Nowe Gearsy to udana produkcja, niewybitna, ale naprawdę przyjemnie się w to gra. Wysoki poziom audiowizualny, świetny klimat walącego się miasta i gameplay- co prawda bazuje na ogranych zasadach, ale daje radę.
Dla mnie z minusów, biedna fizyka i trochę nijaka fabuła, postacie (ale w takiej blockbusterowej formule nie jest to wielkim problemem).
Dla tej gry odpaliłem gamepass. Nie widzę sensu w kupowaniu jej na własność. Biznesowo niestety to się pewnie nijak nie opłaci i oberwie studio/ marka. A szkoda.
Moje pierwsze Gearsy... i fanem serii raczej nie zostanę. Jestem w trakcie kampani. Gra się przyjemnie, brutalnie, ładne lokacje jest trochę epickości. Nie jest to jednak coś co wgniata mnie w fotel, w większości dość statyczne strzelanie zza osłon i odporni przeciwnicy.
Na minus fizyka otoczenia, destrukcji ulegają głównie lekkie osłony, szyby, opony w autach. I tylko tyle...Wózki z marketu przyklejone do podłoża😬 tak jak większość pomniejszych elementów. Kule nie niszczą przedmiotów, nawet niektórych szyb w budynkach.
Zastój, czy wręcz regres w tym elemencie we współczesnych grach.
Oj tak twórcy KM bardzo sprytnie to rozwiązali, jeśli ktoś się nie zagłębia w temat można przeoczyć alternatywne zakończenie.
Te przykłady z Gothiców są całkiem dobre, i te gry mają taką strukturę piramidy, gdzie podstawą jest dużo łazikowania, eksplorowania, dołączania do frakcji etc. A później historia się zawęża i prowadzi nas do finału.
Tylko zawsze to powtarzam, trudno jest przełożyć schemat Gothica na takiego Wiedźmina 3, gdzie jednak pewna swoboda i rozmach świata jest kluczowym składnikiem tego dania.
No Geralt jednak swobodnie zasuwa przez wielki świat na płotce, bierze zadania i przeżywa przygody. Zamykanie go na małej mapie w stylu gothicowym i zmuszanie do dreptania z miejsca w miejsca bo np. trzeba odblokować gdzieś dostęp kłóciłoby się z DNA tej gry.
Co do głównych założeń to tak w Dawnwalkerze jest podobnie jak w Kronikach Myrtany.
Tylko, że w praktyce w KM jest to dużo bardziej rygorystyczne i naprawdę trzeba się postarać i skupić na głównym wątku, żeby uzyskać alternatywne zakończenie.
A w Dawnwalkerze jest to trochę palcem po wodzie pisane, bo możemy łazić, eksplorować i robić masę rzeczy.
Po prostu nie da się odhaczyć wszystkiego i jednocześnie uratować rodzinę.
Ten paradoks z 'szukaniem patelni' jest trochę powierzchownie rozwiązany w Dawnwalkerze.
Istotnie jest możliwość maksymalnego skupienia na wątku ratowania rodziny i tu twórcy dotrzymali obietnicy, jest duża dowolność w tym kiedy zaatakujemy antagonistę.
Natomiast wiadomo, że zdecydowana większość graczy zobaczy niewiele odbiegającą od standardu grę, gdzie biegamy sobie po mapie, odkrywamy skarby, rozmawiamy z NPC etc. Presja czasu okazuje się niewielka.
A problem z graniem w gwinta, pomiędzy ratowaniem Ciri idealnie rozwiązano w Kronikach Myrtany.
spoiler start
Mamy możliwość alternatywnego szybszego zakończenia gry, tylko jeśli wykonujemy questy prowadzące do ratowania brata, jeśli bierzemy się za questy poboczne Jorn ginie, a my po RPG eksplorujemy i bawimy się w świecie gry
spoiler stop
Silent Hill Townfall to udana produkcja, połączenie rozgrywki w stylu Alien:Isolation z motywami 'silenthillowymi'. Tutaj sprawa jest dość prosta, jeśli ktoś lubi skradanki w tym stylu i dużo rozbudowanych zagadek polubi tą grę.
+
- przede wszystkim gra potrafi przestraszyć- podkręcić napięcie, ograniczone zasoby, konieczność omijania przeciwników(obrzydliwe projekty stworów należycie odpychające) i ukrywania się budzi grozę, w moim odczuciu jedna ze straszniejszych produkcji ostatnich lat
- wysoki poziom oprawy audiowizualnej, przede wszystkim dźwięki otoczenia i muzyka - pompują odpowiedni nastrój, dość ładny wizualnie kierunek artystyczny
- miasteczko portowe ma swój klimat i ma sporo detali wnętrz
- dokładnie wykonane retro- urządzenia, których używamy
- świetny etap z
spoiler start
Richardem
spoiler stop
- całkiem sensowna fabuła i wykorzystanie motywów z Silent Hilla, ACZ...
...no nie jest to poziom, który sprawi, że gra wryje się w naszą pamięć jak Silent Hill 2, główny bohater pozbawiony charyzmy (postacie poboczne wypadają dużo lepiej), a sama historia od początku nazbyt oczywista, nieco uboga jak na kilkanaście godzin rozgrywki
Inne -
- pokonały mnie ze dwie zagadki, dla mnie nieintuicyjne, ale ok to może moja indolencja w tym zakresie 😅
- na pewnym etapie dość powolny gameplay i ciągłe ukrywanie się, robi się nieco męczące i nużące
- raczej słaba walka..jak to w Silent Hillach
Townfall to ciekawe przeniesienie serii na grunt FPP i rozwiązań z Alien: Isolation, z naciskiem na skradanie i zagadki. Straszy i odpowiednio budzi grozę. Kto lubi taki rodzaj rozgrywki, uważam że warto zagrać. Fabularnie i artystycznie stoi na solidnych 'silenthillowych' podstawach, ale zdecydowanie nie jest to poziom kultowych odsłon.
Bardzo dobra gra. Grało się w to niczym w interaktywny audiobook wysokiej jakości.
Ciekawe, czy będzie jakiś sensowny system walki wręcz, opcja nauki sztuk walki?
Grałem ostatnio w Sleeping Dogs i tam te walki były znacznie bardziej urozmaicone i efektowne, niż w GTA...
Będzie w Game Pass, więc w końcu zapoznam się z tą kultową serią :)
No i nie wiem...Klimat jest zacny, ale to skradanie i przeciwnicy nie do ubicia, jeśli nie jest to dobrze zrealizowane to mogą być męczarnie.
Pooglądam gameplay'e i zdecyduję.
Trochę tak, tych jakościowych nie ma, aż tak wiele.
I kolejny minus o którym już zapomniałem, praktycznie każde nieco bardziej złożone zadanie wykorzystuje 'wiedźmińskie' zmysły...Ok, niech sobie będzie ta mechanika, tylko może nie w takiej ilości....
W sumie to jeszcze jedna kwestia mnie rozczarowała, biorąc pod uwagę zapowiedzi twórców. Mianowicie gra miała być maksymalnie zorientowana na głównym wątku, liczy się uratowanie rodziny i wszystko do niego prowadzi.
A w rzeczywistości mamy masę opcjonalnych zapychaczy jak w każdej innej tego typu grze...
Po drugie nawet jeśli te questy nieco wyższego szczebla faktycznie są powiązane z wiodącym celem, np.magazyny krwi, to jest to bardzo cienka i umowna nić. Nic w tym elemencie specjalnie kreatywnego twórcy nie wymyślili, wbrew zapowiedziom.
Uwielbiam Alan Wake 2, od Control się odbiłem po kilku godzinach...
Wiem, że obie te gry są cześcią tego samego uniwersum i mają pewne cechy wspólne.
Alana Wake'a odbieram jednak zupełnie inaczej to bardziej przygodowy survival horror, niż akcyjniak, czerpiący wiele ze Stephena Kinga, Davida Lyncha, czy z Archiwum X.
Małomiasteczkowy klimat z wątkami paranormalnymi. Przepiękne scenerie, dobre dialogi, robiące wrażenie reżyserią cut-scenki. Sporo półotwartych, klimatycznych, dobrze zaprojektowanych, acz niezbyt dużych lokacji.
W Control nie wiele z tego uświadczyłem przez te kilka godzin...
A Control Resonant to już kompletnie odjeżdża od moich preferencji...
Na -
- Niezależnie od rozwoju postaci, liczba przeciwników i ich schematów walki, jest mocno ograniczona. Do tego twórcy lubią sobie nimi zasypywać gracza, co po prostu, gdzieś od połowy gry nudzi.
- W grze zbieramy mnóstwo przedmiotów, roślinek, notatek, tony śmiecia przez, które aż nie chce się przekopywać. Naprawdę mocno mnie to irytowało. Podobnie było w Wiedźminie 3, mam nadzieje, że Redzi i ich byli pracownicy w końcu się z tego wyleczą.
- Muzyka...po dwukrotnym przejściu W3 wraz z dodatkami mam przesyt tych klimatów.
- Technicznie, co prawda na konsoli nie było jakichś dramatów jak w Gothic Remake, gra wymaga jednak pewnych poprawek.
Składając moją opinię w całość. Grę uważam za całkiem udaną, z kilkoma ciekawymi pomysłami i rozwiązaniami, na mój gust brak jej jednak jakości, która przyciągnęła by mnie ponownie. Mimo wszystko dość jednowymiarowa ogólna historia Coena, rozwój postaci i tony zbieractwa mnie skutecznie do tego zniechęcają. Raczej nie będę też wyczekiwał z niecierpliwością na kontynuację, acz trzymam kciuki za Rebel Wolves, aby rozwijali tę markę. Będę śledził, acz z pewnym dystansem.
Czas na podsumowanie.
Jeśli miałbym w wielkim skrócie opisać moje wrażenia z The Blood of Dawnwalker...to napisałbym, że jest nierówno... Ciekawe pomysły i rozwiązania przyciągnęły mnie do tej gry, zatrzymały na dłużej jednocześnie, poczucie, że coś nie do końca zostało dopracowane towarzyszło mi bardzo często.
Na początek może rozjaśnijmy kwestię czasu. Marketing i początkowe ambicje twórców rozjechały się z potrzebami rynkowymi, finalnie postawiano na kompromis, który zbyt mocno się niczym nie wyróżnia w gatunku. Z wszystkimi ważniejszymi questami i większością zawartości pobocznej wyrobimy się w 30 dni. Byłem nieco rozczarowany po szumnych zapowiedziach twórców...Tylko szczerze mówiąc z tego problemu czasowego, w grze celującej w masowego odbiorcę nie dało się chyba wybrnąć. Realne ograniczenia czasowe i zamykanie głównych questów, mocno skróciłoby grę i zfrustrowało bardzo wielu graczy. Mamy, więc to co mamy...Miast nowatorskiego fundamentu, mamy 'feature' który wywiera presję tylko na początku gry, poźniej staje się jedynie ciekawostką i ograniczeniem dla graczy lubiących 'czyścić' mapki do zera.
Na +
- Pomimo kwestii czasu, który ma duuużo mniejsze znaczenie, niż nam to przedstawiano, muszę pochwalić twórców za pewną otwartość i 'sandbox-owość Dawnwalkera. Faktycznie jest duża dowolność w kolejności i sposobie likwidacji bojarów Brencisa (czy w ogóle to zrobimy), dobieraniu sojuszników, gra ma kilka sposobów na poprowadzenie finału, w wielu questach jest sporo rozgałęzień, można zabić wszystkich NPC. Naturalnie nie wszystkie nasze działania świat sensownie zareaguje, ale i tak jest dobrze.
Tutaj jestem raczej usatysfakcjonowany, pewnie powstanie bardzo wiele materiałów jak można rozwiązać różne questy.
- Ogólne światotwórstwo, że tak to ujmę. Twórcy wymyślili i stworzyli całkiem sensowne realia i jego podbudowę. Połączenie wampirzych tematów z średniowiecznymi, brudnymi realiami wypada ciekawie. Wizualnie górskie scenerie ładnie się prezentują, a wampirze rządy są niejednoznaczne. Spodobało mi się, ukazanie tej wampirzej strony mocy - łatwiejsza walka, większa mobilność, przymus picia krwi, zawsze był też ten wybór, czy zrobić coś w dzień, czy w nocy. Ostatecznie nawet to niezbyt znaczące zarządzanie czasem było jakąś odmianą.
Na +, ale.... (czego bardzo dużo jest w tej grze)
- Główna fabuła, na standardy growe...jest to przyzwoicie napisane, Coen ma jakąś podbudowę, ma swoje sensowne motywacje, tych kilka kluczowych dla historii postaci, ma swoją głębię i jakiś zarys osobowości. Natomiast jest to wszystko nierówne...Dubbing i dialogi, często są jakościowe, gracz czasem czuje się jak swego czasu w Wiedźmnie 3, a za chwilę głos rozjeżdża się z toporną mimiką, daną scenką. Pojawiają się też infantylne kwestie, niespójne, nazbyt egzaltowane wypowiedzi. Nie spodobały mi się sekwencje wampirzego świata, sztampowe jak na mój gust, chodź sami antagoniści dość ciekawi. Już po ukończeniu gry, wampirza historia Coena i jego rodziny, nie specjalnie mnie zajmuje...Była ok, i miała mocne momenty, ale to na tyle.
- Zadania. Jest tu wiele ciekawych zadań z niejednoznacznymi wyobrami i rozwidleniami, na modłę wiedźmińską. To na plus, acz takich naprawdę ujmujących historii nie jest zbyt wiele... Część zawartości pobocznej przypadła mi do gustu, część nie...sprawiając wrażenie zapychaczy. Znowu jest nierówno, robisz jakiś całkiem sprawnie zrealizowany jakościowy główny quest, a za chwilę odhaczasz coś pobocznego i masz dialog z jakimś koślawym chłopem wyjętym sprzed 10 lat z Wiedźmina 3...
- System walki i rozwój postaci. Potrzeba chwili by się go nauczyć, ale później dawał mi dużo satysfakcji. Wymaga trochę skupienia, jest 'mięsisty', daje satysfakcję, skuteczne parowanie cieszy. Natomiast mnie po prostu znużył w pewnym momencie. Walki są dość długie i po pewnym czasie stają się monotonne. Przyznam jak to rozwinęliśmy w innym wątku, że wynika to z mojego nieco olewczego stosunku do rozwoju postaci😅 Da się zrobić postać, która sprawniej likwiduje wrogów, ale wymaga to większego skupienia na rozwoju postaci i skilli, szukania niezbędnych książek do rozwijania postaci, ciągłego zbieractwa tony przedmiotów w poszukiwaniu tego, który daje te kilka- kilkanaście procent więcej do statystyk. Szczerze nie chciało mi się w to zagłębiać, skupiłem się głównie na fabule i questach - ostrzegam grając w ten sposób, dacie sobie radę z głównymi oponentami bez większych problemów, ale będziecie się ciachać bez końca z
grupkami losowych wilków i innych zwykłych żołdaków.
Mam niedosyt związany z tym system walki, jest ciekawy i satysfakcjonujący, ale poprzez nudny rozwój postaci i progres mnie finalnie zmęczył.
No ok, teraz lepiej rozumiem, że po części sam jestem sobie winien 😅 Tylko weź pod uwagę, że wiele osób na domyślnym poziomie trudności przechodzi grę bardziej po 'casualowemu', skupia się więcej na fabule i questach, niż szukaniu optymalnego ekwipunku, zbieraniu wszystkich książek niezbędnych do nauki, czy rozkminianiu rozwoju postaci.
Mnie ten rozwój postaci (niskie poczucie progresu - bez aktywnych skilli i przez ograniczenia związane z książkami), czy zbieranie ekwipunku (małe procentowe bonusy i tony śmieci do podnoszenia) niezbyt kupił. Dlatego nie poświęcałem mu zbyt wiele uwagi.
Ujmę to tak, jak widzę, jak najbardziej da się zrobić mocny pakiet i nie jest to może jakieś szczególnie trudne. Natomiast osoby, których ten system rozwoju i zbierania ekwipunku nie rajcuje, a skupiają się na fabule i questach otrzymają to co, ja czyli bardzo dużo powolnej siekaniny, nawet na wysokich levelach na końcowym etapie gry.
Niska różnorodność przeciwników i nadmiernie rzucanie nimi w gracza to też fakt, niezależnie od rozwoju postaci.
Uwielbiam Clair Obscur Expedition i (stawiam je wyżej od Gothic Remake i Dawnwalkera), ale w nim też widać ograniczenia budżetowe.
Statyczni NPC w świecie z rozmowami tekstowymi, dialogi i interakcje obozowe trochę biedne, niewiele zawartości/ questów pobocznych, poruszanie po mapie świata też wygląda słabo.
OK, przyznam, że nie zagłębiałem się jakoś szczególnie mocno w skille i drzewko umiejętności, mimo to uważam, że walka i tak zdaje się nazbyt ślamazarna na pewnym etapie.
Nie miałem żadnych problemów z wszystkimi bossami (pokonane na 2-3 podejścia), więc moja postać powinna sobie też szybciej radzić z randomowymi grupami przeciwników bliżej końca gry. Tym bardziej na drugim poziomie trudności.
Zresztą, np. UV też wspominał o falach podobnych przeciwników z długimi paskami życia. W innych recenzjach też się pojawiają tego typu zarzuty.
Z takich drobiazgów fabularnych to trochę mnie rozbawiła niedopracowana interakcja z Bakirem.
spoiler start
Kiedy zasiadamy do uczty z Bakirem po wygraniu rywalizacji w labiryncie i pijemy z nim toast, z daleka widać, że nasz Coen ma wampirze łapy z pazurami, a cały fortel polegał na tym, aby się nie zdemaskować jako wampir podczas zawodów. Troszkę kuriozalnie to wygląda, że Bakir siedzący metr od Coena tego nie zauważa 😂
spoiler stop
Gram na domyślnym, czyli drugim. Poziom trudności jest dla mnie ok, sporadycznie coś tam wczytam, powtórzę.. te walki stają się po pewnym czasie monotonne i za długie.
Zdarzają się sytuacje, że niektóre grupki wrogów zabierają mi bardzo małe obrażenia, ale ja im też nie za wiele... I tak się siekamy 🤣 Co trochę trwa..
Mam jeszcze kilka ostatnich questów fabularnych, które mnie ciekawią, więc trochę mi szkoda kończyć mimo pewnego znużenia.
Czym bardziej zbliżam się do finału, tym bardzo pozytywne wcześniejsze odczucia, istotnie bledną...
Przede wszystkim po kilkudziesięciu godzinach niesamowicie irytujące jest zasypywanie graczami dziesiątki razy tymi samymi przeciwnikami, w których trzeba napitalać bez opamiętania. 40 level biegnę przez las z legendarnym mieczem i dwusetny raz muszę ślamazarnie wycinać watahę wilków... 🤬 Grupki randomowych przeciwników, czasem sprawiają więcej problemów, niż kniaźiowie...
System walki, jest naprawdę udany, ale powolne wycinanie tych samych fal wrogów, w ten sam sposób po prostu zaczyna nużyć w pewnym momencie.
Dwa, na modłę wiedźmińskie zbieractwo tony śmieci.
Poza tym gra ma wiele udanych pomysłów, sprawiła mi sporo satysfakcji, jednak bliżej końca - głównie przez upierdliwą, powolną walkę staje się męcząca.
Główny problem z tymi aplikacjami leży w tym, że jest tam znacznie więcej mężczyzn, niż kobiet.
Ta dysproporcja powoduje, że mężczyźni muszą pisać do bardzo wielu kobiet, z kolei damska strona otrzymuje dziesiątki wiadomości.
Tworzy to 'chorą' na swój sposób sytuację, że nawet jakaś 'przeciętna' dziewczyna jest zasypywana dziesiątkami wiadomości, propozycji, komplementów jak jakaś 'superstar'. Z drugiej strony 3/4 tych wiadomości to pisane byle co na szybko, albo propozycje erotyczne, często kontakty, które się urywają.
I tak to się kręci...Algorytmy jeszcze utrudniają sprawę. Dochodzi też psychologiczny problem zbyt dużego wyboru - poczucie, że ktoś jest ok, ale przewracjąc dziesiątki profili w ciągu kilku minut, nie trudno o wrażenie, że za chwilę znajdzie się ktoś 'fajniejszy'.
Jednakże, jest to jedna z kilku po opcji poznawania, i tak to należy traktować. Podchodząc do tego na chłodno, można kogoś sensownego poznać, aczkolwiek może to wymagać wielu prób.
Pograłem dobrych kilka godzin na PS5 i nie sądzę, żeby skala błędów przebiła Gothic Remake, który kilka razy wywalał crashe, a przyciski od pada przestały działać na napisach końcowych 😂
Co do pozostałych zarzutów, też jest zauważam, generalnie gra jest dość nieprzystępna na początku.
Po początkowym przyzwyczajeniu się system walki wydaje się satysfakcjonujący.
Nie rozumiem problemów wielu osób z tym systemem czasu...Z recenzji wynika, że grając przez 30 dni zrobimy z 3/4 kontentu.
Naprawdę w każdej grze koniecznie trzeba wszystkie zadania odhaczyć do zera?
Ten czas jest fajnym zasobem do wykorzystania.
Mam kilka godzin za sobą i podoba mi się ta gra. Dobra walka, fabuła/ dialogu dają radę, w końcu trochę nowych pomysłów.
Bawię się lepiej, niż w Gothic Remake.
Rozumiem, że TLoU 2 fabularnie rozczarowuje, a gameplay jakiekś wielkiej głębi w sobie nie zawiera.
Jednakże ten tytuł pod względem animacji, grafiki, dopracowania detali, płynność i odczucia z walk to absolutna topka. Niewiele studiów jest w stanie im dorównać.
Wychodzi na to, że Dawnwalker jest ciekawą grą z pomysłami, ale niepozbawioną wad. Takie ambitniejsze AA.
Mam sporo czasu, więc sprawdzę sobie.
PS: Jak patrzę na ten wiedźminowo zagracony ekwipunek to 🤐
Nie jestem wielkim przeciwnikiem tej technologii, ale to wymaga dopracowania.
Problem leży w tym, że znikąd pojawia nowe silne źródło światła np. walące centralnie na twarz. Co wygląda nienaturalnie (skąd to światło?) i niespójnie artystycznie z resztą gry.
Może nowe gry projektowane pod tą technologię lepiej sobie z tym poradzą.
Malkontentów nie brakuje ;) Jednak pod kątem graficznym, animacji, rozmachu miasta, detali nie wydaje mi się, aby cokolwiek konkurencyjnego było na rynku.
Co nie do końca mnie przekonuje...para głównych bohaterów i zarys ich historii. Ot taki duet rozrabiaków, no ok...nie odrzucają mnie( a to już coś), ale i niczym specjalnym nie interesują. Jednak główne postacie w GTA w zasadzie w żadnej części mnie nie przyciągały. Nawet patrząc z growym przymrużeniem oka, trudno jest ten festiwal rozwałki na mieście wpisać w jakąś angażującą fabułę.
No i mam obawy co do tego, czy gra nie będzie w większości misji fabularnych sztywno posklejana z filmowych skryptów. RDR 2 jak jest fantastyczną grą, tak sekcje z misji ma topornie skonstruowane.
Skoro Rockstar robi grę z takim rozmachem, dobrze by było umieścić w niej trochę misji, które można rozegrać na kilka sposobów.
Wygląda to bardzo dobrze, dużo jakości, detali i rozmachu. Nie grałem w GTA V i IV, ale nowa wersja Vice City mnie kupuje. Będzie co robić w grudniu :)
Czyli klasyczna 'filmo-gra'... Ten typ rozrywki już mnie trochę znużył. Co prawda wygląda to solidnie, jednak zbyt wiele premier tej jesieni, aby poświęcać czas i kaskę na Resonance.
Wolę poczekać na Dawnwalkera, a i później będzie w co grać;) Za parę dyszek gra od RebelWolves zapowiada się na coś bardziej złożonego i interesującego.
Dla mnie wygląda to bardzo obiecująco. Lokacje wyglądają ładnie, sporo detali, jest przytłaczający klimat i oby historia nie zawiodła. Czekam.
Moja opinia o Resident Evil Requiem.
Moja przygoda z tą legendarną serią zaczęła się stosunkowo niedawno, a dokładnie od Remake'u Resident Evil 2. Później praktycznie te wszystkie wydawane tytuły z mniejszą, bądź większą satysfakcją ogrywałem. Nie jestem więc ortodoksyjnym fanem, traktuję też tą serię z jej absurdami fabularnymi i kiczem z przymrużeniem oka. Te gry jednak są tyle jakościowe, że pominięcie ich nie wchodzi w rachubę.
Samo Requiem jest dla mnie takim 'the best of' tej serii i wypracowanych rozwiązań z ostatnich lat. Koncept połączenia dwóch rodzajów rozgrywki, tej bardziej przytłaczającej, budzącej więcej grozy i nawiązującej do RE VII/ początku RE II jako Grace, z Leonem - jednosobową armią do likwidowania wszelkiego po-umbrellowego paskudztwa rodem z RE IV. W praniu to wszystko bardzo dobrze wypada, rozgrywka jest urozmaicona, zawarto tam bardzo wiele dobra z kilku ostatnich części Resident Evil.
Grace bardzo dobrze sprawdza się w roli nowej protagonistki, która dopiero raczkuje w tym porąbanych, zmutowanych realiach. Świetnie dobrano jej dubbing, ten przestrach w głosie, jąkanie się. Natomiast Leon jak to Leon, nieco podstarzały i lekko zblazowany po latach eliminacji tony plugastwa, rzuci czerstwym 'one-linerem' pomiędzy jedną, a drugą masakrą.
PLUSY:
- dwa różnorodne podejścia do rozgrywki, naprawdę dobrze działają, są przemyślane przez twórców, polecam grać w docelowych trybach FPP i TPP
- standardowe residentowe przemykanie z lokacji do lokacji, z zabawą ekwipunkiem, odblokowywaniem przejść, unikaniem niektórych przeciwników wciąż bawi
- w rozgrywce Grace udało się trochę mocniejszych, horrorowych klimatów przemycić
- festiwal przemocy podczas rozgrywki Leonem (toporek, efektowne walki i finishery, pomysłowe akcje - nie przekraczające jednak granicy tandety jak w RE VI)
- urozmaicony klimat, zarówno szpital jak i bardziej postapokaliptyczne scenerie dobrze wypadły
- kilka drobnych nowości (możliwość cichej eliminacji zombi, przedśmiertne rutyny umarlaków, rzucanie przedmiotami, piła motorowa, możliwość popychania oponentów przez Grace)
- bardzo ładna grafika
- antagoniści w postaci Victora i Dziewczynki
- fabuła miewa swoje głupoty, jak to w tej serii...jednak jako tako, działa i przyciąga, o ile nie traktować jej zbyt serio, w czym pomagają ładnie wyreżyserowane cut-scenki
- fanserwis i sporo nostalgii, dla mnie dobrze współgra z klimatem tej części
MINUSY:
- ulepszanie ekwipunku Leona w drugiej części gry jest banalne i robi się samo
- nieco rozczarowujące starcia z bossami bliżej finału
- niewykorzystany potencjał Victora jako antagonisty, drugi ze 'złoli' raczej słaby
- fizyka w świecie gry obecna w bardzo małym stopniu, czasem czuć korytarzowość i ograniczoną skalę
- pewne fabularne głupotki (np. odratowanie pewnej postaci) no, ale jak to w residentach.....
Składając to wszytko do kupy - Resident Evil Requiem to dla mnie najlepsza z wszystkich ogranych przeze mnie części. Połączenie horrorowej rozgrywki Grace z rozwałkowymi etapami Leona wypadło bardzo dobrze. Ta część to po prostu zebranie najlepszych rozwiązań tej serii z ostatnich lat i podanie wszystkiego w bardzo ładnej, sprawnie zrealizowanej formie. Są pewne niedoróbki i spadki tempa, ale dotyczy to każdej części Resident Evil, a tu nie ma tego zbyt wiele.
Jeśli będę miał wrócić do jakiegoś Residenta, na pierwszym miejscu będzie właśnie Requiem. Dobra seria Capcomu trwa i czekam na Code Veronica.
PS: Moje top 3 z ostatnich lat
1. RE Requiem
2. RE 4 Remake
3. RE VII
Mi ten Remake Gothica średnio podszedł, ale jako przykład dobrzego zrobionego Remaku podawać MGSD:SE to jakaś aberracja...350 zł za ten twór pocięty na mikro- mapki z czarnym ekranem wczytywania co chwilę. Fantastycznie!
Mam nieco podobne odczucia, niektóre zmiany i nowości na pewno na +, ale całościowo długość gry zrobiła się prawie x2...Miałem poczucie dużego rozwleczenia, szczególnie w drugiej części gry.
Ja nie jestem, aż takim entuzjastą Alkimii i ich Gothic Remake, niewątpliwie czują klimat tych gier, ale finalnie wydali niedokończony produkt pełen błędów, z kilkoma elementami, które niezbyt mi leżą.
Mam nadzieję, że przy drugiej części, trochę powściągną swoje ciągoty do zmian i powiększania świata, bo G2 + NK w przeciwieństwie do 'jedynki' jest całkiem kompletną i dość długą grą, i tam zbyt wiele nie trzeba zmieniać i dodawać nowości.
Tak na szybko to tylko pustka za palisadą orków przychodzi mi do głowy.
Nowe zmiany twórców w końcowych rozdziałach nic ciekawego moim zdaniem nie wniosły, a finał jest słaby.
Ogólnie jak na mój gust, gra jest trochę za bardzo rozwleczona, w odniesieniu do swojego bazowego, zwartego scenariusza.
Z jednej strony niektóre nowe lokacje i uzupełniania 'dziur' są ekstra. Z drugiej z gry na ok 40h, zrobiło się prawie drugie tyle, dla mnie przesadzono.
A niedoróbki i brak mechanik przyspieszających rozgrywkę, rozwiązań 'quality of life' rozwlekają to wszystko.
Przykładowo na padzie mamy tylko cztery sloty na broń, czary, mikstury - w efekcie czego dziesiątki razy trzeba otwierać ekwipunek i wybierać/ zmieniać dany przedmiot.
To samo, ze wspomnianym spaniem w łóżkach innych NPC, naprawdę po kilkudziesięciu godzinach rozgrywki, bieganie na drugi koniec obozu, żeby znaleźć miejsce do spania bo nie można pogadać z daną postacią jest ... 🤬🤬🤬
PODSUMOWANIE:
Myślę, że twórcy mieli bardzo dobre chęci, w wielu miejscach naprawdę da się to odczuć, duch Gothica unosi się nad tym wszystkim. Bardzo ładna Kolonia Górnicza i w większości ciekawe rozbudowywanie oryginału. Bardzo wiele jednak w tym wszystkim niedociągnięć i rzeczy, które mnie nie kupiły. Po świetnych pierwszych rozdziałach przyszło znużenie przesadnym rozwleczniem i nietrafionym rozwiązaniami. Bardzo zły stan techniczny.
Cóż Kroniki Myrtany dały mi ostatecznie więcej radochy, a gothic-podobnych gier wystarczy mi na kilka lat 😅Acz dalej miło było sobie odwiedzić Kolonię w nowym wydaniu, miejscami klimat przełożony jeden do jedengo. Trochę szkoda, że całość nie jest tak udana...
Dla mnie naciągane 7/10.
Moja rozbudowana ocena Gothic Remake, z perpsektywy umiarkowanego fana serii - dwie pierwsze części ukończone (x3) wiele lat temu.
Na początek wyrażę swój ogólny szacunek do twórców, cały projekt został zrobiony z poszanowaniem oryginału i widać w nim wiele chęci przełożenia tego co najlepsze starych Gothicach, na współczesne realia. Będę się czepiał wielu elementów poniżej, jednakże nie wątpię, że twórcy włożyli bardzo wiele wysiłku w przelanie klimatu tamtej produkcji sprzed lat. Myślę, że całkiem rozsądnie wyważyli kompromis pomiędzy wiernośćią, a poszerzaniem gry o nowe elementy. Często odczucia podczas grania są bardzo zbliżone do tych sprzed lat, a o to przecież głównie chodzi w Remake'ach. Ogólny koncept bardzo dobry, wykonanie niekoniecznie...
Moje odczucia rozłożę na trzy etapy przechodzenia tej gry:
- pierwszych kilka godzin - 'czuć klimat, ale wejście do tego świata jest trudne' pierwsze wrażenia to głównie, dziwna barwa kolorów w trakcie dnia, słaba czytelność, średni interfejs, do przesady zwolniona walka, każdy atak to (1-2 sekundowy lag)
- rozdziały I-III - 'jest moc!' po przyzwyczajeniu się do specyfiki gry i obeznaniu w jej mechanikach, czuć prawdziwą radochę z poznawania tego bardzo ładnego i klimatycznego świata, rozwijaniu postaci i odkrywania zmian w 'starym' znanym na wylot świecie, duch starego Gothica obecny w dużym stężeniu
- rozdziały IV-VI- 'zmęczenie materiału i zjazd' entuzjazm pierwszych rozdziałów mocno ulatuje gdzieś w połowie gry, pojawia się więcej umowności, niedoróbek i nietrafiomych zmian, rozwijanie postaci przestaje sprawiać radochę, pojawiło się u mnie wrażenie przesadnego rozwleczenia tej historii i niekończęgo się dreptani z lokacji do lokacji
PLUSY:
- świetna muzyka
- bardzo ładnie odtworzona Kolonia Górnicza i jej lokacje
- w wielu miejscach wrażenia zbliżone do odczuć sprzed lat
- gra jest wierna oryginałowi w wielu pomniejszych elementach i nie idze na współczesne ułatwienia
- bardzo satysfakcjonujące pierwsze rozdziały i początkowe rozwijanie postaci
- niezły dubbing i ciekawie poszerzone dialogi, bywa trochę 'cringowo', ale oryginał też taki był, trzeba było iść na jakiś kompromis
- sensowne poszerzenie świata i jego mechanik
- przyzwoita walka
- design w większości trafia w moje gusta - przepiękne zbroje (!)
- sporo detali, easter eggów, ciekawe są dialogi postaci po wydarzeniach fabularnych
- rozbudowano sensownie kilka luk z oryginału (więcej interakcji z czwórką przyjaciół, obóz bandytów i inne)
MINUSY:
- wizualnie są jednak elementy, które nie pasują do klimatu (niektóre stwory na siłę demoniczne, za bardzo kolorowa poświata w niektórych elementach)
- momentami słaba czytelność lokacji - szukanie matki błotnych węży na bagnach...😬
- progres jest fajny tylko do połowy gry, później biegałem z niewykorzystanymi punktami nauki godzinami, walka daje radę, ale poczucia radochy i mocy nigdy mi nie dała
- otwieranie zamków - początkowo ok, czym dalej tym stosunek czas/ marna nogroda w skrzyni skutecznia zniechęca, a nie tak powinno być...
- zbędna opcja zakazu spania w obcym łóżku, pod kątem realizmu ma to sens, ale jak to irytuje kiedy musisz biegać po całym obozie w poszukiwaniu tego jednego łóźka do spania, bo nie możesz porozmawiać z danym NPC
- poprzez powiększenie świata, mam odczucie przesadnej ślamazarności rozgrywki, w pewnym momencie to jest niekończące się bieganie od obozu do obozu, twórcy powinni zdecydowanie na dalszym etapie dodać więcej opcji szybkiej podróży
- spadek jakośći nowych zmian twórców w scenariusz/ dialogach na dalszym etapie, 'po łebkach' rozwiązano problem ze Starym Obozem w ostatnich rozdziałach
- problem ze znaleziem niektórych NPC, ukończeniem zadań, niedoróbkami, nie gustuje w ułatwianiu sobie gry 'googlowaniem', skąd ja do cholery miałem wiedzieć, że z tym Coshelem od ścierwojadów trzeba trzy razy zapytać o to samo?🤣 następnie przez błąd w tłumaczeniu, przez dwie godziny nurkowałem po wszystkich jeziorach, bo nazwa roślinek, które chciał była, źle przetłumaczona 😂 niektórych NPC trudno znaleźć, dużo czasu strawione przez tego typu rzeczy....
- kompletnie niesatysfakcjonujący finał - wydumane, przęciągane psychodeliczne odjazdy, źle zaprojektowane walki
FESTIWAL BŁĘDÓW
Działo się...Na konsolach PS4- PS5 przy ogrywaniu 20-30 tytułów NIGDY nie spotkałem się z czymś, choćby w 1/3 tak niedopracowanym. Crashe, miejscacmi brak udźwiękowienia, niemożliwość dołączenia do obozu bractwa, zacinki, a to NPC wpadł 'pod podłogę', problem z biciem 'po swoich', finał to już totalny blamaż, jedna wielka ścinka, do tego wspomniane już wyżej zwykłe niedoróbki.
Najlepszym podsumowaniem tego niech będzie, że NA NAPISACH KOŃCOWYCH przestały działać przyciski od pada przewijania/ pominięcia listy twórców 🤣🤣🤣
Jest takie wrażenie spowolnionego tempa walki, nie czuć też, aż takiego progresu bliżej końca.
Walki grupowe chaotyczne.
W pierwszym Gothicu, mimo wszystko jednak więcej dynamiki było.
Taka se....ta walka, nie wkurzała mnie mocno, ale radochy większej też nie sprawiała.
Czym bliżej końca tym coraz mniej ten Remake mi się podoba... Początkowe rozdziały kupiły mnie klimatem, bardzo dobrze odtwarzają te odczucia, które towarzyły mi przy graniu Gothica lata temu, tę satysfakcję z eksploracji świata i zdobywania kolejnych 'leveli'. Nowe, bardziej złożone dialogi i ogólna rozbudowa też podpasowały mi w większości. Widać też, że twórcy to pasjonaci tej serii i starają się oddać co najlepsze w niej.
Jednakże, gdzieś po trzecim rozdziale, czar trochę prysł. Postać szybko staje się silna, 'levelowanie' nie daje satysfakcji, na tym samym ekwipunku można długimi godzinami lecieć...Szukanie fantów więc też daje mniej frajdy. Do tego to nieustanne wędrowanie od obozu do obozu dziesiątki razy, staje się męczące między innymi przez to, że świat gry znacząco powiększono.
Nowe zmiany fabularne, czy też dialogi w ostatnich rozdziałach są bez polotu. Orkowe miasto też niezbyt mi siadło, chyba wolałem jak orkowie nie uzewnętrzniali się przed Bezimiennym...Finał z psychodelicznymi odjazdami wymęczony, takie rzeczy trzeba umieć stylowo zaprojektować...Reakcje świata po wypędzeniu z obozu, biedne, trochę się to rozłazi.
Ogólnie z ostatnich rozdziałów mam poczucie rozwleczenia i sporego spadku jakości.
W kontekście Remake'u Gothica 2, to mam nadzieję, że twórcy pochamują swoje zapędy z powiększaniem świata. O ile Górnicza Dolina, aż prosiła się o rozbudowanie i dokończenie, tak wyspa Khorinis w G2 wydaje się być odpowiednich rozmiarów. Mam też nadzieję, że twórcy dodadzą więcej rozwiązań pt 'quality of life', np. więcej opcji szybszej podróży w dalszych rozdziałach.
Trochę tak, ale, oryginał też taki był...Sam nie wiem, pewnie możnaby było przyciąć 'backtracking', tylko oznaczałoby to rozjazd z pierwowzorem, a to część klimatu tej gry.
Coś mi się jednak wydaje, że przez to dreptanie sporo osób grających po raz pierwszy się odbije.
Jakiś uproszczony tryb z kilkoma 'pomocami' dla nowych graczy byłby spoko.
Spanie w dowolnym łóżku, jakieś znaczniki NPC od zadań na mapie, szybsze poruszanie się, tego typu ułatwienia. Kto by chciał, grałby dalej klasycznie.
Gram na PS5, na PC powinno być trochę lepiej.
Od pisania tamtego komentarza to jeszcze kilka crash'y zaliczyłem, dźwięki też kilka razy zniknęły xD
Ogólnie przechodząc na PS4- PS5 te z 20-30 tytułów to pierwszy raz się zetknąłem z taką ilością niedoróbek xD
Z drugiej strony nic uniemożliwiającego ukończenie tytułu się nie przytrafiło, a po crashu na dysku SSD powrót do gry leci szybko. Tylko trzeba pamiętać o częstych save'ach, na 2-3 slotach. Na plus, że o dziwo AI NPC i stworów w miarę ogarnia, trzeba tylko uważać, żeby nie sieknąć kogoś postronnego podczas walki ;D
Ogólnie myślę, że gra kilka dobrych miesiący powinna być jeszcze doszlifowywana do premiery.
Gra jest całkiem dobra, dość wiernia odtwarza oryginał, ale te błędy...
Jestem w drugim rozdziale:
- 3x brak muzyki
- crash przy save
- 2x zacinka przy wczytywaniu
- nie da się ukończyć dialogu z Melvinem przez co nie mogłem dołączyć do obozu bractwa
- to samo Kruk
Ekhm...
O dziwo prawie nie było bugów i dziwnych zachowań NPC, Bestii w miarę ogarnięte to jak dotąd.
Korekta dla samego siebie ;)
Zepsuty dialog jest z Melvinem na bagnach, przyprowadzić trzeba Dustyego ze Starego Obozu.
Niestety na PS5 przez ten bug nie mogę dołączyć do obozu Bractwa...:/
Trochę lipa...
Na PS5 niestety gra się zacina przy dialogu z Dustym - przez co nie można wykonać zadania z pozyskiwaniem nowych członków dla bractwa...
Miałem dołączyć dzisiaj do obozu, a tu d*pa, muszę szukać jeszcze jednego Baala.
Ekhm...gra się przyjemnie, ale technicznie ciągle są braku.
Jakby eksploracja przesuwała czas to dochodziło by do kuriozalnych sytuacji, że gracz powoli eksplorujący sobie świat po kilkudziesięciu godzinach widzi napis 'game over' nie zdążyłeś.
Ten system wydaje się być ciekawym kompromisem.
Po prostu trzeba traktować czas jak zasób, którym dysponujesz przy questach i innych ważniejszych wyborach.
Strasznie mi się to podoba, podbija to stawkę podejmowanych decyzji.
Dobry czas dla graczy, którzy lubią gothico-wiedźminowe klimaty.
Gothic Remake
Dawnwalker
Wiedźmin Pieśni Przeszłości
A co do Dawnwalkera myślę, że wleci u mnie we wrześniu. Strasznie ciekawi mnie to większość irytuje, czyli upływ czasu.
Bardzo lubię serię Gothic, ale nie grałem w nią już bardzo dawno.
Powiem szczerze, że pierwsze wrażenie z tego Remake'u nie jest najlepsze, delikatnie mówiąc xD
Irytowała mnie kolorystyka w słonecznej pogodzie - wyprana z kolorów, zbyt dużo zieleni i efektów wizualnych, słaba czytelność obrazu no i do przesady toporne początki.
Po czasie przyzwyczaiłem się do tych niedogodności. I zauważam bardzo dużą zawartość Gothica w Gothicu :)
Twórcy w większości świetnie oddali ducha tej gry. Świat i zawartość jest sensownie powiększona, w całkiem ładnym opakowaniu.
Ahh te dawne mechaniki tak kontrastujące z obecnymi trendami, gdzie wszystko trzeba sobie samemu wyłazić, wypytać, wykombinować i na początku jest trudno.
Fajna sprawa pykać sobie w ulubioną grę sprzed lat na konsoli w TV, naprawdę sensownie odświeżoną, chodź nie pozbawioną wad.
Co do ceny GTA VI to zgadzam się i nie mam żadnego problemu, żeby na nią przeznaczyć 350zł.
To co już pisałem, to raczej krótkie gry typu Resident Evil czy Silent Hill f powinny być znacznie tańsze porównując je do skali i rozmachu GTA.
Natomiast ja rozumiem ludzi, którzy narzekają na brak płyty, moim zdaniem ten trend jest nieunikniony, ale jednak to jest zmiana w kierunku odbierania graczom (w tym przypadku konsolowym) ich wieloletniego przywileju (rynek gier używanych). To budzi opór i jest zrozumiałe.
Klimat tak, można z tym podyskutować, mi też tropikalne klimaty średnio podeszły...
Natomiast balans jest idealny według mnie w nocy Kruka, stanowi wyzwanie, ale nie do przesady i daje satysfakcję bliżej końca gry.
G2 Classic jest stanowczo za łatwy. Smoki nie stanowią wyzwania, a wykonując wszystkie zadania szybko stajemy się 'killerem'.
Szczerze mówiąc ta cena wydaje mi się w porządku.
Dla mnie problemem nie jest cena GTA VI, a to ile kosztują na psstore gry takie jak np. RE: Requiem, Silent Hill f, czy ten koślawy Remake MGSD z ekranami ładowania co pół minuty. Wszystkie te tytuły kosztują prawie tyle co nowe GTA po 339zł - i to są porąbane ceny w stosunku do zawartości.
Taki Resident trzyma jakościowy poziom, ale to gra na kilkanaście godzin, która jedzie na tych samych rozwiązaniach od lat, co więcej te gry wychodzą co rok, dwa, trzy i tam nie widać żadnej wielkiej rewolucji.
O nowym Silent Hillu mam gorsze zdanie. A MGSD to już po prostu zdzierstwo w stosunku do tego co oferuje.
Takie gry za prawie 350 zł, to przesada.
Przy tym cena GTA, od Rockstara który od lat robi jakościowe duże światy z bogatą zawartością na kilkadziesiąt godzin wydaje się normalna.
Nie mam żadnego problemu zapłacić 350zł za długą, rozbudowaną grę jak GTA VI, czy dajmy na to Wiedźmin 4.
Natomiast nie podoba mi się wydawanie tej samej kwoty na gry na kilkanaście godzin, które są ok, ale nic wielkiego, ani specjalnie ambitnego nie wnoszą.
Tjaa bo ktoś sumiennie będzie przestrzegał pegi ;) Po za tym online będzie się kręcił przez wiele lat, a młodzież dorasta.
Powiem tak, dla zasady powinno się j........c takie praktyki.
Natomiast szczerze mówiąc od dawna już nie kolekcjonuje (ani odsprzedaje) pudełek, więc nie rusza mnie to specjalnie.
Cyfra jest dla mnie wygodna po prostu.
Dokładnie mam podobne odczucia, dlatego z pewną rezerwą podchodzę do GTA VI, poprzedniej części nawet nie ograłem.
Z drugiej strony nie ma co się dziwić, ta gra to totalny 'main-stream' musi, więc się wpasować w masowe gusta w tym w młodszych odbiorców, którzy będą tę grę utrzymywać pewnie z +10 lat w 'online'.
Mam jednak nadzieję, że twórcy złapią jakiś balans i będzie zarówno coś dla młodzieży, jak i starszych graczy.
Tak, czy inaczej pewnie zagram, projekt z rozmachem jak to u Rockstara.
Mam sentyment do pierwszego Medal of Honor, ale zdecydowanie to pierwsze Call od Duty wgniotło mnie w fotel.
W Medal of Honor było trochę toporne i dużo w nim jeszcze misji, gdzie jako jednoosobowa armia czyściliśmy sami mapy.
To w Call od Duty dało się mocno poczuć, że cały czas uczestniczymy w konflikcie zbrojnym, wraz ze swoimi kompanami.
Jakoś nie 'wchodzą' mi te klimaty - slasher + przegięty surrealizm.
Alan Wake 2 uwielbiam i życzę studiu jak najlepiej, nie brak im oryginalności i swojego stylu, wydaje mi się jednak, że ta gra nie sprzeda się zbyt - jesień upchana premierami, a Resonant trafi raczej do niszy.
Gra, która zdecydowanie trzymała mnie najbardziej za gardło.
Zadziwiające, że pomimo tego, że znamy Obcego na wylot po kilkudziesięciu latach w różnych dziełach kultury, twórcom gry udało się udźwignąć temat i zrealizować to w naprawdę mocny, wywołujący dyskomfort sposób.
Przypominałem sobie ostatnio jedynkę, i pomimo tunelowej rozgrywki i pewnych ograniczeń, ta gra zdecydowanie coś w sobie miała.
Soundtrack + genialna mimika twarzy + osobista historia Senui + motyw problemów psychicznych. Zagrało to wszystko.
W dwójce widać, że nie mieli kompletnie pomysłu jak dalej poprowadzić tą serię i czym ona ma właściwie być...
Nie spodziewam się wiele po trójce.
Metro pozostaje dla mnie pozycją obowiązkową. Pomimo tego, że Exodus mnie nieco rozczarował.
Klimat jak zwykle ciężki, grafika śliczna, tylko niech oni w końcu zrobią AI porządnie...
Strzelając na lewo i prawo jeszcze to jakoś wygląda, ale przy skradaniu wszystko się rozłazi...
Bestie w otwartych mapach, też potrafiły się "zawieszać".
Cóż, czas chyba zapoznać się z tą kultową serią.
Chociaż pokaż z rozgrywki, jakoś mnie średnio porwał.
Dopakowana jesień się szykuje :)
Trudny, nawiązujący do klasyki 'gameplay' Cronosa mocno mi 'siedzi'. Genialne udźwiękowienie.
Zawiodła mnie za to fabuła, brak PL dubbingu i przykoślawe cut-scenki.
Przeszedłem ją dwukrotnie w tamtym roku, dodatku oczywiście też nie ominę.
Spokojnie trochę poczekam. Połatają i zapowiada się niezły powrót do Kolonii.
Ciekawy jestem co z tego wyjdzie...Oby tylko gra nie okazała się klopsem po całości, bo pogrzebie to markę Gothic na lata.
Nie będę spieszył się z zakupem i poczekam, aż trochę to połatają.
Patrzę ze sporą wyrozumiałością na Gothic Remake i całkiem sporo rzeczy mi w nim ''leży''.
To intro nie wygląda jednak zbyt dobrze... postawiono na efekciarstwo i jakieś 'slow-motion', zamiast na przyziemny, brudny nastrój.
O ile oczywiście pierwszy Remake się dobrze sprzeda.
Nie wiem, czy to dobre podejście...jak dla mnie to w G3 baaaardzo wiele rzeczy jest do stworzenia od nowa w przeciwieństwie do G1 i G2.
Na swój czas kozacka produkcja ;) Bardzo bogata pop-kulturowo, z głębią gameplayu i lokacji.
Wygląda to całkiem przyzwoicie. Myślę, że jak połatają to za kilka miesięcy to będzie z tego dobre AA.
Co mi nie pasuje:
- niektóre gęby koślawe
- zamulone gobliny, w oryginale były szybkie
- niepotrzebne efekty wiatro-smug
- przeciwnicy nie mają żadnego ragdolla, zawsze upadają w ten sam sposób, co nieco razi...z drugiej strony jeśli twórcy tak sobie radzą z tym silnikiem to może i lepiej, bo mogłyby się cuda dziać z ragdollami xD
Od początku byłem team 'In Borys we trust!' ;) A to z tego powodu, że jego źródło musiało być konkretne i co więcej to pewnie był kontrolowany wyciek, bo Borys jest raczej zbyt poważnym człowiekiem, żeby chlapać ozorem jakieś ploty.
Co do dodatku, myślę, że nawet jeśli to miało być pierwotnie małe DLC na kilka godzin, medialny szum wokół tego dodatku zmusi CDP do dopieszczenia tego projektu.
Uniwersum LOTR zasługuje na ambitną produkcję z otwartym światem.
Dla mnie problemem jest to, że Kingdom Come zupełnie mi nie podchodzi, nie lubię widoku FPP w RPG, i kompletnie nie wyobrażam sobie, jak Warhorse miałoby zrealizować tak epicką serię. W ich produkcjach starcia na kilkanście postaci wyglądają bardzo topornie...
No nie. Zauważanie pewnych powtarzalnych schematów myślenia - popartych rzetelnymi badaniami i pracą kliniczną, to nie jest żadne 'robotyzowanie' ludzi.
Wszyscy jesteśmy biologicznie zbudowani z tych samych 'klocków'. Mózg też. Mamy podobne potrzeby i w podobny sposób myślimy.
Po prostu da się wyciągnąć, bardzo dużą 'część wspólną' adekwatną do większości ludzi. Czemu mielibyśmy z tego nie korzystać i nie pomagać ludziom rozwiązywać swoich problemów?
Skoro nie cenisz sobie (jak mniemam) pracy psychologów/ psychoterapeutów to co Twoim zdaniem mają począć osoby cierpiące na depresję, zaburzenia lękowe, uzależnienia etc?
Dokładnie, ciekawi mnie ta koncepcja. Zamysł jest dobry, gra dzięki temu powinna być bardziej nieliniowa i ogólnie wydaje się być w tym więcej wolności i RPG, niż w Wiedźminie.
Często słyszy się narzekania, że gry są za bardzo liniowe, tutaj twórcy próbują czegoś ambitniejszego, a i tak jest wiele głosów niezadowolenia...
'Setting' słowiańsko- wampirzy też zapowiada się interesująco.
Natomiast wizualia, animacje, może trochę za dużo naleciałości z Wiedźmina...Wygląda to tak se i trochę niepokoi.
Astrologia nie jest poparta niczym.
Psychologia opiera się znajdowaniu mechanizmów funkcjonowania ludzkiej psychiki. Mechanizmy te są poparte poprzez badania i doświadczenia.
Sprawdzają się i pomagają w przypadku większości osób, co nie oznacza, że będą trafne w przypadku każdej jednej osoby.
To nie nauka ścisła, jest tu więcej pola do elastyczności, nadinterpretacji i nadużyć.
Tym niemniej działa w zdecydowanej większości przypadków.
No nie do końca się zgodzę, że nie mamy żadnych mechanik. Jest 'pulsator', mamy jakieś wabiki/ granaty, możemy się chować, od połowy gry jest dostępny miotacz, który ułatwia sprawę.
Ta nieśmiertelność Aliena i jego irytujące niektórych przywiązanie do gracza wynika z ogólnej koncepcji tej gry, która bazuje głównie na pierwszej części obcego. Ja uwielbiam ten film i bardzo to mi się podoba. Gier, gdzie możemy sobie na luzie postrzelać do Obcych już trochę wyszło, czy tym bardziej do innych maszkar. Tylko to zabija zwykle klimat zaszczucia i strachu.
Jest to gra faktycznie 'przepełzana', ale świetnie oddaje ducha Ósmego pasażera Nostromo.
Rozumiem, tylko że trochę to taka specyfika gatunku. W bardzo wielu survival horrorach, większość gameplay'u na tym się opiera - szukaniu odpowiednich przedmiotów do odblokowywania przejść unikając/ walcząc ze stworami. Lokacje są pod to projektowane.
W takich Residentach też jest to bardzo widoczne, gdzie jakby się nad tym zastanowić z punktu logiki świata przedstawionego te lokacje nie mają żadnego sensu.
Cóż giereczkowo rządzi się swoimi prawami i umownościami.
Alien Isolation było prześwietne. Jedyne czego mocniej mi tam brakowało to ciekawszych postaci fabularnych, i też więcej interakcji na lini inni ludzie - Alien. Widać, że nie było za bardzo na to środków, a nie łatwo sensownie połączyć AI Aliena i ludzkich przeciwników. Cała para poszła w Alien i słusznie.
Czekam.
Hmm...trochę mnie ciekawi, a trochę mam obawy. Niektóre pomysły wydają oryginalne, a niektóre fragmenty gameplayu za to koślawe. Trudno przewidzieć w którą stronę to pójdzie.
Czekam, ale kiedy to by miało wyjść?
Takie okienko na wydanie tej gry to raczej sierpień - wrzesień. Później to GTA wszystko wymiata, no i Fable też wychodzi.
Aż tak ostro bym jej nie ocenił, ale tak te rozwlekło-monologo- wypowiedzi mnie umęczyły. AI w serii Metro jest słabe i w bardziej otwartych mapach staje się mocno widoczne, no i to marne skradanie...Dlatego na 2039 czekam bez ekscytacji.
Zapowiada się dobrze, klasyczne Metro. Miło, że ta seria wraca, chociaż po prawdzie czasy zachwytu już mam dawno za sobą.
Exodus miał bardzo dobrze zaprojektowane mapy, ale z drugiej klimat mistycznego Metra i grozy, gdzieś uleciał. A w bardziej otwartych mapach kulejące AI przeciwników, mocno rzucało się w oczy.
W Part III chętanie bym zagrał. Natan i Kratos nigdy mnie mocno nie interesowali.
Exodus też mnie trochę rozczarował.
Te półotwarte mapy były całkiem dobrze zaprojektowane.
Natomiast ciężki klimat post-apokalipsy i pewnego 'mistycyzmu' i grozy z tym związanej uleciał.
Artem - niemowa irytował jak nigdy wcześniej.
Przegadane, przynudnawe dialogi.
Irytujące brudzenie się broni/ jej ulepszanie, samo w sobie to nie jest niczym złym, ale sytuacja, że strzelam 'headshoty' a przez słabe parametry/ zabrudzenie broni, one kompletnie nie 'wchodzą' było irytujące.
No i w otwartych lokacjach, trochę wady mechaniczne tej gry są bardziej widoczne, tzn. przede wszystkim marne AI przeciwników. W bardziej tunelowej strzelance nie było to tak zauważalne.
Exodus był spoko, ale to by było na tyle, wracać do niej nie zamierzam.
Metal Gear Solid Delta to moje pierwsze zetknięcie z tą serią, wnioski rozbiję na dwie części
1. Metal Gear Solid jako Metal Gear Solid
Grę oceniam na jakieś 7/10, z perspektywy osoby, która pierwszy raz ogrywa grę mechanicznie osadzoną 20 lat temu, styl Kojimy niezbyt do mnie przemawia, a i ze skradankami średnio mi po drodze.
Na +
- mnogość mechanik (leczenie, jedzenie, kamuflaż, gadżety)
- bardzo dobrze wykonane, filmowe cut-scenki
- fabularnie to jest momentami męczące przerysowane jechanie po bandzie, tym niemniej ironiczny uśmiech pod nosem pojawił się nie raz, a i znalazło się miejsce na trochę poważniejszych wątków
- misja snajperska - warto to było zobaczyć
- końcówka z Shagohod - jakie to było dobre (!)- czysty fun, oskryptowane scenki z CODów i współczesnych gier się chowają
- ogólnie widać wiele serca i pomysłów w tej grze - przeciwieństwo samograjów w stylu zeszłorocznej Mafii....
Bywa topornie, ale to gra sprzed lat, trudno to więc roztrząsać.
2. Metal Gear Solid jako Remake...
Na +
Wizualia i to, że to nienajgorzej chodziło na mojej zabytkowej 1060 ??, serio kupiłem pod GeForce Now, okazało się, że nie jest wspierane i spróbowałem tradycyjnego sposobu na leciwym sprzęcie
Na-
- 350zł za tak leniwy i ograniczony Remake?
- wszechobecne ekrany ładowania - niepołączenie mini-liniowych lokacji (niektóre do przebiegnięcia w minutę!) w większe to niedopuszczalne leserstwo ze strony twórców - dramat
- mało responsywne sterowanie
- wariująca kamera
Wymieniłem te elementy, przy których naprawdę można było popracować bez ingerencji w pierwotne mechaniki i wizję artystyczną.
Remake jako Remake 5,5/10?? Jakoś tak.
Podsumowanie
Mimo wszystko dzięki temu mało ambitnemu Remake'owi zapoznałem się z kultową serią MGS i było to ciekawe i satysfakcjonujące doświadczenie. Fanem serii raczej nie zostanę, ale nie wykluczam, że może kiedyś jeszcze sięgnę po coś z tej serii.
Dokładnie, biedny Remake MGSD 350zł. Gra jest dość krótka i wypchana przerywnikami filmowymi. Do tego pocięta na krótkie fragmenty z ekranami wczytywania.
Pomimo sentymentu do pierwszego Life od Strange, jak patrzę na te plastikowe twarze wyjęte sprzed dekady i ogólną nijakość to mnie odpycha.
Tak RDR to bardzo dobra gra, o satysfakcjonującej, a jednocześnie nie przesadzonej wielkości.
Podchodziłem do tej części już po RDR 2 - trochę po macoszemu, wydawał mi się to taki leciwy już tytuł, a zostałem mile zaskoczony jak wiele w nim jakości i dbałości o detale.
Wychodzi na to, że Residenty dalej trzymają dobrą formę.
RE VII, RE VILLAGE, RE 2 Remake, i RE 4 Remake zapewniły mi całką dobrą zabawę i tego samego oczekuje po Requiem.
Chociaż po prawdzie tą serię traktuje na luźno to pogrania, zdecydowanie nie jest to coś na czekam z niecierpliwością. No może z wyjątkiem czwóreczki, która mi dobrze siadła.
Koncept na dwa odmienne style rozgrywki bardzo mi się podoba, lubię zarówno bardziej horrowe fragmenty jak i campową rozwałkę Leonem. Będzie też klasyczne, poszukiwanie kluczy, kart etc i odblokowywanie przejść.
Na jesieni z pewnością ogram, może trochę zjedzie z ceny, wiosenne klimaty nie leżą mi do horroru ;)
Oj panowie, życzę dalszej satysfakcji z giereczkowa :)
U mnie bardzo dobrze działa granie tylko w gry, które naprawdę dają mi duży 'fun'. Przechodzę mało gier w roku, ale zazwyczaj są to już konkrety na które czekam i nie szkoda mi mojego czasu.
Remedy jest bardzo uzdolnionym pod kątem artystycznym studiem. I w tym raczej nie zawiedzie. Fabuła też może być ciekawa.
Natomiast ta kolorowa młócka kompletnie do mnie nie przemawia, nie moje klimaty.
Straciłem zainteresowanie.
Poczekam na Max Payne Remake, i może kiedyś, kiedyś wyjdzie Alan Wake 3.
No właśnie ten domniemany dodatek do W3 i Dawnwalker celują w podobny typ gracza.
Osobiście czekam na wszystkie trzy produkcje.
Domyślam, że się mechanicznie ta gra może mieć swoje problemy, pewnie będzie też trochę pomniejszych zgrzytów względem oryginału.
Tym niemniej czekam i z chęcią powrócę po latach do Kolonii :) Kierunek wizualny tego Remake'u całkiem mi odpowiada, byle gameplay był znośny to będzie całkiem w porządku.
Akurat przydatne info. Ten film jest fantastyczny, to jak Lean zgrabnie poustawiał w kadrach taką ilość aktorów robi wrażenie.
Mocno wkręciłem się rok temu w RDR 2, więc zabranie się za pierwszą część było kwestią czasu.
Do tej gry podszedłem trochę po macoszemu, RDR 2 to według mnie 'opus magnum' Rockstara, po pierwszej części oglądając co nieco gameplaye i biorąc pod uwagę jej wiek, nie obiecywałem sobie zbyt wiele. Ot ma być dobra historia, kontynuująca wątki z RDR 2 i klimat dzikiego zachodu, na luźno do pogrania.
Pozytywnie się zaskoczyłem, bowiem oprócz ciekawej fabuły jest to gra z bardzo dobrze wykonanym otwartym światem, i dużą zawartość. Widać tu bardzo wiele podstaw i pracy nad detalami, które stały się bazą dla RDR 2.
Ciekawe się według mnie różnice pomiędzy RDR i RDR 2. Całościowo druga część jest znacznie bogatsza, dojrzalsza fabularnie i dopracowana.
Natomiast RDR 1 ma w sobie ten urok, że jest po prostu bardziej 'growa'. Postacie i wydarzenia są bardziej przerysowane, nasz bohater porusza się znacznie szybciej.
RDR 2 to bardziej doświadczenie fabularne, z czego wynika, wolniejsze tempo, i pewne drobne minusy.
W RDR 1 jest po prostu więcej typowej gry Rockstara, inny 'vibe'.
Hmmm..rozumiem obawy, ale mi ten koncept podziału na dwa segmenty: akcji z Leonem z akcją i rozwałką oraz bardziej horrową z Grace się całkiem podoba.
Zresztą, tak po prawdzie ja wielkiego horroru i napięcia po Residentach nie oczekuje. Z tych kilku ostatnich części w które grałem to jedynie RE VII oraz RE 2 Remake - gdzieś może do połowy dobrze to robiły.
A ja przeciwnie, bardzo lubię RE 4 Remake. Dla mnie fabuły i ogólny klimat Residentów są raczej płytkie, naiwne i przerysowane, więc ekwilibrystyka Leona w niczym nie przeszkadza.
Praktycznie nie gram w produkcje Ubisoftu, więc ich gargantuiczne problemy mnie mocno nie zajmują.
Nawet ja, muszę jednak uczciwie przyznać, że ich otwarte światy, oparte na historyczne regionach były naprawdę świetnie wykonane.
Trochę szkoda jak zatoną...
Unity miało piękny Paryż, jednak gry nie ukończyłem...Origins wynudziło mnie po kilku godzinach. Czegoś mi brakuje w ich grach, pomimo ładnych światów.
Żeby w to sensownie pograć, trzeba znać fabułę Double Exposure?
Ta ostatnia część, tyle co trochę pooglądałem na gameplayach niezbyt mnie zaciekawiła. A pierwszą część + Before The Storm uwielbiam.
Tutaj też widzę, twarz Cloe jak z plasteliny...niezbyt to zachęca.
Robiłem podejście do KCD 2, w jedynkę nie grałem. Przed zagraniem oglądałem długi materiał na TVGry z kulisów powstawania. Strasznie się nastawiłem. Do tego niektórzy porównywali tempo i klimat tej gry do RDR 2, które lubię.
Odpaliłem i kompletnie nie chwyciło, sztywna i drętwa walka, animacje, ogólnie jakiś 'vibe' Elder Scrollsów sprzed kilkunastu lat w realistycznym opakowaniu.
Historia powoli się rozkręcała i nie zainteresowała mnie.
Widok FPP (poza strzelaninami) też mi nie za bardzo leży.
Z pewnością jest to rozbudowana, oryginalna gra, w którą twórcy włożyli ogrom pracy.
Jednak nie mam najmniejszej ochoty w nią grać.
Kingdom Come 2 jest dla mnie niegrywalne, nie umiem się wkręcić w tą grę.
Z nowych gier 2025 rok to dla mnie głównie Clair Obscur 33 i Cronos (ograłem X2).
Na premierę grałem też w nową Mafię, która okazała się dużym, poskryptowanym rozczarowaniem.
W 2026, czekam na:
- RE Requiem
- Gothic Remake
- Dawnwalker
- GTA VI
- Gears of War: E Day
- no i ten nieszczęsny dodatek do Wiedźmina 3 ;)
Duuużo ciekawych dla mnie pozycji, czekam z niecierpliwością :)
Gram sporadycznie na PC, głównie w strzelanki i na te 3-4 gry single player w roku, w zupełności wystarcza mi Geforce Now, za jakieś 150-200zł.
Moja ulubiona część serii! Ile ja się w to z kumplem nagrałem - piękne wspomnienia :)
Worms w 2D, nigdy jakoś mocno mi nie siadały...to już większy senstyment z dzieciństwa mam do Scorched Earth.
Oj tak 'Let it snow' w radiu. Ogrywało się na Święta.
Teraz wleci Cronos po raz drugi.
Zgadzam się drobne, sensowne usprawnienia i dodatkowa zawartość mile widziane.
Uwielbiam Gothica, ale nie jestem z tych co przechodzą go co roku od 20 lat ??
Chcę zobaczyć coś świeższego w tym świecie, oryginał + mody + machininy + jakieś przeróbki został już tak wyeksploatowany, że mnie to już nie kręci.
Ile można bawić się tą samą, niezbyt wielką grą?
Nie mogę się przekonać do Kingdom Come. Nie wiem, czy to kwestia widoku FPP za którym nie przepadam, czy pewnej toporności tej gry. Po kilkudziesięciu minutach odstawiłem ją i wątpię, że kiedykolwiek do niej wrócę. Zwyczajnie mnie nudzi i wydaje się siermiężna mechanicznie.
Za to Ekspedycja 33 bardzo mi się podobała, super system walki i fabuła, jednak widzę tam trochę zgrzytów i uproszczeń, które zalatują małym budżetem. Także, czy to takie GOTY...nie jestem do końca przekonany.
Jednak tutaj, efekt pozytywnego zaskoczenia i tego, że robiło to małe studio mocno wybrzmiał.
Z Hellblade 2 mam pozytywno-mieszane odczucia...
To całkiem sprawnie zrobiony 'walking sim' ze skromnymi elementami walki i zagadek. Akceptując tę ubogą formułę, możemy przyżywać całkiem nieźle napisaną historię w nordyckich klimatach w pięknej oprawie audiowizualnej. Fabuła prowadzi nas dalej przez historię Senui, i nawet całekiem sensownie ją rozwija - główna bohaterka po etapie przepracowania pewnych traum otwiera się na innych ludzi i wraca do życia w jakiejś społeczności. A choreografia walk to majstersztyk.
U podstaw ta gra ma jednak swoje duże ograniczenia i jest rozczarowująca...Pierwszy Hellblade, chodź bardzo podobny na swój czas zaskoczył eksploracją trudnych tematów i traum Senui. Dodając do tego fantastycznie oddaną mimikę i emocje głównej bohaterki. Czuć było cierpienie i zagubienie Senui, jej ból, samotność i schizy.
Tutaj twórcy ponownie starają się iść w te klimaty, ale to już zdecydowanie nie ten ciężar emocjonalny.
Walka wygląda świetnie, ale jedynka była bardziej responsywna.
No i ta ubogość gameplayu, to, że coś zaakceptowaliśmy 7 lat temu, ponieważ gra nadrabiała innymi i ciekawymi elementami nie oznacza, że twórcy mają stać w miejscu, czy wręcz się uwsteczniać w rozgrywce...
Jest to nienajgorzej napisana filmowa opowieść w nordyckich klimatach, w ładnej oprawie...mechaniczna prostota jednak kłuje w oczy, a o emocjach z pierwszej części też raczej nie ma mowy.
Kto lubi ten gatunek, wie na co się pisze. Reszta nie ma w Hellblade 2 czego za bardzo szukać.
Cenię sobie Orwella, problem w tym, że obecnie antysystemowcy i szury wycierają sobie nim gębę na lewo i prawo/
Smarzowski jest sprawnym reżyserem, jego pierwsze filmy robiły wrażenie.
Jednak kolejny taki jego schematyczny, babrający się w patologii film mnie zwyczajnie nuży, męczy.
Nie podoba mi się ten styl prowadzenia opowieści, czyli walenie widza patologią i przemocą jak młotkiem kilkanaście razy na film. Łopatologia totalna.
Brak tu niuansowania, prawie wszyscy bohaterowie są źli.
Poza tym Smarzowski mentalnie zatrzymał się dwadzieścia lat i problemy/ schematy z tamtych lat przekłada 1 do 1 na dziś.
Ja też nie jestem do końca pewny, czy jego misja zwracania uwagi na problemy przynosi pożądany skutek.
Podobnie jak 'Pod mocnym Aniołem' wielu osób (trochę przemocowych, trochę uzależnionych od alkoholu) może utwierdzić w przekonaniu, że w porównaniu do tej degrengolady na ekranie to nie jest z nimi źle.
The Last of US Part II w zremasterowanej wersji niedawno ukończony. Ogólnie rzec biorąc to moje trzecie ukończenie tej gry i na tym koniec...temat uważam za zamknięty.
Remaster to kosmetyka, zabrałem się za niego głównie z uwagi na to, że jest oferowany w PSplus. Ogrywałem fabułę w kolejności chronologicznej, było to jakieś odświeżenie, uważam, że kolejne podejścia do gry z oryginalną pokręconą kolejnością zdarzeń, nie mają sensu. Nie ma wtedy tego przeskoku, że pozostawiamy naszą postać Ellie na pół gry, i od nowa ulepszamy nową postać i jej broń.
Pokrótce dwa wnioski, w zasadzie identyczne jak po wcześniejszych sesjach z grą sprzed lat.
Un. The Last of Us II to technologiczny sztos, nawet biorąc poprawkę, że wiele lokacji jest stosunkowo małych, a całość jest mocno poskryptowana. Grafika wygląda ślicznie, animacje najwyższej jakości, poruszanie bardzo responsywne, walka satysfakcjonując - można zrobić srogą rozwałkę w tej części, dopieszczony detal, ładne lokacji. Pod tym względem Naughty Dog to specjaliści, grają w najwyższej lidze i niewielu twórców im dorównuje. Szkoda, że to studio od lat nic nie wypuszcza, gdzieś w tle jest Intergalactic: The Heretic Prophet, ale póki co zapowiada się średnio i nie wiadomo, kiedy wyjdzie. Po prostu żal trochę, że mało jest takich mocnych AAA pozycji na tą generację.
Deux. Fabuła The Last of Us II nie jest najwyższych lotów. Mnóstwo tanich, naiwnych zabiegów, szokowanie brutalnością, naciągana historia. Zabieg z Abby to taki efektowny chwyt na raz, przy kolejnych podejściach męczy. Jej towarzysze - wilki nie są specjalnie ciekawi, trzeci raz ogrywam i kompletnie nie pamiętałęm o co biega temu Owenowi :D Nie wszystko w tej fabule leży, oglądanie jak zemsta wyniszcza Ellie dalej robi jakieś wrażenie, ale to wszystko tonie w odmętach, źle napisanego scenariusza. Do tego stężenie tęczowych wątków odrzuca, rzadko narzekam na te tematy, relacja Dina z Ellie jest zgrabnie oddana, jednak dodatkowy wątek Lev i całości odrzuca mnie.
Technlogicznie i reżysersko cut-scenki to cudo, szkoda, że to zmarnowany potencjał przez słaby scenariusz.
Mi się super gra po 30, ale też miałem kilku letnią przerwą od grania, i może dzięki temu to zainteresowania giereczkowem utrzymuje się na wysokim poziomie :)
Przede wszystkim w porównaniu do dawnych czasów to lepiej dobieram gry, czytam recenzje, oglądam gameplay'e, zastanawiam się i jak już się zdecyduje to zwykle na coś przy czym naprawdę dobrze się bawię.
Dawniej różnie z tym bywało, zaczynałem wiele gier, których nie kończyłem, albo kończyłem niektóre tytuły na siłę.
Staram się też dobierać tytuły do tego ile mam aktualnie czasu, nie zabieram się za długie tytuły kiedy mam inne rzeczy na głowie. Nie gram też na tyle dużo, aby odbijało się to na innych aspektach życia. A różnie z tym bywało, za dawnych czasów..
Generalnie wydaje mi się, że dobrze życiowo mam to poukładane, gry są istotną, ale tylko częścią spędzania wolnego czasu.
Dawniej to był trochę chaos z tym graniem, i z perspektywy czasu słabo to wygląda.
Nie zgadzam się.
No rzeczywiście potrzebne to w tej konkretnej mafii. Akcja gry dzieje się w czasach, kiedy auta nie były jeszcze aż tak powszechne, szczególnie na biednej Sycylii. A więc żadna strata.
Oczywiście, że jest potrzebny, zwiększa immersję, wiarygodność i atrakcyjność świata. 20 lat temu się dało, a teraz jest z tym wielki problem... Pisząc 'ruch uliczny' miałem na myśli jakikolwiek ruch, niekoniecznie tylko auta, których w tamtych czasach było mało, piesi, jeżdżący konno etc. RDR 2 dzieje się jeszcze wcześniej, a pustki tam nie uświadczysz.
to systemy w grach zawsze są źle i nieciekawie zaimplementowane (albo policja to stado debili którą gubisz w 5 sekund, albo policja to stado debili z autonamierzaniem na ciebie i pojawieniem się po bokach jak w GTA). Zresztą w liniowej grze o konkretnej fabule to i tak nie ma sensu.
We wcześniejszych mafiach, było to dobrze wykonane, ucieczki przed stróżami prawa uatrakcyjniały rozgrywkę, ja miałem z tego dużo zabawy. Rozumiem, że wolisz poskryptowaną jedną, czy dwie misje pościgowe, niż sprawnie działający system ścigania?
Naprawdę nie rozumiem pchania otwartych światów w jakiejkolwiek formie byle były do każdej gry. Mafia jedynka i dwójka to miały, ale gdyby dać tam ładowanie między misjami to nic byśmy nie stracili, a nawet zyskali.
No nie w tamtych Mafiach poruszanie się po mieście to było z 1/3 jak nie więcej gry, było też sporo czasówek. Bez tego byłyby to znacznie gorsze, uboższe gry. Świetna muzyka, ciekawy i trudny model jazdy (w Mafii 2 bardzo przyjemnie się jeździło), wszystko to składa się na immersję w tych grach i pogłębia rozgrywkę.
Czemu ciągle odnosić Mafię do GTA, czy nudnych open-worldów z rozwleczoną fabułą? Mogą robić gry po swojemu na modłę pierwszych części, tylko unowocześniając tą formułę, dodając trochę więcej nowych elementów.
I jeszcze jedna kwestia w The Old Country, naprawdę nie przeszkadzają Ci te wszystkie ułatwiacze i prowadzenie gracza jak po sznurku? Jak to ma się do dawnych części?
- widzenie przez ściany
- z 7-8 pojedynków na noże z 'bossami' w których nie lada sztuką jest zginąć
- w tychże pojedynkach za połową walki, samo regeneruje się zdrowie
- ze dwa razy zdarzyło się, że zginąłem zaraz przed checkpointem, a gra i tak poszła dalej jakbym to zaliczył
- wyścig zapisujący się 3 minuty przed końcem
- konna strzelanina, gdzie dosłownie jeźdżę pomiędzy kilkoma przeciwnikami i prawie żaden mnie nie trafia
- w jednej z ostatnich misji trafiamy do wymarłego miasteczka, gdzie żywego ducha nie ma
Z tego co piszesz to wynika, że równie dobrze, mogli dać ciąg misji jedna po drugiej na zmkniętych planszach i też by było fajnie...Z takim podejściem to gry stałyby w miejscu, a my potykalibyśmy się o niewidzialne ściany.
Odpiszę wspólnie. Mafia The Old Country jest regresem w stosunku do dwóch pierwszych części. Brak ruchu ulicznego (!). Brak systemu ścigania przez stróżów prawa (!). Wszechobecne ułatwienia, typu wyścig zapisuje się na trzy minuty minuty przed końcem etc wszystko poskryptowane jak w COD.
Tego oczekujecie od kolejnej części Mafii?
Nie wiem skąd założenie, że albo filmowy samograj, albo nudny open world. Da się zrobić coś pomiędzy, liczę, na to, że jeszcze zobaczymy jakiś ambitny projekt tej marki.
Nowa gra od Bloober Team już za mną, czas więc na dłuższy komentarz. Powiem tak, jest trudno, ale satysfakcjonująco! Otrzymaliśmy naprawdę porządny survival horror, chodź nie wszystko idealnie mi w nim zagrało.
Na początek może coś o poziomie trudności. Ograłem wszystkie głośniejsze gry tego gatunku ostatnich lat (Residenty, Dead Space, Silent Hill 2, Alan Wake 2, Alone in the Dark) i Cronos jest zdecydowanie najtrudnieszy. Może to być wada, jak i zaleta - zależy od gracza, trzeba się jednak liczyć z tym, że próg wejścia jest dość wysoki. Ta nieprzystępność sprawia, że szukanie surowców daje większą satysfakcję, a ciągłe niedobory podbijają wrogość i zagrożenie tego świata.
Czasem jednak wiązało się to u mnie z frustracją, bardziej na początkowych etapach.
Plusy:
- pomimo obaw walka jest...dobra, nie jest to festiwal rozwałki jak w Dead Space, czy Resident Evil 4, ale jest po prostu dobrze, kiedy przyzwyczaimy się do pewnej toporności i specyfiki, strzela się całkiem przyjemnie, a twórcy dorzucili od siebie pewne urozmaicenia jak ładowany strzał i mechanikę łączenia się wrogów - nie jest to, aż taki kluczowy element jak reklamowali go twórcy, ale utrudnia i dynamizuje rozgrywkę (w niektórych momentach odbiegnięcie od przeciwników za bardzo nie wchodzi w grę trzeba przec na nich)
- na wzór 'residentowy' bardzo sprawnie zorganizowano zbieranie zasobów i zarządzanie ekwipunkiem, dobrze to wszystko działa, a wysoki poziom trudności sprawia, że zebrane zasoby/ ulepszenia są wartościowe i cieszą
- udźwiękowienie, w tym muzyka czerpiąca ze Stranger Things na bardzo wysokim poziomie
- projekt lokacji, rozmieszczenie zasobów - warto się rozglądać, proste zagadki środowiskowe jak najbardziej ok, brak tu trudnych łamigłówek, ale też gra idzie bardziej w kierunku akcji
- różnorodność przeciwników na wystarczającym poziomie (poza bossami)
- jakiegoś wielkiego strachu tu raczej nie uświadczymy, ale bywa niepokojąco, a Blooberzy jakoś mają rękę do tych 'jumpscarów' bo często umieszczą je tak, że mimowolnie dygnę ;)
- szeroko pojęty art- style - lata 80, retrofuturyzm
Minusy:
- nie kupiła mnie fabuła, ani sposób jej prezentacji, moim zdaniem widać tutaj niski budżet i brak filmowej ręki do tego, cut - scenki nie zachwycają, bohaterowie pobocznie w większości też, dialogi podobnie, do tego widać w przerywnikach bolączki, które ciągną się z tego co pamiętam od Layers of fear, tzn mocno przeszarżowane role aktorów, pierwsza cut-scenka z bohaterem pobocznym i mamy jakiś spazmatyczny występ...nawet nie ma kiedy polubić tych bohaterów, zainteresować się nimi
ogólnie 2-3 pierwsze godziny Alana Wake II to pod tym kątem lepszy materiał, niż cały Cronos...
no i ten dubbing na dobicie...
- nie do końca trawił do mnie ten świat, doceniam wykończenie lokacji detalami czasów dawno minionych, natomiast jakoś średnio mi się to wszystko klei, szczerze mówiąc, ten świat ma zerowy autentyzm, dla mnie to przyjemne growe szlaczki do przejścia z 4-5 bohaterami na krzyż na całą grę, przez to ta cała apokalipsa i historia jakoś mnie nie rusza
nie czuć też specjalnie mocno przenoszenia w czasie, bo obie wersje są podobnie poupychane stworami i apokaliptyczne
- mięsisty projekt potworów i lokacji, mi osobiście też trochę się przyjadł
Zbliżając się do podsumowania. W przypadku Cronosa wydaje mi się, że sprawa jest dość prosta, w mojej ocenie gra wiele nie odstaje do czołówki gatunku, dla fanów survival horrorów, pozycja obowiązkowa. Za to dla reszty, niekoniecznie...nie jest to pozycja w którą 'trzeba zagrać'.
Te wymionione przeze mnie ogólne minusy są dość subiektywne, więc nie zdzwi mnie jeśli komuś siądzie historia i jej prezentacja. Ja jednak jestem trochę rozczarowany, i mam takie nijakie odczucia z tym związane, po inspiracjach twórców np.Dark, 12 małp spodziewałem się znacznie więcej...
Gameplay chodź dość trudny, daje sporo satysfakcji, a całość jest porządnie wykonana.
Jeśli znowu to ma być płytka, prosta pozbawiona ambicji 'filmogra' jak The Old Country to ja pasuje. Źle się w to nie grało, ale po miesiącu niewiele już z tej gry w głowie pozostaje, poza niezła fabułą i włoskim klimatem.
Nie mówiąć już, o tym aby kiedykolwiek do tego tytułu wracać.
Na tych wszystkich zapowiedziach gra wyglądała na dziwaczne połączenie niepasujących elementów.
A jednak jak wynika z recenzji, gra jak najbardziej się udała.
Nie wiem jednak, czy zdecyduję się zagrać, ponieważ mimo wszytko nie do końca leży mi klimat.
Zdecydowanie trudniej, niż w SH 2. Ogólnie Cronos jest trudniejszy, niż większość popularnych survival horrorów ostatnich lat.
Jednakże, najtrudniejszy jest tu start gry, gdzieś przy 1/3 rozgrywki, kiedy rozbudujemy sobie sloty na miejsca i trochę nauczymy się jak w to grać, poziom trudności staje się normalny.
To co pisano już powyżej warto uciekać do boku, przeciwnicy często nie trafiają wtedy.
Przy niektórych przeciwnikach po podpaleniu, najlepiej raz przydzwonić wręcz, bo wróg chwilowo jest odporny.
Co do mergowania, wszystko zależy od tego, kto jak gra i ile ma zasobów.
Jak masz dobry zapas to powystrzelasz nawet po zmienianych.
Zdarzyło mi się jednak parę razy, że z amunicją było krucho i 2-3 zmergowanych przeciwnków nie było zwyczajnie czym tłuc.
Nie no moim zdaniem gra jest znacznie trudniejsza od Dead Space'a, trzeba ciągle z tym ładowanym strzałem kombinować, gdzie w Dead Space kilka poulepszanych broni dosłownie kosiło obszarowo wszystkich wokół.
Komentarz faktycznie dziecinny, tak jakby kolega nie miał doczynienia z survival horrorami.
Aczkolwiek... Cronos jest faktycznie trudny. Ograłem sporo głośniejszych tytułów tego gatunku ostatnich lat
(RE: 2, RE: 4, SH: 2, Alone in The Dark, Dead Space, RE: Village, AW 2).
I jak póki co to Cronos jest zdecydowanie najtrudniejszy, sporo powtórek robię przez te kilka godzin. No może AW 2 też trochę krwi mi napsuł. Reszta szła dość gładko, jedynie na niektórych bossach się zacinałem.
Pierwsze wrażenia, jak najbardziej pozytywne.
Klimacior jest, trochę grozy, ładnie zaprojektowane lokacje, fabuła nawet ciekawa. Duże niedobry zasobów, co sprawia, że chce się eksplorować.
Walka jest ok, jednak nie jest to zdecydowanie poziom topowych Dead Space, czy RE 4.
Na kolana raczej Cronos nie powala, ale zapowiada się i tak kawał konkretnego survival horroru.
Z tego co poczytałem, to jednak część recenzentów zwraca uwagę na poziom trudności Cronosa.
Wobec czego wybiorę wersję na PC. Nie przeszkadza mi to, że gra jest trudniejsza, ale po prostu nie chce mi się barować z padem, a wspomagania celowania nie lubię i nie używam.
Dobra, pytanko, czy ktoś ogrywa Cronosa na konsoli?
Jak jest że strzelaniem na padzie, dużo trudniej, niż w takim SH 2, czy RE 4?
Oba te tytuły ograłem bez większych problemów, ale już AW 2 mnie kosztował trochę nerwów ;) A na pokazach przedpremierowych sporo osób zwracało uwagę, że jest trudno.
Zastanawiam się, którą wersję brać PC, czy na PS5..
Chodziło mi po głowie, żeby spróbować, no ale ten styl graficzny jest tak brzydki i generyczny, że chyba jednak nie.
Już prędzej odświeżę sobie V..
Rock& Borys wrzucali parę miesięcy temu info o planowanym DLC do Wiedźmina 3. Fajnie gdyby to się potwierdziło i miało rozmiar takich powiedzmy Serc z Kamienia, a nie skończyło się na 1, czy 2 questach do W3..
Widok FPP w VII i VILLAGE dał trochę świeżości serii i całkiem dobrze się sprawdził.
Ja jednak wybiorę raczej TPP, po prostu drażni mnie to szokowanie gore i wyskakującymi przed twarzą mordami. Nie chodzi o strach, a o irytację tym schematem.
Czekam, trzymam kciuki i oby utrzymali wysoki poziom!
Aczkolwiek są pewne zgrzyty w COE33 na które przymyka się zwykle oczy.
Świat jest strasznie sterylny i statyczny, często postacie stoją jak kołki z jedną chmurką dialogową, jest mało zawartości pobocznej, questów, rozbudowanych postaci, interakcji.
Jasne to nie jest RDR, ale trochę więcej życia by się przydało.
Tutaj widać, że ten świat ma głównie ładnie wyglądać, a nie ma się w nim coś dziać.
Dialogi w formie czytanej też prezentują się biednie.
Na szczęście gra mocno nadrabia innymi znacznie ważniejszymi elementami.
Każdy ma swoje zdanie, ale nie przeszkadzały:
- wszechobecne ułatwiacze typu: w walce na noże w połowie, samo regeneruje się życie, wyścig zapisuje się na dwie minuty przed końcem, widzenie przez ściany etc
- brak ruchu ulicznego, systemu policji, 'czasówek' w pojazdach co jest dużym regresem względem wcześniejszych części
No nie, ja się z tym nie zgadzam. Chociaż to też, zależy od konkretnej produkcji, zwykle w tych bardziej leciwych wskazaną są większe ingerencje w mechaniki.
Dla mnie w przypadku remaków wielu gier, właśnie chodzi o to, aby na nowo zreinterpretować pewne mechaniki, poprawić bolączki i unowocześnić tytuł. Idealnym przykładem jest Dead Space, gdzie dobrze to zrobiono.
Mnie podejście, że to 'świętość' i nic nie ruszać nie przekonuje, przecież zwykle zawsze pozostaje oryginał.
Mnie nie bawi granie w kółko w ten sam tytuł. Remake ma pozyskać też nowych graczy.
Ewentualnie od przekładania 1 do 1 są 'surowe' remastery.
Poza tym, sorki, ale cena 340 zł, to jednak chciałoby się kompleksowego Remake'u. A nie bardziej remastera, który powinien kosztować znacznie mniej.
Mają ciekawe pomysły w Rebel Wolfs, jednak niewątpliwie wymaga ta gra wielu szlifów.
Wcześniejszy materiał wyglądał słabo, ale jest poprawa.
Obserwuję, a rozmiar Krew i Wino zapowiada się dobrze jak dla mnie.Lepiej nie przesadzać z wielkością świata, jeśli nie mają odpowiedniego budżetu.
Wychodzi tak, jak się zapowiadało na materiałach, sztywne odświeżenie będące bardziej czymś pomiędzy remasterem, a kompleksowym remake'm. A to wszystko za horrendalną cenę na PS5....
Do Dead Space'a czy Residentów 2/ 4 raczej daleko.
Do recenzenta, ile czasu zajmuje ogranie tytułu?
Nigdy nie grałem w żadnego Metal Gear Solid, dlatego ciekawi mnie Delta.
Jeśli jest konkret gra to rzadko mocno 'rozkminiam' jej cenę... na te maksymalnie kilka gier w roku, które kupuje raczej mnie stać.
No, ale tutaj...wysoko cena + problemy techniczne + nie rozstrzygam jeszcze, ale archaicznie momentami na materiałach ten remake wygląda.
Nie zachęca to wszystko do zakupu..Czekam na więcej recenzji.
A tutaj to pełna zgoda, te residentowe 'nieśmiertelne' straszaki są takie se.. Ciągle są na widoku, są dość wolne, wręcz można się nimi ganiać wokół przedmiotów, nie zabijają na raz.
Alien z Izolacji to jest zupełnie inna liga. Jak się pojawi w pobliżu to, kilka sekund i zgon.
Tak, Residenty od kilku lata trzymają dobry poziom. Od VII, przez Village i Remaki (czwóreczka zdecydowanie najprzyjemniesza dla mnie). Nie są to tytuły, na które czekam z niecierpliwością, jednak rozgrywka zwykle daje radę, fabuły są naiwne, no ale cóż na horrorowe akcyjniaki ujdzie.
Liczę, że 9 podtrzyma ten trend, raczej pewniak do ogrania.
Mafia: The Old Country już za mną, lecimy z oceną.
6/10
Plusy:
- generalnie opowieść jak na growe standardy jest całkiem niezła, widać że ktoś rozpisał ją konsekwetnie od początku do końca, chociaż mam do niej zastrzeżenia (o czym będzie w minusach), przede wszystkich na pochwałę zasługują bardzo dobre dialogi, wykreowane postacie, jakościowe cut- scenki - tu zdecydowanie widać filmową rękę
- bardzo ładne lokacje i ogólny włoski klimat
- 'feeling strzelania' jest dobry
- na pochwałę zasługuje też model jazdy w trybie symulacyjnym, auta są ociężałe i trudno nad nimi zapanować, ale takie właśnie powinny być, szczególnie na szutrowej nawierzchnii
- zagęszczenie i detal wykreowanych na potrzeby misji lokacji robi odpowiednie wrażenie - postacie poboczne w rozmowach między sobą odnoszą się do bieżących wydarzeń, gazety i notatki, też zawierają ciekawe informacje o świecie
MInusy:
- wracając do fabuły, o ile cut-scenki, postacie i dialogi są wysokiej jakości o tyle, sama linia fabularna jest w większości przewidywalna, z 2/3 gry to klasyczna opowieść o robieniu kariery od zera w mafijnej rodzinie, wykonujemy zadania, plus mamy wątek romansowy, a za antagonistów robią dwaj sztampowi, źli wyrobnicy z konkurencyjnej rodziny....zachwytu zdecydowanie nie było, nie wiem gdzie są, te wymieniane przez niektórych recenzentów zwroty akcji?
mnie zaskoczyło jedno, może dwa, takie wydarzenia, a ciekawiej robi się dopiero w samej końcówce
ogólnie wydarzeniom z gry trochę brak polotu - w Mafii 2 byliśmy na froncie wojennym, w więzieniu, był duży przeskok czasowy i zmiana scenerii, tutaj jest tak bardzo klasycznie
- misje to jest skrypt na skrypcie, czułem się jak w starszych Call of Duty
- słabe skradanie
- walki na noże, mi aż tak bardzo one nie przeszkadzały, jest ich jednak za dużo, no i jeśli są one używane w charakterze 'boss fight', a ja ani razu nie przegrałem... to jest coś z tym nie tak
- praktycznie brak ruchu na drogach, poza oskryptowanymi akcjami z misji
- brak jakiegolwiek systemu organów ściagania w świecie
- pusty świat w którym nie ma prawie nic do zrobienia
- wszechobecne ułatwiacze / zaliczam zgon zaraz przed checkpointem - gra ładuje mi już kolejną scenkę..../ w walce na noże w połowie, samo regeneruje mi się życie..../ wielka strzelanina pościgowa w której jeżdżę na koniku pomiędzy kilkunastoma przeciwnikami, którzy praktycznie mnie nie trafiają..../ wyścig zapisuje się na dwie minuty przed końcem...i tak dalej...
Trafiam czasami na opinie, że to gra jest bardzo liniowa, ale takie właśnie były pierwsze odsłony i generalnie nic w tym złęgo. Nie zgadzam się z tym kompletnie.
Mafia i Mafia II nie były wypełnione ułatwiaczami i skrojone pod pędzące skrypt za skryptem wydarzenia. Na swój czas były całkiem trudne i przez pewien realizm nieprzystępne. The Old Country nie ma z tym nic wspólnego.
Mafia i Mafia II miały normalny ruch uliczny i system policji, a rdzeń rozgrywki stanowiło właśnie jeżdżenie po mieście z klimatyczną muzyką (aktywności było niewiele, ale i tak więcej, niż w nowej Mafii). Tutaj tego jeżdżenia jest mało, nie ma ucieczek przed policją, nie ma misji czasowych.
Podsumowując. Gra stanowi mocny regres względem dawnych części.
Rozgrywka jest mocno filmowa i skrojona pod masowego gracza, w stylu sprzed 10-15lat.
Fabuła jest przyzwoita, jednak podanie jej w atrakcyjnej, dopracowanej wizualnie formie, w tej włoskiej scenerii sprawia, że daje radę, powiedzmy..
Ostatecznie, pomimo tej litanii uchybień, grało mi się w nową Mafię całkiem nieźle, bez zgrzytania zębami. Gra jest na tyle krótka, że te minusy, aż tak bardzo nie drażnia, a otoczka fabularna jednak co nieco przyciągała do ekranu.
Cóź, wyszła tak filmo-gra na raz. Jak ktoś lubi gangsterkie klimaty, można zagrać na przecenie, nie spodziewajcie się po niej jednak zbyt wiele...
Szczerze wątpię, że wiele to zmieni.
Gra ma całkiem dobrą fabułę i włoski klimat.
Poza tym to oskryptowana do bólu filmogra, prowadząca gracza za rączkę.
Regres w stosunku do Mafii i Mafii 2.
Praktycznie brak ruchu ulicznego, brak jakiegokolwiek systemu policji, brak czasówek w trakcie jazdy.
Właśnie ją kończę i rozłożyło mnie jak w jednej z ostatnich misji trafiamy do miasteczka, które całe jest puste....
Ograć na dobrej przecenie i zapomnieć, bo mimo wszystko nie gra w się to jakoś bardzo źle, gangsterska historia jest całkiem, całkiem.
Bardzo dobrze rozpisane wady/ zalety.
Jestem w trakcie The Old Country i zgadzam się z większością.
U mnie jednak pomimo dobrej fabuły, postaci, ładnej scenerii gra oscyluje na ten moment pomiędzy 6,5 - 7.
Drażni mnie ten sztampowy gameplay i ogólne prowadzenie za rączkę. To nawet nie jest tak, że ta rozgrywka jest jakaś zła. Jest w większości raczej po prostu przeciętna, do tego mocno ułatwiona, oskryptowana i bardzo poprzecinana cut-scenkami.
Rozgrywka to typowy 'hamburger', do szybkiego, łatwego przejścia. A raczej nie tego oczekuję od marki Mafia.
Miewam problemy z grą na padzie pomimo tego, tutaj nie korzystam z widzenia przez ściany, auto celowania + tryb jazdy symulacyjny i trochę ratuje to sytuację.
Z oceną to już indywidualna sprawa. Można uznać, że gameplay ujdzie, a fabuła i ładny świat podciągają ocenę.
Dla mnie to jednak za mało, gry z ocenami 7.5-8 muszą mieć w sobie jakąś głębię, robić coś wiécej.
Jestem w trakcie.
Historia, postacie, włoski klimat naprawdę dają radę.
Boli mnie jednak, jak bardzo 'casualowy' jest to tytuł...
Na średnim poziomie w jednej z misji pościgowej przez kilka minut biegałem na koniku wokół - od kilku do kilkunastu przeciwników...i trafili mnie może ze 3 razy. Oskryptowane prowadzenie za rączkę.
Nie takie były Mafia 1 i 2....
To u mnie na bank wjeżdża, Mafia, Cronos i być może Metal Gear Solid Delta.
Silent Hill f powątpiewam, to tłuczenie stworów pałą przez małą dziewczynką dziwnie się zapowiada.
Tylko u mnie jeszcze czeka Kingdom Come 2 ??
Recenzje wydają się potwierdzać wyrobione wcześniej zdanie o tym tytule. Całkiem przyjemna, prosta rozgrywka z dobrą fabułą i w ładnej włoskiej scenerii. Skoncentrowana na historii i akcji, bez udziwnień i większej głębi rozgrywki.
Cóż, tego właśnie się spodziewałem i myślę, że spędzę z nową Mafią kilka miłych wieczorów.
Tyle, że nie wydaje mi się być to gra, która jakoś zapadnie w pamięć, do której będzie się wracać.
Mimo wszystko, trochę szkoda, że ta seria zeszła na tory jednak dość płytkiego AA...Dzisiaj przyszła mi do głowy taka myśl, że RDR 2 udowodnił, że jest miejsce dla historii w stylu Mafii łączącej wolniejsze, dojrzałe tempo opowieści/ rozbudowane relacje między bohaterami /realizm z otwartym, pieczołowicie zbudowanym światem i rozmachem.
W idealnym świecie widziałbym właśnie Mafię zbudowaną w ten sposób, oczywiście świat, czy detal mógłby być mniejszy, ale chodzi o ogólny koncept.
No, ale mamy to co mamy i jest to najwyraźniej całkiem ok.
Wlatuje na premierę, ale bez wielkich oczekiwań...spodziewam się solidnego 7/10.
Niby dobrze się bawiłem przy tym Robocopie wiosną tego roku, ale z perspektywy czasu to dla mnie gra na raz do szybkiego przejścia.
Ten dodatek niczym mnie nie zachęca do powrotu do tej gry.
Dla mnie ok, z jakimiś pobocznymi drobiazgami przy wolnym ogrywaniu, pewnie wyjdzie z jakieś 15h+.
Chociaż przy cenie koło 300zł, poczekałbym na przecenę.
Więc, jednak 2026.
Powiem tak, każdy kolejny materiał z tego Remake'a wywołuje we mnie podobne odczucia.
Wygląd/ klimat/ ogólne założenia - w 3/4 to mi się podoba i nieźle oddaje oryginał. Są pewne zgrzyty, np wygląd
niektórych potworów i inne detale, ale ogólnie ok.
Animacje i walka słabo...a to jest bardzo ważny element gameplayu, trudny do poprawy, chociaż z dobre pół roku jeszcze twórcy mają.
Wydaje mi się, że jak 7/ 10 to wyciągnie w moim prywatnym ocenianiu to będzie maks.
Sentyment do serii jest jednak na tyle duży, że kupuję z pewnością w okolicach premiery.
Generalnie to zgadzam się. Biorąc pod uwagę, że jest to raz na 6-7 lat to nie przesadzałbym z tymi kosztami. Dodatkowo jeśli nie zajechaliśmy starej konsoli to możemy jeszcze z niej coś odzyskać.
Tylko, z tą uwagą, że rzucanie się na premierę odpuściłbym sobie, o ile ktoś nie jest prawdziwym pasjonatem grania/ konsoli. 'Boom' przy PS5 nieźle podbił ceny, a gry są wypuszczane w bardzo leniwym tempie.
Ja kupiłem dopiero Slimkę poniżej 2K. I przy kolejnej generacji pewnie podobnie zrobię.
Testowałem i u mnie spoko GeForce Now działało. Zamierzam jeszcze korzystać.
PS5 jest dla mnie główną platformą do grania, szkoda mi pieniędzy póki co do inwestowania w nowy PC, więc GFN jest ciekawą usługą do odpalenia od czasu do czasu.
Być może, macie rację...Nastawiałem się raczej, że to wyjdzie w tym roku, na tym najbliższym pokazie może się przekonamy.
Czekam! Z tegorocznych premier jeszcze Cronos i Gothic mnie najbardziej interesują.
Który model wypuszczania seriali jest lepszy?
To zależy... przede wszystkim od rodzaju serialu, jego jakości, gatunku, ilości odcinków, sezonów. No i też od mojego czasu.
Wypuszczanie odcinka co tydzień ma swój urok, ale też nie nadaje się do każdego serialu. Powiedziałbym wręcz, że nawet dla większości jest słabym pomysłem.
Jak dla mnie to naprawdę jakościowe perełki zasługują na ten sposób wydawania, gdzie po prostu warto poczekać, a każdy, kolejny odcinek jest na tyle ciekawy, że zostaje w głowie na dłużej, niż jeden dzień.
Fajnie, gdyby w jakiejś formie oba te modele przetrwały.
Wypuszczenie sezonu ciągiem w przypadku szlagierowych tytułów trochę zabija 'życie' tych seriali. Nie ma dyskusji, spekulacji, recenzji poszczególnych odcinków. Ocenia się sezon jako całość, naprawdę zajmujący jest głównie finał.
Ogólnie dla mnie przy 'bingowaniu', chociaż to bardziej tyczy się oglądaniu kilku sezonów jeden po drugim, trochę mam poczucie takiego niechlujstwa jako widz ?? Mija parę dni a mi wszystkie sezony, zdarzenia zlewają się w jedno. Nawet jeśli są świetne sceny, postacie poboczne, wątki w głowie jest jeden wielki mikser xD
Sztywno i leciwie to wygląda...Do tego tematyka wampirza, z groteskową toną krwi niezbyt mnie jara.
Z drugiej mają ciekawe pomysły z tą nieliniowością, upływem czasu, to może być duży atut dla mnie.
Ostatecznie gra, chyba nie będzie zbyt długa, więc może dam jej szansę.
Jest lepiej, niż na ostatnim trailerze. Dalej jednak trochę leciwie to wygląda, czuć posmak Wiedźmina 3 sprzed lat. Walka dość sztywna, dziwna pauza, jeden z przeciwników krąży bez sensu przez kilkanaście sekund, zbyt bliska kamera. Poruszanie się po dachach wygląda bidnie.
Sam nie wiem... Może być dobre AA z dużą wolnością i ciekawymi pomysłami. A być może koślawość stanie się zbyt dużą przeszkodą dla mnie.
Póki co, trudno ocenić.
Tak, fajnie, że dostaniemy coś nowego, polski 'setting' też robi swoje.
Te nawiązania do Dead Space wydają się oczywiste. Jednak oglądałem wywiady z twórcami i wymieniają oni bardzo wiele inspiracji filmowych, serialowych, growych, nie wyglądało, aby skupiali się jakoś 'stricte' na tym Dead Space.
Nie będzie też, jakiegoś rozbudowanego ciachania stworów jak w DS.
W pełni się zgadzam. Risen 1 był ich ostatnio porządną grą. Porządną, ale też zachwycać się nie ma czym za bardzo. Takie przyjemne, całkiem ładne popłuczyny po Gothicach, z bdb systemem walki.
Jeśli mieli ograniczone zasoby i problemy technologiczne, to jaką cholerę pchali się z tym swoim drewnem w jakieś si-fi ze strzelaniem połączone z fantasy, w wielkim świecie?
Jak sobie przypomnę te koślawe dialogi z Elexa w których, pieprzą trzy po trzy od rzeczy to mnie telepie xD
Stwierdzam tylko, że cinematic trailer + informacje od twórców zapowiadały się bardzo ciekawe.
Dzisiejszy trailer z fragmentami rozgrywki wygląda po prostu słabo.
Bardzo dobrze to wygląda.
Retro-futuryzm
Polski setting
Ciekawy system 'merge'
Motyw podróży w czasie
Gęsty klimat
Oczywiście jest wrażenie, że już gdzieś to widzieliśmy, ale mi to nie przeszkadza. Zapowiada się ciekawe połączenie kilku inspiracji.
Na ten moment nabardziej oczekiwana gra tego roku.
Pierwszy cinematic był bardzo obiecujący, ten materiał wygląda jednak biednie.
Grafika, animacje, detal świata jak sprzed dobrych kilku lat...Nie pomaga dziwacznie zmontowany trailer, który sprawia wrażenie jakby z bieda gierki, chaotycznie próbowali ulepić coś efektownego..
Nie skreślam, ale zainteresowanie spada. Jeśli tak ta gra ma wyglądać, to będą musieli srogo nadrabiać tą nieliniowością świata i ciekawymi pomysłami, którymi się chwalili.
Dla mnie Residenty przede wszystkim rozgrywką stoją jak będzie miodna to dam szansę i będę dobrze się bawił jak przy Village i RE 4.
Bo fabularne to jest trzecia liga, wszystko sprowadza się do sieczki, i szczerze średnio mnie to zajmuje.
Nawet te ciekawsze pod tym kątem odsłony jak np. RE 2 nie błyszczą w tym względzie.
Średnio to się zapowiada. Już w SH 2 było bardzo dużo walki wręcz, co stawało się monotonne po pewnym czasie.
A tutaj chcą dołożyć tego jeszcze więcej?
Żeby to miało sens musieliby dodać jakieś skille, combo z tym związane. Tylko jak to zgrać z ciężkim horrorem i graniem dziewczynką. Nie wiem, dziwnie to się zapowiada.
Świetnie bawiłem się przy RDR 2. Ten świat jest cudny, animacje, detal, mnogość mechanik. Natomiast nie jest to gra bez wad.
Na minus:
- prawie wszystkie misje są prymitywnie oskryptowane, czasem wystarczy odejść kilka metrów i misja jest niezaliczona, rozumiem filmowość, ale nie tak to powinno wyglądać, a już napewno nie w większości misji
- gra stanowi bardzo małe wyzwanie, sztuką jest w niej umrzeć
- sterowanie/ interfejs wymaga przyzwyczajenia
OK, racja. Fajnie jednak by było, gdyby twórcy poszli na kompromis i dodali więcej fizyki chociaż np. w niektórych misjach fabularnych.
Chciałbym zobaczyć rozgrywkę w której np. w misji fabularnej wielki troll atakuje wioskę i podczas walki obraca w pył zabudowę. A od nas zależy ilu mieszkańców i budynków ocalimy. Oczywiście chodzi o to, aby nie było to całkowicie liniowe i oskryptowane (czyli, że za każdym razem walka/ zniszczenia są takie same).
Albo dajmy na to toczymy jakieś walki na wodzie na łodziach, i czym bardziej uszkodzimy, my bądź przeciwnik łódź, tym szybciej woda zalewa łajbę.
Całkowicie nie zgadzam się z opinią o walce, szczególnie w porównaniu do Silent Hilla 2. Oba tytuły ogrywałem na PS5 jeden po drugim, dla mnie dalce bardziej irytujący i ciężki był system walki z Alana Wake 2 (chodź cała gra podobała mi się, czemu dałem wyraz w jednym z komentarzy powyżej).
Przede wszystkim przeciwnicy w AW 2 poruszają się znacznie szybciej i bardziej chaotycznie (ten spec od rzucania doprowadzał mnie do szewskiej pasji xD jeździł na pełnej po tych wszystkich krzakach od prawa do lewa, w SH2 nie ma tego typu gagatków), jednocześnie kamera zawieszona jest bliźej naszej postaci, przez co mniej widać, dodatkowo nasza postać porusza i leczy się jeszcze wolniej, niż w SH 2.
W SH 2 przeciwnicy są znacznie wolniejsi, a po zapoznaniu z ich ruchami bardziej przewidywalni, unik zazwyczaj dobrze wchodzi. A przede wszystkim nie ma większego problemu, żeby odbiec od przeciwników kilkanaście metrów, czy do sąsiedniego pomieszczenia, uspokoić sytuację i powystrzelać metodycznie paskudy. W AW 2 często jest to niewykonalne przez szybkość wrogów, a po uniku/ walce wręcz, przewróceniu z kilkoma przeciwnikami, mało co widać i jest loteria.
Dodatkowo SH 2 nagradza uważne granie, opłaca się powoli i metodycznie oczyszczać lokacje, wielu przeciwników (manekiny) moźna wyhaczyć i skasować pojedynczo bez problemu atakując jako pierwszy. A AW2 to tak nie działa, przeciwnicy w sekundach są przy nas, namierzają nas z daleka na otwartych przestrzeniach, a w przypadku grą Alanem materializowanie się zjaw jest jak loteria, więc powolne rozkminianie tego nie ma sensu.
Efekt końcowy tego wszystkiego o czym pisze, był u mnie następujący.
W SH2 ginąłem głównie na początku przy dostrajaniu się do przeciwników, oraz przy 2-3 trzech bossach w finale. W trakcie rozgrywki ze zwykłymi przeciwnikami ginąłem rzadko, a jeśli już to zwykle przez swój błąd. Zasady walk były przejrzyste i uczciwe.
W AW2 większość bossów sprawiła mi problemy. Co najgorsze była masa sytuacji, że 3, 4 zwykłych wrogów ubijała mnie. I to na etapie np. połowy czy 3/4 gry. Miałem odczucie dużej losowości tego jak potoczą się starcia. Chaotyczność i uciążliwość tych walk była frustrująca.
Co by nie było tak jednostronnie:
W AW 2 są lepsze animacje, walka wygląda bardzo efektownie wizualnie. A przeciwników jest też znacznie mniej. Jest też wrażenie większej intensywności starć, adrenalinka bardziej skacze.
W SH 2 graficznie jest gorzej, a największym problemem walk jest ich monotonia, przez całą grą ubija się dosłownie setki przeciwników (w zasadzie czterech typów).
A to tylko śmiertelna choroba może powodować brak czasu na gry/ inne tego typu przyjemności?
Clair Obscur: Expedition 33 wzięła mnie z zaskoczenia, kupiłem ją spontanicznie i był to bardzo dobry wybór.
Przede wszystkim ta gra ma bardzo dobrze wykonane podstawy, gameplay, fabuła, muzyka, wizualia. Cały rdzeń gry stoi na mocnych fundamentach. Jeśli ktoś ma jakieś uwagi to zwykle do pomniejszych elementów.
- gameplay - jest to jedna z nielicznych gier z ostatnich lat, w których jest on dla mnie satysfakcjonujący od początku do końca, mnogość opcji tworzenia postaci, wykorzystywania ich umiejętności, kombinacji członków drużyny, jest bardzo duża, połączenie walki turowej z unikiem/ parowaniem to strzał w dziesiątkę, wstrzelenie się w dewastującą kontrę daje dużo radochy,
jestem bardziej 'casualowym' graczem, który gra w maksymalnie kilka gier w roku, pomimo tego średni poziom trudności, trafił w moje możliwości, było trudno z bossami, ale do ogarnięcia do maksymalnie 10-15 podejść,
przede wszystkim pomimo początkowego wrażenia, że przesadzono z danym bossem, po kilku podejściach okazywało się, że nie jest, aż tak trudny jak wcześniej uważałem, kluczowe okazywało się, żeby w drugą fazę wejść, z w pełni ''naładowanymi'' i gotowymi do akcji bohaterami
miałem od początku do końca wrażenie, takiej uczciwości walk, jeśli były problemy - nauka ruchów, timingu przeciwnika + korekta buildów rozwiązywała problem
- historia opowiedziana w grze jest oryginalna, jest ciekawa, jest stylowa, jest o czym rozmyślać po finale, naprawdę ładnie to wszystko się spina, postacie mają swoje racje, trudno podjąć ostateczna decyzję
- dobra oprawa graficzna, piękne, bajkowe lokacje (tutaj uwaga nie uważam, żeby minimapa była do czegoś potrzebna, większość korytarzy ma dwa, czasem trzy rozgałęzienia), na dokładkę fantastyczne animacje naszych postaci w walce
- bardzo różnorodna i bogata oprawa dźwiękowa, kilka kawałków gdzieś zapisało się na dłużej w głowie
Z minusów:
- przeszedłem głównie przez wątek główny i szczerze mówiąc, zawartość poboczna na tyle na ile ją liznąłem nie zachęciła mnie do ekspolarcji, stosunek trudności przeciwników (konieczność powtarzania walk) do nagrody nie był dla mnie korzystny, duża ilość zdobywanych pikto, też nie sprawiała, że z miejsca sprawdzałem każde kolejne, robiłem to raczej co kilka godzin
- kolejny podpunkt do powyższego, pewna sterylność, sztywność tego świata, wiadomo, że nie ma co oczekiwać tutaj złożoności RDR 2, jednakże brak mi trochę życia, ruchu w tych lokacjach, jakichś bardziej złożonych postaci pobocznych, questów, możliwośći np. poznania i przyłączenia jakiejś nowej opcjonalnej osoby do drużyny
- niektóre dialogi w formie czytanej prezentują się trochę biednie, są mało rozbudowane
w zasadzie nie minus, a taka uwaga fabularna
spoiler start
kiedy pod koniec gry dowiadujemy się więcej o Mealle, Verso ich tragedii rodzinnej, w zasadzie ta wiedza wywraca świat postaci typu Lune, Sciel do góry nogami, a tymczasem, one prawie w ogóle nie reagują na to, nie dopytują o 'prawdziwy świat', nie są w szoku, tutaj oczekiwałbym kilku intensywnych interakcji
spoiler stop
Podusumowując.
Kawał, świetnie pomyślanej, oryginalnej gry w dobrej cenie. Super, satysfakcjonujący pomysł na rozgrywkę + dobra fabuła + oprawa audio-wizualna i kierunek artystyczny. Jakieś drobne minusy się znajdą, ale u mnie to kwestia bardziej eksploracji i zawartości pobocznej, którą w większości pominąłem. Gra mnie do tego wystarczająco nie zachęciła, a niedobór czasu też zrobił swoje. Jest to jednak dla mnie jakaś rysa, bo zwykle w grach z pogranicza 8-9 robię prawie wszystko.
Dla mnie Top 10, a może nawet Top 5 ostatnich kilku lat.
Sugeruję się właśnie głównie demem, a takie kwestie jak animacje, czy walka, sporo glitchy, które wyglądają tam słabo są trudne do ogarnięcia w szybkim czasie dla raczej małego studia.
Czekam...Patrząc po zapowiedziach stawiam, że to będzie nierówny remake. Jest wiele elementów, które bdb oddają klimat Gothica, ale są i średnie, czy wręcz bardzo słabe (np. animacje, walka).
Dla mnie 'must play' z uwagi na sentyment do marki, ale bez ekscytacji, liczę się z tym, że będzie sporo zgrzytów.
Czekam, aczkolwiek zagram jak, zjedzie z ceny. Niezły, konsolowy filmo-graj z tego co pamiętam z recenzji, ale nie wiele więcej.
Gra ma swoje wady, np. dużą powtarzalność (przykładowo wiedźmińskie zmysły), skopany system zbierania sprzętu (wszystko oprócz rynsztunków cechowych to śmieć), słaby system rozwoju postaci.
Natomiast, z wymienionych:
- nie wiem co jest drewnianego w sterowaniu, wszystko intuicyjne, no chyba że chodzi o wersję PC, nie grałem
- fabuła główna trochę tak, ale wynagradzają to dialogi, dobrze napisane postacie, questy, dwa świetne pod tym względem dodatki
- mapa-wyłączasz znaczniki i lecisz tylko z questami, proste
Gra ma swoje wady, ale dla mnie ogólny rozmach i plusy wystarczająco je przyćmiewają.
Sam nie wiem. Klimat i historia zapowiada się bardzo dobrze.
Z drugiej strony poruszanie się postaci/ pojazdów/ koni wydaje się drętwe.
No i jeśli to faktycznie będzie tylko ciąg misji w niezbyt dużych lokacjach, to będzie krok w tył w stosunku do poprzednich części.
Mam mieszane odczucia, zabiorę się na spokojnie, raczej nie na premierę. Pierwsza Mafia w swoim czasie dystansowała GTA. Szkoda, że Rockstar im tak odjechał.
Gram +10h i jest to bardzo dobra gra, w moim prywatnym topie pewnie siądzie w 10 najlepszych gier ostatnich kilku lat.
Bardzo satysfakcjonujący system walki, dobra kontra daje dużo radochy. Ładne lokacje, audio, relaks z rozgrywki jest spory. Świetne cut-scenki, fabuła ok.
Natomiast, czy to jest, aż taki top topów z okolic 10/ 10. Dla mnie raczej nie. Tutaj zagrał, chyba efekt świeżości, dobra cena, brak wysokich oczekiwań. Takie pozytywne, odświeżające zaskoczenie.
Co mi nie leży:
- nieco przesadzona numerologia tych wszystkich statsów, która jest słabo odczuwana w walkach (na normalu)
- makietowy świat, to nie RDR rozumiem, ale jak na takie oceny, to wymagam trochę więcej
- dialogi w trakcie rozgrywki, mają formę która trochę mobilkami zalatuje
Na ten moment 7.5-8/10, ale ja mam surową skalę ocen bo dychy nigdy chyba jeszcze nie dałem:)
Największe plusy:
- naprawdę soczyste walki - strzelanie jest satysfakcjonujące, jest brutalnie, mamy przyzwoitą fizykę, możliwości naszego supergliny - bandziory nie mają lekko, idziemy jak taran rzucając nimi na lewo i prawo :)
- perfekcyjnie odtworzony klimat dwóch pierwszych filmów, widać tu duży szacunek i drobiazgowe wykorzystywanie materiału filmowego, dużo detali dla fanów,
- fabuła i sporo zawartości (jak na swój gatunek), historia w ramach swojej konwencji jest całkiem nieźle napisana i rozbudowana, względnie ciekawiła mnie do samego końca, poza strzelaniem mamy ulepszanie naszej postaci, trochę dialogów, zadania poboczne, a nawet jakieś drobne wybory (np. wątek polityczny)
Minusy:
- strzelanie wymaga pewnego przyzwyczajenia, specyfika naszego bohatera i retro-klimat robią swoje
- to jednak AA - bywa nierówno i momentami biednie (niektóre tekstury, drętwe animacje, Ai przeciwników, miejscami wygląda to biednie)
Reasumując, porządne AA do postrzelania, perfekcyjnie eksploruje kultowe filmy i wyciska z nich co się da. Ta gra ma wszystko co mogłem sobie wyobrazić za dzieciaka wkładając dyskietkę z biednym Robocopem 2D do Pegasusa ;)
Na dzisiaj to dla mnie gra w skali 6,5-7,5 zależnie od tego, jak bardzo lubi ktoś dawne filmy z Robocopem i retro-klimat.
Nigdy nie grałem w JRPG, ogólnie nie leży mi te klimaty.
A jednak kusi mnie ten Clair Obscur: Expedition 33, oj kusi. Cena też w miarę spoko.
Czekam, wygląda bardzo ciekawie!
W poprzednim roku po ograniu jeden po drugim AW 2, SH 2 i Dead Space Remake miałem trochę przesyt survival horrorów. Teraz znów jestem głodny ;)
A według mnie design i ogólny klimat całkiem dobrze oddaje ducha Gothica. Problemem są głównie archaiczne animacje i walka.
Pierwszego Cod-a ogrywałem w okolicach premiery, ależ to była audiowizualna miazga. Pierwsza gra w której miało się poczucie bycia na faktycznym polu bitwy, gdzie walczymy z towarzyszami broni.
Dla mnie sprawa jest prosta, czym dłuższa jest gra/ większy jej świat tym bardziej krytycznie ją oceniam zanim zabiorę się za rozgrywkę.
Mogę sobie pozwolić na przejście średniaka na kilkanaście godzin od czasu do czasu. Ale gra na kilkadziesiąt godzin musi mi zaoferować coś więcej, coś z rozmachem, coś co da dużo frajdy. Jak np. RDR 2.
I dlatego nie gram w ostatnie Asasyny.
Mój krótki ranking.
1. Assassin's Creed 3 - klimat USA, fabuła jak na tą serię niezła, efektowne walki.
2. Assassin's Creed Unity- Paryż i te tłumy na ulicach robiły wrażenie.
3. Assassin's Creed Origins- fajny klimat Egiptu, i nudy gameplayowe z erpegowymi cyferkami, które wyłączyłem po kilku godzinach.
Próbowałem trzech gier z trzech różnych epok tej serii i żadna mnie nie kupiła. Chodź III i Unity miały swoje atuty.
Po tym co spływa, recenzje, materiały widać, że to typowa Ubigra z ostatnich lat, chodź wykonana całkiem nieźle. K
Nie przedam za tą serią, gry mają ładnie wykonane światy z różnych epok historycznych, niepomiernie mnie jednak nudzą.
Obecnie jeśli chodzi o gry w otwartym świecie +50h to szanuję swój czas i wybieram tylko takie pozycje, które robią coś więcej, niż średniactwo. Swego czasu W3, RDR 2, w planach Kingdom Come 2, może GTA VI.
Lubię tę serię, ale z Exodusem mam duży problem.
Koncepcja półotwartych map spodobała mi się, nawet niespecjalnie o to chodzi. Exodus ma dla mnie trochę problemów:
- niemy bohater
- w większości nudne, przedłużane dialogo- monologi
- problemy ze strzelaniem, jakieś dziwne akcje - strzelam headshota - przeciwnik w ogóle nie reaguje
- otwarty świat sprawia, że bardziej widoczne stają się problemy z AI przeciwników, drętwe animacje, w tunelach bardziej przymykało się oko na te niedoróbki gameplayowe, szybka akcja i gęsty klimat nadrabiały
Niezły serial, dobrze ekranizuje wydarzenia z gry. Dla mnie jednak dalej świetne cut-scenki z gry dystansują wersję na mały ekran.
Dlatego obejrzę, ale bez żadnego ciśnienia.
NAWRÓCIŁEM SIĘ :)
Parę lat temu strasznie odbiłem się od RDR 2 na PS4, doceniałem widoczne od razu dopieszczone elementy, jednak głównie przez powolne tempo prologu + strzelanie na padzie zrezygnowałem.
Teraz jestem świeżo po ukończeniu RDR 2 na PC (zrobiłem prawie wszystko poza zbieractwem) i ta gra ląduje do mojej topki. Nie jest pozbawiona niedociągnięć, o których później, ale ilość świetnie wykonanych elementów i ogólny rozmach robią robotę. Jeśli chodzi o duże otwarte światy to jest, chyba druga taka gra od wielu lat po W3, która tak mnie 'zasała'. Niektóre asysyny mają bardzo ładnie wykonane światy, ale tam, zbyt wiele rzeczy mi nie pasuje (fabuła, wtręty si-fi, nie ma też tej jakości i detalu).
NA PLUS:
- najlepsza jazda konna jaką stworzono w grach, jeżdżenia jest dużo, ale przez jakość wykonania i świata wokół nas sprawiało mi przyjemność do samego końca
- przepiękny otwarty świat, nie stworzono, nic lepszego do tej pory, cudowne plenery, żyjące NPC ze swoimi rutynami, zdarzenia losowe, niektóre misje poboczne, no i fantastyczne odwzorowanie zwierząt (przy czym należy pamiętać, że to jednak gra akcji, więc nie ''poRPGujemy'' sobie)
- świetne animacje, w szczególności podziw budzą konie w ruchu, czy jeźdzcy spadający z nich podczas strzelanin
- klimat przygody Dzikiego Zachodu, po ok 100h z tą grą naprawdę, trudno mi wymyślić co jeszcze chciałbym porobić w grze o kowbojach, a czego tu nie było
- mnogość opcji wchodzenia w interakcje z różnymi obiektami, życie obozowe na +
- miejscami drobiazgowo dopracowany detal
- pomysł z rdzeniami dla mnie ok
- fabuła ma swoje momenty
spoiler start
co prawda większość historii to schemat, niekończącego się wielkiego skoku Dutcha, który kończy się katastrofą, jednak dobrze, że mamy okazję poznać przywódcę bandy, kiedy jeszcze więcej w nim charyzmy, niż szaleństwa, fajnie podbudowuje to jego postać, Arthur dostaje swój bodźiec do zmiany perspektywy w postaci choroby i też całkiem dobrze to działa, podobnie tragiczna przeszłość jego żony i dziecka, która pozwala nam lepiej zrozumieć, dlaczego, aż tak zależy mu na całej grupie, którą traktuje jak rodzinę, którą mu zabrano, cały ten konflikt Dutch vs Arthur podobał mi się, niektóre wątki poboczne też mają swój koloryt (jak np. zadanie z kobietą i synem od której Arthur pobiera haracz), podobnie uderzyła mnie postać Hosei, który z jednej strony jest jak dobry, stary wujek, z drugiej przebija z niego chciwość
spoiler stop
- strzelanie i elementy akcji są dobre (szczególnie efektowne z udziałem koni), ale też czegoś 'wow' tu nie uświadczymy, 'feeling' broni średni
ZASTRZEŻENIA CO DO FABUŁY:
Prolog jest moim zdaniem z gruntu źle scenariuszowo rozpisany, tu za bardzo zdania nie zmieniłem. Włączasz grę i masz +10 postaci na raz, o których nic nie wiesz - i szybko za wiele się nie dowiesz. Do tego cała grupa jest po przełomowym punkcie fabularnym (Blackwater). Miałem odczucia jakbym wielosezonowy serial, włączył sobie od 3 czy 4 sezonu, nie wiem o co chodzi, nie jestem zżyty emocjonalnie z postaciami w trudnym położeniu.
Całościowo uważam, że fabuła jest na całkiem dobrym poziomie, aczkolwiek, nie jest to też, jakiś powalająca historia. Jest to wszystko dość mocno rozwodnione, jeśli robi się questy poboczne to nieraz przez dobrych kilka godzin nie wiele się dzieje. Tempo jest raczej leniwe, mało było momentów w których miałem ciśnienie na dalsze poznawanie historii.
ZASTRZEŻENIA CO DO ROZGRYWKI:
Gra stawia na mocno filmowe doświadczenie, ok, jednak nie da się ukryć, że, większość misji trzeba realizować sztywno po sznurku tak jak sobie to twórcy zaprojektowali. Zdarza się nawet, że małe oddalenie się od naszych towarzyszy sprawia, że misja jest zawalona.
- Totalny brak swobody, moźna było dodać trochę misji z większą swobodą działania
- Prymitywnie odhaczane (prawie co do metra) triggery do skryptów
Ta toporność misji, trochę nie przystaje do pozostałych wysoko-jakościowych elementów gry.
POMNIEJSZE MINUSY:
- sterowanie, wolne poruszanie się postaci wymaga przyzwyczajenia
- gra nie stanowi (na PC) żadnego wyzwania, pieniędzy jest w bród, trzeba się dobrze starać, żeby zginąć w walce
- w trakcie misji nie da się zapisać gry
CZEPIALSTWO:)
Mam trochę uwag do cut-scenek. Jak cała gra jest śliczna, stawia mocno na realizm, tak trochę, te postacie są takie kukiełkowo- rockstarowe w przerywnikach, co nieco utrudnia mi wczucie się w dramatyzm ich przeżyć. Przykładowo w TLOU 2 te przejścia filmowe są ostre jak brzytwa, wszystko jest profesjonalnie wyreżyserowane, kamera jest świetnie ustawiona, wykorzystuje się światło. W RDR to często jednak wygląda gorzej. Do tego zdarzają się naiwnie wyglądające cut-scenki, gdzie nasi bohaterowie skradają się parę metrów od przeciwników i nikt ich nie widzi, albo np. przy odbijaniu Johna Marstona szantażują frontalnie całe pełne straźników więzienie. Są momenty, że robi się bardzo growo;)
PODSUMOWANIE
Pomimo tego, że nawymieniałem tu całkiem sporo uchybień, to tak naprawdę większość z nich sprowadza się do tego, że gra i opowieść ma swoje specyficzne, nieśpieszne tempo. Jeśli się to zaakceptuje, przyzwyczaji do tego gra nagradza relaksacyjną, przyjemną rozgrywką, którą trudno uzyskać w innych produkcjach. Do tego przez większość gry towarzyszy nam lżejszy kowbojski klimat. Trudno mi teraz sobie przypomnieć bardziej odprężający tytuł. To jest trochę jak z W3, jeśli rozkładać go na czynniki pierwsze do wielu rzeczy można się przyczepić, ale te świetnie wykonane elementy (postacie, dialogi, questy, wiedźmiński świat przeniesiony z książek A.Sapkowskiego) plus ogólny rozmach produkcji sprawiają, że całość ocenia się bardzo wysoko.
Z Red Dead Redemption 2 jest podobnie, są pewne niedociągnięcia, ale rozmach tego świata i dobre elementy sprawiają, że oceniam grę bardzo wysoko. Potrzeba nam takich growych projektów!
Statycznie jest spoko, klimat, grafika, muzyka, dubbing, dialogi dają radę, sporo czerpie z pierwowzoru.
W ruchu zaczynają się problemy, sporo bieda animacji, bardzo koślawa walka, i problemy optymalizacyjne.
Ekstra. SH 2 Remake to pierwsza gra z tej serii, którą ograłem - czekam na kolejne odświeżenia na tak dobrym poziomie.
Cronos The New Down zapowiada się też ciekawie, dodatkowy + za motyw podróży w czasie. Aczkolwiek, tu mam pewne obawy, bo własne projekty Blobbera, o ile mają potencjał, tak całościowo się rozjeżdżają i jest średnio.
Widać wyraźnie, że to będzie takie AA. Walka i niektóre animacje wyglądają bardzo słabo. Jak tego nie poprawią, to gameplay może być męczący.
Reszta jest całkiem spoko, klimat niezły, pomniejsze problemy są pewnie jeszcze do ogarnięcia.
Zagrać, zagram, tylko niech poprawią tą walkę. Natomiast, trochę wątpię że ten Remake przywróci do życia tą markę.
Mimo wszystko lekko przegięli moim zdaniem, biorąc pod uwagę, że to post-apo.
Trochę trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś w takich warunkach ciśnie, profesjonalnie w siłkę i trzyma michę z dużą ilością białka przez parę lat.
Tym niemniej dla mnie to nie jest jakiś wielki problem, gry mają w sobie pewną umowność, trochę przesadzona Abby dla mnie jej nie burzy.
Powielasz jakieś zasłyszane opinie z czapki, nie orientując się w temacie.
Już to widzę jak osoba trenująca wspinaczkę, dajmy na to w trójboju pokonuje kogoś, kto trenuje siłowo na siłowni pod ten sport xD
Sztangiści olimpijscy jak np. dawniej Kołecki też pewnie robią formę w górach xD
Inne dyscypliny, inna charakterystyka, wspinacz jest dobry we wspinaniu, kto trenuje siłowo jest mega silny, a kto trenuje pod wygląd, dobrze wygląda, ale jeśli w to wkłada dużo pracy to siła też idzie.
To mnie zaskoczyłeś, że to jeszcze względnie dobrze działa na GTX 1060. Sam mam właśnie taki starszy sprzęt i raczej szykowałem się kiedyś spróbować ograć KCD 2 na Geforce Now.(Obecnie nie mam czasu na tak długą grę.)
Zgadzam się, moim zdaniem niektórzy zbyt pobłażliwie do tego podchodzą skoro, nie da się być w pełni obiektywnym, to luz i skręcamy w stronę podejścia 'a mi się podoba i elo' ;)
A chyba nie tego oczekujemy od profesjonalnego recenzenta na dużym portalu?
Jasne, że recenzent, nie osiągnie 'ideału obiektywności', ale pownien starać się do tego dążyć. To powinna być naczelna zasada, którą się kierują, a mam wrażenie, że czasem autorzy recenzji za bardzo odjeżdżają w subiektywny odbiór.
Plus cenne w takim podejściu ku obiektywizmowi jest odnoszenie się do innych dzieł, rozwiązań z gier danego gatunku.
Na tym wyłożyła się trochę np. niedawna recenzja o Silent Hillu 2, pisana bardziej z perspektywy fana, który chciałby wszystko po staremu.
Nie da się 1 do 1 przełożyć czegoś sprzed 20 lat, dla mnie to oczywiste i bardziej interesowało mnie porównanie do niedawnych topowych survival horrorów np. Resident Evila i Alana Wake'a 2.
Nie mam Xboxa to i nie mam gamepassa. Tego typu rozwiązania są nie dla mnie.
Zbyt często nie ogrywam, po raz drugi i kolejny gier, ale czasem się zdarza (nawet po kilku latach). Dlatego potrzebuję stałej biblioteki gier, a nie takiej w której co parę miesięcy coś znika.
Po drugie czasowo dostosowuje ogrywanie gier pod siebie, pod obowiązki i żyćko, a nie życie ustawiam pod gierki bo akurat jest w gamepassie, np. w zimię gram zwykle sporo, latem i wiosną prawie wcale.
Nie leży mi gamepass kompletnie, chodź wielu osobom się spodoba.
Dzięki za info, lepiej celować w PC. Na premierę KCD 2 nie będę ogrywał, ale prędzej czy później przyjdzie na to czas.
Tak z ciekawości jak to wygląda w jedynce pad vs pc? Na czym wygodniej grać i walczyć?
Ja już mam tylko wersję 'digital' i jest to dla mnie bardzo wygodne.
Lepiej, gdyby pozostała opcja wyboru, cyfra siłą rzeczy zabije rynek wtórny, da monopol PS Store..
Pomimo tego, szczerze mówiąc i tak nie chce mi się bawić w kupowanie pudełek, zwykle ich nie sprzedawałem, zdarzały się problemy z czytaniem płyt, używanych gier. Na światłowodzie zakup i ściąganie idzie bardzo szybko.
Tylko ja nie kupuję tych gier, aż tak dużo. Parę rocznie, na to mnie stać. Gorzej jeśli ktoś kupuje tego więcej.
Początek jest według mnie fatalnie scenariuszowo zaprojektowany, co prawda jest jakaś sytuacja kryzysowa, która ma podbić stawkę i wkręcić gracza.
Jednakże na start dostajesz z +10 postaci. na raz, o których nic nie wiesz i niewiele cię one obchodzą.
Dla mnie ta gra jest mocno ślamazarna, od poruszania się, poprzez różne interakcje gameplayowe, tempo narracji, wiele questów.
Poległm przy RDR 2 na playstation. W sumie to nawet się nie dziwie, masa strzelenia na padzie to dla mnie udręka.
Teraz ogrywam na PC, i jest znacznie lepoej. Ma wiele zalet ta gra, przecudowny świat, chociaż dla mnie to gra na 'slow gaming' przed spaniem :D
Na swój czas W3 robił wielkie wrażenie. I trzeba przyznać, że gra dalej godnie się starzeje, ogrywałem niedawno ponownie i poza koślawymi NPC i niektórymi cut-scenkami reszta dalej wygląda nieźle. Świat jest bardzo malowniczy, aż chce się w nim przebywać.
Gra ma sporo wad i uproszczeń gameplayowych, które wielokrotnie wałkowano. Jednak całościowo dla mnie broni się.
Zresztą mało jest gier o takiej skali ok100h, bez wad. Wielbiony RDR 2 ma cudne, dopieszczone elementy, ale ma też niezbyt czytelny interfejs, sterowanie, strzelanie tyłka nie urywa, a misje często polegają na tym by kropka w kropkę liniowo iść tak jak to przewidzieli twórcy, żeby aktywować kolekny 'trigger'. Zawaliłem np. misję bo zatrzymałem się na kilkanaście sekund, by wybrać broń, a towarzysze oddali się o kilka metrów dalej. Bywa bardzo topornie to rozegrane.
Wydaje mi się, że jest to na tyle duże studio, które celuje w szerokę pulę graczy, że takich sytuacji, że coś ważnego nas omija nie będzie dużo.
Podejrzewam, że gra będzie wyraźnie sygnalizować ważne wydarzenia, które mogą nas ominąć. Może w mniejszych questach pozwolą sobie na więcej luzu w tej kwestii.
Bardzo ciekawi mnie ta gra, wiedźmiński klimat + więcej wolności i RPG.
Kij ma dwa końce. Mam PS5, więc ograć sobie jakieś Gearsy (w które nigdy nie grałem), oraz inne flagowe tytuły to ekstra sprawa.
Kupujesz sobie 'plejkę' i masz prawie wszystko.
Tylko, że brak growej konkurencji ze strony Xboxa spowodowuje prawdopodobnie spadek jakości i ilości wydawanych gier. Po co się starać, skoro nie ma konkurencji? Tylko, Nintendo zostaje, ale to trochę inna bajka.
Tak się składa, że to dziadostwo, lubiane tylko przez ułomnych Polaków ma na metacritic, prawie tyle samo pkt co wymienione przez Cb Xenogears.
Ok, pozostałe wymienione mają trochę lepsze oceny.
Mniejsza z tym, nie każdy musi kochać Gothica, ale teoria o dziadstwie, lubianym tylko u nas, nie spina się z ocenami na metacritic.
Brak otwartego świata to jednak wielki krok wstecz.
Jeżdżenie po mieście to spora część świetnej Mafii 1 i 2.
W sumie to masz rację, z tym, że często gracze sami sobie komplikują życie, robiąc zbyt wiele pobocznych rzeczy, które z czasem coraz bardziej męczą.
Myślę, że czasem (np. u mnie) to wynika z tego, że na początku gry na fali entuzjazmu, robimy te wszystkie dodatkowe kwestie z 'funem' , z czasem frajda staje się nużącym obowiązkiem, no ale będąc gdzieś w 1/2, 3/4 trudno z tego zrezygnować.
Co do kwestii jedna wielka gra versus pięć mniejszych.
Kwestia indywidualna. Dla mnie kilka mniejszych gier wygrywa przede wszystkim różnorodnością. Ale nie tylko.
Łatwiej sobie organizować czas. Kiedy wypadnie trochę rzeczy do ogarnięcia, albo gra zaczyna trochę męczyć, np. gorszymi etapami wystarczy dzień dwa trzy przycisnąć i koniec.
Skończę jedną taką grę, mogę sobie na luzie zrobić przerwę na nie wiem książkę, serial, inne obowiązki i dopiero zacząć kolejną.
Za to wielka gra wisi mi nad głową przez miesiąc, czy dwa, i muszę prawie cały wolny czas pod to układać. Co z czasem staje się dla mnie męczące, cierpią na tym inne aspekty życia. Bo pykanie po 1h dziennie sprawia, że mam wrażenie, że stoję w miejscu. Nie mówiąc już o dłuższych przerwach po których wracając czuję zbity z tropu i immersji - co ja mam w tym natłoku zadań zrobić.
Dla mnie jednak te molochy stają się w pewnym momencie nużące, zwykle gdzieś za połową pojawia się taki moment, że czuje się zmęczony wielkością świata i powtarzalnością mechanik. Pomimo, tego że gra jako całość mi się podoba.
Krótką, bądź średnią grę mogę sobie odpalić od tak sobie bez większego rozkminiania.
Nad grami na kilkadziesiąt do 100h muszę się dobrze zastanowić, czy naprawdę chcę na to poświęcać większość mojego wolnego czasu przez najbliższe 2-3 miesiące?
Silent Hill 2 Remake już za mną, to było całkiem satysfakcjonujące ponad 20h. Gratulacje dla Bloober Team, przeniesienie klasyki na bardziej współczesne standardy nie było łatwe, a jak sam pamiętam jeden z wcześniejszych trailerów wyglądał naprawdę słabo...A jednak dowieźli.
W oryginał nie grałem, to kolejny remake, dzięki któremu zapoznaję się z kultowymi grami. Mocne wrażenie zrobiła na mnie oprawa audiowizualna, pewne niedociągnięcia graficzne nadrabia projekt artystyczny, który przytłacza - mrok polany senno- depresyjnym klimatem wylewa się z ekranu i nie potrzeba tony zakrawawionych zwłok (jak w wielu produkcjach) by osiągnąć ten efekt. Fabuła jest bardzo dobra, chodź wydaje się nieco zbyt rozwleczona, o czym dalej. Klimat grozy i takiej przygnębiającej deprechy jest mocny, nie był to poziom napięcia jak np. w Alien Isolation, ale utrzymywał się na takim stałym dość konkretnym poziomie. Dźwięki i lokacje robią tu robotę, odpychające monstra też, manekiny i te zagrywki - to było dobre. Podstawa gameplayu oparta na eksploracji lokacji, otwieraniu przejści i rozwiązywaniu zagadek i walki z monstrami jest dobra.
Sądząc po większośći opinii weteranów i gameplay'i pierwowzoru udało się całkiem dobrze zachować ducha pierwowzoru. Zawsze znajdą się pedanci wytykający najmniejsze zmiany, ale tych opinii nie jest dużo, a podejście tworzenia sobie świętych ołtarzyków ze starych tytułów do których się modlimy, przechodząć je -nasty raz jest mi obce.
Teraz trochę o walce, która wzbudza sporo debat. Obawiałem się o ten element, całkiem niesłusznie bo jest ona wykonana naprawdę dobrze. Są to dość proste systemy, ale działają naprawdę sprawnie, unik dobrze wchodzi, walka wręcz jest 'mięsista', strzelanie całkiem nieźle czuć. Nawet jeśli zrobi się trochę zamieszania, bo akurat jest kilku przeciwników, to są oni na tyle wolni, że da się zrobić unik, albo odbiec. Pomimo prostoty, od początku do końca miałem poczucie 'uczciwości' starć, ginąłem rzadko, a jeśli już to zwykle popełniłem błąd.
Walka jest znacznie lepsza od Alana Wake 2, gdzie bardzo często niewiele widać, przeciwnicy szybcy, my bardzo wolni i często zostawałem wykończony przez 2-3 zwykłych wrogów z uczuciem frustracji.
Czas na jedyny poważny zarzut jaki mam do tej gry. Według mnie jest ona po prostu zbyt długa. Zarówno zagadki, jak i walki są jak najbardziej ok, ale przez długość gry trochę wkradania się monotonia i w moim przypadku zmęczenie tym nieustannie ciężkim klimatem, od którego nie ma odskoczni.
Wiąże się z tym też, problem prowadzania fabuły. I tutaj jestem lekko rozdarty, nieco rozczarowany. O ile fabuła po odkryciu wszystkich kart w finale, elegancko składa się w mocną całość, wyróźnia się na standardy growe, po prostu, aż chce mi się po ukończeniu oglądać materiały i czytać o innych zakończeniach, detalach, interpretacjach,
Tak drugą stroną medalu jest to, że w trakcie rozgrywki po intrygującym początku (mniej więcej po spotkaniu Marie i antagonisty), tempo siada, historia zaczyna się trochę wlec. Jest takie odczucie, że James lata od postaci pobocznej do postaci pobocznej, która następnie go zlewa i ucieka. Totalnie nie miałem wkrętki, aby szybko odkrywać tę historie, grałem dość nieśpiesznie, ponieważ wiedziałem, że rozwikłanie zagadki czeka na samym końcu. Długość rozgrywki i lekka monotonia nie pomaga.
Plusy:
- oprawa audio + świetny, przytłaczający wygląd oraz projekt lokacji
- koniec końców, mocna, depresyjna historia
- odrażający, paskudni przeciwnicy, sprytne manekiny, całkiem ciekawe walki z bossami
- dobre i trochę przewyższające poziomem gatunkowy standard zagadki, kombinowanie jak przejść dalej satysfakcjonuje na wzór Residentów, świetna mapa
- bardzo ładnie wykonane cut-scenki (detale mimiki na twarzy Jamesa!)
- porządnie wykonana walka, bez fajerwerków, ale na uczciwych zasadach
- prosty, ale dobrze zbalansowany aspekt survivalu, czasem zdarza się być wyzerowanym z zasobów, ale i da się odłożyć na starcia z silniejszymi przeciwnikami, które wtedy idą sprawnie
- całość ma dość intensywny surrealistyczno-mroczny klimat, jeśli chodzi o dreszczyk grozy -nie siedziałem może jak na szpilkach, ale na słuchawkach w nocy było przytłaczająco, tak to odpowiednie słowo
Minusy:
- animacje i niektóre detale, nieco odstają
- gra wydaje mi się za bardzo rozwleczona, mechaniki, które są u swych podstaw solidnie- dobre (walka, elementy survivalu, zagadki i odblokowywanie przejść) przez długość gry, trochę nużą blizej końca
- w odczuciu tym nie pomoga rozcieńczona fabuła, która przewidywalnie nabiera kolorytu i ładnie się spina dopiero w finale
Reasumując, Silent Hill 2 Remake to kawał dobrze wykonanej gry, która w moim odczuciu dobrze oddaje ducha oryginału. Świetnie było poznać tą przygnębiającą historię Jamesa, zanurzającego się w odmętach własnej traumy i tajemniczego miasteczka Silent Hill. Przemierzanie lokacji w tym świecie, w połączeniu z walką i zagadkami daje satysfakcję, a i ciarki potrafią przejść po plecach;)
Jedynym istotnym minusem jest dla mnie długość gry, przez którą wkrada się znużenie oraz sposób prowadzenia fabuły, który finalnie satysfakcjonuje, ale nie ciągnął mnie do poświęcania kolejnych godzin w trakcie rozgrywki. Wracać do tej części już nie zamierzam.
Tak czy inaczej, całość oceniam na duży + i czekam na remake kolejnej części Silent Hill od Bloober Team :)
Tak oglądam te gameplaye, czytam recenzje i nie przekonuje mnie ta gra.
Klimacior dobry, szczególnie dla nas z Europy środkowo-wschodniej. Graficznie jest nierówna.
Natomiast, masa archaizmów, błędów, problemów z AI, drętwoty NPC skutecznie odrzuca mnie od tej produkcji.
Powiem szczerze, dałbym tej grze szanse, gdyby to była produkcja na 30-40h, nie wyobrażam sobie spędzać 80-100h na łazikowaniu z miejsca w miejsce w tym drewnianym i niedopracowanym w wielu miejscach świecie.
Ta gra zadziwiająco dobrze się starzeje, sielski, malowniczy design sprawia, że wciąż wiele krwjobrazów, przy odpowiednim świetle wygląda zacnie.
Animacje też całkiem ładne i sporo detali, dialogów, smaczków.
Najgorzej wyglądają rozmowy z NPC pobocznymi, strasznie koślawe gęby, mimikę, gestykulację, ubrania mają. Niektóre cut-scenki też biedne. I tu przydałaby się poprawa, a nie w teksturach lokacji.
A co do rozgrywki, cóż z perpektywy czasu jeszcze bardziej bardziej widać, prostotę rozwiązań, 'spamowanie' wedźmińskimi zmysłami. Trzeba ją traktować bardziej jako bardzo mocno fabularyzowanego akcyjniaka, niż RPG.
Ja oceniam finalny produkt, proces produkcyjny, gdzie projekt zmienia się wielokrotnie za bardzo mnie nie interesuje.
W tej grze prawie nie ma 'tęczowych' motywów. Są ze dwa dialogi o kwestiach rasowych i to wszystko.
No, chyba że ktoś sam fakt grania czarnoskórą protagonistką za taki uważa.
Nigdy nie grałem w STALKERy i ta część raczej mnie też do tego nie zachęci. Chodź sam klimat trafia w moje gusta.
Przede wszystkim to moloch, na który trzeba poświęcić ze 100h. Nie wygląda to na tyle ciekawie, aby poświęcać, aż tyle czasu.
Trafia na półkę ogram (jak odpukać) wpadnie jakieś dłuższe L4 i nie będzie co ze sobą zrobić :)
No i te błędy i głupie AI wrogów też nie zachęcają.
Nadrabiałem trochę w tamtym roku COD-y (WWII, MW 2019, AW, Cold War) i wnioski z tego głównie takie, że już mnie nie kręci ta seria. To krótkie gry, i da się je przejść bez bólu, ale to 'coolerskie' ukazywanie wojny i żołnierzy już mi się ulewa. I ciągłe jechanie na podobnych schematach. Poza tym, chyba po prostu za dużo tego wychodzi.
Jedynie MW 2019 z wyżej wymienionych miał fajny 'feeling' strzelania i bardziej przyziemne klimaty. Cold War coś tam podziałał nieźle z fabułą, ale co z tego jak w tej grze nie ma nawet wychylania na boki zza osłon...szlag mnie trafia jak w tych niektórych Cod-ach brak mechanik które były już w jedynce.
W mulit już nie gram.
Black Ops 6 bardziej podobny do Cold War czy MW 2019?
Może kiedyś, kiedyś się ogra...
Mam nieodparte wrażenie, że wszystko co najlepsze w tej serii to świetne pierwsze Life is Strange + niezłe dopełnienie historii w Before the Storm.
I ta nowa część z tego co widzę w recenzji wpisuje się w ten trend...True Colors wydawało mi się biedne, mało postaci, wydumane problemy, miniaturowa lokacja. Ja wiem, że to specyficzny rodzaj gry, ale po prawie 10 latach oczekiwałbym jednak pewnego rozwoju, rozgrywki także, większej złożoności, dopracowania wyborów, chociaż trochę jakichś zagadek i innych pomysłów.
A tu się zapowiada to co kiedyś, tylko znacznie gorzej.
Kiedyś pewnie zagram, po dobrej obniżce.
Świeżo po ograniu Alana Wake 2 (PS5) czas na moją rozbudowaną opinię. Z tego co widzę, gra jest wysoko ceniona przez recenzentów, ale jednocześnie już w komentarze są duże rozbieżności w ocenach. Nawet niespecjalnie mnie to dziwi, ponieważ gra jest nietypowa, jak kogoś nie kupi surrealistyczna fabuła, specyficzna narracja, klimat to gameplay, też go raczej nie uwiedzie.
Mi Alan Wake 2 bardzo się podobał, pomimo nieco ślamazarnego czasem tempa i miejscami irytującej walki. Trafia do mnie cały koncept na tę grę, któremu podporządkowano wszystko. Małomiasteczkowy klimat, zagubienie w świecie własnego umysłu, czerpanie z różnych środków przekazu, specyficzny rodzaj grozy. Pomysły twórców i wizualia, a także lokacje są dla mnie bardzo udane. Te niektóre fragmenty w których na przykład na leśną scenerię nakładają się czerwone przebitki z innej rzeczywistości. Cukiereczek.
Czas ma najczęściej wymieniany minus AW2 czyli walkę. Ewidentnie postawiono tutaj na bardzo bliskie, immersyjne starcia w bliskim kontakcie z wrogiem. Pod względem klimatu, tak robi to robotę. Pod kątem samej płynności gameplayu...powiem tak, tragedia to nie jest, ale bywa męczące (tym bardziej, że orłem strzelania na padzie nie jestem). O ile pojedynczy przeciwnicy nie sprawiają problemu, a nawet i walki z bossami po kilkunastu minutach powtórek przechodziłem. Tak starcia z 2-3 przeciwnikami, wśród których były ci szybcy zawodnicy nadszarpnęły moje nerwy :P Nasz powolny bohater + dynamiczni przeciwnicy + ciemna lokacja np. z w lesie z krzakami, gdzie niewiele widać...oj nie jest to dobre połącznie xD
Plusy:
- całkiem ciekawa, zakręcona fabuła, która gra tu pierwsze skrzypce
- oryginalne pomysły narracyjne i surrealizm, zabawa formą, są fragmenty filmowe, czy musicalu
- inspiracje i nawiązania do innych dzieł, w tym ukochane Twin Peaks, czy chociażby True Detective, także inne gry studia Remedy
- oprawa audiowizualna, światło przepięknie oświetla urokliwe i niepokojące miejscówki, aż chce się robić screeny
- różnorodna muzyka także robi robotę i odpowieni nastrój
- klimat grozy, każdego co innego straszy, ale na mnie akurat przemierzanie lasu z latarką w ręku z jakimiś wątkiem ponadnaturanym w tle działa jak mało co, a tutaj jest to wykonane wybitnie tak gęsto, że można kroić nożem
- elegancko zaprojektowane i dopracowane lokacje (szczególnie te w Bright Falls), niezbyt wielkie półotwarte mapy, wypełnione zawartością, trudno się zgubić, a gdzie się nie zboczy jest coś ciekawego, skrytki, łamigłówki, notatki opowiadające o świecie, materiały TV i radia, naprawdę robią robotę te lokacje i to co w nich robimy
- jako przykład takich miejscówek mogę dać Dom Opieki Valhalla, czy Wesołe miastaczeko, a także odjechany fragment z muscalem Alana
- zagadki pisarsko-środowiskowe Alana, dla mnie spoko odskocznia od klasycznego znajdź klucz, drabinę (etc), chodź tego typu przeszkody też są
- bardziej staroszkolne podejście do oznaczania celów do zrobienia - mamy luźno wyszczególnione zadanie, a resztę trzeba sobie wykombinować, fakt ze dwa razy się na tym zaciąłem, jednak to bardziej wynik mojej chęci dokończenia lokacji na szybko i nieuważności, jeśli wszytko włacznie z mapą prześledzić znajdzie się rozwiązanie
- dla mnie całkiem spoko jest też, to że gra skupiając się głównie na warstwie fabularnej i audiowizualnej, nie jest przy tym samograjem, ani nie leci po schemacie cut-scenka - misja- cut-scenka etc, tutaj jest taki dobry miks, podoba mi się też aspekt wracania po ukończniu misji, tu nie ma magicznego teleportu po ubiciu bossa, do kolejnej misji, fajnie buduje to dla mnie ten świat i jego autentyczność
Jako rzeczy takie po prostu ok, uznałbym pozostałe zagadki, aspekt survivalowy oraz układanki na tablicy Sagi,.
Minusy:
- to co już opisywałem walka nie jest bardzo zła, ale miewa swoje istotne problemy i czasem irytuje
- tempo przemierzania lokacji, trochę takie wrażenie ogólnej ślamazarności
- specyfika prowadzenia opowieści, potrafi nieco przytłoczyć przy dłuższym posiedzeniu
- no i minus za nie do końca satysfakcjonujące zakończenie, trochę brakło takiego uczucia spełnienia po dość długiej rozgrywce, zamiast tego jest trochę taka wrzutka z czapki...i pomost do kolejnej części, trochę słabo
Czas na podsumowanie Alan Wake 2 to oryginalny tytuł, który stoi przede wszystkim zakręconą fabułą, surrealistycznym klimatem, nietypową narracją, zabawą formą. Coś na tym musiało ucierpieć, a tym czymś jest tu walka - która widowskowo wygląda na ekranie, a męczy na padzie, oraz nieco powolne tempo, czasem też męcząca narracja. Nawet dla mnie, optymalne były krótsze sesje z tą grą.
Ostatecznie jednak mnie ten klimat, ta opowieść, ten sposób prowadzenia narracji, ten rodzaj grozy kupuje. Gier klasycznie nastawionych bardziej na akcję i rozwałkę była już masa (chociażby Residenty) i cieszy mnie, że powstają też ambitne projekty stawiające akcenty na inne elementy.
The Thing zasługuje na porządnego Remake'a, albo po prostu nową odsłonę o a nie remaster..
Tym bardziej, że ta gra była średnia, nawet na swoje czasy.
Mr X wydawał mi się niezły do czasu, aż zagrałem w Alien: Isolation ;)
Oczywiście trochę tam utrudnia ekspolorację i dobrze że jest, ale przy ksenomorfie z Izolacji wypada marnie - klocowaty, wolny, niezbyt 'bystry' - można się z nim ganiać w koło stołu;)
Z Alienem wystarczyły sekundy nieuwagi i zgon i gwarantowany.
RE 4 to bardzo dobra gra, przede wszystkim gameplay jest bardzo przyjemny, jeszcze raz pewnie do niej wrócę, a nieczęsto ogrywam gry więcej niż raz.
Bardzo miodna walka, dobrze zbalansowana ilość zasobów, których zbieranie sprawia satysfakcję i 'dokładanie do pieca' kolejnych przegiętych pomysłów z biegiem gameplayu.
Fabuła jest pretekstowa, ale to taka przerysowana konwencja skrojona pod rozgrywkę.
Alien: Isolation to był sztos. Fabuła, klimat i lokacje fantastycznie odwzorujące pierwsze dwa filmy o Obcym + Alien nieustannie siedzący nam na plecach. Czekam z niecierpliwością!
Tak, trzeba do tego dążyć, ale też recenzent jest tylko człowiekiem, ze swoimi indywidualnymi cechami, a ocenia dobra kultury, które posiadają niektóre trudno mierzalne elementy.
Biorę poprawkę na to, że nie da się uniknąć pewnego subiektywizmu w ocenie, ale też recezent powinien trzymać to w ryzach.
A ja lubię dobrze zrobione remaki, dzięki nim mam szanse zapoznać się z kultowymi markami, które gdzieś mnie ominęły.
Remaki residentów były świetne, szczególnie czwóreczka, teraz czas na Silent Hill 2.
A jeszcze po drodze czas odświeżyć sobie Dead Space.
A w produkcji są jeszcze np Metal
GearSolid 3, czy Gothic.
Rozumiem, że ktoś ma przesyt, a branża nieco za bardzo patrzy w przeszłość, ale mi to leży na ten moment.
Recezent, recenzentowi nierówny i ja jakiejś batali o oceny toczyć nie zamierzam. Jednakaże, ta recenzja wydaje się być trochę zbyt surowa. Większość zarzutów z perspektywy rozczarowanego fana pierwowzoru. Poza tym jeśli daje się oceny skrajne w stosunku do innych redakcji, to nie ma co się dziwić, że budzą one emocje czytelników.
Niektórzy piszą, że właśnie dobrze korzystajmy z całej skali ocen. Fajnie, ale dobrze by było z tego zrobić jakiś ogólny trend (a ja tego nie widzę na tym portalu), a nie jednorazowe wystrzały. Dobrze by było, też wprost zasygnalizować przez redakcję powrót do 'pełnej skali ocen'.
Daruję sobie porównania do Starfielda, czy Outlaws, ale w tym roku wyszedł Alone in The Dark, czyli naprawdę biedne AA, z drewnianą walką, animacjami, ciasnymi lokacjami pozamykanymi gdzieniebądź niewidzialnymi ścianami i wleciała 8.
Tak czy inaczej w listopadzie wjeżdżam w Silent Hill Remake i wydaje mi się, że się nie rozczaruję po tym co do tej pory spływa.
To już wiem od kogo biorą się te przepłacone używki PS5 w cenie 1800zł, jak nowa Slimka kosztuje 2000zł xD Przy takiej różnicy w cenie nie widzę żadnego sensu w kupowaniu przepłaconej używki.
A PS4 dwukrotnie kupowałem właśnie używane, bo tam przebitka cenowa była konkretna.
Ale tak całkiem na poważnie, jeśli kogoś stać to cuż robić updated, mnie to nie boli.
Dla mnie wygląda świetnie, ale nie lubię Indiany Jonesa, więc wątpię że zagram.
Powiem, tak o ile świat wygląda naprawdę ładnie, wygląd i wizualia w większości trzymają klimat Gothica. Tak niektóre animacje, walka i jak to dziwnie w ruchu wygląda - jakby z jakimiś opóźnieniem to drewno niesamowite. Naprawdę niech oni się wstrzymują z tym i dopracują to ile trzeba, jakiś potencjał klimatu, ducha gry jest i szkoda by było to zniweczyć i tym samym pogrzebać pewnie markę na wiele długich lat.
Ja już olewam tą serię. W ubiegłym roku nadrabiałem sobie części sprzed wielu lat ( WWII, Advanced Warfare, Cold War, Call of Duty 2019). Pochwalić muszę CoD 2019 dobry feeling broni, ciut bardziej realistyczne podejście i przede wszystkim system wychylania się zza osłon (którego brakuje w prawie każdej części).
Reszta tego co ogrywałem to dla mnie pif paf w różnych settingach (Cold War coś tam z fabułą jeszcze działał).
Problem z tymi grami jest taki, że 'core' tych gier jest takie samo jak w pierwszym CoD, a wyszło tego wszystkiego tyle, że aż się ulewa.
Mnie nie bawi, kilkanaście razy robić to samo, do tego te gry są projektowane pod taki target nastoletni, prawie zawsze 'cool' hero w mundurach i efekciarskie akcje jak od Baya.
Nawet jako lekki odmóżdżacz, po prostu mi się nie chce.
Mi jakieś rozbudowane czynnności poboczne w Mafii nie są do szczęścia potrzebne. Jakieś drobne aktywności, typu kradzieże aut, misje poboczne od jakiegoś NPC, czy coś do porobienia w barze. I wystarczy.
Zagram z przyjemnością, wygląda całkiem nieźle. Będzie okazja zapoznać się z klasykiem w nowej odsłonie.
Bardziej chodziło mi o szersze spojrzenie 'lepsze czasy' w naszym kraju, niż tylko 'stricte' prywatne odczucia. Są pewne dane obiektywne, które pozwalają ocenić wiele rzeczy. Niektóre wymieniłem (bezrobocie, czy średnia krajowa). Czy chociażby PKB.
Cóż, mimo różnicy zdań, mam nadzieję, że w wiedźminie 4 obaj nie będziemy zmuszeni grać transpłciowym afroamerykaninem ;)
Pozdrawiam
Lata 90. w których średnia krajowa oscylowała koło 1000zł (pomimo inflacji to i tak była wtedy nędza), bezrobocie sięgało kilkunastu %, wszechobecna przestępczość, skorumpowana policja, a wyjazd za granicę to był wtedy ewenement. Nie no cudowne czasy.
Ale nie było woke i elektryków (bo większość kierowców siedziała w maluszkach i polonezach), więc luks xD
Oczywiście, każdy może mieć swoje indywidualne wspomnienia/ odczucia, może komuś akurat się wtedy w życiu układało etc. ale zachowajmy jakieś obiektywnie szersze spojrzenie na rzeczywistość.
Absurdem jest to, że bierzesz sobie wybiórczo kwestie, które są negatywne, a pomijasz wszystkie pozytywne. I z tego wychodzi Ci skrajnie negatywny obrazek współczesnego świata. Dla mnie to nie ma sensu.
Tak z ciekawości, podaj mi czasy w historii naszego kraju, które były lepsze od obecnych? Skoro te są takie do d.... to chyba nie będzie z tym problemu.
Rozumiem, że irytują Cię pewne kwestie współczesnych czasów, jednakże trzeba zachować pewne proporcje.
Standard życia w jakim żyjemy, jest najlepszy w dziejach naszego kraju. Mamy 30 lat pokoju. Możemy podróżować i odkrywać świat w stopniu o jakim nasi przodkowie mogli pomarzyć. Można tak wymieniać i wymieniać.
Tego typu kwestie się nie liczą, przez nie wiem ograniczenia w motoryzacji, skandal bokserski, czy woke w popkulturze?
Dla mnie to jest absurd. Branie jednej, dwóch, trzech rzeczy na tapet i pomijanie 30 innych na plus obecnych czasów.