Jeżeli Rockstar podejdzie do tego mądrze, to ma to szanse na sukces, jeżeli pozbędą się ludzi robiących skrypty i zaufają AI to będzie jak w Cyberpunku - kilka lat łatania i pisania skryptów na szybko by gra działała.
Jednym z nich było symulowanie życia Night City - zachowań NPC, ich różnorodności, pojazdów, tego co będzie się działo ze światem i jak będzie reagował na gracza. Jak wszyscy pamiętamy, wyszło to dramatycznie źle... ale całkiem "logicznie" jakby popatrzeć na to z punktu widzenia AI - choćby to, że ścigająca gracza policja prawie zawsze pojawiała się bezpośrednio za jego plecami. Trzymając się realizmu - totalna bzdura, ale z punktu widzenia AI idealne miejsce na pojawienie się, gdy chcesz kogoś spacyfikować.
Żeby nie było - nie wszystko wyszło im źle - użycie AI do synchronizacji ust z wypowiadanymi tekstami (niezależnie od wersji językowej) czy podkładanie głosu Miłogosta Reczka (który zmarł krótko po premierze CP2077) w dodatku Phantom Liberty - tutaj AI ogarnęło temat bardzo dobrze.
Tak tylko przypomnę - CD Projekt RED chwalił się tym samym przed premierą Cyberpunka - wyszło tak, że łatali grę przez 3-4 lata i część rzeczy została dosłownie napisana od zera aby wszystko działało jak należy.
Fakt, że dzisiaj AI stoi na zupełnie innym poziomie niż wtedy, ale mimo wszystko, nie jestem tutaj specjalnym optymistą.
Według opinii innych pracowników gość każdą grę traktował jak swoje dziecko - starał się dopracować wszystko bardziej niż pozwalały możliwości, przy czym był u samej góry, więc miał realną moc sprawczą i chęci - takich ludzi ciężko niestety zastąpić.
Drugi z braci Houser to typowy facet od zarządzania (i w tym ponoć jest dobry), ale już nie od tworzenia czegoś i ponoć brak mu zarówno kreatywności jak i wiedzy na tematy techniczne - ot dopóki robili razem, uzupełniali się dosłownie idealnie - jeden tworzył i wymyślał, drugi ogarniał resztę.
Co będzie to się okaże, fakt jest taki, że mocno zaczyna widać gigantyczne nakłady marketingowe (a to często potrafi odbijać się na jakości produktu), zwolniło się z firmy kilku bardzo kreatywnych ludzi i fakt faktem, firma od lat raczej odcina kupony od tego co było (często w kiepski sposób).
Sam bardzo bym chciał, by było super, ale raczej się na to nie nastawiam - zobaczymy co będzie.
Nie popieram, ale rozumiem, bo problem jest taki, że jak są monopolistą, tak firmy płatnicze niestety też i to one mogą takiego Steama zablokować i szantażować - do momentu, aż Valve nie opracuje swojej własnej metody płatności, będą musieli niestety liczyć się z operatorami płatniczymi.
Szczęście w nieszczęściu takie, ża zarówno Visa, jaki MasterCard czy PayPal po ostatnich fikołkach nagrabiły sobie na tyle, że z jednej strony Unia mocno przyspieszyła prace nad własną alternatywą dla tych operatorów, z drugiej mniejsze rzeczy typu choćby nasz Blik mocno zyskały na popularności.
Coraz bardziej wkurza mnie ten naganiacz. Ciśnie propagandę byle jego sprzęt się sprzedawał i powie cokolwiek byleby słupki w Excellu rosły.
Gorzej, że sam chyba zaczyna wierzyć w swoje kocopoły i jeżeli wepchnie swoją własną firmę w tą bańkę (zastępowanie pracowników przez AI) to za kilka lat możemy zobaczyć coś, co z dzisiejszej perspektywy zakrawa na absurdalnie niemożliwe - Nvidię na skraju bankructwa.
Tak czy inaczej - ja gościa mam na tyle dość, że następna karta będzie od AMD (tak wiem, też święci nie są).
Problem w tym, że sam zaczyna w to wierzyć...
Tutaj raczej już takiej wtopy patentowej nie zaliczą.
Trochę potwierdza to co piszę wyżej - jeżeli takie średnie wielkościowo studio jest niezależne od giełdy (to jest ostatnio największy rak) i nie sprzeda się jakiejś większej firmie to tworzy na ogół dobre gry.
Problemy zaczynają się, jak ktoś połasi się na większe pieniądze od inwestorów kosztem wolności twórczej, bo nie oszukujmy się, zarówno akcjonariusze jak i zewnętrzny właściciel mają swoje wizje (często sprzeczne z wizją dewelopera) i cisną je choćby studio miało upaść - "bo oni wiedzą lepiej".
Dlatego też uważam, że giełda czy sprzedaż firmy dużemu wydawcy to ostateczność i jeżeli firma nie ma dużych długów i nie pali się pod nogami, to nie ma co się w to pakować, bo to dosłownie sprzedanie duszy diabłu - fajnie przez rok czy dwa, a potem równia pochyła w dół.
Dla mnie jedna z najbardziej skrajnych gier w jakie grałem - łącząca elementy bardzo dobre, ze skrajnie słabymi.
Bardzo cieszy mnie sukces tej gry i podejście twórców. Pokazuje to, że nawet stosunkowo małe studio jest w stanie zrobić grę lepszą niż wielkie korporacje, jednocześnie rozwijać ją na długo po premierze i słuchać graczy.
Cieszy tym bardziej, że to już kolejne z rzędu studio AA, niezależne od giełdy (oby tak zostało!) i wydawców, które tworzy po prostu dobre gry, skupiając się tylko na tym i zadowoleniu graczy, a nie ideologii, słupkach w Excellu czy robieniu dobrze zachłannym inwestorom.
Może faktycznie czeka nas kolejna "rewolucja" na rynku, gdzie duże molochy stracą na znaczeniu na rzecz średnich deweloperów.
GTA od dawna wyśmiewa i pokazuje w krzywym zwierciadle wszystkie amerykańskie grupy społeczne i stereotypy ludzkie, nie oszczędzając praktycznie nikogo i jadąc po każdym równo.
Te panie z grafiki to stety niestety pewna część dzisiejszej hamburgerowej "kultury" i nic na to nie poradzimy - to, że takie postacie będą w grze to żaden "woke" czy inne politpoprawności - ot karykatura dzisiejszego społeczeństwa.
Plus taki, że pewnie w grze będzie to jak zwykle pokazane w mocno satyrycznie i prześmiewczo.
1. Bardzo znana marka, mająca już grono wiernych fanów.
2. Bardzo znany producent, który daje "gwarancję", że nie wypuści bubla.
3. Jakaś legenda branży gier typu Sid Meyer czy Hideo Kojima.
4. Najlepiej miks wszystkich powyżej
Tutaj niestety, marka jak i producent to lekka niewiadoma, a i żaden człowiek z tej ekipy nie jest na tyle rozpoznawalny w branży gier, by sprzedać produkt tylko swoim nazwiskiem.
Nie umniejszam Rebel Wolves - uważam, że to utalentowana ekipa weteranów, która wypuści świetną grę... ale jak widać, ludzie nie są o tym tak mocno przekonani jak ja czy Ty... i tutaj jest problem, bo w takim przypadku jednak wypadałoby trochę obniżyć ten pułap cenowy, by zachęcić graczy.
Bandai, liczy, że wypozycjonują to jako AAA i się uda (oby im się udało) ale realnie moim zdaniem, okolice tych 200zł są po prostu bezpieczniejszym progiem dla gry tego typu.
Wypuściliby to w okolicach 180-200zł i byłoby super - sprzedaliby pewnie 2x tyle kopii na premierę, zrobiłby się szum i gra sprzedawałaby się świetnie.
Właśnie takiej strategii użyli twórcy Clair Obscur czy Tainted Grail - niska cena zachęciła dużą ilość graczy do tytułów, a Ci zrobili grą marketing (na który deweloperzy nie mieli środków przed premierą) i wszystko poszło efektem kupi śnieżnej.
Tutaj może być o to trudno - bo cena jednak spora, a na zaufanie twórcy i gra muszą sobie zapracować wcześniej, jeżeli wołają tyle za swoją pozycję... a Ci jednak jeszcze tego nie zrobili (praca pod CDP nie jest tym samym co własne studio).
Trochę żal, bo jak ich gry były na ogół trochę drewniane mechanicznie, tak zawsze nadrabiały pomysłem i kreacją świata, które jednak były dość unikalne. W te najnowsze tytuły jak Greedfall 2 czy Steel Rising nie grałem, ale poprzednie mimo swoich wad jednak wspominam bardzo dobrze.
Niektóre "zwykłe" kontrolery potrafią kosztować 2x tyle (co jest absurdem), a porządny "klasyczny" gamepad (np jakieś Flydigi Apex) kosztuje w sumie całkiem podobnie co to od Valve... a tutaj jednak dostajemy dużo więcej, z gładzikami na czele - wiadomo, tutaj część osób nie ogarnie tematu, ale zapaleńcy, którzy sobie je ustawią, nie będą chcieli innego kontrolera - sam mam starego Steam Controllera i jeżeli dobrze ustawi się gładziki (jako "symulacja myszki" nie analogów) i żyroskop (aby działały jednocześnie) to sterowanie nawet w grach FPS jest zadziwiająco dobre i niewiele ustępuje temu za pomocą myszki.
Realnie sam zastanowię się nad zakupem jak cena będzie w okolicach 300zł, ale bałem się początkowo, że będzie bliżej 500zł (znając to jak wyceniają sprzęt na naszym rynku).
Przecież już były plotki, że w okolicach 2027r. AMD ma wypuścić jakiś nowy układ, który realnie będzie sporym krokiem do przodu w urządzeniach przenośnych i ponoć właśnie dopiero on ma napędzać Steam Decka 2... co zresztą ma moim zdaniem sens, bo to co robi konkurencja Valve, to trochę puszczanie seryjnie urządzeń i sprawdzanie co z tego będzie - często przyrost mocy, czy realne zmiany niewielkie i nie warte dopłaty.
Moim zdaniem, aby Steam Deck 2 miał sens, powinien być minimum 2-3x mocniejszy niż aktualny model, a chwilowo nie ma specjalnie układu który by to zapewnił przy zachowaniu sensownej ceny urządzenia. Najbliżej jest Ryzen AI MAX 395... nawet jest na tym jeden handheld, ale cena powala na kolana - za rok, może półtorej myślę, że podobne procesory będą już sporo tańsze, może nawet wydajniejsze i wtedy realnie doczekamy się nowego Decka.
Nie powiem - drogo trochę.
Sam mam dwa kontrolery pierwszej generacji (jeden do TV i jeden do PC) i dla mnie realnie najlepsze kontrolery jakie wyszły... tylko trzeba przysiąść chwilę i sobie skonfigurować (dla wielu to "za dużo"), a wtedy można nawet grać i w FPS'y - przeszedłem na tym choćby Cyberpunka i RDR2 - grało się lepiej niż na myszce.
Mocno myślałem nad zakupem nowego, ale jak cena będzie na poziomie >400zł to mimo wszystko, ale nie kupię, dopóki nie będzie jakiejś sensownej przeceny.
Z drugiej strony, stary kontroler dalej daje radę.
Powiedzmy to tak - to jest korpo, a korpo się nie zmienia.
Zamiast własnej ekipy, gdzie trzeba opłacać pracowników, by tworzyli AI, wolą skorzystać z już istniejących AI gdzie nie trzeba opłacać pracowników tylko licencję (watrą tyle co pewnie jeden czy dwóch gości) i tyle.
Piękny świat się nam szykuje.
I to w sumie może być najważniejszy czynnik tego zagadnienia.
Wtedy jeżeli gra była za trudna, albo źle zaprojektowana (a zdarzało się bardzo często) to w zasadzie gracz został sam ze sobą - albo musiał ruszyć 4 litery i szukać rozwiązań w realnym świecie, albo klikał pół dnia gdzie popadnie aż w końcu zaskoczyło.
Dziś mamy internet, kilka kliknięć i problem z głowy - szare komórki nawet nie zdążą się uruchomić...
Mam podobne zdanie jak
Bardziej mówię o branży jako ogólnik "uśredniając" gry i realnie to jest fakt. Przeciętna gra z lat 90 była trudniejsza niż przeciętna gra dzisiaj.
Absolutnie nie mówię, że nie ma dziś gier trudnych - jest ich sporo, w ogólnym rozrachunku może nawet i ilościowo tyle co w latach 90-tych... ale dziś gier jest nieporównywalnie więcej i jednak te, które są tworzone, standardowo są po prostu łatwiejsze - dysproporcja jest tutaj bardzo duża.
Pomijam jednocześnie tryb multiplayer - to absolutnie nie ma nic wspólnego z trudnością gry, bo za poziom "irytacji" gracza odpowiada w 90% inny gracz, a nie deweloper (ten owszem może dołożyć coś od siebie, ale działa to na obydwu graczy).
Coś co wiadomo od dawna.
Dziś (a nawet od dobrych 10-15 lat) gry robi się łatwe i bezpieczne - gracz ma się nie zestresować, nie zrazić i dosłownie "przejść i zapomnieć", a potem kupić nowy produkt.
Mało gier daje jakiekolwiek wyzwanie, te zaliczane do trudnych to coś typu standardowa gra z lat 90-tych, a tylko nieliczne potrafią stawić bardzo wysoką poprzeczkę przed graczem (tutaj czasami aż przesadzają).
Co ma na to wpływ? Pewnie próba dotarcia do jak największej liczby graczy, co przekłada się niestety na "miałkość" finalnego produktu - zamiast czymś się wyróżniać (co jednych mocno zachęci, innych odepchnie), wszystko jest po prostu grzeczne, łatwe i przeciętne.
To samo platformówki - takie Super Mario Bros 3 mimo iż jest grą dużo łatwiejszą niż pierwsza część, dalej jest trudniejsze niż to co wychodzi ostatnimi latami (nie umniejszam samej zabawie - to inna kwestia).
Nie chodzi mi o fakt, że dziś nie robi się gier trudnych - robi, a te potrafią być naprawdę dużym wyzwaniem. Bardziej problem jest w tym, że dziś standardowa gra to wyzwanie na poziomie 3/10 - praktycznie samograje. Wtedy, te najłatwiejsze to było takie 6/10 - niby dalej nie specjalnie trudno, ale trzeba było przysiąść i choć minimalnie się skupić - i to jest słowo klucz, bo dzisiejsze gry tego skupienia nie wymagają nic a nic.
No i w tym momencie następuje problem, bo takie studio zatrudnia już sporo osób (w stosunku do tych małych), a realnie nie produkuje aż tak dobrych gier, by utrzymać się samodzielnie bez inwestorów... a Ci niestety uciekają po pierwszym "mało udanym" produkcie, co kończy się zwolnieniami.
Fakt jest taki - branża musi się trochę oczyścić i tyle, bo po prostu jest tego za dużo i większość niestety nie grzeszy specjalnie dobrą jakością czy innowacjami.
"a my łączymy je w coraz większe klastry"
Czyżby kolejny po "panu kurteczce" naganiacz na rynek AI usprawiedliwiający wysokie ceny... przy okazji zarabiający na tym konkretną kasę?
Dlatego właśnie nigdy nie ufa się tego typu serwisom (zwłaszcza od dużych korporacji, mających różne niezwiązane ze sobą biznesy). Nawet jak działa i przynosi kasę, to nie znasz dnia ani godziny jak jakiś krawaciarz na wysokim stołku stwierdzi, że "potrzebne są zmiany", "on ma inną wizję".
Jak serwisy typu Steam czy GOG, czy konsole nie są idealne, tak to ich trzon biznesu i aby coś się popsuło, musiałoby nastąpić jakieś trzęsienie ziemi. Grę masz na koncie, odpalasz i grasz do woli - niestety sprzęt swoje kosztuje i to wydatek który trzeba ponieść.
Streaming w dużej korporacji to ruletka - zmieni się szef działu, chce się wykazać i wywali biznes do góry nogami.
Jeżeli coś jest trudne na granicy z niemożliwym, to właśnie uzyskanie praw do tworzenia czegoś bazującego na No One Lives Forever.
Jak czytam takie artykuły to zawsze mam mieszane uczucia. Coś między podziwem dla wytrwałości i osiągnięcia, a lekką dezaprobatą obsesji jaką jest tego typu gra - kilka/naście/dziesiąt lat grania w jedno i to samo by znaleźć coś czego ktoś inny nie znalazł.
Później wygadują takie farmazony, czy rozpętują wojny - bo realnie są to po prostu chorzy ludzie, którym łatwiej piąć się po szczeblach kariery, gdyż nie liczą się z krzywdą innych, po których się wspięli.
Tak czy siak, szykują się nieciekawe czasy, bo sporo osób straci robotę - część się ogarnie i wyjdzie na swoje, ale sporo z nich wpadnie w mocne kłopoty finansowe i nie wróci na poziom na którym są aktualnie.
Ja w zeszłym roku wymieniłem PC na 2060 - miał 6 lat i szczerze mówiąc w tym 1080p praktycznie wszystko można było odpalić w bardzo wysokich detalach, a sporo gier śmigało nawet i w 1440p... a mówimy o komputerze z tej niższej średniej półki - i taki realnie spokojnie wystarcza na te 4-5 lat komfortowego grania... a zostają jeszcze te z wyższej półki, które po tylu latach dalej mają zapas mocy. Przykładowo taki już siedmioletni RTX 2080 ma moc zbliżoną do dzisiejszych RTX 5060... więc w teorii spokojnie powinien dobić do pułapu 10 lat użytkowania przy zachowaniu wysokich detali graficznych... ba, wiele osób dalej siedzi na dużo starszym i archaicznym dziś (architektura) GTX 1080... który dalej dobrze się sprawuje mając już te 10 lat na karku.
Realnie jeżeli ta konsola pojawi się w 2027 lub 2028 to nie zdziwię się, jak będzie odpowiednikiem mocy dzisiejszych kart serii RTX 5060... może optymistycznie w wersji Ti
To samo będzie z pamięciami RAM - trzeba ścisnąć pośladki, przeczekać te kilka miesięcy i powinno wszystko wrócić do normy - najważniejsze, głosować portfelem i nie kupować jeżeli nie ma na to dużej potrzeby.
Było do przewidzenia. Producenci wykorzystali swoje pięć minut, twórcy AI musieli znaleźć rozwiązanie kontrujące i tyle - teraz tylko konkurencyjne AI podchwycą temat i skończy się łupienie ludzi na ciężkie pieniądze.
Co do cen, to zobaczycie, że końcem czerwca (drugi kwartał tego roku - korporacje rozliczają się kwartalnie) zaczną powoli lecieć ceny w dół, bo słupki przestaną się zgadzać. Ot sytuacja jak z RTX 30XX kilka lat temu - chwilowy szał, cena z kosmosu, a po wszystkim wszystko wraca do normy, bo zapotrzebowanie korporacyjne się kończy, a normalny klient nie chce tego kupować za ciężkie pieniądze.
Jak dotąd wygląda całkiem spoko, gameplayowo i graficznie taki Mass Effect na sterydach - niby bez szału, ale wystarczy jeżeli fabuła i postacie będą na na poziomie swojego protoplasty.
Nawet zadziwiająco mało poprawnie politycznie to wygląda, więc jest nadzieja, że skupili się właśnie nad historią, a nie ideologią (oby).
Poza typowymi "klasykami" jak Detroit, Life is Strange czy gry od Telltale, bardzo przypadł mi do gusty Blacksad - fajny detektywistyczny klimat noir i dobrze wykreowane postacie... zwierzęce, które też budują pewien fajny obraz tego świata. Do tego całkiem przyzwoita fabuła i ładna oprawa graficzna.
Z gierek, których zabrakło na liście - The Council - detektywistyczna przygodówka z lekko mrocznym polityczno okultystycznym klimatem, mocno czerpiąca z Telltale, ale dająca przy tym trochę więcej swobody i elementy zaczerpnięte z gier RPG, dzięki czemu każde podejście do gry jest inne, zależnie od tego jakie umiejętności detektywistyczne rozwiniemy po drodze.
Jaka cena urządzenia? To nie jest dziś problem - absurdalne ceny gry na tą konsolę są problemem.
Sam w zeszłym roku wygrałem w pewnym konkursie Switcha 2 (serio) i po miesiącu zastanawiania się czy go zostawić czy nie... sprzedałem.
Czemu? Dwa powody:
1. Pragmatyczny - mam dobry PC, Steam Decka i tonę gier na Steamie/GOG itp.
2. Cebulacki - ceny gier (exclusive) na Switcha są po prostu absurdalne... i bardzo rzadko są na jakichkolwiek promocjach.
Jak popatrzyłem, ile gier ze Switcha bym chciał ograć i ile kosztują stwierdziłem, że to jest po prostu śmieszne. Może jakbym siedział w tym ekosystemie od lat, to miałoby to sens, ale mając gry na PC za często ułamek ceny ze Switcha po prostu stwierdziłem, że nie... i to mimo darmowej konsoli którą miałem w rękach.
Samej konsoli nie krytykuje - fajny sprzęt.
Czekaj no... pan, który sprzedaje tonę kart graficznych do zastosowań AI i ostatnio zrobili z tego główne źródło dochodu, całkiem przypadkowo co kilka dni ciśnie jakie to AI nie jest super i że jak ktoś nie używa AI to gamoń i, straty, dramat i ogólne średniowiecze... no co za przypadek.
"Po 115 godz. rozumiem Cię, ale z całym szacunkiem: nie zgadzam się."
Jeżeli gra nie podeszła komuś po 8 godzinach, to w sumie szansa, że spodoba się po spędzeniu kolejnych godzin jest minimalna.
Może, aby być w 100% pewnym, można dać grze szanse te 2-3x tyle co powyżej, co by poznać większość mechanik w grze (nie wierze, że jest ich tyle, że trzeba na to 100 godzin)... ale itak wątpię że cokolwiek to zmieni - na ogół, jeżeli te pierwsze godziny nam nie podejdą, to dalej po prostu nie będzie lepiej i jedyne co może to uratować, to jakaś oszałamiająca fabuła... której tutaj w sumie też raczej się nie spodziewam.
Ciekaw jestem ile ma na to wpływ syutuacja firmy (w sumie jej nie znam), ile realnie "potrzeba" danych pracowników, a ile AI, które coraz bardziej panoszy się w branży.
Po zapowiedzi nowych DLSS w zasadzie tylko kwestią czasu jest gdy niektóre studia stwierdzą, że nie ma co zatrudniać dobrych grafików czy animatorów - wystarczy zrobić przeciętny model, a resztę "zateguje się" za pomocą generatywnego AI.
No i kolejny z tysiąca nowych survivali... Jak wiadomo, że fanów tego typu gier jest sporo itp... to kurde kolejna dziś gra w której zamiast bezcelowego zabijania czasu prosiłoby się wstawić jakiś fajny tryb fabularny... nawet zostawiając te elementy survivalu.
Dla wielu będzie fajna, ale tak jak piszesz - tutaj wszystko aż prosi się o to, by była fajna mroczna fabuła i singlowe doświadczenie.
Jakby skupili się na tym, to moim zdaniem mogliby zbliżyć się popularnością i "piętnem" na gaming porównywalnym do Elden Rings... no ale jak widać dostaniemy kolejną grę bez większego celu, która będzie pewnie popularna z rok, a potem wszyscy o niej zapomną.
Czy to źle? Nie... ale mogło być dużo lepiej.
Im bardziej AI będzie ogarniać tworzenie gier, tym mniej ludzi będzie przy tym pracować.
Varva patrzy na to bardzo idealistycznie, coś typu "jak ja bym to zrobił"... no ale w większości będzie to robić big korpo, a oni maksymalizują zyski i minimalizują koszty. Gry nie będą "większe i lepsze" tylko w najlepszym wypadku takie same... ale tworzyć je będzie 80% mniej ludzi niż teraz - do tego to dąży w realnym (a nie idealnym) świecie.
Jak sam widzę w AI genialny potencjał i świetne narzędzie, tak po prostu wiem, że natura ludzka jest zachłanna i leniwa - jak większość wynalazków, zostanie to użyte nie w celu pomagania ludzkości, a tylko by łatwo się wzbogacić nie bacząc na resztę.
Czekaj czekaj... Valve cisną po sądach za podobne (mniej agresywne i uzależniające) mechaniki, a tutaj tylko "giganci branży mogą nie być zadowoleni, że zmienimy im znaczek"... no brawo.
Valve od początku oznacza swoje gry jako produkty dla dorosłych - tutaj agresywne mechaniki idą często w bardzo młodych odbiorców i w zasadzie nikt specjalnie się tym nigdy nie przejmuje... i nie próbują tego zmienić (jak w przypadku Valve) tylko dadzą inny znaczek i problem z głowy.
Ot podwójne standardy i tyle.
Do tej pory kanapowe granie było ich domeną (plus Xbox), ale po tym jak Valve przyłączyło się do zabawy, sytuacja zaczyna robić się (nie)ciekawa.
Sporo osób (wiadomo, nie wszyscy) stwierdzi, że w zasadzie po co im konsola i PC z różnymi sklepami - masz PC i możesz używać jak konsoli... której już kupować nie musisz... a nawet jeżeli masz drugi mocniejszy komputer w pokoju, to dalej wychodzi taniej, bo gry masz w jednym sklepie i nie musisz dublować zakupu na kolejne urządzenie.
Tutaj problem jest bardziej złożony.
Z jednej strony Sony zarabiało kupę kasy na wypuszczaniu swoich gier na PC... z drugiej ostatnio mieli gorszą passę (głównie przez swoją politykę). Tutaj temat nie jest jednoznaczny, ale fakt faktem, sporo kasy przeleci im między palcami przez tą decyzję.
Jednak patrząc na temat trochę szerzej, trzeba im przyznać racje. Biorąc pod uwagę, że Styeam Machine będzie "technicznie" odpowiednikiem konsoli, a nowy Xbox ma być w zasadzie zwykłym PC, wypuszczając gry na tą platformę sami dokładają do pieca konkurencji.
Gry na PC są tańsze, mamy więcej miejsc, gdzie można je legalnie nabyć, do tego sam sprzęt można modyfikować by dostosować go do własnych potrzeb (jakość/wydajność). Teraz dodatkowo też będzie to wygodne i kanapowe doświadczenie... więc ciężko będzie Sony konkurować swoją konsolą, która ceny gier ma duże, sama konsola też tania nie jest (chwilowo PC podobnie), a nie oferuje w sumie połowy tego co ma do zaoferowania konkurencja.
Oni dosłownie muszą walczyć exclusivami bo inaczej mocno stracą udział w rynku.
Druga sprawa, że patrząc na to, co MS ostatnio odwala, to boje się, że ten nowy DirectX może być krokiem... ale wstecz.
Tak czy owak - ta gra to typowa kampania marketingowa przed większym wydarzeniem - możliwe że i trzeci dodatek... który moim zdaniem też jest dobrym marketingiem przed czwartą częścią Wiedźmina.
Ogólnie taka mała gierka (jeżeli nie wypuścili paździerza) to zawsze dobry pomysł na zrobienie ruchu wokół swojej marki. Choćby anime ze świata Cyberpunka (skądinąd dobre) mocno podbiło im sprzedaż gry.
Może tutaj być inaczej, bo od trzeciej gry z serii ponoć trochę zmienili pewne rzeczy.
Sam grałem ostatnio w System Shock, oryginał na dzisiejsze czasy odstrasza, ale remake był świetny. Podobnie takie Age of Mythology, Residenty, Final Fantasy czy masa innych gier - po tych ~20 latach dostają drugie życie i dalej czarują jak kiedyś.
Sam czekam teraz na Gothica, a od siebie bardzo dałbym każdą kasę za np Chrono Trigger czy serię No Lives Forever.
"Asha Sharma może nadrobić braki w wiedzy, a gracze powinni dać jej szanse."
No powiem szczerze, że jakby mnie tak zatrudnili, to i ja chętnie nadrobię braki w wiedzy - gracze też mogą dać mi szansę, bo szczerze mówiąc to mam chyba mniej do nadrabiania niż tamta pani... nawet zęby sobie zrobię bym mógł nimi tak świecić.
Teraz trzeba pokazać się przed akcjonariuszami - ma być gra usługa bo to modne i trendy - komuś się udało i przyniosło miliardy, to i my mamy taką mieć... nie jest ważne, że renoma firmy cierpi, gracze uciekają do konkurencji, a my tracimy kasę - ma być gra usługa i koniec.
Obłęd korporacyjny, który mam nadzieję obije sobie buźkę i wytrzeźwieje zanim będzie za późno.
Nawet mocno niszowe gry potrafią zarobić świetne pieniądze - byleby zrobić je dobrze i skupić się na tych konkretnych graczach w danej niszy.
Wiadomo - trzeba dostosować swoją wizję, możliwości i to co mamy w planach do oczekiwań graczy w optymalnym stopniu, by zrobić swoje, ale nie zrazić potencjalnego klienta.
Tylko dzisiaj problemem jest fakt, że wiele korporacji nawet nie próbuje filtrować tej krytyki - albo chwalisz, albo spadaj, choćbyś miał 100% racji a nasz projekt okazał się tragicznym crapem, to nie posłuchamy, choćby groziło to bankructwem.
No wiadomo - ale fakt jest bardziej taki - że na ogół najbardziej starają się właśnie Ci na dole i dla nich często jedyną "nagrodą" jest właśnie to, że w tej swojej wąskiej dziedzinie zrobili coś fajnego i mogą sobie powiedzieć: "dobra, szefostwo kładzie kłody pod nogi, zaraz wywalą firmę do góry nogami, ale chociaż my zrobiliśmy coś tak jak należy" - nie ważne czy to animacja, jakiś pomniejszy wątek fabularny, czy ścieżka dźwiękowa - to są ludzie, którzy starają się odratować tonący statek łatając w nim dziury... które często zarząd z uporem maniaka wybija kawałek dalej.
Trochę to przykre z punktu widzenia socjologicznego.
Internet wyprał ludziom głowy i to jest niestety fakt, coraz więcej przewrażliwionych na swoim punkcie ludzi i zwykłych socjopatów oderwanych od rzeczywistości.
Dobry artykuł poruszający dość istotny dziś problem - nie tylko w gamedevie, ale dosłownie całym rynku czego tylko się da, a przykład z kebabem trafiony w sedno jeżeli chodzi o korpo styl zarządzania. Szef oderwany od rzeczywistości przekonany o swojej wspaniałości, kierownictwo cisnące swoje wizje by zadowolić szefa, a nie ciągnąć firmę do góry i szeregowy pracownik, który widzi, że zmierza to w złą stronę, ale nie ma wpływu na nic poza tym, by robić powierzone zadania tak jak należy. Dodajmy do tego tą "usilną" pozytywności - każdy (nawet głupi) pomysł jest super, każda (nawet najbardziej trafna) krytyka jest niepożądana i mamy co mamy - wszystko jest miałkie i byle jakie.
Ot czytając przypomniał mi się tekst kumpla jak wygląda proces tworzenia czegoś w korporacji - taki przykład jak to wygląda.
Zniecierpliwiony pan prezes chce wiedzieć jak wygląda proces, bo musi wytłumaczyć klientowi o co chodzi... no i idzie pytanie po poszczególnych szczeblach aż do dołu.
- Sam dół do niższego kierownictwa - jest bardzo źle, morale niskie, trzeba zrobić, to, to i tamto i kilka innych rzeczy, są problemy z tym i tamtym, mamy mało ludzi, dużo innych rzeczy na głowie, wprowadzone przez górę rozwiązania mocno utrudniają nam pracę - jak nic się nie zmieni to potrwa to minimum 6 miesięcy.
- Niższe kierownictwo do średniego kierownictwa - no nie jest najlepiej, ale ogólnie pracownicy nie narzekają, mamy kilka pomniejszych rzeczy do zrobienia, pracownicy już powoli przyzwyczajają się do rozwiązań które ostatnio wprowadziliśmy. Za miesiąc pewnie projekt będzie ukończony.
- Średnie kierownictwo do wyższego kierownictwa - jest całkiem dobrze, morale są dość wysokie, w zasadzie projekt jest już na ukończeniu, a zmiany które ostatnio wprowadzaliśmy zaczynają działać i przynosić skutki. Powinniśmy dać radę skończyć projekt do końca tygodnia.
- Wyższe kierownictwo do prezesa - pracownicy kochają naszą firmę, są zadowoleni, zmotywowani i bardzo chwalą sobie te nowe rozwiązania które prezes zaproponował. A projekt? No już praktycznie skończony - będzie na jutro jak dobrze pójdzie.
No i takim to sposobem tylko dół wie jak bardzo jest źle, a góra żyje sobie w bańce jak to nie jest wspaniale - typowe korpo, gdzie po drodze zatraca się wspólna wizja i świadomość tego co i jak powinno funkcjonować.
Szczerze mówiąc, to im więcej czytam o tym filmie i im więcej widzę materiałów z nim związanych, tym bardziej nie mam ochoty tego oglądać.
Fakt jest taki, że ta "stara" kinematografia skończyła się gdzieś na Władcy Pierścieni i pierwszych częściach serii o Harrym Potterze - później, tak od okolic 2005 roku zaczął się delikatny regres, który w okolicach 2010 bardzo mocno przyspieszył. Zresztą podobnie i w muzyce.
Wszystko jest uproszczone, ugrzecznione, sztuczne, wymuskane, do tego jakby od jednego i tego samego szablonu - po prostu nijakie.
I jak dalej tworzy się świetne filmy (niestety bardzo ich mało) tak Odyseja wygląda na kwintesencję nowoczesnego podejścia do kina - bezpiecznie i da każdego - czyli dla nikogo.
Będzie dynamicznie. Zespół da radę. Mamy plan. Będziemy się starać.
To nie jest info dla nas graczy, tylko przekaz do akcjonariuszy by ich uspokoić... a jak opierasz grę o akcjonariuszy, to niestety rozwój gry często nie idzie w parze z tym czego oczekują gracze - obym się srogo mylił.
Już początek tego co mówi sugeruje jedno - robimy gry pod giełdę aby ściągnąć akcjonariuszy i maksymalizować zyski.
Pewnie ludzie będą w to grać, bo niby gra fajna, ale jak pojawia się takie podejście, to na ogół jakość leci w dół, bo zaraz zaczną szukać gdzie ciąć koszty by wykresy podobały się akcjonariuszom jeszcze bardziej.
Fakt jest taki - dobra gra singlowa zarobi kasę i zwróci się trzykrotnie i firma skupiona na powolnym stabilnym wzroście pójdzie w tę stronę... ale to jest korpo z udziałami na giełdzie - nie ma bić stabilnie, tylko szybko i dynamicznie - słupki mają iść w górę, giełda ma zarabiać, udziałowcy mają się cieszyć i tak do momentu wypłaty dywidendy czy tam masowej sprzedaży akcji - wtedy niech się wali.
Ludzie na dole robią robotę i zarabiają kasę, a pasożyty u góry wymyślają głupie rzeczy i ciągną firmę w dół... jak wszystko się wywali na twarz to zawsze lecą Ci z dołu, a góra siedzi na stołkach jak długo tylko się da, żonglując załogą.
Ciekaw jestem co z tego wyjdzie i jaki wpływ będzie miała ta firma na developerów u których wykupiła akcje.
Patrząc po tych wszystkich blackrockach statestreetach i innym dziadostwie które pchało ideologiczną propagandę trochę się boję... plus taki, że Saudowie raczej będą chcieli po prostu zarobić kasę (oby), a nie wymuszać politykę.
No i dobrze gada. Przecież New Vegas był bardzo ciepło przyjęty - po dość nudnej i pustej trójce, dostaliśmy coś, co po prostu było dobre, przyzwoicie zapełnione zawartością i wciągające - już wtedy ludzie byli nim oczarowani, a niska ocena wychodziła z tego, ze po prostu miał sporo błędów (jak każda gra na tym silniku), z czego niektóre były bardzo kłopotliwe i gracze "docenili" grę dopiero jak producent trochę ją połatał.
Sam pamiętam znikające tekstury, i nagminnie psujące się zapisy gry, gdzie dla świętego spokoju zapisywałem po 2-3 razy aby potem się nie irytować.
Na 80% kolejna gra usługa. W dzisiejszych czasach, gdzie o wydaniu gry decydują smutni panowie w krawatach nie ma szans na porządną pozycję singlową (która pewnie sprzedałaby się świetnie zważywszy na popularność marki), dostaniemy jakiegoś nastawionego na mikrotransakcje multiplayera i tyle będzie z zabawy.
Na mnie przykładowo większy wpływ miałaby godzina TikToka (nie oglądam) niż miesiąc ciągłego grania w GTA (grałem tylko w singla). Po GTA normalnie przechodzę do codziennych obowiązków, po TikToku miałbym zrytą banię na kolejne dwa dni...
To tacy naukowcy i eksperci jak ostatnio w TVP co krytykowali Hearts of Iron?
Fakt jest taki, że gry (nawet te skrajnie brutalne) mają mniej destrukcyjny wpływ niż cała masa portali społecznościowo rozrywkowych dostępnych dziś na rynku. To co z dzieciakami zrobił TikTok, a z dorosłymi Instagramy, Facebooki czy Onlyfansy jest dramatyczne i tym powinni się zająć. Totalnie rozwalona koncentracja, zniszczony system wartości i chyba większa agresja do drugiego człowieka (niezgodnego z danymi poglądami) niż u gracza grającego w najbardziej porypane gry.
Z grami jest ta zasada, że jednak zdecydowana większość wie, że to nie jest prawdziwe, czego niestety nie można powiedzieć o tych wyżej wymienionych serwisach, gdzie ludzie wierzą, że to co tam widzą to sama prawda, a nie starannie przygotowany materiał pod wyświetlenia i kliki.
Jedno i drugie niestety. Oni żyją w swojej bańce, totalnie w innym świecie niż ich docelowi klienci, w dodatku często myślą, że to co robią to jedyna słuszna droga i nawet jak klient docelowy jest na "nie" to i tak cisną swoje i kłamią by spróbować go przekonać.
To, że gry były fajne jest faktem, ale fakt też jest taki, że sporo ludzi ograło je już wystarczająco dużo razy, by po prostu chcieć czegoś innego - tyle. No a nowe gry nie zawsze są złe - sporo bardzo fajnych produkcji które też trzeba sprawdzić i ograć, ot bardziej segment AAA stał się bezduszną maszynką do wyciągania pieniędzy z klientów i tutaj jest największy problem - gry od mniejszych studiów dalej są tworzone z serduchem.
AI w przypadku infolinii to totalny dramat i wie to każdy który musiał z tego korzystać. Niestety coraz więcej firm decyduje się na takie rozwiązani i finalnie użytkownicy, którzy mają jakiś problem, zwyczajnie z nim zostają, choćby była to najprostsza możliwa rzecz do ogarnięcia.
Trochę fakt - Sony, MS czy Nintendo jak bezduszne i złe, tak faktycznie na ogół dowożą swoje projekty na przynajmniej dobrym poziomie... bo muszą, gdyż te ich gry mają jednocześnie sprzedawać ich konsolę.
Tak czy siak, EA nie ma tyle hitów co wyżej wymienione i samo skupia się na odgrzewaniu kotletów po raz setny.
Jak EA zawsze będzie u mnie na "czarnej liście" tak przyznam Ci rację - wypuścili przez ostatnie kilka lat parę fajnych gier, w które faktycznie nie ingerowali i dali twórcą swobodę.
Wiadomo, nie jest to święta firma i kij im w oko za monetyzację większości ich "dużych" projektów, ale fakt jest taki, że inni też mają sporo za uszami.
Nintendo to takie typowe yin yang - z jednej strony wesołe, kolorowe i przyjazne gry, z drugiej skrajnie bezduszna i zła korporacja, która za najmniejszą rzecz dojedzie każdego kto nie gra wedle jej zasad.
Ubisoft pluje fanom w twarz niszcząc ulubione marki, skupiając się na ideologicznej propagandzie i wypuszczając po prostu mierne gry za grubą kasę.
Microsoft i Sony to typowe zachłanne korpoludki patrzące w Excella - albo spełniasz plan (który sami narzuciliśmy), albo ucinamy łeb.
Tak czy owak - wszystkie te firmy (z EA włącznie) to jednak ta "ciemna strona mocy" gamingowego światka - kto zasługuje na najgorszego ciężko stwierdzić... choć jak na mnie jednak ostatnimi laty Ubisoft wiedzie prym.
Mam nadzieję, że sam pan reżyser przekona się jako jeden z pierwszych o tym jak to AI ogarnia jego robotę - a w sumie ogarnie, bo wystarczy wpiusać mu co i jak, zatrudnić studenciaka za 1/10 jego wypłaty i może się okazać, że efekty będą bardzo podobne.
Z jednej strony sam jestem zwolennikiem tworzenia części rzeczy za pomocą AI (choćby dubbing w grach, które itak by go nie dostały) ale znając życie, większość "twórców" którzy mocno to promują, to po prostu zachłanni ludzie, dla których przede wszystkim liczy się kasa jaką oszczędzą, jakość produktu czy zadowolenie klienta już mniej.
Z jednej strony było do przewidzenia, z drugiej coś śmierdzi mi to zmową korporacji by nas znowu doić na cenach przez kilka miesięcy... w końcu już ze 3 lata był spokój i ceny zaczynały spadać, a tak być nie może z punktu widzenia korpo.
Steam Machine jest tutaj mocnym wyznacznikiem jeżeli chodzi o to co będzie się działo. Jeżeli cena będzie dobra, to rynek graczy PC będzie zadowolony - wiadomo, nie jest to potwór, ale dla wielu wydajność tego sprzętu będzie zadowalająca.
Kwestia jak będzie wyglądała cena, która jest tutaj kluczowa, bo dziwnym trafem akurat przed jego premierą wszystko wywaliło w kosmos... jakby coś się uparło, by nie odnieśli sukcesu.
Wrócą do normalności tak jak wróciły karty graficzne po wariactwie na kryptowaluty. Jedyne co jest czynnikiem to czas... a pewnie potrwa to z 6-12 miesięcy.
Giełda Panie... gdyby na nią nie wchodzili to nie musieliby układać durnych założeń finansowych by ułaskawić akcjonariuszy, którzy czekają na dywidendy... no ale weszli, dostali zastrzyk gotówki, zrobili za to Wiedźmina 3... i teraz muszą co kwartał świecić zielonymi słupkami i umieszczać poprawną politykę w grach, co by zadowolić pazerne i oderwane od rzeczywistości fundusze inwestycyjne.
Fakt jest taki, że po tym jak Phantom Liberty (podobnie Edge Runners) podbiło sprzedaż Cyberpunka i zwiększyło zyski CDP Red to zrobienie jakiegoś szumu związanego z Wiedźminem (a DLC do "trójki" byłoby idealne) tak 6-10 miesięcy przed premierą Wiedźmina 4 ma bardzo duży sens.
Po pierwsze duży zastrzyk gotówki (bo ludzie to kupią), a po drugie nakręcą niesamowicie hype na nowego Wiedźmina (bo nabiorą smaku "na więcej")... no i po trzecie, nakreślą trochę początek Wiedźmina 4 (co by rozwiać pewne wątpliwości co do Ciri jako wiedźminki).
Szczerze mówiąc jeżeli mogą coś takiego zrobić, to zdziwiłbym się, gdyby z takiej okazji nie skorzystali bo tutaj każdy zyskuje - i fani i producent.
Wiadomo - niektórzy wolą mieć grę typowo na własność i ja to popieram i sam jestem wśród nich.
Bardziej chodzi mi o fakt, że Steam po prostu robi dużo więcej niż inne sklepy i wszystko masz w jednym miejscu, bez kombinowania, instalowania i szukania rozwiązań - w tym tkwi jego siła i dużo osób wybiera takie podejście w zamian za własność gier.
Sam kupuję raz tu, raz tam, choć nie ukrywam, że teraz grając w Baldurs Gate 3 z GOG mam problem ze streamowaniem na TV, na Steam Decku nie mogę użyć Lossless Scaling (frame generatora), gdzie gra wyglądałby i działała super (wiem po innych pozycjach) no i zapisy gry nie działają jak trzeba (ale to dzięki Larian Launcher).
No i co do własności - dopóki w Valve siedzi Gabe to nie ma się o co bać - tam nawet jak grę usuwają ze sklepu, a masz ją w katalogu, to jest dalej dostępna - te teksty o "wypożyczeniu" to ponoć punkt w regulaminie, żeby amerykańskie urzędy się od nich odwaliły (firma jest zarejestrowana w USA i musi działać według zasad tam panujących - GOG nie musi).
No i nie mówię, że tak będzie... ale GOG też może zmienić politykę dotyczącą własności (oby nie).
No wiadomo. Ubisoft próbuje ile może tym swoim silnikiem, ale z Golfa 2 niewiele już wyciśnie.
Myślę, że dominacja Steama jest dużo bardziej złożona niż fakt czy gra ma DRM i czy należy do Ciebie.
1. To była pierwsza tego typu platforma - dużo ludzi tam zaczęło i zwyczajnie nie szukają innego miejsca - choć to najmniej istotna rzecz.
2. Mają dobrze działający system ocen i świetne fora gdzie można znaleźć masę przydatnych informacji co do gier - społeczność na Steam nie ma konkurencji i to też przyciąga masę ludzi. Tutaj też można mieć tylko konto i sobie czytać co trzeba... ale jest wygodnie i w jednym miejscu.
3. Dalej ciągnąc temat społeczności - warsztat Steam, gdzie można ściągać sporo modów czy dodatków od społeczności - szybko łatwo bez instalowania dodatkowego oprogramowania - tutaj już trzeba mieć grę i sporo osób z tego korzysta.
4. Ekosystem - coraz więcej urządzeń peryferyjnych działających tylko na platformie Valve - Steam Deck, zestawy VR, Steam Controller czy teraz nowe urządzenia które będą debiutować na początku roku - da się z nich korzystać mając GOG'a czy Epic... ale już mniej komfortowo.
5. SteamOS i ogólne wsparcie Linuxa - jak da się odpalić inne sklepy na tej platformie, tak trzeba używać obejść typu Heroic czy Lutris, a nawet z nimi sporo rzeczy jest zwyczajnie trochę trudniejszych niż natywnie na Steamie (choćby zapisy w chmurze).
6. No i tutaj coś, co mnie osobiście "zmusza" do Steama - bezproblemowe streamowanie gier z PC na TV czy nawet Steam Decka - odpalam grę na sprzęcie gdzie jest zapas mocy i gram w salonie. Tutaj inne platformy nie oferują nic porównywalnego, a nawet po dodaniu gier do Steama bardzo często są z tym spore problemy.
Ogólnie aby ugryźć Steama trzeba ogarnąć chociaż połowę z powyższych w mniejszym lub większym stopniu.
Z mojej perspektywy streamowanie, obsługa Linuxa (zapisy w chmurze i działanie ze Steam Deckiem) i mogę olać Steama... no ale nikt poza Valve do tej pory nie ogarnął dobrze punktu numer 2, a co dopiero 5 i 6...
Ogólnie ciężko to policzyć, bo rozstrzał jet gitantyczny między różnymi badaniami. Tak jak pisałem wyżej - tylko Steam ma mniej więcej podobne wyniki.
W przypadku Epic mocno wyniki podbijają darmowe gry - sam Hogwarts Legacy nastukał im z tego co tak na szybko patrzę kilka milionów "sprzedanych" gier... bo każda ich darmówka musi przejść przez kasę i zostać "kupiona" za te 0zł.
Epic i Ubi od dawna są "planktonem" bo tak jak pisze
Tak czy owak - zobaczymy co z tego wyjdzie. Kiciński obiecał pokazywać realne wyniki finansowe, więc przypuszczam, że do tej pory była kreatywna księgowość - po co? Albo, żeby uniknąć podatków, albo wykupić to bez zwracania nadmiernej uwagi inwestorów.
Prawda jest taka, że dadzą sobie radę bez Baldurs Gate.
Z jednej strony marka silna i kochana przez graczy, z drugiej łapsko trzyma na tym Wizards of the Coast, które jest zwykłym raczyskiem.
Z drugiej sam Larian tak mocno wybił się na Baldurze, że ludzie kupią ich grę nie przez to, że to Baldur, tylko, że to gra od Larian.
No i trzecia sprawa - mają świetną serię Divinity - z perełkami jak Original Sin 2 na czele. Czego nie wypuszczą, to będzie dobre, a jeżeli będzie budżet na aktorów i przerywniki jak w Baldurze... to szykuje się kolejna gra roku.
Na 90% jakiś korpoludek na wysokim szczeblu stwierdził "przecież to teraz modne, a inni mają, to i my musimy".
Tu nie ma logiki - nie znam gracza, który by coś takiego lubił, a i zysk twórców z tego typu launcherów (jakieś inne gry czy przedmioty do kupienia) moim zdaniem jest mniejszy niż realne koszty stworzenia takiego potworka.
Co te studia mają z tymi launcherami? Jakieś korpo głupoty podsunięte przez speców nie mających pojęcia czego realnie chcą gracze. To samo gry Lariana, to samo CDP Red, to samo Rockstar - wszyscy muszą to kopiować, a ma to realnie same minusy dla gracza.
Przykładowo sam ostatnio na Steam Decku zacząłem korzystać z programiku Decky z wtyczkami Frame Generator i Lossless Scaling i nie dość, że działa dosłownie ze wszystkim, to wydajność i jakość jest lepsza niż podobne rozwiązania od graficznych molochów jak nVidia czy AMD... no ale właśnie - wystarczy, że gra odpala się przez launchera i dziękuję do widzenia - w 90% przypadków nici lepszych FPS i rozdzielczości.
Ciężko ustalić, bo każde badania pokazują co innego. Większość jest zgodna, że Steam ma te ~75% rynku, reszta to raz tak, raz inaczej.
Tak czy owak - spółka przynosi realne zyski, mając przychody rzędu 200 milionów złotych rocznie i zyski na na czysto 1-2mln... ale coś czuję, że to mocno kreatywna księgowość, o czym na końcu.
Co do sprzedaży, to Kiciński jest dalej w zarządzie CDP Red - nie jako zatrudniony, a jako jeden z większościowych udziałowców i ma tam sporo do powiedzenia. Myślę, że tu nie tyle chodziło, by sprzedać to za byle co i pozbyć się biznesu... co całkowicie wyjść z giełdy (poszło 100% akcji) i zacząć działać tak jak Steam.
Moim zdaniem chcieli uchronić GOG'a przed wpływem giełdy w którą się wpakowali, a która ma realnie słaby wpływ na pewne polityki wewnątrz firmy - jeżeli inwestorzy mają za dużo akcji (a mają) mogą siąść w radzie nadzorczej (a siedzą) i realnie wpływać na cześć decyzji firmy - najgorzej, że oni mają gdzieś czy firma będzie funkcjonować za 5-10 lat, oni chcą "zielone słupki" tu i teraz i dywidenty na koniec roku. Później kończy się jak z Ubisoftem, gdzie wpływ inwestorów (choć i twórców) był na tyle duży, że gry wydawano za szybko i byle jak - bo "ma być zysk tu i teraz nie za rok"... a firma szoruje teraz po dnie.
Inna sprawa, co do samej wyceny i realnych zysków - sam Kiciński zaznaczył, że od tej pory spółka będzie inaczej przedstawiała raporty zysków i strat - czyli coś pewnie było na rzeczy, możliwe, że właśnie po to, by obniżyć jej wartość, bo już od kilku lat planowali ją wykupić w podobny sposób.
Ogólnie korpoświatek rządzi się swoimi prawami, ale moim zdaniem to co się stało, jest dobrą wiadomością i prędzej na tym skorzystamy niż stracimy.
Ten niedochodowy zbuk jak to napisałeś przynosi rocznie koło 200mln zł przychodu i ma realnie kilkanaście procent rynku sprzedaży gier na PC.
Nie jest to Steam i tutaj nawet nie jest blisko, ale jednocześnie z raportów jakie oglądałem wychodzi, że mają większy kawałek tortu niż wszystkie inne (z wyjątkiem Steam) platformy sprzedażowe.
Moim zdaniem świetna wiadomość.
GOG uniezależni się od giełdy i wpływu inwestorów (którzy od paru lat wyraźnie mącą w CDP Red), spora szansa, że będą teraz mogli robić dosłownie to co chcą i jak chcę, bez oglądania się na okropne fundusze pokroju BlackRock czy Vanguard (które niestety są w czołówce inwestorów CDP).
No i info dla wszystkich, którzy boją się "zwinięcia interesu" - czytałem swego czasu raporty o tym procentowym udziale platform sprzedażowych w rynku PC i co ciekawe, to GOG ma kilkanaście procent rynku - wiadomo, do Steama lata świetlne, ale drugą pozycję trzyma bardzo mocno i realnie ze Steamem mają koło 95% rynku PC, a sam GOG ma ponad 2x tyle sprzedaży co cała reszta razem (Epic, Ubi, Origin) razem wzięta.
Moim zdaniem są rentowni na tyle, by spać spokojnie - nie są to miliony jak u Gabena, ale dokładać do tego raczej nikt nie będzie.
Myślę, że idzie dokładnie w tą stronę co Gaben.
CDP Red przejechało się na giełdzie - nie tyle finansowo, co pod względem decyzyjności, gdzie muszą się słuchać niektórych dużych inwestorów (a kilku z nich to największy możliwy giełdowy rak). Jak CDP Red ciężko będzie z tej giełdy wyciągnąć (tutaj idzie w grę za duża kasa) tak może uda się uniezależnić GOG'a, co byłoby świetną sprawą.
Czemu? Lepszy GOG w prywatnych rękach jednego gościa (tak jak Steam należący do Gabe'a) niż w grupie CD Projekt, gdzie prawie połowę akcji mają zewnętrzni inwestorzy, a sporo akcji wykupił Black Rock i Vanguard, którzy mają sporo do powiedzenia, a realnie są największym rakiem toczącym branżę gier od kilku lat (z wtykaniem polityki, tam gdzie nikt jej nie chce).
Ja nie widzę problemu w AI jeżeli jest wykorzystane dobrze.
1. Preprodukcja - tworzenie konceptów i zajawek przez ludzi, którzy nie potrafią rysować, a odpowiadają za fabułę i kreacje świata - do tej pory scenarzysta mógł powiedzieć "widzę to tak i tak", a concept tworzył grafik. Teraz scenarzysta poświęca pół godziny, generuje kilkadziesiąt obrazków w AI i kilka siądzie idealnie w to co sobie wyobrażał... a grafik może robić grę, a nie koncepty.
2. Tłumaczenie - tutaj nawet nie ma się co rozwodzić. Małe studia nie mają kasy na profesjonalne tłumaczenie gry... no i tutaj AI robi robotę - dla wielu takie koślawe przetłumaczenie gry wystarczy by czerpać z niej radość, a małe studio może dotrzeć do większego grona odbiorców.
3. Voice acting - wiadomo, tutaj jest już kontrowersyjne... ale jeżeli mówimy np o wielkich projektach jak Baldurs Gate 3, gdzie sami twórcy, a nawet czołowe firmy zajmujące się tłumaczeniem w PL (był na GOL nawet wywiad z jednym panem) stwierdziły - nie da się - za drogo... no to AI sprawia, że się da. Bierzesz oryginalnego aktora (oczywiście musi się zgodzić), tłumaczysz to co mówi na dany język i przerabiasz jego głos by brzmiał jak choćby nawet i Kenijczyk - tyle. Nagle mamy Bladurs Gate w języku Suahili.
4. Upscaling - wiadomo, tanio, szybko i "jako tako" ale to może mocno przyspieszyć pracę grafików.
5. Animacje itp - jeżeli studio jest małe i nie ma kasy na dobrego animatora, to też można tutaj wybaczyć - lepsze animacje AI, niż drewniane ruchy jak z pierwszego Gothic'a.
Żeby nie było - jak najbardziej jestem przeciwny jeżeli tworzy się co tylko się da za pomocą AI... i jeżeli tworzą to duże studia mające miliony do dyspozycji - ich stać na to by opłacić dobrego grafika czy animatora i aby ten ogarnął temat tak jak należy bez pomocy AI.
Skusiłem się i na #Drive Rally i Super Woden GP (nie ta z artykułu, ale tania i wygląda ciekawie) i ta pierwsza, mimo dość arcadowej rozgrywki, o dziwo jest całkiem fajna - nie ma super rozbudowanej fizyki, nie ma niewiadomo ilu tras czy super kariery... ale taka czysta prosta rozrywka przyprawiona odrobiną humoru.
No i plus za optymalizację - na Steam Decki działa w "natywnym" 1080p (bez upscalowania - da się tyle ustawić w menu) w Ultra przy 60fps i wygląda przy tym lepiej niż WRC Generations (w podobnych wydajnościowo ustawieniach) czy żałosne wręcz EA Sports WRC, które ledwo działa na LOW, a wygląda przy tym nieporównywalnie gorzej od wspomnianego wyżej Sega Rally 2 czy Colin McRae Rally 2.
Ja to bym prosił o jakiegoś solidnego remastera tej gry czy wspomnianego przez
W sumie u mnie prawdopodobnie dotrzymali słowa - jak 11 dalej będzie takim szpiegującym i zamulającym system szrotem, to tak, dla mnie Windows 10 będzie ostatnim Windowsem... możliwe nawet, że wspieranym do samego końca (w UE mamy jeszcze na to rok).
No tutaj akurat w miarę przyzwoite studio, które jak nie idealne, tak przynajmniej nie szczuje ideologią... choć wiadomo, tutaj decyzja może pójść z góry, a dół po prostu będzie miał wykonać zadanie.
Jedna z moich ulubionych serii - pomysłowa, zabawna z bardzo barwnymi i ciekawymi postaciami i porządnie zrobioną główną bohaterką, której po prostu nie da się nie lubić.
Szkoda, że prawa własności do tej serii to taki bajzel, że nie do końca wiadomo kto ma prawa do czego, a ci którzy wiedzą co jest ich własnością intelektualną, nie do końca chcą współpracować ze sobą...
Małe światełko nadziei zapalił niedawno szef Nightdive (odpowiedzialny za świetne remake SystemShok 1 i 2) który stwierdził, że przywrócenie tej serii do życia jest jego priorytetem i nawet kontaktował się z właścicielami praw autorskich których udało się ustalić... niestety pewnie będzie to tylko remake (choć i to byłoby super) bo na kontynuacje raczej szanse są marne.
Kolega z pracy zauważył już wcześniej i nawet mi pokazywał. Leciwy już laptop na i5 9 generacji, który na Windows 10 działał mu bez najmniejszych problemó... na 11 na dzień dobry przycinki po kliknięciu prawym przyciskiem na pulpicie by wywołać menu, do tego filmy na Youtube w rozdzielczości większej niż 480p po prostu mu przycinały... a i nawet to 480p działało "dziwnie". Sam testowałem to na Surface Go 2 z m3 i był dramat w porównaniu do Windows 10.
Wiadomo, sprzęty słabe ALE różnica w działaniu widoczna bez najmniejszego problemu.
Tego systemu nie ma co bronić - Microsoft przekroczył granicę prywatności, szpieguje użytkowników, trenuje na ich prywatnych danych swoją sztuczną inteligencję, a przy tym po prostu zamulił i zwyczajnie zepsuł sprawny system operacyjny jakim był do tej pory Windows.
Nawet Vista nie była tak tragiczna.
Tydzień bez wtopy Microsoftu z Windowsem 11 tygodniem straconym. Nic tak nie napędza ostatnich wzrostów na rynku Linuxa jak Microsoft
No tak szczerze mówiąc, to dodatek Krew i Wino to nie byl tyle DLC co w zasadzie cała nowa gra i jak Phantom Liberty był genialny... tak obszerny to był właśnie drugi dodatek do Wiedzmina... a i fabularnie stał na świetnym poziomie.
Myślę, że chodzi tylko i wyłącznie o brak włosów.
Przecież obydwie to niezależne, silne i dające się polubi... no dobra, coś więcej niż włosy:P
W zasadzie nic odkrywczego nie powiedział - gry robione z serduchem, przez ludzi, których nikt nie naciska na umieszczanie w nich wymuszonych treści i przesłań.
W zasadzie tyle i jeżeli przy okazji deweloper zrobi to dobrze, to spokojnie może powalczyć na rynku jak nie o grę roku, to o całkiem sporą rzeszę fanów.
Problemem nowych gier jest właśnie to, ze są robione tylko i wyłącznie aby wyciągnąć pieniądze, nie szanując przy tym graczy i umieszczając w grach treści, których domyślny klient zwyczajnie nie chce.
Pamiętam tą grę - sama z siebie jakoś zła nie była - ot taki średniak... ale błędy uniemożliwiające dalszą rozgrywkę skutecznie mnie do niej zniechęciły (a miałem oryginał).
Trzy razy zaczynałem grę od zera i po kilku godzinach odbijałem się od ściany - zawieszało grę bezpośrednio po jakiejś cutscence i koniec. Internet nie działał jak dziś, nie było rozwiązań tego problemu ani patchy to i grę olałem i wspominam ją jako jedną z nielicznych, których nie przeszedłem nie dlatego, że była zła, a dlatego, że po prostu się nie dało przez masę błędów.
Mam podobne odczucia. Jak poprawią walkę i nie zepsują innych elementów to będzie hicior.
Jedna z tęczowymi włosami (co już zapala czerwoną lampkę), druga w zasadzie robiąca dialogi w grach, gdzie realnie nie miała wielkiego pola do popisu... choć ta przynajmniej nie wygląda na tęczowego ideologa.
Nie wiem czy chce to oglądać.
Z bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa wkleją tam typową dla dzisiejszych filmów poprawność, rozmyją przesłanie filmu, z głównego bohatera zrobią niezdecydowanego, słabego chłoptasia, który bez silnej kobiety która nim kieruje nie potrafiłby zasznurować butów...
Bardziej niż fajnie... ale raczej wątpię. Gość jest dobry w tym co robi i robi to tak jak uważa, aby miało ręce i nogi, niestety dzisiaj, nie ma mieć rąk i nóg, a jakieś wyimaginowane kończyny, by tylko spełniało wytyczne odnośnie pewnych rzeczy.
Wątpię, że gość pójdzie na coś takiego i będzie kopał się z korporacyjnym bełkotem stawiając na szalę swoją renomę.
Byłem ostatnio u rodziców na kawie i jak przyjechałem to akurat to oglądali. Ja, osobnik który czytał książki i grał w gry, jestem zwyczajnie obrażony na Netflixa za to co zrobili z serialem i przestałem to oglądać na drugim sezonie.
Tutaj dosłownie co kilka chwil chwytałem się za głowę... zwłaszcza jak wyskoczyli z Regisem (Fishbourne gra tutaj dobrze i lubię go jako aktora) który niestety totalnie nie pasuje mi do tego co było w książkach. No ale ja to ja.
Rodzice natomiast bawili się dobrze - nie czytali książek, w gry nie grali a serial jest dla nich po prostu ok - ot taki zabijacz czasu na długie jesienne wieczory.
Także jak Netflix stracił bardzo sporą rzeszę widzów (jakby zrobili dobrze, to wyniki moim zdaniem spokojnie byłyby 5-10x lepsze), tak dalej będzie te kilka milionów ludzi, którzy po prostu oglądają to jako kolejny serial fantasy, z trochę lepszym budżetem niż standardowo w tym gatunku i im będzie się to niestety podobać.
Nawet jakby nie był już nakręcony... to mimo tego, że wyszła im mega słabizna, to jednak w Excellu im się zgadza i pewnie dalej by to ciągnęli.
Oglądalność dalej jest spora, a do tego aktualnie ma to pierwsze miejsce wśród najpopularniejszych seriali w ostatnich kilku dniach.
Wiadomo - jakby zrobili to tak jak należy, to pewnie wynik byłby kilka razy lepszy i wszyscy byliby zadowoleni... no ale to Netflix, oni najlepszy materiał źródłowy zmienią w miałką papkę i do momentu aż są wyświetlenia (a tutaj są) to będą w to brnąć.
Dokładnie - remake wykonane z szacunkiem do starej gry i będzie się sprzedawać, zwłaszcza, że jest masa genialnych gier z lat 90-tych i początku dwutysięcznych, które aż proszą się o "uwspółcześnienie" i po takim zabiegu dosłownie zjadają nowe pozycje dostępne na rynku.
Remastery (w dodatku często młodych gier), które niewiele w noszą poza trochę (a często niezauważalnie) lepszą grafiką niech sobie wsadzą... do szuflady.
I tak i nie. Z jednej strony jest to pewien skok na kasę - znana franczyza z bazą fanów, którzy chętnie kupią odnowioną grę.
Z drugiej mimo wszystko niektóre pozycje aż proszą się o remake (nie remastery - to na ogół syf).
Sam teraz gram w System Shock Remaster i panie szanowny, gra jest świetna - niby prawie to samo co oryginał z 1994 roku, ale w dużo lepszej grafice i z ulepszonym interface, oraz kilkoma poprawkami w grze. Sama gra w oryginale jest po prostu bardzo stara i jak koncepcja dalej jest na wysokim poziomie, tak wykonanie niestety mocno się zestarzało, a to remake naprawił perfekcyjnie.
Poza tym mamy ostatnio sporo świetnych remake'ów gier - cała stara seria Resident Evil, Tony Hawk 1-2, Final Fantasy VII, Crash Bandicoot, seria Age of Empires/Mythology i wiele innych - to wszystko stare gry, którymi młodzi gracze się już nie zainteresują... a które dalej kryją w sobie masę dobrej zabawy, często dużo lepszej niż to co oferują nowe gry. Takim grą trzeba dać drugie życie i od tego są remake.
W sumie ciekawe jak pokazuje to rozsądek i podejście dla "dobra" ogółu (klientów, rynku, innych deweloperów) na różnych rynkach.
Amerykańskie urzędy przyklepały ten idiotyczny patent bez mrugnięcia okiem, zamykając spory rynek gier dla innych deweloperów i ograniczając klientom potencjalne gry w podobnym klimacie.
Jednocześnie Japończycy wbili szpilę swojej własnej firmie i nie pozwolili na psucie rynku przez zachłanną i złą korporację.
Korpogadka i nic więcej. Jesteśmy dumni, jest wspaniale, zrobiliśmy kawał dobrej roboty... ale zamykamy studio i zwijamy manatki bo bankrutujemy.
Ot pierwsza część zdania skierowana do akcjonariuszy (czyli innych korporacji) i na nich działa, zapewniając, że jest super.
Druga część do reszty, mówiąca jak jest... czyli niezbyt dobrze.
Wszystko fajnie, ale boje się że to kolejna korpogadka typu - "jesteśmy razem, wspieramy, szanujemy", a jak przyjdzie do czynów to robią dokładnie odwrotnie i nabierają wody w usta jak ktoś zacznie zadawać pytania.
Idealny przykład to HiFi Ruch - kreatywna, dobrze przyjęta gra... którą MS szybko uwalił razem ze studiem... po czym dzień po zamknięciu tegoż studia wydali walny komunikat, że muszą tworzyć więcej takich gier, bo zostały ciepło przyjęte przez graczy, są super i jak to nie jest wspaniale, bo oni wspierają takie projekty... ciekaw jestem, jak czuli się pracownicy Tango Gameworks, którym dzień wcześniej wręczono wypowiedzenia.
Jak gra się w nią przyjemnie, tak sam z siebie wolę jednak poprzednie części (no poza jedynką - mocno archaiczna).
Choć fakt faktem, jeżeli komuś zależy na multi, to wtedy faktycznie czwórka chyba jest pod to najlepiej skonstruowana.
Co oni mają z tym Unreal Engine 5? Jedyne co mi przychodzi do głowy to większa pula potencjalnych kandydatów do pracy... i niższe ich zarobki, bo jak i konkurencja duża, to zawsze znajdzie się ktoś, kto powie mniej za wykonaną robotę.
Tak czy siak - silnik znany z tego, że nie wygląda "aż tak dobrze" jak sugerowałoby działanie gier na nim opartych, które niestety często mają duże problemy z płynnością nawet na mocnych komputerach.
No i na koniec - najgłupsze jest to, że mają przecież stary, ale dalej świetnie wyglądający silnik od Age of Mytology i AoE3, który działa dobrze nawet na kiepskim sprzęcie, a i ten użyty w AoE4 wygląda bardzo ładnie i działa niewiele gorzej pod względem optymalizacji.
Wtedy był ten problem, że jedynym źródłem dystrybucji były właśnie te sklepy - jeżeli sklep powiedział "nie chcemy takiej gry" to jej nie kupił od dewelopera i tyle.
Deweloper nie inwestował kasy w produkt, którego realnie nie był w stanie sprzedać, bo sprzedaż poza głównymi kanałami dystrybucji (sklepy) była wtedy praktycznie zerowa.
W sumie coś może w tym być, bo w podobnym okresie na długi czas zniknęły z rynku gry strategiczne, zarówno "real time" jak i te turowe/taktyczne a także masa przygodówek typu "point and click".
Jak zwykle - zachłanne korporacje "wiedzą lepiej" czego chcieli gracze i woleli wpychać to co było aktualnie "modne" zamiast tego, czego oczekują gracze... w zasadzie od tych dwudziestu lat nie zmieniło się praktycznie nic, oprócz tego, że małe studia w końcu mają opcję samemu sprzedawać swój produkt, olewając wydawców.
W sumie jako fan gatunku o grze nie słyszałem... i chyba dobrze, bo opinie bardziej niż słabe, a DLC praktycznie bez opinii, więc świadczy o tym, że sama podstawka jest na tyle słaba, że nawet Ci co w to grają, stwierdzili, że szkoda czasu/kasy na DLC... a to jeszcze większa czerwona lampka.
No i Paradox - czyli jakby gra chwyciła, to byłoby kilkaset dodatków i innych takich za ciężkie pieniądze... a nie było, więc serio trzeci mocny wykrzyknik mówiący "daj sobie spokój z tą grą nawet na przecenie".
Podsumowując - nie straciliśmy nic wartościowego.
Ciekaw jestem, może pojadą trochę na hype za samą grę, bo piosenka jak jest bardzo dobra, to jednak pewnie realnie szans wielkich nie będzie miała.
Tak czy siak, były inne genialne utwory z gier, które nie wygrały więc, a Grammy to jak od dawna wiadomo nagroda nie tyle za najlepszy utwór/wykonawcę, tylko dla czegoś, co aktualnie jest "modne" wśród Hollywoodzkich elit, lub dla osoby, która ma najlepsze wtyki w branży - pozdrawiam Beyonce, znaną również jako "czy się śpiewa, czy się leży, to nagroda się należy"... a nawet i dla dzieci nagroda się znajdzie, choćby za to że są XD.
Jak już Jasper Kyd to głównie pierwsze odsłony serii Hitman i trylogia Assassins Creed Ezio Trilogy - tam moim zdaniem zaprezentował się najlepiej i jest to absolutna czołówka soundtracków do gier.
Giełda, akcjonariusze i udziałowcy cisnący na "ciągły wzrost" i tyle.
To, że odnieśli sukces i mieli stabilny dochód to jedno - 99% prywatnych przedsiębiorstw może tutaj poprzestać, rozsiąść się wygodnie i zarabiać łatwą i dużą kasę... ale nie jeżeli jesteś na giełdzie i twoi udziałowcy chcą rok do roku lepszych wyników... bo na tym właśnie zarabiają handlując Twoimi akcjami. Przez to firmy są pazerne, bo muszą ciągle zwiększać zysk, nawet w momentach, kiedy absolutnie nie jest im to już do niczego potrzebne.
Nie mówię już o alternatywnych sklepach (tych legalnych) z kluczami gdzie często wyjściowo ceny są sporo niższe niż te na Steamie.
Pomijam już całkiem jakieś szemrane kluczykownie czy kombinowanie z VPN (bo to jest kontrowersyjny temat), gdzie ludzie gry kupują za śmieszne pieniądze.
Fakt jest taki - konsole jeżeli chodzi o zakup gier są zwyczajnie droższe - jedyne co je ratuje to opcja sprzedaży/zakupu fizycznej kopii gry (coś czuję, że to już ostatnia generacja konsol na której jest to możliwe).
Sam nie wiem - robią poprawne gry... ale jakieś takie bez duszy i wyrazu.
Nie wiem jak to nazwać, ale jak człowiek gra w stare C&C to czuć że jest to fajna gra i wszystko w niej działa by dać obraz kompletnego produktu - taki pełnokrwisty stek zrobiony tak jak należy. Niestety wszystkie gry od Petroglyph w jakie grałem (seria 8/9-Bit i GreyGoo) to trochę jakby taka "makieta" - jakoś takie beznamiętne, choćby nie wiem jak próbowali to zamiast steka, dostajemy wegańskie tofu i to nie przypieczone a gotowane na parze...
Druga sprawa, nie wiem czy mają na tyle duży budżet by sobie na to pozwolić.
Tak poza tym, moim zdaniem najbliżej gameplayu i klimatu C&C jest studio Slipgate Ironworks ze swoim Tempest Rising - jak nie jest idealnie, to jednak tutaj czuć to co w starych grach z serii Command and Conquer - dostajesz pełnokrwistego steka, może mógłby być trochę lepiej przysmażony, ale dalej smakuje tak jak powinien... i o to chodzi bo właśnie takie jedzenie zamawiałeś.
No plus taki, że może w końcu skończy się propaganda, ale dopóki na stołku będzie siedział chłodno kalkulujący pan od robienia zielonych słupków zamiast człowieka z pasją, dopóty będzie jak było, tylko mniej poprawnie politycznie (a to już coś).
W sumie ciekaw jestem tego co Rockstar pokaże przy kolejnej grze.
Gta VI pójdzie jeszcze z rozpędu, ciekaw jestem natomiast ich kolejnych gier.
Trochę widać natomiast, że w studiu po 2020 roku podziało się coś złego - pierw Houser, później Unsworth... czyli w sumie taki kręgosłup tej firmy.
Jak pod względem scenariuszy to nie licząc RDR2 to w sumie ich gry nigdy nie były wybitne, tak Houser był znany nie tyle z tego, co z obsesyjnego dbania o szczegóły i detale (którymi ich gry mimo wszystko stoją), a to jest coś, co realnie możemy odczuć, a co wyróżniało ich produkty na tle konkurencji.
Czytałem swego czasu, że mocno pokłócił się z szefem TakeTwo o to, że nie do końca dali mu zrobić RDR2 tak jak chciał, tylko stwierdzili, że trzeba wypuszczać tu i teraz... i fakt, w grze są miejsca, gdzie widać, że "coś miało być, a nie było" i w samych plikach gry jest masa dodatkowych NPC z gotowymi dialogami i questami, które finalnie nie znalazły się w grze.
Nawet jedna z postaci (Strauss) jest ponoć prztyczkiem w nos szefa TakeTwo...Straussa Zelnicka - typowy bezduszny i pozbawiony ludzkich emocji skąpiec nastawiony na wyciąganie pieniędzy z ludzi w potrzebie... choćby po trupach.
Obecny CEO Electronic Arts, Andrew Wilson, utrzyma swoje stanowisko. Jak stwierdził: „Nasze wartości i zaangażowanie na rzecz graczy i fanów na całym świecie pozostaną niezmienne”.
No cóż... a już miałem nadzieję, że jednak pozbywając się giełdowej patologii, pozbędą się też tej wewnętrznej oderwanej od rzeczywistości i oczekiwań graczy... no i jak widać płonna to była nadzieja.
Może i w sumie dobrze, bo do końca nie wiadomo co wygra, a wyścig jest faktycznie mocno wyrównany.
Z drugiej strony Baldur konkurował z takim padłem, że mógłby być realnie grą połowę słabszą, a itak pozamiatałby konkurencję.
Czym zaskoczył? Że na starą grę nałożyli nowe tekstury i nawet nie naprawili starych błędów?
To tak jakbyś na tygodniowego kotleta nałożył nową panierkę i twierdził, że jest świeży.
Czy ten rok jest jakiś wybitny to bym nie powiedział... ALE z pewnością jest kilka świetnych gier, którym spokojnie można wystawić ocenę 9/10 a to już coś, bo choćby w zeszłym roku z kandydatów do tego tytułu może ze dwie gry zasługiwały na trochę naciągane 8/10... a poprzednie lata były poza pojedynczymi grami były chyba nawet gorsze.
Owszem też były świetne gry, ale na zasadzie - jedna rocznie, która deklasowała resztę konkurencji. Teraz o dziwo mamy faktycznie kilka gier na podobnym bardzo wysokim poziomie, na tyle do siebie podobnym, że w sumie po raz pierwszy od dawna wyścig po nagrodę będzie wyrównany.
W sumie jest to całkiem ciekawe, zwłaszcza gdyby był to prywatny inwestor niezależny od giełdy i raka jaki ją toczy. Wtedy mała szansa, że faktycznie EA wróci do korzeni i zacznie robić przyzwoite gry, z których byli znani przed 2010 rokiem.
Niestety problemem dzisiejszej branży gier AAA jest właśnie giełda - większość dużych producentów czy wydawców siedzi na giełdzie, co wiąże się z tym, że tworzone są rady nadzorcze, a w nich firmy z największymi udziałami giełdowymi osadzają swoje pionki.
Ktoś powie - co w tym złego? Ano to, że taki pionek (pan prezes) z rady nadzorczej będzie się bardzo mocno starał aby w niej zostać (bo zarabia dużo pieniędzy robiąc niewiele) a żeby to osiągnąć, musi zarabiać kasę i przynosić zyski nie tyle samej firmie (typu EA) co głównie swojemu mocodawcy, czyli funduszowi który kupił akcje.
No i tutaj zaczyna się problem, bo taka osoba ma gdzieś opinie graczy czy jakość gry - słupki mają świecić na zielono i tle się liczy - firma w której jest w radzie może zdechnąć za kilka lat, ale on ma w tym czasie zarobić kasę dla firmy która go tam posadziłą, a później firma matka przerzuci go do kolejnej rady i tak się to toczy.
Do tego jest kilka funduszy współpracujących ze sobą (BlackRock, State Street i Vanguard), które usilnie cisną "różnorodną" propagandę pod egidą ESG... a że wspólnie starają się wykupić na tyle akcji, by mieć w każdej firmie w którą inwestują swoich ludzi, to później mamy co mamy - masę propagandy i miałkie gry.
Także jak dzisiejszego EA nie trawię, tak jest to pewna szansa na powrót do normalności i finalnie powrót do tworzenia dobrych gier.
No tak strasznie narobiły, że jego kariera filmowa przed GTA to jeden film... po GTA to kilkanaście plus cztery seriale... no musi mu być tak smutno, że cieknące łzy trzeba ocierać zarobionymi dolarami.
Ja powiem inaczej. Nawet nie tyle czas jest problemem, co po prostu nie szanowanie go przez deweloperów - ot osoby po 30 są zwyczajnie bardziej wymagające pod tym względem.
Odpowiednie dopasowanie trudności, satysfakcji i nagrody to klucz to dobrej zabawy niezależnie od wieku... a sam mam 40 lat na karku i gry dalej cieszą jakbym miał 15.
Podsumowując - grind jest sztucznym przedłużeniem gry, do tego męczy, irytuje i nie nagradza wystarczająco w stosunku do zmarnowanego czasu... a osoby w pewnym wieku wiedzą ile ten czas jest warty i zwyczajnie nie szanują, jeżeli ktoś celowo im go marnuje.
No i to pokazuje jak ważna jest optymalizacja pod sprzęt. Jak widać, nawet na dość przeciętnym Steam Decku da się wycisnąć sporo, jeżeli ktoś przysiądzie i pomyśli jak poprawić działanie gry.
Choćby taki Cyberpunk był mocno optymalizowany pod Switcha 2, co zaowocowało chyba najlepszą wersją tej gry jeżeli chodzi o to jak działa w stosunku do mocy urządzenia.
Trzeba sprzedawać nową technologię... a co za tym idzie nowe karty, bo na starych już tak ładnie włosy nie będą wyglądać, bo aby było cacy trzeba użyć RTX Hair, Path Tracingu, Ray Tracingu i co tam jeszcze, a FPS ze 100 lecą na 40... super technologia.
RTX Hair - czyli coś czuję, że w nowych grach od leniwych deweloperów nikt nie będzie robił dobrych tekstur włosów - albo odpalasz RTX Hair i będzie super ( ale FPS już sporo mniej), albo dostaniesz kiepską sztywną teksturę jak w grze z 2010 roku.
W sumie ostatnio im więcej nowych techologii typu generatory klatek, jakieś włosy czy Ray/Path Tracing, tym deweloperzy bardziej leniwi i mniej przykładają się do robienia dobrych tekstur - zwalają w zasadzie wszystko na gracza, który musi dopłacać do mocnego sprzętu.
Tak w sumie czytając tekst, rzuciły mi się w oczy choćby cienie w tym Indiana Jones - by wyglądały dobrze, wymagają zasobożernego Path Tracingu... ale jak tak patrzę na pracę i jakość cieni bez tej technologii to wygląda to jak pierwszy Crysis z 2007 roku... albo nawet i gorzej.
Serio przez te prawie 20 lat deweloperzy nie potrafią zrobić lepszego miękkiego cienia nie używając zasobożernej technologii?
Otóż potrafią (co pokazało już sporo gier od czasu Crysisa) tylko w większości wypadków im się nie chce. Po co rysować i tracić dniówkę pracy - cyk włącz Path Tracing i samo się robi, a my idziemy na kawusie... gracz wytrzyma.
Nie gracze, tylko zwykli idioci - ot mała część ludzi (powiedzmy te 10%) tak po prostu ma i nie istotne czy to gracz czy piłkarz czy malarz akrobata - jak jest burakiem to będzie pisał takie głupoty.
Normalny gracz po prostu skrytykuje taką grę (a realnie było za co) i albo jej nie kupi, albo walnie negatywa w opinii.
Tego jest więcej - ale często ponoć tak właśnie to wygląda - mniej doświadczeni nawet jak im uświadomisz błąd (i posłuchają - co jest rzadkością) to ponoć nie potrafią dobrze pousuwać tych poligonów by nie wykrzaczyło modelu i finalnie zamiast tego obcinają właśnie jakość tekstur czy ogólną ilość poligonów na model (robiąc go bardziej kanciastym z zewnątrz), co ponoć niewiele pomaga, ale za to gry wyglądają jak z poprzedniej dekady, a wymagania mają z kosmosu.
Do tego jeszcze było coś ze szkieletami (coś, co kształtuje zakres ruchu postaci w grze), że też mają tendencję wrzucania niepotrzebnie skomplikowanych i przekombinowanych "kości" dla nieistotnych postaci, które realnie nie potrzebują tak zaawansowanego systemu ruchu jak postać gracza, czy ewentualni przeciwnicy... no ale po co tracić czas i każdemu dawać inny zestaw - wszystkim to samo i fajrant... a że pewnie gra mogłaby działać te 10-20% płynniej to pikuś.
W sumie teraz sobie przypominam, że była niedawno była mała afera z Cities Skylines 2 bazująca na podobnych rzeczach.
Tam NPC to małe ludziki, których realnie nie widać na dużym zoomie (ale dalej są w pełni renderowani), a z bliska są mało istotnym elementem tła... ale nie przeszkodziło to deweloperom aby pościągać jakieś gotowe i dość szczegółowe (mało kanciaste) modele z totalnie zbędnymi pierdołami jak pełne uzębienie (którego fizycznie nie widać w grze, a które ma setki poligonów) i gra przy większym mieście potrafiła dosłownie zabijać najmocniejsze komputery... no ale NPC przynajmniej mieli zęby i możliwość pełnej mimiki twarzy, a co - niech mają... a gracz niech kupi RTX 5090 i nie płacze, że gra mu przycina.
Powinna, ale nie będzie, bo olewają optymalizację, a sam Unreal Engine 5 poza pewnymi problemami, dodatkowo rozleniwia twórców.
Kumpel, który trochę otarł się o branżę kiedyś mi to tłumaczył.
Ogólnie UE5 ma dużo materiałów, jest darmowy i można się go bez problemu nauczyć w domu przy odrobinie samozaparcia - dzięki temu mamy masę mało doświadczonych ludzi, którzy kojarzą podstawy, ale rozkładają ręce gdy coś nie działa jak trzeba.
Do tego optymalizacja - np to co opowiadał kumpel o głupich modelach.
Przykładowo - robisz model "NPC" do zapełnienia ulic w mieście, masz limit np 100tys poligonów (jeżeli ktoś w firmie w ogóle liczy się z optymalizacją).
No to doświadczony fachowiec zrobi ten model, a później usuwa zbędne poligony w środku modelu, czy miejscach gdzie realnie nie są one specjalnie widoczne, lub mogą być "rozciągnięte" bez utraty jakości modelu. Można tak oszczędzić ponoć 30%-50% zasobów na pojedynczym modelu.
Teraz masz mało doświadczonego grafika - zrobi ten sam model, jakościowo też będzie wyglądać podobnie... ale jednocześnie nie usunie zbędnych poligonów i zostawi jak jest i chwyci się za kolejną robotę.
Później wrzucasz 100 takich NPC na mapę i okazuje się, że gra przymula nawet na mocnym PC... a tak samo wyglądające postacie po optymalizacji śmigają na starym komputerze bez problemu.
No i jest trzecia grupa - ściągająca gotowe modele i nie zmieniająca w nich nic (a te często są przesadnie szczegółowo zrobione i przekraczają ten limit kilkukrotnie). Najgorzej, że tych modeli na UE5 jest masa, często nawet darmowych i ponoć wielu ludzi bardzo chętnie z tego korzysta by skrócić sobie robotę.
Szkoda, że nie za bardzo premium była ekipa od optymalizacji... jeżeli taka w ogóle była.
Fajni Ci szefowie dużych studiów ostatnio - wypuszczamy (do wyboru, można łączyć).
A. Niezoptymalizowaną grę mającą problemy na najlepszym sprzęcie
B. Niedorobionego potworka pełnego błędów
C. Nudną i niegrywalną produkcję
D. Kosmicznie drogą grę, z dodatkowymi słabymi DLC w dniu premiery
I później jak gracze marudzą, to oczywiście wina graczy, bo nie mają wystarczająco mocnego sprzętu, za mało zarabiają, są za wybredni i nie wybaczają "drobnych" błędów uniemożliwiających rozgrywkę...
PR to jest niestety miecz obusieczny - z jednej strony osiągniesz swój cel, ale z drugiej łatwo się samemu skaleczyć.
Chodzi bardziej o fakt, że ludzie od PR często bardzo zakłamują rzeczywistość by z jednej strony nie urazić fanów, a z drugiej nie wkurzyć zarządu bądź akcjonariuszy.
Jak powiesz, przepraszamy, zawaliliśmy, poprawimy się... to giełda leci na łeb i akcjonariusze wpadają panikę a zarząd szuka winnych. Jak powiesz, że jest super, tylko gracze mają słabe PC, to konsumenci się wściekają, a zarząd cieszy się, że mają porządną grę "tylko Ci wstrętni gracze muszą znowu coś knuć".
No i tutaj jest problem, bo aby nie wkurzyć nikogo, trzeba wypuszczać miałkie i nic nie znaczące teksty, z których nic nie wynika, ludzie im nie wierzą.
Czasem chyba lepiej po prostu się nie odzywać i tyle.
Można by nawet powiedzieć, że silnik z Dooma działa wręcz rewelacyjnie patrząc jak wygląda i ile daje fps na starych PC w porównaniu do tego co serwują nam kolejne gry na UE5.
Jakoś twórcy nowego Age of Mythology czy Tempest Rising nie marudzą - wydali dobre gry i sprzedały się na tyle przyzwoicie, że deweloperzy są zadowoleni.
Żeby nie było, to rynek gier strategicznych nie jest łatwy. Ilość graczy jest nieduża w stosunku do tych najpopularniejszych gier, jednocześnie sami gracze są bardzo wymagający co do tego w co grają.
Jeżeli gra jest dobra, to się sprzeda i zarobi na siebie jeżeli jest słaba, to będzie po prostu źle - tutaj na marketingu nie da się jechać jak w innych casualowych grach - niedzielny gracz nie zacznie nagle grać w strategie, bo zwyczajnie to nie gry dla niego, a klient docelowy wymaga po prostu dobrej gry, a nie kampanii marketingowej.
Najlepiej świadczy o tym sukces małych i praktycznie nigdzie nie reklamowanych gier typu Against the Storm czy Northgard, które pojawiły się znikąd i zyskały rzeszę fanów... jednocześnie giganci jak Homeworld 3 czy nowa Cywilizacja polegli z kretesem... bo zwyczajnie wydali kiepskie gry, w które klient docelowy nie chce grać.
Historia ponoć jest kiepska, ja po tych dwóch godzinach to czułem bardziej zażenowanie niż jakąś chęć poznania tego co się tam dzieje.
Co do gameplayu to pełna zgoda - był tragicznie zaprojektowany. Potrzeba grania z drugim graczem co eliminowało przejście gry na swój sposób. Chcesz się poskradać? Masz problem bo Twój towarzysz ma to w 4 literach i idzie na żywioł.
No i sami przeciwnicy jako gąbki na naboje to dramat - walisz cały magazynek w łeb, a tam 1/3 paska życia w dół...
Jak poprzednie części uwielbiam, nawet New Colossus, które trochę popsuło kilka rzeczy, tak tutaj po prostu się nie dało w to grać.
Byleby nie był to paździerz typu Youngblood, który był pierwszym Wolfensteinem, w którego mimo zmuszania się, nie byłem w stanie pograć dłużej niż dwie godziny.
Ma to plusy i minusy. Minusy to to, ze ludzie mogą się zrazić do niedorobionego produktu. Plusy takie, że wyłapiesz przed premierą sporo błędów (które normalnie byłyby po niej) więc osoby, które grę kupią, dostaną w teorii bardziej dopracowany produkt.
Inna sprawa, po co marudzić? Early accesy, które często są niedokończoną i pełną błędów wersją gry... za pełne pieniądze nie są już dziś niczym dziwnym... a darmowe demo działające na podobnej zasadzie ma być złe?
Najlepsze, że te panie z Australii jednocześnie chwalą "modelki" z onlyfansa jako wzór zaradniej kobiety XD
Plus taki, że ponoć w USA już zabronili praktyk jakich dopuściła się Visa i Mastercard - że niby operator płatności nie może decydować na co wydaje pieniądze jego klient. No ale reszta świata dalej nie zrobiła nic.
Mnie to bardziej śmieszy, że golizna w grach to źle i tak to nie wolno, ale onlyfansiary to mogą szczuć golizną i innymi rzeczami bez najmniejszych problemów... i jednocześnie środowiska które krytykują gry, chwalą takie panie jako "niezależne i przedsiębiorcze".
Niestety ostatnia dekada pokazała nam dobitnie, że duże studio, to więcej problemów niż pożytku:
- pomysły pojedynczej osoby się nie liczą, a większość pracowników to nie pasjonaci, a prości wyrobnicy którzy przychodzą popracować 8 godzin, zawinąć wypłatę i iść do domu olewając to co dzieje się w pracy.
- kasy jest dużo więc nikt specjalnie się nie przejmuje co się dzieje (to ostatnich miesięcy przed premierą - wtedy pożar w domu uciech). Często te pieniądze są dosłownie przepalane na głupoty, albo gigantyczne kampanie marketingowe, a nie samą jakość produktu.
- długi łańcuch decyzyjny - pracownik z dołu nie ma szans na kontakt z szefem, a przekazanie pomysłu wyżej postawionemu managerowi odbywa się często przez kilka szczebli pomniejszych kierowników i team liderów - finalnie często informacja czy pomysł docierają do góry mocno zniekształcone, bo każdy szczebelek poprawia by wyglądało dobrze przed przełożonym.
- duża firma to jednocześnia masa "garniturów" którzy nie mają pojęcia o co chodzi w tworzeniu gier, ale liczą cyferki e Excel'u i tylko tym kierują się podczas produkcji.
- znowu - poza garniturami mamy rozrośnięte działy od HR i innych nowomodnych idiotyzmów (DEI) - nikomu nie potrzebne, ale mające pośredni wpływ na tworzenie gier
No i teraz dla odmiany małe/średnie studio - mało kasy, ograniczone zasoby ale zespoły często składające się głównie z pasjonatów i zapaleńców, którzy mają wspólny cel i podobną wizję tego co tworzą. Oni nie przychodzą odbębnić 8 godzin, tylko często siedzą dłużej lub dłubią coś po godzinach w domu (bo to lubią, a nie dlatego, że ktoś ich zmusza).
Proces decyzyjny jest otwarty - z szefem, który jest kierownikiem projektu, szefem HR i czym tam jeszcze trzeba w jednej osobie, często masz kontakt bezpośredni i jesteś w stanie przekazać mu swój pomysł takim, jakim sam go widzisz bez pośredników i cwaniaków po drodze - nie ma zbędnych stanowisk wypaczających i zawracających 4 litery niepotrzebnymi wymysłami.
No i sam budżet - niby mały i napięty... ale zwiększa kreatywność. Pracownicy kombinują, tworzą i realizują z pozoru niemożliwe rzeczy. Nie ma, że płacimy licencję za X czy kupujemy assety za Y - robimy to sami... co często wypada dużo lepiej.
Patrząc po grach na przestrzeni lat, to realnie 9/10 gier które można uznać za genialne było stworzone przez małe bądź średnie studia - to one są kreatywne, to one stawiają na interesujący gameplay, wciągającą fabułę czy niestandardowe rozwiązania.
Przykład choćby z tego roku - Expedition 33 - garstka ludzi, którzy w dużym korpo zwyczajnie byli stłamszeni i przygaszeni tym co się tam działo - byli wyrobnikami robiącymi denne produkcje. Olali to, poszli na swoje i mamy prawdopodobnie głównego pretendenta do gry roku - gry, z małym studiem, małym budżetem, ale garstką kreatywnych i zafiksowanych na realizacji swojego pomysłu ludzi.
Otóż właśnie to jest dobry kierunek.
Od zawsze to te małe studia były odpowiedzialne za najlepsze pomysły, a średnie studia za najbardziej dopracowane i jednocześnie spójne narracyjnie i pod względem kreacji świata gry.
Duże zbieraniny deweloperów niestety tworzą gry miałkie, rozmyte i nijakie co z bardzo nielicznymi wyjątkami potwierdza większość premier ostatnich 5-10 lat.
Mam podobne zdanie - branża gier aż prosi się o mocny reset i dosłownie zmiecenie z powierzchni tych kilku największych molochów psujących ją od środka - mało co wartościowego puszczają, a z roku na rok tylko pogarszają i jakość gier i to jak one są tworzone.
Ta marka nie jest martwa, tylko idiotycznie zarządzana i mam wrażenie, jakby próbowali obrzydzić ją docelowej grupie odbiorców.
Jeżeli przez ostatnie lata wszystkie pomysły to jakieś ideologiczne wynaturzenia, to jak można oczekiwać, że ktoś będzie to chciał oglądać skoro 99% podobnych tworów zaliczyło finansowe wtopy?
Wystarczy, że puszczą dobrą grę bez zbędnej ideologii i sprzeda się świetnie a marka będzie znowu na topie.
Szczerze mówiąc, to potrzebne jest małe trzęsienie ziemi na rynku gier i eliminacja dużych, ale produkujących drogie i kiepskie gry studiów, które od dobrych paru lat zwyczajnie psują rynek swoimi głupimi pomysłami.
Zamiast tworzyć pozycje niedopracowane, nudne i zwyczajnie kiepskie, a przy tym przepełnione ideologią i pogardą do docelowego gracza... zacznijcie zwyczajnie działać jak mniejsze studia - więcej luzu, słuchanie fanów i tworzenie czegoś w co gracze będą chcieli grać i co będą chcieli kupić.
Najlepiej pokazuje to takie Clair Obscur Expedidion 33 - byli pracownicy dużego studia, którzy w końcu nie mając bata nad głową stworzyli grę lepszą, ciekawszą i bardziej grywalną niż to co robili w Ubisyfie... w dodatku nieporównywalnie mniejszym zespołem i budżetem.
Ja tam o grze słyszałem, byłem nawet ciekawy co z tego wyjdzie... no ale zero marketingu, zero informacji, a do tego sama gra w sumie szału też nie robi - generyczny średniak. No i na koniec exclusive na Epic, który przez większość jest traktowany jako serwis do kolekcjonowania gier w które nigdy nie zagramy... i na którym nic nie kupujemy.
Tak dla zobrazowania - dane odnośnie udziału w rynku sprzedaży gier PC z kilku źródeł (MOCNO uśrednione - różne źródła podają różne ilości).
Steam ~80%
GOG ~14%
Epic ~3%
No i teraz - jak chcesz podbijać rynek, jak wydajesz mało rozpoznawalną grę na sklepie, który ma te +/- 3% rynku i olewasz dużych graczy mających pozostałe 94% rynku...
To w zasadzie gra mająca dwie dekady na karku z ulepszoną grafiką - ot leniwy remaster bez próby ulepszenia czegokolwiek więcej poza grafiką.
Przecież ten "nowy" Oblivion to w zasadzie nakładka graficzna na starą i drewnianą grę.
Wygląda ładnie, ale to tyle - tam nikt nie przysiadł nad poprawieniem błędów - zrobili nowe tekstury w Unrealu (o ile nie ogarnęło tego AI) i wrzucili grę na nowy silnik.
Coś czuję po kościach, że dosłownie to samo czeka w przeciągu następnych dwóch lat Skyrima albo Morrowinda.
Wiesz, przebąkują coś o nowej aktualizacji i nawet niektórzy liczą że może pojawić się jeszcze jakieś fabularne DLC... może dodadzą właśnie element prologu z Jackie'm i jakąś małą historyjkę jak zawiązała się ich przyjaźń - realnie lepszej szansy na wrzucenie tego ewidentnie wyciętego contentu mieć nie będą.
Jak fabuła się spina i ogólnie jest super, tak jest mały niedosyt.
Żeby nie było to i w RDR2 jest sporo rzeczy, które widać, że zostały niedokończone albo całkowicie porzucone (na necie jest cała litania, z dziesiątkami NPC i setkami dialogów dosłownie wyciętych z gry, a będących w plikach). Najbardziej widać to na terenach południowych odblokowanych w ostatnim akcie (jest po prostu pusto), ale też i na początkowej mapie można natknąć się na miejsca, gdzie zwyczajnie czujesz, że coś miało być, tylko zabrakło czasu/pieniędzy.
Plus taki, że w RDR2 raczej są to wątki poboczne.
Tak czy owak - w jednej i drugiej grze nastukałem masę godzin, w Cyberpunku koło 150, w RDR2 prawie 2x tyle i nie żałuję żadnej minuty, jednocześnie są gry, które po dosłownie kilku godzinach na tyle mnie znużyły, że nie byłem w stanie ich dalej kontynuować.
Problemem nie jest długość, a po prostu jakość tych gier.
Przez ostatnie trzy lata przeszedłem kilka dłuższych gier - RDR2, Cyberpunka, Divinity 2 czy Kingdom Come 1 - przy każdej bawiłem się świetnie i w każdej natłukłem bez problemu te 150 godzin i ani przez chwilę nie miałem "zmęczenia materiału" czy "przymuszania" się by coś skończyć. Dobra fabuła, ciekawe i angażujące zadania poboczne, wiarygodnie stworzony świat i dużo smaczków schowanych przed graczem i czekających na odkrycie.
Po prostu tutaj widać, że twórcy włożyli w grę garstkę siebie, dopracowali ją jak tylko potrafili najlepiej i nie szli na kompromisy.
Jednocześnie sam z siebie wiem, że totalnie nie mam ochoty grać w kolejnego Asassina czy FarCry czy gry od Bethesdy - po prostu tam jest ultra nudno i realnie mamy 10-20 godzin przeciętnej fabuły i 100-200 godzin powtarzalnych i po prostu niesamowicie nużących zadań po generycznej i nudnej wielkiej mapie.
Tam nie widać ani dopracowania, ani miłości twórców - ot gry zrobiony na szybko i na "odwal się" bez pasji i dbałości o szczegóły.
Sam z siebie też nie mam już tyle czasu na granie co kiedyś, też cenię gry na te 10-40 godzin, bo realnie to jest taki najlepszy czas aby czerpać radość i nie zmęczyć się grą jeżeli nie jest idealnie dopracowana (np nudny gameplay). Jednocześnie te gry na ponad 100 godzin cenię równie mocno - warunek taki, by były angażujące i dawały frajdę, a nie sztucznie wypełniały 80% czasu kiepskimi aktywnościami.
Dzieci wychowują opłacane niańki, bo ojciec się nimi nie przejmuje, podobnie jak i matka - ta znowu często jest ładną pustą lalą, która złowiła milionera by bawić się za jego pieniądze, a dzieci są tylko narzędziem, by trzymać go przy sobie, albo wywalczyć lepsze alimenty przy rozwodzie.
Ot zepsuci ludzie "sukcesu".
Nic dodać nic ująć. Kogo mieli złapać, to złapali na World of Tanks - reszta po prostu nie będzie zainteresowana takim typem rozgrywki (i formami monetyzacji) i żadna "nowa" gra w tym samym stylu tylko z innymi pojazdami tego nie zmieni.
Nie na darmo mówi się, że aby osiągnąć tego typu stanowisko trzeba być socjopatą który dopchał się do stołka po trupach. Jka widać nawet na samej górzy stare nawyki dalej silne - będzie zwalniał, obniżał wypłaty i rozwalał studia tylko po to by mieć te kilka cyferek na koncie więcej... cyferek, których nawet nie zauważy, bo od dawna ma ich więcej niż realnie jest mu potrzebne.
Fakt jest taki, że gdyby na smartfony wydawano gry takie jakie twórcy mogli wydawać (czyli podobne do konsol/PC) to była mała szansa, że ten segment mocno dałby po tyłku Nintendo i nadszarpnął zarówno normalne konsole jak i PC... no ale chciwość twórców wygrała i mamy co mamy.
Zamiast pełnoprawnych gier, dostajemy starannie przygotowane i poparte setkami badań... dramatycznie słabe gry, które wykorzystują podstawowe instynkty ludzkie i są nastawione tylko na dojenie dzieciaków poprzez uzależniający dla tej grupy wiekowej "gameplay" i tonę mikrotransakcji.
Szczerze mówiąc, to połowa gier mobilnych zwyczajnie nadaje się do wywalenia ich ze sklepów i zakazu wypuszczania czegoś podobnego, ot tak, zwyczajnie za to jakie praktyki są w nich stosowane i jaki wpływ ma to na dzieci.
Faktycznie jest szansa, że Gerald nie dożyje końca czwartego wiedźmina - wiadomo, nowa moda na zachodzie by uśmiercać/obrzydzać znanych i lubianych męskich bohaterów...
ALE jakoś nie chce w to wierzyć - Geralt sam w sobie jest marką i to mocną jak diabli.
Fani kochają tę postać i uśmiercanie jej po prostu jest strzałem w kolano.
Nie jedna seria gier straciła fanów po takich zabiegach, a CDP raczej nie mogą sobie na to pozwolić bo mocno na tych fanach jadą.
Ten kontroler wygląda słabo i znając Nintendo taki też będzie. Już pomijam pady od Xboxa... ale za taką kasę można dostać coś nieporównywalnie lepszego od Flydigi czy Gamesir i będzie działać ze Switchem 2.
Raczej nie wygląda tak strasznie, fakt, walka do poprawy i mocno czuć Wiedźminem 3, ale jednak myślę, że nawet w tej formie jaką zaprezentowali to tragedii nie będzie.
Byle nie było błędów i fabuła trzymała poziom a gra da masę frajdy - taki Tainted Grail mimo iż 10x bardziej drewniany sprzedaje się nieźle (jak na tak małą produkcję), a i oceny ma całkiem pozytywne.
Tutaj raczej będzie tylko lepiej.
Raczej tak to będzie wyglądać. Wiedźmina 1 robili po kosztach na silniku z Neverwinter Nights, bo mieli pozwolenie i jakieś tam doświadczenie (dostosowywali te gry pod rynek PL).
Tutaj myślę będzie podobnie - robią chwilowo to co już potrafią używając znanych sobie rozwiązań i motywów mając ograniczone środki.
Jak wypali, to pewnie z gry na grę będzie tylko lepiej... a szczerze nawet jak będzie podobnie, to dla mnie nie ma w tym nic złego - nie jest archaicznie i mimo wszystko nie trzeba specjalnie "przymykać oka" na to co prezentują - jest spoko, może nie super nowocześnie, ale już przywoicie i jak gra będzie się bronić to mechaniki i grafika mi nie przeszkadzają.
Nie potrzeba rewolucji by dobrze się bawić.
Może i leciwie, ale co z tego? Wiedźmin 3 (a ta gra wygląda na dosłownie jego klona) nawet dzisiaj jest świetny i spokojnie kopie po tyłku grubą większość gier jakie wyszły przez ostatnie dziesięć lat.
Ja raczej dam szansę bo mimo tej "leciwości" myślę, że dalej da masę frajdy - oby tylko fabuła była dobra, a reszta spokojnie się obroni.
Marudzenie, że drewniane, sztywne i leciwie... serio?
Wole to, niż te wszystkie efekciarskie przepełnione feerią kolorów i pełne ADHD gierki jakimi ostatnio nas raczą.
Fakt, może samą walkę mogliby poprawić, ale jeżeli faktycznie będzie to Wiedźmin 3 w innych szatach (a dosłownie tak wygląda) to szczerze mówiąc biorę to bez marudzenia - od tamtej pory (premiera Wiedśmina 3) gry w tym konkretnym stylu, które zbliżyły się do niego poziomem policzę na palcach jednej ręki.
Po ostatnich ruchach w EA zastanawiam się, czy zarząd realnie nie zaczął w końcu myśleć co faktycznie może się sprzedać, a czego gracze nie będą chcieli kupić.
Od dobrych kilku lat puszczali zwyczajnie słabawe gry przepełnione propagandą ideologiczną (no i ta zapowiadała się dokładnie tak). Za każdym razem taka pozycja była sporym niewypałem i przynosiła duże straty.
Jednocześnie puścili kilka dobrych gier, które zostały ciepło przyjęte bez graczy... a łączy je brak ideologii i zwyczajnie dobry gameplay (Jedi Survivor , It takes Two, Lost in Random).
Może w końcu do tych zakutych łbów w EA zaczęło dochodzić, że aby sprzedać grę trzeba po prostu skupić się na kliencie docelowym i zrobić przyzwoitą produkcje, a nie ideologiczną kolorową papkę?
A ja nawet jestem ciekaw co tam się w EA odwala, bo wygląda jakby w końcu dotarło do nich, że kiepskie gry po prostu przestały zarabiać kasę i nikt ich nie kupi tylko dla faktu, że wydaje je EA?
Fakt jest taki, że mieli przez ostatnie kilka lat masę wysokobudżetowych porażek finansowych, na ogół spowodowanych słabym gameplayem i mocną propagandą ideologiczną - co ciekawe, to nie licząc gier sportowych, to pozycje bez tej propagandy były jedynymi, które odnosiły sukcesy.
Może po prostu w końcu dotarło, że trzeba coś zmienić, bo inaczej polecą w dół jak Ubisoft.
Skasowanie Black Panther i studia Cliffhanger Games było akurat dobrym pomysłem, bo tam wszystko dosłownie krzyczało, że dostaniemy kolejny wysokobudżetowy przepełniony ideologią niewypał, który straci tylko mnóstwo kasy i wkurzy graczy.
Może i tutaj ma to jakiś sens.
Ogólnie sam tekst, że gracze nie kończą gier często jest używany przez niekompetentnych producentów, a sam fakt, jest typową statystyką - niby prawda, ale jak się zagłębisz w temat to wybija szambo.
To nie wina graczy, że słabe gry nie są po prostu na tyle angażujące aby człowiek mógł poświęcić czas na przejście ich na 100%, zwłaszcza, jak producent na siłę wymyślił skrajnie nudne i czasami wręcz wymagające grindu zajęcia, których 90% graczy nie chce wykonywać, bo zwyczajnie żal na to życia.
Żeby nie było - zgadzam się z tym, ze dobrze przygotowana i angażująca gra na 20-30 godzin jest lepsza niż rozmemłany sztucznie przedłużany potworek na 100 godzin... z drugiej strony wiem, że są gry (singlowe) które potrafią dosłownie wciągnąć na 150-200 godzin i każda minuta jest świetną zabawą.
Grafika nie jest istotna - gra wygląda wystarczająco dobrze by dać frajdę całą resztą... a ta reszta leci właśnie takim lekkim oldschoolem i taki był tez zamysł twórców - takie oko puszczone dla fanów starszych gier Bethesdy.
Z drugiej strony - to jest małe początkujące studio - jeżeli mają ograniczone zasoby i czas, przez co muszą wybierać między piękną grafiką, fabułą czy gameplayem, to olać grafikę - wolę by grało się przyjemnie a historia zapadła mi w pamięć na dłużej niż 5 minut po ukończeniu gry - za dużo na rynku ładnych wydmuszek, gdzie oprócz grafiki nie ma nic ciekawego.
W przypadku Codemasters jest na ogół bardzo dobrze, czasami nawet wybitnie i tylko raz na dłuższy czas wypuszczają coś przeciętnego.
Tak czy inaczej od tych 20 lat to realnie Codemasters rządzi niepodzielnie na rynku gier rajdowych, a dzięki EA ten stan rzeczy powoli się zmienia. Gdyby jeszcze KT Racing słuchało fanów i uczyło się na błędach (własnych i konkurencji) to byłaby nadzieja - ale oni są zadufani w sobie i uparci jak osły więc teraz raczej nic wybitnego nie zobaczymy przez dłuższy czas.
Nie ma to jak EA - taki król Midas, tylko zamieniający studia nie w złoto a w... coś nie do końca ładnie pachnącego.
Wykupili studio znane z najlepszych gier rajdowych, które w zasadzie w portfolio miało same dobre albo wybitne gry... no i się zaczęło.
Zamiast zostawić ich autorski silnik, który był rozwijany przez lata i dopracowany pod względem mechanik do perfekcji, stwierdzili, że trzeba zrobić na Unrealu... bo nie wiadomo czemu, ale tak ma być. Do tego oczywiście nie mogli się powstrzymać od passów i innych płatności w grze... no bo trzeba doić kasę.
Finalnie dostaliśmy produkt, który nie wygląda dużo lepiej niż dużo lat starszy Dirt 2.0, przy czym działa po prostu źle i pod względem optymalizacji jak i gameplayu.
Najlepsze jest to, że takie KT Racing, które do tej pory stało w cieniu Codemasters, nagle z niego wyszło, bo okazało się, że jak ich serie WRC nie były idealne, tak jednak wypadają zadziwiająco dobrze w zestawieniu z tym co zaserwowało EA.
Także po tym długim wywodzie - brawo Electronic Arts, kolejna znana i ceniona firma prawdopodobnie pójdzie do piachu przez waszą zachłanność.
Mike Pondsmith - Cyberpunk od CD Projekt Red narobił mi mnóstwo smrodu... ale pamiętajmy, pieniądze nie śmierdzą, a ich narobił mi jeszcze więcej.
Ja myślę, że nie tyle regionalność czy kultura (choć pewną grupę graczy to przyciągnie) a po prostu zrobienie... uwaga... dobrej gry, która zwyczajnie szanuje gracza i nie traktuje go jak bezmózgą skarbonkę.
Dzisiaj zamiast takiego podejścia wypuszcza się pełne błędów, słabe fabularnie, uproszczone do granic możliwości i przepełnione kolorowym ADHD i ideologiczną propagandą gry.
Później płacz twórców, że sprzedaje się słabo i "to wina hejterów".
Okazuje się po prostu, że ludzie chcą grać w gry dobre, bez tego powyższego. Wystarczy zrobić dobrą historię, nie wpychać propagandy, stworzyć w miarę przyzwoity gameplay, a nagle dzieje się magia - gra się sprzedaje i mityczni "hejterzy" znikają jakby nigdy ich nie było.
Wiadomo, trailer więc pokazują to co najlepsze i wszystkiego można się spodziewać.
Mimo to w przeciwieństwie do większości trailerów z ostatnich lat, tutaj mam jakieś dobre przeczucia - nie walą propagandą, nie ma kolorowych wybuchów ani jakichś durnych elementów rozgrywki pod "młodzież" (która sama tego nie lubi).
Remake Mafii 1 nie zawalili, to co widać teraz zawiewa trochę takim miksem jedynki i RDR2 - jak nie zawalą czegoś po drodze, to chętnie w to pogram.
Ale realnie, ile jest gier pokroju Fortnite? Kilka i mają na tyle wiernych graczy, że Ci nie będą przechodzić do innych produkcji.
Aby wbić się w rynek multiplayer i zarabiać kokosy, trzeba albo jakiś rewelacyjny przełomowy pomysł (i dobre wykonanie) albo bardzo wysoki budżet i dopięcie wszystkich czynników składowych dobrej gry... a nawet wtedy szanse na sukces masz z 50% - albo siadzie albo zdechnie.
Dobra gra singlową z podobnym wysokim budżetem (i bez chorej propagandy) w zasadzie gwarantuje spore zyski - nie tak duże jak multiplayer, ale na tyle wysokie, że masz kasę na kolejną produkcję i jeszcze Ci zostanie na inwestycje.
Paradoksalnie właśnie singlową gra AAA jest ta bezpieczna opcją.
Jak oni mogą robić grę, która na premierę jest dopracowana i pozbawiona większych błędów, nie ma mikro transakcji, a przy tym jest wielka, świetna fabularnie, oraz daje masę frajdy z rozgrywki... no i najgorsze... o zgrozo jest zrobiona dla fanów gatunku z poszanowaniem materiału źródłowego.
No jak tak można w dzisiejszych czasach - czyste zło.
Z twierdzeniem pay to win się nie zgodzę - dodatkowe nacje może i są silne, ale nie aż tak by dobry gracz nie dał im rady... no i jeżeli ktoś ma ciśnienie na bycie "tym najlepszym" w trybie online, to tak czy siak powinien kupić dodatki i tyle bo jest to element gry, który jednocześnie ją rozwija i "aktualizuje".
Mnie bardziej drażni to, że dodatek za swoją cenę niewiele wnosi, a gra dalej jest słabo zbalansowana (lepiej niż kiedyś, ale jednak).
Z jednej strony jak najbardziej rozumiem - twórcy chcieli aby każda cywilizacja była na swój sposób unikalna (i to im nawet wyszło) z drugiej te mechaniki czy niektóre unikalne jednostki mocno utrudniają zbalansowanie gry.
Fakt jest natomiast taki - aktualny dodatek jest zwyczajnie drogi. Sam kupiłem w przedsprzedaży (bo był taniej) i to ta cena powinna być tą "wyjściową" od której naliczają rabat - to tylko DLC i to w dodatku nie jakieś powalająco duże.
Tak na to patrzę i w sumie to w ujęciach "miejskich" to wygląda to w najlepszym ywpadku podobnie (choć moim zdaniem słabiej) do GTA V... które wyszło w 2013 roku.
Nie wiem co się z tą branżą porobiło, ale grafika od kilku lat wręcz cofa się pod względem jakości, a wymagania sprzętowe rosną jakby serwowano nam fotorealistyczne doznania.
Najlepsze, że nawet producenci kart graficznych dostali zadyszki (co widać po tegorocznych premierach) i jak tak dalej pójdzie to dłużej nie pociągną tego szaleństwa, które serwują nam deweloperzy na spółkę z UE5.
Ta gra nie wygląda na tyle dobrze, by realnie jakkolwiek to uzasadnić.
Optymalizacja gier (jako ogółu) od około dwóch lat leży i kwiczy. Wygląda jakby studia nawet nie tyle robiły ją po macoszemu, co zwyczajnie nie robiły jej wcale.
To jest trochę fenomen, bo fakt faktem, takie korpo mogłoby stworzyć dokładną kopię Steama wraz ze wszystkimi jego funkcjami... ale nie dadzą rady, bo moim zdaniem tutaj trzeba czegoś więcej niż kasa i zdolni pracownicy.
To coś nazywa się pasja i patrząc na to jak działa Steam to właśnie w tym co robią sporo jest tej pasji - tworzą platformę taką, jaką sami by chcieli, a nie taką jaką podpowiadałaby logika biznesowa. No i właśnie spowodowało, że odnieśli sukces - robią coś co lubią, tworzą produkt dla ludzi podobnych do siebie i mających takie same zainteresowania i nie są zachłanni na pieniądze (te wpadają same). Tego korporacja nie jest w stanie zrozumieć.
Przynajmniej szacunek, że przynali się do porażki i posypali głowę popiołem.
A fakt jest taki jak gość stwierdził sam - Steam jest nie do ruszenia, bo to nie tyle sklep z grami, co cała platforma, która zapewnia wszystko czego gracze od takiego miejsca mogliby oczekiwać.
Najlepsze, że realnie nie to jest ich największą zaletą, tylko fakt, że są niezależni (nie ma ich na giełdzie) i nastawieni na działanie prokonsumenckie, neutralność (brak ideologii) i zwyczajną przyzwoitość w stosunku do swoich klientów - przez to ludzie z tego korzystają. Zupełne przeciwieństwo standardowego korpo, gdzie liczą się przede wszystkim słupki w Excelu, a to w jakim kierunku idzie firma zależy od aktualnych trendów politycznych - klient ma zostawiać pieniądze i cieszyć się z tego, że forma na każdym kroku, próbuje wyciągnąć ich więcej.
Przecież tam jest jasno napisane - 240 osób to zespół pracujący nad grą, a reszta to osoby "zaangażowane" czyli aby łatwiej było zrozumieć: wynajęte do promowania gry firmy marketingowe, firmy zajmujące się testowaniem czy tłumaczeniem gry (translatorzy i aktorzy głosowi).
To nie są ludzie tworzący grę, tylko zewnętrzne podmioty wynajmowane do konkretnych zadań w procesie sprzedaży, weryfikacji błędów czy ewentualnego dostosowania treści pod konkretny rynek.
Nikt nie zatrudnia ich na pełny etat, ani nie wlicza w ekipę tworzącą grę, bo zwyczajnie przez 95% czasu produkcji nie są potrzebni, a nawet bez nich grę można wypuścić - nie będzie miała tłumaczenia na jakiś rynek, będzie trochę błędów i gorszy marketing, ale dalej będzie to produkt skończony.
"Kapitalne RPG, dzięki któremu odzyskałem zaufanie do Obsidianu"
Czy tylko ja, po recenzjach DA Veilguard, gdzie co druga recenzja miała podobny tekst w tytule, mam tak, że jak widzę wstęp, o "odzyskiwaniu zaufania", to podświadomie czytam "przekupiono nas byśmy napisali coś pozytywnego, bo gra szału nie robi i producent chce nadrobić sprzedaż dobrymi recenzjami"?
Czekam na opinie graczy, bo czuję powtórkę z Dragon Age.
Gorzej, że zeszły rok (w szczególności) nauczył mnie, że gry, które tak "świecą" feerią jaskrawych kolorów, na ogół niewiele więcej mają do zaoferowania i całość przeważnie prezentuje się słabo... albo pcha się w nich mocno ideologię.
Najlepsze, że taki Baldurs Gate 3 też ma masę elementów woke, nawet więcej niż wiele krytykowanych za to gier... ALE jednocześnie jest po prostu świetną dobrze dopracowaną grą, która tych elementów nie wpycha graczowi do ust.
Serio mogliby pchać tą swoją propagandę i ktoś by to pewnie kupił - wystarczyło się trochę postarać... no ale nie, to wina jakichś wyimaginowanych elementów których nikt realnie nie chciał.
Trzymają, bo oprócz corocznie odgrzewanych gier sportowych, w sumie to są jedne z ich najmocniejszych marek, na których nawet średnia gra była do niedawna w tanie zarobić dobre pieniądze.
No ale jak widać zarżną wszystko swoją pazernością - Seria C&C prawdopodobnie bezpowrotnie została porzucona, teraz z dużą dozą prawdopodobieństa czeka do też serię Dragon Age, a za niedługo i Mass Effect.
Oni wolą zniszczyć znane IP zamiast oddać go komuś innemu.
Po ostatnich zwolnieniach przez chwilę wierzyłem, że EA wyciągnęło wnioski, ogarnęło się i zrozumiało gdzie leży porażka najnowszej części Dragon Age. Liczyłem, że może dzięki temu będzie choć cień szansy na dobrą część Mass Effect...
No naiwny frajer byłem i tyle - oderwany od rzeczywistości korpo ludek jak widać brnie dalej w odmęty szaleństwa i ciśnie swoją narrację święcie przekonany, że to prawda.
Nie mam już absolutnie żadnej nadziei na Mass Effect, a EA i wszystkie gry, które do tej pory mieli przestają mnie całkowicie interesować, choćbym nie wiem jak kochał daną serię gier z tej stajni.
Niesamowicie to się wkurzasz o zwykły komentarz w którym wyraziłem swoje zdanie w całkiem (tak myślę) kulturalny sposób.
GOL ostatnio dawał ciała pod względem recenzji i wiele osób na forum to zauważyło, ale od Dragon Age (gdzie też to zrobili) chyba się trochę ogarnęli (oby) i faktycznie recenzje zaczynają być jakby bardziej obiektywne.
Disneyland to ogólny "prztyczek" w branżę, odnośnie zeszłorocznej afery gdzie Disney i Ubisoft zyskiwali tak "życzliwość" recenzentów - nie punktuję konkretnej gry czy studia tylko ogół.
A wysokie oceny słabych gier to niestety fakt. Pooglądaj sobie branżowe oceny (nie mówię o GOL-u tylko reszcie portali) zeszłorocznych crapów (a było tego sporo), gdzie portale rozpływały się jakie to super gry, a po premierze wychodziły niedopracowane technicznie, nudne i słabe fabularnie paździerze, które gracze (i wielu niezależnych recenzentów) równali z ziemią.
A samo Firaxis szanuję, bo ich gry uwielbiam... ale są częścią Take Two, a to już duże korpo zdolne do manipulacji recenzjami.
No i Cywilizacja 7 mimo wszystko po zmianach, które stworzyli w nowej odsłonie, po prostu mnie nie przekonuje. Szóstka nie była idealna, ale mimo wszystko nawet na premierę była to solidna gra zasługująca na solidne 8/10, może nawet lepiej.
Deweloperzy i wydawcy rozpracowali jak działa rynek i maję wielu recenzentów "na smyczy". Jednych przekupią jakimiś eventami czy wycieczkami do Disneylandu, innych postraszą, że nie dostaną kolejnej gry do recenzowania przed premierą i tyle - większość się ugnie i napisze "8/10 - super gra z niezauważalnymi wadami".
Coraz mniej jest uczciwych recenzji, dlatego szacun dla GOL'a za tą recke Cywilizacji.
Czyli to czego się spodziewałem - niby ok, ale jednak nie do końca i zwyczajnie przekombinowane.
Wychodzi na to, że mamy "w końcu" pierwszą, grę z serii, której nie można określić mianem świetnej gry - ot gra, która może kiedyś będzie dobra, jak mocno nad nią popracują.
I tak i nie. Z jednej strony tak, dobre DLC mocno poprawiały to co oferowały podstawki... z drugiej strony podstawowa gra zawsze była solidna sama w sobie i nawet bez dodatków nie schodziły nigdy poniżej bardzo solidnego poziomu.
Myślę, że zaczną - tylko może tym razem według zasad logiki - czyli zatrudniamy odpowiednich ludzi na dane stanowisko bez względu na to kim są, a nie jak teraz, czyli ile mieli zaimków i jako co się identyfikowali.
Z drugiej strony, były scenarzysta Wiedźmina czy Cyberpunka (teraz szef Rebel Wolves) niedawno w wywiadzie twierdził, że ~100 osób to optymalna wielkość zespołu nawet do tworzenia dużych gier AAA - wtedy jest lepsza komunikacja, kreatywność i brak spychotechniki w procesie produkcyjnym dzięki czemu grę można dopracować "po swojemu" i każdy czuje, że miał w do duży wkład.
Ile w tym prawdy, zobaczymy jak wypuszczą swoją grę, ale myślę, że gość wie co mówi, bo jednocześnie narzekał na to jak działało to w CDPR - za duży łańcuszek pracowniczy z góry na dół powodował opóźnienia, błędy w komunikacji i błędy w samej grze, o których wiedział dół, a do góry finalnie nie docierały.
Po drugie, prześledź sobie to przy czym i jak długo pracowali aktualni scenarzyści - nieliczni z nich mają staż w Bioware dłuższy niż ME Andromeda czy DA Inkwizycja, a i nawet jeżeli chodzi o nich, to nie ma pewności czy przy starszych grach byli to czołowi scenarzyści, czy raczej pomocnicy od małych questów czy postaci pobocznych.
Fakt jest taki - pierwsza część Dragon Age i trzecia Mass Effect to ostatnie świetne gry studia (choć już przy ME3 były pewne zgrzyty), później widać regularny spadek formy, co zresztą można zobaczyć jak prześledzisz ogólnych scenarzystów robiących w ich grach.
Wielu zrezygnowało w okolicach 2009 (po premierze DA Origins) i później spora grupa na przełomie 2012/2013 (po ostatnim dobrym Mass Effect) - aktualni robią w większości właśnie od tych dat i efekty niestety widać.
Fakt jest taki, że z oryginalnej ekipy mało kto tam już został. Większość to byli nowi pracownicy, którzy nie tworzyli żadnej z kultowych gier tego studia.
Myślę, że po prostu EA robi czystki i tyle.
Z jednej strony klimat w USA zmienił się mocno po wyborze Trumpa i ciśnięcie ideologii nie jest już priorytetem.
Z drugiej zwyczajnie, opieranie gier na 2% społeczeństwa (pewnie 0.005% graczy) i zatrudnianie ludzi wedle klucza "inkluzywności" a nie umiejętności jak widać po prostu nie działa.
Pewnie teraz zaczną zatrudniać normalnych ludzi których wiedza oscyluje wokół programowania, grafiki i pisania scenariuszy, a nie ustalani kto ma jakie zaimki.
Sam nie wiem co o tym myśleć.
Z jednej strony gość, który jest twórcą Rockstara i ich sukcesu, odpowiedzialny za RDR2, facet który przez konflikt z zachłannym szefem TakeTwo (odnośnie tego jak właśnie ten RDR2 miał wyglądać) zrezygnował z pracy w Rockstarze i poszedł na swoje, bo widział, że ciężko realizować swoje wizje artystyczne gdy zarząd nastawiony jest tylko na zarabianie kasy.
Ogólnie pełen szacun dla dorobku i tego do czego zmierzał do tej pory.
Z drugiej strony to co widzę jest jakieś takie, sam nie wiem... nie pasujące do tego, co gość do tej pory tworzył.
Wiadomo, nie ten budżet, nie Ci ludzie, nie takie możliwości, ale jakoś niezbyt optymistycznie na to patrzę.
Trochę słaby ruch ze strony dewelopera, który wygląda typowo jak marketingowa zagrywka, mająca nakrecic graczy, z której realnie nic miało nie powstać.
Słabo, bo przyznam, że kupiłbym ten dodatek z chęcią.
Też mi się tak wydaje. Nie ma konkretnych danych o sprzedaży, choć po dostępnych danych nie wygląda to jakoś tragicznie (choć i nie jest też super).
Mimo to faktycznie aktywnych graczy jest trochę mniej niż w AoE3 co nie wróży najlepiej dla przyszłych DLC.
Od pewnego momentu (tak 2-3 lata) deweloperzy jakby olali temat optymalizacji i tworzą gry na zasadzie:
- działa słabo? Dorzućmy jakiś DLSS czy FSR w opcjach to będzie ok, po co się przejmować optymalizacją.
Później mamy kwiatki, że gra wyglądająca jak z 2015 roku, wymaga kosmicznych zasobów, by działać w 1080p na tych 60fps.
Najgorsze, że teraz wchodzą frame generatory - niby spoko, bo da to sporo klatek na tych słabszych maszynach, ale jednocześnie jeszcze bardziej rozleniwi deweloperów i te >60fps w brzydko wyglądającej grze będzie tylko z tą opcją.
Dla mnie jedyny pewniak to KCD2 - tutaj wiadomo czego się spodziewać i tyle - w to będę chciał zagrać.
Monster Hunter czy Yakuza też pewnie będą trzymać swój wysoki poziom - nie moje klimaty, ale fani z dużą dozą prawdopodobieństwa będą zadowoleni.
Avoved to duży znak zapytania - może być świetnie... a może wyjdzie tragedia jak kilka innych (dość podobnych wizualnie) gierek w zeszłym roku.
Podobnie Cywilizacja - niby seria nie miała słabych części... ale jednak po zapowiedziach i zmianach, które niby mają się pojawić, śmiem twierdzić, że ta może być pierwszą, która na to miano zasłuży.
Patrząc po gameplayach tego Assassina to koszty produkcji moim zdaniem nie są tak duże - grafika trochę lepsza, ale mechaniki, modele postaci i cała reszta to kopiuj wklej z poprzednich gier.
Moim zdaniem w grach od dużych studiów, to grubo ponad połowa budżetu to koszty marketingu, wraz z opłacaniem setek (a może i tysięcy?) portali, recenzentów i youtuberów. Tam (patrząc na skalę ilu ludzi trzeba "zachęcić" do pozytywnych recenzji) idą grube miliony.
Później mamy takie Assassyny czy Dragon Age, gdzie wszyscy recenzenci rozpływają się przed premierą, a po premierze wychodzi śmierdzące jajo, za które nikt nie chce zapłacić nawet złotówki.
Fakt, gra wygląda jakby była zrobiona te 10-15 lat temu... ale szczerze mówiąc, mnie to nie przeszkadza bo nie to się liczy a gameplay.
Przynajmniej po wymaganiach widać, że pójdzie nawet na starszym sprzęcie co ostatnio nawet przy brzydkich grach nie jest pewne.
W zasadzie to samo co chciałem napisać.
Gry od niedawna są coraz gorsze, w zeszłym roku na ocenę 10/10 nie zasłużyła chyba żadna gra, a i te bijące się o tytuł gry roku to maks 8/10.
Do tego durna ideologia, puste i nudne światy i chore ceny (plus tona drogich DLC).
Jak wiadomo, że gotowe silniki mają często większe możliwości i potencjał i nie każdy powinien tworzyć swój własny... tak ma sporo racji.
Nie chodzi tyle o sam silnik, co kreatywność, która jest zabijana gdy masz masę gotowych rozwiązań i assetów i składasz to jak klocki zamiast wymyślać coś swojego.
Wiadomo - szybsze, łatwiejsze i często lepsze... ale w wielu przypadkach taki programista nie rozwinie swoich skrzydeł i będzie klepał jedno i to samo na gotowcach.
Niestety ale fakt jest taki, że gry, które były rewolucyjne, na ogół powstawały właśnie poprzez mocne kombinowanie jak coś zrobić by działało - to zwyczajnie rozwija pracownika i powoduje, że z każdym kolejnym projektem jest lepszy.
Klepanie na gotowcach w Unrealu co najwyżej przyspiesza jego pracę.
Zamiast robić wymuszoną zmianę cywilizacji i reset większości rzeczy w rozgrywce, wystarczyło, by umożliwili coś w stylu opcjonalnej "rewolucji", która byłaby możliwa po spełnieniu jakichś wytycznych (negatywnych lub pozytywnych)
- wynalezienie konkretnego ustroju/ideologii
- osiągnięcie konkretnej populacji (za mała, lub za duża)
- zdobycie lub utrata pewnej ilości miast
- zbyt duże wpływy innej religii/kultury
Byłoby to naturalne i nie wymuszone, a gracz sam pośrednio decydowałby o tej zmianie, która mogłaby mocno zmieniać rozgrywkę czy dawać jakieś ulepszenia do cywilizacji. Otwierałoby to nowe możliwości, choćby prowadzenie polityki destabilizującej inny kraj i wywołującej w nim rewolucję, czy zawierania tymczasowego pokoju z największym wrogiem po przeprowadzeniu takiej rewolucji na własnym podwórku.
Wtedy sprawdziłoby się to super i myślę, że masa graczy wręcz dążyłaby do takich rozwiązań, a odbiór byłby zupełnie inny niż wymuszona z góry zmiana cywilizacji na, którą nie mamy wpływu.
Niestety ale taka prawda. Humankind próbował wynaleźć koło na nowo i się to nie sprawdziło. Cywilizacja chwyta się tego samego pomysłu nie dając możliwości grania "po staremu", co też wielu fanom zwyczajnie się mocno nie spodoba.
Czyli potwierdza się wszystko czego się bałem - zmiana cywilizacji (zerująca dotychczasowe osiągnięcia) znikanie państw, zamiana na inne, których nie chcę i wymuszony rozejm, do tego państwa miasta zerujące się razem z tym i to jak działają (kto zaklepie pierwszy ten ma).
Nie tego chciałem, nie podoba mi się to i chyba będzie to pierwsza cywilizacja (a gram od jedynki i każdą część bardzo lubię) którą realnie odpuszczę, zwłaszcza, że i inne aspekty specjalnie mnie nie przekonują.
Nie, że nikt nie czeka - po prostu ludzie stracili nadzieję.
Jakby Bioware było w formie i ostatni Dragon Age spełniłby oczekiwania graczy, to hype na Mass Effect 5 byłby gigantyczny... no ale niestety widać co to studio sobą prezentuje. Z każdą kolejną grą jest coraz gorzej i nikt zdroworozsądkowy po prostu nie wierzy, że nagle się ockną i zaczną robić dobre gry.
Szczerze mówiąc, to jak wynik jest możliwy, tak moim zdaniem jest też dość ambitny.
Gra będzie musiała być faktycznie świetną pozycją by to osiągnąć, jednocześnie tryb Online będzie musiał być ciekawszy od tego co oferuje GTA V, co na premierę raczej nie jest tak oczywiste.
Pożyjemy, zobaczymy - ale raczej podchodziłbym do tego z dystansem.
Szef Take Two pewnie ma taki ból tyłka, że zaraz wyślę na nich armię adwokatów.
Szybko to zbanują tak samo jak moda do RDR2, który dodawał mapę z oryginalnego RDR.
No nic, wypada czekać na AMD, które może nie powali wydajnością, ale może namieszać cenami (i na to liczę), co zmusi nVidie do ogarnięcia 4 liter.
No nie wiem - ludzie trochę odlatują przy składaniu PC i potrafią wydawać absurdalne kwoty "bo na forach pisali, że tylko tak to pogra w gry".
Sam znam gościa, który kupił dzieciakowi (12lat) sprzęt za 12tys (na kredyt) bo przecież na słabszym to nie zagra... ta, młody gra w Minecrafta i FIFE, na bank na połowę tańszym by w to nie zagrał na monitorze 1440p...
Apple jak najbardziej udał się ten procesor i układ graficzny... ale tak serio to trochę ochłońcie bo jest to tylko trochę lepsze od Z1 Extreme i zjada tyle samo prądu podczas grania, więc o "lepszych czasach pracy" możecie zapomnieć.
Owszem, jakby było kompatybilne z Windowsem to jak najbardziej wolałbym to od układu AMD (przy tej samej mocy ~25% wyższe osiągi dla Apple) tak jednak nawet laptopowe (mocno ograniczone mocą) karty pokroju 4070 zjadają to na śniadanie, jednocześnie odpalają wszystko bez najmniejszych problemów i kombinowania z emulacją, czego o M4 powiedzieć nie można.
Dokładnie. RTS'y to jest niszowy gatunek, ale mający całkiem sporą grupę odbiorców - zawsze taki był i zawsze będzie.
Większość tych ludzi chce po prostu dobrze zaprojektowaną grę spełniającą podstawowe założenia strategii czasu rzeczywistego - dlatego klasyczne już formuły Age of Empires, Command and Conquer czy Warcraft/Starcraft sprawdzają się tak dobrze.
Żeby nie było, nie mam nic przeciwko innowacjom, bo tak narodziło się kilka świetnych gier serii gier typu Company of Heroes, Frostpunk czy Northgard... no ale i wiele pozycji na tych innowacjach popłynęło bo były po prostu przekombinowane.
Mam podobne zdanie - stare RTS'y w nowym wydaniu i z nową grafiką dalej są mega grywalne. Takie Age of Mythology daje tyle samo frajdy co za dzieciaka, szczerze mówiąc, to nie zestarzałą się ani trochę jeżeli chodzi o gameplay i dużo lepiej się ją ogrywało niż Warcraft 3 Reforged.
No i tak - też czekam na Tempest Rising - dema wyglądały spoko i jeżeli gra dowiezie podczas premiery, to biorę za pełną kwotę - niech mają.
Dobre wyniki to ma też (a nawet głównie) AoE2 DE czy nowy Age of Mythology - klasyczne strategie cały czas mają swoją całkiem sporą niszę i sporo osób dalej będzie w nie grało.
Spróbuj Beyond All Reason - mocno nawiązuje do właśnie tego typu strategii typu pierwszy Supreme Commander, czy nawet bardziej do Total Annihilation... no i co najlepsze jest tworzony przez grupę zapaleńców i można w niego legalnie grać ZA DARMO.
Szczerze mówiąc, to mają sporo do nadrobienia, bo jak sam pada od Xbox One mam do dziś, tak nowe nie dość, że nie wprowadziły nic nowego, to są bardziej awaryjne (o czym sam się przekonałem kupując Elite).
Druga sprawa, to wystarczy popatrzeć na konkurencje - taki Chiński Flydigi z serią Vader czy Apex przy identycznej ergonomii daje dużo więcej bajerów... i jest przy tym tańszy i lepiej wykonany (przynajmniej Apex).
Przecież ten gość to jest typowy złotousty prezes korporacji. Jedno mówi, drugie robi, trzecie myśli - żyje z zakłamywania rzeczywistości.
Prawdopodobnie to właśnie ten pan był przyczyną tego, że z Rockstarem pożegnał się Dan Houser - współzałożyciel studia, który jednocześnie bardzo mocno angażował się w każdą ich produkcję (w przeciwieństwie do brata, który ogarniał sprawy finansowe).
Bez niego szczerze mówiąc GTA 6 to jeden wielki znak zapytania.
Ot typowa nekromancja.
Nie potrafią (nie chcą?) wymyślić lub stworzyć nowej postaci którą polubią fani?
No to wykopujemy z grobu starą, którą kochali, trochę przypudrujemy i jedziemy na sentymentach ile wlezie.
Jak zgadzam się z Twoim komentarzem w 100% i uważam, że ta pani mimo swoich zasług po prostu nie pasuje, tak w sumie nie dziwię im się, że wybrali właśnie ją.
Poczytałem teraz o 50 najbardziej wpływowych kobietach w historii USA... no i kurde szału nie ma.
Albo żony polityków, albo sufrażystki, albo kobiety pełniące "po raz pierwszy" jakąś funkcję w kraju. W zasadzie najbliżej funkcji lidera do tej pory jest Kamala... a ta pani delikatnie mówiąc nie jest najostrzejszym nożem w kuchni.
No i finalnie jak tak doczytałem, to realnie taka pani Hariett w sumie najbardziej zasługuje na umieszczenie jej jako postaci historycznej - nie była liderem, ale wyrobiła sobie renomę lepszą niż cała reszta listy którą przed chwilą przeglądałem - coś na zasadzie "na bezrybiu i rak ryba".
Wedle komentarzy tych co grali, to chyba najlepsza postać z Veilguard (wiadomo, konkurencja niewielka, ale jednak) i moim zdaniem jedna z fajniejszych (zwłaszcza jeżeli chodzi o romanse) w Inkwizycji (mimo iż nie była to postać towarzysząca).
No cóż - powodzenia w innej firmie, bo Bioware jak większość zauważa, stacza się w otchłań.
Sam pisałem praktycznie to samo w którymś komentarzu w dniu premiery zwiastuna.
Moim zdaniem najlogiczniejsze wyjście z sytuacji i jednocześnie spójne (po odpowiednim wytłumaczeniu co i jak) z Wiedźmińskim światem.
Małe gry muszą mieć masę szczęścia aby się przebić - to, że są tworzone z pasją tylko im pomaga, ale nie gwarantuje sukcesu.
Jemu moim zdaniem chodziło o pozycje wysokobudżetowe, które mają znaną markę i dużo pieniędzy - jeżeli taką grę zrobisz z pasją to dostajesz genialne gry pokroju RDR2, Wiedźmina, Elden Rings czy właśnie Baldura.
Po drugiej stronie barykady masz całą masę odgrzewanych kotletów od Ubisoftu, EA czy Activision - gigantyczne budżety, a mimo to z roku na rok gry są coraz słabsze, a gracze stopniowo odwracają się od takiego podejścia.
Taki Star Wars Outlaws, gdyby był stworzony z pasją, a nie przez księgowych to pewnie bez większego problemu zgarnąłby tytuł gry roku - no ale właśnie, zamiast z pasją to wykonano go leniwie, bezpiecznie i bez polotu - no ale księgowym i zarządowi wszystko w słupkach się zgadzało.