Ale szczerze to w ogóle nie wierzę w ten remake. Chciałbym żeby był udany, ale Gothic to za bardzo specyficzna gra, żeby remake uchwycił ten oryginalny urok.
W skrócie: nie ma po co nimi grać.
Dłużej: nie ma dla nich praktycznie contentu. Mają własne style walki, umiejętności, ale czuć że nie są Kliffem. Tzn. użyję przykładu Damiane. Przez moje 300h gry tylko raz musiałem stoczyć nią walkę z bossem w głównym wątku (tak samo Oongką). Miała jedną aktywność poboczną (strzelanie pistoletem w tarczę) i jedno zadanie poboczne (dosłownie przyjść na miejsce i odebrać miecz).
Na Oongkę i Damiane przełączam się tylko co jakiś czas na 10-20 minut żeby zrobić specjalne wyzwania dla dodatkowych punktów umiejętności.
Mają nieporównywalnie mniej broni i pancerzy niż Kliff.
Nie można nimi robić głównych misji.
Ba, nie można ich nawet brać na nie jako towarzyszy. Odpicowałem ich, dałem im fajne pancerze i bronie, ale gdzieś z tyłu głowy mam że nie wypada nimi grać bo coś stracę albo nie striggeruje mi jakiejś aktywności/side questa bo nie gram Kliffem.
Jako że ulepsza się ich osobno prowadzi to też do śmiesznych paradoksów. Tzn. na początku szkoda na nich punktów (zwłaszcza że tych używa się do odblokowywania umiejętności, a także do ulepszanie ekwipunku), a zaś potem kiedy jest więcej trudniejszych przeciwników i bossów przyjemniej gra się po prostu dokokszonych Kliffem.
Ogólnie są strasznie nie wykorzystani, a gra wręcz zniechęca do używania ich. Szkoda bo obydwoje mają świetny voice acting (i przy niektórych ważniejszych side questach mają nawet swoje osobne linie dialogowe jeśli akurat nimi gramy). Że
Gdyby Damiane i Oongka dostali w tym DLC jakieś swoje długie wątki fabularne lecące równolegle do głównej historii Kliffa z podstawki, to ciężko byłoby się już do czegoś przyczepić w tej grze.
Rozmiar świata większy niż w dwóch poprzednich dodatkach razem wziętych, a questów i potworów mniej więcej tyle co w każdym dodatku z osobna.
Oby nie był pustawy ten duży świat bo bardzo czekam na kolejny dodatek do mojego ulubionego h'n's.
Albo przyłożą się do optymalizacji albo pójdą z torbami.
Jak tam, głosy przeliczone?
Oczywiście, jeśli "przejęte" znaczy, że ktoś ci wbił na konto i zmienił hasło i maila.
Teraz wielce wszyscy wyśmiewni "hehe, no wiadomo było, że nie", a pół roku temu kłócili się, gdzie będzie dziać się akcja i wyzywali ludzi, którzy śmieli poddać istnienie dodatku w wątpliwość.
Czy to jakaś taktyka takich niewybrednych podludzi jakimi są soniarze, to mówienie jaka to wybitna gra? Kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą, itd?
Nie powiem, że mnie to jakoś super 'boli', ale jest to ewidentne zaprzeczenie pierwotnym założeniom rozgrywki. Zwłaszcza, że tych artefaktów wcale nie jest bardzo mało w świecie gry, po prostu czasem trzeba było pomyśleć zanim ulepszymy broń czy pancerz, który ponosimy tylko przez chwilę.
Ale jak ktoś wybitnie nie ogarnia łowienia to zawsze może po prostu wskoczyć do wody i dosłownie złapać ryby, tak złapałem już 3 legendarne.
Pewnie przy okazji wyszło, że 169% Polaków chce walutę euro i centralny rząd w Brukseli, c'nie?
A brązowe coś to chyba tobie leci z nie powiem czego, bo tak się sfrustrowałeś, że nie umiesz grać.
Naprawdę to wygląda tak, jakby mieli w planach więcej obszarów, ale w którymś momencie prac ktoś krzyknął "koniec, tyle terenu wystarczy" i nie mieli czasu pozbywać się tych już umieszczonych lokacji, więc tylko tak nieumiejętnie "poucinali" krawędzie świata.
Zupełnie bez związku pozdrawiam ubisyf.

I teraz panie bogaczu siedzisz na losowym forum i chwalisz się swoimi biliardami kompletnym randomom. Nie ma co, wygrałeś życie.
A tak serio, to trochę smutne, żeby nie powiedzieć żałosne.
Jeśli ktoś ma ten błąd z niepoprawnym rozdziałem wpisanym w zapis to pomaga ruszenie głównego wątku (tzn. wykonanie jakiejkolwiek misji głównej). Po tym zaczął się u mnie poprawnie oznaczać rozdział na zapisach.
A przepisy można zmienić, nie wiem co to w ogóle za argument.
I poza tym, chętnie bym usłyszał co to za chroniący przepis, w jaki sposób "chroniący" i w jaki sposób jest to nadużycie.
A tak poważnie to też mi się zawsze to nie podobało, kumple podają mu rękę, dziewczyna go przytula, a on stoi jak chłodny kołek.
A tak na poważnie to grzecznie wracaj do Nigero Creeda jak ci tak w głowie tylko ci geje-murzyni (szacunek za twoje wyraźne i odważne określenie preferencji).
Świetna odtrutka na te mainstreamowe woke slapy typu Assasin Shit czy inne Awoked.
Totalnie zasłużona sprzedaż. Mam nadzieję, że ta jakość otwartego świata zostanie nowym standardem branży.
A hejterki mogą sobie płakać w komentarzach, kiedy ponad 200 tysięcy osób na samym Steamie codziennie się świetnie bawi (w tym ja).
Tak jak mi się bardzo podoba CD, tak ten screen jest bezwartościowy.
Requiem to gra na 10-20 godzin, CD na 200-300, nic dziwnego że ludzie dalej w to grają jak większość nawet tego nie ukończyła.
Ba, przedwczoraj skończyłem 7 rozdział, taką około połowę, przynajmniej jeśli chodzi o główny wątek, i tylko 17% osób ma na razie go ukończonego.
Oczekujesz od kogoś kto nie ogarnia podstawowych mechanizmów rzetelnej recenzji xD
Nie chcesz to nie graj, proste. Jak jest dobra gra to normalnych ludzi nie obchodzi czy zrobił ją Wasilij z Syberii, Takashi w piwnicy rodziców w Tokio, czy mnich z Nepalu.
I widać, że takich przytrzymanych przygłupów jak ty jest całe szczęście malutko, bo Atomic Heart sprzedał się jak świeże bułeczki (i słusznie).
Narzekanie na małą ilość wyposażenia kiedy elementów pancerza jest ponad 1400, a sztuk broni dobre kilkaset to już w ogóle xD
I w czym niby ta eksploracja w ER jest lepsza? W tym jak wszystkie katakumby zrobione są według jednego presetu i wyglądają jak jakieś wygenerowane lokacje w proceduralnym roguelajku? Serio? Ja wiem, że soulsowcy to jest sekta, ale bądźmy poważni. CD wygrywa już samą ilością miejscówek, a jeśli doliczyć do tego ich zróżnicowanie i mnogość zastosowanych mechanik to Elden Ring wygląda jak Terrorist Takedown przy Call of Duty.
A jak komuś na początku gry za łatwo z bandytami to niech leci do Demeniss spróbować się z inkwizytorami, powodzenia.
Zawsze mnie śmieszą tacy soulsowi spoceńcy. Za łatwo? To nie kupuj, proste. Ja nie narzekam pod symulatorami pociągów, że mnie to nie interesuje czy nudzi, bo po prostu wiem że to nie dla mnie. A tu kupa takich ludków co nie grali, a się wypowiadają. Sorry, ale CD to typ gry której nie wytłumaczy ci twój ulubiony youtuberek w pół godziny.
Myślę, że temat zamyka to, że wczoraj, dwa tygodnie po premierze, odpaliłem grę o 16 i na samym Steamie siedziało w niej wtedy nadal 200 tysięcy osób :)
Jest to fenomen, od zespołu daleko spoza mainstreamu i dlatego tak to się nie podoba tym "wiodącym" studiom.
To ile włożono tu pracy w grę jest po prostu niesamowite. I zachodni partacze boją się, że teraz wszystkie open worldy będą porównywane do CD.
Brzmi jak opis Red Dead Redemption 2, a nie Crimson Desert.
W CD nie da się jechać dłużej niż minutę bez trafienia na losowe grupki wrogów/obozy wrogów/zagadkę/miasteczko/obozowisko/ukryte miejsce/quest i to fakt, a nie opinia. W samym pierwszym regionie masz grubo ponad 100 questów.
Śmieszą mnie takie ludki jak ty co hejtują CD za elementy które są lubiane w innych grach, a często w tych innych grach są nawet gorzej wykonane niż w CD.
I czytanie jak wychwalasz Elden Ringa, który to dopiero ma martwy i pusty świat xD
Korona idzie do ciebie mistrzu hipokryzji.
Ale większość pobocznych walk jest irytująca. Ten gość z wiertłami czy ten pirat Catfish co chwilę teleportujący się i wyrzucający Kliffa w górę.
Jak dla mnie głównym winowajcą tych męczących walk jest ten kiepski i ociężały system poruszania rodem z RDR2. Przecież to w ogóle nie współgra z dynamiczną, soulsową walką.
Potem tacy idioci się wypowiadają i powstaje totalnie zakłamany obraz gry.
Soulsowy to jest tylko i wyłącznie system walki, może trochę też styl poruszanie się postaci.
Dobrze, że nie-azjaci z Bioware'a nie zrobili z Inkwizycji gry MMO.
Recka po 30 godzinach tak ogromnej gry mówi sama za siebie. To trochę tak jakby recenzować GTA V przed możliwością swobodnego przełączania się między postaciami.
No i w sumie nie dowiedziałem się z "recki" prawie niczego nowego, poza tym że gra ma męczące menusy. Jak ktoś śledził doniesienia to o wszystkim było wiadomo już wcześniej (tzn. soulsowi bossowie, enigmatyczne zagadki itd).
Cóż, w nocy odpalam pobieranie, a rano biorę nura. Na razie wygląda to świetnie.
No cóż, zagra się po angielsku. Szkoda tylko osób, które nie ogarniają w pełni tego języka.
Z kolei wcześniej grałem w Nioha 2. O wiele większa i bardziej wymagająca gra. Ile osób ją ukończyło? Podobnie, między 20-30%. A żeby ją przejść to spokojnie trzeba zagrać minimum z 30 godzin, mi z zadaniami pobocznymi i DLC zajęło to 120 godzin.
Do czego zmierzam? Rozmiar gry nie wpływa aż tak na jej stopień ukończenia przez ludzi.
PS. Jeśli skończyłeś FFXVI w 60 godzin to ewidentnie "przebiegłeś" tę grę, mi z DLC zajęło to 140 godzin. Tak jak napisałeś, zdecydowanie nie dla ciebie takie duże gry skoro nie chce ci się w nie długo grać.
To chyba będę tu pierwszym, który podzieli się wrażeniami z tej gry.
Ogólnie, gdybym miał określić moje wrażenia jednym zwrotem, byłoby to "tyłka nie urywa".
~ Plusy:
+ Ogólnie system walki. Nie jest jakiś wybitny, ale te ~15 godzin na pełne ukończenie gry spokojnie unosi. Mamy nacisk na perfekcyjne blokowanie, uniki, zwykły i ciężki atak, mocno uderzających wrogów, a większość gry skupia się na walce z bossami i minibossami. Ewidentnie widoczne są tu inspiracje soulsami
+ 8 unikalnych postaci. Co prawda nie każdym gra się tak samo fajnie (nie byłem fanem Tri, Anity i Doniego), ale każdy ma swoje wyjątkowe umiejętności i przydaje się w różnych sytuacjach
+ Ładnie wykonane lokacje, szczególnie to w środku miasta, ze stoiskami, neonami itd.
+ Fabuła, to tak ledwo plus, bo choć po zakończeniu stwierdzam, że ogólnie była ok, to tak naprawdę nie było w niej nic nadzwyczajnego
+ Postać Alexa, bardzo dobrze napisany bohater, zdecydowanie mój ulubiony w tej grze, zarówno gameplayowo jak i fabularnie
+ Wyjaśnienie fabuły i genezy naszego w sumie głównego bohatera (Night Owla); myślałem, że zostaniemy z samymi niedopowiedzeniami, a jednak główne pytania są wystarczająco domknięte
+ System "przeskakiwania" do naszych głównych bohaterów i losowych NPCów działa nieźle, szczególnie lśni w momentach dynamicznych pościgów
~ Minusy:
- Ogromnie widoczny brak budżetu
- W całej grze są łącznie bodajże 4 lokacje; mamy wspomniany już kawałeczek miasta, kilka ulic i dachy, mamy burdel i jego okolice, mamy budynek kultu i mamy budynek pewnej rodziny i lekarza z małą okolicą; dodam tylko, że każda z tych lokacji jest wielkości np. etapów w nowej trylogii Hitmana, więc są one raczej małe
- W dodatku cała fabuła opiera się na skokach w czasie, więc każdy jeden etap musimy wykonać 2-3 razy w trakcie całej gry; jasne, są pewne zmiany w różnych misjach, czasami ciekawe, np. mamy jakieś nowe informacje, więc pomijamy początkowe śledztwo i od razu lecimy do lokacji bossa, ale lokacje cały czas są takie same
- 4 rodzaje potworków + 1 ludzki przeciwnik w trzech wariacjach = znikome zróżnicowane wrogów, nawet jeśli te modliszkowate są bardzo fajnie i dokładnie zrobione (i zróżnicowane wizualnie)
- Próby urozmaicenie rozgrywki, biedackie śledztwa i upośledzone sekwencje skradankowe, są bardzo słabe
- Prawie brak voice actingu; 100% rozmów z postaciami pomiędzy misjami to same napisy, przecinane tylko losowymi odzywkami postaci: "Right", "Oh", "What?" itd.; z kolei jeśli o bardzo dobrze wykonane scenki, może jakieś 50-60% jest w pełni udźwiękowione; trochę żałosne przy grze z takim naciskiem na fabułę
- Projekt niektórych pobocznych starć, głównie tych kapliczek (shrine); jeśli ktoś próbuje zwiększyć poziom trudności przez zamknięcie nas w pomieszczeniu 4x4 metry i wrzuceniu tam bossa z zasięgiem ataków na cały obszar, to wiem, że kompletnie nie zna się na swojej robocie (i że gra nie została właściwie przetestowana)
- Mamy łącznie 8 grywalnych głównych bohaterów, ale tylko 3 z nich ma odpowiednie wprowadzenie w fabule; kolejna trójka jest tak dziwnie wprowadzona mimochodem (może Edo trochę lepiej), a zaś ostatnia dwójka wygląda tak, jakby skończył się budżet i/lub pomysł i zostaje wprowadzona praktycznie bez żadnego logicznego fabularnego uzasadnienia; szczególnie jest widoczne w przypadku Blake''a, który po intrze wyglądał na istotnego bohatera, a tymczasem fabularnie nie ma w sumie żadnego znaczenia, równie dobrze mogłoby go nie być, tak jak Betty; ewidentnie część fabuły poszła pod nóż; w przeciwieństwie do reszty postaci nie mają też własnych misji
- Kompozytorem jest niby Akira Yamaoka, ale drugiego The Day of Night czy Black Fairy tu zdecydowanie nie znajdziecie; soundtrack jest co najwyżej ok, klimatyczny i nic ponadto
Ogólnie gra z łatwością mogłaby dla mnie dobić do oceny 7 lub nawet 8. Wystarczyłoby po prostu ją dopracować dodając w sumie więcej (prawie) wszystkiego (zdecydowanie więcej lokacji i voice actingu i może 2-3 rodzaje wrogów). Tymczasem gra sprawia wrażenie średnio dokończonego prototypu, trochę przypomina mi Ground Zeroes.
Taki ból dupy o tę gierkę, a przecież sami ukraińce tworzą gry wychwalające armię rosyjską (sprawdźcie sobie kto stworzył serię Men of War, czy szczególnie część Red Tide).
Sam grałem i sam oceniłbym na jakieś 6/10. Gra mega generyczna i nudna, antypatyczne postaci (może poza tym łysym bratem/kumplem głównego bohatera), zero emocji, mdła i przewidywalna fabuła. Zero unikatowych mechanik. A sama rozgrywka to najnudniejsza wariacja na temat Far Cry'a jaka może być.
To już Tsushima o niebo lepsza, bo ma chociaż klimat.
Do osób które grały w Dark Soulsy 1-3 i Nioha 2, jak ta gra ma się do nich względem trudności? DS 2 i 3 miały w sumie szeroką paletę opcji podejścia do bossów, nie licząc słabych i przegiętych DLC. Nioh 2 był za to dla mnie solidnie powalony, dopuszczający naprawdę mały zakres błędu (znowu, szczególnie w drugim i trzecim DLC).
Jak to wygląda tutaj? Istnieją też takie "roadblocki" filtrujące casuali, czy jest szansa że taki casual znajdzie jakiś optymalny sposób na pokonanie każdego bossa (jak to było możliwe w moim ulubionym DS 2)?
I tak, CD to jest ruletka, ale na oko gorzej niż średniak nie będzie. Boję się tylko o ten duży, otwarty świat, bo już myślałem że devi zaczęli zauważać, że to nie o to chodzi.
Widziałem kodowe oznaczenia niezapowiedzianych jeszcze gier, które były mniej enigmatyczne niż to.
Produkcje Owlcat biją tego bieda RPGa z łatwością.
Człowiek często czerpie z innych dzieł przy tworzeniu swojego podświadomie i niecelowo. Jeśli robi to zbyt jasno i chamsko istnieje już na takie coś określenie (plagiat) i jest to karalne.
Natomiast SI jest celowo i z premedytacją karmione cudzymi dziełami. W dodatku autorów z których pewnie spokojnie ponad 90% nie wyraziło na to zgody. Więc SI w 100% polega na czyjejś pracy.
Jeśli np. ja idę do kina na film to kupuję bilet. Jest to obejrzane legalnie. Tak samo jak np. gdy kupię lub wypożyczę książkę jakiegokolwiek autora. Też wszystko odbywa się legalnie, w sposób który autor to przewidział.
A "karmienie" SI czyjąś pracą? Trzeba być ślepym żeby w ogóle mieć tu jakiekolwiek wątpliwości, że jest to jawne przestępstwo.
Obchodzi to masę ludzi, w tym mnie, i mam dalej zamiar krytykować i bojkotować taki AI slop. Ceny w górę, a zasypują nas tym szajsem wszędzie dookoła: gry, filmy, reklamy, praca.
Śmieszy mnie ignorancja takich jak wy, bo od razu wiadomo że właśnie wy propagujący ten szajs będziecie pierwsi do zwolnienia, bo szefostwo stwierdzi, że SI zrobi waszą robotę szybciej, taniej i lepiej (i sądząc po twoich przygłupich wypowiedziach pewnie będą mieli rację).
Skoro reżyseruje to gość od świetnego The Night Comes for Us to wolałbym żeby głównego bohatera zagrał Joe Taslim.
Przynajmniej gość może się czymś pochwalić w kwestii sztuk walki.
Gracze tak chwalą, że na Steamie najnowsze pozytywne recki to tylko 44% :)
Po premierze przeszedłem kampanię, zrobiłem trochę side questów i dungeonów i skasowałem grę mega znudzony po jakichś 60h.
Teraz dałem jej drugą szansę, posprawdzałem nowe aktywności i znudziłem się po praktycznie takim samym czasie.
Jasne, niby coś aktualizują tylko problem w tym że spłycają i tak płytką grę, a felerny rdzeń jest cały czas taki sam i nie zapowiada się żeby coś z tym zrobili.
Po ostatniej aktualizacji jednak dochodzę do wniosku, że nie mają kompletnie pojęcia co zrobić z tą grą ani dla kogo ma ona być. Zaraz po premierze ludzie twierdzili, że jest ona strasznie "zcasualizowana", ale to co zrobił ostatni patch naprawdę mnie dobiło.
- Największy minus to zmiana ekranu statystyk. Ograniczyli go do "Moc broni" i "Wytrzymałość". O ile to drugie ma jeszcze jakiś sens jak suma odporności, pancerza i punktów życia (choć i tak nie wiem co jest więcej warte, np. 200 pkt pancerza czy 200 pkt zdrowia?) tak moc broni jest niedorzecznie źle wymyślona. Z tego co zauważyłem podane są tam po prostu obrażenia naszej głównej broni. Serio? I tak np. mam miecz zadający 650 obrażeń i statystyka "Moc broni" pokazuje to 650. Ok. Ale co jak dorzucę sobie pierścień z bonusem +50% do obrażeń? Albo nawet jak mój głupi miecz ma od razu w statystykach +70% obrażeń to i tak nie jest to w ogóle uwzględnione w tej bzdurnej statystyce. I skąd teraz mam wiedzieć czy realnie zwiększam obrażenia mojej postaci?
- Zlimitowanie miksturek leczących do 4 i (chyba) usunięcie całego procesu ich ulepszenia. Co ma na celu to żałosne spłycenie gry? Raz, istotny element nagród w regionie (zwiększanie limitu mikstur) poszedł się paść. Dwa, cały proces u alchemika (ulepszanie jakości mikstur) też został całkiem usunięty. Dlaczego? Teraz walki z tymi trudniejszymi bossami zamieniają się w żałosnego soulslajka w grze, która nie ma podstawowych mechanizmów soulslajka. Wcześniej potrafiłem klepać bossa nawet przyjmując obrażenia, bo miałem 9 miksturek w zapasie. W sumie też trochę robiłem mojego barbarzyńcę na takie szklane działo. Bo chciałem i mogłem i to działało. I było to spoko. Teraz muszę co chwilę robić kretyńskie uniki i biegać wokół bossów bo nie ma już tyle miejsca na błędy, chyba że ktoś ma jakąś część pancerza która zwiększa zapas mikstur (żałosna alternatywa dla wcześniejszego systemu mikstur). Już nawet w soulslajkach zwiększanie limitu miksturek była jedną z głównych mechanik. Teraz mamy o wiele bardziej ograniczone możliwości budowania postaci. O co im w ogóle chodzi? Żeby to chociaż było ograniczone do najwyższego poziomu trudności (w sensie że jak spoceńcy chcą to niech się "bawią")
- Kolejna zmiana w ulepszaniu ekwipunku. Która to już? Jasne, niby konkretne wybierania interesującego nas elementu do hartowania jest ok, ale z tego co widzę teraz jest ono ograniczone do jednego elementu, a wcześniej mogliśmy mieć dwa różne.
- To już całkiem subiektywna opinia, ale liczyłem na świetnego Krzyżowca z trójki, a dostaliśmy nudnego Paladyna
Wiem że pancerz na ekranie wyboru postaci nie mówi aż tak wiele, ale jednak tu ta postać nie wygląda na amazonkę. Raczej na jakąś mroczną/magiczną postać.
Obstawiam że nie dadzą w jednym dodatku dwóch postaci a'la wojowników, więc raczej może to być jakiś rodzaj maga.
Amazonka raczej nie miałaby sensu skoro w czwórce (jak i w trójce) wszystkie klasy mają warianty płciowe. Byłaby jedyna "żeńska" klasa? Czy wprowadziliby facetów "Amazonków"?
Taki trochę off topic: ostatnio myślałem o tej serii i doszedłem do wniosku, że chyba najbardziej zaniedbaną frakcją jest Norsca.
Sporo, o ile nie wszystkie, frakcji z jedynki dostało aktualizacje wraz z DLC do dwójki i trójki (na pewno wiem o imperium, leśnych elfach, zwierzoludziach, wampirach, orkach, krasnoludach, Bretonii i chyba nawet oryginalny chaos został przerobiony). Nie wiem, czy kiedykolwiek Norsca dostała jakąś poważną aktualizację. Chyba jako jedyna frakcja z jedynki ma nadal tylko dwóch lordów. Pamiętam, że jak odpaliłem immortal empires to w oczy strasznie rzuciła mi się żałosna jakość filmików ich lordów.
Ojojoj, nie spoć się roberciku, bo wygrała gierka, która ci się nie podoba.
Jak jesteś całkowitym bezguściem to nie musisz się chwalić publicznie.
Zanim pojawił się internet tylko w twojej wsi znali twój iloraz inteligencji.
Chlip chlip, krytykują moją gierkę, jak oni śmią!!11!
Z twoją wolą cenzurowania wszelkich nieprzychylnych opinii na pewno odnalazł byś się w Wielkiej Brytanii. Gość ma inne zdanie i tak cię to rusza? Smutny z ciebie człowieczek. Wyjdź czasem na zewnątrz i odpocznij od gier.
Łapię, podobają ci się nowe gierki obsidianu, jesteś totalnym bezguściem i sztandarowym przedstawicielem modern audience. Brawo.
Nie wiem jak możesz oceniać to beznadziejne gówno tak samo jak Desperados 3, które jest świetne. Podpadło Ci jakoś? ;)
Mimimi można powiedzieć, że wskrzesiło ten gatunek i ustawiło nową normę jakościową, a Desperados 3 to zdecydowanie ich najwyższa forma, zarówno jeśli chodzi o fabułę, projekt poziomów jak i zróżnicowanie postaci.
Commandos Origins jest zabugowane ponad wszelką normę i jak dla mnie niemiłosiernie męczące do grania.
Sterowanie i projekt poziomów są beznadziejne. W przeciwieństwie do gier Mimimi, jest tu solidny problem z planowaniem działania więcej niż dwóch postaci. W dodatku etapy są tak beznadziejnie zaprojektowane, że wydaje się że twórcy chcieli żeby w większości przypadków lokacje czyścić po jednym przeciwników. W grach Mimimi z kolei często twórcy wręcz zachęcali żeby wyczyścić lokacje przez skoordynowanie działania wielu postaci naraz.
Już nawet War Mongrels jest lepsze, a to też co najwyżej ledwo dobra gra.
Takie zakłamywanie historii jest już wszędzie. Co więcej, na Steamie dostałem nawet bana za sprostowanie że naziści to byli niemcy (na forum war mongrels, pluję na tych fajnopolaczków).

Jakby ktoś poczuł jakąkolwiek chęć zagrania w tę grę, to na początek polecam obczaić modele towarzyszy i intencje twórców stają się jasne od razu.
Wyglądają jak jakieś beznadziejnie generyczne DEI postacie do nowego Saints Row.
Obecnie?
Już 15 lat temu, jak wychodziło New Vegas, Obsidian miał zapisane w umowie jakieś bonusy/premie, jeśli gra osiągnie określony wynik na Metacritic (którego wtedy nie osiągnęła, tak btw).
EA: Po nie zrobieniu kampanii do poprzedniej części decyduje ją stworzyć do nowej. W sumie to też prędzej można to nazwać kampanią w porównaniu do misyjek z V i I.
GOL: No jest kampania, no nie podoba mi się.
Dobra, gadamy już tylko o multi.
Ciekawe dlaczego.
Gra się zapowiadała naprawdę okropnie, a tu wszędzie takie wysokie oceny. Naprawdę ciekawe...
Na pepełe w recce zachwytom nie było końca, więc zasugerowałem kupioną reckę, a szmaty skasowały mi komentarz :)
Więcej mi nie potrzeba na potwierdzenie mojego zdania.
Zresztą gra ma tak żałosną promocję na dużą grę Sony, że to chyba ewidentnie widoczne, że kasa na marketing poszła gdzie indziej.
No nie wiem czy w BL2 było tak różowo z tym humorem.
Ostatnio przeszedłem sobie jeszcze raz jedynkę i gdyby ktoś zrobił remake zachowując oryginalną fabułę, ale dodał model poruszania i strzelania z BL3 to spokojnie byłaby to moja ulubiona część. Tam dominuje taki brutalny, czarny humor, pasujący do tych surowych pustkowii.
Trochę pograłem też w dwójkę i powiem szczerze, że zapamiętałem ją jako o wiele bardziej zabawną. Żarty są rzucane z prędkością karabinu maszynowego, ale trafia może jeden na dziesięć (przynajmniej dla mnie).
Nawet voice acting to takie bardziej chybił-trafił. O ile większość ważniejszych bohaterów brzmi ok (np. Jack, Angel czy Claptrap albo Hammerlock) tak sporo postaci mnie bardziej irytuje, chyba wbrew zamierzeniom twórców (nie rozumiem fenomenu Lilith).
A tymczasem Nightdive za darmo dla właścicieli oryginałów ogarnia pakiety Dooma i Heretica+Hexena.
Przystosowane do nowych systemów, wsparcie dla modów w poręcznym launcherze + nowe kampanie.
Polecam często obniżać poziom trudności na 'Easy'.
Może jestem słaby w tę grę (nawet na pewno), ale gra zaczęła sprawiać mi o wiele większą satysfakcję od kiedy zacząłem regulować poziom trudności. Jak dla mnie, to ta gra jest głównie zaprojektowana pod coopa.
Obecnie jestem w stanie zrobić na spokojnie na 'Normalu' misje tak do poziomu Difficulty ~70 (wyłączając misje z kampanii DLC, bo te zawsze są trudniejsze). Te po Diffuculty 80 wchodzą różnie, czasem mam większe straty. Po 90 to już dla mnie prawie męczarnia.
Ja robię tak, że jak np. przylatuje do jakiejś strefy z misjami i mam tam misje z Difficulty 80-90, to albo robię podejście na 'Normalu' i jeśli bilans zysk/straty jest akceptowalny to kontynuje grę, a jeśli nie to wczytuję zapis i powtarzam etap na 'Easy'.
Tak samo z misjami z kampanii DLC, gram na 'Normalu' dopóki jestem w stanie przebrnąć przez nie bez większych strat. W przypadku skoku poziomu trudności zmieniam na 'Easy'.
Legend of the Kestrel Lancers zrobiłem całe na 'Normalu' ze średnimi problemami.
W przypadku Rise of the Rasalhague, spam wrogimi mechami zarówno ilościowo, jakościowo jak i zaraz za moimi plecami był tak duży, że w połowie kampanii stwierdziłem, że nie mam sensu tracić cennych komponentów na takie źle zaprojektowane misje, więc przełączyłem na poziom 'Easy' (a sporo z tych misji i tak nie stało się po tym wcale łatwe).
I nie dziwię się, że ten balans potrafi zniechęcić. Sam odpuściłem tę grę rok temu, kiedy podczas misji kampanii DLC ponosiłem tak duże straty, że nie miałem z wykonywania misji praktycznie żadnych zysków.
Obecnie skupiam się też na misjach z Kantyny, te ulepszenia może są niewielkie (np. 5% pancerza), ale kilka takich robi dosyć sporą różnicę.
Mam też już dosyć spory skład mechów, więc jestem też w stanie zrobić np. 3 kampanijne misje z DLC pod rząd bez napraw, po prostu wymieniając zespół mechów (potem robię naprawy wszystkich naraz, taniej wychodzi naprawienie 12 lekko uszkodzonych mechów, niż np. 4 z rozwalonymi komponentami). Problem tego podejścia jest tylko taki, że mam wysokie koszty utrzymania (ponad 1 mln), a łatwiejsze misje około Difficulty 70 potrafią dawać tylko 1-2 mln wynagrodzenia, muszę sobie to odbijać sprzedażą zepsutych mechów z misji.
Chyba jeszcze nie grałem w grę w której byłby taki pier*olnik z klasyfikowaniem misji, szczególnie jeśli ktoś posiada DLC (im więcej, tym większy chaos).
1) Ok, mamy główną kampanię. Te misje można rozpoznać, bo mają osobną zakładkę w liście zadań i chyba głównie otrzymujemy je od Ryany (piszę 'chyba', bo w grę gram od 2021 roku, a przed nadmiar rozpraszaczy, skupiam się na razie raczej na DLC i generowanych kontraktach).
2) Mamy losowo generowane kontrakty. W strefach wojny są to typowe misje bojowe, a w industrial hubach mamy areny z DLC Solaris Showdown.
3) Mamy misje High Reward. Tych nie jestem do końca pewny. Jeśli dolecę na planetę nie pojawia się nic takiego w zakładce Contracts. Chyba aktywuje się to przez Transmissions, jak główny wątek i misje DLC?
4) Mamy Priority Transmissions, czyli chyba głównie kampanie z DLC. To jest chyba największy syf w grze. Po pierwsze, są one ograniczone czasowo. Raz leciałem na drugi koniec mapy żeby odpalić inną kampanijną misję. W trakcie lotu wyskoczyło mi powiadomienie, że muszę odpalić tą serię misji do 4 miesięcy. Po doleceniu na miejsce zostało mi ~60 dni. Myślę ok, zdążę zrobić misję i raczej wszystkie naprawy po niej przed zaczęciem tej kampanii (poważniejsze naprawy zajmują 30-40 dni). Spoko, zrobiłem dosyć trudną misję z dosyć dużymi obrażeniami, a tu zonk, na tej planecie nie da się wykonać napraw. Rozglądam się na mapie czy jest w pobliżu taka planeta, żebym zdążył tam dolecieć i wykonać naprawy. Spróbowałem kilka pobliskich planet i na żadnej nie ma opcji naprawy. Finalnie musiałem wczytywać zapis sprzed 1-2 godzin (po drodze do celu robiłem kilka misji) żeby nie stracić dostępu do kampanii z DLC. Super zabawa.
Również, podczas ich trwania nie możemy swobodnie poruszać się po mapie, tylko odpalamy misje za misją. Często nawet nie ma wystarczająco czasu pomiędzy nimi na naprawę mechów. W dodatku, niektóre kampanie DLC są podzielone na serie osobno aktywowanych misji (np. w Rise of Rasalghue, najpierw mini-kampania trwała 2 misje, a teraz dostałem kolejną serię misji, po dosyć długim czasie), a inne to cała, dosyć długa kampania (Legend of Kestrel Lancers to ok 12 misji, przez ten okres cały czas jesteśmy przyspawani do kampanijnych planet, dopiero co kilka misji było jakieś dłuższe okienko dające czas na naprawę mechów). Co z tego, że misje są fajnie zrobione, jak często są cholernie trudne i zamiast skupić się na efektownych walkach, to skupiam się na obrażeniach mechów i myśleniu, czy będę miał choć trochę czasu żeby naprawić je przed następną misją :\
5) I w końcu mamy inne Transmissions. To są chyba jakieś serie side questów, zarówno z podstawki jak i z DLC. Te z DLC to często trudne serie zadań po 2-4 misje, dające finalnie dostęp do jakiegoś nowego mecha. Obecnie mam ich dostępnych prawie kilkanaście i mam problem za któreś się zabrać na poważnie, bo większość z nich jest mniej więcej w centrum mapy, a co chwilę wyskakują nowe priority transmissions, które zabierają mnie w najdalsze kąty mapy i po każdej z tych kampanii, zanim zdążę wrócić mniej więcej do centrum, dostaję kolejną nową kampanię z ograniczeniem czasowym...
Zróbcie newsa o tym, że PayPal przestał działać na Steamie.
Ja co prawda od miesiąca nie kupowałem tam żadnej gry, ale od wczoraj nie mogę kupić nic używając PayPala.
Są o tym grube wątki na Reddicie i forach Steam. Ludzie pisali do pomocy technicznej Steam, ale otrzymywali tylko generyczne odpowiedzi, że PayPal nie będzie działał w danym regionie. Na razie chyba tylko ludzie z USA nie mają problemu z używaniem PP. Wygląda to na pokłosie działania tych australijskich świrusek.
Ja czytałem wpisy od ludzi z Norwegii, Meksyku, Singapuru i Tajwanu, więc wygląda to naprawdę poważnie.
Z forów Steam np. tutaj:https://steamcommunity.com/discussions/forum/0/546740620659606411/?ctp=4
A z Reddita np. tutaj:https://www.reddit.com/r/Steam/comments/1lxtux9/paypal_temporarily_disabled_since/
Po screenach najbardziej to przypomina Spellforce 3 i w sumie nic dziwnego, bo robi to ta sama firma.
Pewnie nawet używają tego samego silnika.
Jest z północnej Irlandii, ale grał też w Rob Royu, więc sukienki na pewno nie są mu obce
Ważne jest żeby to powtarzać. To wszechobecne przekonanie że naziści przylecieli z kosmosu, wywołali II WŚ i odlecieli w kosmos jest zabawne.
Parafrazując tekst z Misji Kleopatry:
"Mówią jak niemcy po niemiecku, wyglądają jak niemcy, ale to naziści"
A tak naprawdę ich bezpośredni potomkowie (czy nawet jeszcze oni sami) rządzą obecnie Europą.
I raczej magicznie nie pozbyli się swoich wcześniejszych przekonań :)
Obyśmy nie byli świadkami narodzin konkretnej cenzury gier.
Ekspedycja 60 to byli ci nadzy twardziele? ;)
Ja bym najchętniej zobaczył DLC z grupą która przejrzała Verso.
Łowcy gier to takie szmaty (szczególne pozdrowienia dla Sojowego, czy jakkolwiek ten śmieć się nazywa), że nie uwierzyłbym w ani jedno ich słowo. Bany tam lecą za jakąkolwiek krytykę czy opinie nie zgadzające się z ich narracją (tak jak np. na filmwebie czy siedlisku ojkofobów naekranie). Jest to tak proste że jak oni mówią że było tak, to znaczy że naprawdę było kompletnie inaczej.
Ponadczasowy klasyk
Obecnym rekordzistą nie wydania zapowiedzianego Expansion Passa jest chyba Romero Games z ich grą Empire of Sin.
Drugi dodatek wchodzący w skład Premium Edition nie wydany dalej, po 4 latach (!!!) od premiery podstawki.
To powinna być pierwsza gra, która spadnie z rowerka.
Dosyć duża poprawka do sekcji Rozdziału 5.
Oczywiście poniżej spoilery odnośnie końcówki tego rozdziału.
!!!!!SPOILER!!!!!
spoiler start
"Niezależnie od waszych decyzji Dylan zostanie zaatakowany przez potwora."
Całe szczęście jest to kompletnia nieprawda. W moim przypadku Dylan w ogóle nie został zaatakowany. Kaitlyn, Abi i Nick musieli włamać się do zamkniętej chaty, odciągając uwagę potwora od radiostacji, a potem Ryan się z nim siłował, zanim Dylan nie przegonił go tym "sprężeniem zwrotnym".
Tak więc, jeśli ktoś chce ocalić ładną rąsię Dylana, to polecam w pierwszym rozdziale nie włamywać się do domku Emmą i Abigail (a przynajmniej wydaje mi się, że to było czynnikiem kluczowym i chyba nie powoduje to żadnych negatywnych reperkusji).
spoiler stop
Ja tylko rozwinąłem tą myśl dodając, że to praktyka stara jak świat w kupionych recenzjach, gdzie wydawca daje jasne wytyczne o czym w ogóle można pisać, co podkreślić i jakie minusy można delikatnie wypomnieć (oczywiście żadnych wyzwisk w moim komentarzu nie używałem, bo mnie to już nie dziwi).
Mój komentarz spadł z rowerka już po jakiejś godzinie. W ogóle nie podejrzane.
Oczywiście kolejna gra, która w kółko używa tylko i wyłącznie słowa "nazi".
Co z tego, że nazizm to niemiecka ideologia.
Co z tego, że każdy z wrogów używa tylko i wyłącznie języka niemieckiego.
Co z tego, że oficjalną nazwą państwa niemieckiego w tym okresie była Rzesza Niemiecka (Deutsches Reich).
Jest to naprawdę żałosne i zaczyna przypominać jakieś tandetne filmy akcji, gdzie bohaterowie walczą zawsze z jakąś potężną i enigmatyczną organizacją z głupią nazwą typu "Syndykat", "Czarna lista" czy inna "Siódemka".
Widocznie twórcy tej gry to kolejni użyteczni idioci, którzy propagują ideę, że naziści magicznie zrespili się w 1939, a potem równie tajemniczo wylogowali się w 1945, zabierając ze sobą swoje przekonania i uprzedzenia. Bo strach pomyśleć, że gdzieś tam żyją albo nawet sprawują władzę ludzie wychowani przez tych mitycznych nazistów, którzy za dzieciaka wpoili im tą całą ideologię, c'nie?
NIEMCY, NIE NAZIŚCI.
Łowcy gier to taki ściek, że naprawdę zasługują na każdą formę bojkotu jaka jest możliwa.
Przez to nagminne usuwanie nieprzychylnych komentarzy, są tak samo żałośni jak naekranie, chyba tylko ppe jest pod tym względem gorsze.
Szczególne wyróżnienie dla tej sp!erdol!ny seyonne, czy jak ten pokrak się nazywa.
Jak sobie prywatnie wrzuca fotki jak jego partner prowadzi go na smyczy podczas marszu równości (serio) to ok, ale jakiekolwiek inne zdanie w komentarzach, to od razu shadow ban.
Na ppe i łowcach już są usuwane komentarze, które porównują między sobą te wyżej oceniane recki. Łatwo można zauważyć że owe recenzje wyglądają na kupione i zrobione według narzuconego z góry schematu, tzn. wymienione te same zalety, wspomniane te same (małe) wady (pewnie specjalnie dozwolone do wymienienia, oczywiście żeby zwiększyć wątpliwą wiarygodność recenzji).
Pytanie jak to wygląda tutaj?
Weź tabletki szmatko bo chyba przestały działać :)
Albo najlepiej weź od razu wszystkie, żeby nam oszczędzić czytania wypocin niedorozwoja.
I ten awatar iksde.
Ile masz lat oskarku? 12?
Czy czarna baba z afro to jakiś pakiet startowy dla gier z wyborem postaci?
"Bossowie [...] są źle zrobione", "... nie usunę post po raz kolejny", "Każdy ma prawo do wyrażenie własne opinie..."
Co to za nieudolna deklinacja? Masz siedem lat? Czy jesteś upaińcem?
Żeby tylko elf był czarny - wiesz, że reklamują tę grę m.in. hasłem "no white party members"?
Dla mnie zabrakło kilku naprawdę niezłych cytatów z Gothica.
1) Mam ochotę rozładować część drzemiącej we mnie złości (to chyba z jedynki o ile dobrze pamiętam)
2) - Chyba przywalę ci w mordę.
- C O ?!
- Właśnie tego ci teraz trzeba.
3) Tutaj pewnie coś przekręcę, ale ta zaczepka do Sentenzy: "Powiedz no, czy to coś z przodu twojej głowy to twoja twarz czy du*a?"
Mam pytanie do ludzi, którzy grali już w to Definitive Edition: jak wygląda tu sytuacja z polskim dubbingiem?
Czy są to oryginalne (świetne) głosy? Czy Ci aktorzy w ogóle jeszcze żyją?
Czy jest to jakiś na nowo nagrany dubbing jak np. w przypadku remake'a RE4 (tu akurat angielski)?
W dodatku, tu podobno dodali jakąś nową kampanię i DLC z kolejnymi. Czy w tych dodatkach też jest polski dubbing?
Jeśli myślisz, że trójka to był cringe, to zagraj w Wonderlands.
Mnie już nawet tutaj na stronie zwyzywali, bo śmiałem zwrócić uwagę, że tam jest więcej postaci i par homo/bi niż hetero.
Miejscami wyglądało to jak scenariusz 16-letniej julki.
W gry się gra, a nie ogląda.
xD
Żałośnie nietrafiony komentarz do gry, w której pewnie spokojnie co najmniej 1 godzina to filmiki live-action (samo Yötön Yö w kinie trwa praktycznie 20 minut), a następne dobre kilka godzin to scenki na silniku gry.
Już nawet nie wspominając o dialogach podczas gry, gdzie po prostu stoimy, a NPCe do nas nawijają, czy tych "scenkach w tle" jak monologi Alice, czy te "echa" i "wizje" przy zmienianiu scen w wątku Alana.
Zresztą, nawet samo zmienione (a raczej wydłużone o 2-3 minuty) zakończenie to kolejna scenka live-action do obejrzenia.
Grał też jedną z głównych ról w serialu Rescue Me z 2004.
Ale co do jego kariery to ciężko powiedzieć - może celowo wybierał raczej role dubbingowe.
Zakończenie ewidentnie Remedy położyło po całości.
Jeszcze rozumiem 'jedynkę', gdzie (o ile pamiętam bo grałem bardzo dawno) jako tako główna fabuła się zamykała i zostawiała tylko to klasyczne Kingowskie niedopowiedzenie.
Tutaj natomiast nawet ciężko mówić o jakimkolwiek zakończeniu, gra wygląda jakby brakło tu jakiegoś epilogu, a scenie po napisach brakuje już w sumie tylko dopisku ' To be continued...". Co więcej, dodatki chyba nie zamkną tych wątków, bo ich nazwy sugerują raczej poboczne historie ('Night Springs' i 'Lake House'). Więc wydaje się, że Remedy zostawia tu wyważone drzwi na Wake'a 3, bo raczej za dużo niewyjaśnionych wątków jest zbyt 'Alanowe' na Control 2.
Odnośnie tych niewyjaśnionych rzeczy:
spoiler start
- Kim jest Door (nie przepadam za Harewoodem, ale tu wyjątkowo dobra rola)? Sam zdradza swoje powiązanie z Sagą. To raczej na pewno nie David, więc jest to najprawdopodobniej jej ojciec. Tylko oczywiście jakiegokolwiek wyjaśnienia w jaki sposób może się tam tak swobodnie poruszać i znikać, albo czym w ogóle jest brak.
- Kim jest Zane? Wygląda jak Wake, Ahti w kółko nazywa Alana Tomem. Istniał w realnym świecie raczej na pewno, ale kim/czym jest? Czy to prostu Alan z jakiegoś punktu w pętli? Chyba raczej nie było to wyjaśnione w jedynce.
- Los biednego Tima (strasznie niewykorzystany Ashmore). Saga się (chyba) wydostała, a co z nim? Może dostaniemy jakieś odpowiedzi w 'Night Springs'? W końcu Timmy w kółko nuci ten motyw przewodni.
- Końcówka w całości w formie filmiku live action to też raczej żałosne zakończenie (nawet pomimo ogólnie wysokiej jakości tych filmów). W dodatku nie mamy żadnego potwierdzenia definitywnego pokonania Zgrzyta/Ducha Mroku
- Ten przesyt easter eggami też był raczej bolesny. Książka Darlinga, Ahti, odniesienia do wydarzeń i terminy z 'Control', błyśniecie Jesse na ekranie - tyle pytań, zero odpowiedzi. Jeśli ktoś nie grał w Control to nawet nie dostanie za bardzo odpowiedzi czym właściwie jest FBC.
- Kult zabijał niby tylko Opętanych. A jednak Nightingale w prologu wydawał się względnie normalny. Zabili go zapobiegawczo po wyjściu z jeziora, czy po prostu 'perspektywa gracza' w tym wstępie kłamała na temat stanu detektywa?
- W ogóle ten plot twist, że kult jest 'dobry'. Ilu jego członków Casey i Alan wyrżnęli podczas tego oblężenia ;)? I w ogóle byli oni wtedy opętani czy po prostu zafiksowani na punkcie pozbycia się Alana?
- O Torze i Odynie to już chyba w finale zapomnieli całkowicie. Chyba, że ten 'musical' to byli rzeczywiście oni w jakimś punkcie pętli. Tylko, w takim wypadku, Casey też musiałby zostać/wrócić do Mrocznego Miejsca, żeby to odegrać. Znowu, zero odpowiedzi.
spoiler stop
xD
Współczuję bycia takim bezkrytycznie łykającym wszystko prostaczkiem bez jakiejkolwiek krytycznej analizy tego co się widzi.
Widocznie tak masz już napchane gardło tym całym LGBQWERTY, że aż ci zaczęło smakować.
Nie wiem czy zatrudnili jakąś woke "scenarzystu" do korekty skryptu (który ogólnie jest bardzo dobry), bo wygląda to jakby ktoś zauważył, że za mało tu woke wstawek i koniecznie musiał musiał doprawić gotowy już scenariusz takimi nachalnymi odrzutami bez żadnego znaczenia fabularnego. Nie ma tego aż tak dużo, ale za każdym razem jak ta dobra fabuła była przerywana takimi cringowymi wtrętami, czułem jakbym dostał mokrą ścierką w ryj.
- Postacie Eda i Tammy. Sam ich wygląd to jedne wielkie XD, a dialogi typu "chciałem zrobić przedstawienie z wyłącznie czarną obsadą" to już szkoda gadać. Fabularnie też są kompletnie zbędni (w porównaniu do np. Mulligana i Thorntona, czy Ilmo i Jaako)
- "Rasistowskie" dialogi pewnej pary (żeby nie spoilerować). Może miałoby to sens, gdyby Bright Falls było rzeczywiście przedstawione jako takie typowe zadupiowe małe amerykańskie miasteczko z w 90% białą populacją, ale tu co drugi random NPC jest czarnoskóry :P
- Estevez musiała koniecznie rzucić i zaakcentować "my ex W I F E" żeby podkreślić przynależność do prześladowanej mniejszości seksualnej. Co z tego, że np. Casey ciagle mówi "my exes" jakoś nie podkreślając swojej heteroseksualności.
- Czarę goryczy przelała dla mnie końcówka i nasza nygerowa ms detective Sraka Anderson (btw, wybitnie słaba postać względem np. Alana, a nawet zdecydowana większość drugoplanowców jest o wiele sympatyczniejsza, np. Ilmo, Casey, Rose, Odyn, Tor, Breaker, Pat czy Norman) nazywająca Scratcha "another white asshole", mając białego kumpla-partnera oraz przodków. Jakby podkreślenie jego koloru skóry miało jeszcze pomnożyć jest występki.
Chyba powinno bardziej "another racist black bitch".
Jakoś GTA V czy np. RDR 2 nie miało takich elementów praktycznie wcale (nie licząc może "wielokolorowości" naszej bandy, ale nie rzucało się to w oczy jakoś bardzo) i jakoś devi z Rockstaru nie mieszkają jeszcze pod mostem.
Prędzej takie naleciałości wywołują właśnie negatywne emocje (np. sprawa z modem kasującym wybór zaimków w Starfieldzie).
To jest indywidualna decyzja każdego studia. Przy CDP ewidentnie widać, że zaczyna im bardziej zależeć na ratingu ESG niż na samej techniczno/gameplayowej jakości gry (i to właśnie może być cel tej "decyzji biznesowej" jeśli już).
A jeśli komuś nie przeszkadza nawarstwienie takich elementów w grach to gratuluję biernego wyprania mózgu (czy cokolwiek tam w tej główce się jeszcze znajduje) i przyzwolenia na takie mniej lub bardziej delikatne indoktrynowanie ludzi. Niestety nie każdy posiada zdolność samodzielnego myślenia i informacje z takiej gry (czy zresztą nawet z wiadomości telewizyjnych) z miejsca traktują jako rzeczywistość.
No bo jak ktoś nie lubi szkopskich sprzedawczyków to od razu jest za wizowymi kojotami, c'nie lemingu? Zazdroszczę tego betonowego/zero jedynkowego podejścia takich prostaczków.
Chciałbym kiedyś tak walić konia do jakiejś partii jak ty to robisz do tych POje*usów :)
A gry dla mnie powinny być apolityczne, o ile nie poruszają tematu bezpośrednio powiązanego z polityką. Ruszałoby mnie to tak samo, nieważne na jaką partię poszłaby kasa tego kłamliwego chłystka iwińskiego. Tutaj mamy natomiast piękny przykład związku przyczynowego-skutkowego i odbicia własnych ideologii w świecie gry.
Po 2 godzinach gry poleciał zwrot.
Obok RDR 2 i Wiedźmina 3 jest to najbardziej przehajpowana gra z jaką miałem do czynienia za mojego żywota. A teraz zgadnijcie, co łączy dwie z tych trzech gier?
Tak, przez 2h gry ledwo polizałem powierzchnię jednak bardzo sporo rzeczy już jestem w stanie wyłapać.
- Średni model jazdy (który zmienia się w okropny, kiedy znajdujemy się na fotelu pasażera)
- Słabawy model strzelania (akurat ogrywałem pierwsze Borderlands, które też w tym aspekcie trochę się zestarzało, ale tam jednak czuć jak ładnie wchodzą headshoty; tutaj zaś odczucia z trafienia przeciwnika nie ma prawie wcale)
- Ogólna "sztywność" poruszania, strzelania i jeżdżenia. Do takiego GTA to nie ma nawet startu, czy też np. do Mafii. Bardziej przypomina to budżetowe, wschodnioeuropejskie tytuły (do głowy przychodzi mi przede wszystkim Xenus 2, o ile ktoś grał). Ta cała drętwota przy tytule na który wydano tyle kasy wygląda wręcz śmiesznie.
- System dialogów jest chyba najgorszy ze wszystkich gier RPG z jakimi miałem do czynienia. To już nawet Borderlands 3 czasami przy wyborze linii dialogowej można było dostać świetną scenkę (np. dialog z Rhysem o jego wąsie); tutaj natomiast na razie miałem tylko dwa typy dialogów:
~ Do wyboru tylko dwie linie oznaczające to samo, w stylu:
1) Tak
2) No jasne
Albo
1) Nie
2) Wyp!er****
~ Lub drugi typ:
1) Linia główna, czyli jedziemy dalej z dialogiem
2) Powiedz mi o tym coś więcej i dopiero potem jedziemy dalej
Dowolność praktycznie zerowa.
- Klimat gry. To chyba dla mnie jedna z największych wad. Kojarzy mi się z nowym Saints Row i Watch Dogs 2. Taka punkowo-młodzieżowa stylistyka i te nachalne próby bycia "edgy". Brakuje mi wiarygodnej kreacji świata Deus Exów. Cholera, już nawet The Ascent udało się bardziej odtworzyć ten przygnębiający świat korporacji.
- Bugi, glitche występują nadal - np. Jackie spokojną przechadzką staranował szafki przy ścianie wyrzucając z nich masę szajsu/wyskakujące sobie randomowe obiekty itd. Serio, przy takiej liniowości gry (to zdecydowanie nie Deus Ex), takiej ilości oskryptowanych sekwencji takie coś jest naprawdę niewybaczalne.
Pamiętam starą reckę Wiedźmina 2 napisaną przez Smugglera z CD-Action, który nieudolnie próbował tłumaczyć wysoką ocenę gry najeżonej na premierę błędami słowami "że jak coś ma tyle problemów, a i tak dobrze się w to gra, to produkt i tak zasługuje na wysoką ocenę".
Kompletnie się z tym nie zgadzam. Jeśli za coś płacę to z automatu wymagam od tego adekwatnej jakości. Jeśli byłby to niskobudżetowy produkt dodawany do tekturki za 20 zł mógłbym przymknąć oko na takie niedociągnięcia. Ale po kampanii promocyjnej tej gry należało się raczej spodziewać gry dziesięciolecia, a dostaliśmy coś średniego. Gdybym musiał oceniać na obecną chwilę dałbym pewnie coś koło 5-6/10, głównie za projekt miasta/lokacji/modeli niektórych NPC/wrogów i broni. Oceny finalnie nie wystawiam, bo po takim nędznym czasie gry nie byłoby to sprawiedliwe, co nie zmienia faktu, że wstępne wrażenia są raczej negatywne.
Tak czy inaczej, przez fałszywą promocję gry, skrajny ukłon CDP w stronę ogólnie pojętej "lewackości" ("typy ciała" zamiast płci; zatrudnienie pani do spraw różnorodności w firmie, olbrzymia wpłata Iwińskiego na kampanię PO (xD)) redzi mogą powiedzieć pa pa moim pieniążkom po wsze czasy. Niektórzy jednak zapamiętują sobie takie krzywe akcje.
Jak się jest debilem i kupuje się preordera od Acti-Blizza, Ubi, CDP czy innej Bethesdy to tak.
Ja ostatnio kupiłem dwa - Dead Island 2 i Ishin. W obydwa grałem od dnia premiery. Z żadnym nie miałem problemów.
xD
Czy wy właśnie porównujecie standardowego action RPGa do h'n's gry-usługi, której znacznie bliżej do gry MMO?
Jeśli chodzi o kryjówkę bachorów to tam miałem problemy z dialogami jeszcze przed pierwszym patchem.
Jeśli chodzi o animacje to mnie najbardziej kłuje w oczy mimika mojego głównego bohatera.
xD
Z takim bezkrytycznym i poddańczym stosunkiem do devów to może jeszcze weź obciągnij Svenowi...
Przecież po prostu "faszysta" to zaledwie kolejne słowo często używane przez lewicę bez jakiejkolwiek wiedzy o jego znaczeniu. Po prostu źle im się jakoś tak kojarzy, więc używają go w formie obelgi. Kiedyś mówiło się **uj czy tam du*ek, a teraz ta "wyedukowana" grupka woli używać bardziej wymyślnych i nacechowanych negatywnie "synonimów" takich jak faszysta/nazista, seksista, incel, szowinista, które wcale synonimami nie są.
Ale ktoś tu jest odklejony. Przecież z 90% zwłok nie można rozmawiać. Tak, można aktywować umiejętność, ale wtedy tylko narratorka rzuca "zwłoki milczą" czy coś. Prowadzić rozmowę można tylko z tymi nazwanymi martwymi NPCami (i to chyba nawet nie z każdym).
Przykład 1: most zaraz przed spustoszoną wioską. Leży tam masa zwłok ludzi i goblinów. Z ciekawości aktywowałem umiejętność bo liczyłem, że dowiem się czegoś na temat tej okupowanej wioski. Wynik? "Zwłoki milczą"
Przykład 2: zwłoki w stodole w której ork/goblin (już nie pamiętam) zapinał ogrzycę. Pomyślałem, że takie zwłoki mogą być źródłem ciekawego komentarza na temat tej sytuacji. Wynik? "Zwłoki milczą"
Ja dopiero kończę akt 1, ale mam już swoje "ulubione", trzy nagminne błędy:
1) brak możliwości porozmawiania z konkretną postacią, co nie raz utrudnia ukończenie questa (nie mogłem porozmawiać z tym małym diabelstwem na plaży po ataku harpii, nagminnie też dzieciaki w kryjówce druidów nie reagowały na kliknięcia)
2) wróg atakujący mnie umiejętnością dystansową np. kuszą; strzała mija moją postać, mija kilka sekund po czym dopiero moja postać obrywa i dostaje dmg. Wygląda to prawie jakby system na moich oczach obliczał, czy ten atak będzie chybieniem/trafieniem i za ile i dopiero po swoich kalkulacjach uruchamia właściwą animację. Trochę żałosne.
3) znikający interfejs przy przełączeniu na inną postać. Kompletnie losowe.
Dopiero teraz, bo tak jak masz w przykładzie w newsie i w komentarzach, problem dotyczy głównie aktów 2 i 3. A że jest to gra na ponad 100 godzin, to mało kto dotarł tak daleko po tygodniu.
Ale, żeby nie było, ja jestem nadal w akcie 1, a i tak już trafiłem na dialogi po angielsku (w rozmowach z Karlach).
Nie czepiałbym się tak tłumaczenie BG3 gdyby nie to, że właśnie obstawiam, że żaden patch tego nie naprawi.
Tak nawiasem mówiąc, miejscami mi się wydaje, że tutaj tłumacze też w niektórych dialogach nie znali kontekstu rozmowy i tłumaczyli trochę na czuja.

Oczywiście, człowiek pierwszy raz od dawna postanawia zagrać w coś dla odmiany po polsku, żeby płynnie czytać te masy dialogów, a tymczasem tłumacze tradycyjnie odwalają partactwo z nieprzetłumaczoną częścią dialogów czy nawet elementów interfejsu (jak to miało miejsce np. przy The Ascent).
Gram ledwo ponad 10h i już taki chamski kwiatek. Ciekawe, ile takich wtop zauważę podczas całej gry (bo staram się czytać wszystkie notatki/książki i gadać raczej o wszystkim).
Serio, to nawet nie jest jakaś trzecioplanowa postać, tylko dialog z jednym z głównych towarzyszy (i potencjalnie nawet główną bohaterką).
"Kłamię w przypływie bezrozumnego szału"
Tak, wystawienie 6 dla relatywnie zabugowanej gry z ewidentnie średniej półki to zbrodnia xD
Nie wiem co bierzesz, ale bierz tego pół.
Dosłownie teraz udało mi się skończyć kampanię.
Niespecjalnie mam ochotę skupiać się na plusach i minusach produkcji, więc raczej podzielę się moimi ogólnymi przemyśleniami, a każdy wyciągnie z tego to, co chce.
- Spory wybór najemników. Na start mamy około 30, która wymaga regularnego wypłacania kasy. W toku gry, możemy jeszcze zdobyć 5-6 dodatkowych/ukrytych najemników, którzy z kolei są darmowi (ale wymagają przeważnie ukończenia długich i trudnych serii zadań).
- Ilość broni wypada ok, choć mogłoby jej być trochę więcej. Prym wiodą snajperki, a zaraz za nimi są ciężkie karabiny maszynowe. Mamy też różne akcesoria: wiele rodzajów granatów, koktajle mołotowa, flary itd.
- Pancerze - nie jest tego dużo (hełm, kamizelka, pancerz na nogi), ale też wprowadza to odrobinę głębi do gry (balans między opancerzeniem, a swobodą ruchu dającą większy zasięg ruchu).
- Grafika jest ok, ale w zamian za to gra wydaje się dosyć zajeżdżać kompa, szczególnie przy lokacjach z większą ilością przeciwników. Same lokacja wyglądają bardzo dobrze, szczególnie te plażowe i sawanny.
- System walki turowej. Tu mam mieszane uczucia. Z jednej strony sporo możliwości: walka wręcz (choć wybitnie uboga), rzucajki (granaty itd.), poziomy celowania, znaczenie odległości i wysokości, postawy (czołganie, kucanie), skradanie (zanim zaczniemy walkę możemy załatwić kilku oddalonych wrogów w czasie rzeczywistym - o ile żaden z kolegów tego nie zauważy/nie usłyszy).
Problem w tym, jak zbugowane są wszystkie systemy. Skradanie działa różnie - raz wróg nas zauważy z 50m, raz nie widzi gościa zaraz obok siebie. Czasami najemnik nie atakuje tylko uprzejmie czeka aż napełni się pasek "podejrzliwości". Czasami klikanie LPM nic nie daje. Wrogowie strzelają przez ściany/podłogi/sufit i trafiają. Nasi najemnicy już nie. Wróg strzela z PMów i pistoletów z 100m i trafia. My strzelamy z takiej odległości i już chybiamy. Pancerze dużo nie dają, bo wystarczy, że poszczęści się jednemu wrogowi i w jednej turze zabierze naszemu najemnikowi pełny pasek życia. Często też chybiamy przez trafienie w jakiś szajs na mapie - słupki, beczki, pudła itd.
- Struktura gry się ze sobą gryzie. Z jednej strony mamy otwartego RPGa z questami, które często wymuszają bieganie po całej mapie. Niektóre mają nawet limity czasowe. To nie rezonuje za bardzo z tą częścią taktyczną, gdzie musimy obsadzać miasta/posterunki szkoloną milicją (co zajmuje czas), naprawiać przedmioty (co zajmuje czas), leczyć najemników (co zajmuje czas) czy podróżować od sektora do sektora (co nie dość, że zajmuje czas, to jeszcze często nasz oddział wybiera najbardziej porytą drogę, przez co sami musimy korygować ich poruszanie - mówię tu o mapie globalnej). W dodatku jedynym stałym źródłem naszego przychodu są kopalnie diamentów, które, uwaga uwaga, z czasem nie mają czego wydobywać. Może się to tak skończyć (jak moje pierwsze podejście do gry), że my wesoło sobie hasamy od questa do questa, a w tym czasie wróg zajmuje nam kopalnie, miasta, przez co tracimy przychód. Potem musimy tracić czas na odbijanie tego wszystkiego, co tworzy męczącą spiralę powtarzania regionów (szkolona milicja przeważnie ma problem z obroną sektora).
- Sektorów jest sporo, ale spokojnie z 60% z nich to żałośnie małe i puste wycinki dżungli/sawanny. Czasami nawet bez żadnych interesujących punktów.
- Swoista "nieliniowość" gry, którą raczej liczę na minus. Jest mnóstwo rzeczy, które możemy zepsuć lub ominąć, tylko dlatego, że nie wiedzieliśmy, że najpierw wypadało pójść do sektora C zamiast do sektora B. Przez właśnie taki enigmatyczny ciąg przyczynowo-skutkowy nie udało mi się zrekrutować bodajże najciekawszego, dodatkowego najemnika. Przez to też w finale, jeden z głównych antagonistów nie poniósł należytych konsekwencji swoich działań. Tylko dlatego, że gra daje nam wolną rękę, w tym, gdzie możemy sobie pójść, a potem nas za to karze. Fck logic. Pewnie ma to nas skłonić do ponownego przejścia gry, ale nie będę ponownie rozgrywał jakichś 20-30 godzin gry, tylko po to, żeby zobaczyć na końcu inną linię dialogową.
- Wysoki poziom trudności, nawet na najniższej opcji. Kasy jest mało. Amunicji jest mało. Startowi najemnicy są dosyć słabi, a wrogów jest sporo, biją mocno, a ich celność sugeruje, że mają oczy dookoła głowy (a nawet jedno w dupie).
- Każdy najemnik ma swoją osobowość i często potrafią "wcinać" się w dialogi. Niektórych słucha się super (Red, Shadow, Len, Grizzly, Thor), inni potrafią męczyć (zblazowany Larry, Steroid, którego imitacja Schwarzennegera zaczyna szybko męczyć, czy Raider, który miejscami brzmi jak Ned Flanders).
- Balans najemników. Niektórzy z podstawowych są bardzo przydatni nawet w końcowych fazach gry (jak np. nasz rodak Steroid, który wylądował w najgorszej kategorii najemników), a znów niektórzy z "legend" mają bardzo słabe staty w porównaniu do weteranów, a kosztują kilka razy więcej.
- Miejscami GENIALNY soundtrack. Nawet jeśli ktoś nie ma zamiaru w to grać, niech chociaż sprawdzi na YouTubie soundtrack, w szczególności kawałki "Baba Mnumzane" i "Magcina". Muszę przyznać, że już dawno nie czułem w grze czegoś takiego, jak wtedy kiedy obydwa kawałki "wskoczyły" po odbiciu konkretnych, fabularnych regionów.
- Po ok. 40 godzinach gra mnie zmęczyła, więc zignorowałem sporą część sidequestów i finalnie nie zbadałem jakichś 20-25% procent mapy pomijając nawet jeden cały wątek o czym dowiedziałem się dopiero w podsumowaniu gry na końcu xD
Ogólnie gra nie jest zła, ale ma całą masę mankamentów, szczególnie jeśli ktoś tak jak ja nie przepada za limitami czasowymi i wysokim poziomem trudności (przynajmniej na początku), którego nie da się za bardzo regulować (przynajmniej nie "w dół").
Chętnie poczytałbym co ci się tak podoba w tej grze, skoro tak wysoko ją oceniasz.
Widzę tutaj analogiczną sytuację do ocen ostatniego sezonu Gry o Tron. Ci, którzy go krytykowali mieli w zanadrzu masę argumentów, co dokładnie w nim nie zagrało. Z kolei ci, co wystawiali mu oceny rzędu 9 czy 10, kwitowali te krytyczne komentarze krótkim "jejku, nie znasz się, mi się bardzo podoba". Co prawda jasno można było z tych komentarzy wyczytać, że były to raczej nastolatki, które seriale puszczają sobie bardziej w tle i niespecjalnie zwracają na nie uwagę.
W związku z tym, zastanawiam się, czy tutaj nie jest podobnie. Panowie z Blizzarda i "niezależni redaktorzy" polecają grę, więc nie wypada, żeby się ona komuś nie podobała?
Ja mam sporo argumentów na obronę mojej oceny. Pytanie, czy ty jesteś w stanie poprzeć czymś swoją?
Dołączam się do sporego tłumu osób żałujących zakupu tej gry. Ponad 300 zł piechotą nie chodzi. Po niecałych dwóch godzinach gry bardzo mocno wahałem się nad zwrotem, ale finalnie grę zachowałem. Dość powiedzieć, że mocno żałuję tej decyzji.
Plusy:
+ Oprawa graficzna
+ Polski dubbing
+ Scenki przy głównych zadaniach
+ Optymalizacja i płynność rozgrywki
+ Detale obszarów
Minusy:
- Nieprzemyślna rozgrywka to zdecydowanie największy minus gry. Cała jej struktura kłóci się wręcz z ideą hack'n'slashy.
- Otwarty świat. Czy potrafi mi ktoś podać jakąś serię w której zmiana na otwarty świat przyniosła więcej korzyści niż minusów? Do głowy przychodzi mi chyba tylko seria Far Cry. Z kolei mnóstwo innych gier, które zdecydowały się na ten ruch (jak seria Dynasty Warriors przy części 9, czy po części Mafia przy 3) kompletnie rozwodniło rozgrywkę zmieniając ją w monotonny ciąg. I dokładnie tak też się stało przy Diablo IV. Świat jest ogromny, a przeciwników jest mało. Moje pierwsze skojarzenie z tą grą to bieganie przez te mapy. Od questa do questa, od dunga do dunga. Same mapki, choć wykonane bardzo ładnie, też są ultra nudne.
- Zablokowanie 3 i 4 rangi świata do przejścia fabuły. Same główne misje są dosyć długie i rozwalone po całym świecie gry. To śmieszne, że muszę za nimi biegać, żeby łaskawie urozmaicić sobie grę, kiedy druga ranga świata stała się już kompletnie nudna/łatwa, a o drop lepszych itemów bardzo ciężko.
- Problem z wypełnieniem tego świata zawartością. Dungi są nagminnie kopiowane, side questy przeważnie są nudne. Wydarzenia po jakichś 20h gry też zaczynają irytować swoją wtórnością, bo jest ich po prostu cholernie mało. Przysięgam, że jeśli jeszcze raz wyskoczy mi duch proszący o prowadzenie go za rączkę to sam mu poderżnę gardło.
- System progresji. Choć 100 to maksymalny poziom, punkty umiejętności przestajemy dostawać już na 50 lvl. Po uzyskaniu tego levela, exp zaczyna wpadać niemiłosiernie wolno (mówię tutaj o drugiej randze świata), a itemki od tego czasu wymieniam już bardzo rzadko. Nie ma prawie żadnej motywacji do dalszego grania.
- Fabuła d*py nie urywa. Przez to ciągłe bieganie od miejsca do miejsca przypomina to bardziej jakieś singlowe instancje rodem z MMO (jak np. przy LOTRO czy SWTOR).
- Małe zróżnicowanie itemów. Gram barbarzyńcą i większość pancerzy wygląda jak jakieś wariacje jednego. Z broniami jest lepiej, ale znowu - szału nie ma.
- Długość gry. To nie problem rozwalić grę na setkę godzin mnóstwem powtarzalnych aktywności, o czym dobrze wie Ubisoft. Trudniej jest sprawić, żeby ta zawartość była faktycznie ciekawa i zróżnicowana. Tutaj Blizz poległ kompletnie.
- Kreator postaci jest dosyć biedny, delikatnie mówiąc.
- Oczywiście startowa cena, mnóstwo drogich kosmetycznych mikropłatności + to żałosne odblokowywanie dodatkowych wariantów broni/zbroi przez oglądanie transmisji na Twitchu lub wymuszenie wykupienia twitchowych subskrypcji, żeby dostać nowy wariant wierzchowca. Śmieszne.
- Jako dodatkowy minus: forma promocji gry. Naprawdę, pieniądze wydane na tych celebrytów można było włożyć w dopracowanie gry. I w ogóle co to za wybór "gwiazd"? Np. CoD Advanced Warfare reklamował Taylor Kitsch znany głównie z kina akcji. Tak samo, CoD Ghosts reklamował Stephen Graham (znany m.in. z Zakazanego Imperium czy Line of Duty). A kogo mamy przy Diablo? Megan Fox (choć ona paradoksalnie jeszcze ujdzie), ale też Lil Wayne'a (?) czy BTS (!!!). Po takiej formie promocji pozostaje tylko pytanie do kogo adresowana jest ta gra?
Naprawdę, dziwię się takim wysokim ocenom. Po skończeniu drugiego aktu już naprawdę muszę zmuszać się do grania. Chciałem szybko załatwić główny wątek, żeby odblokować nowe rangi świata, ale to bieganie od głównego questa do głównego questa jest nawet jeszcze bardziej męczące.

Ludzie grający w Diabolo od pierwszego czerwca, patrzący na graczy którzy kupili najtańszą wersję
Porównujesz ten przerywnik do trzeciego odcinka ósmego sezonu Gry o Tron - w sensie, że ten przerywnik jest tak przyciemniony żeby ukryć niedostatki budżetu, że nic na nim nie widać? ;)
"Żywię szczerą nadzieję, że gdzieś tam na horyzoncie rysuje się kulminacja, prawdziwy endgame, finałowy boss, piękne domknięcie historii, które zapewni satysfakcję'
No i właśnie to całe zdanie podsumowywuje idealnie dlaczego dzisiaj poszedł ode mnie zwrot.
Co już było wiadomo - to gra-usługa. Czego nie było do końca wiadomo, a sam przekonałem się o tym na własnej skórze - to praktycznie MMO. Gra w obecnym stanie to tylko zalążek produkcji, którą Diablo stanie się po paru(nastu) aktualizacjach i paru (?) większych dodatkach. Wiem, że sporo osób właśnie dlatego gra w MMO - żeby być z grą na bieżąco. Na bieżąco robić wydarzenia, sezony, odkrywać nowe buildy i kupować dodatki na premierę. Słowem, chcą ewoluować wraz z grą.
Problem w tym, że ja po Diablo oczekiwałem raczej kompletnej, singlowej gry, a nie dostałem żadnych z tych rzeczy. Gra definitywnie nie jest kompletna, a tym bardziej nie jest singlowa. Jasne, można tak w nią grać, ale w Guild Wars 2 czy Elder Scrolls Online też, a jednak omija nas spora część atrakcji (tu np. wspomniane wydarzenia czy "world bossowie"). W dodatku zakładam, że wraz z aktualizacjami/dodatkami tych atrakcji typowo grupowych pojawi się na pewno jeszcze więcej.
Dodatkowo - wydawanie na taki praktycznie early access (przynajmniej pod względem contentu, bo gra działa bez zarzutu) ponad 300 zł w najgorszej wersji. Btw. autorowi naprawdę nie przeszkadza obecna monetyzacja z trzema wersjami gry różniącymi się ceną o prawie 200 zł? A do tego płatne battle passy, masa itemów kosmetycznych i wierzchowców do kupienia za realną kasę? Przecież to wygląda jak żart w grze triple A w wyższym progu cenowym, a autor pisze, że przecież Blizz się musi pilnować :P Przecież to jest skok na kasę co najmniej dwa razy większy niż np. ten przy Forspoken. Zaryzykowałbym, że może nawet największy od czasu rozpoczęcia mojej przygody z grami.
Kończąc moje przemyślenia: ja naprawdę chętnie znowu kupię to grę, ale pewnie za jakieś 3-4 lata (może więcej), za pół ceny, razem z kompletem dodatków, kiedy będzie to już naprawdę "pełna" gra warta swojej ceny.
A sama gra ma mnóstwo wspólnego z MMO: zaczynając od wymogu always online, kolejki do logowania, eventów nastawionych na grupy i World Bossów, a kończąc na typowo MMOwej płatnej walucie do kupowania bardziej wypaśnych skórek/zbroi/wierzchowców.
Problem w tym, że kupując coś za ponad 300 zł mam jednak trochę wyższe wymagania niż, no nie wiem, instalując pełniaka z CD-Action. Jeśli po 2 godzinach gra mnie "nie jara" chociaż byłem na nią mocno nakręcony to jednak wolę nie podejmować takiego ryzyka.
Dobra, ostrzeżenie dla wszystkich.
Po ok. 2 godzinach gry bardzo nastawiam się na zwrot. Problem w tym, że nie wiem ile dokładnie wynosi mój czas gry, bo battle net nie pozwala nawet sprawdzić tak podstawowej rzeczy. Dodatkowo, konto mam w żałosnym banku i muszę poczekać aż zakup gry pojawi się w historii transakcji bankowych bo inaczej mogę mieć problem ze zwrotem (co mi się już raz zdarzyło, tylko że ze Steamem).
-Ale do rzeczy. Jedna osoba wyżej porównała tą grę do Guild Wars 2. I na tym w sumie można zakończyć recenzję. Ta gra to najczystszej krwi MMO, może nawet bardziej niż Path of Exile. Tam gracze gnieżdżą się w hubach, a do stref walki wchodzimy sami lub z graczami w grupie. Tutaj, gracze biegają wszędzie, niszcząc jakąkolwiek wczuwkę.
-Z tego co widzę po opisach, konia dostaje się po ukończeniu całej kampanii.
-Na mapie są tzw. "wydarzenia", które są typowymi MMOwymi eventami, przypominającymi szczególnie właśnie te z GW2. Dla solowego gracza jak ja są irytujące i tak jak napisał kolega Valthiar wyżej, widać tu wyraźny nacisk Blizza na działanie w grupie, optymalnie chyba co najmniej 3 osobowej. Jeden event polegał na tym, że biegało trzech wieśniaków, których atakowały pająki. Jako dodatkowy cel mieli przeżyć wszyscy. Pomimo biegania za nimi jak kretyn, udało mi się uratować tylko jednego. Inny event - "napełnienie" trzech filarów poprzez zabijanie wrogów w ich okolicy. Wynik? Wydarzenie nieudane. Samemu udało mi się napełnić tylko jeden. A sama strefa była dla postaci z poziomem 7. Mój barbarzyńca miał 8.
-Piwnice na mapie. Lokacyjki na 2 minuty, zazwyczaj jeden lub dwa pokoje.
-Strefy wydają się kompletnie puste. Biega się od znacznika do znacznika. Zero zachęty do ich sprawdzania.
-Umiejętności podzielone na te dla broni siecznych, obuchowych, dwuręcznych, dwóch pojedynczych itd. Straszny chaos.
Rozczarowanie kompletne. Naprawdę, gra się w to o wiele bardziej jak w MMO niż w typowego h'n's. Jeśli nie uda mi się zwrócić tej gry, moje wku*wienie będzie niemożebne.
Fabuła na 10h? Wy serio skończyliście tą grę? Ja jestem dopiero chwilę po prologu, ale on sam zajmuje jakieś 2h. Goście z Blizza mówili o 35h i jakoś ciężko mi uwierzyć, że zawyżyli wynik trzykrotnie, bo mapka wydaje się dosyć duża.
Zresztą wszędzie piszą, że gra jest o wiele dłuższa niż dwójka czy trójka, a sama trzecia część zajmowała ok. 15-20h.
Z tym brakiem najemników zgadzam się w 100%. Zdecydowanie największy downgrade w porównaniu do D2 i D3. W poprzednich częściach zawsze można było sobie kogoś wziąć żeby dobrze uzupełniał naszą postać albo po prostu, żeby czuć się mniej samotnie na tych dużych mapkach. W trójce jeszcze dodatkowo towarzysze byli pełnoprawnymi postaciami z charakterem.
A w IV? Ci chwilowi fabularni towarzysze to śmiech na sali. Kompletnie bezużyteczni niczym sojuszniczy żołnierze w Call of Duty.
Zakupiłem ten tytuł ponieważ skusiła mnie idea otwartego jrpga. Na początku wyobrażałem sobie tą grę trochę jak takie Age of Pirates/Mount & Blade w sosie jrpg i w sumie aż tak się nie pomyliłem. Gdyby wyrzucić z tych gier cały aspekt ekonomiczny, dyplomatyczny i awans w hierarchii i zamienić to na systemy japońskich rpgów to byśmy dostali dokładnie taką produkcję. Problem w tym, że już dawno nie grałem w tak rozbudowany i jednocześnie trudny i skomplikowany tytuł. Omówię tutaj kilka pułapek czekających na nowych graczy w które sam wpadłem.
- Na początku wybiera się postać. Problem w tym, że różnią się one o wiele bardziej niż jak sugeruje gra tylko konkretnym poziomem atrybutów i miejscem rozpoczęcia. Weterani gry sugerują żeby zacząć grę Albertem, bo podobno jego fabuła ma najbardziej liniową strukturę i pomaga się wdrożyć do gry. Ja wziąłem jedną z 'niepolecanych' na początek postaci - Greya. Problemy zaczęły wychodzić w sumie od samego początku: mało kasy, trudne miejsce startowe, mało questów. Dopiero po odpłynięciu stamtąd zacząłem w miarę płynnie poruszać się po mapie i wykonywać questy.
- Kolejnym bardzo dużym problemem są tzw. proficiencies, czyli swoiste skille do wykorzystania w Overworldzie. Możemy mieć przypisane tylko 5 do użycia (niby można je zmienić w trakcie dungeona, ale wtedy ta zmiana zabiera połowę dostępnych użyć), a przydatne są w sumie wszystkie: szukanie skrzyń, szukanie skarbu, wykopanie skarbu (tak, bez tego drugiego możemy go tylko znaleźć, ale nie zdobyć xD), wspinanie, skakanie (bez nich często nie przejdziemy nawet dalej w ważniejszych miejscówkach), wyszukiwanie złóż, wydobywanie złóż (ta sama sprawa co ze skarbami), wyszukiwanie ziół, zbieranie ziół (tak, dobrze myślicie), skille do unikania wrogów itd. itp. Ciężko je dobrze wybrać, a jak pierwszy raz wybieramy się w jakieś miejsce to nie mamy pojęcia czego się spodziewać.
- Bronie się psują (serio) i naprawić możemy je tylko przez wybranie konkretnych opcji odpoczynku w tawernie (płatne i to te droższe). W dodatku, jeśli wpłyniemy w jakikolwiek sposób na broń u kowala, to już nie można jej w ten sposób naprawić xD
- Po rozpoczęciu gry niby możemy poczytać u takich dzieciaków w miastach o podstawowych systemach gry, ale one ledwo dotykają ich powierzchnię. Np. 'u kowala możesz modyfikować broń, ale potem nie będziesz mógł jej normalnie naprawić'. No spoko, ale fajnie byłoby wiedzieć czy w ogóle warto to robić, a jeśli tak to jak do tego podejść.
- Towarzysze. Bez wzięcia kogoś do drużyny ciężko stwierdzić, czy są dobrzy, jakiej broni używają itd. W dodatku często się zdarza, że po jakimś czasie od nas odchodzą. Niektórych łatwiej odzyskać (jak np. Galahada i Miriam u Greya), innych trudniej, a jeszcze inni po wyrzuceniu z teamu (możemy mieć max 5 kompanów) znikają na zawsze. Więc wyobraźcie sobie sytuację, że levelujecie kogoś, kupujecie mu odpowiednie skille (tak, kolejny konieczny wydatek) i ekwipunek i po godzinie gry stwierdza, że się w sumie zwija i teraz go szukaj :P
- Enigmatyczność większości questów. Jasne, są takie dobrze wytłumaczone w stylu: 'potwór siedzi w tej lokacji', 'skarb jest gdzieś w tym regionie', czy 'moja córka zaginęła gdzieś tutaj'. Ale są też kompletne enigmy, jak jakieś z pozoru randomowe opowieści. Pierwszy quest, który zfailowałem (z powodu wzrostu poziomu świata) miał w opisie tylko "Król jest chory", bez żadnych wskazówek odnośnie tego co robić (chyba było tylko coś o jakieś klątwie, ale o jakiejkolwiek miejscówce nie było mowy, a quest dostał status 'failed' już po jakichś 2 godzinach od uzyskania go).
- Co do poziomów świata, to delikatnie zwiększa je levelowanie postaci, ale przede wszystkim questowanie, szczególnie te ważniejsze zadania z bossami (jak zdobywanie fatestonów).
- W przeciwieństwie do w sumie wszystkich jrpgów, grind jest tutaj nie polecany, wręcz karany. Grindując i ulepszając skille zdobywamy takie jakby 'poziomy świata', które nie dość, że wzmacniają potwory to jeszcze często blokują questy na te 'niższe' poziomy. Jeśli nie zdobywamy adekwatnie do tych poziomów lepszego ekwipunku to potwory mogą nas porozwalać jednym ciosem.
- Nie pomaga też fakt, że gra nie jest jakoś ultra popularna, przez co wszystkie poradniki to głównie te ze strony gamefaqs, przedstawione w dosyć surowej formie i objętością przypominające średnich rozmiarów książkę xD A to i tak przeważnie nie obejmujące wszystkich aspektów gry. W dodatku, są tylko po angielsku co też może stanowić problem dla wielu osób.
- Dość powiedzieć, że istnieje bardzo spora szansa, że Wasza pierwsza rozgrywka skończy się solidną porażką na którymś etapie po kilku/kilkunastu godzinach i zderzeniu ze ścianą w postaci za trudnych mobków/bossów. Ja już teraz po ok. 6 godzinach gry miałem problem z jednym bossem (Ghost Ship) i pokonałem go fuksem dopiero po kilku podejściach, wykorzystując efekty statusowe (paraliż/ogłuszenie) i mając nieprzytomną połowę zespołu ;) Mam przeczucie, że w końcu zablokuję się w którymś momencie i będę musiał przerwać historię Greya, żeby na spokojnie zapoznać się z grą jako Albert. Nie zraża mnie to jakoś bardzo, bo teraz już będę wiedział, gdzie jest spora część questów, które są łatwe, gdzie są lepsi towarzysze itd. itp. I co by nie mówić, naprawdę dobrze się w to gra. Jest tu jakaś magia, na pewno spowodowana też solidnym voice actingiem, dobrym soundtrackiem, ciekawą szatą graficzną i solidnym systemem walki.
Gry na razie nie oceniam bo czuję, że na razie tylko 'polizałem' powierzchnię zawartości tej gry. Choć gdybym absolutnie musiał wystawić już teraz ocenę, to przez to zagmatwanie gry wahałbym się między 6 a 7.
Polagowane ścierwo.
- SI towarzyszy dosłownie zabija całą rozgrywkę (nie podąża za graczem, nie reanimuje, zastyga i nie strzela, 90% moich porażek w misjach wynikała z tego, że towarzysze padali jak muchy, nie raz wszyscy po jednym i tym samym granacie)
- Błędy (znikające postacie, zacinki w niektórych napadach, nieskończone działanie granatów ogłuszających)
- Mała ilość różnych napadów
- Sporo beznadziejnej broni
- Masa bezużytecznych postaci
- Powtarzanie w kółko tych samych misji (roguelite jako główny tryb to idiotyczny pomysł)
- Praktycznie nikt nie gra w tryby online
- Tryb coop to te same misje z głównego trybu tylko ułożone w niby mini kampanie
Żałosne gówno. Szkoda kasy, nawet dla dużych fanów Paydaya.
Kolejna sytuacja w której nie mam pojęcia skąd dla gry wzięły się tak wysokie oceny. W ostatnim czasie sporo gram w jRPGi. Powiem nawet więcej: stały się one moim nowym ulubionym gatunkiem. Podoba mi się połączenie epickiej historii ze względnie prostymi systemami. Zdążyłem już ukończyć nowe Star Ocean, całą serię Cold Steel, a także kilka Yakuz (choć to akurat podchodzi pod ten gatunek tylko trochę). Dla tego moje pytanie brzmi: co Wam się tak podoba w FF7:R? Co Was skłania do wystawiania ocen powyżej 6? Grałem w oryginalne FFVII i powiem szczerze, że tak wysokie oceny wystawiają chyba tylko osoby dla których to pierwsze jRPG w życiu. Paradoksalnie, na obecną chwilę (jestem w połowie gry) ciężko mi znaleźć gorszego jRPGa w jakiego grałem.
Plusy:
+ Ścieżka dźwiękowa
+ Miejscami grafika
+ Niektóre minigierki
+ Miejscami system walki (przy niektórych zwykłych przeciwnikach czuć uderzenia i reakcje na trafienia)
+ Kilka rodzajów broni dla każdego bohatera
+ W większości voice acting (grałem po angielsku)
Minusy:
- System walki stoi w rozkroku pomiędzy nudą i prostotą, a przekombinowaniem. Konieczność trzaskania zwykłych ataków, żeby użyć specjalnych umiejętności, czarów czy nawet miksturek (!) uważam za kretyńską. Poza tym, system walki niby zgrywa zręcznościówkę, a tak naprawdę ciężko dokładnie wymierzyć uniki czy ataki.
- Rozrzut graficzny: dobre modele głównych bohaterów vs modele randomowych NPCów sprzed 10 lat.
- Tła 2D w mieście. Wygląda to żałośnie. Halo czy Destiny to to nie jest.
- Chyba żaden jRPG nie był osadzony w tak nudnym miejscu jak Midgar. Jasne, działało to jako 10 godzinny wstęp w oryginalnym FFVII, ale jako miejscówka na 30/40h? Nie.
- Monotonność lokacji: złomowiska, fabryki, reaktory, miasteczka ze złomu. Super.
- Liniowość, po stokroć liniowość. Jeśli ktoś jeszcze zarzuci FFXIII, że było liniowe to niech łaskawie sam sobie strzeli plaskacza w ryj. W FFXIII przynajmniej chciało im się dopieścić wygląd tych liniowych lokacji.
- Wydłużanie rozgrywki. Tak to jest jak 10h gry stara się wydłużyć czterokrotnie. Co my tu mamy:
~ Side questy. Jak to wygląda w praktyce? Wchodzimy do lokacji zbudowanej na zasadzie prostokąta z czterema wyraźnymi krótkimi odnogami po kątach. Bierzemy side quest nr 1 i idziemy do pierwszej odnogi. Bierzemy side quest nr 2 i idziemy do drugiej odnogi. Ba, czasami nawet w ramach side questów wracamy raz jeszcze do lokacji z głównych etapów. Cholera, gry z roku 2000 miały już bardziej wymyślne i angażujące zadania poboczne.
~ Walki z niektórymi bossami na kilkanaście-kilkadziesiąt minut. Fazy bossa, blokada obrażeń, długie animacje ataków.
~ Całe niepotrzebne sekwencje, które zamiast być kilkuminutowym momentem przejściowym stają się całym rozdziałami (np. Rozdział 8 z Aerith, czy też "atak" na drugi reaktor podzielony na jakieś 3-4 rozdziały).
~ Długie animacje wspinaczki, kucania, przechodzenia przez wąskie otwory. God of War, Uncharted, Outriders - te gry mogą być dumne.
~ Sekwencje zwidów/snów - check
~ "Miasto" zbudowane z dłuuuugich korytarzy? - check (nie mam ogólnie nic do liniowych gier, ale tutaj to aż boli)
- Ultra ubogi system ulepszeń z naprawdę nikłą dowolnością
- Dziwne zmiany fabularne. Tak jak ktoś już pisał na tym forum: trafniejszym tytułem niż ''Remake'' byłoby ''Reimagined''. Albo w sumie nawet ''Reworked''. To ma mniej więcej tyle wspólnego z oryginalnym FFVII, co np. nowy film Mortal Kombat ma wspólnego z grą.
- Zawrotna ilość 4 grywalnych postaci (nie liczę dodanej Yuffie), w porównaniu np. do 10 w SO The Divine Force czy kilkunastu w serii Cold Steel. Jasne, różnią się one dosyć sporo, ale w SO też tak jest, a postaci jest dwa razy więcej.
- Niesympatyczni bohaterowie i ich zmiany charakterów względem oryginalnej gry. Ciężko w sumie sympatyzować z grupą terrorystów niszczącą reaktory przy sektorach mieszkalnych. I w sumie jaka jest ich motywacja? Impulsywny i agresywny przywódca grupy twierdzi, że "słyszy głosy planety". Koresh to przy nim mały miś. W sumie jestem w połowie gry i nadal nie do końca wiem, co takiego złego robi ta korporacja poza "wysysaniem esencji Ziemi" (słowa Barretta). W ogóle ciężko tu kogoś polubić. Suchego i dupkowatego Clouda? Dziwnie nakręconą Jessie? W sumie to tylko Tifa ma jakieś realne wątpliwości co do tych akcji. Może jeszcze Wedge i Briggs są w miarę sympatyczni. A co do zmiany charakterów: co oni do cholery zrobili z Aerith?! W oryginał grałem dawno, ale zawsze zdawała mi się taką dobrą i spokojną osobą. Tutaj natomiast wydaje się egocentryczką, zafiksowaną na punkcie tego jak jest dobrą osobą (cytaty typu "I am so generous" odnośnie pomocy gościowi w knajpie). W dodatku ten jest agresywny flirt względem Clouda i ogólnie ta jej "zawadiackość". W ogóle czasami zamiast być taka sympatycznie-nieogarnięta, wydaje się bardziej łapać w jakieś spektrum autyzmu. Totalnie nie pamiętam czegoś takiego w oryginale.
- Fabuła też delikatnie mówiąc wlecze się jak Moda na Sukces. To, co wydarzyło się przez 8 rozdziałów można streścić w dwóch-trzech zdaniach.
- Podział oryginału na 3 części. Mam nadzieję, że nie muszę wspominać jaki to jest skok na kasę, nawet jak na Squeenix. I nie obchodzą mnie przygłupy mówiące "ale pszeciesz ta gra jezd prafie tag długa jag FFVII". Może i tak, tylko co z tego, skoro gdybym miał opisać tą grę dwoma słowami były by to "ultymatywny zapychacz". Coś jak odcinki The Walking Dead w połowach pierwszej i drugiej części sezonu. Widzę w tej grze też straszne podobieństwo do Ground Zeroes, w sensie, że mamy wrażenie grania w taki prolog do czegoś większego.
PS: Moja ocena gry to 4. 5.5 wybrałem przez przypadek, a teraz nie mogę jej zmienić. To tak FYI.
Call of Duty - kiedyś moja ulubiona seria. Obecnie? Zaryzykowałbym, że obok barachła wydawanego przez ubisyf, CoD to największe ścierwo na rynku. Nowe MW2 było moim ostatnim podejściem do tej serii. Nadzieja, że najpopularniejszy FPS na rynku dorówna tym wszystkim wysokim ocenom szybko prysła i z miejsca pokazała jak nic nie warte są dzisiejsze recenzje. Według mnie, jest to spokojnie najgorszy CoD jaki kiedykolwiek powstał. Co prawda, ostatnim dwóm częściom (Cold War i Vanguard) też niewiele brakuje do tego miana, ale one przynajmniej broniły się trochę trybem Zombie i niektórymi, dobrymi pomysłami na kampanie (CW - szpiegowska otoczka, Vanguard - kilku bohaterów i ich historie). Tymczasem, MW2 to porażka na całej linii. Nie oceniam trybu Warzone, bo nie jest mi po drodze z tą dziecinną bieganiną zwaną battle royale.
Plusy:
+ Jak zawsze dobry voice acting, szczególnie duety Soap&Ghost i Gaz&Price. Dobrze się ich słuchało wraz z tymi ich akcentami.
+ Postać Alejandro. W sumie jedyny w miarę ludzki bohater.
+ Ilość trybów w multi
Minusy:
- Najgorsza kampania w serii. Nie zagrało tu prawie nic. Niby wydaje się długa na tle innych części, ale tak naprawdę to tylko dzięki dużej liczbie relatywnie długich scenek i przede wszystkim przez kilka niemiłosiernie wydłużonych misji (''Alone'' z craftingiem, misja w kamuflażu, cholernie długi pościg).
- To chyba pierwszy CoD w którym też miałem wrażenie, że nie dano mi wystarczająco postrzelać. Na 17 etapów może ze 3-4 skupiają się na strzelaninach, reszta to w większości misje skradankowe lub jakieś inne ''wymyślacze'' (aż 2 misje w AC-130? Serio?).
- Kretyńska konstrukcja/podział misji. Na te 17 etapów, ok. 1/3 to etapiki na dosłownie 5 minut. Z kolei te 2-3 długie poziomy które wymieniłem wcześniej potrafią trwać 30-40 minut. Jest to naprawdę dziwne, szczególne w porównaniu do oryginalnych MW, gdzie większość misji miała podobny czas trwania.
- Przewidywalna fabuła. Naprawdę nie wiem jaki jest sens remixować fabuły oryginalnych MW, zamiast po prostu zrobić nowe historie z Pricem i nowymi bohaterami. Na cholerę znowu wciskać Gaza, Ghosta czy Soapa jak i tak nie są tymi samymi postaciami co w MW 1-3 (np. Kevin Mckidd już nie podkłada głosu Soapowi)
- Postać Valerii. Tak sfrustrowanej egocentrycznej suki nie widziałem w grach już dawno. Do samego końca miałem nadzieję, że w tej krzywej mordzie wyląduje kulka lub dwie.
- W ogóle tych nowych i starych mechanik jest tak zatrzęsienie (AC130, crafting, jeżdzenie, pływanie), że te 5h kampanii przypomina bardziej zbiór showcaseów z Army 3 (czyli takich pokazówek różnych scenariuszy) niż jakiś samodzielny byt
- Fakt, że "recenzenci" piszą, że ta kampania jest lepsza od oryginalnych części MW dowodzi, że albo ktoś tu jest oderwany od rzeczywistości, albo miał ładnie posmarowane za takie brednie. Sam stwierdzam, że nawet te teoretycznie słabsze kampanie (np. Ghosts czy BO III) są o niebo lepsze, bo przynajmniej miały jakąś zdefiniowaną koncepcję/pomysł, a nie były takim nijakim zbiorem minigierek.
- O Coopie szkoda gadać. Nędzne kilka misyjek w pseudo-otwartych lokacjach (na oko, wyciętych z trybu Warzone). W dodatku granie z randomami-debilami przyprawia o ból głowy. Masa idiotów, którzy gdzieś szybko biegną zostawiając nas samych w tyle, po czym lądują w środku walki, giną i pingują jak po*ebani, żeby ich podnieść, pomimo faktu, że otacza ich kilkudziesięciu wrogów.
- Multi z każdą kolejną częścią też staje się coraz większą pożywką dla dzieciaków z ADHD i cheaterów. Przy tej części już oficjalnie stwierdziłem, że to nie dla mnie. Mapy są okropne. Na kilkanaście lubię może ze 3 (Dome, Shipment, w który nikt nigdy nie gra i może jeszcze to blisko wschodnie miasteczko ze straganami po środku). Te inne, większe mapy okupuje stado aimbotów, które zdejmie was ze snajperki sekundę po tym jak ich zauważycie.
- Kretyński system odblokowania rzeczy. Np. żeby odblokować jedno SMG, muszę wbić 16 poziom karabinem wyborowym. Czyli np. mam grać klasą broni, której nie lubię, żeby odblokować całkiem inny rodzaj broni? Parafrazując gościa z Postala: "co za po*jeb to projektował?!"
- Tak samo: cały interfejs/menu jest tak nieintuicyjny jak to tylko możliwe. Np. żeby zagrać w kampanię muszę uruchomić normalnie grę, wybrać jako grę MW2 (tak, trzeba jeszcze specjalnie wybrać tą grę spośród innych w menu), zjechać na saaaam dół, kliknąć w kampanię, po czym odpala nam się jakieś osobne .exe dla kampanii. Nie można np. wybrać już kampanii podczas uruchamiania gry przez Battle.net
- Różne błędy w kampanii: prześwitujące przez obiekty światła, crashe, dziwne cienie.
- Okropny kod sieciowy. Kilka razy zdarzyło mi się, że gra nie chciała się uruchomić, bo nie mogła się połączyć z CoDowym serwerem (a net działał mi bez zarzutu). W multi ping też nie raz potrafi ostro skakać
A ja sobie właśnie w gierkę pykam i tylko powiem, że wasza strata, bo gra się mega miodnie :)
Mam nadzieję, że premierę Stalkera i zremasterowanego Sherlocka też zbojkotujecie, bo te studia też mają kilku Rosjan w składzie. Aha, i skasujcie też kartę World of Tanks z encyklopedii, bo to przecież ruSSka gra. Co z wami onuce? :)
"Po pierwsze, można strzelać w ruchu, co generalnie nie jest jakąś wielką niespodzianką, bo Capcom trzyma się tej zasady od remake’u „dwójki”, ale z perspektywy weteranów „czwórki” jest to nowość totalna."
Warto się trochę rozeznać w historii serii, żeby nie pisać takich baboli. Strzelanie w ruchu pojawiło się pierwszy raz przy RE Revelations, a zaraz potem w RE 6, grubo przed remakiem dwójki. Potem było jeszcze Revelations 2 i 7, oba ze strzelaniem w ruchu.
Dawno już nie zdarzyło mi się, żeby oceniać grę po niecałych dwóch godzinach gry, ale dla tej abominacji specjalnie zrobię wyjątek. Cała gra przypomina śmietnik, coś stojącego w niezręcznym rozkroku pomiędzy RPGiem, h''n''s, survivalem, RTT i roguelitem. W dodatku całość wygląda jak budżetowy Hard West. Zresztą sama gra wygląda jak jakiś prototyp, który dopiero będzie doprowadzony do jakieś konkretnej, skondensowanej wersji.
Plusy:
+ Głos i dialogi narratora
+ Ogólnie styl graficzny
+ Swoboda w poruszaniu się postaci (skoki, przewroty, skradanie)
+ Samo skradanie potrafi dać trochę satysfakcji...
Minusy:
- ...chociaż jest niemiłosiernie prymitywne i banalne
- Tak jak pisał już na górze RipRoy, strzelanie mija się z celem. Nie dość, że strzelaniny są stosunkowo nudne, to są jeszcze kosztowne (koszt naboi i odzyskania utraconego HP). W dodatku, już dawno nie grałem w izometryczną strzelaninę z tak kiepskim modelem strzelania. Tragedia.
- Poza narratorem prawie całkowity brak voice actingu
- Bieda-poker w formie tekstówki zamiast minigierki
- Malutki ekwipunek
- Mnóstwo niepotrzebnych/nieprzemyślanych mechanik (rzucanie itemami, zakopywanie i odkopywanie ciał)
- Kompletnie nieinteresująca fabuła, szczególnie w porównaniu do świetnie napisanego Hard Westa
- Ultra generyczne i nudne mapki
- Zero zapadającego w pamięć soundtracku
- Napchanie idei woke do gry: przez pierwszą godzinę spotkałem więcej czarnoskórych i azjatów niż białych. Na dzikim zachodzie (tak, tak, wiem, że to ''weird west'', ale dobrze wiemy co było dla niego podstawą). Szeryfem w pierwszym mieście jest oczywiście czarnoskóra kobieta. "So brave and bold". Czy to naprawdę musi być aż tak żałośnie bezczelne?
Przyznam szczerze, że od czasu zagrania w niektóre ekskluzywne tytuły Sony, takiej porcji lewackiej propagandy chyba jeszcze nie widziałem. Poważnie. Upchanie takiej liczby wysilonych i żenujących momentów na te nędzne 3-4 godziny kampanii zasługuje na najwyższe uznanie.
Pozwolę sobie przedstawić kilka przykładów takich scen/dialogów. Te "ważniejsze" oznaczę jako spoiler, ale raczej nic kluczowego tu nie zdradzę (nie żeby fabuła była jakaś super zaskakująca).
W grze mamy czwórkę grywalnych postaci. Czarnoskórego brytyjczyka, rosjankę, australijczyka i amerykańca. Czarnoskóry jest oczywiście dowódcą, a rosjanka "jego najlepszym żółnierzem" (cytat). Australijczyk i amerykaniec to tylko napalone, nakręcone byczki, w kółku instruowane przez pozostałą dwójkę.
Paradoksalnie, czarnoskóry Arthur nie jest tutaj aż takim problemem. Jako postać ujdzie, chociaż to, że jego jedynym powodem do zabicia psychopatycznego niemca jest jego rasizm, jest akurat naprawdę żałosne i egoistyczne (naziści mieli na sumieniu o wiele poważniejsze grzeszki, jak, no nie wiem, ludobójstwa, obozy koncentracyjne, zabijanie cywilów itd. itp.)
Największym chodzącym cringem jest tu pani ruska. W skrócie mogę ją opisać jako chodzący szablon z nowego kina feministycznego: agresywna, wiecznie wku*wiona, gardząca mężczyznami. Tak okropnie napisanej żeńskiej postaci chyba jeszcze nie widziałem. Jej cytat: "gdybym czekała aż mężczyźni podejmą w końcu decyzje, to nic bym nigdy nie zrobiła". Powiedziała babka z kraju w którym traktuje się jak bogów mężczyzn takich jak Lenin, Stalin czy Putin. Inna sytuacja: siedzi zamknięta w pierdlu razem z resztą bohaterów. Niemiec chce ją wziąć na przesłuchanie. Australijczyk zasłania im drogę mówiąc, że najpierw muszą go załatwić. Jak reaguje ruska? Przepycha go chamsko na bok wychodząc grzecznie do niemców i mówiąc "po prostu zejdź mi z drogi". Pytam się poważnie, jak ktoś kto napisał coś takiego może nazywać się scenarzystą? Jak mam się utożsamiać z postacią, która jest nierealnie dobra we wszystkim, a jej jedyną cechą charakteru jest to, że nienawidzi mężczyzn?
spoiler start
Przyznam szczerze, że scena rozwalenia jej gęby przez przesłuchującego niemca wywołała u mnie niezdrową satysfakcję. Jeśli czuję radość na wskutek tego, że "zły" uszkodził "dobrą" to chyba coś tu jest nie tak z napisanymi bohaterami, czyż nie?
spoiler stop
Już pomijam tutaj fakt pominięcia bestialstwa rusków. World at War było pod tym względem o niebo lepsze.
Niemcy to też oczywiście: psychopaci, narcyzi i brutale. Nie dowiemy się nic o ich motywacjach. Po prostu mają być źli.
spoiler start
Jest jeszcze taka jedna misja w której nasz amerykaniec wraz ze swoim meksykańskim kumple zostaje złapany przez japończyków. Kto przychodzi im na ratunek? Tzw. "colored regiment", czyli dywizja złożona z samych czarnoskórych. Tak mnie zaciekawił ten temat, że aż zrobiłem mały "research" czy coś takiego faktycznie istniało. Dość powiedzieć, że jedyne wzmianki o "United States Colored Troops" pochodzą z czasów Wojny Secesyjnej. W dodatku po "uratowaniu" naszych bohaterów, czarnoskórzy stwierdzają na początku, że zostawią białego "bo będzie ich spowalniał" (bohater jest ranny w tym momencie). Oczywiście walić słynne powiedzonko marines "nie zostawiamy swoich". Szczytem rasizmu wobec białych był w tej misji moment w którym czarnoskóry dowódca stwierdził, że biały amerykaniec ma się po prostu poświęcić dla reszty. Bez żadnego kontekstu dlaczego to ma być akurat on. Już nawet nie wspomnę o fakcie, że ci czarni traktują naszego bohatera jak gówno, a on co chwilę ma udowadniać im swoją wartość. Uznany pilot, rzucił się na ratunek kumplowi chociaż był ranny, a ci traktują go jak śmiecia tylko dlatego, że jest biały. Dam głowę, że jest na taką nieuzasadnioną niechęć do bliźniego jakieś określenie. "Ale po co o tym mówić? To niedobra jest!"
spoiler stop
Ehhh, miałem mieszane odczucia do tej gry dopóki nie doszedłem do aktu trzeciego. To, co ci idioci odwalili z balansem poziomu trudności woła o pomstę do nieba. Sam nie wiem na ile to wina twórców gry, a na ile kretynów odpowiedzialnych za system Pathfinder. Ja wiem, że on W TEORII wywodzi się od trzeciej edycji D&D. Problem w tym, że przygłupy które za niego odpowiadają wyznają zasadę "więcej, niekoniecznie lepiej". Tak więc, w porównaniu do D&D mamy dosłownie całe szambo mechanik, multum klas, broni i zaklęć. Tylko że to multum opcji wcale nie dodaje jakiejś głębi grze. Zresztą taki sam syf panuje w opisach klas/skill, raz zwracając się do naszej postaci 'he', a raz 'she' (no bo po co to ujednolicić wybierając jedną płeć do opisów?).
W akcie trzecim skok poziomu trudności jest niewyobrażalny. Wcześniej, tylko czasami wczytywałem przy jakichś krytycznych porażkach. Teraz, RNG wdaje się we znaki jak cholera. Co chwilę mam jakąś walkę, gdzie przy pierwszym podejściu, po długiej batalii, wróg mnie pokonuje, a przy drugiej próbie ja załatwiam go criticalami w 5 sekund, wychodząc z walki bez szwanku. Problem w tym, że przy bossach i minibossach już tak dobrze nie ma. Zresztą, czytałem już komentarze na necie, jak goście pytali się, czy gdzieś dobrze poszli, bo boss ich masakruje. Niestety, twórcy nie przewidzieli takiej zaawansowanej technicznie rzeczy jak jakieś rekomendacje poziomu dla konkretnych lokacji. Do tego momentu grałem na normalu, który wydawał się tylko delikatnie trudny. Teraz próbowałem kilka razu przełączyć się na poziom 'casual' (drugi najłatwiejszy), ale wtedy walki są wręcz żałośnie łatwe, niczym słynne Korwinowe "szachy dla debili". Natomiast, wszelkie próby walki z trudniejszymi przeciwnikami na normalu kończyły się źle. Co z tego, że każdy w moim teamie ma topowy pancerz, dobre bronie i zostawione "pre-made buildy" żeby ich nie zepsuć. Nie ważne ile buffujących spelli nałoże na mój team, padają praktycznie w takim samym czasie. Nie ma tu w ogóle miejsca na jakąkolwiek taktykę. Już nawet nie wspomnę o przeciwnikach wywołujących jakieś efekty stanu jak oszołomienie/omdlenie. W grze nie ma ani słowa jak tego uniknąć/czy jak z tym walczyć. To wygląda czasami po prostu tak, jakby gra nie chciała, żebym wygrał jakąś walkę.
Naprawdę, szkoda nerwów.
Jestem w około połowie gry, więc oceny jeszcze nie wystawię, ale chciałbym się podzielić paroma przemyśleniami (głównie negatywnymi).
Ogólny problem z tą grą jaki mam jest taki, że moje nastawienie do niej skacze jak cholerna piłka do siatkówki. Od "kurczę, ta gra jest świetna!" do "ehhh, czemu to się tak wlecze?".
W skrócie:
- Mnóstwo osób to pisało, ale i tak to powtórzę: cały tryb krucjaty jest niepotrzebny. Jasne, dodaje to trochę rozmachu wydarzeniom, walki wykonane są poprawnie, ale kiedy w trzecim rozdziale doszła do tego jeszcze rozbudowa fortów i bazy oraz bawienie się w to głupie zarządzanie z dekretami, przez co cały czas trzeba biegać z powrotem do bazy (polecam z miejsca wybudować w Drezen Teleportation Circle), to już naprawdę poczułem się zmęczony. W końcu gram w RPGa czy w jakieś Grand Strategy?
- Mnóstwo szajsu do złupienia i zabrania od wrogów. Sprzedaż tego to jedyne źródło dochodu, a taszczenie (przy limicie wagi) ilości ekwipunku którego nie powstydziłby się rozbudowany hack'n'slash również szybko robi się żmudne.
- Ogólny chaos w ekwipunku i opisach przedmiotów. Jest taka zakładka z przedmiotami do sprzedania (przynajmniej teoretycznie). Problem w tym, że tylko przy części jest taka mała notka, że kupcy dadzą za to dobrą kasę. Niektóre przedmioty nie mają opisu. To mogę je sprzedać, czy nie? Będą potrzebne do questów, czy nie? Z kolei przy jeszcze innych przedmiotach jest ta notka o kupcach, ALE jest jeszcze dopisek, że tych itemów używa się też przy niektórych czarach. Masakra. A oprócz tego jest jeszcze masa innych zakładek w ekwipunku.
- Jakość towarzyszy. Na początku, prawie każdy wygląda ciekawie, ale potem 3/4 okazuje się nudne. Seelah i Lann po początku nie mają za wiele do roboty, Camelia denerwuje z tą swoją przeciąganą tajemniczością, Woljif w końcu staje się męczący, a Nenio jest taka od początku do końca. Na drugim biegunie mamy bardzo dobrą Arushalae, Ember, świetnego Regilla czy chyba najlepiej rozpisanego towarzysza w tej grze, czyli Daerana. Straszny rozrzut jakościowy.
- Rozrzut jakościowy jest też w projekcie lokacji. 3/4 jest malutkie, natomiast reszta to znów ultra rozbudowane kompleksy, których pokonanie może zająć całkiem długo. Bieganie po tych większych lokacjach też potrafi zdenerwować (szczególnie jeśli mamy jakiś duży budynek i każde wejście na piętro, balkon czy dach wczytuje się osobno), ale głównie irytują mnie te mniejsze lokacje. Zasuwam na drugi koniec mapy świata, żeby sprawdzić jakąś lokację z której wychodzę po 5 minutach. Serio?
- To chyba pierwsze cRPG w które grałem, a w którym towarzysz-krasnolud jest słaby. Szkoda, że większość ścieżek mitycznych uniemożliwia rekrutację 'tego ciekawszego' krasnoluda
- Postacie męczą się epicko szybko. W tych większych lokacjach (czy w trakcie dłuższych podróży po mapie świata) musiałem rozbijać kilka obozowisk, żeby ich ogarnąć.
- Ogólnie zawsze byłem fanem D&D, a przy nim system Pathfindera wygląda na jakiś śmietnik. Wszystkiego tu jest za dużo przez co obrywa jakość i czytelność gry. Walka wydaje się mega chaotyczna. Nie wiem, ile musiałbym grzebać w czarach i skillach (których jest od groma), żeby wyłowić jakąś optymalną kombinację. Jeśli ktoś wybrałby tą grę na swoje pierwsze cRPG to powodzenia. Opisy czarów/skilli też są głównie beznadziejne. Używają zaawansowanego, technologiczno-papierowego żargonu ('feat', 'touch attack', 'base attack bonus', 'hit dice', 'saving throws') i choć każdy z nich ma swój wpis w tutejszej encyklopedii, to w moim przypadku musiałbym sprawdzać te definicje 3-4 żeby w pełnić zrozumieć właściwości jakichś bardziej kompleksowych umiejętności.
Jak napisał ktoś na forum Steam: "well made, poorly implemented".
W maksymalnym skrócie:
Plusy:
+ Postacie są w porządku (szczególnie Bill i Laughing Deer)
+ Styl graficzny się broni
+ Ścieżka dźwiękowa, choć niewielka, też jest niezła
+ Całkiem dobry voice acting...
Minusy:
- ...którego wzorem "większych" RPGów jest dosyć mało (tylko nieliczne linie dialogowe są udźwiękowione)
- Wybór uzbrojenia jest raczej marny
- Tak samo zresztą jak liczba bohaterów ("aż" 6)
- Liczba skilli też jest raczej marna (większość bohaterów ma tylko jeden w trzech ulepszonych wersjach)
- Stosunkowo krótka (22 niemiłosiernie przeciągane walki)
- Żaden side quest nie zawiera walk. Jest kilka polowań na przestępców, ale absolutnie wszystkie rozwiązują się przez dialog.
- Pod względem całościowego balansu gry, jest to prawdopodobnie najgorsza turn-based tactical game w jaką grałem. Leży tutaj wszystko.
-- Sporo broni jest ultra bezużytecznych. Większość ma jakieś kretyńskie handicapy jak "mniej wymaganych punktów do użycia, ale mniejsze obrażenia" albo "większe obrażenia, ale broni można użyć tylko raz na turę". Tak samo akcesoria, np. jedno, które w każdej turze zadaje nam 1 dmg
-- System Bravado "nagradzający" dodatkową turą gracza za zabicie przeciwnika. Jest to skrajnie idiotyczny koncept, który sprawia, że gra robi się bardzo łatwa albo bardzo trudna. Na steamowych forach większość graczy porównuje HW 2 do łamigłówki niż do gier taktycznych i jest w tym sporo racji. Cała idea walki sprowadza się do wymyślenia, jak masowo zabijać wrogów żeby zgarnąć dodatkowe tury.
-- Ten nietrafiony koncept dodatkowo wzmaga projekt rozgrywki. Jest sporo rodzajów wrogów leczących swoje HP do pełna w trakcie swojej tury (jeśli nie zdążymy ich ubić), są wrogowie rzucający dynamitami wywołujący krwawienie i raniący kilku "naszych" na raz. Są też wiedźmy przywołujące dodatkowych wrogów. Ubaw po pachy.
-- Przez te chamskie zagrywki, struktura gry sprowadza się do ciągłego save&load. Głównie przez to, że po wejściu do nowego obszaru chmara wrogów potrafi magicznie zacząć wyłazić zza krawędzi mapy.
-- Balans naszych bohaterów też jest do bani. Połowa, czyli Carter, Flynn i Laughing Deer jest użyteczna od samego początku, nawet bez żadnych ulepszeń. Z kolei, np. Cla'lish i Lazarus są na początku bezużyteczni i dopiero z ulepszeniami stają się poważnymi graczami.
-- Poziomy trudności to kolejna sprawa wątpliwego balansu. Mamy easy, hard i nightmare. Nie ma normala. Jestem słaby w turówki, ale na początek wybrałem hard i się mocno na tym przejechałem. Walki potrafiły trwać godziny, a gra stałem się naprawdę męcząca (polecam poczytać wątki na Steamie o trudności tej gry, szczególnie o misji Calla Calla czy Served Cold). W połowie gry przełączyłem się na easy, ale wtedy gra stała się znowu banalna. Słowem: balans ssie. Naprawdę przydałyby się poprawki i normalny poziom trudności.
- Sama fabuła też jest raczej słaba. Początek jest obiecujący, ale historia wydaje się urwana i na szybko poprowadzona do "końca". Użyłem cudzysłowu, bo końcówka przypomina mi trochę King's Bounty 2 i też zostawia solidną furtkę do DLC. Poza tym, gra ma tylko trzy rozdziały (w tym ostatni to taka połówka poprzednich), a wybór dialogów z towarzyszami sugerował, że będzie ich aż pięć (nasi towarzysze mają właśnie pięć rang zaufania - ally, partner, friend itd. - i każdej z nich odpowiada numer chapteru, więc przy ostatnie widnieje "Chapter 5"; ewidentnie widać, że długość gry poszła pod nóż w trakcie prac). W trzecim rozdziale w ogóle nie czuć zbliżającego się końca, a dwie finałowe misje pojawiają się w sumie znienacka,
Na koniec jeszcze tylko ciekawostka: gra nie została zrobiona przez tych samych ludzi co "jedynka". Tak, nadal robiło to Polskie studio, ale tym razem za produkcję odpowiada studio, które zrobiło tylko dosyć nieudaną grę Re-Legion. To akurat bardzo tłumaczy jakość tego sequela.
Grę już praktycznie kończę i może wkrótce napiszę coś o ogólnych wrażeniach. Dzisiaj chciałem tylko napisać małe ostrzeżenie.
Jeśli ktoś nie lubi wciskania na siłę LPG i SJW do gier/książek/filmów to doradzałbym zastanowić się nad zakupem. Jeśli jest to umiejętnie zrobione, to nie mam nic przeciwko. Aczkolwiek, tutaj ktoś ostro przegiął i w sumie nie mam pojęcia, co właściwie chciał ktoś osiągnąć.
W skrócie:
- Poza postacią Valentine'a granego przez Samberga w całej grze jest tylko dwóch istotniejszych białych NPC. W dodatku, obaj to powracające postacie.
- Questów w grze jest bardzo mało. Zdecydowana większość z nich obraca się wokół homoseksualnych związków. Serio. Kilka przykładów. Lesbijka farmerka prosi o pomoc w romansie z lesbijką alchemiczką. Lesbijka-wąż chce zrobić miksturę miłości dla innej lesbijki-węża. Przez dwie lokacje ciągnie się wątek dwóch gejów-piratów. W sumie to pamiętam tylko jedną ważniejszą i jedną marginalną parę hetero, którą zabijało się w side queście. Żałosne.
- Wszyscy drugoplanowi biali NPCe giną w żałosny sposób. Naprawdę, wydaje się to kretyńsko wymowne. Już w BL3 ludzie narzekali, że w sumie wszyscy faceci przedstawieni są jako niekompetentni idioci i comic-reliefy. I tylko żeńskie postacie jak Lilith, Maya czy znienawidzona przez wszystkich Ava miały realną moc sprawczą.
- Jedną z głównych postaci jest dziwny, niebinarny gość (cokolwiek to znaczy).
- Tiny Tina okazuje się lesbijką. W dodatku w kółko odnosi się do graczy jako "girl", co jest irytujące, szczególnie przy graniu facetem.
- W kreatorze też mamy możliwość stworzyć nieokreśloną postać. Tylko co z tego, skoro pula głosów ewidentnie dzieli się na żeńskie i męskie? Czy Gearbox zna swojego docelowego odbiorcę? Podpowiedź, to nie netflixowe nastolatki.
Główny problem tkwi w tym, że Borderlands to zawsze była prześmiewcza seria i naprawdę nie rozumiem co twórcy chcieli osiągnąć takim nagromadzeniem irytujących wątków. Dopasowanie się do nędznej mody na LPG? W grze takiej jak BL wygląda to totalnie nie na miejscu i przypadkowo sprawia wrażenia, jakby ktoś tutaj robił sobie żarty, że wszyscy są gejami i lesbijkami (a to niestety, raczej nie o to chodziło). Nie mam pojęcia co o tym myśleć, poza tym, że nie kupię już kolejnej części.
W sumie dorzuciłbym jeszcze kilka minusów odnośnie tego nędznego singla:
- Te największe mapki w każdej kampanii to też delikatnie przerobione mapy z multi
- Niektóre lokacje są dosyć spore, ale żadnej mapy nie dostaniemy (tylko bezużyteczny kompas)
- Sporo razy miałem błąd przy zmianie broni, że nie mogłem strzelać
- Zdecydowanie zbyt mało strzelania na FPS. Mapy są duże, a wrogów jest garstka
- Wyzwania są po prostu głupie i nie dość, że nie da się zrobić wszystkich za jednym podejściem to jeszcze sporo z nich wymaga naprawdę sporo samozaparcia od gracza (np. "wysadź wszystkie beczki" na sporej otwartej mapie" albo "zniszcz wszystkie reflektory")
- Nacisk na skradanie, kiedy ten system jest tak słaby też dowodzi partactwa twórców
- Zbierania listów na otwartych mapach bez zaznaczonych ich lokacji po prostu nie rozumiem. W drugiej afrykańskiej misji rozglądałem się za nimi celowo, a znalazłem 1 z 6. Kpina
- To jak bronie są bezużyteczne najlepiej widać właśnie w singlu - np. Tommy Gun w kampanii afrykańskiej. Jaki to ma zasięg, 2 metry?
- Ogólnie, nadal ciężko to nazwać kampanią single player. To wszystko przywodzi mi bardziej na myśl wyzwania typu "showcase" z Army III (czyli takie bardziej "prezentacje rozgrywki" niż aktualna rozgrywka)
- Szkoda też, że twórcy wzięli na tapetę jakieś marginalne starcia z II wś. Przez to ma się też wrażenie, że gramy w jakiegoś expansion packa, a nie w główną kampanię.
- Krótkość i miałkość tych "kampanii" jest aż tak okropna, że w sumie myślę, że ilość tego co się dzieje w całych tych kampaniach jest mniejsza niż w jednej misji jakiegokolwiek CoDa czy nawet w takim MoH:AA. Nie wiem, jaki jest sens w dzieleniu całej fabuły na kilka historii jeśli każda z nich jest tak krótka i niesatysfakcjonująco poprowadzona. W kampaniach w BF 1 przynajmniej były jakieś lepsze historie, trochę sprawniej poprowadzone (choć nadal z pośpiechem), jak np. ta lotnika, Gallipoli czy załogi czołgu. Tutaj widać było, że jedynym kryterium było odhaczenie tych przysłowiowych 4h singla, bez żadnych ambicji
Cytując Dewey'a: "I expected nothing and I'm still dissapointed".
W maksymalnym skrócie:
Plusy:
+ Frostbite wciąż daje radę (tzn. gra wygląda bardzo dobrze)
+ Rozgrywka w multi jest bardzo płynna (chociaż nie posiadam jakiegoś mocnego komputera)
Minusy:
- Nie mam pojęcia co jest nie tak z grafiką/oświetleniem/kolorami, ale na mapach jest strasznie ciężko wypatrzyć nieoznaczonych wrogów, szczególnie jeśli upodobali sobie campienie w krzakach/klifach/skałach
- Ilość cheaterów przewyższa jakąkolwiek grę multiplayer w jakie grałem. W nowszych CoDach też jest ich zatrzęsienie, ale tutaj wyprawiają nieporównywalnie większe szkody rozgrywce. W sumie to śmieszne, że to druga najnowsza gra DICE, a twórcy nic z tym nie robią
- Społeczność też jest stosunkowo okropna. Medycy nie leczą, ludzie biorą pojazdy i odjeżdżają samotnie, mało kto taguje wrogów albo gra wsparciem. Ogólnie kooperacja leży i kwiczy. Zazwyczaj wygrywa ta strona, która bardziej współpracuje.
- Mapy też są na pewno najgorsze ze wszystkich BFów w jakie grałem (czyli we wszystkie poza 1). Żadnej nie zapamiętałem nawet z nazwy. Chyba tylko Iwo Jima ujdzie.
- Ludzie narzekali na Battlefronta, a sprawdzał ktoś ile tu jest unlocków za realną kasę? Serio, jeśli ktoś ma zamiar kupić tą grę to niech lepiej wykosztuje się na edycję definitywną, gdzie będzie miał odblokowaną większość rzeczy. Co prawda wtedy straci jakąkolwiek motywację do progresji, no ale coś za coś.
- Każda broń wydaje się beznadziejna. Karabiny maszynowe i PMy mają za małe obrażenia i magazynki, a karabiny wyborowe i samopowtarzalne są za wolne.
- Opancerzone pojazdy są za wytrzymałe. To naprawdę żart, że trafiając prosto w czołg 3 razy z panzerfausta i obrzucając go jeszcze ładunkami zabieram mu 25-50% wytrzymałości. Do ich zniszczenia potrzeba przynajmniej 2-3 graczy, a najlepiej sojuszniczego czołgu. Dodatkowo, ich zasięg jest aż śmieszny - czołgi strzelające z końca mapy jak artyleria - czy ktoś to w ogóle testował?
- W ogóle, ilość sposobów w jaki ludzie abusują tą grę aż przeraża. Czołgi i transportery ustawiające się plecami do skraju mapy tak, że nie sposób dostać się do nich na piechotę, gracze ustawiający mobilne respy na wieżach, nurkujące samoloty itd. itp.
- System poruszania też ma swoje problemy i często zdarzało mi się utknąć na jakimś kamyku
- Singiel też jest żałosny i chyba najgorszy ze wszystkich gier FPS z segmentu AAA. Dostaje 4 króciutkie rozdzialiki (każdy podzielony na 3 misje), które wyglądają jak wyrwane z jakiejś innej gry. O tym, jak ten tryb jest słaby mógłbym napisać cały esej. Jakieś skrajne konflikciki bez żadnej realnej stawki. Brakuje w każdym z nich jakiegoś początku, rozwinięcia i końca. SI jest ultra głupie co rekompensuje zwiększony obrażeniami. Zero emocji. Po co EA dorzuca jakieś pseudo historyczne wstawki, jak w Nordlys, gdzie pisze, że "ciężką wodę zniszczyła bezkrwawo grupa komandosów", kiedy w misji zrobiliśmy to randomową, samotną babką, zabijając przy okazji dziesiątki niemców? Podkoloryzowanie wydarzeń to jedna, ale to już zahacza o alternatywną historię. Żałosne plucie w twarz ludziom. Żeby w ogóle usprawiedliwić jakoś dodanie tego trybu, przydałyby się jeszcze co najmniej dwie dodatkowo historie. A tak to całość kończy się w ok. 4-5 godzin z których naprawdę sporą część zajmują filmiki. W BF 3, 4 i Hardline przynajmniej był jakiś pomysł na kampanię. Tutaj nie ma nawet tego.
- Dodany za free tryb coopowy też jest nędzny i odbywa się na niezmodyfikowanych mapach z multi. Zresztą, każda z całych 10 misji trwa jakieś 10-20 minut
Przyznam szczerze, że dla mnie ta gra jest jakimś nieporozumieniem, totalną abominacją.
Kupiłem ją licząc na porządnego hack'n'slasha (zresztą gra jest reklamowana jako produkt z tego gatunku). A co dostałem? Nawet jeśli zaliczyć ją do tego gatunku (co jest w cholerę naciągane) to dostałem najgorszy produkt w jaki grałem w ciągu ostatnich kilku lat. Żeby za bardzo się nie rozpisywać skupię się na plusach i minusach.
Plusy:
+ voice acting - nie ma go dużo (naprawdę), ale to co mamy jest bardzo wysokiej jakości (np. John Rhys-Davies w małej roli)
+ grafika jak na ponad 20-letnią grę nie kłuje w oczy
+ soundtrack
Minusy:
- TO. NIE. JEST. HACK'N'SLASH. Jeśli twórcy myślą, że do gry z tego gatunku wystarczy marginalna fabuła, itemki dropiące z potworków i skrzyń oraz levelowanie postaci to srogo się mylą. Następne kilka punktów będzie dotyczyło tego "zakłamania" w promocji.
- po pierwsze: gra jest epicko trudna. Pod tym względem przypomina gry typu soulslike, bo większość wrogów rozłoży nas kilkoma hitami. Paradoksalnie, bossowie są łatwiejsi niż niektóre spore grupki wrogów (to chyba jedyna pozytywna cecha gry - nie raz mamy tu duże grupki wrogów, jak w typowych h'n's; problem w tym, że w tym h'n's jak Diablo czy Grim nie padamy pod ich ciosami w kilka sekund). Musimy oszczędzać wszystko: strzały, mikstury, złoto. Problem w tym, że jeden nieprzemyślany zakup w sklepie za sporą ilość złota może nas zrujnować do końca gry. Dość powiedzieć, że zmarnowałem naprawdę sporo czasu wykonując alt-taby w oczekiwaniu na regenerację zdrowia postaci za friko. Warto jeszcze dodać, że większość osób (przez tą niepotrzebną trudność) robi różne kombinacje na czele z zaczynaniem gry na Easy, ukończeniem jakiejś części gry, a następnie importowaniem tej rozwiniętej postaci na początek gry na Normalu. Śmieszna strata czasu.
- po drugie: wrogowie się nie respawnują. To jeszcze dodatkowo utrudnia grę. Zużyjemy za dużo miksturek przez bossem i nie mamy kasy na więcej? No cóż, lepiej wczytaj sejwa sprzed godziny, bo nie wygrindujesz kasy.
- po trzecie: główny aspekt h'n's, czyli rozwój postaci, jest tu kompletnie spartaczony. Ukończyłem 3/4 gry i zdobyłem tylko 14 poziomów doświadczenia. Odblokowałem tylko dwa skille (wzmocnione zwykłe strzały i ogniste strzały), bo większość pkt poszła na życie, obronę i udźwig (!). Niby grałem łucznikiem, ale łuku używałem może przez 30-40% walki, bo strzały szybko się kończą, rzadko dropią, a teleporty do "miast" srogo kosztują. Podsumowując, nie ma się tu wrażenia tego "kształtowania" postaci w jakimś określonym kierunku.
- po czwarte: bardzo mało sprzętu. Przez całą grę znalazłem (lub kupiłem) może łącznie jakieś 6-8 różnych typów łuku. Setów zbroi też jest mało - może około 10, a tylko czasami dropnie jakiś niby-wyjątkowo "Plate Armor +1"
- po piąte: nie możemy nic robić z naszym sprzętem, zaklinać, ulepszać itd. Szczytem dla twórców było danie nam amuletów i pierścienie delikatnie wpływających na statystyki.
- gra jest stosunkowo krótka. Wydaje mi się, że można ją spokojnie ukończyć w 15 godzin, i to wliczając mnóstwo powtórek spowodowanych zgonami.
- lokacje są strasznie nudne i leniwie wykonane; dość powiedzieć, że w niektórych nie możemy obracać kamery, bo pewnie projektantom nie chciało się dopracować reszty lokacji; dodatkowo nie możemy też zobaczyć na raz całej mapki danej lokacji;
- fabuła jest żałosna; po pierwszym akcie z trzech twórcom odechciało się już całkiem (dla przykładu: pierwszy akt ma jakieś 4 razy więcej NPCów niż drugi i trzeci razem wzięte - w II jest dwóch NPC, z których jeden to kupiec, a w III jeden xD)
- mało soundtracku (niektóre lokacje nie mają go wcale)
- kilka razy pojawiają się kretyńskie elementy platformowe (unikanie ognistych pułapek, skakanie po zapadających się półkach); pasuje to jak pięść do oka
Myślałem o wystawieniu oceny 1.0, która byłaby jak najbardziej adekwatna dla tej niedoróbki. Dałem z litości 2.0, ze względu na przyzwoite odświeżenie na PC. Jeśli szukacie choć średniego h'n's trzymajcie się od tej gierki z daleka. Może ona usatysfakcjonować tylko najbardziej niewybrednych fanów prymitywnych slasherów. Naprawdę nie wiem skąd biorą się te pozytywne opinie. Chyba wystawiają je ludzie, którzy nie grali w h'n's od czasu pierwszego diablo.
Przyznam szczerze, że mam bardzo duży problem z obiektywną oceną akurat tej części.
Pierwsza część Cold Steel to definitywnie moje ulubione JRPG. Zagrało tam absolutnie wszystko. Dwójka miała sporo problemów (m.in. recykling lokacji), ale jako że kupiłem ją w pakiecie z 1 i 3, to traktowałem to bardziej jako dokończenie historii z pierwszej części i w takiej formie gra sprawdzała się dobrze.
Trójka natomiast to bardzo dziwny twór. Ze starej obsady na stałe zostaje tylko Rean (którego w przeciwieństwie do wielu fanów naprawdę lubię) razem z nową klasą VII. Problem w tym, że jest ich o wiele mniej niż bohaterów w jedynce. Nie byłby to żaden problem gdyby w zastępstwie dostali pogłębione rysy charakterologiczne, ale nic takiego nie ma miejsca. Z całej nowej głównej ekipy polubiłem tylko jedną postać (nie napiszę kogo, żeby nie spoilerować) i to w głównej mierze dlatego, że twórcy umiejętnie wykorzystali archetyp postaci z anime, żeby stworzyć o wiele bardziej złożonego bohatera. To na plus.
Z kolei na chyba największy minus w tej części wyrasta historia. Jest tak niemiłosiernie rozwleczona, nawet jak na standardy serii. Przejście całej gry (razem z w sumie obowiązkowym grindem) zajęło mi ponad 140 godzin. Masakra. Gdy tak zastanawiałem się nad przebiegiem fabuły, to stwierdziłem, że gdyby tak wyrzucić z gry konkretne etapy, które prawie nic nie wnosiły ani do fabuły ani do rozgrywki, to można było zaoszczędzić nawet 20-30 godzin. Szkoda marnować czas gracza. W sumie cała fabuła tak naprawdę rusza dopiero jakieś 10-20 godzin przed samym końcem (który jest niemiłosiernym cliffhangerem, więc lepiej nie bierzcie się za tą część licząc na zamkniętą historię). Trochę groteskowe zrobiło się też podejście twórców do całej fabuły. Rean stał się pępkiem świata. Wszystko kręci się wokół niego. 80% bohaterek chce zostać jego kobietą. W Erebonii kręcą się terroryści, pojawiają się potwory, nadciąga wojna, a wszyscy i tak tylko zastanawiają się z kim Rean zatańczy na Letnim Festiwalu. Serio?
Nie podoba mi się też forma wykorzystania dawnej Klasy VII. Nie chcąc spoilerować, napiszę tylko, że twórców pogrzało z ilością postaci gościnnych, co nie zamierzenie wywołuje efekt odwrotny od zamierzonego. W jedynce, kiedy dostawaliśmy do ogrania np. Sharon, to była to radocha, bo w końcu nowa postać, trochę przegięta ale z fajnymi umiejętnościami. Tutaj to o wiele bardziej męczy, bo gra żongluje postaciami z przegiętą częstotliwością (dlatego też nie poznamy za dobrze nowych bohaterów).
Mały problem mam również z rozwinięciem romansów w tej części. W jedynce twórcy położyli nacisk na romans z Alisą, choć bohater mógł też dobijać to innych postaci. W dwójce było to już znacznie lepiej zrobione. Twórcy nie dawali praktycznie żadnych sygnałów w kierunku Alisy, więc każdy mógł sobie swobodnie wybrać partnerkę. Tutaj natomiast znowu powraca ten jeden, "właściwy" wybór, przez co np. mój wybór Laury nie wybrzmiewa prawie wcale.
Problem mam również z samą konstrukcją gry i systemem walki. To właśnie potyczki uwielbiałem w pierwszym ToCS najbardziej. Podobało mi się kombinowanie z magią, umiejętnościami, z orbami, żeby stworzyć najbardziej optymalne buildy. Tutaj natomiast wszystko to zepsuli. Ta część w teorii jest najtrudniejsza (bo w sumie przeznaczona jest dla weteranów poprzednich części), ale w praktyce drobne problemy miałem tylko na początku, kiedy nie było mnie jeszcze stać na porządniejsze bronie, ekwipunek i orby. Przez to, że znałem cały system gry (zmieniony tylko kosmetycznie w tej części) udało mi się stworzyć niepokonane buildy już na początku trzeciego rozdziału (z pięciu). Po tym walki przestały stanowić dla mnie jakiekolwiek wyzwanie, a każdą grupkę pokonywałem specjalnym atakiem Reana (do jego wykonania potrzebne są takie punkty wbijane za m.in. atak na przeciwników, ALE można też wykorzystać zdolność Reana do odnawiania tych punktów, dać mu gadżet który to polepsza i w ten sposób mogę tak atakować w sumie na okrągło).
Podsumowanie będzie w innym tonie niż reszta recki, bo nadal uważam to za dobrą grę (w sumie nawet bardzo). Problem tylko w tym, że twórcy trochę się zapętlili i cała fabuła wygląda trochę jak reboot pierwszej części (no bo w końcu mamy uczelnię, spisek polityczny, wypady na "ćwiczenia polowe" itd. itp.). Zabrakło tu jakiejś rewolucji w gameplayu i historii. Nadal wszystkie systemy działają w porządku. Mamy dosyć wyraźny przeskok graficzny, a voice acting nadal jest świetny (choć jest go boleśnie mało w tej części, np. Rean ma udźwiękowiony może z 10% wypowiedzi - chyba ktoś chciał zaoszczędzić na głosie głównego bohatera przy tej ilości tekstu). Tak czy inaczej, jeśli ktoś nie ma alergii na JRPG z dużą ilością tekstu i ma czas na tak długą rozgrywkę to polecam.
Miałby ktoś może jakąś poradę dla nowicjusza odnośnie kompanów w drużynie? Zrobiłem na razie z nimi 2-3 misje, ale w sumie wydają się być bardziej balastem niż realną pomocą. O ile, jeśli chodzi o sprawność bojową i poruszanie się po mapie to jest ok, tak są oni dosłownie gąbkami na pociski. W każdej misji wrogowie rozwalali im sporo części i ważne komponenty, jak np. bronie (a to wymiana ich zdecydowanie kosztuje najwięcej), a ja zawsze wychodzę ledwo draśnięty. Może to kwesta tego, że ja biegam średnim mechem (Centurion), a oni tymi lekkimi (Jenner i jakiś drugi) i mają mniej pancerza, rzucają się naprzód itd?
Ale z drugiej strony, jak mają lekkie mechy, to chyba łatwiej im uniknąć obrażeń?
Na razie nie widzę żadnego innego rozwiązania niż chodzenie na misje samemu (przynajmniej dopóki daje radę), bo jak ich biorę, to przez wydatki na naprawę, albo zarabiam grosze, albo wręcz wychodzę na zero.
W Battletechu nie było takich problemów, bo całą Lancą sterowało się ręcznie, więć każda kontuzja była moją winą, a tutaj jak kompani lecą nie wiadomo gdzie, pomimo że daje im rozkaz podążania za mną.
No i zgodnie z obietnicą, wrzucam po ukończeniu małą reckę. Co prawda, wahałem się między 7 a 7,5, ale ostatecznie postanowiłem dać pół punktu wyżej.
Plusy:
+ świetny dubbing, absolutnie każdej postaci poza mocno irytującą Nyoką
+ według mnie grafika daje radę, jest estetyczna choć tyłka nie urywa
+ przyjemnie strzela się z broni z których każda jest na swój sposób unikalna
+ każdy dialog jest udźwiękowiony
+ ścieżka dźwiękowa
+ zdecydowana większość zadań jest bardzo dobrze zrobiona
+ kilku świetnie nakreślonych bohaterów pobocznych (np. Phineas czy szef MGG)
+ w poprzednim poście narzekałem na towarzyszy - ostatecznie połowę z nich w miarę polubiłem (Ellie, Feliksa i w sumie Maxa) i tylko ich brałem na misje
+ humor i te wszystkie anegdotki do korporacyjnego życia - kto to ścierpiał w realu ten wie ;) (może mam prymitywne poczucie humoru, ale mała próbka: NPC chce żeby przynieść mu kasetę z danymi; w dialogu możemy mu powiedzieć, że już ją mamy po czym możemy się w wycofać z tego stwierdzenia mówiąc "Powiedziałem, że mam kasetę z danymi? Sorry, tak nazywam moje jaja")
+ w sumie długość gry - przejście wszystkich głównych i dodatkowych zadań zajęło mi praktycznie równo 50 godzin - sporo więcej niż np. Wasteland 3
Minusy:
- broni jest okropnie mało, a gra próbuje to nieudolnie zamaskować udostępniając nam w miarę levelowania kolejne ich wersje, które różnią się tylko obrażeniami
- ulepszanie broni jest ultra prymitywne
- gra jest mocno przegadana
- sam system skilli i levelowania też jest słaby i kiepsko wytłumaczony (po przejściu gry nadal nie wiem, jak nasi towarzysze wpływają na np. otwieranie zamków)
- jak dla mnie największym minusem są lokacje; dzielą się one w sumie na jakieś trzy kategorie: statki (w tym stacje kosmiczne i fabryki), otwarty teren i miasta. Jeśli chodzi o wnętrza, to wszystkie wyglądają prawie tak samo. Gdy ktoś mówi, że jakaś stacja wygląda podobnie do innej, to znaczy to że jest to dokładnie ten sam model lokacji tylko nieznacznie przerobiony. Miasteczka są małe i nudne. Otwartego terenu jest również ultra mało. W sumie jakieś 3-4 lokacje, w tym tylko Monarch jest w miarę rozległy.
- pod koniec gra zamienia się bardziej w liniowego fpsa czy Deus Exa, bo eksploracja końcowych planet jest ograniczona (np. ostatnia misja to w sumie tylko wewnętrzny kompleks)
- bonusowy minus ;) grałem również w Gorgonę i jest to naprawdę średni dodatek. Jeśli chodzi o czas gry to dodaje ok. 10-12 godzin (robiąc wszystko), tytułową planetoidę + kilka dodatkowych lokacji w starych miejscach (które zdecydowanie są najlepsze, np. galeria w Bizancjum). Fabuła dodatku jest słaba i przewidywalna. NPCów jest garstka (6-8, może mniej). Jedyny duży plus to kilka nowych pukawek i pancerzy, z których zdecydowana większość to przeskórkowany stary ekwipunek. Sama Gorgona też jest średnia, a graficznie wygląda jak podrasowana Scylla z podstawki. W dodatku limit leveli w tej grze jest tak skromny, że razem z dodatkiem dobiłem do maksymalnego poziomu w jakichś 3/4 gry. Co to za RPG w którym przez sporą część gry nie czuć żadnego progresu?
Gra dla mnie dziwnie balansuje pomiędzy średniej wielkości projektem, a grą z wyższej półki AAA - może to kwestia dodatkowych $$$ od Epica, ale gra wydaje się zrobiona na pół gwizdka. Ogólne fundamenty gry jak najbardziej dają radę, szczególnie strzelanie, ale niedostatek ekwipunku i mała ilość lokacji bolą. Myślę, że może się to zmienić po premierze drugiego dodatku, który ma być większy od Gorgony. Jeśli Obsidian doda jakieś fajne bronie, pancerze i jakiś zestaw dobrych lokacji, to moja ocena na pewno mogłaby podskoczyć do czystej 8, czy nawet 8,5.
Pomimo bolesnych minusów polecam.
Małe ostrzeżenie dla ludzi, którzy chcą się zabrać za tą grę. Na razie jestem prawie w połowie i w zdecydowanej większości moje odczucia są pozytywne.
Poza jedną bardzo ważną rzeczą w RPGach - towarzyszami.
Obsidianowi zawsze z łatwością wychodziło kreowanie ciekawych osobistości. Z jednej strony normalnych, a z drugiej naprawdę rozbudowanych. Aczkolwiek tutaj polegli sromotnie. Jeśli ktoś czyta dalej, to ostrzegam przed mini spoilerami odnośnie questów dla towarzyszy. Nic konkretnego, ale jednak wolę przestrzec.
Zarzut nr 1 to właściwie główna towarzyszka - Parvati. Z początku wydawała się miłą i trochę roztrzepaną zwykłą dziewczyną. Do czasu, aż nie rozpocząłem jej questów. Nagle okazało się, że jest mocno nakręconą lesbijką. Wszystkie jej zadania kręcą wokół romansu z inną kobietą i dla mnie wykonywanie ich było po prostu niezręczne. Czułem się jak w jakimś politycznym romanisdle Netflixa.
Zarzut nr 2 to kolejna towarzyszka - Nyoka. Ją dopiero poznałem, a już działa mi na nerwy. Czarnoskóra, wiecznie pijana zawadiaczka (ach, te wymuszone żeńskie odmiany) z czerwonymi włosami. Muszę pisać więcej? Nie dość, że słucha się jej do bani z tym wysilonym "czarnym" akcentem (a akurat dubbing większość innych postaci jest pierwszej klasy) to jeszcze wygląda komicznie (przypomina mi z wyglądu jeszcze bardziej upośledzoną Starfire z "Titans"). Wygląda trochę jak jakiś archetyp z kreatora podpisany "politycznie poprawna "fajna" postać". Przypomina mi też trochę Walkirię z "Thora" i tak jak w jej przypadku takie usilne robienie z niej "cool" postaci kompletnie ją zniszczyło.
Zarzut nr 3 to cała reszta załogi. Są nijacy, przeciętni. Morderczy robot, sarkastyczna SI. Banał, oklepany po tysiąckroć.
W sumie moją sympatię budzi chyba tylko i wyłącznie Felix, może trochę Ellie, która też jest robiona na awanturniczą piratkę, ale jest to w o wiele lepszym smaku niż sprawa z Nyoko.
No nic, rozpisałem się, bo po prostu nie lubię tak forsowanej agendy w zwykłych grach. Mam nadzieję, że innym będzie to przeszkadzała znacznie mniej niż mi.
https://steamcommunity.com/app/954740/discussions/0/5575984402925031449/
Link do dyskusji o tym problemie na Steamie.
No i pewnie namieszał ten nowy darmowy DLC, tylko ciężko powiedzieć w jaki sposób.
Nie mierz mnie swoją miarą, umiem czytać ze zrozumieniem.
Kolega mirko81 załapał, że chodzi mi o kompletnie inne zadanie, które jest później (tak dokładniej to mam zrobić fotkę T-808 - terminatora z miotaczem ognia). Nie wiem, czy można tutaj wrzucić linka ze Steama, ale jest już cała dyskusja w której wszyscy dostawali niezdrowego ataku szału, bo nie wiedzieli co robią nie tak. Dopiero jeden gość napisał do supportu, który mu odpisał że niby wiedzą o problemie i próbują go naprawić.
Problem w tym, że gra jest na rynku już ponad rok, a nadal zostały takie chamskie błędy, podczas gdy twórcy wydają już bezpłatny DLC (wielka łaska) i skupiają się na płatnym dodatku.
Mam taką zasadę, że zawsze surowiej oceniam gry, które są technicznym gniotem. Jeśli coś nie ma jakichś poważnych błędów ma u mnie zawsze ocenę powyżej 4.0.
Ale, jeśli gra całkowicie uniemożliwia mi wykonanie w grze jakiegoś zadania lub czynności, które powinny działać poprawnie, to ma u mnie z miejsca najgorszą ocenę.
Przeszedłem 3/4 tej gry, gdy uniemożliwiła mi wykonanie całego łańcucha questów związanego z fotografowaniem maszyn. Wymaga to zrobienia im "idealnego" zdjęcia, podczas gdy w moim przypadku maksymalnie udaje mi się osiągnąć jakość "dobrą" - nieważne w jakiej odległości czy z jakiej strony zrobię zdjęcie. Te foty są również źródłem expa wymaganego m.in. do używania najmocniejszych broni. Żałosne partactwo ze strony niedorozwiniętych twórców.
Przyznam, że już dawno tak nie zawiodłem się na grze, po początkowym bardzo pozytywnym wrażeniu. Na dzień dobry, mogę zacytować po prostu kolegę-autora komentarza powyżej - "stracony czas i hajs". Ale wypadałoby jakoś uargumentować moją niską ocenę.
Plusy (tu będzie krótko):
- naprawdę dobry soundtrack
Minusy (tu będzie długo i obszernie):
- dla większości na pewno bardzo słaba grafika (mi akurat ona wcale nie przeszkadzała, ale nie ma co się oszukiwać - jest okropna)
- jak to powiedział Sseth w swojej recce - większości gry (90%) to trzymanie klawiszy W+Shift żeby przebiec ogromny kawał mapy. Nie ma tu szybkiej podróży ani teleportów. Przykład: żeby przebiec z najbardziej wysuniętego na zachód miast do tego najbardziej na wschód, potrzeba prawie realnej godziny (wliczając okazjonalne starcia i przystanki żeby uzupełnić prowiant oraz spanko żeby uzupełnić wytrzymałość). A potem jeszcze powrót - kolejna godzinka. Super.
- sam świat gry jest okropnie zrobiony. Miasta (które są max 1-2 na jeden obszar) są zawsze w najdalszym możliwym punkcie od wejścia. Wchodzisz od południa? Spoko, miasto jest na samej północy (Hallowed Marsh). Wchodzisz od wschodu? No fajnie, to teraz marsz na skraj zachodu (Cierzo). Po kilkunastu godzinach wk*rwia to niemiłosiernie.
- a teraz największy minus - żałosna walka. Gra reklamuje się jako delikatny klon souls-lików, a walka to nieśmieszny żart. Nie czuć w ogóle siły uderzeń, a skalowanie trudności działa tylko w dwie strony - albo jest totalnie banalnie (większość losowych starć), albo praktycznie niemożliwe (kilku bossów, np. Plague Doctor). Co prawda możemy używać wzmocnień (mikstur), ale w walce ze zwykłymi przeciwnikami stajemy się już wtedy totalnie OP, a w starciach z bossami nie zmienia to praktycznie nic. W dodatku postać porusza się tak ociężale, a balans jest tak kiepski (walka wręcz < wszystko inne - mag/łucznik/strzelec/inżynier), że postacią walczącą wręcz (którą zawsze gram) niemożliwe jest pokonanie większości bossów, bez stosowanie jedynych i właściwych trików (np. pokonaj TEGO bossa TĄ bronią z TYM wzmocnieniem). Oczywiście, klasy walczące na odległość mają akurat multum sposobów na radzenie sobie z wrogami (szczególnie magowie).
- nie można zapauzować gry. Mechanizm zgapiony z DS tu nie działa wcale. W końcu w DS mieliśmy moduł online, a tutaj my tylko coopa. Nawet, gdy idę zrobić sobie herbatę, muszę wyjść do menu. Debilizm.
- wkurzające jest również rozrzucenie kupców i trenerów po całym świecie, z których każdy ma swój wyjątkowy asortyment. Bez wiki ani rusz, chociaż nawet ona potrafi wprowadzić w błąd. Np. wybrałem się 1,5 h wędrówkę, żeby kupić niezły miecz za 300 sztuk srebra (miał tyle kosztować według wiki), natomiast na miejscu okazało się, że kosztuje 1800 (oczywiście nie miałem takiej kasy przy sobie).
- sama struktura gry też jest nieprzemyślana. Bardzo mało tutaj w ogóle questów, a 99% z nich miało by w innych grach podpis "miscalenous" ("pomniejsze questy"). A więc, głównym celem gry pozostaje chodzenie po świecie i czyszczenie miejscówek z lepszych itemów (no bo z wrogów nie ma sensu; aha, chyba nie wspomniałem, że oprócz słabego dropu, z zabijania wrógów nie dostajemy nic? nie ma tutaj expa). Tylko problem w tym, że sporą kasę miałem już po jakichś 8 godzinach gry, a dobrą zbroję, plecak i miecz po kolejnych 10. Problem w tym, że żeby zdobyć najlepsze itemki, trzeba położyć bossów, których (przynajmniej niektórych) z moim obecnym ekwipunkiem nie mam szans rozwalić, a szansy na dalszy progres nie widzę. I co teraz?
W ogóle, jak poszperacie w necie, zobaczycie że kiedyś było multum ciekawych sztuczek i trików, żeby sobie uprzyjemnić tą zje*aną grę, (np. możliwość zdobycia najlepszego plecaka w 5 min), ale kretyni twórcy wszystko skrupulatnie wypatchowali czyniąc tę grę tylko i wyłącznie wkur*iająca. Ale oczywiście takie "drobiazgi" jak lewitująca trawa w wielu miejscach pozostała.
Jeszcze raz podsumowując: szkoda czasu i nerwów. Lepiej przejść jeszcze raz wszystkie DS'y.
PS: Jeśli komuś nie chce się męczyć z długą podróżą czy walką to polecam cheaty. Po utworzeniu w plikach gry DEBUG.exe, możemy np. zwiększyć swoją prędkość poruszania. Znacznie uprzyjemnia to grę.
Cóż, gra na pewno nie jest takim totalnym dnem jak stwierdzili redaktorzy w recenzji na tym portalu. Szału nie ma, jest to raczej standardowy (czyli niski) poziom Ubisoftu, ale z garstką kompletnie nietrafionych rozwiązań.
Plusy:
+Grafika (jakość terenu, broni)
+Ilość uzbrojenia (broni, ekwipunku, gadżetów)
+Przyjemna mechanika strzelania
+Dobra mechanika lotu helikopterem
+Niezły system poruszania na piechotę
+Dla niektórych duża mapa z mnóstwem miejscówek do wyczyszczenia
Minusy:
-Za duża mapa ze zdecydowaną przewagą miejsc kopiuj-wklej (widziałeś jeden port - widziałeś wszystkie)
-Mechanika lootu z Borderlands kompletnie tu nie pasuje
-Grafika(modele postaci)
-Kiepska fabuła
-Beznadziejny voice acting
-Zbędny crafting i męczące zbieranie SETEK składników
-Słabe misje główne i totalnie żałosne poboczne
-Męcząca pętla rozgrywki skupiona na ciągłym czyszczeniu identycznie wyglądających miejscówek
Nie można dać wyższej oceny niż 0/10 grze twórców, którzy tak jawnie lecą sobie w *uja z kupującymi. Serio, to co obecnie wyprawia Bungie to coś niepojętego. Najpierw pierwsze światełko ostrzegawcze to było przejście na f2p i pokazanie środkowego palca wszystkim ludziom którzy grę kupili wcześniej. A teraz twórcy wraz z najnowszym dodatkiem mają zamiar wyrzucić (dosłownie) ponad 3/4 contentu! Zostanie tylko 5 planet z 9 (a dla graczy f2p zostaną tylko dwie), wszystkie powiązane z nimi elementy ekwipunku, bronie, misje dodatkowe, lokacje, szturmy i raidy również zostaną skasowane. Główna kampania oraz 2 z 4 mini kampanii również zostaną na zawsze usunięte, więc solowi gracze stracą jakikolwiek powód do zabawy. Chyba, że dalej będą płacić za nowe dodatki w cenie pełnego tytułu z segmentu AAA. Bo ludzie którzy wydali kupę kasy na podstawkę i dodatki zostają prawie z niczym jeśli ich nie kupią. A debilne wytłumaczenie tego ruchu twórców, że gra jest za duża i większość ludzi już nie odpala tych planet jest bezczelne. W WoWie, ESO czy Guild Warsie 2 też nie odpaliłem masy stref, ale jakoś nikt nie wpadł na to żeby wykastrować te gry. Aha, i są już pierwsze plotki, że te wywalone lokacje wrócą z czasem jako kolejne płatne DLC. Takie praktyki trzeba tępić i dusić w samym zarodku.
PS: Na forach można znaleźć kupę "fanów", którzy wręcz bronią tej decyzji twórców argumentami w stylu, że "i tak nikt nie gra na tych planetach" lub, że "masz aż całe trzy miesiące żeby porobić ten kasowany content". To pokazuje, że Bungie cały czas ma masę krówek do dojenia ...
Jeśli masz na myśli DLC "Terrormania" to można je kupić tylko za RAGE Coinsy w growym sklepie, za 20 zł.
Wahałem się pomiędzy oceną 6 a 7 dla tej gry, ale po kolejnej rundce "multiplayera" zdecydowałem się dać jeszcze niższą ocenę.
Coraz bardziej skłaniam się do tego, że ten tryb to słaby żart i ciężko mi wyobrazić sobie kogokolwiek kto chciałby siedzieć w tym trybie więcej niż max 2 mecze pod rząd. Ten segment jest beznadziejnie nieprzemyślany. Granie Slayerem to frustracja i chaos. Biega się nim jak małpą, lawirując pomiędzy tępymi demonami SI blokującymi każde możliwe przejście i pomiędzy graczami z ADHD. W dodatku do pełnego ogarnięcia rozgrywki nim trzeba używać kupy klawiszy, które zawsze mogą się pomylić w kluczowym momencie (również w kampanii). Granie demonami to irytacja i chaos. Jeśli jeden z graczy nie ogarnia to już po rozgrywce. Granie w ten tryb to czysty masochizm. Gdybym miał oceniać tylko ten tryb dałbym bez wahania ocenę 1.0
Całe szczęście single ratuje sprawę, ale "genialni" programiści z id i tak musieli tu coś celowo schrzanić. Podobały wam się pukawki z Dooma 2016? To fajnie bo w tej części 90% broni to przeskórkowane giwery z tamtej części. Nową bronią jest chyba tylko miecz. Fajnie się wam strzela? To spoko, masakrycznie ograniczymy amunicję żebyście po każdej minucie strzelania musieli biegać w jej poszukiwaniu. Myślicie że elementy platformowe to fajne urozmaicenie arenowego FPSa? Cóż, mylicie się. Po 1-2 levelach można dostać pier*olca w poszukiwaniu kolejnej ściany do wspinaczki. I wbrew pozorom ten parkour to grubo ponad 1/3 rozgrywki. Szkoda, że zawodowi programiści chcieli tak bardzo na siłę urozmaicić (i oczywiście na siłę wydłużyć) tą część, bo sam główny szkielet rozgrywki (tzn. strzelanie/bossowie/minibossowie/egzekucje i nawet o wiele bardziej rozbudowana fabuła + niezły polski dubbing) naprawdę się broni. Dlatego samemu singlowi dałbym pewnie nawet 7.0/7.5, ale drugi główny tryb też oczywiście musi mieć wpływ na całkowitą ocenę.
PS: Nie wiem co ćpali recenzenci dając tej grze oceny 9 i 10. Rozumiem, że może się ogólnie podobać (mi zresztą też generalnie rzecz biorąc się podoba), ale chyba trzeba być ślepym, żeby nie zauważyć tych kilku kompletnie niepasujących do tej serii elementów (tzn. wspinaczka, parkour i multi), które w dodatku są beznadziejnie wykonane.
Najgorszy sandbox w jaki dotychczas grałem.
Ciężko uwierzyć, że Rockstar jest odpowiedzialny za ten chłam. Poza świetnym voice actingiem wszystko jest kompletnie beznadziejne. Jeżdżenie, strzelanie, miałki i nudny świat, idiotyczny rag doll, kończąc na żałosnych i wypranych z jakiejkolwiek frajdy polowaniach.
Zdecydowanie nie polecam. Już więcej frajdy miałem grając w stareńkie Gun.
Pytanko: czemu tutaj wisi data premiery jako 2020, skoro nadal na karcie gry w Battle.net jest dokładnie napisane, że "premiera gry odbędzie się najpóźniej 31/12/2019? Było jakieś nowe info w tej sprawie?
Zdecydowanie na obecnej wersji free-to-play odbija się widmo (( ?° ?? ?°)) gigantycznej sumy wydanej na powstanie tej gry oraz chciwość EA. Wystarczy porównać sytuację z grą prawie równie chciwej Bethesdy - Elder Scrolls Online. Na ESO także wydano kupę kasy i podjęto mnóstwo kretyńskich decyzji, ale twórcy przejrzeli na oczy - zamiast wyłącznie abonamentu dali także opcję buy-to-play, która działa świetnie. Mamy dostęp do właściwie jakichś 95% rzeczy w grze (w sumie na myśli przychodzi mi tylko brak torby do składników dosyć potrzebnej do craftingu, ale można bez niej żyć), podstawka jest baaardzo tania (spokojnie można ją zdobyć za 40 zł, tylko trochę więcej z większymi dodatkami takimi jak Morrowind czy Summerset), a sporo ekskluzywnych itemów można dostać za dzienne logowanie czy wygrać ze sporadycznie zdobywanych skrzynek. ESO to można powiedzieć wzorowy przykład reaktywacji MMO co zresztą widzą gracze, bo cały czas ich przybywa. A SWTOR? W porównaniu do ESO WSZYSTKO robi źle.
Z plusów to chyba jedynie dostęp do wszystkich dodatków nawet tylko po wykupieniu jednego mięsiąca abonamentu. A minusy? Tych jest sporo:
- Największy minus to zdecydowanie nikła różnica pomiędzy graczami F2P i Preffered. W tym drugim stanie nadal liczba ograniczeń jest okropna i czyni grę wręcz niegrywalną po maksymalnym poziomie. Np. limit naszej kasy jest tak wyśrubowany, że po 3-4 godzinach gry na max levelu uderzamu głową w sufit i nie możemy już zbierać więcej kasy do naszego portfela, a jej maksymalna ilość nie pozwala nawet na kupienie jednej porządnej części z ekwipunku.
- Drugi największy minus: blokada expa. Subskrybenci po osiągnięcu max lvl, mogą zdobywać kolejne prestiżowe poziomy. Za każdy taki poziom dostajemy jakiś wyjątkowy przedmiot czy specjalną walutę. A co pozostaje graczom f2p i preffered. Nic. Grając naszym "ludkiem" ciągle w tych samych, nudnych ciuchach (bo nie możemy "uciułać" kasy na inne "bo blokada portfela") gra, jak to MMO, nudzi się bardzo szybko. Ja do tej magicznej blokady lvla dobiłem już po 1,5 miesiąca niezbyt intensywnej gry.
- Inny ogrom blokad:
--mała ładownia na statku,
--mały ekwipunek,
--ograniczone star warsowe dungeony i PvP,
--straaasznie ograniczona liczba i dostępność misji statkiem,
--ograniczona customalizacja towarzyszy (bez wykupionego unlocka)
--niemożliwość noszenia "epickich" części zbroi i broni (bez abonamentu albo wykupionego unlocka)
--bardzo mała ilość broni (szczególnie mieczy świetlnych) i pancerzy (bez kupowania rzeczy za płatną walutę)
--wolne poruszanie się pojazdami (bez wykupienia za specjalną walutę przyspieszenia)
--sporo towarzyszy tylko za płatną walutę
--koszt płatnej waluty
Ilość ograniczeń mówi sama za siebie. Psują one niewyobrażalnie naprawdę porządnie rozbudowane i długie MMO.
Wie ktoś może o co chodzi z tymi punktami "prędkości" na mapie (np. "PRĘDKOŚĆ POWIETRZE")? Nie można w nie wlecieć jak np. w zwykłych wyzwaniach, nie mają tego "okręgu" rozpoczęcia, tylko wyświetla się taka tablica wyniku, że ktoś tu wykręcił taką prędkość.
Hej. Mam krótkie pytanie na które bardzo potrzebuję odpowiedzi: jakie są do wyboru rozdzielczości w grze The Settlers: Heritage of the Kings - History Edition? Tzn. czy ta odświeżona wersja posiada chociażby możliwość ustawienia wyższych rozdzielczości, takich jak 1920x1080? Posiadam tylko pierwotną wersję i jej strasznym minusem jest właśnie brak opcji ustawienia takich wysokich rozdzielczości. Ma ktoś może zakupioną tą odświeżoną wersję i orientuje się jak to jest z tymi opcjami?
Hej. Mam pytanie do stałych graczy Star Wars: The Old Republic. Czy wie ktoś, co zostaje nam na stałe po anulowaniu subskrypcji? Sam abonament odblokowywuje podobno m.in. dodatki fabularne, zwiększa limit kredytów, pozwala nosić wyższej jakości sprzęt czy pozwala wyświetlać tytuły. Z tego co wiem, po subskrypcji dodatki i tak zostają odblokowane na stałe, ale ciekawi mnie czy coś z tych innych rzeczy też zostaje. Miałem zamiar kupić za Cartel Coinsy unlocki ekwipunku, ras i tego lepszego geara, ale teraz nie wiem, czy nie opłaca się bardziej po prostu kupić na chwilę abonamentu.
Dzięki za info. Podstawka to naprawdę świetna gra, a ten dodatek też wygląda na pierwszy wart uwagi, ale zdecydowanie nie za taką cenę ...
Zarzuciłby ktoś jakimiś szczegółami na temat tego dodatku (np. jakość, ilość i wielkość nowych stref, dużo/czy mało dodanych broni i elementów ekwipunku itd.)? Informacje z neta są zadziwiająco skromne jak na taką ilość czasu od premiery.
Btw. Blizz znowu zrobił ludzi w *uja z wydaniem tego dodatku. Tak samo jak po wydaniu Legacy of the Void do Starcrafta II wydali kompletną kolekcja, która była w cenie tego samego dodatku. Teraz z Destiny jest identyczna sytuacja. Całość (czyli podstawka+2 małe dodatki+Forsaken) chodzi na różnych stronach po około 160-170 zł. Jak na ilość contentu nawet nieźle. A po ile chodzi sam dodatek? Na Battle.net w przeliczeniu na złotówki wychodzi ... 172 zł. To chyba jakiś chory żart i splunięcie w kierunku graczy, którzy kupili grę wraz z poprzednimi dodatkami wcześniej. Zero szacunku dla tych ludzi.
Kolejna gra z gatunku tych przehajpowanych (co u Bethesdy robi się powoli standardem). Gra nie jest zła, ale do ideału brakuje jej całkiem sporo. Nie grałem w jedynkę, ale może to i dobrze, bo sądząc po filmikach gameplay prawie się nie zmienił.
Plusy:
+ dobry dubbing, aczkolwiek nie aż tak dobry biorąc pod uwagę nazwiska aktorów (Sam Rockwell, Rosario Dawson, Pedro Pascal)
+ świetna mechanika skradania
+ bardzo dobre projekty lokacji (szczególnie Mechanicznej Rezydencji)
+ szeroki wachlarz mocy
+ wybór postaci (co niestety nie ma aż takiego znaczenia dla rozrgrywki)
+ niezły system walki
+ dobra grafika
+ długa (jednokrotne przejście "po cichu" trwało w moim przypadku 21h)
Minusy:
- przeciętna optymalizacja na PC
- z systemu walki przy skradankowym podejściu nie korzysta się właściwie wcale
- średni wachlarz wyposażenia (miecz, pistolet, kusza, dwa rodzaje granatów i min), z którego mało rzeczy przydaje się przy skradaniu
- mylące wskaźniki wykrycia (szczególnie u cywili, którzy właściwie widzą nas od razu)
- bardzo średnia fabuła
- okropne zakończenia
- żałosna mechanika wyborów moralnych w trakcie gry ograniczająca się do opcji: zabij wszystkich (złe zakończenie) lub nie zabijaj nikogo (dobre zakończenie); zresztą sama sekwencja pokazująca nasze wybory trwa jakieś 3 minuty
Gra przede wszystkim dla osób szukających nieskomplikowanej skradanki, bez zaawansowach mechanik, rozbudowanego wyposażenia, czy trzymającej w napięciu fabuły.
Jeśli ktoś miałby ochotę zagrać, to w sklepie Micro$oftu gra jest obecnie w promocji, i to całkiem niezłej bo zestaw Halo Wars 2: Complete Edition (składający się z Halo Wars 2 wraz z Season Passem i dodatkiem "Awakening the Nightmare) jest przeceniony z 240 na 120 zł.
Sądzę, że autorzy postanowili się w tej część skupić na kampanii amerykańskiej. Front wchodni lub może Afrykę zobaczymy w kolejnych częściach traktujących o II wś. Teraz zrobiło się modne takie rozbijanie gier na części (jak to miało miejsce np. ze Starcraftem II).
Wyjątkowo zła gra. Dość powiedzieć, że nie pamiętam, żebym kiedykolwiek miał tyle problemów co z tą grą. Pod względem technicznym to najgorsza gra w jaką kiedykolwiek grałem. Ruskom z Nivala zamarzyła się gra z wymogiem bycia ciągle online (nawet w singlowych misjach), ale nie starczyło im już sił (i pewnie chęci) żeby ją choć trochę dopracować. Co z tego wynikło? Ano to, że gra formułą przypomina mobilne Clash of Clans (co nie jest komplementem) i prawie zawsze ma problem z autoryzacją lub logowaniem podczas uruchamiania, i przez to czasami trzeba uruchamiać ją kilka razy. Ok, da się to przeboleć. Ale fakt, że wczytanie zapisu, który można mieć tylko jeden na misję, udaję się średnio raz na sześć prób jest już niewybaczalny. Lub ani razu w niektórych misjach o czym sam się przekonałem i przez ten błąd z ulgą zakończyłem moją przygodę z tą grą. Nie widzę sensu w rozgrywaniu misji, podczas których średni czołg wroga rozwala trzy moje ciężkie czołgi, losowy nalot wroga niszczy 50% moich czołgów, a gdy próbuję wczytać wcześniejszy zapis gra się zcina. A podczas następnego uruchomienia i tak nie mam gwarancji, że save wczyta się poprawnie. Aha, codziennie są też przerwy techniczne, w losowych godzinach, trwające czasami nawet do 2h. Zróżnicowane misje nie pomagają tej grze, bo co z tego, skoro i tak jest problem żeby jakąkolwiek z nich uruchomić? Nacisk na multi w które nikt nie gra też pogrąża tę grę. Przez tą techniczną miernotę i przeciętność gry, kiedy w końcu działa jak należy, mogę pewnie stwierdzić, że to najgorszy RTS w jaki kiedykolwiek grałem. Nie ma startu do Blitzkriega 1 czy nawet Blitzkriega 2. Pod względem złożoności gameplayu rozkładają ten tytuł nawet stare gry, takie jak Rush for Berlin czy Panzersy. Zresztą o desperacji twórców (którzy ostatnio stwierdzili, że porzucają tą grę i nie mają już zamiaru jej rozwijać) niech świadczą ciągłe obniżki normalnej ceny.
Według Steama w weekendy gra średnio 8 000-12 000 graczy (w tygodniu ok. 6-8tys), więc jest nieźle (zwłaszcza, że sporo graczy ma tą grę w wersji bez Steama, a serwer jest wspólny, więc do liczby można dodać spokojnie jeszcze kilka tysięcy). Gildię Polską znajdziesz bez problemu, bo cały czas powstają kolejne. A co do samej gry, to według mnie zdecydowanie warto, o ile nastawisz się bardziej na rpg z rozbudowanymi funkcjami społecznościowymi niż na suche mmorpg. Mam ponad 200h gry na liczniku, a mogę powiedzieć, że odkryłem tylko ułamek gry (np. zwiedziłem na razie tylko jakieś 6 z prawie 30 OGROMNYCH i gęstych lokacji). Jest sporo rzeczy do roboty (crafting, questy główne, questy frakcji, questy poboczne, świetne dungeony, ogromny tryb pvp), a jednocześnie gra nie zarzuca gra pierdółkowymi czynnościami jak np. w Black Desert Online. Questy są o wiele bardziej fabularyzowane niż chyba w jakimkolwiek mmo. Polecam kupić od razu gold edition, bo w pakiecie dostajesz kolejne cztery duże lokacje (imperial city, hammerfell, orsinium - stolicę orków) oraz darmowego wierzchowca (które w grze wcale nie są tanie). Ja sam w obecnej formie oceniłbym ESO na takie 8.5 albo 9 :)
Dla mnie rozczarowanie roku. Ograniczę się do plusów i minusów (bez spojlerów):
Plusy:
+Nadal świetny system strzelania (chyba tylko seria FEAR ma pod tym względem jakiś start do Wolfa)
+Niektóre dialogi
+Dobre cutscenki
+Każda z broni przydaje się w innych sytuacjach
+Fajny główny hub
+Nowi bohaterowie (Horton, Spec, Paris Jack) i powrót wszystkich starych (Fergus, Bombate, Max)
+Początek etapu na Wenus
Minusy:
-Nowa bohaterka - Grace - to najgorsza czarna stereotypowa postać jaką widziałem w grach; irytuje każdym swoim dialogiem podkreślając jak bardzo jest "czarna"
-Zdecydowanie za mało broni w dodatku tym razem bez zwykłej snajperki(6 zwykłych + 4 ciężkie do chwilowego noszenia)
-Lokacje (bodajże 5-6 do których wracamy kilkakrotnie nawet w trakcie głównej kampanii)
-Żałosna próba przedłużenia gry za pomocą Enigmy (wracanie od już odwiedzonych lokacji, aby sprzątnąć jakiegoś generała, który tam się pojawił)
-Kupa crashy, błędów i lagów (przed pierwszym patchem ścinało mi kompa przy jakiejkolwiek próbie zmiany ustawień graficznych)
-Beznadziejna nemesis (Engel)
-Nędzny koniec gry...
-...który następuje zdecydowanie za szybko (11h i to jest przy sporej ilości ukończonych misji pobocznych) i urywa się tak jakby w pół fabuły
-Mało kwestii Blazkowicza (Brian Bloom nie miał w tej części w ogóle pola do popisu)
O wiele lepiej bawiłem się grając w New Order, czy nawet Old Blood niż w tą gierkę. Nie wiem co brali recenzenci oceniając to na 9 czy nawet 10. Ta część wygląda bardziej jak pakiet misji nie pełnoprawna gra.
A wie ktoś może, czy te nowe lokacje w 2 i 4 akcie są teraz dodane w trybie fabularnym do głównej historii, czy są po prostu dodatkowymi lokacjami do trybu przygodowego ?
Grę właściwie ukończyłem już dawno temu, ale na konkretne przemyślenia naszło mnie dopiero teraz. Z jednej strony, to chyba pod względem mechaniki levelowania, zróżnicowania klas, craftingu oraz bardzo dobrego systemu lootu (oraz jego niezłej obfitości) najlepszy hack'n'slash. Ale niestety z drugiej strony, pod względem contentu, gra naprawdę kuleje. Sama kampania starczy na około 20h, co jak na hack'n'slasha jest wybitnie słabym wynikiem (Grim Dawn ukończyłem po prawie 50h i to jeszcze nie ze wszystkimi dodatkowymi questami, a w Sacredzie 2 po 20h to miałem może zbadaną ćwiartkę świata gry). Same akty też pozostawiają wiele do życzenia: pierwszy jest świetny, długi i zróżnicowany, ale przy każdym następnym zdaję się jakby Blizzowi co raz mniej "się chciało". Drugi - choć w miarę długi - to właściwie tylko monotonna pustynia, trzeci - już dosyć krótki - to głównie twierdza i jej nieliczne okolice. Ostatni czwarty to z kolei króciuteńki wycinek mapy - w dodatku wybitnie słaby i niezbyt zróżnicowany. Całe szczęście, że jest jeszcze Reaper of Souls, który dodaje jeden w miarę dobry akt. Gdyby autorzy dorzucili jeszcze z jeden czy dwa akty gra strasznie by zyskała, no bo ileż można biegać po identycznych lokacja podczas end game'u ? Niby podziemia się generują losowo (choć też nie każde), ale i tak wszystkie wyglądają praktycznie tak samo.
http://www.wsgf.org/dr/diablo-ii ---> Na tej stronie masz plik do pobranie i instrukcję jak dodać rozdzielczości panoramiczne. Ale szczerze mówiąc nie polecam - w 1920x1080 gra wygląda jak jakaś stara strategia (w sensie, że kamera oddala się od bohatera i wszystko jest mniejsze). Wiem, że na nowych monitorach w rozdziałce 800x600 gra wygląda masakrycznie - nie dość, że obraz się rozjeżdża, pojawiają się czarne pasy to jeszcze niektóre elementy interfejsu są niewidoczne. No obecnych kompach i systemach właściwie nie da się w to odpowiednio komfortowo zagrać (a szkoda, bo ta część jest sporo lepsza od III). Liczę, że jeszcze kiedyś Blizzard się ogarnie i zrobi jakiś remaster tej części. Albo chociaż wyda patcha optymalizującego grę pod nowe rozdziałki (jak w Warcraftcie III).
Na Steamie gra ma według prawie 500 recek ocenę "Bardzo pozytywną", więc widzę, że chyba łapiesz się do tej grupki której nic nie pasuje nawet, gdy wszyscy inni chwalą. Oczywiście możesz mieć swoją własną undregroundową opinię, ale raczej nie wypada kłócić się z większością. Btw. co ma jakość anime do gry ? Ok, nie podobają ci się animacje (z którymi widocznie większość ludzi nie ma problemu). Wyraź swoją frustrację na imdb czy filmwebie - tam ocenia się animie. Tutaj pisze się o jakości samej rozrywki. Grafika ma specyficzny art i filtr (trochę jak w Borderlands), więc wymyka się tradycyjnej ocenie. Za to dzięki temu zabiegowi, będzie wyglądała w porządku nawet za 3-4 lata.
@geohound Nie wiem kompletnie co masz do grafiki w tej grze. Nie oglądam żadnych anime and mangi, więc grafikę i scenki oceniam po prostu w odniesieniu do innych gier studia. Ma fajny mroczny styl, a wszyscy wrogowie i inni npc są dobrze animowani. I ciekawe odkąd animacje 3D są obrzydliwe. Chciałbyś żeby zamiast scenek autorów gra była po brzegi wypakowana całym materiałem z anime ? To akurat chyba dobrze, że autorom chciało się dorzucić coś od siebie do gry, bo w czasach EA i Ubisyfu jest to naprawdę rzadkość.
!Najpierw tips dla ludzi którym gierka słabo chodzi - zmieńcie w ustawieniach grafiki opcje Environment na Low. Różnicy w grafice prawie nie ma a gra chodzi o 100% lepiej.
A co do samej gry jest dokładnie tym czego można się spodziewać po grze Koei - bardzo dobrym slasherem z siekaniem setek przeciwników za pomocą kilka zróżnicowanych postaci (chociaż w tej części głównie gramy Gutsem który jest świetny). Na tle pozostałych gier z tej firmy wyróżnia ją świetna, mocna fabuła bazująca na popularnej serii filmów anime. Wspomnianych filmów nie oglądałem, ale gra świetnie przedstawia fabułę i bohaterów za pomocą obszernych fragmentów filmu, które są świetnie animowane. Gra jest dosyć długa (mam około 65% fabuły i 20h na koncie), a zostaje jeszcze free mode (zabawa na levelach z głównej gry, ale za pomocą dowolnych bohaterów) albo endless eclipse mode (czyli survival z demonami). Oczywiście leveluje się też bohaterów i załatwia im lepszy ekwipunek robiący z nich po pewnym czasie prawdziwych zakapiorów. Grafika jest niezła, sporo jest przeciwników (demony, devil dogs, zwykli bandyci i różni rycerze), a pojawiające się po raz pierwszy w grach Koei elementy gore tylko podkreślają wyrazisty klimat. Ogólnie w kategorii gier od Koei to razem z Arslanem jest w ścisłej czołówce. Naprawdę polecam.
PS: Połowę punktu od oceny odejmują za następującą rzecz: gra bazuje na sporej ilości materiału odnośnie Berserka, który jest podzielony na części - Golden Arc, Black Swordsman Arc, Conviction Arc oraz Falcon of the Millenium Arc. Z kolei filmowa trylogia bazuje tylko na Golden Arc. Dlatego po skończeniu etapów z Golden Arc (które stanowią ok 50% gry) nie uświadczymy już świetnym animacji z filmów, a tylko poprawne scenki zrealizowane przez projektantów gry :'(
A czemu nie może pozwolić sobie na papugowanie ? BF zgapił od CoD'a wejście we współczesne pole walki, to czemu Acti nie może zgapić pierwszej wś żeby pokazać, że może zrobić to lepiej (albo przynajmniej spróbować zrobić to lepiej) ? :P
Inna sprawa ilu fanów CoD rzeczywiście chciałoby tego okresu w grze. Ja np. zdecydowanie wolałbym powrót do II wś i przedstawienie plaży Omaha na współczesnym silniku (albo operacji Market Garden), czy powstania warszawskiego (naprawdę liczę, że doczekam kiedyś porządnego FPSa z polskim ruchem oporu).
Heh, na obecną chwilę najbardziej podoba mi się ten "strzelony" wstęp do opisu. "Produkcja trafiła między innymi na platformę PC Windows" - a może Acti zrobi nas w ch*ja i wyda tą część tylko na Iksa i PSa jak to było z CoD 3 (i byłaby już pierwsza nieprawdziwa informacja) ? "Ponadto, w porównaniu z poprzednimi odsłonami cyklu, tytuł może pochwalić się wyższej jakości oprawą graficzną" - a może twórcy zrobią grafę 2D (bo czemu nie?), albo znowu będzie delikatny regres graficzny, jak to miało miejsce przy trzecim BO względem AW (i druga nieprawdziwa informacja) ?
"TO NIE JEST KURWA RESIDENT EVIL. Twórcy nie mieli jaj wypromować nowej marki. Fakt, że kilka razy gdzieś w tle pojawi się słowo wirus i Racoon CIty nie oznacza, że można mówić o udanym powrocie"
Amen, bracie. Twórcy chwalą się "powrotem do korzeni RE", a gra ma tyle wspólnego z jakąkolwiek częścią serii, co Call of Duty: Heroes z Modern Warfare. Tzn. raz po raz coś się przewija (delikatne nawiązania), ale to nie czyni z gry sequela. Nie grałem - oglądałem tylko kilka gameplayów, ale gdzie Leon, Sherry, Jill czy Jake ? Crapcom chciał podwójnie wygrać : tzn. wkręcić się w znaną i lubianą serię, a jednocześnie zmienić w niej maksymalnie wszystko, żeby załapać się na popularny ostatnio trend horrorów-FPSów (typu Outlasta). W ogóle czasami mi się wydaje, że Azjaci mają strasznie mgliste pojęcie o Zachodzie i chcą się przypodobać graczom z tych obszarów rzeczami których kompletnie nie rozumieją. "Gracze lubieć FPS i horror, to my zrobić taka gra. Resident Evil popularny tam, to my grę do tej serii dać i gracze dawać nam duuużo jenów" - logika Capcomu chyba wyglądała bardzo podobnie ;)
Chyba powinieneś już wiedzieć jak to działa - dzieciarnia i gimbaza wali jeszcze przed premierą (bez oglądania konkretnych gameplayów) seryjnie oceny jeden i zero "bo nie kcom gradź wto samooo i kod to dnou", ale za to chętnie połykają gówno, które EA serwuje im od lat i jeszcze się cieszą :)
Dokładnie. BO III u mnie ledwo ciągnęło na minimalnych ustawieniach i niskiej rozdziałce (no i jeszcze klatkowało), natomiast IW działa bardzo płynnie w wysokiej rozdziałce i średnich ustawieniach graficznych. Pod względem optymalizacji to zdecydowanie respekt, szczególnie przy dużych bitwach - czy to powietrznych, czy lądowych.
Wow, widzę, że autorowi udzielił się chyba typowo polaczkowy "syndrom złego CoD-a". "Co z tego, że kampania jest świetna, co z tego, że multi jest naprawdę dopracowane i mapy są fajne, co z tego, że ponownie dostajemy dobry tryb Zombies - i tak zjedziemy tą grę". Dawanie oceny 7, najlepszej części od Advanced Warfare, podczas gdy na necie średnia ocen to 8.0, 8.5 jest naprawdę żałosne. A battlefield z gównianym kikutkiem kampanii i trybem multi które wygląda identycznie z BF 3, BF 4, Hardlinem i Battlefrontem (tylko z nakładką I wś) dostaje 9.0 i ludziska napychają się tym shitem i wręcz proszą o jeszcze. Warto jeszcze spojrzeć na to, że EA wydaję w odstępie ok. miesiąca 2 przeciętne gry o praktycznie identycznej tematyce (Titanfall - również FPS, wojna itd.). I jak tu brać takich ludzi na poważnie ?
"Szkoda, że przeszło 1000 osób uważa inaczej". W sensie ty, twoi rodzice i kumple z gimnazjum ? Przykro mi niszczyć twój mały świat, ale na zagranicznych portalach gra ma średnio oceny powyżej 7/10 i to niestety pokazuje gówno-wartość opinii naszych rodaków ...
O widzę, że growe polaczkowo w formie - jasne, miejmy w dupie, że gra ma świetną fabułę, charyzmatyczne postacie (pod tym względem, gra bije według mnie nawet serię GTA), bardzo dobry model strzelania, boski soundtrack itd. i czepiajmy się technologicznych pierdółek, typu niski zasięg rysowania, czy średnia jakość widoku z lusterka w autach. To śmieszne, że taki kompletnie gówniany WatchDogs w którym gówny bohater ma tyle charyzmy, co lewy but Lincolna ma prawie o 3 punkty wyższą ocenę - ja pograłem w ten crap około 2h i od razu refund. Potem się dziwić, że za granicą nikt nie bierze polaczkowych opinii na poważnie (w sensie "gra do dópy - ja kciałem coź innego. 1/10").
Przyjęło się hejcić tą grę, ale ja widzę tu sytuację analogiczną do Batman: Arkham Origins. W sensie: nie kontynuacja, tylko taka bardziej geneza, nowe studio robiące grę itd. Tak jak przy Batmanie, tak i tu nie widzę sensu hejtu. Dark Spark może jest (trochę) gorsze of dwóch poprzednich części, ale to nadal bardzo dobra gra. Etapy na Cybertronie są niezłe (tak na 9), a te na Ziemi są nieco gorsze (może na 6/7), ale jako że więcej jest tych na obcej planecie (tych jest bodajże 8 i są o wiele dłuższe niż pozostałe 6 na naszej rodzimej planecie) to działa to tylko na plus. Broni jest całkiem sporo, transformersów jest grubo ponad 40 (wszystkie do wyboru tylko w świetnym trybie eskalacji - znacznie lepszym niż w poprzednich częściach - w misjach gramy przeważnie jednym lub dwoma wybranymi przez twórców). Jest tu również fajny patent z odblokowywaniem broni, robotów i skilli za osiągnięcia w misjach. Ogólnie gra się naprawdę przyjemnie i z czystym sumieniem mogę polecić tą grę ;)
Można ciemno strzelać, że ta gierka, będzie kolejną z ubisoftową przypadłością żałosnego otwartego świata. Kiedy skupiano się na liniowych grach, developerzy musieli dopracować każdy element rozgrywki, żeby gra była intensywna. Natomiast Ubi wprowadziło i spopularyzowało beznadziejną ideę dużego pustego świata wypełnionego po brzegi gównianymi pseudomisjami typu "zbierz 200 piórek", "zhackuj 400 kamerek", "odwiedź pierdyliard punktów widokowych". Sama główna kampania starczyłaby na max 4-5 h, ale dzięki tym "zabiegom" wymaxowanie gry niemiłosiernie męczy i zajmuje 20-30 h (przy czym większość gry polega na bieganiu od punkciku do punkciku, a sama właściwa rozgrywka, czyli misje zajmują może 20-30% gry). Postacie (nawet główne) mają w ich grach tyle charyzmy, co przeciętny przechodzień w GTA. Model jazdy w 1 części Watch Dogs był tak do bani, że lepiej jeździło mi się nawet w pierwszej Mafii. Wniosek ? Najlepiej omijać ich gry z daleka. Może oduczy to ich robienia beznadziejnie wydłużanych gier z których każda MUSI mieć otwarty świat, MUSI mieć irytujące znajdźki i MUSI mieć słabego głównego bohatera. "We are Ubi, that's what we do. Nothing."
Też bym pograł w DayZ w wersji single player. Multi w tego typu grach ogranicza się do zdejmowania innych graczy ze snajperki (dla bezpieczeństwa) i do załatwiania świeżaków (przez grupki weteranów-nerdów). W single mogłoby się przynajmniej spokojnie pozałatwiać zombie i zgarnąć jakiś sprzęt (który potem wykorzystałoby się w multi).
Mam nadzieję, że angielski znasz lepiej niż polski, bo twoja znajomość rodzimego języka jest tragiczna. Słyszałeś kiedyś o przecinkach i zaczynaniu zdania od dużej litery ? A co do gry - przeciętna fabuła, dobra grafika, bardzo dobre lokacja, świetny soundtrack i genialny system walki - to tak w skrócie ;)
Czy mógłby ktoś grający aktualnie w tą grę potwierdzić, czy we wszystkie dostępny tryby da się grać samemu ? Z góry dzięki.
A tak nawiasem - gra jest dostępna w Humble Bundle, w najwyższej półce cenowej (na razie - 15$=60zł), ale jak za w miarę niezłą grę, trzy miesiące od premiery (i dodatkowo Borderlands:The Pre-Sequel), to chyba całkiem nieźle.
Dla mnie to najlepsza część serii Heroes. Większość woli pewnie trójkę, ale jak dla mnie jest ona już poważnie archaiczna (i nawet nie chodzi mi o grafikę, lecz raczej o gameplay i problemy z działaniem na nowszych PC i okienkach). Heroes VI to po prostu wymaksowana część piąta - z lepszą grafiką, bardziej rozbudowanymi stronnictwami i ciekawszą fabułą. Część siódma nie dorasta tej nawet do pięt - jest zwyczajnym regresem, i to nawet w stosunku do piątki. Tymczasem jeśli ktoś szuka świetnej, w miarę nowej turówki (i ma naprawdę sporo czasu, bo kampanie w tej grze są oooogromne) to polecam Heroes VI.
Gra ktoś w to w obecnej formie ? Bo za niedługo wyprzedaż na Steamie i pewnie będzie promocja, a to jedna z ostatnich okazji, bo potem znowu zwiększą cenę. Fajne, to ? Do czego to bardziej podobne - po grafice wygląda trochę jak Settlers 7, ale ten aspekt RPGowy i bohaterowie upodabniają to trochę do Warcrafta 3, a takich gier nigdy za dużo.
Mój trzeci ulubiony Final w końcu na PC i to w HD ! Teraz pozostaje tylko trzymać kciuki, żeby na kompie wylądował mój ulubiony (XII).
Jak dla mnie (w tej wersji) najlepsze obecnie na rynku strategia (no razem z AoE III). I to nawet biorąc pod uwagę, kiedy wyszedł oryginał. Główna kampania (a oprócz niej są jeszcze 2 + jeszcze jedna w dodatku Tale of Dragon) jest naprawdę świetna - długa i zróżnicowana, wcale nie mniej niż np. Starcraft 2. Sporo mitologicznych bohaterów (Agamennon, Ajax, Odyseusz), jednostek (kolosy, chimery, sfinksy) oraz spore zróżnicowanie frakcji (które są 4, a z dodatkiem 5) to kolejne zalety gry. Jedynym minusem wydania jest to, że autorzy nie pokusili się o lepsze teksturki.
Zwrócił ktoś uwagę, jak nieudolnie i nagminnie, EA próbuje "pożyczać" wszystko od Call of Duty ? EA cały czas mówi tylko jak CoD jest słaby, jak upadnie itd. itp. a tymczasem kopiuje od niego praktycznie wszystko. Nie ma co nawet wspominać o np. głównym wątku w BF 3 (przesłuchanie żołnierza, wracanie pamięcią do przeszłych wydarzeń, ostatnia misja już w teraźniejszości, czyli CoD: Black Ops w wersji dla ubogich), ale chciałem pokazać kilka przykładów "zapożyczeń" które zauważyłem w Warfighterze:
~ Misja nr 2, czyli trening na pokładzie samolotu (sama miejscówka, to już chyba nieudane nawiązanie do etapu z MW 3). Misję przechodzi się na czas, za który otrzymujemy konkretną rangę - zupełnie jak w Modern Warfare. W misji gra się również arabusem, co też chyba służy jako nawiązanie do misji w MW 3 w której gra się ruskiem.
~ Misja nr 3, moment w którym aktywuje się robota, a kamera pokazuje widok z jego "oczu" jest kropka w kropkę skopiowany z misji w Black Ops II w której też kierowało się dronem.
~ Inne przykłady z całej gry: np. ksywki żołnierzy nad nimi jak w CoD, bohater Mother z wyglądu to wykapany Price, wyważanie drzwi w bullet-time, kilku grywalnych bohaterów (tak jak zresztą w ostatnim MoH-u), przedstawienie postaci i miejsca akcji na początku misji w lewym dolnym rogu itd.
Nie twierdzę, że CoD nie kopiuje od innych rozwiązań, ale sposób w jaki robi to EA (również w Battlefieldach) i przy okazji jeszcze gnojąc grę, na której wyraźnie się wzorują jest naprawdę żałosny.
Natomiast multiplayer to już zupełnie inna bajka - zagrać można (szczególnie w świetny coopowy survival - Extinction), ale sytuacja jest dosyć smutna. Grałem przez net we wszystkie części - najlepiej nadal gra się w MW 1 i MW 2 - natomiast od Ghostsa multi zalicza wyraźną tendencję spadkową. W tej części w multi królują pro hardkorzy (pewnie koreańczycy i rosjanie :P ) którzy biegając z shotgunami (ten cholerny Bulldog ... ) wykańczają wszystkich dosłownie rushując całą mapę. O ile w modernach i black opsach szło mi całkiem nieźle, to w tej części można się poczuć jak jakiś leszcz na klanówkach.
Jak dla mnie kolejne świetne Call of Duty. Activision w przeciwieństwie do konkurencji potrafi zróżnicować poszczególne części (w przeciwieństwie do np. Ubisoftu - odróżniłby ktoś FC 3 od FC 4 po jakimś randomowym screenie ?) nie wprowadzając przy tym jakichś niechcianych, zbytnio rozbuchanych rewolucji (jak EA w BF:Hardline). Graficznie to pierwszy nextgenowy CoD i nawet dziś wygląda nieźle. Fabularnie jest chyba najciekawiej i najoryginalniej z większości nowych FPSów (w końcu w ilu strzelaninach walczy się naraz w kosmosie, pod wodą i w dodatku jeszcze z federacją południowo amerykańską ?). Natomiast sam gameplay również jest wyraźnie zróżnicowany - walka na stacji kosmicznej, w głębinach, jazda czołgiem, bieganie psem - jest dobrze. Szkoda tylko, że zakończenie jest dosyć pośpieszne i nie domyka wielu wątków, a na razie nie zapowiada się na kontynuację.
Gra raczej jakościowo w dolnych stanach średnich. Widać, że ktoś chciał mieć Bulletstorma, ale wyszło cholernie przeciętnie. Graficznie nawet daje radę, oświetlenie, kosmiczny klimat jest w miarę OK. Dubbing też jest niezły - szczególnie Brian Bloom jako główny bohater (podkładał też głos Blazkowiczowi w New Order i Old Blood). Do zalet można jeszcze zaliczyć to, że gra pochodzi z raczej rzadko eksploatowanego obecnie podgatunku FPS (tzn. nie za wiele wspólnego z np. Call of Duty czy Far Cry). No i poza tymi plusami gra właściwie leży. Monotonia poziomów i gameplayu jest tak silna, że aż przypomniał mi się Alien Breed (ciągłe przemierzanie bliźniaczo podobnych lokacji). Fabuła jest właściwie żadna. Większość jest niuansów poznajemy przez odsłuchanie dzienników audio, których słuchanie wybija z rytmu gry (w dynamicznym FPS-ie musimy przystanąć i grzecznie odsłuchać wiadomości w danym miejscu). Broni jest strasznie mało i właściwie nie widzę sensu w używaniu broni obcych (szybko schodzi amunicja). Przez 90% gry używałem głównego karabinu z rzadka przeskakując na shotgun czy snajperkę. Mechanika strzelania nawet ujdzie w tłoku, ale gra ma wyraźne problemy z detekcją trafień (tzn. raz uzna headshota, innym razem nie). Gra jest również stosunkowo trudna, nawet na najniższym poziomie trudności. Ogólnie satysfakcja z gry jest raczej niska, więc produkt polecam wyłącznie wyposzczonym fanom tego typu FPS-ów.
Gra jest naprawdę świetna. Co prawda pierwsze etapy nie nastrajają tak pozytywnie (pierwszy z Bumblebee jest słaby, drugi z Optimusem średni), ale każdy kolejny podciąga grę coraz bardziej w górę, a od etapu z Jazzem (5 misja z 13) jest już naprawdę genialna. Cholernie szeroki wybór broni, duża ilość transformersów, no i przede wszystkim Grimlock - najtwardszy sku*wiel w świecie transformersów - którego misje przypominają dobry slasher. Tylko żal, że kampania taka krótka - gra się naprawdę małą ilością transformersów. Boli to tym bardziej, że przechodząc misje, towarzyszą nam jeszcze inne, niegrywalne w kampanii robociki.
Bez wciskania kitu - gra jest po prostu świetna. Nie wiem jakim cudem, ta gra ma na tym portalu średnią 7.1 (tzn. właściwie wiem - nieuzasadniony hejt). Gra ma praktycznie same zalety: świetną, mocną fabułę, pełnokrwistych bohaterów (swoją drogą - squad, i różnice zdania w obrębie drużyny przypominają mi trochę serial "The Shield"), bardzo dobrą mechanikę strzelania i sporo pukawek. Po premierze dodano nawet za friko moduł coopa z kilkoma misjami. Nic tylko brać i grać (szczególnie przy promocjach, które są strasznie często na ten tytuł - średnio zmniejszają one cenę nawet 3.50 ojro).
--> spidermanPL --> Bardzo łatwo, szczególnie jeśli grało się w jakikolwiek inny RTS. Zasadniczo w grach Relica jedyną różnicą jest bardziej wyraźne stawianie na ukrycie za osłoną. Poza tym jest jeszcze trening, a gra ma również do wyboru niski poziom trudności ;)
Moim zdaniem RPG z najlepszym systemem walki (wraz z Kingdoms of Amalur: Reckoning) oraz jedno z lepszych w ogóle. Świetny system pionków (towarzysze są bardziej efektywni w walce niż w takim np. Dragon Age'u, potrafią sami zbierać loot, podpowiadać rozwiązania questów, taktyki podczas walki itd.), niezła fabuła i grafika też daje radę. Bardzo dobra gra. Czekam na dwójkę na PC ;)
Obczaja ktoś aktualnie promocje na Steamie ? Obecnie Grim Dawn jest przeceniony o 40% i kosztuje 15 euro. Myślałem o zakupie, ale zastanawiam się, czy nie będzie przez okres wyprzedaży jakiejś większej promocji na tą grę (np. -50% albo -60%). Nieraz się zdarzyło, że gra była przeceniona o chociażby 30%, a potem w jeden dzień promocja zwiększała się do -75%. Jak myślicie ? ;)
-->tihomax--> Nie wiem, co ty pieprzysz, ale ja z moim GTX 660 ledwo spełniam minimalne i po ostatnich patchach i zmienieniu VideoMemory w cfg gram na full rozdziałce i w wyższych-średnich detalach i mam prawie cały czas ponad 50 fpsów.
Grałem na normalu i nie widzę problemu w poziomie trudności, tylko w słabym zaprojektowaniu gry. Np. w Chaos Theory, czy MGS V każdy wróg pada po 1 headshocie (chyba, że ma hełm), a tutaj jest po prostu jakiś problem z detekcją trafień.
Cóż, delikatnie ujmując rozczarowanie. A nie delikatnie to najgorsza "skradanka" w jaką kiedykolwiek grałem. Beznadziejne bronie, tragiczny dubbing (szczególnie nowy Fischer) i najgorszy w historii skradanek design poziomów. Praktycznie zero alternatywnych ścieżek. 90 % fragmentów musisz wykonać dokładnie tak jak wymyślili sobie twórcy. Dodać do tego jeszcze wrogów bez pancerza, którzy wytrzymują 2 headshoty i 4 strzały w klatę (na raz) to mamy najbardziej irytującą skradankę na świecie. Omijać szerokim łukiem.
Wie ktoś może, czy w głównej kampanii Artanis będzie takim samym głównym bohaterem, jak Kerrigan, czyli że będzie się go dało ulepszać i wysyłać do walki ? I czy w tym trybie sprzymierzonych dowódców bohaterowie są grywalni (tzn. da się nimi sterować, czy po prostu się niby w nich "wciela") ?
--> wronczanin --> A ja współczuję twoim rodzicom. W ogóle strasznie na tej stronie widoczny jest polaczkowy hejt na serię Call of Duty. "Call of Duty skończył się na Modern Warfare","Kto jeszcze w to gra","Słabe to" i inne tego typu pieprzenie. A tymczasem CoD-y nadal rozchodzą się w ogromnych ilościach m.in. w USA, czy Wielkiej Brytanii (czyli jakby nie patrzeć, w krajach z dużą ilością graczy). Na zagranicznych forach wszyscy chwalą tą serię. A w Polsce samo bezsensowne gnojenie. Same bezsensowne argumenty. "Cały czas to samo" - a w innych seriach to co ? Assasin's Creed, GTA, czy ukochana gra hejterów BF (po screenie nie odróżniłbym trzeciej części od 4). Zresztą ostatnie było mówione, że w Black Ops II gra 2x więcej ludzi niż BF 4 i Hardline razem wziętych. A co do samej gry to jak dla mnie naprawdę niezła. Singiel, zombie, multi - wszystko jest dorobione i trzyma poziom. Nawet średnia optymalizacja nie przeszkadza, o ile komuś nie zależy żeby grać na ultra. Boli tylko cena, ale teraz większość gier już wychodzi po tej cenie.
Nie tak dawno skończyłem i przyznaję, że się trochę zawiodłem. W Assignment 100 % gry to skradanka. W Consequence ma się w końcu broń (pistolet, dwururkę), ale dopiero w późniejszych momentach, więc i tak za wiele sobie postrzelać nie można. W podstawce było to fajnie zbalansowane: chcesz się skradać, to się skradaj, nie chcesz, to strzelaj (o ile masz amunicję). Tutaj średnio mi się podoba to wymuszenie dyskrecji. Aha, i w opisie gry pisze, że cały season pass zapewnia "15 do 20h gry", co też można włożyć między bajki. Nie wierzę, żeby komuś ukończenie tych obydwu DLC zajęło więcej niż 4-5 godzin.
Ja mam pytanie do tych którzy zaopatrzyli się już w grę. Myślicie, że jest warta obecnej ceny (23 euro) ? W jakim obecnie jest stanie (tzn. czy jest już w miarę długa, dopracowana itd.) ?
@szelek14100
Dzięki za info. Grałem w to kiedyś trochę i mi się nawet podobało, ale zerkając na mapę świata zdawało mi się, że to jakieś krótkie. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że wydają to w czymś w stylu epizodów.
Ukończył ktoś już Book One ? Chciałbym się dowiedzieć jak bardzo to jest długie, bo nie wiem, czy opłaca się w to w ogóle grać bez innych części. Z góry dzięki za odpowiedź.
Poleciłby ktoś jakąś fajną grę w podobnym stylu ? Tzn. strzelanka w 2D ? Grałem ostatnio w to i w 1 część , Flashback, Hotline Miami 1 i 2, Broforce i Metal Slug i chciałbym zagrać w coś podobnego. Z góry dzięki.
Tak z ciekawości, to przeszedł już ktoś dodatek ? Bo strasznie ciekawi mnie, czy fajny (jak podstawka), czy coś na poziomie DLC do Resident Evil (czyli krótkie i w kółko powtarzanie tych samych lokacji jak w dodatku z Adą do RE 4, albo jak z dodatkowymi epizodami do RE R2).
Jeśli kogoś to ciekawi, to najprawdopodobniej w tym lub ewentualnie w następnym tygodniu wersja Gold Edition zadebiutuje na Steamie (dla ciekawych: zwróćcie uwagę na achievementy do gry na Steamie i poczytajcie komentarze pod newsem o tym, że gra zmierza na Steamworks).
No gra naprawdę niezła. Spora ilość broni, niezłe lokacje, dobrze rozpoczynająca się fabuła i fajni bohaterowie. Jak na razie to zapowiada się na lepszą niż pierwsza część. Klimat też jest odpowiedni zawiesisty (moim zdaniem o wiele bardziej niż np. w RE5, czy RE6). Bardzo dobrze został rozwinięty tryb Raid i tylko szkoda, że epizod pierwszy trwa tylko ok. 2h. Co prawda gry Telltale przyzwyczaiły mnie do mniej więcej takiej długości rozgrywki, lecz ta gra jest tak świetna, że od razu chce się więcej ;) Tak, czy inaczej z kredytem zaufania mogę wystawić czystą 9.
Czyli nie działa ze spolszczeniem ? A jest jakaś opcja, żeby mieć podstawkę spolszczoną, a tego moda grać po angielsku ? Albo można np. zainstalować spolszczenie, przejść z nim grę do tej planety, potem odinstalować spolszczenie i z powrotem zainstalować po przejściu moda ?
Ej, wie ktoś może, czy w grze istnieje opcja samotnego meczu z botami, tzn. ja sam konta boty na dowolnej mapie ? Z góry dzięki za odpowiedź.
Wie ktoś może jak budować Outposty na klawiaturze i myszcze ? Piszę , że trzeba wyjąć radio , ale nie mogę znaleźć odpowiedzialnych za to klawiszy. Z góry dzięki za pomoc.
Napisał , by ktoś , czy sterowanie w grze działa z emulatorem do pada Xbox 360 ? Jakoś nie wierzę , że wszyscy mają go i grają z tym padem ...
-- > Gordek -- > Dzięki za odpowiedź. Na prawdę szkoda. Carley , czy nawet Doug zdają się być o wiele ciekawszymi postaci niż Ben.
Hej. Ja dla odmiany mam pytanie odnośnie fabuły do osób które już ukończyły podstawkę.
--S.P.O.I.L.E.R--
Tak więc mam zamiar przejść grę raz jeszcze , ale ciekawią mnie konsekwencje jednej decyzji.
Mianowicie w 3 odcinku jest moment w którym Lily mierzy do Bena i do Carley/Douga. Moja rozmowa zakończyła się śmiercią Carley . W związku z tym mam pytanie: czy da się podczas tej rozmowy nakierować Lily na Bena ? Czy da się ,aby nie załatwiała nikogo lub ewentualnie tylko Bena ? Z góry dzięki za odpowiedź.
Mogę powiedzieć , że po przejściu singla i po kilkunastu godzinach gry w multi mogę powiedzieć , że zdecydowanie najbardziej przereklamowany FPS w jakiego znam. Jedynym plusem singla jest co najwyżej dobry polski dubbing . Reszta cech singla to zdecydowane wady takie jak bugi , różnego rodzaju problemy z dźwiękiem , zjechana optymalizacja , nieporywająca , nudna , przewidywalna , czerpiąca dosłownie wszytko z CoD-ów fabuła oraz naprawdę słabo zrobione mapy . Jeśli ktoś lubi w FPS najbardziej ten tryb to raczej powinien się wstrzymać z zakupem tej gry. Kolejnym minusem jest CO-OP chyba najgorszy z jakim miałem styczność w grach ( oczywiście bugi , problemy z połączeniem , właściwie brak fabuły oraz przerobione mapy z singla ) . Jedynym jasnym światełkiem w tej kanalizacji jaką jest ta gra jest właśnie tryb multi , których też jest zabugowany. Jeśli masz szczęście może uda ci się trafić na dobry serwer , z dobrym pingiem i może zaczniesz się nawet nieźle bawić , dopóki gra nie zacznie się lagować lub dla odmiany wywali od razu do pulpitu . Moja ocena to znacznie naciągnięte za multi 4/10.
Na tą część naprawdę czekałem i na szczęście się nie rozczarowałem. Gra jest naprawdę genialna , posiada naprawdę świetną , epicką fabułę , dobrych bohaterów , ciekawe misje , zróżnicowane bronie oraz według mnie zdecydowanie najlepsze multi w serii z najlepiej zaprojektowanymi mapami. Uważam , że ta część CoD-a to na razie najlepszy dostępny FPS. W BO II wprowadzono udane zmiany takie jak kilka zakończeń , podrasowanie grafiki oraz udoskonalenie trybu multi oraz zombie ( w tej części tryb zombie mnie strasznie wciągnął , ale żałuję , że do tego trybu jest tak mało map ). Sądząc po ocenie na stronie hejterzy CoD-a oraz fanboye MoH-a i BF zrobili swoje dlatego więc ja będę bardziej sprawiedliwy dla tej gry i wystawię w pełni zasłużone 10/10 jako dla najlepszego i FPS i najchętniej kupowanej gry na świecie. Naprawdę polecam !
Moim skromnym zdaniem : druga ( zaraz po BO II ) najlepsza gra z najlepszej serii FPS-ów w jakie grałem. Fabuła może nie jest dziełem geniusza , ale dobrze rozwija wątki z MW 2 , jest ciekawa i posiada wiele mocnych zwrotów akcji , których na pewno brakuje w choćby BF 3. Plusem gry są też na pewno dobrze zaprojektowane i zróżnicowane mapy zarówno w single jak i w multi. Single jest zdecydowanie najlepsze w tej części spośród innych CoD-ów ( z wyjątkiem BO II ) , a według mnie nawet spośród jakichkolwiek innych FPS-ów ( jedyny godny rywal dla tej części to chyba tylko Far Cry 3 ). Cieszy też duża ilość uzbrojenia , atutów i umiejętności w multi w które można wpaść na naprawdę długo. Widziałem tu również komentarze w których było napisane , że w CoD i w BF najważniejsze jest multi. Może to i prawda , ale i tak uważam , że single jest nieodłączną częścią tych gier w związku z czym to CoD ma przewagę ( znaczną ) nad BF . Multi w tych dwóch grach jest całkiem różne więc nie mogę ich porównywać , ale w singlu BF-a widać inspirację z CoD-a więc mogę napisać , że tryb dla pojedynczego gracza w BF jest co najwyżej przeciętny. Warto też napisać o świetnych misjach CO-OP w CoD oraz o fajnym trybie przetrwania. Moja ocena to 9.5/10 .
Napisałby ktoś , czy jest opcja gry z botami ? Z góry dzięki za odpowiedź ...
Napisałby ktoś jak w ogóle włączyć drugiego gracza i ustawić żeby mógł grać na padzie ? Ja jak klikam Play Local to ciągle mam napisane tylko Player 1 , a opcje innych ( Press to Start ) są wyciemnione ...
Sorry , za błąd. Czy da się grać we 2 przy jednym kompie w trybie Survival ???
Mam jedno pytanie : czy jest opcja zabawy w coopa na jednym komputerze ? Z góry dzięki za odpowiedź ...
Mnih1--> Weź się ogarnij człowieku . Nie grałem , ale patrząc na oceny zachodnich magazynów (http://www.cdaction.pl/news-29470/medal-of-honor-warfighter---pierwsze-recenzje-cos-poszlo-chyba-nie-tak.html ) to zdaję mi się , że osoby , które wystawiły temu MoH-owi 8.2 grały chyba w inną grę. Aha i poza tym taktyka obniżania ocen była raczej stosowana przez '' fanboyów '' BF 3 ...
-->wiedzmin559--> Powinno spokojnie działać na detalach nawet powyżej średnich . Gra jak na Activision przystało jest nieźle zoptymalizowana.
Jak tam z waszą oceną - opłaca się tą grę kupić ew. ściągnąć ? Aktualnie gram w UT i UT2004 i mi się całkiem podobają , ale jak przeczytałem , że w UT3 wymienili postacie , usunęli tryb Assault ( mój ulubiony !!! ) , Bombing Run ( też fajny ) i Domination ( ten mnie trochę męczył ) , a także usunęli miniguna ( bez komentarza ... ) to nie pokładam zbyt dużej nadziei w tą część ...
Hej . Małe pytanie : gra ktoś w multi w tej grze ? Jak tam z serwerami ? Myślałem o zakupie , ale dla samego singla raczej się nie opłaca ...
Siema. Czy gra pójdzie na moim kompie ? Windows 7 Ultimate ; Procesor - AMD Athlon(tm) Dual Core Processor 5050e 2.60 GHz ; RAM - 3 GB ; NVIDIA GeForce 9800 GT 512 MB. Z góry dzięki .
Ktoś wie ile ta gra kosztuje w Carrefourze , Komputroniku lub Media Expert ?
stolek1234 --> Jeśli to porównywać z Alanem Wakem i Bioshockiem to Resident Evil 5 nie jest straszny . W Alanie celowano w klimat horroru ( przynajmniej tak mi się zdaję z gameplayów ) , a w Residencie to przede wszystkim duże grupki zombie ( w większości nie wyglądających nawet strasznie ) i wszelkiego rodzaju obrzydliwości ( pokiereszowane zwierzęta , trochę krwi - takie tam ) . Resident to bardziej survival niż horror . Więcej strzelania niż strachu.
Siemka Wszystkim . Chciałbym zapytać , czy Wiedźmin 2 : Zabójcy Królów odpali na moim komputerze ( i jeśli już odpali to na jakich detalach ) . Oto mój sprzęt : AMD Athlon(tm) Dual Core Processor 5050e ( dwurdzeniowy 2.61 GHz ) , NVIDIA GeForce 9800 GT ( 512 MB ) , 3,00 GB RAM i Windows 7 . Z góry dzięki za dpowiedź ...
--> Pierdykleks --> Zawsze można je znaleźć całkiem tanio na Allegro ...