Ja swoje, ty swoje i tak możemy bez końca, więc ja idę grać w te straszne Avowed które tak spędza ludziom sen z powiek, i tobie też życzę miłego wieczoru. Eot z mojej strony.
Powiedziałbym ci gdzie byłeś i co widziałeś, ale nie będę kopał leżącego. Oglądać na jutubku można zwiastuny, żaden nie zastąpi własnoręcznego zagrania i jakbyś zagrał to byś wiedział, że krytykowana przez ciebie walka akurat jest mięsista i satysfakcjonująca (przeciwnicy latają zgodnie z fizyką zależnie od siły uderzenia), fajnie sparowana z wibracjami na padzie. Questy też są dobre, ciekawie napisane i rozpisane, ale jak jacyś ludolodzy wmówili ci, że są do dupy, to będziesz powtarzał za nimi ślepo. Jasne, że BG3 czy E33 to lepsze gry, tego nikt nie podważa, ale na litość, zagrajcie pierw w coś żeby mieć jakiekolwiek argumenty do tego krytyki.
Nie mówię, że Avowed to diament koronny gier RPG i w swojej opinii na golu też wyraziłem żal, że ten świat nie jest bardziej responsywny, ale to też domena innych gier (powszechnie chwalone Tainted Grail, gdzie to wygląda tak samo jak w Avowed i nikt się nie czepia). Ludzie uczepili się tego, że postrzelony strażnik nie reaguje i okej, to jakiś mankament, ale zupełnie imo przesłoniło to zalety tego tytułu, które jak najbardziej posiada. To, że sugerujesz się obejrzanym gameplayem w ogóle powinno zakazać ci jakiegokolwiek prawa głosu na temat Avowed. Wróć jak zagrasz.
Gościu, mam w dupie twoją opinię na temat tego co mi się podoba a co nie, po prostu chciałem zwrócić ci jak małemu dziecku uwagę, że pleciesz głupoty i ktoś może to łyknąć. Po co rozsiewać ziarno ciemnoty dalej niż stoisz?
I kolejny co nie wie, a się wypowiada - w Obsidianie nadal są ludzie stojący za ich najlepszymi grami. A nawet ci co pracowali nad Tormentem.
Oni pewnie też się poprawiają, ale albo umieją to robić lub po prostu znają umiar. A "odpierdoilo" może każdemu (nie chce być nieżyczliwy, ale widać to po niektórych użytkownikach tego forum), starość nie wybiera i pada na mózg prawie każdemu.
A teraz chciałbym zaprezentować cudowne tabletki na demencję dla 30/40/50 latków, opis i promocja w linku. www.nie.badz.debil.elo
Nie jestem foliarzem, ale sprawa jest naprawdę dziwna. Oglądałem zeszłoroczne wywiady z nim i to jest zupełnie inna osoba niż ta którą zobaczyliśmy teraz (gardził blichtrem i wydawał się kimś pomiędzy oświeceniem a nawiedzeniem, a teraz robił selfiki, pozował.. ) i o ile to nie jest jakiś jego wicked manifest, to ma to jakiś vibe Czarnego Lustra.

https://x.com/TheRealZephryss/status/2028037256699891814?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2028037256699891814%7Ctwgr%5Ed93e4ba3670e3c6111c0b866b0a9cbdb950a3860%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https://www.ppe.pl/news/402019/to-bedzie-najbardziej-widowiskowa-gra-ostatnich-lat-pierwszy-test-crimson-desert-pokazuje-wiele.html
Ujęcie z tego lasu prawie jak z W4 :)
Nie powiem, o wiele lepiej to wygląda niż na każdym materiale jaki serwowali przez ostatni rok, i warto będzie w to zagrać by po prostu podoświadczać pięknego świata.
Tak zrobię, a teraz przepraszam Dareczka, bo przeze mnie i takich jak ja wróciły mu jakieś fleszbeki, które prawie pomógł mu przezwyciężyć terapeuta.
Ja tam zdecydowanie jestem #teamRataje, bo chociaż pierwsza wizyta w Kuttenbergu faktycznie jest niezła (jak i sam jego widok w tej dolinie na drugiej mapie), to samo miasto jest nudne, szaro - bure i wieje w nim po prostu tym przysłowiowym sandałem. Wiem, że tak miało być i to udana prezentacja jak wyglądało takie miasto w średniowieczu, ale nadal jest tam nudno i szaroburo :) Rataje fajniejsze bo mniejsze i chce się zaglądać w każdy kąt, wchodzić do budynków, kościoła, wież, stołpów (okej, w Kuttenbergu jest ich więcej) mijać znanych ludzi, a nie tylko te roboty o podobnych twarzach wszędzie.
Chyba wiem o co chodzi z tym okiem, sam zupełnie zapomniałem jego zastosowania :)
Fakt, tyłka zupełnie nie urywają ci kompanioni, Kai to taki typowy everyman, i to w sumie spoko.
22h gry za mną, odkryty prawie cały Świtobrzeg i bawię się coraz lepiej, choć był taki moment że myślałem, że gra pokazała już co miała pokazać i będzie zjazd. Jasne, trzeba pójść na pewną umowność z tym tytułem i też chciałbym więcej życia choćby w skupiskach ludzkich, lub lepsze projekty tychże, bo tu coś chyba do końca nie pykło i sporo postaci to taka trochę dolina niesamowitości - jednak cała reszta jest jak najbardziej w porządku. Eksploracja świetna, chce się zaglądać w każdy kąt, można myszkować od kanałów po dachy, a w dziczy wszystko jest ręcznie zrobione i różnorodne. O wiele bardziej podoba mi się ten świat niż kraina z Tainted Grail, gdzie wszystko było jakoś tak bez sensu rozrzucone byle gdzie.
Sporo czytania, dzienników, listów, historii do poznania, często w zupełnie niespodziewanych miejscach, co lubię i cenię. Same dialogi na dość wysokim poziomie, choć wypowiadane przez śmiesznie zrobione postaci tracą trochę na znaczeniu. Sami towarzysze spoko, choć dopiero zwerbowałem krasnoluda (20h bujałem się z samym ryboludziem) i dopiero będę go przepytywał w obozie, to Kai jest ot, solidnym przykładem obsidianowego pisarstwa, ze swoją historią, osobowością, poczuciem humoru i komentarzami. Dobry poziom (czy on przemawia głosem Garrusa z ME?).
Nigdy w erpegach nie gram magami, a tu żywioły są moją główną bronią, którą czasami wymieniam na coś jednoręcznego i tarczę - jednak głównie sieję zniszczenie przez grymuary i sprawia to dużo radości. W Pillarsach trochę drażnił mnie zawsze rozwój postaci, wydawał mi się jakiś nieintuicyjny, tu ogarnęli to, posprzątali i jest prosto, przejrzyście i przyjemnie - tak samo z craftingiem i itemizacją. Fajne jest to, że tu praktycznie wszystko co zbieramy jest użyteczne i nie zalega nam na podorędziu pełno śmiecia "na czarną godzinę" jak w innych grach.
Po prostu dobrze się w to gra (bardzo podchodzi mi ten "wakacyjny" klimat dotychczas poznanego świata) i nawet odpuściłem odświeżone KCD, by skupić się tylko na Avowed.
Bardzo dobry tekst, Pani Anna jest obecnie chyba najlepszą pisarką w Golu (nawet wśród pisarzy).
W KCD 2 jestem już chyba przy końcu, sądząc co mi mówi o ukończeniu progres na konsoli, i męczę i zmęczyć nie mogę. To dobra gra, ale imho uleciał gdzieś ten magiczny pierwiastek jedynki, w bardzo dużej części przez mało ciekawe mapy do eksploracji (są dwie, i pierwsza jeszcze jest fajna). W innych aspektach jest niby tak samo a nawet lepiej, ale dla mnie to już nie to, i np. nie cierpię większości twarzy w dwójce, znajdą się oczywiście jakieś lepsze, ale większość jest jakaś dziwna, kukiełkowa i w jedynce są o wiele lepsze, naturalniejsze, i sporo wątków na reddicie też o tym mówi. Za dużo jest wysokiej polityki, za mało swojskości, mniej pasuje mi nawet styl graficzny, bo niby grafika jest lepsza (można też w końcu przedzierać się przez krzaki, i to mały gamechanger), to wolę klimat i oświetlenie z jedynki, gdzie naprawdę czuję się jak na naszej prowincji późną wiosną, gdzie w dwójce jest już jakoś zbyt baśniowo. Nie zrozum mnie źle, KCD 2 to świetna produkcja, pełna pasji i tak powinna wyglądać kontynuacja, ale ja jestem dziadersem i wolę piękne drewno jedyneczki :)
Co do dwójki to owszem, to jest techniczne i w wielu innych miejscach gra absolutnie lepsza, ale dla mnie już bez tej magii co jedynka, choć wiele osób zakochało się właśnie w dwójce, jedynki nie cierpiąc. Ciekawe jak Tobie podejdzie.
Udanych przygód :)
Ja tam byłem zaskoczony na plus gdy strażniczka pilnująca bramy, zamiast zwyczajowego "tam jest niebezpiecznie, uważaj na siebie", co oczywiście też między słowami powiedziała, zdradziła mi jak znalazła się właśnie na tej zaszczytnej funkcji, kim była w poprzednim życiu, jaki ma pewien pogląd na świat w którym teraz jest i z którego przybyła, wszystko podane w taki sposób, żeby samemu można było ocenić że ma swoje za uszami. Wygląd i voiceacting jak najbardziej spasowane do charakteru. Zwykła postać pilnująca bramy. Mam nadzieję że podobny poziom utrzyma się dalej.
Pograłem pięć godzin, pokręciłem się tu i ówdzie, zrobiłem jakiegoś poboczniaka (bardzo fajny) i jak narazie jest elegancko. Eksploracja prześwietna, wertykalna, można włazić na dachy i przez dachy do pomieszczeń, widać że poświęcili na to sporo czasu i pomysłów. Dialogi na wysokim poziomie, tu nawet coś do powiedzenia mieli podrzędni handlarze jakich pełno w erpegach. Wizualnie też bez zastrzeżeń, bardzo malarska gra. Oczywiście to tylko wstępne wrażenia ale coś czuję, że internety znów dostały sraczki i scancelowały po prostu dobrą grę.

Święte pisma które przekazał mi mój ojciec, a peerelowska pufa świeciła wtedy niczym magiczny kufer, i które i ja muszę kiedyś przekazać swojemu następcy, o ile się takiego doczekam. Najwyżej pójdą na allegro.
Fakt, dziś gameplay Wiedźmina 3 to już zakalec, ale dalej gra broni się klimatem, zadaniami pobocznymi i postaciami. Crimson Desert może nie mieć żadnej z powyższych cech.
Narazie jawi mi się ta gra jako taki dom lalek dla chłopców - coś ładnego, dużego, ale bez większego sensu i do rzucenia po chwili zabawy - no, ale okaże się za miesiąc.
Serio Boskim trzeba grać, nie można inną rasą? Nigdy nie podchodzili mi w tym uniwersum.
Granie solo w takie gry to dziwactwo, bez interakcji z drużyną to wręcz bez sensu, to nie Icewind Dale że drużyna była kontekstowa i tylko do walki :)
Dobrej gry.
Subskrybuję jego kanał, lubię jego podejście do gier i branży, czasem obejrzę jakiś gameplay - wszak prawo tego nie zabrania. Aczkolwiek rozrywki z tego "Gowa" nie oglądałem, późno już było i nie mój target ta gra.
Co do grafiki to ja się zachwycam jak ostre są teraz tekstury, twarze wyraźne, a odległe lasy złożone z setek drzew a nie jak wcześniej z zielonej galarety. Jest naprawdę pięknie.

Jestem dopiero w Talmberku, ale dla konsolowego plebsu którego jestem przedstawicielem to w końcu ludzkie warunki by doświadczyć KCD, i różnica w porównaniu z tym co było jest bardzo duża.
Na zdrowie!
Jesus Christ be praised.
Rzucam w cholerę nudnawą dwójkę i spadam w objęcia jedyneczki.
Meh w sumie. Niby coś tam pokazali ale jak zawsze został niedosyt, że mają tyle genialnych rzeczy które mogliby ruszyć, a dają takie kapiszony, o których ględzą jakieś randomy jakie to dla nich emejzing i lajfczenczing ikspiriens. Jedynie Kena, nindże i ośmiornica były jakąś świeżością, choć ubawiłem się mocno na tym "reboocie" Lord of the Fallen z 2014.
To jest właśnie jedna z rzeczy które bardzo negatywnie mnie nastawiają wobec tej gry. Pierwsze trailery były cudownie przyziemne, walka stonowana, osobista, teraz to już dosłownie latający cyrk, gdzie wywalamy w powietrze tuzin wrogów a potem uciekamy niczym Spidey linką, by na końcu poszybować jako jakaś szmata. Mam wrażenie, że fabuła będzie totalnie kontekstowa i będziemy często - gęsto bawili w odbijanie fortów, twierdz i regionów, przerywane jeżdżeniem po świecie, gotowaniem i łapaniem rybek.
Grałeś lub będziesz miał zamiar grać w Avowed? Po Twojej pozytywnej opinii na temat Outer Worlds jestem ciekaw jakby Ci podeszło. Ja zagram dopiero za tydzień, razem z premierą na PS5.
To co panowie rycerze, w piątek 13stego cieniospust i hajda na Rataje w odświeżonej wersji?
Jako miłośnik pierwszej części o dziwo odbiłem się od kontynuacji, która trochę przytłoczyła mnie ogromem - w jedynce poziomy były nieduże, ale potrafiły się fajnie się otworzyć i dać sporo satysfakcji z szukania dla samego szukania, bo piętnaste poncho różniło się od trzeciego tylko krojem i kolorem. Tu dostajemy coś na zasadzie otwartego świata, z którego dalej możemy teleportować się na inne, już trochę mniej otwarte, ale dalej pełne sekretów i eksploracji. No i jakoś nie mogłem się do tego przekonać i grę porzuciłem po ok 10h. Ostatnio jednak znów dałem szansę i podszedłem z otwartą głową - i po 65h skończyłem, nie żałując żadnej minuty.
Pierwsza planeta (no, druga w kolejności odwiedzin) to nasza baza i świat do odkrywania w jednym, i spodobało mi się, że porzucamy Modliszkę, która za taką bazę robiła w jedynce. Teraz bujamy się po ultra klimatycznym barze rodem ze space - westernu w górniczym miasteczku gdzieś na rubieżach galaktyki - świetny setting. Podobało mi się też, że tworzymy tam coś na kształt małej społeczności, z którą możemy porozmawiać i która nawet jakoś się zmienia w toku gry. Po prostu fajnie było stamtąd wyruszać na mniejsze lub dalsze wyprawy i odkrywanie tajemnic Koboh, a jest, oj jest tam co odkrywać, bo niby planet w Ocalałym mamy mniej niż w Zakonie, to takie Koboh ma kilka różnych biomów, nieraz wielkości całych globów w tamtej części.
O walce powiedziano już wszystko, więc powtórzę tylko że na start dostajemy już sprawnego Jedi, który przez soulsową konwencję musi jednak czasem zbyt długo skrobać się z silniejszymi przeciwnikami. 95% gry przeszedłem na normalu, otrzymując godne wyzwanie, jednak pod koniec gra zalewa nas męczącymi adwersarzami a i sami bossowie nagle stają się potęgami, więc podobnie jak Upadłym Zakonie do finału dobrnąłem zmniejszając poziom o jeden, bo już po prostu nie chciało mi się z nimi drapać. To nie soulsy.
Poziomy momentami ocierają się o geniusz, po prostu kipiąc klimatem klasycznych, przygodowych Gwiezdnych Wojen, a i konstrukcyjnie nieraz przypominają gry From Software, oferując sprytnie przygotowane przejścia i skróty. Wizualnie gra jest prześliczna i po tym czasie działa bardzo dobrze na PS5 - natrzaskałem mnóstwo screenów, bo oferuje często cudowne widoki. Trochę mało jest muzyki, ale to zasługa rozmiarów gry, gdyż nie zawsze mogą przygrywać Williamso - podobne nutki, ale gdy się już pojawiały to tylko potęgowały odczucie gwiezdowojennej przygody, a Koboh theme będę wspominał wyjątkowo miło (tak samo jak Hebanowy Przepływ od robo didżeja w Saloonie)
Fabuła - po prostu dobra, choć chyba lepiej podpasowała mi opowieść z jedynki jako całość. Tu za to więcej jest interakcji z postaciami i dostają więcej mięska jeśli chodzi o ich osobowości. Nie sposób nie zachwycać się BD -1, bo to po prostu kot/szczeniak przebrany za robocika i tworzą z Calem zgrany team. Pochwalić też muszę polski dublaż, bo jest to momentami poziom lokalizacji Sony i zdecydowana większość głosów jest dobrana bardzo trafnie, choć zdarzają się głosy takie jak Zee.
Koboh ukończyłem z 93%, resztę trochę wyżej, na mniejszych planetach wpadły setki, ale jeszcze sporo zostało skrzynek i starć z łowcami, i kto się uprze by to zrobić to może wycisnąć naprawdę dziesiątki godzin, co jest mega dobrym wynikiem jak na takiego akcyjniaka. Bawiłem się prześwietnie i wręcz ciężko było mi opuścić ten świat - są jednak inne rzeczy do ogrania i czekam mocno na trójkę.
Dla mnie całkiem obrazowo odpowiedział na pytanie tej dziewczyny, a i pozazdrościć umiejętności władania obcym językiem, w tym właśnie wieku i przy tylu ludziach.
Ludzie śmiali się kiedyś z DA Inkwizycji, że to po prostu MMO przykryte szatkami singla, no to czuję że teraz zobaczą, co to jest prawdziwe single player ememo :) Nie wierzę już w ten tytuł kompletnie.
Dla mnie bardzo dobre produkcje, dwójka w zasadzie to już ideał gry akcji w pięknym, otwartym świecie. Polowanie na maszyny daje nieziemską satysfakcję i nie jest to żaden "samograj" (powrót do systemu walki z W3 po takim Horizonie to bolesne i śmieszne zarazem doświadczenie), bo jest wymagające nawet na normalu. Trzeba jednak przez parę godzin wsiąkać w ten świat i gameplay, bo na początku od jedynki też się odbiłem. Poza tym Horizony mają bogate, genialne wręcz lore które do końca chce się odkrywać, co jest coraz rzadszą sprawą w dzisiejszych grach.
Złodziejski Honor pokazał, że jak najbardziej jest miejsce na takie rzeczy i gdyby ten serial zrobili w podobnym klimacie (awanturnicze przygody, widoczna miłość do uniwersum z nienachalnym fanserwisem), to byłaby świetna odtrutka na wiedźmińską sraczkę netflixa.
Uważam dwójkę za grę mimo wszystkich zalet i tego jak ją udoskonalili względem pierwowzoru gorszą niż ona, jednak nie sposób nie docenić tego, że z projektu który bujał się po Kickstarterze i był nieraz na granicy bytu i niebytu teraz marka Kingdom Come to duży i rozpoznawalny gracz. Oby Warhorse nie rozmienił się na drobne przy następnym projekcie.
Gościu, a czy to nie ty parę dni temu pisałeś, że sprzedaż RDR2 to mit i nikt w to nie gra?
Jasne, było parę krwawszych scen, ale całość to dla mnie takie "lite" low fantasy. Nie czuć brudu świata, choć autor czasami bardzo się na to sili.
Gościa rekomendował sam Sapkowski jako swojego ulubionego współczesnego pisarza fantasy, więc sięgnąłem po "Ostrze", pierwszy tom jego cyklu (nie pamiętam nawet nazwy), gorąco polecanego też na polskich forach czytelniczych. Dotrwałem do końca, ale żeby przeczytać resztę, musieliby mi zapłacić z góry. I to niemało. To nie jest jakaś tragiczna książka, ale jest tak jakoś prosto, prostacko wręcz nieraz napisana, niczym przez AI. Poza postacią pewnego okaleczałego inkwizytora, która wybija się na tle innych, ale i tak nic w sumie w niej specjalnego, reszta to totalna amatorka jakości jakiegoś trochę ambitniejszego fanfiku - tak samo jak konstrukcja świata (na północy zima i barbarzyńcy, pośrodku lasy i high fantasy, a na dole gorąco, pustynia i też jakieś dzikie ludy, no niebywałe po prostu. Dochodzą do tego też jakieś mega naiwne przepychanki polityczne, które przy takich utarczkach jakie występują we Wiedźminie czy Pieśni Lodu i Ognia zakrawają na pastisz). W sumie nie wiedziałem o czym jest ta książka, przez siedemset stron autor po prostu zbiera ekipę na jakąś przygodę w następnym tomie, którą jednak miałem już w dupie. To byłaby świetna lektura dla dwunastolatka (albo użytkownika Jedziemy do Gęstochowy) który dopiero wchodzi w ten gatunek, dla reszty imho totalna strata czasu, a kolejne tomy to totalne już podobno ciągnięcie na siłę.
No w końcu, bo jak dla mnie jedynka jest o niebo lepsza niż dwójka, głównie przez o wiele, wiele ciekawszą i lepiej zaprojektowaną mapę, a także poziom trudności, który każe mieć się na baczeniu przez sporą część gry, a nie tylko w jej początkowej fazie. Ogólny, lokalny klimat też wypadł o wiele lepiej niż duże polityczne gierki z kontynuacji. Rataje, Sazawo, przybywam ponownie.
Po prostu wiedziałem, że zjawisz się w tym wątku by zaszczycić nas tym co masz do powiedzenia i jak zawsze wyszło, że do powiedzenia masz niewiele.
Zatrudnili by go już w tym CDP Red, gość od lat o to zabiega, pudrując tego 10 letniego dziadka jakim jest Dziki Gon.
Szczerze interesowałem się tą grą dopóki nie pokazali, że na każdy pomysł reżyser odpowiadał "tak". Nadal mam nadzieję że mimo to będzie ciekawy świat do zwiedzenia i postacie jakoś dadzą radę, bo na pierwszych trailerach skupiali się na stronie fabularnej i fajnie to wyglądało. Patrzeć jednak nie mogę na walkę i dziwadła typu latanie jako ten mop do podłogi (wtf?).
Bardzo dobra wiadomość, jako niebieski konsolowy plebsiarz bardzo chętnie sprawdzę Avowed.
Pustynia to dobry motyw na dwa questy w ramach jakiejś wspominki - opieranie całego dodatku na tym biomie to będzie jakiś Assassin's Witcher Origins. Dostaliśmy zresztą coś takiego już w Dzikim Gonie i był to etap który nic ciekawego nie wniósł. Wiedźmin musi stać deszczem, lasami, bagnami. Było egzotyczne Krew i Wino, które bardzo fajnie odbiło od typowego wiedźmińskiego klimatu, teraz już ma być znów mokro, szaro i zimno.
Coś mnie naszło i polazłem wczoraj w śnieżycę po pudełkowego Obliviona, bo o ile Skyrima znam nieźle, tak w Obka praktycznie nigdy nie grałem i sumie miałem chęć na jakieś kolorowe high fantasy kiedy za oknem śniegi i zamiecie. No i prolog całkiem spoko, grafika piękna, modele stworów dopracowane do perfekcji, strzały fajnie wbijały się w nie, no ale czekam na wyjście na powierzchnię. Wylazłem i po dwudziestu minutach wiedziałem, że ja tu długo miejsca nie zagrzeje - w to się współcześnie już nie da grać, o ile nie mamy na sobie kamizelki ratunkowej utkanej z nostalgii. Okej, graficznie jest bardzo ładnie, ale jednak ta kolorystyka jest jakaś dziwna, gdy np. robi się mgliście gra wygląda po prostu paskudnie. To tylko jednak wrażenie estetyczne, a jak się w to gra? Wytrzymałem pięć godzin i myślałem że dostanę chociaż fajny świat do zwiedzenia, ale gdzie tam - ta kraina jest jak wypluta z generatora światów fantasy, pełna dziwacznych postaci, pustych miast i osad. Właśnie słowo klucz - dziwność. Ta gra jest po prostu tak dziwna, bez duszy, że aż strach. Postacie to jakieś roboty i już w Skyrimie, gdzie też były osobliwe, zrobione zostały już o wiele lepiej. W ogóle Skyrim przy tym to po prostu wielkie dzieło, do którego chyba sobie wrócę by zwiedzić fajny, w miarę żyjący świat.
Cieszę się, że wziąłem pudełko a nie cyfrę i będę mógł ten paźdierz puścić dalej w świat. Oceny nie wystawiam.
Walka w trójce to koszmar. Nieresponsywny i niesatysfakcjonujący festiwal rachu - ciachu, przerywany co jakiś czas turlankiem i odpalaniem znaków. Milczeniem pominę leczenie w trakcie walki.
Taka aktualizacja powinna wyjść już dawno, bo na konsolach pierwszy Kingdom to abominacja (w którą i tak natlukłem koło 250h przez lata). Wrócić do krainy nad Sazawą w odświeżonej wersji? Take my money!
W zasadzie całkiem podoba mi się co widać na trailerze, cieszy też powrót Karpyshyna, którego wizję - jak wiadomo - okrutnie wykastrowano już po pierwszym ME. Tylko dlaczego te postacie są takie.. Disneyowskie? Ładne, gładkie, zadbane. Jak z probówki.
Dobry przedświąteczny prezent, gram od jakiegoś czasu, coś ponad 20h nabiłem i jestem wręcz zachwycony tą grą. Nie mogę oderwać się od zwiedzania Zony i picia wódki. Poza tym świetna ekonomia gry, zachęcająca do szukania gratów po świecie i wypełniania misji. Trochę ciężko nadąża się tylko za fabułą, gra ma poplątany system przyczynowo - skutkowy, a dziennik mało co wyjaśnia, brak też jakiegoś kompendium dla kogoś kto nie siedzi w tym uniwersum. Wszystko inne jednak błyszczy jak Zona w deszczu.
Od razu było wiadomo że będą tury, choć niektórzy wieszczyli action erpega wzorem Ego Draconis - co nawet chętnie bym zobaczył, bo tak dostaniemy kolejną larianową wariację na temat przesuwania beczek i używania umiejek i czarów.
Wielka tragedia. Stand By Me obejrzałem wiele lat temu będąc w podobnym wieku co bohaterowie i to było magiczne doświadczenie.
No i oprócz Divine Divinity reszta była najwyżej średniakami, a taki Dragon coś tam to w ogóle zajeżdżał bieda grą z kiosku. No i Dragon Commander, strategia, też już w odmętach zapomnienia. Odkuli się dopiero na turowym Original Sinie i z sukcesami pchają ten wózek do dziś - po co mieliby to zmieniać?
Napewno będzie turówka, czym innym miałaby być skoro przez ponad dekadę Larian stawiał na właśnie taki tryb rozgrywki? Wątpię, by porwali się teraz na kolejnego action erpega w branży.
Dopiszę jeszcze, że ostatnio spróbował żyć w Cyberpunku jak zwykły mieszkaniec Night City - wstawał rano, chodził do pracy, a żeby było jeszcze lepiej robił to podczas kilkunastogodzinnego live'u i w realu żywił się odpowiednikami tego co można znaleźć w grze, odpowiednio dozowanymi. Szaleństwo.
Polecam kanał tego gościa, subskrybuję od niedawna i ma on o wiele więcej tego typu materiałów. Zupełnie unikatowe spojrzenie na pewne aspekty z gier, na które zwracało się uwagę dawno temu. Teoria systemu hydrologicznego z Wiedźmina 3 dała mi zupełnie nową perspektywę na miejsce, w którym Dziki Gon się rozgrywa.
Masz jakieś osobiste porachunki z Vavrą że tak na niego najeżdżasz pod każdym o nim artykule, czy po prostu nie możesz ścierpieć, że mimo wszystko gość stworzył świetne gry, które są (Mafia jeden przede wszystkim i po trochu już KCD) i będą (KCD2) klasykami, a tobie się nie podobają?
Co do jednego się zgodzę - twarze w KCD2 to totalny regres do tych nawet z jedynki, iście Muppet Show.
Faktycznie była taka akcja z tym czeskim miliarderem, ale sprawa jakoś ucichła i w sumie niewiadomo, czy coś końcem końców pomógł. Nie zmienia to faktu, że z samego początku faktycznie Warhorse guzik miało.
W jedynce w wersji na PS4, czyli tej najgorszej z możliwych, mam prawie 250h, więc dla mnie choćby te 60 klatek czy lepsze tekstury były wybawieniem - choć nie pogardziłbym i innymi ulepszeniami wziętymi z dwójki. Jedynkę uważam mimo wszystko za lepszą grę niż kontynuacja, głównie za o wiele, wiele lepszą do eksploracji mapę i ogólny klimat, który już w KCD2 tak dobrze mi nie podszedł. Czekam więc mocno na jakieś wieści.
Znając Redów i ich celebrację rocznic, pewnie będzie to pakiet cyfrowych naklejek i póz dla V i innych.
Z drugiej strony nie ma co się dziwić, bo teraz kują u siebie żelazo na wielu frontach.
Cyberpunk to dynamiczna gra akcji, jakiś tam pociotek GTA, gdzie jeździ się kozackimi maszynami i strzela w otoczeniu pięknie wykreowanego miasta przyszłości w (N)USA. To się musiało i musi sprzedawać. KCD zaś to powolny immersiv sim dziejący się na prowincji środkowej Europy. Te 4 miliony to dla nich faktycznie sukces. Ostatnimi czasy pochwalili się że byli na jakiejś imprezie w Korei Południowej, i Koreańczyki stawili się licznie, nawet Koreanki, przebierali się w zbroje i próbowali machać zweihanderem (udało im się go podnieść w sześciu), i wszyscy byli zadowoleni. To też jakiś sukces :)
Ja yebie, siara fest. Praktycznie cała Europa na zielono, nawet taki Londyn z przyległościami zieloniutki, a my trzeci świat i rewolucja przemysłowa.
Bardzo zachęcająco to wygląda. Czepnę się jednak i powiem, że trochę razi mnie sposób poruszana się bohatera - buja się jak typowy Sebek po osiedlu szukający problemów u innych ludzi. Reszta bardzo spoko. Widać, że twórcy mocno stawiają na klimat, krajobrazy i oświetlenie.
Acha, i jak studio z Kielc to typek po prostu musi nazywać się Scyzoryk.
Szczerze mówiąc niespecjalnie ciągnie mnie do poznania tej opowieści - jedynie wątek Samsona wybija się ponad przeciętność, bo przygody i osobowość Reynevana to jak dla mnie gwóźdź do trumny drugiego tomu. A skoro jak piszesz, że w trzecim zaczyna się dopiero lanie wody, to łolaboga.
No i ten schemat "zabili go i uciekł" to jedne wielkie lenistwo Sapkowskiego. Na cholerę te wszystkie "niebezpieczne" przygody jak wiadomo, że i tak typ wyjdzie z tego cało.
Warto przeczytać trzeci tom Trylogii? Pierwszy był bardzo dobry, drugi zaś to rozmemłana padaka i nie wiem, czy warto inwestować czas.
Czy rozstrój żołądka, zwany potocznie sraczką, której uległ zastępca kierownika do spraw cateringu na osiem minut przed premierą, będzie tematem następnego newsa?
Dobrze wypunktowane niedociągnięcia.
Mimo całego tego progresu dwójki względem jedynki, który jest jak najbardziej chwalebną sprawą, uważam, że dwójka jakoś zatraciła ten magiczny pierwiastek i jest po prostu ot, dobrą grą, tylko i aż tyle. Jedynka z całym tym swoim drewnem była grą wybitną.
Przecież Cedep stworzył więcej wielkich "erpegów" (piszę w cudzysłowiu, bo czy to crpg czy action - erpegi, to już zależy od osobistej interpretacji) niż Warhorse, więc poza wbiciem szpilki w "cedep" nie widzę sensu w Twoim poście.
Walczyłem z sobą by kupić tą grę, słyszałem i wyczytałem o niej wiele dobrego, jednak cena nie zachęcała - 199 cebulionów na PS Store to trochę dużo. Kiedyś zagrałem w demo i wytrzymałem 9 minut snucia się po tym więzieniu. Premiera wiosną też nie robiła, bo lepiej byłoby w to pograć jesienią, a że jesień już pełną parą, to grę w końcu kupiłem - i choć dotarłem dopiero do tego zameczku w Rogach Południa to już jestem totalnie kupiony. Czuć, że autorzy kochają swoje dziecko, wszystko jest tak cudownie ręcznie i z duszą zrobione, że chce zaglądać się w każdy kąt, słuchać postaci, odkrywać co też czai się w tej zamglonej ruinie widocznej niedaleko. Wracam dziś z roboty i może nawet nocka pójdzie, czego nie robiłem od ho ho. A z tego co czytam potem będzie tylko lepiej. Pozdrawiam wszystkich rodaków.
Zgadzam się z Wrześniem. Stop czechizacji Polskiego, Wielkiego, Narodowego, Wybranego i Cierpiącego gamedevu. Niech sobie struga pepik u siebie.
Bardzo fajna lista, konkretnie i zgrabnie podana, zachęcająca do, hehe, zgłębienia tematu podwodnych produkcji.
Tak w ogóle to Pan Krystian pisze jedne z ciekawszych rzeczy na stronie, za co pozdrawiam i miłej kawusi w tą listopadową niedzielę życzę.
Że z tej pani zakłamana jędza to wiadomo już od trzech sezonów, ale jeszcze gorszym Judaszem jest Tomasz "Ha tfu" Bagiński, który na socjalach robi już tak nieprawdopodobne fikołki retoryczne, że aż przykro to czytać. On święcie broni tego tworu i bezczelnie wmawia ludziom że to oni mają problem, a wszystko jest w porządeczku i fajowe. Obrzydliwe.
Odświeżyli by doświadczenie przez jakiś dodatek dziejący się jesienią lub najlepiej zimą. Ten pewnie będzie fajny, ale będzie to coś jak quest z jedynki "W klauzurze".
8 z 14 osobników na zdjęciu nosi okulary, a poza tym są biali i nie są kobietami. Wnioski wyciągnijcie sami.
Mi się zmiany bardzo podobają. Są mocnym argumentem by w końcu porzucić ten zmierzający donikąd, zawalony reklamami i pisanymi przez ludzkie boty głupotami "portal".
A czy można już przeczytać wszystkie komentarze swoje/innego użytkownika, czy też jakaś magia lub smog krakowski nadal blokują tą niebywałą funkcję?
Ja też na dniach zaczynam z Alanem numer 2, akurat za oknami już odpowiedni klimat do takiej gry.
Ja tam cały czas wierzę, że Gietea Szejść wyjdzie do kupienia w kiosku w Extra Klasyce za 19,99zł, podane od ręki do ręki przez Panią Krysię.
Ja tam kolokwialnie kładę lachę na ten tytuł, bo z naprawdę intrygującej rzeczy jaką był przy pierwszych zapowiedziach, teraz wygląda to jak jakiś symulator fantasy - pajaca, który robi potrójne fikołki i przemienia się w latającą pelerynę. Sama kolorystka gry jest już odrzucająca, strasznie walą po oczach te wysycenia niektórych barw, a z drugiej strony wszystko wydaje się takie sprane. Może gra ma coś do zaoferowania pod względem fajnych postaci (ale robią to Koreańce, więc pewnie nie) czy żyjącego świata, który widać było w materiałach z przeszłości, ale gameplay to jest na ten moment jakiś koszmar.
A ja osobiście bym nie chciał jedynki na silniku dwójki - jak dla mnie KCD ma lepszą kolorystykę i ogólny klimat, o dziwo postaci też wyglądają jakoś lepiej, mniej kukiełkowo - kontynuacja jest jakaś taka pstrokata i baśniowa (chociaż też, jak najbardziej, na swój sposób to piękna gra). Mi wystarczy porządny remaster cudownej jedyneczki.
Ten podlinkowany materiał to wszystko? Jeśli tak, to ta wielogodzinna jazda i cała praca nad strojem poszła w gwizdek.
Myślałem że nie będzie szło przebić muzyki z jedynki, jednak wszedł Valta z tekstem "potrzymaj mi piwo i batutę" i zrobił to. Muzyka jest dla mnie lepsza niż sama gra.
Pierwszą część tej wspaniałej gry w wakacje 2003 kończyłem praktycznie co drugi dzień - cudowne czasy.
Widzę ich razem przy wódce z naszym narodowym hejterem gier, który zbił fortunę na pisaniu książek na ich podstawie.
Wyskoczyło mi w poleceniach na YT już parę dni temu, obejrzałem z przyjemnością.
Co do map w KCD2 to w detalach oczywiście zamiatają konkurencję, jednak jako całość nie zachwyciły mnie jak tereny Ratajów, czyli jedynki. O ile Czeski Raj jeszcze jest fajnie wertykalny i ma te wszystkie piaskowe skałki które wyglądają jak u nas w Górach Stołowych, to druga mapa to już płaski i nijaki zbiór niedużych lasków i pól, zupełnie bez jakiegoś charakteru. Oczywiście dalej to całkiem przyjemne to przemierzania i swojskie strony.
Ciekawym zabiegiem byłaby śmierć Jasona albo Lucii, i ocalały partner wdałby się w jakąś ponurą opowieść o zemście. Po RDR2 Rockstar jest zaprawiony w tego typu historiach i w 6stce nie chciałbym po prostu kryminalnego romansidła w stylu Bonnie and Clyde.
Jesteś na portalu o grach, w wątku o najbardziej oczekiwanej grze w historii - czego nie rozumiesz?
A co do opóźnienia to nawet ja, random z Polski przewidywałem, że ta majowa premiera to placeholder, by ludziom do reszty nie odbiło. I jesień będzie bardziej adekwatna by zanurzyć się w tych klimatach z Florydy.
Rozumiem, że komuś mógł się ten tomik spodobać, dla mnie jednak to była rzecz pozbawiona klimatu (może z dwadzieścia stron było lepszych, zimowanie tam gdzie Geralt się ćwiczył i akcja z wodnikiem), kulały dialogi, młodociany Geralt drażnił ze swoimi "cool" odżywkami i naprawdę mało co już z tej książki pamiętam. O wiele lepszy imho był ten dziwnie nielubiany przez większość Sezon Burz.
Niech nie zawracają sobię głowy Rozdrożem Kruków, bo to poziom przeciętnego fanfiku i rzecz zupełnie uniwersum niepotrzebna.
Trochę gram teraz w RDR2 na piątce, na czwórce nabiłem w sumie prawie 250h już jakiś czas temu i myślałem że gra się już trochę zestarzała - a tu takiego wała (rym niezamierzony) - i oprócz poprawy paru drobnostek (do diabła, niech dodadzą coś pomiędzy spacerem a biegiem i jakoś uregulują ekonomię gry) w sumie to nie widzę potrzeby takiego remastera, bo graficznie to nadal arcydzieło a i te 30 klatek w ogóle nie przeszkadza i śmiem twierdzić, że 60 naruszyłoby ten powolny klimat tego świata, z którego RDR2 słynie.
Dość dużo materiałów kazało jednak wypatrywać czegoś "wiedźminowatego", bo skupiały się pierw na postaciach, potem pokazywali świat, a dopiero w sumie od niedawna pokazali tą azjatycką walkę i podobne ficzery, a gra zaczęła ostro skręcać właśnie w tą przygodówkę akcji i niewiadomo co jeszcze. Ale fakt, że niektóre redakcje pootwierały za mocno szufladki że będzie to jakiś duchowy spadkobierca Wiedźminów (którym notabene też już bliżej do przygodowych gier akcji niż erpegów, szczególnie trójka).
Skończyłem parę lat temu na PS4 i bawiłem się genialnie, teraz jakoś naszło mnie sprawdzić jak produkcja wygląda na nowszej konsoli chociaż wiedziałem, że to nadal ta sama gra. No i prawie gały wyszły mi z orbit że z dodaniem HDRu, którego nie było na czwórce, RDR2 wygląda lepiej niż większość gier które wychodzą teraz. Wcześniej grałem na piętnastoletnim elcedeku, teraz już coś lepszego więc to też robi robotę, ale jednak kunszt gości z Rockstara każe ściągać kapelusze z głowy. Aż strach pomyśleć, co się będzie działo w nowym GTA pod tym względem.
Dokładnie tak, a płacze biedaków którzy nie potrafią sobie zaaranżować rozgrywki by się dobrze bawić, kiedy gra jak najbardziej daje takie możliwości, są już nudne. Poza tym Cyberpunk jest tak immersyjną grą że mogę sobie tylko chodzić po tym świecie, wyobrażając że coś tak przerażającego może wydarzyć się w całkiem niedalekiej przyszłości, żeby czerpać z tego przyjemność.
https://youtu.be/RqA5Du0v5lM?si=BYZztSzIK48Xl343
A mogli trzymać się cały czas tego przyziemnego klimatu jak w tym trailerze (jaką piękną kolorystykę miał), i byłoby cudo. Potem doszło całe te confetti w walce, szybowanie jako stara peleryna i sprawa się rypła. Dzięki za tekst, człowiek przestanie zawracać sobie głowę, chyba że jakoś to jeszcze zmienią - choć po tylu latach w produkcji to bardzo wątpliwe.
Nie, na początku gra zapowiadała się wręcz bajecznie, obejrzyj trailer z 2019 roku który pokazuje świat i postacie, to wtedy było coś co kazało mi czekać na CD przez lata, aż do teraźniejszych materiałów przez które czekać przestałem.
https://youtu.be/ZJZ5Rw6QfSg?si=gB9_gvaUumlG5o6v
Coraz słabiej to wygląda :(
Nadal ta prześwietlona grafika o dziwnej saturacji, która widać już, że zaliczyła mocny downgrade w porównaniu do tego co kiedyś. Walka to jakiś dziwoląg z masą efektów cząsteczkowych i nawet w komentarzach na yt jadą to ostro. Te szybowanie jako podarta peleryna również w ogóle mi się nie podoba, wygląda jak kolejny azjatycki pomysł na to, jak jeszcze bardziej popsuć grę. Z początku CD jawił mi się jako solidny, robiony na zachodnią modłę erpeg akcji w nowym, świeżym uniwersum, teraz już jak widać Koreańce coraz bardziej sprowadzają go do poziomu azjatyckiej gierki. A może to wina tego materiału tylko? Tak czy owak, to najgorszy dotychczasowy pokaz.
Ja odpaliłem po kilkunastu godzinach w Shadows, i jednak trochę się zestarzała - świat nadal jest przepiękny, morze szumi aż miło - klimat jest cudowny - ale widoczna jest pewna kanciastość czy słaba odległość rysowania, gdzie wyspy stają się zbitkami różnych rzeczy. Grałem na ps5 jakby co, może na pc jest lepiej.
Niech im się tam wiedzie, chociaż szkoda tej niezależności - zagrałem ostatnio w demo Gothica i od razu zwróciłem uwagę jak dobrze jest ten dubbing napisany i zagrany, a to ledwie początek gry. Czuć, że ktoś podszedł do tego z sercem, a nie przepuścił teksty przez wiadome maszyny czy po prostu bezdusznie przetłumaczył.
Trochę zajeżdża Ostrzami Chaosu Kratosa walka kusarigamą w Yotei, jednak w Shadows chyba lepiej to zrobili.
Bardzo dobra wiadomość. No i zadziwiająco dużo języków będzie wspierać ta gra, co nie jest oczywiste w przypadku azjatyckiej produkcji.
Ciekawe, czy pokuszą się o polskie napisy. Erpeg po angielsku to lizanie cukierka przez papierek.
Panom anglistom dziękuję za wiadome odpowiedzi.
Fajnie że dałeś znak życia, ale takie zapewnienia że już, zaraz wystartujesz tylko dozbierasz grosza, to słyszałem już w 2023 :)
Recenzje muzyczne to straszna nuda będzie :(

Ja nie wiem co ludzie mają z tą eksploracją, że można tylko wytyczonymi ścieżkami. Jak najbardziej idzie wspinać się i zdobywać szczyty, choć wymaga to większej determinacji niż w innych grach, i jest przy tym bardzo realistyczne. Oczywiście, że są góry których nie zdobędziemy, bo bronią ich jakieś skalne wychodnie czy granie, ale na większość idzie wejść, wystarczy zechcieć. A sama Japonia w Shadows jest po prostu cudowna, jeden z najlepszych, najbardziej naturalnych otwartych światów w grach, o ile nie najbardziej. Widzimy górską panoramę do której można dojść i z niej zobaczyć inne łańcuchy górskie, pod którymi są miasta, wsie, wszystko realistycznie wyskalowane i oddane.
Screen z tv :)
Bardzo ciekaw jestem, na czym będzie polegał ten remake. Odświeżone tekstury czy też postawią grę na ich współczesnym silniku? Odświeżyć bardzo by się przydało mechaniki walki, skradania, parkouru, przemodelować misje, bo gameplayowo to nadal dość przyjemna, ale bardzo archaiczna gra. Większość wysp do których pływamy to nie prawdziwe wyspy jak w Odyssey, tylko małe huby, porty, kawałek korytarzowej dżungli, i to też mogliby poprawić. Klimat to największa zaleta Black Flag'a i bardzo ciekaw jestem, co się z nim stanie w tym remaku.
Geniusze chyba nie wpadli na to, że gra dzieje się latem, kiedy nawet najbardziej depresyjna wioska we wschodniej Europie będzie miała jakiś urok. Niech Warhorse rzuci jakiś dodatek jesienią czy zimą (albo niech zagrają w początek jedynki, kiedy Henryk ucieka ze spalonej Skalicy w deszczu), to wtedy spojrzą na to inaczej
Oj, Ubi, Ubi. Już w FC6, najgorszej odsłonie serii, było bieganie w trzeciej osobie kiedy postać bodajże brała w łapy te "śmieszne" bronie, i o kant dupy można było to potłuc, więc po co chcą wprowadzić to do Avatara, którego siłą jest właśnie oglądanie tego świata z poziomu oczu postaci. I to jeszcze za pół roku!
Jakoś ciężko mi się z nim zgodzić. Świetnie to wygląda w FC6, gdzie ten humor właśnie taki jest, a wyszło najgorzej że wszystkich części i skala cringometru wywaliła poza skalę. Z drugiej strony już Wiedźmin 3 postawił na o wiele lżejszą narrację tła, może nie slapstickową, ale niektóre teksty npców już brzmiały dziwnie w tym świecie przemocy i rasizmu. Humor ma być, jak najbardziej, ale bez przesadnej komedii.
Fajny rage post, ale uspokój się już, nie musisz robić osobistej krucjaty, to tylko gra.
Jak inaczej ma wyglądać kontynuacja? To prawie ta sama produkcja z dodanymi nowymi rzeczami, nikt nie zapowiadał rebootu. Dla niektórych może być to najładniejsza gra, bo artstyle ma doprawdy genialny (mgły na wzgórzach <3), mimo że technicznie to nic wielkiego. Chcesz chusteczkę?
Wygląda dobrze, tak jak powinna wyglądać kontynuacja i kto bawił się dobrze w "jedynce", tu będzie tak samo jak nie lepiej. Podoba mi się bohaterka, nie przesadnie ładna ale też absolutnie niebrzydka. Sporo małych ulepszeń rozgrywki, zaciekawił mnie ten obóz, jest też widocznie więcej interakcji z innymi osobami, bo w jedynce tylko słuchaliśmy ich historii życia i pomagaliśmy załatwiać zaległe sprawy. Świat cudowny i przepiękny, ta mgła na wzgórzach robi robotę - szkoda tylko, że pewnie będzie znowu zupełnie pozbawiony życia, i po fajnej symulacji w Shadows to będzie taki park rozrywek z pięknymi widokami i dziesiątkami obozów do zinfiltrowania. Sam system walki też przy moim drugim podejściu do GoT już nie wydawał się taki miodny jak wcześniej, tu wygląda to bardzo podobnie, tyle że dojdzie więcej broni. Ogólnie - szykuje się dobra rzecz na jesień.
Jednak skusiłem się na Shadows, bojąc się trochę tych minusów które przytoczyłeś, i po 20h oceniam grę pozytywnie. Nawet ten "nudny i pusty" świat (jak narazie) mi nie przeszkadza, bo jest absolutnie przepięknie wykreowany i dla mnie same jego zwiedzanie to atrakcja. Podoba mi się nawet ta krytykowana wspinaczka górska, zdobyłem masę szczytów, bardzo ciekawie i realistycznie to zrobili. W końcu góry są górami, a nie pagórkami jak w większości gier. Fabuły narazie mało co liznąłem, aby pierwszy akt. Dla mnie Shadows po tych 20h jest spoko grą.
Nadaje się Shadows jako taka eksploracyjno - relaksująca gra, żeby przenieść się w ładny świat i go zwiedzać we własnym tempie? Żabojady umieją w worldbuilding, to im trzeba przyznać. Nie bardzo interesują mnie fabuły Ubisoftu, no, może jedynie jakieś fajne poboczniaki. Wiem, że jest grind w tych fortecach - czy one blokują dostęp do regionów i siłą rzeczy trzeba koksować postacie?
Naprawdę ciężko coś wywnioskować nawet po tak długim gameplayu. Pierwsze wrażenie bardzo średnie, aczkolwiek ten moment przed wejściem do zamku miał dla mnie jakiś taki gothicowo drugi feeling. Podobne lasy i rzut oka na zamurowane miasto. W mieście jakoś tak sterylnie, są niby "coś robiący" ludzie ale wyglądają bardziej na opłaconych aktorów niż faktycznych mieszkańców. No i zmiana na noc i tu naprawdę klimat jest mocny, zaułki straszą mrokiem, pojedyncze światła w domach gasną, pochodnie rzucają pomarańczowy poblask na mury. Podoba mi się. Dialogi wypadają dobrze, takie wyższe stany średnie. Walkę ciężko ocenić, może być dobra, może i nie być, ot, złota myśl. Nie wiem czy granie tym wampirem z mocami blinkowania po dachach mi osobiście podejdzie, bo jestem ogólnie zwolennikiem przyziemnego gameplayu, w praktycznie dosłownym rozumieniu - ale może i to będzie ciekawe. Ekran ekwipunku tak zajeżdża W3 że aż wstyd, nawet ikonki przedmiotów są tak samo nijakie. Szkoda, że nie pokazali więcej zwykłej eksploracji tego świata, podróży od wioski do wioski, i oby nie był tylko tłem do rozgrywania tej czasowo ograniczonej kampanii. Szczwane lisy z tych Rebel Wolfów - w dwudziestu minutach nadal pokazać tak mało :)
Dzięki za odpowiedź, tak właśnie podejrzewałem, że trzeba wytrenować pewien automatyzm i myśleć dwa ruchy do przodu, co jest oczywiście fajne. Ale i tak bym chciał coś bardziej na luzie posiedzieć z tymi skuterami czasem.
Nie macie wrażenia, że czas leci trochę za szybko? Człowiek wstanie rano, coś tam porobi w bazie, potem na zewnątrz, i już dzień chyli się ku końcowi. Nie ma chwili by poczilować, tylko cały czas skacze się od jednego zajęcia do drugiego. Czy może tak właśnie ma być? Jestem dopiero przy drugim alterze, może później inaczej się to rozkłada, nie wiem.
Data premiery przesunięta.. o miesiąc wcześniej, jeśli wierzyć temu co piszą, czyli na początek listopada. Czekam mocno, choć te ostatnie materiały trochę niepokoją jeśli o idzie o walkę, tzn. za dużo w niej jakiejś azjatyckości, dziwnych mocy i kolorów. Moment gdy bohater wyskakuje z konia i zmienia się w jakieś latające confetti też dość zastanawiający. Mimo wszystko nadal intrygująco wygląda ta gra jako całość.
Kij w Lesliego, jest tyle innych studiów które dowożą swoje gry że nie ma co za nich płakać. Jeszcze te buńczuczne zapowiedzi, że to będzie jakaś rewolucja, wstęp do multiplatformy w której będzie nieopisana wolność, żeby GTA szykowało pieluchy xp Gość przez chwilę pobawił się w wizjonera, przytulił dobre hajsy a jak chciał sprawdzić karty to okazało się, że nic tam nie ma. Tylko tych ludzi od dobrych cutscenek szkoda, bo widać w nich jakąś jakość.
Fakt, w jedynce ci ponurzy enpece bardzo sugestywnie współtworzą klimat. Czuć, że bali i gardzili tym mutantem, który zaplątał im się w Podgrodziu. W trójce kobiety zachwycają się mięśniami Geralta a kolesie gadają jakieś bzdety w stylu: "O wiedźmin! ram pam pam, ale mnie dziś suszy". Takie komediowe elementy zaczęto wprowadzać już w dwójce, ale dopiero Dziki Gon jest tego dosłownie pełen.
Już mogliście podciągnąć "po znajomości" do tej ósemki, a nawet bez niej, bo praktycznie wszędzie odbiór jest bardzo pozytywny. Potem przychodzą tacy goście jak frankerz i piszą, że średniak. Nie wiem, może ósemki macie w limitowanej wersji dla Ubisoftu :)
Symulator Gęstochowy, na końcu podróży okazuje się, że doszedł do pośredniaka.
Nie wiem skąd ten gość wziął tenże opis, sam to wymyślił (co byłoby prawie nierealne, wszak to pepełe), czy podwędził gdzieś od Redów, ale napisane jest to świetnie i widać, że włożono w ten kawałek Wiedźminlandu sporo pracy narracyjnej.
Zazwyczaj raczej odbijałem się od gier tej ekipy (nawet bardzo dobre TWoM nie przyciągnęło mnie na dłużej), Frostpunk bawił mnie gdzieś 40 minut, jednak The Alters podoba mi się i podoba mi się niewygórowana cena. Ciekaw tylko jestem czy będzie jakieś replayability, czy jednak po pierwszym runie równie dobrze będzie można pożegnać się z grą.
Sukces wielkopolskiego Koła Gospodyń Wiejskich w malowaniu jajek na czas jest bardziej interesujący niż ten news.
Po tych screenach wziąłbym to za kolejną część Horizona a nie Wiedźmina.
Jest spoko bo każdy przez dekadę się do niej przyzwyczaił, sam też ją lubię, ale to absolutnie nie jest lore friendly facjata. Zbyt wymuskana, z brodą prosto od barbera (zgadnij co z brodą robił w książce Geralt), i chyba już bardziej pasuje do uniwersum gachimuchi niż do brudnego wiedźminlandu. Mordy z jedynki i dwójki o wiele lepsze.
Niestety w każdej grze Geralt jest innym Geraltem nie tylko z wyglądu, ale i z charakteru. Tak jak każda część jest zupełnie inną opowieścią, z paroma nawiązaniami i mrugnięciami okiem. BioWare przy trylogii Sheparda pokazało jak należy tworzyć spójną opowieść i szkoda, że cedep nic nie nauczył się od mistrzów, których w swojej opinii dawno przegonili. To, kim później stał się BioWare to inna bajka.
Geralt z twarzą Cavilla to najgorsze co mogłoby być, już ta twarz z trójki jest na granicy jakiegoś metroseksualnego wiedźmina.
Mam wrażenie że wszyscy ci narzekacze z góry chcieli chyba far cry'iowy reskin po pandoriańsku, a zamiast tego nie mogą się w grze odnaleźć bo to bardziej immersive sim albo nawet lekki symulator, niż klasyczny FPS. Mi tam się to podoba, bo dostajemy obcą, zaskakującą na każdym kroku planetę, która jest bohaterem i antybohaterem w jednym. I serio można fajnie wczuć się w te wszystkie obce zwyczaje plemion, a i soczystej akcji nie brakuje kiedy trzeba.
Może trochę czasami odpala mu sodówa, ale ma tu rację. To jego studio, jego artystyczne dziecko, które istnieje dzięki jego pomysłom, a kontynuacja wymyślonej przez niego gry jest oczekiwana przez masę ludzi i napewno będzie wydarzeniem. Tak wygląda też rzeczywistość developerska na dalekim wschodzie, że jest lider który rządzi i dzieli a reszta realizuje jego wizje. Gdy go nie będzie cały misterny plan wiadomo co, cytując klasyka
Może i Mig nadaje się tylko do jednego (ale czego? Latania po zakupy?), ale to jest chyba jedyna rzecz jaką ruscy zrobili perfekcyjnie, bo to absolutnie prześliczny samolot. Te amerykańce może i lepsze, ale przy Migu wyglądają jak szkarady. Dwa razy składałem z Małego Modelarza i raz doszedłem tak nawet do 70%, zanim opuściły mnie siły manualne.

A. Sapkowski, twórca książek na podstawie gier, "Boży Bojownicy".
Drugi tom słynnej Trylogii Husyckiej i jako że pierwszy był bardzo w porządku, chętnie sięgnąłem po kontynuację. Już na starcie miałem jednak zgrzyt, bo oba tomy dzielą dwa lata przerwy w historii i na początku nawet zastanawiałem się, czy Boży Bojownicy to faktycznie następca Narrenturmu. Nie będę dokładnie rozpisywał się co tu się działo, bo byłaby to okropna nuda, a choć działo się dużo, nie były to jednak zdarzenia szczególnie interesujące. Pokrótce, Reynevan rusza w świat czeski (dużo) i śląski (mało), wykonuje misje, poznaje dziesiątki osób - i to naprawdę dziesiątki, i choć już w Sadze Sapkowski cierpiał na pewną postaciomanię, to teraz przebija samego siebie, co chwila wprowadzając nowe charaktery by za trzy strony pouśmiercać je, lub wprowadzając dla samego wprowadzania, bez żadnego znaczenia dla opowiadanej historii. W ogóle miałem wrażenie, że Sapkowski chce być w tej książce bardziej Sapkowski niż Andrzej Sapkowski, co przekłada się na żonglowanie łacińskimi zwrotami przez praktycznie całą lekturę, no bo przecież AS jest takim erudytą, i choć chylę czoła przed znajomością tejże, to dla czytelnika jest to po prostu koszmar (mimo ogólnych wyjaśnień na końcu). Najpoważniejszym zarzutem jest jednak to, że ta historia w ogóle nie wciąga. Reynevan przystaje do husytów ot tak, z braku życiowego celu chyba, bo ideowo wyśmiewa go nawet pewna osoba w książce, na przemian krindżowo wzdychając do swojej utraconej miłości i jest w sumie zupełnie nieciekawą postacią, choć wydaje się mieć udział w wielu ważnych wydarzeniach ( i do bólu stosuje motyw "zabili go i uciekł"), a te o wiele ciekawsze - Szarleja i Samsona - Sapkowski wprowadza do gry zdecydowanie za późno (choć uchyla rąbka tajemnicy odnośnie Samsonowego pochodzenia i to jest chyba najciekawszy wątek w całej książce). Z pierwszej części pamiętam wiele przygód, dialogów wręcz, z drugiej (którą skończyłem z półtora miesiąca temu) już praktycznie nic. Sapkowski genialnie odmalował w Narrenturmie Śląsk, Czechy jednak wyszły mu mdle i już dość miałem tej jego czechofilii, która przebija z każdego miejsca Bożych Bojowników (Czesi super, a Polacy to wąsate durnie niczym teraźniejsi Janusze z Łeby). Ostatnie sto pięćdziesiąt stron już po prostu męczyłem i błagałem, żeby ta męka się w końcu skończyła. Oczywiście były też jakieś lepsze momenty, opisy, parę fajnych wymian zdań między postaciami, w końcu pisał to Sapkowski będący, wydaje mi się, w "prajmie" swojej twórczości, ale utonęło to wszystko w pulpie ładnego lania wody, łaciny i nalegań wydawcy, by książka miała te pięćset stron i godnie wyglądała objętościowo przy Narrenturm. Nie wiem, czy kiedykolwiek sięgnę po zwieńczenie tej historii.
Czas działa tylko na niekorzyść. Już teraz gameplay trójki jest dość przestarzały, a rozwój postaci czy walka ssały praktycznie od początku - sugerowałbym rozpoczęcie przygody właśnie teraz, kiedy jest lekki hajpik z powodu okrągłej rocznicy, czym później tym będzie ciężej wgryźć się.
Szkoda, że przed premierą nie udzielałeś się na oficjalnym forum Redów, gdybyś był tam taką postacią jak jesteś tu, idę o zakład że Redzi wrzuciliby Cię do gry jako chociaż jakiegoś enpeca z kiełbasą w ręku i jakimś browarem, gadającego jakieś gęstochowskie teksty, a może nawet zrobiliby by quest z Tobą. Napad na transport kiełbas albo rozkręcanie mety w Novigradzie.
Kiedy kanał?
Zielony Rycerz to pseudointelektualna pulpa nakręcona pod krytyków filmowych, zgodna z obowiązującymi trendami politycznymi (mimo iż ekranizująca średniowieczną legendę), i przede wszystkim jeden z najnudniejszych filmów wszechczasów. Tam tylko kostiumy i charakteryzacja dała radę, resztę powinni zakopać na pustyni jak kartridże z E.T.
Myślę że Rockstar poleci jeszcze grubiej i doda kawałek Mazowsza a na nim Gęstochowę, z którym zrobimy napad na wiejski spożywczak lub transport kiełbas z pobliskej masarni. Oczywiście z najtańszym browarem w ręku, odpowiednikiem PissWeisera. Róbcie screeny.
Dobry gość, R* zshadowdropował zwiastun GTA6, a on ustawił na prawie rok licznik z powrotem gry o Delfinie.
Oby nie wyszedł z tego szit jak Zielony Rycerz, w którym po części czuło się takie Fromsoftwarowe prowadzenie fabuły, które jednak totalnie nie sprawdziło się w medium filmu.
Dawno nie cytowaliście Pana Douse i jego głębokich przemyśleń. Fajnie, że sypiecie głowę popiołem i naprawiacie swoje błędy.
O Borze sosnowy, nie, na portalu o grach powstają newsy dotyczące najbardziej oczekiwanej gry w dziejach, jak rzyć? (!!!111).
Niektórym sugeruję zmianę hobby na nie wiem, hodowlę jedwabników?
Najbardziej podobało mi się te gazujące piwo w zimnej butelce i ptaki przechadzające się po werandzie kiedy gość leży na wyrze i ogląda telewizję - jeśli to nie wyreżyserowana scenka i takie coś będzie normalnie w grze, będzie to już prawie totalna symulacja rzeczywistości. Fabuła będzie dodatkiem do oglądania tego świata.
Kanał rób a nie książki czytasz i udajesz mądrego. Czytelnik się znalazł.
Warto to czytać dalej po Trylogii Drizzta? Dwie pierwsze części oczarowały mnie wręcz, trzecia skutecznie jednak zgasiła cały zapał i nie wiem, czy dalej będzie lepiej i warto inwestować czas.
Przez te nawiasy nie mogę Cię zaczepić.
Pamiętam śledzenie każdego materiału przed premierą, analizę każdego nowego screena, trailery to było święto, czuć było że zbliża się coś co może zmienić postrzeganie gier i faktycznie tak się stało. Samą premierę przywitałem zasuwając na magazynie w Niderlandach i mimo że zagrałem dopiero pół roku później, to premiera, cała otoczka i impakt jaki wywarł Dziki Gon było czymś magicznym. Zagrałem sporo później, ale nadrobiłem w najmniejszych szczegółach, w życiu nie spędziłem tyle czasu z żadną grą (350+h), po skończeniu głównego wątku i większości pobocznych masę godzin po prostu szlajałem się po tym świecie, rolplejowałem sobie wiedźmiński los. Po latach próbowałem wrócić, w zwykłej i nextgenowej wersji, ale czas obnażył wiele grzeszków które kiedyś nie raziły, a dziś bardzo ciążą gameplayowo tej wyjątkowej produkcji. Cały czas jednak, klimatycznie, narracyjnie czy dialogowo, to top topów, a i wizualnie nadal cieszy oczy.
W maju za rok powiedzą, że jednak muszą przenieść premierę na jesień, jesienią że najmocniej przepraszają ale chcą dostarczyć produkt na jaki czekają te miliardy ludzi, i szóstka pewnie pojawi się za dwa lata na wiosnę. GTA świry do reszty powariują.
Lepszy Vavra, który jednak stworzył ikoniczne już gry (Mafię i KCD) niż ten wydawca Larianów, Douse czy jak mu tam było, którego ostro jeszcze lansowali na Golu niedawno.
Trigger starych ludzi jest najlepszy :D Uważaj dziadek bo ci balkonik się przewróci :p
Z jednej strony gra ciekawi, ale z drugiej nie lubię tego typu światów - surrealistycznych, pokręconych, z masą jakiegoś lewitującego badziewia bez ładu i składu, jednak wszystko inne zachęca.
Bez obaw, i tak wygra jakiś random z kontem założonym dziesięć minut przed terminem konkursu.
Boże uchowaj z polityką, bo na czym to będzie polegać? Omawianie aktualnej sytuacji, ciśnięcie beki? Szybko złapiesz hejterów i z kanału będzie śmietnik. Coś kiedyś gadałeś o wycieczkach krajoznawczych po takich zupełnie nieatrakcyjnych terenach gdzie mieszkasz, to by mogło być dobre. Albo jakieś nawiedzone miejsca, urbex. W sumie rób co chcesz, byle kanał nie skończył jak tamten :)
Dzwonił przed chwilą do mnie gościu z ME z wiadomością, że nie dostali gier od dystrybutora i wysyłka dopiero pod koniec tygodnia albo po świętach :( Grę miałem już zamówioną i opłaconą, a tu taki klops.
Nie wiem, czy dałbym radę cisnąć dziesiątki godzin w takiej jakby nie było, monotonnej mapie zimową porą roku, ale taką rozbudowaną misję na 10h bardzo chętnie bym wtedy przywitał. Fakt, że te swojskie lato już trochę się przejadło, ale jednak robi robotę, bo i ptaki śpiewają, i są ładne wschody/zachody słońca, ludzie obozują pod chmurką, no wakacje po prostu.
Mundfish zdaje mi się że też odniósł się krytycznie do wojennych wydarzeń, a mimo to wszyscy wybrali sobie te studio do chwilowego zrobienia dobrze swojemu sumieniu, krzywdząc naprawdę dobrą grę. Tu dochodziły niby do uszu autorki tekstu "niepokojące wieści", a jednak tekst powstał - bo przecież kto tam już teraz pamięta o jakiejś wojnie a ludzie ze wschodu to już synonim pasożyta :)
Sam tekst bardzo dobry.
Świetna wiadomość, Henry to prawdziwy gracz i pasjonat, złożył sam kompa i złoży świetną ekipę która pokaże zachłannym draniom, jak robi się gry! Pierwsze screeny świetne i bije od nich klimat i prawdziwość i nie wątpię, że naprawdę zdetronizuje Wiedźmina.
Ha, wiem, wiem, ale musiałem zapytać kolegi
To jest jakiś koszmar, czym stał się Gol, a stał się jednym wielkim banerem reklamowym. Reklamy włączają się z głosem, zasłaniają pół ekranu, ale ok, to ich strona, ich sprawa, że robią u siebie taki śmietnik. Jednak jakieś reklamy w stylu hentai, czy jak ostatnio mignęło mi dwóch panów mających się ku sobie w bardzo dosłowny sposób, kiedy na stronie pewnie sporo niepełnoletnich osób, to już karygodny proceder i tak nie powinno być.
Gęsty, łapserdaku, będzie w końcu ten nowy kanał, czy kariera jutubera wyjdzie tak samo jak literacka?
Również testuję, czyszczę pierwszą mapę i jest narazie fajnie. Taka kwintesencja drewniaczka AA, ale to absolutnie nie słowa obrazy. Jest kilka dobrych pomysłów (tętno chociażby, handel polegający na wymianie towarów, system poszlak i brak klasycznego dziennika), grafika schludna, świat urokliwy, czuć ręczność w jego kreacji, sporo jest myszkowania i chce się to robić. Ciekawy, brytyjski klimat - to wrażenia jednak z pierwszej lokacji, której sekrety poznaję nadal. Bardzo pozytywnie ogółem. Z takich minusów na szybko to przeciwnicy są chyba najbardziej pokojowymi adwersarzami w grach ever, nie chcą rozlewu krwi, sobie chodzą tylko napawając się krajobrazem, a na widok gracza lojalnie ostrzegają go żeby sobie poszedł i żeby wszystko było w porządku :)
Mam nadzieję że w weekend będzie padać, spragniona ziemia przyjmie trochę wody, i będzie dobry klimat do gry w Atomfolka :)
Cholera, junkie, nie tak dawno pisałeś jedne z najlepszych felietonów na tej stronie, a teraz naganiasz elektronikę i zabawki, ciężko jest lekko żyć :D
Historia historią, ale ja bym zagrał sobie tak jesienią albo zimą w następnego Kingdomka. Zimą choćby jakiś mały kawałek, w jakimś dlc chociażby, ale jesienią chętnie dłużej, bo trzecia gra rozgrywająca się pięknym latem to trochę chyba za dużo.
P.S. Zdecydujcie się w końcu, czy Luke Dale to aktor czeski czy brytyjski, wszak nosi prawdziwie słowiańskie imię i nazwisko :)
Marcin, jeśli jesteś przetrzymywany siłą w dziale newsów w Golu, na końcu następnego "artykułu" zrób dwie kropki zamiast jednej.