Czytam sobie komentarze ludzi pokroju arianrod i nie tylko ręce mi opadają. Jest rzeczą smutną że ludzie, którzy mają pasję, jakieś hobby są nazywani śmieciarzami. Zazwyczaj takie rzeczy piszą ludzie, których jedynym celem życiowym jest picie browarów z kumplami, leżenie do góry wałkiem, odpalenie Fify kupionej cyfrowo i dupczenie. Rozumiem też że ci którzy kolekcjonują gry są śmieciarzami ale bibliofile, filateliści, numizmatycy i inni zbieracze pudełek od zapałek i zapalniczek są lepsi i oni nie śmiecą? Co z melomanami którzy mają tysiące płyt winylowych? Proszę do nich iść i powiedzieć im że są śmieciarzami.
W ogóle doszliśmy do jakiejś sytuacji absurdalnej. Na forum o grach video, tłumaczę dlaczego zbieram gry video. To trochę tak jakbym na forum tancerzy musiał się tłumaczyć dlaczego lubię tańczyć bo ktoś by to uznał za nienormalne. Dlaczego zbieram gry? Bo są moją pasją od 30 lat. Bo bardzo szybko zdałem sobie sprawę jak ulotne w ludzkiej pamięci jest to medium. Kto dzisiaj pamięta takie tytuły jak Absolute Zero, Air Havoc Controller, Battles in Time czy Descent to Undermountain? Zakładam że nikt lub prawie nikt. A ja je mam. Bo ich nie ma coraz więcej. Egzemplarzy tych gier jest coraz mniej. To nie tylko kolekcjonerstwo. To jest u mnie poczucie że robię coś fajnego, dobrego, zachowuję poszczególne wydania dla przyszłych pokoleń. Bo to czy dziecko złapie bakcyla nie jest bardzo istotne. Może być tak że pokocha Dragon Balla, książki fantasy i heavy metal ale gry nie będą go interesować ani nowe ani stare. Albo na odwrót. Mam plan awaryjny, są muzea starych komputerów, nie tylko w Polsce. Poza tym fajnie jest posiadać coś unikatowego, rzadkiego. Tak zwyczajnie.
Gry są medium bardzo mało żywotnym. Zawsze tak było. Kiedyś kilka lat w pudełkowej dystrybucji i do widzenia, dzisiaj gra powstaje a twórca wyłącza serwer po tygodniu i baj baj. Twórcy trochę zapominają że z punktu widzenia kulturowego to po wydaniu dzieła nie do końca są ich jedynymi właścicielami. Gry mają ciężko. Dzisiaj możesz kupić muzykę Mozarta na płytach. Filmy Bergmana a jak dobrze poszukasz to i kino nieme. Książki to w ogóle luz, ciągle wznowienia, ebooki, audiobooki.
No ale na forum o grach muszę tłumaczyć dlaczego zbieram gry. Dlaczego mam potężną kolekcję big boxów z czego większość to erpegi lub gry fantasy jak Fantasy General czy Heretic. Dlaczego kupuję dyski zewnętrzne i tam zgrywam gry z GOGa. Bo gry jak nic innego nie wpłynęły na moje życie. Bo to dzięki lekturze Gildii RPG w Gamblerze pokochałem cRPG. To dzięki Gildii RPG zacząłem czytać literaturę fantasy a potem wszelką inną. To Heroes of Might and Magic III sprawił że zacząłem interesować się mitologiami i religiami i w konsekwencji: dokonałem apostazji i jestem mentalnym poganinem. To Diablo II i Icewind Dale ukształtowały częściowo mój preferowany typ literatury fantasy i sposób grania w cRPG. Bez Diablo II nie byłoby miedzianowłosej łuczniczki, która mi towarzyszy w grach 26 lat i o której piszę książkę. Gry są dla mnie ważne jak literatura, ważniejsze niż muzyka, ważniejsze niż film. Bez gier byłbym innym człowiekiem. No ale muszę to tłumaczyć na forum o grach. Muszę tłumaczyć dlaczego je zbieram i dlaczego pudełka z Diablo II i Red Alert (pierwszy RTS, pierwsza gra oryginalna, pierwsza gra na CD w życiu) to nie jest śmieć tylko element życia. I dlaczego ubolewam nad tym jak wygląda dystrybucja tychże, ich perspektywa przetrwania jako dzieł kultury. I ubolewam nad tym że dla wielu graczy gry to tylko po prostu... Gry. Są to są. Nie ma to nie ma. Takie tam śmieci. Szkoda. Tak więc arianrod, ja dalej będę śmiecił, dalej będę kupował gry, filmy i muzykę w pudlach. Jeżeli dla ciebie kolekcjonowanie gier jest śmieceniem, to trudno. Dla mnie to pielęgnowanie kawałka historii medium, które ukształtowało moje życie. Nie oczekuję, że każdy to zrozumie. Oczekuję jedynie odrobiny szacunku wobec ludzi mających inne hobby.
Miałem podobną kolekcję. Ponad 400 gier, jeszcze zbieranych od czasów PSOne. Kilka lat temu opchnąłem to wszystko (zarobiłem krocie, nie przeczę). Znudziło mi się trzymanie tego :)
Ale wciąż kupuję pudła, bo dzięki temu ogrywam gry niemal za friko po odsprzedaży. A teraz, za strzelankę na 10 godzin 350 zł w cyfrze nie wydam (a i zapomnijcie, że w cyfrowym sklepie po zniknięciu pudełek gry będą szybko taniały - jeśli nie będzie alternatywy to przeceny typu 50% się szybciutko skończą, albo będą obwarowane limitem czasu, vide kilka dni!).
Nie rozumiem tych wszystkich wyjących, co od lat "tylko cyfra" i mają konsole bez napędu (pomijam fortepiany, bo oni tradycyjnie nie "kumają niczego"). Przecież Wam nikt niczego nie zabiera. Graliście i będziecie grać tam samo. Zabiera się tylko i wyłącznie nam, którzy preferują napęd.
Tylko cyfra, wielokrotnie to szybsze, wygodniejsze, cichsze... A gry - nie sposób dziś po 20 latach wrócić do danej - bo to już kaszana..
To działało kiedyś (w sensie gry kiedyś gdy były 2d - bronią się do dziś.. a te mam wszystkie na gog'u)...
-pc z 2026 z windowsem 11,
-pc bez napędu,
-wersje gier z 2002 roku mimo tego, że miały one jeszcze późniejsze patche czy poprawki. A może je dościągujesz? ale wtedy to już nie jest wersja w którą da się grać bezpośrednio z płyty.
Mój Sprzęt
Windows 10 Pro 64-bit
AMD Ryzen 5 5600G
32 GB RAM
AMD Radeon RX 6600 8 GB
Diablo II chodzi na tym bez zająknięcia. Co zabawne: Outpost II: Divided Destiny chodzi bez szemrania. I jeszcze jedna rzecz: ja posiadam napęd. mam komputer stacjonarny. Komputer bez napędu jest dla mnie upośledzony, niepełny, jak samochód bez kierownicy.
Poza tym posiadam stary laptop, też z napędem. Windows XO, Celeron, 500 mhz bodajże (nie pamiętam dokładnie), z 512 mb ram. Cudowny do tych starych gier, które odmawiają posłuszeństwa na stacjonarce.
I tak moi przyjaciele uwielbiają oglądać tą kolekcję. Pożyczają, szanują i oddają w stanie idealnym. Czasami dyskutujemy, zwłaszcza gdy wpadnie mi coś nowego. ja już nie podziwiam, ale inni czasem tak.
I szanuję, za konsekwencje w kolekcji.
Każda zajawka zajęcie jest dobre.
Nie myślisz to kiedyś sprzedać i odzyskać nieco pieniędzy?
Bo niewiadomo czy dzisiejsze dzieciaki będą tym zainteresowanie, i raczej te pokolenia gen z, alfa, bedą mieć na to wywalone. Inne czasy.
Kiedyś, tak. Jeszcze jakieś 10,15 lat temu, powiefział bym Ci wow i poklepał po ramieniu.
Big boxów miałem więcej. Był czas że miałem...ciężki okres w życiu, na bezrobociu byłem chyba z dwa czy trzy miechy i sprzedałem dużo. W tym Resident Evil w big boxie, polska edycja za 2000 zł poszło a nałożyła sie wyprowadzka na to. Czy żałuję? Nie. Sprzedawaem starannie tytuły najmniej istotne. Jedyne czego żałuje to sprzedazy polskiej przygodówki Noc od LK Avalon w big boxie w tamtym okresie. Poszła za jakieś 800zł...Ale pluje sobie w brode do dziś. Co prawda mam pełniaka z czasopisma IO, ale ro nie to samo. Troche się odkułem i znów mam tyle ile miaem. Teraz do kolekcji brakuje mi około 4 tytułów. I jeśli idzie o gry video to będzie koniec. Mam (prawie) wszystko co chciałem, zwłaszcza w kategorii cRPG.
Jasne, można mieć napęd, ale kiedy ściągnięcie takiej starej gierki które mieściła się na 1 cd zajmuje 5 min to jaki ma to sens?
No i sam mówisz, że część już odmawia posłuszeństwa i masz starego laptopa. No to rozumiem, że za 20 lat nadal będziesz grał na lapku z 2005 XD
Zachowujesz te boxy dla historii ale tylko ty je widzisz jako wartościowe. Potem tylko ktoś po tobie będzie to musiał wyrzucić.
No i sam mówisz, że część już odmawia posłuszeństwa i masz starego laptopa. No to rozumiem, że za 20 lat nadal będziesz grał na lapku z 2005 XD
A dlaczego nie skoro ludzie dalej graja na oryginalnych Commodore i Atari?
Z resolution 800x600 w dodatku
Mi to nie przeszkadza.
Zachowujesz te boxy dla historii ale tylko ty je widzisz jako wartościowe. Potem tylko ktoś po tobie będzie to musiał wyrzucić.
Nie, nie tylko ja tylko ci którzy rozumieją cyfrowe dziedzictwo i wartość tych gier. Ty jesteś piratem i nigdy tych gier nie zbierałeś albo gołowąsem. Albo dziedzictwo kulturowe nic dla ciebie nie znaczy. Nikt nie będzie wyrzucał jeśli przekażę dziecku wiedze o wartości tych rzeczy.
Tyle że Diablo II Resurrected wymaga bycia online
No i co z tego? Internetu w dzisiejszych czasach nie będzie tylko jak wybuchnie apokalipsa. Wtedy nie będziesz miał też elektryczności więc i tak nie pograsz... Przecież, serio jak wyobrażasz sobie scenariusz, że nie masz internetu? Dodatkowo z technologiami jak starlink za 10-20 lat będziemy wszyscy mieć internet w telefonach nawet z centrum antarktydy, to tylko kwestia czasu.
Nie, nie tylko ja tylko ci którzy rozumieją cyfrowe dziedzictwo i wartość tych gier. Ty jesteś piratem i nigdy tych gier nie zbierałeś albo gołowąsem. Albo dziedzictwo kulturowe nic dla ciebie nie znaczy. Nikt nie będzie wyrzucał jeśli przekażę dziecku wiedze o wartości tych rzeczy.
No i po co te insynuacje? Po prostu jestem realistom. Rozumiem kolekcjonowanie jako hobby, ale rzeczy które zachowują swoją użyteczność. Po co mi oryginalne dyskietki z amigi, skoro we wszystkie te gry mogę grać na PC? Na siłe granie w jakichś spartańskich warunkach jest bez sensu. Szczególnie, że te dzisiejsze opcja do grania zapewniają jeszcze dodatkową wygodnę, nie trzeba np wgyrwać 6 dyskietek DUNE2, żeby sobie pograć...
Ja tam jestem ciekaw co zrobi Iselor, jak jego przyszły dziedzic będzie miał jego hobby w dupie :)
Ja swoją kolekcję opchnąłem za około 40 tysięcy złotych.
Ale nie ukrywam, że sam właśnie tak pomyślałem - jutro umrę i mi całą kolekcję wyprzedadzą za bezcen. Więc, gdy stuknęła mi 40-tka to zamiast kupić motocykl to sprzedałem wszystko co chomikowałem od 30 lat (m.in około 300 komiksów Tm-Semic, wszystkie gry, tazosy, dunkiny itp).
Szkoda trzymać śmiecie. A już tym bardziej cyfrowe. Polecam sprawdzić co macie na półkach i pozbyć się namacalnych "itemów", których dawno nie potrzebujecie.
Pamiętajcie, że z cyfrowym gównem tak samo nie zrobicie 😲
EDIT - dopiero przeczytałem,
- Tato, co to kufa jest?
- Pradziadek mi opowiadał - wkładało się to do czytnika i wyświetlało gry na ekranie telewizora.
- Tato, co to jest czytnik, co to ekran, co to telewizor?
- A odrobiłeś lekcje?
jestem realistom
analfabetom chyba :p
Wyrzucic, buahaha. Jedno pudlo to przynajmniej kilkaset zlotych. Jesli synek nie podzieli pasji ocja, to sobie za to strzeli yamahe i pobryka. Stare systemy da sie emulowac na nowych, jest do tego odpowiednie oprogramowanie. Naped na usb kosztuje mniej niz 100 zlotych. Aczkolwiek duze pudelka i oryginalny sprzet, to najlepsze mozliwe doswiadczenie jakie istnieje. Wskrzeszone diablo wymaga tylko neta? No nie bardzo, bo jeszcze konta, apki i hosta blizza. W razie awarii hosta, wlamania na konto, zlamania regulaminu lub zakonczenia uslugi, dostep bedzie utrudniony lub wrecz niemozliwy.
Pamietam jak ktoregos dnia chcialem pograc w Heroes VI. Wolne, najedzony, wszystkie dodatki zakupione, szesciopak przygotowany, odpalam gre i kurwna zonk. Ubisoft jakas pierdole na serwerze prawie tydzien naprawial.
Na PC masz wiele sklepów i potencjalnych wydawców mogących w wypadku jakiegokolwiek odjechania przez dystrybucję cyfrową wejść na powrót z fizyczną jako alternatywną.
Na konsoli zostaniesz tylko z PSN. Obecnie możesz kupić grę albo od Sony albo używkę taniej ale później, teraz zostanie tylko opcja od Sony.
Na PC w miesiące po premierze lecą juz duże promocje, bo jest konkurencja. Na PSN ich nie masz (to co jest to żart), jedyną opcją są używki.

Jak nie możesz si ę pogodzić to kup sobie kilka sztuk PS5 starczą Ci na lata. Ja mam ponad 700 gier pudełkowych, a tak na prawdę to od lat odpalam przede wszystkim digitale czy to Steam czy Xbox
Miałem podobną kolekcję. Ponad 400 gier, jeszcze zbieranych od czasów PSOne. Kilka lat temu opchnąłem to wszystko (zarobiłem krocie, nie przeczę). Znudziło mi się trzymanie tego :)
Ale wciąż kupuję pudła, bo dzięki temu ogrywam gry niemal za friko po odsprzedaży. A teraz, za strzelankę na 10 godzin 350 zł w cyfrze nie wydam (a i zapomnijcie, że w cyfrowym sklepie po zniknięciu pudełek gry będą szybko taniały - jeśli nie będzie alternatywy to przeceny typu 50% się szybciutko skończą, albo będą obwarowane limitem czasu, vide kilka dni!).
Nie rozumiem tych wszystkich wyjących, co od lat "tylko cyfra" i mają konsole bez napędu (pomijam fortepiany, bo oni tradycyjnie nie "kumają niczego"). Przecież Wam nikt niczego nie zabiera. Graliście i będziecie grać tam samo. Zabiera się tylko i wyłącznie nam, którzy preferują napęd.
O ile to nie byly smieci, czyli jakies kolekcje klasyki za 20 zeta, to moze nawet nie zarobiles nic.
Pomijam juz ile sie trzeba z tym upierd...c. Szansa sprzedania czegos takiego na raz jest prawie zerowa, wiec masz przed soba pare miesiecy wysylania paczek i wystawiania ofert.
Tak to wyglada jak nie jest historia pudrowana online.
Mogę ci wysłać fotki całej kolekcji. "Nie ma problema" :)
Kupioną za 30 zł używkę Hauting Ground (w sklepie u Norbasa, redaktora PSX Extreme) na PS2 sprzedałem po latach za 550. Manhunt 2 kupiony za 50 zł - kolejne 500. Najlepsze - SH: Shattered Memories za 160 zł w folii (3xA) zeszło za...1300zł (na ebay pewnie by poszło za 2 kafle). A wiesz ile zarobiłem na swoich ukochanych Wild Arms? Trójka poszła za 200, czwórka za 400, a piątka za ponad 600. Nie było alternatywy, bo tylko ja miałem w sprzedaży czwórkę, czy piątkę.
Przecież nie sprzedawałem kolejnej Fify 2005, 2006, czy 2007 :) Szanujmy się :)
Ok, miałem kilka gier, typy King Kong, czy Path of Neo które poszły za 20 zł (Enter the Matrix to nawet dla gościa gratis oddałem), ale 70% gier miałem naprawdę piękne rzeczy. Nie mówiąc o tym, że leżały u mnie na półce przez 10-20 lat, więc nikt ich nie zarzynał w czytniku. A wiadomo, że wtedy cena skacze o 50%
Oczywiście nie polecam tego jako inwestycję. Sam zarobiłem nieźle, ale po 20 latach. Nie planowałem tego sprzedawać nawet.
Ale jak wspominam - jak stuknęła mi 40-tka stwierdziłem - "Co ja kufa będę za 10, 20 lat robił przy tym? Trzepał sobie do tych pudełek z płytami na starość? Przecież pewnie nawet tego nie dożyję". Dlatego nie polecam trzymać czegokolwiek.
NA kazda za ktora wezmiesz te 2/3x cene detaliczna (czyli 400-500), przypadaja dwie trzy ktore sa bezwartosciowe.
Dobrze ze nie polecasz, bo bylaby to absolutnie idiotyczna "inwestycja". Zwlaszcza biorac pod uwage ilosc czasu i pracy ktora trzeba wlozyc w sprzedaz tego. Bo nie, takie rzeczy nie schodza od reki. Czesto wogole. Przeswiadczenie ze tam gdzie czaja sie dziesiatki ludzi, ktorzy chca kupic twoja staroc za 500PLN to mit. Czasem sie zdarzy jakis reseller i tyle.
NIe przecze ze fajnie jest opchnac cos co lezy, ale przypuszczalnie nic na tym tak naprawde nie zarobiles.
A jeszcze nawet nie uwzglednilismy inflacji.
W sumie piszemy to samo, tylko w inny sposob. TYlko ja tez patrze realistycznie na "zarobek". Bo tak naprawde to go tutaj zbyt wiele nie ma.
Kiedyś myślałem, że przekażę te komiksy swojemu synowi i córce, ale jako, że nie mam bachorów, więc opchnąłem to wszystko.
BTW, kapsle Dunkin sprzedałem za 300 zł ostatnio, bo znalazłem to gówno na strychu.
No to pisze ze w sumie piszemy to samo, tylko w inny sposob.
Ot fajnie opchnac, bo czasami niektorych rzeczy sie nie da, ale nie jest to ani dobra inwestycja ani pewny zarobek.
Plus ja mocno sceptycznie podchodze do historii "sprzedalem x bez problemu", bo potem sie wchodzi na allegro/olx a tam 50 ofert na ktore nawet nikt nie patrzy. A jak masz wiecej malych rzeczy do opchniecia to np. na olx zamienia sie to na mala prace, pakowanie, odpowiadanie na pytania, wysylka kazdemu do innego paczkomatu, odpowiadania ne jeszcze glupsze pytania, itd...
To nie jest tak ze klikasz "sprzedaj" i pieniazki sie pojawiaja. Zlwaszcza jak sprzedajesz takie mega niszowe nomen-omen smieci.
Tyle ode mnie w temacie.
Dlatego nie wyobrażam sobie cyfrowego śmiecia :)
BTW - w Anglii kolesie brali kilka gier i szli na całonocne palenie do znajomych i wszyscy grali do 4 w nocy na XBoksie. Teraz nie będzie to już możliwe.
No właśnie jest odwrotnie - jak wystawiałem na All unikaty, to schodziły na pniu. I to było najlepsze - jak ktoś kupił to od razu kasa na twoim koncie, więc wiesz, że nie debil, który kombinuje. No właśnie, pieniążki się pojawiają następnego dnia i automatycznie są przelewane (pomijam prowizję, takowa istnieje). I tak - jak masz "mega niszowe nomen-omen smieci" to kolekcjonerzy się zabiją o to.
Jak masz 'Kuon', czy 'Rule of Rose' na PS2 to sprzedasz to za 2 kafle minimum. Jak masz Panzer Dragon Saga na Segę Saturn to sprzedaj za 3-4 tysiące.
No chyba, że masz kolejne Fify. Wtedy faktycznie masz śmieci i wyrzuć to lepiej :)
Ot fajnie opchnac, bo czasami niektorych rzeczy sie nie da, ale nie jest to ani dobra inwestycja ani pewny zarobek.
Od roku zawodowo zajmuję się sprzedażą gier - to jest pewny zarobek i to całkiem niezły (dopóki sam w to nie wszedłem, nie sądziłem że da się z tego aż tyle wyciągnąć, a marże są spore). Chociaż to tylko takie dorabianie sobie, bo to nie jest moja główna praca.

NIe wiem czy ta "saga" to jakis wiekszy bialy kruk ale Panzer Dragon na Saturna 1 i 2 sa na allegro w tej chwili w cenach ..... lol. I nikt sie o to nie zabija. Zagranica pewnie kupie od reki za polowe tego.
Saga? Obrazek. Gier sprzed roku czasami jest mniej ofert. Normalnie ludzie sie zabijaja o to. Strach patrzec. xD
Owszem ceny sa z kosmosu, ale co z tego jak nikt tego nie kupuje (ostatnia recka produktu z 2024 roku, 16 recek w ciagu 10 lat).
Spoko ja rozumiem wszystko ale juz pare tematow takich tutaj bylo w historii forum i zawsze ktos koloryzuje. Been there, done that.
Jakby to byl taki biznes, to by zaraz byl bardziej oblegany i opanowany przez zorganizowane spolki a nie pojednczych sprzedawcow, ktorzy sobie "dorabiaja".
ALe co kto lubi, napewno nie jest to ani pewny biznes, ani pewna inwestycja. Moim zdaniem.
od ilu tys. na miesiąc dla ciebie zaczyna się "biznes"?
A tak czy to książki, lego, gry. Co za różnica. Zbiera kurz,durnostojka. Książka przeczytana, to sobie leży,gra ograna też leży. I od czasu do czasu się do czegoś wróci.
Myślę, że największy problem mają głównie kolekcjonerzy i nawet rozumiem że może im być ciężko gdy pozostaną tylko edycje cyfrowe. Sam kiedyś kolekcjonowałem gry ale od dawna już sobie dałem z tym spokój (dalej je mam ale leżą w piwnicy w kartonie i nie czuję potrzeby aby były częścią wystroju mojego pomieszczenia). Pomimo, że dużo gram to też dużo czytam książek i obecnie je trzymam na półce w pokoju. Niestety nie zawsze ci którzy najgłośniej krzyczą mają siłę przebicia i nie zawsze stanowią większość - filmy na DVD też już odeszły do przeszłości i nikt jakoś za bardzo się o to nie burzy. Z grami pewnie będzie podobnie.
osobiście uważam, że fajnie by było gdyby gracz kupując grę na płycie miał także dostęp do niej w formie cyfrowej. Ale wiemy jak jest..
Jak ktoś lubi sobie zaśmiecać mieszkanie tekturą i plastikiem i udawać, że to "piękne" albo że to jakieś "osiągnięcie" to jego sprawa. Mam chorego psychicznie sąsiada, który znosi sobie różne rzeczy ze śmietnika na podwórko i też jest tym zachwycony, więc chyba wielu ludzi ma takie zboczenia.
W ogóle zastanawia mnie, że prawie całe narzekanie w tym temacie jest nastawione na kwestię śmieciarzy... ekhm, to znaczy "kolekcjonerów"... którzy nie będą mogli sobie dalej ustawiać pudełeczek na półeczkach, a kwestie rosnących cen czy prawa własności do produktów cyfrowych gdzieś tam się przewijają, ale raczej w tle. Mimo, że są nieporównywalnie ważniejsze.
Szkoda. Smutne to bardzo, ale sami jesteśmy sobie winni. Brak pudełek smuci, ale bardzo niepokoi mnie fakt, że bez zająknięcia godziny się na licencję, które mogą nas pozbawić zakupionych produktów. Konsument powinien mieć wybór - kupno produktu i umieszczenie go na własnym nośniku, płacąc za to normalną cenę, albo wybranie licencji ograniczonej, np. dostęp do treści w formie streamingu. To co Sony zrobiło z filmami to kradzież w majestacie prawa, a ogłoszona chwilę później decyzja o przejściu na cyfrowe wersje gier oznacza dla mnie jedno: tu też Was okradniemy przy najbliższej okazji! Byłoby super wierzyć, że będziemy w stanie odpowiedzieć na te zapewnie portfelami. Ale cóż...w pogoni za rozrywką łykniemy to tak jak łyknęliśmy steam, a za parę lat sami dojedziemy kogoś kto będzie twierdził inaczej. Jedyną nadzieja w inicjatywach takich jak Stop Killing Games, może uda się nam w tym cyfryzującym się świecie gier mieć coś na własność.
Koleś z pierwszego posta to typowy dzisiejszy korporacyjny niewolnik nastawiony na zwyklą papkę czyli prostą i szybką konsumpcję, musi mieć wszystko co nowe już i na teraz bez żadnego gadania czyli nawet poszedłby się zaszczepić aby ograć każdą najnowszą gówno gierkę.
Szkoda, ale trzeba przyznać że cyfrowe wydania są po prostu wygodne. Chociaż dla mnie kolekcjonerstwo, dzielenie się grami i magia tych fizycznych wydań sprawia że są więcej warte niż te kupione cyfrowo :(
Do tego warto przytoczyć fakt że jest to sprytny sposób na pozbycie się używanych konsol z rynku :). Jestem ciekaw kto sprzeda swojego PS5 mając sporą kolekcję gier w wydaniach fizycznych.
Czytam sobie komentarze ludzi pokroju arianrod i nie tylko ręce mi opadają. Jest rzeczą smutną że ludzie, którzy mają pasję, jakieś hobby są nazywani śmieciarzami. Zazwyczaj takie rzeczy piszą ludzie, których jedynym celem życiowym jest picie browarów z kumplami, leżenie do góry wałkiem, odpalenie Fify kupionej cyfrowo i dupczenie. Rozumiem też że ci którzy kolekcjonują gry są śmieciarzami ale bibliofile, filateliści, numizmatycy i inni zbieracze pudełek od zapałek i zapalniczek są lepsi i oni nie śmiecą? Co z melomanami którzy mają tysiące płyt winylowych? Proszę do nich iść i powiedzieć im że są śmieciarzami.
W ogóle doszliśmy do jakiejś sytuacji absurdalnej. Na forum o grach video, tłumaczę dlaczego zbieram gry video. To trochę tak jakbym na forum tancerzy musiał się tłumaczyć dlaczego lubię tańczyć bo ktoś by to uznał za nienormalne. Dlaczego zbieram gry? Bo są moją pasją od 30 lat. Bo bardzo szybko zdałem sobie sprawę jak ulotne w ludzkiej pamięci jest to medium. Kto dzisiaj pamięta takie tytuły jak Absolute Zero, Air Havoc Controller, Battles in Time czy Descent to Undermountain? Zakładam że nikt lub prawie nikt. A ja je mam. Bo ich nie ma coraz więcej. Egzemplarzy tych gier jest coraz mniej. To nie tylko kolekcjonerstwo. To jest u mnie poczucie że robię coś fajnego, dobrego, zachowuję poszczególne wydania dla przyszłych pokoleń. Bo to czy dziecko złapie bakcyla nie jest bardzo istotne. Może być tak że pokocha Dragon Balla, książki fantasy i heavy metal ale gry nie będą go interesować ani nowe ani stare. Albo na odwrót. Mam plan awaryjny, są muzea starych komputerów, nie tylko w Polsce. Poza tym fajnie jest posiadać coś unikatowego, rzadkiego. Tak zwyczajnie.
Gry są medium bardzo mało żywotnym. Zawsze tak było. Kiedyś kilka lat w pudełkowej dystrybucji i do widzenia, dzisiaj gra powstaje a twórca wyłącza serwer po tygodniu i baj baj. Twórcy trochę zapominają że z punktu widzenia kulturowego to po wydaniu dzieła nie do końca są ich jedynymi właścicielami. Gry mają ciężko. Dzisiaj możesz kupić muzykę Mozarta na płytach. Filmy Bergmana a jak dobrze poszukasz to i kino nieme. Książki to w ogóle luz, ciągle wznowienia, ebooki, audiobooki.
No ale na forum o grach muszę tłumaczyć dlaczego zbieram gry. Dlaczego mam potężną kolekcję big boxów z czego większość to erpegi lub gry fantasy jak Fantasy General czy Heretic. Dlaczego kupuję dyski zewnętrzne i tam zgrywam gry z GOGa. Bo gry jak nic innego nie wpłynęły na moje życie. Bo to dzięki lekturze Gildii RPG w Gamblerze pokochałem cRPG. To dzięki Gildii RPG zacząłem czytać literaturę fantasy a potem wszelką inną. To Heroes of Might and Magic III sprawił że zacząłem interesować się mitologiami i religiami i w konsekwencji: dokonałem apostazji i jestem mentalnym poganinem. To Diablo II i Icewind Dale ukształtowały częściowo mój preferowany typ literatury fantasy i sposób grania w cRPG. Bez Diablo II nie byłoby miedzianowłosej łuczniczki, która mi towarzyszy w grach 26 lat i o której piszę książkę. Gry są dla mnie ważne jak literatura, ważniejsze niż muzyka, ważniejsze niż film. Bez gier byłbym innym człowiekiem. No ale muszę to tłumaczyć na forum o grach. Muszę tłumaczyć dlaczego je zbieram i dlaczego pudełka z Diablo II i Red Alert (pierwszy RTS, pierwsza gra oryginalna, pierwsza gra na CD w życiu) to nie jest śmieć tylko element życia. I dlaczego ubolewam nad tym jak wygląda dystrybucja tychże, ich perspektywa przetrwania jako dzieł kultury. I ubolewam nad tym że dla wielu graczy gry to tylko po prostu... Gry. Są to są. Nie ma to nie ma. Takie tam śmieci. Szkoda. Tak więc arianrod, ja dalej będę śmiecił, dalej będę kupował gry, filmy i muzykę w pudlach. Jeżeli dla ciebie kolekcjonowanie gier jest śmieceniem, to trudno. Dla mnie to pielęgnowanie kawałka historii medium, które ukształtowało moje życie. Nie oczekuję, że każdy to zrozumie. Oczekuję jedynie odrobiny szacunku wobec ludzi mających inne hobby.
Dobra, chłopcy się spłakali, to trzeba parę rzeczy uściślić.
Jest rzeczą smutną że ludzie, którzy mają pasję, jakieś hobby są nazywani śmieciarzami. Zazwyczaj takie rzeczy piszą ludzie, których jedynym celem życiowym jest picie browarów z kumplami, leżenie do góry wałkiem, odpalenie Fify kupionej cyfrowo i dupczenie.
Piękna generalizacja, tym bardziej zabawna, że akurat ja osobiście nawet nie lubię piwą, a w FIFĘ grałem raz w życiu dekady temu 🙂
Ale dobra, idźmy z tym dalej, tylko od drugiej strony. Kto się zajmuje kolekcjonowaniem gier? Wiadomo: nołlajfy z nadwagą, które nie mają własnego życia, o podupczeniu mogą tylko pomarzyć, a całe ich życie, to siedzenie w pokoju, pocenie się nad klawiaturą czy padem i ślinienie do anime dziewczynek z gier.
Rozumiem też że ci którzy kolekcjonują gry są śmieciarzami ale bibliofile, filateliści, numizmatycy i inni zbieracze pudełek od zapałek i zapalniczek są lepsi i oni nie śmiecą?
Poza bibliofilami - tak. Cała reszta kolekcjonuje śmieci, które równie dobrze mogłyby trafić do utylizacji.
Co z melomanami którzy mają tysiące płyt winylowych? Proszę do nich iść i powiedzieć im że są śmieciarzami.
To samo. Zawsze im mówię, że są śmieciarzami.
W ogóle doszliśmy do jakiejś sytuacji absurdalnej. Na forum o grach video, tłumaczę dlaczego zbieram gry video.
Nikt nie kazał ci się z tego tłumaczyć. Sam wybrałeś to absurdalne rozwiązanie.
Kto dzisiaj pamięta takie tytuły jak Absolute Zero, Air Havoc Controller, Battles in Time czy Descent to Undermountain? Zakładam że nikt lub prawie nikt.
Gdzie problem?
A ja je mam.
Gratuluję. A ja mam żylaki.
To jest u mnie poczucie że robię coś fajnego, dobrego, zachowuję poszczególne wydania dla przyszłych pokoleń.
Zawsze znajdzie się jakiś sposób, żeby zracjonalizować sobie bezsensowne zachowania.
No ale na forum o grach muszę tłumaczyć dlaczego zbieram gry.
Po raz kolejny - nie musisz, nikt ci nie kazał.
No ale muszę to tłumaczyć na forum o grach. Muszę tłumaczyć dlaczego je zbieram i dlaczego pudełka z Diablo II i Red Alert (pierwszy RTS, pierwsza gra oryginalna, pierwsza gra na CD w życiu) to nie jest śmieć tylko element życia.
Naprawdę... Zaraz chyba nabawię się wady wzroku od przewracania oczami za każdym razem gdy wspominasz o tym, że MUSISZ SIĘ TŁUMACZYĆ. Nikt ci nie kazał, a już tym bardziej nikt ci nie kazał snuć jakichś autobiograficznych opowieści z mchu i paproci.
I ubolewam nad tym że dla wielu graczy gry to tylko po prostu... Gry. Są to są. Nie ma to nie ma.
Zazdroszczę ludziom, którzy mają tak dobre życie, że muszą ubolewać nad takimi pierdołami.
Tak więc arianrod, ja dalej będę śmiecił, dalej będę kupował gry, filmy i muzykę w pudlach.
Ależ rób co chcesz. Jest mi idealnie wszystko jedno.
Jeżeli dla ciebie kolekcjonowanie gier jest śmieceniem, to trudno.
Akurat nigdy nie oczekiwałem, żeby ktoś ze względu na to jakie ja mam zdanie porzucał swoje kompulsywne zbieractwo.. tzn. "hobby".
Oczekuję jedynie odrobiny szacunku
W Internecie? 😂
Krótko podsumowując: zbieranie fizycznych kopii gier, do tego jeszcze z pudłami, jakimiś kiczowatymi figurkami itp. to dla mnie zbieranie śmieci. Ale to, że ja mam o tym takie zdanie nie oznacza, że będę komuś tego zabraniał czy oczekiwał, że ktoś z tego zrezygnuje.
Sam mam na przykład jeszcze bardziej idiotyczne hobby niż zbieranie gier - zbieranie klocków Lego. Naczytałem się tysięcy komentarzy o tym, że to głupie, bez sensu, dziecinne itp. I żadne z nich nigdy mnie nie oburzały, ani nie czułem się w obowiązku tłumaczyć dlaczego mam akurat takie hobby a nie inne, bo to moja sprawa i tyle. No i też do zbierania klocków nigdy nie dorabiałem nie wiadomo jakiej filozofii, co ogólnie polecam.
Poza tym, może w moim poprzednim komentarzu nie wybrzmiało to do końca, ale zlikwidowanie fizycznych nośników niesie ze sobą ogromne problemy dot. dostępności gier, ich ceny, własności itp. Tymczasem te kwestie to jakieś może 30% całej dyskusji, a reszta to kolesie spuszczający się nad swoimi półeczkami z grami, wyciągający jakieś porysowane płyty sprzed 20 lat i płaczący nad tym jak to kiedyś było, jak to grali w Diablo z płytki, a później wychodzili posiedzieć na trzepaku, czy co tam się robiło w średniowieczu.
Ej, a może jest na odwrót? Może to wy podświadomie wiecie, że tak naprawdę nazbieraliście kilogramy tektury i plastiku i wydaliście na to kupę kasy i teraz musicie sobie racjonalizować ten wybór. I dlatego w odpowiedzi na moje kilka zdań Iselor musiał wysmarować całą epopeję w swoim komentarzu?
Nie dyskutujcie z typem, bo sam się orze, a potem jeszcze udaje dystansik i erudycję. Np. filatelistów nazywa śmieciarzami, a znaczki często projektowali wybitni graficy i malarze (Martin Mörck, Salvador Dali brał takie zlecenia, Friedensreich Hundertwasser, a z naszego kraju, na przykład, Siudmak), sporo z nich to małe dzieła sztuki, opowiadające o narodzinach lub upadku imperiów, zmianach granic, śmierciach i narodzinach najważniejszych osób w historii, ale przyjdzie jakiś the bill, którego przerasta nawet polska interpunkcja i myśli, że „orze” całe dziedziny, a w dodatku...
spoiler start
„Piękna generalizacja, tym bardziej zabawna [...]”
spoiler stop
...zarzuca komuś generalizację, a od pierwszego komentarza generalizuje i równa całe dziedziny kolekcjonerstwa ze śmieciarstwem.
Nabokov zbierał motyle, Szymborska bibeloty z jarmarku, Darwin owady, Freud i Alan Turing to kolejni zbieracze, ale pamiętajcie: to śmieciarze albo chorzy na głowie.
ale przyjdzie jakiś the bill, którego przerasta nawet polska interpunkcja, w innym komentarzu coś o moich pierdoletach :)
Naprawdę uwielbiam ludzi, którzy w internetowych dyskusjach oburzają się o byle co. To ja już wolę "dystansik".
myśli, że „orze” całe dziedziny
O, już ty najlepiej wiesz co ja myślę.
Nabokov zbierał motyle, Szymborska bibeloty z jarmarku, Darwin owady, Freud i Alan Turing to kolejni zbieracze
Pfff, co tam Nabokov czy Turing. Nawet JA SAM przyznałem się do zbieractwa i kolekcjonerstwa. Tak to już jest, że spora część ludzi dzieli ze sobą podobne nawyki, mimo, że są one bezsensowne.
A to, że niektórzy widzą, że są one bezsensowne, a dla innych zawalona pudłami półka w zasyfionym mieszkaniu to "prywatne muzeum" to już inna sprawa. Mój psychicznie chory sąsiad, o którym wspominałem w pierwszym komentarzu, też jest przekonany, że zwiezienie połowy śmietniska na swoje podwórko to super sprawa.
Płyta z grą to fajna rzecz, ale bez zmiany praw autorskich i kwestii licencji to wszystko psu na budę. Płytę można zmienić w podstawkę na kubek zwykłym patchem i wyłączeniem serwera. To nie brak płyt czy fizycznych kopii jest problemem, tylko licencjonowanie - jeśli kupno kopii będzie na sztywno zrównane z "posiadaniem" (choćby w postaci wieczystej i "nieodbieralnej" licencji, z możliwością cesji na innego użytkownika) to dopiero wtedy będzie można powiedzieć, że konsument/gracz jest jakoś zabezpieczony. I tu nie widzę innej drogi niż grzanie tego ponadnarodowo w UE w ramach szantażu dostępem do wspólnego rynku.
Ciekaw jestem formy w jakiej odrodzi się piractwo, biorąc pod uwagę kwestie technologiczne. Ciekawe czy Palantir będzie obsługiwał wielkich wydawców w kwestii szukania piratów i ich eliminowania 😏
no i co z tego jak i tak kupicie ps6 bo nie rozumiecie że trzeba głosować portfelem?
Rok temu postanowiłem sobie przypomnieć jak gra się w Far Cry 2 na PC. Mam pudełko z grą na półce.
Wolałem ściągnąć z neta pirata niż bawić się w szukanie zewnętrznego napędu i instalacje z płytki.
Fajny artykuł, przeczytałem z przyjemnością mimo że wydźwięk ma raczej przygnębiający.
Krótko mówiąc dzieje się to samo co na pc kilka lat temu tylko że wtedy słyszałem głównie na necie i od znajomych że po co komu pudełka jak jest steam i trzeba było sie pogodzić i nie ma to nic wspólnego z jak jeden przegryw po 40 pisał w poprzednim newsie w komentach że gen z alpha bleble.Jeszcze kilka lat temu słyszałem te same jęki przegrywów że blegh blegh millenialsi ughh "TE CZASY".
https://www.youtube.com/watch?v=kjtxjsxIaGI
Polecam tak w temacie, no chyba, że ktoś nie lubi tego formatu inscenizowanych scenek, gdzie jedna osoba gra różne role.