Hmm...trochę mnie ciekawi, a trochę mam obawy. Niektóre pomysły wydają oryginalne, a niektóre fragmenty gameplayu za to koślawe. Trudno przewidzieć w którą stronę to pójdzie.
Czekam, ale kiedy to by miało wyjść?
Takie okienko na wydanie tej gry to raczej sierpień - wrzesień. Później to GTA wszystko wymiata, no i Fable też wychodzi.
Aż tak ostro bym jej nie ocenił, ale tak te rozwlekło-monologo- wypowiedzi mnie umęczyły. AI w serii Metro jest słabe i w bardziej otwartych mapach staje się mocno widoczne, no i to marne skradanie...Dlatego na 2039 czekam bez ekscytacji.
Zapowiada się dobrze, klasyczne Metro. Miło, że ta seria wraca, chociaż po prawdzie czasy zachwytu już mam dawno za sobą.
Exodus miał bardzo dobrze zaprojektowane mapy, ale z drugiej klimat mistycznego Metra i grozy, gdzieś uleciał. A w bardziej otwartych mapach kulejące AI przeciwników, mocno rzucało się w oczy.
W Part III chętanie bym zagrał. Natan i Kratos nigdy mnie mocno nie interesowali.
Exodus też mnie trochę rozczarował.
Te półotwarte mapy były całkiem dobrze zaprojektowane.
Natomiast ciężki klimat post-apokalipsy i pewnego 'mistycyzmu' i grozy z tym związanej uleciał.
Artem - niemowa irytował jak nigdy wcześniej.
Przegadane, przynudnawe dialogi.
Irytujące brudzenie się broni/ jej ulepszanie, samo w sobie to nie jest niczym złym, ale sytuacja, że strzelam 'headshoty' a przez słabe parametry/ zabrudzenie broni, one kompletnie nie 'wchodzą' było irytujące.
No i w otwartych lokacjach, trochę wady mechaniczne tej gry są bardziej widoczne, tzn. przede wszystkim marne AI przeciwników. W bardziej tunelowej strzelance nie było to tak zauważalne.
Exodus był spoko, ale to by było na tyle, wracać do niej nie zamierzam.
Metal Gear Solid Delta to moje pierwsze zetknięcie z tą serią, wnioski rozbiję na dwie części
1. Metal Gear Solid jako Metal Gear Solid
Grę oceniam na jakieś 7/10, z perspektywy osoby, która pierwszy raz ogrywa grę mechanicznie osadzoną 20 lat temu, styl Kojimy niezbyt do mnie przemawia, a i ze skradankami średnio mi po drodze.
Na +
- mnogość mechanik (leczenie, jedzenie, kamuflaż, gadżety)
- bardzo dobrze wykonane, filmowe cut-scenki
- fabularnie to jest momentami męczące przerysowane jechanie po bandzie, tym niemniej ironiczny uśmiech pod nosem pojawił się nie raz, a i znalazło się miejsce na trochę poważniejszych wątków
- misja snajperska - warto to było zobaczyć
- końcówka z Shagohod - jakie to było dobre (!)- czysty fun, oskryptowane scenki z CODów i współczesnych gier się chowają
- ogólnie widać wiele serca i pomysłów w tej grze - przeciwieństwo samograjów w stylu zeszłorocznej Mafii....
Bywa topornie, ale to gra sprzed lat, trudno to więc roztrząsać.
2. Metal Gear Solid jako Remake...
Na +
Wizualia i to, że to nienajgorzej chodziło na mojej zabytkowej 1060 ??, serio kupiłem pod GeForce Now, okazało się, że nie jest wspierane i spróbowałem tradycyjnego sposobu na leciwym sprzęcie
Na-
- 350zł za tak leniwy i ograniczony Remake?
- wszechobecne ekrany ładowania - niepołączenie mini-liniowych lokacji (niektóre do przebiegnięcia w minutę!) w większe to niedopuszczalne leserstwo ze strony twórców - dramat
- mało responsywne sterowanie
- wariująca kamera
Wymieniłem te elementy, przy których naprawdę można było popracować bez ingerencji w pierwotne mechaniki i wizję artystyczną.
Remake jako Remake 5,5/10?? Jakoś tak.
Podsumowanie
Mimo wszystko dzięki temu mało ambitnemu Remake'owi zapoznałem się z kultową serią MGS i było to ciekawe i satysfakcjonujące doświadczenie. Fanem serii raczej nie zostanę, ale nie wykluczam, że może kiedyś jeszcze sięgnę po coś z tej serii.
Dokładnie, biedny Remake MGSD 350zł. Gra jest dość krótka i wypchana przerywnikami filmowymi. Do tego pocięta na krótkie fragmenty z ekranami wczytywania.
Pomimo sentymentu do pierwszego Life od Strange, jak patrzę na te plastikowe twarze wyjęte sprzed dekady i ogólną nijakość to mnie odpycha.
Tak RDR to bardzo dobra gra, o satysfakcjonującej, a jednocześnie nie przesadzonej wielkości.
Podchodziłem do tej części już po RDR 2 - trochę po macoszemu, wydawał mi się to taki leciwy już tytuł, a zostałem mile zaskoczony jak wiele w nim jakości i dbałości o detale.
Wychodzi na to, że Residenty dalej trzymają dobrą formę.
RE VII, RE VILLAGE, RE 2 Remake, i RE 4 Remake zapewniły mi całką dobrą zabawę i tego samego oczekuje po Requiem.
Chociaż po prawdzie tą serię traktuje na luźno to pogrania, zdecydowanie nie jest to coś na czekam z niecierpliwością. No może z wyjątkiem czwóreczki, która mi dobrze siadła.
Koncept na dwa odmienne style rozgrywki bardzo mi się podoba, lubię zarówno bardziej horrowe fragmenty jak i campową rozwałkę Leonem. Będzie też klasyczne, poszukiwanie kluczy, kart etc i odblokowywanie przejść.
Na jesieni z pewnością ogram, może trochę zjedzie z ceny, wiosenne klimaty nie leżą mi do horroru ;)
Oj panowie, życzę dalszej satysfakcji z giereczkowa :)
U mnie bardzo dobrze działa granie tylko w gry, które naprawdę dają mi duży 'fun'. Przechodzę mało gier w roku, ale zazwyczaj są to już konkrety na które czekam i nie szkoda mi mojego czasu.
Remedy jest bardzo uzdolnionym pod kątem artystycznym studiem. I w tym raczej nie zawiedzie. Fabuła też może być ciekawa.
Natomiast ta kolorowa młócka kompletnie do mnie nie przemawia, nie moje klimaty.
Straciłem zainteresowanie.
Poczekam na Max Payne Remake, i może kiedyś, kiedyś wyjdzie Alan Wake 3.
No właśnie ten domniemany dodatek do W3 i Dawnwalker celują w podobny typ gracza.
Osobiście czekam na wszystkie trzy produkcje.
Domyślam, że się mechanicznie ta gra może mieć swoje problemy, pewnie będzie też trochę pomniejszych zgrzytów względem oryginału.
Tym niemniej czekam i z chęcią powrócę po latach do Kolonii :) Kierunek wizualny tego Remake'u całkiem mi odpowiada, byle gameplay był znośny to będzie całkiem w porządku.
Akurat przydatne info. Ten film jest fantastyczny, to jak Lean zgrabnie poustawiał w kadrach taką ilość aktorów robi wrażenie.
Mocno wkręciłem się rok temu w RDR 2, więc zabranie się za pierwszą część było kwestią czasu.
Do tej gry podszedłem trochę po macoszemu, RDR 2 to według mnie 'opus magnum' Rockstara, po pierwszej części oglądając co nieco gameplaye i biorąc pod uwagę jej wiek, nie obiecywałem sobie zbyt wiele. Ot ma być dobra historia, kontynuująca wątki z RDR 2 i klimat dzikiego zachodu, na luźno do pogrania.
Pozytywnie się zaskoczyłem, bowiem oprócz ciekawej fabuły jest to gra z bardzo dobrze wykonanym otwartym światem, i dużą zawartość. Widać tu bardzo wiele podstaw i pracy nad detalami, które stały się bazą dla RDR 2.
Ciekawe się według mnie różnice pomiędzy RDR i RDR 2. Całościowo druga część jest znacznie bogatsza, dojrzalsza fabularnie i dopracowana.
Natomiast RDR 1 ma w sobie ten urok, że jest po prostu bardziej 'growa'. Postacie i wydarzenia są bardziej przerysowane, nasz bohater porusza się znacznie szybciej.
RDR 2 to bardziej doświadczenie fabularne, z czego wynika, wolniejsze tempo, i pewne drobne minusy.
W RDR 1 jest po prostu więcej typowej gry Rockstara, inny 'vibe'.
Hmmm..rozumiem obawy, ale mi ten koncept podziału na dwa segmenty: akcji z Leonem z akcją i rozwałką oraz bardziej horrową z Grace się całkiem podoba.
Zresztą, tak po prawdzie ja wielkiego horroru i napięcia po Residentach nie oczekuje. Z tych kilku ostatnich części w które grałem to jedynie RE VII oraz RE 2 Remake - gdzieś może do połowy dobrze to robiły.
A ja przeciwnie, bardzo lubię RE 4 Remake. Dla mnie fabuły i ogólny klimat Residentów są raczej płytkie, naiwne i przerysowane, więc ekwilibrystyka Leona w niczym nie przeszkadza.
Praktycznie nie gram w produkcje Ubisoftu, więc ich gargantuiczne problemy mnie mocno nie zajmują.
Nawet ja, muszę jednak uczciwie przyznać, że ich otwarte światy, oparte na historyczne regionach były naprawdę świetnie wykonane.
Trochę szkoda jak zatoną...
Unity miało piękny Paryż, jednak gry nie ukończyłem...Origins wynudziło mnie po kilku godzinach. Czegoś mi brakuje w ich grach, pomimo ładnych światów.
Żeby w to sensownie pograć, trzeba znać fabułę Double Exposure?
Ta ostatnia część, tyle co trochę pooglądałem na gameplayach niezbyt mnie zaciekawiła. A pierwszą część + Before The Storm uwielbiam.
Tutaj też widzę, twarz Cloe jak z plasteliny...niezbyt to zachęca.
Robiłem podejście do KCD 2, w jedynkę nie grałem. Przed zagraniem oglądałem długi materiał na TVGry z kulisów powstawania. Strasznie się nastawiłem. Do tego niektórzy porównywali tempo i klimat tej gry do RDR 2, które lubię.
Odpaliłem i kompletnie nie chwyciło, sztywna i drętwa walka, animacje, ogólnie jakiś 'vibe' Elder Scrollsów sprzed kilkunastu lat w realistycznym opakowaniu.
Historia powoli się rozkręcała i nie zainteresowała mnie.
Widok FPP (poza strzelaninami) też mi nie za bardzo leży.
Z pewnością jest to rozbudowana, oryginalna gra, w którą twórcy włożyli ogrom pracy.
Jednak nie mam najmniejszej ochoty w nią grać.
Kingdom Come 2 jest dla mnie niegrywalne, nie umiem się wkręcić w tą grę.
Z nowych gier 2025 rok to dla mnie głównie Clair Obscur 33 i Cronos (ograłem X2).
Na premierę grałem też w nową Mafię, która okazała się dużym, poskryptowanym rozczarowaniem.
W 2026, czekam na:
- RE Requiem
- Gothic Remake
- Dawnwalker
- GTA VI
- Gears of War: E Day
- no i ten nieszczęsny dodatek do Wiedźmina 3 ;)
Duuużo ciekawych dla mnie pozycji, czekam z niecierpliwością :)
Gram sporadycznie na PC, głównie w strzelanki i na te 3-4 gry single player w roku, w zupełności wystarcza mi Geforce Now, za jakieś 150-200zł.
Moja ulubiona część serii! Ile ja się w to z kumplem nagrałem - piękne wspomnienia :)
Worms w 2D, nigdy jakoś mocno mi nie siadały...to już większy senstyment z dzieciństwa mam do Scorched Earth.
Oj tak 'Let it snow' w radiu. Ogrywało się na Święta.
Teraz wleci Cronos po raz drugi.
Zgadzam się drobne, sensowne usprawnienia i dodatkowa zawartość mile widziane.
Uwielbiam Gothica, ale nie jestem z tych co przechodzą go co roku od 20 lat ??
Chcę zobaczyć coś świeższego w tym świecie, oryginał + mody + machininy + jakieś przeróbki został już tak wyeksploatowany, że mnie to już nie kręci.
Ile można bawić się tą samą, niezbyt wielką grą?
Nie mogę się przekonać do Kingdom Come. Nie wiem, czy to kwestia widoku FPP za którym nie przepadam, czy pewnej toporności tej gry. Po kilkudziesięciu minutach odstawiłem ją i wątpię, że kiedykolwiek do niej wrócę. Zwyczajnie mnie nudzi i wydaje się siermiężna mechanicznie.
Za to Ekspedycja 33 bardzo mi się podobała, super system walki i fabuła, jednak widzę tam trochę zgrzytów i uproszczeń, które zalatują małym budżetem. Także, czy to takie GOTY...nie jestem do końca przekonany.
Jednak tutaj, efekt pozytywnego zaskoczenia i tego, że robiło to małe studio mocno wybrzmiał.
Z Hellblade 2 mam pozytywno-mieszane odczucia...
To całkiem sprawnie zrobiony 'walking sim' ze skromnymi elementami walki i zagadek. Akceptując tę ubogą formułę, możemy przyżywać całkiem nieźle napisaną historię w nordyckich klimatach w pięknej oprawie audiowizualnej. Fabuła prowadzi nas dalej przez historię Senui, i nawet całekiem sensownie ją rozwija - główna bohaterka po etapie przepracowania pewnych traum otwiera się na innych ludzi i wraca do życia w jakiejś społeczności. A choreografia walk to majstersztyk.
U podstaw ta gra ma jednak swoje duże ograniczenia i jest rozczarowująca...Pierwszy Hellblade, chodź bardzo podobny na swój czas zaskoczył eksploracją trudnych tematów i traum Senui. Dodając do tego fantastycznie oddaną mimikę i emocje głównej bohaterki. Czuć było cierpienie i zagubienie Senui, jej ból, samotność i schizy.
Tutaj twórcy ponownie starają się iść w te klimaty, ale to już zdecydowanie nie ten ciężar emocjonalny.
Walka wygląda świetnie, ale jedynka była bardziej responsywna.
No i ta ubogość gameplayu, to, że coś zaakceptowaliśmy 7 lat temu, ponieważ gra nadrabiała innymi i ciekawymi elementami nie oznacza, że twórcy mają stać w miejscu, czy wręcz się uwsteczniać w rozgrywce...
Jest to nienajgorzej napisana filmowa opowieść w nordyckich klimatach, w ładnej oprawie...mechaniczna prostota jednak kłuje w oczy, a o emocjach z pierwszej części też raczej nie ma mowy.
Kto lubi ten gatunek, wie na co się pisze. Reszta nie ma w Hellblade 2 czego za bardzo szukać.
Cenię sobie Orwella, problem w tym, że obecnie antysystemowcy i szury wycierają sobie nim gębę na lewo i prawo/
Smarzowski jest sprawnym reżyserem, jego pierwsze filmy robiły wrażenie.
Jednak kolejny taki jego schematyczny, babrający się w patologii film mnie zwyczajnie nuży, męczy.
Nie podoba mi się ten styl prowadzenia opowieści, czyli walenie widza patologią i przemocą jak młotkiem kilkanaście razy na film. Łopatologia totalna.
Brak tu niuansowania, prawie wszyscy bohaterowie są źli.
Poza tym Smarzowski mentalnie zatrzymał się dwadzieścia lat i problemy/ schematy z tamtych lat przekłada 1 do 1 na dziś.
Ja też nie jestem do końca pewny, czy jego misja zwracania uwagi na problemy przynosi pożądany skutek.
Podobnie jak 'Pod mocnym Aniołem' wielu osób (trochę przemocowych, trochę uzależnionych od alkoholu) może utwierdzić w przekonaniu, że w porównaniu do tej degrengolady na ekranie to nie jest z nimi źle.
The Last of US Part II w zremasterowanej wersji niedawno ukończony. Ogólnie rzec biorąc to moje trzecie ukończenie tej gry i na tym koniec...temat uważam za zamknięty.
Remaster to kosmetyka, zabrałem się za niego głównie z uwagi na to, że jest oferowany w PSplus. Ogrywałem fabułę w kolejności chronologicznej, było to jakieś odświeżenie, uważam, że kolejne podejścia do gry z oryginalną pokręconą kolejnością zdarzeń, nie mają sensu. Nie ma wtedy tego przeskoku, że pozostawiamy naszą postać Ellie na pół gry, i od nowa ulepszamy nową postać i jej broń.
Pokrótce dwa wnioski, w zasadzie identyczne jak po wcześniejszych sesjach z grą sprzed lat.
Un. The Last of Us II to technologiczny sztos, nawet biorąc poprawkę, że wiele lokacji jest stosunkowo małych, a całość jest mocno poskryptowana. Grafika wygląda ślicznie, animacje najwyższej jakości, poruszanie bardzo responsywne, walka satysfakcjonując - można zrobić srogą rozwałkę w tej części, dopieszczony detal, ładne lokacji. Pod tym względem Naughty Dog to specjaliści, grają w najwyższej lidze i niewielu twórców im dorównuje. Szkoda, że to studio od lat nic nie wypuszcza, gdzieś w tle jest Intergalactic: The Heretic Prophet, ale póki co zapowiada się średnio i nie wiadomo, kiedy wyjdzie. Po prostu żal trochę, że mało jest takich mocnych AAA pozycji na tą generację.
Deux. Fabuła The Last of Us II nie jest najwyższych lotów. Mnóstwo tanich, naiwnych zabiegów, szokowanie brutalnością, naciągana historia. Zabieg z Abby to taki efektowny chwyt na raz, przy kolejnych podejściach męczy. Jej towarzysze - wilki nie są specjalnie ciekawi, trzeci raz ogrywam i kompletnie nie pamiętałęm o co biega temu Owenowi :D Nie wszystko w tej fabule leży, oglądanie jak zemsta wyniszcza Ellie dalej robi jakieś wrażenie, ale to wszystko tonie w odmętach, źle napisanego scenariusza. Do tego stężenie tęczowych wątków odrzuca, rzadko narzekam na te tematy, relacja Dina z Ellie jest zgrabnie oddana, jednak dodatkowy wątek Lev i całości odrzuca mnie.
Technlogicznie i reżysersko cut-scenki to cudo, szkoda, że to zmarnowany potencjał przez słaby scenariusz.
Mi się super gra po 30, ale też miałem kilku letnią przerwą od grania, i może dzięki temu to zainteresowania giereczkowem utrzymuje się na wysokim poziomie :)
Przede wszystkim w porównaniu do dawnych czasów to lepiej dobieram gry, czytam recenzje, oglądam gameplay'e, zastanawiam się i jak już się zdecyduje to zwykle na coś przy czym naprawdę dobrze się bawię.
Dawniej różnie z tym bywało, zaczynałem wiele gier, których nie kończyłem, albo kończyłem niektóre tytuły na siłę.
Staram się też dobierać tytuły do tego ile mam aktualnie czasu, nie zabieram się za długie tytuły kiedy mam inne rzeczy na głowie. Nie gram też na tyle dużo, aby odbijało się to na innych aspektach życia. A różnie z tym bywało, za dawnych czasów..
Generalnie wydaje mi się, że dobrze życiowo mam to poukładane, gry są istotną, ale tylko częścią spędzania wolnego czasu.
Dawniej to był trochę chaos z tym graniem, i z perspektywy czasu słabo to wygląda.
Nie zgadzam się.
No rzeczywiście potrzebne to w tej konkretnej mafii. Akcja gry dzieje się w czasach, kiedy auta nie były jeszcze aż tak powszechne, szczególnie na biednej Sycylii. A więc żadna strata.
Oczywiście, że jest potrzebny, zwiększa immersję, wiarygodność i atrakcyjność świata. 20 lat temu się dało, a teraz jest z tym wielki problem... Pisząc 'ruch uliczny' miałem na myśli jakikolwiek ruch, niekoniecznie tylko auta, których w tamtych czasach było mało, piesi, jeżdżący konno etc. RDR 2 dzieje się jeszcze wcześniej, a pustki tam nie uświadczysz.
to systemy w grach zawsze są źle i nieciekawie zaimplementowane (albo policja to stado debili którą gubisz w 5 sekund, albo policja to stado debili z autonamierzaniem na ciebie i pojawieniem się po bokach jak w GTA). Zresztą w liniowej grze o konkretnej fabule to i tak nie ma sensu.
We wcześniejszych mafiach, było to dobrze wykonane, ucieczki przed stróżami prawa uatrakcyjniały rozgrywkę, ja miałem z tego dużo zabawy. Rozumiem, że wolisz poskryptowaną jedną, czy dwie misje pościgowe, niż sprawnie działający system ścigania?
Naprawdę nie rozumiem pchania otwartych światów w jakiejkolwiek formie byle były do każdej gry. Mafia jedynka i dwójka to miały, ale gdyby dać tam ładowanie między misjami to nic byśmy nie stracili, a nawet zyskali.
No nie w tamtych Mafiach poruszanie się po mieście to było z 1/3 jak nie więcej gry, było też sporo czasówek. Bez tego byłyby to znacznie gorsze, uboższe gry. Świetna muzyka, ciekawy i trudny model jazdy (w Mafii 2 bardzo przyjemnie się jeździło), wszystko to składa się na immersję w tych grach i pogłębia rozgrywkę.
Czemu ciągle odnosić Mafię do GTA, czy nudnych open-worldów z rozwleczoną fabułą? Mogą robić gry po swojemu na modłę pierwszych części, tylko unowocześniając tą formułę, dodając trochę więcej nowych elementów.
I jeszcze jedna kwestia w The Old Country, naprawdę nie przeszkadzają Ci te wszystkie ułatwiacze i prowadzenie gracza jak po sznurku? Jak to ma się do dawnych części?
- widzenie przez ściany
- z 7-8 pojedynków na noże z 'bossami' w których nie lada sztuką jest zginąć
- w tychże pojedynkach za połową walki, samo regeneruje się zdrowie
- ze dwa razy zdarzyło się, że zginąłem zaraz przed checkpointem, a gra i tak poszła dalej jakbym to zaliczył
- wyścig zapisujący się 3 minuty przed końcem
- konna strzelanina, gdzie dosłownie jeźdżę pomiędzy kilkoma przeciwnikami i prawie żaden mnie nie trafia
- w jednej z ostatnich misji trafiamy do wymarłego miasteczka, gdzie żywego ducha nie ma
Z tego co piszesz to wynika, że równie dobrze, mogli dać ciąg misji jedna po drugiej na zmkniętych planszach i też by było fajnie...Z takim podejściem to gry stałyby w miejscu, a my potykalibyśmy się o niewidzialne ściany.
Odpiszę wspólnie. Mafia The Old Country jest regresem w stosunku do dwóch pierwszych części. Brak ruchu ulicznego (!). Brak systemu ścigania przez stróżów prawa (!). Wszechobecne ułatwienia, typu wyścig zapisuje się na trzy minuty minuty przed końcem etc wszystko poskryptowane jak w COD.
Tego oczekujecie od kolejnej części Mafii?
Nie wiem skąd założenie, że albo filmowy samograj, albo nudny open world. Da się zrobić coś pomiędzy, liczę, na to, że jeszcze zobaczymy jakiś ambitny projekt tej marki.
Nowa gra od Bloober Team już za mną, czas więc na dłuższy komentarz. Powiem tak, jest trudno, ale satysfakcjonująco! Otrzymaliśmy naprawdę porządny survival horror, chodź nie wszystko idealnie mi w nim zagrało.
Na początek może coś o poziomie trudności. Ograłem wszystkie głośniejsze gry tego gatunku ostatnich lat (Residenty, Dead Space, Silent Hill 2, Alan Wake 2, Alone in the Dark) i Cronos jest zdecydowanie najtrudnieszy. Może to być wada, jak i zaleta - zależy od gracza, trzeba się jednak liczyć z tym, że próg wejścia jest dość wysoki. Ta nieprzystępność sprawia, że szukanie surowców daje większą satysfakcję, a ciągłe niedobory podbijają wrogość i zagrożenie tego świata.
Czasem jednak wiązało się to u mnie z frustracją, bardziej na początkowych etapach.
Plusy:
- pomimo obaw walka jest...dobra, nie jest to festiwal rozwałki jak w Dead Space, czy Resident Evil 4, ale jest po prostu dobrze, kiedy przyzwyczaimy się do pewnej toporności i specyfiki, strzela się całkiem przyjemnie, a twórcy dorzucili od siebie pewne urozmaicenia jak ładowany strzał i mechanikę łączenia się wrogów - nie jest to, aż taki kluczowy element jak reklamowali go twórcy, ale utrudnia i dynamizuje rozgrywkę (w niektórych momentach odbiegnięcie od przeciwników za bardzo nie wchodzi w grę trzeba przec na nich)
- na wzór 'residentowy' bardzo sprawnie zorganizowano zbieranie zasobów i zarządzanie ekwipunkiem, dobrze to wszystko działa, a wysoki poziom trudności sprawia, że zebrane zasoby/ ulepszenia są wartościowe i cieszą
- udźwiękowienie, w tym muzyka czerpiąca ze Stranger Things na bardzo wysokim poziomie
- projekt lokacji, rozmieszczenie zasobów - warto się rozglądać, proste zagadki środowiskowe jak najbardziej ok, brak tu trudnych łamigłówek, ale też gra idzie bardziej w kierunku akcji
- różnorodność przeciwników na wystarczającym poziomie (poza bossami)
- jakiegoś wielkiego strachu tu raczej nie uświadczymy, ale bywa niepokojąco, a Blooberzy jakoś mają rękę do tych 'jumpscarów' bo często umieszczą je tak, że mimowolnie dygnę ;)
- szeroko pojęty art- style - lata 80, retrofuturyzm
Minusy:
- nie kupiła mnie fabuła, ani sposób jej prezentacji, moim zdaniem widać tutaj niski budżet i brak filmowej ręki do tego, cut - scenki nie zachwycają, bohaterowie pobocznie w większości też, dialogi podobnie, do tego widać w przerywnikach bolączki, które ciągną się z tego co pamiętam od Layers of fear, tzn mocno przeszarżowane role aktorów, pierwsza cut-scenka z bohaterem pobocznym i mamy jakiś spazmatyczny występ...nawet nie ma kiedy polubić tych bohaterów, zainteresować się nimi
ogólnie 2-3 pierwsze godziny Alana Wake II to pod tym kątem lepszy materiał, niż cały Cronos...
no i ten dubbing na dobicie...
- nie do końca trawił do mnie ten świat, doceniam wykończenie lokacji detalami czasów dawno minionych, natomiast jakoś średnio mi się to wszystko klei, szczerze mówiąc, ten świat ma zerowy autentyzm, dla mnie to przyjemne growe szlaczki do przejścia z 4-5 bohaterami na krzyż na całą grę, przez to ta cała apokalipsa i historia jakoś mnie nie rusza
nie czuć też specjalnie mocno przenoszenia w czasie, bo obie wersje są podobnie poupychane stworami i apokaliptyczne
- mięsisty projekt potworów i lokacji, mi osobiście też trochę się przyjadł
Zbliżając się do podsumowania. W przypadku Cronosa wydaje mi się, że sprawa jest dość prosta, w mojej ocenie gra wiele nie odstaje do czołówki gatunku, dla fanów survival horrorów, pozycja obowiązkowa. Za to dla reszty, niekoniecznie...nie jest to pozycja w którą 'trzeba zagrać'.
Te wymionione przeze mnie ogólne minusy są dość subiektywne, więc nie zdzwi mnie jeśli komuś siądzie historia i jej prezentacja. Ja jednak jestem trochę rozczarowany, i mam takie nijakie odczucia z tym związane, po inspiracjach twórców np.Dark, 12 małp spodziewałem się znacznie więcej...
Gameplay chodź dość trudny, daje sporo satysfakcji, a całość jest porządnie wykonana.
Jeśli znowu to ma być płytka, prosta pozbawiona ambicji 'filmogra' jak The Old Country to ja pasuje. Źle się w to nie grało, ale po miesiącu niewiele już z tej gry w głowie pozostaje, poza niezła fabułą i włoskim klimatem.
Nie mówiąć już, o tym aby kiedykolwiek do tego tytułu wracać.
Na tych wszystkich zapowiedziach gra wyglądała na dziwaczne połączenie niepasujących elementów.
A jednak jak wynika z recenzji, gra jak najbardziej się udała.
Nie wiem jednak, czy zdecyduję się zagrać, ponieważ mimo wszytko nie do końca leży mi klimat.
Zdecydowanie trudniej, niż w SH 2. Ogólnie Cronos jest trudniejszy, niż większość popularnych survival horrorów ostatnich lat.
Jednakże, najtrudniejszy jest tu start gry, gdzieś przy 1/3 rozgrywki, kiedy rozbudujemy sobie sloty na miejsca i trochę nauczymy się jak w to grać, poziom trudności staje się normalny.
To co pisano już powyżej warto uciekać do boku, przeciwnicy często nie trafiają wtedy.
Przy niektórych przeciwnikach po podpaleniu, najlepiej raz przydzwonić wręcz, bo wróg chwilowo jest odporny.
Co do mergowania, wszystko zależy od tego, kto jak gra i ile ma zasobów.
Jak masz dobry zapas to powystrzelasz nawet po zmienianych.
Zdarzyło mi się jednak parę razy, że z amunicją było krucho i 2-3 zmergowanych przeciwnków nie było zwyczajnie czym tłuc.
Nie no moim zdaniem gra jest znacznie trudniejsza od Dead Space'a, trzeba ciągle z tym ładowanym strzałem kombinować, gdzie w Dead Space kilka poulepszanych broni dosłownie kosiło obszarowo wszystkich wokół.
Komentarz faktycznie dziecinny, tak jakby kolega nie miał doczynienia z survival horrorami.
Aczkolwiek... Cronos jest faktycznie trudny. Ograłem sporo głośniejszych tytułów tego gatunku ostatnich lat
(RE: 2, RE: 4, SH: 2, Alone in The Dark, Dead Space, RE: Village, AW 2).
I jak póki co to Cronos jest zdecydowanie najtrudniejszy, sporo powtórek robię przez te kilka godzin. No może AW 2 też trochę krwi mi napsuł. Reszta szła dość gładko, jedynie na niektórych bossach się zacinałem.
Pierwsze wrażenia, jak najbardziej pozytywne.
Klimacior jest, trochę grozy, ładnie zaprojektowane lokacje, fabuła nawet ciekawa. Duże niedobry zasobów, co sprawia, że chce się eksplorować.
Walka jest ok, jednak nie jest to zdecydowanie poziom topowych Dead Space, czy RE 4.
Na kolana raczej Cronos nie powala, ale zapowiada się i tak kawał konkretnego survival horroru.
Z tego co poczytałem, to jednak część recenzentów zwraca uwagę na poziom trudności Cronosa.
Wobec czego wybiorę wersję na PC. Nie przeszkadza mi to, że gra jest trudniejsza, ale po prostu nie chce mi się barować z padem, a wspomagania celowania nie lubię i nie używam.
Dobra, pytanko, czy ktoś ogrywa Cronosa na konsoli?
Jak jest że strzelaniem na padzie, dużo trudniej, niż w takim SH 2, czy RE 4?
Oba te tytuły ograłem bez większych problemów, ale już AW 2 mnie kosztował trochę nerwów ;) A na pokazach przedpremierowych sporo osób zwracało uwagę, że jest trudno.
Zastanawiam się, którą wersję brać PC, czy na PS5..
Chodziło mi po głowie, żeby spróbować, no ale ten styl graficzny jest tak brzydki i generyczny, że chyba jednak nie.
Już prędzej odświeżę sobie V..
Rock& Borys wrzucali parę miesięcy temu info o planowanym DLC do Wiedźmina 3. Fajnie gdyby to się potwierdziło i miało rozmiar takich powiedzmy Serc z Kamienia, a nie skończyło się na 1, czy 2 questach do W3..
Widok FPP w VII i VILLAGE dał trochę świeżości serii i całkiem dobrze się sprawdził.
Ja jednak wybiorę raczej TPP, po prostu drażni mnie to szokowanie gore i wyskakującymi przed twarzą mordami. Nie chodzi o strach, a o irytację tym schematem.
Czekam, trzymam kciuki i oby utrzymali wysoki poziom!
Aczkolwiek są pewne zgrzyty w COE33 na które przymyka się zwykle oczy.
Świat jest strasznie sterylny i statyczny, często postacie stoją jak kołki z jedną chmurką dialogową, jest mało zawartości pobocznej, questów, rozbudowanych postaci, interakcji.
Jasne to nie jest RDR, ale trochę więcej życia by się przydało.
Tutaj widać, że ten świat ma głównie ładnie wyglądać, a nie ma się w nim coś dziać.
Dialogi w formie czytanej też prezentują się biednie.
Na szczęście gra mocno nadrabia innymi znacznie ważniejszymi elementami.
Każdy ma swoje zdanie, ale nie przeszkadzały:
- wszechobecne ułatwiacze typu: w walce na noże w połowie, samo regeneruje się życie, wyścig zapisuje się na dwie minuty przed końcem, widzenie przez ściany etc
- brak ruchu ulicznego, systemu policji, 'czasówek' w pojazdach co jest dużym regresem względem wcześniejszych części
No nie, ja się z tym nie zgadzam. Chociaż to też, zależy od konkretnej produkcji, zwykle w tych bardziej leciwych wskazaną są większe ingerencje w mechaniki.
Dla mnie w przypadku remaków wielu gier, właśnie chodzi o to, aby na nowo zreinterpretować pewne mechaniki, poprawić bolączki i unowocześnić tytuł. Idealnym przykładem jest Dead Space, gdzie dobrze to zrobiono.
Mnie podejście, że to 'świętość' i nic nie ruszać nie przekonuje, przecież zwykle zawsze pozostaje oryginał.
Mnie nie bawi granie w kółko w ten sam tytuł. Remake ma pozyskać też nowych graczy.
Ewentualnie od przekładania 1 do 1 są 'surowe' remastery.
Poza tym, sorki, ale cena 340 zł, to jednak chciałoby się kompleksowego Remake'u. A nie bardziej remastera, który powinien kosztować znacznie mniej.
Mają ciekawe pomysły w Rebel Wolfs, jednak niewątpliwie wymaga ta gra wielu szlifów.
Wcześniejszy materiał wyglądał słabo, ale jest poprawa.
Obserwuję, a rozmiar Krew i Wino zapowiada się dobrze jak dla mnie.Lepiej nie przesadzać z wielkością świata, jeśli nie mają odpowiedniego budżetu.
Wychodzi tak, jak się zapowiadało na materiałach, sztywne odświeżenie będące bardziej czymś pomiędzy remasterem, a kompleksowym remake'm. A to wszystko za horrendalną cenę na PS5....
Do Dead Space'a czy Residentów 2/ 4 raczej daleko.
Do recenzenta, ile czasu zajmuje ogranie tytułu?
Nigdy nie grałem w żadnego Metal Gear Solid, dlatego ciekawi mnie Delta.
Jeśli jest konkret gra to rzadko mocno 'rozkminiam' jej cenę... na te maksymalnie kilka gier w roku, które kupuje raczej mnie stać.
No, ale tutaj...wysoko cena + problemy techniczne + nie rozstrzygam jeszcze, ale archaicznie momentami na materiałach ten remake wygląda.
Nie zachęca to wszystko do zakupu..Czekam na więcej recenzji.
A tutaj to pełna zgoda, te residentowe 'nieśmiertelne' straszaki są takie se.. Ciągle są na widoku, są dość wolne, wręcz można się nimi ganiać wokół przedmiotów, nie zabijają na raz.
Alien z Izolacji to jest zupełnie inna liga. Jak się pojawi w pobliżu to, kilka sekund i zgon.
Tak, Residenty od kilku lata trzymają dobry poziom. Od VII, przez Village i Remaki (czwóreczka zdecydowanie najprzyjemniesza dla mnie). Nie są to tytuły, na które czekam z niecierpliwością, jednak rozgrywka zwykle daje radę, fabuły są naiwne, no ale cóż na horrorowe akcyjniaki ujdzie.
Liczę, że 9 podtrzyma ten trend, raczej pewniak do ogrania.
Mafia: The Old Country już za mną, lecimy z oceną.
6/10
Plusy:
- generalnie opowieść jak na growe standardy jest całkiem niezła, widać że ktoś rozpisał ją konsekwetnie od początku do końca, chociaż mam do niej zastrzeżenia (o czym będzie w minusach), przede wszystkich na pochwałę zasługują bardzo dobre dialogi, wykreowane postacie, jakościowe cut- scenki - tu zdecydowanie widać filmową rękę
- bardzo ładne lokacje i ogólny włoski klimat
- 'feeling strzelania' jest dobry
- na pochwałę zasługuje też model jazdy w trybie symulacyjnym, auta są ociężałe i trudno nad nimi zapanować, ale takie właśnie powinny być, szczególnie na szutrowej nawierzchnii
- zagęszczenie i detal wykreowanych na potrzeby misji lokacji robi odpowiednie wrażenie - postacie poboczne w rozmowach między sobą odnoszą się do bieżących wydarzeń, gazety i notatki, też zawierają ciekawe informacje o świecie
MInusy:
- wracając do fabuły, o ile cut-scenki, postacie i dialogi są wysokiej jakości o tyle, sama linia fabularna jest w większości przewidywalna, z 2/3 gry to klasyczna opowieść o robieniu kariery od zera w mafijnej rodzinie, wykonujemy zadania, plus mamy wątek romansowy, a za antagonistów robią dwaj sztampowi, źli wyrobnicy z konkurencyjnej rodziny....zachwytu zdecydowanie nie było, nie wiem gdzie są, te wymieniane przez niektórych recenzentów zwroty akcji?
mnie zaskoczyło jedno, może dwa, takie wydarzenia, a ciekawiej robi się dopiero w samej końcówce
ogólnie wydarzeniom z gry trochę brak polotu - w Mafii 2 byliśmy na froncie wojennym, w więzieniu, był duży przeskok czasowy i zmiana scenerii, tutaj jest tak bardzo klasycznie
- misje to jest skrypt na skrypcie, czułem się jak w starszych Call of Duty
- słabe skradanie
- walki na noże, mi aż tak bardzo one nie przeszkadzały, jest ich jednak za dużo, no i jeśli są one używane w charakterze 'boss fight', a ja ani razu nie przegrałem... to jest coś z tym nie tak
- praktycznie brak ruchu na drogach, poza oskryptowanymi akcjami z misji
- brak jakiegolwiek systemu organów ściagania w świecie
- pusty świat w którym nie ma prawie nic do zrobienia
- wszechobecne ułatwiacze / zaliczam zgon zaraz przed checkpointem - gra ładuje mi już kolejną scenkę..../ w walce na noże w połowie, samo regeneruje mi się życie..../ wielka strzelanina pościgowa w której jeżdżę na koniku pomiędzy kilkunastoma przeciwnikami, którzy praktycznie mnie nie trafiają..../ wyścig zapisuje się na dwie minuty przed końcem...i tak dalej...
Trafiam czasami na opinie, że to gra jest bardzo liniowa, ale takie właśnie były pierwsze odsłony i generalnie nic w tym złęgo. Nie zgadzam się z tym kompletnie.
Mafia i Mafia II nie były wypełnione ułatwiaczami i skrojone pod pędzące skrypt za skryptem wydarzenia. Na swój czas były całkiem trudne i przez pewien realizm nieprzystępne. The Old Country nie ma z tym nic wspólnego.
Mafia i Mafia II miały normalny ruch uliczny i system policji, a rdzeń rozgrywki stanowiło właśnie jeżdżenie po mieście z klimatyczną muzyką (aktywności było niewiele, ale i tak więcej, niż w nowej Mafii). Tutaj tego jeżdżenia jest mało, nie ma ucieczek przed policją, nie ma misji czasowych.
Podsumowując. Gra stanowi mocny regres względem dawnych części.
Rozgrywka jest mocno filmowa i skrojona pod masowego gracza, w stylu sprzed 10-15lat.
Fabuła jest przyzwoita, jednak podanie jej w atrakcyjnej, dopracowanej wizualnie formie, w tej włoskiej scenerii sprawia, że daje radę, powiedzmy..
Ostatecznie, pomimo tej litanii uchybień, grało mi się w nową Mafię całkiem nieźle, bez zgrzytania zębami. Gra jest na tyle krótka, że te minusy, aż tak bardzo nie drażnia, a otoczka fabularna jednak co nieco przyciągała do ekranu.
Cóź, wyszła tak filmo-gra na raz. Jak ktoś lubi gangsterkie klimaty, można zagrać na przecenie, nie spodziewajcie się po niej jednak zbyt wiele...
Szczerze wątpię, że wiele to zmieni.
Gra ma całkiem dobrą fabułę i włoski klimat.
Poza tym to oskryptowana do bólu filmogra, prowadząca gracza za rączkę.
Regres w stosunku do Mafii i Mafii 2.
Praktycznie brak ruchu ulicznego, brak jakiegokolwiek systemu policji, brak czasówek w trakcie jazdy.
Właśnie ją kończę i rozłożyło mnie jak w jednej z ostatnich misji trafiamy do miasteczka, które całe jest puste....
Ograć na dobrej przecenie i zapomnieć, bo mimo wszystko nie gra w się to jakoś bardzo źle, gangsterska historia jest całkiem, całkiem.
Bardzo dobrze rozpisane wady/ zalety.
Jestem w trakcie The Old Country i zgadzam się z większością.
U mnie jednak pomimo dobrej fabuły, postaci, ładnej scenerii gra oscyluje na ten moment pomiędzy 6,5 - 7.
Drażni mnie ten sztampowy gameplay i ogólne prowadzenie za rączkę. To nawet nie jest tak, że ta rozgrywka jest jakaś zła. Jest w większości raczej po prostu przeciętna, do tego mocno ułatwiona, oskryptowana i bardzo poprzecinana cut-scenkami.
Rozgrywka to typowy 'hamburger', do szybkiego, łatwego przejścia. A raczej nie tego oczekuję od marki Mafia.
Miewam problemy z grą na padzie pomimo tego, tutaj nie korzystam z widzenia przez ściany, auto celowania + tryb jazdy symulacyjny i trochę ratuje to sytuację.
Z oceną to już indywidualna sprawa. Można uznać, że gameplay ujdzie, a fabuła i ładny świat podciągają ocenę.
Dla mnie to jednak za mało, gry z ocenami 7.5-8 muszą mieć w sobie jakąś głębię, robić coś wiécej.
Jestem w trakcie.
Historia, postacie, włoski klimat naprawdę dają radę.
Boli mnie jednak, jak bardzo 'casualowy' jest to tytuł...
Na średnim poziomie w jednej z misji pościgowej przez kilka minut biegałem na koniku wokół - od kilku do kilkunastu przeciwników...i trafili mnie może ze 3 razy. Oskryptowane prowadzenie za rączkę.
Nie takie były Mafia 1 i 2....
To u mnie na bank wjeżdża, Mafia, Cronos i być może Metal Gear Solid Delta.
Silent Hill f powątpiewam, to tłuczenie stworów pałą przez małą dziewczynką dziwnie się zapowiada.
Tylko u mnie jeszcze czeka Kingdom Come 2 ??
Recenzje wydają się potwierdzać wyrobione wcześniej zdanie o tym tytule. Całkiem przyjemna, prosta rozgrywka z dobrą fabułą i w ładnej włoskiej scenerii. Skoncentrowana na historii i akcji, bez udziwnień i większej głębi rozgrywki.
Cóż, tego właśnie się spodziewałem i myślę, że spędzę z nową Mafią kilka miłych wieczorów.
Tyle, że nie wydaje mi się być to gra, która jakoś zapadnie w pamięć, do której będzie się wracać.
Mimo wszystko, trochę szkoda, że ta seria zeszła na tory jednak dość płytkiego AA...Dzisiaj przyszła mi do głowy taka myśl, że RDR 2 udowodnił, że jest miejsce dla historii w stylu Mafii łączącej wolniejsze, dojrzałe tempo opowieści/ rozbudowane relacje między bohaterami /realizm z otwartym, pieczołowicie zbudowanym światem i rozmachem.
W idealnym świecie widziałbym właśnie Mafię zbudowaną w ten sposób, oczywiście świat, czy detal mógłby być mniejszy, ale chodzi o ogólny koncept.
No, ale mamy to co mamy i jest to najwyraźniej całkiem ok.
Wlatuje na premierę, ale bez wielkich oczekiwań...spodziewam się solidnego 7/10.
Niby dobrze się bawiłem przy tym Robocopie wiosną tego roku, ale z perspektywy czasu to dla mnie gra na raz do szybkiego przejścia.
Ten dodatek niczym mnie nie zachęca do powrotu do tej gry.
Dla mnie ok, z jakimiś pobocznymi drobiazgami przy wolnym ogrywaniu, pewnie wyjdzie z jakieś 15h+.
Chociaż przy cenie koło 300zł, poczekałbym na przecenę.
Więc, jednak 2026.
Powiem tak, każdy kolejny materiał z tego Remake'a wywołuje we mnie podobne odczucia.
Wygląd/ klimat/ ogólne założenia - w 3/4 to mi się podoba i nieźle oddaje oryginał. Są pewne zgrzyty, np wygląd
niektórych potworów i inne detale, ale ogólnie ok.
Animacje i walka słabo...a to jest bardzo ważny element gameplayu, trudny do poprawy, chociaż z dobre pół roku jeszcze twórcy mają.
Wydaje mi się, że jak 7/ 10 to wyciągnie w moim prywatnym ocenianiu to będzie maks.
Sentyment do serii jest jednak na tyle duży, że kupuję z pewnością w okolicach premiery.
Generalnie to zgadzam się. Biorąc pod uwagę, że jest to raz na 6-7 lat to nie przesadzałbym z tymi kosztami. Dodatkowo jeśli nie zajechaliśmy starej konsoli to możemy jeszcze z niej coś odzyskać.
Tylko, z tą uwagą, że rzucanie się na premierę odpuściłbym sobie, o ile ktoś nie jest prawdziwym pasjonatem grania/ konsoli. 'Boom' przy PS5 nieźle podbił ceny, a gry są wypuszczane w bardzo leniwym tempie.
Ja kupiłem dopiero Slimkę poniżej 2K. I przy kolejnej generacji pewnie podobnie zrobię.
Testowałem i u mnie spoko GeForce Now działało. Zamierzam jeszcze korzystać.
PS5 jest dla mnie główną platformą do grania, szkoda mi pieniędzy póki co do inwestowania w nowy PC, więc GFN jest ciekawą usługą do odpalenia od czasu do czasu.
Być może, macie rację...Nastawiałem się raczej, że to wyjdzie w tym roku, na tym najbliższym pokazie może się przekonamy.
Czekam! Z tegorocznych premier jeszcze Cronos i Gothic mnie najbardziej interesują.
Który model wypuszczania seriali jest lepszy?
To zależy... przede wszystkim od rodzaju serialu, jego jakości, gatunku, ilości odcinków, sezonów. No i też od mojego czasu.
Wypuszczanie odcinka co tydzień ma swój urok, ale też nie nadaje się do każdego serialu. Powiedziałbym wręcz, że nawet dla większości jest słabym pomysłem.
Jak dla mnie to naprawdę jakościowe perełki zasługują na ten sposób wydawania, gdzie po prostu warto poczekać, a każdy, kolejny odcinek jest na tyle ciekawy, że zostaje w głowie na dłużej, niż jeden dzień.
Fajnie, gdyby w jakiejś formie oba te modele przetrwały.
Wypuszczenie sezonu ciągiem w przypadku szlagierowych tytułów trochę zabija 'życie' tych seriali. Nie ma dyskusji, spekulacji, recenzji poszczególnych odcinków. Ocenia się sezon jako całość, naprawdę zajmujący jest głównie finał.
Ogólnie dla mnie przy 'bingowaniu', chociaż to bardziej tyczy się oglądaniu kilku sezonów jeden po drugim, trochę mam poczucie takiego niechlujstwa jako widz ?? Mija parę dni a mi wszystkie sezony, zdarzenia zlewają się w jedno. Nawet jeśli są świetne sceny, postacie poboczne, wątki w głowie jest jeden wielki mikser xD
Sztywno i leciwie to wygląda...Do tego tematyka wampirza, z groteskową toną krwi niezbyt mnie jara.
Z drugiej mają ciekawe pomysły z tą nieliniowością, upływem czasu, to może być duży atut dla mnie.
Ostatecznie gra, chyba nie będzie zbyt długa, więc może dam jej szansę.
Jest lepiej, niż na ostatnim trailerze. Dalej jednak trochę leciwie to wygląda, czuć posmak Wiedźmina 3 sprzed lat. Walka dość sztywna, dziwna pauza, jeden z przeciwników krąży bez sensu przez kilkanaście sekund, zbyt bliska kamera. Poruszanie się po dachach wygląda bidnie.
Sam nie wiem... Może być dobre AA z dużą wolnością i ciekawymi pomysłami. A być może koślawość stanie się zbyt dużą przeszkodą dla mnie.
Póki co, trudno ocenić.
Tak, fajnie, że dostaniemy coś nowego, polski 'setting' też robi swoje.
Te nawiązania do Dead Space wydają się oczywiste. Jednak oglądałem wywiady z twórcami i wymieniają oni bardzo wiele inspiracji filmowych, serialowych, growych, nie wyglądało, aby skupiali się jakoś 'stricte' na tym Dead Space.
Nie będzie też, jakiegoś rozbudowanego ciachania stworów jak w DS.
W pełni się zgadzam. Risen 1 był ich ostatnio porządną grą. Porządną, ale też zachwycać się nie ma czym za bardzo. Takie przyjemne, całkiem ładne popłuczyny po Gothicach, z bdb systemem walki.
Jeśli mieli ograniczone zasoby i problemy technologiczne, to jaką cholerę pchali się z tym swoim drewnem w jakieś si-fi ze strzelaniem połączone z fantasy, w wielkim świecie?
Jak sobie przypomnę te koślawe dialogi z Elexa w których, pieprzą trzy po trzy od rzeczy to mnie telepie xD
Stwierdzam tylko, że cinematic trailer + informacje od twórców zapowiadały się bardzo ciekawe.
Dzisiejszy trailer z fragmentami rozgrywki wygląda po prostu słabo.
Bardzo dobrze to wygląda.
Retro-futuryzm
Polski setting
Ciekawy system 'merge'
Motyw podróży w czasie
Gęsty klimat
Oczywiście jest wrażenie, że już gdzieś to widzieliśmy, ale mi to nie przeszkadza. Zapowiada się ciekawe połączenie kilku inspiracji.
Na ten moment nabardziej oczekiwana gra tego roku.
Pierwszy cinematic był bardzo obiecujący, ten materiał wygląda jednak biednie.
Grafika, animacje, detal świata jak sprzed dobrych kilku lat...Nie pomaga dziwacznie zmontowany trailer, który sprawia wrażenie jakby z bieda gierki, chaotycznie próbowali ulepić coś efektownego..
Nie skreślam, ale zainteresowanie spada. Jeśli tak ta gra ma wyglądać, to będą musieli srogo nadrabiać tą nieliniowością świata i ciekawymi pomysłami, którymi się chwalili.
Dla mnie Residenty przede wszystkim rozgrywką stoją jak będzie miodna to dam szansę i będę dobrze się bawił jak przy Village i RE 4.
Bo fabularne to jest trzecia liga, wszystko sprowadza się do sieczki, i szczerze średnio mnie to zajmuje.
Nawet te ciekawsze pod tym kątem odsłony jak np. RE 2 nie błyszczą w tym względzie.
Średnio to się zapowiada. Już w SH 2 było bardzo dużo walki wręcz, co stawało się monotonne po pewnym czasie.
A tutaj chcą dołożyć tego jeszcze więcej?
Żeby to miało sens musieliby dodać jakieś skille, combo z tym związane. Tylko jak to zgrać z ciężkim horrorem i graniem dziewczynką. Nie wiem, dziwnie to się zapowiada.
Świetnie bawiłem się przy RDR 2. Ten świat jest cudny, animacje, detal, mnogość mechanik. Natomiast nie jest to gra bez wad.
Na minus:
- prawie wszystkie misje są prymitywnie oskryptowane, czasem wystarczy odejść kilka metrów i misja jest niezaliczona, rozumiem filmowość, ale nie tak to powinno wyglądać, a już napewno nie w większości misji
- gra stanowi bardzo małe wyzwanie, sztuką jest w niej umrzeć
- sterowanie/ interfejs wymaga przyzwyczajenia
OK, racja. Fajnie jednak by było, gdyby twórcy poszli na kompromis i dodali więcej fizyki chociaż np. w niektórych misjach fabularnych.
Chciałbym zobaczyć rozgrywkę w której np. w misji fabularnej wielki troll atakuje wioskę i podczas walki obraca w pył zabudowę. A od nas zależy ilu mieszkańców i budynków ocalimy. Oczywiście chodzi o to, aby nie było to całkowicie liniowe i oskryptowane (czyli, że za każdym razem walka/ zniszczenia są takie same).
Albo dajmy na to toczymy jakieś walki na wodzie na łodziach, i czym bardziej uszkodzimy, my bądź przeciwnik łódź, tym szybciej woda zalewa łajbę.
Całkowicie nie zgadzam się z opinią o walce, szczególnie w porównaniu do Silent Hilla 2. Oba tytuły ogrywałem na PS5 jeden po drugim, dla mnie dalce bardziej irytujący i ciężki był system walki z Alana Wake 2 (chodź cała gra podobała mi się, czemu dałem wyraz w jednym z komentarzy powyżej).
Przede wszystkim przeciwnicy w AW 2 poruszają się znacznie szybciej i bardziej chaotycznie (ten spec od rzucania doprowadzał mnie do szewskiej pasji xD jeździł na pełnej po tych wszystkich krzakach od prawa do lewa, w SH2 nie ma tego typu gagatków), jednocześnie kamera zawieszona jest bliźej naszej postaci, przez co mniej widać, dodatkowo nasza postać porusza i leczy się jeszcze wolniej, niż w SH 2.
W SH 2 przeciwnicy są znacznie wolniejsi, a po zapoznaniu z ich ruchami bardziej przewidywalni, unik zazwyczaj dobrze wchodzi. A przede wszystkim nie ma większego problemu, żeby odbiec od przeciwników kilkanaście metrów, czy do sąsiedniego pomieszczenia, uspokoić sytuację i powystrzelać metodycznie paskudy. W AW 2 często jest to niewykonalne przez szybkość wrogów, a po uniku/ walce wręcz, przewróceniu z kilkoma przeciwnikami, mało co widać i jest loteria.
Dodatkowo SH 2 nagradza uważne granie, opłaca się powoli i metodycznie oczyszczać lokacje, wielu przeciwników (manekiny) moźna wyhaczyć i skasować pojedynczo bez problemu atakując jako pierwszy. A AW2 to tak nie działa, przeciwnicy w sekundach są przy nas, namierzają nas z daleka na otwartych przestrzeniach, a w przypadku grą Alanem materializowanie się zjaw jest jak loteria, więc powolne rozkminianie tego nie ma sensu.
Efekt końcowy tego wszystkiego o czym pisze, był u mnie następujący.
W SH2 ginąłem głównie na początku przy dostrajaniu się do przeciwników, oraz przy 2-3 trzech bossach w finale. W trakcie rozgrywki ze zwykłymi przeciwnikami ginąłem rzadko, a jeśli już to zwykle przez swój błąd. Zasady walk były przejrzyste i uczciwe.
W AW2 większość bossów sprawiła mi problemy. Co najgorsze była masa sytuacji, że 3, 4 zwykłych wrogów ubijała mnie. I to na etapie np. połowy czy 3/4 gry. Miałem odczucie dużej losowości tego jak potoczą się starcia. Chaotyczność i uciążliwość tych walk była frustrująca.
Co by nie było tak jednostronnie:
W AW 2 są lepsze animacje, walka wygląda bardzo efektownie wizualnie. A przeciwników jest też znacznie mniej. Jest też wrażenie większej intensywności starć, adrenalinka bardziej skacze.
W SH 2 graficznie jest gorzej, a największym problemem walk jest ich monotonia, przez całą grą ubija się dosłownie setki przeciwników (w zasadzie czterech typów).
A to tylko śmiertelna choroba może powodować brak czasu na gry/ inne tego typu przyjemności?
Clair Obscur: Expedition 33 wzięła mnie z zaskoczenia, kupiłem ją spontanicznie i był to bardzo dobry wybór.
Przede wszystkim ta gra ma bardzo dobrze wykonane podstawy, gameplay, fabuła, muzyka, wizualia. Cały rdzeń gry stoi na mocnych fundamentach. Jeśli ktoś ma jakieś uwagi to zwykle do pomniejszych elementów.
- gameplay - jest to jedna z nielicznych gier z ostatnich lat, w których jest on dla mnie satysfakcjonujący od początku do końca, mnogość opcji tworzenia postaci, wykorzystywania ich umiejętności, kombinacji członków drużyny, jest bardzo duża, połączenie walki turowej z unikiem/ parowaniem to strzał w dziesiątkę, wstrzelenie się w dewastującą kontrę daje dużo radochy,
jestem bardziej 'casualowym' graczem, który gra w maksymalnie kilka gier w roku, pomimo tego średni poziom trudności, trafił w moje możliwości, było trudno z bossami, ale do ogarnięcia do maksymalnie 10-15 podejść,
przede wszystkim pomimo początkowego wrażenia, że przesadzono z danym bossem, po kilku podejściach okazywało się, że nie jest, aż tak trudny jak wcześniej uważałem, kluczowe okazywało się, żeby w drugą fazę wejść, z w pełni ''naładowanymi'' i gotowymi do akcji bohaterami
miałem od początku do końca wrażenie, takiej uczciwości walk, jeśli były problemy - nauka ruchów, timingu przeciwnika + korekta buildów rozwiązywała problem
- historia opowiedziana w grze jest oryginalna, jest ciekawa, jest stylowa, jest o czym rozmyślać po finale, naprawdę ładnie to wszystko się spina, postacie mają swoje racje, trudno podjąć ostateczna decyzję
- dobra oprawa graficzna, piękne, bajkowe lokacje (tutaj uwaga nie uważam, żeby minimapa była do czegoś potrzebna, większość korytarzy ma dwa, czasem trzy rozgałęzienia), na dokładkę fantastyczne animacje naszych postaci w walce
- bardzo różnorodna i bogata oprawa dźwiękowa, kilka kawałków gdzieś zapisało się na dłużej w głowie
Z minusów:
- przeszedłem głównie przez wątek główny i szczerze mówiąc, zawartość poboczna na tyle na ile ją liznąłem nie zachęciła mnie do ekspolarcji, stosunek trudności przeciwników (konieczność powtarzania walk) do nagrody nie był dla mnie korzystny, duża ilość zdobywanych pikto, też nie sprawiała, że z miejsca sprawdzałem każde kolejne, robiłem to raczej co kilka godzin
- kolejny podpunkt do powyższego, pewna sterylność, sztywność tego świata, wiadomo, że nie ma co oczekiwać tutaj złożoności RDR 2, jednakże brak mi trochę życia, ruchu w tych lokacjach, jakichś bardziej złożonych postaci pobocznych, questów, możliwośći np. poznania i przyłączenia jakiejś nowej opcjonalnej osoby do drużyny
- niektóre dialogi w formie czytanej prezentują się trochę biednie, są mało rozbudowane
w zasadzie nie minus, a taka uwaga fabularna
spoiler start
kiedy pod koniec gry dowiadujemy się więcej o Mealle, Verso ich tragedii rodzinnej, w zasadzie ta wiedza wywraca świat postaci typu Lune, Sciel do góry nogami, a tymczasem, one prawie w ogóle nie reagują na to, nie dopytują o 'prawdziwy świat', nie są w szoku, tutaj oczekiwałbym kilku intensywnych interakcji
spoiler stop
Podusumowując.
Kawał, świetnie pomyślanej, oryginalnej gry w dobrej cenie. Super, satysfakcjonujący pomysł na rozgrywkę + dobra fabuła + oprawa audio-wizualna i kierunek artystyczny. Jakieś drobne minusy się znajdą, ale u mnie to kwestia bardziej eksploracji i zawartości pobocznej, którą w większości pominąłem. Gra mnie do tego wystarczająco nie zachęciła, a niedobór czasu też zrobił swoje. Jest to jednak dla mnie jakaś rysa, bo zwykle w grach z pogranicza 8-9 robię prawie wszystko.
Dla mnie Top 10, a może nawet Top 5 ostatnich kilku lat.
Sugeruję się właśnie głównie demem, a takie kwestie jak animacje, czy walka, sporo glitchy, które wyglądają tam słabo są trudne do ogarnięcia w szybkim czasie dla raczej małego studia.
Czekam...Patrząc po zapowiedziach stawiam, że to będzie nierówny remake. Jest wiele elementów, które bdb oddają klimat Gothica, ale są i średnie, czy wręcz bardzo słabe (np. animacje, walka).
Dla mnie 'must play' z uwagi na sentyment do marki, ale bez ekscytacji, liczę się z tym, że będzie sporo zgrzytów.
Czekam, aczkolwiek zagram jak, zjedzie z ceny. Niezły, konsolowy filmo-graj z tego co pamiętam z recenzji, ale nie wiele więcej.
Gra ma swoje wady, np. dużą powtarzalność (przykładowo wiedźmińskie zmysły), skopany system zbierania sprzętu (wszystko oprócz rynsztunków cechowych to śmieć), słaby system rozwoju postaci.
Natomiast, z wymienionych:
- nie wiem co jest drewnianego w sterowaniu, wszystko intuicyjne, no chyba że chodzi o wersję PC, nie grałem
- fabuła główna trochę tak, ale wynagradzają to dialogi, dobrze napisane postacie, questy, dwa świetne pod tym względem dodatki
- mapa-wyłączasz znaczniki i lecisz tylko z questami, proste
Gra ma swoje wady, ale dla mnie ogólny rozmach i plusy wystarczająco je przyćmiewają.
Sam nie wiem. Klimat i historia zapowiada się bardzo dobrze.
Z drugiej strony poruszanie się postaci/ pojazdów/ koni wydaje się drętwe.
No i jeśli to faktycznie będzie tylko ciąg misji w niezbyt dużych lokacjach, to będzie krok w tył w stosunku do poprzednich części.
Mam mieszane odczucia, zabiorę się na spokojnie, raczej nie na premierę. Pierwsza Mafia w swoim czasie dystansowała GTA. Szkoda, że Rockstar im tak odjechał.
Gram +10h i jest to bardzo dobra gra, w moim prywatnym topie pewnie siądzie w 10 najlepszych gier ostatnich kilku lat.
Bardzo satysfakcjonujący system walki, dobra kontra daje dużo radochy. Ładne lokacje, audio, relaks z rozgrywki jest spory. Świetne cut-scenki, fabuła ok.
Natomiast, czy to jest, aż taki top topów z okolic 10/ 10. Dla mnie raczej nie. Tutaj zagrał, chyba efekt świeżości, dobra cena, brak wysokich oczekiwań. Takie pozytywne, odświeżające zaskoczenie.
Co mi nie leży:
- nieco przesadzona numerologia tych wszystkich statsów, która jest słabo odczuwana w walkach (na normalu)
- makietowy świat, to nie RDR rozumiem, ale jak na takie oceny, to wymagam trochę więcej
- dialogi w trakcie rozgrywki, mają formę która trochę mobilkami zalatuje
Na ten moment 7.5-8/10, ale ja mam surową skalę ocen bo dychy nigdy chyba jeszcze nie dałem:)
Największe plusy:
- naprawdę soczyste walki - strzelanie jest satysfakcjonujące, jest brutalnie, mamy przyzwoitą fizykę, możliwości naszego supergliny - bandziory nie mają lekko, idziemy jak taran rzucając nimi na lewo i prawo :)
- perfekcyjnie odtworzony klimat dwóch pierwszych filmów, widać tu duży szacunek i drobiazgowe wykorzystywanie materiału filmowego, dużo detali dla fanów,
- fabuła i sporo zawartości (jak na swój gatunek), historia w ramach swojej konwencji jest całkiem nieźle napisana i rozbudowana, względnie ciekawiła mnie do samego końca, poza strzelaniem mamy ulepszanie naszej postaci, trochę dialogów, zadania poboczne, a nawet jakieś drobne wybory (np. wątek polityczny)
Minusy:
- strzelanie wymaga pewnego przyzwyczajenia, specyfika naszego bohatera i retro-klimat robią swoje
- to jednak AA - bywa nierówno i momentami biednie (niektóre tekstury, drętwe animacje, Ai przeciwników, miejscami wygląda to biednie)
Reasumując, porządne AA do postrzelania, perfekcyjnie eksploruje kultowe filmy i wyciska z nich co się da. Ta gra ma wszystko co mogłem sobie wyobrazić za dzieciaka wkładając dyskietkę z biednym Robocopem 2D do Pegasusa ;)
Na dzisiaj to dla mnie gra w skali 6,5-7,5 zależnie od tego, jak bardzo lubi ktoś dawne filmy z Robocopem i retro-klimat.
Nigdy nie grałem w JRPG, ogólnie nie leży mi te klimaty.
A jednak kusi mnie ten Clair Obscur: Expedition 33, oj kusi. Cena też w miarę spoko.
Czekam, wygląda bardzo ciekawie!
W poprzednim roku po ograniu jeden po drugim AW 2, SH 2 i Dead Space Remake miałem trochę przesyt survival horrorów. Teraz znów jestem głodny ;)
A według mnie design i ogólny klimat całkiem dobrze oddaje ducha Gothica. Problemem są głównie archaiczne animacje i walka.
Pierwszego Cod-a ogrywałem w okolicach premiery, ależ to była audiowizualna miazga. Pierwsza gra w której miało się poczucie bycia na faktycznym polu bitwy, gdzie walczymy z towarzyszami broni.
Dla mnie sprawa jest prosta, czym dłuższa jest gra/ większy jej świat tym bardziej krytycznie ją oceniam zanim zabiorę się za rozgrywkę.
Mogę sobie pozwolić na przejście średniaka na kilkanaście godzin od czasu do czasu. Ale gra na kilkadziesiąt godzin musi mi zaoferować coś więcej, coś z rozmachem, coś co da dużo frajdy. Jak np. RDR 2.
I dlatego nie gram w ostatnie Asasyny.
Mój krótki ranking.
1. Assassin's Creed 3 - klimat USA, fabuła jak na tą serię niezła, efektowne walki.
2. Assassin's Creed Unity- Paryż i te tłumy na ulicach robiły wrażenie.
3. Assassin's Creed Origins- fajny klimat Egiptu, i nudy gameplayowe z erpegowymi cyferkami, które wyłączyłem po kilku godzinach.
Próbowałem trzech gier z trzech różnych epok tej serii i żadna mnie nie kupiła. Chodź III i Unity miały swoje atuty.
Po tym co spływa, recenzje, materiały widać, że to typowa Ubigra z ostatnich lat, chodź wykonana całkiem nieźle. K
Nie przedam za tą serią, gry mają ładnie wykonane światy z różnych epok historycznych, niepomiernie mnie jednak nudzą.
Obecnie jeśli chodzi o gry w otwartym świecie +50h to szanuję swój czas i wybieram tylko takie pozycje, które robią coś więcej, niż średniactwo. Swego czasu W3, RDR 2, w planach Kingdom Come 2, może GTA VI.
Lubię tę serię, ale z Exodusem mam duży problem.
Koncepcja półotwartych map spodobała mi się, nawet niespecjalnie o to chodzi. Exodus ma dla mnie trochę problemów:
- niemy bohater
- w większości nudne, przedłużane dialogo- monologi
- problemy ze strzelaniem, jakieś dziwne akcje - strzelam headshota - przeciwnik w ogóle nie reaguje
- otwarty świat sprawia, że bardziej widoczne stają się problemy z AI przeciwników, drętwe animacje, w tunelach bardziej przymykało się oko na te niedoróbki gameplayowe, szybka akcja i gęsty klimat nadrabiały
Niezły serial, dobrze ekranizuje wydarzenia z gry. Dla mnie jednak dalej świetne cut-scenki z gry dystansują wersję na mały ekran.
Dlatego obejrzę, ale bez żadnego ciśnienia.
NAWRÓCIŁEM SIĘ :)
Parę lat temu strasznie odbiłem się od RDR 2 na PS4, doceniałem widoczne od razu dopieszczone elementy, jednak głównie przez powolne tempo prologu + strzelanie na padzie zrezygnowałem.
Teraz jestem świeżo po ukończeniu RDR 2 na PC (zrobiłem prawie wszystko poza zbieractwem) i ta gra ląduje do mojej topki. Nie jest pozbawiona niedociągnięć, o których później, ale ilość świetnie wykonanych elementów i ogólny rozmach robią robotę. Jeśli chodzi o duże otwarte światy to jest, chyba druga taka gra od wielu lat po W3, która tak mnie 'zasała'. Niektóre asysyny mają bardzo ładnie wykonane światy, ale tam, zbyt wiele rzeczy mi nie pasuje (fabuła, wtręty si-fi, nie ma też tej jakości i detalu).
NA PLUS:
- najlepsza jazda konna jaką stworzono w grach, jeżdżenia jest dużo, ale przez jakość wykonania i świata wokół nas sprawiało mi przyjemność do samego końca
- przepiękny otwarty świat, nie stworzono, nic lepszego do tej pory, cudowne plenery, żyjące NPC ze swoimi rutynami, zdarzenia losowe, niektóre misje poboczne, no i fantastyczne odwzorowanie zwierząt (przy czym należy pamiętać, że to jednak gra akcji, więc nie ''poRPGujemy'' sobie)
- świetne animacje, w szczególności podziw budzą konie w ruchu, czy jeźdzcy spadający z nich podczas strzelanin
- klimat przygody Dzikiego Zachodu, po ok 100h z tą grą naprawdę, trudno mi wymyślić co jeszcze chciałbym porobić w grze o kowbojach, a czego tu nie było
- mnogość opcji wchodzenia w interakcje z różnymi obiektami, życie obozowe na +
- miejscami drobiazgowo dopracowany detal
- pomysł z rdzeniami dla mnie ok
- fabuła ma swoje momenty
spoiler start
co prawda większość historii to schemat, niekończącego się wielkiego skoku Dutcha, który kończy się katastrofą, jednak dobrze, że mamy okazję poznać przywódcę bandy, kiedy jeszcze więcej w nim charyzmy, niż szaleństwa, fajnie podbudowuje to jego postać, Arthur dostaje swój bodźiec do zmiany perspektywy w postaci choroby i też całkiem dobrze to działa, podobnie tragiczna przeszłość jego żony i dziecka, która pozwala nam lepiej zrozumieć, dlaczego, aż tak zależy mu na całej grupie, którą traktuje jak rodzinę, którą mu zabrano, cały ten konflikt Dutch vs Arthur podobał mi się, niektóre wątki poboczne też mają swój koloryt (jak np. zadanie z kobietą i synem od której Arthur pobiera haracz), podobnie uderzyła mnie postać Hosei, który z jednej strony jest jak dobry, stary wujek, z drugiej przebija z niego chciwość
spoiler stop
- strzelanie i elementy akcji są dobre (szczególnie efektowne z udziałem koni), ale też czegoś 'wow' tu nie uświadczymy, 'feeling' broni średni
ZASTRZEŻENIA CO DO FABUŁY:
Prolog jest moim zdaniem z gruntu źle scenariuszowo rozpisany, tu za bardzo zdania nie zmieniłem. Włączasz grę i masz +10 postaci na raz, o których nic nie wiesz - i szybko za wiele się nie dowiesz. Do tego cała grupa jest po przełomowym punkcie fabularnym (Blackwater). Miałem odczucia jakbym wielosezonowy serial, włączył sobie od 3 czy 4 sezonu, nie wiem o co chodzi, nie jestem zżyty emocjonalnie z postaciami w trudnym położeniu.
Całościowo uważam, że fabuła jest na całkiem dobrym poziomie, aczkolwiek, nie jest to też, jakiś powalająca historia. Jest to wszystko dość mocno rozwodnione, jeśli robi się questy poboczne to nieraz przez dobrych kilka godzin nie wiele się dzieje. Tempo jest raczej leniwe, mało było momentów w których miałem ciśnienie na dalsze poznawanie historii.
ZASTRZEŻENIA CO DO ROZGRYWKI:
Gra stawia na mocno filmowe doświadczenie, ok, jednak nie da się ukryć, że, większość misji trzeba realizować sztywno po sznurku tak jak sobie to twórcy zaprojektowali. Zdarza się nawet, że małe oddalenie się od naszych towarzyszy sprawia, że misja jest zawalona.
- Totalny brak swobody, moźna było dodać trochę misji z większą swobodą działania
- Prymitywnie odhaczane (prawie co do metra) triggery do skryptów
Ta toporność misji, trochę nie przystaje do pozostałych wysoko-jakościowych elementów gry.
POMNIEJSZE MINUSY:
- sterowanie, wolne poruszanie się postaci wymaga przyzwyczajenia
- gra nie stanowi (na PC) żadnego wyzwania, pieniędzy jest w bród, trzeba się dobrze starać, żeby zginąć w walce
- w trakcie misji nie da się zapisać gry
CZEPIALSTWO:)
Mam trochę uwag do cut-scenek. Jak cała gra jest śliczna, stawia mocno na realizm, tak trochę, te postacie są takie kukiełkowo- rockstarowe w przerywnikach, co nieco utrudnia mi wczucie się w dramatyzm ich przeżyć. Przykładowo w TLOU 2 te przejścia filmowe są ostre jak brzytwa, wszystko jest profesjonalnie wyreżyserowane, kamera jest świetnie ustawiona, wykorzystuje się światło. W RDR to często jednak wygląda gorzej. Do tego zdarzają się naiwnie wyglądające cut-scenki, gdzie nasi bohaterowie skradają się parę metrów od przeciwników i nikt ich nie widzi, albo np. przy odbijaniu Johna Marstona szantażują frontalnie całe pełne straźników więzienie. Są momenty, że robi się bardzo growo;)
PODSUMOWANIE
Pomimo tego, że nawymieniałem tu całkiem sporo uchybień, to tak naprawdę większość z nich sprowadza się do tego, że gra i opowieść ma swoje specyficzne, nieśpieszne tempo. Jeśli się to zaakceptuje, przyzwyczaji do tego gra nagradza relaksacyjną, przyjemną rozgrywką, którą trudno uzyskać w innych produkcjach. Do tego przez większość gry towarzyszy nam lżejszy kowbojski klimat. Trudno mi teraz sobie przypomnieć bardziej odprężający tytuł. To jest trochę jak z W3, jeśli rozkładać go na czynniki pierwsze do wielu rzeczy można się przyczepić, ale te świetnie wykonane elementy (postacie, dialogi, questy, wiedźmiński świat przeniesiony z książek A.Sapkowskiego) plus ogólny rozmach produkcji sprawiają, że całość ocenia się bardzo wysoko.
Z Red Dead Redemption 2 jest podobnie, są pewne niedociągnięcia, ale rozmach tego świata i dobre elementy sprawiają, że oceniam grę bardzo wysoko. Potrzeba nam takich growych projektów!
Statycznie jest spoko, klimat, grafika, muzyka, dubbing, dialogi dają radę, sporo czerpie z pierwowzoru.
W ruchu zaczynają się problemy, sporo bieda animacji, bardzo koślawa walka, i problemy optymalizacyjne.
Ekstra. SH 2 Remake to pierwsza gra z tej serii, którą ograłem - czekam na kolejne odświeżenia na tak dobrym poziomie.
Cronos The New Down zapowiada się też ciekawie, dodatkowy + za motyw podróży w czasie. Aczkolwiek, tu mam pewne obawy, bo własne projekty Blobbera, o ile mają potencjał, tak całościowo się rozjeżdżają i jest średnio.
Widać wyraźnie, że to będzie takie AA. Walka i niektóre animacje wyglądają bardzo słabo. Jak tego nie poprawią, to gameplay może być męczący.
Reszta jest całkiem spoko, klimat niezły, pomniejsze problemy są pewnie jeszcze do ogarnięcia.
Zagrać, zagram, tylko niech poprawią tą walkę. Natomiast, trochę wątpię że ten Remake przywróci do życia tą markę.
Mimo wszystko lekko przegięli moim zdaniem, biorąc pod uwagę, że to post-apo.
Trochę trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś w takich warunkach ciśnie, profesjonalnie w siłkę i trzyma michę z dużą ilością białka przez parę lat.
Tym niemniej dla mnie to nie jest jakiś wielki problem, gry mają w sobie pewną umowność, trochę przesadzona Abby dla mnie jej nie burzy.
Powielasz jakieś zasłyszane opinie z czapki, nie orientując się w temacie.
Już to widzę jak osoba trenująca wspinaczkę, dajmy na to w trójboju pokonuje kogoś, kto trenuje siłowo na siłowni pod ten sport xD
Sztangiści olimpijscy jak np. dawniej Kołecki też pewnie robią formę w górach xD
Inne dyscypliny, inna charakterystyka, wspinacz jest dobry we wspinaniu, kto trenuje siłowo jest mega silny, a kto trenuje pod wygląd, dobrze wygląda, ale jeśli w to wkłada dużo pracy to siła też idzie.
To mnie zaskoczyłeś, że to jeszcze względnie dobrze działa na GTX 1060. Sam mam właśnie taki starszy sprzęt i raczej szykowałem się kiedyś spróbować ograć KCD 2 na Geforce Now.(Obecnie nie mam czasu na tak długą grę.)
Zgadzam się, moim zdaniem niektórzy zbyt pobłażliwie do tego podchodzą skoro, nie da się być w pełni obiektywnym, to luz i skręcamy w stronę podejścia 'a mi się podoba i elo' ;)
A chyba nie tego oczekujemy od profesjonalnego recenzenta na dużym portalu?
Jasne, że recenzent, nie osiągnie 'ideału obiektywności', ale pownien starać się do tego dążyć. To powinna być naczelna zasada, którą się kierują, a mam wrażenie, że czasem autorzy recenzji za bardzo odjeżdżają w subiektywny odbiór.
Plus cenne w takim podejściu ku obiektywizmowi jest odnoszenie się do innych dzieł, rozwiązań z gier danego gatunku.
Na tym wyłożyła się trochę np. niedawna recenzja o Silent Hillu 2, pisana bardziej z perspektywy fana, który chciałby wszystko po staremu.
Nie da się 1 do 1 przełożyć czegoś sprzed 20 lat, dla mnie to oczywiste i bardziej interesowało mnie porównanie do niedawnych topowych survival horrorów np. Resident Evila i Alana Wake'a 2.
Nie mam Xboxa to i nie mam gamepassa. Tego typu rozwiązania są nie dla mnie.
Zbyt często nie ogrywam, po raz drugi i kolejny gier, ale czasem się zdarza (nawet po kilku latach). Dlatego potrzebuję stałej biblioteki gier, a nie takiej w której co parę miesięcy coś znika.
Po drugie czasowo dostosowuje ogrywanie gier pod siebie, pod obowiązki i żyćko, a nie życie ustawiam pod gierki bo akurat jest w gamepassie, np. w zimię gram zwykle sporo, latem i wiosną prawie wcale.
Nie leży mi gamepass kompletnie, chodź wielu osobom się spodoba.
Dzięki za info, lepiej celować w PC. Na premierę KCD 2 nie będę ogrywał, ale prędzej czy później przyjdzie na to czas.
Tak z ciekawości jak to wygląda w jedynce pad vs pc? Na czym wygodniej grać i walczyć?
Ja już mam tylko wersję 'digital' i jest to dla mnie bardzo wygodne.
Lepiej, gdyby pozostała opcja wyboru, cyfra siłą rzeczy zabije rynek wtórny, da monopol PS Store..
Pomimo tego, szczerze mówiąc i tak nie chce mi się bawić w kupowanie pudełek, zwykle ich nie sprzedawałem, zdarzały się problemy z czytaniem płyt, używanych gier. Na światłowodzie zakup i ściąganie idzie bardzo szybko.
Tylko ja nie kupuję tych gier, aż tak dużo. Parę rocznie, na to mnie stać. Gorzej jeśli ktoś kupuje tego więcej.
Początek jest według mnie fatalnie scenariuszowo zaprojektowany, co prawda jest jakaś sytuacja kryzysowa, która ma podbić stawkę i wkręcić gracza.
Jednakże na start dostajesz z +10 postaci. na raz, o których nic nie wiesz i niewiele cię one obchodzą.
Dla mnie ta gra jest mocno ślamazarna, od poruszania się, poprzez różne interakcje gameplayowe, tempo narracji, wiele questów.
Poległm przy RDR 2 na playstation. W sumie to nawet się nie dziwie, masa strzelenia na padzie to dla mnie udręka.
Teraz ogrywam na PC, i jest znacznie lepoej. Ma wiele zalet ta gra, przecudowny świat, chociaż dla mnie to gra na 'slow gaming' przed spaniem :D
Na swój czas W3 robił wielkie wrażenie. I trzeba przyznać, że gra dalej godnie się starzeje, ogrywałem niedawno ponownie i poza koślawymi NPC i niektórymi cut-scenkami reszta dalej wygląda nieźle. Świat jest bardzo malowniczy, aż chce się w nim przebywać.
Gra ma sporo wad i uproszczeń gameplayowych, które wielokrotnie wałkowano. Jednak całościowo dla mnie broni się.
Zresztą mało jest gier o takiej skali ok100h, bez wad. Wielbiony RDR 2 ma cudne, dopieszczone elementy, ale ma też niezbyt czytelny interfejs, sterowanie, strzelanie tyłka nie urywa, a misje często polegają na tym by kropka w kropkę liniowo iść tak jak to przewidzieli twórcy, żeby aktywować kolekny 'trigger'. Zawaliłem np. misję bo zatrzymałem się na kilkanaście sekund, by wybrać broń, a towarzysze oddali się o kilka metrów dalej. Bywa bardzo topornie to rozegrane.
Wydaje mi się, że jest to na tyle duże studio, które celuje w szerokę pulę graczy, że takich sytuacji, że coś ważnego nas omija nie będzie dużo.
Podejrzewam, że gra będzie wyraźnie sygnalizować ważne wydarzenia, które mogą nas ominąć. Może w mniejszych questach pozwolą sobie na więcej luzu w tej kwestii.
Bardzo ciekawi mnie ta gra, wiedźmiński klimat + więcej wolności i RPG.
Kij ma dwa końce. Mam PS5, więc ograć sobie jakieś Gearsy (w które nigdy nie grałem), oraz inne flagowe tytuły to ekstra sprawa.
Kupujesz sobie 'plejkę' i masz prawie wszystko.
Tylko, że brak growej konkurencji ze strony Xboxa spowodowuje prawdopodobnie spadek jakości i ilości wydawanych gier. Po co się starać, skoro nie ma konkurencji? Tylko, Nintendo zostaje, ale to trochę inna bajka.
Tak się składa, że to dziadostwo, lubiane tylko przez ułomnych Polaków ma na metacritic, prawie tyle samo pkt co wymienione przez Cb Xenogears.
Ok, pozostałe wymienione mają trochę lepsze oceny.
Mniejsza z tym, nie każdy musi kochać Gothica, ale teoria o dziadstwie, lubianym tylko u nas, nie spina się z ocenami na metacritic.
Brak otwartego świata to jednak wielki krok wstecz.
Jeżdżenie po mieście to spora część świetnej Mafii 1 i 2.
W sumie to masz rację, z tym, że często gracze sami sobie komplikują życie, robiąc zbyt wiele pobocznych rzeczy, które z czasem coraz bardziej męczą.
Myślę, że czasem (np. u mnie) to wynika z tego, że na początku gry na fali entuzjazmu, robimy te wszystkie dodatkowe kwestie z 'funem' , z czasem frajda staje się nużącym obowiązkiem, no ale będąc gdzieś w 1/2, 3/4 trudno z tego zrezygnować.
Co do kwestii jedna wielka gra versus pięć mniejszych.
Kwestia indywidualna. Dla mnie kilka mniejszych gier wygrywa przede wszystkim różnorodnością. Ale nie tylko.
Łatwiej sobie organizować czas. Kiedy wypadnie trochę rzeczy do ogarnięcia, albo gra zaczyna trochę męczyć, np. gorszymi etapami wystarczy dzień dwa trzy przycisnąć i koniec.
Skończę jedną taką grę, mogę sobie na luzie zrobić przerwę na nie wiem książkę, serial, inne obowiązki i dopiero zacząć kolejną.
Za to wielka gra wisi mi nad głową przez miesiąc, czy dwa, i muszę prawie cały wolny czas pod to układać. Co z czasem staje się dla mnie męczące, cierpią na tym inne aspekty życia. Bo pykanie po 1h dziennie sprawia, że mam wrażenie, że stoję w miejscu. Nie mówiąc już o dłuższych przerwach po których wracając czuję zbity z tropu i immersji - co ja mam w tym natłoku zadań zrobić.
Dla mnie jednak te molochy stają się w pewnym momencie nużące, zwykle gdzieś za połową pojawia się taki moment, że czuje się zmęczony wielkością świata i powtarzalnością mechanik. Pomimo, tego że gra jako całość mi się podoba.
Krótką, bądź średnią grę mogę sobie odpalić od tak sobie bez większego rozkminiania.
Nad grami na kilkadziesiąt do 100h muszę się dobrze zastanowić, czy naprawdę chcę na to poświęcać większość mojego wolnego czasu przez najbliższe 2-3 miesiące?
Silent Hill 2 Remake już za mną, to było całkiem satysfakcjonujące ponad 20h. Gratulacje dla Bloober Team, przeniesienie klasyki na bardziej współczesne standardy nie było łatwe, a jak sam pamiętam jeden z wcześniejszych trailerów wyglądał naprawdę słabo...A jednak dowieźli.
W oryginał nie grałem, to kolejny remake, dzięki któremu zapoznaję się z kultowymi grami. Mocne wrażenie zrobiła na mnie oprawa audiowizualna, pewne niedociągnięcia graficzne nadrabia projekt artystyczny, który przytłacza - mrok polany senno- depresyjnym klimatem wylewa się z ekranu i nie potrzeba tony zakrawawionych zwłok (jak w wielu produkcjach) by osiągnąć ten efekt. Fabuła jest bardzo dobra, chodź wydaje się nieco zbyt rozwleczona, o czym dalej. Klimat grozy i takiej przygnębiającej deprechy jest mocny, nie był to poziom napięcia jak np. w Alien Isolation, ale utrzymywał się na takim stałym dość konkretnym poziomie. Dźwięki i lokacje robią tu robotę, odpychające monstra też, manekiny i te zagrywki - to było dobre. Podstawa gameplayu oparta na eksploracji lokacji, otwieraniu przejści i rozwiązywaniu zagadek i walki z monstrami jest dobra.
Sądząc po większośći opinii weteranów i gameplay'i pierwowzoru udało się całkiem dobrze zachować ducha pierwowzoru. Zawsze znajdą się pedanci wytykający najmniejsze zmiany, ale tych opinii nie jest dużo, a podejście tworzenia sobie świętych ołtarzyków ze starych tytułów do których się modlimy, przechodząć je -nasty raz jest mi obce.
Teraz trochę o walce, która wzbudza sporo debat. Obawiałem się o ten element, całkiem niesłusznie bo jest ona wykonana naprawdę dobrze. Są to dość proste systemy, ale działają naprawdę sprawnie, unik dobrze wchodzi, walka wręcz jest 'mięsista', strzelanie całkiem nieźle czuć. Nawet jeśli zrobi się trochę zamieszania, bo akurat jest kilku przeciwników, to są oni na tyle wolni, że da się zrobić unik, albo odbiec. Pomimo prostoty, od początku do końca miałem poczucie 'uczciwości' starć, ginąłem rzadko, a jeśli już to zwykle popełniłem błąd.
Walka jest znacznie lepsza od Alana Wake 2, gdzie bardzo często niewiele widać, przeciwnicy szybcy, my bardzo wolni i często zostawałem wykończony przez 2-3 zwykłych wrogów z uczuciem frustracji.
Czas na jedyny poważny zarzut jaki mam do tej gry. Według mnie jest ona po prostu zbyt długa. Zarówno zagadki, jak i walki są jak najbardziej ok, ale przez długość gry trochę wkradania się monotonia i w moim przypadku zmęczenie tym nieustannie ciężkim klimatem, od którego nie ma odskoczni.
Wiąże się z tym też, problem prowadzania fabuły. I tutaj jestem lekko rozdarty, nieco rozczarowany. O ile fabuła po odkryciu wszystkich kart w finale, elegancko składa się w mocną całość, wyróźnia się na standardy growe, po prostu, aż chce mi się po ukończeniu oglądać materiały i czytać o innych zakończeniach, detalach, interpretacjach,
Tak drugą stroną medalu jest to, że w trakcie rozgrywki po intrygującym początku (mniej więcej po spotkaniu Marie i antagonisty), tempo siada, historia zaczyna się trochę wlec. Jest takie odczucie, że James lata od postaci pobocznej do postaci pobocznej, która następnie go zlewa i ucieka. Totalnie nie miałem wkrętki, aby szybko odkrywać tę historie, grałem dość nieśpiesznie, ponieważ wiedziałem, że rozwikłanie zagadki czeka na samym końcu. Długość rozgrywki i lekka monotonia nie pomaga.
Plusy:
- oprawa audio + świetny, przytłaczający wygląd oraz projekt lokacji
- koniec końców, mocna, depresyjna historia
- odrażający, paskudni przeciwnicy, sprytne manekiny, całkiem ciekawe walki z bossami
- dobre i trochę przewyższające poziomem gatunkowy standard zagadki, kombinowanie jak przejść dalej satysfakcjonuje na wzór Residentów, świetna mapa
- bardzo ładnie wykonane cut-scenki (detale mimiki na twarzy Jamesa!)
- porządnie wykonana walka, bez fajerwerków, ale na uczciwych zasadach
- prosty, ale dobrze zbalansowany aspekt survivalu, czasem zdarza się być wyzerowanym z zasobów, ale i da się odłożyć na starcia z silniejszymi przeciwnikami, które wtedy idą sprawnie
- całość ma dość intensywny surrealistyczno-mroczny klimat, jeśli chodzi o dreszczyk grozy -nie siedziałem może jak na szpilkach, ale na słuchawkach w nocy było przytłaczająco, tak to odpowiednie słowo
Minusy:
- animacje i niektóre detale, nieco odstają
- gra wydaje mi się za bardzo rozwleczona, mechaniki, które są u swych podstaw solidnie- dobre (walka, elementy survivalu, zagadki i odblokowywanie przejść) przez długość gry, trochę nużą blizej końca
- w odczuciu tym nie pomoga rozcieńczona fabuła, która przewidywalnie nabiera kolorytu i ładnie się spina dopiero w finale
Reasumując, Silent Hill 2 Remake to kawał dobrze wykonanej gry, która w moim odczuciu dobrze oddaje ducha oryginału. Świetnie było poznać tą przygnębiającą historię Jamesa, zanurzającego się w odmętach własnej traumy i tajemniczego miasteczka Silent Hill. Przemierzanie lokacji w tym świecie, w połączeniu z walką i zagadkami daje satysfakcję, a i ciarki potrafią przejść po plecach;)
Jedynym istotnym minusem jest dla mnie długość gry, przez którą wkrada się znużenie oraz sposób prowadzenia fabuły, który finalnie satysfakcjonuje, ale nie ciągnął mnie do poświęcania kolejnych godzin w trakcie rozgrywki. Wracać do tej części już nie zamierzam.
Tak czy inaczej, całość oceniam na duży + i czekam na remake kolejnej części Silent Hill od Bloober Team :)
Tak oglądam te gameplaye, czytam recenzje i nie przekonuje mnie ta gra.
Klimacior dobry, szczególnie dla nas z Europy środkowo-wschodniej. Graficznie jest nierówna.
Natomiast, masa archaizmów, błędów, problemów z AI, drętwoty NPC skutecznie odrzuca mnie od tej produkcji.
Powiem szczerze, dałbym tej grze szanse, gdyby to była produkcja na 30-40h, nie wyobrażam sobie spędzać 80-100h na łazikowaniu z miejsca w miejsce w tym drewnianym i niedopracowanym w wielu miejscach świecie.
Ta gra zadziwiająco dobrze się starzeje, sielski, malowniczy design sprawia, że wciąż wiele krwjobrazów, przy odpowiednim świetle wygląda zacnie.
Animacje też całkiem ładne i sporo detali, dialogów, smaczków.
Najgorzej wyglądają rozmowy z NPC pobocznymi, strasznie koślawe gęby, mimikę, gestykulację, ubrania mają. Niektóre cut-scenki też biedne. I tu przydałaby się poprawa, a nie w teksturach lokacji.
A co do rozgrywki, cóż z perpektywy czasu jeszcze bardziej bardziej widać, prostotę rozwiązań, 'spamowanie' wedźmińskimi zmysłami. Trzeba ją traktować bardziej jako bardzo mocno fabularyzowanego akcyjniaka, niż RPG.
Ja oceniam finalny produkt, proces produkcyjny, gdzie projekt zmienia się wielokrotnie za bardzo mnie nie interesuje.
W tej grze prawie nie ma 'tęczowych' motywów. Są ze dwa dialogi o kwestiach rasowych i to wszystko.
No, chyba że ktoś sam fakt grania czarnoskórą protagonistką za taki uważa.
Nigdy nie grałem w STALKERy i ta część raczej mnie też do tego nie zachęci. Chodź sam klimat trafia w moje gusta.
Przede wszystkim to moloch, na który trzeba poświęcić ze 100h. Nie wygląda to na tyle ciekawie, aby poświęcać, aż tyle czasu.
Trafia na półkę ogram (jak odpukać) wpadnie jakieś dłuższe L4 i nie będzie co ze sobą zrobić :)
No i te błędy i głupie AI wrogów też nie zachęcają.
Nadrabiałem trochę w tamtym roku COD-y (WWII, MW 2019, AW, Cold War) i wnioski z tego głównie takie, że już mnie nie kręci ta seria. To krótkie gry, i da się je przejść bez bólu, ale to 'coolerskie' ukazywanie wojny i żołnierzy już mi się ulewa. I ciągłe jechanie na podobnych schematach. Poza tym, chyba po prostu za dużo tego wychodzi.
Jedynie MW 2019 z wyżej wymienionych miał fajny 'feeling' strzelania i bardziej przyziemne klimaty. Cold War coś tam podziałał nieźle z fabułą, ale co z tego jak w tej grze nie ma nawet wychylania na boki zza osłon...szlag mnie trafia jak w tych niektórych Cod-ach brak mechanik które były już w jedynce.
W mulit już nie gram.
Black Ops 6 bardziej podobny do Cold War czy MW 2019?
Może kiedyś, kiedyś się ogra...
Mam nieodparte wrażenie, że wszystko co najlepsze w tej serii to świetne pierwsze Life is Strange + niezłe dopełnienie historii w Before the Storm.
I ta nowa część z tego co widzę w recenzji wpisuje się w ten trend...True Colors wydawało mi się biedne, mało postaci, wydumane problemy, miniaturowa lokacja. Ja wiem, że to specyficzny rodzaj gry, ale po prawie 10 latach oczekiwałbym jednak pewnego rozwoju, rozgrywki także, większej złożoności, dopracowania wyborów, chociaż trochę jakichś zagadek i innych pomysłów.
A tu się zapowiada to co kiedyś, tylko znacznie gorzej.
Kiedyś pewnie zagram, po dobrej obniżce.
Świeżo po ograniu Alana Wake 2 (PS5) czas na moją rozbudowaną opinię. Z tego co widzę, gra jest wysoko ceniona przez recenzentów, ale jednocześnie już w komentarze są duże rozbieżności w ocenach. Nawet niespecjalnie mnie to dziwi, ponieważ gra jest nietypowa, jak kogoś nie kupi surrealistyczna fabuła, specyficzna narracja, klimat to gameplay, też go raczej nie uwiedzie.
Mi Alan Wake 2 bardzo się podobał, pomimo nieco ślamazarnego czasem tempa i miejscami irytującej walki. Trafia do mnie cały koncept na tę grę, któremu podporządkowano wszystko. Małomiasteczkowy klimat, zagubienie w świecie własnego umysłu, czerpanie z różnych środków przekazu, specyficzny rodzaj grozy. Pomysły twórców i wizualia, a także lokacje są dla mnie bardzo udane. Te niektóre fragmenty w których na przykład na leśną scenerię nakładają się czerwone przebitki z innej rzeczywistości. Cukiereczek.
Czas ma najczęściej wymieniany minus AW2 czyli walkę. Ewidentnie postawiono tutaj na bardzo bliskie, immersyjne starcia w bliskim kontakcie z wrogiem. Pod względem klimatu, tak robi to robotę. Pod kątem samej płynności gameplayu...powiem tak, tragedia to nie jest, ale bywa męczące (tym bardziej, że orłem strzelania na padzie nie jestem). O ile pojedynczy przeciwnicy nie sprawiają problemu, a nawet i walki z bossami po kilkunastu minutach powtórek przechodziłem. Tak starcia z 2-3 przeciwnikami, wśród których były ci szybcy zawodnicy nadszarpnęły moje nerwy :P Nasz powolny bohater + dynamiczni przeciwnicy + ciemna lokacja np. z w lesie z krzakami, gdzie niewiele widać...oj nie jest to dobre połącznie xD
Plusy:
- całkiem ciekawa, zakręcona fabuła, która gra tu pierwsze skrzypce
- oryginalne pomysły narracyjne i surrealizm, zabawa formą, są fragmenty filmowe, czy musicalu
- inspiracje i nawiązania do innych dzieł, w tym ukochane Twin Peaks, czy chociażby True Detective, także inne gry studia Remedy
- oprawa audiowizualna, światło przepięknie oświetla urokliwe i niepokojące miejscówki, aż chce się robić screeny
- różnorodna muzyka także robi robotę i odpowieni nastrój
- klimat grozy, każdego co innego straszy, ale na mnie akurat przemierzanie lasu z latarką w ręku z jakimiś wątkiem ponadnaturanym w tle działa jak mało co, a tutaj jest to wykonane wybitnie tak gęsto, że można kroić nożem
- elegancko zaprojektowane i dopracowane lokacje (szczególnie te w Bright Falls), niezbyt wielkie półotwarte mapy, wypełnione zawartością, trudno się zgubić, a gdzie się nie zboczy jest coś ciekawego, skrytki, łamigłówki, notatki opowiadające o świecie, materiały TV i radia, naprawdę robią robotę te lokacje i to co w nich robimy
- jako przykład takich miejscówek mogę dać Dom Opieki Valhalla, czy Wesołe miastaczeko, a także odjechany fragment z muscalem Alana
- zagadki pisarsko-środowiskowe Alana, dla mnie spoko odskocznia od klasycznego znajdź klucz, drabinę (etc), chodź tego typu przeszkody też są
- bardziej staroszkolne podejście do oznaczania celów do zrobienia - mamy luźno wyszczególnione zadanie, a resztę trzeba sobie wykombinować, fakt ze dwa razy się na tym zaciąłem, jednak to bardziej wynik mojej chęci dokończenia lokacji na szybko i nieuważności, jeśli wszytko włacznie z mapą prześledzić znajdzie się rozwiązanie
- dla mnie całkiem spoko jest też, to że gra skupiając się głównie na warstwie fabularnej i audiowizualnej, nie jest przy tym samograjem, ani nie leci po schemacie cut-scenka - misja- cut-scenka etc, tutaj jest taki dobry miks, podoba mi się też aspekt wracania po ukończniu misji, tu nie ma magicznego teleportu po ubiciu bossa, do kolejnej misji, fajnie buduje to dla mnie ten świat i jego autentyczność
Jako rzeczy takie po prostu ok, uznałbym pozostałe zagadki, aspekt survivalowy oraz układanki na tablicy Sagi,.
Minusy:
- to co już opisywałem walka nie jest bardzo zła, ale miewa swoje istotne problemy i czasem irytuje
- tempo przemierzania lokacji, trochę takie wrażenie ogólnej ślamazarności
- specyfika prowadzenia opowieści, potrafi nieco przytłoczyć przy dłuższym posiedzeniu
- no i minus za nie do końca satysfakcjonujące zakończenie, trochę brakło takiego uczucia spełnienia po dość długiej rozgrywce, zamiast tego jest trochę taka wrzutka z czapki...i pomost do kolejnej części, trochę słabo
Czas na podsumowanie Alan Wake 2 to oryginalny tytuł, który stoi przede wszystkim zakręconą fabułą, surrealistycznym klimatem, nietypową narracją, zabawą formą. Coś na tym musiało ucierpieć, a tym czymś jest tu walka - która widowskowo wygląda na ekranie, a męczy na padzie, oraz nieco powolne tempo, czasem też męcząca narracja. Nawet dla mnie, optymalne były krótsze sesje z tą grą.
Ostatecznie jednak mnie ten klimat, ta opowieść, ten sposób prowadzenia narracji, ten rodzaj grozy kupuje. Gier klasycznie nastawionych bardziej na akcję i rozwałkę była już masa (chociażby Residenty) i cieszy mnie, że powstają też ambitne projekty stawiające akcenty na inne elementy.
The Thing zasługuje na porządnego Remake'a, albo po prostu nową odsłonę o a nie remaster..
Tym bardziej, że ta gra była średnia, nawet na swoje czasy.
Mr X wydawał mi się niezły do czasu, aż zagrałem w Alien: Isolation ;)
Oczywiście trochę tam utrudnia ekspolorację i dobrze że jest, ale przy ksenomorfie z Izolacji wypada marnie - klocowaty, wolny, niezbyt 'bystry' - można się z nim ganiać w koło stołu;)
Z Alienem wystarczyły sekundy nieuwagi i zgon i gwarantowany.
RE 4 to bardzo dobra gra, przede wszystkim gameplay jest bardzo przyjemny, jeszcze raz pewnie do niej wrócę, a nieczęsto ogrywam gry więcej niż raz.
Bardzo miodna walka, dobrze zbalansowana ilość zasobów, których zbieranie sprawia satysfakcję i 'dokładanie do pieca' kolejnych przegiętych pomysłów z biegiem gameplayu.
Fabuła jest pretekstowa, ale to taka przerysowana konwencja skrojona pod rozgrywkę.
Alien: Isolation to był sztos. Fabuła, klimat i lokacje fantastycznie odwzorujące pierwsze dwa filmy o Obcym + Alien nieustannie siedzący nam na plecach. Czekam z niecierpliwością!
Tak, trzeba do tego dążyć, ale też recenzent jest tylko człowiekiem, ze swoimi indywidualnymi cechami, a ocenia dobra kultury, które posiadają niektóre trudno mierzalne elementy.
Biorę poprawkę na to, że nie da się uniknąć pewnego subiektywizmu w ocenie, ale też recezent powinien trzymać to w ryzach.
A ja lubię dobrze zrobione remaki, dzięki nim mam szanse zapoznać się z kultowymi markami, które gdzieś mnie ominęły.
Remaki residentów były świetne, szczególnie czwóreczka, teraz czas na Silent Hill 2.
A jeszcze po drodze czas odświeżyć sobie Dead Space.
A w produkcji są jeszcze np Metal
GearSolid 3, czy Gothic.
Rozumiem, że ktoś ma przesyt, a branża nieco za bardzo patrzy w przeszłość, ale mi to leży na ten moment.
Recezent, recenzentowi nierówny i ja jakiejś batali o oceny toczyć nie zamierzam. Jednakaże, ta recenzja wydaje się być trochę zbyt surowa. Większość zarzutów z perspektywy rozczarowanego fana pierwowzoru. Poza tym jeśli daje się oceny skrajne w stosunku do innych redakcji, to nie ma co się dziwić, że budzą one emocje czytelników.
Niektórzy piszą, że właśnie dobrze korzystajmy z całej skali ocen. Fajnie, ale dobrze by było z tego zrobić jakiś ogólny trend (a ja tego nie widzę na tym portalu), a nie jednorazowe wystrzały. Dobrze by było, też wprost zasygnalizować przez redakcję powrót do 'pełnej skali ocen'.
Daruję sobie porównania do Starfielda, czy Outlaws, ale w tym roku wyszedł Alone in The Dark, czyli naprawdę biedne AA, z drewnianą walką, animacjami, ciasnymi lokacjami pozamykanymi gdzieniebądź niewidzialnymi ścianami i wleciała 8.
Tak czy inaczej w listopadzie wjeżdżam w Silent Hill Remake i wydaje mi się, że się nie rozczaruję po tym co do tej pory spływa.
To już wiem od kogo biorą się te przepłacone używki PS5 w cenie 1800zł, jak nowa Slimka kosztuje 2000zł xD Przy takiej różnicy w cenie nie widzę żadnego sensu w kupowaniu przepłaconej używki.
A PS4 dwukrotnie kupowałem właśnie używane, bo tam przebitka cenowa była konkretna.
Ale tak całkiem na poważnie, jeśli kogoś stać to cuż robić updated, mnie to nie boli.
Dla mnie wygląda świetnie, ale nie lubię Indiany Jonesa, więc wątpię że zagram.
Powiem, tak o ile świat wygląda naprawdę ładnie, wygląd i wizualia w większości trzymają klimat Gothica. Tak niektóre animacje, walka i jak to dziwnie w ruchu wygląda - jakby z jakimiś opóźnieniem to drewno niesamowite. Naprawdę niech oni się wstrzymują z tym i dopracują to ile trzeba, jakiś potencjał klimatu, ducha gry jest i szkoda by było to zniweczyć i tym samym pogrzebać pewnie markę na wiele długich lat.
Ja już olewam tą serię. W ubiegłym roku nadrabiałem sobie części sprzed wielu lat ( WWII, Advanced Warfare, Cold War, Call of Duty 2019). Pochwalić muszę CoD 2019 dobry feeling broni, ciut bardziej realistyczne podejście i przede wszystkim system wychylania się zza osłon (którego brakuje w prawie każdej części).
Reszta tego co ogrywałem to dla mnie pif paf w różnych settingach (Cold War coś tam z fabułą jeszcze działał).
Problem z tymi grami jest taki, że 'core' tych gier jest takie samo jak w pierwszym CoD, a wyszło tego wszystkiego tyle, że aż się ulewa.
Mnie nie bawi, kilkanaście razy robić to samo, do tego te gry są projektowane pod taki target nastoletni, prawie zawsze 'cool' hero w mundurach i efekciarskie akcje jak od Baya.
Nawet jako lekki odmóżdżacz, po prostu mi się nie chce.
Mi jakieś rozbudowane czynnności poboczne w Mafii nie są do szczęścia potrzebne. Jakieś drobne aktywności, typu kradzieże aut, misje poboczne od jakiegoś NPC, czy coś do porobienia w barze. I wystarczy.
Zagram z przyjemnością, wygląda całkiem nieźle. Będzie okazja zapoznać się z klasykiem w nowej odsłonie.
Bardziej chodziło mi o szersze spojrzenie 'lepsze czasy' w naszym kraju, niż tylko 'stricte' prywatne odczucia. Są pewne dane obiektywne, które pozwalają ocenić wiele rzeczy. Niektóre wymieniłem (bezrobocie, czy średnia krajowa). Czy chociażby PKB.
Cóż, mimo różnicy zdań, mam nadzieję, że w wiedźminie 4 obaj nie będziemy zmuszeni grać transpłciowym afroamerykaninem ;)
Pozdrawiam
Lata 90. w których średnia krajowa oscylowała koło 1000zł (pomimo inflacji to i tak była wtedy nędza), bezrobocie sięgało kilkunastu %, wszechobecna przestępczość, skorumpowana policja, a wyjazd za granicę to był wtedy ewenement. Nie no cudowne czasy.
Ale nie było woke i elektryków (bo większość kierowców siedziała w maluszkach i polonezach), więc luks xD
Oczywiście, każdy może mieć swoje indywidualne wspomnienia/ odczucia, może komuś akurat się wtedy w życiu układało etc. ale zachowajmy jakieś obiektywnie szersze spojrzenie na rzeczywistość.
Absurdem jest to, że bierzesz sobie wybiórczo kwestie, które są negatywne, a pomijasz wszystkie pozytywne. I z tego wychodzi Ci skrajnie negatywny obrazek współczesnego świata. Dla mnie to nie ma sensu.
Tak z ciekawości, podaj mi czasy w historii naszego kraju, które były lepsze od obecnych? Skoro te są takie do d.... to chyba nie będzie z tym problemu.
Rozumiem, że irytują Cię pewne kwestie współczesnych czasów, jednakże trzeba zachować pewne proporcje.
Standard życia w jakim żyjemy, jest najlepszy w dziejach naszego kraju. Mamy 30 lat pokoju. Możemy podróżować i odkrywać świat w stopniu o jakim nasi przodkowie mogli pomarzyć. Można tak wymieniać i wymieniać.
Tego typu kwestie się nie liczą, przez nie wiem ograniczenia w motoryzacji, skandal bokserski, czy woke w popkulturze?
Dla mnie to jest absurd. Branie jednej, dwóch, trzech rzeczy na tapet i pomijanie 30 innych na plus obecnych czasów.
Też nie przepadam za obecnymi trendami, przesadnie promującymi LGBT, woke etc. Ale serio, to są chore czasy? Bo w ulubionej gierce dadzą kilku homo za dużo, albo brzydką babeczkę, albo ostatnia burza związana z boksem na olimpiadzie. Ok, też mnie to czasem wkurzają takie rzeczy, irytowała mnie mocno np. obsada w serialu WIedźmin, bo nie pasowała do wykreowana świata.
Zachowajmy jednak jakieś proporcje, jeden dwa, elementy współczesności nam nie odpowiadają (i to nie jakoś krytycznie ważne), i z miejsca wszystko do chrzanu, wszystko do kitu xD
Nasi, dziadkowie i pradziadkowie raczej mieli trochę więcej problemów na głowie, niż takie 'pierdolety' jak za dużo 'woke' w gierce.
Największym plusem tej gry jest klimat i niezła historia, zaczerpnięta z dzieła S.Lema. Oprócz wykonanej z wyczuciem interpretacji dzieła słynnego pisarza, warto zwrócić uwagę na świetną muzykę, retrofuturystyczny design, świetne wyczucie stylu - momentami jest przepięknie, ale i obco.
Jednocześnie coś mi w tym wszystkim nie gra, tak jak powinno. Nie wiem, może to trochę zbyt wolne tempo, trochę zbytnia gadatliwość głównej bohaterki (która w 2/3 wiele ciekawego, nie ma do powiedzenia), trochę zbyt wiele ubezwłasowolnienia gracza, gdzie wszystko po kolei trzeba odklikać tak jak chcieli twórcy. Sam do końca nie wiem.
Ocena 7/10 w gatunku 'walking sim' wydaje mi się sprawiedliwa, nie jest to gra do odhaczenia w 2-3 wieczory i zapomnienia, ale nie jest to, też coś o czym będę rozmyślał i do czego wracał. A pierwsze Life is Strange w tym gatunku potrafiło to zrobić.
Cóż, czegoś brakło, może przy okazji polskiego dubbingu, zdecyduje się ponownie ograć, a rzadko mi się to zdarza.
Jak już pisałem pod innym newsem, dla mnie to wygląda naprawdę obiecująco, jest klimat pierwszego Gothica.
Po ponownym obejrzeniu materiału, chyba takim jedynym dużym minusem, są szaro-wyblakłe kolory w trakcie dnia. O ile nocne, albo mocno przyciemnione fragmenty, wyglądają soczyście, tak te typowo za dnia, np. w Starym Obozie wyglądają dziwnie.
Wydaje mi się, że nie ma co za bardzo sobie tą wspinaczka zaprzątać głowy. Pewnie to będzie kilka miejscówek w których można trochę pokombinować i powspinać, żeby dotrzeć do jakiejś skrytki.
W oryginale też była możliwość wskakiwania, no ale trochę trudno, aby w Remaku Bezi skakał po prostokątnych blokach skalnych ;D
Jak dla mnie wygląda to całkiem obiecująco. Przede wszystkim trzyma klimat pierwowzoru, a to jest bardzo istotne. Jest ponuro, lokacje dobrze się prezentują, design postaci/ potworów w większości mi odpowiada. Widać też w wielu miejscach dokładne wzorowanie się na oryginale, no ten ork w świątyni na koniec i to jak się porusza to jest 1 do 1 stary gothiczek :D
Jest sporo drewna, szczególnie w walce, ale cóż, Gothic trochę taki był. I ogólnie ten projekt to takie AA. Dla mnie spoko na ten moment.
Rozumiem co masz na myśli, ale nie za bardzo się zgadzam. Przede wszystkim wspomniane Diablo to zupełnie inny przypadek, gry z widokiem 3d z początku wieku znacznie gorzej się zestarzały. Przeniesienie tego na nowy silnik, prawie nic nie zmieniejąc moim zdaniem, to chybiony pomysł.
Ale zobaczymy jaki będzie efekt finalny.
Jeśli chodzi o Gothica 3 to tak, tu w pełni się zgadzam jest to część, która najbardziej potrzebuje remake'u z prawdziwego zdarzenia. Tam na dobrą sprawę, jest do napisania prawie cała fabuła, pod względem stylu graficznego i spójności też mocno odstaja od 1&2. Był to ambitny i wielki projekt, niestety niezbyt udany, może obecna moda na remaki da mu kiedyś drugie życie.
Natomiast nie zgadzam się, z tym, że remake jedynki jest tak złym pomysłem. Ta część ma jednak sporo bugów, niedociągnięć, kiepski interfejs. Poza tym jeśli to będzie jako tako ( powiedzmy 6-7/ 10) trzymało klimat pierwowzoru, to z przyjemnością odwiedzę kultowe lokacje w miarę nowoczesnej oprawie przed TV z padem w ręku :)
Tak jak wyżej napisał
A Remastery moim zdaniem, przeszłyby bez wielkiego echa, nie sądzę, abyt to zbudowało jakiś wielki zarobek i kapitał dla tej marki. Poza tym wyszło już tyle modów + Kroniki Myrtany, że szczerze ja pomimo bycia fanem serii po prostu już mam przesyt ponad dwudziestoletniej dłubaniny na tym topornym silniku, wątpię żebym w ogóle ograł taki remaster. Czas na nowe rozdanie, oby udane, bo jeśli będzie wtopa to zakopie tą markę na długie lata.
Lubię filmowe 'Blade Runnery', pomimo tego ta gra jakoś nie leży mi klimatem. Lokacje są ładnie dopieszczone, ale całość z tym gadżeciarstwem, cyberpunkiem i latami 30 stanowi dla mnie dziwaczne i niestrawne połączenie. Przestylizowane to jakieś dla mnie.
A jako, że poza fabułą i światem przedstawionym, nie ma tu wiele więcej to odpuszczam.
Bardzo dużo zależy od terenu. Każdy co innego może sobie wyobrazić pod pojemnym chasłem postapokalipsa :) Jeśli są względne przejezdne drogi, a my chcemy pokonywać duże dystanse, to wiadomo że auto czy nawet ten motocykl jest bezkonkurencyjny.
Jeśli mamy do czynienia z bardzo trudnym terenem, przedzieraniem się przez gęste krzaki, bagna, czy jakieś zrujnowane miasto w którym ulicami nie za bardzo można się poruszać to też, ten rower więcej będzie przeszkadzał, niż przeszkadzał.
Natomiast zakładając taką bardziej przyziemną apokalipsę, gdzie powiedzmy, że poruszamy się po takich polskich krajobrazach, wioskowo- miasteczkowych i nie mamy wielkiego rozpierdzielu, a po prostu opuszczone miejsca, trochę bardziej pozarastane, zagracone to tutaj góral >pieszo. Może i specjalnie dużo nie wrzucisz na taki rower, ale to i tak znacznie lepiej, niż wszystko dźwigać na sobie. Szybciej się przemieszczasz, zrobisz znacznie więcej km/ dzień. Nawet jeśli jedziesz wolno, w tempie prawie marszowym to mniej się męczysz. Większa szansa ucieczki.
Ale i tak na czas apokalipsy, najlepszą opcją wydaje mi się jakiś mocarny quad, nie przewróci się jak motocykl, a pokona znacznie więcej samochód. W razie kłopotów można ładować się w teren i odjazd. Dokoptować tylko do tego jakąś przyczepkę na sprzęt.
Cóż zabrałem się jednak jeszcze raz do Resident Evil Village i nawet przekonałem się do tej części :)
Pierwotnie strasznie mnie rozczarował klimat tej gry. Po mrocznej horrowej VII spodziewałem się oczywistej kontynuacji w tym stylu, z tą róźnicą, że teraz straszyć będą nas wampiry i wiedźmy z Dimitrescu na czele. Strachu w Village tyle co kot napłakał, słynna wampirzyca szybko kończy swój żywot, a zamiast horroru jest jatka. To zupełnie inna konwencja niż VII, ale jeśli się to zaakceptuje, to można całkiem nieźle się bawić.
Village czerpie garściami z RE4, tytułowa wioska w Europie, sposób zapisywania, design przeciwników, projekt lokacji, obecność postaci handlarza, jest tego multum. W zasadzie VIII jest trochę jak wersja FPP RE4 w innej scenerii. I jest to bardzo dobry wzorzec, chodź czuć trochę odtwórczość.
Przede wszystkim 'rdzeń' rozgrywki Village jest po prostu całkiem przyjemny i nieźle wykonany. Walka z przeciwnikami, rozwiązywanie dość prostych zagadek, zbieranie surowców i odkrywanie/ odblokowywanie przejść w połączeniu z bardzo dobrym projektem lokacji daje radę. Eliminacja dość charakterystycznych i różnorodnych bossów też.
Aby się tym cieszyć, trzeba jednak zaakceptować pewne rzeczy.
Fabuła ma mocny początek i koniec z twistem fabularnym i paroma smaczkami. Za to przez 3/4 gry nie dzieje się zbyt wiele i po prostu odhaczamy kolejnych bossów, w jakimś górnolotnym celu ratowania córki. Residenty z wybitnych fabuł raczej nie słynną, ale twórcy mogli się trochę bardziej wysilić.
No i właśnie to ratowanie córki - takie bardzo na poważnie w wykonaniu raczej nijakiego Ethana, trochę rozjeżdża się z 'campowym' klimatem reszty. RE4 był lepszy i spójniejszy w tej kwestii, tam ratowanie damy w opałach zgrywało się świetnie z pastiszową całością.
To o czym wspominałem wcześniej, horroru za wiele tu nie uświadczymy, jest za to totalny misz masz różnorakich stworów do tłuczenia.
Poza tymi zgrzytami, gra jest całkiem dobra. A ogólny nowy start serii od VII podoba mi się.
PLUSY:
- główny model rozgrywki, walka/ szukanie przejść, proste zagadki/ zbieractwo, jest w tym fun
- świetny projekt lokacji
- nieźle zrealizowani różnorodni, główni przeciwnicy
- 'campowy' klimat mało straszy, ale daje radę
- multum inspiracji z świetnej RE 4
MINUSY:
- ale jednak trochę odtwórcza względem 4
- przez większość gry pretekstowa fabuła
no i
spoiler start
czemu do licha Chris kompletnie olewa Ethana na początku gry, nic mu nie wyjaśnia, a pod koniec prawie wylewa rzewne łzy nad jego losem xD
spoiler stop
Podsumowując, po zaakceptowaniu stylu tej części bawiłem się całkiem dobrze. Nie mogę ucieć od porównań do RE4 Remake, i jak dla mnie czwóreczka stoi jednak oczko wyżej w większośći elementów, jest znacznie spójniejsza klimatycznie, ma trochę lepiej zbalansowany i przyjemniejszy gameplay. Aczkolwiek Village też ma swoje plusy.
Nigdy nie grałem w tą grę. Ale za dzieciaka świetnie się bawiłem w Big Scale a Racing, wyglądała podobnie.
No własnie 'kultowy' to raczej przesada. Jestem fanem filmu Carpentera, więc przeszedłem tą grę, ale z tego co mi zostało w pamięci to był średniak.
Szkoda, że nie 'remake'...The thing ma w sobie wielki potencjał, na egranizację. Gdyby do tego survival horroru w świetnym klimacie dodać jakieś porządne fabularne drzewka wyborów, które wpływałyby na to kto z naszych kompanów jest 'zainfekowany' mógłby powstać z tego świetny tytuł.
Wielokrotnie przymierzałem się do Kingdom Come: Deliverance, ale jakoś za każdym razem coś mnie zniechęca. Gra jest doceniania, średniowieczny klimat powinien mi leżeć, a jednak za każdym razem jak oglądam gamplaye, wygląda to jakoś sztywnie, drętwo, zarys historii, dialogi jakoś mnie przekonują. Mam nieodparte wrażenie, że szybko znudziła by mnie.
Może dwójka rozstrzygnie ten dylemat i w końcu sprawdzę dzieło czeskiego studia.
Do zachwytów nad Days Gone mi daleko, ale gra miała swoje atuty. Wspomniane jeżdżenie na motocyklu i walki z hordami były bardzo dobrze wykonane i przyjemne. Dla mnie na plus też, Deacon, którego dało się polubić i motocyklowy klimat, fabuła średnia - jak na dość długi open world dawała radę.
Na minus głównie powtarzalne, nudne aktywności otwartych światów, za dużo zbieractwa, nie można zabrać ze sobą za wiele amunicji, losowe powtarzające się akcje przy jeździe.
Ogólnie jednak trochę szkoda, jak na nowe IP to twórcy dali radę i mieli ciekawe pomysły.
Wizualnie jest bardzo klimatycznie, ta mgła, lokacje. Walka trochę drewniana, ale i tak chyba lepsza, od tego co zaprezentowali wcześniej. Ja zagram, chociaż nie na premierę.
Nie żałuję, że kupiłem Alone in the Dark, chociaż w jakimś stopniu zapoznałem się z klasyką gatunku.
Gra pomimo pewnych plusów (klimat, fabuła ma pewien potencjał, główny bohater, surrealizm, który lubię) to tytuł AA i to bardziej na poprzednią generację.
Walka, animacje, postacie poboczne, nijakie dialogi, mało swobody w posiadłości, klastrofobiczne lokacje z niewidzialnymi ścianami dookoła, słaby finał.
RE 2 Remake zrobił to wszystko lepiej kilka lat temu.
6/10 to chyba uczciwa ocena dla tej gry.
Dokładnie to chodziło mi na ten materiał:
https://youtu.be/fukYzbthEVU?si=Iiv_gy98xGJPe5w2
Tutaj zapowiadało się na rewolucję i znacznie większą skalę rozgrywki. Kolejne trailery były już trochę inne, i wyglądały w większości bardzo podobnie do jedynki, z pewnymi ulepszaniami. Recenzje zdają się to potwierdzać.
Pod tym kątem wydaje mi się to trochę rozczarowujące.
Dla mnie pozycja obowiązkowa, pierwsza część pomimo swojej specyfiki mi się spodobała i lubię takie intensywne, filmowe doświadczenia.
Z drugiej strony pierwszy materiał z Hellblade 2 zapowiadł 'nextgenową' rewolucją, a teraz to wygląda na po prostu lekką ewolucję i ulepszenie części pierwszej. Trochę rozczarowujące.
Nie będę się spieszył, może trochę stanieje, a poza tym gry w takim ciężkim klimacie pasują jak ulał do depresyjnego sezonu jesienno-zimowego, a nie do teraźniejszej wakacyjnej sielanki za oknem. Dla mnie to akurat istotne.
Moim sposobem na radzenie sobie ze znużeniem grami po kilkunastu latach, jest po prostu dawkowanie sobie tego dobra i dobieranie takich gier, które dadzą mi dużo radochy.
Szkoda mi czasu na gry, które są 'takie se', albo nawet i są dobre, ale mi osobiście średnio leżą. Zamiast grać w gry, które po kilku godzinach, zaczynam cisnąć byle do końca, wolę poświęcić ten czas na 'x' innych bardziej pożytecznych, albo dających mi 'fun' rzeczy.
Też wydaje mi się, że z powodów o których piszesz w 'main streamowych' grach swobodne rozmawianie z NPC, dzięki AI może i będzie obecne, ale w bardzo okrojonej formie.
Pewnie NPC będą mieli więcej do powiedzenia niż obecnie, ale nie specjalnie wierzę, że takie swobodne, rozbudowane rozmowy przyjmą się. Chociaż w bardziej niszowych projektach, pewnie będzie się z tym eksperymentować.
Będą duże problemy z tym o czym wcześniej pisałeś, żeby taki NPC był odpowiednio ocenzurowany, żeby nie był wszechwiedzący, żeby mówił rzeczy zgodne z 'lore' świata, żeby jego wypowiedzi były spójne z tym co mówią inni NPC, jak to zaprojektować, żeby te rozmowy były wplecione w 'gameplay' i fabułę, oraz żeby to było wygodne i atrakcyjne dla gracza.
Wydaje mi się, że poza projektami skupionymi stricte na tym, stosunek wysiłku jak trzeba w to włożyć, do atrakcyjności takich systemów dla gracza będzie niekorzystny dla takich pomysłów.
Natomiast jakiś bardziej ograniczony system, który generuje charaktery, jakąś prostą historię życiową dla NpC. w związku z czym później w tych kilku-kikunastozdaniowych rozmowach z graczem, mają oni trochę więcej charakteru i ogólnie do powiedzenia myślę, że niedługo może się pojawić.
Alone in the Dark to gra AA, i to taka bardziej na poprzednią generację. Ósemka w recenzji grubo na wyrost. To widać i czuć podczas grania. Gra bazuje na schemacie rozgrywki z RE 2 Remake, dla mnie ten typ rozgrywki 'daje radę', jednak nie ma co się czarować wykonanie jest gorsze, niż w kilku letniej grze Capcomu...
Poza tą rozgrywką z szukaniem kluczy i rozwiązywaniu zagadek (poza jedną dla mnie przegiętą, do tego dziwnie spolszczoną) głównie w jednej większej lokacji z plusów spodobał mi się klimat tej opowieści i wygląd lokacji, sporo detali. Lata 30 i trochę noir. David Habour w głównej roli też dobrze się sprawdza. Ogólnie w porównaniu do innych survivali gra jest lżejsza i bardziej przygodowa z elementami grozy, co mi odpowiadało, bo ileż można patrzeć na te hektolitry krwi, odrąbane głowy i makabrę.
I fabuła jest w miarę ciekawa...ale
MINUSY:
- twórcy nie wykorzystują jej potencjału
- generyczny finał z
spoiler start
rozwałką generycznego bossa
spoiler stop
- fatalne animacje w cut-scenkach
- nieciekawe w większości dialogi
- nieciekawe postacie, może poza Jeremy
- brak realnej interakcji między głównymi bohatetami
- niezbyt porywająca walka
- ciasne lokacje z niewidzialnymi ścianami
Ogóle gra była, całkiem ok, pewne pomysły i klimat mi odpowiadały, ale już do niej nie wrócę.
Oj gdyby tak drugą część w podobnym klimacie tworzył Capcom... czekałbym z niecierpliwością ?? Cóż pozostaje liczyć, że faktyczni twórcy zrobią progres.
No i ostetecznie miałem chociaż okazję zapoznać się z tą serią, a z tego co widzę ci którzy grali w oryginał nie jeżdżą po tej grze, więc w jakimś stopniu odtworzono chyba klimat tamtej produkcji.
Grałem tylko w 1 i 2.
Pierwszy Far Cry ogrywany w okolicach premiery, to był dla mnie szok. Piękna oprawa audiowizualna + całkiem spore mapy + duża swoboda + fizyka. Nie było w tamtym czasie porównywalnej strzelanki, łączącej te wszystkie elementy. Inna sprawa, że w pewnym momencie gameplay trochę siadał i bywał trochę irytujący, a mutanty były takie sobie.
Drugi Far Cry, to dla mnie duże rozczarowanie. Co prawda moje podejście do tej gry miało miejsce kilka lat temu, co też robi swoje, pewne elementy w czasie premiery musiały robić wrażenie np. otwarty świat, mechanika rozprzestrzeniania się ognia. Tym niemniej Far Cry 2 to gra, która ma swój mocny afrykański klimat, dużo ciekawych immerysyjnych zabiegów...i przy tym jest kompletnie niegrywalna.
W kompilacjach na youtubie wygląda genialnie, a w praktyce granie w nią to mordęga.
Skradanie się jest pozbawione sensu, dziesiątki bardzo podobnych posterunków i ciągłe patrole doprowadzają do szewskiej pasji, a strzelanie wygląda w ten sposób, że wrogowie widzą nas przez największe krzaczory i strzelają celnie, podczas gdy gracz nie widzi prawie nic.
Już ogrywam i powiem tak, jestem w miarę usatysfakcjonowany, jakiej gry się spodziewałem, taką dostałem. Gra podobna do RE 2 Remake, ale w trochę lżejszym tonie (nie ma tego gore, intensywności, horroru) i gorzej wykonana.
Jak na teraz, ta ocena 8 jest mocno na wyrost. To jednak gra AA i to raczej na ubiegłą generację konsol.
No jak zobaczyłem, ten korytarz z praktycznie jednym rozwidleniem, pozamykany niewidzialnymi ścianami to jednak trochę ręce mi opadły...
Dobrze siadły mi remake'i Residentów, w Alone in the Dark nigdy nie grałem, a trochę mnie ciekawi, ta zasłużona dla gatunku seria, więc wybór jest oczywisty.
A że to będzie dość krótkie AA z niedoróbkami jakoś mnie nie odstrasza.
Cieszy mnie to, że wychodzi trochę tych remaków, dzięki nim mogę ograć kilka uznanych tytułów, w które raczej nigdy bym już nie zagrał.
Książki z serii ''Pan Lodowego Ogrodu'' trochę mnie wynudziły, ale uważam, świat i historia napisane przez Grzędowicza są bardzo 'gamingowe', więc byłoby dobrze, gdyby nie zmarnowano tego potencjału.
Nawet średnio-dobre książki (a tak je oceniam) stanowią ciekawą bazę dla gier, bo w nich jednak historie (szczególnie w tych bardziej AA projektach) często są bardzo przeciętne.
Trochę szkoda, że branża zmierza w kierunku kryzysu, ale mnie jako bardziej 'niedzielnego' gracza to nie rusza. Wciąż mam zaległości do ogrania.
A jeśli będzie wychodzić mniej gier przez dłuższy czas, potestuję sobie gry, które do tej pory raczej omijałem np Finala, Yakuzę oraz gry bardziej AA.
Ale takie pytania można odnieść do wielu filmów. Jaką bliskość miałbym czuć z postacią wymyślonego niziołka niosącego pierścień w wymyślonym świecie fantasy?
Pierwsza Diuna była bardzo ładna wizualnie, ale odarta z emocji, tak jakby dominującym nad wszystkim priotytetem było zrobienie sterylnej, mało autentycznej planszy na której ustawia się rekwizyty i aktorów, tak aby ładnie wyglądały w kadrze.
A co Cię skłania do mizantropii?
A co do Diuny 2, na pierwszą część wybrałem się do kina, ale na tyle mnie rozczarowała, że drugą część obejrzę 'kiedyś' w domu, bez ciśnienia.
Dla mnie Diunie Villeneuva czegoś brakuje. Autentyczności, bliskości z głównymi bohaterami, ludzkich emocji. Większość z tego co się dzieje na ekranie, wydaje się takie zdystansowane, sztucznie poustawiane, żeby zrobić piękny wizualny efekt w kadrze.
Wygląda totalnie generycznie, mógłby się pojawić w wielu różnych współczesnych gierkach.
Czekam na ten remake, niektóre rzeczy zapowiadają się nieźle, ale to dziubdzianie grafikami stworków na 10 miesięcy przed premierą wygląda bardzo podejrzanie.
Nie nastawiam się zbyt optymistycznie do tego.
Po ostatnich fragmentach gamplayu i info raczej widać, że sequel mocno podąża drogą jedynki.
I ok, ogra się, ale na jakąś rewelacje to nie ma co się nastawiać.
Wydaje mi się, że rozumiem co 'poeta (Serth) miał na myśli' bo sam doświadczam czasem czegoś podobnego, chodź w znacznie mniejszym zakresie oraz dla mnie to nigdy nie było to jakimś wielkim problemem.
Chodzi o sam mechanizm, kiedy przyjemność, staje się męczącym obowiązkiem. Moje przykłady:
- gry - zdarza się, że gdzieś za połową szczególnie dłuższych gier(jak mnie gra szybko zniechęci to nie mam tego problemu, zostawiam bez namysłu) tracę chęci do grania, ale włącza się odruchowe myślenie skoro już przeszedłem połowę to cisnę do końca, w efekcie staram się jak najszybciej ukończyć dany tytuł, by mieć to już z głowy, co tylko zwiększa znięchęcenia, znużenie, a frajda totalnie ulatuje
- książki - mam taki (raczej głupi) zwyczaj, że jak zacznę czytać jakąś książkę, to czytam ją już do końca, nieważne jak bardzo by mi nie podchodziła, zdarzały się książki, które mnie przerosły wydawały mi się raczej na popularno-naukowe, a później zawierały naukowo- fizyczne teorie, których nie ogarniałem, ale i tak musiałem dojechać do końca
- świeżutki temat, ostatnio sobie dodałem kilkanaście filmów z lat 70 do listy do obejrzenia do końca roku, i wszystko szło fajnie, bardzo dobrze mi się je oglądało, ale ostatnie 3, 4 pozycje to już z poczucia obowiązku dopełnienia mojej misji do końca domęczyłem;)
Przykładów dużo, ale dotyka mnie to w sumie rzadko. Staram się rozsądnie dobierać dobra kultury i planować ich konsumpcję;) Ale czasem coś przeszacuję, a poczucie zaplanowanego obowiązku do wypełnienia nie pozwala mi tego, od tak sobie zostawić i zająć się czymś innym.
Mała adnotacja co do mojej opinii:)
Właśnie ukończyłem po wielu latach Metro 2033 i...jednak trochę mi ten Exodus zbladł;...Ok, twórcy faktycznie mocno czerpią z pierwszych dwóch części, zrobili grę po swojemu w dawnym stylu (bez tysiąca znaczników, czynności pobocznych) i jest sporo klimatyczno- immersyjnych zabiegów.
Ale...w warstwie fabularnej, w narracji, w klimacie jest jednak znacznie uboższy.
Metro 2033 dużo w sobie zawiera, mocna postapokalipsa, elementy grozy (np. powidoki zmarłych, nawiedzony pociąg), elementy horroru (jakieś pojedyncze jumpscary nawet są), jest makabreska w stylu - kumpla z oddziału wcąga jakaś bestia i nie wiele z niego zostaje, są momenty psychodeliczne, jest ciekawy wątek próby komunikacji istot pozaziemsnkich.
W Exodusie tego (prawie) nie ma. Jest za to postapokalipsa w lżeszej wersji i kalejdoskop ludzkich sekt- zwyroli z którymi trzeba się uporać. Główna fabuła też nie porywa. Trochę bieda pod tym względem.
Fakt, Metro 2033 jest toporne, dużo akcji jest zbudowanych na skryptach, i sypaniu bestiami na łeb w ciasnych arenach. Ale kurcze, ta gra ma swoje momenty i robi robotę.
Np.
- akcja gdzie w kilku wojaków szykujemy się do odparcia ataku bestii, słychać ich odgłosy w tunelu, jest napięcie w dialogach, krótka wizja (atak czarnych), po których ledwo stoimy na nogach, no i jatka z potworami
- akcja, gdzie nasi przeciwnicy walczą w burzy ze skrzydlatymi demonami a my przemykamy w pobliżu
- finał na wieży z wizjami
Z Exodusa, tego typu intensywnych momentów jednak nie zapamietałem.
Zacznę od tego, że bardzo podoba mi się ogólny koncept Metro Exodus. Połączenie mniejszych otwartych światów, z liniowymi lokacjami rodem z poprzednich części okazało się świetnym pomysłem. Nie wyobrażam sobie, aby po prawie 10 lat od Metro 2033 dalej poruszać się oskryptowanym korytarzem przez prawie całą grę. Exodus jest świetnym kompromisem, i bardzo brakuje takich strzelanek w których mamy otwarte, ale niezbyt wielkie mapy. Do tego brak znaczników, rozwijania postaci, i innych bzdetów. Jest za to staroszkolne podejście i mocne stawianie na narrację.
Otwarte mapy są według mnie idealnej wielkości, są bardzo ciekawie zaprojektowane, praktycznie, każda wyróżniająca się, większa lokacja, albo jest wykorzystywana w wątku fabularnym, albo zawiera w sobie jakiś element wyposażenia. Są korytarzowe lokacje, są pół-otwarte światy, dla każdego coś się znajdzie.
Pomimo tego wielkiego plusa, nie obyło się bez zgrzytów i to dość poważnych.
Plusy:
- ciekawy koncept podróży pociągiem przez postapokaliptyczny świat
- Exodus pomimo wyjścia na powierzchnię i więcej swobody, dalej podtrzymuje klimat pierwszych części, bardzo dużo immersyjnych zabiegów i detali
- świetnie zaprojektowane lokacje, będące kompromisem pomiędzy otwartym światem, a liniowymi poprzedniczkami
- zróżnicowany klimat miejscówek, które przyjdzie nam zwiedzić
- bardzo dobry system modyfikacji broni
- cykl dobowy i zmieniająca się pogoda
Minusy:
- niemy bohater plus przeciągane wywody postaci pobocznych, które często brzmią bardziej jak deklamowanie monologu, niż naturalny dialog, jest tego bardzo dużo w tej grze i brzmi dziwacznie, wręcz kuriozalnie, nie pomijałem dialogów, żeby czegoś nie przeoczyć ciekawego, ale czasem zgrzytałem zębami
- niestety, ale nieco toporny model strzelania, problemy z AI przeciwników, średnie animacje są bardziej widoczne w otwartym świecie, to co uchodziło kilka lat temu, w ciasnej lokacji, gdzie rozgrywka była szybsza, a przeciwnicy walili nam się na łeb, w Exodusie znacznie bardziej rzuca się w oczy
są sytuacje, że przeciwnicy nie widzą nas, kiedy stoimy dwa metry od nich, działają z opoźnieniem, bestie potrafią się czasem zakołować, albo przejść bardzo blisko nas bez reakcji
do tego strzelanie, szczególnie na początku przed ulepszeniami nie daje, aż takiego 'feelingu' jak w starszych odsłonach - zdarzały się sytacje, że trafiałem z kałasznikowa headshoty bez reakcji wrógów, jak mniemam przez niskie statystyki/ zabrudzenie karabinu
- fabuła jakąś rewelacją nie jest
- zdarzały się drobne glicze, 2x crashe
Metro Exodus uważam za dobrą grę, super pomysł z wyjściem do większych, różnorodnych, dobrze zaprojektowanych lokacji, ale z zachowaniem klimatu i poszanowaniem dwóch pierwszych części. Problem trochę stanowi to, że nieco leciwe mechaniki rozgrywki, dużo bardziej kłują w oczy w tym bardziej otwartym świecie. No i ten nieszczęsny zabieg z odebraniem mowy Artemowi. Mam nadzieję, że jeśli zagramy jeszcze kiedyś w jakieś Metro, będzie to postać z własnym głosem, charakterem, prowadząca ciekawe i naturalne (!) dialogi z towarzyszami.
U mnie to wygląda tak...czym dłuższa gra, tym więcej czasu poświęcam na rozkminianie (recenzje, gameplaye), czy się w ogóle za grę zabierać;) Poza tym jestem bardziej krytyczny dla dłuższych gier, i coś musi mnie mocno zachęcić do zagrania.
Po prostu poświęcanie kilkudziesięciu godzin na grę, która jest 'taka se, średnia' jest dla mnie marnotrawieniem cennego czasu. W przypadku krótszych gier, podchodzę do tego z większym luzem, nawet jak się bawię średnio to i tak te kilka wieczorów odżałuję.
Poza tym w przypadku dłuższych gier dochodzi u mnie czasem czynnik znużenia zwykle, gdzieś za połową gry. Ostatnio tak miałem z Days Gone.Wtedy z trybu relaks przy gierce wchodzę w tryb 'muszę to w końcu doklepać do końca'.
No właśnie publicystka, jakaś polemika różnych twórców, recenzentów między sobą, ciekawe opinie, ale w takiej treściwej sprawnie zmontowanej ok 20 minutowej formie. Tego mi brakuje, bo te podcastowe kumpelskie ględzenie o wszystkim +1h jest jednak trochę nużące i mało w nim 'mięsa'.
To wszystko prezentuje się słabo... Czas na takie oświadczenie i zmiany był wtedy, kiedy zaczęli odchodzić członkowie dawnej ekipy TvGry. Trochę to wygląda tak, jakby nie mieli wtedy żadnego konceptu co dalej i tak dryfowali sobie, aż do teraz.
Po drugie pomysł na nowe TVgry, który ma być kopią śmieszków z TZO niespecjalnie mi się podoba. Trudno będzie nowym twarzom zdobyć sympatię widzów, konkrując ze starą ekipą. Mnie osobiście ten styl nagrywania filmów już męczy, dlatego rzadko oglądam TZO, mi to się kojarzy już z takim ''brandzlowaniem' się swoimi własnymi żartami, aż do przesady. A Tvgry spóźnienie o kilkanaście miesięcy chcą to kopiować. Dla mnie słabe.
Ale za to kontent z ludźmi z GOL może mnie zaciekawić.
Ja mam pozytywno- mieszane odczucia co do tej gry.
- bdb wykonane jeżdżenie motorem i hordy
- fabuła z grubsza daje radę, a walka jest przyzwoita
Ale za to mamy: natłok typowo openworldowych czynności do robienia, które powtarzają się i ciągną przez całą grę. Przez większość gry nie możemy zabrać ze sobą zbyt wiele amunicji, a i nawet scraftowanych rzeczy, więc nieustannie czegoś brakuje. Wala się tego pełno dookoła, a amunicję można bez problemu kupić w obozach. Ale zapasu sobie nie zrobisz, więc kręcisz się przez pół gry jak ta łajza od obozu do obozu, albo po krzakach.
Zgadzam się. Przede wszystkim w tym materiale sprzed roku:
https://youtu.be/fukYzbthEVU?si=uxcyH4kzfqXE_GMh
gra zapowiadała się na next-genowe sztosiwo z nowymi rozwiązaniami.
A ten dzisiejszy trailer, jest mocno rozczarowujący w porównaniu do wcześniejszego. Zwykły sequel bardzo podobny do jedynki.
Ograć ogram bo lubię jedynkę, ale dla mnie status tej gry z wyczekiwania z niecierpliwością, zmienił się na 'kiedyś tam się ogra'.
Pierwszy zwiastun - gameplay sprawiał wrażenie raczej rewolucji i znacznie większej skali naszych walk.
Natomiast ten wygląda na klasyczny sequel, ta sama formuła z ulepszeniami. Znowu będą jakieś zagadki z dopasowaniem kształtów, raczej ograniczone lokacje, walka klimatyczna, ale ponownie bardzo 'ciasna' i na swój sposób skromna, kamera bardzo blisko zawieszona, skupienie wszystkiego na Sensui.
Cóż, mi to przypadło do gustu w pierwszej części. Zapewne przypadnie i w drugiej, ogram z przyjemnością.
Ale po tych fragmentach już widać wyraźnie, że jakiejś 'miazgi' i rewolucji zasad rozgrywki to nie ma co się spodziewać.
Oby tylko znowu nie dali jako grywalnej postaci - jakiegoś obleśnego debila w typie Trevora - bo kolejna część GTA przez to mnie ominie
Symulatory chodzenia mają tę zaletę, że są ''uwolnione'' od walki w gameplayu. Twórcy mogą więc brać się za tematy, filmy, czy nawet książki (jak w przypadku Niezwycięzonego), których przełożenie na inne gatunki gier jest bardzo, trudne czy wręcz niemożliwe.
Wyjątkiem są chyba jedynie przygodówki.
Jest w tym sporo racji, i jak ktoś robi małe i krótkie przebiegi głównie, to mniejsze autko ma duży sens.
Aczkolwiek, jeśli ktoś robi sobie od czasu do czasu jakieś dłuższe wyjazdy poza miasto, to różnica między mały bzikiem, a starszym, ale większym autem o lepszej mocy jest bardzo dużo. Szczególnie jeśli jedziesz w kilka osób, masz bagaże.
Zwróciłbym też uwagę na C.Mulligan w filmie pt 'Obiecująca Młoda Kobieta'.
W sumie to 'Między słowami' i Bill Muray.
Dla mnie ten Final był rozczarowaniem, było trochę udanych pomysłów, ale jakoś nie chwyciło mnie to.
Rozbudowana mapa, wiele królestw rywalizujących ze sobą i pięknych miejscówek. Tylko, co z tego, jeśli w praktyce te epickie miasta okazują się zwykle, ciasnymi, pustymi planszami do siekania.
Fabuła, czym dalej, tym robi się coraz bardziej wtórna. W skrócie od kryształu, do kryształu. I do final bossa.
Dorosłe tematy, przeplatają się z jakąś dziecinadą.
Wątek prześladowań tych naznaczonych jest tak mdły, prowadzony na jedno kopyto, że przy 1/3 się odechciawa.
Rozczarowały mnie też te super- epickie walki... Tak są fajnie wyreżyserowane, dużo się dzieje, jest rozmach, ale naprawdę czytając te zachwyty spodziewałem się nie wiadomo czego. A tu:
destrukcja otoczenia - żadna, areny puste, fizyka naszego eikona budzi politowanie - porusza się po prostu jak pacynka dla dzieci, brak jakichś naprawdę imponujących starć, w których bierzemy udział w jakichś wielkich bitwach.
Właśnie ukończyłem Days Gone na PC - zajęło mi to ok 60h (wszystkie wątki ukończone, hordy zlikwidowane, odpuściłem sobie tylko drobiazgi, znajdźki, roślinki), więc czas na parę słów podsumowania. A jest o czym pisać, bo to całkiem duża gra, wciąż budzi spora zainteresowanie, związane z brakiem sequela oraz wiele w niej dobrych, jak i nie do końca udanych rozwiązań.
Dwa bardzo ważne plusy na początek:
- jeżdżenie motocyklem, a także jego ulepszanie jest całkiem dobrze wykonane, widać, że przyłożyli się do tego i bardzo dobrze, bo masę czasu spędzamy w tej grze na dwóch kółkach, zawinięcie na drifcie pół metra przed nosem bięgnącej hordy po prostu daje ubaw ;)
dziurawy bak może być irytujący, szczególnie na początku zabawy, aczkolwiek tyle się o tym naczytałem przed zagraniem, że byłem bardzo przeczulony na tym punkcie i jakoś to zakceptowałem bez bólu
- hordy są naprawdę świetnie wykonane, agresywne, szybkie, z rozmachem - walka z (minimum kilkudziesięcio- maksimum kilkusetosobową) podnosi adrenalinę, a wydajność podczas tych starć nie spada, są też dobrze umiejscowione w otwartym świecie - jest ich kilkadziesiąt w dzień jest spokojniej bo chowają się do jaskiń, w nocy poruszają się po swoim obszarze - natknięcie się na taką 'pielgrzymkę' w nocy, szczególnie na początku gry robi robotę ;) nie wiem czy to nie są najlepiej wykonane zombi-podobne istoty z jakimi zetknąłem się w grach, a już na bank w otwartym świecie
Także, te podstawowe założenia są wykonane ciekawie, i dobrze. Do plusów można też zaliczyć:
- sprawnie poprowadzoną fabułę, kilka wątków jest całkiem ciekawych, nie jest to coś powalającego, wiele tutaj klisz postapokolipsy, ale jak na sandbox daje radę, a z pewnością zostawia w tyle większość Assasynów, przede wszystkim główna postać Deacon jest bardzo dobrze zarysowany i zagrany, fakt to taki oklepany 'łobuz o gołębim sercu', ale pasuje do tej opowieści i z przyjemnością ogląda się jego grymasy twarzy, ironię etc
- walka jest po prostu dobra
- bardzo podoba mi się to, że jest bardzo dużo rozmów przez krótkofalkę podczas jazdy motocyklem, są lepsze/ gorsze dialogi, ale urozmaica to rozgrywkę i jazdę najczęściej w samotności
- ładny, otwarty świat ze zmieniającą się pogodą
To wszystko co wymieniłem do tej pory, daje naprawdę solidne podstawy tej grze, te naważniejsze elementy są wykonane dobrze, no ale....Ale jest takie, że jest też sporo, raczej pomniejszych minusów, które w tej grze mnie irytowały.
- dziurawy bak zaakceptowałem, ale dziurawy magazynek już nie ;) fakt, że przez długie godziny (gdzieś 1/3, 1/2?)gry mogłem zabrać jedynie po kilkanaście naboi do trzech rodzajów broni podnosił mi ciśnienie, wiele razy podczas samego dojazdu na misję wystrzelałem z połowę zapasu na przypadkowych gagatków, ok niby można skręcić gdzieś i sobie pozbierać na boku, ale ciagłe zsiadanie z motoru i szwędanie się po okolicy, gdzie znowu spotkasz jakąś łajzę którą trzeba odstrzelić xD, podczas, gdy akurat chcesz wykonać misję jest niebywale wnerwiające, a na zapas i tak nie nazbierasz - dopiero później są sakwy i jest trochę lepiej
bardzo podobnie jest jeśli chodzi, o potężniejsze scraftowane fanty jak np. mołotow, przez 3/4 gry są do dyspozycji 3 miejsca na kotajl mołotowa (niezbyt silny), 3 bombki rurowe i czasem okazjonalny granat wpadnie, i w zasadzie koniec...poważnie w grze w której można walczyć z hordami? takie kłody pod nogi?
oczywiście hordy można sobie zlikwidować na koniec, ale satysfakcja z tego jest mizerna bo większość tych około 100-osobowych likwiduje się wtedy już bez wysiłku
W grach bardziej stawiających na survival jak TLoU, Metro czy Residenty, te braki amuncji, raz, że podbijają ciężki klimat przetrwania, oszczędzasz, celujesz w głowę, czasem omijasz przeciwników, a dwa kiedy już nachomikujesz trochę na zapas przy starciu z jakimiś trudniejszym przeciwnikiem, masz satysfakcję, że opłacało się oszczędzać.
Tu to kompletnie nie działa, bo aż tak ciężkiego klimatu to tu nie ma, pomykasz sobie jednak motorkiem, a wszystko wala kilogramami dookoła, a na zapas i tak sobie nie pozbierasz bo twórcy tak to wymyślili. Po prostu jesteś zmuszany do upierdliwego ciągłenia łazikowania i zbierania przez co najmniej 1/3 gry
- przesadzono z ilością losowych zdarzeń (snajperzy, pułapki na drodze, ratowanie jeńców etc) fajnie, że to jest i urozmaica podróż, ale jest tego za dużo, powtarza się i wykonane to trochę byle jak jednak
od razu dodam też, że trochę za dużo tutaj przypadkowych walk po drodze, znowu fajnie, że są, ale za dużo tego, zdarzało się takie combo (stado wilków, świrusy, a 20 m dalej bandyci)
- sposób wydawania zleceń z obozów przez radio jest trochę męczący, kropelkują tymi zleceniami po 1, po 2 akurat jak jesteś w kompletnie innym miejscu, przez co krążysz między obozami po kilkadziesiąt razy
- bardzo dużo jednak powtarzalnych i z czasem męczących aktywności, obozy, punkty Nero, uwalnianie zakładników, gniazda, pod koniec to już miałem tego dość, trochę też brak urozmaicenia, to jednak dość długa gra, a to co w pierwszych 10h będziemy robić do samego końca, nowości jest niewiele, głównie kilku przeciwników
- sporo czarnych ekranów, zaliczyłem chyba ze 4 crashe, niektóre postacie poboczne wyglądają jak pół d.... zza ;), trochę gliczy, czasem powtarzanie tych samych dialogów przez radio, no są różne tego typu niedociągnięcia
- mam też duży niedosyt związany z hordami, czapki z głów jak twórcy je wykonali, w otwartym świecie są zaimplementowane dobrze, kto, chce to likwiduje, kto nie to ucieka, szkoda tylko, że misje fabularne z hordami można na palcach jednej ręki policzyć, i nie są też jakoś szczególnie rozbudowane
a korzystając z istniejącej już mechaniki hord + skryptów + odwiedniego wyreżyserowania można było dać graczom naprawdę epickie misje, już to widzę jak np. bronimy obozu przed atakującą hordą, którą wlewa się z wszystkich stron
niewykorzystany potencjał
Nawymieniałem tych minusów, chodź tak naprawdę grało mi się całkiem przyjemnie i uważam, że wiele tych najważniejszych rozwiązań jest dobrze zrobionych. Koncept jeżdżenia motorem w świecie postapokalipsy opanowanym przez hordy uważam za ciekawy. Fabuła z motocyklowym zacięciem i Deacon dają radę. Po prostu trochę to wszystko się rozmywa w tej irytującej drobnicy minusów i powtarzalnych czynnościach.
Na więcej niż 7/10 ta gra dla mnie nie zasługuje. Chodź jak na pierwszy tak duży projekt studia Bend i tak jest dobrze, sequel prawdopodobnie zawiesiłby poprzeczkę trochę wyżej. Szkoda może kiedyś wrócą do Days Gone, bo potencjał w ich pomysłach np.hordach drzemie duży.
Więcej dopracowanej fabuły i epickich walk z hordami, trochę mniej powtarzalności oraz wyeliminowanie pomniejszych niedociągnięć i błędów i byłby HIT.
Bardzo lubię markę TLoU, te gry są wykonane świetnie z wieloma detalami, ale też są dość krótkie, liniowe, nie specjalnie złożone gameplayowo (szczególnie Part 1). Ile można do nich wracać, i recyklingować to samo?
Dodatkowo obejrzany przeze mnie serial tylko wzmocnił u mnie lekkie znużenie tą historią.
Czekam po prostu na Part III i coś nowego.
A jeśli chodzi o remaster Part II, to tylko zrobienie całkowicie osobnych ścieżek dla Ellie i Abby (coś a la Resident Evil 2) + kilka nowych etapów, byłoby w stanie przyciągnąć do ponownego ogrania tegio tytułu. Taką historię tyko Ellie od początku do końca wziąłbym.
Ta seria utkwiła w martwym punkcie. Przy takim cyklu wydawniczym co rok nie ma co się dziwić. Co tam można wymyślać ciekawego rok w rok w bazującej na skryptach strzelance?
Różne settingi od historycznych do si-fi, otrzaskane. A w wielu odsłonach widać po prostu pośpiech i wtórność.
MW z 2019 było całkiem udanym pewnym odświeżeniem serii, no ale teraz mamy znowu trzeci raz to samo, i to w gorszym wydaniu.
Gdyby tak twórcy odeszli od wydawania tego prawie co roku i daliby sobie więcej czasu, pewnie dałoby się coś ciekawego i chociaż trochę odświeżającego zawsze wymyślić. Multi wystarczyłby aktualizacje, zamiast nowych części.
No, ale jeśli kasa się zgadza to wydawcy przecież sami sobie od koryta nie będą zabierać.
Mam Premium od paru lat i nie żałuję, ani złotówki na ten cel. Z youtube'a korzystam codziennie minimum 2/3 godziny, ten serwis praktycznie zastąpił mi dawną TV. Uważam, że dwadzieścia parę zł za kilkadziesiąt godzin korzystania miesięcznie to dobra cena.
W sumie to mamy bardzo dobry rok dla survival horrorów. Alan Wake 2, Dead Space Remake i RE 4 Remake. Ok, te dwa ostatnie to remaki, ale twórcy włożyli w nie tyle pracy, że są prawie jak nowe odsłony.
Fajnie, że każdy ma swój własny, odrębny klimat, AW 2 pokręconą fabułę z psychodelą, DS to brutalne si-fi, a RE4 to bardziej akcyjniak z elementami grozy.
Mam pytanie do ogrywających, jak to jest z tymi cieniami- przeciwnikami. Czy można ich omijać, czy zawsze się materializują? Od czego to zależy?
Bardzo pozytywne recenzje, i bardzo duże rozczarowanie. Gra ma swoje momenty, ładne cut-scenki, fabuła jest poniekąd ciekawa. Właśnie poniekąd bo pomysły wyjściowe są może i ciekawe, tak czym dalej tym historia robi się coraz bardziej rozleczona, nudna, wtórna, w większości robi to samo
spoiler start
3/4 fabuły głównej to podróżowanie od kryształu do kryształu i niszczenie go, które zawsze są niewystarczająco pilnowane pomimo tego, że wszyscy wiedzą, że Clive je niszczy po kolei
spoiler stop
Fakt, jest chociaż trochę ciekawych postaci pobocznych. Całość tworzy też nijakie wrażenie przez pomieszanie brutalnego świata, z jakąś dziecięcą wręcz infatylnością.
Wątki z tymi naznaczonymi to zwykle mdła paplanina na jedno kopyto, która ciągnie się przez całą grę.
Zadania poboczne w większości słabe.
Gameplay też zawodzi, szczególnie walki ze zwykłymi przeciwnikami, którzy są gąbkami na pociski.
Historia tego świata, jest ogólnie ciekawie rozpisana i rozbudowana, są różne królestwa, konflikty etc. Tylko co z tego skoro, kiedy przychodzi co do czego to te piękne, epickie miasta okazują się wąskimi tunelowi planszami do siekania. Ładnie rozpisana na papierze wydmuszka.
I na koniec te owiane sławą starcia z bossami. Fakt, są niezłe. Ale po tych peanach pochwalnych, byłem jednak trochę rozczarowany. Wyobrażałem sobie nie wiadomo, co, a w efekcie mamy ładne wyreżyserowane, ale nie wiele więcej starcia.
Walcząc Eikonem, destrukcja otoczenia żadna, w sumie puste i sterylne areny, brak epickich walk w których zmiatamy/ depczemy konwencjonalnych przeciwników, fizyka naszego eikona żadna rusza się i porusza jak pacynka.
Ogólnie rzecz biorąc jestem srogo zdziwiony, że w gra w której bardzo dużo rzeczy nie gra otrzymała tak dobre recenzje. Niektóre ocierające się o jakiś zachwyt.
Pytanie do Karola Łaski czy bez znajomości części pierwszej można sensowanie pograć i zrozumieć fabułę?
Mocno ciekawi mnie ta gra, ale szczerze mówiąc te wymagania mnie nie za bardzo obchodzą bo i tak będę ogrywał to na konsoli. To nie jest FPS, żeby granie na padzie w czymś przeszkadzało, może nawet wręcz przeciwnie.
Oceniam tylko singla - jakoś nie chce mi się wracać po latach do multi, potrzebne by było sporo czasu, aby rdza zeszła ;)
Z tych odsłon serii Call of Duty w które grałem Modern Warfare z 2019 roku, stawiam wysoko bo w top 3. Klasyka (COD 1, UO i 2), Modern Warfare 4 i Modern Warfare 2019 to taka moja topka. Nowe MW kupiło mnie przede wszystkim bardzo dobrym modelem strzelania oraz bardziej stonowaną i przyziemną kampanią. Dalej to Call of Duty, więc są skrypty i sporo się dzieje, ale klimat ze stylu Michela Baya niektórych odsłon, zjeżdża co nieco w bardziej realistyczne kierunki, co mi bardzo odpowiada.
Plusy:
- oprawa audiowizualna
- świetne strzelanie z różnorodnych broni
- bdb system korzystania z osłon, który w końcu daje możliwość sensownego strzelania, zamiast zmuszania gracza do ciągłego parcia na przód
- fabuła i przerywniki filmowe, jak na Coda dają radę
- bardzo klimatyczne misje z oczyszczania budynków
- mało QTE i jakichś przegiętych misji strzelania z działek i pościgów (WWII o tobie myślę!)
- pewną nowością jest duża ilość cywili i ich cierpień, gra zyskuje w końcu trochę realizmu, i sprawia, że gracz staje się uważny w niektórych misjach i nie strzela do wszystkiego co się rusza
Minusy:
- fizyka jest bardzo skromna, nie wiele rzeczy ulega destrukcji
- większe mapy wyglądają gorzej graficznie
- gra waży bardzo dużo, do tego ciągle się aktualizuje, męczące i toporne to wszystko
- to jednak typowy COD i chodź jest to zgrabniej ukryte, niż w starszych częściach, to daje się czasem odczuć, że w niektórych misjach, aby popchnąć gameplay do przodu, bardziej niż celne strzelanie liczy się dotarcie do określonego punktu, wtedy wrogowie ustępują
Podsumowując, w końcu bardzo dobre Call of Duty.
Moim zdaniem twórcy ten problem z gier RPG pt. mam ratować brata, siostrę, przyjaciela, kraj, świat, ale pójdę pomóc komuś znaleźć zagubiony naszyjnik, poszwędam się tu i tam i trochę poexpię rozwiązali genialnie.
Większość osób rozegra to standardowo robiąc masę questów i otrzyma adekwatne zakończenie. Jeśli jednak ktoś jest naprawdę zdeterminowany losem brata ma szansę na ukryte zakończenie.
Twój wybór graczu. Mnie Jorn odpoczątku w.....ł :D więc nie miałem żadnych hamulców w powolnym zwiedzaniu całego świata ;)
Mój ranking wygląda tak:
1. III
2. Unity (przeszedłem 2/3 do czasu, aż na skutek nierobienia żadnych pobocznych aktywności moja broń biała zabierała tyle co nic przeciwnikom).
3. Origins (pograłem z godzinę).
I koniec. Nie mogę się przekonać do tej serii, koncept skrytobójcy w różnych realiach historycznych ciekawy, lokacje naprawdę ładnie wykonane (Boston w wersji zremasterowanej i Paryż- ahh te tłumy NPC). W teorii fajnie, w praktyce nic mnie nie ciągnie do tych gier, nawet III, która bardziej mi podeszła to było, takie granie bo granie z braku laku. Za tydzień już zapomniałem o tej grze.
Gry nie dla mnie, a biorąc się za tą serię celowo wybrałem gry z trzech generacji można powiedzieć i interesujących mnie 'settingach'.
Na wspomnienie, o tych asasynach moim odruchem jest 'oeesu jak mi się nie chce po tym dużym świecie łazić i robić te nudne w większości zadania i aktywności).
No i pięknie! Irlandczyk prawdę mówiąc mnie wymęczył i ogólnie nie przekonał, lepiej sobie powtórnie odpalić Kasyno, bądź Chłopców z ferajny. Ale Czas krwawego księżyca zapowiada się znacznie ciekawiej.
Zgadzam się z opinią, ta gra naprawdę godnie się starzeje. O ile androidy i ludzcy przeciwnicy oraz ich zachowanie trochę tracą myszką, są niezbyt lotni i sztywni, tak główny bohater, czyli Alien trzyma poziom, dalej wygląda ładnie i potrzebuje sekund, żebyt dorwać gracza.
Zgadzam się, dla mnie Obcy:Izolacja w tym filmowym uniwersum stoi za pierwszymi dwoma filmami z obcym. Klimat, klaustrofobiczny nastrój zaszczucia, statek kosmiczny, który przemierzamy, detal jak żywcem wyjęty z tych filmów. Perfekt. Kolejne filmy o Obcym dało się obejrzeć, ale to już nie było to, dlatego wyżej cenię sobie grową Izolacją.
Poza tym ta gra naprawdę straszyła. Świadomość, to poczucie, że Alien niestannie siedzi nam na ogonie i mało chwil wytchnienia budowało mega napięcie.
No i główny bohater gry - Alien jest wykonany z należytym szacunkiem, ma ładne animacje, jest szybki, agresywny, nie spotkałem się z sytuacją, żeby się zgliczował, skołował, nie zauważył mnie kiedy byłem odsłonięty, czy łaził bez sensu, narobienie hałasu to gwarancja jego przybycia - a to bardzo ważne dla budowania napięcia, klimatu.
Grę ogrywałem rok temu.
No i ta nieprzewidywalność zachowania Aliena robi robotę. Pamiętam jak przy ogrywanie Resident Evil 2 Remake sporo graczy zwracało uwagę na Mistera X, który podąża za graczem i nie da się go zabić.
U mnie po Izolacji budził on uśmiech politowania, przy Alienie to był powolny, drętwy kloc z którym można było się ganiać w kółko stołu :D
W końcu z wieeelkim opóźnieniem świeżo ukończyłem Metro: Last Light (pierwszą część ograłem z +10 lat temu i trochę obie te części zlewają mi się w całość, chodź pamiętam, że Metro 2033 było znacznie trudniejsze, jeśli chodzi o dostępność zasobów).
Cóż Metro ma przegenialny klimat zaszczucia i postsowieckiej postapokalipsy. To jest jedna z nielicznych gier w której faktycznie czujesz, że świat dookoła jest maksymalnie niebezpieczny. Przemykasz po ciemnych, klastrofobicznych korytarzach, a kiedy wychodzisz z maską gazową na twarzy na zewnątrz, z miejsca odczuwasz że, bestie tu rządzą.
Gra pracuje na ten 'klimat' szeregiem elementów, oszczędny interfejs, wschodnioeuropejski styl, duża dbałość o detale - szczególnie w stacjach, dialogi, specyficzne bronie, brutalność tego świata. Wszystko to zasługuje na docenienie i tworzy spójną całość. Gra nie jest jednak pozbawiona wad, chodź wspomniane wyżej zalety sprawiają, że schodzą one na dalszy plan i nie psują za mocno wizerunku całej gry.
Plusy:
- strzelanie z broni jest po prostu bardzo przyjemne
- klimat metra
- dbałość o detale, mnóstwo dialogów dziejących się gdzieś w tle i pogłebiających świat Metra
- poczucie zaszczucia
Minusy:
- nie zaszkodziłoby nieco więcej swobody, a mniej korytarzowści
- przeciwnicy nie grzeszą inteligencją, a po wyłączeniu źródeł światła stają się totalnie ślepi, ich eliminacja jest przyjemna, ale bardzo łatwa, a chyba nie do końca tak to powinno wyglądać
- fabuła jest ok, ale bez fajerwerków, pierwsza część bardziej mnie pochłonęła
WWII to był mój powrót do serii Call of Duty po latach. Lata temu zatrzymałem się na MW2. Chciałem sobie przypomnieć sobie klimat z pierwszych dwóch drugowojennych części w bardziej nowoczesnej oprawie i z grubsza ta gra mi to dała. Ale nic ponadto.
Plusy:
- bardzo ładne cut-scenki
- jest 'jakaś tam' historia wojenna w tym zawarta, trochę ponaciągana i patetyczna, ale idzie to strawić jak na CoD
- strzelało mi się w tych drugowojennych klimatach po prostu nieźle
- na plus etapy w leśnych sceneriach, miały dobry klimat i efekty wizualne
Minusy:
- za dużo niepotrzenych QTE
- słabe etapy w czołgu i samolocie
- ogólnie za mało jest gameplayu, a za dużo ciągłego odrywania gracza wspomnianym QTE, scenkami w których nie mamy kontroli nad postacią, waleniem z działek, sterowaniem czołgiem etc
- totalne przegięte sceny typowe dla filmów Baya - jedna czy dwie były by w porządku, ale jest tego za dużo - psują w miarę realistyczny drugowojenny klimat
Reasumując, miła przypominajka dawnych drugowojennych części, można ograć i zapomnieć. Przez tyle lat seria nie wiele poszła naprzód w kwestii gameplayu (cut-scenki na plus), a odnoszę wrażenie że trochę się uwsteczniła tym ciągłym zabieraniem graczowi kontroli nad postacią.
To już jest totalne przegięcie Remaster gry sprzed 3-4 lat, który dalej wygląda i działa świetnie.
Zainteresowałoby mnie to jedynie jeśli w tej wersji reżyserskiej dano by możliwość
spoiler start
przejścia całej gry tylko Ellie, (zamiast wcielania się w postać Abby, mogliby dodać jakieś etapy Ellie pomiędzy Seattle, a mieszkaniem w domku na farmie z Diną, a w starciu wieńczącym wątek Seattle sterowalibyśmy Ellie, a nie Abby). Ale to i tak się nie wydarzy.
TLoU2 jest dość długą grą i o ile za pierwszym podejściem granie Abby mi nie przeszkadzało, o tyle przy drugim przejściu jak już wiedziałem fabularnie co i jak, granie tą postacią było dla mnie męczące, a sama gra mi się dłużyła w końcówce.
Nie chce mi się wracać kolejny raz do tej gry z uwagi na to.
spoiler stop
Aha, czyli za normalną sytuację uważasz zorganizowane ściąganie na naszą granicę imigrantów przez rosjan i białorusinów?
Skoro uważasz, że zagrożenie naszej granicy było bzdurą.
AH zrobiła totalnie polityczny film, włożyła kij w mrowisko, więc teraz biadolenie o tym jak to dzieło jest 'niesprawiedliwie' atakowane jest śmieszne.
Ten film to manifest polityczny, wypuszczany na dokładkę na podgrzanie atmosfery tuż przed wyborami.
Pani AH może sobie odhaczyć za zaliczone kilka punktów z planu putinowców planujących tą operację np. dzielenie polskiego społeczeństwa, obniżanie zaufania do polskich służb mundurowych, deprecjonowane Polski w oczach naszych sojuszników, zaognianie konfliktów politycznych. Piękna robota pani Agnieszki!
Żenujące jest moim zdaniem to, że AH urządza sobie 'roast' straży granicznej w przypadku kiedy Ukraina dalej jest rujnowana przez tych samych ludzi, którzy organizowali kryzys u nas. Ludzie tacy jak Damian Duda, czy Mateusz Lachowski ryzykują życie pomagając ukraińcom, a AH widocznie uważa, że to jest świetny moment, żeby akurat dowalić polskim służbom i dolewać oliwy do ognia w kraju.
Z perspektywy lat po wygaszeniu konfliktu ok, ale teraz? Kręciła jakieś fabularyzowane nie wiadomo co o wydarzeniach dosłownie sprzed roku. Rozumiem jakiś dokument z relacją z obu stron, ale nie ponaciągany, kłócący polaków wyciskacz łez, z 'wydarzeniami', na które nie ma dowodów.
Ciekawe, czy pani AH odważyłaby się na ten wspaniały pomysł, gdyby Kijów padł, a my i państwa bałtyckie oprócz fali zorganizowanej imigracji, na głowie wojska rosyjskie realnie ustawiające się z ciężkim sprzętem i siejące chaos w pobliżu granic. A to nie był scenariusz si-fi 1.5 roku temu.
Te dwa przykłady zgonów z TLoU mnie nie ruszyły za bardzo. Ogólnie ten serial z perspektywy czasu jest to takie 7/10, ok ale za rok niewiele będę z niego pamiętał.
Śmierć Eddiego ze ST4 była bardzo kiczowato- przerysowana i z tego powodu jakoś trudno uronić nad nim łezkę.
Z Sarą Lynn się zgodzę to było mocno dołujące.
Tak na szybko, to śmierć Charliego z 'Lost' bardzo utkwiła mi w pamięci.
A według mnie świat W3 jest piękny, i to że nie ma gęsto poukładanych charakterystycznych budynków/ lokacji świetnie pasuje do tej gry. Świat w książkach też jest taki stosunkowo przyziemny jak na fantasy. Przemierzenie tego sielskiego świata (te widoczki w różnych porach dnia) jest tym, co sprawia, że korci mnie wrócić do Wiedźmina.
Gameplay jest faktycznie płytki, tu nie ma o czym gadać.
Obecnie po takiej eksplozji AI, te czasy pracy nad nowymi grami powinny się skrócić. Ale zobaczymy jak będzie w praktycie.
Wygląda to naprawdę obiecująco. Trzyma klimat, twórcy puszczają oczko do fanów np. nieudaną próbą skradania się.
Z minusików:
- kolory trochę zbyt wyblakłe
- kopacze mogliby wyglądać na bardziej styranych (ubrania)
- bariera jest słabo widoczna, a dodawała ona dużo klimatu w oryginale
Szkoda bo Darkwood miało naprawdę dobry, ciężki klimat. Niby taka skromna graficznie gra w rzucie z góry, a potrafiła dać dreszczyk strachu w oczekiwaniu na nastanie dnia.
Trójkę pominąłem, zbierała opinie/ recenzje znacznie gorsze od 2 i 4. Pooglądałem też trochę gamplay'e i jakoś mnie nie chwyciło.
Sposób budowania świata Gothica jest świetny, ale nie jest uniwersalny dla wszystkich opowieści, w tym właśnie nie pasuje do Wiedźmina 3.
Ma po prostu swoje ograniczenia. Wymaga wcielania się w postać, która przechodzi drogę od totalnego zera do bohatera, świata, który ma ograniczoną wielkość (na dzisiejsze standardy jest maksymalnie średni wielkościowo), konstruowania mapy w ciasny, mocno zagęszczony sposób, wszystkie ważniejsze punkty są dość blisko poupychane, wymaga też podbijania stopnia trudności przeciwników z każdym kolejnym rozdziałem, wymuszone jest budowanie opowieści w pewien określony sposób (coraz większy napór zła, inwazja orków, poszukiwaczy etc.). Poza tym w związku z wyżej, wymienionymi w Gothicach jest dużo dreptania, i łażenia po tych samych lokacjach.
To wszystko kompletnie nie pasuje do Wiedźmina 3 i moim zdaniem dobrze, że twórcy nie poszli w tę stronę. Po prostu taki ogólny koncept W3 to napisany i już silny bohater Geralt, przemierzający wielkie połacie wiedźmińskiego świata na płotce w poszukiwaniu Ciri, który przy okazji (bo coś robić trzeba poza wątkiem główny) wykonuje różne zadania i zlecenia wiedźmińskie.
Różne poziomy tych samych potworów, są skutkiem takiej koncepcji, a twórcy widocznie chcieli uniknąć level scallingu. Wyszło to trochę pokracznie, ale mi to jakoś mocno nie przeszkadza, rozumiem zamysł twórców i nie psuje to dla mnie jakoś rażąco W3.
Dzięki Remake'om zabrałem się za tą kultową serię. Po dwójce, przyszła pora i na czwórkę. Teoretycznie taka rozwałka ze sporą domieszką gore i horroru, to nie jest typ gry dla mnie. Raczej wolę, tytuły z poważniejszymi historiami. W RE 4 bawiłem się jednak świetnie. Idealna gra dla mnie na odstresowanie, na godzinkę, dwie dziennie. Gameplay dostarcza wiele zabawy, a kiczowaty klimat pasuje do całości.
Dzięki Remake'owi 2 zapoznałem się z serią, która zawsze jakoś mnie omijała. Świetny klimat, trzeba rozsądnie oszczędzać zasoby, spoko zagadki. Dobra gra.
Co pana Mistera X, nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, ani też nie irytował. Przy Obcym z Izolacji to jest groźny jak przedszkolak;) Niezbyt szybki, łatwo go wymanewrować, zabija dopiero na kilka razy. Ksenomorf to był killer, sekundy i zgon (szczególnie do czasu zdobycia miotacza ognia).
Bardzo możliwe, że w PART III będzie dużo Ellie i bardzo dobrze. Wydaje mi się, że jej historia zamknie się w trylogii, tym bardziej, że teraz po całkiem udanym serialu, wątpliwe jest odejście od tej postaci.
Wydaje mi się, że trylogia z Ellie i zamknięcie jej historii jakoś ładnie się klei. A ewentualne kolejne gry z serii powinny mieć już całkiem nowe postacie, może trochę inna formułę. Co za dużo to nie zdrowo.
Co do tego zabiegu z grania Abby i Ellie w PART II. Za pierwszym razem zaskoczył mnie ten pomysł, i jednak zrobiło to jakieś wrażenie, poza tym po prostu zasuwałem napędzany chęcią poznania fabuły i jakoś nie przeszkadzało mi to.
Natomiast przy drugim spokojniejszym podejściu, szczerze mówiąc przejście na postać Abby stało się mocno męczące, historię już z grubsza znałem, więc żadnego efektu zaskoczenia - że gramy drugą stroną konfliktu już nie było. Miałem już całkiem fajnie wyposażoną postać Ellie, a tu trzeba od nowa wszystko zbierać z nową postacią... Historia też jest według mnie gorsza, mniej angażująca, i o ile wątek miłosny pomiędzy Diną, a Ellie był jakoś tak zgrabnie pokazany, tak historia Lev mnie irytowała.
Sekwencje z Ellie trzymały też według mnie lepszy klimat, jeśli kiedyś będę przymierzał się do ogrania po raz trzeci PART II to konieczność grania postacią Abby skutecznie mnie do tego zniechęci.
Zaliczyłem nie tak dawno podejście do F2, sporo fajnych, klimatycznych smaczków. Ale to strzelanie przeciwników, którzy celnie trafiają z kilometra przez jakieś krzaki rujnuje zabawę.
No i te nieszczęsne posterunki.
Jestem tego samego zdania. Pamiętam jaki byłem nakręcony w okolicach premiery G3, później musiałem jeszcze trochę poczekać na sprzęt, który grę pociągnie.
I to wielkie rozczarowanie...Modele postaci nienaturalne jak z plasteliny, cudaczne animacje walki, brak fabuły głównej, mało ciekawych questów.
Dla mnie tej gry żaden mod nie naprawi. G3 się kwalifikuje tylko na totalny remake z od nowa napisaną fabułą.
Swego czasu ogrywałem oryginalne Layers of Fear, gra miała swoje plusy: całkiem ciekawy koncept, zagłębiania się w umysł artysty- malarza, który popada w szaleństwo, niezły klimacik grozy, fabuła całkiem ok.
Z minusów to jednak dość ograniczona gamplayowo gra, a przemierzenie surrealistycznych podobnych korytarzy w różnych konfiguracjach po pewnym czasie mnie po prostu zaczynało nużyć - było tego za dużo.
Całościowo spoko gra, takie naciągane 7/10, ale na wyłącznie na raz. Kompletnie nie mam ochoty wracać do tego tytułu, a dwójka patrząc po gamplay'ach niczym mnie nie zachęca.
PS: Czy w tym remake'u zrobiono coś z tym beznadziejnym angielskim dubbingiem, który dziwacznie wykrzykuje swoje linie dialogowe psując wiarygodność przyzwoitej fabuły?
Ciekawy jestem jak twórcy poradzą sobie z Silent Hill 2, jeśli dadzą radę chętnie ogram ten kultowy tytuł.
Te kilka lat temu, kiedy miał miejsce rozpad ekipy od Dziejów Khorinis, odruchowo wydawało mi się, że to główny pomysłodawca projektu Dark ma rację, a ''buntownicy'' narobili kwasu w zespole.
Czas pokazał, kto miał rację. Ekipa od Kronik Myrtany zrobiła świetny mod, a team Darka stoi w miejscu i mało tego dalej stosuje jakieś matactwa o stanie projektu i lubuje się w wodolejskich oświadczeniach o niczym konkretnym na kilka stron.
Bardzo dobrze, że to wyciekło, chociaż jasno widać, że kompletnie nie ma co czekać na Dzieje Khorinis. Wcześniej też wydawało się to podejrzane i wielkich oczekiwań nie miałem, ale jednak myślałem, że może trochę gorszy od Kronik Myrtany mod, ale w końcu kiedyś zrobią.
Pitbull jest dobry, ale stoi dla mnie jednak niżej niż, Glina. Dzisiaj to dokumentalizowane, bujanie kamery na wszystkie strony trochę irytuje, i wymaga przyzwyczajenia. Ogólnie wykonaiw mocno- przeciętno serialowe w porównaniu do ''Gliny''.
Dla mnie jest, miałem swego czasu HTC Desire Z, i po pewnym czasie wolałem używać klawiatury dotykowej.
Nie zgadzam się, dla mnie poziom trudności G2 NK jest idealny. G2 jest OK po tym względem, ale tylko dla graczy niezaznajomionych z serią, którzy tak na luzaku sobie grają, nie robią wszystkich questów, nie zbierają itemów.
Jeśli trochę znasz te serie i robisz/ zbierasz wszystko po kolei, szybko robi się zbyt łatwo. A smoki są dość trudne przez regenerację, ale przez to trzeba po prostu trochę pokombinować z czarami przywołania, bądź trochę po-ekspić ;) W G2 poza smokami praktycznie nie ma bossów, więc jeśli na te kilka sztuk trzeba trochę się wysilić to w czym problem?
Mnie to nieustanne ''''szczelanie'''' już w jedynce zaczynało nużyć :) Do kolejnych części nawet nie podchodzę.