Nolan od Interstellar to tylko pieprzy smuty, a całe gromady jego wyznawców klaszcze z radości uszami. Okej, ma niezłe ostatnie filmy (za wyjątkiem Oppenheimera, zaś Tenet to mega naciągany średniak), ale dlaczego jest kreowany jak jakiś zbawca kinematografii?
Wiem, że marketing musi być wywalony w kosmos, ale mam już dość czytania informacji o Odysei. Rozwala mnie też kwestia taśmy IMAX - jakie to ma znaczenie, jeśli w Polsce nie ma takiego kina? Wszystkie są oparte tylko na zwykłym cyfrowym projektorze ledwie 4K + totalnie przegiętym pod względem dynamiki dźwiękiem.
Szczerze mówiąc, to im więcej czytam o tym filmie i im więcej widzę materiałów z nim związanych, tym bardziej nie mam ochoty tego oglądać.
Fakt jest taki, że ta "stara" kinematografia skończyła się gdzieś na Władcy Pierścieni i pierwszych częściach serii o Harrym Potterze - później, tak od okolic 2005 roku zaczął się delikatny regres, który w okolicach 2010 bardzo mocno przyspieszył. Zresztą podobnie i w muzyce.
Wszystko jest uproszczone, ugrzecznione, sztuczne, wymuskane, do tego jakby od jednego i tego samego szablonu - po prostu nijakie.
I jak dalej tworzy się świetne filmy (niestety bardzo ich mało) tak Odyseja wygląda na kwintesencję nowoczesnego podejścia do kina - bezpiecznie i da każdego - czyli dla nikogo.