Taki artykuł bez Alpha Protocol? Przecież tam można było być takim skur***elem, że głowa mała. Na koniec można było wykonać egzekucje na połowie postaci i zostawić za sobą spaloną ziemię.
Jeżeli mowa o Pathfinder WOTR to najbardziej złą i radykalną opcją jest droga Roju i, hell yeah, polecam nią zagrać. To jest niesamowita ścieżka rozbicia osobowości, tożsamości, ciała i podążanie drogą czystego nihilizmu. Nawet Iomadae i Nocticula gadają o tym, czy nie lepiej będzie przestać jątrzyć dawne spory i zjednoczyć się przeciwko nam, póki da się powstrzymać infekcję, która ostatecznie może zalać nawet ich plany rzeczywistości
Ale na swój sposób jest też ciekawa ścieżka Licha, bo można ożywić Stauntona Vhane'a oraz Królową Galfrey i wziąć ich na swoich kompanów jako ożywionych umarlaków. :-)
To jedyna ścieżka, w której opuszczają nas wszyscy towarzysze, a tak skrajne postacie jak królowa Nexusa i bogini sprawiedliwości rozważają przeciw nam sojusze. Poza tym żywioł jest całkowicie bezrozumny (neutral-neutral?), a zarówno my, Vang jak i Deskari jednak nie osiągamy całkowitego rozpadu ego (a Deskari to już w ogóle okropny egotyk). No i ta ścieżka zaczyna się formalnie od słów „wszystkich was nienawidzę”, a kończy na tym, że wszystkich zeżremy.
Jedna z towarzyszek jest niezłym miernikiem naszego zepsucia: altruistka Ember wierzy, że da się nawrócić Nacticulę (czyli odpowiednik ścieżki demona), a z tego, co wiem, nie opuszcza nas również na ścieżkach devil/lich (liszem nie grałem, więc nie jestem pewny). A jednak Swarm ją przerasta ;P W ogóle, gdy uczymy się bycia Rojem z zapisków Xanthira, to wszyscy nas ostrzegają, że wyzbywamy się człowieczeństwa i stajemy nieakceptowalni dla nikogo, i że będziemy najgorszą plagą świata (ale dalej jesteśmy poczytalni; idziemy wybraną ścieżką filozofii zniszczenia). Deskari co prawda uczy nas jakichś tam ścieżek wyzbycia się "ja", ale jest ich totalnym zaprzeczeniem, tak samo Vang, co pozwala postawić ostrożną tezę, że ten „buddyjski” stan Roju wyzbytego z potrzeb jest nieosiągalny (nie wiem, jak w secret ending, ale w zwyłym pycha bycia najdoskonalszą formą nie opuszcza nas do końca).
Nie dodanie fable do zestawienia to strzelenie sobie w stopę w tym artykule 😆
Taki artykuł bez Alpha Protocol? Przecież tam można było być takim skur***elem, że głowa mała. Na koniec można było wykonać egzekucje na połowie postaci i zostawić za sobą spaloną ziemię.
Mnie tam nie przeszkadza archaizm w starszych grach, ja po prostu rozumiem dlaczego w starych grach jest archaizm, ale zamiast tego po prostu doceniam zabawę w takich grach, bo robią to po prostu dobrze.
Nie wiem jak wygląda realizacja skradania, pewnie nie będzie mi to przeszkadzać, bo zazwyczaj akceptuję różne niedogodności starych gier, szczególnie gdy one i tak dają dużo frajdy. Aczkolwiek staram się trochę ulepszyć i usprawnić, ale to głównie polega na technicznych modach typu fullhd, zniesienie limitu fps gdy to możliwe, naprawa technicznych błędów, lepsza kompatybilność sprzętowa, itp. Ogólnie bardziej dostosowanie gry do współczesnego sprzętu.
Co do wskazówki z padem, to dzięki. Aż dziwne, że padem byłoby lepiej celować snajperką niż myszką. Jeśli faktycznie tak jest to kurczę boję się przekonać jak to zostało zrobione, że myszka przegrywa z padem w celowaniu snajperką xD.
Jeśli to jest tak źle zrobione jak port prince of persia sands of time na pc, to z pewnością zagram na padzie. Pamiętam jak w to grałem na ps2, wszystko było git, a na pc gdzie gierkę dostałem za darmo, praca kamery jest wyjątkowo tragiczna i przeskakuje w bardzo złych momentach stale w ostatnich chwilach kierując postać w stronę zabójczego zagrożenia. Przez to zaniechałem grania i potem chciałem poczekać na remake PoP, którego oczywiście anulowali, bo jak się okazało, jakimś cudem zepsuli to co już było zrobione i nie wyglądało tak źle jak przed rzuceniem projektu...
Nie tylko w Pathfinder: WotR są ciekawe opcje dla złego bohatera, ale również w Pathfinder: Kingmaker można nieźle na tym polu się wykazać. Można np. dogadać się z Vordakaiem i wziąć go na doradcę, ale to będzie kosztować duszę Maegara Varna i wielu innych osób uwięzionych przez Vordakaia. Na samym końcu można ocalić Nyrissę, a zaraz potem przehandlować ją Lantern Kingowi. Podczas zarządzania królestwem jest wiele opcji skazywania na śmierć posłańców i innych osób, wysyłania żołnierzy na samobójcze misje itp.
Przypomniała mi się też bardzo oryginalna grupa samych złych charakterów w Baldur's Gate 2 (z Viconią, Korganem i Edwinem), które bardzo narzekały i groziły odejściem, gdy nieznacznie wzrosła reputacja drużyny :-) Pod sam koniec Tronu Baala jest opcja, aby nakłonić Viconię do zmiany charakteru na lepszy, ale jeśli powiemy, żeby tego nie robiła, to była z tego faktu zadowolona :-)
Pamiętam, że w Dragon Age 1 była też opcja stopniowego pozbywania się poszczególnych członków swojej drużyny, nawet była możliwość doprowadzenia do skazania na śmierć Alistaira, a po zbezczeszczeniu Urny Świętych Prochów można było zabić Lelianę.
Akurat w BG2 granie zlymi postaciami jest bardziej "ciekawostka przyrodnicza" niz fajna sciezka rozwoju.
W BG2 też o wiele łatwiej było regulować reputację, bo nawet grając dobrą postacią i robiąc wszystkie questy, nawet te, które nagradzały wzrostem reputacji, po wizycie w Czarowięzach można było na życzenie zamieniać się w zabójcę i zbijać rep., aby nie weszła na poziom heroiczny i zmusiła złoli do odejścia z drużyny.
Benifitami był dostęp do paru przedmiotów dostępnych tylko dla złych postaci (szata arcymaga, ludzka skóra itp.).
Ogólnie w żadnym BG nie opłacało się grać złą postacią, bo niska reputacja negatywnie wpływała na ceny w sklepach, można było stracić status paladyna lub łowcy, przy skrajnie niskich wartościach odchodziły z drużyny nie tylko dobre, ale i neutralne postacie, a wcześniej i w jedynce i w dwójce spawnowały się oddziały uderzeniowe lokalnych władz. Ponadto wpływ na reakcje sprawiał, że NPC często nie chcieli gadać, nie zlecali zadań. Np. w kniei Otulisko Aldeth Sashenstar nie chciał mieć z graczem do czynienia, podczas gdy przy wyższej reputacji angażował w zadanie poboczne. Niska reputacja pogarszała też nagrody, np. w lokacji na północ od twierdzy gnoli szlachcic ucieka przed niedźwiedziem. Mając wysoką reputację dostawało się w nagrodę Buty Północy, a przy niskiej śmieszną garstkę złota.
Aczkolwiek BG1 starał się gracza kusić do złych uczynków. Jeden z NPC w Nashkel bierze postać gracza za Szarego Wilka i wręcza mu złoto, które można przyjąć, udając łowcę nagród, którego ten wynajął, albo odmówić i wyjaśnić sytuację. Po odzyskaniu szmaragdów od Prisma w teorii powinno się je zwrócić temu NPC, ale to jest totalnie nieopłacalne. Jest tam więcej takich sytuacji, gdy NPC zlecają odzyskanie jakichś przedmiotów i dostarczenie zleceniodawcy, ale same przedmioty są znacznie cenniejsze i potężniejsze od nagrody - hełm i płaszcz Baldurana, płaszcz pozwalający przemieniać się w wilka itp.
Ogólnie można grać złymi postaciami, ale raczej balansując w zakresie wyższej reputacji i postępując dobrze lub neutralnie, aby nie odciąć sobie dostępu do contentu i nie zabijać bez powodu NPC.
Za którymś tam przejściem pamiętam nawet, że pozmieniałem sobie za pomocą EEkeepera globalne zmienne dotyczące ich niezadowolenia z charakteru drużyny, żeby już mieć święty spokój z ich obrażaniem się i odchodzeniem:)
No tak, aczkolwiek Złodziei Cienia też ciężko nazwać organizacją "dobra" :) W zasadzie można to potraktować jako wybranie mniejszego zła.
Jak dla mnie na tym portalu recenzje i artykuły powinni pisać jedynie pan Matusiak i Naczelny, zawsze to sama przyjemność poczytać a i artykuły trafione w samo sedno. Serdecznie pozdrawiam i proszę o więcej.
W KotOR2 jak w większości gier tamtego okresu bardziej popłacało granie dobrym. Może autorowi chodzi o to że Kreja (czy jak jej tam) ciśnie cały czas na bycie złym, więc jak ktoś jest podatny na peer pressure to podwinie ogon.
W Planescape: Torment granie "dobrym" daje dużą przewage, więc praktycznie dyktuje jak masz grać przez większość gry.
Ps. A co do Tyrany - pomijając, że chodzi o stylizacje samej gry, to teoretycznie by się zgadzało ale już praktycznie nie. Coś jak w starych Baldurach gdzie do bycia złym musiałeś efektywnie dopłacać.
Podobno MS chce teraz zmusić Obsidian do robienia gier, które przyciągną graczy...
W takim razie poproszę o grę łączącą koncepcję i klimat KOTORa II oraz Tyranny. Niech nazywa się "Lords of the Old Empire" i będzie spin-offem KOTORa poprowadzonym od drugiej strony - zaczynamy jako adept sithów i ewentualnie z czasem możemy przejść na jasną stronę mocy.
Mroczny klimat, nieoczywiste wybory, ciekawi i nietuzinkowi towarzysze. Trochę filozofii.
To wszystko w ładnej, choć niekoniecznie super zaawansowanej i fotorealistycznej grafice.
Hit murowany.
Gry to jedyne miejsce, gdzie złym się nigdy nie opłaca być, co innego w życiu...
Ciężko mi być złym w grach, nawet tych gdzie faktycznie się to opłaca i ciągnie za sobą lepszą fabułę. Ale warto docenić że mamy taki wybór nie tylko na zasadzie że rozjadę wszystkich możliwych w GTA.
Imo najlepiej złe ścieżki ma Pathfinder WOTR zrobione. Zresztą jest to też najlepszy mechanicznie rpg jaki powstał.
Wiem, że to nie do końca RPG, ale opłacało się również być "złym" w Mass Effect. Był to jedyny sposób na to, żeby Shepard przeżył.
co tu się odwaliło!? tyle propozycji na raz, jak to możliwe, że jest tyle RPGów których nie ograłem.
Age of Decadence, Tyranny, Warhammer 40,000: Rogue Trader, Wasteland 3
od czego mam teraz zacząć?
L'embarras de richesses!
dodałbym Wiedźminy, bo a wkażdym gramy rzeźnikiem z Blaviken i "odcieniami szarości" tłumaczymy sobie pogradę mutanta dla zwykłych ludzi, których wyrzyna zapamiętale. Dobrze wie że sam jest OP ale nadal prowokuje różnych pijaczków i rzezimieszków do tego "żeby spróbowali go pokonać". Strasznie cyniczny morderca, do tego co chwilę w romansie z inną bo "amnezja" albo inne wygodne w danym momencie czary. Śliski jegomość.
A Overlord? Tam mogłeś być zły, albo bardzo zły. Oczywiście w pewien prześmiewczy sposób