Patrzę na półkę z grami i czuję, że coś bezpowrotnie znika. Sony zabiera mi pudełka, a razem z nimi kawałek mojego życia z PlayStation - redakcja komentuje

Decyzja Sony o rezygnacji z fizycznych wydań gier na PlayStation nie wzięła się znikąd i pewnie jest tylko częścią przyszłych zmian.

 

Chciałam sobie kupić parę lat temu mieszkanie, ale dawno się poddałam i pogodziłam z tym, że własność to pojęcie mgliste i odległe, wręcz abstrakcyjne. Wynajmuję od takiej pani, co ma tych mieszkań z dziesięć i pocieszam się w życiu małymi rzeczami. Niedawno pan Brzoska ogłosił, że należy sobie wynająć swoje własne okienko w Paczkomacie, żeby móc odbierać z niego paczki, więc tak zrobiłam – i całe szczęście, że dopłaciłam do większej skrytki, bo mogłam zamówić do niej swoje nowe PlayStation 6, a właśnie przyszło mi powiadomienie, że moja paczka czeka na odbiór. Chciałam kupić tę konsolę, ale Sony ogłosiło, że można ten sprzęt jedynie wypożyczyć, a że na premierę są zniżki na dłuższy okres użytkowania, to skusiłam się na całe pół roku. Całe pół roku gry na PS6 wyniosło mnie mniej, niż kupienie sobie PS5 z napędem na własność, które mam do dziś więc myślę, że to była świetna okazja. Teraz tylko czekać na premierę kolejnego GTA, żeby pograć sobie w chmurze!

Decyzja Sony o wycofaniu fizycznych wydań to jedno, małe wydarzenie, a mówi o kierunku, w który zmierzamy na linii biznes-konsument tak wiele, że ciężko wyobrazić sobie inne perspektywy na przyszłość, niż właśnie taka. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że drogę do takiej decyzji, ba, nawet do poparcia jej na pierwszy rzut oka logiczną, prokonsumencką argumentacją, utorowaliśmy, wybrukowaliśmy i usłaliśmy różami przed Sony my, odbiorcy. A pamiętacie czasy, jak przeszło dwie dekady temu popularyzowano e-booki zapewnieniami, że będą zdecydowanie tańsze od książki, którą trzeba przecież wydrukować? Łezka się w oku kręci, wszyscy wesoło wtedy klaskaliśmy.

Komentuje Adam „Demerel” Celarek

Na tym etapie jest mi już zwyczajnie przykro. Informacje z ostatnich miesięcy (czy w zasadzie już lat) sprawiają, że czuję się, jakbym z wolna oglądał śmierć medium w formie, w jakiej je poznałem i pokochałem. Konsole przez lata były bastionem fizycznych wydań gier, a utrata tego elementu sprawia, że w zasadzie nie widzę za bardzo sensu w odczekaniu na nową generację. Jasne, na PC dystrybucja cyfrowa stała się standardem już lata temu, ale ten sam mechanizm w oderwaniu od otwartości komputerów osobistych jest w moim odczuciu nie do zaakceptowania.

Okropnie żal mi również stacjonarnych sklepów z grami, które postawione zostają w wybitnie niekomfortowej pozycji. Obawiam się, że decyzja SONY może ustanowić bardzo niebezpieczny precedens. Zobaczymy, jak do sytuacji ustosunkują się pozostali producenci konsol. O ile w przypadku Nintendo jestem w miarę spokojny (przynajmniej przez czas życia wciąż świeżego Switcha 2), o tyle dużą niewiadomą pozostaje Xbox, który chyba sam nie do końca wie, w którą stronę chce podążać. Jeżeli jednak potwierdziłyby się plotki o możliwym programie dygitalizacji już istniejących płyt, to MS stoi przed szansą na generacyjny, wizerunkowy pocisk.

Okrąglutkie 80%

Czy Wiedźmin 4 ukaże się jeszcze na fizycznych nośnikach?Wiedźmin 4, CD Projekt RED.

Oczywiście, że tak, jak twierdzi Sony, 80% sprzedaży gier na PlayStation pochodzi z dystrybucji cyfrowej – trudno by było inaczej, jeśli fizycznie na ich sprzęt kupić można przede wszystkim duże tytuły, a cyfrowo dosłownie wszystko. Ciekawa jestem, jakie byłyby te statystyki, gdyby porównywano sprzedaż cyfrową i fizyczną na PS tylko dla gier, które oba te wydania mają. Jeśli cofniemy się do początków PS5, kiedy ludzie kupowali konsolę głównie dla dużych tytułów, a te mniejsze, cyfrowe w większości kupowali jeszcze w wersjach na PS4, to dane te wyglądały zupełnie inaczej – fizyczne wydania sprzedawały się dużo lepiej. Przedstawienie wyników sprzedaży gier na nośnikach fizycznych w ten sposób, zestawiając je z niemal nieskończonym zasobem tytułów za parę złotych na PS Store, wygląda świetnie, bo decyzja wydaje się prokonsumencka. Wydaje się.

Dlaczego?

Jako gracze bez zająknięcia przyjęliśmy zrównanie cen wydań cyfrowych – które nie wymagają przecież nakładów na płytę, pudełko czy kiedyś, jak za starych dobrych czasów, książeczkę w środku – i fizycznych. Obecnie Sony jest w sytuacji, w której przychód z obu wariantów ma taki sam, ale dochód już wyraźnie wyższy z wydań cyfrowych. Dodajmy do tego, że rezygnacja ze starych, dobrych płytek ogranicza też dystrybucję właściwie wyłącznie do ich własnego sklepu, gdzie mogą dyktować ceny, jak tylko im się żywnie podoba, bo konkurencji nie ma. Dla biznesu sytuacja idealna, bo ogranicza im to jakikolwiek wysiłek przy sprzedaży nowych gier, a dochód z każdej sprzedanej kopii gry mają większy. Bardzo chciałabym powiedzieć, że mogą sobie cwaniakować, w końcu to ich biznes, a rynek ich jeszcze zweryfikuje, gdyby nie to, że obawiam się, że zwyczajnie tego nie zrobi. Zamiast tego zamówi więcej kodów na papierku w plastikowym pudełku na GTA6. Zamiast tego gracze dalej będą kupować konsole w wersji bez napędu (bo wiadomo, że każdy bierze to, co tańsze, jesteśmy tylko ludźmi) i pokazywać, że ten napęd, a wraz z nim i płytki, jest przecież zbędny. A Sony powie, że PS6 bez wariantu z napędem, gry bez fizycznego wydania – to wszystko dla dobra konsumentów, żeby mieli wygodniej, lepiej, taniej.

To dla dobra graczy

Ładne hasło, może nawet i po części trafne, ale jedynie do czasu, aż nikt na górze nie wciśnie magicznego guzika i nie wyłączy serwerów, zostawiając tych samych graczy z niczym. Albo nie usunie im po prostu kupionych produktów, co zresztą Sony zrobiło z filmami w ubiegłym tygodniu. I niestety mogło, bo kupując tak licznie cyfrowe produkty, sami akceptujemy tak wygodne (nie dla nas) regulaminy. Wkładamy pieniądze w coś, co może wyparować ot tak, bo nigdy tak naprawdę nie jest nasze, i robimy to z szerokimi uśmiechami. Ciężko tu też jednoznacznie winić graczy, bo perspektywa długofalowa taka, jak brak gry za dziesięć lat, może mieć w momencie miesiąca, gdy zaciskamy pasa, niższy priorytet niż to, że korzystna promocja na PS Store w danym momencie pozwoli nam w coś zagrać. Nie można też winić kogokolwiek za to, że gry wydane wyłącznie cyfrowo kupi, no cóż, cyfrowo, co potem akurat okaże się wygodne dla narracji Sony.

Ta narracja za to sprawi, że już niedługo nie będziemy mogli zamówić sobie zremasterowanej dwójki The Last of Us za niecałe 130 zł, które właśnie oglądam na Allegro. Pozostanie nam kupienie tej gry za 219 zł, obecną cenę w PS Store. Albo i więcej, bo przecież cenę będą sobie mogli ustalić dowolną. Jako jedyny sprzedawca zawsze będą tym najtańszym.

Mam tylko nadzieję, że gdy w końcu dostanę za parę lat w swoje ręce moje PS6 wypożyczone w abonamencie, oczywiście bez napędu, wciąż będę mogła pograć na nim w wartościowe tytuły. Wiecie, wczuć się porządnie w historię w uderzającym w kapitalistyczną wizję przyszłości Cyberpunku 2077, doświadczyć, jak to jest nie mieć własności czy praw w The Outer Worlds, czy nostalgicznie odpalić sobie wtedy już nieco wiekowe Disco Elysium, które pewnie będzie na tę konsolę dostępne.

Komentuje Sebastian „Junkie” Kasparek

Nawet się nie łudziłem, że w generacji PS6 zobaczymy napęd i fizyczne wydania gier, bo na logikę – współczesne produkcję AAA są po prostu absurdalnie „grube” i zajmują chorą ilość przestrzeni na dane. Niemniej, ja pierdzielę! Ostatnie trzydzieści lat byłem najbardziej związany z konsolami Sony, a przez ten czas historia PlayStation opierała się u mnie w dużej mierze na zbieraniu pudełkowych wydań – nawet jeśli w dzieciństwie trzeba było je opylić, by kupić wówczas kolejną generację sprzętu (z czasem te sprzedane pozycje odkupowałem ponownie).

Otrzymanie oryginalnej na PS1 w czasach dzieciństwa było niczym zdobycie świętej relikwii i magicznego artefaktu. Do dziś żywię szczere emocje i sentyment do dnia, gdy jako szczyl wziąłem w ręce egzemplarz Crasha Bandicoota 2 (dalej go posiadam) czy trzeciego Tekkena. Życie było takie beztroskie, a takie momenty naznaczyły mnie wyraźnie jako gracza i sprawiły, ze do dziś kolekcjonuję gry fizyczne i dorobiłem się ich 1288 sztuk. Trwałem w tym od 30 lat i symbolicznie skończy się to już w 2028 roku.

Decyzja Sony? Szok, ból, cierpienie. Nie spodziewałem się, że zagłada pudełek nastąpi tak szybko i dotknie już PS5. Szkoda, to niesamowita zmiana w branży, budząca wiele wątpliwości i zasadnych obaw. Ten monopol PS Store nie brzmi ani trochę dobrze. Zwłaszcza patrząc na cyrki, jakie Sony lubi w tym sklepiku odwalać, jak chociażby ostatnia afera z dynamicznym wycenianiem gier dla graczy. Cóż, było fajnie, ale się skończyło, a mi pozostanie wrócić do kupowania zaległych gier z Dreamcasta i pierwszego PlayStation. Nowości na pewno mocno sobie ograniczę i jakoś nie jest mi z tego powodu mocno żal.

Część kolekcji Sebastiana.Zdjęcie wykonał Sebastian Kasparek.

3

Aleksandra Wolna

Autor: Aleksandra Wolna

Dla GRYOnline.pl pisze od marca 2022 roku, zajmując się publicystyką zarówno o grach, jak i o filmach. Na co dzień zajmuje się tworzeniem gier od strony fabularnej, więc branżę zna od podszewki. Gra od małego; najczęściej wybiera JRPG-i czy gry niezależne, choć ma też ogromną słabość do platformówek 3D. Najlepiej odnajduje się w słowie pisanym, więc połączenie tworzenia tekstów z pasją do gier uważa za naturalną kolej rzeczy. Prywatnie kolekcjonuje Tamagotchi i zajmuje się swoją niewielką, kocią rodziną. Ulubionymi grami, zdjęciami kotów i innymi różnościami chętnie dzieli się na Instagramie.

GRYOnline.pl:

Facebook GRYOnline.pl Instagram GRYOnline.pl X GRYOnline.pl Discord GRYOnline.pl TikTok GRYOnline.pl Podcast GRYOnline.pl WhatsApp GRYOnline.pl LinkedIn GRYOnline.pl Forum GRYOnline.pl

tvgry.pl:

YouTube tvgry.pl TikTok tvgry.pl Instagram tvgry.pl Discord tvgry.pl Facebook tvgry.pl