Film jest z pewnością dobry i dobrze zagrany, pewnie jest nawet potrzebny, ale nie chcę i nie będę go oglądać bo to nie są miłe tematy i nie chcę się nimi zajmować.
Jeżeli mężczyzna używa przemocy fizycznej i psychicznej w stosunku do kobiety, to trzeba mu połamać ręce i nogi, a jak wyzdrowieje zrobić to jeszcze raz a nie celebrować to na ekranie. To nie jest dla mnie temat na ekranową dysputę o filozofii i życiu, to jest realny problem który powinien znaleźć realne rozwiązania.
Czytając tą recenzję miałem jedno w głowie - JPRD kolejny przykład degeneracji człowieka, nie autora recenzji bo tu w porządku, ale autora filmu i ochoczych odbiorców. Patoreżyser z pokiereszowaną psychiką, ubierający swoje zwyrodniałe dzieła w kożuszek sztuki filmowej, epatujący swoim wewnętrznym nieuporządkowaniem na społeczeństwo. Ani te jego filmy w większości nie reprezentują rzeczywistości, przynajmniej te, które miałem okazję skonfrontować, ani w niczym nie pomagają jeżeli chodzi o problemy, które autor z taką "wnikliwością" adresuje. A jak go znam to z pewnością po raz kolejny wyszło mu, że wszystkiemu winna polskość, tradycja, rodzina i religia. Miał pewnie chłop trudne dzieciństwo, czego mu współczuję, widać to po nim, ale nie znaczy że muszę mu towarzyszyć w jego nie kończących się traumach. Ogólnie Smarzowski do lekarza, film z opisu do śmietnika.
Nie chcę oglądać go nigdy więcej, ale doceniam każde jego uderzenie.
Nie chcę oglądać go nigdy. [kropka]
Niewielu jest w polskim kinie reżyserów, którzy zdolni są przyciągnąć widza samym nazwiskiem. Do tego nielicznego grona należy Wojciech Smarzowski – choć jego nazwisko równie często jest czynnikiem zachęcającym do pójścia do kina, co ostrzeżeniem.
Niewielu jest w polskim kinie reżyserów, którzy zdolni są zniechęcić widza samym nazwiskiem. Jego nazwisko to wielka czerwona lampka.
Każdy, kto miał okazję zaznajomić się z materiałami promocyjnymi tego filmu, był świadomy, że wybiera się na produkcję, której tematem będzie problem przemocy domowej.
Dlatego się nie wybiera.
a i przemoc psychiczna jest w tym filmie obecna i jest równie dotkliwa. Jakbyśmy byli w głowie bohaterki, która na pewnym etapie jest niemalże w amoku. Nie wie, co jest prawdą, co wytworem wyobraźni. Jej życie to nieustanna niedola, a manipulacje psychiczne stosowane przez męża kompletnie odbierają jej poczucie sprawczości i czynią bezsilną.
To fakt, spory problem, mam znajomego strasznie zniszczonego przez przemoc psychiczną swojej żony. Cierpliwie to latami znosił i odpierał. Nigdy nie odpowiedział przemocą, ani psychiczną, ani fizyczną. Zachował jednak resztki sprawczości. Zwrócił się o pomoc na zewnątrz. Profesjonalni prawnicy udowodnili, że nie jest prawdą iż kobieta może sobie pozwalać na wszystko. Poniosła dotkliwe konsekwencje prawne za swoje znęcanie i poczucie bezkarności. Dobrze dla niego. Taki film byłby pewnie dla niego sporym wkur* jeżeli przypisuje problem tylko do jednej płci.
Chyba najbardziej zbliżonym filmowym doświadczeniem do oglądania tego filmu, jakie miałem był seans Nieodwracalnych Gaspara Noe, gdzie ta przemoc była inaczej dawkowana, ale równie dojmująco pokazana.
O matko i córko, to dopiero zachęta. Wyszedłem z tych Nieodwracalnych w środku i prawie się nie porzygałem. Do wytrzymania takich filmów trzeba mieć mózg zryty psychopatyczną sieczką.
Nazwijcie mnie masochistą, ale chyba wolę filmy, które zostają mi w głowie na dłużej, nawet jeśli robią to przemocą, niż produkcje, o których zapomnę w przeciągu kilku godzin.
Zgodnie z życzeniem - jesteś masochistą.
Nie jestem jednak w stanie z czystym sumieniem polecić tego filmu komukolwiek, dlatego też nie napiszę wprost, czy warto wybrać się na niego do kina czy też nie. Mam jednak nadzieję, że moja recenzja uświadomi niezdecydowanych, którzy chcieliby się na tę produkcję wybrać, na co w ogóle się piszą. Po tym filmie będzie Wam niedobrze. Ja nigdy więcej nie chcę go oglądać. Nie podobał mi się. Nie podobały mi się emocje, które we mnie wzbudzał. Miałem ochotę wyjść z tego seansu.
Zgadzam się, nie polecaj - po pierwsze nie szkodzić. Mi od samego czytania o tym filmie robi się niedobrze.
zastanawiam się czasem czy potrzebujemy w ogóle jeszcze filmów Smarzowskiego. Czy dodatkowe zohydzanie rzeczywistości, która z dnia na dzień coraz bardziej skutecznie sama siebie nam zohydza, jest jeszcze komukolwiek potrzebne?
Ja się nie zastanawiam - nie potrzebujemy.
Cieszę się jednak, że go obejrzałem, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało, bo porusza ważny temat, o którym powinno się rozmawiać.
Nielogiczna konkluzja, brak konsekwencji, tanie usprawiedliwienie dla odchyłów psychicznych autora filmu. I co zrobisz z tym ważnym tematem po tym filmie, poza zaspokojeniem swojego nie wiadomo nawet czego.
"Zbrodnia i kara" to z pewnością książka dobrze napisana, może nawet potrzebna, ale nie chcę i nie będę jej czytał, bo temat, który podejmuje, nie jest miły, i nie chcę się nim zajmować. Jeżeli student zabije kobietę, to powinien dostać siekierą w łeb, trafić do szpitala, a jak wyjdzie, powinniśmy jeszcze raz zdzielić go siekierą, przewieźć do szpitala, a następnie umieścić w więzieniu. To nie jest dla mnie temat na literacką dysputę o filozofii i życiu. Morderstwo jest realnym problemem, który powinien znaleźć realne rozwiązania.
Świat wokół mnie jest wystarczająco przemocowy, żebym jeszcze dołował się, czytając książki. To kompletnie nie mój klimat, wystarczy, że sto lat temu przeczytałem "Makbeta" Szekspira.
Ciekawe porównanie do "Nieodwracalnego". Tamten film pięknie niszczył psychikę widza.
Film jest z pewnością dobry i dobrze zagrany, pewnie jest nawet potrzebny, ale nie chcę i nie będę go oglądać bo to nie są miłe tematy i nie chcę się nimi zajmować.
Jeżeli mężczyzna używa przemocy fizycznej i psychicznej w stosunku do kobiety, to trzeba mu połamać ręce i nogi, a jak wyzdrowieje zrobić to jeszcze raz a nie celebrować to na ekranie. To nie jest dla mnie temat na ekranową dysputę o filozofii i życiu, to jest realny problem który powinien znaleźć realne rozwiązania.
Mam to samo, świat wokół jest wystarczająco przemocowy żebym jeszcze się dołował w kinie. Kompletnie nie mój klimat, wystarczy że sto lat temu obejrzałem "Plac Zbawiciela".
Moze dzieki temu ktos wreszcie odwazy sie i pojdzie na policje, kiedy po raz kolejny uslyszy w bloku jak facet żoną mebluje mieszkanie.
Przemoc domowa jest w naszym kraju masowa, rocznie wydaje sie 60 000 niebieskich kart, zapewne jest to ulamek tego, co sie dzieje w domach, bo nie wszystkie ofiary znajduja odwage, by zglosic przemoc.
Moze po obejrzeniu filmu i przekonaniu sie jak to wyglada kogos ruszy sumienie i w koncu zwroci uwage. Chocby dlatego taki film jest wart obejrzenia.
"Zbrodnia i kara" to z pewnością książka dobrze napisana, może nawet potrzebna, ale nie chcę i nie będę jej czytał, bo temat, który podejmuje, nie jest miły, i nie chcę się nim zajmować. Jeżeli student zabije kobietę, to powinien dostać siekierą w łeb, trafić do szpitala, a jak wyjdzie, powinniśmy jeszcze raz zdzielić go siekierą, przewieźć do szpitala, a następnie umieścić w więzieniu. To nie jest dla mnie temat na literacką dysputę o filozofii i życiu. Morderstwo jest realnym problemem, który powinien znaleźć realne rozwiązania.
Świat wokół mnie jest wystarczająco przemocowy, żebym jeszcze dołował się, czytając książki. To kompletnie nie mój klimat, wystarczy, że sto lat temu przeczytałem "Makbeta" Szekspira.
The last of us to z pewnością dobra gra i dopracowana gameplayowo, pewnie jest nawet potrzebna, ale nie chcę i nie będę w nią grał bo to nie są miłe tematy i nie chcę się nimi zajmować.
Jeśli mężczyzna zabije dziesiątki niewinnych ludzi tylko dla zaspokojenia własnej potrzeby bycia ojcem spowodowanej utratą córki to trzeba mu przestrzelić obie nogi i przypie*dolić kijem golfowym w łeb. To nie jest dla mnie temat na gamingową dysputę o filozofii i życiu, to jest realny problem który powinien znaleźć realne rozwiązania.
Ten film jest promowany myślą że to są ważne tematy i że trzeba je poruszać. Tyle że moim zdaniem to tylko kolejna próba zarobienia pieniędzy na kontrowersyjnym temacie czyjegoś cierpienia, bo prości ludzie lubią oglądać na ekranie jak inni cierpią.
Chętnie bym usłyszał waszej opinii na temat samego filmu, tak abyście mogli użyć swojej erudycji w tym temacie.
Wbrew temu że napisałem że nie chcę go oglądać, wiem na temat tego filmu całkiem sporo a to co napisałem jest moją opinią. Nie podoba mi się natomiast że wysmiewacie się z tego co napisałem bo temat przemocy w stosunku do kobiet (i każdego) jest śmiertelnie poważny. No ale to jest Internet i każdy coś "zabawnego" musi napsać.
"Zbrodnia i kara" nie jest prostą opowieścią o przemocy, powinieneś to wiedzieć. Porównywanie Szekspira którego czytamy nie dla fabuły tylko np. dla pięknego języka jest dla mnie bardzo zabawne, to ci się udało, rozbawiłeś mnie, nie wiem czy w sposób zamierzony.
umiejętność odróżniania świata gier od świata realnej przemocy jest istotny w tym temacie.
Moim zdaniem "The last of us" nie jest dobrą grą, może jest dopracowana pameplayowo, ale porzebna z pewnością nie jest, bo wszystko spłyca poważne problemy. Jej celem, gdybyś nie wiedział, jest zarobienie kasy dla jakiegoś milionera któy ją sfinansował, nie przenoszenie głębszych treści.
Niepotrzebnie się aż tak bardzo obruszyłeś z powodu żartu, którego celem było jedynie ukazanie absurdu przeświadczenia, że dzieła kultury (w tym filmy) nie powinny podejmować tematów aktualnych i trudnych. (Notabene, Mickiewicz poświęcił znaczną część "Salonu warszawskiego" temu zagadnieniu, apelując o rezygnację z klasycystycznego podejścia do sztuki na rzecz wprowadzania do dzieł literackich swoistego weryzmu czy frenezji, które maja wymiar aktualny i prospołeczny; stąd też pojawiające się w jego utworach obrazy przemocy i brutalności, które w ówczesnych czytelnikach budziły wręcz niesmak). To oczywiste, że nie każdy ma ochotę babrać się w tym, co Strachow nazwał (w kontekście Dostojewskiego) "przeklętymi problemami". (A przypominam, że w "Zbrodni i karze" znajdziemy nie tylko drobiazgową deskrypcję morderstwa dwóch kobiet siekierą, ale też opis samobójstwa, próby gwałtu czy pedofilskich marzeń Swidrygajłowa). Wielu ludzi szuka w kulturze przede wszystkim eskapizmu. Niemniej jednak sugerowanie, że kino powinno się trzymać z dala od problemów społecznych (w tym przemocy wobec kobiet) jest co najmniej dziwne. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że kulturę cenimy m.in. za to, że może pełnić funkcję wychowawczą i przyczynić się - w sposób mniej czy bardziej pośredni - do zmiany mentalności odbiorców, a co za tym idzie - do zmiany otaczającej nas rzeczywistości. I to niezależnie od intencji (np. głównie materialnej) twórców, ponieważ w ostatecznym akcie odbioru liczy się to, co Umberto Eco nazywał "intentio operis".
Filmy też nie muszą być "prostymi opowieściami o przemocy", choć ukazywanie "przemocy" może być ważnym środkiem "retorycznym", który służy celom wychowawczym. Co więcej, filmów nie oglądamy tylko "dla fabuły", ponieważ delektować się można (podobnie jak w przypadku literatury) również formą dzieła (zdjęcia, muzyka, charakteryzacja, montaż itp.). I na deser: autorzy (w tym Dostojewski) piszą książki m.in dlatego, żeby mieć pieniądze na życie czy "zarabiać miliony". To samo dotyczy artystów, filmowców, rysowników i wszystkich innych twórców kultury.
Nawiasem mówiąc, Dostojewski napisał znakomite studium przemocy (zwłaszcza psychicznej) mężczyzn wobec kobiet. To opowiadanie zatytułowane "Łagodna", które zostało już kilka razy zekranizowane (przez Polaków, Francuzów i Rosjan). Wersja Bressona weszła do klasyki światowego kina.
https://www.youtube.com/watch?v=f1n52bn1BxE
że dzieła kultury (w tym filmy) nie powinny podejmować tematów aktualnych i trudnych
Nic takiego nie napisałem.
Wręcz przeciwnie uważam że tematy aktualne powinny być najczęściej poruszane, a tematy trudne niepomijane.
Napisałem: "nie chcę i nie będę go oglądać bo to nie są miłe tematy i nie chcę się nimi zajmować"
Napisałeś, że przemoc wobec kobiet nie jest tematem na "ekranową dysputę". Odnosiłem się przede wszystkim do tych słów.
Cytuję:
To nie jest dla mnie temat na ekranową dysputę o filozofii i życiu, to jest realny problem który powinien znaleźć realne rozwiązania.
Jedno nie przeczy drugiemu: można "dysputować" w dziełach kultury o poważnych problemach i można równocześnie poważne problemy rozwiązywać. Ba, czasem się zdarza, że "dysputa" w dziełach kultury nie tylko jest konsekwencją społecznej doniosłości problemu, ale też w ogóle uświadamia odbiorcom jego istnienie bądź skłania ludzi do podjęcia działań w celu wypracowania konkretnych rozwiązań w życiu prywatnym lub publicznym.
Zawsze tez mozna zobaczyc sobie w sieci jakies filmiki, czy to z dobicia dronem rannego zolnierza na polu walki, czy to jakiegos gwaltu grupowego , czy nawet jakiegos zwyklackiego maltretowania kobiety czy dziecka przez meza/kochnka/partnera/ojca czy nawet kobiete.
Generalnie, walcze jak moge z ogladaniem takich newsow z netu przez bliskich znajomych, ale ludzka ciekawosc jest ogromna, a latwosc dostepu do filmow zawierajacych przemoc jest przerazajaca.
Wyszedlem z zalozenia, ze jak nie obejrze to swiat sie przez to nie zmieni, a ja bede zdrowszy - czego i innym zycze.
Natomiast wracajac do sedna - ludzkie umysly sa skrajnie przebodzcowane, najlepiej sprzedaje sie przemoc i smierc, ewentualnie jeszcze milusie kotki.
Nieodwracalne bylo wlasnie ktory chyba przewazyl szale. Zalozylem, ze ogladanie przemocy nie tyle sprawi ze bede bardziej na nia wyczulony, co wprost przeciwnie, spowoduje, ze takie obrazki mi spowszednieja. Czasem zdazy mi sie trafic na cos, to raczej nie do unikniecia, ale nigdy nie bede tego promowal, mowil o tym czy nawet komentowal.
Filmu raczej nie zobacze, ale generalnie Smarzowski to nie moja bajka.
Byłem, obejrzałem, było kilka scen które przemilczałem razem z tabunem osób we wspólnej sali kinowej, wyszedłem zmieszany, przeszedłem dalej bo nie utożsamiam się (ani jako oprawca oraz ofiara chociaż temat lekko mi się za dzieciaka otarł) z tym co było przedstawione i przeszedłem do porządku dziennego. Ani mnie ten film przesadnie nie zszokował, ani nie wciągnął do jakiejś głębszej puenty że p0y3bów nie brakuje. 8/10
niektórzy piszą że to jest promowanie takiego zachowania ale gdyby nie film Smarzowskiego to nikt nie debatował na taką skalę o tym co się dzieje i dobrze o tym mówić ale też jego filmy mają wadę, za bardzo zachęca ludzi do hejtu, przed wyjściem Kler dużo osób miało w dupie co robią w kościele a nagle po filmie każdy ksiądz stał się pedofilem i oszustem a w przypadku Dobry Dom naglę cały internet i wiele kobiet oskarża że faceci to szuje i każdy musi facet to obejrzeć żeby zrozumiał jaką jest złą płcią. Tylko parę komentarzy od kobiet widziałem że nie ma co atakować każdego bo nie każdy jest taki, przecież nie każdy jest seryjnym mordercą bo zabija setki NPC w GTA!.
niektórzy piszą że to jest promowanie takiego zachowania ale gdyby nie film Smarzowskiego to nikt nie debatował na taką skalę o tym co się dzieje
To jest jakas bzdura.
Kampanii spolecznych o duzo wiekszym zasiegu bylo mnostwo, lepszych io gorszych, niektore elementy weszly na stale do kultury - "bo zupa byla za slona".
Jezeli traktowac ten film jako kampanie spoleczna to ok, ale nie jestem do konca przekonany, ze bedzie mial takie dzialanie. Miesiac i sie zapomni, ale beda wplywy bo temat nosny.
Moglby zrobic tez film o milusich kotkach.
Czytając tą recenzję miałem jedno w głowie - JPRD kolejny przykład degeneracji człowieka, nie autora recenzji bo tu w porządku, ale autora filmu i ochoczych odbiorców. Patoreżyser z pokiereszowaną psychiką, ubierający swoje zwyrodniałe dzieła w kożuszek sztuki filmowej, epatujący swoim wewnętrznym nieuporządkowaniem na społeczeństwo. Ani te jego filmy w większości nie reprezentują rzeczywistości, przynajmniej te, które miałem okazję skonfrontować, ani w niczym nie pomagają jeżeli chodzi o problemy, które autor z taką "wnikliwością" adresuje. A jak go znam to z pewnością po raz kolejny wyszło mu, że wszystkiemu winna polskość, tradycja, rodzina i religia. Miał pewnie chłop trudne dzieciństwo, czego mu współczuję, widać to po nim, ale nie znaczy że muszę mu towarzyszyć w jego nie kończących się traumach. Ogólnie Smarzowski do lekarza, film z opisu do śmietnika.
Nie chcę oglądać go nigdy więcej, ale doceniam każde jego uderzenie.
Nie chcę oglądać go nigdy. [kropka]
Niewielu jest w polskim kinie reżyserów, którzy zdolni są przyciągnąć widza samym nazwiskiem. Do tego nielicznego grona należy Wojciech Smarzowski – choć jego nazwisko równie często jest czynnikiem zachęcającym do pójścia do kina, co ostrzeżeniem.
Niewielu jest w polskim kinie reżyserów, którzy zdolni są zniechęcić widza samym nazwiskiem. Jego nazwisko to wielka czerwona lampka.
Każdy, kto miał okazję zaznajomić się z materiałami promocyjnymi tego filmu, był świadomy, że wybiera się na produkcję, której tematem będzie problem przemocy domowej.
Dlatego się nie wybiera.
a i przemoc psychiczna jest w tym filmie obecna i jest równie dotkliwa. Jakbyśmy byli w głowie bohaterki, która na pewnym etapie jest niemalże w amoku. Nie wie, co jest prawdą, co wytworem wyobraźni. Jej życie to nieustanna niedola, a manipulacje psychiczne stosowane przez męża kompletnie odbierają jej poczucie sprawczości i czynią bezsilną.
To fakt, spory problem, mam znajomego strasznie zniszczonego przez przemoc psychiczną swojej żony. Cierpliwie to latami znosił i odpierał. Nigdy nie odpowiedział przemocą, ani psychiczną, ani fizyczną. Zachował jednak resztki sprawczości. Zwrócił się o pomoc na zewnątrz. Profesjonalni prawnicy udowodnili, że nie jest prawdą iż kobieta może sobie pozwalać na wszystko. Poniosła dotkliwe konsekwencje prawne za swoje znęcanie i poczucie bezkarności. Dobrze dla niego. Taki film byłby pewnie dla niego sporym wkur* jeżeli przypisuje problem tylko do jednej płci.
Chyba najbardziej zbliżonym filmowym doświadczeniem do oglądania tego filmu, jakie miałem był seans Nieodwracalnych Gaspara Noe, gdzie ta przemoc była inaczej dawkowana, ale równie dojmująco pokazana.
O matko i córko, to dopiero zachęta. Wyszedłem z tych Nieodwracalnych w środku i prawie się nie porzygałem. Do wytrzymania takich filmów trzeba mieć mózg zryty psychopatyczną sieczką.
Nazwijcie mnie masochistą, ale chyba wolę filmy, które zostają mi w głowie na dłużej, nawet jeśli robią to przemocą, niż produkcje, o których zapomnę w przeciągu kilku godzin.
Zgodnie z życzeniem - jesteś masochistą.
Nie jestem jednak w stanie z czystym sumieniem polecić tego filmu komukolwiek, dlatego też nie napiszę wprost, czy warto wybrać się na niego do kina czy też nie. Mam jednak nadzieję, że moja recenzja uświadomi niezdecydowanych, którzy chcieliby się na tę produkcję wybrać, na co w ogóle się piszą. Po tym filmie będzie Wam niedobrze. Ja nigdy więcej nie chcę go oglądać. Nie podobał mi się. Nie podobały mi się emocje, które we mnie wzbudzał. Miałem ochotę wyjść z tego seansu.
Zgadzam się, nie polecaj - po pierwsze nie szkodzić. Mi od samego czytania o tym filmie robi się niedobrze.
zastanawiam się czasem czy potrzebujemy w ogóle jeszcze filmów Smarzowskiego. Czy dodatkowe zohydzanie rzeczywistości, która z dnia na dzień coraz bardziej skutecznie sama siebie nam zohydza, jest jeszcze komukolwiek potrzebne?
Ja się nie zastanawiam - nie potrzebujemy.
Cieszę się jednak, że go obejrzałem, jakkolwiek absurdalnie by to nie brzmiało, bo porusza ważny temat, o którym powinno się rozmawiać.
Nielogiczna konkluzja, brak konsekwencji, tanie usprawiedliwienie dla odchyłów psychicznych autora filmu. I co zrobisz z tym ważnym tematem po tym filmie, poza zaspokojeniem swojego nie wiadomo nawet czego.
Dokładnie film śmieciowy bazujący na utartych średniowiecznych przekonaniach społecznych jak to kobiety w związkach są maltretowane a mężczyźni to samo zło...
W podobnym podejściu ale w temacie alkoholizmu film tego reżysera to "Pod mocnym aniołem" który bardzo płytko i prześmiewczo pokazał problem alkoholizmu w Polsce.
Zresztą jak się obejrzy większość jego "dzieł" to wszystko na jedno kopyto - szokować zgodnie z utartymi schematami społecznymi bez jakiegokolwiek sensownego przesłania i głębi. Generalnie reżyser jest beznadziejny.
A wystarczy wprowadzić prawo Hammurabiego.Oko za oko.Zwyrodnialców zakatować tak samo jak traktowali swoje ofiary.

Trudne sprawy albo Dlaczego ja? tylko w kinowej wersji AAA także jak widać można.
Czekamy na premierę w Polsacie albo TVN tylko z przerwami na reklamy, Janusze i Grażyny już zacierają rączki oglądając ten wybory seans zajadać się ziemniaczkami ze schabowym.
Smarzowski jest sprawnym reżyserem, jego pierwsze filmy robiły wrażenie.
Jednak kolejny taki jego schematyczny, babrający się w patologii film mnie zwyczajnie nuży, męczy.
Nie podoba mi się ten styl prowadzenia opowieści, czyli walenie widza patologią i przemocą jak młotkiem kilkanaście razy na film. Łopatologia totalna.
Brak tu niuansowania, prawie wszyscy bohaterowie są źli.
Poza tym Smarzowski mentalnie zatrzymał się dwadzieścia lat i problemy/ schematy z tamtych lat przekłada 1 do 1 na dziś.
Ja też nie jestem do końca pewny, czy jego misja zwracania uwagi na problemy przynosi pożądany skutek.
Podobnie jak 'Pod mocnym Aniołem' wielu osób (trochę przemocowych, trochę uzależnionych od alkoholu) może utwierdzić w przekonaniu, że w porównaniu do tej degrengolady na ekranie to nie jest z nimi źle.
Wczoraj dostałem szansę obejrzenia filmu i niestety nie jest dobrze. Ale odniosę się tylko do kilku stwierdzeń poruszonych w tej recenzji.
Jakbyśmy byli w głowie bohaterki, która na pewnym etapie jest niemalże w amoku.
Wręcz przeciwnie. Już po piętnastu(?) minutach, kiedy pojawiają się wyraźne sugestie dwoistości (a w zasadzie to "wieloistości") filmu, obraz traci perspektywę bohaterki, całość ogląda się z zupełnie biernej, wygaszonej perspektywy. Obraz sprawia że bardziej próbujemy łączyć kolejne, chaotycznie wrzucane sceny w jakąkolwiek sensowną całość niż przeżywać te potworne emocje.
Na pewnym etapie ani ona, ani widz nie wiedzą już, co tak właściwie jest prawdą, a co tylko urojeniem
Widz ma wrażenie, że nic nie jest prawdą i wszystko może się zaraz zmienić żeby pokazać coś jeszcze raz, ale trochę inaczej. To przeradza się bardziej w seans krótkich scen tematycznych o wątpliwej ciągłości zdarzeń. Jedna z ostatnich scen mocno sugeruje, że były tu tylko dwie "linie", ale w trakcie seansu, cały ten miszmasz sprawiał wrażenie co najmniej czterech różnych kierunków rozwoju sytuacji z punktu startowego.
Widz czuje, że wpadł wraz z główną bohaterką w pułapkę, z której nie potrafi się wyrwać.
Miałem ochotę wyjść z tego seansu.
(:
Szczerze? Gdyby nie zobowiązania, to opuściłbym salę. Ale nie tylko przez bezpośredniość, brutalność i wulgarność. Przez cały film mamy nieustanne anonsowanie zdarzeń. Co chwilę są sceny nieobejmujące głównych bohaterów, które są tak mało subtelne, że widz już wie co się wydarzy, oczekuje tego i niestety się doczekuje. Ten film niczym nie zaskakuje, poza, mam wrażenie, chaosem w montażu.
Smarzowski zbliża doświadczenie kinowe do rzeczywistego doświadczenia przemocy tak bardzo, jak to tylko możliwe. A przecież taki właśnie był jego cel – żeby uświadomić tych, którzy nigdy czegoś takiego na własnej skórze nie doświadczyli, nagłośnić temat przemocy domowej..
Bracie, problem w tym, że rzeczywiste doświadczenie przemocy domowej odbywa się za zamkniętymi drzwiami - to jest ten czynnik, który powoduje, że zachowania, które Smarzowski tak bezceremonialnie wszystkim wyłuszczył, tak bardzo osoby pokrzywdzone tłamsi. Reżyser ani na trochę nie zbliżył się do rozpoznania problemu i długofalowych jego efektów, on wyciął trochę ze środka i skomasował to na, w zasadzie, pojedynczym przykładzie.
.. i doprowadzić do dyskusji.
Taaa. Sam nie poruszasz w swojej recenzji tego tematu, nie dajesz świadectwa kierunków, na które Reżyser skierował widza. My, wyszliśmy z sali kinowej w milczeniu, ale nie dlatego, że tak nami wstrząsnął, a dlatego, że nikt nie chciał zacząć rozmowy od rozczarowania i ostatecznie zamiast o przemocy jako takiej, większość oceny poszła w technikalia.
TEN FILM ... A RACZEJ NIESPÓJNY GNIOT MOŻNA OBEJŻEĆ (JAK KTOŚ MUSI BO AKURAT DAŁ SIĘ NABRAĆ NA REKLAMĘ), DWA RAZY... PIERWSZY I OSTATNI RAZ.
TEN FILM ... A RACZEJ NIESPÓJNY GNIOT MOŻNA OBEJŻEĆ (JAK KTOŚ MUSI BO AKURAT DAŁ SIĘ NABRAĆ NA REKLAMĘ), DWA RAZY... PIERWSZY I OSTATNI RAZ.