Nie było wtedy wpychania polityki w każde dyskusje internetowe, czy w codzienności a na pewno nie w takiej skali jak w ostatnich piętnastu latach. Nie wiem jak to dobrze ująć ale też nie było takiej nadmiarowej wulgarności w kulturze, seksualizacji wszystkiego,w tym młodszych dzieciakow. Ludziska wkręcali się w to co lubili bez napinek, doceniało się bardziej to co się miało. Muzycznie też było inaczej. Trudno teraz o takie zespoly jak Eyes of Fire, Primer 55, Creed, Live, czy Element Eighty i wiele innych. Były plusy (i multum minusow) w tamtych czasach, ale cóż, trzeba iść naprzód.
Czyli w sumie tylko w Krakowie i okolicach jest wulgarne. U reszty świata i w Internecie już nie. Czyli można używać 😜
Northern Journey 2
The Library of Babel 2
Ghost of a Tale 2
ARX Fatalis 2
Severance: Blade of Darkness 2
Jak podobało ci sie Road 96 to juz coś, bo to praktycznie podobna przygoda z wyborami. Natomiast ten system współdzielonej przygody dużo zalezy od tego za kim np. będziesz podążać. Można za botem (tak gralem w demie), ale mozna za jakims graczem ( i jak typ zbieral wszystko to sie tylko wk... czlowiek, że malo zasobów). Ogólnie jak lubisz mieć na wszystko wplyw w grze sam, to możesz pominąć ten tytuł.
E tam. Narzekanie bez powodu. Wychodzą gry z fajnym pomyslem na siebie, oryginalne lub na swój sposob interesujące. A przede wszystkim takie, przy ktorych dobrze bawią sie gracze.
Enter the Chronosphere, Swan Song, Tides of Tomorrow, Gecko Gods, Map Map, Henry Halfhead, Mayor May Knott i cala masa innych gier.
Oczywiscie do czasu jak pies kogos pogryzie.
Przede wszystkim wlasciciele tych czworonogów powinni płacić szybko wysokie kary na rzecz poszkodowanego w przypadku gdy pies kogoś pogryzie jeśli wlasciciel nie ma OC. Na pewno powinna być lepsza ściągalność takich środków. W koncu w tamtym roku oficjalnych zgłoszeń pogryzień bylo 35 tysiecy. W 2024 blisko 27 tys. A to tylko oficjalne dane. A psiarze czuja się bezkarni.
Ogólnie kiepsko to wygląda. Po Farathanie mamy kolejnego bajkopisarza, który deklaruje wydanie gry gothicopodobnej w ciągu półtora roku. Ogólnie od samego początku byłem nastawiony do projektu sceptycznie. Dołączyłem do ich Discorda pod głosowanie na muzykę, ale ostatecznie nie zagłosowałem, bo to był raczej konkurs na najlepszy muzyczny plagiat. W ogóle gość jeszcze pytał tam jaki tryb walki by wybrali i ogólnie odnosiłem wrażenie, że tam nie mają sprecyzowanego planu odnośnie elementów rozgrywki. Ogólnie: kiepsko. Na chwilę obecną to jest bardziej na poziomie Spellmaster: The Saga a do Gothic Remake czy Of Ash and Steel nie ma nawet w połowie podjazdu.
Rosińscy nie mają coś szczęścia do ludzi. Gość z PolishComicArt, teraz Mighty Koi. Wszędzie sępy, które tylko chcą uszczknąć jak najwięcej dla siebie korzystając z czyjegoś dorobku. Z drugiej strony trochę też ich wina, że pewnych rzeczy dokładniej nie sprawdzili. Dofinansowania z PISF to żadna rekomendacja, bo byle gówno może dostać stamtąd kasę - dotacje stamtąd to w większej mierze marnotrawienie pieniędzy Polaków. NCBR to samo - przecież NIK wykazał jak tam na konkursach przepalono miliardy złotych. Ogólnie szkoda, że nadal nie doczekamy się czegoś konkretnego w świecie Thorgala. Film/serial poza tymi fanowskimi barachłami - brak. Były plotki, że coś tam jest na rzeczy i na plotkach się skończyło. Muzyka dedykowana Thorgalowi mi kompletnie nie siadła. Można sobie posłuchać: https://www.youtube.com/watch?v=8tmRpCV3Cmo&list=RD8tmRpCV3Cmo&start_radio=1
Same komiksy też już są przeciętne (poza pierwszymi albumami z Thorgal.Saga) i seria się rozmyła. Przygodówka z Thorgalem była tragiczna. Ogólnie marka jedzie jedynie na nostalgii i komiksach wydanych w tamtym wieku.
Jednak nie anulowana, bo wróciła karta na Steam: https://store.steampowered.com/app/4692380/Invariant
O widzę, że dodano do encyklopedii :)
Produkcja, która reprezentuje gatunek gier przygodowych FPP w starym stylu, w których swobodny ruch zastąpiono statycznymi tłami, przez które się przeklikujemy. Z tym, że akurat tutaj nie ma nieruchomych obrazków, lecz 3D z animacjami. W tle widzimy jak ruszają się zwierzęta, przelatują ptaki, coś świeci się w oddali itp. Dlatego nieco dziwić może odejście od normalnego poruszania się na rzecz takiego klikania, ale w ten sposób gra nie jest jedną z tysiąca, ale z drugiej strony wiele osób po nią nie sięgnie ze względu na archaiczność rozwiązania. Mi to nie przeszkadzało.
Wcielamy się w proboszcza, który otrzymuje od swojego przyjaciela (również proboszcza) gorzki list będący niejako pożegnaniem. Zaciekawiony tonem wiadomości udajemy się do wioski, gdzie nadawca pełni posługę. Już w trakcie drogi do celu dowiadujemy się od woźnicy nieciekawych wieści na temat tego miejsca. A to wioska się wyludnia, a to dzieją się niewytłumaczalne zjawiska. Na miejscu spotykamy jednak pojedyncze osoby, które jednak nie chcą zdradzić zbyt wiele a ich myśli są zaprzątane przez niepokojące szepty, które zatruwają ich świadomość. Eksplorując wioskę odkrywamy co w niej się wydarzyło.
Sama historia była nawet ciekawa, choć nie zaskoczyła mnie, bo z podobnym motywem spotkałem się już w jakimś filmie, którego tytułu nie pamiętam. Niemniej na podstawie rozmów i odnalezionych notatek w miarę ciekawie śledziło się fabułę. Szkoda tylko, że gra polegała w dużej mierze na odnajdywaniu kluczy do poszczególnych domów. Pozostałe przedmioty pełniły drugorzędną rolę, nie było tutaj jakiejkolwiek kreatywności. Zawsze trzeba było odszukać klucz, aby dostać się do miejsca, w którym znajdziemy kolejny klucz lub przedmiot, dzięki któremu znajdziemy klucz. I choć sporadyczne zagadki były w miarę logiczne, to niektóre motywy już nie bardzo. A to nie mogliśmy wejść do domu pomimo otwartego okna lub nawet rozbić szyby kamieniem, aby gdzieś wejść – zawsze potrzebny był klucz. Albo szukanie klucza do miejscówki, gdzie już była osoba (nie zamknęła od drugiej strony?) Monotonia i jazda na jednym schemacie przez całą grę.
Kolejnym moim zarzutem są ekrany wczytywania. Każde wejście do domu lub określonej lokacji to od 7 do 20 sekund wczytywania. Sporo jak na niewymagająca technicznie grę. Irytujące jest to, gdy przechodzimy przez tartak. Wejście do niego – wczytywanie – w środku kliknięcie trzy razy, aby dostać się do wyjścia i ponowne wczytywanie. Jesteśmy na zewnątrz i kierując się ścieżką klikamy dwa razy i znowu oglądamy ekran wczytywania. A tam i z powrotem będziemy zmuszeni iść trzy razy. W innych miejscach jest w tym aspekcie nieco lepiej, ale mimo wszystko za dużo tych ekranów wczytywania.
Sama gra jest liniowa i prosta. Trudno tutaj utknąć na dłużej, szczególnie gdy ma się wprawę w gatunku. Każda ścieżka gdzieś prowadzi, gdzie znajdziemy ważny przedmiot. Jedynie raz przeoczyłem łom, bo raz, że trudno było go zauważyć a dwa – byłem nastawiony na szukanie młotka z łapką. Poza tym, jak widzimy gdzieś, że czegoś brakuje, to prędzej, czy później tam wrócimy z odpowiednią rzeczą.
Z innych rzeczy na plus jest atmosfera. Klimat jest fajny, czuć to rozciągające się nad naszym bohaterem fatum. Dźwięki są dobrze zrobione i dobrane a niekiedy widzimy światło lub coś innego, co wzbudzić w nas może niepokój. Francuski dubbing jest na przyzwoitym poziomie. Poza tym miło usłyszeć coś innego w grze niż standardowy angielski.
Sama gra jest rozwinięciem krótkiej przygodówki w takim samym stylu pt. The Whisperer, z którego zresztą miejscówki po latach „zwiedzimy”, ale ta krótsza nowela robiła lepsze wrażenie. The Whispering Valley mnie nieco rozczarowało. Gra okazała się ostatecznie średniakiem. Dam jej kciuk w górę, bo to nie była słaba gra, ale oczekiwania miałem inne i jednak po kolejne gry studia już nie sięgnę.
Rzucę okiem na CALX i Fatekeeper, ale najprawdopodobniej większość czasu spędzę z World of Warcraft: Midnight.
CALX przeniesiono na październik. A szkoda, bo mialem na niego w czerwcu chrapkę. Ale na osłodę będzie Swan Song, czy Comatose lub Alaric. Plus jeszcze wychodzi kilka ciekawych tytułów nieujętych w tekscie
Mouse P.I for Hire
Fallen Aces
Dreams in the Witch House
Final Print
Nosebound
Midnight Files
Cat Detective Albert Wilde
Jason Maxx
The Last Case of John Morley
The Posthumous Investigation

Urocza produkcja, w której przyjdzie nam łapać różnej maści insekty i wystawiać je w walkach. Wcielamy się w dziewczynkę o imieniu Hana, która ostatni miesiąc wakacji spędza w Parku Kabuto. W nim przeszukuje różne miejsca w poszukiwaniu owadów, które staną w szranki z innymi, należącymi do innych dzieciaków. Walka w drużynach z maks trzema zawodnikami toczy się na tamburynie z membraną. Owady przepychają się i wygrywają te, które zepchną z instrumentu przeciwników. Ale nie ma tu znamion walki turowej ani zręcznościowej. Każdy owad ma swoje parametry siły, obrony oraz energię (a konkretniej jej odnawianie). Jeśli wystawiamy do walki trzy chrząszcze to parametry sumują się. Przed walką doskonale widzimy jakimi owadami dysponuje przeciwnik i o jakim potencjale punktowym. Każdy owad ma też swój zestaw trzech kart, które można zagrać w trakcie potyczki. Gdy zaczyna się walka, co kilka sekund zmienia się tryb/faza - atakują nasze owady a przeciwnika się bronią, po czym dochodzi do odwrotnej sytuacji. Im większą siłę mają nasze owady tym szybciej przesuwają oponentów, ale tylko w fazie ataku. W trakcie tych przepychanek możemy zagrać wspomniane wcześniej karty, o ile pozwala nam na to energia, która odnawia się w zależności od naszych punktów - im większa, tym szybciej te punkty wzrastają i możemy zagrać odpowiednią kartę, która ma info ile potrzebuje punktów energii, by nią zagrać. A same karty to głównie czasowe lub permanentne zwiększenie siły bądź obrony o różnej mocy, pchnięcie przeciwnika (też o różnej mocy), obniżanie kosztów zagrania konkretnych kart, czy obniżenie chwilowe parametrów przeciwnika. Nie ma tutaj dużej różnorodności, ale to nawet dobrze, bo to tylko niepotrzebnie wprowadziłoby większy bałagan. Walki mogą trwać nawet kilka sekund, więc w prostocie siła.
Owady zbieramy w czterech miejscówkach. Początkowo zaczynamy na farmie. Aby dostać się do innych miejsc musimy kupić sobie lepsze kalosze w sklepie. W nim też zakupimy encyklopedię o owadach, siatkę, czy lupę - które odpowiednio zwiększają szansę na złapanie rzadszych okazów. Samo łapanie owada to prosta gra zręcznościowa, w której musimy kliknąć w odpowiednim momencie, aby punkt na pasku zatrzymał się na zielonym fragmencie (niebieski to przybliżenie). W sklepie można kupić miód, który spowalnia ruch na pasku, przez co łatwiej trafić w zielone miejsce, ale skorzystałem z niego tylko raz. Pieniądze na zakup rzeczy ze sklepu mamy z wygranych walk. Oprócz tego wygrywamy słodycze, które służą do zwiększania parametrów naszych owadzich zawodników (do maksymalnie 20 poziomu). Słodycze także zdobywamy sprzedając złapane owady, których nie chcemy w naszym zespole. Owady są różnorodne - mamy chrząszcze, biedronki, pszczoły itd. Każda ma swoje parametry, ale ja wybierałem te z potencjałem na dużą siłę.
Oprawa audiowizualna jest grubo ciosana, ale mega sympatyczna. Bije z niej ten dziecinny, wakacyjny klimat. Nie ma tutaj przemocy, mikropłatności, ptw, czy zbędnych rzeczy. Gra jest tania, prosta i przeznaczona dla każdego, więc spokojnie mogą się w nią zagrywać i dorośli i dzieci. Osiągnięcia też są łatwe do zdobycia. Szkoda tylko, że po 3-4 godzinach mamy wszystko odblokowane i zostaje nam tylko kombinowanie z tworzeniem drużyny opartej na innych parametrach, ale to i też nie jest na długo. Brakowało mi również możliwości porównania nowo zdobytych owadów z tymi w zespole podczas odrzucania/zostawiania owadów.
W Parku Kabuto spędziłem miło czas, dziecku też się gra spodobała. Szkoda, że jest tylko po angielsku. Oczywiście ów tytuł polecam. Cena jest adekwatna do zawartości. I nie jest to gra RPG jak pisze w encyklopedii.
Titanfall 2 - gra nie jest długa i akcja jest tak skondensowana, że nim się obejrzysz i już ją ukończysz. A to ciebie zacheci do odpalenia kolejnej gry i moze wrócą chęci :)
Bogas zarzucił fajnymi tytułami. Ja znalazlem swoją: https://store.steampowered.com/app/3646660/After_the_End/
a szukajac tej swojej gry trafilem tez na takie:
https://store.steampowered.com/app/3751910/Zinkara/
https://store.steampowered.com/app/4094850/Echoes_of_the_Cove/
https://store.steampowered.com/app/4307200/Joshua_Door_to_Dreams/
https://store.steampowered.com/app/3296610/Hulltown/
https://store.steampowered.com/app/3784610/Foundlings/
https://store.steampowered.com/app/1979450/The_Tale_of_Destiny_Island/
Gość już robi grę trochę lat, ale chyba jest bliżej końca.
I oprocz Lair of the Laviathan też jest jakas gra w takich klimatach, ale wylecial mi tytuł z głowy.
Czemu nie w temacie? :)
Pisalismy o niej bo to przecież RPG :) To też jeden z tych tytułów, na który bardzo czekam.
A jak juz jestesmy przy pixel arcie:
https://store.steampowered.com/app/3005660/Scribe_RPG/
Tacy to nic. Najgorsze i tak są oszołomy, które mają 0,1 czasu z grą i piszą, że gra jest taka i owaka i jeszcze są kuratorami (np. taka Aga, co pisała opinie specjalnie z błędami, czy fidelioPL, który to gość miał o sobie jeszcze takie mniemanie i chodził z dupą w chmurach - na szczęście już mało co piszą).
Zdecydowanie brakuje w encyklopedii największych hitów indie na Steam w tym roku:
https://store.steampowered.com/app/4197610/Librarian_Tidy_Up_the_Arcane_Library
https://store.steampowered.com/app/4450800/Idols_of_Ash/
https://store.steampowered.com/app/3097300/Creature_Kitchen
https://store.steampowered.com/app/3741860/Vital_Shell/
https://store.steampowered.com/app/3300800/HER_TREES__PUZZLE_DREAM
:)
Dodajcie do bazy ;)
Critical reflex
Dear Villagers
DreadXP
A z deweloperów to mam wielu, ale większość z nich na razie stworzyło jedną bądź parę gier.
Jak zapowiedzieli grę to też pisałem, że forma A Plague Tale byłaby tutaj najbardziej odpowiednia. Tylko z jeszcze mniejszą dawką przemocy w stosunku do ludzi (zastąpić ich w większości fantastycznymi stworzeniami) a iść w kierunku kreatywności gracza. Dałoby się to sensownie zrobić.
Do Thorgala syn Rosinskiego na pewno odzyska prawa. Jednak nie nastawiałbym się w najbliższym czasie na grę w tym uniwersum. Zresztą z Thorgalem jest ten problem, że bohater brzydzi się przemocą i poza skradanką lub nowoczesną przygodowką reszta gatunków nie bardzo pasuje. Co innego jakiś inny bohater w tym uniwersum, ale to znowu by nie miało takiej siły przyciągania, choć chciałbym się mylić.

STRAYA – (16h, w trakcie) – FPS, w którym trafiamy do Australii końca lat 60. zanim australijski rząd zaczął interesować się zagrożonymi gatunkami. Ogólnie w zabitej blachami dziurze dostajemy różne zlecenia polegające na dotarciu w określone miejsce i zrobienie czegoś albo należy coś znaleźć bądź upolować. Możemy tam dotrzeć pieszo (niewskazane), konno, samochodem lub helikopterem. Po drodze jak i w okolicach poszczególnych miejsc trzeba mieć się na baczności, bo jesteśmy intruzem i jeśli jakiś dziki gad nas usłyszy lub zobaczy, to przeważnie nas atakuje. Nie mamy wtedy zbyt dużego wyboru i zwyczajnie trzeba delikwenta odstrzelić.
Świat jest w sumie otwarty i mamy pełną swobodę w jego zwiedzaniu. Niemniej trzeba uważać, bo zginąć jest bardzo łatwo. Już na starcie załatwiła mnie chmara komarów, bo nie byłem wyposażony w podręczny miotacz ognia wykonany z dezodorantu i zapalniczki. Potem załatwił mnie kangur a później już swoim jadem wielgachny pająk. Z każdą śmiercią tracimy część ekwipunku, kasy i broń, które potem możemy odzyskać, o ile w miejscu, gdzie uprzednio zginęliśmy znajdziemy worek z fantami. Nie ma tutaj fabuły, tylko same zlecenia i eksploracja. Czasami natrafimy na mapki z info o czymś ukrytym, do czego odnalezienia potrzebujemy wykrywacza metali, czy kompasu. Kasę możemy zdobyć nie tylko z polowań, ale i z łowienia ryb, poszukiwania złota, odnajdywania bydła, łapania kurczaków i odławiania krabów. Spanie w łóżku zmienia tylko porę dnia i nie regenerujemy życia.
Jak na razie gra wciąga, choć zarządzanie ekwipunkiem jest toporne i mało intuicyjne. Bowiem rzeczy manualnie przypisywać do podręcznych i odwrotnie. Sterowanie helikopterem też sprawiało początkowo trudności, bo niebyt czytelnie była opisana klawiszologia. Potem jednak nie stanowiło przeszkód. Paliwo też za szybko się wyczerpuje a swoje kosztuje. Niemniej warto i będę sobie na spokojnie kontynuował rozgrywkę, tym bardziej, że dużo tutaj do roboty a zlecenia są w miarę urozmaicone.
1989 After War (3, w trakcie) – platformówka akcji, w którym przemierzamy postapokaliptyczny świat i eliminujemy napotkanych przeciwników. Do pokonania mamy kilka etapów, które kończą się bossem. Gra niby wygląda na łatwą, ale takową nie jest. Odradzający się wrogowie potrafią napsuć krwi i każdy checkpoint to ulga. A pokonując poziomy musimy być w ruchu, bo terytoria są skażone i jeśli osiągniemy duże promieniowanie, to też giniemy. A pozbyć się go można poprzez zebranie paczki z określoną ikonką lub podczas punktu zapisu. Grafika pikselowa jest miła dla oka. Muzyczka też.
Dreadwoods Gatekeeper – gra na która czekam i poprosiłem twórcę o dostęp do playtestów. Ograny fragment to początkowy wycinek, który w przyszłości będzie pewnie wersja demo. Szykuje się fajna gra będąca przygodowym symulatorem strażnika bramy. Przeprowadzamy kontrole wozów, patrolujemy okolicę i przede wszystkim próbujemy przetrwać noc. Jest ciekawie. Widać tu duży potencjał na coś ciekawego, choć będzie trochę powtarzalności. Niemniej czekam na pełna wersje.
Card Hog (5h, ukończona) - Z pozoru prosty mix karcianki i planszówki, w której uroczym prosiakiem poruszamy się w liniach prostych góra dół, prawo lewo napotykając na swojej drodze różne karty: wrogów, oręża, zaklęć, mikstur, ulepszeń itd. I tak krążymy po planszy, aby jak najpóźniej zginąć. Jest kilka trybów rozgrywki - ucieczka przed ogniem, walka z apokalipsa zombie, multiplayer itd, choć trzon zabawy jest ten sam. Z czasem jednak wkrada się nuda i nie ma tutaj chęci rozegrania kolejnej rundki. 6/10
Nie oglądam tego szajsu, ale dziś przeczytałem, że polskie jury dało 12 punktów ludobójcom. Wstyd to mało powiedziane...
W młodości było wiele takich gier a z ostatnich to Balrum, Northern Journey, czy Dead Beacon.
Gość nie ma pojęcia o grach w ogóle, bo nieraz przewijały mi się jego durne wypowiedzi, że jak mu sie nie podoba, to musi być szmelc.
A akurat ten survival jest dobrze oceniany. Ma swoje mankamenty, ale ogółem jest dobrze odbierany. Ja sam mam go na liście życzeń i w sumie teraz ogram za grosze.
Tego ministerstwa zdrowia, które swoimi decyzjami przepaliło miliardy złotych a swoimi wytycznymi doprowadzili do dziesiątek tysięcy nadmiarowych zgonów a w szczycie pandemii wypłacali sobie wysokie nagrody?
Zły przykład z tym alfonsem, bo sutenerstwo jest zakazane prawnie. Natomiast "okazywanie wdzięków" już nie. I dodatkowo nie jest opodatkowane i tu US ma pole do popisu, by osoby tak zarabiające opodatkować. Tym samym panie na miejscu zostawia kasę tutaj.
Poza tym dzięki AI mogą powstać nowe technologie, które będą wymagać do np. produkcji ludzi.
Dużo dobra.
Jak już grasz czasami na PC to polecam polską, piękną produkcję w duchu Another World, Heart of Darkness i Flasback czyli The Way. Akurat teraz można nabyć ją za zawrotne 4 zł. https://store.steampowered.com/app/311010/The_Way/?l=polish
Cały jej gameplay, czyli możliwość chodzenia i klikania w element interaktywny, ewentualnie jeżdżenia na jakimś wehikule, nie pozwala jej zaklasyfikować do żadnego gatunku gier. Bo to nie jest nawet gra.
A czym jest, jeśli nie jest grą?
Możesz edytować listę i dodać opis w każdym momencie.
W sumie takie listy nie są prywatne, skoro się je publikuje i jest możliwość ich skomentowania, z czego oczywiście korzystamy :)
Jest miejsce na opis. Albo zmień nazwę top listy albo dodaj opis, w którym uściślisz dlaczego taki wybór. I nie będzie wtedy nieporozumień...
Przestałem grać, ale pewnie do niej wrócę, by skonczyc tryb fabularny, aczkolwiek aspekty survivalowe ma słabe. Gdyby człowiek jadl tyle co bohater to by nigdy nie przymierał głodem - wręcz roztył się. I serio kilka kawałków mięsa z kapibary? Rażących głupot jest znacznie więcej.
Frostpunk na 100% nie ma takich liczb. Wątpię by przebili granicę 10 mln egzemplarzy. Boom na House Flipper pojawił się gdy był rozdawany za darmo. Zresztą wszyscy pochwaliliby się sprzedażą gdyby była duża.

Menace from the Deep (31 godzin, ukończona) - Gracze piszą, że gra lepsza pod każdym względem od Slay the Spire. I im wierzę, bo w StS nie grałem, ale po obejrzeniu gameplayu z rozgrywki faktycznie widać w Menace from the Deep więcej dodatkowej zawartości i pomysłów, pomijając, że karcianka w klimatach dzieł Lovecrafta wygląda bardziej stylowo i przyjemniej dla oka.
Tryb fabularny zabiera nas do Innsmouth, w którym jako tajemnicze stowarzyszenie nazywające siebie Ćmami bada coś, co w mieście i okolicach sprawia, ze ludzie wariują, zamieniają się w potwory i wszechobecny jest niepokój i szaleństwo. Odkrywają wkrótce obelisk i drzemiącą w nim moc. Ogólnie fabuła czterech liter nie urywa i zwyczajnie jest tylko zapychaczem. A szkoda.
Rozgrywka polega na układaniu kart z talii podróży na odpowiednich polach. Mamy głownie takie jak karty z potworami, mieszkańcami, czy specjalnymi wrogami, z którymi walczymy, gdy zagramy tę kartę podróży na pusty slot. Oprócz nich są karty motelu, w którym możemy zyskać kilkanaście punktów życia, ulepszyć kartę lub pozbyć się takowej z talii, muzeum, w którym możemy zyskać za darmo stały artefakt lub rzadka kartę, magazyn, który możemy okraść z określonych zasobów lub je kupić, kartę handlarza, u którego kupimy artefakty stałe, jednorazowe lub karty, a także karty szpitala psychiatrycznego, w którym możemy odzyskać punkty poczytalności za określoną cenę, a także karty zdarzeń, w których podejmujemy decyzje mające wpływ na to, czy coś stracimy, czy zyskamy. Jest też karta losowa, która przyniesie nam walkę, zdarzenie, czy miejsce. Istotna rolę odgrywa karta związana z uzupełniniem paliwa. Zagranie karty podróży zużywa 1 lub 2 punkty paliwa - gdy nam ich zabraknie, to giniemy. Dlatego co jakiś czas trzeba za odpowiednią kwotą uzupełnić paliwo. Na końcu podróży czeka na nas starszy bóg - boss, którego należy pokonać, by przejść do kolejnej lokacji aż w trzeciej głównej lokacji na końcu spotkamy się z Cthulhu.
Gdy wybierzemy kartę walki/bójki to trafiamy na plansze z turową walką, w której mierzymy się albo z potworami albo z mieszkańcami. Każdy rodzaj wroga ma swoje specjalne umiejętności, odporności, słabe punkty. Jednak po pewnym czasie nie będą stanowić dla nas tajemnic. Są gangsterzy, wieśniacy, ryboludki, wielkie i małe pająki, kultyści i wielu innych. Dostosujemy zagrywane karty, jakie wylosujemy z talii, aby po prostu przetrwać potyczkę.
Mamy trzy postacie do wyboru: Pierwsza jest detektyw, który ma umiarkowane punkty życia i poczytalności oraz jako jedyny posiada towarzysza - psa. To w sumie najlepsza postać na start, bo jest dość uniwersalna a pies odciąga nieraz uwagę wrogów. Druga jest kultysta, który posiada najwięcej punktów życia, ale mało punktów poczytalności i specjalizuje się w zadawanie obrażeń poprzez krwawienie oraz urazy oraz inne negatywne efekty nakładane na wrogów i jako jedyny posiada żądzą krwi, która wpływa na moc niektórych kart. Profesor z kolei ma największą poczytalność, ale mało punktów życia, ale specjalizuje się w przywoływaniu pomocniczych stworzeń i alchemii, która specjalizuje się przeważnie w zatruciach. Każda z postaci ma swoją określoną talię kart, możemy dobrać również styl talii - na ofensywny, agresywny, defensywny, takie z wykorzystaniem sztuczek lub specjalnych kart. Ponadto każda zaczyna ze zdolnością początkową i artefaktem bądź artefaktami (jeśli sobie rozwiniemy odpowiednie budynki). Standardowo mamy określone punkty życia, poczytalności, punkty paliwa i pieniędzy. Startowy ekwipunek zwiększamy poprzez zdobywanie zasobów (karty podróży: magazyn), z którym budujemy określony budynek i potem jego ulepszenie, które daje dodatkowe bonusy na starcie każdej podróży.
Gra jest powtarzalna, ale pomimo tego, ze jestem uczulony na grind, to nie odczuwałem go tutaj aż tak bardzo. Walki są na tyle fajnie zrobione, że podejście inną postacią, z innym stylem talii a także losowością sprawia, że podróże nieco różniły się od siebie. Nawet teraz, pomimo, że tryb fabularny ukończyłem, odpalam sobie jeszcze grę, choćby nawet by później zdobyć wszystko na 100%. Jest to zwyczajnie miły zabijacz czasu. Jeśli wyjdziemy w trakcie gry, powracamy później do tego samego miejsca (wyjście w trakcie walki to jej późniejszy start). Tłumaczenie na polski jest w porządku, błędów technicznych nie uświadczyłem. Jedna podróż do trzeciego bossa to około godziny czasu. Ogólnie: polecam. 8/10
Last Report (1,5 godziny, ukończona) - Gra z dobrym pomysłem wyjściowym, ale ograniczona przez gameplay, co ostatecznie wpływa na całokształt. W „Last Report” wcielamy się w strażnika leśnego na nocnej zmianie, którego głównym zadaniem jest sprawdzanie raportów w postaci zdjęć z kamer w parku i ich prosta analiza. Jednak z czasem raporty staja się coraz dziwniejsze i zaczynają się dziać niepokojące zdarzenia.
Ogólnie fabularnie gra jest nawet w porządku. Na początku jest całkiem swojsko – wracamy z urlopu, gadamy z najlepszym kumplem, wręczamy mu upominek z wakacji w postaci flaszki, poznajemy nowicjusza itd. W międzyczasie sprawdzamy raporty. Polega to na kliknięciu na stos papierów, przeniesieniu go na ekran i zaznaczaniu z jakim wykroczeniem mamy do czynienia, czy nie zawiera błędów lub nie jest przestarzały. I tak w kółko. Co trzy wysłane raporty przychodzi nam potwierdzenie z wyliczoną procentową skutecznością. Co jakiś czas nasza pracę przerywają w pełni liniowe zdarzenia. I tak do końca. Przy zakończeniu mamy jedyny wybór w grze, ale też to, jak skrupulatnie uzupełniamy raporty też ma rzutować na zakończenie.
Gra bazuje na produkcjach, w których przyklejeni do ekranu odszukujemy anomalie. Tutaj jest tylko ta różnica, że raporty mają już dołączony screen z kamer i nie widzimy obrazu na żywo. Patrzymy i analizujemy działania po fakcie, choć też oczywiście nie do końca, ale nie będę zdradzał późniejszych zdarzeń. Jest dość liniowo. Trudno mi stwierdzić, czy gra ma jakąś losowość w fabule, bo gdy dwa razy powracałem do gry po ponownym uruchomieniu, to trochę mnie cofała do tyłu (trudno się rozeznać, gdzie gra się zapisuje) i zdarzenia były identyczne. Zgaduję, że chyba tylko raporty są losowe a wszelkie wydarzenia fabularne jak odwiedziny strażników, sytuacje przy domku i w środku oraz rozmowy są z góry ustalone. Za jakiś czas zagram w „Last Report” ponownie, aby zobaczyć inne zakończenie (nie ma opcji powrotu do ostatniego zapisu). Nie ma tutaj też zarządzania czasu co pojawia się w tego typu produkcjach.
Gra jest w klimatach horroru, są obecne jump scary oraz budowanie atmosfery niepokoju, której w sumie zbytnio nie uświadczyłem. Tylko jeden wyskok mnie wzdrygnął i tyle. A tak mamy powtarzalne czynności. Urozmaicić można sobie gra w zbieranie spadających jabłek i próbami odszyfrowania pewnej wiadomości lub naprawienia pliku. Nie jest to wiele. Nie wykorzystano nawet momentu, w którym latarką próbujemy zlokalizować coś, co weszło nam do chatki. Podobnie z istotą pukająca nam głową w szybę – otwieranie drzwi nic nie daje, nic nie można zrobić, bo to jest ustalone z góry. Brakuje tutaj zwyczajnie reakcji gracza na niektóre zdarzenia. Gra wypada dużo gorzej niż takie Abtos Covert. Gry są w niemal tej samej cenie, ale „Last Report” nie ma do nie startu. Pomijam grafikę, ale w grze o greckim strażniku posterunku w lesie wiele rzeczy jest responsywnych. Tam pilnujemy, aby generator prądu nam nie wysiadł, z kamer widzimy, skąd nadchodzą zjawy, aby móc się przygotować na ich przyjście, reagujemy na stukoty w klimatyzacji itp. I napięcie związane z niepokojem jest przez cała rozgrywkę pomimo powtarzalności.
W sumie zasiadłem do tej recenzji z tym, że zostawię pozytyw, ale w trakcie pisania przypomniałem sobie właśnie o zbliżonej grze jak Abtos Covert, czy innych produkcjach, w których mamy symulację jakiegoś zawodu i uwikłaliśmy się w spiralę zdarzeń, które piszą dla nas czarny scenariusz i walczymy z przeznaczeniem. I „Last Report” wypada z nich jednak najsłabiej. Są oczywiście różnice, są inne naciski na odmienne elementy rozgrywki, ale mimo wszystko w tamtych grach od razu chciałem powtarzać, by spróbować odblokować inną ścieżkę i poznać kolejne rozwiązania fabularne – tutaj już nie. 4/10
Tobla: Divine Path (3,5 godziny, ukończona) - Pierwszoosobowa gra logiczna w minimalistycznej, miłej dla oka oprawie audiowizualnej. Rozgrywka polega na podnoszeniu bloczków, przemieszczaniu ich w odpowiednie miejsca, aby ostatecznie dojść do wyjścia. Utrudnieniem tutaj jest to, że przenieść możemy tylko czarne bloczki/kule. Pozostałych nie możemy podnieść, ale możemy „strzałem” z ręki podmienić je miejscami – na miejscu czarnego bloczka pojawi się np. szary bądź z kryształem zasilającym, a na ich miejscu pojawi się czarny. Większość rozgrywki polega na tym, by nosić czarne bloczki/kule i podmieniać je odpowiednimi, innymi elementami. Aby nie było za łatwo – będą utrudnienia w postaci barier, które zablokują nam zmianę miejsc lub umiejscowienie czarnej kuli będzie w miejscu dla nas niedostępnym. Wtedy trzeba kombinować jeszcze z odpowiednim wyczuciem czasu przy podmianach bloczków. Z każdą kolejną łamigłówką mechaniki rozgrywki zostaje rozwinięta o nowe możliwości i robi się trudniej. I dobrze. W końcu na tym polegają dobre gry logiczne.
Podczas rozgrywki wysłuchamy monologów pewnej bogini, przez którą trafiliśmy do tego świata. Choć aktorka podkładająca głos dobrze wywiązała się ze swojej roli, to jednak z czasem nie czekałem na to, co powie, tylko przechodziłem do kolejnej lokacji z łamigłówką. Ogólnie Tobla, to gra na kilka godzin. Audiowizualnie przyjemna, tania w promocji i warta zagrania, jeśli preferujemy tego typu gry. 7/10
Idols of Ash (1 godzina, ukończona) - Hit na Steamie, którego nie ma w golowej bibliotece. Nieskomplikowana gra, w której wyposażeni w hak wspinaczkowy schodzimy w głąb potężnej struktury. Przeważnie będziemy zahaczać hakiem kotwiczką odpowiednie miejsce i spuszczać się na linie, skakać między kamiennymi platformami itp. Brzmi prosto, ale pojawia się pewien problem pod postacią gigantycznej stonogi. Dla ów robala jesteśmy smacznym kąskiem i od kiedy nas zobaczy będzie nam towarzyszył w podróży. Tym samym mamy presję czasu, by schodzić jak najszybciej i dotrzeć do celu. Robi się naprawdę ciekawie.
Grę zaczynamy na poziomie normalnym, który ma punkty zapisu w postaci świecących na zielono struktur, które zawierają popiół. Wdychamy go i czytamy pojawiający się tekst. W przypadku śmierci zaczniemy od tego miejsca z popiołem. Podczas schodzenia napotkamy ich kilka. Ponadto podczas naszej eskapady możemy napotkać świecące ogniki, które przywracają punkty życia. Ogólnie ten tryb jest dość prosty. Gdy ujrzymy zakończenie, odblokujemy tryb hardkorowy i tu już zaczną się schody. Raz, że nie ma już checkpointów a dwa - stonoga jest znacznie szybsza. Praktycznie ciągle trzeba być w ruchu. Pisząc niniejszą recenzję jestem w trakcie rozgrywki w tym trybie, ale jeszcze nie dotarłem do końca. Gdy ukończymy grę na tym poziomie trudności, odblokujemy kolejny tryb. Tak więc jest solidna powtarzalność i wyzwanie.
Audiowizualnie jest oszczędnie, ale bardzo klimatycznie. Grafika niczym z PSX, dobry dźwięk i niezła muzyka pod koniec. Sterowanie jest proste i intuicyjne. Błędy popełniałem tylko podczas pośpiechu i z mojej nieuwagi, szczególnie gdy stonoga była coraz bliżej. To, że gra potrafi dostarczyć emocji mam w postaci dowodu będącym spoconymi dłońmi. Zawsze mi się to objawia, gdy oglądam produkcje związane z dużą wysokością. W grach praktycznie mi się to nie zdarzało, aż do teraz.
Gra jest tania, mega satysfakcjonująca i jak najbardziej ją polecam. Gdy ją ukończymy, przekonamy się, że to także opowieść o dotarciu w głąb własnego JA. 8/10
Puppet House (2 godziny, ukończona) - przyjemna przygodówka FPP w klimatach horroru. W swoim gatunku na pewno wyróżniająca się bohaterem z krwi i kości, który reaguje na to co się dzieje a nie jest tylko niemym świadkiem wydarzeń, które jego dotyczą. To największy plus ów produkcji, ale tych jest jeszcze kilka.
Fabularnie gra, jak na gatunek przystało, zabiera nas do nie do końca opuszczonego domostwa, w którym okazuje się, że karty rozdaje "żywa" marionetka. Głównym celem jest odszukanie młodego mężczyzny, który zniknął w tych okolicach. Z biegiem czasu odkrywamy, co tu się wydarzyło. Ogólnie standard, ale z dobrze poprowadzoną historią.
Głównym elementem rozgrywki jest rozwiązywanie łamigłówek. Te, niestety, są banalne i niemal do każdej znajdziemy gdzieś rozwiązanie. Taki to już standard tego typu gier. Ale rozumiem też twórców - musiały być nietrudne, aby nie ucierpiała dynamika rozgrywki. W grze będzie też kilka sekwencji QTE, ale na szczęście nie trzeba mieć refleksu niczym Lucky Luke. Od razu też dodam, że gra nie jest survival horrorem i w sumie takowych elementów tu nie znajdziemy. Co prawda w początkowych etapach może pojawić się niepokój, ale koniec końców "Puppet House" to taki chillowy horrorek.
Dużym plusem jest oprawa audiowizualna. Domostwo jest dopracowane, to nie cztery ściany i dwa meble na krzyż. Ewidentnie widać, że przez lata wśród tych czterech ścian i okolicy dużo się wydarzyło. Assety pewnie w większości tworzyli deweloperzy a nie są darmówkami ze sklepów unity itp. Dźwiękowo też mi się podobało i nawet dubbing - w końcu gramy gliną po przejściach. Przejście gry to dwie godzinki, czyli w sam raz. Nie ma tu dłużyzn i przeciągania rozgrywki na siłę, co często robi taki Blobber Team. W Puppet House jest krótko, ale zwięźle. Ogólnie - polecam. 7/10
Terminal Mass (2,5 godziny, ukończona) - przyjemny średniaczek. FPS, który nie odkrywa koła na nowo. Nie jest to retrostrzelanka, czy jak kto woli nazwę boomer shooter. Ot zwyczajny FPS z grafiką stylizowaną na produkcje sprzed ponad ćwierć wieku. Trafiamy do domeny, w której musimy zwiedzić trzy lokacje. Każda z nich ma 4 lub 3 misje do rozegrania. W pierwszych zazwyczaj musimy wyeliminować określoną liczbę istot, którymi są wypełnione korytarze poszczególnych miejscówek. W kolejnych oprócz ich likwidacji musimy zniszczyć konkretną liczbę pewnych struktur lub znaleźć na końcu schemat odblokowujący kolejny poziom giwer. Na końcu zmierzymy się z bossem.
Sama rozgrywka jest banalna. Gra praktycznie nie jest wezwaniem. Istoty są proste do ustrzelenia. Jedynych, jakich musimy się obawiać to tych strzelających, ale w całej grze spotkamy ich zaledwie kilka. Za mało. Reszta zazwyczaj ma jeden atak polegający na biegnięciu w naszym kierunku. Trzecim atakiem dysponują lewitujące byty na wzór meduz, które ultradźwiękami tylko przeszkadzają w strzelaniu. Bossowie też nie stanowią wyzwania, choć przy drugim jest "zwrot akcji" po hipotetycznym pokonaniu go. Z bossów wycinamy ich fragmenty, by w kwaterze głównej umieścić je na pewnych ołtarzach. W sumie w całej grze najbardziej podobała mi się walka z pierwszym bossem.
W grze mamy multum broni do sprawdzenia. Jeśli mamy za sobą misje ze schematami, to liczba pukawek, których można użyć zwiększa się ponad dwukrotnie. Szkoda tylko, że misje i poziomy są krótkie i większości nawet nie sprawdzimy, ale sądzę, że jak jakaś się spodoba, to będziemy jej używać do końca. Jest kilka możliwości do wyboru noszenia dwóch spluw naraz, z czego przede wszystkim korzystałem. Z kolei poziomy wyglądają podobnie, choć zmienia się nieco sceneria, ale większość jest korytarzowa. Trzeci, będący wnętrznościami bestii, jest urozmaicony tym, że nosimy maskę gazową.
Graficznie jest stylizacja na gry sprzed wielu lat, ale jednak trochę przesadzono z retrowością, co przy pierwszych lokacjach nieco męczyło oczy. W ustawieniach zmiany niewiele dały. Dźwięk jest domyślnie ustawiony za cicho. Ponadto gra ma w poziomach z kanałami błąd polegający na wywalaniu do pulpitu przy pierwszym oddanym strzale. Sposobem okazało się pozwolenie wrogom na zaatakowanie nas i wtedy ów bug nie pojawiał się. Ogólnie grało się całkiem przyjemnie. Jest łatwo, ale też czasami lubię tego typu rozgrywkę, by zwyczajnie się zrelaksować. Do tego gra ma bardzo atrakcyjną cenę jak na minimum półtorej godziny rozgrywki. 5/10
Somnifuge (3,5 godziny, porzucona) - Ogólnie Somnifuge to gra polegająca przede wszystkim na odszukiwaniu właściwej drogi w zagadkowych labiryntach, które niejednokrotnie są wypełnione łamigłówkami, bądź w których musimy unikać wrogich istot. Trochę mnie męczyła aż w końcu pojawił się poziom w szpitalu. Tam, po wielu podejściach zdecydowałem się zrezygnować z gry. Ogólnie na tym poziomie unikamy szalonej pani medyk, którą zwabia każdy dźwięk, gdy włączamy dźwignię otwierającą drzwi i drukujemy podpowiedź z komputera. To najmniejszy problem, bo zawsze wtedy w pobliżu jest szafka, w której możemy się na chwile ukryć. Gorzej, gdy poruszamy się po korytarzach. Jej obecność sugeruje ciemna mgła. Tylko, gdy ona się pojawia to trudno zorientować się skąd pani medyk nadchodzi. A po drugie wtedy wszystko się zlewa z grafiką co utrudnia szukanie właściwej drogi. Jeśli wejdziemy do złego pokoju, gdzie nie ma szafki, lekarka nas zabija i zaczynamy poziom od nowa. Poziom powtarzałem wiele razy. Miałem już ustaloną drogę, co robić, ale i tak każdy nowy otwarty korytarz to niewiadoma i miałem jakiegoś kurde pecha, że ciągle na nią natrafiałem. Przy kolejnym podejściu wybierałem inną drogę, dochodziłem dalej, ale potem znowu ona. I zaczynanie od nowa. A idź pan w ch... A mam za sobą wiele survival horrorów, ale ten zirytował mnie jak kiedyś gra Vilomah, gdzie stara wiedźma pojawiała się z d....
Potem obejrzałem sobie gameplay i jak zobaczyłem, co jest później, to nawet może i dobrze, że zrezygnowałem, bo potem jest błądzenie po klatce schodowej. Trochę szkoda, ale od początku Somnifuge mnie nie przekonywało. Nieco grałem na siłę, robiłem długie przerwy. Po śmierci często wyłączałem grę. Niby ma dość ciekawe łamigłówki, ale coś tu nie pykło. Chyba zaczynam też mieć zmęczenie materiału taką stylizowaną grafiką. Może kiedyś do niej wrócę i mnie wciągnie (co czasami miało miejsce), ale na razie mimo wszystko nie polecam.
Dokładnie. Same dobra. Ja bym jeszcze dorzucił/zasugerował:
Midnight Fight Express
The Beast Inside (Poza Cronos zjada każdą grę Blooberów na śniadanie)
Deep Sleep Trilogy
Puppet House (wysokie oceny)
The Way (polskie Another World)
Call of Juarez 2 i Gunslinger - obie lepsze od jedynki
Painkiller wywalony. Co do reszty... no nie wiem. Dla mnie takie tło wydawnicze. Nic czym by się można na poważnie chwalić. Trek to Yomi moooze
A w jakim tierze byś umieścił?
Edit: Dodana. W sumie odbioru nie miała zbyt dobrego.
Zastanawiałem się nad nią, ale jednak tej końcowej wieży nie potraktowałem jako latarni, tylko jako specyficzną wieżę. Podobnie jak w niedawno premierowym Foreign Sun.
Dzięki :) W najbliższym czasie będą listy z akcją w Australii (tych jest niewiele), z akcją w morskich głębinach, gier w stylu Dorfromantik, z akcją na pustynii, czy też chodzi mi po głowie lista z oryginalnymi protagonistami, bo ile jest gier, w których wcielimy się w lotopałankę karłowatą, czy w gastroenterologa? :) Ogólnie mam kilka pomysłów.
Gdyby ktoś chciał sobie coś dodać do listy życzeń, to linkuję gry z listy i takie, których nie można było dodać, bo nie ma ich w bazie:
https://store.steampowered.com/app/951770/Forsaken_Realms_Vahrins_Call/
https://store.steampowered.com/app/2709410/Esantirion_Secret_of_the_Deep/
https://store.steampowered.com/app/3892510/Asterfel/
https://store.steampowered.com/app/3707530/The_Vernyhorn/
https://store.steampowered.com/app/1968940/Nazralath_The_Fallen_World
https://store.steampowered.com/app/1010910/Empire_Patron/
https://store.steampowered.com/app/1739080/Sword_Hero/
https://store.steampowered.com/app/3965710/Seal_Of_Destiny/
https://store.steampowered.com/app/2855590/Knights_Path/
https://store.steampowered.com/app/2244780/Abyss_World__Apocalypse/
https://store.steampowered.com/app/1428600/Stormrite
https://store.steampowered.com/app/3787470/Hermit
https://store.steampowered.com/app/4176140/End_of_Eden/
https://store.steampowered.com/app/2155320/BlackThorne_Keep/
https://store.steampowered.com/app/3347120/Above_the_Cloud_Time_Bound_Mansion/
https://store.steampowered.com/app/2927740/Tears_of_Tiamat/
https://store.steampowered.com/app/3271120/Dragon_Khan/
https://store.steampowered.com/app/1970040/Fibula/
https://store.steampowered.com/app/2392420/Wisplight/
https://store.steampowered.com/app/3245140/Hello_Sunshine
https://store.steampowered.com/app/2215710/Trinity_Of_The_Fabled/
https://store.steampowered.com/app/3846360/The_Goblin_Tavern/
https://store.steampowered.com/app/3180860/Blightscape/
https://store.steampowered.com/app/2550910/Crown_of_Kings/
https://store.steampowered.com/app/2052300/Glaciered
https://store.steampowered.com/app/2512550/CLASH/
https://store.steampowered.com/app/2373130/Dungeons_of_Edera_2/
https://store.steampowered.com/app/1823840/Illusion_Lands/
https://store.steampowered.com/app/3578900/Cursed_Crown/
https://store.steampowered.com/app/3516100/Tenebyss/
https://store.steampowered.com/app/3598620/Luminare/
https://store.steampowered.com/app/3936830/Bastionfall/
https://store.steampowered.com/app/3883910/La_Divina_Commedia/
https://store.steampowered.com/app/2977900/Eternal_Knight/
https://store.steampowered.com/app/3521570/Quiete/
https://store.steampowered.com/app/3507360/The_Longest_Tale/
https://store.steampowered.com/app/3270950/Echoes_of_Argora/
https://store.steampowered.com/app/4070520/Darkest_Days_Ventania/
https://store.steampowered.com/app/3543940/Aspiel_Edge_Of_Chaos/
https://store.steampowered.com/app/2910280/Peasant/
https://store.steampowered.com/app/2248150/Gunmetal_Gothic
https://store.steampowered.com/app/1818660/Kalyskah
https://store.steampowered.com/app/3449370/VANRAN
https://store.steampowered.com/app/4212650/Horns
https://store.steampowered.com/app/3729210/Oathbearer/
https://store.steampowered.com/app/3570470/Dark_Farts_Parody_Smell_Edition
https://store.steampowered.com/app/3418090/Deaths_Legacy
https://store.steampowered.com/app/4052840/AINUR
https://store.steampowered.com/app/2156330/The_Unfettered
Najbardziej liczę na Sword Hero, ale czekam też na Forsaken Realm. End of Eden ma być współczesną kopią Gothica, ale po tym co poczytałem na ich discordzie to tytuł ten jest dopiero w powijakach i zaczynam mieć co do niego wątpliwości, czy to wypali.
Cena wg nowego przelicznika Steam, ale w konwersji najgorszej dla nas. Z 7 zł taniej niż w euro i 5 zł mniej niż w funtach, w USA też taniej nawet z podatkiem a reszta bogatszych krajów od Polski ma o ok. 40 zł taniej, więc nie ma co się cieszyć, że 5 krajów płaci więcej niż my o te kilka złotych. Z drugiej strony to gra na kilkadziesiąt godzin a jak ktoś nie chce przepłacać to poczeka z pół roku i będzie już latać z 40% taniej lub kupi na jakiejś stronce z kluczami.
Na 100% też kojarzę, że przy pierwszych zapowiedziach pisali, że to będzie ich pierwsza gra AAA pomimo niewielkiego zespołu. Czy coś w ten deseń. I w sumie raczej też wygląda na coś większego niż AA.
"Rodzenie" to nie żaden lekki, krótki ból. Jak ojcu odpadł taki kamień i zaczął wędrować to z bólu rzygał. Ból 10/10.
Steamdb to podstawa. Podczas zakupów zawsze tam zaglądam by sprawdzić ceny gier, które mnie interesują - czy są najniższe w ostatnim czasie, czy polskie ceny nie są najwyzsze itd. Poza tym ma lepszą wyszukiwarkę niż Steam. Można zobaczyć też co ostatnio dodano na Steam. To plus łowcy gier i od czasu do czasu steampeek.hu (do wyszukiwania podobnych gier do wskazanej w wyszukiwarce) i nic więcej w tym zakresie nie trzeba.
To nie jest RPG. To, że ruch jest skokowy nie oznacza od razu, że to klasyczny erpeg, podobnie jak oznaczenie gry jako dungeon crawler.
Nawet sprawdziłem sobie kartę steam i tam nawet sami twórcy nie piszą czegokolwiek o rpg. Ot roguelite z nastawieniem na akcję i strategię.
Ale duża część gry toczy się w Grecji i gdzieś tam jeszcze a na liście skupiłem się na produkcjach, których akcja w całości lub w większości dzieje się w Egipcie.
Właśnie z tymi Serious Samami to nie do końca kojarzyłem, bo pamiętałem, że poza Egiptem były też misję z ośnieżonymi lokacjami itd. Teraz patrzę a ten First Encounter chyba w całości był w Egipcie. Lara i świątynia Ozyrysa jest. Reszta to tylko fragmenty są w Egipcie, więc nie brałem pod uwagę.
Niestety, chciałbym je przejść, ale już raczej nie będzie dane. Część ograna a część wskakiwała na listę, gdy wpisywałem tytuły i podpowiadało różne gry, które po sprawdzeniu odsiewałem lub dorzucałem do listy. Dlatego tym razem bez podziału na tiery. Lovecraft nie miał za dużo szczęście do filmów - większość to średniaki, ale taki Zew Cthulhu z 2005 mi bardzo się spodobał. Szkoda, że Szepczący w Ciemności tych twórców był już gorszy.
Powerslave jest, ale wrzuca ją jako Exhumed. Dzieci Egiptu - próbowałem dodać i w sumie chyba jakąś literówkę robiłem, bo teraz znalazło się więc dodałem do listy. Dzięki za Immortal Redneck!
Dzięki!
Myślałem o tym, żeby zrobić dla gier z akcją w południowoamerykańskich klimatach. Niedużo takich gier jest, ale są. Czasami na pograniczu SF (Inca:) ). Z afrykańskimi byłoby trudniej, bo rzadko umieszcza się akcję w tamtych rejonach, choć od razu jak napisałeś to sobie przypomniałem kameruńską grę Aurion: Legacy of the Kori-Odan, polskie Dr Livingstone, I Presume?, czy oczywiście Far Cry 2. Może by coś się uzbierało sensownego.
Ale właśnie wole takie nietypowe listy robić, niż kolejne na podziały gatunkowe.
Na razie w przygotowaniu lista z gier z latarnikami lub latarniami w grach, z akcją w Australii, z akcją na pustyni i grach typu Dorfromantik.
Dzięki. Dominują strategie oraz przygodówki w różnym stylu. Dużo staroci a z nowości już tak rzadziej deweloperzy sięgają po egipskie klimaty. Pewnie trudno niektóre gry zdobyć, choć na Steamie jest kilka remasterów staroci. Jak już Egipt się pojawia to raczej jako lokacja w jakimś rozdziale. Też fajnie, ale takich dziejących się głównie tam już tak dużo nie ma. Pomijałem też gry typu Luxor i inne klikadła. Kiedyś zabiorę się za listę z grami dziejącymi się tylko na pustyni :)
Od początku było wiadomo, że to będzie dziadostwo. Pierwsze wrażenie jest tylko jedno i je właśnie zaprzepaścili. Gra skończy jak Underworld Ascendant. A mogli w razie czego wydać jako wczesny dostęp i stopniowo dopracować swój produkt. Za wzór niech posłuży ich rodak - twórca Monomyth. Gość niemal w pojedynkę robi lepszą grę niż zrobili "weterani" Pankracowie.
Nagła premiera niczego dobrego nie zwiastuje. Jak miałem tego typu produkcje na liście życzeń, które zaliczyły nagłą premierę bez żadnych zapowiedzi okazywały się crapami.

10 - Scott P.
4 - mohenjodaro, r_ADM, PersonifikacjaCienia
3 - Drenz
2 - Trumpf, Deton
1 - Benekchlebek, Fett, Wujek Face S.
Dodajcie do encyklopedii ten mały hit:
https://store.steampowered.com/app/4450800/Idols_of_Ash/
Polecam
Nie działa zapisanie edycji listy. Próbowałem wiele razy. Po każdym powrocie jest opcja przywrócenia niezapisanych ustawień i późniejsze zapisanie listy nie zapisuje jednak zmian. Dotyczy wersji na tel. Android
Jedna luźniejsze inne mniej, ale trochę tego jest. A w tym roku jeszcze ma wyjść kilka ciekawych poza tymi, które wymienił T_bone jak Madness Afloat, Myth of Valderit, Call of the Elder Gods, The Fractured Shimmer itd., choć ja liczę, że końcem roku dostaniemy Dunwich Horror od autora świetnego Dreams in the Witch House.
Najlepsze, że to na 100% dodałem, ale zniknęło z listy. Już dodałem. Źle się na tel tworzy te listy.

6 - Scott P.
3 - mohenjodaro
2 - PersonifikacjaCienia, Trumpf, Deton, r_ADM, Drenz
1 - Benekchlebek, Fett, Wujek Face S.

5 - Scott P.
2 - PersonifikacjaCienia, mohenjodaro
1 - Benekchlebek, Fett, r_ADM, Wujek Face S., Drenz

Od poprzedniego wpisu minął grubo miesiąc, ale niewiele grałem.
Najbardziej wciągnęła mnie relaksacyjna strategia Cascadia (41h, ukończona) - Strategia bazująca na popularnej grze planszowej, w której kładziemy płytki tworząc siedliska pięciu gatunków zwierząt: niedźwiedzi, lisów, jeleni, łososi i myszołowów. Siedliska tworzymy z płytek natury łącząc ze sobą określone środowiska jak góry, łąki, mokradła, rzeki i lasy, na które zagrywamy żetony określonych zwierząt. Im większe, tym więcej punktów za nie dostajemy, aczkolwiek należy pamiętać, że za zwierzęta dostajemy punkty w zależności od reguł gry. Na przykład niedźwiedzie mogą być punktowane na trzy sposoby: dostajemy punkty wyłącznie za pary, które nie sąsiadują z innymi niedźwiedziami, podobnie za grupy trzech osobników lub od jednego do trzech, przy czym te składające się z trzech dostają bonusowe punkty. Podobnie jest z innymi zwierzętami – punktowane są w różny sposób, o czym gra informuje przed rozpoczęciem rozgrywki.
Zasady gry są proste. Mamy zawsze 20 tur/rund. Na mapie mamy już trzy płytki natury. Każda płytka natury ma przypisany symbol zwierzęcia (do 3 symboli na jednej płytce natury). W jednej turze możemy zagrać jedną płytkę natury i jedno zwierzę przypisane do tej płytki (zawsze z czterech do wyboru). Przy czym jeśli dysponujemy żetonem natury możemy wybrać inne zwierzę lub je „przetasować”. Żetony natury dostajemy, gdy zagramy żeton zwierzęcia na płytkę natury z jednym symbolem danego gatunku. W ten sposób co turę wybieramy płytkę natury, aby tworzyć korytarze środowisk i zagrywamy zwierzęta zgodnie z punktacją, aby tych punktów zdobyć jak najwięcej.
A po co zdobywać punkty? „Cascada” to gra towarzyska i zwyczajnie możemy rywalizować z innymi graczami online (podanie maila) albo z kimś obok lub z komputerem. Maksymalnie może być czterech graczy. Ponadto mamy wiele scenariuszy solo do rozegrania oraz wyzwań, w których gramy z Si na specjalnych zasadach. Scenariusze z kolei mają na starcie jeden lub więcej celów, które trzeba spełnić, by scenariusz został zaliczony. Poza tym na Steam są też osiągnięcia, które można zdobyć rozgrywając wspomniane wyzwania lub scenariusze. Można też grać solo dobierając własne zasady punktacji i na spokojnie relaksować się budując siedliska. Jak widać – możliwości jest wiele. Mnie gra już na starcie pochłonęła na wiele godzin. Niby ma zacięcie strategiczne, ale potrafi też relaksować. W ten sposób, po kolejnym nieudanym scenariuszu, na luzie człowiek podchodzi do kolejnej próby. W innych produkcjach zazwyczaj dałbym sobie, po którymś razie spokój. Nie tutaj. O i zapomniałbym jeszcze o codziennych wyzwaniach (też należy podać maila).
Graficznie jest minimalna, ale przyjemna dla oka. W tle gra przyjemna muzyczka, choć przydałoby się jakieś większe urozmaicenie utworów. Samouczek tłumaczy zasady bardzo czytelnie i szybko orientujemy się w rozgrywce. Jest język polski. Cenowo jest w porządku. Polecam, szczególnie do rozgrywki w parę osób przed jednym ekranem. Mocne 8/10.
Deathbloom: Chapter 1 (4h, ukończona) - Dostajemy taką ubogą wersję Resident Evil. Nieco siermiężną, powolną, ale nie można o niej napisać, że jest kiepska. Niby wszystko jest na swoim miejscu, ale mimo wszystko gra jakoś nie przykuwała do ekranu.
Fabularnie zjawiamy się do pewnej rezydencji nie informując o tym matki, która z jakichś względów trzymała w tajemnicy informacje o swojej rodzinie i przeszłości. Na miejscu okazuje się, że domostwo jest sporych rozmiarów a także pełne jest korytarzy i ukrytych pomieszczeń a i wypełnione jest istotami, które pragną naszej śmierci. Gdy orientujemy się, że nie możemy wyjść z domu, musimy eksplorować pomieszczenia, by ostatecznie znaleźć drogę do wyjścia.
Początek mnie nie zachęcił. Dużo korytarzowego chodzenia w poszukiwaniu kluczy. Potem dostajemy w swoje ręce broń palną a nawet łuk. Wtedy już gra się znacznie lepiej, bo nawet pomimo posiadania broni pojawia się napięcie i odrobina strachu. W kilku momentach myślałem, że coś pewnie się wydarzy, ale jednak twórca postawił w tych chwilach na budowanie napięcia. I dobrze.
Do naszej dyspozycji oddano nóż (totalnie nieprzydatny), pistolet, strzelbę, automat, czy nawet łuk. Z ich pomocą likwidujemy napotkanych wrogów jak nieumarłych (w tym wersje mocniejsze), dobermany, opętane kukły, czy kościotrupy. Mamy też minibossa. W survival horrorach są też obecne zagadki, ale próżno ich szukać w Deathbloom. Sporadycznie natrafimy na przekręcenie popiersiem, ale to żadna łamigłówka. W sumie liniowo poruszamy się po pomieszczeniach odnajdując klucze, pieczęci do jednych drzwi, notatki, broń i naboje lub potrzebny przedmiot jak np. butelka z kwasem. W eksploracji ma pomagać nam mapa, ale dawno tak nieczytelnej jak w Deathbloom nie spotkałem a pisze to osoba, która spokojnie odnajduje się w czytaniu jakichkolwiek map. Z tymi miałem nieco problem, dlatego z czasem przestałem na nie zaglądać, aby się nie irytować. Niby były oznaczone pomieszczenia, korytarze itd., ale już nie było oznaczonych wejść z korytarza do pokoju (można było się domyślić) a także odległości poszczególnych dróg inaczej wyglądały na mapie, a inaczej w rzeczywistości – np. jakaś ścieżka była dłuższa niż pokazywała to mapa. Na niej też było zapisane co mamy w ekwipunku zamiast jego standardowego podglądnięcia. Z innych minusów jest brak zapisu podczas wyjścia z gry. Deathbloom zapisuje się tylko na początku kolejnej lokacji, do której się dostaniemy. Jeśli wyjdziemy np. w trakcie eksploracji danego poziomu/aktu, to przy wczytaniu zaczynamy na starcie lokacji.
W podtytule mamy „Chapter 1”, więc fabularnie zakończenia nie poznamy. Na końcu nie ma jakiegoś efektu „Wow”, choć dochodzi do zmiany miejscówki i widać, że będzie coś innego.
Deathbloom: Chapter 2 (1,5h, ukończona) - Pierwszy rozdział kończył się głęboko w podziemiach. Zmieniła się nieco sceneria a wrogowie byli jeszcze bardziej martwi niż zombie, bo trafiliśmy na chmarę chodzących kościotrupów. Niestety, rozdział drugi zaprzepaszcza zakończenie pierwszego. Po chwili zdajemy sobie sprawę, że wracamy do znanych korytarzy z części pierwszej…
„Deathbloom: Chapter 2” to zwyczajnie recykling poprzedniej odsłony z jeszcze większą liniowością i korytarzowymi lokacjami. Oj bardzo korytarzowymi. W ogóle trudno zrozumieć decyzję o rozdzieleniu ów produkcji na dwa rozdziały, bo ten, o którym jest mowa trwa zaledwie półtorej godziny (w moim przypadku) – ponad dwa razy krócej niż poprzednik. W takim wypadku wystarczyłoby dodać do rozdziału pierwszego urywek niniejszego (nowa lokację – bunkier), aby zgrabnie to zakończyć i odbiór produkcji byłby znacznie pozytywniejszy. Niestety, przez to, że „Chapter 2” to przysłowiowy skok na kasę, najlepiej zwyczajnie odpuścić sobie całościowo dylogię.
Druga odsłona to jeszcze więcej pokrętnych, lecz liniowych korytarzy. Rozpoczynamy tak jak pierwszą – bez broni, by docierać do punktu, który jest naszym celem. Czyli znowu musimy zebrać gdzieś klucz, pokrętła, by coś otworzyć bądź uruchomić. Po drodze eliminujemy przeciwników znanych z części pierwszej, czyli zombiaki, psy, laleczki i kościotrupy. Mamy też walkę z bossem, która jest totalnie z czapy, bo w ogóle on tutaj nie pasował. Ostatecznie docierając do końca, poznajemy los zarządcy budynku a także będziemy mieć do wyboru dwa pomniejsze zakończenia.
„Deathbloom: Chapter 2” to totalne rozczarowanie. Pisałem, że pierwszy rozdział był przeciętny, ale jakoś jeszcze się bronił, ale tutaj już nie ma czego bronić. Nawet mapę lekko udoskonalono, ale do niej nawet nie zaglądamy, bo wszystko jest liniowe i banalne do progresu. Nieco zwiększono też napisy, ale nadal nie poprawiono zmiany broni i w przypadku, gdy chcemy się pozbyć niepotrzebnego noża i podmienić go na jakąś broń to wyrzuca nam pistolet. Każde ubicie wroga to nadal tandetne zwolnienie, co przy większej ilości przeciwników robi się śmieszne. Ostatecznie: 3/10. Omijać.
Path of Ra (3h, ukończona) - Bardzo przyzwoita gra logiczna w egipskich klimatach. Kierujemy zamordowanym faraonem pozbawionym oblicza, który próbuje wydostać się labiryntu w zaświatach. Z czasem tez poznamy tego, kto zamordował faraona i z jakich pobudek.
Rozgrywka polega na przesuwaniu i ustawianiu kwadratowych bloczków tak, by nasz faraon dotarł do wyjścia. Proste z założenia, ale w praktyce i z czasem staje się wymagające, gdy oprócz liczby bloczków (maksymalnie 9) pojawiają się po drodze utrudnienia. Bardzo często będziemy musieli ustawić bloczki tak, by faraon po drodze jeszcze uruchomił dźwignię otwierającą wyjście, dezaktywującą ognisty płomień (także miotający ognistym pociskiem), otwierającą lub zamykająca kamienne bloczki lub ustawić bloczki tak, by dotrzeć do wyjścia omijając lub likwidując wrogich wężoludzi itd. Z czasem dojdą teleporty a także będziemy kierować również naszym cieniem. Jest to o tyle trudne, bowiem nasz bohater leci tylko przed siebie – zmienić kierunek może wyłącznie, gdy odbije się od ściany lub innej przeszkody. Inaczej wypadnie poza bloczki i zginie roztrzaskując się o skały. Można też zginąć w płomieniach bądź zostać zabitym przez wrogiego wężoludka.
Gra na szczęście stopniowo wprowadza nowe elementy, dzięki czemu możemy się z nimi oswoić, by potem próbować rozwiązać łamigłówkę, w której będziemy mieć natłok tych utrudnień. Mimo wszystko spokojnie można dojść do rozwiązania stosując nawet metodę prób i błędów. A dla niecierpliwych graczy jest możliwość skorzystania z podpowiedzi, która informuje nas o tym, które bloczki są ustawione poprawnie, a które nie. Chcąc nie chcąc trzeba i tak z ów podpowiedzi skorzystać przynajmniej 10 razy, by odblokować osiągnięcie.
To, co od razu rzuciło mi się w oczy to bardzo przyjemna oprawa graficzna przerywników fabularnych, które spokojnie mogłyby być ozdobą gry z większym budżetem. Przypadły mi do gustu, zarówno te z intro i outro jak i te pojawiające się w trakcie rozgrywki. Zdecydowanie były na plus. Same tła podczas poziomów też przyciągały wzrok. A jest ich chyba z kilkanaście. Muzycznie również jest dobrze – dźwięki podkreślają klimaty dawnej kultury.
Szkoda tylko, że gra ma „zaledwie” 60 poziomów. Ewidentnie można zauważyć, że była robiona pod 100, ale możliwe, ze zabrakło twórcom budżetu? Pomysłu na kolejne poziomy? Można zgadywać, ale pewne jest to, że aby zdobyć osiągnięcie związane z setką ukończonych poziomów należy ponownie uruchomić grę i przejść ponad 30 levelów.
Podsumowując – bawiłem się dobrze. Nawet jeśli nad jedną łamigłówką trochę siedziałem, to z satysfakcją kombinowałem szukając rozwiązania. Warto.
SKARAB (2,5h, ukończona) - Prosty FPS w egipskich klimatach. Powerslave to to nie jest, ale pomimo swojego minimalistycznego prostactwa potrafi przykuć do ekranu na te 2,5 godziny na przejście. Mamy tutaj wiele poziomów, które różnią się przede wszystkim kolorystyką, bo sam level design tutaj praktycznie nie istnieje - ot po prostu sklecone poziomy na szybko. Jest szereg wrogów do zlikwidowania a także dostajemy w swoje łapska kilka broni. Od chepesza, włóczni, procy, przez łuk, buławę, po coś w rodzaju rzucania zaklęcia plagi/szarańczy. Na każdym poziomie w zniszczonych skrzyniach i amforach znajdziemy amunicję oraz mikstury, czy dania przywracające punkty życia. Każdy rozdział polega na znajdywaniu trzech "kluczy", które otwierają poszczególne drzwi. Gdy zdobędziemy trzeci, to za jego wrotami znajdziemy przejście do dalszego etapu. Gra zapisuje się na początku każdego poziomu a także jest możliwość szybkiego zapisu w dowolnym momencie. Jest tanio, prosto, ale dość przyjemnie. Ujdzie.
With Shining Eyes (30 minut, ukończona) - Wizualnie ta krótka, darmowa gra oferuje coś innego. Trudno spotkać coś w takiej kolorystyce, czy wizji artystycznej. Może to przyciągać wzrok albo odpychać w zależności od własnych upodobań, ale na pewno jest ciekawie. I w sumie na tym kończą się pozytywy. Może jeszcze o muzyce można coś pozytywnego napisać, bo w sumie pasuje do tego, co widzimy na ekranie, ale dla mnie nie jest warta uwagi. Niestety ta krótka gra nie oferuje nic więcej. Niniejsza produkcja ma opowiadać historię niejakiej Anyi Ashby – uczennicy i obecnej dyrektorki Akademii Bellamy, którą przyjdzie nam zwiedzać. Jednak na końcu nie dostajemy jakiejś konkluzji, jakiegoś zakończenia historii… nic. Krótkie, darmowe gry na Steam zazwyczaj przedstawiają jakieś mechaniki, próbują z różnym skutkiem opowiedzieć jakąś historię, są prologiem do czegoś większego, ale With Shining Eyes nie jest żadną z tych rzeczy. Coś tam próbuje zostawić gracza z refleksją nad przemijaniem, ale nie robi tego dobrze, jest dość pretensjonalnie. Zwiedzając akademię przyjdzie nam rozwiązać kilka łamigłówek na poziomie przedszkolaka. Kompletnie nic angażującego, jak też fragment przejażdżki, który też został kiepsko zrealizowany, bo źle obracając myszką będziemy oglądać czarny ekran – kamera powinna być sztywna i bez ingerencji gracza – efekt byłby lepszy.
W sumie szkoda nawet tej pół godziny, aby poświęcać czas na coś, co po prostu chyba zostało stworzone, by było. Już po 10 minutach przeczuwałem, że będzie nuda i nie myliłem się. Coś co jest darmowe nie oznacza z marszu, że ma mieć pozytyw. Nie marnujcie na to czasu. Te 30 minut lepiej spędzić bardziej kreatywnie. Zdecydowanie odradzam.
Poza tym wróciłem do Cast n Chill, aby zdobyć ostatnie osiągnięcie, które polega na złapaniu wszystkich rozmiarów występujących w grze ryb. Wcześniej osiągnięcie było popsute, bo je zaliczało bez spełnienia tego warunku i myślałem, że jest związane ze złapaniem największych rozmiarów poszczególnych gatunków ryb. Teraz kilkanaście minut dziennie poświęcam na zdobycie krok po kroku tego osiągnięcia.
Gram także w Leaves - The Journey - przyjemna gra logiczna z ciekawymi łamigłówkami. Przy niektórych trochę można posiedzieć. Oprawa wizualna to wypisz-wymaluj Samorost.
Pograłem też w Bermuda Survivor i Heather Wreath: The Reporter, ale obie porzuciłem. Pierwsza to rogal, który miał jeszcze mniejsze poczucie progresu niż Wall World, ale też niestety kompletnie nie wciągał. Druga gra to niby retro survival horror, ale po pół godzinie to więcej było nudnych przerywników z dialogami bohatera niż gameplayu. Totalna nuda. Zrezygnowałem, gdy zdecydowałem się dotknąć stracha na wróble, po czym zginąłem, bo za mną pojawił się posychopata. Gdy musiałem powtarzać bieg przez ogromny teren darowałem sobie. Źle zaprojektowana, liniowa gra. Szkoda. Na szczęście w obu przypadkach poszedł zwrot kasy.
W najbliższym czasie chcę ukończyć porozpoczynane gry jak Somnifuge, Goldenheart, EscapeWorld Dillema, Skald, Kairo, Ellingby House, Scrap Riders, Starsand, Green Hell, Straya oraz kilka innych oraz zagrać w niedawno kupione gry jak Puppet House, Sniper Killer, Tobla: Divine Path, Zof, czy 1989 After the War. Może do jesieni się uda.;)
Dodałem Phantom Fury, choć wydawało mi się, że dodawałem w komplecie z Ion Fury. Niestety na telefonie kiepsko się dodaje, szczególnie gdy trzeba przewijać tytuły, by znaleźć odpowiedni. Wtedy bardzo często ten, na który przypadkiem się kliknie dodaje się do listy i na niej zostaje nawr pomimo usunięcia go z niej. Dopiero po zapisaniu i ponownym edytowaniu można go usunąć - w ten sposób na liście były tytuły, które nawet nie są FPS. Mogłem też coś usunąć. Na kompie jednak lepiej się dodaje.
A co do Boltgun to niestety, ale w porównaniu z innymi grami w gatunku wypadał bardzo blado, dlatego takie a nie inne miejsce, ale też po ograniu Turbo Overkill późniejsze FPSy ostrzej oceniałem i padło też na Boltguna.
Dorfromantik
Cascadia
Pan'orama
Gry HOPA
Dla mnie kwiecień to będą głównie relaksacyjne, spokojne gry i przygodowe jak Will: Follow the Light, Outbound, Gecko Gods. Aczkolwiek wychodzi też trochę horrorów i będzie w czym wybierać.
O Hyperviolent zapomniałem. Tak samo jak O Zigguratach i Anomalous. Hellbound muszę odpalić i sprawdzić, czy to nie barfziej strzelanka arenowa. Właśnie z Darkenstein 3D mam ten problem jak z Kvark - bo do boomer shooterow bym ich nie zaliczył, ale z kolei mają nieco stylizowaną oprawę. A nic, dodam. Może zrobić się akurat setka gier. Dzięki!

Niestety jeśli twórca/wydawca w przeszłości ustawił cenę ręcznie lub po interwencji graczy z Polski i skorzysta teraz z nowego sposobu wyceniania gry to ceny za gry wzrosną. Może to dotyczyć z półtora tysiąca gier, które miały polerkę. Wzrosty mogą być od 15 zł do 50 zł w zależności od ceny. Natomiast w przypadku gier, które nie miały polerki a twórca teraz zmieni cenę to zyskamy na tym od 1 zł do 5 zł. Ogólnie - lipa :/
Ogólnie okazuje się, że wybór trzech możliwości wyceny gry jest iluzoryczny. Steam od razu sugeruje konwersję wielozmienną z czego twórcy od razu korzystają. Podobno gdy twórca chce ustawić cenę wg siły nabywczej to Steam ostrzega go, że ceny są za niskie i gra nie będzie dostępna w wielu krajach, ale to był post jednej osoby i nie wiem na ile to też prawda.
Jak chcecie to piszcie do Valve poprzez panel pomocy Steam i zgłaszajcie błędne wyliczenie konwersji wielozmiennej, bo 30 krajów ma ją niższą od konwersji kursu walut, ale nie Polska. Jak już reagować to teraz, póki sprawa jest świeża. Szanse są niewielkie, ale trzeba spróbować i trzeba teraz narobić hałasu. Może też GOL by coś w tej kwesti coś więcej napisał jako kolejny artykuł, bo jednak w mediach dominuje pozytywny wydźwięk tychże zmian.
Zmiany dotyczą nowo wydanych gier. Co do tych, które już miały premierę to zmiana ceny zależy od wydawcy/dewelopera.
I najlepiej, żeby twórcy Wartales nic nie zmienili, bo jeśli zaktualizują to cena wzrośnie z tych twoich 71.99 na około 85 zł. A to z racji, że ręcznie ustawili ceny lub po polerce. To samo tyczy podstawki.
Nacjonalizm sam w sobie nie jest zły, ale jest ideą znacznie bardziej niebezpieczną niż patriotyzm
Co jest niebezpiecznego w patriotyzmie?

Tutaj bym jeszcze dodał, że na tę okoliczność przygotowali sobie specjalną grafikę ;)
Oczywiście, że akcja PoP miała na to wpływ. Widziałem co chłopaki robią, sam w tym uczestniczyłem, widziałem skalę. Doszło do tego, że sami zagraniczni deweloperzy zgłaszali, aby Steam zmienił przelicznik.
Na 100% nie był to UOKiK, bo chyba w lutym ktoś zamieścił pismo, że nic nie wiedzą jak i zresztą ich pismo dotyczyło czegoś innego
Owszem gatunek nie umarł, ale to bardzo duża nisza tworzona głównie przez zapaleńców i samych miłośników przygodówek. Tytułów wychodzi bardzo dużo, ale niewiele jest kontynuowanych. Są to też gry, których nie opłaca się kupować na premierę, bo pewne jest, że bardzo szybko dostaną promke np. -75% bo taki to los przygodówek (pomijając np taki Wadjet, których to gry trzymają zawsze długo cene).
Drifter to podobno jedna z najlepszych gier w gatunku a i tak liczb nie oszałamiających biorąc pod uwagę gry całościowo, bo w gatunku zostawił niemal wszystkich w tyle.
Ma wyjść też trochę fajnie zapowiadających się tytułów, ale ja w sumie tylko czekam na Dunwich Horror. https://store.steampowered.com/app/3751600/Dunwich_Horror/ Pierwsza gra twórcy czyli Dreams in the Witch House była rewelacyjna. Tutaj też się tak zapowiada.
W Polsce wydaje się i tak dużo mangi. Wydawca Haneko poinformował w styczniu, że samych tomów tej serii sprzedał już ponad 900 tys. W rocznych zestawieniach najczęściej kupowanych tytułów uwzględniających mangę dominuje manga. Mają niekiedy nakłady sięgające 20 tys egzemplarzy. Przykładowo "normalne" komiksy to ok 2 tys.
Też miałem zrobić top listę FPSów :)
Ogólnie gdybym ją zobił to dałbym niżej Duke Nukem i Blood. Ale tu już wiadomo, że dużo do gadania ma nostalgia lub jej brak :)
VAT USA nie ma tu nic do rzeczy. Przed październikiem 2022 gry były dużo tańsze i nikt nie dodawał żadnych podatków a jakbyście chcieli to poprzeliczać to wam nie wyjdzie. Z innymi krajami jest podobnie - nie ma tutaj identycznej zasady.
Jak na razie to ceny gier zmieniają się na droższe :D
Na discordzie PolishOurPrices bot to wyłapuje.
Super zmiany...
Ogólnie wszędzie tam gdzie twórcy ustawiali ceny ręcznie i z sugestią graczy z Polski a zmienia wg nowego przelicznika to te gry tylko zdrożeją.
Konwersja wielozmianowa jest najdroższa tylko w 5 krajach. W pozostałych walutowa. I to nierzadko różnice są duże. W sumie w tym wypadku mieliby teoretycznie największy zysk i ta opcja jest najbliższą temu jak funkcjonują w ogóle sklepy internetowe. Ogólnie jestem ciekaw jak będzie wyglądało narzędzie do ustawiania cen - czy deweloper będzie miał podgląd na wszystkie. Bo jeśli tak i ma choć trochę rozumu to zobaczy siłę nabywcza pieniądza i w przypadku takiej Polski zauważy dużą różnice miedzy nią a konwersją wielozmianowa. Ale to gdybanie. Za kilka dni okaże się, co deweloperzy będą wybierać...
Jeśli pojawią się różne wybory to spoko a jeżeli wśród cen będzie dominować konwersja wielozmianowa to niestety lipa :/ Niby to mniej, ale nadal będzie poczucie dymania polskiego gracza.
Pewnie mało który deweloper zaktualizuje ceny (na mniejsze), ale nowe premiery już będą pewnie bazować na propozycji Valve. Tylko ciekawe, które będą wybierać. Gdybym był deweloperem, to bym wybrał cenę wypośrodkowaną, czyli z kursu walut. Jednak wielcy wydawcy już pokazywali swoją zachłanność i pewnie po będą ustawiać ceny z konwersji wielozmiennej. Jestem ciekaw jak to będzie wyglądać - w kwietniu akurat mam kilka premier, które planowałem kupić to się przekonam.
EDIT: Jednak z konwersji wielozmiennej większość krajów ma cenę uśrednioną a Polska i chyba 4 lub 5 krajów ma większą. Lipa.
Można napisać - w końcu. Deweloperzy będa mieć trzy metody wyliczenia ceny w innych walutach. Dwie sa dla nas korzystne. Jedna, niestety nie. Więcej możecie zobaczyć tutaj:
https://partner.steamgames.com/pricing/explorer
Sadzę, że niemała w tym zasługa panów z Polish Our Prices. Pisali do deweloperów, wydawców. Uświadamiali twórców i o fatalnym przeliczniku pisali również zagraniczni gracze i devsi. Nawet deweloperzy pisali, że będą w tej sprawie kontaktować się z Valve. Był szum i w końcu coś ruszyło. Sam też kontaktowałem się w twórcami, z różnym skutkiem. Ogólnie na discordzie POP działało w tej kwestii wiele osób, którzy dorzucili coś w tej materii. I w końcu Valve coś z tym zrobiło. Zobaczymy jak do tego ustosunkują się deweloperzy i wydawcy...
Z ponad tysiąca, które ograłem, z twojej listy znalazlem zaledwie 145 tytułów ukończonych też przeze mnie. W część jeszcze zagram, ale większości już nie dam rady, choć wiele z nich to znane, dobre produkcje. To pokazuje ile tego jest...
Tylko usunęli kartę gry że Steam, pracownicy nie dostawali wypłat, komornik zajął część akcji, studio ma jakieś długi do uregulowania itd. Jak dla mnie to nie wyjdzie, nawet jeśli obiecywali, że w tym roku pojawi sie gameplay do Thorgala.
Na spokojnie :) Jak już czasami dzieciak wybudzi mnie w nocy to czasami szkoda się kłaść ponownie spać :)
Fajnie, że cię wciągnęła. Mi akurat walka przypadła do gustu, bo dochodzi jeszcze kontrola nad bronią zamiast zwykłego klikania ataku i oglądania tylko zamachnięcia.
Długa nie jest. Kilkanaście godzin. Może akurat zainteresowania starczy ci do samego końca:)
A czy będzie opcja podejrzenia wszystkich top-list? Przez to, że są do zobaczenia popularne a przede wszystkim nowe, można przegapić jakieś ciekawsze, które z czasem zostaną zepchnięte przez pojawiające się coraz nowsze top listy.
Z tego co pamiętam (gadal albo wlasciciel, który jest z mojego miasta albo jego kolega po otwarciu knajpy), to przy ich niektórych piwach a głównie Atak Chmielu, że dodają po warzeniu jeszcze chmiel co wpływa na smak, ale możliwe, że coś pokręciłem, bo piwowarem nie jestem, mnie tylko interesuje, czy mi smakuje.
Ja z gier przygodowych preferuję produkcje właśnie tego typu nad klasycznymi point'n'clickami. Niestety w ostatnich latach mało powstaje w tym stylu gier. Wyewoluowały w escape roomy, które w sumie też lubię.
Pierwsza pomoc jest lżejszym piwem. Atak chmielu ma zdecydowanie bardziej wyczuwalny chmiel i związaną z tym gorycz. Różnica jest zauważalna od pierwszego łyku. A w sklepach stoją przeważnie za 9 zł.
Układałem listę na telefonie i pojawiał się problem z przewijaniem kafli z grami, gdy szukałem odpowiedniego tytułu (Rama). Przypadkiem można sobie przenieść jakąś grę, na którą się kliknęło. Jak raz jakaś mi się dodała i ją usunąłem to potem ciągle już mi się pojawiała w miejsce kolejnych wyszukanych gier, gdy zaznaczałem odpowiedni kafelek z tytułem i klikałem odpowiedni tier. Ominięciem tego błędu było przesuwanie palcem kafelka z grą do odpowiedniego tieru.
Biesczadowe miodowe
Pinta pierwsza pomoc
Pinta atak chmielu
Fortuna śliwkowa
W sumie już tylko takie. W pubach czy restauracjach nie zamawiam piwa, bo zazwyczaj mają koncernowy syf. Wyjątkiem jest jedna knajpa, która serwuje laną Pinte i jak już wychodzimy ze znajomymi to tylko tam.
W drugim Grimrocku już nie ma samych podziemi więc jest jakaś różnorodność, ale można odpaść przy niektórych zagadkach i ma momenty, ktore mogą zniechęcać. Sam do dwóch łamigłówek musiałem sprawdzić rozwiązanie, bo już za długo nieskutecznie kombinowałem. Jest też dłuższą grą. Niemniej warto, pomimo klasycznego (archaicznego) sterowania.
Polecam. To mało znana perełka a świetnie się przy niej bawiłem. Tak mi się spodobała, że dogadałem się z deweloperem i stworzyłem do niej polskie napisy. Mam nadzieję, że od premiery wiele nie pozmieniał i tłumaczenie jest OK.
Niestety nie było dane mi zagrać. Nad The Quest zastanawiałem się do jakiej grupy go dać - B, czy C, ale stanęło jednak na C. Niby dałem tej grze 7,5/10, ale w przeciwieństwie do produkcji z B, do The Quest jednak bym już nie wrócił. W odwrotną stronę zastanawiałem się nad StarCrawlers - może jednak za wysoko, ale dawno temu grałem i w sumie nie ukończyłem.
Krótka gra, z lekko nakreśloną fabułą, gdzie prym wiedzie chodzenie i rozwiązywanie prostych zagadek. Plusem jest melancholijny, abstrakcyjny klimat i wykreowany "świat". Produkcja na jeden-dwa wieczory.

Jak zwykle duży szacun za pozytywną i ważną sprawę! Zatem dodajemy - zacznę od czegoś może mniej świątecznego, bo w innych kulturowo klimatach.
Path of Ra

Ode mnie propozycje ogranych w tamtym roku gier, które trzymają co najmniej przyzwoity poziom i są w takiej promocji z adekwatna ceną do zawartości. Plus kilka innych i takich, do których zrobiłem spolszczenia:
https://store.steampowered.com/app/2507820/Bloodgrounds/
https://store.steampowered.com/app/4010780/OLYEN/
https://store.steampowered.com/app/3555980/Caput_Mortum/
https://store.steampowered.com/app/1289720/Neyyah/
https://store.steampowered.com/app/809060/REVEIL/
https://store.steampowered.com/app/3539440/Metal_Garden/
https://store.steampowered.com/app/1734680/INCISION/
https://store.steampowered.com/app/3316350/Flesh_Made_Fear/
https://store.steampowered.com/app/2339330/The_Lacerator/
https://store.steampowered.com/app/1859580/Full_Void/
https://store.steampowered.com/app/2227130/Caves_of_Lore/
https://store.steampowered.com/app/3631290/Slots__Daggers/
https://store.steampowered.com/app/1889740/Paper_Trail/
https://store.steampowered.com/app/1637320/Dome_Keeper/
https://store.steampowered.com/app/1694230/Abtos_Covert/
https://store.steampowered.com/app/3256840/Odyssey_to_the_Frozen_Legion/
https://store.steampowered.com/app/1715590/Wizordum/
https://store.steampowered.com/app/3483740/Cast_n_Chill/
https://store.steampowered.com/app/2187290/Wall_World/
https://store.steampowered.com/app/2219890/THE_MUTE_HOUSE/
https://store.steampowered.com/app/2687300/Aarik_And_The_Ruined_Kingdom/
https://store.steampowered.com/app/1178210/Stirring_Abyss/
https://store.steampowered.com/app/3231960/Little_Lighthouse_of_Horror/
https://store.steampowered.com/app/3094150/Take_Notes/
https://store.steampowered.com/app/2918410/Tower_of_Mask
https://store.steampowered.com/app/1848450/Nightmare_of_Decay/
https://store.steampowered.com/app/1975180/The_Night_of_the_Scissors/
https://store.steampowered.com/app/2189640/Cannibal_Abduction
https://store.steampowered.com/app/1949030/Sherlock_Holmes_The_Awakened/
https://store.steampowered.com/app/2171880/Albatroz/
https://store.steampowered.com/app/3292260/Amenti/
https://store.steampowered.com/app/1891620/Lempo/
https://store.steampowered.com/app/2202470/No_Sun_To_Worship/
https://store.steampowered.com/app/2463620/Connection_The_Nightmare_Within/
https://store.steampowered.com/app/2304730/Carnival_Massacre/

Zagadka #50
14 pkt - Drenz,
10 pkt - PersonifikacjaCienia,
8 pkt - Scott P.
5 pkt- Bogas
3 pkt - zielele, mohenjodaro
2 pkt - Felipe
1 pkt - Abesnai, mr. Spark, Harry M, [Gammorin], Ognisty Cieniostwór,
Jedziemy z ostatnią:

Zagadka #36
13 pkt - Drenz,
7 pkt - PersonifikacjaCienia,
5 pkt - Scott P.
3 pkt - zielele
2 pkt - Felipe
1 pkt - Abesnai, Bogas, mr. Spark, Harry M, [Gammorin], mohenjodaro
To, że to partactwo to oczywiście zgoda. Nawet w grach indie by to raczej nie przeszło, szczególnie, w produkcjach typu "eksploracja domostwa" ale nawet z tak kiepskimi obrazami/zdjęciami się nie spotkałem. Jednak z artykułu i przytoczonych tweetów rozchodzi się bardziej, że to stworzono z pomocą AI. Zresztą przed AI takowe obrazy były używane w ramach domeny publicznej, więc też wbrew temu jak piszą powyżej - nikt by nie ślęczał wielu godzin, by tworzyć grafiki pod obrazy. Tu tylko zabrakło testów, kogoś, by przypilnował tego typu rzeczy.
W grach indie FPP, gdzie np. eksplorujemy jakieś domostwo twórcy często korzystają teraz z AI generując obrazy. Tylko w ich przypadku wyglądają dobrze i nikt się o to nie pluje. Oczywiście niedzielni gracze, czy inne marudy srają się o takie bzdury.

Zagadka #34
12 pkt - Drenz,
6 pkt - PersonifikacjaCienia,
5 pkt - Scott P.
3 pkt - zielele
2 pkt - Felipe
1 pkt - Abesnai, Bogas, mr. Spark, Harry M, [Gammorin], mohenjodaro
Hostage: Rescue Mission / Hostages

Zagadka #32
11 pkt - Drenz,
6 pkt - PersonifikacjaCienia,
5 pkt - Scott P.
3 pkt - zielele
2 pkt - Felipe
1 pkt - Abesnai, Bogas, mr. Spark, Harry M, [Gammorin]
Pro palce
Scott P. +1 (obrazek może nie do końca taki jak powinien ale na szczęście nie trzeba było podpowiedzi).

Zagadka #28
10 pkt - Drenz,
5 pkt - PersonifikacjaCienia,
3 pkt - zielele, Scott P.
2 pkt - Felipe
1 pkt - Abesnai, Bogas, mr. Spark, Harry M, [Gammorin]
Strzelam, bo to nie mój gatunek, choć pierwszy obrazek dziwnie znajomy: Stories Untold?

Zagadka #26
9 pkt - Drenz,
5 pkt - PersonifikacjaCienia,
3 pkt - zielele, Scott P.
2 pkt - Felipe
1 pkt - Abesnai, Bogas, mr. Spark, Harry M

Liczyłem się z tym, że taka odpowiedź może paść, ale to nie ta gra tym razem :) Jest to mocna inspiracja Mystem, ale to nowszy tytuł.
Kosmita powinien mieć żółte oczy, ale AI wtedy gorsze obrazki robiło.

Zagadka #23
8 pkt - Drenz,
4 pkt - PersonifikacjaCienia,
3 pkt - zielele, Scott P.
2 pkt - Felipe
1 pkt - Abesnai, Bogas, mr. Spark
Ja też mam trochę tytułów rozgrzebanych i jakoś trudno do nich wrócić pomimo, że to gatunki, które lubię. Skalda tylko liznąłem a inne rpgi zakupione podczas zimowego steam sale nawet nie ruszone. Na tapecie teraz mam głównie gry lekko strategiczne, bardziej relaksujące. Do erpegów na razie mnie nie ciągnie. Nie wiem czy to przez zmęczenie, czy budzącą się od 2 tygodni wiosnę...
A mimo to dokupuję sobie kolejne gry, heh.

Zagadka #21
7 pkt - Drenz,
3 pkt - zielele, PersonifikacjaCienia, Scott P.
2 pkt - Felipe
1 pkt - Abesnai, Bogas, mr. Spark

Ok. mr. Spark nie wrzucą to coś ode mnie w takim razie
Zagadka #19
6 pkt - Drenz,
3 pkt - zielele, PersonifikacjaCienia,
2 pkt - Felipe, Scott P.
1 pkt - Abesnai, Bogas, mr. Spark

Zagadka #15
5 pkt - Drenz,
3 pkt - zielele,
2 pkt - Felipe, PersonifikacjaCienia,
1 pkt - Abesnai, Scott P.

Zagadka #13
4 pkt - Drenz,
2 pkt - Felipe, PersonifikacjaCienia, zielele,
1 pkt - Abesnai, Scott P.

Akurat tyle co wszedłem na forum :D
To zostajemy w górskich klimatach:
Zagadka #9
3 pkt - Drenz
2 pkt - Felipe
1 pkt - PersonifikacjaCienia, Abesnai, zielele
Do uzupełnienia wiadomości Bogasa (31):
Wczesny dostęp opuściło Bloodgrounds. Samą grę polecam. Jeszcze do niej wrócę sprawdzić właśnie balans, bo starcia były jednak z czasem zbyt łatwe. https://store.steampowered.com/app/2507820/Bloodgrounds/
31 marca ma ukazać się Legends of the Round Table:
https://store.steampowered.com/app/2387040/Legends_of_the_Round_Table/
Kryzys męskości? Niezależność kobiet? I tu i tu jest poniekąd racja, bowiem pierwsze nieco wynika z drugiego.
Nie pomniejszałbym też ważności mieszkania w kontekście zakładania rodziny, bo jednak tańszy i łatwiejszy dostęp do nich zdecydowanie ułatwia zakładanie rodziny. Przez łatwiejszy dostęp mam tutaj też nisko oprocentowane kredyty ze stała kwotą, czyli biorąc taki kredyt wiesz już na starcie jaką kwotę przyjdzie ci spłacić. Także to, że gdy znajdziemy lokal w niezłej miejscówce, to nagle okazuje się, że on i większość pozostałych mieszkań jest po wynajem a nie na sprzedaż, co też utrudnia założenie rodziny, bo przecież lepiej już płacić ratę kredytu niż komuś wynajem. Niestety rzeczywistość wygląda tak, że deweloper zanim wbije łopatę ma już chętnych na zakup mieszkania, od kilku nadzianych osób, którzy mają je zamiar później wykończyć i wynajmować. A jak mamy swoje cztery kąty (lub razem z bankiem) to wtedy łatwiej wykonać kolejny krok w kierunku dzieci. Moja szeregówka z ośmioma mieszkaniami to potwierdza. Od kiedy w niej zamieszkaliśmy wraz z sąsiadami 3 lata temu to pojawiło się na świecie 3 dzieciaki i jeden jest w drodze. 4 rodziny, bo pozostałych nie liczę, bo albo to stare panny, albo już wychowali dzieciaki. I przynajmniej w dwóch przypadkach chcieliby jeszcze drugie dziecko, ale mieszkanie już za małe 40m2 i 50m2, więc ruszyli z budowaniem domów. Ale ile jest takich rodzin, co nie maja perspektyw jeśli chodzi o dom lub większe mieszkanie? Z pewnością wiele, ale pewnych sytuacji już nie przeskoczą.
Inne kwestie, to takie, że ludzie stali się wygodni, a dzieciaki chcąc nie chcąc to jednak odpowiedzialność. Dlatego rozumiem, jeśli ktoś tej rodziny nie chce zakładać, ale zawsze szacun dla kogoś, kto pomimo medialnego, antyrodzinnego wydźwięku i okoliczności w kraju tę rodzinę z dzieckiem zakłada.
Godzinę temu u mnie było już 7.19 ON (20 km od Krosna), ale tu zawsze z 10-20 groszy droższe paliwo niż w Rzeszowie.
Dziady tylko korzystają z okazji by podwyższyć ceny a niby tak stabilnie miało być i mnóstwo rezerw.
Mnie w marcu najbardziej ciekawi Pluto i Kromlech. Tylko, że co do drugiego to musiałbym już zmienić kartę graficzną, aby cieszyć się widokami. A pierwszy to bardziej ragalikowa, karciana strategia. Nom marzec na bogato. Ale u mnie porobiły się zaległości w graniu, więc debiuty i premiery marcowe w większości sobie odpuszczę.
Dungeons of Ironshade dostało demo, więc można przetestować grę.
https://store.steampowered.com/app/3430180/Dungeons_of_Ironshade

INCISION (14h, ukończone) - Retroshooterowa posoka rdzawego betonu skąpana we flakach i krwi. Gdyby wyszła ponad ćwierć wieku byłaby klasykiem. Minimalistyczna, w graficznym stylu sprzed dwóch dekad. Dominuje czerwono-szara kolorystka, bo świat wypełniony jest mieszanką flako-betonową. Jest krwawo, mięsiście i dynamicznie. Nie ma tutaj ręcznego zapisywania gry i checkpointów. Rozpoczynając poziom mamy jedno życie i w trakcie rozgrywki zbieramy sobie kolejne życia. Jeśli na danym poziomie utracimy wszystko, zaczynamy level od nowa. Nie jest to plus ani minus, ot takie założenia dewelopera. Na pewno gra nie jest trudna jak ją niektórzy przedstawiają. Przez całą rozgrywkę miałem problem jedynie z dwoma początkowymi poziomami w rozdziale drugim. W pierwszym brakowało mi przede wszystkim amunicji, zaskoczyła mnie końcówka, w której przeciwnik stopniowo wysyłał z naszego bohatera życie, bo nie wiedziałem co zrobić w pierwszej kolejności. Drugi poziom miał podobną końcówkę jak poprzedni i wtedy odkryłem, że ów dziada wystarczyło pozbyć się na starcie ;). W tych dwóch wypadkach bolała śmierć pod koniec danej mapy, bo wtedy trzeba było powtarzać praktycznie cały poziom. Najwięcej zaczynałem od nowa właśnie te wspomniane miejscówki. W każdym razie później już nie miałem takich sytuacji, poza mapą z bossem-sobowtórem. Grałem na poziomie normalnym – tym środkowym do wyboru. Do czyszczenia map z przeciwników podchodziłem spokojnie i systematycznie, co oczywiście wydłużało czas przejścia (poza miejscami, gdzie nagle pojawia się chmara wrogów – wtedy po prostu nie można dać się zabić). Czasy na YT sugerują, że Incision można przejść w około 5 godzin, ale wszystkie gameplaye są na najniższym poziomie trudności i nie są to również pierwsze podejścia oraz takie na 100%. U mnie jeszcze na czas poświęcony grze składa się to, że często byłem zmuszony zakończyć grę w trakcie rozgrywki, co wiązało się później z rozpoczęciem poziomu od nowa jak i nieraz miałem ją włączoną w tle, aby nie wychodzić z rozgrywki, by później ją dokończyć. Plus wspomniane powtórki poszczególnych poziomów.
Pukawki do dyspozycji gracza są raczej standardowym wyposażeniem w grach FPS. Mamy rewolwer, włócznio-piłę, strzelbę, wyrzutnię rakiet, karabin maszynowy, mini-gun, trzylufowego obrzyna, miotacz ognia czy elektromagnetycznego jednostrzałowca. Poza rewolwerem i mini-gunem inne mają jeszcze alternatywny strzał a wyrzutnia rakiet ma jeszcze trzecią możliwość wystrzelenia mini-atomówki (o ile jakąś znajdziemy). Jedną z broni jest też tzw. pupil, którego karmimy krwią z pokonanych przeciwników. Wypuszcza on pociski, które przylepiają się do wrogów i wybuchają. To, jakie zada obrażenia, zależy od jego nasycenia krwią – im wyższa, tym większy procent obrażeń. Do wyboru do koloru. Fajny jest motyw z podstawowym karabinem maszynowym, który przy przegrzaniu strzela ognistymi nabojami. Ogólnie czuć ciężkość broni. Niektórzy wrogowie są też bardziej podatni na poszczególną amunicję.
W samej kwestii przeciwników też jest ich trochę. Część jest związanych z poszczególnymi miejscówkami. Niemniej mamy coś na wzór strzelających pająków, podstawowych żołnierzy, przeciwników z tarczo-piłami, którzy miotają tarczami odbijającymi się od ścian, wybuchających samobójców, gigantyczne humanoidalne monstra, które rzucają w nas swoimi wnętrznościami, kosmicznych strzelców, dynamiczne strzelczynie wyposażone w snajperki, większe robo-pająki, czy najbardziej wkurzający, którzy mega szybko dobiegają do nas i atakują bronią białą (oj ci potrafią napsuć krwi i są na każdym poziomie, bo to w sumie podstawowy przeciwnik). Do tego dochodzą jeszcze inni wrogowie oraz minibossowie oraz bossowie. Z początku można odnieść wrażenie, że każdy boss jest stacjonarny, ale od drugiego rozdziału są już mobilni i nawet zróżnicowani.
O miejscówkach dużo nie napiszę, bo większość to ciemnie betonowo-krwiste korytarze, ale mamy też otwarte struktury. W kolejnych rozdziałach pojawiają się też inne kolory ów miejscówek. Niemniej trudno wskazać jakąś wyjątkową, bo większość jest podobna do siebie. Sam level design jest w porządku, aczkolwiek w pojedynczych miejscach można się zgubić jeśli nie zauważymy jakiegoś przejścia. Na jednym poziomie w pierwszym rozdziale szukałem dalszej drogi. Później już nie miałem z tym problemów, nawet jeśli droga dalej była przez wąski prześwit w górę. Jeżeli gdzieś jest dźwignia, która otwiera winnym miejscu bramę, to bez problemu tam trafimy. Na każdej mapie natkniemy się na wybuchające beczki a na niektórych także na jeziora toksycznej krwi, która zabiera nam pewną ilość życia jeśli będziemy za długo w nich przebywać (czym informuje stosowny pasek). Należy też uważać na lawę i ogień. Czasami mamy też elementy platformowe, ale są zrobione w porządku, trzeba się postarać, aby z nich spaść i stracić życie. A nawet jeśli gdzieś spadniemy, to przeważnie gdzieś niżej, bez utraty życia. Tylko trzeba zwyczajnie znowu pokonać ta samą drogę do celu. Są też sekrety, w których głównie znajdziemy amunicję, dodatkowe życie, czy power up do włócznio-piły bądź podnoszący czasowo obrażenia. Jednak niełatwo było niektóre znaleźć, bo przeważnie jest ciemno i jednostajnie (latarkę włączamy na każdym poziomie obowiązkowo). Z początku robiłem poziomy na 100%, ale później nie było motywacji, bo gra nie ma osiągnięć.
Oprawę wizualną sprzed dwóch dekad podkreśla jeszcze industrialna muzyka elektroniczna, bardziej eksperymentalna niż taka z jakimś rytmem. W miarę oryginalna jeśli chodzi o growe soundtracki. O ile podczas rozgrywki fajnie się ona ściera z tym, co widać na ekranie, tak próbowałem jej słuchać poza grą… i się nie da ;) Ale tutaj to już każdy ma swoje muzyczne gusta i preferencje.
Na koniec dodam, że gdy zakończy się dany rozdział musimy kliknąć w menu „nowa gra”. Wtedy wybieramy kolejny rozdział. Dziwne rozwiązanie, ale w końcu gra była wcześniej we wczesnym dostępie, więc zrozumiałe. Technicznie śmiga bez problemu, nie ma ścinek, szybko się włącza i wyłącza. Fabuła jest tylko pretekstem do eliminacji wrogów – śledzimy ją natrafiając w trakcie rozgrywki na pewne miejsca, które coś opisują, a także poprzez przerywniki filmowe i teksty na początku danego poziomu. Jest nawet ciekawa, choć niezbyt jakaś odkrywcza.
"Incision" oceniam bardzo dobrze. Gra raczej nie będzie mieć wielu miłośników, przez to, że nie ma osiągnięć oraz przez brak checkpointów. Niemniej uważam, że nie jest trudna jak ją malują a jakimś wirtuozem pierwszoosobowych strzelanek nie jestem. Jakoś w platformówkach nieraz można natrafić na produkcje, w których w przypadku śmierci musimy zaczynać poziom (a nawet cała grę) od nowa. Czemu to tutaj ma być minusem? Dla mnie nie jest. Warto dać szansę "Incision". Kosztuje niewiele a dostarcza niezłej rozgrywki. Nawet pomimo powtarzania niektórych poziomów, gra nie zraziła mnie do siebie i jakoś ciągnęła do kolejnego posiedzenia i chęci jej ukończenia. A to też już coś. 8/10
CHAPEL 3-D: THE ASCENT (1h, ukończone) - Kolejny retro FPS, tym razem w klimatach nieco magicznych. Po 5 minutach chciałem dać negatyw. Po pół godzinie już mocno naciągany pozytyw, ale stanęło na tym, że gry nie polecam. Ok, jest darmowa, nie do końca jest to zła produkcja, ale widać przede wszystkim, że jest niedokończona. "Chapel 3-D Ascent" miałem na liście życzeń od dawna, więc sporym zaskoczeniem było, że ni z gruszki, ni z pietruszki gra premierowo stała się dostępna bez zapowiedzi jako darmowy tytuł. Po odpaleniu od razu można było zauważyć dlaczego. Moje pierwsze 5 minut z grą to były 3 wyrzucenia do pulpitu i wyłączenie gry. Problemem najpewniej okazało się szybkie klikanie atakując mieczem. Postanowiłem, że podczas czwartej próby będę używał tylko magii miotając pociski z ręki. Bingo. Grę przeszedłem. Najśmieszniejsze okazało się to, że wcześniej musiałem wyjść z gry, bo wzywało życie i opuściłem rozgrywkę dosłownie przed końcem - wszedłem przez finałowe wrota, wyszedłem z gry a wystarczyło jeszcze kilka kroków do przodu, by zakończyć na dobre rozgrywkę... Taki los.
W ten sposób okazało się, że "The Ascent" to bardziej demo niż darmowy, pełnoprawny produkt od początku do końca. Sam opis w karcie gry Steam sugeruje coś innego. A zajawki video w tekście ukazują fragmenty rozgrywki, której w niniejsze produkcji nie znajdziemy. Fabuły tutaj brak. Tylko rozwałka. I niedorobiona. Od razu zauważymy, że gra ma ubogie udźwiękowienie. Wiele rzeczy aż prosiło się o jakiś dźwięk, ale odpowiadała cisza. Samo strzelanie magicznymi pociskami też pozostawało do życzenia. Trudno było przestawić się na celowanie z lewej dłoni i ogólnie momentami ciężko było trafić przeciwnika z większej odległości, bo zanim doleciał do niego pocisk to mijało trochę czasu (jak na standardy FPS).
Wrogów mamy w sumie trzy rodzaje: nieumarłych wojowników, nieumarłych magów i przeklęte, lewitujące ikony. Do ich likwidacji używamy magicznego miecza oraz zaklęć. Tych będzie trzy i różnią się szczegółami. Pierwszy jest magiczny pocisk - standard. Drugim jest pocisk w kształcie miecza, który przebija wszystkich wrogów na jego drodze. Trzeci to już elektryczny pocisk magiczny, dobry na większe skupiska wrogów, bo od trafionego wroga pocisk rozpraszał się i trafiał jeszcze przeciwników w pobliżu. Później zyskamy moc przemiany w potwora i możliwość miotania pocisków ognia. Jednak zanim w pełni wykorzystamy jego moce, to gra się kończy. Pasek many ładujemy miksturami - są jej trzy rodzaje, o których informuje kształt butelki. Jest oczywiście mikstura życia a także już rzadko spotykana wybuchająca. Ogólnie "amunicji" nigdy mi nie brakowało, ale należy pamiętać, że "magazynek" many ładujemy "ręcznie" - gra nie robi tego automatycznie po podniesieniu mikstury.
Graficznie jest całkiem OK. Jest schludnie, czytelnie, minimalistycznie. Nie spodobał mi się jednak level design i projekt rozgrywki polegający ciągle na pojawianiu się grup wrogów. Przechodzimy kilka kroków - z ziemi wychodzą wrogowie. Likwidujemy ich, kilka kroków dalej znowu wychodzą. Potem trafiamy do obszarów, w których co jakiś czas pojawiają się fale wrogów. Po dwóch, bądź trzech falach i ubiciu wszystkich otwiera się przejście do kolejnego obszaru i znowu to samo. Nuda. Tutaj tez można natrafić na błąd, w którym kolejna fala się nie załączy lub zabicie wszystkich nie otworzy drzwi. W jednym przypadku zaczynałem od nowa, w drugim udało mi się jednak dostać na kolejny obszar.
W przypadku błędów będziemy musieli zaczynać rozgrywkę od nowa. Jeśli wyjdziemy z gry nie kończąc jej, ponowne uruchomienie to zaczynanie od nowa. Jeśli zginiemy na pierwszym poziomie - zaczynamy od nowa. Na drugim poziomie - zaczynamy od jego początku (ale gdy wyjdziemy z gry z drugiego rozdziału, zaczynamy potem od nowa). W sumie gra jest krótka - to jakieś pół godziny rozgrywki, więc za jednym razem można ukończyć ów produkcję. Ale sami sobie odpowiedzcie na pytanie: czy warto?
SILVER BULLET (4h, jeszcze nieukończone) - Cóż, za stary już jestem na tego typu produkcje :) Dawniej człowiek shootery i bijatyki przechodził na jednym życiu a teraz klasyki ograne dziesiątki, jak nie setki razy, pewnie sprawiłyby kłopoty. Podobnie jest z Silver Bullet. Dałem sobie 4 godziny na przejście jej do końca, ale się nie udało. Polegałem na poziomie egipskim i ostatnim. Wspomniany pierwszy jakoś zabierał mi dużo życia, nawet jeśli docierałem do niego bez utraty życia i z wykupionymi dodatkowymi... Bywa. Będę jeszcze próbował od czasu do czasu.
A sama gra jest jak najbardziej w porządku. Wampir uprowadził szczeniaki Van Helsingowi, więc ten wyrusza im na ratunek. Z naszą bronią strzelamy do wszystkiego co się rusza. Mamy kilkanaście różnych poziomów, na których musimy po prostu przeżyć. Część z nich kończy się bossem. Czyli standard. Nasz bohater oprócz strzelania ma jeszcze zdolność przeskoku oraz chwilowej osłony. Ponadto mamy specjalną broń, która zadaje duże obrażenia, ale musi się co jakiś czas naładować. Warto jej użyć, gdy ekran zalewa morze wrogich pocisków, bowiem zamienia je w punktowane słodkości do zebrania. A oprócz nich zbieramy również monety, za które w sklepie kupimy jakąś zdolność lub punkt życia, który to ja wybierałem najczęściej.
Graficznie mamy pikseloze, ale czytelną i nie przeszkadza, nawet jeśli na ekranie dużo się dzieje. Muzycznie jest ok. Jedyne co mi się w Silver Bullet nie podobało to brak ruchu podczas strzelania. Niestety podczas przemieszczania się nie mogliśmy zadawać wrogom obrażeń. Ale takie założenia rozgrywki, które nieco utrudniały przechodzenie. Dla mnie gra jak najbardziej jest w porządku.
WAYOUT (5h, ukończone) - Wymagająca gra logiczna. Ci co piszą, że gra jest prosta nie wyszli nawet poza jeden, czy dwa zestawy kolorów (co zresztą widać po spędzonym czasie). Naszym zadaniem jest pozbycie się z planszy wszystkich kolorowych klocków. Klikanie w klocek biały sprawia, że staje się kolorowy a klocki przyległe zmieniają także swoją barwę. Musimy tak zaplanować klikanie, aby "oczyścić" cały poziom, najlepiej w określonej liczbie kliknięć.
Przechodząc kolejne wyzwania zwiększa się poziom trudności aż dochodzimy do zmiany koloru klocków, co też oznacza, że pojawiają się modyfikacje. Na przykład wraz z pojawieniem się różowych klocków mamy klocki z symbolem kółka, które to blokuje zmianę barwy sąsiadujących klocków, zaś kliknięcie na klocek z tym symbolem sprawia, że tylko on zmienia swój kolor. Odwrotnie działają klocki z symbolem plusa. Wariacji jest kilka. Ogólnie łatwiej załapać zasady w trakcie gry niż o nich pisać. Dodam jeszcze, że rozwiązując wszystkie łamigłówki mieszcząc się w określonej puli kliknięć na końcu zyskamy dostęp do największej finałowej planszy. Jeśli nie zmieścimy się w wymaganych turach, ale rozwiążemy łamigłówkę, pole z zadaniem będzie w kolorze żółtego. Potem możemy do niego wrócić i kombinować. Ja nie odblokowałem ostatniej planszy, bo jednak gra mnie trochę umysłowo wymęczyła, ale wszystkie łamigłówki rozwiązałem. Graficznie jest minimalistyczna. W tle gra przyjemna, ambientowa muzyczka. Dla mnie 6/10
Poza tym nadal gram w KAIRO (2h) i gra miejscami potrafi mnie zatrzymać przed jakąś łamigłówką lub tym, że nie wiem, gdzie się udać i czasami błądzę. Mimo to świetny klimat. Liznąłem jeszcze SKALDA, ale jeszcze nie opuściłem statku :)
Ja jeszcze brałem pod uwagę jRPGi, bo to też jako całość RPGi i takie Xenogears, czy Suikoden 2. Potem w kolejnych latach też wychodziły wysoko oceniane erpegi na PSX - ogólnie jednak całościowo tych wysoko ocenianych gier w tym gatunku było wcześniej więcej. Potem mieliśmy rewelacyjny rok 2002, niezły 2003, 2004 był już biedny, ale w kolejnych znowu mieliśmy hity. Może faktycznie wiele z nich doceniono po latach, ale jakoś takich killerów z tamtych lat ma się więcej w pamięci (a może trochę zakłamuje nostalgia, bo jednak katowało się więcej pojedynczych tytułów). Ostatnie lata też są super, ale poza wyjątkami więcej jest tych gier dobrych, niezłych niż top topów. Z drugiej strony nigdy nie grałem w tyle nowszych erpegów jak teraz. Coś dla siebie człowiek zawsze znajdzie. Może też z racji wieku krytyczniej podchodzę do tych nowych tytułów a w młodości bawiłbym się równie dobrze.... Kurde, zaczynam się zastanawiać, czy faktycznie było lepiej jak pisałem...
Czy najlepszym? Poprzedni rok to dwa wysoko oceniane RPGi. W takim 1998 i w kolejnych latach w każdym roku było ich odrobinę więcej. Na plus teraz jest to, że jest bardziej zróżnicowanie, jest więcej hybryd, każdy coś prędzej znajdzie dla siebie. Ja nie narzekam ani w RPGach ani w innych gatunkach, w które gram.
Lipa. Mają wydać dwie gry w klimatach Cthulhu z czego jedna mnie interesuje.
Co do Styxa to ceną zniechęcili graczy tym bardziej, że w okolicach tego ogłoszenia wypuścili demo, które nie było jakieś ok. Czyli jest opcja, że będą "wyprzedawać" swoje tytuły. Oby też nie odbiło to się na samych studiach typu Cyanide, Spiders dla których kasa z Nacon było konieczną kroplówką...
O. Tu mnie zaskoczyłeś! Mignął mi kiedyś tytuł Starship Troopers, ale myślałem, że to strategia a tu FPS. Dodałem do listy życzeń i może uda się też demo sprawdzić. Dzięki!
Co prawda wersji demo nie ma, ale chyba w jednym z twoich lubianych gatunków:
https://store.steampowered.com/app/2785880/Ninth_Hell/
Ja się zdziwiłem, że na głównej stronie dużo gier, które były w moim guście, a które ostatnio sobie przeglądałem gatunkowo. Zatem coś musiało być na rzeczy. Demówek survivali z otwartym światem post apo za dużo do sprawdzenia nie ma.
https://store.steampowered.com/app/4165930/Dawn_of_the_Dying/
Ja z kolei zastanawiam się nad kupnem Urge, choć gatunkowo to nie moja bajka, ale ta gra jakoś mnie ciekawi: https://store.steampowered.com/app/1304350/Urge/
https://store.steampowered.com/app/4291770/Windrose_Demo/
Liniowość masz wtedy, gdy każdy gracz ma te samą ścieżkę do pokonania. Tego nie ma w Styxie, gdy możesz do celu dojść na kilka sposobów. W dwójce nawet osiągnięcia były związane z różnymi ścieżkami przejścia na danym poziomie. Z tą niewidzialnością to pierwsze słyszę. Atakują, jak ona się wyczerpie a ty jesteś na widoku strażników. Tak, jest przyziemna, bardziej alchemiczna niż taka z multum zaklęć itp.
Zwyczajnie pieprzysz głupoty. Taki liniowy, że w poprzedniej części było wiele możliwości przejścia danych lokacji w obie strony. Niewidzialność była zawsze ograniczona czasowo. Fantasy to i jest magia, choć nadal przyziemna.
Wchodząc na stronę Steam Next Fest z aplikacji strona główna pokazuje ci gierki, które gatunkowo niedawno przeglądałeś :P
Jakie sporo roboty? Kilka godzin, max 1 dzień jak ktoś w tych tematach jest zielony.
ja pierd... "słyszą gwizdanie, ale odgłosów zabójstwa już nie. Pięć kroków dalej ginie towarzysz a ci nadal stoją jak kołki." - BO TO K...SĄ WSZYSTKO UMIEJŚTNOŚCI, KTÓRE MOŻESZ ZDOBYĆ.
Aha, czyli zdobywamy umiejętności tego, czy ktoś inny słyszy, czy nie. Czyli gra jest jeszcze głupsza niż myślałem, (choć najpewniej po prostu nie umiesz przelac swoich myśli i pisać poprawnie po polsku). Poza tym wiesz, że możesz odpisać wszystkim w jednym poście? Ale czego się spodziewać po kolejnym pajacu wyjeżdżającym z kiszakiem.
Dishonored to gra, gdzie skradanie nie ma nawet sensu, bo możesz wszystkich z łatwością zabić, tak ta gra jest prosta. W Asasynie daje chociaż przewagę, gdzie wykończenie części wrogów po cichu naprawdę się opłaca, zwłaszcza na początku(...)