Avowed 2 dostało zielone światło jakiś czas temu.
Jedyne co ostatnimi czasy im wyszło dobrze to Grounded 1-2, Pentiment oraz Pillars of Eternity
No to musze dwójkę sprawdzić jak znajdę czas. Jedynka była dla mnie niezła, taki bardzo solidny średniak przyjemny w ogrywaniu.
A jak byś porównał do Avowed?
Żeby się nie rozpisywać poszukaj w zalinkowanym poście segmentu o TOW2:
https://silvaren-rpg.blogspot.com/2026/01/podsumowanie-2025-roku.html?m=1
Co by nie zrobili, to wyjdzie z tego nudny średniak. Ta firma zatraciła zdolności do tworzenia wciągających gier.
To Avowed poradziło sobie jednak lepiej niż TOW2? Szkoda... Mimo wszystko lepsze niedoskonałe s-f niż kolejne generyczne amerykańskie fantasy. Tym bardziej, że dwójka udała się chyba ogólnie lepiej niż jedynka?
Bardzo chciałbym wiedzieć jaka jest definicja generycznego fantasy bo ani Tyranny ani Pillarsy ani żaden Torment się na to wg mnie nie łapią. Nawet Pathfinder się nie łapie (mimo że garściami czerpie z D&D). A jeżeli generyczne fantasy to D&D...Cóż, dawno już nie grałem w generyczne fantasy NOWE i dlatego ciągle wracam do Icewinda?
Całe żyjące ziemię to niby stany USA?
Nie no, głupi skrót myślowy - pod względem świata to oczywiście setting Pillarsów i Avowed nie ma aż tak wiele wspólnego z generycznym fantasy, niestety za tą oryginalnością nie potrafiła pójść prezentacja. Tak, ja wiem, to samo można zarzucić Baldurowi 3 czy Divinity - wszędzie jest cukierkowo itp... niemniej w FPP ta plastikowa cukierkowość jakoś szczególnie rzuca się w oczy. Za to remaster Obliviona, Avowed, Veilguard... Wszystko zlewa się w jedną całość. Retro-futuryzm i groteska TOW sprawia, że artystycznie gra broni się jednak trochę lepiej.
Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że w dużej mierze to kwestia gustu...
The outer world's pierwsza część mnie nawet wciągnęła i nie mogłem się doczekać drugiej części. No, ale niestety dwójka to taki gniot, że szkoda gadać....
Mogliby w końcu zapowiedzieć PoE3. W wywiadzie dla NYT Urquhart mówił o kolejnych projektach we współdzielonym uniwersum Pillarsów i Avowed. Chyba że zamiast PoE3 jakaś taktyczna gra turowa, jaką chciał zrobić Sawyer.
Avowed 2 jeśli byłoby tworzone z konkretną wizją od podstaw miałoby spore szanse naprawić mankamenty jedynki, która przecież była efektem przerobienia zupełnie innego rodzaju gry po zresetowaniu projektu.
Po prostu niech się cofną i przypomną jak wcześniej robili gry. Nie muszą się niczego nowego uczyć.
A ja bym najchętniej pograł w nowe Tyranny. Obsidian zdaje się porzucił ten tytuł a szkoda, bo fabularnie była to ich najciekawsza gra moim zdaniem. Sam początek historii był nietuzinkowy bo zaczynaliśmy nie jako biedny wieśniak, który nagle poczuł moc i postanowił uratować świat, ale jako wysoko postawiony oficer armii wszechpotężnego tyrana rządzącego światem. I nie jest tak, że odwracamy się od niego po 15 minutach z powodu widoku sierotki czy coś w tym stylu. W zasadzie do samego końca można pozostać bezwzględnym zabijaką. Grałem w Tyranny wiele lat temu, ale pamiętam kilka sytuacji kiedy bardzo chciałem postąpić "dobrze" wobec jakiegoś bohatera, ale on nie dawał mi ku temu szansy bo mi nie ufał ze względu na to kim jestem i komu służę. Fajny motyw. Do tego Archonci i Edykty. Kurczę, było tam sporo świetnych pomysłów.
Świat w Tyranny był bardzo ubogi, poza ludźmi byli tylko zmory i zwierzowce, dodatkowo fabuła Tyranny była bardzo przewidująca, pillarsy fabularnie dużo przewyższają Tyranny, choć sam bym zobaczył kontynuację Tyranny
Tyranny należy do Paradox Interactive. Swego czasu Avelone pisał, że część budżetu Tyranny przesunięto na pierwsze Pillarsy, co zakończyło współpracę z Paradoxem. Nie wiem ile w tym prawdy, bo premiery obu gier dzieli 2,5 roku. Tyranny wyrosło z drafta The Fallen, który Avelone przedstawił co prawda lata wcześniej, ale wówczas projekt nie dostał zielonego światła. Obsidian na skraju bankructwa ruszył z kickstarterem w drugiej połowie 2012 r. Wątpię, by bez pewności odnośnie do sprzedaży Project Eternity pracowali równolegle nad równie niepewną Tyranny.
Tyranny było uboższe niż Pillarsy bo to była jednak dużo mniejsza gra, skromniejszy projekt. Moim zdaniem jednak duuuuużo mniej odtwórczy i fabularnie dosyć świeży. No ale to już jest kwestia indywidualnych preferencji.
O widzisz, no to mi trochę rozjaśniłeś temat, dzięki. Tak czy inaczej mam nadzieję, że ktoś kiedyś powróci do tej marki.
Tyranny było uboższe niż Pillarsy bo to była jednak dużo mniejsza gra, skromniejszy projekt. Moim zdaniem jednak duuuuużo mniej odtwórczy i fabularnie dosyć świeży. No ale to już jest kwestia indywidualnych preferencji.
No niestety widać cięcia budżetowe w całej grze :/ Trochę szkoda bo sam świat był nawet orginalny, ale jak mówiłem strasznie ubogi
Jak pisał Silvaren raczej nie doczekamy się tyranny 2
Dzisiaj jeżeli nie chcesz popaść w sztampę i archetypy tolkienowskie trzymasz się z daleka od raz innych niż ludzie, ewentualnie wrzucasz jakieś własne lub rzadkie. Elfy i krasnoludy i inne niziołki to stąpanie po kruchym lodzie. Udało się Sapkowskiemu bo wtedy to raz że jeszcze nie było tak sztanpowe a dwa że on z nich zrobił tło fabularne. Pillarsy, Pathfinder czy Warhammer Fantasy niby mają te rasy ale są umiejętnie wplecione. Swoją drogą myk z krasnoludami tundrowymi (Sagani) w Pillarsach jest świetny.
Sam lubię inne rasy ale ich nie wymagam. Spójrzmy na twórczość takich pisarzy jak Glen Cook, Urszula K. Le Guin, George R. R. Martin czy Joe Abercombie. Tu nie ma elfów i krasnoludów. U naszego polskiego Feliksa W. Kresa nie ma innych ras ale inteligencję ludzką mają koty i sępy. W trylogii "Lyonesse" Jacka Vance'a jeśli mnie pamięć nie myli są tylko elfy i ludzie.
Sam obecnie coś kombinuje z własnymi opowiadaniami fantasy i na 99% nie wsadzę tam elfów ani krasnoludów. To rasy które pasują do epickiego fantasy w stylu Baldur's Gate. W zasadzie w innych opcjach trzeba bardzo uważać przy ich wprowadzaniu. A już zwłaszcza w low fantasy/militarystycznym fantasy.
Jeśli chodzi o Tyranny to nie przeszkadzal mi brak elfów czy krasnoludów, a raczej przeciwników
W pillarsach były różne poczwary, a w Tyranny walczyliśmy z ludźmi, sporadycznie z tymi zmorami, i z tymi zwierzcami, willkołakami, i tyle :| Swoją drogą szkoda ze nie było nieumarłych w Tyranny, zamiar tych zmor, myślę że ciekawiej by było ;o
No nie, akurat od lat 90 mało który pisarz kopiuje Tolkiena, bo wsadzenie gdzieś elfów i krasnoludów nie jest z miejsca jego kopiowaniem. Natomiast elfy i krasnoludy, jeśli już je umieszczamy w swoim świecie to muszą mieć jakieś sensownie podłoże do funkcjonowania w tym świecie. Sapkowskiemu to się udało, w Warhammerze to się udało. Forgotten Realms i inne światy D&D jak Greyhawk? Lubię je ale one się nadają głównie do gier, bo tam jest wszystkiego naćkane obok siebie, stworzenie świata racjonalnego literacko jest trudne. Tak więc: od dawna nikt nie kopiuje Tolkiena, już Le Guin w latach 60tych poszła w inną stronę (bardziej w jej stronę niż Tolkiena poszli też Jack Vance, Peter S. Beagle czy Patricia A. McKillip). A wracając: ja się nie czepiam Tyranny o brak innych ras, w sumie jest to dla mnie zrozumiałe.
Chciałbym w końcu aby obsidian zapowiedział jakąś grę crpg izometryczną drużynową, obojętnie co to byłaby za gra, bo straszna posucha jest takich crpg na rynku gier ;/
Przecież Obsidian to obecnie zupełnie inny zespół niż ta ekipa, która robiła ich najlepsze gry. Ich ostatnie gry (Avowed i Outer Worlds) to w najlepszym razie przeciętniaki. Pomysł na fabułę zwykle całkiem spoko, jednak szybko nudzą powtarzalnością gameplayu, słabym systemem walki i w ogóle płytkością mechanik. Wyglądają jak takie tanie klony gier Bethesdy, które też najwyższych lotów nie są.
Jaki inny?
Kto odszedł poza Avellonem? Śledziłem dokładnie głowne postacie, które pracują przy OW2, i są to pracownicy, któzy byli w Obsidianie jeszcze w czasach New Vegas, a nawet wcześniej, część jeszcze z czasów Black Isle.
Problem jest inny i nazywa się Game Pass.
"Przecież Obsidian to obecnie zupełnie inny zespół niż ta ekipa, która robiła ich najlepsze gry"
To akurat bzdura. W innym temacie pisałem, że sprawdzając część listy developerów Planescape Torment dość szybko można zweryfikować, że 7 osób z zespołu Tormenta jest wciąż w Obsidianie. A co dopiero z innych zespołów od Fallouta 1&2, Icewind Dale, Stonekeep itd. czy w ogóle stricte z Obsidianu. Ostatnio do firmy wrócił główny scenarzysta New Vegas.
Ich ostatnie gry (Avowed i Outer Worlds) to w najlepszym razie przeciętniaki.
Może i tak, nie grałem w te gry żeby je ocenić, ale wolę takie przeciętniaki niż żadne gry, a ja bardzo lubie gry Obsidian więc cieszy mnie każda gra ich
Średnia masowa produkcja RPG. Od New Vegas ktore jest arcydziełem reszta to nic szczególnego.
Bardzo przepraszam ale ja przy The Outer Worlds bawiłem się lepiej niż przy dowolnej grze Lariana....
Myślę, że największym wyzwaniem przed każdym studiem obecnie, nie tylko Obsidian, jest ekonomia. Przyznam, że nie miałbym pojęcia jak planować kolejne produkcje, kiedy każdy projekt musi być gigantyczny (bo rozczaruje graczy), a jednocześnie jego niepowodzenie może zatopić studio. Wyobrażam sobie, że gdyby Obisidian zdecydował się na PoE 3 to będzie ono porównywane do Baldurs Gate 3, które miało ogromny budżet. Avowed jest porównywane do gier Bethesdy, której gry są w całkiem innej skali. Mam wrażenie, że dla większości studiów obecny rynek to wędrówka po polu minowym
Słuszna uwaga.
Dziś duże projekty przestały być pewnym zyskiem, koszty rosną, a już nie jest tak jak w 2012, że gracze kupią masowo każdy tytuł AAA w 4+ mln sztuk.
Wtopić więc można dużo.
Nadeszła epoka AA, max AA+ , a to oznacza redukcję kosztów i optymalizacje procesu produkcji, recyckling silników, assetów i maksymalne wykorzystanie narzędzi wspomagających.
Będziemy musieli się do tego przyzwyczaić, albo pogodzić się z mniejszymi skalą indykami.
Czyli tak jak gry z uniwersum Eory do tej pory były średniakami, tak teraz będą jeszcze gorsze. Cudownie.
Powiedziałbym, żeby zaczęli wykorzystywać AI, bo to jeszcze bardziej przyspieszy proces produkcji, ale z drugiej strony - w Pillarsach 1 i 2 i Avowed fabuła, postaci, dialogi i światotwórstwo i tak sprawia wrażenie jakby tworzyła je sztuczna inteligencja, więc chyba nawet nikt nie zauważyłby różnicy.
Po raz kolejny przyszedł arianrod i coś tam bełkocze ale ok, rozłóżmy Pillarsy (Avowed nie ma na GOGu więc nie grałem) na części:
- Pillars of Eternity ma dosyć przyjemną mechanikę zbliżoną do D&D i to jest na plus, w tym unikatowe klasy i rasy
- pierwsza część jest fabularnie bardzo dobra na tle konkurencji, można się doczepić do wodolejstwa w dialogach ale to samo dotyczy i sławetnego Planescape Torment i w przeciwieństwie do Tormenta Pillarsy nie udają że są filozofią z głębią Platona
- ze względu na świat, atmosferę, NPCów, towarzyszy to jest ciężkie low fantasy, które sytuuje się między Icewindami a Tyranny; dwójka poszła odważniej bo ile jest erpegów w klimacie marynistycznym/wyspiarskim/pirackim? Że nie każdemu to pasuje? Nie mój problem
- nigdy nie twierdziłem że Pillarsy mają świetnych towarzyszy. Nie mają. Choć to też jest trochę kwestia gustu. Nie wypowiadam sie o Zrozpaczonej Matce bo nigdy nie miałem jej w drużynie. Alotha nie lubię ale ta jego....przypadłość 2w1 jest ciekawa. Niezłomny i Eder są DOBRZE napisani. Nie są rewelacyjni ale to taka erpegowa średnia (wciąż są ciekawsi od połowy towarzyszy z Baldur's Gate III). Kana Rua zapada w pamięć, ocena: bardzo dobra. No i ja UWIELBIAM Sagani. To jest u mnie top 5 towarzyszy ever, choć nie ukrywam że mam słabość do Inuitów/Eskimosów/Północy/Icewind Dale/Skandynawii/Alaski/Grenlandii i pewnie nie jestem do końca obiektywny ale krasnolud tundrowy, w dodatku kobieta...Mega! Nigdy nie ukrywałem tego że NIE PAMIĘTAM towarzyszy z "dwójki" z wyjątkiem Xoti o której też wiele poza imieniem i wyglądem nie pamiętam. No trudno, tu zrypali. ALE: Pillarsy mają to co chyba obecnie jest standardem (patrz: BG III, Pathfinder): nie podobają ci się towarzysze? Idziesz do karczmy czy innego miejsca jakie wymyślili twórcy i se tworzysz własną drużyne jak w Icewind Dale! I to jest piękne.
- Pillarsy jako gry izometryczne stoją na porządnym poziomie graficznym i mają naprawde dobrą muzykę
- mają naprawdę dobrze napisane questy (nawiedzona latarnia morska!) a scenki paragrafowe z dwójki to jest coś genialnego i klimatycznego.
- zarządzanie zamkiem w jedynce jak i statkiem w dwójce jest spoko zrobione
- Bezkresne Ścieżki Od Nuy to jedna z najlepiej (jeśli ogólnie nie najlepiej) zaprojektowanych, napisanych, klimatycznych lokacji w grach cRPG ever. A nie każdy erpeg ma taką lokację! Zbliżone jakościowo są tylko nawiedzony hotel w Vampire the Masquarade Bloodlines i Zamek Darkmoor w Might and Magic VI
- wprowadzono do obu turowy system walki!
Tak więc: Pillars of Eternity to znakomita seria, nie najlepsza, jest kilka erpegów lepszych (do policzenia na palcach jednej ręki), ale nazywanie ich średniakami jest wielką niesprawiedliwością.
Ponarzekać na Pillarsy zawsze trzeba.
MECHANIKA
Jak powiedzieć, że coś jest średnie, gdy nie chce się mówić, że jest średnie: jest "dosyć przyjemne", jest "solidne", "jest kompetentne" :)
Z klas, to pamiętam, że pieśniarz miał fajną mechanikę i wbrew obawom wcale nie był po prostu inną wersją barda. Może jeszcze enigmatyk coś tam próbował innego, były też dziwactwa typu, bodajże, barbarzyńca dla którego kluczową cechą była inteligencja czy coś takiego. Ale czy to znowu takie oryginalne? Większość tych klas to archetypy znane w fantasy od dekad.
To samo rasy: ludzie, elfy, krasnoludy, udziwnione niziołki, które udają, że nie są niziołkami i trochę zmienieni aasimarzy, którzy udają, że nie są aasimarami. I ludzie-ryby. Jak dla mnie to zwykły światotwórczy śmietnik, gdzie twórcy trochę chcieli coś oryginalnego, ale może nie za bardzo a i fanów klasycznego fantasy też trzeba pogłaskać po główkach i wyszło takie nie wiadomo co.
DIALOGI
Dawno nie grałem w Tormenta, ale nie pamiętam tam takich tępych dialogów, jak w Pillarsach, gdzie postać stoi i referuje jakieś wydarzenia, opowiada o innych krainach, historycznych postaciach itp., a wszystko to ze swadą wpisu na Wikipedii Eory. W Tormencie np. Dak'kon opowiadał o historii Githów, ale było to połączone z poznawaniem chyba Kręgu Zerthimona, który miał w ekwipunku, kolejne kręgi wymagały kolejnych testów umiejętności, niektóre pozwalały poznawać czary, w tym unikalne, gdzieś tam w ogóle przy wysokich statystykach chyba nawet dało się odnaleźć kombinację pozwalającą znaleźć ukryty krąg. W Pillarsach np. Niezłomny opowiada godzinami o swoim zakonie czy coś tam, a jedyne o czym ja myślę, to "ale co mnie to gówno obchodzi?". Inny coś tam miauczy o swoim bracie, inny peroruje o zwyczajach w Aedyrze jakby miało to jakiekolwiek znaczenie.
Poza tym, w Tormencie nie bali się umieścić gry w naprawdę dziwnym, niezrozumiałym świecie, więc może dlatego te dialogi były ciekawsze. Natomiast Pillarsy, to jak już pisałem, takie sztampowe fantasy, które próbuje udawać, że nie jest sztampowym fantasy, bo twórcom się wydaje, że jak wrzucą fabułę o duszach, bogach itp. nonsensie, to gra z automatu będzie "głemboka".
Zresztą, nawet załóżmy, że faktycznie cały Torment to pretensjonalne i płytkie, pseudo-filozoficzne lanie wody - w jaki sposób usprawiedliwia to Pillarsy, popełniające ten sam błąd?
KLIMAT
Twój problem pewnie nie, ale twórców jak najbardziej - wielu graczy narzekało, że odbiło się od klimatu PoE2, że po prostu go nie lubi.
Co - żeby była jasność - mi akurat nigdy nie przeszkadzało, a nawet zmianę klimatu uznawałem za jedną z nielicznych zalet tej gry.
TOWARZYSZE
Tu nawet nie chodzi o to, jak ci towarzysze są napisani - są nijacy, ich questy napisane są na odwal się, no trudno. Bardziej chodzi o to, że ci towarzysze zachowują się, jakby, nie wiem, w ogóle nie należeli do tego świata. Nie mają relacji ze światem, z NPC-ami (poza tymi krótkimi i żałosnymi questami osobistymi) już nawet nie mówię o relacjach między sobą w drużynie. Jedyną postacią, z którą mają jakąkolwiek relację jest postać gracza - i tyle; o reszcie świata mogą co najwyżej poopowiadać w swoich niekończących się i nudnych jak flaki z olejem dialogach. To niby postaci fabularne, ale zachowujące się przez większość czasu jak postaci stworzone przez gracza w Icewind Dale albo jak towarzysze "fabularni" z Baldurs's Gate - tego pierwszego Baldur's Gate, co to miało premierę jeszcze przed naszą erą.
A tworzenie własnej drużyny to świetny motyw, ale umówmy się - może jednak wymagajmy trochę od twórców? Jak już decydują się na wprowadzenie fabularnych towarzyszy, ze swoją historią, questami itp., to niech to robią dobrze, a nie na zasadzie "nasze postaci są do kitu, ale jak wam się nie podoba, to se zróbcie własnych w edytorze". Moim zdaniem nie tędy droga.
TECHNIKALIA
Grafika i muzyka jest spoko. Ale już np. intefejs jest niewygodny i nieintuicyjny z tymi swoimi ikonkami rozwijającymi ikonki, rozwijającymi kolejne ikonki. Sporo tam bezsensownej klikaniny. Animacje postaci też są koślawe, szczególnie bieganie to jakiś festiwal błazenady.
Albo nieprzyjemna walka, której w ogóle nie czuć. Lata temu obok Pillarsów grałem też w Pathfidera (tego pierwszego, pod tytułem Kingmaker) i tam jak Amiri przywaliła przeciwnikowi dwuręcznym mieczem, to naprawdę było czuć satysfakcję. W Pillarsach postaci stoją naprzeciwko siebie i wymieniają ciosy, a ma się odczucie jakby okładały się patykami.
QUESTY
Dobre questy to się zawsze gdzieś znajdą w każdym w miarę kompetentnym erpegu. Jednocześnie zawsze też znajdą się questy spod znaku "idź gdzieś tam, znajdź coś tam, zabij kogoś tam" więc trudno mi to traktować jako jakiś wielki plus.
DODATKOWE CZYNNOŚCI
Czyli kolejny średni element tych gier.
Nie wiem, ja muszę przyznać, że w ogóle nie jestem fanem wrzucania takich bezsensownych dodatków w erpegi. Akurat pod tym względem cenię Baldur's Gate III, gdzie po prostu prowadzę swoją drużynę zamiast rozbudowywać zamek, dbać o okręt, budować osadę, rozwijać królestwo, zarządzać krucjatą i co tam jeszcze przyjdzie twórcom do głowy.
BEZKRESNE SCIEŻKI
Jakoś nigdy mnie specjalnie nie zainteresowały ani klimatem ani niczym. Jedyne co pamiętam, to że była tam masa bezsensownych walk za które nie dostawało się już exp oraz to, że te podziemia miały mieć 15 poziomów - i miały, tylko dziwnym trafem spora część z nich zamiast być pełnoprawnym poziomem miała rozmiar wiejskej chaty :)
WALKA TUROWA
No nie wiem - to chyba dobrze?
Nie no, niesprawiedliwe (wobec siebie samego), to byłoby gdybym oceniał te gry jako średniaki, ale pisał jakie to są świetne, bo np. wiele osób je chwali; albo odwrotnie, pisał jakie to są tragiczne, mimo, że w mojej ocenie nie są. To że coś się ocenia surowo, to jeszcze nie znaczy, że niesprawiedliwie.
Z klas, to pamiętam, że pieśniarz miał fajną mechanikę i wbrew obawom wcale nie był po prostu inną wersją barda. Może jeszcze enigmatyk coś tam próbował innego, były też dziwactwa typu, bodajże, barbarzyńca dla którego kluczową cechą była inteligencja czy coś takiego. Ale czy to znowu takie oryginalne? Większość tych klas to archetypy znane w fantasy od dekad.
To samo rasy: ludzie, elfy, krasnoludy, udziwnione niziołki, które udają, że nie są niziołkami i trochę zmienieni aasimarzy, którzy udają, że nie są aasimarami. I ludzie-ryby. Jak dla mnie to zwykły światotwórczy śmietnik, gdzie twórcy trochę chcieli coś oryginalnego, ale może nie za bardzo a i fanów klasycznego fantasy też trzeba pogłaskać po główkach i wyszło takie nie wiadomo co.
Nie zgadzam sie, to nie śmietnik. Tak, fundamentem są archetypy, bo gracze ich potrzebują, żeby się nie pogubić. Ale diabeł tkwi w detalach – Boscy w Eorze nie są "wybranymi przez anioły półbogami", tylko często ludźmi przeklętymi, odrzuconymi przez społeczeństwo, sterylnymi. To odwrócenie tropu aasimara o 180 stopni.
Co do towarzyszy:
Eder jest dosłownie chodzącym symbolem konfliktu religijnego w Jeleniojeleniu. Aloth walczy z wewnętrznym dziedzictwem klątwy. To, że nie skaczą sobie do gardeł co pięć minut jak w Baldur's Gate 3, nie znaczy, że są nijacy – są po prostu napisani w sposób stonowany i dorosły, a nie jak postacie z opery mydlanej.
Do walki zarzutu też się nie zgadzam, zwłaszcza teraz gdy gracz ma do wyboru taktykę walki turowej albo chaos czasu rzeczywistego.
Nie no, niesprawiedliwe (wobec siebie samego), to byłoby gdybym oceniał te gry jako średniaki, ale pisał jakie to są świetne, bo np. wiele osób je chwali; albo odwrotnie, pisał jakie to są tragiczne, mimo, że w mojej ocenie nie są.
Ale piszesz tak jakby te gry były szrotem. Rozumiem że można się różnić w skali DOBRE - REWELACYJNE, ja daje Pillarsom 9/10 (każdej z troche innych powodów), rozumiem że dajesz 7 i ok, ale piszesz tak jabyś oceniał na 3/10.
Dlatego wspomniałem, że to jest sztampowe fantasy, które próbuje udawać, że nie jest sztampowe i musi wprowadzać pewne różnice. Jestem wręcz przekonany, że twórcy wzięli sobie najbardziej znane rasy fantasy, stwierdzili, że przy elfach i krasnoludach nie ma za bardzo co kombinować (przy okazji - wszyscy lubią drowy, więc zróbmy swoje drowy, ale że głupio, żeby też miały ciemną skórę, to zróbmy na odwrót, niech będą skrajnie białe i nazwijmy je, bodajże, śnieżnymi elfami :), niziołki trochę się pozmienia, do tego jeszcze weźmy jakąś dziwniejszą rasę i też tam trochę pozmieniajmy, a na końcu pasowałoby jeszcze dodać coś własnego. To wymyślili ludzi-ryby. Dla mnie nie ma w tym nic oryginalnego, to branie tych samych motywów co zwykle i udawanie, że jak się w nich zamiesza, to powstanie coś nowego.
Jeśli chodzi o towarzyszy, to tu nawet nie chodzi o to jakie oni mają swoje wątki, konflikty itp., ale o to jak są zaprezentowane. Te ich questy mają zerowy impakt na całą grę - większość z nich to było po prostu pójście raz na jakiś czas do NPC-a i tyle. Ja np. nie pamiętam, żeby cokolwiek sensownego wynikło z wątku Alotha - mamy wątek rozdwojenia jaźni, nikt się w to specjalnie nie wgłębia, było może parę śmiesznych sytuacji z tym związanych, ale też do końca nie pamiętam, wątek rozwiązuje się w połowie gry (jeśli dobrze kojarzę, to za pomocą - jakżeby inaczej - po prostu dialogu z NPC) i tyle by tego było. Eder miał jakiś tam wątek z bratem, który polegał na tym, że od czasu do czasu trzeba było pogadać z jakąś postacią i tyle. Niezłomny zarzucał mnie takimi ścianami nudnego tekstu, że już nawet nie pomnę o co tam chodziło, bo zasypiałem czytając to. Jeśli chodzi o Palleginę, to jeśli dobrze pamiętam cały quest to było dotarcie w jedno miejsce i tam podjęcie pojedynczej decyzji w dialogu? - nie wiem, może już źle pamiętam, ale tak mi się wydaje.
Do tego te questy i zadania przez 95% gry nie mają wpływu na postaci. No, jak się akurat trafi w konkretne miejsca albo spotka konkretnego NPC, to wtedy się uaktywniają, ale przez resztę gry? - tych questów równie dobrze mogłoby nie być, sprawiają wrażenie sztucznie dołączonych do głównej fabuły. Te postaci nie są napisane w dorosły i stonowany sposób - te postaci są płaskie i nudne.
Nie jest też fanem pisania towarzyszy w Baldur's Gate III, gdzie dla odmiany wszelkie konflikty czy romanse są od razu z wysokiego C, ale nawet tam jest to o wiele lepiej rozwiązane. Przynajmniej takie wątki jak tajemniczy artefakt i usunięte wspomnienia Shadowheart czy Lae'zel chcącą odnaleźć swoich pobratymców są jakoś sensownie wpisane w fabułę, cały czas są obecne, a nie, że postaciom przypomina się o nich raz na kilkanaście godzin gry, mają jakieś przełożenie na zachowanie tych postaci itp.
Walka - no nic nie poradzę, jak dla mnie jest ona skrajnie nieatrakcyjna w tej serii, i to bez względu na to czy mówimy o aktywnej pauzie czy o trybie turowym.
rozumiem że dajesz 7 i ok, ale piszesz tak jabyś oceniał na 3/10
Nieee, 7/10 to jeszcze dobra gra, a 3/10 to już gra, która ma więcej złego niż dobrego. Moim zdaniem żadne z tych zdań nie opisuje dobrze Pillarsów. Jak wielokrotnie mówiłem, dla mnie to średniaki, w które od biedy można pograć, więc gdybym musiał oceniać je punktowo, to dałbym 5/10, czyli równo w środku skali.
Zarzut, że rasy to tylko „przemalowane archetypy”, jest powierzchowny. W Pillarsach nie chodzi o to, jak elf wygląda, ale o to, co jego istnienie mówi o świecie. Blade Elfy nie są „odwróconymi drowami” dla zabawy – ich izolacja i kultura wokół ostateczności (Rymrgand) to filozoficzny fundament tego świata. To nie jest gra o „zbieraniu kolorowych ras”, to gra o świecie, który umiera i próbuje zrozumieć, dlaczego bogowie milczą.
Eder i Aloth: Ich wątki są stonowane, bo tacy są ci ludzie. Eder to zmęczony weteran, który szuka sensu w religijnej wojnie, która zniszczyła mu rodzinę. To nie jest „zadanie do odhaczenia”, to studium traumy.
Niezłomny (Durance): Jeśli ktoś zasypia przy jego dialogach, to znaczy, że nie zrozumiał, że ma przed sobą jedną z najlepiej napisanych, najbardziej toksycznych i skomplikowanych postaci w historii cRPG. To nie jest „ściana tekstu”, to manifestacja nienawiści i upadku wiary. Wymaga od gracza skupienia, a nie tylko klikania „dalej”.
BG3 to Marvel wśród cRPG, Pillarsy to przy nich literatura.
Porównanie do BG3 jest nietrafione, bo BG3 to gra-spektakl. Tam wszystko musi być epickie, artefakty muszą świecić, a towarzysze muszą być „wyjątkowi”. Pillarsy stawiają na realizm psychologiczny. Quest Palleginy nie zmienia świata? A czy każda decyzja jednostki musi zmieniać losy galaktyki? Jej dylemat między lojalnością wobec zakonu a własnym sumieniem to dorosły problem, a nie bajeczka o ratowaniu świata. To, że questy nie mają „impaktu na 95% gry”, jest celowe – towarzysze mają własne życie, nie kręcą się tylko wokół bohatera jak satelity.
Narzekanie na walkę to klasyczny argument kogoś, kto nie chce zagłębiać się w mechanikę. System Pillarsów (szczególnie w trybie turowym) to czyste szachy. Każdy punkt odporności, każdy modyfikator celności ma znaczenie.
Tak więc ocena 5/10 to jest dowcip ale na szczęście twoja opinia jest baaardzo odosobniona.
Dawno nie czytalem takiego pierd...nia o niczym. Ogolnie to "wszystko zle bo tak mowie, elo". I tyle w tym glebi.
Jakbym czytal xandona piszacego o Starfieldzie, tylko za na odwrot.
Zawsze mnie smiesza takie "profesjonalne" rozbijanka gier na poszczegolne elementy, bo w ten sposob to mozna zrownac z ziemia kazda gre. Zwlaszcza jak sie pisze pod z gory ustalona narracje, a nie z zamiarem sensownej oceny.
Bo napisanie "Towarzysz X nudny a gra ma przeintelektualizowane pisartwo", jest rownoznaczne z napisaniem "Merry i Pippin we Wladcy Pierscieni sa wkurzajacy (aka "zle napisani" co znaczy tyle co nic) i ten caly motyw z jezykami i piosenkami, itd... to czysta zapchajdziura".
Wogole tak plytka i stronnicza "analiza" od osoby, ktora ocenia tylko takie klasyki jak Fallouty czy Torment na profilu to kuriozum.
Owszem mozna... tylko po co?
Powiem szczerze - dla mnie to jest dorabianie filozofii tam gdzie jej nie ma i nawet nie jest specjalnie potrzebna. Ale OK, tu muszę przyznać, że ja jestem bardzo oporny na takie zabiegi - nawet we wspomnianym Tormencie ta cała filozoficzna nadbudówka niezbyt mnie kręciła. A czasem to już pokładałem się ze śmiechu, jak np. ktoś się spuszczał nad filozofią w Final Fantasy VII czy coś. Filozofię to można dorobić gdzie się chce.
Jeśli chodzi o towarzyszy, to w ogóle tak tego nie odebrałem. Te zadania były tak byle jakie i na odwal się, że dorabianie tu jakiejś opowieści o traumie czy coś w tym stylu w ogóle mnie ominęło. Natomiast, no nic nie poradzę, Niezłomny mnie zanudzał, to były ściany tekstu o niczym, natomiast jak ktoś chciał się tam czegoś doszukać, to pewnie się doszukał.
Zdaję sobie sprawę, że PoE i BG3 to różne gry, stawiające nacisk na inne rzeczy, ale są elementy, które są podobne w obu i można je porównać.
Quest Palleginy nie zmienia świata? A czy każda decyzja jednostki musi zmieniać losy galaktyki? Jej dylemat między lojalnością wobec zakonu a własnym sumieniem to dorosły problem, a nie bajeczka o ratowaniu świata.
Nie, to w ogóle nie o to chodzi! Jej "decyzja" to decyzja dokonana raptem w jednym dialogu. No i znowu - jak ktoś chce sobie tam dopowiedzieć jakiś wielki wewnętrzny konflikt, to sobie dopowie, ale moim zdaniem nie ma ku temu przesłanek.
To, że questy nie mają „impaktu na 95% gry”, jest celowe – towarzysze mają własne życie, nie kręcą się tylko wokół bohatera jak satelity.
Mam zupełnie odwrotnie - gdy grałem, to miałem wrażenie, że towarzysze istnieją w tym świecie tylko dla głównego bohatera. Jeśli dobrze kojarzę, to oni nawet przy, mam wrażenie i tak niezbyt częstym, wcinaniu się w dialogi z NPC-ami to i tak kierują swoje komentarze do postaci gracza.
Narzekanie na walkę to klasyczny argument kogoś, kto nie chce zagłębiać się w mechanikę. System Pillarsów (szczególnie w trybie turowym) to czyste szachy. Każdy punkt odporności, każdy modyfikator celności ma znaczenie.
Ale ja nie pisałem o mechanice walki, tylko o tym że jest słabo ukazana, że nie czuć zadawanych ciosów czy rzucanych czarów.
Tak więc ocena 5/10 to jest dowcip ale na szczęście twoja opinia jest baaardzo odosobniona.
No cóż, jakoś będę musiał z tym żyć :) Nigdy nie oczekiwałem, że inni muszą podzielać moje oceny gier, filmów czy książek.
https://jrkrpg.pl/gry/pc/the-outer-worlds-2/#recenzja-2821
Cholok ocenił TOW 2 na 4/5 więc warto zagrać i ja mu wierzę.
Bo to jest dobra gra, ale tylko dla pewnego konkretnego typu odbiorcy.
Sądzę, że lata tworzenia pewnych konkretnie ukierunkowanych gier, przez grupę tych samych devów (Cain, Avellone, Sawyer, a nawet ekipa z Bioware) w kolejnych studiach (Black Isle, Obsidian, Troika, inXile) , stworzyła pewien specyficzny typ odbiorcy, który oczekuje kolejnych gier, oferujących podobne rozwiązania gameplayowe.
Czyli jest całkiem spora grupa graczy, która czeka na każdego kolejnego Fallouta, Tormenta, Alpha Protocola, Bloodlines czy Arcanum jak na zbawienie.
Grupa na tyle spora, żeby utrzymać kolejne studia i tego typu gry na powierzchni, ale już nie na tyle liczna, żeby te gry wypromować do roli megahitów sprzedażowych - tym bardziej, że koszty produkcji znacząco rosną.
Ja też do tej grupy należę. Lubię ten gatunek i kupię prawie każdy kolejny tego typu tytuł, o ile oczywiście utrzyma pewien przynajmniej średni poziom.
A z tego newsa zaciekawiło mnie też i trochę potwierdziło moje przewidywania to, że w Obsidianie uznali, że dobrym kierunkiem są tańsze gry jak Pentiment. Gra bardzo ciekawa, niszowa, ale przede wszystkim dużo tańsza w produkcji niż Avowed czy OW2.
Czy to oznacza, że Obsidian zejdzie do "podziemia" i przesunie się znów w kierunku indyków, jak w 2015, gdy kickstarterowe Pillarsy uratowały studio przed bankructwem? Być może, ale to oznaczałoby pewnie rozstanie z Microsoftem, który jest zainteresowany produkcją głośnych hitów, które przyciągną im klientów do GamePassa.
No ale z drugiej strony Obisidan ma jeszcze jako kotwicę serie Grounded, która o dziwo generuje hajs.
Acha... ani słowa w tej infomracji o czymkolwiek, co mołogby potwierdzać remake New Vegas.
A więc ja teraz chyba w takim razie przesunę moje oczekiwania z Obsidanu na inne, zaprzyjaźnione studio - ixXile - i ich oczekiwany tytuł: Clockwork Revoluton.
Jak pisałem wyżej, lepsze takie średniaki niż zadne gry, poza tym obsidian wciąż ma grono fanów którzy lubią ich gry, w tym ja, więc czekam mocno na ich kolejną grę w świecie pillarsów
Wydaje mi się, że takie gry, chociaż wciąż kierowane w stronę mainstreamowego odbiorcy, są jednak zbyt niszowe, by ich sprzedaż była zadowalająca przy rosnących budżetach produkcyjnych.
Mainstreamowy gracz jest konsolowcem, kupuje i gra w to, co jest popularne, o czym jest głośno (marketing + influencerzy). W gry, w których widać wysokie production value, bo tacy gracze - a jest ich zapewne większość - patrzą przede wszystkim na jakość prezentacji. Mowa o filmowym prowadzeniu narracji, masie cutscenek, wyreżyserowanych dialogów, motion capture i grafice z najwyższej półki. Mainstreamowy gracz kupuje dużo gier i spędza przy nich stosunkowo niedużo czasu, bo za rogiem czai się kolejna premiera. Przy natłoku produkcji AAA rezygnuje w pierwszej kolejności z gier, które na pierwszy rzut oka nie prezentują się rewelacyjnie.
Przykładowo, gdyby Clair Obscure: Expedition 33 pozbawiona została wszystkich filmowych dialogów i cutscenek na rzecz klasycznego okna dialogowego i zbliżenia na rozmówcę, a modele postaci byłyby co najwyżej przyzwoite, to założę się, że gra okazałaby się flopem - bez względu na swoją fabułę, dialogi czy rozgrywkę. A jak widać i po tym forum, wielu ludziom ta rozgrywka nie przypadła do gustu.
Obsidian chyba nigdy nie robił gier z topową oprawą graficzną, aczkolwiek NWN 2 na premierę robił bardzo dobre wrażenie, a Pillars of Eternity 2 jest imo najlepiej wyglądającym cRPG w rzucie izometrycznym. Urquhart w wywiadach wspominał kiedyś, że środki, jakie wymagane są na stworzenie cutscenki woli przeznaczyć na rozbudowanie zawartości gry.
Któryś rok z kolei wychodzi na to, że przy obecnym natężeniu premier, gigantycznej konkurencji, nawet najlepiej oceniane gry z popularnych marek potrafią nie spełnić oczekiwań sprzedażowych (remake Final Fantasy VII np.), a co dopiero gry, które są po prostu dobre albo bardzo dobre. Zbyt dużo tytułów walczy o uwagę graczy. I chociaż graczy też przybywa, to ci młodzi entuzjaści skupiają się raczej wokół gier usług, które według analiz przejęły 70% rynku. Stąd też wielka pogoń korpo za stworzeniem kolejnej gry usługi, w nadziei na swój kawałek tego tortu. Gry singlowe nie wymrą, ale przy obecnych budżetach coraz częściej są nierentowne.
W kontekście dywagacji sprzedażowych widzę jeden poważny problem obecnie na rynku. Każda gra, która nie jest indykiem, musi być "dla wszystkich", aby udźwignąć oczekiwania sprzedażowe. Co z tego, że Avowed czy inna gra spodobają się fanom Obsidianu, jak to nie wystarczy by produkcja się zwróciła/zadowoliła Microsoft. W ten sposób usychają kolejne podgatunki, serie, studia. Ciekawe/dziwne to czasy dla rynku gier, chętnie poczytałbym jakieś pogłębione teksty w tym temacie. Swoją drogą, nawiązując do innego komentarza, czy Obsidian może zrezygnować ze współpracy z Microsoftem? Czy to się w ogóle zdarza?
Imo nawet Avowed czy TOW2 były projektowane jako gry dla wszystkich i to nie wystarczyło. Ja bym tu winę jednak zrzucił głównie na - jak zwykle - zbyt mały marketing, gamepass day one, czasowa ekskluzywność na PC i XBOX.
Oczekiwania sprzedażowe to rzecz indywidualna dla każdej gry, wynikająca z dwóch czynników - czasu produkcji i budżetu. Liczba sprzedanych kopii musi nie tylko pokryć równowartość budżetu produkcji, ale dostarczyć zwrot porównywalny do zainwestowania tego budżetu w czasie analogicznym do tego, jaki zajęła produkcja, z zyskiem 14-17% rok do roku, jakby zainwestowali ten hajs np. na giełdzie.
W interesujący sposób przedstawił to analityk sprzedaży na kontrakcie ze Square Enix:
https://nitter.poast.org/JNavok/status/1793779717813723521
https://nitter.poast.org/JNavok/status/1794895235522122040
On na przykładzie kliku gier, w tym Final Fantasy VII Remake i Final Fantasy XVI stara się udowodnić, że w sumie nic już nie gwarantuje sukcesu. Nawet silna marka (Final Fantasy) w odświeżonej wersji jednej z najbardziej docenionych odsłon (7 Remake) pomimo krytycznego sukcesu wśród ocen zarówno recenzentów i graczy nie spełniła oczekiwań sprzedażowych.
Nakreślił tam m.in. właśnie to, że gry usługi stanowią około 70% rynku. Gry AAA, AA, indie, tworzone przeważnie dla jednego gracza stanowiły dawniej całość rynku, a teraz interesują może 30% graczy. A poszczególnych gier wychodzi z roku na rok coraz więcej. Jest dużo więcej studiów developerskich, gigantyczna konkurencja. Więcej gier niż kiedykolwiek musi zawalczyć o zainteresowanie mniejszej części rynku niż kiedykolwiek. Bo reszta potencjalnych odbiorców nie jest zainteresowana, woli Fortnite'a, Robloxa itp. Marki takie jak Final Fantasy nic dla nich nie znaczą. Młodzi gracze nie mają przywiązania do studia czy marki, "klasyki".
I ten analityk od Square Enix twierdzi, że producenci mogą zrobić tylko dwie rzeczy, by zagwarantować zwrot inwestycji w grę - zmniejszyć budżet (co pociągnie za sobą pogorszenie jakości) albo zwiększyć cenę gry. Przy czym na przykładzie remake'u Final Fantasy VII stwierdza, że jakość nie jest gwarancją sukcesu. Jest masa dobrych gier, które się nie sprzedały. Co ciekawe tytuły AA ze względu na niższy budżet łatwiej spełniają oczekiwania sprzedażowe i Octopath Traveler 1&2 czy Triangle Strategy były lepszą inwestycją od ostatnich produktów z marki Final Fantasy.
Dzięki za informacje, bardzo ciekawe. Czy podsumowując różne wypowiedzi i w tym Twoje i
W przypadku spółek giełdowych to z tego co wiem muszą raportować przychody, ale chyba wówczas podawane są kwoty a nie konkretnie liczby sprzedanych kopii gry.
Rzeczywistych liczb nigdy nie poznamy. Jedynie jeśli gra zarobiła i przerosła oczekiwania albo jest jakimś absolutnym światowym bestsellerem albo dopiero po paru dekadach twórcy puszczą parę.
Planescape: Torment był np. flopem. Potrzebował chyba 6 lat by sprzedać bodajże 200k egzemplarzy a od premiery EE dobił w sumie 400k? Nie chce mi się teraz szukać wywiadów z tymi danymi. "Dobra gra się obroni"... Jasne.
Teraz sprzedaż bardzo ciężko oszacować. Mnie trochę bawi, że za każdym razem chcąc udowodnić flop jakiejś gry podaje się statystyki ze Steam, gdzie all time peak w rzeczywistości ma duży rozrzut i stanowi chyba od 2% do 10% nabywców.
Ludzie często sugerują się też liczbą recenzji, a około 5% użytkowników Steam zamieszcza recenzje i przyjmuje się, że ludzie chętniej wyrażają opinie negatywne, bo w przypadku pozytywnych czy nawet neutralnych nie trudzą się wystawieniem recenzji.
Developerzy z kolei przestali opierać predykcje sprzedaży na podstawie list życzeń, bo też z jakichś analiz wynika, że zaledwie 5% graczy kupuje grę w ciągu kilku miesięcy od premiery po dodaniu jej do wishlisty po otwarciu preorderów.
Statystyki Steam są problematyczne, bo w przypadku produktów multiplatformowych te chyba częściej sprzedają się na konsolach, bo według statystyk steam przeciętny użytkownik ma raczej słaby sprzęt, a wielu posiadaczy pecetów gra też na konsolach. W niektórych regionach konsole są też popularniejsze i bardziej uwarunkowane "kulturowo".
Statystyki Steam są też często zestawiane w naprawdę idiotyczny sposób, gdzie np. porównuje się debiut multiplatformowej gry dostępnej na pc, na konsolach ale również w abonamencie premium (np. Veilguard) z wynikami gry, która po prawie 3 latach kręcenia hype'u i marketingu, po możliwości przetestowania 1/3 docelowego contentu, zebraniu prasy i prawie 3 latach obecności na rynku, wychodzi z early accessu ściągając w jeden moment wszystkich dotychczasowych nabywców, będąc w tym czasie exem na PC (Baldur 3).
Ogólnie sprzedaż ciężko szacować w dobie roznych abonamentów, nie tylko GP. Studia dostają pieniądze od MS za liczbę godzin spędzonych w ich grach w GP. Pytanie czy studia należące do MS też?
Sprzedaje się to, co jest popularne, co robi dobre pierwsze wrażenie. Przeciętny gracz kieruje się trendami.
Ja np. gram głównie w RPG, czasem strategie, strzelanki. Kupuję 2-4 premierowe gry w roku przeważnie, bo po prostu wykształciłem sobie taki a nie inny gust i nie patrzę na trendy. Np. kompletnie nie interesuje mnie GTA 6. A GTA 6 kupi pewnie prawie każdy gracz, bo o grze jest głośno, nakręca się hype, prezentować się będzie świetnie. To tak jak BG3 kupiło mnóstwo ludzi, którzy gry nigdy nie skończyli albo dropnęli po kilku czy kilkunastu godzinach. Gra nie dla nich, ale no głośno było, trzeba było spróbować. Sprzedaż się sama napędza, mimo że grupa docelowa jest w rzeczywistości mniejsza.
Jakby na się zajęli fabuła i rozgrywka, a nie wpychaniem woke, to by im się zwróciło podwakroć. W tym momencie mocno zapracowali sobie na bankructwo.