Skoro już wydaliście 300 złotych, to się gońcie. Twórcy Battlefielda 6 właśnie pokazali, że mogą usunąć zawartość, za którą zapłaciliście
„Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?” Nigdy nie pomyślałbym, że ten cytat z komedii komentującej realia PRL-u będzie tak dobrze pasował do współczesnego gamingu.
Wyobraźcie sobie hipotetyczną sytuację – kupujecie nową książkę, ale tym razem decydujecie się na wybór ebooka. Po co wam fizyczne wydanie, przecież tylko zajmuje miejsce i się kurzy. Realizujecie więc zakup, dodajecie tytuł do biblioteki i czekacie na wolną chwilę, by zasiąść do czytania. W końcu do tego dochodzi i nagle spotyka was niespodzianka. Otóż z ebooka nagle usunięto część rozdziałów.
Absurdalne, prawda? Dla nas może i tak, ale jak widać nie dla twórców Battlefielda 6. Właśnie zdecydowali oni, że zastosują taki zabieg względem swojej gry. A gracze, którzy kupili FPS-a muszą przejść do porządku dziennego po kradzieży ze strony wszechwładnego korpo. Przecież już i tak wydali na BF-a pieniądze.
Kradzież w białych rękawiczkach
Aż chciałoby się wysunąć teorię, że twórcy Battlefielda 6 są wielkimi fanami filmu Miś. Ich zachowanie jest przecież idealnym odzwierciedleniem podejścia spod znaku „Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”. Od kilku dni z gry usuwane są bowiem tryby gry, które dostępne były w niej od premiery. Najpierw wywalono King of the Hill i Squad Deathmatch. Później do grona porzuconych elementów doszedł także Rush, a w ostatnim czasie gracze zauważyli, że z wyszukiwarki niestandardowej zniknęła także Dominacja i zwykły Deathmatch.
Sytuacja zaczęła być absurdalna. Nagle fani zauważyli, że w menu mogą wybrać już tylko 4 z wcześniej dostępnych 9 trybów. Ponad połowa zniknęła bez żadnego ostrzeżenia. Brak transparentności jest przy tym uderzający, ponieważ w wyniku kontrowersji deweloperzy zaczęli się miotać i część trybów wróciła w ramach specjalnych playlist, inne nadal są niedostępne, a kilka to znika, to się pojawia, bez żadnego uzasadnienia.
Co może być powodem? Prawdopodobnie mniejsza popularność wspomnianych wariantów rozgrywki. Czy jednak jest to jakiekolwiek uzasadnienie? Oczywiście, że nie. To nie gra free-to-play, którą twórcy mogą zmieniać sobie z czasem na różne sposoby. Mówimy o produkcji, od której premiery nie minął nawet pełen rok, za którą trzeba było zapłacić 300 złotych, a deweloperzy nagle zdecydowali się wyciąć część jej zawartości. Bo co? Bo utrzymanie serwerów jest drogie? Kto by pomyślał, że rozwiązaniem tego problemu byłoby wprowadzenie społecznościowych serwerów, o które gracze proszą od miesięcy.
Jak oceniać gry?
A wiecie co jest najlepsze? W momencie premiery Battlefield 6 był naprawdę bardzo dobrą grą. Nie będę temu zaprzeczał, bo przecież sam dałem mu 8/10 w recenzji. Podstawowa zawartość stała na wysokim poziomie i wszystko pozwalało oczekiwać, że z czasem będzie tylko lepiej. A co się stało? Zaczęło się ulepszanie gry. Wprowadzanie idiotycznych zmian balansu. Korekty granic map. Wpychanie graczom do gardła żenujących skinów i multum jednocześnie funkcjonujących battle passów. Dodawanie nowych map, które były popłuczynami i zwyczajnie psuły gameplay. Każda kolejna aktualizacja potrafiła zrobić coś głupiego i sam już dawno porzuciłem „szóstkę”, bo na coś tak zdemolowanego szkoda tracić czasu.
A jednak ostatnio część graczy odzyskała nadzieję. Zapowiedziano nowe wielkie mapy, walkę na morzu, zmiany pod wpływem feedbacku fanów i wiele innych. To wystarczyło, by twórcy nabrali wiatru w żagle i znów uznali, że społeczność została uspokojona. Co zaś najlepiej zrobić po takim renesansie? No cóż, wygląda na to, że strzelić naiwniaków z liścia i usunąć zawartość z gry. Zawartość, za którą, przypominam, zapłacić trzeba było 300 złotych.
Dla mnie sytuacja ta jest frustrująca na dwóch płaszczyznach. Z perspektywy gracza jestem po prostu niesamowicie wkurzony. Irytuje mnie, że doszliśmy do etapu, w którym twórcy mogą bez problemu zabierać konsumentom z rąk rzeczy, za które zapłacili. Z perspektywy recenzenta jestem zaś w kłopotliwej sytuacji z innego powodu. Jak bowiem mam uczciwie oceniać gry, które mogą tak bardzo negatywnie zmienić się po premierze? Czy dzisiaj dałbym Battlefieldowi 6 ocenę taką jak wtedy? Oczywiście, że nie. Może to właśnie powinienem zrobić, czyli pójść za przykładem twórców i odjąć ich dziełu nieco punktów. Bo dzisiaj BF6 dostałby ode mnie co najwyżej „piątkę”. Tak na zachętę.

