Co się ze mną działo to masakra
Ostatnie parę miesięcy to była totalna padaka. Doigrałem się porządnie. Lata bezrobocie, popijania, monotonii w pokoju zrobiły swoje. Przede wszystkim robota. Dostałem awans, z jednego z dzwoniących zostałem pomocnikiem supervisora. Miałem pod jego nieobecnosc kontrolować pracę innych. Lepsza stawka godzinowa, myślałem że będzie w pytę.
Jednak to nie na mój łeb. Nie mogłem zapamiętac nowego programu, nie mogłem kontrolować dzwoniacych bo nie wyłapywałem ich błędów, za miękki jestem aby uwagę komuś zwracać.
Stres i stres. Wpadłem w anhedonię jak to lekarz powiedział. Dostałem benzo na ataki paniki przed robotą. No i co? Głupi ja łączyłem czasami z alko. Wtedy to już miałem apatię i anhedonię, nawet w neta nie wchodziłem bo się zaczął lapek z robotą i traumą kojarzyć. Nawet grill mnie nie cieszył ani kiełbasa.
Wyszedłem na szczęście z tego badziewia uzaleznienia krzyzowego czy jakoś tak, siłę woli to ja jednak mam. Teraz tylko przy piatku piwko mocne jak zawsze i benzo nie tykam.
Mam gorszy problem bo nie wiem czy ja jakiś upośledzony jestem? jakiś błąd przy proodzie był? Sam się nie spodziewałem że ze mnie taki matoł i melepeta. Łeb chyba siada i pamięć. 10 razy i obsługę programu pokazywali a ja nic nie kumałem.
Wróciłem na stare stanowisko i jest dobrze bo lżej ale źle bo kasa mniejsza. Eh.
Ale z fartem, zainteresowania wracają, humor też. Wiosna idzie, będzie git. Jeszcze wrócę do neta i to z hukiem.