucić Todda, Sida Meiera, Davida Perry'ego, czy z bardziej współczesnych Seana Murraya.
Ciekawe, czy słowo "ponadnarodowe" faktycznie nie jest już tylko sloganem, który znamy z cyberpunkowych wizji.
To, że są korporacje są transnarodowe, to już wiemy od dawna.
Ale tutaj mamy konkretny spór - pojedyncza, choć bardzo potężna korporacja vs państwo, a właściwie vs 2 bardzo silne państwa, wręcz imperia. Państwa, które są w opozycji do siebie, a jednocześnie każą składać korporacji "hołd lenny" i wybierać.
Czy Tim Cook byłby tak spolegliwy wobec pojedynczych państw ze "średniej" półki? Wydaje się, że nie.
Ciekawa drużynowa gra RPG, z walką w czasie rzeczywistym. Dzieje się na wyspie, która mocno przypomina mi Vvardenfell z Elder Scrolls. Ale tak naprawdę to jest uniwersum z innej gry stworzonej przez tych samych twórców - Serpents in Staglands. Na mapie świata nawet widać kontynent o nazwie Staglands.
W grze jest nie tylko walka, ale i eksploracja dzikiej wyspy, no i linia fabularna. Narracja, styl graficzny i zaczątek fabuły przypomina mi też No Rest for the Wicked, które też dzieje się na wyspie. Z tym że tutaj przygoda odbywa się w mniej zręcznościowej, a bardziej taktycznej wersji.
Ogólnie polecam także fanom klasycznych drużynowych RPG top-down w stylu Baldur's Gate.
Fajne, Tibię widzę... ale zaraz zaraz - gdzie Metin2 ? :)
+ Deluxe Ski Jump.
https://youtu.be/DvbnfLTohdw?si=drQHR3sBMgOlwQYm
Lenovo Thinkpad T14 gen. 7 - rozebrali go na serwisie iFixit i dostał wysoką ocene.
Przy całej krytyce UE, to jednak na tym polu, ale także w przypadku udanego wdrożenia do porządku prawnego inicjatywy stop killing games oraz w przypadku uniwersalnego standardu ładowarek - są to - przynajmniej na pierwszy rzut oka - regulacje idące w dobrym kierunku.
Ostatnio też u Rysława Andrzej Muzyczuk opowiadał też o przeznaczonym na rynek UE modelu laptopa Lenovo, który właśnie z tego powodu, miał możliwość wymiany wszystkich istotnych elementów.
Nie mam, ale obie mam na wishliscie.
Serpenta ogrywalem chyba w jakims demie kiedys, ale niewiele pamietam :)
Zaczalem chodzic po mapie w Banquet i - co lubie - swiat wydaje sie calkiem rozlegly. Mam nadzieje ze sa w nim - poza pierwszym grodem - inne miasta i jakies osady z NPC, bo po statsach widze, ze gra nie bedzie opierac sie tylko na walce, ale tez na interkacjach z NPC.
No i ten fajny system dialogowy, gdzie wszystkie postaci rozmawiają niejako symultanicznie...
Edit - Serpent in Staglands po 17 zl po przecenie Steam teraz - mniej niz kebab... a kupie sobie, stać mnie :)
Sorry, bo podbilem niechcacy stary wątek.
W każdym razie podoba mi się Banquet fof Fools, przynajmniej przez pierwsze 2 godzinty gry. Ciekaw jestem, czy ktoś z Was jest w tej grze dalej?
Silvaren - dobry kanał, u mnie masz suba nawet bez oglądania :)
Wszyscy ogrywają Crimson Deserta, a ja kupilem sobie teraz Banquet for Fools. Jestem po 2 godzinach... i chyba coś z tego związku będzie. Gra ma w sobie magiczny klimat, który powoduje że chce mi się do niej wracać.
Taki Baldur... tylko inaczej, dziwniej.
Dużo opinii negatywnych na temat interfejsu i sterowania - typowy koreański bałagan.
Japończycy nauczyli się minimalistycznego designu, Koreańczycy jakoś nie mogą.
Tak, żniwiarze byli świetni, odpowiednio oryginalni, zagadkowi i przerażający w swojej obcości. I nie byli żadnymi wariacjami ośmiornic czy owadów, jak w tanich sci-fi.
Ale wszystkie inne rasy zalatywały familarnym sci-fi z lat 50-tych. Salarianie, Asari czy Kroganie.... no nie, na Star Treka nie mam ochoty.
Generalnie większość gier sci-fi wykłada się na infantylnym podejściu do obcych i podróży w czasie.
Tutaj jeszcze wyjdą z koncepcji podróży w czasie... poprzez dylatację. To oczywiście też można strywializować, ale na razie i tak idą level wyżej w kierunku dorosłej i poważnej sci-fi niż większość innych gier sci-fi.
Wygląda jak Mass Effect. Co jest chyba dobre.
Nawet bardziej niż w Mass Effect podoba mi się założenie tej gry, że nie ma tam żadnych "obcych". Wszystkie dziwne, nieludzkie istoty spotykane w grze to albo wytwory albo ewolucja naszego gatunku pod wpływem obcych środowisk. To bardzo ciekawa wizja.
Jestem jednak ciekaw jeszcze jednej rzeczy, tym razem nie fabularnej a gameplayowej. Czy choć w ograniczonym zakresie będzie można polatać po przestrzeni kosmicznej, czy też może statek będzie tylko dekoracją i punktem szybkiej podróży jak w serii Outer Worlds. W materiałach dotyczących tej gry nie znalazłem póki co nic na ten temat.
Do świata Starfielda dobrze pasuje do niego okreslenie, ktore uslyszalem akurat w odniesieniu do innej gry o kosmicznej eksploracji: Elite Dangerous.
Ktoś powiedział, że Elite ma wszechświat rozlegly jak morze, ale płytki jak kałuża.
I do Starfielda pasuje to nawet bardziej.
Natomiast fabularnie pamietam jak zwykle w grach Bethesdy pewne niezłe momenty z fabuly głownej i pobocznych: misja zaginionego w czasie statku z ziemi, przygoda z terrormorfem, zwiedzanie muzeum wojny na New Atlantis, kluczowy moment glownej fabuly, ktory wyjasnia co stalo sie z ziemia... no i koncowka, ktora jest fajnym diegetycznym pomyslem na new game plus. Ale pamietam tez zenujaco plytkie dialogi i sytuacje.
Takie rzeczy jak ciekawe domki na asteroidzie i inne tego typu dodatki to akurat można pewnie by lepsze znaleźć w modach.
Mi zależało, żeby przede wszystkim wyczyścili grę z bzdur i dodali warstwe szpachli na te loading screeny.
Spoko, wiem. ESO to byli też inni ludzie, już niestety niepracujący Matt Firor i Rich Lambert.
Ale z punktu widzenia grupy Zenimax, w ktorej jest też Becia, polityka nieporzucania nawet średnio udanych gier bardzo mi się podoba. Choć oczywiście są i od tego wyjątki - Redfalla od Arkane jednak porzucili.
Zawartość pakietu spoko, kierunek dobry. Tylko, że to chyba za mało:
Zamiast reworku budowy planet i dodania większej ilości ręcznych fragmentów map, ponoć lepszy generator z bardziej zróżnicowaną pulą PoI na mapie.
Dobrze, że mogę w miarę swobodnie polatać w obrębie systemów (układów), ale zabrakło znów animacji maskującej loading screen przy starcie i lądowaniu na planecie.
Dodatek Terran Armada nie zapowiada się na urywający dupę fabularnie... choć może to za wcześnie by oceniać. Dobrze gdyby można było odwiedzić choć jedno dobrze zrobione miasto większe niż Atlantis czy Akila. Albo rozbudować te miasta jakimiś przedmieściami z farmami... ale tego chyba też niestety zabraknie.
No i do wyrzucenia z gry pozostały absurdalne zadania, jak przynoszenie kubka kawy albo ciastka z innej planety czy ten koszmarny klub na Neonie z tymi dziwnymi gośćmi ubranymi jak ryby. Od Starfielda oczekiwałem, że będzie wreszcie grą bardziej dla dorosłych, jak Cyberpunk... ale tego nie dowiózł.
Na szczęście z wywiadu z Toddem na Mortismalu, czy tego wcześniejszego nie wynika, że na tym koniec zmian. ESO uratowali, ulepszyli też Fallouta 76, więc może i tu się uda.
https://youtu.be/at1pzeEI708?si=9gvpWz9TbbSoXy4B
Tworcy mojego ulubionego Tainted Graila też w to weszli :)
https://x.com/TaintedGrail_AR/status/2033858959459692847?s=20
jak napisalem w jednym komentarzu:
Wczesniej DLSS robil zreczy wymierne - dorabial klatki albo skalowal rozdzielczosc. A teraz robi... makijaż?
No i dzis mial byc news odnosnie przyszlosci Starfielda. Mam nadzieje że to nie to.
Brodaty jest jaki jest, ale bierze na tapete mniej znane gry, które duże serwisy olewają, wiec uwazam ze warto go ogladac. A po drugie to raczej recenznent niezalezny. Nie jezdzi do Disneylandu na pokaz gry za pieniądze wydawcy, a potem nie twierdzi ze oceny dokonal niezaleznie i obiektywnie :)
No i akurat jak szukalem jakiś czas temu polskiej recki Dragonkina to mi żaden inny polski yotuber nie wybił.
mgr. Kuba - myślę, że miałą być właśnie tym, co tam napisali. I jest tym dziś.
Tyle, że wizję zatapiają szczegóły projektowe. Szczegóły wykonania poszczególnych elementów. Jest tak jak piszesz - ciężko uwierzyć w grę o tej skali, jeśli miasta to trochę większe grody ze Skyrima, choć i tam wiele osób uważało, że skala świata jest zbyt symboliczna.
Ciężko nie dostać absurdem w twarz, jeśli babeczka na jakiejś planecie prosi Cię o przyniesienie z innej planety kubka kawy albo ciasteczka.
Ciężko uwierzyć w monstrualną skalę świata, jeśli największe miasta mają całe 3 lądowiska/doki dla statków.
Ciężko uwierzyć, że poza miastami nie stoją żadne pojazdy, a nie ma żadnego wydobycia minerałów i ich obróbki w hutach, fabrykach. My sobie mamy w głowie dopisywać jak ten świat funkcjonuje?
I wydaje mi się, że wiem dlaczego tak jest.
Do tej pory Bethesda tworzyła światy mające odniesienie do znanej nam rzeczywistości. Niewielki obszar, niewielkie miasteczka. Można było spojrzeć dookoła albo pójść do dowolnego muzuem żeby odtworzyć jak wyglądają lub wyglądały niewielkie miasteczka czy osady ludzkie- czy w to New Vegas, czy to Skyrimie. Fallotu to troche nasz współczesny świat tylko po awarii.
Dlatego w tych wariantach fabularnych, nie trzeba było tworzyć świata od podstaw i projektować go, dokonano tylko odtworzenia jego najbardziej widocznych elementów.
Ale ani światy Falloutów ani Elder Scrolls nie dbały wcale o szczególy - realistyczne odwzorowanie sieci transportu, źródeł surowców, pożywienia. To był troche jak pocztówki pokazujące nam znane nam już z innych gier krajobrazy, wybrane fragmenty świata, na których tle możemy sobie pobiegać i porozwiązywać zadania. W Elder Scrollsach to jednak nie przeszkadzało. Wiele sobie dopowiadaliśmy. Pamiętam jak wyobraźnia działała na świat w Daggerfallu. Niby człowiek wiedział, że pod tą wielką mapą nie działają żadne algorytmy AI, i to wszystko sztuczki, ale dopowiadał sobie, że jest tam całą siec organizacji, które wzajemnie walcza o wpływy - wysyłają agentów, zabojców, gońców z poselstwami. Oczywiście dziś wiem, że nic takiego nie miało miejsca.
Ale że był to typowy setting średniowiecznego fantasy, znany mi już z wielu gier, wyobraźnia wiele sobie dopowiadała.
W ogóle nasz umysł działa tak, że jak widzi fragment jakiejś znanej nam rzeczywistości, to dopowiada do niej pewien kontekst, tło. Widzieliśmy w Skyrimie gród, więc domyślaliśmy się że wokół są na pewno pola uprawne czy lasy, w których mieszkańcy zdobywają pożywienie. Albo drogami przybywają karawany kupców, które na pewno dowożą do sklepów towary. Karawan oczywiście nie było ale w naszej wyobraźni mogły być... i pewnie były.
Ale Starfield to gra nie dość że o większej skali (kosmicznej wręcz) to jeszcze futurystyczna, science-fiction. Eksplorujemy rzeczywistość, której nie znamy, która nas ciekawi. Wyorbaźnia nie ma więc tu takiego pola do popisu. Uumysł nie dopowiada sobie jak to wszystko działa, bo nie jest to rzwczywistość nas otaczjaąca albo do niej podobn,a tylko obca, zagadkowa.
Nasz umysł chce raczej w takiej grze to poznać mechanizmy, zobaczyć, dowiedzieć się z samej gry jak mieszkańcy Akila City zdobywają pożywienie? Czy przybywa ono na statkach kosmicznych? A może wkolo jest system farm, z których transportowana jest żywność?
I nagle dostrzegamy, że to wszystko jest niespójne, wyrywkowe, i nikt w tej grze nie zadbał o całościową, spójną wizję świata i jego urbanistyki. Nawet w Cyberpunku jednak urbanistyka była bardziej wiarygodna - wielokilometrowe wysypisko koło miasta, setki szklarni Biotechniki. Człowiek przejezdzal i kodował sobie, ze tak tu wlasnie powstaje żywność dla Night City.
W Starfieldzie mamy kilka wyspowo umieszcoznych w randomowych miejscach farm, umieszczonych w aspekcie logistycznym absolutnie bezsensownie. A to dlatego ze za logiczne rozmieszczenie POI odpowiadal nie czlowiek, architekt, urbanista, czy nawet ogarniety artysta, tylko bezmózgi algorytm.
To nie jest zarzut tylko wobec Starfielda, większość gier o to nie dba. Tylko, że niektóre to zgrabnie maskują konwencją, dla innych eksploracja nie jest głownym motorem gameplayu.
Były w Starfieldzie próby stworznia spójnej wizji tego jak wyglądać będą nasze bazy - np. Mars z bazą osadzoną na kopalni wydaje mi się sensowny. Spoko wydaje mi sie tez pomysl tworzenia statkow kosmicznych w stoczniach na orbitach, gdzie odchodzi potezny problem wydbywania obiektow z atmosfery.
Ale było tego za malo, bylo to wszystko dość niespójne a obraz ogólny generowały niestety te absurdalne miasta na planetach.
Dlatego największy grzech światotwórczy w Starfieldzie popełnili chyba zespół odpowiadający za środowisko gry i mapy.
A ponieważ nie dali rady, zrobili średniej jakości algorytm generujący planety.
Rok temu już Brodaty ostrzegał, że ta gra nie jest dobra a dużo obietnic to przysłowiowy pic na wodę, fotomontaż.
https://youtu.be/1jm6cUPqars?si=dWZwRbU87o3SwyCp
Nie sądzę aby wiele się zmieniło po wyjściu z EA, więc zalecam ostrożność, mimo, że na Steam widzę oceny raczej pozytywne.
Persecuted - z tego co opisujesz to byłaby taka mieszanka Star Citizena z przygodowką w stylu Invincible albo Deliver us to...
A co do Starfielda - może jednak mniejsza skala by tę grę uratowała. Nie raz pytałem sam siebie (bo Todd z Emilem nie odpisują na maile :) , czy nie można bylo w Starfielda wrzucić tylko jednego, ale za to dobrze zaprojektowanego ukladu gwiezdnego, powiedzmy takiego najbliższego nam jak Alfa Centauri? Albo nawet fabularnie uzasadnić terraformacje Marsa i Wenus po zniszczeniu Ziemi.
Ciekaw jestem jak taką mniejsza skalą zwiedzania kosmosu pogodzi z mocniejszą warstwą narracyjną a) Exodus b) nowy Mass Effect c) The Expanse. Czy ktoraś z tych gier, chociaż w części zastąpi mi to, czym chciałem aby był Starrfield (mieszanką Elite i Fallouta New Vegas)?
Na tę chwilę, nie jestem niestety nawet pewien, czy którakolwiek z tych gier zaoferuje chociaż jakąś namiastkę lotu międzyplanetarnego.
Ale wszystkie 3 uważnie śledzę.
No i na pewno dam jeszcze jedną szansę Starfieldowi po tym spodziewanym na kwiecień updacie.
Też jestem najbliżej takiej właśnie teorii. Na papierze pomysł połączenia RPGa z kosmicznym space-simem - to moja gra marzeń. Ale silnik nie dowiózł poszczególnych składowych.
Nie podoba mi się stylistyka wizualna tej gry, kreskówkowa. Nie podoba mi się taki bohater.
Natomiast tytuł dla mnie jest bardzo ciekawy gatunkowo - lubię metroidvanie, ale ich twórcy ostatanio rzadko wychodzą poza schemat scrollowanej platformówki 2D z widokiem z boku.
Crypt Custodian daje świat w perspektywie top-down, którą to perspektywę bardzo sobie cenię.
Dzięki Restoraion byłem w stanie odświeżyć sobie ten tytuł, w który zresztą grałem krótką chwilę lata temu. Zestarzał się niestety okrutnie, choć nadal widać przeogromną skalę tego przedsięwzięcia.
Szczególnie dziś już cieżko przyzwyczaić się do na maksa tab targetowej walki no i braku voice overów, choć wiem że taka pure-everquestowa rozgrywka i dziś ma swoich fanów, czego dowodzi spora popularność takiego retro MMO jak Project Gorgon.
Natomiast nie wiem, czy jeśli chodzi o obszar rozgrywki, SW:G nie było to największe MMO ever. Pomijając może tytuły kosmiczne typu Eve Online.
Późniejsze SW: TOR było zdecydowanie mniejsze, choć zdecydowanie bardziej współczesne w rozgrywce.
Namówiliście mnie, kupie Van Helsinga w wersji final cut. Doczytałem że tam jest jakaś nowa zawartość endgamowa.
Zasadniczo człowiek powinien być takim remasterom przeciwny.
Ale ostatnio odpalełem New Vegas, żeby sobie tę grę odświeżyć. Zestarzała się okrutnie pod kątem tego, co starzeje się w grach najszybciej - modeli postaci, otoczenia i interfejsu.
Takie zabieg jak przy Oblivionie bardzo by się tej grze jednak przydał.
Uprzedzając komentarz - modami nie wszystko da się naprawić.
Tak, grałem w Van Helsingi, ale raczej krótko, a chyba najwięcej w dwójkę. W którejś części pamiętam, że budowało się wioskę czy zamek... może muszę sobie to odświeżyć.
Zdecydowanie więcej czasu spędziłem za to przy innej grze NeoCore czyli Warhammerze 40k: Inquisitior Martyr. Miałem spore nadzieje związane z tą grą, bo była przeogromna skalą... ale po kilkunastu godzinach powtarzalność i schematyczność gry mnie jednak dopadła. Kilka razy jednak proboowalem wrocic do tej gry, na razie bezskutecznie. Warhammer pokazywał wszystko co dobre na samym początku, a potem już dodawał niestety niewiele... albo mi zabrakło cierpliwości do endgame.
Z takich tytułów AA nieźle wspominam Victora Vrana no i oczywiście wielki i bezszwowy Grim Dawn.
Też tego próbowałem. Tam główna para poszła w inny gwizdek - walka jest jaka jest... pewnie nawet na razie jej nie dopracowali poza kilkoma skillami. Ale tam fizyka otoczenia robi robotę.
Pamiętam gry, które same w sobie byłyby mocno średnie - Magic Carpet czy Red Faction, ale właśnie możliwość niszczenia terenu powodowała że grało się dużo lepiej - przyznam, że to mnie trzymało przy tych grach. I być może to zagra też w DarkHaven.
A ten Crystallfall jest niby tylko poprawny, ale dość przyjemnie się gra - animacja, sterowanie, precyzja no i ładne itemy w stylu steampunk. Tylko technologia, która za tym stoi jest chyba dość prosta. Właśnie tak jak w Last Epoch.
Walka o dalsze miejsca na podium HnS rozkręca się... a jeszcze czekam na jakąs grywalną wersję Dark West - czyli westernowy hack and slash.
Mam podobnie, kupiłem i pogralem kilka godzin, nawet ciekawie się zwiedza. Fenomenalna dla mnie grafika i dźwięk i walka turowa, którą trawię. Ale jest teraz w co grać... więc Skald leży i czeka na lepsze czasy.
Najlepiej by mi się w to grało chyba na Switchu.
Cześć.
Próbowaliście Crystalfall?
https://store.steampowered.com/app/2574970/Crystalfall/
Jest w tej chwili demo.
Skojarzyło mi się mocno z Last Epoch - podobny system łączenia ze sobą poziomów - ale Steampunk i gramy zwierzoludźmi. A drzewko skilli gigantyczne jak w PoE.
O dziwo nawet dobrze mi się grało.
Do kompletu OST Gatekeepera :)
https://youtu.be/C_0JftWlyf4?si=PKIcDdVEEU94D0CQ
Rozumiem, że w oryginalnego Ravenlofta - Strahd Possesion próbowałeś ? ")
Weź nie żartuj, bo bym chyba dostał wstrząsu anafilaktycznego :) Marzę o nowych Darklandsach, mówię to wszędzie.
No tak zupełnie cicho nie siedzi, bo robi youtuby, zresztą tak samo jak Tim Cain.
Ale też uważam, że coś robi, ponieważ już od dawna nic nie wyszło od niego, a jak dotąd w historii Obsidianu, Sawyer zawsze robił na raz przy kilku projektach.
Pentiment był tani i dzięki temu się zwrócił. Obstawiam jakaś kontynuacje.
Wydaje mi się, że wbrew krzykliwym hasłom deprecjonującym idee "otwartego świata" w ogóle, to po pierwsze
1) gracze lubią jednak duże -tyle, że ciekawe, dobrze zrobione i zróżnicowane - przestrzenie w grach, a po drugie
2) to, co rozumiemy jako otwarty świat (czyli struktura przestrzeni i możliwość jej zwiedzania w wybranej przez siebie kolejności), stało się trochę niepostrzeżenie pewnym standardem przy tworzeniu gier.
Oczywiście, jest też sporo gier, które trochę tę idee ograniczają, ale z drugiej strony powstaje ich dużo więcej niż kiedykolwiek.
W latach 90-tych wybór otwartej struktury mapy rodził potężne problemy natury technologicznej, i trzeba było stosować różnego rodzaju uproszczenia i sztuczki -co bardzo napędzało rozwój gamedevu.
Dziś w zasadzie jest to nadal pracochłonne, ale jest też to już gotowy i wypracowany standard designu.
Tworząc grę, w większości wypadków dziś, potrzebujemy osadzić ją w jakiejś opowieści/świecie, a gdy jest on otwarty, wydłuża to gameplay i zwiększa regrywalność.
Z tych gier z top wishlist, jedna szczególnie mnie interesuję pod kątem technologii i budowy świata- oczywiście Light No Fire.
Liczyłem na Armatusa, miało byc Hellgate: Paris, a wyszedł prosty roguelike. Może po większej ilości godzin się rozkręca, ale początek nie urzekł mnie niczym - ot typowy rogalik tylko w 3D.
Ja z podobnych powodów szukam też gier osadzonych w jakimś mniej oklepanym uniwersum niż klasyczne fantasy, postapo albo sci-fi z humanoidalnymi kosmitami.
Niedługo opublikuje kolejna część przeglądu gier, które czymś się wyróżniaja na plus... jedną z tych gier będzie cRPG drogi - Keep Driving.
Pixelowe, mechanicznie podobne do Faster Than Light. Ale uwaga - osadzone we współczesnym świecie. A motywem gry jest podróż ekipy znajomych autem na festiwal w stylu Open'era. Zamiast pojedynków z goblinami, usterki i blokujący drogę ciągnik.
Może nie jest to najlepsza i najbardziej porywająca gra świata, ale wreszcie coś innego niż gobliny i fireballe. I setting zupełnie nieeksploatowany.

Spróbowalem, na razie kazde gre z Next wlaczylem i pogralem max 10 minut. Co lepsze ogram w weekend bo malo czasu.
Co do Toward dali demo troche na sile, bo nawet mapa jest mocno niedokonczona i ogólnie to straszliwie niski budżet, nawet jak dla mnie.
Tlumacznie PL robione przez AI, wiec przy wygrywaniu poziomu widzimy napis "załadunek", no i inne kwiatki.
Gra to ogolnie bylby Grimrock dla ubogich, ale z ciekawą mechanika, bo mozna plywac łodzią między wyspami.
Ale jak zobaczylem walke, to zwątpilem - na razie mamy tylko statyczne obrazki 2D nałożone na ekran. Rysowane prosto, żadnych animacji a efekty rodem z Painta.
Nie wiem po co ładować na Steama tak mocno wczesny projekt... raczej odstraszy na tym etapie.
Mam więc dwa przemyślenia:
a) to gra tylko dla ultrakoneserów gatunku
b) byc do wersji ostatecznej dużo się zmieni
"...powrót do korzeni i etosu, w jakim tworzono ten zespół. To chęć zaskakiwania, odwaga w budowaniu czegoś, czego nikt inny nie chciał się podjąć"
Ple ple ple ;)
...zaraz, a może ona mówi o Fable?
Gatunek jako taki na pewno nie jest w kryzysie, nowych projektów na różnych półkach RPG mamy mnóstwo i pewnie nigdy nie było ich więcej:
- turówki - cała masa
- jRPGi (japońskie ale także zachodnie jak np. Sea of Stars czy Chained Echoes)
- remaki i nawiązania do klasyki (FF7, Goihic)
- roguelity,
- gry mocno narracyjne (sporo następców Disco Elysium),
- masa gier souls-like
- klony Gothica
- klasyczne dungeony.
Większość tych ciekawych projektów w produkcji jednak powoli przesuwa się do segmentów gier z niższym budżetem, a duży kapitał powoli wycofuje się z tych najdroższych blockbusterów, takich dużych gier RPG dla wszystkich (oczywiście z niewielkimi wyjątkami) .
Następuje naturalne zjawisko wymiany pokoleń - jak widać to dzieje się także w grach. Po prostu stare serie ustępują nowszym, tak jak kiedyś seria Ultima ustąpiła serii Baldur's Gate czy Fallout, tak dzisiaj studia wyrosłe na pniu tamtych gier i ich następców (Elder Scrollsy, Gothici, Mass Effecty czy Dragon Age) też powoli odchodzą. Powstają nowe serie, które czasami rosną na pniu tych starych, a czasami wnoszą coś zupełnie nowego.
Na miejsce RPGów od Bethesdy, Bioware zaraz wskoczą tytułu średnie i małe, które dziś już z powodzeniem atakują tych największych: Tainted Grail, Solasta, No Rest for the wicked czy gry Owlcat Games.
Ciekawy w tym wszystkim przypadek stanowią polskie gry od CDP i Lariana. Mają na rynku stosunkową mocną pozycję, a weszły na rynek dośc późno, więc wydaje mi się, że serie Wiedźmin i Cyberpunk czy Divinity tak szybko nie stracą zainteresowania graczy.
BTW Wciąż przywoływane Clair Obscur to z wielu powodów bardzo ciekawy artystycznie projekt, ale żadnej rewolucji dla RPG nie stanowi.
Testuje Darkhavena, Armatusa, Zera Parades i kilka innych.
Nigdy nie jest tak, że nie moge nic sobie znaleźć na Nextach.
W swoim materiale o ESO mówilem, że mam w tej grze 2000+ h na Steam i kilkaset na launcherze cioci Beci a i tak, jeszcze wielu rzeczy w tej grze nie znam, nie widzialem itd.
Tym bardziej doceniam ile musiał wlożyc w to pracy ten gośc, a przy okazji musiał te grę na prawde lubić.
Przy czym w odroznieniu od koreanskich gier, grind w ESO zawsze jest opakowany w jakies podloze fabularne i lore swiata Elder Scrolss - moze dlatego mniej boli...
Siemanko.
Wypatrzyliście jakieś ciekawe staroszkolne RPGi na Festiwalu Next?
Ja już na starcie widzę Toward the Ice.
Mnie też kupiło, ale chętnie zobaczyłbym demo. Steam Next właśnie trwa ;)
A ja jednak jestem optymistą.
Gog ma wady (aplikacja GOG Galaxy - malo funkcjonalna wyszukiwarka), i zalety (no DRM), ale sam pomysl - nisza dla gier retro, to moim daniem biznesowo kiedys sie oplaci.
W koncu coraz mniej gramy w nowe gry, a kolejne pokolenia graczy starzeja sie, a wraz z nimi narasta masa nostalgii. No i ten games preservation project, plus mozliwosc sciagniecia klienta bez samej platformy.
Jak teraz chce kupic jakas singlowa gre, to zawsze zastanwiam sie miedzy Steamem (sila przywyczajen, ekosystem, integracja ze Steam OS na decku itd) a jednak GoG. I często wybioram GoGa.
Mysle ze kilka lat to będzie platforma nr 2 po Steamie. Steam owszem - pozwala na starsze gry, ale sprobujcie pograc w wersje np. Knight Shift na Steam vs GoG. Gog robi to lepiej i kompetentniej.
Swego czasu Amazon dawal mase darmowych tytulow wlasnie w postaci kodow na GoGa.
Po zmianie systemu itemów, z looter-shooterowego na prawilny, i dodaniu prawdziwej kampanii Red Patriot, w tym nowej frakcji ruskich komandosów, gra przeżywa swojego rodzaju renesans, widzę sporo pozytywnych recenzji na YT.
Ale nadal przegrywa z Wildlands w aspekcie ciekawego i żywego świata.
Zapowiedź gry spotkała się ze sporą krytyką, a bo tytuł wygląda generycznie itd.
Ale właśnie pojawiło się na Steamie demo (https://store.steampowered.com/app/4356650/Darkhaven_Demo/) więc warto wyrobić sobie opinie samemu.
Dla mnie ten tytuł wcale nie stoi jeszcze na przegranej pozycji, bo w warstwie zewnętrznej wygląda podobnie jak taki Titan Quest 2, ale pod spodem kryją się znacznie bardziej zaawansowane elementy: przede wszystkim świat jest zbudowany z tilesetów, czy jak kto woli "wokseli" na kształt Minecrafta (ale wykonanych bardziej jak w Enshrouded), co pozwala na pełną destrukcje otoczenia - w action RPG to jednak rzadkość.
W demie jest taki moment, że możemy dosłownie wykopać z ziemi wejście do jaskini. Nie mówiąc już o tym, że całkiem przyjemny jest efekt, gdy dosłownie wykopujemy grunt spod nóg mobków...
Poza tym postać może poruszać się bardzo dynamicznie, skakać, pływać itd... więc na pierwszy rzut oka ta gra jednak będzie się wyróżniać in plus.
Radzę spróbować, zanim oceni się po screenach.
Gra jest nadal w kategorii MMO, chociaż im bliżej premiery, tym bardziej twórcy zaprzeczają przynależności do tego gatunku. Ma być singlowa...
Takich analogii jakbyśmy poszukali byłoby więcej:
taki Bob Page z DX1 (z poźniejszych części w sumie tez) to taki Trump, połączony z Muskiem i Bezosem. Ale to nic odkrywczego - szalony, spiskujący w kierunku zniewolenia społeczeństw miliarderzy to w dziełach popkultury jednak klisza, podobnie jak skorumpowani politycy. Podobne idee zresztą mamy w "Technofeudalizmie" Warufakisa.
Oczywiscie musi sie w grach z serii Deus Ex pojawic temat protokołów AI.
A podczas Covida wszyscy odgrzewali tez pierwszego Deusa pod katem globalnej pandemii i dystrybucji szczepionek. Tylko ze tutaj Spector jednak trochę się pomylił: w grze szczepionka to towar chodliwy i pożądany przez masy, a reglamentowany przez elity, a w rzeczywistosci szczepionki byly odrzucone przez duże grupy społeczne, ktore sie po prostu bały, albo wrecz podejrzewaly ze to wpsolczesne narzedzie kontroli spolecznej czy czegos jeszcze gorszego.
Ale podobnie proroczy geopolitycznie motyw to sam początek loru Fallouta 1 - USA po wydrenowaniu surowcow, obraca chciwe oko Saurona na Kanade, a w tym czasie Chinczycy po wyeksploatowaniu Syberii zerkają na Alaskę.
Takich motywów w grach jest wiele, moze kiedys pokusze sie o antologię.
Zainteresowanie grą na Steam wzrosło dwukrotnie. Z ok 500 na raz do 1000+.
Ciekawe jak jest z PS5 i GamePassem.
Nie ma się co dziwić, ten patch z jednej strony miał być pewnego rodzaju miłym prezentem na koniec cyklu obsługi gry, ale z drugiej strony pewnie został wykonany bardzo niskimi zasobami.
Część studia pracuje nad DLC do Outer Worlds 2 (obiecano dwa i pewnie tylko tyle będzie), a dodatkowo z wywiadów z Fergusem i spółką wiemy, że są jeszcze 2 inne projekty.
Jeden z nich to - jak sądzę, ale nie mam na to żadnych dowodów - remaster New Vegas.
Jeszcze inna część devów zajmuje się rozwojem Grounded 2, który akurat sprzedaje się ponoć przyzwoicie.
Obsidian to małe studio, więc biorąc to wszystko pod uwagę, sądzę, że są mocno zarobieni.
Wciąż mi wyskakują newsy, informacje i materaiły na temat tej gry.
Powiem tak.
Ta gra jest moim zdaniem mocno nadreprezentowana w mediach stosunku do tego, co może oferować.
Nie mam wobec niej specjalnych oczekiwań, wygląda na mocno generyczne azjatyckie, "singlowe MMO" (wyjaśnie co mam na myśli jeśli ktoś mi zarzuci sprzecznośc). Właśnie dlatego nigdy nie wciągnęło mnie Black Desert Online.
Wydaje mi się jednak, że wydawca mocno posmarował masłem na markieting tego produktu.
Ja na to patrzę inaczej - w Avowed mam teraz na liczniku na Steam ok 60 h.
Mam dużo zastrzeżeń do tej gry, ale to są zastrzeżenia raczej w stylu "wolałbym, żeby to było rozwiązane tak jak w KCD2, BG3 czy nawet Skyrimie".
Więc mimo tych zastrzeżeń, grałem, przeszedłem i z perspektywy czasu musze powiedzieć, że ponad polowa tego czasu gry w Avowed to zabawa całkiem niezłej jakości.
A skoro gra daje kilakadziesiąt godzin niezłej zabawy, to chyba warta jest nawet i 250 zeta.
Pasuje jak ulał do tego tematu - do Avowed walsnie wyszedl anniversary patch, ktory dodaje NG+, lagę dla magów i nowe rasy do wyboru przy tworzeniu postaci.
Zmian jest całkiem sporo, najwięcej dotyczy poprawek qol, interfejsu, ustawień i tego typu drobiazgów. Niestety nie ma chyba nowej zawartości w postaci mapy i zadań, ale i tak:
jeśli ktoś ma wątpliwość, czy dać Avowed drugą szansę - to teraz już jest odpowiedni moment, żeby spróbować.
A ja mam pytanie, bo nie do końca skumałem. Paladyna dostaliśmy przed premierą dodatku, a warlocka też jest szansa, że dostaniemy przed premierą?
Właśnie sciagnalem demo Underkeepa , zdążyłem pokręcić się po lesie 15 minut.
Jednocześnie jeszcze ściągnalem demko Golel i Darkness Below.
A tu jeszcze jeden fanowski projekt, któremu kibicuje najmocniej:
https://youtu.be/UkG12fSHsI8?si=CgoMk5gbMuwOy7jt
Ja odnośnie punktu 2:
zawsze wolałem Magiczne Majty, bo dysponowały takim barwnym światem fantasy - na powierzchni.
Niby Wizardry też to miało, ale podejście M&M bardziej mnie przekonywało.
M&M spróbowałem części 3-5 ale już wtórnie, trochę jako retro.
Might Magic - zwłaszcza w częściach 6 i 7 pod koniec lat 90t-ych spędzałem dziesiątki a może i setki godzin. Chociaż żadnej nie skończyłem. Dziś nie jestem w stanie, odpaliłem 6-kę i jednak jest mocno... archaiczna.
Ale w latach 90-tych, zanim dorwałem się do Daggerfalla, to z RPGów FPP bardzo jeszcze ceniłem Ishar III i Betrayal at Krondor.
Pomysł Legiona był na papierze świetny, ale wykonanie nijakie.
Brak wyrazistych bohaterów w tej części spowodował, że ludzie jak na zbawienie oczekiwali na dodatek z Aidenem Piercem z jedynki.
Ale gdyby mechanikę serii WD dać dobremu scenarzyście i game directorowi, mogłaby wyjść z tego perełka.
Ogólnie zabrakło w tej serii spójnej wizji jednego twórcy. Gry będące autorską wizją jednej osoby zawsze będą wygrywać z korporacyjnymi produktami, gdzie wpływ na odbiór całości ma 15 działów korporacji.
Tego co skasowali, specjalnie mi nie szkoda.
Za to interesuje mnie:
1) potencjalny następca Ghost Recon Breakpoint / Wildlands,
2) The Division 3,
3) ewentualna kontynuacje Watch Dogs.
Nie chcę powielać typów innych, ale za to nikt nie wspomniał Raula Tejady z New Vegas. Zgryźliwy ghoul zanim jeszcze ktokolwiek pomyślał o serialu Fallout...
https://youtube.com/shorts/ZFtX5ipixMA?si=rSA_HBPm_ex3XwAo
Drova to takie trochę retro reverse engineering Gothica, poprzez przeniesienie go do 2D. Gra ma więc większość systemów i mechanik gameplayowych znanych z "dużych" gier 3D, a jednocześnie świetną retro oprawę.
No i ciekaw jestem, czy są w stanie jeszcze bardziej rozwinąć tę formułę w tym nowym projekcie "Topas".
Mało kto to zauważa, ale po latach też trzeba powiedzieć, że tak krótki okres produkcji NV był możliwy tylko dlatego, że całość technologii i tak z 95% assetów dostali gotowe od od Bethesdy.
Ekipa Todda robiła kilka lat czarną robotę technologiczną, dlatego Obsidian mógł skupić się na rozgałęziającej się fabule i ich słynnych skill checkach w dialogach.
Ale po latach też bardzo doceniam świat New Vegas - w aspekcie fizycznym. Mapa doliny Mojave jest dobrze zrobiona, zdecydowanie lepiej niż Capital Wastelands w F3.
O remember me - nomen omen - pamiętam :)
Ale to jest jednak lekki cyberpunk, setting więc raczej często spotykany, można powiedzieć - standardowy (choć w tej grze nieco urozmaicony tym francuskim vibem).
A takiego oryginalnego pomysłu na świat jak ma CO:E33 nie mogę wskazać. Jest to taka troche belle epoque + lekkie scence fiction a cała bagietka podlana francuskim sosem.
Dlatego podobał mi się termin, który ktoś ukuł na tę grę: fRPG jako odniesienie do jRPGów.
BTW jest kilka innych ciekawych gier, które gameplayowo są jRPGami, ale mają nieazjatycki klimat. Świetnie wspominam np. Anachronox - też bardzo oryginalną i dobrą grę. Tam, z kolei klimat był mieszanką space opery, komiksów i noir.
Co do Clair Obscur - gram ale dopiero kilka godzin. Początek zachęca, jest w tym jakaś tajemnica.
Klimat jest... no właśnie... jakiś taki francuski. Próbuje sobie ten klimat z czyms porównać... może jakieś belgijskie komiksy w stylu Moebiusa albo filmy Caro i Jeunetta -ale bardziej Amelia niz Miasto zaginionych dzieci.
Na pewno moge powiedziec, ze wiele widzialem gier, a czegoś takiego jeszcze nie było. Cierzko mi to z jakakolwiek inna gra porownac - nawet we francuskim wczesnym gamedevie lat 90-tych nie znajduje wiele gier z podobnym klimatem. Zadne Inca czy gry Infogrmes...
Na pewno też nie jest to gra z tej polki co typowe jRPGi jak FF czy Dragon Quest.
Blizej jej do duzych zachodnich AAA. Dużo w niej emocji, ale nie w stylu Final Fantasy i zadnych infantylizmów typu przerosnietych kroliczków z japonskich gier.
Ale i tak tego takiego lekko onirycznego stylu gry wiele osób nie trawi. Nie ma tu testosteronu czy przemocy w stylu Tarantino. Nie jest to tez zaden steampunk czy posatpo w typowym tego slowa znaczeniu.
Natomiast rozgrywkowo to juz struktura jest blizsza jRPGom. Od punktu do punktu po niewielkich mapach, walki i duzo cut-scenek pomiedzy.
Myśle, ze to jest taka gra, ze mozesz sobie chwile obejrzec na yt poczatek rozgrywki, sam wyrobisz sobie zdanie odnosnie tego klimatu. Jak nie lubiles filmu Amelia to jest duza szansa ze Ci sie nie spodoba :)
Testuje Chernobylite z kazdym kolejnym beta-mega-patchem.
Do jedynki nadal duzo jej brakuje. Co wiecej mam podejrzenie, ze ta gra jest twrzona przez AI w znacznie wiekszej mierze, niz tworcy sie do tego przyznają. Generyczne jest tam wlasciwie wszystko a dialogi jakies takie... dziwaczne i jeszcze straszliwie spolszczone.
Ja wpłaciłem ostatnio - z pełną świadomością ryzyka niedowiezienia - na projekt Sword Hero:
Ale faktycznie, MMO to ostatni gatunek, który można sfinansować kickstarterami. To są gry tak kosmicznie drogie w produkcji i utrzymaniu, że bez stabilnego finansowania padają jak muchy. Padają zresztą nawet ze stabilnym finansowaniem takich potentatów jak Bezos. Niestety.
Myślałem, że wątek będzie o czymś zupełnie innym - że w latach 90-tych nie dogagdali się z Blizzardem, na użycie franczyzy WH w tworzonej grze RTS... miałoby to pewnie potężne skutki, a dziś skrót WoW rozwijalibyśmy World of Warhammer.
Fajnie, ale z krajowych MMO, chciałbym żeby przywrócili wreszcie do życia Gloria Victis. To już był niezły, gotowy produkt, i tylko zabrakło pieniędzy na utrzymanie.
Zaintrygował mnie ten opis grafiki w grze Crimson Capes.
" (...) grafika Crimson Capes łączy dwuwymiarowy pixel art z trójwymiarowymi animacjami postaci."
A jak spojrzałem na gameplay, to chyba po prostu postacie są z wielokątów, tylko rozdziałka jest obniżona odpowiednio, żeby sprawiać wrażenie pixel artu. A przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka:
https://youtu.be/ZPSUgmCW9rE?si=DLHMj8IfYvxkPuy2
Nie na darmo Cain z ekipą, gdy siedli do projektowania świata Fallouta, to już w 1996 uznali, że tym ostatecznym przeciwnikiem USA w nadchodzącej wojnie nuklearnej, nie może być Rosja a wybrali Chiny.
Był kiedyś wywiad z którymś z tych twórców, już nie pamiętam z którym, pewnie Cainem, który zmienił zdanie co do uczestników wojny nuklearnej, gdy zobaczył w YV jakiegoś newsa o tym, co się dzieje na ulicach Rosji.
Ale to jest właśnie dla mnie fascynujące, no i zdarzały się tego typu konflikty z asymtrią technolgii- weźmy wojny Indian z kolonizatorami albo wojny Zulusów.
Spoko, ale Theocracy to z tego co pamiętam tylko cywilizacje mezoamerykańskie, więc nigdy nie dojdziemy jak w Empire Earth czy nawet Cywilzacji do epoki industrialnej ani nie zbudujmy bomby atomowej.
Ja tylko dodam, że przy swoim całym przeogromnym wpływie na branże, pancerniki nie mieli akurat wtedy licencji Chaosium na pełne nazewnictwo, czyli Zew Ctulhu itd więc... korzystali tylko tego, co już dziś nie jest objęte ochroną - czyli bezpośrednich wytworów HP Lovecrafta.
Wszystko to mocno sugerowało świat Lovecrafta były też wprost użyte nazwy - jedna z książek, autorstwa Abdula (ale nie al-Hazreda) w środku opisywała rytuał przywołania Ctlulhu.
Ale sama nazwa Ctulhu, którą ponoć strasznie pragnęli użyć w nazwie gry, jest opatentowana przez Chaosium.
Trochę mi dziś brakuje takich RTSów, które by przekrojowo pozwalały przejść przez wszystkie etapy rozwoju cywilizacji. RTSy się wyspecjalizowały i są raczej osadzone w jednej, konkretnej epoce - jak np. 0 AD. Empire Earth doczekało się 3 części i było jeszcze chyba tylko Rise of the nations. I w zasadzie tyle, chyba że ktoś zna coś jeszcze.
Ja nie kojarzę.
W przyszłym tygodniu aktualizacja rocznicowa Avowed, zobaczymy co tam dodadzą i czy w związku z tym wystarczy mi zapału na kolejne przejście gry, tym razem po stronie Lodwyn. Ma być jakiś nowy typ broni, ale to chyba za mało.
A potem już chyba ta gra zakończy swój żywot.
Obsatawiam, że zgodnie z ogłoszoną ostatnia przez Fergusa nową strategią, aby gry robić krócej i taniej, zrobią w uniwersum Eory nową grę, która będzie jakimś asset flipem z Avowed. Bo co jak co, ale assety Avowed ma dość ładne.
Ja w pewnym momencie przed którymś patchem w zasadzie bez łuku nie umiałem pokonać niektórych wrogów. Teraz jest troche trudniej, coś nazmieniali w ładowaniu strzałow.
Ogólnie to był jeden z niewielu problemów tej gry w EA - ciągłe zmiany istotnych elementów mechaniki walki. Na jednym patchu nauczyłem się grać jakimś typem broni, po kolejnym pachu mogło okazywać się że wyuczone mechaniki już nie działają.
Z magią za to jakoś się do tej pory w tej grze nie zmierzyłem.
Ale żeby nie było że marudzę. To jest rewelacyjna gra, i każdego zachęcam żeby spróbował.
Bo to jest dobra gra, ale tylko dla pewnego konkretnego typu odbiorcy.
Sądzę, że lata tworzenia pewnych konkretnie ukierunkowanych gier, przez grupę tych samych devów (Cain, Avellone, Sawyer, a nawet ekipa z Bioware) w kolejnych studiach (Black Isle, Obsidian, Troika, inXile) , stworzyła pewien specyficzny typ odbiorcy, który oczekuje kolejnych gier, oferujących podobne rozwiązania gameplayowe.
Czyli jest całkiem spora grupa graczy, która czeka na każdego kolejnego Fallouta, Tormenta, Alpha Protocola, Bloodlines czy Arcanum jak na zbawienie.
Grupa na tyle spora, żeby utrzymać kolejne studia i tego typu gry na powierzchni, ale już nie na tyle liczna, żeby te gry wypromować do roli megahitów sprzedażowych - tym bardziej, że koszty produkcji znacząco rosną.
Ja też do tej grupy należę. Lubię ten gatunek i kupię prawie każdy kolejny tego typu tytuł, o ile oczywiście utrzyma pewien przynajmniej średni poziom.
A z tego newsa zaciekawiło mnie też i trochę potwierdziło moje przewidywania to, że w Obsidianie uznali, że dobrym kierunkiem są tańsze gry jak Pentiment. Gra bardzo ciekawa, niszowa, ale przede wszystkim dużo tańsza w produkcji niż Avowed czy OW2.
Czy to oznacza, że Obsidian zejdzie do "podziemia" i przesunie się znów w kierunku indyków, jak w 2015, gdy kickstarterowe Pillarsy uratowały studio przed bankructwem? Być może, ale to oznaczałoby pewnie rozstanie z Microsoftem, który jest zainteresowany produkcją głośnych hitów, które przyciągną im klientów do GamePassa.
No ale z drugiej strony Obisidan ma jeszcze jako kotwicę serie Grounded, która o dziwo generuje hajs.
Acha... ani słowa w tej infomracji o czymkolwiek, co mołogby potwierdzać remake New Vegas.
A więc ja teraz chyba w takim razie przesunę moje oczekiwania z Obsidanu na inne, zaprzyjaźnione studio - ixXile - i ich oczekiwany tytuł: Clockwork Revoluton.
Słuszna uwaga.
Dziś duże projekty przestały być pewnym zyskiem, koszty rosną, a już nie jest tak jak w 2012, że gracze kupią masowo każdy tytuł AAA w 4+ mln sztuk.
Wtopić więc można dużo.
Nadeszła epoka AA, max AA+ , a to oznacza redukcję kosztów i optymalizacje procesu produkcji, recyckling silników, assetów i maksymalne wykorzystanie narzędzi wspomagających.
Będziemy musieli się do tego przyzwyczaić, albo pogodzić się z mniejszymi skalą indykami.
Jaki inny?
Kto odszedł poza Avellonem? Śledziłem dokładnie głowne postacie, które pracują przy OW2, i są to pracownicy, któzy byli w Obsidianie jeszcze w czasach New Vegas, a nawet wcześniej, część jeszcze z czasów Black Isle.
Problem jest inny i nazywa się Game Pass.
A poz trailerem Atoma 2 wiadomo coś więcej o samej grze, np. na temat sposobu walki?
Zakładam, że nie będzie żadnej rewolucji?
Zróbcie grę z dobrą fabułą i wciągającym gameplay loopem :)
To jest trochę porada w stylu niegdysiejszych życzeń kandydatek na różne miss: "...chciałabym, żeby na świecie nie było wojen, chorób biedy i nieszczęść."
Zobacz gameplay takiej gry Trespasser z 1997. Tam mogłeś zatrzymać każdą animacje, bo po prostu ty je tworzyłeś ruszając myszą. Grało się w to bardzo cięzko.
Właśnie skończyłem na swoim kanale historię gatunku MMORPG. O Ashes mówiłem w kilku częściach tego materiału kilkukrotnie.
Punktem zwrotnym dla całego gatunku było odwołanie projektu Titan, ale przewidując, co może nastąpić w przyszłości, uznałem, że sukces albo niepowodzenie Ashes of Creation będzie takim papierkiem lakmusowym obecnego stanu tego gatunku.
Ashes miało pokazać, czy w realiach dzisiejszego rynku graczy, można zrobić jeszcze pełnoprawnego zachodniego MMORPGa.
No i najwyraźniej eksperyment się nie udał. Powody pewnie będą powoli ujawniane, ale pewnie jak zawsze u ich źródła znajduje się to, że gra nie zarobiła tyle, ile oczekiwano, więc zaczęło się kombinowanie jak tu z niej wycisnąć coś jeszcze + spory i zrzucanie winy.
Nie jest nigdzie powiedziane, że immersja jest przyspawana do FPP.
Widok TPP wcale nie musi być mniej immersyjny - vide Red Dead 2.
Osobiście też wolę TPP, zwłaszcza jeśli postać gracza jest dobrze animowana.
Rozumiem, jaka decyzja developerska stoi za FPP, ale jestem w stanie sobie wyobrazić tę grę także i w innej perspektywie. I pewnie częściej bym w niej grał.
Zastanawia mnie, czemu Rockstar nie wydrenował tej kury ze złotych jajek.
Podejrzewam, że mieli wewnętrzne kalkulacje porównujące dynamikę sprzedaży i mikropłatności w GTA Online vs RDR Online. Na ich podstawie całe siły włożyli jednak w serie GTA.
Mowisz: tworca jest wart tylko tyle co jego ostatni produkt, ktory w przypadku Garriota akurat udal sie srednio.
Mówie: tworca jest wart tyle, ile jego najwybitniejsza gra. A tych Garriot mial co najmniej 7, a każda wnosila cos nowego do gatunku i popychała go do przodu.
Czy Shroud of Avatar moze przekreslac wczesniejszy dorobek Garriota?
Podobną zresztą mam opinie także o Peterze Molyneux - tylu dobrych tytułow, za którymi stał nie odbierze mu jego słaba końcówka.
No i rzecz druga: tez trzeba mieć jakąs zdroworozsądkową miarę przy rozdawaniu epitetów.
Ja wiem ze dobrze się sprzedaje pokrzykiwanie, że "Avowed" albo "Veilguard" to "gówno", Star Citizen to scam, a Roberts to zlodziej.
Ale jak w takim razie nazwać takie The Day Before czy setki innych produktów, ktore zalewają Steama?
Chciałbym, żeby mnie tak każdy oszukiwał jak Roberts :)
Early tej gry też pokazał, jak pewne fundamentalne wydawałoby się elementy są w produkcji dodawane za 5 dwunasta.
Jeszcze jakiś miesiąc przed premierą mapa 2 aktu była zupełnie inna, a wlasciwie jej nie bylo. 3 miesiące wczesniej nawet mapa 1 aktu wyglądała zupełnie inaczej...
A wyszło i tak całkiem niezle.
Jak już o Piotrze M, to pewnie zaraz ktoś wrzuci pytanie o rosnące drzewa.
Playground Games zrobiłoby tu super easter egga, gdyby faktycznie w grze chociaz jedno drzewo rosło :)
Jest demo na Steamie.
https://store.steampowered.com/app/3989380/Crisol_Theater_of_Idols_Demo/
Na pierwsze krótkie pogranie:
Bioshock ale z twistem: ładujesz giwerę swoimi HPkami. Tego jeszcze nie grali chyba...
Tak sobie pomyślałem, że dyskusje o SC należałoby poprowadzić na 2 osobnych warstwach:
1) Co ta gra ma, jak to robi i czy lepiej niż inne.
2) Jaki jest stosunek kosztów do efektów. Bo ta zebrana w crowdfundingu kwota rzutuje w zasadzie na każdą opinię na temat tej gry.
I odnośnie punktu 2-go, który chyba wszystkich bardziej zajmuje, niż sama gra:
Gdzieś ostatnio wyświetlił mi się short pokazujący 3 minuty procesu wchodzenia w atmosferę planety w SC vs No Man's Sky. Oczywiście w SC wejście długie, szczegółowe i realistyczne, a w NMS jak to NMS - hop, siup, chmura i lądujemy.
Ale jeden z komentarzy był dość celny więc go zapamiętałem, a brzmiał mniej więcej tak:
- czy możemy porównywać grę za 500 tys. dolarów z demem gry za 800 mln dolarów ? :)
Ucieszyłbym się bardziej, gdyby to był weteran MicroProse, tworzący kiedyś Darklands.
Bo nie znajduję innego wyjaśnienia dla takiego poziomu uprzedzenia w stosunku do gry w którą..... no właśnie... jeśli grałeś, to musi być tu na rzeczy coś osobistego :)
Teraz ogrywam starocie Robertsa, trochę mnie ta dyskusja, czy raczej wylew pomyj na SC triggeruje, żeby nie tylko poczytać ale przygotować samemu biografię Robertsa i jego produkcji, ponieważ już jedna z pierwszych jego gier, Times of Lore wyprzedzała swoje czasy technologicznie.
Moim zdaniem to twórca wybitny, ale proponuję dyskusję na argumenty a nie sekciarskie wyzywanie.
Bardzo kibicuje Fable, za to chociażby że chciało im się zrobić mechanikę gameplayową na interakcjach z innymi postaciami w grze.
Dziś NPC w typowej grze cRPG jest do
a) porozmawiania (skończona liczba kwestii, system drzewka),
b) czasami pohandlowania.
W lepszych grach można go jeszcze
c) zaatakować i
d) okraść.
Ale to w zasadzie tyle z interkacji.
Fable ten katalog znacząco powinien poszerzyć i chociażby dlatego warto śledzić ten tytuł.
Taka taksonomia odnosi się raczej do poziomu trudności, a nie do specyfiki potrzeb, na które takie gry mogą odpowiadać.
Może być tak, że ktoś gra np. dla czystek potrzeby progresowania. Są i tacy :) bo sporą popularnością cieszą się gry półautomatyczne wszelkiego rodzaju idle games (clickery).
Zgodzę się, to studio było kiedyś pionierem budowy dużych, otwartych map.
Niestety zamiast myśleć cały czas o 2 kroki w przód, osiedli na swoich sukcesach, produkując bezpiecznie to samo w ten sam sposób. W efekcie naśladująca ich konkurencja zdecydowanie ich wyprzedziła zarówno technologicznie jak i koncepcyjnie. .
Bardzo chętnie, ale oddam głos tym, którzy robią to bardziej rzeczowo, czyli chociażby pisarzowi s-f Marcinowi Przybyłkowi, który przekonał mnie do wizji Robertsa bodajże w tym filmie:
https://youtu.be/Iz7J09us4zk?si=muaWUkz1XJiHEpQy
polecam też kanał Yautji posięcony SC-
Podpisuję się pod prawie każdym słowem Marcina: technologia i świat SC, szczegóły, takie jak osadzenie każdego procesu w fizycznym środowisku gry, diegetyczne umiejscowienie każdego elementu interfejsu - to wszystko sprawia już nawet w tych wczesnych wersjach było to coś dużego, coś więcej niż tylko gra.
I wiem, że na końcu ktoś i tak może powiedzieć - Vampire Survivors albo League of Legends są lepsze, bo dają mi więcej zabawy :) Nic z tym nie zrobię. Tak samo ktoś może powiedzieć, że woli jeździć hulajnogą niż Bugatti Veyronem, bo w tym drugim zawiesza się oprogramowanie a przecież hulajnoga zawsze jeździ i się nie psuje :)
Ale jeszcze jedno: patrzę na to czym SC jest, a nie na politykę zarabiania na SC. Nikt mnie nie zmusza żebym w SC kupował kolejne statki za 3 kafle.
Jeśli ktoś obraża się na grę, nie za to jaką jest, tylko za to, że ma taki a nie inny biznesowy to trudno.
Dla mnie jednak, jeśli ktoś na prawdę lubi i interesuję się grami, to nawet jeśli samego gameplayu SC nie lubi (ja niespecjalnie też zawsze lubiłem symulatory kosmiczne) to i tak powinien docenić, co i jak działa w SC - z takiej czysto technicznej ciekawości: jak to jest zrobione?
Do końca nie wiadomo, a przynajmniej ja nie wiem. Też kiedyś szukałem info o ich stosunku do władzy radzieckiej.
Z jednej strony wynieśli się na Cypr, ale to pewnie podyktowane było względami gospodarczymi (sankcje, podatki, dostęp do rynku UE) ale z drugiej nawet jeśli tam się wynieśli, to ich rodziny pozostają w Rosji, więc podejrzewam że siedzą cicho, żeby nie narażać najbliższych.
Z pewnością nie są to dysydenci zaangażowani w walkę z reżimem. Ale robią dobre gry.
Bardziej wierzę w maskowanie ekranów animacją wylotu z planety.
Część wnętrz można połączyć z mapą hubu - jak kiedyś robiono modem open cities do np Oblviona o chyba też Skyrima. Np miasto Neon w pierwszej wersji było w całości na jednym levelu, potem dopiero je pokawałkowali, pewnie w związku z problemami wydajnościowymi.
Ale to co jeszcze by się przydało, żeby zrobić ze Starfielda całkiem dla mnie przyjemną grę, to trochę nowej zawartości - ciekawe postaci i lepsze, nieco większe miasta i infrastruktura na planetach między nimi - np. sieć dróg albo kolei. Może to pozwoliłoby mi uwierzyć w jako taką logikę tego świata. Teraz bowiem miasta to wyizolowane wyspy po środku sawanny - bez przedmieść, bez śmieci, bez dróg dojazdowych, bez źródeł zasilania.
Możnaby tu zrobić szerszą dyskusje, co to znaczy ukończona gra. Gra, która ma jakaś linie fabularną z bossem na końcu? Gra, w której kazda mechanika działa od A do Z?
Star Citizen w swojej niedokończonej postaci ma dziś i tak tyle rzeczy, że 3/4 tych dokończonych gier się może schować, bo nawet nie aspirują do posiadania tych wszystkich technologii i procesów.
Ja na SC nie patrzę jak na prostą grę, którą trzeba przejść, tylko jak na skomplikowany silnik pełen procesów i współzależności.
Ja z kolei grałem kilkanaście godzin w Technomancera. Walka ok, drużyna, zadania poboczne. Wszystko na przeciętnym gothicowym poziomie ale jako całość nawet nawet...
Liczyłem, że Spidersi będą kontynuować swoją marsjańską sagę w nieco nowszej oprawie, ale chyba ich ostatnie przygody ze średnio udanym sequelem Greedfall nie dają powodów do optymizmu.
Z ich gier najbardziej przypadł mi do gustu pierwszy Greedfall, ale nie grałem jeszcze w Steelrising.
Dawno dawno temu też skończyłem i chętnie bym sobie odświeżył... po latach, z tej gry - poza walką i mistrzami kung-fu -zapamiętałem jakiś etap w trakcie gry, zrobiony w stylu "schmupa" - leciało się samolocikiem chyba do góry i strzelało do innych smaolocików ... a wszystko w cRPGu. Stare dobre Bioware :)
Tak, też odkryłem te opcję, potwór po polsku nazywa się całkiem ładnie, bo "mordownica".
Chciałem nazwać to "drobiazgiem", ale utrata kończyn dla bohatera gry to chyba coś więcej niż drobiazg...
Niektóre gry idą nawet dalej - w nadchodzącym Sword Hero ma być całkiem rozwinięta mechanika utraty kończyn i zastępowania ich protezami.
W Tainted Grail takich ukrytych konsekwencji pozornie drobnych interkacji w grze jest sporo i budują mój odbiór gry. Nie zawsze te konsekwencje mają realne znaczenie, czasami to kosmetyka, ale już np. takiego Qrko, początkowo zaprojektowanego jako kosmetyczna znajdźka, z kolejnymi patchami coraz bardziej rozwijano i obecnie pełni dość istotne gameplayowo funkcje.
Takimi rzeczami zdobywa się serca graczy.
Sądzę, że całkiem sporo osób tak myślało i tego się obawiało, i nie było to bez podstaw, bo na kolejnych trailerach skutecznie pokazywano jedną i tą samą postać kobiecą.
A Fable to tytuł AAA po całości, więc różnie mogło być. Zresztą nawet cRPGi teraz mają często predefiniowanych bohaterów: wspomniane przez Ciebie tytuły ale nawet KCD2.
https://www. [ link zabroniony ] /pl/fable-iii-steam-key-global-i10000003328004
Dyskusja o tym, co to jest RPG stara jak świat :)
Znaczenia ewoluują, teraz jest moda na uznawanie, że istotą RPG są wybory, które mają wpływ na rozgrywkę.
Diablo też takie wybory oferuje - inaczej gramy rozwijając trąbę powietrzną inaczej skok :) Oczywiście celowo spłycam temat, bo te wojny definicyjne wydają mi się dziś nieco bezcelowe.
I nadal chciałem przypomnieć się z moim poszukiwaniem: przed premierą Fable chciałbym odświeżyć Fable 3.
Na PC nie idzie tego kupić... macie jakiś pomysł jak mogę zagrać nie wydając 1000 zł? X-Box 360 gdzieś tam mam, ale zakurzony jest i nie chce mi się wyciągać go z szafy.
Zobaczcie jak dużo komentarzy to wyrazy ulgi, że dostępny będzie kreator postaci.
Możliwość stworzenia własnej postaci, w epoce, gdy twórcy narzucają nam nie do końca pasujących nam bohaterów, dziś może być key feature dla sukcesu albo porażki gry.
Edit. Już nieaktualne, znalazłem Fable 3 w X-box GP, ale tylko na X-a 360.
Kojarzycie, czy Fable 3 jest gdzieś dostępny w wersji PC, poza dziwnymi aukcjami na allegro? Kod na g2a za jakieś kosmiczne pieniądze...
Watch dogs było martwe już niestety dużo wcześniej. A szkoda, bo na tym pomyśle, można było stworzyć na prawdę dobrą grę, co się nie udało.
W pełni zasłużony milion, który powinien przynieść im stabilność finansową na tyle, że mam nadzieje że dwójkę stworzą już w nieco wyższym standardzie technologicznym, a jednocześnie - przy zachowaniu ponurej wizji i klimatu jedynki.
Nie wczytałem się jeszcze, ale czy przed wersją 1.0 będzie wipe aktualnych savów albo progressu na serwerach?
To spróbujmy policzyć o jakie 6 gier chodzi? Poza Princem...
Nie znalazłem na razie info o jakie gry chodzi, przychodzi mi na myśl AC: Hexe.
Mam nadzieję, że nie skasują Division 3. Rzeczywiście, massive miało słbaszy czas związany z grą Avatar, były też próby stworzenia extraction shootera: Division Heartlands, wiemy, że to już historia. Ale zrobienie nawet zachowczej kontynuacji Division chyba raczej by się udało.
Inny tytuł, na który liczyłbym to też nowe open worldowe Ghost Recon. Wildlans było bardzo dobre, Breakpoint średnie, być może w trzeciej części byłaby znów zwyżka formy.
OW2 ma kilka wad, ale nie to jest istotne.
Pula graczy, która miała i ma ochotę na narracyjnego RPGa w klasie wagowej AAA, jest na tyle duża, że ten tytuł mimo swoich wad pewnie by się dobrze sprzedał.
Ale jak się od początku daje grę w GamePassie, jednocześnie windując jej cene poza GP do prawie 300 zł to chyba oczywiste jest, że nie należy nam na liczbie sprzedanych egzemplarzy, tylko na promocji usługi GP. Ergo Microsoft im zgotował ten los, więc chyba nie będą teraz mieć pretensji do studia, które zrobiło swoją robotę.
Polski Tainted Grail: Fall of Avalon, ktory nie był w GamePassie i był duzo tańszy, sprzedał się właśnie w milionie kopii, chociaż startował z pozycji gry zupełnie nieznanej.
Zanim doszperałem się o jakie miasto chodzi, pomyślałem że może nowy Fable będzie dział się w Pruszkowie :)
Świetną wiadomością jest pełen voice acting. Bardzo mi tego brakowało w Rogue Traderze.
Ja NRftW ze względu na ten właśnie wspomniany przez niego "fizyczny" model walki traktuje właśnie jako grę soulslike, tylko z wizualizacją top-down zamiast kamery zza pleców, a nie jak hack & slash.
Z kolei oba wspomniane przez niego h&s: D4 i PoE2 mają obsługę pada i wydawało mi się, że w związku z tym jednak przynajmniej pozycja gracza w środowisku 3D ma większe znaczenie niż w pierwszym Diablo, który był trochę konstrukcyjnie rogalikiem z walką w czasie rzeczywistym.
To jest trochę jak odejście od systemu "tab target" w MMO na rzecz prawdziwego celowania, albo aim assist w FPP.
Ale to jest pewien przekaz twórcy.
Nie mam zasobów żeby dać Wam super grafikę, więc robię trochę toporne low poly.
Ale w zamian daję Wam rzeczy, które dziś gry AAA oferują coraz rzadziej - bardzo interaktywny świat, realistyczne reakcje NPC i ich daily routines NPC, konsekwekcje każdej porażki (ucięte kończyny, protetyka), brak level scalingu i masę detali, o których wspomina na swojej stronie i w materiałach, które publikuje. Dla mnie uczciwe.
Siema.
27 stycznia ma ruszyć Kickstarter Sword Hero, o który to tytuł tutaj ktoś pytał.
Naturalnie razem z opcją wsparcia na KS będzie nowa wersja gry, może coś w stylu vertical slica.
https://youtu.be/aIFjSmmOBII?si=YnJiVum0TvjYFusy
Nie muszę chyba wspominać, że nie wrzucałbym tu tego, gdybym mocno nie kibicował temu tytułowi...
Tak, i dodam, że to rozszerzenie jest możliwe do ukończenia w trakcie gry, po osiągnięciu 2 aktu, więc rozszerza poziomo obszar i czas rozgrywki.
Uniwersum M&M ma wiele ślepych kiszek ewolucyjnych, więc ten rebranding może znaczyć wiele rzeczy ...
A może wskrzeszą Crusaders of Might & Magic? :) Straszne guilty pleasure, ale przyznam, że przeszedłem prawie całą.
Była słaba, ale wtedy mi się podobała, jak każdy klon "tomb rajdera" :)
https://youtu.be/sjdilHfPYqE?si=8BAxgjgpGt-GTniO
Przecież nikt nic nie wciska, siedzą cicho i robią.
Przy Starfieldzie bylo podobnie, szukałem bardzo głęboko materiałów o tej grze i do samego końca nie wiedziałem, czym ona będzie. Todd siedział cicho, nie było bullshotów, podrasowanych gameplay trailerów jak przy Watch Dogs czy Anthemie.
Dopiero "za 5 dwunasta" całą robotę zepsuł Pete Hines swoim niesławnym "Yup, if you want. Walk on, brave explorer."
I w sumie też nie było to jakieś totalne oszustwo, tylko niepełna prawda.
W ten weekend wyszedl nowy material promocyjny Vahrina i wpadl na glowna IGNu, wiec mocno sie rozpropagowal, a faktycznie widze ze w sieci sa znacznie starsze trailery tego tytułu.

Tym bardziej jestem pod wrażeniem, ponieważ uważam, że zrobienie ogólnej listy gier RPG to zadanie o tyle nawet nie trudne co niemozliwe, ponoewaz w dzisieszycz czasach wychodzi rocznie na Steamie dziesiatki tysiecy gier.
Elementy RPG, takie jak rozwoj postaci czy walka oparta o wspolczynniki, sa juz dzis na tyle utartym standardem, ze pewnie nie doliczysz sie, ile sposrod tych X tysiecy rocznie je ma. Albo nie nadążysz z odnotowywaniem nowych niszowych tytułow - sa przeciez paltormy typu itch.io a tam też wychodzą RPGi.
I teraz badz tu madry czy taki tytul, np jakis totalny pikselowy indyk ze statystkami postaci to juz RPG czy jescze nie... tutaj pomaga chyba tzw zdrowy rozsadek albo intuicja. Albo przyjecie jakis kryteriów, np. wlasnie publikacji na Steam.
Anyway, widze ze aktualizujesz liste na bieżąco, bo dodales np. dopiero co zapowiedzianego Vahrina.
Jeśli masz takie zacięcie statystyczne, to jest taki meagprojekt, ktory pewnie wszyscy tu znamy: JRK's RPG. Wiele lat temu JRK podjął sie wlasnie tego - skatalogowania gier RPG na wszystkie mozliwe platformy.
Tylko ze gdy zaczynal, rynek gier był znacznie mniejszy niż dziś. Zaryzykowałbym nawet, że dobre 10 razy mniejszy.
Ja zamierzam zrobic troche bardziej ograniczony materiał, na razie tylko dla gatunku blobber. Do tego celu zrobilem sobie megaexcela z podzialem gier na kryteria. Wyglada jak na screenie --->
Wypełniam go powoli i bede bral pod uwage Wasze listy i ewentualnie prosil o pomoc w uzupelnieniu, gdy np. nie bede w stanie stwierdzic czy jakis zapomniany tytul z lat 80-tych mial walke turową czy nie (nie wszystko jestem w stanie odpalić na emulatorach albo znalezc na YT).
Ale mam takich megaprojektów więcej, w tym roku postanowiłem wrzucic na kanał zestawienie 150 gier - kamieni milowych dla budowy otwartego świata w grach, zaczynając od pierwszych gier z lat 70-tych (wezme pod uwage nawet pewien automat, ktory jest grą mechaniczną, a nie cyfrową). Dla każdego takiego kamienia milowego zgrywam co najmniej 10-sekundowy gameplay (bardzo pomocny kanał https://www.youtube.com/@Highretrogamelord) , i też robię to powoli, dziennie zgrywajac kilka fragmentów rozgrywki.
Jak taka forma zestawienia chwyci, to wlasnie nastepny tego typu material zrobilbym o RPGach, ale byc moze tylko ograniczonych gatunkowo.
Gra niesamowicie nierówna.
Jak na tamten rok (przed Shenmue, Morrowindem czy GTA 3) otwarty świat robił porażające wrażenie. Różne grywalne postacie, kilka dzielnic, poruszające się samochody... klimat jak z Cyberpunka 2077... ale w 1999.
Jednocześnie moduł strzelania w FPP już jak na tamten rok był przeraźliwie słaby, podobnie jak moduł bijatyki z widokiem z boku.
Cage chciał robić dwójkę, ale skupił się na Heavy Rainie.
Dla mnie wygląda OK, mechanicznie ma sporo ciekawych rzeczy, grafika stylizowana tez w sposób całkiem ciekawy.
Gdyby faktycznie mało osób lubiło retrofuturyzm, seria Fallout nie odniosłaby sukcesu.
U mnie ten tytuł jest od pewnego czasu na radarze.
A jeszcze w temacie blobberow, ciekawy artykul, kilka tytulów, ktorych nie znalem.
https://rpgwatch.com/articles/return-of-the-blobber-476.html
A z kolei Avellone w swoich grach nigdy specjalnie nie umiał ani eksploracji ani nie przykładał żadnej wagi do elementów emergencji rozgrywki. Tak to jest, każdy ma swój sposób na dobrą grę.
Ta gra nie jest sama w sobie zła, na papierze posiada ciekawy szkielet fabularny a decyzje podejmowane w kolejnych aktach maja wplyw na zakonczenie. Moge miec zarzut do niezbyt dla mnie ciekawych postaci fabularnych, zarowno druzyny, istotnych NPC jak i antagonistow, gdzie poza Lodwyn - zadna nie zapadnie mi na dluzej w pamięc. Ale to akurat zarzut zupelnie subiektywny.
Ale to co zaszkodziło jej najbardziej to przedstawianie w mediach jako konkurenta Skyrima, a po premierze bezposrednie zestawienia z KCD2 i to w tych kryteriach, gdzie nie miala zbytnio szans - jak np. interakcje z NPCtami.
A jeszcze bardziej zaszkodzilo jej to, ze powstala w apogeum wojen kulturowych, gdzie kazdy przejaw wokizmu (a w grze ich nie brakuje) od razu stawial gre na straconej pozycji.
Na te nowa zawartosc w rocznice za bardzo bym nie liczyl. To beda drobiazgi i kosmetyka. Zadne duze DLC nie jest planowane.
Jesli chodzi o mala liczbe graczy (na Steam) to w duzej mierze zasluga GamePassa.
Na razie bez wstepnego researchu ja na to patrze tak:
Gdzies tam w latach 70-tych z pnia pierwszych dungeonów, Colossal Cave Adventure i wczesnych przygodowek tekstowych (wtedy nie bylo mocnego podzialu na przygodowki i RPGi) powstaja na mainframach pierwsze graficzne tytuły fantasy jak DnD czy Oubliette.
W Oubliette widzimy loch i potwory w FPP, a w DnD - widzimy figurke gracza, czyli poniekad rzut TPP - top down.
Oubliette tez jest gra druzynową i chyba pierwszym "blobberem" o którym wiem.
Potem na komputerach domowych od 1979 powstaje Akalabeth, ktory ma prezentacje FPP jak Oubliette, ale jest grą z pojedynczym bohaterem, ale tez w bardzo ograniczonym zakresie prezentuje swiat na powierzchni - tylko, że w widoku top-down.
Wg inspiracji DnD i tekstowkami powstaje wtedy tez Rogue i cykl jego klonow, tylko tu prezentacja TPP odbywa sie w trybie tekstowym.
I te tytuly wytyczaja odmienne kierunki, ktore pozniej rowniez wypączkuja w rozne odmiany gatunkowe, a beda sie tez krzyzowac w miksy.
Seria Ultima laczy w lochach Akalabeth, z prezentacja DnD albo Rogue gdy jestesmy na powierzchni.
Wizardry z kolei idzie w czystym kierunku co Oubliette czy Akalabeth -czyste FPP, choc mam tu problem z ta prezentacja walki - niby to FPP bo nie widac bohatera, ale jakby na osobnym ekranie.
A potem te serie same staja się klasykami, ktorymi inspirują się kolejni twórcy.
Czyli w tej peirwszej fazie mamy kilka pionierskich tyulow: Oubliette, DnD, Rogue, Akalabeth. Juz pierwsza Ultima jest niejako miksem tych tytulow, a dopiero wraz z cześcią 6-tą zerwie ze spuscizną tych klasyków. Tak ja to widzę na ten moment.
A miedzy wspomnianą przez Ciebie pierwsza czescia Bard's Tale a pierwszym M&M był zaledwie rok roznicy, wiec ciezko tak z duzym prawdodpobienstwem zarzucic, ze ktos sie tu kims inspirowal. Mysle ze zarowno Canegham jak i Cranford patrzyli wtedy na serie Ultima i Wizardry, ktore byly chyba najmocniejszymi IP fantasy na komputerach domowych, jednocześnie pamiętając o tesktówkach i tytulach z mainframów.
Anyway, poza pierwszym Bard's Tale, który zreszta wyszedł zaledwie rok przed pierwszym Might & Magic, ciężko tu będzie znaleźć przyklad gry z prezentacja FPP dziejącą sie nawte w cześci na powierzchni. Ale bede szukał.
Właśnie robie zestawienie blobberów z lat 70 i 80. W 90-tych bedzie trudniej, bo potem zacznie tego wychodzić duuużo więcej.
Więc dziś, gdyby ktoś powiedział "klon Ultimy" prędzej spytałbym której - tej z części 1-3, 4-5 czy 6-7.
A z gier, które dziś sami autorzy wskazują jako inspirowane Ultimą 7 - np. Divinity (nawet to pierwsze) - Vincke sam kiedyś przyznał, że U7 to jego wielka miłość a ja po cichu liczę na remake.
A w tym materiale, który wrzuciłem tytuły w większej cześci są ewidentnie inspirowane serią Might & Magic. "Magiczne Majty" mają zestaw unikalnych cech: otwarty świat na powierzchni, drużyna itd. I pewien styl budowy miast i świata, w tym np. specyficzne nasączenie potworami co krok. Część z tych gier to klonuje tak 1 do 1.
A co do Bard Tale i tzw serii GoldBox - to masz racje, owszem oferowaly poruszanie po powierzchni, ale mentalnie wkładam je na inną półkę niż M&M - przede wszystkim ze względu na walkę. Czytałem że John van Cangeham postawil mocne zalożenie - w serii M&M walka i eksploracja miała odbywać się w widoku z pierwszej osoby.
Tymczasem Bard's Tale i gry z serii Goldbox poszły inną drogą, którą poszedł też np. Betrayal at Krondor.
Tylko muszę ogarnąć jakiś kryteria - może właśnie to, o czym pisałem w odpowiedzi na post
A co do materiału w wersji ENG - nie mam tak doskonałej i czystej wymowy nazw w angielskim jak Rysław, więc nie chcę kaleczyć uszu słuchaczy swoją wymową nazw - ostatnio np. złapałem się na tym, że wymawiałem Amazon jako "emejzon" i dopiero w nowym materiale się poprawiam. Ale teraz na szczęście YT robi pełną transkrypcje głosową na angielskiego lektora AI i robi to nawet nieźle. Wystarczy w polskiej wersji materiału nie używać idiomów ani polskich nazw własnych i będzie dobrze.
Eksplorujac w 2026 gatunek dungeon crawlerów z otwartym światem (dla mnie element najważniejszy), wpadłem na fajny materiał.
Wspomina o ciekawych grach, w części absolutnie niszowych, ale też kilku znanych.
Z tych niszowych duża część ma na Steam dema.
Nie wszystkie są wysokiej jakości, ale może ktoś z Was odkryje dla siebie jakąś perełkę:
https://youtu.be/xemiSuK2Eng?si=xDHgYlADbwm3hcow
Tak BTW cieżko w sumie te gry dziś nazwać dungeon crawlerami - ani się nie dzieją tylko w dungeonach, ani się nie "pełza", bo często świat zwiedza się w pełnym 3D ze spora swoboda ruchow.
W zasadzie dla tego gatunku bardziej trafne wydaje mi się określenie - klony Might & Magic.
I tak historycznie to chyba właśnie ta seria wyprowadzila "dungeony" w widoku FPP na powierzchnie, do miast, lasów, pól i gór. Nawet prastara seria Wizardry do 6 części dziala sie w zasadzie wylacznie w dungeonach.
Gdzieś tam przy okazji padło, że Obsidian pracuje nad 4 nowymi projektami. Cieżko obstawiać, być może sequel Avowed, DLCki do Outer Worlds 2, no i właśnie współpraca przy remasterze NV. Rozumiem też, że kilka QoL do New Vegas poprawek by się przydało. Dodałbym opcje zamiany diegetycznego interfejsu opartego na PipBoyu na proste przejrzyste menu.
Pip Boy jest dziś średnio funkcjonalny, co pokazały F4 i F76.
Bogas a to widzisz, pamięć ludzka bywa złudna, wieki temu za dzieciaka, to mi się wydawały te światy przeogromne.
A tak btw w ramach gatunkowej ciekawości - Isles of Terra ogólnie uważam za bardzo przełomowy tytuł. Po pierwsze był to spory skok graficzny w stosunku do 2ki, po drugie miał dość nowoczesne rozwiązania interfejsowe: jako prawdopodobnie pierwsza gra RPG w ogóle, a może i pierwsza gra ever - miał dziennik zadań (taki pojmowany współcześnie).
Wyszło mi to, gdy robiłem o quest journalach materiał i byłem pewien, że pierwszą grą z dziennikiem zadań była Arena... a tu taki zonk.
Isles of Terra i oba Xeeny, nawet nie połączone, były całkiem spore z tego co pamiętam, chociaż nigdy żadnej z tych 3 gier nie skończyłem.
A wiecie co jeszcze zdążę kupić na przecenie Steama? Might Magic X za 23 zł. Akurat szukam bardziej współczesnych dungeon crawlerów z widokiem FPP i ruchem wieży szachowej (anglosasi mają na to fajne okreslenie "grid based"), ale płynnym, czyli takim jak ma Lands of Lore czy Legend of Grimrock. No i seria might & Magic to obietnica sporego świata z miastami i NPC.
https://store.steampowered.com/app/238750/Might__Magic_X__Legacy/?l=polish
Czy Xka jest nieco lepsza od niesłynnej 9tki?
A nawet jak nie jest dobra, to przecena 80%.
Dokładnie jak to kiedyś wymyślił Hegel w odniesieniu do rozwoju społeczeństw i innych proceów, tak w tym wypadku po fali hypu na dowolną grę, zawsze musi nastąpić fala krytyki :)
Przy Clair Obscur mamy dokładną taką sinusoidę nastrojów - teraz jesteśmy w części ujemnej, będąc świadkami festiwalu marudzenia na tę grę.
Za rok/dwa wyciągniemy średnią z tego wszystkiego.
Są gdzieś jakieś szersze pogłoski, co konkretnie nowego mają dać w remasterze/remaku Black Flag? Jak rozumiem to może być na nowej wersji Anvila, a system walki może być z nowszych części serii?
Silvaren - dzięki za info, a te wspomniane przez Ciebie poprzednie gry tego małżeństwa też mam na wishliście Steama do kupienia.
Ten Bankiet głupców na tyle mnie zainteresował, że poza recenzjami Steama poszukam jakiś recenzji. Mnie szczególnie interesuje aspekt świata. Demo miało troche posmak hack & slasha, biegało się głownie po jakiś pustkowiach.
Też kupiłem kilka gier na zapas, ale z tych, w które gram to między innymi Skalda.
Zastanawiam się też na takim tytułem, z bardzo ciekawym stylem wizualnym:
https://store.steampowered.com/app/3172700/Banquet_for_Fools/
Stylizacja graficzna bardzo oryginalna, przypomina nieco No Rest for the Wicked, ale sama gra to tutaj bardziej drużynowy, taktyczny (czas rzeczywisty z pauzą) RPG. Jest tam też system dialogów, jakiego jeszcze nie widziałem - każdy członek drużyny ma swoje odrębne kwestie i rozmawiamy całą druzyną. Z drugiej strony na dłuższą metę może to być eksperyment nieudany.
Próbowaliście tego?
W latach 90-tych w zasadzie nie było rynku indie, Steama i innych form dystrybucji ani crwodfundingu.
Dlatego nie było innej drogi niż przekazać prawa autorskie korporacji produkującej albo wydającej grę.
Robiąc jakąkolwiek większą grę, było się zdanym na łaskę-niełaskę wydawców.
Samodzielnie, przez www gry sprzedawali dopiero później twórcy tacy jak Spiderweb, ale nie ta skala co Fallouty czy Baldury, a potem i tak weszli z dystrybucją na Steama.
Tak więc doceńcie w jak pozytywnym kierunku rozwinął się jednak rynek gamingowy. Korporacje nadal mają wiele do powiedzenia, ale mamy zawsze opcję szukania podobnych produkcji na rynku indie albo łapania finansowania społecznościowego, gdy nikt nam nie chcę wydawać - jak zrobił to np Obsidian przy Pillarsach.
Mam dwa pytania.
Macie jakieś nowsze niż lutego 2025 statystyki dotyczące sprzedaży pierwszego Switcha? Czy przekroczył już 154,1 mln ?
A drugie pytanie, jeśli śledzicie branżowe info o S2 - czy jest szansa na wersje OLED i/lub Lite?
Wydaje mi się, że Bethesda zaakceptowała New Vegas jako mocny punkt loru tego świata. Serial - na razie te 2 odcinki, które widziałem - mają olbrzymią ilość odniesień do NV, a konsultantem był tam chyba Tadzio.
Ale ten Oblivion to był coś więcej niż zwykły remaster, może tego aż tak nie widać na zewnątrz, w mechanice, zadaniach, ale gra ma zupełnie nowy renderer, oparty ma UE.
Moim zdaniem mogą potwórzyć ten zabieg przy 3 generacji Falloutów, bo to dokładnie ten sam silnik, który miał Oblivion (Gamebryo).
Co mi się podoba to że wszędzie trzeba dojść na piechotę, a to paradoksalnie wzmacnia wrażenia z grania, zwłaszcza w aspekcie MMO.
Ja tam czuję głęboko że w ciszy między Obsidianem a Bethesda powstaje remake New Vegas. Pamiętajmy, że oba studia są pod miłościwie panującym Microsoftem, który chce sprzedaży.
Remake NV na pewno dobrze by się sprzedał, o ile oczywiście nie byłby obrzydliwym skokiem na kasę w stylu remaku pierwszego Deus Ex.
Coś mnie ostatnio tknęło na pixelowe starocie, i eksploruje pod jedno zestawienie wspólczesne "grid-based" dungeon crawlery. Odkryłem więc kilka ciekawych gier... np. to:
Ładne, ale bez obsługi myszy i w klimatach dość niespotykanych w tym gatunku...
https://youtu.be/GN3onLSgVoA?si=SqRSZS-GhAkVRVJh
Ciekawe czy znacie... grałem ze 15 minut w demo i mimo urzekającej oprawy nie chciało mi się dalej. Ale na obrazkach wygląda fajnie.
Pamiętam zapowiedzi Torn. To miało być coś - wybory i swoboda jak w starszych grach, a grafika w pełni współczesna (jak na tamte czasy). Niestety...
Planuje zrobić matsa o studiu Black Isle, a teraz na Święta wleciał Obisdian.
Josh Sawyer to jeden z najpłodniejszych twórców tego studia. Od czasu Pentimenta jednak jest cicho, podejrzewam, że pracuje przy czymś nowym:
Gdzieś przeczytałem, że twórcy Caves of Lore inspirowali się gra Times of Lore Chrisa Robertsa - dla mnie absolutnym klasykiem - i nawet miałem sprawdzić samemu. W międzyczasie przeczytałem jednak w opisie, że Caves of Lore to jednak dungeon crawler a nie otwarta kraina, więc chyba inspiracja była tylko w nazwie. A poza tym to ponoć całkiem dobra gierka, ale poza Drovą odgrzebałem jeszcze nieukończone Chained Echoes - jRPG, ale strawny, bo zachodni (autorstwa Matthiasa Linda).
No i planuje drugie przejście Avowed, tym razem z wyborami, które bardziej spodobają się Lodwyn.
Sword Hero.. obserwuje ten projekt uważnie. W styczniu startuje Kickstarter, i będzie do zobaczenia demo w kawałku świata, poza areną.
Jedna z moich nadziei na dobry klon Gothica... a może nawet coś lepszego. Będzie żywy i bardzo reaktywny świat:
Tymczasem przypomniał mi się Drova: Forsaken Kin i chyba nabrałem ochoty aby dokończyć ten ręcznie rysowany spójny świat.
https://youtube.com/shorts/esCROWqPBV4
No tak, wiele serii oferuje taki "expanded universe" - żeby rzucić pierwszy z brzegu przykład Cyberpunka 2077 i serialu na Netflixie. Ale z tym przykładem Cyberpunka to w ogóle jest bardziej skomplikowana sprawa, bo to odnoga Cyberpunka 2020, która wypączkowała w główny produkt.
A jest też coś takiego jak ARG czyli przenoszenie elementów gameplayu poza grę, do innych mediów.
Hej
Odkryłem ciekawy klon oryginalnych Beholderów i LoLa:
https://store.steampowered.com/app/2411200/Underkeep/
https://youtu.be/ooFF3pukmp4?si=hCVnSPs88moMDSA_
Swordhaven: Iron Conspiracy - w święta chyba kupię, żeby przetestować.
Szukam nowych ale jednocześnie staroszkolnych RPGów, tylko że z walką w czasie rzeczywistym. Tutaj to mam.
Ludzie od Atoma, a opinie na Steam dobre. Czytam, że część z Was już tego próbowała i chyba nie jest to raczej crap...
Serio - skojarzyło mi się z jakimś Linkin Parkiem. Potem sprawdziłem co to rzeczywiście jest :)
A ja mam nadzieje że tym razem pójdą w dobrze zrobiony czas rzeczywisty, niech będzie nawet z pauzą.
Nie będę narzekał na newsy o tej grze bo gra jest warta większej uwagi, niż ją dostaje. Pół miliona kopii to nie byłby zły wynik, ale spróbujcie w to zagrać, a przekonacie się, że to naprawdę świetna jakościowo gra FPS. Zasługuje na co najmniej tyle co współczesne Doomy od Id.
Mało kto już dziś pamięta Ascenta, action RPG, ze strzelaniem w trybie twin stick. Z przyjemnością ikończyłem podstawkę i zacząłem grać w DLC i tu już niestety dopadła go kupka wstydu.
A był to kawał dobrej gry, sprawna technologicznie i gameplayowo.
Tutaj widzę idą krok dalej w grę narracyjną. Wydaje mi się, że jest to w ich zasięgu i na pewno dodam projekt do listy obserwowanych.
Amerykański teenage rock i stylówa bohaterki nasuwają mi skojarzenia z Forspoken albo Buffy Vampire Slayer.
A nie są to skojarzenia pozytywne.
Ale zobaczymy,
Trailer spoko, ale o grze nie mówi nic.
Dla mnie jest sporą różnicą, czy będą tury, czy jednak jakiś czas rzeczywisty. Czy świat będzie miał strukturę otwarta, czy raczej liniową. Czy dostaniemy gotowego bohatera, czy możliwość stworzenia własnego. Itd.
Sama nazwa Divinity wskazuje raczej, że to będzie tytuł raczej inny niż Original Sin.
Kilka się potwierdziło, ale np. Persony 6 nie zanotowałem. Chyba że będzie na jakimś pokazie towarzyszącym...
Dzikich nadgodzin Wasi newsmani narobią, żebym mógł rano poczytać o zapowiedzianych tytułach :)
Czyli praktyczne zastosowanie powiedzenia: "ktoś pracuje, żeby spać mógł ktoś". :)
Tak, pewnie konflikty lokalne były w każdej dekadzie.
Ale po rozpadzie ZSRR, patrząc geopolitycznie, świat był przez chwile jednobiegunowy, a ten biegun dla nas wydawał się oazą stabilności. Czasy Jelcyna w Rosji to dla całej Europy wschodniej i bloku postsowieckiego krótka dekada bez oddechu na plecach. I nikt tego wtedy nie doceniał.
Queen's Domain ma demo na Steam. Sciagnalem, pogralem, Wyglada i brzmi bardzo dobrze. Warto sprawdzić. Klimat lat 90-tych, polaczenie Hexena z Kings Field. Przynajmniej po pierwszym rzucie oka.
Ardenfalla sprawdzalem z kolei jakis czas temu i bez rewelacji, ale pograc można.
Tak więc z tych dwóch chyba zaryzykuję zakup QD.
W latach 90-tych gdy na świecie było względnie spokojnie, w Polsce mieliśmy gangsterskie porachunki na ulicach. I tedy też wszyscy narzekali, że media epatują przemocą.
A gdy w Polsce sytuacja wewnętrzna się ustabilizowała, to na świecie zaczął się cyrk.
Także zawsze będziemy skazani na takie informacje, bo tak są skonstruowane media, niezależnie czy tradcyjne czy cyfrowe.
Ja też lubię TPP, ale tutaj na początku miało go nie być, dodano dopiero wraz z 1 zero, razem z takim zastrzeżeniem, że dodają to tylko jako ciekawostka, a dopracowany i docelowo stworzony do walki jest tylko widok FPP.
Ale faktycznie, byłoby miło jakby to TPP i animację lekko poprawili jak będą zasoby.
Ja akurat nie żałuję ani złotówki, bo to gra dała mi więcej dobrej zabawy niż cokolwiek innego w tym roku.
Oprawa technologiczna jest jaka jest, ale artystyczna moim zdaniem - rewelacyjna. Tak dobrze wyglądających broni, zbroi i przeciwników to od czasów Elden Ringa nie było.
3 akt jest wyraźnie słabszy, mniej spójny i wyrazisty fabularnie. Co nie znaczy że bardzo zły. Ale cały czas go poprawiają.
Wiem, że Tainted Grail budzi nie tylko pozytywne opinie. Część osób krytykuję grafikę, która nie dosięga pewnych wypracowanych w segmencie AAA standardów, zwłaszcza pod kątem technologicznym.
Niemniej jednak trzeba docenić, jak twórcy dbają o swoje "dzieło", jak je dopieszczają z patcha na patch, wciąż dodając nowe mechaniki gameplayowe, bronie, świetnie zaprojektowana zbroje, zadania czy nawet ulepszając lochy. Ta gra to jedna z najlepszych rzeczy, jaka mnie spotkała w tym roku w branży gier.
Dodatek to prawdopodobnie cała sporej wielkości nowa strefa, a więc masa tej zawartości. Wszystko w klimatach piracko-morskich horrorów... takie DLC w stylu starych dodatków do RPGów.
Ogłoszono właśnie nowe DLC: Sanctuary of Sarras
https://youtu.be/ybBw6P6inD0?si=3nGuHKv5GTaulI1F
Nowy obszar, nowe bronie... tym razem w klimacie pirackim.
Jak to ktoś trafnie napisał pod trailerem: legendy arturiańskie spotykają legendy lovecraftiańskie.
15 grudnia premiera. Ceny jeszcze nie widzę.
Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie doskonały powód do odświeżenia gry, którą uważam za jedną z najbardziej niedocenionych perełek tego roku.
Tak, pamiętam Landmarka. Pamiętam obietnice w pełni modyfikowalnego terenu - to dało się zrobić, czegoś dowodził Wurm albo współczesny Enshrouded, pamiętam dobry trailer z tym lwem... i tyle.
Everquest Next, World of Darkness MMO, Fallout Online i przede wszystkim Titan od Blizzarda, to dla mnie 4 wielki gwoździe, które w ciągu kilku lat wbito w gatunek MMORPG. I tak sobie w tej trumnie on do dziś leży. Może za wyjątkiem rynku koreańskiego, ale to trochę inna bajka.
Nie chcę żeby to wyglądało jak reklama kanału, ale miałem od dawna taki pomysł, żeby przynajmniej skrótowo zebrać, uporządkować i opowiedzieć historię całego gatunku MMO. Udało mi się to zrealizować dzięki YT właśnie (a myślałem też nad stroną www). W każdym razie jeśli ktoś jest ciekawy jak to było od początku do dziś, to zapraszam, wydaje mi się, że jeszcze polskojęzycznym YT nikt tego aż tak szczegółowo nie opowiedział:
https://youtube.com/playlist?list=PLMEWai_qrScvyjH7ihKOnxpOW6sGjUcFF&si=vHVJUg_COjHyzDkO
Byłby to dobry pomysł, Arcanum to bardzo niedoceniona gra. Sprzedało się ok 230 tys. kopii. A mechanicznie i światotwórczo jest co najmniej dobra.
Ok, bo nie jestem na bieżąco z lorem, i właśnie chciałem się zapytać czy są szanse na jakiś Konradów Kurze albo innych. Bo zakładam, że będzie kilka frakcji, także chaos, więc powinno być więcej różnych herosów.
Silvaren - większość ludzi ocenia gry przez pryzmat grafiki oraz fabuły. Przy czym to kryteria zupełnie abstrakcyjne, a więc i subiektywne.
To są jednak jedne z najpopularniejszych kryteriów oceny gier. Dlatego możemy sobie tak długo dyskutować i nikt nikogo nie przekona.
Ja wychodzę z założenia, że dużo tekstu nie równa się od razu bogatej ani ciekawej fabule.
Natomiast sam chcę oceniać po bardziej gry po bardziej obiektywnych kryteriach i spróbowałem to robić przez pryzmat budowy świata.
Mam taki cykl na kanale: https://www.youtube.com/playlist?list=PLMEWai_qrScvjRx7Mk9dJvKkoGQgaDXD_
Odrzuciłem tam fabułę, gameplay i grafikę samej gry a skupiłem się na aspektach światotwórczych, które podzieliłem na 7 kategorii [lore, budowa mapy, logika i spójność uniwersum, oprawa świata, interaktywność, środowisko naturalne, skupiska cywilizacji (miasta itd)] i staram się tak oceniać gry - a właściwie ich światy.
Na razie oceniłem tak Secret Worlds i Banishers. Obie te gry dla mnie znacznie ciekawsze fabularnie i lorowo niż Avowed. Ale gameplayowo już niekoniecznie.
Pewnie zrobię też taki test świata Avowed.
Ale to jest troche dla mojego wewnętrznego porzadku, raczej poznawczego.
Może być przecież tak, ze słaba gra bedzie miala swietnie zbudowany swiat, a mimo to przyjemności z gry nie będzie.
Czysto subiektywne odczucia wiec zawsze w starciu z podejściem analitycznym wygrywają.
Ludzie wolą czysto subiektywne opinie typu "Veilguard to g****", czego dowodzi oglądalność takich materiałów :)
"Jak sprawić, by było to ważne w wyjątkowy sposób, i jak skonstruować fabułę i interakcje tak, by gracz starał się realizować cele postaci, które odpowiadają jego egoistycznym pragnieniom. Zamiast narzucać mu jakiś zewnętrzny, wymuszony cel, znajdź sposób, aby wewnętrzna motywacja gracza odpowiadała celom w grze, a to zapewni silniejsze wrażenia."
Jest takie zjawisko jak granie transgresywne - gramy wbrew założonej przez twórców motywacji bohatera gry. Dobry przykład to robienie mało znaczących zadań pobocznych w Wiedźminie 3, podczas gdy Geralt powinien spieszyć na ratunek Ciri. Prowadzi to do słynnego dysonansu ludonaracyjnego itd.
To, co robi Avellone, zeby tego uniknąć, a co też zrobiono np, w New Vegas, przy którym nomen omen Chris maczał palce, to stworzenie bohatera, który jest tabula rasa, a w grze nie ma żadnych kompasów moralnych. I rzeczywiście - gra nie piętnuje przyłączenia się do Legionu Cezara (no chyba, że jako karę potraktujemy to, że nie możemy zlootować Laniusa z jego przewspaniałej zbroi). Co więcej w grze spotkamy nawet postaci, które racjonalnie argumentują zalety tej frakcji.
Ale już w Outer Worlds 2 na ostatnim etapie produkcji wycięto możliwość
spoiler start
wsparcia najciekawszej wg mnie frakcji gry, czyli tyranii Protektoratu. Przeczytałem, że nie było czasu żeby odpowiednio komplikować scenariusz, więc poszli na łatwiznę, robiąc z Protektoratu wyłącznie "tych złych", Na szczęście Brandon Adler daje pewną nadzieje na współpracę z tą frakcją w DLC
spoiler stop
Może bełkot, a może nie, ale Brianowi Fargo jako tako wierzę.
Przypominam Wastelands 3 - nie dokończyłem jeszcze, ale gdyby poziom grafiki w W3 był taki jak tu... to chyba mielibyśmy pierwszy tytuł, który bez problemu detronizowałby New Vegas.
Wastelands 3 miały to co najbardziej cenię, o czym dziś pisze w kilku wątkach - charyzmatycznych antagonistów, z którymi jednak możemy też z reguły podjąć współpracę (albo podchodząc do tego inaczej - w grach mamy kilka frakcji, których gra nie różnicuje moralnie - wedle naszego wyboru możemy wybrać, komu pomożemy a przeciwko komu wystąpimy) .
Natomiast to co mnie po pewnym czasie odrzuciło w W3 to męczące długo wlekące się turowe walki i brak zbliżeń na twarz i voice actingu przy większości dialogów. Niestety współczesne AAA mnie do tego przzywyczaiły, a i z wiekiem nie coraz mniej chce mi się czytać wielolinijkowe walls of text. W W3 było tego sporo.
BTW sam Brian pojawia się tam jako drugoplanowy antagonista :)
Ale co do Clockwork niepokoi mnie motyw podróży w czasie - to duże wyzwanie / szansa na wielką katastrofę scenariuszową.
https://youtube.com/shorts/O716PYvSvBo?si=negZ7NpXnTGX0wBF
Wczesna opinia, gdy byłem gdzieś po pierwszym dłuższym posiedzeniu z grą.
Silvaren, Kaskrin - nie wiem czemu mnie atakujecie, podczas gdy ja akurat staram się bronić jak mogę Avowed, która Wam się najwyraźniej spodobała. Mi w zasadzie też, ale nie aż tak, żebym nie rozumiał argumentów przeciwników tego tytułu.
Niestety to jest gra z dużym budżetem, więc ma prawo - a nawet powinna - być porównywana do najlepszych: Kingdom Come, do Baldura 3 czy Wiedźmina 3. A w tym porównaniu zawsze przegra. Ale zadałem sobie pytanie, czy na pewno twórcy Avowed chcieli konkurować z tamtymi grami. Wydaje mi się, że nie.
Także jeśli chcemy uczciwie traktować Avowed jako wysokobudżetowego RPGa, dziedzictwo twórców New Vegas, KOTORa 2 albo nawet Alpha Protocol... to nie.
Uważam z perspektywy czasu, że Avowed była pewnym eksperymentem Obsidianu. Czytałem jakiś wywiad z kimś z tego studia - w tej chwili nie pamiętam z kim - opowiadał, że w trakcie produkcji, nawet mimo faktu, ze MS sypnęło kasą, bardzo zeszli ze skali tego projektu. Uproszczenia, na które poszli, brak pewnych dotąd kluczowych w ich grach mechanik, spowodowany był tym, że gra jako taka miał być dużo większa, docelowo miała mieć jeden, duży świat o budowie "theme parku" - trochę na kształt dużych MMO, zresztą rozważano elementy multi. Z czasem jednak zdecydowano o podziale na osobne rejony i wycięciu wielu elementów.
No ale jeśli chcemy to mogę spróbować się bawić w szczegółową wiwisekcję, a może nawet wrzuciłbym większy materiał o moich ambiwalentnych wrażeniach z tej gry... może na jej rocznice byłaby ku temu okazja. Na pewno to jest ciekawy przypadek gry do analizy.
Świat Avowed: jeśli patrzymy na reaktywność świata i NPC w porównaniu do najlepszych - np BG3 - to nawet nie ma co porównywać.
W zasadzie to jest ten najbardziej rażący element, który z jakiś powodów odpuszczono. Lubię gdy gra ma różne działające systemy: relacji z frakcjami, okradania, oczarowywania/zastraszania postaci czy przejścia gry w trybie półgłówka" (tzw dumb mode) albo zabijając kluczowych NPC. Tutaj zdecydowanie ich brakuje. W zasadzie broni się eksploracja - odkrywanie różnych ukrytych miejscówek z nagrodami - to mi sprawiało autentyczna frajdę. I dlatego tak jak napisałem, postanowiłem potraktować tę grę jak action RPGa z dużą ilością średniej jakości dialogów.
Bardziej znaczący wpływ na świat odnotowuję tylko w momentach scenariuszowych jak np ocalenie / odpuszczenie ocalenia miasta w 2 akcie i pomniejsze wybory jak darowanie zamachowcom w A1. Ale nie jest tego dużo, w zasadzie jakies poważniejszy na pierwszy rzut oka wybór czeka pod koniec kazdej mapy... ale nie w kazdym wypadku diametralnie zmienia to świat. Relacje z frakcjami to proste triggery scenariuszowe. Zdecydowanie lepiej to rozwiązano w Outer Wrolds 2, choć tam jestem na takim etapie, że nadal nie wiem, na ile faktycznie budowanie reputacji u frakcji coś widocznie zmieni.
W Avowed bardzo brakuje mechaniki kradzieży, atakowania NPC. Zwłaszcza że inne gry Obsidianiu nas do tego przyzwyczaiły.
Kasrkin - mam ponad 50 godzin, ale blisko końca dopadło mnie znużenie i próbuję się zmusić do zakończenia. Sama satysfakcjonująca walka nie pokrywa średnio porywającej fabuły głownej.
Ta historia z Sapadalem przypomina mi wątek Johnego Silverhanda w Cyberpunku... ale tak jak tam dialogi z Johnym były bardzo dobre, to o tych tutaj ciężko powiedzieć że są dobre, a nawet że w ogóle są jakieś. Dla mnie to jakieś mętne wspominki ze starożytności, zawoalowane alegorie, z których nic nie zapamiętałem.
Nie pamiętam już też ciekawych questów pobocznych, teraz światają mi jakieś zadania dla łówców na drugiej mapie, gdzie jedne zdradził ... - a robiłem wszystkie, do tej pory chyba nie odkryłem tylko kilku skarbów z map. Nie mówię że są złe, ale są takie, że... przejść i zapomnieć.
Oczywiście to rzecz subiektywna, de gustibus itd. ale z doświadczenia wiem, że wystarczy jakiś mały szczegół, aby historia świata nagle zainteresowała. Tak miałem w BG3, gdzie na początku historia też mi się jakoś nie kleiła, aż do momentu gdy cameo miał Raphael. Od tej pory zacząłem uważniej czytać dialogi i wertować wikipedie BG3. Niestety, bardzo żałuję, ale mi się na razie taki przełącznik w Avowed nie włączył.
Czasami robię sobie taki test, aby sprawdzić, na ile podobała mi się historia w grze. Próbuję przypomnieć sobie imiona postaci w grze - bo wg mnie ponad 75% roboty dla fabuły robią wyraziste postaci: drużyna, antagoniści, ważni i pomniejsi NPC. Avowed ostatni raz odpaliłem grę we wrześniu. Po 50 godzinach rwanego grania od lutego do września, powinienem pamiętać imię jakiegokolwiek NPC. Nie pamiętam.
Tak samo jak nie pamiętam teraz na wyrywki nawet imion postaci z drużyny - choć pamiętam jak wyglądali.
Jedyna charyzmatyczna postać, którą dziś pamiętam to potencjalna antagonistka, zwłaszcza po ikonicznym momencie zdjęcia hełmu. Ten moment zapamiętam z całej gry do tej pory... no i jeszcze moment wyjścia z ruin, gdy dostrzegamy płonące miasto i ucieszyłem się że wreszcie historia nabrała tempa (sorry za spojlery, ale obaj graliście więc... )
Może są tam smaczki, dla tych, którzy więcej niż ja grali w Pillarsy 1 i 2. Ale niestety do nich nie należę.
Tak jak pisałem wiele razy: to jest ogólnie przyjemna gra, ale znacznie płytsza niż nawet Outer Worlds.
I nie jest tak, że jest to gra zła, nie zmusiłbym się do 50 godzin, gdyby mi się totalnie nie podobała. Ale patrzę na to tak: przy tym poziomie grafiki, która mi bardzo pasuje, oddałbym część fabularną i dialogową zamiast Carrie Patel i (sprawdziłem sobie) Kate Dollarhyde, Robertowi Lo i Paulowi Kirschowi - Timowi Cainowi, Brianowi Fargo albo Chrisowi Avellone. I na pewno byłoby lepiej i nie przeklikiwałbym nużących dialogów.
Na szczęście, tak jak przewidywałem, w Outer Worlds 2 jest jednak lepiej w aspekcie interakcji ze światem i NPC, chociaż dialogi za bardzo wjechał Monthy Python i czasami niestety widzę, coś , o czym już pisałem w watku o Wizardry... itd - że zaprogramowano wszędzie skill checki, ale potem zabrakło pomysłu, jak wiarygodnie napisać w dialogach kwestie, które faktycznie zmieniają decyzje NPC.
Poziom zagadkowości śmierci odzwierciedla liczba teorii spiskowych z nią powiązanych. I tutaj znacznie wyżej w rankingu jest śmierć generałow Rozwadowskiego i Sikorskiego.
Tak, granie prymarchą dla fanów uniwersum to chyba może być argument ostateczny w dylemacie kupić-nie kupić.
Idea prymarchy jako RPG-like herosa z unikalnymi umiejętnościami i zdobywanym expem wydaje się dobrym pomysłem.
Nie wiem kiedy dzieje się gra, ale takim Sanguinusem albo Konradem Kurczę to bym zagrał.
Rzucę trochę prowokacyjną tezę:
Dlaczego Avowed koniecznie trzeba porównywać z trzecim Baldurem albo Kingdom Come ? Tylko dlatego że to Obsidian? To dlaczego nie ma takich oczekiwań wobec Grounded?
Avowed ma też dobre elementy. Nie twierdzę, że to świetna gra, ale jak ktoś nie oczekuje aż tak wysokiego poziomu historii, dobrze napisanych dialogów i postaci ani rozbudowanej symulacji świata... to jako action RPG z ładną grafiką - sprawdza się aż za dobrze.
Silvaren - mechanicznie to jest fajnie pomyslane, tak jak piszesz: zeby odblokowac jakas kwestie, musisz zobic tego subquesta z ta dziewucha itd. Zeszta taki rodzaj checków w OW2 występuje częściej. "Required information" check to bardzo fajna mechanika i chyba w ogóle gotów jestem powiedzieć, że w tej grze drzewko dialogowe jest chyba najlepiej zrobione z wszystkich RPGów w jakie grałem - przynajmniej mechanicznie. I to się chwali. I dlatego też gram w OW 2 i doceniam pomysły.
Tylko ... jaką treścią wypełniono te mechaniki to druga strona medalu.
W tym konkretnym przypadku, ona na wspomnienie bliskiej dla siebie osoby zmienia swój światopglad o 180% i to w taki nieco absurdalny sposób.
Lata urabiania przez Zakon, a tu nagle zmiana decyzji w sekunde, po wspomnieniu o kimś, kto w nią wierzy i "believes that she deserves a second chance" (co by to nie miało znaczyć). Nagle olewamy plan zbawienia świata. W ogóle ta cała de Vries jest tak płasko napisana, że ciężko mi uwierzyć w jej jakąkolwiek motywacje, skoro tak łatwo ją było przekonać.
Po tej rozmowie stwierdziłem, że ze scenariuszem i dialogami tej grze coś jest mocno nie tak. Mam nadzieje że w finale się nie zawiodę, bo widzę w grze dużo ciekawsze postaci.
Trochę mam obawy, patrząc na to jak powtarzalny i nieciekawy momentami bywał Starfield... ale mimo to też czekam na TES6.
Bo Starfieldowi zaszkodziło rozciągnięcie świata między pierdyliard generycznych planet, a tutaj jednak będziemy mieli te wszystkie ręcznie zaprojektowane lokacje na może dużej ale jednak jednolitej mapie, w efekcie zwiedzanie będzie miało jakiś sens i immersje.
Mam dokładnie to samo, z tą różnicą że nie w WoW a w ESO.
Dobrze, że nie tylko ja lubię sobie jeździć mountem po krainach w MMO, zwłaszcza jak są to na tyle duże krainy, że wciąż odkrywasz jakieś nowe miasta, osady, jaskinie czy inne "PoI".
I wbrew pozorom wcale nie tak dużo gier to oferuje.
Ciekaw jestem czy GTA6 będzie dobre pod taki gameplay - w teorii powinno być.
A druga gra, przy której mam pewne nadzieje z tym związane, to Elder Scrolls 6. Tylko kiedy to będzie?
No żeby nie spojlerowac, rzucam w linka dialog, a szczególnie chodzi o jego druga część - przekonanie postaci, żeby nie robiła, tego co tyle lat planowała :) Nu, nu!
Dwa zdania i 15 lat indoktrynacji idzie do lasu : )
Tutaj jest to rozegrane tak, jak ja to tez rozegrałem.
https://www.youtube.com/watch?v=APG0DPceqzE
Nie wiem co o tym myśleć.
Może będzie szybciej... ale pewnie będzie drożej. A bogatego wydawcy chyba nie mają.
No, chyba że mają już na podorędziu napisany jakiś kawałek kodu.
Jeśli chodzi o Outer Worlds 2, to dostrzegam tu zjawisko podobne jak niegdyś w Fallout 4.
W F4 było takie sztywne założenie gameplayowe, że prawie zawsze na każdą kwestie NPC będą 4 i zawsze 4 odpowiedzi. W efekcie mieliśmy odpowiedzi pisane na siłę: TAK / CHYBA TAK / MOŻE / NIE :)
W Outer Worlds 2 chcieli zaimplementować za wszelką cenę rozwiązanie każdego konfliktu przez dialogowe skill checki. Ale potem dorobiono do tego bardzo średnie kwestie, które NPC z wysoką retoryką wygłasza, przekonując nimi nawet najbardziej wątpiących.
Jestem po kluczowym (tak mi się wydaje) punkcie zwrotnym tej historii. I oczywiście konfrontację można rozwiązać skillcheckiem.
Nie będę zdradzał, o co chodzi w tej kluczowej rozmowie/decyzji, ale w mojej wersji gameplayu dialog, który miał przekonać pewnego istotnego NPC, żeby zmienił swoje poglądy, wyglądał mocno memicznie. Nasunęło mi się od razu takie porównanie:
postać z wysoką retoryką jedzie do Rosji, do Władimira P. i rozmawia z nim używając swojego wymaksowanego skilla "Retoryka":
- Włodi, weź już odpuść z tą Ukrainą, ludzie tam giną, twoi żołnierze, niewinni, dzieci.
- W sumie masz racje, nigdy tak na to nie patrzyłem. Ok, zgadzam się. Generałowie, zwijać mandżur, wycofujemy się.
Ja nie oczekuję, żeby dialogi w grach pisali Hegel i Derrida, ale ... chyba już jestem za stary, żeby to czytać na poważnie. Pewnie będę przeklikiwać.
Z grafiką i eksploracją się zgodzę, każdą z tych map nawet dobrze mi się zwiedzało i wyglądały przyjemnie dla oka. Walczyło mi się też nienajgorzej.
Ale są w tej grze też elementy słabe - coś za coś.
Tak, znam to wyjaśnienie, jest ono spójne z lorem i niby logiczne, ale jakoś mnie nie przekonuje :) brzmi trochę jak wymówka, żeby odpuścić ten element. A np. moja postać ma takie narośle, które spokojnie by się pod hełmem czy kapturem zmieściło.
Biedna roadmapa. Żadenego fabularnego rozszerzenia, żadnej nowej mechaniki. Liczyłem że z czasem będę mógł używać nakryć głowy.
Winą obarczałbym Gamepass.
Ukułem tu pewną nazwę: Slow gaming - nowy trend w graniu.
Było o tym już kilka materiałów a ja na swoim kanale szykuje kolejny.
Sam zrobiłem podobny eksperyment w Skyrimie w Riverwood i nie bawiłem się źle: rąbałem drzewo, kułem w kuźni, chodziłem na polowania wokół miasteczka, odwiedzałem sklepy i regularnie jadłem posiłki.
To jest możliwe tylko wtedy, gdy gra jest jednocześnie autonomicznym światem.
I taki gameplay to jeden z testów na to, czy gra jest teatralną wydmuszką czy żyjącym światem.
Ohio nawet ciekawe jako kawałek mapy, jedna centralna osada i obozy zbirów króla Rdzy.
Płynne przejście mostem z Point Pleasant - naprawionym :)
Lubię mapę F76. Można byłoby w nią wrzucić jeszcze lepszą grę, nawet singlową.
Jak ktoś ma taki problem menatalny, zawsze można kupić gre na GOGu.
Natomiast wiele gier dodatkowo ma sieciwoe DRMy, i jak wydawca/dev zamknie serwer to przestają działać.