Oby w kolejnym DLC było więcej frakcji porządku, z 10 ostatnio dodanych lordów „porządkowi” są tylko Aislinn, Bhashiva i Boris
Owlcat Games - świetna ekipa, wybitne lenie. Znowu bez polskiego, ale tym razem twórcy z Polski, więc nie ma zmiłuj - pewnie 99% załogi zna angielski na poziomie B2+, żenada po prostu

Uwaga, ciekawostka a propos kryzysów. Każda frakcja, która ma w warunkach zwycięstwa zniszczenie Zastępu Apokalipsy chyba będzie musiała zniszczyć te 50 armii... Właśnie się o tym przekonałem, grając Borysem. Chyba achievement za przejście Kislevem kampanii na VH/VH znacząco się oddali... 😒
Chcecie zakazów, jakby 90% Polaków chodziło dzień w dzień narąbanych i naszprycowanych proszkami z aptek, a tymczasem po alkohol raz w miesiącu sięga mniej niż 1/5 z trendem spadkowym, który się pojawił bez Waszych rewolucji zakazowych. Tak, „psucie życia normalnym ludziom” nie brzmi jak nadinterpretacja
O ile rozumiem, na przykład, zakaz kupowania alko nocą, bo łażą po chodnikach głośne, podchmielone grupy szukające wrażeń, o tyle zakaz promocji na majówkę 6+6, ograniczanie liczby aptek czy wp...lanie się w to, czy ktoś łyka magnez albo D3 wygląda mi na typowe „poczytałem se w chatGPT, jak jest w Norwegii i też tak chcę”
Oj, znowu psyżka sitting, bo miałem być blokowany i ignorowany! Chodzi Ci o sytuację, gdy wrzuciłeś z czapki hasło ekosystem na Wiki? Czy gdy wkleiłeś trzy strony z ChataGPT jedna po drugiej w trzech kolejnych komentarzach? 😂
To jest kultura rozmowy i korona dyskusji.
Tak na marginesie przypominam, że paralelnie w innej dyskusji powyzywałeś (niesłusznie) rozmówców od psycholi i multikont, a potem uciekłeś, a po drodze jeszcze zacząłeś kolejną rozróbkę w dyskusji o żonach i kanapkach - chyba jestem całkiem zdrowy na Twoim tle xD
Mysle ze naprawde powinienes przestac pisac o rzeczach o ktorych nie masz pojecia i o ktorych ci sie "wydaje".
O tempora, o mores. Chłop, który za koronę dyskusji uważa wrzucanie linków z hasłami do Wikipedii (czasem nawet bez poważnego wykazu źródeł pod spodem) pisze coś o „wydawaniu się” i kulturze rozmowy XD
Niezłe DLC, choć do kapitalnego State of Decay i madam Von Draken nie ma podjazdu. Najbardziej kontrowersyjnym lordem pozostaje dla mnie Nagash. Niby kampania bardzo ciekawa i niebanalna, ale kto to widział, żeby król nekromantów w 40 turze mógł sobie pozwolić na ledwie 4 armie? Nie wspominając o tym, że to chyba kohorty szkieletów powinny tankować Nagasha, a jest zupełnie odwrotnie - nekromanta armię tankuje, kuriozum.
Akurat plusiki dla makarona i zogzoga ode mnie, przyznaję bez bicia - zawsze daję plusiora, gdy komuś uda się obudzić w biednym Kwisatzku Martina Luthera Kinga 😉 (Szkoda tylko, że każde zdanie z Jego przemowy wygląda, jak po spotkaniu z plutonem egzekucyjnym, ale chociaż efekt komediowy odpowiednio wyeksponowany 😉).
Grał już ktoś Nagashem? Jak wrażenia? Ja chyba zrobię restart, bo aż nie mogę uwierzyć, że early game jest tak słaby, aż zaczynam myśleć, że czegoś nie doczytałem w mechanikach...
Glottkin
Najlepsze, co bracia mają do zaoferowania: oni sami. Jeden z najlepszych modeli w grze, w dodatku sensowne jednostki wzbogacające nasz roster (poza Kolczastą Bestią Chaosu – słabizna).
Kampania: Nudna jak flaki z olejem; generyczna kampania Wojowników Chaosu połączona połowicznie z systemem rekrutacji frakcji Nurgla za pomocą specjalnych osad-ogrodów. Do tego efekty błogosławieństw, ale wszystko to jakieś wykoncypowane, a bracia i bez tych zabawek idą jak taran przez mapę. Dużo niebronionych twierdz w okolicy(?), nawet Be'lakora podbiłem bez stresu, Wulfrika zresztą tak samo. Może to efekt losowości i farta, a może powinna to być kampania tutorialowa…
Jednostki: 8/10
Kampania: 5/10
Ogółem: 6,5/10
Neferata
To powinno być płatne DLC (nie żebym narzekał). Kapitalny rework i koniec bezmyślnego przywoływania armii ad hoc, świetna siatka szpiegowska, porządek w technologiach i niezłe jednostki. Lubię, gdy czasami CA poszaleje z jakąś mechaniką – i właśnie u nieumarłych mamy możliwość ulepszania lordów w nieskończoność(!) przy pomocy nowego surowca: krwi. Efekt w długich kampaniach musi być zaiste piorunujący, aż mam ochotę na 200 tur z Neferatą. Również miejsce startowe ex-ziomalki Khalidy jest ciekawe – między krasnoludami i krasnoludami chaosu, z potencjalnym sojusznikiem w postaci Skavenów, a nawet Ogrów. (Przyznam na koniec, że testowałem zewnętrznym programem, czy lordowie wampirów i strigoi faktycznie mogą być ulepszani w nieskończoność i, niech mnie, co to za potwory... Jeden za ulepszenie dostaje -2% do kosztu wiatrów magii i -2% do cooldownu czarów... Drugi ma, bodajże, +2% siły broni i +1 do ataku i 1% od ulepszenia, kosmos).
Jednostki: 7/10
Kampania: 9/10
Ogółem: 8/10
Druga noc, Thanquol pod koc
Rozumiem ochy i achy nad nową frakcją szczurów, ale trochę dziegciu wypada dodać. Nowe jednostki są świetne i nazbyt skuteczne, ale trochę monoestetyczne – trzon dodanych oddziałów to większe wersje ogroszczurów z zamontowanymi zabawkami. Balans został nadwyrężony – szturmostwory są lepsze nawet od Pomiotu Piekielnej Otchłani, już nie wspominając, jak bezpardonowo leją Skarbranda czy Siewców Gniewu. Nowe działo: kosmos. Krasnoludzkich lordów (z tarczami!) potrafi zdmuchnąć, zanim w ogóle podejdą, i ma chyba jeden z najwyższych bazowych „rozprysków” po trafieniu. O ironio, Skaveni stali się doskonałą kontrą na krasnoludy, które, jak wiadomo, nie słyną z włóczników i halabardzistów. To DLC za sprawą Thanquola, fatalnego AI Imperium i nowych jednostek Sylvanii zepsuło trochę frajdę z grania frakcjami porządku w Starym Świecie, bez dwóch zdań.
Kampania: ciekawe mechaniki, trochę logistyki, fajne podkopywanie się oddziałami pod silniejszymi twierdzami czy pasożytowanie na wrogich prowincjach. Z drugiej strony Ikit wciąż robi lepsze ratatata (no i ma rakiety).
Jednostki: 8/10
Kampania: 7/10
Ogółem: 7,5/10
Dzisiaj nocka z Thanquolem; tu widzę będzie przeciwny biegun, bo wczoraj robiłem testy w skirmishu i praktycznie każda nowa jednostka z tych fiend-coś-tam jest lepsza od Hell Pit Abomination; do tego stopnia, że szczury leją armię Khorna ze Skarbrandem i Wrathmongrels.
Boris Todbringer – wrażenia po pierwszej nocy
Boris Todbringer: elektor zmarnowanego potencjału, hipotetyczny imperator najgorszych ocen na Steamie, głowa frakcji Norsca z Temu. CA podjęło kilka kontrowersyjnych decyzji, które się nie spinają. Dość dużym zaskoczeniem było dla mnie, że jest to pakiet typowo piechociarski, z niewielkim (i w zasadzie niepotrzebnym) wtrętem kawalerii. Piechota, zwłaszcza niesławni Teutogen Guard, nie dowozi w walce, mimo że statystyki ma obiecujące. Tym samym spełniły się czarne przepowiednie z Reddita: elitarna piechota Middenlandu przegrywa w walce wręcz z Gwardią Elektorską(!), a jej ewentualna skuteczność zapewniona jest jedynie przez efekty kampanijne Borisa.
Tym samym nowe jednostki raczej nie rokują w dłuższej perspektywie; lśnią w starciu z wczesną zbieraniną nieumarłych czy zielonoskórych, ale w kampanii Elspeth czy Karla sporo z nich będzie bezwartościowych. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że żadna z tych jednostek to nie jest must-have – jedynie krótko testowane przeze mnie Celestial Hurricanum wygląda na przydatne w późnej fazie gry. Ergo: zbędna i dublująca role kawaleria, słaba piechota, brak strzelców.
Kampania jest okej. Wbrew pozorom i zapewnieniom jest bardzo ofensywna; w pozycji żółwia raczej szybko nas dojadą na wyższych poziomach trudności. Periodycznie napadają na nas zwierzoludzie, więc szybko łapiemy, że od pierwszych tur potrzebujemy co najmniej dwóch armii – jednej do neutralizowania rekrutujących się Beastmenów i drugiej do prowadzenia wojny. A wojen jest co nie miara: Norsca, orkowie, Festus i dwie frakcje nieumarłych – to pejzaż pierwszych kilkunastu tur.
W sumie:
Jednostki: 5/10
Kampania: 7/10
Ogółem: 6/10
Błagam, Brettonia niech już może dostanie „termin” do prac, bo próbowałem dzisiaj Louena i Fay Enchantress, i nie ma drugich takich porażek w grze, no chyba że Alberic z sąsiadem Skulltakerem. A co do Bhashivy to była najbardziej przeciętnym dodatkiem, jaki pamiętam - przynajmniej do W3
Szkoda, że End of Times w piątek nie wychodzi, bo można by od razu nockę zarwać, a tak trzeba się będzie jeszcze jeden dzień w robocie przekisić :/
Nie ma znaczenia, czy to Dostojewski, komiks czy książka o grze
Ma znaczenie. Tak samo zresztą ma znaczenie, czy młodzież czyta ebooki czy książki papierowe. Były już na to badania.
Będzie grane, ale dwie rzeczy mnie martwią: 1. Efekty kampanijne Borisa - znowu kampania w stylu powalcz trochę, zgarnij pasywne bonusy; trochę zabrakło CA bojaźni bożej, 2. Thanquol - praktycznie wszystkie nowe jednostki z pola to ciut większe reskiny szczurzych ogrów, tylko każdy z innym bajerem. Ostatnie DLC ze Slaneeshem pod tym kątem wypada nieporównywalnie lepiej
Ewentualnie przepis na krótszą wersję: seria Total War, ale wychodząca z pełnym pakietem frakcji i ras, z wyeliminowanymi wszystkimi bolączkami, od których od lat piszą na Reddicie.
O, ciekawy wątek, to może też sobie zrobię subiektywną hybrydę:
Konwencja: synkretyzm - miecze, ale i SF, magia, ale i technologia. Coś jak Elex, Kenshi a już zwłaszcza Nine Sols.
Gatunek: izometryczny RPG z kreatorem postaci, zbieraniem drużyny, i z opcją tak aktywnej pauzy, jak i walki turowej. Coś jak Pathfinder WOTR, ale jeszcze ubogacony pewną dozą efekciarstwa a la finishery ze starych Dawn of War.
System rozwoju postaci: 1:1 klon z pierwszych Pillarsów + bogactwo klas Pathfindera + nieszablonowość Tales of Maj'Eyal. Czyli nieskończone buildy i klasy, w dodatku tak kapitalne jak Oozemancer czy Doombringer.
Projekt świata: duży, ale handmade. Rozłożenie przedmiotów i symulacja świata: Gothic/Crimson Desert, ale różnorodność biomów jak w Elden Ring.
Lore, fabuła, narracja postacie: Postacie jak w Clair Obscur, żadnych pseudozłowrogich dziwadeł w stylu Bishopa z NWN2, a jak już to sensownie uargumentowani i mający logiczne motywacje. Lore i pomysł na świat a la Death Stranding, motywy tanatyczne, melancholia, poczucie misyjności, kreatywność, pewna doza niezrozumiałości, treści na marginesie.
Udźwiękowienie: duży i spójny soundtrack, poziom Hadesa, Silksonga itd.
Protagonista: wykreowany z rozbudowanego edytora, mnóstwa mniej i bardziej szablonowych ras, a start-prolog jak z Dragon Age: Origins, czyli zwarta, angażująca historia zależna od pochodzenia postaci.
Antagonista: Co najmniej trzech. Do midgame ktoś na wzór Letho, który de facto jest najemnikiem kogoś z wyższej instancji. Główny: coś jak Deskari z Pathfindera, złowrogi, arogancki, ale z opcją "przyłączenia się" do jego sprawy. I jeszcze jeden w rodzaju Gauntera O’Dimma - czyli teoretycznie będący poza zasięgiem pokonania.
Plot twisty i lore twisty: Poziom CO:E33, Dragon Age Inkwizycja, pierwszego would-you-kindly Bioshocka; z zakończeniem a la Divinity 2: Eco Draconis lub Immortal Unchained. Ogółem wszystko z efektem: „no na to bym nie wpadł”.
Poziom drastyczności treści: Rogue Trader. Bez zbędnej autocenzury. Przykład będzie spoilerem:
spoiler start
W RT jedna z naszych towarzyszek ma "zdejmowaną głowę" przez sadystycznego doktora Drukhari, ale dzięki technologii żyje i odczuwa ból. Doktor kładzie tę głowę na szafce i z ciekawości przeszczepia do ciała nowotwór, żeby zobaczyć, co się stanie. A gdy się znudził zszył ciało z głową i wywalił ją na ulicę. (Do teraz nie wiem, czy jej pomogłem z tym nowotworem przed końcem gry)
spoiler stop
Decyzyjność: Znowu Rogue Trader i Pathfinder. Zostanie bogiem? Luźno. Zniszczenie planety? Nie ma sprawy.
I kwestia z wątku: Czy jest w ogóle możliwe takie połączenie? Uważam, że jest to do zrobienia - dla mnie totalnie nierealne
Staram się nie mieszać grania ze słuchaniem czegoś zupełnie od gry innego, bo mam wrażenie, że od tego robią się problemy z koncentracją i TikTok brain, ale jest jedna gra, w której nie da się inaczej - Football Manager.
Może ktoś się orientuje: w jakim stopniu kupienie teraz DS2 zasili budżet Sony, a ile dostanie studio Kojimy? W czyich rękach są prawa do uniwersum?
Ps. AM wcale nie jest znany na zachodzie, bo polski romantyzm jest jak diabeł hermetyczny, wymaga polskich kontekstów, jest pisany mową ezopową, by uniknąć cenzury i praktycznie nie w nim powieści poza Kraszewskim, tylko dramaty i poezje, które przerastają większość wspólczwsnych czytlników. Porównujesz to z Faustem, który stoi na jednym z najbardziej znanych archetypów - sprzedaży duszy? Serio? I sam sobie zaprzeczasz, bo wzgardzony przez Ciebie Sienkiewicz jest do kupienia w zachodnich księgarniach, za to Tuwim i Leśmian nie bardzo.
Dobranoc
XD Jako że masz pewnie z 30+ lat, to ta rozmowa będzie równie komiczna jak pogadanka Bladaczki z Gałkiewiczem. Pisać o eposie sprzed 200 lat "sztampowy" to czysty prezentyzm. "Pan Tadeusz" to choćby mit założycielski spójnego i wreszcie działającego narodu, w którym powaśniona szlachta się godzi (jest nawet kwestia uwłaszczenia chłopów czy sprawy żydowskie), studium ewolucji bohatera-awanturnika do sługi narodu jako recepta do odbudowy dawnej Rzeczpospolitej, AM pisze o budowaniu ładu społecznego, szansach nawrócenia, o pożegnaniu z krajem dzieciństwa po klęsce powstania (inwokacja), historiozofii, wyraża marzenia i tęsknoty emigranta, nie żałuje gorzkiej ironii i satyry na możnowładców (to wbrew szkolnym odczytaniom wcale nie jest tylko tekst polskimi zaletami oddychający), a nawet oferuje bogaty dyskurs metafizyczny - może Ty sobie "poczytaj" Ziemię Ulro Miłosza, a konkretnie rozdziały o Mickiewiczu, to się zdziwisz jak łamiące interpretacje utworów Mickiewicza można wysmażyć dwa wieki później i jak bardzo są koherentne i dobrze uargumentowane. (Miłosz tak swoją drogą jest autorem doskonałej, gnostycznej interpretacji Dziadów, w której Konrad jest opętany, a ks. Piotr wciela się wolę domorosłego egzorcysty). A i jeszcze tak swoją drogą, prof. Jan Błoński, postać znana (lub warta poznania), analityk i interpretator utworów Miłosza, zaczął wstęp do Ziemi Ulro konkluzją, że nie było w polskiej poezji większego od Mickiewicza (a potem nieśmiało dopisuje Miłosza, o ironio). Nie jest zresztą sam w tym zachwycie - Janion, Wyka, a nawet Rymkiewicz, za którym nie przepadam - to tylko kilka osób, które kojarzę na teraz wyrażających zachwyt nad AM albo jawnie nazywających go jedynką naszej literatury.
I jeszcze Mickiewicz do dzisiaj jest przedmiotem badań, na przykład, studiów postzależnościowych, studiów psychoanalitycznych jako zapis straty i doświadczenia traumy (Pan Tadeusz), zajmują się nim ludzie od memory studies, których interesuje kwestia pamięci zbiorowej i kulturowej (Janion nazwała AM organizatorem polskiej wyobraźni zbiorowej), zajmuje się nim ekokrytyka, za ustroju słusznie minionego atakowali go socrealiści, na "anty-Mickiewiczu" i "anty-Sienkiewiczu" zbudował się w dużej mierze Witold Ciemna-Strona Gombrowicz i dał światu takie arcydzieła jak "Trans-Atlantyk", Leśmian zresztą też zawdzięcza ogrom AD i niezliczona rzesza poetów, reżyserów, malarzy z epok wszelakich.
Ale tak: "dupy nie urywa", "solidny rzemieślnik". Czekam już tylko aż ktoś napisze, że Chopin to był straganowy grajek.
Ignorancja na tej stronie chyba nie przestanie mnie zadziwiać
bo po tym jak pisales jakies wypierdy nacpany czy tam na##bany jak bela o godzinie 22 wieczorem
Nie ma takiej liczby promili, po której zszedłbym na Twój poziom polskiego, sorry 😝
i mam mega beke z tego jak bardzo jednak probujesz udawac madrego
Skoro masz fakultet z psychologii, to pewnie wiesz, jaką realną bekę mają Ci, którzy w komentarzach o 0:53 piszą tyrady rzekomo zablokowanym rozmówcom 😉 (I edytują je o 0:59 😂).
I jeszcze na koniec - a raczej do kolejnego spotkania - bawi mnie, że znalazłeś sobie nową ofiarę, Boćka69 i zacząłeś mu nawet wklejać jakieś podrzędne, lapidarne hasła definicyjne z Wikipedii (nauczyciele nie dawali Ci bury za taki risercz?) i już nawet zacząłeś czuć się mądry, a tu zonk - autozaoranko XD Dobrego dnia, Paulu Atrydo
Dawaj, Atryda, oraj wszystkich, nie żałuj sobie! :D Już widziałem w Twoich postach, że masz fakultet z psychologii, amerykanistyki, fizyki cząstek elementarnych, a teraz się okazuje, że jeszcze jesteś dyskutantem pierwszego rzędu! Tylko coś od czytania tych doktoratów nie przybyło podstaw języka polskiego, co? :/ W ogóle jak Ty możesz komuś zarzucać narcyzm albo agresję? XD Paradne, ironiczne 😅 I słabą masz wolę - skoro już mnie blokujesz, to bądź konsekwentny ;)
A po co ich uspokajać? Przy każdych Herosach zbiera się tłum z transparentami, a potem się zagrywają jak w Olden Erę albo wracają pod kamień, szemrząc, że jedyny prawdziwy Heroes to 3. Przy Heroes OE pół internetu było zalane ludologicznym bełkotem - również w kwestii estetyki - a tymczasem gra na Steamie utrzymuje 8,7. Podobne beczenie było przy oprawie graficznej V, a to też jeden z lepszych Hirołsów
Osoby publicznie mówiące o systemach bezpieczeństwa mają prywatnie wyrażać obawy, że do końca trwającej dekady AI może doprowadzić do wyginięcia ludzi.
Ciekawe, czy HALL 9000 już się przetransferował do mojego Peugeota 206
A jednak nie dla mnie; spadek z „GOTY” na „oki”. I nie taki ten świat otwarty, jak go malują, bo i stoper nakazującego się rychło wynosić z nowych obszarów uświadczymy, gdy zbyt szybko wepchniemy nos w interior. Uniwersum faktycznie żywe - tak rozbudowanej botanicznie i zoologicznie planszy nie ma w żadnej znanej mi grze. Rośliny z gier takich jak Gothic czy inne TES’y wypadają żenująco w zalewie gwiazdnic pospolitych, borowików sosnowych i nad nimi latających ponętników jemiołuszek czy marpezji sztyletowych.
Bossowie obiecujący, ale dreszczyk emocji można łatwo ugasić, seryjnie lecząc się jedzeniem, niczym w Skyrimie. NPC i zadania fatalne - nudne, bez polotu, generyczne. Grze ewidentnie brakuje charyzmy.
Dawajcie już to DLC, brakuje zarwanych nocek na kampanię i wstawania półprzytomnym do roboty
Uczciwe wyłuszczenie sprawy; po urlopie kupię próbny miesiąc. Bardzo podoba mi się ten reflink napiwkowy "nagródź autora i redakcję" 😁
Nie dzięki eksploracji i światowi, ale MIMO ich, a otwarte światy z fajną eksploracją istnieją i nie są znowu takie rzadkie: Crimson Desert, Fallout NV, gry Piranii - nawet te słabsze
Czyli świetna narracja i kotlet optymalizacyjny. Czekam na łatki i jadymy z koksem, myślę, że koło listopada się skuszę na zakup
Nie za bardzo rozumiem; często po czasie coś jest darmowe albo ze znacznym upustem cenowym - zwłaszcza gdy na horyzoncie premiera nowego dodatku albo kontynuacji. Poza tym na Enebie jeden dodatek kosztuje 15 zł, a drugi 6, więc nie wiem, czy to rząd cenowy warty zakładania posta. „Za darmo” CD:R rozdał graczom 21 zł. To co mają powiedzieć ludzie kupujący Death Stranding, gdy ja zgarnąłem je za darmo na Epicu? ;p Czy należałoby im rekompensować taką decyzję zniżką na DS2? Jak dla mnie kompletnie nie
Widzę, że u kolegi znowu poranna zmiana w pisaniu głupot (i przy okazji kolejne egzekucje na polszczyźnie). W grze najważniejsze jest to, co chcieli i osiągnęli twórcy - chyba że w Disco Elysium grasz dla chodzenia po ulicach i lootowania worków na śmieci, bo wszyscy inni, na przykład, dla czego innego... Ale poranne projekcje subiektywnych poglądów jako niepodważalnych faktów, to norma u Ciebie. Podobnie jak gburstwo, którego i tym razem nie żałowałeś ;) Miłej niedzieli, Paulu Atrydo
Przeczucie: to będzie moje GOTY 2026 (to albo Crimson Desert), ale przeczuwam też, że na premierę będzie kisiel optymalizacyjny, więc sobie ładnie zaczekam
Wbrew logice kupiłem i, niech mnie, jest kino. To kapitalny soulslike, doskonały system walki, oprawa - sztos, estetyka... Nie przepadam za dziełami Hansa Rudolf Gigera, ale smaku nie mogę grafikom z Cold Symmetry odmówić. A najbardziej to mi się podoba w tej grze - tak brutalnej i czarnej - poczucie humoru. Jest beka ze stópkarzy (czyżby szpilka w Hidetakę Miyazakiego? 😉) albo wioska, w której tańcuje lokalny klub seniora. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy tańczące babcie zaczęły robić fikołki Jackie Chana na miotłach.
Giereczka tak mnie wciągnęła, że gram pół na pół z Crimson Desert 😶
Sam nie lubię Kingdom Come, a kocham się w Crismon Desert (acz kibicuję Czechom, bo kocham czeską literaturę, a Hrabal to dla mnie pisarz niedościgniony). Ale CD to jednak inny poziom doświadczenia. W KC musimy uczyć się rzeczy, a w CS możemy uczyć się rzeczy - to spora różnica. Obie gry są znakomite z różnych powodów, ale miłość na kolanku deklaruję póki co wobec Pearl Abyss
Dodam, że grałem no normalu i zmieniłem na hard, a z tego, co czytam, to były nerfy, ale moim zdaniem słuszne.
A co do KC:D, to KC ma niewyobrażalnie lepszy scenariusz, zadania, postacie, zagadnienia humanistyczne, za to CD nie zmusza Cię do niczego. Nie musisz jeść, spać, nie ma kopalń, przez które idziesz 3 m., żeby nic nie znaleźć. CD w aspekcie eksploracji to dosłownie robi laskę graczowi i jest w tej materii top3 gier ever - wiem to już teraz ;p
a tak btw. Bierz proszki i do spania, to gdybym brał proszki, to nie do spania tylko w tańce, cieniasie 💃
Doktorze
Przepraszam z góry dyskutantów, ale jeszcze jedna rzecz i uciekam,
Na GOL'u pisze paru redaktorów, a na Twoim subredicie GTA setki, tysiące fanów i psychofanów - wiadomo, że linczujecie mniejszości; widywałem to już - ale taką obrałeś linię dyplomatyczną? Serio bronisz się tym, że ktoś na Reddit mógł dostać minusty, a potem wyzywasz od nastolatków? Wstyd trochę chyba 😅 Ale walcz, Paulu Atrydo 😉
xDD Terroryzm to jest, gdy CEO Nestle, który sra forsą mówi, że pogląd, iż woda jest prawem człowieka, jest „ekstremistyczny” i że woda powinna mieć swoją wartość rynkową, a potem kupował za grosze po łapówkach ujęcia wody w biednych krajach i rejonach, by sprzedawać ją z zyskiem biedakom, którzy nic nie mają. I jeszcze stosował niedozwolone metody uzdatniania (np. filtry z węglem aktywnym czy promieniowanie UV) do wody sprzedawanej jako „naturalna woda mineralna”. To można uznać za terroryzm ekonomiczny.
Natomiast typek grający na nosie bogaczom z Rockstara, po tym jak firma zacieśnia pętle na konsumentach, to jest zdrowa przeciwwaga wolnego rynku. Chcecie nas kantować? To popieramy typa, który leci z wami w kulki. A Rockstar i tak straci ledwie ułamek zysków. Rockstar to nie Team Cherry - to nie firma z zamiłowania i uczciwa, to bezimienne garnitury nastawione na optymalizację zysków, nawet kosztem psucia rynku. A że działa wbrew prawu? Cóż, korporacje i rządy to są byty ponad prawem, a przynajmniej lepiej to prawo umieją obrócić na swoją korzyść
Ta gra ciągle zaskakuje, spodziewałem się bossa, ale dotychczasowi to były popierdółki i nagle:
spoiler start
Trzcinowy diabeł plus cudowna arena!
spoiler stop
Prawie mnie nie ubił, bo grałem chillowo, ale pięknie rozmontowany i rozwalony w 1. próbie - feeling From Software niesamowity
Reakcje bardzo pozytywne wszędzie Na filmiki marnej jakości, gdzie chłop jedzie kawałek zdezelowanym autem i strzela z paralizatora 😂😂
Nie grałem jeszcze, ale to nie musi być chybiony zarzut. Np. w Ashes of Ariandel FS reklamowali kolektywne AI wilków, które wołają pomoc, okrążają itp. A potem się okazało, że i tak są na strzała-dwa i nikt tego systemu nie widzi nawet, więc dali im ogromne obrażenia, HP i momentami taką przewagę liczebną, że pozostaje tylko uciekać. A to przecież tylko wilki, a my postać endgejmowa na lvl powyżej 80+. To akurat sztucznie zawyżone i niesprawiedliwe
czytelne animacje i precyzyjne hitboxy albo wyraźny hit feedback
precyzyjne hitboxy To jeszcze na koniec dodam, że w DS2 Last Giant dopiero po patchach działał normalnie, bo trzeba było użyć podwójnej rolki, żeby wyjść z hitboxa ciosu; "czytelne animacje" są takie, że Radahn zabijał graczy nie ciosami tylko filarami światła, które wszystko zasłaniały. A co do feedbacku, to masz taki, że, na przykład, Bayle se wesoło lata i strzela a Ty nie możesz nic zrobić. Albo gdy randomowy smok zionie ogniem, to dostajesz obrażenia, animację upadku i drugą instancję obrażeń, z których nie da się wyjść - no super feedback tak a propos hitboxów XD Zapomniałeś też wspomnieć, że beznadziejna jest praca kamery i nie poradzili sobie z nią odkąd istnieją jako studio mimo ustawicznych nalegań graczy.
Też się nad tym zastanawiałem, przypuszczam, że coś związanego z wykrywalnością
No, no, grafka palce lizać. From Software wreszcie ma godną konkurencję - przyda im się liść, żeby zaczęli normalne gry robić, a nie dziwactwa na niszowe konsoli
Komentatorzy ostrzegają, że finansowanie cyberprzestępców przynosi opłakane skutki dla całego rynku. Działania te mogą utwierdzić Rockstar Games w decyzji o rezygnacji z wydań gry na płycie. Kabaretu ciąg dalszy 😂
I to chyba moja ostatnia wypowiedz na temat pana diabla Dyskusję się doprowadza do finału, a nie zamierzonej liczby.
Jeszcze nie odpisałem, nie uciekaj tak znienacka XD


Co ciekawe, na owym gameplayu widać koło wyboru broni, a także pasek reprezentujący system honoru, najwyraźniej podobny do tego z Red Dead Redemption 2.
Well yes, but actually no
Zmiana
Screen chyba zdradza tytuł GTA6 Parostastkiem w piękny rejs - dawaj naczelny hejterku,
Odnośnie sprawy: napisałem prześmiewczy komentarz o marketingu GTA? No ba! Gotów na argumenty - przyznam, że niezbyt to sterylne, ale w tym klono-spamie publicystyki GOL'a czuję prawo do frustracji, nawet prześmiewczej, ale żaden z Was jej nie kontrargumentował racjonalnie tylko - "należysz do trendu". Naprawdę marketing Rockstara jest taki wyborny? A dzisiaj wspaniale odpisał mi użytkownik $D69 pod komentarzami pod Disco Elysium, który pokazał balet i wdzięk - pełną klasę (i jedną z lepszych dyskusji na GOL'u!). Ja dziś z Tobą nie dałem popisu, bo mnie zirytowałeś. Liczę, że jesteś dumny! Następnym razem tak łatwo nie będzie, ale spok - nie chcesz faktów, konfrontacji, to możemy się podgryzać. Już łapię zasady 😉
I nie przypisuj mi słów, których nie napisałem.
Napisałeś! Jakich buzzwordów używam? Jaki trend reprezentuję? No tak literalnie napisałeś, chłop jesteś, zacząłeś, to wypada wyjaśnić. Mega jesteś nie w porządku 👎
Odpisz mi normalnie w wątku poprzednim, a nie "se wybierasz" może? 😉 Tam były argumenty! 😎
1. To jest gra video. Nie symulacja zycia. (czyli gra!), a potem:
2. To co pokazal ten fragment jest jak najbardziej immersyjne i zywe, biorac pod uwage w jakim miejscu jestesmy i to ze jest gleboka noc (czyli symulacja?), a potem znowu:
3. Te braki reakcji lub dziwne/przesadzone/agresywne reakcje to core serii (znowu gra [z serii!]), a potem znowu tłumaczysz:
4.: w przypadku jak ktos ci zajdzie droge, to czekanie to najracjonalniejsza reakcja lol. Co masz zrobic? Przejechac kolesia i isc do wiezienia (to jest zwykly czlowiek bedace w pracy za kierownica)? Szoferka jest zdecydowanie najbezpieczniejszym miejscem. (tłumaczenia, jakby to życie było, a nie gra, a w każdym razie realistyczna symulacja) 😉
Dodam tez ze seria GTA i npce zachowujace sie racjonalnie (i "racjonalnie" w sumie tez), to punkty znajdujace sie tak daleko od siebie jak to tylko mozliwe. Czyli jedno i drugie masz za logiczne, chociaż jest to kompletnie sprzeczne 😅 Ale pięknie i holistycznie tłumaczysz te sprawy, życie i grę mieszając, mimo że pierwsze zdanie to: To jest gra video. Nie symulacja zycia.
"Wydaje sie tez ze jest troche bardziej "fizycznie" niz w piatce, ktora byla wlasciwie arcadowka"
V arcadówką 😂 Bo wcale to auto z materiału wyżej nie wjechało przodem w inne i nie doznało przy tym żadnych obrażeń (maska wcześniej była wgnieciona), a szlaban nie złamał się na trzy jak wykałaczka 😅
No dalej,
że wspomniane zdanie z artykułu + netflixowy marketing GTA brzmią przekomicznie w tym kontekście. Proszę, wyjaśnij.
I chcę wiedzieć, czy podoba Ci się, że Rockstar monetyzuje trailery, które de facto są reklamami, fakt, przez współpracę z Netfixem liczącym, że znajdą się jelenie zakładające w tym celu konto. Masz takie oczytanie, że z pewnością chętnie wyjaśnisz mi, dlaczego błędnie zakładam, że korpy zacieśniają pętle na konsumentach (a przy okazji, czemu nie mogę się śmiać z tych konsumentów).
I pytam ponownie o buzzwordy i tych "gamerów", bo z tego, co czytałem, to Ty tłumaczysz ludziom, czemu nie powinni grać w dane gry, a nie ja. A trailer czy reklama to nie buzzwordy, z tego, co wiem.
Widze ze mamy kolejny cierpietniczy trend u "gamerow" (fajnie, bo dawno zadnego nie bylo). Tym razem sa biedni meczeni trailereami, ktore (bo buzzword musi byc!) nagle staly sie reklamami (mimo ze każdy normalny wie ze zawsze nimi byly). - gdzie tu wyżej jest tak napisane? Zedytowałeś sobie komentarz, żeby opisać zjawisko, o którym tu nikt nie pisał, bo rozmowa była o rzekomych spoilerach z materiałów, które wyciekły. A jeżeli masz na myśli, że śmieszy mnie kult oglądania reklam GTA, to tak - bardzo; niemniej - wolny kraj i można do woli.
bo buzzword musi byc!
Że niby trailer to buzzword? Czy o reklamę chodzi? Jest to słowo regularnie używane w dziennikarstwie growym, również polskim. Z buzzwordów to się składa Twoje konto - od nicku po avatar: git gud, kwisatz, casul, więc nie rozumiem zarzutu.
"gamerow"
A ten cudzysłów to co oznacza? Bo to Ty chyba z tymi "git gud" i uwielbieniem dla soulslike w niczym lepszy nie jesteś i za "gamera" się zdecydowanie masz 🤔
I pisz po polsku, na Boga, bo zaraz w Gemini będę te Twoje halucynacje odcyfrowywał 😭
[...] moze nie jest to coś w rodzaju Szestowa czy "Wyspy" Huxleya, nie została podjęta przez twórów próba faktycznego przetarcia szlaku dla nowych paradygmatów politycznych, ale swoją drogą nie odczuwam tutaj w ogóle parcia na to - raczej jest to popis literackiego kunsztu, powolnie sącząca się erupcja esencjonalnych elementów egzystencji, gdzie każde zdanie ma być przepełnione życiowym sokiem, ma być sexy, ma uderzać, napierać, skłaniać do "odczucia", "wibracji", "atmosfery"
Zgadzam się; nigdzie nie walczyłem z takim spojrzeniem. Wspominałem tylko o swoich oczekiwaniach po tak euforycznych recenzjach.
A jeśli chodzi o to, że gra jest "skarbem kultury, którą można stawiać obok arcydzieł literatury" to zależy co kto rozumie przez arcydzieło. Wiadomo, że nie jest to Dostojewski, Osamu Dazai czy Celine, ale przecież to spokojnie może konkurować na przykład z Andre Gide, czy Kurtem Vonnegut.
No Vonnegut to jest taka hybrydowa literatura - niby popowa, niby każdy może przeczytać, ale swoje ambicje i znaczenia ma. Zgadzam się, że w takiej komparatystyce Disco Elysium nie ma się czego wstydzić. W recenzji było napisane arcydzieł literatury. Lubię Rzeźnię czy Syreny z Tytana ale czy bym je nazwał arcydziełami? Obiektywnie?
a ty wyjeżdżasz akurat z Honoriuszem Balzac'iem, co ci się tu niby z Vautrin skojarzyło.
...i Flaubertem, w zdaniu z mojej recenzji jest to porównanie nie treściowe, ale jakościowe, acz patrząc, że Balzak w gigantycznym dorobku powieściowym miał też parę bubli, to może faktycznie mogłem wybrać lepiej ;)
Tak naprawdę to jest to gra detektywistyczna, więc raczej powinno się ją porównywać do Doyle'a, czy Agathy Christie
Z większością Twojego - świetnego zresztą - komentarza się zgadzam, ale nie z tym. Można w fabule kryminalnej zadać pytania bardzo górnolotne, np. czym z pespektywy ontologicznej i etycznej różni się człowiek od zwierzęcia; czemu można zwierzę zabić, a człowieka nie? O tym jest, nomen omen, inspirowana Agatą Christie fabuła Prowadź swój pług przez kości umarłych albo, skoro już Eco został wspomniany - śledztwo w sprawie natury znaku, języka oraz prawdy, czyli Imię róży. I jeszcze coś - nie znam za bardzo Christie, ale tam fabuły w zakończeniu są, z tego, co wiem, koherentne, raczej nie ma Deus ex machina, wątki schodzą się jak labirynt. Tymczasem w DE... Cóż, napisałem już w 1. komentarzu, oznaczając spoiler. Tak naprawdę to jest to gra detektywistyczna, ale podejrzanym to jest raczej społeczeństwo, albo dalej - ludzkość jako gatunek, zwłaszcza człowiek w zbiorowości, więc powyższe kwestie wydają mi się zasadne.
Jak na dzieło z mainstreamu jest to niespotykane i uważam, że Kurvitz wykonał tytaniczną robotę FAKTYCZNIE POPULARYZUJĄC te idee i skłaniając graczy do myślenia
TAK! 😁
Mam ochotę podwyższyć po czasie do 10/10 mimo wad (zwłaszcza zakończenia). Świetny komentarz w ogóle zostawiłeś; nie spodziewałem się i przyniósł mi sporo radości. Na koniec przepraszam za błędy i niejasności, jeśli są, ale nie spodziewałem się takiego puncha przed wyjściem z pracy 😂
A kolega Asmodeusz po prostu nie uniósł, że wspomniane zdanie z artykułu + netflixowy marketing GTA brzmią przekomicznie w tym kontekście i nawet nie odniósł się do tego. Zamiast tego tylko przekleił z innego wątku mój wpis na inny temat, bo nie chciał wyjaśnić, jakie to spoilery pojawiły się w wyciekach - że w GTA chłop z bronią po mieście chodzi? Że auta na paliwa jeżdżą? (Przez chwilę nawet myślałem, że to w tamtym wątku ktoś do mnie pisze). Ergo: Asmuś na ignorka, a jeżeli kogoś tak mocno obchodzi, jak przechodzę gry, to zapraszam na właściwy wątek, w którym toczyła się dyskusja na ten temat.
spoiler start
1. zabicie Gustawa w CO:E33 - spoiler z grupy na Fb, do której nawet nie należałem.
spoiler stop
Więc tak, jestem ostrożny. Trochę rozumiem, że nie znasz tego problemu, bo jak się ma w ulubionych grach jakiś Unicron coś tam, mało fabularne taktyki albo sieciówki-śmieciówki, to się nie dziwię, że Ci spoilery niestraszne. Ale spoilery z jeżdżenia autem w GTA? XD Że jest paliwo w baku? XD Może że chłop z bronią chodzi po mieście? XD Szkoda, że tu się nie rozwinąłeś zamiast przelać komentarze z dyskusji na inny temat
Stop Killing Games - Matka Teresa z TEMU:
internauci komentujący oświadczenie SKG podkreślają też, że takie przecieki od „cyfrowych terrorystów” nie są dobre nawet dla fanów czekających na nowe gry, bo zabija to jakąkolwiek ekscytację z ujawnienia elementów nowej gry.
Ekscytacja z oglądania reklam została zepsuta #XD
Czy ktoś chętny pochwalić się wrażeniami spośród graczy, którzy grali w Tormenta po pierwszy raz niedawno? Aka 2020+?
"po zabiciu NPC pojawia się ikona diabła, co sugeruje powrót systemu reputacji na wzór Honor System z RDR2."
Jeżeli się potwierdzi to niezły ficzer. Zawsze myślałem, że rzezie niewiniątek na miarę Prototype i sprawdzanie reakcji służb to jedna z ciekawszych rzeczy w GTA. Nie wiem, jaka będzie frajda z latania myśliwcem, jeżeli nie będzie można bez konsekwencji poza questami ustrzelić sobie jakichś aut stojących akurat w korku. Albo z jeżdżenia czołgiem. Albo z miniguna
Zamiast tego głupkowatego koła wyboru, gdzie chłop wyciąga bazooke z tylka
Będziesz strzelał z M4, aż przyleci helikopter, to będziesz leciał do auta po bazukę na koniec ulicy; super rozwiązanie, doprawdy
Oprócz tego funkcjonalna siłownia, basen, knajpy, Bary itd
Przecież to jest od San Andreas
Już widzę, że kolejny symulator zapinania rozporka po sikaniu z tego robią, nie wiem, czy im się tak dobrze wydaje, że fani RDR i GTA to tak tożsamy target
Grałem tylko w E:Vikings - super giera, ale szkoda, że będą tracić uwagę na jakiś kanapowy co-op i jego balans, dialogi, siatki decyzyjne zamiast zrobić to, co umieją doskonale: świetny single player
Jeżeli ekipa i producent czują bazę, np. Firaxis Games w XCOM, wtedy turówka potrafi oddać dynamikę, jak z walki w czasie rzeczywistym... Ale chyba jednak wolę aktywną pauzę; szału bym dostał ogrywając randomowe starcia w Pathfinderze w systemie turowym.
Nie robię misji pod stoperem (i nie gram też przez to w gry wyścigowe), ani żadnych gówno-aktywności stworzonych tylko do wkurzania graczy, za które ktoś powinien dostać lepę (siatkówka gestrali w CO:E33, minigry z pchłami w Silksong itd). Nie gram w gry, w których muszę jeść, pić albo kąpać się co kilkanaście minut (chyba że mogę praktycznie olać tę mechanikę, np. przez granie robotem, jak w Kenshi). Nie robię też durnych zagadek, jeżeli psują klimat gry lub rempo gry - jak skakanie po blokach światła w AC:Valhalla.
A i kiedy gram pierwszy raz w jakąś grę, to często ją sprintuje, a gdy mi się spodoba, to czyszczę w drugim podejściu. (Często, żeby unikać spoilerów przy świeżych premierach).
O jaki ciekawy wątek! U mnie od lat w miarę to samo:
Knut Hamsun, Błogosławieństwo ziemi
Philip Roth, Amerykańska sielanka
Roberto Bolano, Dzicy detektywi
Bohumil Hrabal, Zbyt głośna samotność
Philip K. Dick, Valis
i na chama miejsce szóste, ale nie wyobrażam sobie, że go zabraknie: Patrick White, Drzewo człowiecze.
To i tak w wielkim skrócie, nie ma Asturiasa czy Fuentesa, których kocham. Nie ma wielkich klasyków od Balzaca po Fiodora, ani stanowczo zbyt mało znanych Miljenko Jergovicia czy Heinricha Bölla
Czyli gra będzie popychać do grania nocą? Kontrowersyjne rozwiązanie. Po pierwsze to muszą zrobić dobre oświetlenie, bo jeżeli noce będą jak w Kingdom Come albo G:Remake to bez sensu. Przydałoby się nocne życie, rynki z pijaczkami, potańcówki - jeżeli NPC będą spać to średnie rozwiązanie. No i jakoś nie przychodzi mi na myśl gra, w której lepiej grało mi się nocą - nawet w Dragons Dogmie eksplorowałem w nocy ze 2 razy, głównie dlatego, że się zapomniałem i nadszedł wieczór.
Mam teraz pewnie k. 10 h w grze, ale już wiem, że światy i eksploracja w grach to dla mnie dwie epoki - przed i po Crimson Desert
Hammerfell czyli idą w krajobrazy pustynne, szkoda. Jakoś nie lubię pustyń w grach, pamiętam, że kończyłem Gothica 3 zazwyczaj, kiedy wypadało iść do Varantu. Najchętniej to bym zobaczył TES6 na Czarnych Mokradłach + ponownie Morrowind (prowincje są obok siebie). I może kawałek Cyrodiilu, bo jest blisko. To byłby ciekawy miks 3 różnych kultur; w dodatku ostro się nienawidzących
Kojarzy ktoś, jak wypada w Mortal Shellu poziom trudności na tle, np. Eldena albo Sekiro?
Do tego katastrofalne sterowanie. Nie chodzi tylko o to, że do najprostszych czynności potrzeba kombinacji klawiszy.
To jest pierwsza znana mi gra, która w domyślnym mapowaniu klawiszy ma przyciski boczne na myszce 😂
Fabuła przyprawia o ból zębów. Bardziej generycznych dialogów nie da się już wymyślić. Zadania porażają głupotą.
Po zagranym prologu i ok. 2 h rozgrywki mam wrażenie, że to jakaś powieść fantasy pisana przez Stevena Seagala. Przemoc w tej grze jest parodystyczna, wszystko wychodzi poza kontury jakiejś normalności.
mam ochotę wrócić do tego świata. I nie jestem nawet w stanie skonkretyzować przyczyn.
U mnie jest tak, że widzę jakiegoś screena albo rolkę, np. jak pociąg jedzie na pustyni albo jak chłop jeździ na słoniu i od razu wiem, że muszę spróbować. ;p
Tak złych wodospadów chyba w żadnej grze AAA nie widziałem.
Oj, bo wstawię legendarnego screena ze Starfielda ;p
Dokładnie to miałem na myśli, z czym walczysz? xD Chociaż na tle całego najt city i tak wypada świetnie. I ma momenty, Asasyn nie ma momentów; totalnie jest generyczny
Zablokowałem Was i co mi zrobicie 😝 Ten pere-coś tam na śmietnik historii, totalny ignorant. Ale Ty,
Dobry artykuł! A clue już wyłuszczone - early access jest jak widelec: można nim zjeść ziemniaka albo wybić oko. Był chyba kiedyś u Was,
Główny antagonista poprzedniej części przyzwał kolegów - rozwalenie ich to fabuła kolejnej części. Nie zapomnij o amulecie
Dziękuję wszystkim cieplutko za propozycje! 🫶 Okazało się, jak zresztą sądziłem, że najciemniej pod latarnią i przegapiłem leżące tuż pod ryjem tytuły: Terrinoth, Gorasul, Black Gesyer czy Warhounds (a ma nawet polskie napisy!). Jednak co forum, to forum - redaktorzy mają presje i indeksowanie w Google, a od użytkowników jednak polecania są czystsze.
A teraz czas na Tormenta, legendę legend 😎
Poza AI to mogę się zgodzić - nawet z dobranymi promptami rzadko robi robotę. No ale można też czytać subiektywne listy niektórych userów, np. z dyskusji (i listy) powyżej ukradłem sobie Technomancera i reakcją łańcuchową gry producenta Spiders 🙂
No chyba, że możesz zmonetyzować ból 4 liter co niektórych.
Pierwsza rzecz, jaką zrobię, gry ogram listę życzeń, to stworzenie tierlisty - w S tierze DA:Inkwizycja będzie obok Disco Elisyum; niech lecą pomidory (ponoć mają sporo żelaza i cynku ;p)
Takie listy zawierają praktycznie zawsze te same popularne tytuły.
No akurat na jechanej liście Codexu jest Dragons Dogma, Kenshi, Anachronox, Jade Empire i parę innych, fajnych znajdziek.
Moim zdaniem lepiej zrobić ogólną listę i z czasem odsiewać, lub dodawać do niej kolejne pozycje.
Czy to nie właśnie jest idea listy na Codex? ;)
Pewnie dlatego nie robię list najlepszych crpg (dopiero by były płacze, że jak mogłem coś pominąć, albo dlaczego dla mnie najlepsze crpg to Battle Brothers (bo nie ma fabuły :)
I dlatego właśnie trzeba było takową zrobić - takie są lepsze niż setne klony aka 1. Wiedźmin, 2. Cyberpunk, 3. BG 3 itd.
Każdy robi, jak chce, tylko teraz czasy dla gier RPG są zupełnie inne, niż te, o których piszesz - zalew śmieci, średniactwa, marketingu. Głosy i listy weteranów pozwalają się odnaleźć i ułatwić poszukiwania rzeczy wartościowych. To czy Fallout dla kogoś jest 1. czy 14. na liście best of the best,to dyskusja dobra do darcia kotów między fanatykami, a mądry lurker sobie po prostu spisze wartościowe tytuły i pójdzie swoją drogą. Zresztą nie tylko w przemyśle growym tak jest; od 15 lat zajmuje się literaturą zawodowo i prywatnie - w tym czasie wyróżnienia takie jak Nagroda Literacka Nike, którą dostawali ongiś Różewicz, Miłosz czy Barańczak, zaczęła przypadać byle solidnym reportażom czy poprawnym powieściom, których wydawnictwa takie jak Czarne mają na pęczki. Dlatego w czasach rozdmuchanego kapitalizmu problemem nie jest dostępność czy liczba, ale odsiew. Stąd popularność wszelkich tierlist, również na GOL-u. Mi się rankingi RPG bardzo podobają, a że Codexy sobie coś tam klepią o czołobitnej czci do pewnych gier, to ich sprawa. Mogą do woli szukać aryjskości gatunku i uważać, że ME2 to nie RPG - ja tam tylko wpadam na zwiad, biorę co dobre i robię wyjazd (polecam)
"Opisz fabułę gry tak źle, jak to możliwe"
Wybitne postacie, dialogi, narracja, zwroty akcji; pospołu głęboka i skłaniająca do refleksji. Everest scenariusza, K2 fabuły. Gra Bethesdy.
A z rok temu był "wielki" bojkot CA że wydają zabugowane, niedorobione DLC w wysokich cenach.
To robili fantaści pokroju LegendTotalWar i jego akolitów - wiadomo było, że CA nie naprawi silnika, na którym działa gigatona zawartości, bo to praktycznie niemożliwe. Co zabawne, LtW i jego fani są mistrzami w glitchowaniu tego silnika, więc "nie podobają mi się błędy, ale będę je do cna wykorzystywał".
Nie żeby coś, ale już napisaliście bliźniaczego newsa:
Artykuł-izotop poprzedniego. No nie jest frapująca publicystyka ani dobra praktyka dziennikarska
Najwyżej oceniony ME to dwójeczka - szacun. Fajna lista, właśnie sam gram w Tormenta. A F1 wyżej od F2 bo bardziej zwarty?
To nie jest taki zły wynik, są gry które miałyby + jedno zero w skali wydatków dziennych, nawet odliczając budżety marketingowe, a stan techniczny na premierę podobnie fatalny
Nie rozpoznają, bo mało kto czyta prozę, a jeszcze mniej osób dobrą prozę. Jak powiedział Harold Bloom - kiepska literatura jest cała taka sama, za to dobra niewyobrażalnie bogata. Te wszystkie kryminały w Karkonoszach, Tatrach, bibliotekarki z Auschwitz, Blanki Lipińskie, Krystyny Mirek to najbardziej ograne motywy, najprostszy język, najpłytsza psychologia, zero clue, żadnych głębszych tematów.
Poza tym w artykule nie jest napisane, jak długie były teksty - podszyć się na kilka stron pod Orwella, Sienkiewicza czy Balzaca umie w tej chwili nawet Gemini.
Ponieważ żyję w kraju, w którym językiem urzędowym jest polski, nie chce mi się czytać Waszej angielskiej agendy. Sorki, chłopaki. Polecam wyjazd do Biringham czy coś, będziecie się wówczas nurzać w Waszym języku ukochanym. Możecie się wtedy pyszczyć, ale pamiętajcie, że małe estońskie studio przetłumaczyło milion słów w Disco Elizjum, a w Tormencie z 1999 dołożyli nawet częściowy dubbing =) Ale pamiętajcie, „względy biznesowe", jak już usłużny kolega wyłuszczył.
Obrałem w czerwcu wyzwanie zagrania w każdy RPG uznawany przez kolektyw fanowski za warty uwagi i... Powiem szczerze, że jestem zaskoczony, że jest tak mało fajnych RPG. Disco Elisium, trzy Dragon Age, 2 KOTORy, Expeditions, i pierwszy Baldur - w trzy miesiące ograne tyle klasyki. Za rok-dwa (może trzy?) będę miał praktycznie cały kanon CODEX ograny. W dodatku część gier nie działa wcale lub częściowo na moim kompie (Arcanum, Fallout 1, Wizardry 6), więc pula jest jeszcze mniejsza. Kurde, trochę mnie to smuci, że tak mało tego :/
Lenistwem i chciwością się kierują, nie kryptonimujmy tego, czym są korporacje. Mała giereczka jak Moonlighter, indyk, może mieć polski? Może. To gry jak Dragons Dogma też powinny.
Konsekwencją tego jest to, że dziś nie posługuję się językiem francuskim.
Wy nie rozróżniacie posługiwania się językiem od bilingwalności, mając nawet solidny poziom B2 zawsze jesteś w strefie dyskomfortu, braku, umknie Ci idiom, ironia, aluzja, gra słów.
Dla mnie nie jest problemem, żeby raz na jakiś czas przetłumaczyć sobie jakieś pojedyncze słowo
No właśnie, pasywna klientela. Robiłem sobie ostatnio z AI test zrozumienia Pyre na paru losowych fragmentach, zrozumienie od 85 do 90% - nieakceptowalne. Anglik nie ma takich problemów, a płaci tyle samo. Czemu ja mam sięgać po słowniki? Dostanę zniżkę? Guzik.
Zastanowiłbym się raczej, czy nie tracisz więcej, rezygnując z gier, które nie zostały spolszczone.
Gdzie pisałem, że rezygnuję? W takim Kenshi mam 100+ godzin. Dla mnie po prostu gra niespolszczona to z miejsca ławka rezerwowych. Mogę kupić Bastion albo Pyre od Supergiant Games - którą grę wybiorę? Spolszczoną.
Poza tym języka można nauczyć się nawet w późniejszym wieku.
"Nauczyć się języka" - Wam się dalej myli z paroma miesiącami pracy, po których umiecie "how are you". Po takim czasie nawet nie myślisz po angielsku, który jest pozycyjny (a polski deklinacyjny). Wy naprawdę nie macie pojęcia, jaką ignorancją się wykazujecie, pisząc "nauczyć się języka".
Bethesda, patrząc na ich ostatnie filozofie projektowe, zrobi wielki, megalomański świat z plotem na poziomie Crimson Fleet ze Starfielda. Oni ostatnio mają problem nawet z elementarną logiką wydarzeń - np. przekazanie nam pierwszego statku po prologu Starfielda, to totalny dramat pisarski; "jesteś górnikiem, ale w sumie masz, polataj se - ja zostanę w kopalni za ciebie" 😭
Wyjątkowo niestrawna jest ta atencjuszka, jak i cały głupi amerykański gówno-marketing, którego niestety pełno wszędzie wokół. A to story is even greater to już chyba halucynacje na miarę twitów Trumpa, chociaż chciałbym się mylić.
Trochę rozczarowałem się proporcjami. Początek gry obiecuje dyskurs o uzależnieniach i ciemniejszej stronie filozofii, o uciekaniu w alkoholowy nihilizm. Później okazuje się, że główny kawałek tortu to historiozofia i filozofia społeczna. Jest tu kapitalizm, moralizm, eugenika, komunizm i faszyzm. Szwedzki stół z wieku XIX i XX (oraz XVIII, bo 1789).
Disco Elysium szpanuje historiozoficznymi exposé, ale po przyjrzeniu się widzimy, że nie ma tu nic o faszyzmie, czego nie powiedziałby Eco, ani nic o komunizmie, o czym nie pisałby Tony Judt. Joyce Messier mówi na przykład, że kapitał potrafi wchłonąć wszelką krytykę – nawet krytycy kapitału tak naprawdę go wzmacniają. Tylko że to jest Mark Fisher, a bardziej literacko Jacek Dukaj z „Linii oporu” – to naprawdę nie są żadne nowe konkluzje, to laptop Apple z naklejką „anarchia” ze słynnego mema. Disco Elysium kolportuje to, co wszyscy w miarę rozgarnięci i tak wiedzą: że kapitalizm zamienia rewolucjonistów w gadżety, czyniąc z ich gniewu jeszcze jedno źródło zysku. Bunt, zamiast rozsadzić mury, po prostu maluje je na modny kolor (w przypadku gry – czerwony).
Prawda jest jednak taka, że pod kątem samej teorii politycznej Kurvitz i jego ekipa nie wymyślili niczego nowego. Wzięli dwudziestowieczny kanon eseistyki (od Szkoły Frankfurckiej, przez krytykę totalitaryzmów, po historię powojenną Europy) i ubrali go w erudycyjne, poetyckie frazy. Jeśli ktoś te książki kojarzy, w dyskusyjnej części gry nie odkryje Ameryki. To oczywiście dalej solidna i intrygująca proza (to gra-książka), ale sam, podbudowany recenzenckimi ochami i achami, liczyłem na bardziej wyrafinowany posiłek. Natomiast zdanie z recenzji GOL-a, jakoby to był „skarb kultury, który można by stawiać obok arcydzieł literatury”, uważam za całkowite nieporozumienie. Gdzie Rzym, a gdzie Krym. To świetna gra z ambicjami, ale nie Balzac czy Flaubert.
Mechanika gry i rozwój postaci są deko kontrowersyjne: gra ani razu nie wyłuszczyła klarownie, że spadek morale do gołego zera oznacza spotkanie z kostuchą. No nie jest to dla mnie takie oczywiste. Irytuje także, że trucht nie jest domyślnym trybem poruszania się – powinien być zbindowany klawisz przełączania biegu, bo double click działa niewygodnie. Natomiast nie przeszkadzały mi rzuty kośćmi (ten zarzut pojawia się sporadycznie); nawet najlepszy strzelec może nie trafić w klamrę pasa transportowego – zwłaszcza gdy ma obok siebie gnijącego trupa i ręce drżące od kaca. Generalnie jestem zadowolony z wyniku moich rzutów i uważam je za sprawiedliwe, a mechanikę za sensowną.
Świat i klimat: ZA/UM wjechało jak Rudy 102 w sosnowy zagajnik. Jestem frankofilem, więc wszystkie „allons-y” i „bordel de merde” urobiły moje serduszko. A gdy mowa o klimacie, to może już słowami Huysmansa, nomen omen, Francuza: wzlatuje w przestworza, trzymając się grobu zarazem. Estończycy zrobili z tej gry Fukuyamowski koniec historii, z końcem potraktowanym bardzo dosłownie. Wygrał korpokapitalizm, a komuniści – upiory przegranego ustroju – siedzą w bunkrach i psioczą na świat albo walą browar za browarem, wierząc w jakąś solidarność lokalsów... przynajmniej dopóki wysłannicy kapitalizmu nie odwiedzą ich w ceramicznych pancerzach. To świat, który nie ma dla siebie formuły; rozpada się w sensie jak najbardziej fizycznym. Mamy nawet okazję porozmawiać z... Nicością(?), która pożera uniwersum Disco Elysium, prawa fizyki i materię.
Graficznie jest świetnie: zgaszone, depresyjne kolory kończące się grubymi maziami pędzla, jakby artysta miał dość siebie i swojej sztuki... A przy tym interfejs i okna postaci ostre jak brzytwa, miejscami neonowe. Totalnie trafione... chyba że mówimy o czytelności mapy. Wtedy już nie jest tak dobrze. Często klikam w miejsca nieklikalne albo nie dostrzegam przejścia, które, jak się okazuje, istnieje. Wkurza to.
I największy minus, zakończenie:
spoiler start
Deus ex machina w postaci Patyczaka, który ratuje nam dupę po tym wszystkim, co narobiliśmy... i Kim Kitsuragi mówiący, że jesteśmy najlepszym detektywem na świecie (a wyzywałem się przy nim z Cuno od p...ów). No nie klei się to…
spoiler stop
Ocena? 8,5/10 naciągnięta na 9 za dodanie języka polskiego, ale też dlatego, że tak wspaniałe inicjatywy po prostu się szanuje. Mimo chłodnego komentarza jestem bardzo zadowolony.
Niektóre z tych gier mają wyższe oceny na Steam niż wspomniane Limbo. Z dwoma, o których poczytałem - Dive or die i Shards of order - wiążę pewnie nadzieje; z całą pewnością jednak daleko im do bycia "gównem".
Tak naprawdę Disco Elysium to bardzo zły przykład.
Tym bardziej chcę, żeby kolega
No chyba że grasz w Call of Duty i wystarczą Ci słowa start, save, load.
Bo w każdej skrzynce leży 20 itemów, z czego zresztą zrezygnowali w Valhalli, widząc, że za dużo tych generycznych "nagród". Możesz sobie zmodyfikować mieczyk, ale pójdziesz na obszar o 2 levele za wysoki, to wynik będzie ten sam - Twoja śmierć 😊 Wszystkie bronie w PoE są handmade, AC ma większość losowo generowanych - to żadna zaleta, że tyle jest tego złomu. W PoE jak sobie zrobisz odpowiedni build + broń, to możesz solować bossów z endgame, a w AC i tak będziesz siedział na obszarze, jaki gra przeznaczyła na Twój level.
To że jakaś gra opływa w lore dump nie czyni jej wcale lepszą
Od czasów DA: Origins dowiedzieliśmy się, że Bóg nie istnieje, Czarne Miasto nie zostało skażone, a nasz towarzysz jest dawnym „bogiem”, który odpowiada ze separację zaświatów i świata materialnego. Po raz pierwszy od 1000 lat odwiedziliśmy pustkę fizycznie; była fabuła o losie uchodźcy, terroryzmie, kompleksie boga, o wspinaniu się na drabinie społecznej i cenie, jaką za to płacimy. W AC natomiast są jacyś asasyni (u wikingów nawet xD) i templariusze, i się nie lubią... Kaniec. A w fabułę FC to nawet szkoda wycierać buty.
Fabuła także lepsza
Pillarsy mają swoje problemy, jednym z nich jest to, że historia w POE1 jest najlepsza, kiedy zmierza ku końcowi; nie ma gier doskonałych A sama intryga (jak w PoE Deadfire) staje się mało czytelna. Mało czytelna? Masz zabić boga i Ci się nie udaje, co w tym nieczytelnego? To już 1 z tymi swoimi puzzlo-wspomnieniami jest mniej czytelna.
Że niby te fiolety i ledoza w Veilguard jest lepsza? XD I te mordy gumowe? Po pierwszej scenie, gdy policja z Tevinteru krzyczy do nas przez głośniki (sic!) myślałem, że włączyłem Psychopass a nie Dragon Age
Dla kogoś, kto tylko macha mieczem - scenarzyści chyba nie grali nawet w poprzednie części, np. Solas w Veilguardzie mówi, że brzydzi się magią krwi - bo wcale w rozmowach z nim w Inkwizycji nie wynikało, że magia krwi jest neutralna, tylko templariusze zrobili z niej kozła ofiarnego. Albo jak krzyczy na koniec, że jest bogiem - bo wcale nie wyjaśnił nam grę wcześniej, że bogowie nie istnieją - to tylko potężni magowie otoczeni kultem. Ogólnie jeżeli ktoś lubi gry Ubisoftu to pewnie i Veilguard uzna za dobry. Ta gra jest na każdym narracyjnym polu gorsza, a od machania mieczem są bardziej dopracowane gry
"Dragon Age zawsze był „zbyt zacofany” dla Electronic Arts" - dlatego im bardziej EA chciało go uwspółcześnić, tym więcej traciła ta marka. Ze spin offa robionego w 18 miesięcy zrobili pełnoprawną część, do Inkwizycji dołożyli denny i beznadziejny prawie-otwarty świat, a Veilguarda to nawet szkoda komentować
Mam B2 w angielskim i B1 we francuskim, ale gdy dostaję grę pokroju Rogue Tradera czy Disco Elisium ze specyficznym słownictwem, to ucieka mi kilka procent zasobu leksykalnego, co jest dla mnie nieakceptowalne. Nie wspominam o tym, że angielski to prymitywny i paskudny język, dziesięć razy bardziej szanuję języki narodowe, a w dzisiejszych czasach zrobić translację jest szybciej i łatwiej niż kiedykolwiek. Ergo: lenistwo i niechlujstwo wydawców + usłużni klienci, którzy nawet nie domagają się, by za taką samą cenę co na zachodzie dostać przetłumaczony produkt
Ta gra nie chciała, żebyś był silny. Nawet leczenie odebrali magom. Puść sobie stoper z walkami z prologu i endgame - czas wyjdzie podobny. I autoscaling. I na autowalki.
DAI jest to samo z wyłączeniem polimorfii
Szkoła leczenia, najbardziej przydatna. Każdy poradnik Ci powie, że gdy nie grasz magiem, to idź do wieży po Wynne.
za każdym razem jak wybierałem z drużyny wojownika i wskazywałem mu cel, to podchodził do celu i go atakował bez problemu
bo grałeś taktykiem, w TPP mój rogue nie sięgał atakiem wrogów... Cały czas... Dlatego grałem z pozycji TPP Dorianem.
Inkwizycja zrobiła dokładnie to, co Mass Effect 2
Ale ile miałeś w ME2 przedmiotów? Bez DLC były chyba dwa karabiny. Nawet w stareńkim Risenie bronie miały ikony w ekwipunku.
Nie wystawię tej grze oceny, bo jej nie ukończyłem, ale siedzi we mnie taki hejterek - uzasadniony zresztą - który mówi „brak szacunku dla materiału źródłowego”. Np. Solas, nasz towarzysz z DA:I, mówi dość wyraźnie: magia krwi to tylko narzędzie, a ma prerogatywy, by to mówić, bo jest w top3 magicznych bytów tego uniwersum. Magią krwi, jak widlecem, możesz zjeść ziemniaka albo wydłubać oko - takie zostawia przesłanie. Tymczasem Solas w DA:Veilguard: brzydzę się magią krwi! Naprawdę pewne rzeczy powinno się doczytać.
Super wpis, ale prośba dla p. Marcina, żeby dodać wyróżnione zdanie o tym, czy dostępny jest język polski. Tak samo, jak przy premierach miesiąca. Dla wielu użytkowników to czynnik esencjonalny
Chociażby po dubbingu, czyż nie? ;p Ale może niech sobie porcjują robotę - to da czas na przemyślenia, bo jednak nad G1:R myśleli całkiem długo i chyba mają ambicje rozwijać poszczególne sceny i elementy fabuły
Mam nadzieję, że Noc Kruka zrobią osobno. Dużo map i materiału na jedno podejście, to raz. A dwa, że ten obóz piratów, dolina z brzytwami i reszta... No same Piranhe mogły to zrobić lepiej... Nigdy nie byłem fanem NK. Obóz bandytów jedynie mi przypadł do gustu
Zastanawiam się tylko, co musi być w głowie kogoś, kto nawet gry nie odpalił, a wszędzie chodzi się mądrować na jej temat. Gość ma ewidentnie jakiś uraz, może mu Wrzód wchodził do wanny (było zapłacić Bloodwynowi za ochronę) 😅
Trudno się nie zgodzić, zwłaszcza przy pochwałach silnika Frostbite... Rok wcześniej wyszła Dragons Dogma; pod kątem eksploracji, fizyki czy nawet głupich animacji łapania się przy skoku, wygląda jak gra z innej generacji.
Przypomniałeś mi teleportujące się krokodyle na plaży 😂 Świat z Divinity to jest de facto bezklasowy - krokodyl może być magiem ziemi, a kto wie czy nie i paladynem. Wszystkie postacie i moby korzystają z jednej puli umiejętności, z której i my czerpiemy. No takiego lenistwa projektowego i braku selekcji nie ma chyba żaden inny RPG.
Już z samego protagonisty w 1 drzewko idzie: zginął, zginął Loghain, zginął Alistair, Alistair królem, Anora królową, Anora i Alistair się żenią, ślub protagonisty - wersja dla kobiety i mężczyzny, wersja z dzieckiem Morrigan, nasz bohater protagonistą Przebudzenia, strażnik z Orlais protagonistą Przebudzenia itd. Trochę się nie dziwię, że nie dowieźli
A wątek jest krótki, ale kiedy już jest grany, to mamy kino. BioWare powinno kupić Merci, kwiaty, szampana i lecieć na kolanko całować Davida Gaidera w pierścień z błaganiem o powrót. Aż się boje instalować Veilguarda...
a wybory są duzo bardziej grzeczne i mniej ciekawe niż te z origins
Ale mamy rozwinięcie Leliany, Morrigan, a lore jej starej, to jest w ogóle kosmos i inna galaktyka =) Inkwizycja ma tę przewagę, że Origins dopiero wypracowywało i przedstawiało lore, a w DA:I można go wykręcać jak szmatę, bawić się optyką, percepcją gracza, można aplikować zmiany charakteru postaciom, które już znaliśmy.
Wiem, że to nie gra na 10 - to mój wyrażony liczbowo stosunek do tej produkcji. Na szczęście nie jestem na etacie w GOL'u i mogłem zaszaleć za oceną zamiast być obiektywny ;p
CZ. 2 z 2:
O ile Origins jest grą o ratowaniu świata przed ichnimi orkami, a Dragon Age 2 to historia uchodźcy pnącego się do góry i ceny, jaką za to płaci, o tyle Inkwizycja jest dla mnie polilogiem na temat: jak ludzie i inne rasy radzą sobie z (nie)obecnością Boga? Gaider celowo zostawił najważniejsze pytanie teologiczne bez odpowiedzi (choć ja swoją znalazłem) i upiekł z tego pyszne ciasto. Składniki można odgadnąć, ale odtworzyć przepis, clue tego, co dało tyle smaku? Trudne zadanie.
W dodatku kwestia boskości… Nasz wróg będzie serio członkiem Olimpu czy może bardzo silnym dyktatorem? Bardzo mi się podoba, jak scenariuszowo jedziemy tą kolejką z pytaniami o istnienie i ontologię Stwórcy. Żaden byt poznany przez nas nie wyczerpuje definicji boga, za to aż za dobrze pokazuje ułomności ludzkiej-elfiej-krasnoludzkiej natury. Wspaniały dyskurs.
Za storytelling 10/10.
I teraz średnia ocena (rozgrywka + fabuła) / 2 powinna wynosić 6, czyli wskazywać na średniaka. A ja i tak dam 10, nie wierząc w takie proporcje. Odkąd ludzkość istnieje, tworzy siebie przez opowieść – jednostkową lub zbiorową. DA:I świetnie to uchwyca – trwają dyskusje, czy tłumowi mamy wmawiać bycie heraldem Andrasty i sami w to wierzyć, czy przerywamy tę zbiorową narrację-halucynację. Gra świetnie rozumie, że religia, tożsamość, motywacja, władza to pochodne mniej lub bardziej prawdopodobnych opowieści. Zarówno story, jak i discours są doskonałe, David Gaider tańczy fokstrota na swoich postaciach, a bohaterom, których znamy z Origins, dodaje piąty wymiar i czwartą gęstość. Opowieść pozwala porządkować świat, ale my w Inkwizycji widzimy dekonstrukcję: świat, który jest nagi, religię, która nie ma sensu, rozpacz bytów, które widziały prawdę. Nasz protagonista i towarzysze nie uciekną w żadną narrację, bo sami nadpisują stare opowieści nowymi, prekursują zmianę… przez opowieść właśnie. Inkwizycja, pomijając kulawe pomysły na rozgrywkę, to była prawdziwa uczta. Gdyby nie ubisoftowe naloty w rozgrywce, mówiono by o DA:I jako o młodszym i lepszym bracie Origins, a każda lista best RPG bez Inkwizycji byłaby uważana za potwarz albo prowokację.
Podobno EA przy produkcji DA:I zażyczyło sobie dwóch rzeczy od BioWare: otwartego świata i użycia własnego silnika (Frostbite), co bardzo ułatwiło pracę recenzentom – jeszcze przed premierą można było pisać, że największą wadą gry będą fizyka i eksploracja. Wymienić wszystkie fatalne aspekty tej bajońsko skopanej eksploracji to jak robić ranking nowotworów żołądka. Banalne, prostackie i za długie fetchquesty; dosłowne robactwo. Podniesiesz kamień i jak karaluchy roją się znaczniki: łazisz wiecznie zamykać limonkowo-ledowe szczeliny, wtykasz w ziemię patyki z flagą, przynosisz 10 skór barana. Ale te zadania poboczne jeszcze mieszczą się w kategoriach znośności – najgorzej jest, gdy BioWare chce robić fetchquesty u NPC-ów w stylu „pomagamy biednym uchodźcom/magom itp.”, bo nie dość, że są beznadziejne, to jeszcze długie, a dostajemy za nie jakieś generyczne nagrody i – żeby było kuriozalnie – generyczne podziękowania. Zachciało się robić The Elder Scrolls w świecie Thedas, ale żuk gnojarz umoczony w alkoholu to dalej nie skarabeusz. Co gorsza, ten świat jest za duży i wymaga farmienia surowców (władza, wpływ), żeby odblokowywać główny wątek. Skandaliczne męczenie gracza, potwarz.
Fatalny jest też system rozwoju postaci i szczerze mówiąc, wolałbym, żeby go nie było. Skoro twórcy już i tak wybierają za mnie, kiedy i jakie atrybuty mam mieć zwiększone, to niech sami ciągną ten wózek – od 8. poziomu robiłem jedynie auto-awanse. W dodatku przeciwnicy dostosowują się do naszego poziomu, więc nie ma poczucia progresu i rozwoju; każdy build w tej grze jest obrzydliwie wręcz bezpieczny. (Usunęli nawet magom czary leczące, litości!). A jeszcze bronie i pancerze są ograniczone zdobywanym poziomem… W grze, w której maksymalny poziom to 20… Rozumiem taki zabieg w Dragon’s Dogmie, gdzie level cap wynosi 200, a z pierwszej lokacji mamy dostęp do DLC, gdzie możemy wyfarmić najlepsze zabawki, ale w DA:I pozostaje mi tylko położyć rękę na czole i rzewnie zapłakać. Ta gra nie chce, żeby gracz był silny.
Co do tych wodotrysków graficznych, o których tu czytam – ta gra jest średnia. Urodą to taka ławka rezerwowych, drugi bramkarz w klubie. Oświetlenie jest tak złe, że widziałem warstwy włosów w modelu brody mojej postaci. Lokacje są średnie, o czym pewnie BioWare wiedziało, bo praktycznie nie ma tu otwartych widoków – świat sam się zasłania drzewami, górami, skałami. Bryły mają złe proporcje – widać to wyraźnie np. po drabinach, które są grube i ciężkie jak z marmuru. Trochę Fable’a wlało się do produkcji, z niekorzyścią dla niej. Ŕ propos gór: lokacje są zbyt wertykalne, no dosłownie jak po salwie moździerzowej, skutkiem czego w tej grze źle się przemieszcza. (A chodzi się też źle, bo fizyka skoku i wchodzenia po stromościach jest fatalna).
Summa summarum: rozgrywka 2/10.
Fabularnie natomiast DA:I… jest najlepszą rzeczą, jaką stworzyło BioWare. Kamera, kadry, dramaturgia, zwroty akcji, „recykling” postaci z poprzednich części: top. To, jak rozbudowana została Morrigan albo Leliana – która dostała nie tylko sporą dozę niejednoznaczności, ale także dramatyczny moment fabularny, który zmienia ją psychicznie i fizycznie – zasługuje na gromkie brawa. Z perspektywy tego questa rozmowa Jacoba z ME2 ze swoim starym wydaje się wręcz tanią pyskówką. A skoro już inwokuję legendę – towarzysze z DA:I to dla mnie poziom Mass Effecta 2 ex aequo. To niezwykle nobilitujące porównanie, ale w pełni zasłużone.
Omówmy lore, bo tutaj David Gaider dał pokaz akrobatyki. Chłop literalnie polizał łokieć i dotknął czubkiem nosa pięty – nie uwierzyłbym, że z lore Thedas da się aż tyle wydestylować, zachowując koherencję. Z perspektywy Inkwizycji Origins wydaje się piaskownicą, bezpieczną zabawą w ratowanie świata, gdzie w ramach eksperymentu możemy co najwyżej oddać gówniarza sukkubowi. W DA:I występuje jeden z najlepszych loretwistów w grach komputerowych, występuje też jedno z największych tąpnięć, gdy mówimy o głębokości lore. Zadania główne są znakomite i zróżnicowane – do moich ulubieńców dołącza śledztwo na balu (które spartoliłem) oraz… no w sumie wszystko od momentu poznania Doriana. Antagonista? Świetny. Wejście w ogniu, strzelające trebusze, rzeź na niespotykaną skalę, cudownie basowy głos, jak na złola przystało i…
spoiler start
I have seen the throne of the gods, and it was empty! I stood upon the threshold of the Black City. I looked into the heart of the Fade, and I found only darkness.
spoiler stop
CZ. 1 z 2.
Chińczycy robią grę typowo pod PC? Ciekawostka. Czyżby rynek tam różnił się od Japonii / Korei?
Wrócą złote czasy a la XBOX for games LIVE? 15 lat temu podobny znaczek oznaczał "tego gówna nie kupuj". Może jeszcze kolejni będą chcieli swój launcher i sklep, jakby za mało było na pulpicie ikon do gówno-pośredników między graczem a grą
Spirit przypadnie do gustu fanom nekromancji, pozwalając przywoływać potężne sługi.
Kocham TQ! Ale gra pod pety to raczej challenge run, dlatego miło widzieć, że w dwójce to aktywny build
Trudno zacząć komentarz od czegoś innego niż zasadzenie kuksańca bezosobowym garniturom z Electronic Arts. Gdyby kogoś zastanawiało, skąd tak rażące różnice między częścią pierwszą a drugą, spieszę donieść: BioWare, tworząc Dragon Age: Origins, miało komfort czasu i technologii — 5–6 lat na produkcję (vs 17 miesięcy na Dragon Age II), skupienie przede wszystkim na pecetach, brak bata nad sobą (EA wykupiło BioWare dopiero w 2007 roku i początkowo wykazywało się cierpliwością) oraz sprawdzony w grach RPG silnik Eclipse, będący ewolucją Aurory. Efekt? Origins, które zawsze będzie wymieniane jako jeden z czołowych RPG-ów w historii.
A teraz Dragon Age II: wielokrotnie krótszy czas na produkcję, a w dodatku Electronic Arts nie chciało zamknąć roku fiskalnego bez czegoś, czym mogłoby się pochwalić, więc zabrano się za Przebudzenie, a prace nad „dwójką” wstrzymano. Fatalne warunki pracy, w których pracownicy siedzieli w biurze po kilkanaście godzin dziennie, oraz przerobienie spin-offa na oficjalną część drugą wyłącznie ze względów marketingowych… Zarząd ewidentnie przez swoją głupotę mógł zniszczyć tę markę, którą ciężką pracą i talentem uratowali po prostu pracownicy. Natomiast korporacyjny wampiryzm EA i zarządu przyczyniał się do stopniowego czeźnięcia serii. W DA3 na przykład Electronic Arts wymusiło pracę na niepasującym do RPG silniku Frostbite (by oszczędzić na licencjach), a jednocześnie zamarzyło im się zapłynąć na fali otwartych światów po sukcesie m.in. Skyrima. Efektem tego pomysłu jest fakt, że eksplorację w DA3 wymienia się jako główną wadę. Tak w skrócie wygląda los marki pod szyldem Electronic Arts.
Na szczęście dla graczy bezosobowe garnitury z zarządu zepsuły Dragon Age II tylko częściowo. Tak duża presja okazała się też polem do ryzykownych pomysłów; podobno ekipa nie miała czasu nawet na burzę mózgów i selekcję scenariusza. Skutkiem tego jest spora odwaga decyzyjna: wiele rozwiązań questów w DA2 nie ma dobrego finału. Nie ma tu schematu z Origins, że najpierw idziesz do magów, potem ratujesz dzieciaka u arla Eamona i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Ponoć w rozmowie Davida Gaidera z głównym projektantem Mikiem Laidlawem padły słowa, że są zmęczeni ciągłym głaskaniem ego gracza i udowadnianiem mu, że jest wyjątkowy. I faktycznie DA2 jest bardziej lapidarne i bezkompromisowe. Oczywiście jako protagonista wspinamy się po drabince sukcesu, ale cena za każdy pokonany stopień jest bardzo wysoka.
Bardzo lubię Kirkwall, choć pod względem topograficznym jest zbyt korytarzowe i cierpi na dziwną przypadłość prostopadłości — prawie każda ulica czy aleja krzyżuje się pod kątem 90°, co to za dziwy? Chodzi się po tym mieście jak w Pac-Manie… Ale za to ma klimat; ba, nawet ekrany wczytywania nim ociekają. DA2 to dla mnie król balansu — w DA3 jest za dużo „ledozy”, limonkowego koloru i tanich efektów cząsteczkowych, a DA4 to w ogóle kolorowanka z ostrzeżeniem o epilepsji. W DA2 kompozycja i estetyka korespondują z tym, co widzimy: kryzysem uchodźczym, próbą wydostania się z rynsztoku, interesami możnych, fanatyzmem czy wręcz terroryzmem. W tym aspekcie dobrze gra cała orkiestra.
Za to fałszywy dźwięk słychać, gdy mówimy o rozwoju postaci, tworzeniu bohatera, różnorodności przeciwników, atrakcyjności starć, czytelności interfejsu, pustce późniejszych etapów i ogólnym pośpiechu, który widać na każdym kroku.
A ja sobie teraz ogrywam Inkwizycję, i mogli by dla mnie zrobić taką samą grę, na tym samym silniku, ba, nawet z tymi samymi wadami. To samo zresztą mogę powiedzieć o Origins. Niestety the bille z EA regularnie sabotują te gry: przy DA2 chcieli zamknąć rok fiskalny jakimś gorącym tytułem, więc porzucili DA2, ekipa zaczęła robić Przebudzenie, a potem, zonk, na DA2 zostało 18 miesięcy (kiedy na Origins mieli kilka lat). Potem przy Inkwizycji EA sobie zażyczyło, że ma być na ich silniku, który nie nadawał się do RPG - w wywiadach z twórcami opisywali, że musieli nawet system zapisu gry zaprojektować. Najgorszy sort chciwych śmieci przekonanych o wartości własnych pomysłów
Nie jestem specem od gunplayu, ale strzelało mi się tak samo jak w innych strzelankach AAA; sporo czasu popylałem zresztą z Coltem, bo to projekt piękny i klasyczny, ergo za wielu broni nie przetestowałem, a zbieranie skinów aż tak mnie nie jara. Ale na pewno mogę powiedzieć, że w każdej materii bawiłem się lepiej w Borderlands i tam niektóre rozwiązania mają sens: na przykład logiczne jest dla mnie, że mutant żyje po wbiciu mu połowy magazynka w tyłek, ale jakiś półnagi ćpun przeżywający taki ostrzał wywołuje u mnie poczucie żenady.
Far Kraje to zawsze były głupkowate gry, których założenia gameplayowe dalekie były od ideału. FC1 od połowy zmieniał się w sztampowe, biopunkowe mydliny fabularne; FC2, w którym broń zacinała się częściej niż jąkający na deklamacji wierszy, czy wreszcie król głupoty: FC3 z pancernymi zwierzętami.
Far Cry 5 jest niestety równie głupi, choć początkowe sceny pod kątem scenariusza są doskonale napisane. Nie jest to natomiast gra, która lubi nadmiar pochwał, bo już chwilę po wyjściu z prologowej wyspy doświadczyłem scen dantejskich: kobieta uciekająca w popłochu przed skunksem oraz orzeł, który chyba pomylił mnie z zającem i atakował z uporem godnym lepszej sprawy. W dodatku takiej liczby naboi nie przyjąłby na klatę chyba nawet Hawkman, więc tym bardziej nie powinien jakiś zwyczajny „hawk”.
Szwarccharakter i historia mogłyby być ciekawym komentarzem społecznym – coś w stylu wielebnego Jimmy’ego Jonesa, Jonestown czy innych masowych zjawisk religijnych. Mogłyby, ale nie są. Far Cry lubi być ostentacyjnie głupi, jedzie na kliszach w stylu „zabili go i uciekł”. Game loop szybko robi się nudny, bo ile checkpointów na mapie można obskoczyć bez ziewania? W dodatku wrogowie bez przerwy nas dręczą – ciągle jeżdżą, latają, skunksy na nas pierdzą, a pumy gryzą. Przejście 50 metrów w tej grze bez spotkania jakiegoś agresora graniczy z cudem. Jakie to upierdliwe.
Parę modeli? Kretoszczur, ścierwojad, cieniostwór, harpie, kąsacz, zębacz, ogar, brzytwa, topielec, orkowy pies, jaszczur, ognisty jaszczur, błotny waż, krwiopijca, troll, golem, demon, wilk, kilka rodzajów goblinów, orków, szkieletów - wymienione tylko od niechcenia z pamięci. A parę według słownika to przedział od 3 do 9.
Najbardziej w tym nowym scenariuszu podoba mi się trolowanie starych wygów. Idź przynieś kółko zębate Ianowi, to na pewno otworzy kopalnie na dole 😂 A propos kopalni, to G:Remake fantastycznie zalał treścią niewykorzystane wątki (Opuszczona kopalnia, Quentin i bandyci) i bardzo fajnie wplótł je w główny materiał; ergo nie ma poczucia, że są z dupy. Podobało mi się też przerobienie wątku Baala Lukora -
spoiler start
w G1 wszedł w jakieś pajęczyny i mu odyebało, a tu dostaliśmy cudowny (naprawdę cudowny!) fresk ze Śniącym i nagle naprawdę poczuliśmy ten loretwist, że Śniący to wróg ludzkości, co w oryginale było dość arbitralne
spoiler stop