Jeśli swoją nową produkcję zareklamują "Gra weteranów ze studia Spiders", to znów prosta droga do bezrobocia.
Mieli ten potencjał jak piszesz, ale ile można czekać na jego rozwój? Redzi odpalili się przy drugim Wieśku i dziś są zaraz za Rockstarem, więc jak najbardziej można.
Znacie jakiś dobry poradnik to tej gry, bo zacząłem ostatnio grać, a że nigdy nie grałem w nic karcianego oprócz "Wojny", to trochę jeszcze się w niej gubię - mimo iż metodą prób i błędów udało mi się wygrać kilka rozdań.
Ciężko tą grę ocenić, bo z jednej strony wygląda dobrze, jest klimat, są jakieś pomysły (te edykty), z drugiej jednak widać biedę w animacjach, koślawe hitboxy, drewno w walce, nachalne momentami fleszbeki z W3. Mapa sprawia wrażenie płaskiej i zewsząd otoczonej górami - blokadami, ale może nie być to złe. No i ta cena. Sam jestem ciekaw, co z tej produkcji wyjdzie.
Dla mnie Black Flag to przede wszystkim klimat - czuć morze, czuć żar lejący się z nieba, niesamowicie dobrze się w tych okolicznościach eksploruje. Reszta zestarzała się mocno, a była już drugiej świeżości w okolicach premiery i bardzo fajnie, że remake to trochę naprawi, a klimat (mam nadzieję) będzie bez zmian.
To już pies mojego znajomego realizuje więcej tych podpunktów, no może poza drugim. My gramy w gry.
Życzę powodzenia i obyś nie skończył jak taki jeden "pisasz" z forum, co obiecywał quality content swojej twórczości a wyszło... jak zawsze u niego.
Tak w ogóle a propos wydania tego - wydawnictwa w ogóle bawią się w druk takich broszurek, czy stawia się bardziej na wielotomowe epopeje, które będą przynosić długofalowe zyski?
Wygląda prawilnie w opór, z jednej strony szacunek dla pierwowzoru, z drugiej maksymalne ulepszenie i dostosowanie go pod dzisiejsze czasy. Niepokoi mnie jedynie brak jakiejkolwiek wzmianki o otwartości świata - czy będzie można zwiedzać go tak jak np. w Odyssey i zostanie powiększony, czy nadal wyspy będą hubami i kawałkami plaży otoczonymi tropikalnymi górami.
Wygląda to bardzo dobrze, kolorystyka idealna. Najciekawsze jednak, jak podejdą do zmian w mechanice i czy to będzie po prostu "zwykły" nowoczesny AC.
Już 12 lat(!) strzeliło od premiery DS2, a pamiętam jak dziś, jak wyczekiwałem nowych informacji czy screenów i jak dwójka na początku zawiodła, by teraz być świetnym, ale dość innym soulsem niż reszta swoich braci.
Majula Theme na zawsze w sercu.
Straszy płacz jest o ten remake w polskim internecie, a ja czekam i chętnie zagram. Demo mi się podobało - dubbing bardzo dobrze napisany i nagrany, grafika też w porządku i nawet przełknąłem ten z lekka pustynny klimat, który wydaje mi się, że później będzie już nieco bardziej gothicowy. Aż sobie znowu pobiegam Nyrasem.
Przysiągłbym że zupełnie niedawno był z nimi na Golu wywiad, że zakładają nowe studio, że ja ja, będzie gut szpila - bo my Gothica robili - ale spodziewałem się jej dopiero w przyszłości, a tu już jest. No i w tak krótkim czasie po prostu nie idzie zrobić dobrej gry, ani nawet średniej. Z czym do ludzi, ludzie.
Na lato siadłby ten remake idealnie. W pierwowzór grałem właśnie jakoś gorącą porą i bardzo pasowało to do zwiedzania Hawany czy potem uderzania w morze.
Darek mówi że tak będzie, to będzie. Ostatnio był też w kosmosie i instruował załogę statku Artemis jak najlepiej wejść w atmosferę i robić zdjęcia. Potem wrócił na ziemię pikując jak Kliff z Crimson Desert.
Przecież miały być gameplaye, recenzje muzyki, wycieczki regionalne, testy piw i kiełbas. Powiedz że Ci się nie chce, będzie bardziej wiarygodnie :P
To zrób Panie chociaż powitalny i pożegnalny zarazem gameplay z jakiejś Valhalli czy w co tam teraz grasz, na tym starym koncie na YT. Pamiętasz w ogóle, że takie istnieje?
Ciekawe, czy coś takiego przeszło by u nas - zamknięcie (na stałe) ważnego przyrodniczo miejsca, dodatkowo ultra atrakcyjnego. Patrząc po tym, co działo się ostatnio, kiedy zamknięto TPN, a ludzie nadal chodzili a potem machali do helikoptera Topru - szczerze w to wątpię. Chciwość zarządcy tego miejsca też pewnie by temu przeczyła.
Jakieś dowody, że wyświetlenia były kupione?
GoW faktycznie wygrał, to dobra gra, o wiele lepsza niż kontynuacja, ale ostatecznie to RDR2 został w pamięci ludzi i do teraz jest - cały czas powstają nowe filmy, porównania, analizy, co tylko chcesz. Marka GoW'a (tego nowożytnego, bo slashery mają swoje miejsce w annałach) nie jest słaba, ale dość szybko, szczególnie po dwójce, trochę przepadła w gamingowie i dopiero zapowiedź trójki znów by ją odkurzyła.
Ale zgadzam się, że R* mógłby usiąść nad rozgrywką i trochę ją unowocześnić, dać ludziom więcej wyboru i dróg w niej.
Darek, Ty masz serio jakiś kompleks RDR2 i w Twojej głowie to jakaś niszowa gierka - która jednak stała się kultowa, do dziś ludzie grają, wspominają, a Ty nie rozumiesz co się stało.
Redom faktycznie wyszedł ten hype train bo potrafili go sprzedać a ludzie dopowiedzieli sobie resztę, halucynując sobie coś czego nie dowiozły nawet gry R*, i żyli tym latami. Jak było potem, mówić nie muszę. Jak jest teraz, tym bardziej.
Mówisz, że ludzie nie czekają zbytnio na nowe GTA, ale jednak trailery robią jakieś chore wyniki, i poczekaj tylko na trzeci. A miesiąc, dwa przed premierą stukać nóżką o podłogę będziesz nawet Ty i pani Krysia w spożywczaku.
Pił, ale w sumie napisał prawdę. Mnie spod drzwi wywalali jak kundla, ale gdy wszedłem alternatywną metodą, to szlachcice w środku kłaniali mi się w pas, mimo bycia brudnym Szarogrzywym. Trochę wybijało to z wczuty.
Możesz wstawić sobie jakąś orbitkę, robisz na call center to i tak z ludźmi się nie widzisz.
A tak serio to ja pie...ole, chłopie xD Od razu zgadłem że Twój wątek.
Ten jakże stracony czas mogłeś przeznaczyć na lekturę słownika języka polskiego - przegrałeś podwójnie.
Kondzio to parówa, pamiętam te jego miniaturki na yt, w których typ jawnie spojlerował fabułę. Ha tfu na niego.
A w jakich grach z tak wielkim miastem coś z obecności npc "wynika"? I co ma wynikać? W GTA to też tak naprawdę wystrój, a nie jakaś ważna część składowa gry. Nie powstała i narazie zapewne nie powstanie taka gra, która robiła by to naprawdę dobrze. I tak, miasto w CP to fasada, ale dla mnie dobrze zrobiona i w którą można uwierzyć.
Martwe, bo?
To nie miał być symulator miasta przyszłości, tylko jest ono tłem do opowieści, po którym też można poruszać się z przyjemnością i jak dla mnie spełnia swoje zadanie - generuje ruch, szum, swoisty miejski ambient, uczucie zagubienia i odczłowieczenia pośród gigantycznej zabudowy. Na yt pełno jest "walków" z Night City, niczym z realnych miast. Nie ma lepszego miasta w grach niż metropolia z Cyberpunka.
Jest i pierwszy płaskoziemca.
A smoki? Pewnie, latałem na jedynym.
Nieograniczony ekwipunek to byłaby czeluść otchłani, której obsługa wymagałaby więcej czasu niż sama rozgrywka w grze. Mam koło 130 slotów i jest w sam raz by nie oszaleć przy korzystaniu i mieć wszystko co trzeba.
Wczoraj miałem taką sytuację. Za dnia gościa nie było, odjechałem obrażony, ale wracałem tamtędy wieczorem i już się kręcił.
45h w Hernand i nie wiem czy zwiedziłem z 80 procent. Trochę ciągnie już dalej ale tam jest jeszcze sporo do zobaczenia i odkrycia.
Jedynka to padło i jeden z najgorszych soulslików, tu widać że posiedzieli nad tym co kulało i świat nie jest mglistą breją tylko czymś co będzie chciało się zwiedzić, i oby wywalili w cholerę te śmieszne leczące grzybki, które niszczyły rozgrywkę.
Z jednej strony byłby to genialny ruch, ale z drugiej musieliby ubrać tą zapowiedź w coś trochę śmiesznego, pasującego do "fool's day", co na dłuższą metę mogłoby zaszkodzić dodatkowi, wzbudzić jakieś pierdoły na giełdzie itp. Oni przede wszystkim chcą tym projektem zarobić kasę i zwrócić uwagę na Wiedźmina 4.
Poprawili i w większości odbiór jest już taki jaki powinien być. Czasami jednak npce mówią jedną rzecz, a napisy pokazują co innego. Ogólnie jednak jest okej.
Osz... Czytam właśnie "Pałac". A "Kamień na kamieniu" to jedna z najlepszych książek jakie czytałem w życiu.
Wielka strata.
Na bazowym PS5 można już grać w trybie wydajności i w grafice podciągniętej do 4k, także jak komuś brak tego przeszkadzał, to teraz już droga wolna. W sumie dziwne, że nie mogli tego patentu dać razem z premierą gry ale i tak dobrze, że szybko to naprawili.
Sezon Burz to, oprócz jak to u Sapkowskiego często, głupiej końcówki, to dobra książka i o wieeele lepsza niż ten kasztan który popełnił ostatnio, Rozdrożem Kruków zwany.
Norfiku, utrzyj nosa tym wszystkimi gagatkom i zrób zdjęcie ze środka samochodu, z jakaś małą karteczką z trzema literami "GOL". Nie może być, że oni tak się z Ciebie śmieją, przecież to Twój samochód, za Twoje własne pieniądze kupiony. Prawda?
Gra wygląda najlepiej gdy świeci w niej słońce, wtedy to naprawdę jedna z najładniejszych gier - obłędny zasięg rysowania, kolorystyka, ochy i achy. Może niech Bukary wrzuci parę fotek z wtedy dla porównania.
Choć gdy pada deszcz też jest ciekawie - zauważyłem że nie jest on jakimś efektem czy filtrem tylko fizycznym obiektem, i np. odbija promienie słońca tworząc takie błyski, gdy patrzymy na niego pod odpowiednim kątem.
No i cyk, godzina cennego czasu skradziona tylko dlatego żeby było dłużej widno. W czerwcu o 22 nie będzie jeszcze całkowicie ciemno, i komu to potrzebne? Naturalny czas to zimowy i teraz o 12 w południe słońce nie jest w swoim najwyższym położeniu, więc sztuczne to wszystko i na siłę.
Po patchach sterowanie jest już jak najbardziej możliwe. Strach pomyśleć jakbyś zagrał przed nimi, być może nawet nie uruchomiłbyś nowej gry.
Byłem pewien że to główny ciąg zadań, bo po piecach od razu wszedł ten z turniejem łuczniczym.
Jeśli potem robi się już bardziej jednorodnie fabularnie to dobrze.
Tylko że u nas te flagowe koncerniaki (które kiedyś były sztosami) to teraz wyrób piwopodobny pod najmniej wymagające gusta, typowych Januszy czy Gęstochowę. W Niemczech czy Czechach nie do pomyślenia.
Jak najbardziej jestem tego świadom i mimo to bawię się całkiem dobrze przy tych głupotkach, ale trochę dziwi mnie, że przy tylu skopiowanych elementach z innych gier, niektórych wręcz splagiatowanych, Koreańczycy nadal nie mogą choć spróbować pójść w zachodni sposób prowadzenia narracji czy misji.
Nie przestaje mnie zadziwiać zupełny brak ciągu logiczno - przyczynowego questów.
Jestem w obozie, dobiega mnie wybuch z daleka. Jadę na miejsce, okazuje się, że wybuchł piec. Naprawiam trzy takie, quest wykonany. Następne zadanie to pomoc ziomkowi, który ośmieszył się przy koleżance przy strzelaniu z łuku i mam wygrać turniej łuczniczy, by ten mógł pochwalić się przy niej moim zwycięstwem i utrzeć jej nosa. Oni tam przy projektowaniu questów chyba lecieli na jakimś chińskim kwasie.
Gram tylko w trybie jakości i gra mi się zadziwiająco dobrze. Gra wygląda tak jak powinna i po patchach te 30 klatek mi nie wadzą. Tryb wydajności to tragedia, tryb zbalansowany też mi nie podchodzi, zbytni rozstrzał w klatkażu, ale ja mam bieda tv.
Chyba nie muszę dodawać, że chodziło mi o okolice przełomu wieków, gdy powstały filmowe adaptacje i cały świat zwariował na punkcie ich i książek.
Nie są gówniane, oferowały i oferują dalej teleport do fascynujących miejsc z którego skorzystały miliony ludzi, i w sumie żal mi cię, że ty jeden gdzieś tam zostałeś z boku i teraz jako stary, smutny człowiek musisz pastwić się w taki sposób.
Why not both?
Oboma uniwersami fascynowałem się w czasach gdy były w swoim prime timie, oba dawały możliwość oderwania się od często szarego życia i przeniesienia w naprawdę magiczne rejony. Chwała im za to.
Kiedyś popijał w pubach, potem jeździł na motorach somsiadów, teraz wali już w parkach, a za dwa lata będzie wątek "a jak wyglądają wasze izby wytrzeźwień i pokoje AA". Ale w sumie spróbowałbym takiego angielskiego sikacza z marketu.
Właśnie piję przelanego do kufla Kormorana Świeże, coby przyjemniej wspinało się na pewną górę w Crimson Desert. Polecam piwka ze stajni Kormorana, coś pomiędzy dobrym koncerniakiem a kraftem, w cenie i smaku.
Widzę dużo hejtu na piwa powyżej, i niestety po części to zasługa zupełnego braku kultury w piciu tychże, a popatrzcie jaki status ma piwo u naszych czeskich sąsiadów. Pomału jednak się to zmienia.
Muszę przyznać, że po tym ostatnim patchu gra się na bazowym PS5 sporo lepiej. Przysiągłbym że nawet płynniej, ale cały czas siedzę w trybie jakości z 30 klatkami, więc to pewnie zasługa poprawionego sterowania - jest o wiele responsywniej i przyjemniej. Ciekawe, co przyniosą następne poprawki - może pokuszą się o naprawę oświetlenia?
Pilsner już dawno powyżej 7 złotych, co jak na koncernówkę jest rozbojem w biały dzień. W dodatku jak pozbyli się tego pazłotka z szyjki to wg. mnie stracił dużo swojego charakteru i teraz jest piwem tylko niezłym.
Pograj trochę dłużej zanim wygłosisz opinię, bo z W3 Crimson Desert ma jedynie podobną muzykę w pewnym momencie (dosłownie ten sam feeling chórków, ewidentna inspiracjo - zrzynka), a tak to jak pisze kolega nade mną - to mix Zeld, RDR2 czy Valhalli. Może jeszcze ten nieszczęsny Kliff był wzorowany na Geralcie, bo jest mrukiem z groźnym spojrzeniem, jednak bez żadnego charakteru, i poza tym obie gry nie mają zupełnie nic wspólnego.
Dobrze robio że robią i naprawiają, jeszcze jakby zrobili coś z tym oświetleniem. Grę wczoraj wywaliłem z systemu, dziś pobiorę raz jeszcze i sprawdzę, czy jest jakaś różnica np. w sterowaniu, bo to była większa mordęga niż RDR2.
Jest coś na rzeczy z tym, że ta gra potrafi wkurzyć i zmęczyć jak żadna inna. Wczoraj nawet odinstalowałem i wystawiłem na olxie, by dziś anulować ofertę z myślą, że jeszcze bym sobie w to pograł :)
To i tak trzeba samemu zobaczyć, bo ta mapa mało co mówi (to co widać na zdjęciu to praktycznie centrum mapy). Gadali że podróż z buta z jednego końca na drugi to 6h i właśnie tak zapewne jest. Mimo wizualnego uroku ciężko się ten świat zwiedza i czuć, że projektowano go pod rozgrywkę z innymi graczami. Ciekaw jestem ile to to ma metrów kwadratowych.

Olałem te gówniane questy, wybrałem się pozwiedzać i ogrom tego świata jest przerażający. Z jednej strony fascynuje, bo skala jest nieziemska, jest ta symulacja codziennego życia wszędzie, ale z drugiej po prostu przegięli i bez zainwestowania w to setek, tak, setek godzin, nie będzie chyba można się w to ot tak po prostu wkręcić.
Chyba z godzinę real time zasuwałem na koniu, podeszłem pod ten najwyższy szczyt który widać zewsząd, a potem przebiegłem na wschód przez trzy krainy aż do morza, a i tak na mapie świata zostawiłem wąski szlaczek. Wadą jest, że ten świat wszędzie jest tak samo tarasowo - klifowy, poza ścieżkami eksploracja męczy, bo nasz heros to tank przy którym Arthur Morgan to prawie że atleta. Pójdę jeszcze na północ w tytułową pustynię i nie wiem, czy jest sens dalej w to grać, posiadając jeszcze życie zawodowo - hobbystyczne. Potworna gra.
Ani zadowolony ani niezadowolony, grę sprawdziłem, sprawdzać będę jeszcze dalej, nie zbiedniałem, a w razie czego mogę pudełko sprzedać. Luzik.
Doszedłem do walki z "bossem pszenicy" i chyba odpuszczę przechodzenie tej gry stricte na rzecz ot, zwiedzania sobie tego świata w trybie turystycznym. Na tym bossie zacinka, później pewnie dojdą jeszcze trudniejsi, a jakoś nie chce mi się bawić w cały ten pokomplikowany crafting gotowania, żeby mieć się czym leczyć. Fabuła jak narazie to stek bzdur bez żadnego ciągu logicznego, postacie mimo posiadania jakichś zalążków osobowości są płaskie i ani ziębią, ani grzeją, a sam Kliff to piąta woda po Geralcie i jedynie chrząka i patrzy spod byka, zgadzając się na bycie popychadłem dla każdego. Unosi się nad tą grą ten dziwaczny smrodek azjatyckości którego nie jestem w stanie zdzierżyć. Bardzo podoba mi się jednak ten świat, jego regiony, a także to że poszczególne miejsca mają swój kawałek historii i opis. Mimo to po każdej sesji z CD jestem strasznie wymęczony i rozkojarzony.

Zgadzam się z tą opinią i dzięki za nowe, dotychczas nieznane słowo, którego w życiu na oczy nie widziałem i na uszy nie słyszałem - rudymentarne. Dziwaczne jak samo Crimson Desert.
Ja w głowę zachodzę jak można w tej samej grze stworzyć najlepszą fizykę wody, która realistycznie obmywa brzegi, zostawia wilgoć na skałach i przelewa się przez nie, by obok niej zestawić te wodospady o których piszesz, które wyglądają jak wprawiony w ruch przegotowany makaron. Jak sobie pomyślę jakie piękne były w RDR2 czy drugim Horizonie, to mnie krew zalewa. Jakże one psują widoki w tej krainie. O tym kalekim oświetleniu już w ogóle nie wspominam.
Ta gra to sinusoida. Przez chwilę człowiek bawi się świetnie, a za moment jest okrutnie zmęczony i przebodźcowany mechanikami i samym światem, który jest cholernie żmudny do eksploracji. Za godzinę jednak pojawia się chęć by znowu w to zagrać. Dziwadło z tej gry totalne.
Fakt, gra ma zajebisty problem z oświetleniem, bo gdy jest słoneczny dzień to wygląda to cudownie, ale wieczory i poranki to taki festiwal płaskości jakby człowiek miał jakąś wadę wzroku
Na PS5 pojawił się problem z włączaniem mapy - gra praktycznie za każdym razem wywala do systemu.
Ja gram w trybie jakości w tych 30 klatkach i chyba już przyzwyczaiłem się, i nie jest wcale tak źle, wrażenia podobne do RDR2. Tryb wydajności to iście potato mode, a do zbalansowanego trzeba mieć telewizor z przynajmniej 120hz, i mi klatkaż skacze.
Questy naprawdę mmowate, w zasadzie nie bardzo rozumiem po co Kliff w ogóle zgadza się szukać tych owieczek, przeczyszczać kominy, kiedy jego kamraci zostali rozbici i czym prędzej trzeba się z nimi zjednoczyć. Może potem będzie inaczej.
Zaiste przedziwna jest to gra - na fabułę czy postacie chyba nie ma na co liczyć, chodzi też jak ta cholera w ujemnym rozumowaniu na PS5 (wybrałem stabilne 30 klatek z dobrą grafiką, bo dwa pozostałe tryby po prostu ssały). Dobre pięć minut rozkminiałem jak zejść do studni czy uzyskać drewno, w sumie przez te parę godzin nigdzie nie byłem, ale coś tam widziałem i wrażenia raczej mieszane choć nie negatywne, ciekawe co przyniesie następny dzień z tą grą, bo co by się mówić, to jest jedyna w swoim rodzaju.
I jak, gra w końcu doszła? W sumie nigdy nie miałem problemów z ME, więc mam nadzieję że i Ciebie nie zawiedli. Ja zamówiłem z PB i już o 11 rano była w paczkomacie.
Wytrzymałem 52 sekundy. To jest humor dla ludzi których mózg jest nieodwracalnie zmieniony przez regularne dawki substancji alkoholowych poniżej 3 złotych.
Cieniasy z was i tyle. Ja po latach wróciłem do Silmarillionu i Władca to przy nim książka akcji, a i sam Silmarillion wcale nie jest taki straszny, jeśli nie liczyć tych wszystkich nazw do zapamiętania i konotacji kto z kim, kiedy i dlaczego. Czyta się bardzo dobrze i wartko.
Perfect Blue już zaczyna nadawać gry, oby inne sklepy nie zamuliły i też dowiozły na czas.
Jedynka lepsza o wiele. Dwójkę powinni przypisywać dla ludzi borykających się z zaburzeniami snu.
Marcinie z wieloma cyframi - mój post był trochę z przymrużeniem oka, ale bardzo uradowało mnie Twoje stanowisko.
Te niecałe 3% ludzi na świecie posiadających sprzęt na takie bajery z pewnością będzie nimi zachwycone.
Nie powiem, robi wrażenie. Graficznie top topów, a i rozgrywka innowacyjna i świeża. Będzie o tym tytule jeszcze głośno.
Pardon za późną odpowiedź. Fakt, ma coś w sobie Avowed z DA:O, szczególne te rozmowy w obozie nocą, przy świetle ogniska.
Do połowy, czyli po ilu godzinach czar prysł?
Spoko, że wróciłeś i żyjesz, bo czasami myślałem, że poszedł o jeden Specjal albo kiełbasa za dużo. Trochę dostałeś po dupie od żyćka i obyś wyciągnął teraz dobre wnioski.
Spytam, ale tak zupełnie bez nadziei: będzie kanał?
Próbowałem grać na swoim, i niestety nie grało się komfortowo - odpalić się dało, ale źle to chodziło. Poza tym chcę w to grać jak człowiek, na kanapie, a nie gdzieś przy laptopie jak małpa.
Bardzo możliwe jest to o czym piszesz.
DMT w ogóle powoduje "fazy" które ludziom wydają się jakby już umarli i trafili w jakieś inne miejsca, więc takie prawdziwe umieranie jest bardzo zastanawiające w kontekście tej substancji. Szkoda tej dziewczyny.
Więc chyba można zapomnieć o wersji na niebieską konsolę i bardzo dziwi mnie taka decyzja. A szkoda, bo zawsze chciałem spróbować tej gry, i pewnie wielu innych też.
Rysław spoko gość, ale czasem gada jakby mu hantel na głowę spadł. Np. jedzie po TloU2 od najgorszych, sam nie zagrawszy, a opierając się jedynie na tym, że "coś tam słyszał". Jakiś czas temu podczas transmisji bardzo ostrymi słowami objechał tą łysą pannę z Intergalactic, aż jeden z czatu zwrócił mu uwagę, że to było po prostu niesmaczne, to reszta jego kultystów pożarła gościa, a sam Rysław zdziwiony, że ktoś mógł się z nim nie zgodzić i coś mu wytknąć.
Daruś, synu wielbłąda i jedwabnika, a ja się przezajebiście w tym Avowed bawię i nie szkoda ci czasu, by hejtować dla samego hejtu, bo idę o zakład, że grę widziałeś tam u Rysława jedynie. Idź spać typie xD
No i wziąłem i zamówiłem sobie, choć od miesięcy raczej jechałem po tej grze za tą walkę i głupie sposoby eksploracji. Trochę jednak kupiły mnie ostatnie materiały prezentujące świat, a że kocham tego typu fantasy, które w niektórych momentach CD sprzedaje, więc cóż - a pudełko można będzie zawsze sprzedać.
Ja swoje, ty swoje i tak możemy bez końca, więc ja idę grać w te straszne Avowed które tak spędza ludziom sen z powiek, i tobie też życzę miłego wieczoru. Eot z mojej strony.
Powiedziałbym ci gdzie byłeś i co widziałeś, ale nie będę kopał leżącego. Oglądać na jutubku można zwiastuny, żaden nie zastąpi własnoręcznego zagrania i jakbyś zagrał to byś wiedział, że krytykowana przez ciebie walka akurat jest mięsista i satysfakcjonująca (przeciwnicy latają zgodnie z fizyką zależnie od siły uderzenia), fajnie sparowana z wibracjami na padzie. Questy też są dobre, ciekawie napisane i rozpisane, ale jak jacyś ludolodzy wmówili ci, że są do dupy, to będziesz powtarzał za nimi ślepo. Jasne, że BG3 czy E33 to lepsze gry, tego nikt nie podważa, ale na litość, zagrajcie pierw w coś żeby mieć jakiekolwiek argumenty do tego krytyki.
Nie mówię, że Avowed to diament koronny gier RPG i w swojej opinii na golu też wyraziłem żal, że ten świat nie jest bardziej responsywny, ale to też domena innych gier (powszechnie chwalone Tainted Grail, gdzie to wygląda tak samo jak w Avowed i nikt się nie czepia). Ludzie uczepili się tego, że postrzelony strażnik nie reaguje i okej, to jakiś mankament, ale zupełnie imo przesłoniło to zalety tego tytułu, które jak najbardziej posiada. To, że sugerujesz się obejrzanym gameplayem w ogóle powinno zakazać ci jakiegokolwiek prawa głosu na temat Avowed. Wróć jak zagrasz.
Gościu, mam w dupie twoją opinię na temat tego co mi się podoba a co nie, po prostu chciałem zwrócić ci jak małemu dziecku uwagę, że pleciesz głupoty i ktoś może to łyknąć. Po co rozsiewać ziarno ciemnoty dalej niż stoisz?
I kolejny co nie wie, a się wypowiada - w Obsidianie nadal są ludzie stojący za ich najlepszymi grami. A nawet ci co pracowali nad Tormentem.
Oni pewnie też się poprawiają, ale albo umieją to robić lub po prostu znają umiar. A "odpierdoilo" może każdemu (nie chce być nieżyczliwy, ale widać to po niektórych użytkownikach tego forum), starość nie wybiera i pada na mózg prawie każdemu.
A teraz chciałbym zaprezentować cudowne tabletki na demencję dla 30/40/50 latków, opis i promocja w linku. www.nie.badz.debil.elo
Nie jestem foliarzem, ale sprawa jest naprawdę dziwna. Oglądałem zeszłoroczne wywiady z nim i to jest zupełnie inna osoba niż ta którą zobaczyliśmy teraz (gardził blichtrem i wydawał się kimś pomiędzy oświeceniem a nawiedzeniem, a teraz robił selfiki, pozował.. ) i o ile to nie jest jakiś jego wicked manifest, to ma to jakiś vibe Czarnego Lustra.

https://x.com/TheRealZephryss/status/2028037256699891814?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2028037256699891814%7Ctwgr%5Ed93e4ba3670e3c6111c0b866b0a9cbdb950a3860%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https://www.ppe.pl/news/402019/to-bedzie-najbardziej-widowiskowa-gra-ostatnich-lat-pierwszy-test-crimson-desert-pokazuje-wiele.html
Ujęcie z tego lasu prawie jak z W4 :)
Nie powiem, o wiele lepiej to wygląda niż na każdym materiale jaki serwowali przez ostatni rok, i warto będzie w to zagrać by po prostu podoświadczać pięknego świata.
Tak zrobię, a teraz przepraszam Dareczka, bo przeze mnie i takich jak ja wróciły mu jakieś fleszbeki, które prawie pomógł mu przezwyciężyć terapeuta.
Ja tam zdecydowanie jestem #teamRataje, bo chociaż pierwsza wizyta w Kuttenbergu faktycznie jest niezła (jak i sam jego widok w tej dolinie na drugiej mapie), to samo miasto jest nudne, szaro - bure i wieje w nim po prostu tym przysłowiowym sandałem. Wiem, że tak miało być i to udana prezentacja jak wyglądało takie miasto w średniowieczu, ale nadal jest tam nudno i szaroburo :) Rataje fajniejsze bo mniejsze i chce się zaglądać w każdy kąt, wchodzić do budynków, kościoła, wież, stołpów (okej, w Kuttenbergu jest ich więcej) mijać znanych ludzi, a nie tylko te roboty o podobnych twarzach wszędzie.
Chyba wiem o co chodzi z tym okiem, sam zupełnie zapomniałem jego zastosowania :)
Fakt, tyłka zupełnie nie urywają ci kompanioni, Kai to taki typowy everyman, i to w sumie spoko.
22h gry za mną, odkryty prawie cały Świtobrzeg i bawię się coraz lepiej, choć był taki moment że myślałem, że gra pokazała już co miała pokazać i będzie zjazd. Jasne, trzeba pójść na pewną umowność z tym tytułem i też chciałbym więcej życia choćby w skupiskach ludzkich, lub lepsze projekty tychże, bo tu coś chyba do końca nie pykło i sporo postaci to taka trochę dolina niesamowitości - jednak cała reszta jest jak najbardziej w porządku. Eksploracja świetna, chce się zaglądać w każdy kąt, można myszkować od kanałów po dachy, a w dziczy wszystko jest ręcznie zrobione i różnorodne. O wiele bardziej podoba mi się ten świat niż kraina z Tainted Grail, gdzie wszystko było jakoś tak bez sensu rozrzucone byle gdzie.
Sporo czytania, dzienników, listów, historii do poznania, często w zupełnie niespodziewanych miejscach, co lubię i cenię. Same dialogi na dość wysokim poziomie, choć wypowiadane przez śmiesznie zrobione postaci tracą trochę na znaczeniu. Sami towarzysze spoko, choć dopiero zwerbowałem krasnoluda (20h bujałem się z samym ryboludziem) i dopiero będę go przepytywał w obozie, to Kai jest ot, solidnym przykładem obsidianowego pisarstwa, ze swoją historią, osobowością, poczuciem humoru i komentarzami. Dobry poziom (czy on przemawia głosem Garrusa z ME?).
Nigdy w erpegach nie gram magami, a tu żywioły są moją główną bronią, którą czasami wymieniam na coś jednoręcznego i tarczę - jednak głównie sieję zniszczenie przez grymuary i sprawia to dużo radości. W Pillarsach trochę drażnił mnie zawsze rozwój postaci, wydawał mi się jakiś nieintuicyjny, tu ogarnęli to, posprzątali i jest prosto, przejrzyście i przyjemnie - tak samo z craftingiem i itemizacją. Fajne jest to, że tu praktycznie wszystko co zbieramy jest użyteczne i nie zalega nam na podorędziu pełno śmiecia "na czarną godzinę" jak w innych grach.
Po prostu dobrze się w to gra (bardzo podchodzi mi ten "wakacyjny" klimat dotychczas poznanego świata) i nawet odpuściłem odświeżone KCD, by skupić się tylko na Avowed.
Bardzo dobry tekst, Pani Anna jest obecnie chyba najlepszą pisarką w Golu (nawet wśród pisarzy).
W KCD 2 jestem już chyba przy końcu, sądząc co mi mówi o ukończeniu progres na konsoli, i męczę i zmęczyć nie mogę. To dobra gra, ale imho uleciał gdzieś ten magiczny pierwiastek jedynki, w bardzo dużej części przez mało ciekawe mapy do eksploracji (są dwie, i pierwsza jeszcze jest fajna). W innych aspektach jest niby tak samo a nawet lepiej, ale dla mnie to już nie to, i np. nie cierpię większości twarzy w dwójce, znajdą się oczywiście jakieś lepsze, ale większość jest jakaś dziwna, kukiełkowa i w jedynce są o wiele lepsze, naturalniejsze, i sporo wątków na reddicie też o tym mówi. Za dużo jest wysokiej polityki, za mało swojskości, mniej pasuje mi nawet styl graficzny, bo niby grafika jest lepsza (można też w końcu przedzierać się przez krzaki, i to mały gamechanger), to wolę klimat i oświetlenie z jedynki, gdzie naprawdę czuję się jak na naszej prowincji późną wiosną, gdzie w dwójce jest już jakoś zbyt baśniowo. Nie zrozum mnie źle, KCD 2 to świetna produkcja, pełna pasji i tak powinna wyglądać kontynuacja, ale ja jestem dziadersem i wolę piękne drewno jedyneczki :)
Co do dwójki to owszem, to jest techniczne i w wielu innych miejscach gra absolutnie lepsza, ale dla mnie już bez tej magii co jedynka, choć wiele osób zakochało się właśnie w dwójce, jedynki nie cierpiąc. Ciekawe jak Tobie podejdzie.
Udanych przygód :)
Ja tam byłem zaskoczony na plus gdy strażniczka pilnująca bramy, zamiast zwyczajowego "tam jest niebezpiecznie, uważaj na siebie", co oczywiście też między słowami powiedziała, zdradziła mi jak znalazła się właśnie na tej zaszczytnej funkcji, kim była w poprzednim życiu, jaki ma pewien pogląd na świat w którym teraz jest i z którego przybyła, wszystko podane w taki sposób, żeby samemu można było ocenić że ma swoje za uszami. Wygląd i voiceacting jak najbardziej spasowane do charakteru. Zwykła postać pilnująca bramy. Mam nadzieję że podobny poziom utrzyma się dalej.
Pograłem pięć godzin, pokręciłem się tu i ówdzie, zrobiłem jakiegoś poboczniaka (bardzo fajny) i jak narazie jest elegancko. Eksploracja prześwietna, wertykalna, można włazić na dachy i przez dachy do pomieszczeń, widać że poświęcili na to sporo czasu i pomysłów. Dialogi na wysokim poziomie, tu nawet coś do powiedzenia mieli podrzędni handlarze jakich pełno w erpegach. Wizualnie też bez zastrzeżeń, bardzo malarska gra. Oczywiście to tylko wstępne wrażenia ale coś czuję, że internety znów dostały sraczki i scancelowały po prostu dobrą grę.

Święte pisma które przekazał mi mój ojciec, a peerelowska pufa świeciła wtedy niczym magiczny kufer, i które i ja muszę kiedyś przekazać swojemu następcy, o ile się takiego doczekam. Najwyżej pójdą na allegro.
Fakt, dziś gameplay Wiedźmina 3 to już zakalec, ale dalej gra broni się klimatem, zadaniami pobocznymi i postaciami. Crimson Desert może nie mieć żadnej z powyższych cech.
Narazie jawi mi się ta gra jako taki dom lalek dla chłopców - coś ładnego, dużego, ale bez większego sensu i do rzucenia po chwili zabawy - no, ale okaże się za miesiąc.
Serio Boskim trzeba grać, nie można inną rasą? Nigdy nie podchodzili mi w tym uniwersum.
Granie solo w takie gry to dziwactwo, bez interakcji z drużyną to wręcz bez sensu, to nie Icewind Dale że drużyna była kontekstowa i tylko do walki :)
Dobrej gry.
Subskrybuję jego kanał, lubię jego podejście do gier i branży, czasem obejrzę jakiś gameplay - wszak prawo tego nie zabrania. Aczkolwiek rozrywki z tego "Gowa" nie oglądałem, późno już było i nie mój target ta gra.
Co do grafiki to ja się zachwycam jak ostre są teraz tekstury, twarze wyraźne, a odległe lasy złożone z setek drzew a nie jak wcześniej z zielonej galarety. Jest naprawdę pięknie.

Jestem dopiero w Talmberku, ale dla konsolowego plebsu którego jestem przedstawicielem to w końcu ludzkie warunki by doświadczyć KCD, i różnica w porównaniu z tym co było jest bardzo duża.
Na zdrowie!
Jesus Christ be praised.
Rzucam w cholerę nudnawą dwójkę i spadam w objęcia jedyneczki.
Meh w sumie. Niby coś tam pokazali ale jak zawsze został niedosyt, że mają tyle genialnych rzeczy które mogliby ruszyć, a dają takie kapiszony, o których ględzą jakieś randomy jakie to dla nich emejzing i lajfczenczing ikspiriens. Jedynie Kena, nindże i ośmiornica były jakąś świeżością, choć ubawiłem się mocno na tym "reboocie" Lord of the Fallen z 2014.
To jest właśnie jedna z rzeczy które bardzo negatywnie mnie nastawiają wobec tej gry. Pierwsze trailery były cudownie przyziemne, walka stonowana, osobista, teraz to już dosłownie latający cyrk, gdzie wywalamy w powietrze tuzin wrogów a potem uciekamy niczym Spidey linką, by na końcu poszybować jako jakaś szmata. Mam wrażenie, że fabuła będzie totalnie kontekstowa i będziemy często - gęsto bawili w odbijanie fortów, twierdz i regionów, przerywane jeżdżeniem po świecie, gotowaniem i łapaniem rybek.
Grałeś lub będziesz miał zamiar grać w Avowed? Po Twojej pozytywnej opinii na temat Outer Worlds jestem ciekaw jakby Ci podeszło. Ja zagram dopiero za tydzień, razem z premierą na PS5.
To co panowie rycerze, w piątek 13stego cieniospust i hajda na Rataje w odświeżonej wersji?
Jako miłośnik pierwszej części o dziwo odbiłem się od kontynuacji, która trochę przytłoczyła mnie ogromem - w jedynce poziomy były nieduże, ale potrafiły się fajnie się otworzyć i dać sporo satysfakcji z szukania dla samego szukania, bo piętnaste poncho różniło się od trzeciego tylko krojem i kolorem. Tu dostajemy coś na zasadzie otwartego świata, z którego dalej możemy teleportować się na inne, już trochę mniej otwarte, ale dalej pełne sekretów i eksploracji. No i jakoś nie mogłem się do tego przekonać i grę porzuciłem po ok 10h. Ostatnio jednak znów dałem szansę i podszedłem z otwartą głową - i po 65h skończyłem, nie żałując żadnej minuty.
Pierwsza planeta (no, druga w kolejności odwiedzin) to nasza baza i świat do odkrywania w jednym, i spodobało mi się, że porzucamy Modliszkę, która za taką bazę robiła w jedynce. Teraz bujamy się po ultra klimatycznym barze rodem ze space - westernu w górniczym miasteczku gdzieś na rubieżach galaktyki - świetny setting. Podobało mi się też, że tworzymy tam coś na kształt małej społeczności, z którą możemy porozmawiać i która nawet jakoś się zmienia w toku gry. Po prostu fajnie było stamtąd wyruszać na mniejsze lub dalsze wyprawy i odkrywanie tajemnic Koboh, a jest, oj jest tam co odkrywać, bo niby planet w Ocalałym mamy mniej niż w Zakonie, to takie Koboh ma kilka różnych biomów, nieraz wielkości całych globów w tamtej części.
O walce powiedziano już wszystko, więc powtórzę tylko że na start dostajemy już sprawnego Jedi, który przez soulsową konwencję musi jednak czasem zbyt długo skrobać się z silniejszymi przeciwnikami. 95% gry przeszedłem na normalu, otrzymując godne wyzwanie, jednak pod koniec gra zalewa nas męczącymi adwersarzami a i sami bossowie nagle stają się potęgami, więc podobnie jak Upadłym Zakonie do finału dobrnąłem zmniejszając poziom o jeden, bo już po prostu nie chciało mi się z nimi drapać. To nie soulsy.
Poziomy momentami ocierają się o geniusz, po prostu kipiąc klimatem klasycznych, przygodowych Gwiezdnych Wojen, a i konstrukcyjnie nieraz przypominają gry From Software, oferując sprytnie przygotowane przejścia i skróty. Wizualnie gra jest prześliczna i po tym czasie działa bardzo dobrze na PS5 - natrzaskałem mnóstwo screenów, bo oferuje często cudowne widoki. Trochę mało jest muzyki, ale to zasługa rozmiarów gry, gdyż nie zawsze mogą przygrywać Williamso - podobne nutki, ale gdy się już pojawiały to tylko potęgowały odczucie gwiezdowojennej przygody, a Koboh theme będę wspominał wyjątkowo miło (tak samo jak Hebanowy Przepływ od robo didżeja w Saloonie)
Fabuła - po prostu dobra, choć chyba lepiej podpasowała mi opowieść z jedynki jako całość. Tu za to więcej jest interakcji z postaciami i dostają więcej mięska jeśli chodzi o ich osobowości. Nie sposób nie zachwycać się BD -1, bo to po prostu kot/szczeniak przebrany za robocika i tworzą z Calem zgrany team. Pochwalić też muszę polski dublaż, bo jest to momentami poziom lokalizacji Sony i zdecydowana większość głosów jest dobrana bardzo trafnie, choć zdarzają się głosy takie jak Zee.
Koboh ukończyłem z 93%, resztę trochę wyżej, na mniejszych planetach wpadły setki, ale jeszcze sporo zostało skrzynek i starć z łowcami, i kto się uprze by to zrobić to może wycisnąć naprawdę dziesiątki godzin, co jest mega dobrym wynikiem jak na takiego akcyjniaka. Bawiłem się prześwietnie i wręcz ciężko było mi opuścić ten świat - są jednak inne rzeczy do ogrania i czekam mocno na trójkę.
Dla mnie całkiem obrazowo odpowiedział na pytanie tej dziewczyny, a i pozazdrościć umiejętności władania obcym językiem, w tym właśnie wieku i przy tylu ludziach.
Ludzie śmiali się kiedyś z DA Inkwizycji, że to po prostu MMO przykryte szatkami singla, no to czuję że teraz zobaczą, co to jest prawdziwe single player ememo :) Nie wierzę już w ten tytuł kompletnie.
Dla mnie bardzo dobre produkcje, dwójka w zasadzie to już ideał gry akcji w pięknym, otwartym świecie. Polowanie na maszyny daje nieziemską satysfakcję i nie jest to żaden "samograj" (powrót do systemu walki z W3 po takim Horizonie to bolesne i śmieszne zarazem doświadczenie), bo jest wymagające nawet na normalu. Trzeba jednak przez parę godzin wsiąkać w ten świat i gameplay, bo na początku od jedynki też się odbiłem. Poza tym Horizony mają bogate, genialne wręcz lore które do końca chce się odkrywać, co jest coraz rzadszą sprawą w dzisiejszych grach.
Złodziejski Honor pokazał, że jak najbardziej jest miejsce na takie rzeczy i gdyby ten serial zrobili w podobnym klimacie (awanturnicze przygody, widoczna miłość do uniwersum z nienachalnym fanserwisem), to byłaby świetna odtrutka na wiedźmińską sraczkę netflixa.
Uważam dwójkę za grę mimo wszystkich zalet i tego jak ją udoskonalili względem pierwowzoru gorszą niż ona, jednak nie sposób nie docenić tego, że z projektu który bujał się po Kickstarterze i był nieraz na granicy bytu i niebytu teraz marka Kingdom Come to duży i rozpoznawalny gracz. Oby Warhorse nie rozmienił się na drobne przy następnym projekcie.
Gościu, a czy to nie ty parę dni temu pisałeś, że sprzedaż RDR2 to mit i nikt w to nie gra?
Jasne, było parę krwawszych scen, ale całość to dla mnie takie "lite" low fantasy. Nie czuć brudu świata, choć autor czasami bardzo się na to sili.
Gościa rekomendował sam Sapkowski jako swojego ulubionego współczesnego pisarza fantasy, więc sięgnąłem po "Ostrze", pierwszy tom jego cyklu (nie pamiętam nawet nazwy), gorąco polecanego też na polskich forach czytelniczych. Dotrwałem do końca, ale żeby przeczytać resztę, musieliby mi zapłacić z góry. I to niemało. To nie jest jakaś tragiczna książka, ale jest tak jakoś prosto, prostacko wręcz nieraz napisana, niczym przez AI. Poza postacią pewnego okaleczałego inkwizytora, która wybija się na tle innych, ale i tak nic w sumie w niej specjalnego, reszta to totalna amatorka jakości jakiegoś trochę ambitniejszego fanfiku - tak samo jak konstrukcja świata (na północy zima i barbarzyńcy, pośrodku lasy i high fantasy, a na dole gorąco, pustynia i też jakieś dzikie ludy, no niebywałe po prostu. Dochodzą do tego też jakieś mega naiwne przepychanki polityczne, które przy takich utarczkach jakie występują we Wiedźminie czy Pieśni Lodu i Ognia zakrawają na pastisz). W sumie nie wiedziałem o czym jest ta książka, przez siedemset stron autor po prostu zbiera ekipę na jakąś przygodę w następnym tomie, którą jednak miałem już w dupie. To byłaby świetna lektura dla dwunastolatka (albo użytkownika Jedziemy do Gęstochowy) który dopiero wchodzi w ten gatunek, dla reszty imho totalna strata czasu, a kolejne tomy to totalne już podobno ciągnięcie na siłę.
No w końcu, bo jak dla mnie jedynka jest o niebo lepsza niż dwójka, głównie przez o wiele, wiele ciekawszą i lepiej zaprojektowaną mapę, a także poziom trudności, który każe mieć się na baczeniu przez sporą część gry, a nie tylko w jej początkowej fazie. Ogólny, lokalny klimat też wypadł o wiele lepiej niż duże polityczne gierki z kontynuacji. Rataje, Sazawo, przybywam ponownie.
Po prostu wiedziałem, że zjawisz się w tym wątku by zaszczycić nas tym co masz do powiedzenia i jak zawsze wyszło, że do powiedzenia masz niewiele.
Zatrudnili by go już w tym CDP Red, gość od lat o to zabiega, pudrując tego 10 letniego dziadka jakim jest Dziki Gon.
Szczerze interesowałem się tą grą dopóki nie pokazali, że na każdy pomysł reżyser odpowiadał "tak". Nadal mam nadzieję że mimo to będzie ciekawy świat do zwiedzenia i postacie jakoś dadzą radę, bo na pierwszych trailerach skupiali się na stronie fabularnej i fajnie to wyglądało. Patrzeć jednak nie mogę na walkę i dziwadła typu latanie jako ten mop do podłogi (wtf?).
Bardzo dobra wiadomość, jako niebieski konsolowy plebsiarz bardzo chętnie sprawdzę Avowed.
Pustynia to dobry motyw na dwa questy w ramach jakiejś wspominki - opieranie całego dodatku na tym biomie to będzie jakiś Assassin's Witcher Origins. Dostaliśmy zresztą coś takiego już w Dzikim Gonie i był to etap który nic ciekawego nie wniósł. Wiedźmin musi stać deszczem, lasami, bagnami. Było egzotyczne Krew i Wino, które bardzo fajnie odbiło od typowego wiedźmińskiego klimatu, teraz już ma być znów mokro, szaro i zimno.
Coś mnie naszło i polazłem wczoraj w śnieżycę po pudełkowego Obliviona, bo o ile Skyrima znam nieźle, tak w Obka praktycznie nigdy nie grałem i sumie miałem chęć na jakieś kolorowe high fantasy kiedy za oknem śniegi i zamiecie. No i prolog całkiem spoko, grafika piękna, modele stworów dopracowane do perfekcji, strzały fajnie wbijały się w nie, no ale czekam na wyjście na powierzchnię. Wylazłem i po dwudziestu minutach wiedziałem, że ja tu długo miejsca nie zagrzeje - w to się współcześnie już nie da grać, o ile nie mamy na sobie kamizelki ratunkowej utkanej z nostalgii. Okej, graficznie jest bardzo ładnie, ale jednak ta kolorystyka jest jakaś dziwna, gdy np. robi się mgliście gra wygląda po prostu paskudnie. To tylko jednak wrażenie estetyczne, a jak się w to gra? Wytrzymałem pięć godzin i myślałem że dostanę chociaż fajny świat do zwiedzenia, ale gdzie tam - ta kraina jest jak wypluta z generatora światów fantasy, pełna dziwacznych postaci, pustych miast i osad. Właśnie słowo klucz - dziwność. Ta gra jest po prostu tak dziwna, bez duszy, że aż strach. Postacie to jakieś roboty i już w Skyrimie, gdzie też były osobliwe, zrobione zostały już o wiele lepiej. W ogóle Skyrim przy tym to po prostu wielkie dzieło, do którego chyba sobie wrócę by zwiedzić fajny, w miarę żyjący świat.
Cieszę się, że wziąłem pudełko a nie cyfrę i będę mógł ten paźdierz puścić dalej w świat. Oceny nie wystawiam.
Walka w trójce to koszmar. Nieresponsywny i niesatysfakcjonujący festiwal rachu - ciachu, przerywany co jakiś czas turlankiem i odpalaniem znaków. Milczeniem pominę leczenie w trakcie walki.
Taka aktualizacja powinna wyjść już dawno, bo na konsolach pierwszy Kingdom to abominacja (w którą i tak natlukłem koło 250h przez lata). Wrócić do krainy nad Sazawą w odświeżonej wersji? Take my money!
W zasadzie całkiem podoba mi się co widać na trailerze, cieszy też powrót Karpyshyna, którego wizję - jak wiadomo - okrutnie wykastrowano już po pierwszym ME. Tylko dlaczego te postacie są takie.. Disneyowskie? Ładne, gładkie, zadbane. Jak z probówki.
Dobry przedświąteczny prezent, gram od jakiegoś czasu, coś ponad 20h nabiłem i jestem wręcz zachwycony tą grą. Nie mogę oderwać się od zwiedzania Zony i picia wódki. Poza tym świetna ekonomia gry, zachęcająca do szukania gratów po świecie i wypełniania misji. Trochę ciężko nadąża się tylko za fabułą, gra ma poplątany system przyczynowo - skutkowy, a dziennik mało co wyjaśnia, brak też jakiegoś kompendium dla kogoś kto nie siedzi w tym uniwersum. Wszystko inne jednak błyszczy jak Zona w deszczu.
Od razu było wiadomo że będą tury, choć niektórzy wieszczyli action erpega wzorem Ego Draconis - co nawet chętnie bym zobaczył, bo tak dostaniemy kolejną larianową wariację na temat przesuwania beczek i używania umiejek i czarów.
Wielka tragedia. Stand By Me obejrzałem wiele lat temu będąc w podobnym wieku co bohaterowie i to było magiczne doświadczenie.
No i oprócz Divine Divinity reszta była najwyżej średniakami, a taki Dragon coś tam to w ogóle zajeżdżał bieda grą z kiosku. No i Dragon Commander, strategia, też już w odmętach zapomnienia. Odkuli się dopiero na turowym Original Sinie i z sukcesami pchają ten wózek do dziś - po co mieliby to zmieniać?
Napewno będzie turówka, czym innym miałaby być skoro przez ponad dekadę Larian stawiał na właśnie taki tryb rozgrywki? Wątpię, by porwali się teraz na kolejnego action erpega w branży.
Dopiszę jeszcze, że ostatnio spróbował żyć w Cyberpunku jak zwykły mieszkaniec Night City - wstawał rano, chodził do pracy, a żeby było jeszcze lepiej robił to podczas kilkunastogodzinnego live'u i w realu żywił się odpowiednikami tego co można znaleźć w grze, odpowiednio dozowanymi. Szaleństwo.
Polecam kanał tego gościa, subskrybuję od niedawna i ma on o wiele więcej tego typu materiałów. Zupełnie unikatowe spojrzenie na pewne aspekty z gier, na które zwracało się uwagę dawno temu. Teoria systemu hydrologicznego z Wiedźmina 3 dała mi zupełnie nową perspektywę na miejsce, w którym Dziki Gon się rozgrywa.
Masz jakieś osobiste porachunki z Vavrą że tak na niego najeżdżasz pod każdym o nim artykule, czy po prostu nie możesz ścierpieć, że mimo wszystko gość stworzył świetne gry, które są (Mafia jeden przede wszystkim i po trochu już KCD) i będą (KCD2) klasykami, a tobie się nie podobają?
Co do jednego się zgodzę - twarze w KCD2 to totalny regres do tych nawet z jedynki, iście Muppet Show.
Faktycznie była taka akcja z tym czeskim miliarderem, ale sprawa jakoś ucichła i w sumie niewiadomo, czy coś końcem końców pomógł. Nie zmienia to faktu, że z samego początku faktycznie Warhorse guzik miało.
W jedynce w wersji na PS4, czyli tej najgorszej z możliwych, mam prawie 250h, więc dla mnie choćby te 60 klatek czy lepsze tekstury były wybawieniem - choć nie pogardziłbym i innymi ulepszeniami wziętymi z dwójki. Jedynkę uważam mimo wszystko za lepszą grę niż kontynuacja, głównie za o wiele, wiele lepszą do eksploracji mapę i ogólny klimat, który już w KCD2 tak dobrze mi nie podszedł. Czekam więc mocno na jakieś wieści.
Znając Redów i ich celebrację rocznic, pewnie będzie to pakiet cyfrowych naklejek i póz dla V i innych.
Z drugiej strony nie ma co się dziwić, bo teraz kują u siebie żelazo na wielu frontach.
Cyberpunk to dynamiczna gra akcji, jakiś tam pociotek GTA, gdzie jeździ się kozackimi maszynami i strzela w otoczeniu pięknie wykreowanego miasta przyszłości w (N)USA. To się musiało i musi sprzedawać. KCD zaś to powolny immersiv sim dziejący się na prowincji środkowej Europy. Te 4 miliony to dla nich faktycznie sukces. Ostatnimi czasy pochwalili się że byli na jakiejś imprezie w Korei Południowej, i Koreańczyki stawili się licznie, nawet Koreanki, przebierali się w zbroje i próbowali machać zweihanderem (udało im się go podnieść w sześciu), i wszyscy byli zadowoleni. To też jakiś sukces :)
Ja yebie, siara fest. Praktycznie cała Europa na zielono, nawet taki Londyn z przyległościami zieloniutki, a my trzeci świat i rewolucja przemysłowa.
Bardzo zachęcająco to wygląda. Czepnę się jednak i powiem, że trochę razi mnie sposób poruszana się bohatera - buja się jak typowy Sebek po osiedlu szukający problemów u innych ludzi. Reszta bardzo spoko. Widać, że twórcy mocno stawiają na klimat, krajobrazy i oświetlenie.
Acha, i jak studio z Kielc to typek po prostu musi nazywać się Scyzoryk.
Szczerze mówiąc niespecjalnie ciągnie mnie do poznania tej opowieści - jedynie wątek Samsona wybija się ponad przeciętność, bo przygody i osobowość Reynevana to jak dla mnie gwóźdź do trumny drugiego tomu. A skoro jak piszesz, że w trzecim zaczyna się dopiero lanie wody, to łolaboga.
No i ten schemat "zabili go i uciekł" to jedne wielkie lenistwo Sapkowskiego. Na cholerę te wszystkie "niebezpieczne" przygody jak wiadomo, że i tak typ wyjdzie z tego cało.
Warto przeczytać trzeci tom Trylogii? Pierwszy był bardzo dobry, drugi zaś to rozmemłana padaka i nie wiem, czy warto inwestować czas.
Czy rozstrój żołądka, zwany potocznie sraczką, której uległ zastępca kierownika do spraw cateringu na osiem minut przed premierą, będzie tematem następnego newsa?
Dobrze wypunktowane niedociągnięcia.
Mimo całego tego progresu dwójki względem jedynki, który jest jak najbardziej chwalebną sprawą, uważam, że dwójka jakoś zatraciła ten magiczny pierwiastek i jest po prostu ot, dobrą grą, tylko i aż tyle. Jedynka z całym tym swoim drewnem była grą wybitną.
Przecież Cedep stworzył więcej wielkich "erpegów" (piszę w cudzysłowiu, bo czy to crpg czy action - erpegi, to już zależy od osobistej interpretacji) niż Warhorse, więc poza wbiciem szpilki w "cedep" nie widzę sensu w Twoim poście.
Walczyłem z sobą by kupić tą grę, słyszałem i wyczytałem o niej wiele dobrego, jednak cena nie zachęcała - 199 cebulionów na PS Store to trochę dużo. Kiedyś zagrałem w demo i wytrzymałem 9 minut snucia się po tym więzieniu. Premiera wiosną też nie robiła, bo lepiej byłoby w to pograć jesienią, a że jesień już pełną parą, to grę w końcu kupiłem - i choć dotarłem dopiero do tego zameczku w Rogach Południa to już jestem totalnie kupiony. Czuć, że autorzy kochają swoje dziecko, wszystko jest tak cudownie ręcznie i z duszą zrobione, że chce zaglądać się w każdy kąt, słuchać postaci, odkrywać co też czai się w tej zamglonej ruinie widocznej niedaleko. Wracam dziś z roboty i może nawet nocka pójdzie, czego nie robiłem od ho ho. A z tego co czytam potem będzie tylko lepiej. Pozdrawiam wszystkich rodaków.
Zgadzam się z Wrześniem. Stop czechizacji Polskiego, Wielkiego, Narodowego, Wybranego i Cierpiącego gamedevu. Niech sobie struga pepik u siebie.
Bardzo fajna lista, konkretnie i zgrabnie podana, zachęcająca do, hehe, zgłębienia tematu podwodnych produkcji.
Tak w ogóle to Pan Krystian pisze jedne z ciekawszych rzeczy na stronie, za co pozdrawiam i miłej kawusi w tą listopadową niedzielę życzę.
Że z tej pani zakłamana jędza to wiadomo już od trzech sezonów, ale jeszcze gorszym Judaszem jest Tomasz "Ha tfu" Bagiński, który na socjalach robi już tak nieprawdopodobne fikołki retoryczne, że aż przykro to czytać. On święcie broni tego tworu i bezczelnie wmawia ludziom że to oni mają problem, a wszystko jest w porządeczku i fajowe. Obrzydliwe.
Odświeżyli by doświadczenie przez jakiś dodatek dziejący się jesienią lub najlepiej zimą. Ten pewnie będzie fajny, ale będzie to coś jak quest z jedynki "W klauzurze".
8 z 14 osobników na zdjęciu nosi okulary, a poza tym są biali i nie są kobietami. Wnioski wyciągnijcie sami.
Mi się zmiany bardzo podobają. Są mocnym argumentem by w końcu porzucić ten zmierzający donikąd, zawalony reklamami i pisanymi przez ludzkie boty głupotami "portal".
A czy można już przeczytać wszystkie komentarze swoje/innego użytkownika, czy też jakaś magia lub smog krakowski nadal blokują tą niebywałą funkcję?
Ja też na dniach zaczynam z Alanem numer 2, akurat za oknami już odpowiedni klimat do takiej gry.
Ja tam cały czas wierzę, że Gietea Szejść wyjdzie do kupienia w kiosku w Extra Klasyce za 19,99zł, podane od ręki do ręki przez Panią Krysię.
Ja tam kolokwialnie kładę lachę na ten tytuł, bo z naprawdę intrygującej rzeczy jaką był przy pierwszych zapowiedziach, teraz wygląda to jak jakiś symulator fantasy - pajaca, który robi potrójne fikołki i przemienia się w latającą pelerynę. Sama kolorystka gry jest już odrzucająca, strasznie walą po oczach te wysycenia niektórych barw, a z drugiej strony wszystko wydaje się takie sprane. Może gra ma coś do zaoferowania pod względem fajnych postaci (ale robią to Koreańce, więc pewnie nie) czy żyjącego świata, który widać było w materiałach z przeszłości, ale gameplay to jest na ten moment jakiś koszmar.
A ja osobiście bym nie chciał jedynki na silniku dwójki - jak dla mnie KCD ma lepszą kolorystykę i ogólny klimat, o dziwo postaci też wyglądają jakoś lepiej, mniej kukiełkowo - kontynuacja jest jakaś taka pstrokata i baśniowa (chociaż też, jak najbardziej, na swój sposób to piękna gra). Mi wystarczy porządny remaster cudownej jedyneczki.