
Anachronox (10+ godz.) - Po skutecznej dezynsekcji wróciliśmy z ekipą do dobrze znanej Nam stacji przesiadkowej.
Ukończone:
STAR WARS Bounty Hunter (14+ godz.) - Montross i Komari Vosa pokonani, czas się sklonować ;) Cała rozgrywka zajęła mi według GOG 13+ godz. a wewnątrz gry 9+ godz. Prawie niczego nie pominąłem. Jeszcze raz, bardzo fajny zamysł, właściwa głównej postaci historia, ale fatalne wykonanie, wyzwanie polega głównie na radzeniu sobie z wyskakującą masą mięsa armatniego oraz opanowaniem i wyczuciem sterowania ze szczególnym uwzględnieniem odrzutu plecaka rakietowego. Fett jest super, ale no nie, ta gra nie jest super.
The Life and Suffering of Sir Brante (18+ godz.) - Pierwsza rozgrywka (Iron Man + Hidden Conswquences) zajęła mi aż 14 godzin. Do pewnego momentu niemal niezachwiana i prowadzona w miarę z własnym konceptem, ale później praktycznie wysterowana przez wysokie progi blokad, które sztywno wymagają skrajnych decyzji (dosyć oczywistych po pierwszej rozgrywce) na przestrzeni całej rozgrywki - niestety. W pewnych momentach trochę się dłuży w innych nie da się oderwać - jest bardzo nierówna pod tym względem.
https://www.gry-online.pl/gry/the-life-and-suffering-of-sir-brante/komentarze/zb5e89#post0-16978811
Carmageddon TDR 2000 (- godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/carmageddon-tdr-2000/komentarze/zac4c#post0-16979794
God's Trigger (6 godz.) - Wstęp i pierwszy rozdział minął, wraz z przyzwyczajaniem się do sterowania, w niecałe 2 godziny. Pierwsze etapy wprowadzają całkiem sensownie choć fabuła aż prosi się o bardziej szczegółowe prowadzenie, bo wyszło głupio. Szczególnie etap na torach - WTF?! O ile fajnie to wygląda, to łączenie sąsiadujących pociągów na kolejowej trzypasmówce? C'mon! A drugi etap? O matko, pełna zmiana, nowi przeciwnicy, nowe bronie, strasznie duży przeskok, za duży. Trzeci etap znowu powrót trochę bardziej do normalności. Czwarty etap to nawet bardziej skradanka i cicha eliminacja. Piąta część pewnie ze względu na rozegranie wydawała mi się zbyt prosta. Jeźdźcy do pokonania, trochę schematyczni, jedni bardziej stykowi inni zupełnie bezproblemowi. Gabriel natomiast jest strasznie upierdliwy, bo i ile orientacja co i jak jest banalna, to te krążące kule w pierwszej fazie, to istne "wkurwium", wiem że bez tego byłoby banalne, ale dwa razy wyłączałem, bo zawsze coś w tej pierwszej fazie.
Ogólnie mało atrakcyjna dla mnie konwencja, ulepszenia też mało ciekawe (w zasadzie nie było po co używać różnych zdolności XD). Ale jak ktoś lubi takie, to wykonana całkiem sensownie.
https://www.gry-online.pl/gry/gods-trigger/komentarze/za440b#post0-16984186
Lacuna - A Sci-Fi Noir Adventure (6+ godz.) - Przeciętny, miejscami nieczytelny pixel art. Liniowa, ale z elementami decyzji i pozwalająca na podknięcia. Sporo czytania, ale mało angażującego. Prosta, ale wymaga skupienia i właściwego zrozumienia. Najprzyjemniejszy był ten klimat pogoni, który odpowiednio napędzał akcję. Niestety ze względu na pewien moment w grze, rozgrywka przestała mnie zupełnie cieszyć (nie mogłem zrobić tego co wybrałem - opcja się pojawia ale tylko po to żeby zaraz wybrać jedną z pozostałych, więc od tego miejsca MUSISZ zrobić to co chce gra, to zabiło mi radość z gry) i dlatego mój kciuk kieruję w dół.
Za rywalami przemawia gównie ilość zespołów, ale czy to wystarczy? Moim zdaniem im trochę zabraknie. 12 miejsce jak najbardziej, ale 14?
Nie wiem jak jest teraz, ale generalnie Tour Bernabeu, to tak na prawdę wejście na trybuny stadionu tunelem, zajrzenie do szatni, do sali konferencyjnej no i przede wszystkim Sklep klubowy! 😜 A tak na serio, to chyba najciekawszym mimo wszystko jest muzeum klubowe.
A bilety to standardowo, pierw karnetowcy a kilka dni przed meczem otwarta sprzedaż z tego co zostało.

God's Trigger to strzelanka z widokiem od góry, w której nie rzadko taktyczne podejście ustępuje jedynie czasowi reakcji i opanowaniu. To jest ten tytuł, w którym umiera się co chwilę, który jednocześnie przynosi sporo satysfakcji (gdy wszystko wyjdzie tak jak trzeba), ale i mnóstwo frustracji (gdy byle pierdoła pociągnie za sobą fatalne w skutkach rozstrzygnięcie). Jest to też gra, która nastawiona jest na system ocen zależny od zdobywanego mnożnika (ciągłość akcji), szybkości pokonania etapu czy ilości potknięć. Mimo, że gra oferuje lokalny tryb współpracy, tym razem ograłem tytuł samodzielnie.
Parze głównych bohaterów brakuje wstępu. Żadna z postaci nie ma na tyle ekspozycji, by ją poznać czy polubić. Co gorsza, są oni tylko z pozoru skrajni. O ile dla rozgrywki te subtelne różnice są oczywistym urozmaiceniem i służą wyzwaniu, tak dla rozgrywki nie czułem potrzeby, by zmieniać domyślnie preferowaną postać gdy gra mnie do tego nie zmuszała. A niestety są momenty, że zmusza. Dodając do tego rozdzielne pule doświadczenia, tylko utwierdzamy się w prowadzeniu wybranego "cyngla" (Harry osiągnął poziom 30 na początku ostatniego aktu, w tym czasie Judy osiągnęła poziom 14).
Każda z postaci ma swoją pulę umiejętności i modyfikatorów (blokowanych poziomem) ale dających możliwość wyboru ulepszeń. Te "drzewka" wyglądają sensownie, choć w rozgrywce nie mają aż takiego znaczenia.
Etapy są różnorodne i to bardzo, choć zmiany oparto bardziej na wymianie skórek (broń, przeciwnicy, ściany) niż dopasowaniu i modyfikowaniu zasad w trakcie i zgodnie z postępami. To pewnego rodzaju lenistwo miejscami kłuje w oczy (np. żołnierz z obrzynem). Całość też bywa nieczytelna, szczególnie w kontekście ścian - co jest niezniszczalne, co jest drzwiami i jak są wysokie (czy zza nich widać Nas). Też głupio wypada tu teleportacja Judy, która jest mechaniką w zasadzie kontekstową i wymaga krat/siatek (za skrzynie, przez okno, popękany mur czy dziurawą ścianę nie "przeskoczymy"). No i pułapki (szczególnie zgniatacze odścienne) są niebezpieczne nawet od boku (strony bezpiecznej, nienajeżonej kolcami i nie wykonującej ruchu ku Nam).
Przeciwnicy, mimo różnorodności, w zasadzie nie wymagają żadnych specjalnych taktyk, bo albo zachodzimy ich od tyłu, albo siejemy rozpierduchę wykorzystując na okrągło tę samą umiejętność dokładając do tego kilka kulek czy machnięć bronią. Broni też jest sporo, ale poza tarczą, nie wymagają wyjątkowego się z nimi obchodzenia.
Co jeszcze potrafi rozczarować: rozmieszczenie punktów kontrolnych (generalnie są ok, ale miejscami ich bardzo brakuje), etapy mogą się skończyć przedwcześnie (zakończenie etapu potrafi wywołać przerywnik i automatycznie zakończyć etap, co ogranicza swobodę eksploracji), amunicja/doładowanie/mnożnik potrafią lądować w ścianach (brak możliwości zebrania zasobów), próby czasowe są stykowe (pierwsze zetknięcie zazwyczaj trudno od razu rozeznać, choć czasem to efekt zatrzymania na "wyrwie ściennej").
Podróż jest bardzo chaotyczna, fabuła jest wręcz kretyńska i niedostatecznie uargumentowana. Do tego dziwne przedstawienie Jeźdźców, Gabriela i dragonballowa fuzja XD
Jako, że jakiś czas temu zdecydowałem się na część etatu w "normalnej" pracy, to w zasadzie mam codziennie jakieś nadgodziny (średnio pewnie jakieś 20-30 godz. miesięcznie), ale mam taki układ z Januszem, że to ode mnie zależy ile czasu na nadgodzinach spędzę i czy w ogóle będę zostawał po swojej robocie (w zasadzie nadgodziny wypracowuję głównie przychodząc wcześniej niż zostając po, ale to szczegół), ot osobista chęć spożytkowania większej ilości wolnego czasu, by coś przyspieszyć lub poprawić bez szkody w innych osobistych zajęciach (no może trochę mniej gram :P). I to też, w sumie efekt wynikający głównie z zawirowań kadrowych i chęci utrzymania ambitnego planu po decyzji o ekspansji firmy.
Więc mój stosunek jest właśnie taki.
Jeżeli dodatkowe godziny wypracowane w firmie nie kolidują z ważnymi osobistymi zajęciami i nie zabierają za dużo wolnego czasu, to nie widzę w tym nic złego.
Jeżeli natomiast zostawanie jest przymusem, bo cokolwiek, i generuje to tylko dodatkowy stres, to nie ma to absolutnie sensu.
Tyle że Real wcale nie potrzebuje nowego Kroosa. Pomijam to, że ma zawodników zdolnych do takiej gry. Wcale nie musi grać tak jak kiedyś, nie po to przychodzi nowy trener, żeby grać jak kiedyś. Co, to tylko jeden sposób na wygrywanie jest w futbolu?
Mou przychodził i wszyscy wieszczyli, że przyszedł boss co ma jaja i nikt mu nie podskoczy a pierwszy mecz w lidze a i tak dalej widać, że są święte krowy. No to jak to jest?
Ok, to był pierwszy mecz i wiele jeszcze się wydarzy, ale czy dodanie do składu kolejnych gwiazdorów uzdrowi tą niezdrową atmosferę? Czy Espi ma realne szanse na pierwszy skład przy takich tuzach? Czy Mou faktycznie, jest jeszcze tym bossem co ma jaja żeby tak było?
Wstrzymam się do końca 5tej kolejki z ferowaniem wyroków, ale pierwszy mecz nie napawa mnie optymizmem.
Spoko :)
Też coś takiego czytałem. Ciekaw jestem jednak czy jakościowo się coś poprawiło i jak się to kosztowo ma do drukarek atramentowych, ale to pytanie do faktycznego użytkownika.
Ale to faktycznie świetny "opis" Ci wyszedł jak na nałożone ograniczenia 👏
Choć z drugiej strony dla chcącego nic trudnego. Masz, pierwsze zapytanie w google i voila': ?-?-?-?
Pytałem z czystej ciekawości, czy może już coś się zmieniło czy nie, licząc na jakiegoś speca ;)
Niemniej dzięki Panowie :)
Zwyczajnie mam wrażenie, że na zadeklarowane przez Ciebie potrzeby kolorowa atramentowa to najbardziej optymalne rozwiązanie a mając duplex i "doładowanie" z butelki zapewniasz sobie wygodę :)
Moim zdaniem, patrząc na funkcjonalność względem oczekiwań, to jak najbardziej się nada.
Masz duplex, masz uzupełnianie z butelek a nie wymiana kartridży a to dla mnie podstawa. Trudno mi ocenić pod względem realnej wydajności (nie wiem też ile faktycznie będziesz z niej korzystał i czy regularnie!), ale np. laserowa czarno-biała pod drukowanie czysto biurowe (średnio pewnie jakieś 200 str. dziennie, może więcej) realnie zżera jakieś 7 tonerów i 2 bębny rocznie (te wykorzystywane są na maksa, do oporu lub wyraźnego spadku jakości druku a nie jak kontrolka zasygnalizuje) więc wychodzi raczej drogo.
👏
Właśnie o czymś takim myślałem dając sugestię rozwinięcia listy którą tworzył MegaLordGier14
https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-lista-gier-przeportowanych-z-przegladarki-na-steam/z81030893#post0-16978850
TYLKO GDZIE Monsters' Den ?!

Zachciało mi się porozbijać autami, ale niestety, ten tytuł jest już obecnie NIEGRYWALNY. Pomijając konieczność dodawania zewnętrznych plików do folderu gry, ta (przy drugim i kolejnym odpaleniu) co i rusz wywala błędami. W zasadzie po ustawieniu wszystkiego, dopóki nie wyłączyłem gry było super git, nawet na nowoczesnych rozdzielczościach. Niestety ponowne włączenia (o ile się uda!) nie mają sensu, a to przestaje wyświetlać obiekty a to zamienia menu w nieczytelne kwadraty a to wywala w losowych momentach - no nie da się nad tym zapanować (ja nie potrafiłem). Szkoda, bo nawet jak nie był to tak dobry Carmageddon jak jedynka, to tego typu, porządnych tytułów jest jak na lekarstwo.
Wszystko wokół daje Ci znaki, że wygrasz gdy będziesz zabijać
A to nie było tak, że jak zabijesz wszystkich w pierwszej misji, to zostajesz "upomniany", bo "terroryści to też ludzie"?
niezabijanie ... można stracić cierpliwość szukając sposobu na brak zabijania
Od początku masz możliwość uzbroić się w kuszę ze strzałkami, masz paralizator a poza tym gra jest zaprojektowana tak, że jedynie brak spostrzegawczości może utrudniać znalezienie alternatywnej ścieżki pod ten styl.
Jagiellonia zagrała tak jak powinna, bez większego zaskoczenia. Mimo wszystko wynik statystycznie i z przebiegu wcale tak pewny nie był. Dali radę, ale muszą się dalej poprawiać.
Lech (oglądałem) w zasadzie grał jak chciał. Poza samym początkiem i drugą połową drugiej połowy przeciwnik nie istniał a gra na prawdę mogła się podobać, akcje się super kleiły, był luz i pewność siebie. Fajnie jakby utrzymali podobny styl na dłużej.
Górnik w zasadzie zgodnie z moimi oczekiwaniami, postawił się, powalczył i pokazał że jest bardzo zdeterminowany, ale ma sporo braków, dalej trzymam kciuki.
Raków, no cóż, liczyłem na więcej szczególnie grając od 55' w przewadze. Powinni byli to wygrać.
Sprzątacz w zakładzie przetwórstwa mięsnego porzuca pracę przez wprowadzenie nowego smaku chrupków.
Wojsko walczy z tubylcami o złoża, bo niepełnosprawny żołnierz wolał spółkować z dzikuską zamiast wykonywać rozkazy.
- Moje (ta lista)
- przeniesione (w sensie cała reszta)
- wywodzące się (czyli odsłony serii znanych z przeglądarek, ale nie będące już grami przeglądarkowymi)
to by wyglądało to lepiej a jakbyś jeszcze poświęcił troszkę czasu na sprawdzenie takich gierek i ładnie to rozłożył, to dodatkowo było by to ciekawsze i pomocne.
Dorzucę kilka tytułów, które mógłbyś sprawdzić (jak chcesz):
Bloons TD, GemCraft, (Super) Meat Boy, N+/++, The Fancy Pants Adventures, Clicker Heroes, Epic War, Kingdom Rush, Henry Stickmin
Temat ogólny, ale trzymając się jednak growego poletka:
Na mnie, pozytywne wrażenie wywarło ostatnio podejście do wprowadzenia w świat gry (The Life and Suffernig of Sir Brante).
Większość gier, nad czym często ubolewam, nie daje możliwości poznać zasad panujących w środowisku, do którego jesteśmy wrzucani jako już dojrzałe osoby, a tu, obejmując postać od momentu narodzin, mimo że Twórcy również nic nie przedstawiają wcześniej, to wychodzi to naturalnie jako proces równoległy z dorastaniem.

The Life and Suffering of Sir Brante, to w zasadzie gra paragrafowa. Oczywiście gra udaje coś więcej dodając jakieś wskaźniki opisujące postać, ale w gruncie rzeczy służą one wyłącznie zawężaniu możliwości wyborów każdego podejścia. Rozgrywka opiera się wyłącznie na czytaniu i wyborze z gotowych aktywnych opcji. Niby wybory mają mieć znaczenie, ale historia bazuje jednak na stałych momentach.
Wybitnie wyszło tu natomiast poznawanie świata, którego uczymy się wraz z dorastaniem Naszej postaci. Szkoda, że "życie Pana Brante" jest zawsze zakończone konkretnym wydarzeniem (lub wcześniejszą śmiercią) a nie naturalnym końcem spowodowanym starością.
Ten fantastyczny świat potrafi wciągnąć. Mimo wielu oczywistych nawiązań, odbiera się go jako coś świeżego. Bogowie i różne interpretacje świętych ksiąg, starożytne rasy, podział klasowy, różne ugrupowania i relacje w rodzinie. Tak wiele elementów może wpływać na relacje czy inne opisujące Nas wskaźniki, ale zawodzi tu logika i brakuje dobitnie odczuwalnego efektu domina. Temat Naszej pomniejszej śmierci (świat zakłada 3 pomniejsze i jedną prawdziwą śmierć) jest całkowicie pominięty na każdym z etapów i poza reakcją w Naszych współczynnikach, nigdy nic w historii nie zmienia. Także czyny, których dokonujemy w gruncie rzeczy nie mają znaczenia, bo na koniec i tak sami sobie wybieramy czy zostaniemy "potępieni" czy "zbawieni" - ma to sens (:
Narzucona podczas urodzenia Dola, wynikająca ze statusu rodziców, to również dobry zabieg. Szkoda tylko, że mimo jasnego określenia Naszego stanu, nigdy nie będzie Nam dane być kimś jednoznacznie oddanym swojej Doli - historia wymusza na Nas zdarzenia łamiące te zasady nie dając możliwość dokonania wyboru. W ogóle z wyborami jest taki problem, że często brakuje opcji oczywistych, czasem po prostu bycia biernym a i sytuacje, w których musimy wybrać jedyną z niewyszarzonych stają się wręcz niepotrzebne. Ale to właśnie, świetnie pokazuje lukę w zamyśle Twórców, który oparty jest o trzy główne ścieżki osiągane wyłącznie konkretnymi decyzjami, czyli zamiast bawić się, powinniśmy wybierać nie treść a efekt (jest tryb gry ukrywający wynik wyboru). To niestety niweluje swobodę działania, co widzimy dopiero z czasem, gdy brakuje Nam konkretnych "zasobów" brakuje Nam opcji do wyboru, więc kończymy idąc niemal jak po sznurku.
Niezależnie od podejścia, żaden członek rodziny (jakimś cudem mamy w rodzinie cały przekrój społeczeństwa) nie może się zmienić (żadna inna postać w zasadzie też), więc te z góry zakładane trudne momenty, niezależnie od Naszych decyzji na przestrzeni całej rozgrywki, po prostu wydarzają się. O ile w pierwszym przejściu takie relacje były po prostu mało zrozumiałe o tyle w kolejnych, oglądanie identycznych scen i problemów, mimo wydawałoby się wybrania zupełnie innej drogi życia, po prostu rozczarowuje.
Prawda jest taka, że to nie jest gra wyjątkowa. Owszem, czyta się to dobrze, tło i ogólna narracja potrafi bawić, wciągnąć a nawet poruszyć (za pierwszym razem!). Gra jest stylowo ładna, choć część grafik nadmiernie powtarza się a część zwyczajnie nie pasuje do opisów. Mimo to, jest to pojedyncza historia z kilkoma odnogami zauważalnymi dopiero od połowy gry i mającej realne rozróżnienie dopiero na sam jej koniec, choć też nie do końca. Oprawa audio, mimo braku lektora, jest znośna. Tło jest przyjemne a zastosowanie "wrzutek" dźwiękowych to dobry pomysł, ale gdy muzyka zbyt długo się nie zmienia a efekty powtarzają się zbyt często, i na dodatek czasem w mało dopasowanym momencie, to myślę, że całościowo, nawet z tym czym dysponowali Twórcy, można to było spiąć dużo lepiej. Trzeba też dodać, że gra posiada błędy. Jakieś drobne literówki czy dosłownie kilka dziwnych układów tekstu albo niezrozumiałe podziały stron po jednym zdaniu na całej karcie oraz problem z obracaniem stron a tym samym blokowanie dalszej rozgrywki (występuje przy szybszym stronicowaniu, głównie w sekcjach podsumowujących etapy życia). Pierwsza rozgrywka może trwać nawet kilkanaście godzin!
Czy da się stworzyć gierkę w Unity nie znając się na programowaniu i wykorzystując do tego jedynie pomoc AI? Oczywiście, ale czy to będzie dokładnie taka gra jaką Ty chciałeś? Nie wiem, chyba nie. To dużo elementów, które sumarycznie decydują o ostatecznym efekcie. Jak wygląda AI-owe dostosowywanie rozgrywki, szybkości animacji, momentów wyzwalania efektów dźwiękowych, dopieszczanie rozmieszczenia obiektów, zarządzanie zasobami? Proces polerowania musi wynikać z odczuć testera/Gracza (człowieka).
Nie wiem, jak wsparcie AI rozumiem, tak tworzenie wszystkiego bez realnej kontroli, to dla mnie nieporozumienie.
Nie raz się już spotkałem z sytuacją, że osoba bez znajomości programowania próbował coś "napisać" i nigdy taka osoba nie doprowadziła projektu sama do końca. Robiła tak jak proponujesz, prosiła o napisanie kodu, który zrobi to i tamto a potem linijka po linijce czemu itd. I okej, coś tam działało, ale nie tak jak powinno. Summa summarum nie potrafiła dokończyć projektu, czytaj spełnić jednocześnie wszystkich pierwotnych założeń. Moim zdaniem, to jest właśnie efekt braku tych podstaw (programowanie), wiedzy "jak to działa?" a co za tym idzie nieumiejętność sformułowania zapytania, żeby osiągnąć pożądany efekt, ewentualnie dostać rozwiązanie, które łatwo można dopasować.
Jeżeli nie znasz się zupełnie na programowaniu, to brakuje Ci podstaw do tworzenia gier (w ogólnym znaczeniu). Nawet wykorzystując wyżej wymieniane wsparcie AI nie będziesz wiedzieć co się dziej i dlaczego.
🤔 To może inaczej. Skąd w ogóle u Ciebie pomysł na tworzenie gier?
Przedstawiciel władzy zostaje wrobiony w morderstwo i skazany. Umyka karze gdy transport skazańców zostaje ostrzelany. Wracając stawia czoło swojemu bratu i odrzuca zasłużony awans.
Dobra Twoja, ja nie mam pojęcia, ostatnio jakoś mało podwodnych światów zwiedzam choć kilka czeka na liście.
Większość z tego co napisali powyżej 😅
Ale też np. jak jest możliwość, to nie zabijam (patrz np. Technomancer, Kingdome Come Deliverence, Deus Ex).
Na pewno nie chciałbym "zostać" kimkolwiek innym, ale nurtuje mnie jedna myśl. Co masz na myśli "być dowolna inną osobą"? Jak to sobie wyobrażasz? Czy chodzi wyłącznie o "przejęcie" ciała, ale pozostanie sobą? Czy może "przejęcie" ciała, pozostanie sobą, ale również dostęp do wszystkiego co definiuje taką osobę (wiedza, doświadczenia itp.)? A może... dobra nie będę utrudniał.

Zasugerowałem przełożonemu korzystanie z przydomka, bo nazwisko się źle kojarzy 🤕
Warto było XD
Dark Sector
Ok, przepraszam.
Nie chciałem wywołać u nikogo - ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy zdecydowali się na skorzystanie z nowej funkcjonalności - złych emocji. Cała ta sytuacja z mojej perspektywy wprowadza niepotrzebne zamieszanie, bo tak jak wspominałem kilkukrotnie, dla mnie, w dużym uproszczeniu, nowy nick to zerówkowicz (owszem są awatary, ale te są dla mnie trzeciorzędnym identyfikatorem). Ewidentnie za bardzo ograniczyłem swoją percepcję na tę sytuację i nie wchodząc w nikomu niepotrzebną polemikę, zbyt śmiało określiłem grupę tych użytkowników mianem zmiennick. Moje zdolności do wyłapywania negatywnych konotacji są upośledzone - wybaczcie mi.
🤗
Skoro zostałem wywołany, to poprzyczepiam się 😎
EG_cośtam
Tak trudno było skopiować z profilu całość EG2009_120754240 ?
Nazwa zmiennick wypożyczona od
Raczej zgapiona, ale nie mam pretensji.
😉
Tak, to Dark Sector. Właśnie miałem pisać jakąś podpowiedź.
Przynajmniej udało mi się na tyle niejednoznacznie opisać, że nie było to oczywiste 😁
Blisko, bo prawie pasuje i byłem prawie pewny, że taka odpowiedź padnie, ale to nie to.
Amerykański wirus pustoszy całe miasto w katastrofie biologicznej. Wysłany tam czyściciel sam zostaje zainfekowany mutując i zyskując nowe zdolności. Będąc na ostrzu noża, rzuca się w wir wydarzeń.
Nic mi do tego kto jak się chce podpisać, najważniejsze, że Tobie się podoba :)
jedni lubią ogórki, drudzy sołtysa córki a ja i to i to 😉😉
To zależy gdzie bym się obudził. I zakładam, że jestem w ciele adekwatnie młodszym, tak?
To pewnie wstaję i irytuję rodziców swoją aktywnością.
Muzyk, w zemście po stracie ukochanej, powala kartel swoim wybuchowym koncertem i znajduje nową ukochaną.
Trudno było reagować na wszystko od tak i żeby sobie nie zrobić krzywdy, to w zasadzie trzeba było pierw dobrze poznać plansze.
Thief II: The Metal Age
Przypadkowy taksówkarz przysługuje się rodzinie mafijnej a gdy mu się to nudzi, to sprzedaje ją jako świadek koronny.
Przecież Janczes odpowiedział na Pathfinder: WotR ciekawie, zabawnie i całkiem celnie skoro nie było dalszego odzewu. Tak na marginesie, ja również akurat w WotR nie grałem. 🤠
No to już chyba kwestia czysto akademicka, kogo uznawać za legendę, jakie kryteria ustalić i czy ingerować przez to w już wskazanych jako legendy.
Bo czemu czepiać się Sergi Roberto gdy obok niego jest taki Juliano Belletti, który jest tam chyba wyłącznie przez strzelenie gola w finale LM2006?
jakie crossovery lubicie, czy na jakieś czekacie albo pojedynek kogo z kim, chcielibyście zobaczyć?
Raczej nie skupiam się na tego typu "zabawach", wolę tworzyć własne historie w danym uniwersum lub jeszcze bardziej po prostu własne historie oparte o swoje postacie, lub postacie współgraczy.
Ale do Twojego zestawienia pasowałoby kilka komiksów, które gdzieś tam się przez moje ręce przewinęły:
No niestety, przed startem sezonu zostały tylko dwa sparingi z pełną kadrą, więc raczej będziemy musieli poczekać na pierwsze mecze ligowe, żeby zobaczyć co i jak to Mou wymyśli.
Tak jak nie jestem zwolennikiem wielkich zmian, tak na ten sezon wyjątkowo czekam z nadzieją i niecierpliwością. Tak naprawdę, jedyna obawa, to kwestie osobowościowe, czy Mou da radę stworzyć drużynę, czy jednak indywidualizm weźmie górę?
No właśnie dlatego nie osiągniemy konsensusu, bo to czy AI zmieni społeczeństwo (myślę o stałych zmianach) zależy tylko od Nas i póki ludzie żyją świadomie własnym życiem, to zawsze tak będzie. Nie widzę sytuacji żeby w kolejnych, wskazanych w temacie, 20-30 latach musieć być częścią tego. Jak człowiek chce, to zawsze znajdzie alternatywę. Tak samo do tej pory żyją ludzie, którzy zupełnie nie korzystają ze smartfonów czy komputera (nie tylko starzy).
Owszem, AI jest obecne i jest to zmiana, to nie ulega wątpliwości, ale nie dotyczy ona wszystkich i mimo wielkich nakładów, nie jest (przynajmniej jeszcze) na tyle istotna z punktu widzenia świata. Możliwości potencjalnie są ogromne. I dobre i złe rzeczy mogą nadejść wraz z jej rozwojem a raczej jej rozwinięciem. Ale epokowego przełomu nie widzę. Może nastąpić lada moment, ale jeszcze go nie ma.
No i znowu wracamy do kwestii perspektywy, bo przy moich "pracach", nadal AI nie ma żadnego sensownego wykorzystania choć regularnie daje "jej" szansę 🤷
No cóż, czas pokaże ✌️
Teraz lepiej rozumiem, co miałeś na myśli, mimo to, pozwól, że wyrwę sobie zdanie z kontekstu:
To będzie wielka zmiana - będzie!
My nadal czekamy na ten przełom, który faktycznie zapoczątkuje nową erę, ale jeszcze go nie ma (i wątpię, by był on bezpośrednim następstwem ostatnich lat działań w tym zakresie). Tylko dlatego nie mogę się zgodzić, że ta Twoją opinia jest zgodna z tematem.
Nie zgadzam się. Szacunek do drugiego człowieka powinien być podstawą w naszym codziennym życiu a nie jakąś nagrodą dla ludzi z którymi są zgadzamy, których polubimy - którzy na niego zasłużyli. Dopiero startując z pozycji szacunku do drugiego człowieka można zjeżdżać do absolutnej jego utraty.
Dla mnie, to raczej: "Na utratę szacunku możesz sobie zasłużyć"
Może jakbyś dookeślił kogo wrzucasz do tego worka, jak rozumiesz "czasy/epokę", to bardziej przychylnie patrzyłbym na to stwierdzenie, ale tak podane jest po prostu pustosłowiem, czymś co brzmi intrygująco i nic więcej.
Bo widzisz, można spojrzeć na temat tak, że każdy z Nas ma swoje czasy (rozumiane ściśle jednostkowo, od momentu narodzin i osiągnięcia stanu świadomości do momentu śmierci, ewentualnie do utraty stanu świadomości). Ja mam swoje i Ty masz swoje nawet wtedy, gdybyśmy urodzili się w tym samym miejscu i tym samym czasie. Każdy z Nas zbiera indywidualnie doświadczenia, otaczają Nas różne sytuacje (bo każdy z Nas ma swoją perspektywę tych samych zdarzeń) i kształtują inne wpływy, które dochodzą do Nas w różnym czasie i różną intensywnością (dostęp do Internetu jest tu świetnym przykładem). Świat każdego z Nas jest różny - zawsze (nawet mając wspólnych rodziców)! Jednocześnie jako istoty tworzące społeczności potrafimy kreować wspólną rzeczywistość, czy to w mniejszy czy większy sposób narzucamy pewne normy i zachowania, tworzymy wspólnie rzeczy, które w danym momencie historii świata można jasno wskazać. Ale nadal, Twój 1995r. będzie zupełnie innym punktem czasu niż mój (nie wspominając już o kimś z Ameryki czy Afryki), a tym samym Twoja pula tych punktów czasu utworzy sumarycznie inny obraz życia (inny "Twój czas") niż u każdego innego człowieka, który świadomie żyje własnym życiem.
Podsumowując, pojęcie "nasze czasy" nie ma żadnego sensu bez doprecyzowania. Im więcej osób włączysz pod pojęcie "nasze", tym bardziej ogólny obraz dostaniesz - to jak iloczyn zbiorów, tylko wspólne elementy.
No na pewno Mou nie będzie mógł zwalić winy ani na zarząd, bo wygląda na to, że ten wspiera go jak już dawno żadnego trenera, ani na głębię składu, bo tu jest wyjątkowo bogato nawet jak jednym czy dwoma zawodnikami można byłoby to jeszcze wzmocnić. Faktycznie wygląda na to, że wszystko w rękach trenera, jego planie i zarządzaniu zawodnikami. Czy Mou się już dawno skończył, to się okaże właśnie teraz, jeżeli mając takie warunki zawiedzie to przyznam Ci rację.
prawie udany wieczór dla polskiej piłki
Ja bym tego tak nie ujął.
Na 5 ekip mamy 2 zwycięstwa, remis i 2 porażki. Żadna z drużyn nie pokazała, że ma wystarczający poziom a po tym jak Lech dał się ograć w poprzedniej rundzie, to trudno być optymistą, ale zobaczymy.

STAR WARS: Bounty Hunter to świetna historia i mnóstwo smaczków ale opakowane w fatalną formę. Pierwsze wrażenie - nie wszystko działa. Z czasem co prawda umyka, ale niewygoda sterowania utrzymuje to wrażenie obcowania z niskiej jakości wyrobem do samego końca. Gra poza niewygodą sterowania, rozczarowuje rozgrywką. Toż to zwykła naparzanka gdzie Jango nieustannie trzyma palce na spustach i unika nadlatujących wiązek energii. Ta monotonia starć w połączeniu z ogólną brzydotą (miejscami nieczytelnością) oraz kiepski balans (etapy gdzie falami atakują Nas "klony") i jeszcze okazjonalnymi miejscami ze sztywną, nienaturalnie stałą kamerą nie mogą się podobać nikomu. Nawet aktywacja drzwi może zirytować, bo te otwierają się i zamykają automatycznie ale tylko w momencie podejścia (odchodząc, czy kręcąc się pod drzwiami czujnika ruchu nie aktywujemy XD). Rozczarowujące są również segmenty gdzie mimo zachowania ciągłości akcji stan specjalnej amunicji jest resetowany do domyślnego. Rzucanie grantami to jakaś abstrakcja, zachowanie przeciwników potrafi zażenować a i gierka potrafi wywalić do pulpitu, co przy braku normalnych zapisów oznacza powtarzanie całego etapu (nie od punktu kontrolnego). Ale tak jak mówiłem, fabularnie jest git. Czy to przerywniki, czy sama treść, to jest dokładnie to czego fan by oczekiwał. Do tego dostęp do komiksu. W sumie zawarte "Łowienie Nagród" też jest, linka czy wizjer też dodają, ale no całościowo leży. Poprawić sterowanie, popracować nad czytelnością i urozmaicić rozgrywkę i niech moc będzie z nami!
A niech się okaże, nie byłby pierwszy. Takich talentów w futbolu jest mnóstwo a czy dostanie odpowiednio dużo miejsca do rozwoju i gry i czy nie odleci, to tylko czas pokaże.
Ale na papierze wcale tego tłoku nie widać, wszystko zależy jak wyglądać będzie plan gry, jak to Mou ustawi i gdzie widzi tych, co nie mają jednej pozycji.
Przykładowe 4-4-2
Courtois/Lunin
Trent/Dumfries - Militao/Rudiger/Konate - Asencio/Huijsen - Carreras/Mendy/Cucurella
Bernardo/Brahim/Rodrygo - Camavinga/Tchouameni - Valverde/Arda - Bellingham/Diomande
Mbappe/Endrick - Vinicius/Espi
Przykładowe 4-2-3-1
Courtois/Lunin
Trent/Dumfries - Militao/Rudiger/Konate - Asencio/Huijsen - Carreras/Mendy/Cucurella
Camavinga/Tchouameni - Valverde/Arda
Bernardo/Rodrygo/Endrick - Bellingham/Brahim - Vinicius/Diomande
Mbappe/Espi
Połączenie klasycznego RTS-a Age of Empires (1997) z kultowym, polskim FPS-em Cytadela (1995) stworzy hybrydę gatunkową. Niech projekt się nazywa Age of Citadel: Into the Bunkers. Gra łączy strategię, w której element zdobywania terytorium odbywać się będzie na zasadach klaustrofobicznej walki pierwszoosobowej w labiryntach kompleksu. Całość w gatunku science-fiction.
Zarys Świata
Startujemy jako jedni z rozbitków planujących przejęcie kontroli nad "kosmiczną technologią" w gigantycznym, futurystycznym kompleksie – tytułowej Cytadeli. Twoim celem jest zbudowanie samowystarczalnego ośrodka badawczego, przejmowanie i adaptowanie infrastruktury Cytadeli a tym samym obcej technologii i ostatecznie wygranie wyścigu o kontrolę nad głównym bunkrem Cytadeli.
Jak wyglądałaby rozgrywka?
+ Zarządzanie bazą w rzucie izometrycznym: Tradycyjny widok RTS służy do rozbudowy kolonii, której centralną częścią jest rozbity prom. Zamiast drewna i kamienia, zbieramy złom z rozbitych wokoło statków, rafinujemy paliwo z toksycznej mazi pojawiającej się wokoło Cytadeli oraz przetwarzamy zmutowane faunę i florę na racje żywnościowe. Zamiast koszar budujemy fabryki klonów.
+ Przejmowanie bunkrów – Tryb FPP: W dowolnym momencie rozgrywki możesz kliknąć na dowolnego klona (oddział szturmowy) i wysłać go do sąsiadującej infrastruktury Cytadeli. Tym samym natychmiast przejąć nad nim bezpośrednią kontrolę. Przełączamy się wtedy w tryb FPP w stylu klasycznej Cytadeli, labiryntowymi korytarzami i widoczną lufą trzymanej broni. Oczyszczając obszar zdobywamy miejsce, na którym możemy dokonywać zmian i z którego możemy pobierać kolejne technologie czy zasoby.
+ Walka o główny bunkier: Każda "mapa", poza siłami Cytadeli, może zawierać różną ilość sił kontrrozbitków działających na tych samych zasadach i jednocześnie walczących o ten sam cel. Bezpośrednie starcia odbywają się zarówno na powierzchni (RTS), jak i w trybie FPP gdy chcemy przejąć kontrolę nad kolejnymi bunkrami.
+ Dodatkowo: Przewidziany tryb multiplayer zakłada co najmniej dwóch graczy dla jednej frakcji (bazuje na podziale obowiązków wynikających z trybów RTS / FPP) oraz dodatkowe pary dla kolejnych frakcji biorących udział w danym scenariuszu oraz Odpowiednikiem kapłanów z Age of Empires są Hakerzy. Wyklikując "Wololo", przeprogramowują wrogie jednostki, natychmiast wcielając ich do Twojej armii.
Bardziej niż odpowiedź kto i dlaczego, zaciekawił mnie Twój dobór słów. Jak wyobrażasz sobie takie wskrzeszenie? Jak by to miało wyglądać?
Stan fizyczny i psychiczny po samym "wstaniu z martwych" a dodatkowo stan wywołany po "obudzeniu się w zupełnie innym świecie" ...
No krótko mówiąc, jest mnóstwo rzeczy, które wpływałyby głównie negatywnie przy takim procederze. Jak Ty to widzisz? Co miałeś na myśli? Czemu wskrzeszenie a nie po prostu "przywołanie" kogoś z przeszłości w jego kwiecie wieku?

do Łotrzycy z Diablo, tak. Po prostu opisałem ten --> fragment
obozowiska łotrzyc z Diablo II, żeby nie wrzucać tradycyjnie Lary.
Krótko, żadna z tych opcji.
Nie skasowałeś w swoim pytaniu obecnie posiadanego sprzętu, więc podstawowe pytanie, po co mi konsola (rozumiane jako dodatkowe urządzenie stacjonarne) jak mam PC?
Jedyna możliwość żebym mógł się czymś takim zainteresować, to wersja z nośnikami fizycznymi, ale bardzie rozumianymi jak jakaś forma kartridża niż "CD" i wyspecjalizowanym kontrolerem (lub zestawem kontrolerów) i tylko przy założeniu ekskluzywności interesujących mnie gier wydawanych na taką platformę.
Może Tobie, bracie, jedno zdanie wystarczy żeby się wyrazić i zaznaczyć swoją obecność. Dla mnie, 5k znaków w komentarzu to za mało, żebym napisał tu swoją wersję artykułu, zgodną z tytułem 😈🤪
A tak w 100% na poważnie. Skąd w ogóle założenie, że uznałem artykuł za zły? Technicznie rzecz biorąc, jest całkiem spoko. Trochę może zbyt typowy, ale nie ma tu nic, żebym miał się przyczepiać do jego jakości. Jedyne do czego się tu przyczepiłem, to mylący tytuł - co jasno wskazałem Po tytule raczej spodziewałem się...
I nawet jak zdaję sobie sprawę z tego, czemu taki tytuł został dopuszczony, to trudno mi obojętnie obok tego przejść, gdy realnie mniej oczywistych FPS-ów lat 90-tych sam znam dużo więcej.
Alien z kolei, to trochę przypadek podanego Terminatora, jak kogoś wciągnął ten fikcyjny świat, to myślę, że i o ten tytuł zahaczył.
🤔 W takim razie wypadałoby jakoś zdefiniować "jakość", bo tak to jednocześnie łapać się może wszystko i nic, w zależności od odbiorcy.
Ode mnie np. Sanitarium albo klasyczny Thief, do zdobycia za kilka PLN.
Z mniej oczywistych i raczej dla wąskiego grona graczy Hacknet, również do zdobycia za kilka PLN.
Darmówek, które są mega satysfakcjonujące nawet nie będę wymieniał :P
TO ma być lista mniej oczywistych FPS-ów lat 90-tych?
Po tytule raczej spodziewałem się takich pozycji jak CyberMage, Cytadela czy CyClones.

Anachronox (10+ godz.) - Chyba znowu mi coś nie wyszło, dostałem w mordę i zostałem wyrzucony przez okno swojego biura. Musiałem szybko znaleźć jakąś robotę i się odkuć. Na szczęście mam kilka życzliwych istot wokół mnie. Jedyne co musiałem zrobić, to przekonać jakiegoś starca, że jestem najlepszy - nic trudnego. Razem zjechaliśmy do podziemi i znaleźliśmy to czego szukał Grumpos. Kiedy już myślałem, że stanę na nogi, dostałem kolejny cios od losu. Detta, znowu. Nie było wyjścia, mieli przewagę liczebną, tym razem wolałem nie dostawać kolejnych bęcków, limo ledwo co zeszło. Jednak nie mogliśmy tego tak zostawić. Zdobyłem baterię do swojego osobistego androida i razem wyruszyliśmy w poszukiwaniu doktor Bowman. Po drodze uzyskałem nie małą fortunkę handlując na stacji przesiadkowej $_$ Na planecie naukowców długo nie zostałem, bo atmosfera była zbyt wybuchowa. Po kilkunastu dniach dryfowania w przestrzeni kosmicznej przechwyciła Nas Democratus. Żeby stąd odlecieć, musiałem wziąć udział w referendum. Jak się okazało nie tylko, bo planecie zagrażał kosmiczny ul. Po skutecznej dezynsekcji wróciliśmy z ekipą do dobrze znanej Nam stacji przesiadkowej.
STAR WARS Bounty Hunter (12+ godz.) - zakończone 5 rozdziały (15 poziomów), 16-ty (ostatni) musiałem niestety zakończyć tuż przed Mantrosem.
Generalnie historia Jango Fetta byłaby super. Niestety praktycznie w każdym elemencie można dostrzec mnóstwo mankamentów. Do tego plansze takie jak poziom w tubach czy poziom z hordami na Tattoine, czyli końcówka 4 -ego rozdziału początek 5-ego, to już równia pochyła, niby Twórcy chcieli zintensyfikować akcje, ale ta bezjajeczna rozgrywka i kiepska kontrola tylko dobijają.
Ukończone:
8AM (2 godz.) - gierka dosłownie na 10 minut. Zainteresowałem się nią ze względu na dobry czas spędzony przy Paragnosia. Tu niestety mamy totalne rozczarowanie. To gra w znajdywanie różnic, której zasady są banalnie proste. Mamy 16 statycznych obrazów i 8 rund (w zasadzie 7 bo pierwsza runda jest zawsze czysta). W każdej rundzie przeglądamy te 16 obrazów (z kamer monitoringu) i decydujemy czy różnią się od startowego (zawsze takiego samego) czy nie. I tyle. Jak na którymś etapie wtopimy, to zaczynamy odliczanie od 0. Bida, ani jakiegoś rysu, ani rozwoju rozgrywki. Odradzam.
Requiem: Avenging Angel (7+ godz.) - Broń zdobyta prosto z ośrodka badawczego. Niestety nie jest kompletna. Wróciłem więc tylko po to, by oddać hornor poległej towarzyszce. Eeee tam poległej, w końcu jestem aniołem - Powstań Judith! Czas na bardziej dosadne argumenty, czas na C4. No tak, to nie mogło się inaczej skończyć. Lilith ma mnie już na tyle dość, że postanowiła załatwić to sama. Cóż, próbować można :) Prosto z jej domeny wróciłem do miejsca, na które zstąpiłem rozpoczynając tę misję. Naturalnie przez kanały dotarłem do strefy przemysłowej i odnalazłem elektrownię. Przedarłem się do reaktora, który ładnie okleiłem ładunkiem zdalnie detonowanym. Czas był wracać do bazy. Niestety rebelianci zostali odkryci a baza ledwo trzymała się kupy. Przemówiłem jednak liderowi do rozumu i razem ruszyliśmy w ostatnią podróż. Jak się okazało, to miała być tylko moja ostania podróż, ach ten Lucyfer, taki przebiegły. No cóż, nie pozostało mi nic innego jak załapać się na kosmiczną taksówkę i rozwalić tę przeklętą, przez Lucka, stację orbitalną. No nieźle tu się urządzili, ale cel już miałem jasny, a moc tylko rosła. Moja gotowość na starcie ostateczne nie była przesadna. Walczyliśmy jednak długo, skubaniec robił co mógł, ale byłem wytrwały i metodycznie osłabiałem go zadając wyważone razy. W końcu niebo przejaśniało a ja wraz z bratem mogliśmy rozluźnić skrzydła. Nie zadzieraj z Malachiaszem!
https://www.gry-online.pl/gry/requiem-avenging-angel/komentarze/z9c2d#post0-16953981
Wiecie, że Roque Santa Cruz nadal gra zawodowo w piłkę?
O! Czasem przelatuję "po wszystkich ligach świata" i zdarza mi się sprawdzać kogoś o znanym nazwisku, ale o Roque nigdy nie zahaczyłem. Jak na to wpadłeś?
transfer do Arsenalu byłby lekkim zjazdem marketingowym dla niego
Początkowo tak, ale potencjalnie, w przypadku regularnych zwycięstw w najlepszej lidze świata mógłby na tym ostatecznie zyskać.
boję się, że skończy się zawodnikiem ze złamanym mentalem
No opcje, z grubsza, są w zasadzie dwie, albo poleci głowa (jeszcze bardziej ;P) albo wręcz przeciwnie, zagryzie zęby i stanie się lepszą wersją siebie. Jakby miał jednak odejść, to życzę Kanonierom tej drugiej opcji.
Sprawa "stoi" już rok, bo był mundial. Wygasający kontrakt i potencjalny sukces na wielkiej imprezie mogły dać Viniemu świetną pozycję negocjacyjną, a że wyszło jak wyszło, to Real nie może już sobie pozwolić na nie branie opcji sprzedaży na poważnie. Samo zainteresowanie Arsenalu jest zarówno dobrą kartą dla Viniciusa jak i spoko opcją dla Realu. Jak dla mnie wszystko w rękach Viniciusa, albo zejdzie z oczekiwań albo odejdzie. Real nic już nie musi.
"Woda jako płyn pitny, [...] znajdują się pod ochroną i opieką Ustawy o Czymśtam Napojów".
Według ciebie, mając taki hipotetyczny artykuł w jakimś dokumencie państwowym, wody w stawie... nie można już dłużej nazywać wodą.
Z Twojego przykładu (i w brzmieniu artykułu) nie chodzi o to co jak się nazywa, tylko o słusznie wymienioną przez Ciebie "Czynność" (ochronę i opiekę).
Więc woda jako płyn pitny JEST pod ochroną, ale woda w stawie już NIE JEST! To że oba przedmioty można nazwać "wodą" nie zrównuje ich w prawie.
Niezły zbiór, szkoda tylko, że wygląda na nieużywany 😞 Niemniej mam pytanie, bo patrząc na te zdjęcia oczopląsu dostaję 😉
Masz coś w oryginale, czy wszystko jest po polsku?
The Entente World War I Battlefields
Zobacz sobie: https://store.steampowered.com/app/285480/The_Entente_Gold/?l=polish
Dokładnie tak, tylko trzeba pamiętać, że te zasady mają obowiązywać wszystkich i dzieci i dorosłych!
Przede wszystkim gry planszowe (powoli też gry fabularne).
Na PC np. Overcooked, Moving Out, FIFA, Sonic & All-Stars Racing Transformed Collection, gry z serii LEGO.
Jak wprowadzić mądrze dzieciaki w świat gier?
Na czuja, ale ja polecam pierw pograć w jakieś proste planszówki (zarówno kompetetywne jak i kooperacyjne) i obserwować reakcje na zwycięstwa i porażki, na utrzymanie zainteresowania i rozumienie zasad. Nie zmuszać, ale nałożyć na czas gry jasne zasady.

https://www.gry-online.pl/forum/jakie-mieliscie-telefony/z8fea2f4
Jak wyglądał Wasz pierwszy telefon komórkowy?
Tak wygląda -->
Tylko 5 min?
Jeżeli do tego dołożę ostatnią lokację, to ja obudziłbym się na Sender Station, a skoro tak, to pewnie zaraz obok Onion Face-a i bez grosza przy duszy. Mimo to, w 5 minut* zostałbym tam milionerem! Jak? Bez problemu znalazłbym w jakimś zakamarku leżące HealGrease i sprzedałbym. Potem już tylko rajd po stacji pomiędzy TraderBot-ami i wymiana towarów. Także wcale nie miałbym przerąbane, choć na Sender Station Gold Deluxe Palatial Royal Penthouse Suite i tak by mnie nigdy nie byłoby stać 😉
* w 5 minut to człowiek pewnie tylko obudziłby się i rozejrzał :P
Klopp selekcjonerem Niemiec. Szkoda tylko że nie poszedł do Realu.
To czy szkoda, to się przekonamy po sezonie, jak wypadnie Mou i jak Klopp. Osobiście też będę obserwował wyniki Xabiego.
Jak bym miał wolne środki na zakup dowolnego studia deweloperskiego, to zebrałbym kolegów, zaproponował porzucenie pracy opłacając im z tych pieniędzy "pensje" i zrobilibyśmy grę z pasji, bez zbędnych wyliczeń, poprawności czy innych ograniczających zewnętrznych nacisków. Takie coś, na pewno uratowałoby gaming przed nudą 🤓
Chodzicie jeszcze do kina? Tak.
Kiedy i na czym byliście ostatnio? Jeżeli liczymy tylko premiery filmowe, choć też nie do końca z własnej woli, to na 80% był to "Dom dobry" - sprawdź sobie kiedy to mogło być ;)
Czy planujecie się wybrać w najbliższym czasie? Tak, ale jeszcze nie wiem na co :P
Zapragnęliście?! Nic z tych rzeczy. Od dziecka miałem różne sprzęty (w tym do grania) w domu ze względu na pracę jaką wykonywał Tatko. W sposób naturalny zacząłem się tym interesować. Korzystałem z niego dokładnie tak samo jak z trzepaka pod blokiem czy resoraków :P
Trudno mnie nazwać fanem "zespołu lub artysty", raczej słucham tego co mi siądzie, ale zawsze jak wracam do przeszłości, to jednym z pierwszych zespołów, którego sam świadomie wybierałem do słuchania było Iron Maiden. Miałem pewnie jakieś kilkanaście lat. Do tej pory mam utwory na swojej playliście (choć raczej te starsze).
Może i tak, tego nie wiem, ale też trzeba (a przynajmniej ja muszę :P) w takim temacie wziąć poprawkę na to, że to jednak są gry i wszystkie ich elementy są często umowne, symboliczne czy służą rozgrywce wybijając z bezmyślnego klikania czy zbytniej sielanki. Gdyby kuchenka (czy inny sprzęt) nie miał szansy się zepsuć, to miałbyś o wiele bardziej ubogą i tym samym mniej "zabawną" symulację życia.
Tak jak przykład ze Skyrim. Sama kradzież w takich warunkach nie jest absurdalna, jest wręcz genialna. Absurdalne jest to, że możesz komuś to wiadro założyć a on na to nie reaguje.
Patrząc na to co w ostatnich latach się przewinęło u mnie, to mam wrażenie, że mógłbyś spojrzeć na:
Wartales
Gra jest na 100+ godzin, ale fabularnie jest mocno pocięta, każdy region ma swój osobny wątek a każda misja (prawie) jest bardzo klarownie oznaczona - łatwo wrócić po przerwie. Nie trzeba zapamiętywać w zasadzie nic poza ewentualnie późniejszymi umiejętnościami walki ekipy (tu na przestrzeni lat Twórcy sporo mieszali). Sam rozwój czy prowadzenie bohaterów, mimo dużej ilości elementów też jest stosunkowo mało wymagające czy przytłaczające - zazwyczaj raz coś ustalisz i się tego trzymasz. Z czasem (wraz ze wzrostem liczebności drużyny) pojedyncza walka może zająć godzinę.
Phantom Doctrine
Kolejna mocno pocięta fabularnie gra, której nie trzeba specjalnie śledzić. Mechanicznie misje czy rozwój również są w miarę schematyczne i całkiem proste.
ACE COMBAT 7 SKIES UNKNOWN
Kilkanaście misji, łatwo zrobić sobie przerwę, łatwo wrócić.
Paragnosia
W sumie króciutka pętla, ale żeby osiągnąć finał może trochę czasu zająć.
https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-paragnosia/z610187b3
Ewentualnie pograć w jakieś króciutkie gierki czy nawet fajniejsze darmówki.
The Children of Clay, Venba, Ruins of Mitriom, Eye 4 Eye, Babbdi ...
To też nie jest absurdalne. Sałatka z kurczakiem, grzankami czy prażonymi nasionami wymaga wykorzystania kuchenki a ludzie potrafią spalić czajnik gotując wodę :P
Widzę, że ciągle bida. Miałem nadzieję na jakieś większe różnice względem "Hirołsów". No i nadal nie podoba mi się ten graficzny melanż 😞
No ale zobaczymy, może fabularnie będzie mocne?
🤔
W sumie, to niczego specjalnie mi nie brakuje, ale jakby w moim rodzinnym mieście pojawił się ogród zoologiczny czy botaniczny z prawdziwego zdarzenia, to to by było coś fajnego 😊
No ale o co tak naprawdę jest tu zarzut? Od lat system funkcjonuje praktycznie bez zmian. Hiszpania jest Mistrzem Świata 2026, bo w danym okresie przeszła pomyślnie grupę fazy eliminacyjnej, wyszła z grupy już na mundialu i pokonała wszystkich przeciwników w drodze do finału. Przecież logicznym założeniem jest, że jak Hiszpania wygrywa z Argentyną, która pokonała (w tym momencie jest lepsza od) Francję, która pokonała (w tym momencie jest lepsza od) Maroko itd. (tak jak pisze Pablo X6, pośrednio wygrywa z większością drużyn), to jest drużyną najlepszą w tym okresie. Gra każdy z każdym nigdy nie będzie lepszym rozwiązaniem, bo tak jak napisał zielele zawsze można z kimś po drodze przegrać. Myślę bracie, że myli Ci się pojęcie. Mistrz Świata, to nie jest drużyna niepokonana, a drużyna najlepsza w danym okresie.

Ostatecznie wyszło kulawo, ale emocji nie brakowało. Szkoda mi tych remisów na początku, w których na siłę wskazywałem lepszy zespół, no i momentu jak już byłem blisko TOP10, to niepotrzebnie poszedłem za głosem serca. Ale zabawa był super 😁

Koniec 🏆
Gratulacje dla wszystkich zadowolonych z wyniku! 👏
Wielkie dzięki za wspaniałą zabawę! 🤝
I do następnej ruletki 🤠
Szczęście jest w Nas. Z taką perspektywą będzie Ci dużo łatwiej osiągnąć sukces.
oba zespoły by pokonały Francję z ostatniego meczu
Tak, tak, na pewno! Wióry lecą, że aż miło. Najlepsza liga świata już tuż tuż 😜
A coś więcej o tej grze której szukasz?
Na podstawie publicznie dostępnych informacji nie da się przygotować wiarygodnego, szczegółowego profilu tej osoby wykraczającego poza jej aktywność na forum. Nie znalazłem śladów wskazujących, że jest osobą publiczną ani że sama ujawnia dane osobowe. Dlatego poniższa analiza ogranicza się do publicznej aktywności i nie zawiera spekulacji na temat tożsamości, miejsca zamieszkania czy życia prywatnego.
Ogólny profil
PersonifikacjaCienia to aktywny użytkownik forum GRYOnline, udzielający się przede wszystkim w społeczności skupionej wokół zabawy „Zgadnij, jaka to gra?”. Z wpisów wynika, że bierze udział w rozgrywce przynajmniej od początku 2024 roku i pozostaje aktywny również w 2026 r.
Zainteresowania
Najbardziej widoczne cechy:
bardzo szeroka znajomość historii gier komputerowych,
zainteresowanie zarówno klasyką lat 90., jak i współczesnymi produkcjami,
dobra orientacja w grach niszowych oraz mniej popularnych tytułach,
wyraźna sympatia do gier RPG, point-and-click oraz starszych produkcji PC.
Styl wypowiedzi
Na podstawie dostępnych wpisów można zauważyć kilka cech:
uprzejmy wobec innych uczestników;
często gratuluje poprawnych odpowiedzi;
stosuje lekki humor;
unika konfliktowego tonu;
lubi podpowiedzi zamiast natychmiastowego ujawniania rozwiązania.
Widać, że traktuje forum bardziej jako wspólną zabawę niż rywalizację.
Aktywność w turnieju
PersonifikacjaCienia należy do grona regularnych uczestników forumowej gry.
W tabelach wyników wielokrotnie znajduje się w czołówce, zdobywając punkty za odgadywanie oraz przygotowywanie własnych zagadek. W jednej z edycji został również wyróżniony jako zdobywca nagrody specjalnej.
Wiedza o grach
Na podstawie samych zagadek można wnioskować, że:
pamięta gry z różnych platform,
zna produkcje niezależne,
zna stare polskie gry,
rozpoznaje elementy graficzne nawet z niewielkich fragmentów ekranu,
interesuje się historią branży.
To poziom wiedzy wyraźnie wyższy od przeciętnego gracza forumowego.
Lista "Shadow"
W lipcu 2026 opublikował autorską listę „Gry z cieniem w nazwie”, zawierającą 50 produkcji z wyrazem "Shadow" w tytule.
Opis listy sugeruje, że:
oceny są subiektywne,
uwzględniono wyłącznie gry, z którymi autor miał kontakt,
ranking został dodatkowo skonsultowany z inną osobą („korekta zewnętrzna”).
Relacje ze społecznością
Nie widać oznak konfliktowości.
Wręcz przeciwnie:
dziękuje innym za wspólną zabawę,
gratuluje zwycięzcom,
wymienia uczestników po nickach,
zachęca nowych graczy do udziału.
Dobrym przykładem jest jego wpis świąteczny po zakończeniu jednej z edycji, w którym podziękował wszystkim uczestnikom i wyróżnił także osoby, które nie zdobyły punktów.
Co można wywnioskować (ostrożnie)
Na podstawie publicznej aktywności można przypuszczać jedynie, że:
gra od wielu lat;
zna historię gier PC;
poświęca sporo czasu na forumowe konkursy;
lubi gry wymagające wiedzy i pamięci.
Natomiast nie można wiarygodnie ustalić:
wieku,
płci,
miejsca zamieszkania,
wykształcenia,
zawodu,
danych osobowych,
kont w innych serwisach.
Brakuje publicznych informacji pozwalających na takie wnioski, więc ich dopowiadanie byłoby nieuzasadnioną spekulacją.
Podsumowanie
PersonifikacjaCienia sprawia wrażenie długoletniego entuzjasty gier komputerowych, szczególnie zainteresowanego historią medium i mniej oczywistymi tytułami. Najbardziej wyróżnia się aktywnością w forumowej zabawie „Zgadnij, jaka to gra?”, gdzie regularnie osiąga dobre wyniki, przygotowuje własne zagadki i utrzymuje życzliwy, koleżeński styl komunikacji. Publicznie dostępne materiały nie pozwalają jednak na wiarygodne ustalenie jego tożsamości ani cech życia prywatnego.
---
Chyba trochę za bardzo się uczepiło tych zgadywanek 😅
Ja już od dawna nie słucham komentarzy (co nie znaczy, że je wyłączam), lepiej sobie podyskutować z kumplem/bratem. Komentarze zostawiam (hiszpańskie) oglądając LaLigę. Może i nie wszystko rozumiem, ale nie mam tego uczucia zażenowania, gdy wsłuchujesz się w treść tego co gadają.
Nawet jeżeli jestem w stanie zrozumieć, że dla kogoś ta grafika jest już "stara"i "odrzuca", to mechanicznie Thief był, jest i będzie genialny. Unikając klasyki tylko ze względu na oprawę tracisz super przygodę, którą się pamięta do końca życia. Ja tam polecam! 😊
Ta historyjka, przypomniała mi o podobnym zdarzeniu. Szukając czegoś na mapach w okolicy domu rodziców, znalazłem informację, że sąsiad otworzył, na placu obok, firmę. Wpisałem w google imię i nazwisko sąsiada i dostałem w wynikach linki do zbiórki na siepomaga. W opisie linków "KRYTYCZNIE PILNE ! RAK ! Potrzebna pomoc !" W podsumowaniu od AI tak samo, wciska mi te same informacje o nowotworze i zbiórce przy okazji pisząc o firmie, której istnienie chciałem potwierdzić. Oczywiście w pierwszym momencie mnie nieco zamurowało i zacząłem się zastanawiać czy to możliwe, ale że trudno było mi w to tak po prostu uwierzyć, to wszedłem w link jeden, drugi i trzeci i oczywiście okazało się, że AI skleiło sobie informację o trzech różnych osobach o tym samym nazwisku (nawet nie imieniu!).
Ograniczając się do jednego, aktualnie podstawowego miejsca pracy to:
Mam to szczęście, że nie pracuję dla pieniędzy, bo pod tym kątem, obecnie, byłoby co najwyżej okej.
Codzienne obowiązki, mimo częściowego działania na wypracowanych schematach, nie są monotonne i mam w miarę wolną rękę do wprowadzania zmian.
Mam okej zespół, choć ciągle muszę zgłaszać zastrzeżenia do fatalnego stylu zarządzania przyjętego przez obecnego właściciela firmy.
Pół elastyczny czas pracy też jest spoko.
Tylko przez ekspansję zaczęły się większe rotacje w połowie działów, więc jeszcze czekamy na stabilizację sytuacji.
Generalnie lubię. Jakbym nie lubił to bym zmienił 🤓

Dopisać prompt opisujący jednakowy HUD i właściwy model broni, na podstawie oryginału, naprawdę nie jest trudno.

Tym bardziej, że korzystasz w zasadzie z gotowca.
Shadow Ops był na liście 27 gier, które się nie zmieściły (subiektywnie uznałem za gorszą niż wymienione), ale faktycznie, jakby zrobić to na nowo to kot wie.
Zgadzam się z
Szwajcaria była już w gazie i mocno zagrażała Argentynie aż do momentu symulacji wykonanej przez Embolo. Po tym cyrku niestety Yakin postanowił doczekać do karnych i tylko to zgubiło Szwajcarów. Niemniej, nawet ten czas od osłabienia widać było, że Argentyna ma wielkie trudności z wykreowaniem jakiegokolwiek zagrożenia, grali zbyt przewidywalnie i gdyby nie piękny strzał zza pola, to Argentyna nie ugrała by już nic, ale strzał marzenie i cóż.

1/4 zakończona i szkoda Belgii i Szwajcarii, ale warto było :D 20 punktów do lidera i 19 nad otchłanią.
W grze jeszcze 23 punkty także, kto wie, kto wie ;)

Requiem: Avenging Angel to klasyczna strzelanka pierwszoosobowa. Wcielając się w anioła Malachiasza, przyjdzie Nam uratować świat z rąk upadłych. Mimo nadludzkiej natury, zesłanie na świat mocno Nas ogranicza i dopiero wraz z przygodą wszelkie moce do Nas, stopniowo wracają. Taki zabieg całkiem dobrze balansuje całość kampanii.
Obecnie, początek z grą może być trudny, bo wymaga dodatkowych plików (na szczęście GOG ogarnia) a i samo menu nie jest zbyt czytelne. Do tego, wszystko działa super szybko co podnosi nieco wyzwanie a i klawiszologia jest zdecydowanie bogatsza niż współcześnie. Ostatnim zgrzytem są dźwięki, które mimo że bardzo dobrze uzupełniają otoczenie, to często się zrywają lub wytłumiają.
Choć gra jest w zasadzie liniowa, a fabuła średnio trzyma się logicznej całości, to klimat jest świetny. Miejsca od początkowego czyśćca, gdzie ściany żyją, po ulice i placówki ze scenami opresji aż do stacji orbitalnej pełnej mechanicznych stworzeń. Bronie, korzystanie z przedmiotów czy zestaw mocy oferujący nie tylko wachlarz ofensywny (wszelkiego rodzaju pociski czy ataki obszarowe) i defensywny (leczenie, osłona) ale też np. latanie, przyspieszenie czy opętanie. Przeciwnicy od demonów przez ludzkich żołnierzy i robotyczne monstra aż do lordów Zła. Jest tego mnóstwo! Do tego nie wszystko działa na każdego przeciwnika, gra wymaga dostosowywania taktyki pod przeciwników :) Ale Bardziej Odosobnione Starcia Specjalne się dłużą, są jednostajne i schematyczne. Konstrukcja poziomów na plus a i duża różnorodność otoczenia (choć złożonego z ograniczonych powtarzalnych elementów) cieszy - mam wrażenie, że trudno się zgubić choć kompleksy bywają zawiłe.
Na całość potrzeba ok. 7 godz. Całkiem udany powrót do przeszłości :)

1/8 zakończona i widać stabilność. 12 punktów do lidera i 17 nad pozycją numer 1000.
Nadal jest szansa, bo 39 punktów w grze, ale chyba już czas zaryzykować. Helweci, patrzę na was 🙂
Też chciałbym niespodzianki, ale Maroko widziałem w każdym meczu i mimo tej sympatii, trudno mi na nich stawiać w takim starciu.
Trzymam kciuki za Maroko 🤞, ale obstawiam Francję. Co jak co, ale Francja jako jedyna drużyna jeszcze mnie nie zawiodła swoją grą. Najgorszy mecz mają już raczej za sobą i mają sporo czasu żeby odpocząć po paragwajskich "przepychankach".
Dokładnie. Francja na ten moment wygląda najlepiej. Argentyna tamtym meczem pokazała że nie jest niepokonana, choć patrząc na drabinkę, zapewne dopiero w półfinale ponownie stanie przed większym wyzwaniem.

W pewnym momencie byłem 11 😁 No jest ruletka, są emocje! 1/16 zakończona i dystans, zważywszy na wzrost punktacji, się utrzymuje. 8 punktów do lidera i 14 nad pozycją numer 1000.
Patrząc na styl i niespodzianki, może być jeszcze ciekawie. Liczę na spore zamieszanie ;)

Ukończone:
Tainted Grail: The Fall of Avalon (119+ godz.) - Nowa Gra plus równo rok po premierze, jak na tak liczne komunikaty o poprawie niewiele z tego faktycznie jest prawdą. Ostatecznie po prostu muszę uznać ją za średniaka (5/10), tym samym nie skusiłem się na dodatek. Rozgrywka tym razem zamknęła się w 32 godzinach (przy ponad 80 za pierwszym razem). Przynajmniej wykonałem kilka "zepsutych" i/lub niezgodnych z wcześniejszym podejściem rzeczy. Pokonałem "kapturnika" tylko po to, żeby ubrany w jego zbroję porozmawiać z nim. Zaszedłem też Kwatermistrza wchodząc od tyłu do twierdzy. Pokonałem Postrach Mórz wbijając mu wędkę w gardło. Zakumplowałem się ze strażnikiem przemytniczej dziupli, popalił sobie, nakarmiłem go a potem gadaliśmy aż zasnął. Znalazłem bratnią duszę i pomogłem Jej się urządzić w Rogach Południa. Zostałem Strażnikiem Południa z łaski Morza i obaliłem panowanie bandyckich lordów. Zorganizowałem sponsorów dla kliniki w Cuanacht. Pomogłem kurze odlecieć. Jedną gildię pokierowałem ścieżką cienia. Wraz z inną gildią odkryłem sekret "życia". Zdobyłem też szacunek Kamiennej Warty. Ostatecznie pomogłem Arturowi wkroczyć do krainy Pramieszkańców.
Moonrise Fall (4+ godz.) - bardzo nudna gra eksploracyjna nie oferująca żadnego wyzwania i zaniedbująca warstwę fabularną. Gra miesza w sobie różne tematy i style co choć finalnie wygląda nawet nieźle, to tworzy trudne do akceptacji środowisko. Oparta na zbieractwie, wykorzystuje sporo różnych mechanik, ale też nie potrafi ich w grę odpowiednio wpiąć czy uzasadnić. Powolne prowadzenie postaci tylko pogarsza odbiór, bo chodzenia jest tu całkiem sporo. Brakuje dynamiki w rozgrywce, brakuje fabuły, jakiegokolwiek motoru napędowego czy środka skupiającego uwagę Gracza.
(2/2)

Requiem: Avenging Angel (3+ godz.) - Obudziłem się w obrzydliwie pięknym czyśćcu - jedyna droga na ziemię. Szybko trafiłem do miejsca pełnego ograniczeń. Obraz ludzi poniżanych przez funkcjonariuszy jasno sugerował, że ta historia nie zakończy się na samym zwiastowaniu. Zstąpienie na tyle mnie osłabiło, że musiałem się posiłkować medykamentami a opresorów załatwiać w sposób taktyczny. Na drodze spotkałem Elijah, która nadała mojej misji kierunek. Uwolniłem torturowaną dziewczynę i zostawiłem ją w dobrych rękach barmana. To rozwścieczyło demony, które przeniosły mnie na arenę, bym padł w pojedynku z czwororęczną paskudą. Nie dała mi rady. Wracając na ziemię musiałem przebijać się przez medyczny kompleks. Pobrałem zapasy z banku krwi i wydostałem się przez kostnicę na zewnątrz. Drogą kanałów, pełnych teraz demonich pomiotów, dotarłem do bazy ruchu oporu. Podziemna kaplica stała się kolejną areną, tym razem, to brutalna bestia przekonała się na własnej skórze o mojej sile. Teraz czas dozbroić walczących w słusznej sprawie.
Trudny, bardzo dynamiczny, ale fajny powrót. Co prawda sposób prowadzenia narracji, ograniczenia i liniowość nie pozwalają mi obecnie polecać tego tytułu, ale takiej klasycznej rozgrywki było mi trzeba.
Ukończone:
The Whispering Valley (2+ godz.) - https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-the-whispering-valley/z01023989#post0-16927392
Mindcop (9+ godz.) - przygodówka detektywistyczna, w której prowadzimy śledztwo, szukamy poszlak, przepytujemy i ..odczytujemy myśli. To jeden z bardziej komplementarnych tworów jakim przyszło mi się ostatnio raczyć. Mimo, z pozoru, lekkiego stylu, potrafi zaciekawić niczym klasyczne formaty stylu noir. W grze występuje element presji czasowej, więc nie zwlekaj! Zagraj! ;)
Świetnie dobrana muzyka, czy to grające menu (nie mogłem sobie odmówić zagrania dżingla na opcjach - kilkanaście dźwięków - przy każdym uruchomieniu i wyłączeniu), czy wprowadzenia do surfowania po Morzu Myśli, czy rozpoczęcie przesłuchania. Nawet brak lektorów jak nigdy mi tutaj nie przeszkadzało.
Do tego adekwatna oprawa graficzna. Twórcom udało się stworzyć coś niezwykle stylowego, coś co nie tylko pasuje do siebie, ale i wyjątkowo dobrze oddaje nieoczywistość w konfrontacji z ludzką psychiką. Każdy obraz odwiedzanych myśli jest wyjątkowy i sugestywny, jednak zastosowana kategoryzacja nie pozwala Nam na szybkie i pewne kroczenie ku szczęśliwemu finałowi. Niby masz wszystko a jednak musisz to sobie jeszcze sam przetrawić i zinterpretować - tak właśnie powinno być!
Gra ma ograniczoną liczbę ruchów do wykonania - zegar tyka przy każdej podjętej czynności a my mamy zaledwie 5 dni (po 7 godz.) na to, by wytypować szczęśliwca, którego odziejemy w srebrne bransoletki. Zatem, czy to przejście do lokacji (czasem wymagające nakazu!), czy przyglądanie się miejscom, czy przesłuchiwanie i drążenie tematów zawsze przybliża Nas do finału - to nie jest gra, w której będziemy mogli wszystkiego dotknąć i o wszystko wszystkich przepytać! I tu trochę szkoda, że pragmatycznie dążąc do rozwiązania sprawy omijają Nas inne wątki tej historii, ale ostateczna satysfakcja z pewnością tę niedogodność wynagradza.
Sama, nawiązująca do tytułu, mechanika jest czytelna i do ogarnięcia, a dodatkowo w trakcie rozgrywki korzystając z niej dochodzą ulepszenia (co ułatwia i przyspiesza cały proces).
Już za pierwszym podejściem nie miałem wątpliwości przy typowaniu, choć ostatniego dnia usilnie starałem się dopasować innych, bo jednoznacznego potwierdzenia wszystkich poszlak nie miałem. Nie miałem też ponad połowy możliwych przedmiotów i części tematów. Na moje szczęście, konkretyzacja i argumentowanie mojego myślenia, podczas ostatecznej konfrontacji, choć oparte jedynie o dwie możliwe opcje, zadziałały budująco. Sprawcę dosięgła kara a ofiary mogły zaznać wiecznego spokoju.
Pojedyncza rozgrywka to ok. 6 godz. Polecam!
ech.. limit znaków (1/2)
Jakie produkcje z Waszej młodości zestarzały się najgorzej i popsuły Wam dawne wspomnienia?
Nie znajduję żadnego takiego tytułu. Jedynie co może popsuć rozgrywkę w starym arcydziele, to efekt rozwój technologi czy nieprzemyślany sposób implementacji. Takie Wizardrowe opieranie mechanik o taktowanie procesora. Klasyki są super 😎

Pierwsza faza zakończona i jest moc. Szkoda tylko tych 19 punktów na remisach. No ale 4 punkty do lidera i 8 punktów nad pozycją numer 1000 💪
Teraz dopiero się zacznie kręcić ta ruletka, bo obstawiłem kilka mniej popularnych drużyn 😁
No to ładnie. Ale wygląda na to, że już jesteś na ostatniej prostej. Ważne że nie odpuszczasz tylko dlatego, że ciągle kłody Ci rzucają. Z takim podejściem na pewno doczekasz się happy endu. Trzymaj się tam i powodzenia!
🤔 Niby fajne, ale mam wątpliwości czy na dłuższą metę takie "przekontrastowanie" i klatkowane animacje nie będą zbyt szybko męczyć.
- poprzeciągane tekstury;
- zamulonych przywołańców;
- przesuwanie Nas podczas odbywania rozmowy;
- zepsute (nie dające się ukończyć zadania);
- te same, wybiórcze wprowadzenia do silniejszych przeciwników;
- podwojone opcje konwersacji;
- przywołańców występujących w scenach (przerywnikach fabularnych);
- mrożenie się wskaźnika na celowniku;
- źle podpięte opcje psujące poprawne zakończenie zadania (Wilbur);
- wywalenia;
- błędy w tekście w tym logiczne, tłumaczeniowe czy wyświetleniowe;
- sytuacje w których świat nie rozpoznaje Naszych postępów.
Także, zdecydowanie nie jest to "mega" gra, jest to typowy średniak, który po prostu może się podobać.
Fajnie że Ci/Wam się coś rozwija, ale bracie, wrzucasz drugi raz taki sam wątek, choć tydzień temu nie było żadnej reakcji - to powinno dać Ci/Wam do myślenia. Czego tak na serio oczekujesz?
[Katar — Szwajcaria]
No i szybko poszło. Od początku raczej trudno było w tej grupie wskazać zdecydowanego faworyta, ale że akurat ten mecz nie wejdzie? Jak oni to zrobili? Przy takiej przewadze, nie zamknąć żadnej akcji? Co za ofermy.
Po obejrzeniu pierwszej połowy [Meksyk — RPA] i pierwszej połowy [Korea Południowa — Czechy]
Zero zaskoczeń, ciekawe która reprezentacja pierwsza się wyłamie 🤔
Gra była bardzo dobra, jeżeli w ogóle działała .... Ogólnie była świetna, ale egzekucja była tragiczna
Piękna klamra 🤣
Zależy mi na różnorodności, żeby gry nie były do siebie podobne.
A czemu nie bierzesz pod uwagę np. gier sportowych czy przygodówek?

W sumie to trudne pytanie, bo jak ocenić czego nienawidzą wszyscy? Zakładam że system ocen musi wystarczyć (choć sam oceniająć coś na 2 czy 3 wcale nie jestem skory do nienawiści względem gry). Przejrzałem więc na szybko swoje gry na GOLu i Metacritic i mam :D
Inner Chains
WW3 wchodziło w już dobrze obstawiony segment tak na prawdę nie oferując nic nowego i mam wrażenie, że budziło moją sympatię głównie ze względu na "polskość". Szkoda, że projekt ich przerósł, że nie mieli świadomości i rozeznania jak prowadzić tego typu gry. Sam szybko odpadłem, choć i tak nigdy nie byłem z ich grupy docelowej.
Tylko żebyś zaraz nie zaczął obrastać w piórka 😉
W zasadzie to napisałem Ci to już w pierwszej odpowiedzi.
Ja bym powiedział, że sam pomysł, żeby wyrwać kogoś ze "świata Diablo" do innego świata ( i to tym bardziej, że jest to łotrzyca, ktoś kompletnie z tła gry ) jest jak najbardziej w porządku, nie sposób w jaki to zrobiłeś, ale sam zamysł.
Generalnie też, sceny są okej, brakuje im detali czy zakotwiczeń, które zostaną mniej lub bardziej wykorzystane, czy to w dialogu, czy sytuacji, ale jako punkty pewnej historii są okej.
Dodać mogę, że jakaś świadomość Alizy jako postaci ubranej w to i tamto z tym i tamtym też jest (odrzucenie łuku, czy wiszący puklerz) i to też mógłbym uznać za obiecujące - choć akurat tu zwróć uwagę, że dziewczyna zostaje solidnie przyodziana, brodzi po kostki w śniegu a nie ma to żadnego wpływu na bieg kolejnych zdarzeń, na jej motorykę (a dla mnie powinno) //a przynajmniej nie odebrałem tego tak jakby miało jakiś wpływ :P

The Whispering Valley to przygodówka utrzymująca mroczny klimat tajemnicą pewnej wioski. Gra dobrze informuje o poruszanych tematach już na samym wstępie.
Rozgrywka oparta jest o przechodzenie pomiędzy scenami ( które nie jest najlepiej oznaczone - szczególnie wewnątrz pomieszczeń ). Mimo wszystko, gra potrafi wyglądać ładnie a środowisko należy uznać za czytelne ( może nie licząc kilku przedmiotów - nóż znalazłem po trzech szczegółowych skanowaniach ). Jako, że rozgrywka ma swoje pory dnia, to w eksploracji pomogą Nam różne źródła światła. Wyjątkowo spodobało mi się oświetlanie obszarów zapałkami, bo te dosyć szybko się wypalają i można się poparzyć :D Ale dostepne będą też świeczka czy latarenka.
Nasza wizyta we wiosce, mimo dosyć pobieżnego wprowadzenia, rozpoczyna się obiecująco. Niestety, tak szybko jak rozpoczniemy eksplorację, tak szybko zorientujemy się, że gra opiera się o zasadę "klucz zamknięty na klucz". Mimo, że nie zawsze klucz będzie "kluczem" do pociągnięcia fabuły dalej, to zasada utrzymuje historię w ultra sztywnych ryzach, nie pozwalając Nam na skróty, czy pominięcia czegokolwiek. Robimy wszystko jedno po drugim. Ale warto pochwalić Twórcę, że mimo niskiego poziomu wyzwania, zagadki prezentują się ciekawie i nie są głupie ( np. przędzenie czy gotowanie cebulowej ). Tak niski poziom wyzwania może też być spowodowany zbyt otwartym prowadzeniem narracji - dosłownie mamy powiedziane co teraz trzeba zrobić. Z drugiej strony, Twórca uległ tradycji i wykorzystanie przedmiotu jest ściśle związane z pojedynczym zadaniem, po którym ten, znika z ekwipunku.
Sporym zarzutem musi być też samo działanie gry. Pomijając wywalenie, należy zaznaczyć, że mimo pokrojenia wioski na kilkanaście stałych miejsc, występuje tu przesadnie dużo ekranów wczytywania ( a obszar zaraz po wyjściu z tartaku nie dość, że ma wyłącznie dwie sceny, to jeszcze są one niedopracowane - patrz budynek tartaku ).
Gra wystarczy na 2-3 godziny, ale nie dostarcza wielu emocji ani nie angażuje.

Tainted Grail: The Fall of Avalon (89+ godz.) - Wróciłem po roku. Na razie żadnych zmian, poza kosmetycznymi nie dostrzegłem, ale to raptem kilka godzin, więc początek. A jako, że jest to NG+, to dodatkowo jestem rozczarowany - rozpoczynamy ze wszystkim już od pierwszej sceny, co w przypadku historii jest zwyczajnie głupie (zamknięty w pełnej zbroi z orężem i dostępem do magii) budzimy się zamknięci w celi i odpowiadamy na podstawowe pytania jakby nigdy nic (: To że podstawowy ekwipunek "NG+" jest na start tak dobry jak najlepsze z pierwszego przejścia, niewiele zmienia.
The Whispering Valley (1+ godz.) - staroszkolna, mało wymagająca, póki co baaardzo liniowa i niezbyt dobrze prowadzona pod względem fabularnym.
Ukończone:
Detroit: Become Human (16+ godz.) - No niestety, znowu mamy kilka wymuszonych, bez sensu, momentów. Przy takiej, jawnej przecież, "złożoności" wyborów, liczyłem na brak przymusu grania pod fabułę, niestety przeliczyłem się, znowu :'( Dwukrotne przejście z niby różnym założeniem przeprowadziło mnie dokładnie po tych samych momentach ( pomijając Karę, którą zwyczajnie gra wyłączyła z rozgrywki w drugim podejściu XD ) i mimo ostatecznie innego finału trudno zachwycać się mnogością decyzji, skoro prowadzą do tych samych miejsc czy zdarzeń. Lipa!
Escapeworld Dilema (8+ godz.) - to wygląda jak dziecięce sklecenie czegoś z gotowców a jednak jest pełne zagadek, które są "nie takie trudne ale i nie takie łatwe", generalnie mimo wielu wad (dużo chodzenia w te i nazad, błędy), satysfakcja z rozwiązywania problemów jest zadziwiająco duża. Ostatecznie jednak kilka poważniejszych błędów i kilka trudnych do zrozumienia rozwiązań nie pozwala mi z czystym sumieniem polecić tej umysłowej wycieczki.
A Dual Ascent (0+ godz.) - króciutka gra logiczna, której największym wyzwaniem jest jednoczesne kontrolowanie dwóch postaci. Bajkowa oprawa i historia jest ładna choć niebiesko-czerwone akcenty (ze względu na czytelność związaną z zagadkami) nieco szpecą ten krajobraz. Tak samo personifikacja bohaterów mnie rozczarowała. Odbiór mogą też zakłócić problemy graficzne. Najmocniejszym punktem jest różnorodność (jak na długość rozgrywki) problemów do rozwiązania w drodze "na szczyt". Niby nic odkrywczego a wykorzystane wyjątkowo dobrze. Taką darmówkę, mogę polecić :)
Overcome Your Fears - Caretaker (1+ godz.) - duże rozczarowanie. Bardziej niepokojąca niż straszna gra. Przede wszystkim brakuje tu wykorzystania podstawy jaką daje tło fabularne i odrobiny swobody. Zamykanie w niewielkich strefach (otoczonych niewidzialnymi ścianami) do momentu realizacji celów nigdy nie wychodzi dobrze. To co miało być jedynie dodatkiem (gierki na laptopie - w zasadzie tylko gra w zgadywanie flag) stało się tu dla mnie najlepszym elementem. Historia mimo kilku potencjalnie emocjonalnych scen zupełnie nie potrafi Nas poruszyć. Nie warto!
gdyby oni zagrali otwarty mecz
Piszesz tak, jakby istniały tylko dwie opcje: otworzyć się albo zamknąć 🤨
Jeżeli drużyna przez cały mecz (razem z dogrywką) oddaje 5 strzałów w tym tylko jeden celny, to to nie jest dobre przygotowanie taktyczne zespołu.
Okej, przez cały mecz grali "Artetę" i to doprowadziło do karnych, zgadzam się że taktycznie było dno, ale wybacz, jeżeli piłkarz w serii rzutów karnych nie trafia w światło bramki, to nie jest wina trenera. To co zrobił Eze to piłkarski kryminał.
Bo jest proste. Jedyne co, to trzeba się na konkretny zapis zdecydować i się tego trzymać do końca. Trudne to jest stworzenie dialogów wiarygodnych i odpowiednio charakterystycznych dla każdej z postaci.
No i dobrze, że jesteś zadowolony, nie miałem zamiaru Cię smucić, bracie.
Tylko dla wyprostowania:
irracjonalną centralizację każdej sceny walki jedynie wokoło głównej bohaterki
Chodziło tylko i wyłącznie o sceny walki! Jest ich trochę i w każdej jest wyłącznie Aliza (poza Kowalem) i takie potraktowanie chociażby "siódemki bohaterów" przy Krwawej Orlicy jest bardzo nie fair. Odradzam tworzenie "zbawców", jak ktoś jest "przekozakiem" w każdej sytuacji i nie ma jawnych momentów słabości, momentów porażek z których coś dalej wynika, to to 💩 a nie bohater.
W kwestii charakteru to wybacz, ale jednak żadna nie jest ukazana w konkretny czy charakterystyczny sposób - oczywiście z mojego punktu widzenia. Relacja Alizy i Paladyna nie rozwija się w żaden sposób, tu zrobiłeś zwyczajny przełącznik, jest żle -> jest dobrze. Niby wygląda jakby miały to być charakterne postacie, mające swoje zdanie itd. a jednak jedna scena i zmiana nastrojów, no to wybacz, ale kto tu w takim wypadku ma ten charakter? Jak dla mnie to nie tak działa budowanie relacji :P
Ad. 1
Tak, to miało być pozytywne zakończenie, bo jak przeczytałem swoją opinię to zabrzmiała zbyt surowo jak na ten typ tekstu i chciałem jednak okazać Ci przychylność :D Samo to że zdecydowałeś się jest krokiem który warto nagrodzić. Reszta to szlifowanie warsztatu, słuchanie krytyki i racjonalne decyzje. Powodzenia!
Ad. 2
To nie było by moje pierwsze rodeo, więc chętnie, pytanie tylko czy znajdę na tyle czasu żeby to jakoś sprawnie poszło. No i czy jesteś w pełni otwarty na moją krytykę ( potrafię być zbyt surowy, zbyt surowy(?) ) ?
Jak chcesz to możesz podesłać jakiś dłuższy fragment czy rozdział i sprawdzić w jaki sposób to odbiorę i czy taka forma Ci pasuje.
spoiler start
tomcien małpa op pl
spoiler stop
Podpisuję się pod tym co pisał nazgul poniżej, NIE WYSYŁAJ CAŁOŚCI OBCYM 🖖👽
Ad. 3
Sam piszę, choć nie mam ukierunkowanego warsztatu, ale też nie mam i raczej nigdy nie będę mieć takiej potrzeby, żeby to wszystko publikować. Bez problemu zmieniam te historie w erpegowe przygody przy stole podczas sesji.
Przeczytałem.
Na początek muszę wytknąć sporo literówek i braki interpunkcyjne - kilka razy musiałem wracać do początku zdania żeby zrozumieć sens. Podobnie losowo operujesz wołaczem - ale tu ja jestem wyczulony, więc nie przejmuj się.
A teraz konkretniej. Uważam, że źle zarządzasz tempem i głębią scen. Wielu scenom brakuje opisów, punktów odniesienia czy przejść. Rozmowy są w zasadzie dziecinne (nie ma tu absolutnie aktorów, charakterów w postaciach). Postacie są bez wyrazu, bo emocje, w relacjach, fluktuują bezpodstawnie. W ogóle poziom agresji/empatii, w sytuacjach przez cały tekst, jest nieadekwatny, skrajny. Podobnie za męczącą uznaję tak irracjonalną centralizację każdej sceny walki jedynie wokoło głównej bohaterki i nieadekwatne pomniejszanie znaczenia reszty grupy biorącej(?) udział w starciu. Rozumiem młodzieńczą fascynację, ale nie popieram aż tak skrajnych peanów. A zakończenie dobitnie pokazało, jak płytkie są tu postaci drugoplanowe. Sam zamysł mógłby być całkiem niezły, tylko wykorzystanie astralu zupełnie tu nie pasuje. No i co chwilę jakieś wyrwy logiczne.
Ale jako coś co napisałeś dla "samego siebie" jest całkiem okej, zdecydowanie do korekty ale okej. Czytałem wiele gorszych tekstów i to wydanych.
Brałem udział w serii Playtestów i mam wrażenie, że Twórcy nie potrafili tego wykorzystać. O ile pomysłu nie sposób nie docenić, to realizacja jest kiepska.
Z tej listy, wybrałbym pewnie Kingdom Come: Deliverance. Najlepiej "zasysa" w swój świat. Na początku bardzo ciekawi, ale też wymaga. Wybitny tytuł, polecam 😊👍