Wątpię żebyś faktycznie chciał zagrać, tym bardziej, że zawsze polecam rozgrywać całą "Trylogię Mrocznego Mędrca" a Wizardry 6 współczesnych odbiorców zwyczajnie odrzuca. Nie żeby nie można było samej ósemki, ale jednak fabularnie traci bez ciągłości.

To ja zapodam po prostu coś stosunkowo oryginalnego i ekskluzywnego dla jednej z fajniejszych serii mojego dzieciństwa.
Gadżeciarz / Gadgeteer - Wizardry 8
Klasa przypominająca nieco Barda a jednak odpowiednio odmienna i dużo ściślej określona. Jej unikalna zdolności do łączenia śmieci w funkcjonujące i bardzo przydatne urządzenia, które tworzą czaropodobne efekty, czy ulepszanie sprzętu (np. tworzenie "potrójnej" kuszy dla towarzysza ) są z pewnością świetnym dodatkiem do drużyny. Dodatkowo klasa ( jako mocno wyspecjalizowana ) opiera się o niespotykanie niską ilość kluczowych umiejętności. Dzięki temu zwyczajowo ( i w sumie logicznie ) odpowiada często również za "zamki i pułapki" pozwalając kompanom na lepszy ich rozwój. Co więcej, jako wsparcie trzymające się raczej z tyłu także atrybutów, na których się skupia ma niewiele. No i w końcu Omnigun! Broń która miota dosłownie wszystko czym można miotać a dodatkowo uwrażliwia i osłabia przeciwników. Przy odpowiednich kombinacjach amunicji to znakomita broń wsparcia.

Tak się przerzucacie tymi "powrotami", ale na pewno musicie sobie zdawać sprawę, że gro użytkowników korzysta z serwisu i wcale się nie udziela na forum. Tu macie kogoś kto ma ponad 20 lat różnicy pomiędzy postami ( przy okazji fun fact, jedynymi postami na tym forum! ) chociaż w serwisie istnieje i regularnie uzupełnia swoje gry. Celowo nie ujawniam kto to :P

Toż to właśnie dlatego dopytuje, bo żeś nieprecyzyjny :P
Podobnie jak Mutant odczytując Twoje pytanie miałem przed oczami zaawansowane stanowisko.
Krótko, tak.
ALE
Dużo zależy od tego co rozumiesz przez umiejętność jazdy samochodem, bo samo odpalenie auta, zmiany biegów i ruszenie w pożądanym kierunku, to jest pierwsza rzecz na pierwszej lekcji z instruktorem. A przecież jest jeszcze cała masa innych rzeczy, które musisz umieć, by ktoś mógł stwierdzić, że umiesz jeździć. Przepisy o ruchu drogowym, zachowanie w sytuacjach drogowych, nawet obsługa auta w podstawowym zakresie jak np. wymiana płynów czy dbanie o dobry stan pojazdu.
Inna kwestia jaki symulator masz na myśli no i jaki "kontroler"?
Tak czy inaczej, nic nie zastąpi tradycyjnego podejścia, czy to Rodzica, który Ci pokaże co i jak i będzie męczył bułę przez pierwsze Twoje jazdy, czy kurs. Najważniejsza jest praktyka i świadomość.

Shadow of Tomb Raider (22+ godz.) - 59% ukończenia, dalej orbituję wokoło wioski Paititi, zbieranie śmieci vel odhaczanie znaczników i zadanka poboczne (dodatki). Jakieś 30 minut męczyłem się podczas ucieczki z Cenote a wystarczyło włączyć VSYNC :|
Darkward (0+ godz.) - gra tekstowa, może trochę PnC, z pogranicza mrocznej fantastyki. Póki co trudno ocenić, są elementy fajne, ale widzę już pewne słabości, zobaczymy.
Ukończone:
Fort Solis (6+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/fort-solis/komentarze/z16344#post0-16869592
Close to the Sun (5+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/close-to-the-sun/komentarze/z24e8a#post0-16870560
The Town of Light (3+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/the-town-of-light/komentarze/zd435a#post0-16865297
Stray Gods: The Roleplaying Musical (7+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/stray-gods/komentarze/z95983#post0-16871942
Paragnosia (4 godz.) - https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-paragnosia/z610187b3
Civilization VII (63+ godz.) - Ben Franklin poprowadził Amerykę ku zwycięstwu bez korzystania z nawet jednej jednostki wojskowej, dobra dyplomacja i wspólne cele okazały się znakomitą strategią której, jak zwykle tylko jeden przywódca nie mógł przyklasnąć.
Aśoka stanął w trudnej sytuacji gdy Konfucjusz Podstępny nakłonił Kserksesa, Gilgamesza, Tecumseha i Edwarda Techa do wspólnej wojny przeciw Syjamowi. Na nieszczęście agresorów Aśoka nie bez przyczyny nosi przydomek Obrońca Świata! Obrona Syjamu, mimo napaści z trzech stron, prób przejęcia zewnętrznych miast i jednostkowych ataków na resztę, mimo zmasowanych ataków sił połączonych, ani jedno miasto nie straciło niepodległości nawet na moment. Gro zasługi należy złożyć na dywizjon 02, który mimo małej liczebności zdołał wygaszać każde zarzewie a na koniec stał się postrachem, którego legendy spowodowały, że pierw Edward Tech i Tecumseh a potem nawet sam prowodyr Konfucjusz i Gilgamesz odpuścili. Tylko Kserkses Dumny walił głową w mur aż do samego końca nie mogąc przed swoim ludem okazać słabości.
One Gun Guy (1+ godz.) - to typowy przedstawiciel swojego gatunku. Mamy postać, która zbiera monety, w trakcie rozgrywki wzmacnia się na kilka sposobów, strzela przed siebie, pokonuje mniej lub bardziej skomplikowane trasy usłane różnego rodzaju platformami (stałe, ruchome, znikające, bieżnie, atakujące itp.) oraz innymi przeciwnikami czy pułapkami. Wszystko o czym można pomyśleć tu jest, tak, sekretne pomieszczenia też. No może jednego nie ma, nie ma podziału na etapy czy światy, tu wszystko jest w jednym ciągu co wystarcza na zabawę do godziny czasu. Nie jest to super zabawa, nie wystarcza na długo, brakuje tu jakiejś historii, Będące Ostatecznym Starcie Specjalne kończy się zanim się zacznie i muzyka jest nieco zbyt monotonna, ale w sumie jest kompletna, ma wyjątkowo zróżnicowane poziomy z uciekaniem przed kulą czy przejażdżką więc jest jakaś.
Wolcen: Lords of Mayhem (59+ godz.) - Ahriman pokonany, czas odbudować potęgę Stormfall! Niestety, po finale mamy powtórkę (dosłownie) aktu IV tylko że z większą ilością budynków i stopniowo coraz wyższym wzrostem poziomu trudności. Od czasu do czasu można pograć, ale trzeba się szykować na mnóstwo mielenia :/
Kolejne pętle Ahrimana zakończone, ale ODRADZAM, bo progres jest zbyt mały, bo sprzęt unikalny wypada rzadko a często się powtarza, bo osiągnięcia z normalnym podejściem wymagają setek godzin spędzonych na ciągłym mieleniu tego samego. Jeżeli grasz postacią lvl 80 i pokonujesz poziomy z przeciwnikami lvl 140 a pasek doświadczenia ledwo drga, to szkoda zdrowia. Ustawiłem sobie granicę na 60 godzin, zboostowałem co mogłem, reszta przez błędy nie wpadła. Kampania jest okej, mielenie szybko nudzi, bo jest bardzo ograniczone, ale półgodzinne sesje dla odmóżdżenia zdają egzamin.
EvilTrap: Prologue (0+ godz.) - darmowa, krótka pokazówka przed konkretnym tytułem mającym się ukazać w tym roku. Jako "psychologiczny horror" przyjdzie Nam brodzić po uszy w ciemności, uskakiwać od wyskakujących straszaków i kąpać się w nieprzyjemnej atmosferze. Tak, to dosyć typowy przedstawiciel gatunku choć pełnoprawny tytuł ma być czymś więcej. To solidne podstawy, ale również wiele niepewności co do ostatecznego kształtu. Gra jest mega liniowa o sztucznie korytarzowej strukturze. Brakuje też odpowiedniego prowadzenia narracji. Autor, póki co, nie spełnia obietnic.
HOUSE CALL (0+ godz.) - darmowa, to w zasadzie pojedyncza zagadka, w której trzeba znaleźć kombinację 4 cyfr. Wszystko jest w tych samych miejscach, ale kombinacja może się zmieniać co rozgrywkę. Niby próbuje dodać do tego jakąś historię, ale robi to nieudolnie. Ma za to bardzo fajny "vibe", który wzmacniają czarnobiałe "zdjęcia" stanowiące tła, które dodatkowo są rozciągnięte tak, by sprawiać wrażenie jakieś głębi. Szkoda tylko, że zakończenia (są dwa) są tak prostackie i zupełnie nie pasują do reszty :/
Out of Sight (2+ godz.) - darmowa gierka w poszukiwanie przedmiotów w 3D. Niby relaksacyjna a nie do końca. Sam zamysł spoko, ale bez usuwania czy oznaczania tego co już mamy oraz z mimo wszystko niewygodnym sterowaniem albo męczącymi planszami nocnymi i wodnymi, sprawia że trudno ją polecić.
Case Closed (0+ godz.) - darmowa, niedopracowana kryminalna historyjka PnC której jedynym plusem jest stosunkowo bardzo dobre udźwiękowienie.
Paperback (1+ godz.) - darmowa, sztywna historia w formie horrorowego symulatora bibliotekarza. Przede wszystkim, niezależnie o ustawień, niemal nic tu nie widać do momentu podjęcia latarki. Sam pomysł był do przyjęcia, w sumie jak dziesiątki podobnych, ale okołofinałowy moment totalnie rozczarował. Niby buduje napięcie nie najgorzej, ale moment rozładowania nie podrywa z krzeseł, bo jest poprzedzony raz anonsem, dwa fatalnym projektem i pomysłem.
Dla mnie Cavill nigdy nie wyglądał dobrze jako wiedźmin Geralt, ale za to grał tak dobrze, że wcale mi to nie przeszkadzało. Może tutaj będzie podobnie?
O tak! Szkoda trochę tego wyjścia Abramowicza, ale było mnóstwo emocji, było naprawdę dobrze. AS nie zawiódł.

Paragnosia to bardzo ciekawe spojrzenie na temat horroru. Z jednej strony nie ma tu nic odkrywczego, z drugiej, wszystko tu gra i od początku do końca (który powinno się osiągnąć w jakąś godzinę) jest to ciekawe doświadczenie.
Pomysł na egzorcyzmowanie opętanego domu za pomocą fotek nie jest wybitnie lotny. Do tego zamknięta pętla każdego sprawdzania domu i bardzo ograniczone możliwości poruszania się powinny sprawić, że gra szybko się opatrzy a co za tym idzie, znudzi. I muszę przyznać, że jest zupełnie odwrotnie. Każde kolejne podejście było tak długo ciekawe aż dotrwałem do ostatniej godziny w tym przeklętym miejscu. Co więcej, nawet po osiągnięciu upragnionego finału dalej miałem ochotę sprawdzić, co jeszcze gra przede mną skrywa. Sam sobie nie wierzyłem, że tak prosty pomysł może tak zadziałać.
Od strony graficznej jest przeciętnie a czasem nawet brzydko (choć bez przesady). Od strony audio jest lepiej, choć głównie z powodu niezłego balansu pomiędzy dźwiękiem suwnicy, delikatnym tłem a efektami wprowadzanymi w określonych momentach. To pozwala Twórcom osiągnąć właściwe doładowanie do efektów wizualnych a tym samym poruszyć odbiorcami. Może nie ma tu atmosfery strachu gdzie byle co stawia Nas do pionu, ale te kilka momentów (szczególnie przy pierwszym zetknięciu) po prostu działa.
Całość opiera się o 8 pomieszczeń, w których, nie licząc "naszego" centrum dowodzenia, może dochodzić do przeróżnych, przedziwnych, zdecydowanie kojarzących się z paranormalnymi, zdarzeń. Obecność, której będziemy poszukiwać, możemy znaleźć w: poprzewracanych meblach, pojawiających się w nietypowych miejscach wizerunkach czy nawet sylwetkach, dziwnym ułożeniem rzeczy codziennego użytku, łypiących na Nas gałach ale też np. wystających nie wiadomo skąd kończynach, zaburzeniami we wzorach czy dziwnym piśmie. Mimo że każde takie zdarzenie ma swoje konkretne miejsce, to gra bardzo dobrze gospodaruje tymi zdarzeniami. W zasadzie pierwsza powtórka pojawiła się dopiero po jakichś 80 odnalezionych (i 30 pominiętych).
Siedzimy bezpieczni w zapieczętowanym na 6 "kłódek" pomieszczeniu. Jest 8 rund, każda symbolizowana jako godzina czasu. Każdy (godzinny) przejazd przez mieszkanie ma niejawną ilość zaburzeń. Jeżeli sfotografujemy wszystkie (uwaga, nie można strzelać do wszystkiego, bo bateria jest ograniczona!), to zachowujemy zamki nietknięte, ale jeżeli coś pominiemy, to tracimy tyle pieczęci ile anomalii nie wskazaliśmy. Utrata wszystkich kończy grę (automatycznie wznawia grę pomijając wstęp). Natomiast dotrwanie do 8-ej godziny, stawia Nas przed ostateczną próbą i właściwym wygnaniem Złego - to etap stworzony w formie "wybierz niepasujący/wyróżniający się przedmiot" (tu też mamy możliwość pomyłki, ale szans mamy tyle ile zachowaliśmy, w ciągu rozgrywki, kłódek).
Tak na prawdę jest to szukanie a w zasadzie wskazywanie różnic czy odstępstw i niewiele poza tym. Są oczywiście momenty dynamiczne, które dodatkowo sprawiły, że ten Tytuł tak bardzo mi się spodobał, ale w gruncie rzeczy niewiele się różni to od wskazanej w tytule akapitu zabawy. Różnica jest taka, że nigdy tak na prawdę nie mamy okazji obejrzeć mieszkania całkowicie pozbawionego anomalii i stąd też wynika to dodatkowe wyzwanie: jak poprawnie wskazać różnicę, nie znając wzorca? Muszę przyznać, że początkowo właśnie fakt braku obejrzenia miejsc "na czysto" ciążył, jednak szybko zrozumiałem, że byłoby to zbyt proste, więc kupiłem ten pomysł i bawiłem się bardzo dobrze. Polecam.
zniszczyli kultowe Scooby Doo
Nikt Ci nic nie zniszczył! Stare dobre "kultowe Scooby Doo" dalej jest tym samym starym dobrym kultowym Scooby Doo. To czy oglądasz i godzisz się z nowymi wersjami, to tylko Twoja sprawa. Ja do tej pory myślałem, że ta "czarna" Velma to żart. A nawet jak teraz sprawdziłem, to i tak się okazuje, że nikt mi nic nie zniszczył i mój stos komiksów nagle nie został podmieniony na takie z "czarną" Velmą, więc wyluzuj trochę. Tak samo będzie z X-Files. Stare dobre odcinki pozostaną stare i dobre póki istnieją. Jeszcze nie wiadomo wiele o nowej wersji a Ty już wiesz, że typy zniszczą Ci ulubiony serial?
Sam stosunkowo niedawno krytykowałem tutaj taki reboot, bo oryginał dalej się świetnie ogląda ( od kilku miesięcy oglądam od początku i jestem już w połowie sezonu 6 ), ale teraz myślę sobie, że czemu nie dać im szansy? Jeżeli nie będzie to para Fox Mulder i Dana Scully tylko ktoś inny i podejdą do tego na poważnie z dobrym długo falowym planem i jednocześnie nie oczekując od razu nie wiadomo jakiej widowni, to ja jestem za. Inna kwestia, że nie wierzę by w dzisiejszych czasach taki projekt przeżył więcej niż dwa sezony :|

Gratuluję wytrwałości i życzę kolejnych 20 lat :)
P.S.
Chyba coś nie tak z licznikiem, bo przez chwilę była już setka!? Masz szczęście, że zrobiłem screena ;P
Możesz grać samemu, a kto Ci zabroni? :P
Większość przechodzi samemu, ja jednak miałem tą możliwość grać w kooperacji i nie żałuję, samemu by mi się nie chciało ze względu na sposób w jaki została stworzona (para bohaterów).
Baw się dobrze :)
A co się zmieniło od odejścia Xabiego, żeby miał być nie "słabiutki"?
Póki duża część ofensywy zależy tylko od formy i chęci Mbappé a Gonzalo jest rzucany na skrzydło i wystawiany na ogony meczu, to tak właśnie to będzie wyglądać.

Wolcen: Lords of Mayhem to jeden z wielu klasycznych przedstawicieli gier opartych o rąbanie i cięcie ;) W zasadzie każdy fan HnS-ów odnajdzie się tu bez problemu. Umiejętności pogrupowane "klasowo" choć w jednym drzewku, cechy rozwijane porcjami co poziom, współpracujące ze sobą hordy przeciwników o różnej sile i zdolnościach czy rynsztunek o różnokolorowej rzadkości i ocenie jakościowej. Ładna oprawa i niezłe efekty, szkoda że animacjom brakuje płynności, często pojawiają się błędy typu pozostające efekty, wiszące skrzynie, przeładowujące się tekstury. Fatalny interfejs głównie okna statystyk ekwipunku i rozmowy. Oprawa audio niezła. Ograniczony kreator nadrabia możliwość ustawienia dowolnego wyglądu każdego z elementów wyposażenia. Całkiem spoko jest balansowanie między Siłą Woli a Wściekłością. No ale duży miks przeciwników i generalnie generyczna aura skutkuje bezpłciową formą. Jak nigdy, szukanie unikatów (tak szybko jak tu) mi się nie znudziło. O ile częstotliwość wypadania specjalnego sprzętu jest okej, to ilość zbieranych powtórek jest wręcz frustrująca. Sporo ograniczeń i średnie wyczucie nie pozwala w pełni cieszyć się z sieczki. Kampania na 30 godzin.
Obie gry mają podobnie growy, czytaj uproszczony, model skradania/skrytobójstwa, w którym powalanie kogoś w towarzystwie innych strażników nikogo nie wzrusza. Różnica na korzyść Styxa jest taka, że poziom wyzwania rośnie wraz z rozgrywką. Więc zamiast skupiać się na skrytobójstwie, które jest po prostu okej, polecam skupić się na ograniczonej ilość animacji i miejscami małej czytelności planszy, bo to dużo mocniej rzutuje na obcowanie ze Styxem.
Nie pokażę :P
No jeżeli chodzi o błędy, to się zdarzały czy to literówki, czy dodatkowe zero przy parametrach, ale tu raczej bym się nie czepiał. Zwróć uwagę, że to "Dodge Viper GT" a więc nie koniecznie jest to błąd, który wskazałeś. RT/10 ma 400hp a GTS ma 450hp. Co miał autor na myśli?
Niemniej to są szczegóły, które ktoś zainteresowany łatwo wyłapie.
Fiu fiu, no to poważna kolekcja była. Turbówki były o tyle fajne, że w młodym wieku dawały też jako takie rozeznanie również o technicznych różnicach pomiędzy autami przez wypisane parametry. Podobało mi się, że były też auta koncepcyjne no i generalnie dla młodego chłopaka mnóstwo frajdy.
mogę powiedzieć czy taką miałem czy nie
Miałeś tego Dodgea i Citroena? ;)

tazosy: zwierzęta, flagi państw, takie wielkie ze Star Wars (a może to nie było w chipsach?), jakieś karty do albumu z Dragon Ball -->
Ale że o Turbo nie wspomniałeś?! Shame, shame, shame ;P
Reszcie nie będę robił sesji zdjęciowych, ale trochę tego się nazbierało.
W zasadzie, to wszystko mieści się w 2 dużych pudełkach po butach.
Może nie będą to gry, do których wracam grać, ale na pewno są to gry, które często mi się przypominają.
Pomijam już wymienione tu tytuły.
Mój główny kandydat to Otchłań (1999) - niesamowite wrażenia, prawdziwe odkrywanie świata i realne emocje, układanie sobie wizji tego świata i każdej drogi pomiędzy punktami charakterystycznymi, wszechobecna niepewność, po porostu ŁAŁ
Inny ciekawy to Albion (1995) - niesamowite było to połączenie rozgrywki z różnych perspektyw. Sam świat - fantastyczny, oryginalny! No i przy tym naprawdę spoko rpg :)
Ale nawet taki Freedom Fighters (2003) - raczej prosty, raczej pokraczny a potrafił być wciągający i satysfakcjonujący na tyle, by co jakiś czas przypominać o sobie ;)
Gra była spoko, ale wręcz cuchnęła niedokończoną robotą. I wcale mi się nie podobają zaproponowane zmiany. Zamiast skupiać się na "balansie" powinni lepiej wypełnić treścią te puste przestrzenie w Cuanacht i Porzuconych Mieczach. Tak jak TheFrediPL pisze, powinni poprawić braki interakcji z Arturem a może i znaleźć zastosowanie dla szkicownika, teleskopu i konia :P Do tego poprawić oprawę czy to pod względem oświetlenia czy chociażby dopieszczając te miejsca, gdzie niedoróbki aż krzyczą. Tak samo w treści zrobić poprawki słów czy tłumaczeń. Ja nadal czekam do 23 maja żeby przejść drugi raz, choć patrząc na podejście Twórców, nie spodziewam się wiele. No i jakby zakończenie nieco bardziej zróżnicowali, to bym też się nie pogniewał ;)
drugą i trzecią częścią najnowszego Tomb Raidera
O tak! O ile pierwsza z tego "odświeżenia" była czymś nowym i ostatecznie ( dosłownie ) puszczała oczko fanom oryginału obiecując bliskość z pierwowzorem, tak druga i trzecia część ( ciągle nie mogę się przemóc żeby dokończyć "Cień" ) poszły dokładnie w to co realnie wydłuża czas a nie daje równoważnej radości - zbieractwo i rzemiosło. Kupa znaczników, poblokowane miejscówki pod sprzęt otrzymywany wraz z postępami, no nie, to nie to! Owszem, gry wyglądają świetnie, Lara jest śliczna, ale nawet ta postać i jej zachowanie ( delikatność, emocjonalność w przerywnikach vs. niepohamowana agresja w starciach z przeciwnikami ) nie budują jednolitego i sensownego obrazu. Te wszystkie mechanizmy zapomnianych cywilizacji, które dalej działają albo rozpadają się akurat po to żaby pani "archeolog" mogła sobie kontynuować tę liniową przygodę rozczarowują.
Ok, rozumiem. Też lubię Mareczka :)
Mimo wszystko jest to "tylko zakończenie" i cała droga do finału pozostaje bez zmian, co więcej efekt tego wyboru też nie ma swojego prawdziwego ujścia - patrz "dwójka" :|
Wybory moralne w giereczkowie potrafią nieraz poważnie wpłynąć na całą opowiadaną historię
A dasz jakiś swój ulubiony przykład takiej poważnej zmiany będącej wynikiem jakiegoś wyboru?
Ja nie mam z góry ustalonego podejścia, wszystko zależy od gry i tego jakiego mogę stworzyć "siebie" w kreatorze postaci. Mam kilka erpegowych archetypów, od których zależy moje podejście. Choć tak jak mohenjodaro zauważył, gdy nie są robione tak, by być faktycznie złym czy dobrym, to złudzenie, które widzimy głównie na pasku karmy czy w opcjach dialogowych a nie w adekwatnej reakcji świata, niestety :/

Stray Gods: The Roleplaying Musical to powieść narracyjna, której niemal każda akcja czy ważny moment przemienia się w utwór muzyczny, co ma swoje uzasadnienie fabularne. Z tego względu faktycznie można mówić o interaktywnym musicalu. Pierwszy kontakt był pozytywny, bo taką oprawę, choć czasami zaburzoną jakimś niepasującym do stylu elementem, po prostu lubię. Jednak szybko okazało się, że zamiast animacji, mamy tu statyczne postacie zmieniające swoje pozy wraz z tokiem prowadzonych działań. Nawet nie miałbym nic przeciwko takiej decyzji, gdyby nie fakt, że treść nie jest dobrze zgrana z tymi pozami. Często emocje z głosu kontrastują z obrazem a czasem nawet trzeba się nieźle skupić by wiedzieć kto teraz mówi! Niestety pod względem spójności warstw audio i wideo jest kiepsko. Co więcej, dialogi są bardzo naiwne i mimo ciekawej próby przedstawienia innego spojrzenia na grecką mitologię, nie mogę pochwalić tego elementu. Nie powiem, było kilka momentów, które pewnie co bardziej wrażliwych wzruszą i na pewno są takie, które zmuszą Nas do przemyśleń. Nie chcę całkowicie zbesztać warstwy muzycznej, bo jakościowo brzmiało to dobrze i momentami nawet zaczynałem to łapać, mimo to, takich lepszych momentów jest niewiele a utwory trudno zapamiętać :/ Problemem gry jest również wygodna struktura, która nie daje Nam swobody wyborów i która niezależnie od rozejścia, prowadzi Nas po dokładnie tych samych punktach. To sprawia, że "kluczowe" rozgałęzienia mają bardziej charakter kosmetyczny. Na koniec przyznam, że obsługa dziennika również jest nie okej, bo wpisy nie są oznaczane na bieżąco wraz z uzupełnianiem treści. Podobnie źle jest przy etapach przeszukiwania, bo kursor przy wyborze skacze nie wiadomo gdzie. Gra na ok. 6 godz.
DLC Orfeusz, to z kolei krótka, na jakąś godzinę, historia pozbawiona kompletnie dodatkowych elementów rozgrywki, oparta na wydarzeniach z podstawowej części gry jako bezpośrednia kontynuacja ale skupiona na drugoplanowej postaci.
O nie, nie. Nie dam się podpuścić. 1/3 tego to max. Także mistrzowski pas zostaje u Ciebie ;)
No okej, rozumiem wymóg, ale żeby takie odpowiedzi miały jakikolwiek sens, to w tym pytaniu należałoby poprawić pytanie na chociażby takie:
9. Jak często gram w weekendy lub dni wolne od pracy?
No i dobrze by było chociażby w nawiasach podać że np.:
1- Nigdy
2- Rzadko (1-2 dni w miesiącu)
3- Czasami (3-5 dni w miesiącu)
4- Często (6-8 dni w miesiącu)
5- Zawsze

Domowe - moja porcja ( której i tak dziś nie wsunę )
Do tej pory licznik pączków zjedzonych: 0

Close to the Sun to symulator chodzenia poprzetykany etapami ucieczki. Na początku warto zaznaczyć, że gra może mieć problem z działaniem ( wymagane jest dodanie systemowej zmiennej środowiskowej ). Mimo interesującego pomysłu, zarówno tło prowadzonych działań jak i sama fabuła są przekombinowane, pojawiające postaci są nieautentyczne no i poruszane kwestie ( spora część z nich ) wcale nie znajdują swojego wyjaśnienia a co za tym idzie, całość przybiera dosyć przewidywalny tok zdarzeń. Całe te fantasmagorie twórców zupełnie mnie nie kupują i w zasadzie za podsumowanie tych głupot niech posłuży końcówka, w któej
spoiler start
rzuca się na Nas przyczajony za szafą świr z nożem
spoiler stop
- no nie da się tego obronić. Także umieszczone treści nie są starannie wykonane, bo duża część tekstów zawiera jawne znaki "\r" a część słów, wcale nie jest przetłumaczona. Wizualnie jest niczego sobie. A jednak, mimo że sprawia raczej pozytywne wrażenie, to implementację światła muszę uznać za nie najlepszą. Podobnie projekt poziomów, mimo fantastycznego miejsca akcji, jest niedopracowany. Wszystko wygodnie dla Twórców zablokowane byle czym, byleby tylko prowadzić Gracza prosto do celu, aż do tego stopnia, że Nasza postać nie potrafi przejść nad, leżącą na środku pomieszczenia, urwaną pod kolanem nogą :| No jak nic, metaprzekaz - nie przejdziesz! Ilość omijanych ciał, również wzbudza pewne wątpliwości co do spójności treści. Tak w ogóle, to gra nie działa płynnie. Miejscami wstrzymuje rozgrywkę na "zauważalną sekundę", innym razem wczytuje się "za długo". No nie podoba mi się, ale przyznam, że "straszenie" poprzez wzmacniane dźwięki i (nie)spodziewane zdarzenia generalnie działają przyzwoicie, a już na pewno zwracają swoją uwagę ( choć tak jak komentarze osób po drugiej stronie komunikatora, boleśnie skryptowe ). Podobnie ucieczki są ok, ale to głównie dlatego, że dobrze równoważą to ciągłe człapanie :P Gra na jakieś 4 godziny.

Jakoś na początku funkcjonowania "oczka" zaznaczenie "Grałem" od razu wywoływało pole czasu i odkrywało "Ukończyłem" i analogicznie zaznaczenie "Ukończyłem" odkrywało kolejne pole czasu i "Ukończyłem w 100%". Obecnie na PC Windows ( Mozilla Firefox ) czy na Android ( Opera ) trzeba zamykać okno żeby wywołać te reakcje, trochę to upierdliwe :|

Fort Solis to niestety spokojny symulator chodzenia aniżeli jakiegoś typu gra przygodowa z elementami horroru. Mimo chociażby momentów wymagających szybkiej reakcji ( QTE ), które i tak nie zmieniają wiele ( żeby nie powiedzieć nic ), grze brakuje jakiejkolwiek dynamiki. Zarówno eksploracja jak i rozwój historii wloką się niemiłosiernie. Te niecałe 5 godzin szukania plakatów i nagrań ( plus jakaś godzina spędzona na układaniu kostki Rubika bez możliwości wygodnego operowania i stałej zmiany widoku ) oraz przedzierania się po tylko z pozoru otwartej bazie ma zdecydowanie więcej wad niż zalet. Mimo całkiem dobrej oprawy, naprawdę niezłych aktorów głosowych i sensownie zaprojektowanej bazy ( pomijając wszechobecne sztuczne blokady ), trudno przyjąć przeżywane wydarzenia bezkrytycznie, bo co chwilę dochodzi do „niemożliwych” sytuacji czy innych głupot. Albo by zagłębić się fabularnie, musimy wylizać każdy kąt tego kompleksu, a i tak na koniec dostajemy mocno poszatkowane wycinki z mało przekonującego obrazu. Choć przyznam, że formę jaką przybrały notatki czy część nagrań wypada pochwalić. Ale na domiar złego występują tu drobne problemy graficzne czy chwilowe wahania płynności.
Przejrzałem sobie Twoją ankietę i nie rozumiem jak poprawnie można odpowiedzieć na następujące pytanie:
9. Najczęściej gram w weekendy lub dni wolne od pracy. *
1 – Nigdy
2 – Rzadko
3 – Czasami
4 – Często
5 – Zawsze
Prawie wszędzie miałaś "nie zgadzam się - zgadzam się" więc po co takie kombinacje?!
Jednym z bardziej pamiętnych jest Omikron: The Nomad Soul
Najpierw jakaś szalona akcja, potem gościu prosi cię o transfer duszy. Zaraz jak tylko postać przechodzi przez portal jesteś zaatakowany przez jakiegoś demona a na koniec, jak już myślisz że gra się rozpoczęła na dobre, to za kilka kroków masz jeszcze coś.
https://www.youtube.com/watch?v=BvJa372yuTE
Ma tryb kooperacji?
Ma, standardowa kooperacja do 4 graczy :)
Ale co już jutro :O
Sesja! Lochy i Smoki! Yupi! :D
Bracie, jeżeli źle przyjąłeś treść tego co napisał elathir, to mam dla Ciebie radę, nie musisz z niej skorzystać. Przestań się przejmować tym co jakiś nołnejm pisze ( elathirze, bez urazy ), albo spróbuj pierw popatrzeć na treść bardziej przez życzliwość niż złośliwość. Widzisz, zadałeś pytanie w temacie, którego jak się okazuje nie ogarniasz zbytnio, więc sugestia, jak sformułowana by ona nie była, o zapoznaniu z tematem jest słuszną. Tak samo co Ciebie obchodzą "plusy"? Myślisz że jak Ktoś dostanie ich kilka, to jest Gość? Daruj sobie taką małostkowość.
To też nie jest tak, że znam temat jak własną kieszeń. Owszem, interesowałem się swego czasu, ale nadal nie jestem ani trochę ekspertem :P
gdzie mam się zapoznać z tymi podstawami?
Ja zawsze polecam to co sprawdzone czyli książki :)
Carl Gustav Jung "Typy psychologiczne"
Ale jak temat Cię rzeczywiście ciekawi, a nie chcesz kupować nudnej książki ;) to bez trudu znajdziesz informacje w internecie. Materiałów jest sporo, ale trzeba umieć filtrować i weryfikować.
Staram się jak najczęściej, w takim sensie, że nigdy nie unikam okazji do spotkań wśród ludzi, sam je inicjuje, organizuje czy współorganizuje żeby być precyzyjnym, bo czasem trudno w pojedynkę. Bywają okresy np. wyjazdy, że trudno nie powiedzieć "codziennie", ale są też okresy gdzie pewnie i nie wiem, z miesiąc(?), nie licząc rodzinki, siedzę sobie sam. Jest różnie, ale wychodzę z założenia, że mój introwertyzm nie jest jakimś wyrokiem a raczej sygnałem żeby równoważyć go właśnie działaniami w drugą stronę. Tak rozumiem to na czym opierają się te zagadnienia :)
No ale jak pośrodku jeżeli, zgodnie z tym czego uczą psychiatrów, jestem ( co potwierdzają też testy takie jak ten podlinkowany ) INTJ?
Poza tym, czy skorzystałeś z delikatnej sugestii elathira i zapoznałeś się z podstawami tego tematu?
Jung wskazał introwersję i ekstrawersję jako podstawowe nastawienie człowieka, ale nie uznawał tego za pełny obraz osobowości. Co więcej sam sugerował, że nikt nie jest tylko introwertykiem czy tylko ekstrawertykiem, bo każdy ma w sobie obie pule cech ( czy obie cechy, bo w sumie nie wiem jak poprawnie powinno się to zagadnienie omawiać ). To że jedna pula cech dominuje, to powinien być wskaźnik dla Nas w dążeniu do zrównoważenia obu postaw.
Nie sugerowałbym się tym wykresem. Na przestrzeni dwóch lat przerobiłem te same testy i zawsze wychodziło mi INTJ czyli patrząc na wykres - skrajny introwertyzm. Mimo to angażuję się równie chętnie i w tylko nieco mniej aktywności "typowo ekstrawertycznych".
No właśnie nie jest to tak jednoznaczne. Ja równie dobrze spędzam czas i odpoczywam samotnie coś dłubiąc i aktywnie kibicując wśród tysięcy kibiców na stadionie.
Nie da się osoby jednoznacznie zaszufladkować tak jak proponujesz w pytaniu. Jeżeli już chcesz coś określić, to możesz skorzystać z trochę szerszego testu np. https://www.16personalities.com/
Trudno to policzyć dokładnie, ale z prostego przeliczenia, na jedną osobę, średnio to jakieś 600-750 PLN.
Także 500 zł na miesiąc to zdecydowanie nie jest dużo.
Fallout! Szukanie water chipa, takie prawdziwe szukanie na czysto i z presją uciekających dni! Tak to jest chyba mój numer jeden!
Ale Deus Ex też nigdy drugi raz nie sprawił mi takiej satysfakcji jak za pierwszym razem. Te hasła czy zwroty akcji, tak to też byłoby fajnie zapomnieć przed kolejnym podejściem :D
Współczuję. Gry, jako zamknięty produkt, to głównie medium przekazujące jakąś treść lub stawiające jakieś wyzwanie wymagające skupienia. Samo czerpanie rozrywki powinno wynikać z tych właśnie elementów. Sprowadzanie gier jako tło do konsumowania innej treści, to krok w złą stronę, ale też nie trudno to zrozumieć, bo pomijając współczesne trendy, to Twórcy często nie potrafią odpowiednio połączyć warstwy przekazu z warstwą rozgrywki. Innymi słowy odpowiednio zainteresować, zanurzyć Gracza przez co łatwiej pojawia się znudzenie a co za tym idzie Gracz szuka np. "swojego tła" - też to działa w drugą stronę, niezbyt angażujące "tło" wymusza robienie czegoś innego :(
Niemniej, ja nie mam takich problemów a samo, podobne do Twojego, łączenie treści ( w zasadzie tylko puszczanie "swojej" muzyki ) odbywa się wyłącznie gdy chcę coś pomielić ( np. obecnie Wolcen ) albo tam gdzie muzyka jest zbyt monotonna lub mi się już osłuchała ( np. Cywilizacja ).
Słuszna uwaga! Te zapowiedziane zmiany, czy raczej względny powrót do normalności, brzmią nieźle, ale ostatecznie bez "hot seat" to dalej ułomny twór, który traci jeden z kluczowych atutów poprzedniczek.

The Town of Light to symulator chodzenia próbujący przedstawić poważny problem choroby psychicznej. Niestety temat został mocno strywializowany, czytaj nadmiernie spłycony i zestawiony ze sztywnym przekazem, którego ostateczny wynik zależeć będzie tylko od Nas ( gra ma kilka delikatnie różniących się ścieżek ). To chyba nie tak powinno wyglądać :/ Dodajmy do tego nadmierne epatowanie nagością i możemy być pewni, że znaczna część odbiorców straci i tak mało czytelnie prowadzony wątek. Mimo wplecenia w treść kierunkowskazów fabularnych, czasem naprawdę trudno zrozumieć w którym miejscu czeka Nas kontynuacja ( na szczęście bohaterka na żądanie może podpowiadać, choć nie zawsze jest to precyzyjna podpowiedź, bo raz, gdy ważny jest kontekst, nie powie co trzeba zrobić a innym razem, treść mówiona odstaje od treści pisanej ). Problemy nastręcza również wygodna dla Twórców i zupełnie niezrozumiała z punktu widzenia bohaterki blokada obszarów. Tylko idąc zgodnie z zamierzeniem Twórców jesteśmy w stanie pokonać niektóre pozamykane drzwi - to realnie Nas ogranicza, momentami wręcz dezorientuje.
Technicznie gra jest kiepska. Poza znakomicie dobranym stylem i mocną symboliczną formą oprawy przerywników nie mam nic pozytywnego do dodania. Oświetlenie jest niezbalansowane, co chwilę widzimy jak "wyrastają" Nam obiekty przed oczami albo jak miejsca są wypełnione tymi samymi obiektami i to ani z finezją żeby zrobić wrażenie, ani z rozsądkiem by miało to sens. Mamy co prawda włączniki światła, okna i okiennice, drzwi czy szafki, co na prawdę jest spoko, szkoda że ich stan nie jest respektowany przy wznowieniu. No ale jak wznowienie potrafi wysłać Cię pod mapę i zmusić tym samym do ponownego wznowienia to wiadomo XD Są też przeróżne utensylia i zdjęcia, ale ostatecznie nic one nie wnoszą do historii.
Z fajnych elementów pochwaliłbym dobre oddanie elementów rzeczywistych przedstawionego miejsca, "działający" plac zabaw, serio byłem uchachany jak się okazało, że mogę się pobujać na huśtawce, zjechać na zjeżdżalni czy pokręcić się na karuzeli :D Fajnie też, że zabezpieczyli windę ( nie da się ruszyć bez uprzedniego zamknięcia drzwi ). Ale no etap z odkrywaniem rysunków, który okazał się etapem na czas, to kolejne nieporozumienie, bo czemu mamy nie poznać choćby skrawków ale jednak przygotowanej treści?!
Muszę też wyrazić swoje niezadowolenie z czułości mysz/kamera, która nawet na MAX jest zbyt mała do wygodnej rozgrywki oraz brak biegu, ale tylko dlatego, że przechadzając się po podwórku i szukając miejsca w nadziei na jakiś dodatkowy "flashback" i komentarz tracimy mnóstwo czasu. A poza wypadnięciem pod mapę, to gra od któregoś etapu przycina, czego nie potrafię wytłumaczyć.
Myślę, że jak Ktoś chce, to znajdzie miejsce i osoby zarówno do ciekawej dyskusji jak i tylko po to by się pośmiać.
Skoro jednak narzekasz, to czemu sam jakiegoś ciekawego "tematu ogólnego" nie poruszysz?

Shadow of Tomb Raider (9+ godz.) - 30% zrobione całkiem spokojnym tempem ze zbieraniem czego się da. Sztywno prowadzona przygoda ze sztywno stworzonymi mechanizmami-zagadkami. Mnie się to nie klei i nie wzbudza uznania, ale pograć można. Wioska Paititi splądrowana na tyle na ile pozwala fabuła :/ Ale wygląda ładnie ;P
Wartales (234+ godz.) - Główna intryga Regionu Dormbah zakończona "epicką" walką w Niebianum, Nadinkwizytorka Dexera poległa. Podobnie na lokalnej arenie, nikt nie dał mojej drużynie rady, Lisabeth padła kładąc w ostatnim swoim ataku mojego "kata". Straciliśmy Serka (kretoszczór). Oczyszczone regiony na tyle na ile się dało, niestety kilka elementów nie domaga i wszystkiego nie zdobędę, pozostało otworzyć ostatni grobowiec na kontynencie. Chcąc ominąć drogę lądową drużyna pokonała pierwszych piratów z listy. Gdy się okazało że morzem nie dam rady, to zostałem w Belerion. Na jednej z wysp ocaliłem pirata, którego wytrenowałem jako zamiennik za jednego z pojmanych niegdyś towarzyszy ( jednak ograniczenia umiejętności jeńców są dosyć widoczne pod koniec rozgrywki ). Pojedynki na "papier-nożyce-kamień" z kapitanami, to też przyjemna odmiana, choć nie widzę w tej prostocie sensu. Wielki Eokeld poszedł na dno wraz ze swoją łajbą. Kolejna arena zdobyta, tym razem w pojedynku pięściarzy poległ wielki Oris. Morska przygoda w zasadzie zakończona, szczyt listy "most wanted" osiągnięty, pozostało co najwyżej trochę pokraść i ponapadać biedne karawany no i poczekać na bardzo dobre promocje reszty dodatków.
Fallout 76 (208+ godz.) - Szukam nowego miejsca na "bazę". Przy okazji w końcu też zajrzałem do Nadzorczyni zakończyć jej misje.
Civilization VII (60+ godz.) - Ibn Battuta i jego Mogołowie mimo morskich prześladowców z Inuit Nunangat zdołali być ukochanym narodem na świecie ( Katarzyna jako jedyna nie dała się przekonać ).
Himiko nie angażując się w wojnę i utrzymując mocne granice Japonii oraz sojusze militarne, naukowe i kulturowe wyznaczyła kierunek przyszłości.
Hatszepsut pomimo niechęci ze strony Trung Trac wytrzymała wojenne zaczepki, znalazła sojuszników i poprowadziła cały świat ku nowemu.
Każdy kocha Amerykę Hariet Tubman tylko nie Filipińczyk, no cóż, wszyscy na jednego a Hariet z czystymi rączkami sięga po zwycięstwo ;)
Strasznie schematyczna ta część, gdyby nie to, że chciałem sprawdzić każdego przywódcę, to już bym dawno sobie odpuścił.
UFL (2+ godz.) - nic z tego nie będzie, konkurencja już dawno dotarła do kibiców piłkarskich z gotowym produktem, tu nie działa w zasadzie nic, mecze są tragiczne pod względem kontroli, zarządzania piłkarzami czy nawet podstawowej personalizacji. Brak realnych emocji i wyzwania. Wszystko oznaczone różnej maści punktami. Rozwój na przestrzeni miesięcy jest niezauważalny.
Wolcen: Lords of Mayhem (34+ godz.) - kiepska personalizacja bohatera na start i najgorsze "wyszarzenie" postaci mimo silnego powiązania fabularnego. Całość wygląda jak zlepek wszystkiego co już znamy. Zdecydowanie brakuje tu tożsamości wynikającej ze zdecydowania się na jeden a nie kilka gatunkowych kierunków kreacji świata. Wtórność nie przeszkadza jednak cieszyć się z rąbania i siekania, anihilacji i mielenia. Drzewko umiejętności mimo otwartości nie powala, ale same zdolności pseudoklasowe i ich modyfikatory są już całkiem przyjemne. Nie do końca kumam powiązania ale jakoś to działa. Graficznie ujdzie choć pojawiają się problemy, czasem całkowicie przeszkadzające jak np. pozostający efekt tornada. Troszkę błędów jak niemożność podniesienia przedmiotu czy wejścia do "lochu". Nie dziwię się, że nie zażarło. Akt I do przejścia w 7 godz., II w 5 godz. a III w 6 godz. liżąc ściany. Sam akt IV oparty w zasadzie na wyprawach pozwalających odbudować co nieco w Stormfall jest kiepsko opisany, nie do końca wiemy na co się wyprawiamy, ale sam zamysł nie jest zły, szczególnie że wraz z pokonywaniem poruczników dochodzą utrudnienia. 3/8 poruczników "pokonanych".
Ukończone:
Tardy (4+ godz.) - https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-tardy/z71014359

No ale właśnie w tym rzecz! To że "nie ma mutantów" masz odpowiedź w czwartym odcinku :( //stąd ten mój dodatkowy komentarz do pytania :P
Gdyby ludzie odpowiedzialni za serial chcieli jakkolwiek nawiązać do "origin story", to mieli mnóstwo możliwości i to bez faktycznego korzystania z wizerunków Starka czy Zemo. Wykorzystanie jego "częstego umierania" też mogło być dobrym pretekstem pod dobranego aktora, no ale nie, lepiej napisać fajną historię i dodać do niej losowe postacie bo mamy licencję do wykorzystania :(
2/10
Tak jak pisałem pod innym tematem: w sumie serial, gdyby usunąć wątek fantastyczny, to byłby całkiem spoko, ale postać jest zupełnie nie przemyślana. Przez wszystkie te lata ma problem a sam finał, który przecież wcale nie odległy, jakby ręką odjął, od razu badass?! C'mon! Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale tu się niewiele co składa i to nawet nie za bardzo trzeba się przyglądać scenom żeby to dostrzec.
przynajmniej jedno zdanie by się przydało, nawet tłumaczące czy się z tym urodził, czy dostał po blipie.
Tylko po co? Wolisz dostać takiego ( tu nazwa bohatera z czwartego odcinka ), który poza obliczem i mocą nie nawiązuje zupełnie do postaci z kart komisku?
Dla mnie ciąg dalszy "nie wiadomo po co i nie wiadomo dla kogo" robienia czegoś z łatką licencji Marvela :(
Po pierwsze, bracie, to ( patrząc na wyrwane z kontekstu zdanie ) jest stwierdzeniem truistycznym. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie skreślałby Realu z wyścigu o LaLigę, który przypomnę, ma na tym etapie tylko jeden punkt straty do lidera. W Lidze Mistrzów dale pozostają więc również trudno nie przyznać, że nadal jest to trofeum w zasięgu Realu.
Po drugie, ważniejsze(!), wyciągasz słowa z kontekstu całego zdania, przez co całkowicie rozmywasz jego sens.
A teraz LaLiga jest zdecydowanie w zasięgu, LM też tylko niech się tam zjednoczą, bo póki co nie widać żeby wszyscy chcieli płynąć w jednym kierunku :(
Proszę, zwróć jeszcze raz uwagę na całe zdanie, które jest ewidentnie warunkowe i zakończone emotikoną jednoznacznie definiującą jego wydźwięk.
Sytuacja jest trudna, ale nie wynika z braku umiejętności ( zawodników, sztabu czy zarządu ), a z relacji pomiędzy każdym z elementów układanki nazywanej Klubem. Ewidentnie nie ma tam jedności, są "święte krowy" i brakuje porządnego sternika czy dowódcy i to zarówno ze strony piłkarzy jak i od strony szeroko rozumianego sztabu. Sytuacja, moim zdaniem oczywiście, wymaga przede wszystkim jednoznacznego i wspólnego nadania kierunku temu projektowi. A jakby miało to oznaczać trudne rozstania, to "trudno", nie ma ludzi niezastąpionych ( nie myślę tu tylko o piłkarzach, żeby była jasność ).
Poproszę o jakiś cytat bo serio, nie wiem do czego mam się odnieść.
Jakąkolwiek ocenę obecnego sezonu przedstawiłem w [199] który zaczyna się od:
Domagasz się reakcji po trzęsieniu ziemi w Realu, ale tu trudno cokolwiek mówić, bo to jest nieREALne co się tam ostatecznie odwaliło. - czy to jest obraz pod tytułem "z Realem nie jest wcale tak źle" ??
Tego, że Jose upokorzy Real Madryt w 2026, nie miałem w swoim bingo.
Serio? To chyba przespałeś ostatnie kilka miesięcy ;P
Obejrzałem co prawda połowę, ale fanom komiksów zdecydowanie odradzam. To co zrobili z postaciami, szczególnie z głównym bohaterem czwartego odcinka, nie da się w żaden sposób wytłumaczyć. Jak dalej będą tak sobie naginać postacie pod scenariusz, to nie wiem czy jakikolwiek fan komiksów będzie jeszcze chciał to oglądać, a szkoda, bo w sumie serial, gdyby usunąć wątek fantastyczny, to byłby całkiem spoko.
Aktorski duet Yahya Abdul-Mateen i Ben Kingsley wypadł ponoć znakomicie.
O ile Ben jest po prostu dobrym, wyrazistym aktorem o tyle Yahya średnio wypada w roli aktora :/
jego ostatni sezon po odejściu Kroosa był kiepski
Czy ja wiem? Drugie miejsce w lidze, finał pucharu (przegrany) i odpadnięcie z LM (po fenomenalnym popisie Rice'a) może nie wygląda dobrze, ale bez przesady, trofea i tak zdobyli. A teraz LaLiga jest zdecydowanie w zasięgu, LM też tylko niech się tam zjednoczą, bo póki co nie widać żeby wszyscy chcieli płynąć w jednym kierunku :(
Ja do tej pory korzystam z HP Compaq 6710b, który zbliża się do 20-stki. Dalej nie mam powodów, by zmieniać na coś nowszego do pracy. Jedyne co, to podpięta zewnętrzna klawiatura, bo dwa klawisze się wyrobiły i wymieniony zasilacz bo kabelek nie wytrzymał. Kiedyś to było..
Nowych po prostu nie polecam, większość znajomych po dwóch latach musi wymieniać. A to co ewentualnie mógłbym polecić to znacząco przekracza zakładany budżet :|
Nie ma jak robić samemu jedzonko. Tylko kto ma na to czas?
Każdy, kwestia nastawienia i włączenia do codzienności kilku nowych elementów. Szczerze współczuję Tym co sądzą że to zajmuje kupę czasu. Jedzenie można przygotować wcześniej i to nawet poświęcając 2 godz. raz w tygodniu a potem 20 min. na wieczór i 30min do 1 godz. żeby podać gotowy obiad. To nie jest ani trudne ani męczące, ale wymaga regularności i tak jak ze wszystkim nowym początkowo trochę samozaparcia.
Brak kreatywnego środka pola. A zawodników, na światowym poziomie jest na tej pozycji w tym momencie jak na lekarstwo.
Myślę że się mylisz oceniając to w ten sposób. To co widzisz jest końcowym efektem umiejętności piłkarzy i taktyki trenera. Uważam, że zawodników kreatywnych, zdolnych grać na "światowym poziomie" jest multum, tyle że nie każda drużyna ich potrafi wykorzystywać i też nie każda ich potrzebuje. Na tym polega właśnie sztuka trenerska, że tworzysz pewną wizję gry i schematy, dopasowujesz pod to zawodników i dostrajasz obserwując efekty.
Arteta tak samo jak Xabi stawiają na sztywne ramy swoich wizji, albo się wszyscy zawodnicy dopasują i będzie to działać, bo trener wie że może to działać nawet kosztem czyjegoś indywidualizmu, albo będzie tak jak to widzieliśmy w Realu. Nie mam wątpliwości że zarówno Ode jak i Arda mają wystarczając dużo jakości (kreatywności) by nazwać ich światowymi, ale nie dostają tak swobodnej roli, więc nie rzuca się to w oczy, a sami też najwyraźniej ufają trenerowi na tyle, że nie chcą wyłamywać się z narzuconego schematu.
Nie spełniła Twoich oczekiwań? Ok, ale oceń to co zawiera a nie to co byś chciał żeby w niej było, bo tak to trochę niepoważnie wygląda. Poza tym jedziesz po grze jak tylko się da a i tak oceniasz ją 5/10 ( czytaj średniak )?!
Gra nie jest wybitna, ale jest oryginalna mimo wykorzystywania znajomych mechanik. Realizuje bardzo fajny pomysł i w moim mniemaniu historia, z tak prowadzoną narracją, to jej zaleta.
A Wy co o tym myślicie? Czy Oscar rzeczywiście nie jest aż tak ważny?
(dla długowieczności kariery aktora, bo o tym jest ten teks) Zgadzam się ze zdaniem przedstawionym przez Amandę, dobór projektów w które się angażuje jest najważniejszy.
(jako wyróżnienie dla aktora) To raczej osobiste preferencje każdego aktora. Dla niektórych na pewno będzie to jeden z głównych celów kariery, ale są i tacy, którzy robią dobrą robotę nie celując w "bycie na szczycie". Jak w każdej nagrodzie zawsze było to trochę uznaniowe, trochę konkurs popularności. Dla mnie nigdy nie były wyznacznikiem czy ktoś jest dobry czy nie. Nigdy nie zdarzyło mi się też szukać filmów tylko dla tego że tam gra aktor, który dostał Oscara.
(ogólnie Oscary) To jeden z czynników który zachęca mnie do obejrzenia filmów, których normalnie pewnie bym nie obejrzał. Zawsze po gali robię sobie listę i jak tylko znajdę czas a nie mam konkretnego filmu, to właśnie odhaczam te Oscarowe produkcje. I tak, ostatecznie nigdy nie trafiłem na totalny badziew, więc pod tym względem mają swoją wagę.
Kupić na Steam za 3-4PLN możesz już, bo to żaden wydatek a promocja do 25 stycznia, ale radzę poczekać jeszcze chwilkę, bo na pewno Drenz dorzuci swoje i wtedy będziesz miał dużo lepszy obraz tego co Cię czeka :)

Tardy to przygoda w kosmosie oparta o tradycyjne dla gatunku punkty interakcji, na jakieś 3-4 godziny. Mimo trzymania się podstawowych założeń potrafi wyróżnić się na tle innych podobnych produkcji czy to zarządzaniem znajdowanymi przedmiotami czy wpasowaniem łamigłówek do prezentowanego świata czy właśnie brakiem konieczności skanowania sceny w poszukiwaniu punktów interakcji.
Pikselartowa grafika jest w porządku, jednak sposób przedstawienia treści ( notatki / pamiętniki ) są stosunkowo mało czytelne ze względu na kolorystykę tekstów i czcionkę. Podkład muzyczny dobrany nieźle, ale przy momentach wstrzymania dostrzegłem potencjał do współtworzenia pojawiających się frustracji.
Przechodzenie liniowo, ze sceny na scenę też jest okej. Ujawnienie wszystkich dostępnych na dany moment punktów interakcji z jakiegoś powodu nie uwalnia Graczy od frustrujących wstrzymań i poczucia zagubienia. Niemniej wszelkiego rodzaju mechanizmy i urządzenia są fajne w użyciu, robią pozytywne wrażenie i służą zagadkom. Są to elementy złożone, logiczne i zrozumiałe, które pięknie zazębiają prowadzone działania. Ale są też momenty interakcji, które jakby na złość Graczom są wybiórcze. Myślę głównie o wykorzystaniu klawiatury. Na automatach można korzystać z klawiatury a obsługując kapitańską konsolę trzeba klikać każdy znak myszką :\
Ta historia sprawia, że realnie można się zafascynować, utrzymywać stan ciekawości aż do samego końca, w którym zweryfikujemy Nasze osobiste podejrzenia wypełniające, w trakcie tej krótkiej przygody, specjalnie pozostawione luki. Finał, choć może nie w szczegółach, ostatecznie powinien być oczywisty i osobiście uznaję go za satysfakcjonujący.
Przyznam że się męczyłem i mimo że doceniam ten Tytuł, to całościowo te kilka wydłużających się momentów gromadzącej się frustracji i czynnik przedstawienia treści zbyt mocno rzutują na resztę.

No ja nie korzystam z czatów na co dzień, więc żeby nie powtarzać obrazów zupełnie nic nie mówiących, jak ten u Zmroku, dodałem do prośby swój GOLowy profil. W sumie niewiele to zmieniło XD
[Gammorin]
Nie mniej akurat w takich grach lubię wsiąknąć w świat i robić wszystko tak jak chce, bez ingerencji kogoś innego. :P
Bardzo dobrze to rozumiem, takie jest Twoje prawo, bracie. Ja jednak lubię czasem zmienić podejście i właśnie Divinity Original Sin 1 uznałem za taki tytuł, który mogę doświadczyć inaczej niż zawsze. I nie żałuję. Tym bardziej czytając opinię reszty z którymi nijak nie mogę się zgodzić. Jak rozumiem dlatego, że doświadczałem jej właśnie kooperacyjnie.
Tak czy siak, daj im szansę :)
Domagasz się reakcji po trzęsieniu ziemi w Realu, ale tu trudno cokolwiek mówić, bo to jest nieREALne co się tam ostatecznie odwaliło.
Przyjście Xabiego, to było spełnienie marzeń madridismo. Już w pierwszych spotkaniach widać było świeże podejście. Póki Jude był na L4 zespół rósł i mimo pojedynczych potknięć wyglądało to bardzo obiecująco. Ale niestety, Vini zrobił szoł i Jude wrócił, ale jak widać nie ze względu na umiejętności (których Mu nie odmawiam żeby nie było) a jakieś wewnętrzne potrzeby klubu. Guler stracił pozycję i zaczęło się to straszliwie burzyć. Nawet jak w wywiadach studzono nastroje, to nikt sensownie patrzący nie dał się oszukać i wiedział, że odliczanie trwa. Rozstanie z Xabim jasno pokazało, że obecnie trener w Realu niewiele znaczy. A Puchar Króla? Zespół wychodzi jak zwykle (niestety) w mocno rezerwowym składem na pierwszy mecz nowego trenera. Jeżeli to nie był dla kogoś sygnał, że porażka jest REALną opcją, to nie wiem co może takowym być. Nie wiem czy TO właśnie nie pokazuje najjaskrawiej, że to nie do końca sztab trenerski ustala wyjściowy skład :|
Perez zamiast dać czas i poparcie trenerowi ulega gwiazdorom. Ale biznes się kręci, nie?
W Divinity Original Sin 1 grałem kooperacyjnie, więc całość była mega przeżyciem. I te przepychanki między bohaterami miały sens gdy nie byliśmy zgodni :D Świetna sprawa! Samodzielnie nie chciałbym tego ogrywać. Stąd też, niestety "dwójka" dalej czeka nieruszona aż mój kooperant wygospodaruje chociaż godzinkę w tygodniu na wspólną grę.
Niemniej, w Twojej sytuacji bym się za nie wziął, bo dają sporo frajdy. A ten parodystyczny ton jest dla mnie właśnie fajnym wyróżnikiem na tle innych "podobnych" gier.
Skąd pomysł na 300?!
Fakt że przy 200 pojawia się kolejna strona jest naturalnym momentem na stworzenie nowego wątku.
Zawsze było 200
Kiedyś było 100 jeżeli mnie pamięć nie myli :P
Dla mnie od lat Internet się nie zmienia, bo to ja, jako świadomy użytkownik, trzymam się pewnych standardów nie ulegając trendom. Korzystam z Internetu mając konkretny cel, nie szukam surfuję w poszukiwaniu nieznanego, albo robię to bardzo rzadko. Zatem osobiście nie przewiduję żadnych rewolucji.
Każdą informację, którą potrzebuję poprzeć, szukam w stronach tematycznych, które odwiedzam regularnie od lat lub z nowych, które i tak weryfikuję przez jakiś czas zanim im (tym treściom) zaufam. Z automatów nie korzystam i korzystać nie zamierzam, jak będzie to jedyna opcja, to przestanę korzystać :P
To że się pojawiły "odpowiedzi AI" też w moim korzystaniu nie zmieniły nic, bo nawet szybkie wyszukiwania "na przypomnienie" często, i to już od dawna, odczytywałem z tego krótkiego opisu przy linku do strony.
Także, o ile faktycznie nie nastąpi jakiś radykalny krok, a nie wydaje mi się żeby do czegoś ekstremalnego doszło, to będzie podobnie do tego co jest. Owszem "jeszcze większy zalew treści generowanych" jest logicznym typem, ale z drugiej strony ten proces trwa już od wielu lat i nadal nie jest na tyle inwazyjny, żeby stanowił problem, przynajmniej dla mnie, to jest kogoś, kto bez Internetu potrafi funkcjonować :P

Spiderman
Dark Sector
System celowania, który zatrzymuje czas i umożliwia graczu oddanie strzału
Chyba graczowi, co? :P
Bez asystenta celowania, to już zupełnie nie byłby Fallout ;)
Pamiętam jak dziwne to było na początku, ale jednak lubiłem z tego korzystać ( w sumie dalej korzystam ). No i jednak początkowo bardziej się opłacało przycelować bez systemu V.A.T.S
Tak czy inaczej dobrze że został :)
Szczerze, od pierwszej wzmianki mnie ten pomysł ciekawił jako fana komiksów. Ale przy tak luźnym traktowaniu materiału źródłowego kolejny raz sobie odpuszczę. Nie powiem, że "czarno to widzę", bo aktor jeżeli jest dobry, to może być i taki, szczególnie że WonderMan tyle razy "umierał" więc można byłoby taką decyzję jakoś zgrabnie przedstawić. No ale wiadomo, że tak nie będzie i ani Zemo, ani Grim Reapera ani Visiona nie zahaczy, więc bez żalu sobie odpuszczę.

Fallout 76 (206+ godz.) - Od czasu do czssu zaglądam żeby się powłóczyć. Przy okazji odhaczyłem "Nierozwiązane" zadanka związane z Taksydermią. Pomogłem burmistrzowi Grafton. Rozprawiłem się z Hugo Stolzem.
Civilization VII (57+ godz.) - Kolejne szybkie sesje.
Karol Wielki, po wczesnym zaznaczeniu swojej siły pozostawił resztę w strachu czym poprowadził Turków Osmańskich do zwycięstwa.
Jose Rizal dzięki serii zadań i owocnemu sojuszowi z Male stabilizował sytuację regionu i spokojnie dystansował rywali by ostatecznie osiągnąć zwycięstwo naukowe.
Izabela wygrywała rywalizację lub niszczyła państwa-miasta i tak zdominowała świat.
Wartales (174+ godz.) - Drużyna z pochodniami w dłoni rozpoczęła odkrywanie tajemnic ostatniego grobowca (nie licząc wysp z dodatku), grobowca w Drombach. Gromada kretoszczurów prowadzona przez pełzaczy jak zwykle zaskoczyła drużynę, walka była nieunikniona. Po trzech takich starciach, drużyna pełna stłuczeń i skręceń dotarła do sali pilnowanej przez zdeformowanego króla pełzaczy. Nielada przeciwnik pilnował reliktu który zdecydowałem się przekazać badaczom. Poddałem też moją ranną kompanię pod opiekę znachorki eksperymentalistki z bardzo pozytywnym skutkiem.
Eskortując jednego jegomościa, drużyna upolowała widmową watahę.
Z widmowej wioski, wyprowadziliśmy przerażonego wilka i wypuściliśmy do najbliższego lasu, ale również, w celach badawczych, pojmaliśmy trójkę Zarażeńców i zaciągnęliśmy ich do naukowców badających zarazę.
Shadow of Tomb Raider (4+ godz.) - to nie jest moja Lara i już. Gra rozpoczęła się jak każda z ciekawością i nadzieją, ale to nie to. Podobnie jak w poprzedniczce ponad 75% czasu zajmują zbieractwo i wyzwania. Problemy z grą na K+M ( do pewnych czynności muszę wykorzystać kontroler ). Otwarte konflikty to bezmyślna naparzanka :/
Ukończone:
Trüberbrook (5+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/truberbrook/komentarze/z54fef#post0-16841498
Planet of Lana (4+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/planet-of-lana/komentarze/z15fa5#post0-16843089
Dark Sector (9+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/dark-sector/komentarze/z4a1b#post0-16847279
Fahrenheit: Indigo Prophecy Remastered (8+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/fahrenheit-indigo-prophecy-remastered/komentarze/zc403e#post0-16850836

Fahrenheit: Indigo Prophecy Remastered zaczyna się obiecująco i do pewnego momentu jest bardzo ciekawa i klimatyczna. No ale od pewnego mementu, gdy dreszczowiec transformuje gwałtownie w fantastykę obniżając przy tym dramatycznie poziom (brakuje wyjaśnień, przygotowania czy wytłumaczenia dla zdarzeń i zmian w bohaterach), staje się doświadczeniem trudnym do akceptacji (jako całość). Gra ma problem z Momentami Szybkiej Reakcji (czytaj QTE). Jest ich dużo, są długie i realnie ograniczają doświadczenie skupiając na sobie większość uwagi. Są też w wielu miejscach niepotrzebne a nawet zupełnie niezrozumiałe (nic się nie dzieje). Część z nich, mimo wykonania "GREAT" i tak prowadzi do obniżenia stanu psychicznego bohatera. Sam system stanu psychicznego nie wpływa na nic do póki nie wyzerujemy go :( Gra jest liniowa. Mimo pozornych wyborów akcja jest sztywno prowadzona przez te same momenty. Wiele kuriozalnych scen obnażających płytkość postaci, choć Lucas akurat jest bardzo dobrze zarysowany i jego przemiana dobrze podkreślona wizualnie. Przez prowadzenie kilku postaci w pojedynczej kampanii perspektywa się rozmywa. Występują liczne problemy ze sterowaniem (głównie obsługa kamery i problemy z jednoznaczną identyfikacją opcji) i działaniem gry. To jest niby Remaster, ale niezbyt to odświeżenie widać.
Wolfenstein II: The New Colossus. Pamiętasz wybór Ferguson vs Wyatt jakoś na początku gry? Spędziłem w tym miejscu pierwszą godzinę gry XD Pamiętasz zastrzelenie psa? Już nie czekałem godziny ale i tak miałem opory, których gra nie uszanowała. To pewnie jakoś ustawiło moją relację z grą, ale poza tym gra wysadzała mnie do pulpitu wielokrotnie. Mapka była fatalna, ciężko było się zorientować przez nałożoną poziomowość a i czytelność planszy ( w zasadzie jej monotonne obszary ze zlewającymi się elementami ) nie pomagały w eksploracji. Jak chowasz się za skrzynię i nagle na Twojej głowie pojawia się soldat, to też robi się głupio. Albo niemożność pokonania progu bo jesteś w przykucu (: Gra wygląda świetnie pod względem modeli, rozwój BJa jest ekstra, ale całościowo jest to ( dla mnie oczywiście ) "prawie średniak" a więc 4.
Ace Combat 7: Skies Unknown ma świetnie stworzone tło. Mimo fantastyczno-naukowego podejścia i "azjatyckości" sceny pomiędzy akcją ogląda się bardzo dobrze, choć nie są one dobrze wszyte w Nasze działańa i zdarzają się sceny dziwne ( zapisałem sobie jedną taką: "wklejony płaski pies obok trójwymiarowych plastikowych postaci na tle realistycznej fototapety przy szczegółowym modelu samolotu" ). Sama rozgrywka jest bardziej monotonna niż myślałem. Mimo dużej bazy statków powietrznych mamy kiepsko ( bo growo ) zrealizowany podział na klasy i uszeregowany lepszy/gorszy w sposób uznaniowy. Brakowało tu przejrzystego przedstawienia parametrów maszyn czy ich przyrównywania. Mimo urozmaiceń w misjach, dużym problemem jest czas. I to nie kwestia że jest go za mało a czasem jest właśnie za dużo, misje się przez to rozwlekają. Nie czuć tej dynamiki, która przy odrzutowcach jest dla mnie wymaganą. A zresztą, masz tu moje wypociny: https://steamcommunity.com/profiles/76561198037839153/recommended/502500?snr=1_5_9__402
Szanuję Twoje zdanie :)
Trudno jest wystawić jakąś ocenę, ale jednak lista cech i zależności, które wziąłem pod uwagę, nie pozwala mi na aż takie zmiany jak wskazałeś :P
Starając się ocenić coś pod narzucone sobie ramy i uwzględniając to zestawienie jako zamkniętą listę, uważam że i tak jest nie najgorzej. Żeby nie było, to "dwójki" też mi się podobały ( w jakimś stopniu ), ale to już inna kwestia :)
Z przywołanych do tablicy to tak:
Venba poza uproszczeniami praktycznie niema wad. To co obiecuje to i dostarcza w pełni. Jest wyjątkowo spójna i staje na wysokości zadania jeżeli chodzi o temat którego się podejmuje ( a przynajmniej dobrze koreluje z moimi doświadczeniami ). Do tego, mimo prostych i logicznych czynności, bardzo dobrze nawiązujących do wybranej dziedziny kulinarnej i znajduje miejsce na rozwój w ciągu tej godzinki czy dwóch. Realnie budzi różne emocje.
Scorn ( bardzo niestety ) nie sprawdził się w tym co obiecywał. Poza świetną prezentacją świata, jest niezrozumiale zbyt powolny w narzuconych momentach "akcji" - fragmentami się dłuży. Mocno ograniczony w stosunku do możliwości doświadczania tej przestrzeni, wszystko jest narzucone a Ty nie do końca rozumiesz dlaczego. Brakuje tu dobrej narracji, bo punkty "kontrolne" bez tła nie przemawiają wystarczająco. Walka w zasadzie jest bezsensowna a przeciwnicy dają się łatwo wymanewrować. W ogóle brakuje tu wyzwania, bo te kilka "łamigłówek" to za mało. Ma swoje fajne cechy, ale nie na tyle, by ponieść tego typu rozgrywkę.
A co do wyższych ocen, to fakt, generalnie mam tendencję do zaniżania :| Jakoś będziemy musieli z tym żyć ;)

W tym roku, najwięcej satysfakcji dostarczyły mi mniejsze tytuły. Najwięcej czasu poświęciłem jednak na Assassin’s Creed Shadows, Tainted Grail: The Fall of Avalon, Wartales.
Do listy nie wliczam tytułów, których odpalenie wiązało się z inną potrzebą niż rozrywka.
Co prawda ja unikam ocen (choć mam taką swoją skalę ocen od 0-10), bo uważam, że treść opinii jest ważniejsza i na podstawie tej samej treści każdy może wystawić inną ocenę, ale niech będzie (trochę na siłę, uszeregowane według oceny i alfabetycznie):
South of the Circle - 9
Venba - 9
Live Adventure - 8
Planet of Lana - 8
Ruins of Mitriom - 8
The Children of Clay - 8
Wednesdays - 8
Dead Island 2 - kooperant ma ważniejsze sprawy więc w trakcie, przewiduję 7
Deadpool - 7
Down the Rabbit Hole Flattened - 7
DUET - 7
Heretic: Shadow of the Serpent Riders - 7
INDUSTRIA - 7
Please, Touch The Artwork 2 - 7
SOMA - 7
Til Nord - 7
Wartales - kolejny rok w trakcie, przewiduję 7
HIDDEN CATS: The last of cats - 6
The Missing Parts of Maria Gwozdek - 6
Above - 5
Epistory - Typing Chronicles - 5
Fallout 76 - w trakcie, 5
Phantom Doctrine - 5
Pid - 5
Tainted Grail: The Fall of Avalon - 5 (nie mogę dać więcej, za pół roku rozegram jeszcze raz i mam nadzieję poprawić tę ocenę)
Underminer - 5
ACE COMBAT 7 SKIES UNKNOWN - 4
Helpless - 4
Mafia III: Definitive Edition - 4
Scorn - 4
Terror At Oakheart - 4
The Stoevi Curse - 4
Wolfenstein II: The New Colossus - 4
Wolfenstein: Youngblood - 4
Civilization VII - w trakcie, przewiduję 3
Dark Sector - 3
Fahrenheit: Indigo Prophecy Remastered - 3
Pixel Puzzles Traditional Jigsaws - 3
Rise of the Tomb Raider - 3
The Veiled Ones - 3
Tiny Tina's Wonderlands - 3
Trüberbrook - 3
Assassin's Creed: Shadows - 2
Hellkind - 2
Porcelain Tales - 2
Project Hailstorm - 2
Scauage - 2
Blown Away - 1
W tym roku jeszcze czeka mnie sylwester z panną Croft ;)

Święta, święta i po świętach, czas wracać do pracy, ech..
Ace Combat 7 Skies Unknown
Trudno z Tobą polemizować skoro twierdzisz, że to nie są wyniki a poziom środka tabeli to czwarte miejsce, ale hej, to Ty jesteś fanem Arsenalu więc na pewno wiesz lepiej ;P
A tak bez uszczypliwości, od zawsze byłem i jestem sympatykiem Realu i mam wrażenie, że już od dawna "piekny" futbol nie daje trofeów - niestety. Kanonierów oglądałem chętnie za czasów Seamana/Lehmanna w bramce. Ostatnio zdarza mi się to raczej rzadko, ale zdarzało się choćby przez transfer Odegaarda. Przeżyłem już tylu "potencjałów", że już mnie te tematy nie grzeją. Jeżeli jest dobry i faktycznie ma taki potencjał jak twierdzisz ( a do tego ma głowę na karku i jaja na miejscu ), to i tak zaistnieje, nie tu, to gdzieś indziej, choć zerkając tylko na kilka rankingów z ostatnich lat, to mam wrażenie, że nie mamy tu nowego geniusza futbolu. Lennart Karl ma chyba wyższe notowania wśród tych fachowców, ale tak jak mówię, nie wgryzam się, bo i po co?
To żeby uniknąć jakiś nieporozumień, najpierw definicja:
Wysoki poziom sportowy ( w kontekście klubu piłkarskiego ) oznacza, że drużyna efektywnie rywalizuje, to jest: utrzymuje wysokie miejsce w lidze, strzela stosunkowo dużo goli, traci stosunkowo mało bramek, wygrywa stosunkowo dużo meczów, przegrywa stosunkowo mało meczów.
Teraz dane:
- obecnie ( w trakcie )
1. ( pozycja w lidze )
31 BZ ( bramek zdobytych ) - [2.] ( wynik w lidze )
10 BS ( bramek straconych ) - [1.]
12/17 WM/RM ( wygranych meczów / rozegranych meczów ) - [1.]
2/17 PM/RM ( przegranycm meczów / rozegranych meczów ) - [1.]
- 2024/25
2.
69 BZ - [3.]
34 BS - [1.]
20/38 WM/RM - [3.] //+2 ( wraz z 2 innymi klubami )
4/38 PM/RM - [1.] //+1 ( wraz z 1 innym klubem )
- 2023/24
2.
91 BZ - [2.]
29 BS - [1.]
28/38 WM/RM - [1.] //+1
5/38 PM/RM - [3.]
- 2022/23
2.
88 BZ - [2.]
43 BS - [3.] //+1
26/38 WM/RM - [2.]
6/38 PM/RM - [3.]
- 2021/22
5.
61 BZ - [6.]
48 BS - [8.]
22/38 WM/RM - [3.]
13/38 PM/RM - [8.]
- 2020/21
8.
55 BZ - [8.] //+1
39 BS - [3.]
18/38 WM/RM - [7.] //+2
13/38 PM/RM - [8.] //+1
- 2019/2020 //2019-12-22 Arteta rozpoczyna pracę
8.
56 BZ - [7.]
48 BS - [8.]
14/38 WM/RM - [10.] //+1
10/38 PM/RM - [5.]
Konkluzja:
Odkąd Arteta objął stery, Arsenal jest na linii wznoszącej. Poprawę poziomu sportowego widać z roku na rok. Od kilku lat Arsenal realnie walczy o mistrzostwo "nie schodząc z pudła" we wskazanych statystykach. Artata jest świetny w tym co robi.
Rozumiem, że może być to rozczarowujące gdy przy takich wynikach liczba trofeów zdobytych to 3. Ale czy serio wolałbyś żeby Kanonierzy grali "pięknie" na poziomie środka tabeli i może nieco częściej zdobywali jakieś mniej ważne trofeum?
Wybacz, że nie odniosę się do Twoich opinii na temat "potencjałów", ale myślę, że brak Ci fundamentalnych argumentów do tego typu dyskusji - bez urazy bracie :)
Arteta to nie jest najlepsza rzecz jaka przytrafiła się temu klubowi od dawna
Bracie, chłop utrzymuje klub na wysokim poziomie sportowym w najsilniejszej lidze świata od kilku lat a Ty chcesz go wymieniać na eksperta telewizyjnego? Oh, c'mon!

Zakładam że ocenianie przy dodawaniu komentarza nie aktywuje "oczka". Wejdź na kartę gry i tam oznacz widoczność. ( 1 )
W sekcji moje gry masz zakładkę-listę Oceny Gier, tam masz datę wystawienia oceny. ( 2 )
Oh, no dziękuję za uświadopmienie:)
Proszę bardzo :P
A tak poważnie, to odnosiłem się przecież jawnie do Twojego minusa o "realizmie". Sam wskazałeś na przekombinowane na 'realizm' mechaniki gry (trzeba jeść, pic i myć się co chwilę ....
Odniosłem się też do systemu walki, który dużo lepiej, niż w innych grach, daje poczuć, co to znaczy pojedynek. Wymaga obserwacji i przewidywania ruchu przeciwnika i odpowiedzi stosownej na niego a nie tylko walenia na pałę w odpowiednim momencie i turlańska :P
Czemu więc wyjeżdżasz z zabijaniem i czemu obrażasz Twórców KDC, bracie? Zachodzę w głowę.
No i to ma sens :)
Gearsy były zawsze jakieś, sprawiały wrażenie spójności w całej swojej koncepcji, a Dark Sector niestety nie.
W porównaniu do podanych tytułów, to jakościowo+rozrywkowo pewnie postawiłbym Wanted>Dark Sector>Terminator, ale potencjał Dark Sector miał największy. Dalej będę wspominał ją dobrze ( choć głównie przez pomysł ), ale trudno mi polecić to komuś dzisiaj.
Trudny? Niekoniecznie tak bym to ujął, ale jednak rozczarowanko.
Krótko masz na karcie gry: https://www.gry-online.pl/gry/dark-sector/komentarze/z4a1b?PAGE=1#post0-16847279
Dłużej jest na steam. Ale generalnie błędy, sterowanie, zachowanie SI, trochę nudy i monotonii.

No to zbijam piątkę :D
Ale jakby coś, to odradzam powroty na współczesnych pecetach :P

Dark Sector to gra z potencjałem fabularnym, niezłym zarządzaniem bronią ( dzielenie amunicji, ulepszenia, blokady na broni przeciwników ) i charakterystycznymi postaciami. Niestety jest pełna większych i mniejszych błędów, które uprzykrzają grę ( ustawienia graficzne, kręcący się przeciwnicy, przeciwnicy w stuporze, autoruch, artefakty graficzne ). Są tu też raczej nudne "pojedynki z większymi przeciwnikami", kiepski montaż przerywników czy monotonne lokacje. Również sterowanie nie jest komfortowe. Zarówno bieganie czy kontrola charakterystycznej broni miotanej są ociężałe i potrzeba czasu by się przyzwyczaić i to wykorzystać. Jeden przycisk do biegu, chowania się za osłoną i uników również mi nie przypadł do gustu. Przy rozgrywce zachowawczej, czas potrzebny na przejście to około 9 godzin.
Nie wszystkie gry będą takie jakie byś Ty chciał żeby były, bracie.
Dla mnie ten "realizm" to jedna z głównych cech, która przyciąga do tej gry i podobnie jest z walką. To są rewelacyjne elementy które sprawiają, że ta gra wybija się na tle innych gier z uproszczonymi do bólu mechanikami.
Szczerze, to jakoś nie potrafię docenić nic poza odwzorowaniem elementów znanych z gry. Postacie średnio mi podchodzą i cała ta fabularna otoczka też do mnie nie przemawia. Nie jest to złe, ale bez przesady.
Ciężko wybrać, ale z tych, z którymi miałem cokolwiek więcej do czynienia to tak:
Gra roku 2025
1. Kingdom Come: Deliverence 2
2. Dying Light: The Beast
3. Tainted Grail: The Fall of Avalon // nie zasługuje ale co tam, to tylko trzecie miejsce :P
Najbardziej oczekiwana gra 2026
1. Styx: Blades of Greed
2. Grand Thief Auto VI
3. Holstin
Polska gra roku 2025
1. Dying Light: The Beast
2. Deep Sleep: Labyrinth of the Forsaken
3. Tainted Grail: The Fall of Avalon // :P
Najbardziej oczekiwana polska gra 2026
1. Holstin
2. ExeKiller
3. Farathan
Pierwszą trudno mi ocenić bo była czymś świeżym, realnie fajnym i angażującym doznaniem. Dwójka była słabsza, wystartowała nie najgorzej, ale stopniowo traciła, z tym że wtedy, szybko pojawił się jeden a potem drugi impuls pobudzający i ostatecznie tylko końcówka już mi się rozmyła. No a trzecia? Hmm.. Niby okej, ale tak nie do końca. Dla mnie za mało zaskakująca ( w zasadzie wcale ), bardzo nierówna i przekombinowana, do zapomnienia.
co sądzicie o publikacjach zwiastunów gier bez daty premiery?
Obecnie są dla mnie na tyle nieistotne, że mogło by ich nie być. Ale zakładam, że przy większych tytułach jest to pewnego rodzaju deklaracja pomiędzy twórcami a inwestorami no i dobry sposób na szybkie badanie rynku. Ale tak jak piszesz, dobrze by było, gdyby wraz z zapowiedziami szły jakieś zapewnienia, że gra w ogóle wyjdzie.
Przez m.in. te wymienione przez Ciebie przykłady przestałem dokładnie śledzić tego typu materiały. Wolę się mile zaskoczyć w dniu premiery niż gorzko rozczarować po kilku latach oczekiwań :P
O ile Turoka rozumiem, o tyle Hard West był naprawdę dobry ( jak na średniaka ). To normalne że budzi wiele emocji i nie są one tylko pozytywne, ale dodając system kart fajnie rozwija "XCOMową" walkę i mechaniki dostosowując je pod fabułę. Każdy etap jest inny. Historia ( w tym narrator ) to też dobry element a że scenariusz lipny czy bezsensowny trzygwiazdkowy system oceny to już inna kwestia. Dla mnie to spokojnie 6/10.
No i fajnie :D W tym roku już raczej nie zmieszczę, ale na pewno znajdę dla niej ten moment. Dzięki :)
Ja jestem przekonany, że pokazywanie na karcie gry licznika od 1 sztuki przy wskazaniu ilości głosów, to jedyne sensowne rozwiązanie. To jak to działa mamy najlepszy przykład na HowLongToBeat. Tam też pojedyncze głosy nie są "pewne" ale ładnie to wszystko widać i zawsze jest to jakiś punkt odniesienia. Zgadzam się też, że wybrany przez Was model, koniec końców jest "lepszy" tylko niech on działa dopiero od XX dodanych przez użytkowników czasów dla danej gry. No bo tak, patrząc jak (stosunkowo) mało użytkowników prowadzi rzetelnie sekcję Moje Gry (sam dopiero po ostatnich zmianach zacząłem włączać to w moją rutynę), to raczej długo się tego nie doczekamy. Raz, że komu będzie się chciało uzupełniać czas do starszych gier (w sensie już ogranych nie koniecznie starych) gdzie być może nawet nie za bardzo ma dane, dwa, świeże gry, których prawie nikt jeszcze nie ograł (na luzie dla zwyczajnej rozrywki, nie mówię o spinaniu się bo są z tego pieniądze) dostaną taki wskaźnik na długo po premierze.
Przejrzałem kilka większych tytułów i wszystkie, którym sam dodałem czas i również nie znalazłem. Zakładam, że mało kto dodał swój czas i stąd brak takiej informacji.
O tak! Miałem poczekać właśnie żeby polecieć ciągiem, ale akurat miałem ochotę na coś mniej mrocznego i Planet od Lana idealnie się wpasował w mój nastrój :D

Planet of Lana to bardzo przyjemna platformówka, która mimo tragedii toczącej się w tle, pozwala się zrelaksować a czasem nawet sprawdza Nasz refleks. Niestety nie stanowi wyzwania dla Naszych szarych komórek. Graficznie trudno się do czegokolwiek przyczepić. Mimo kilku różnorodnych etapów jakościowo trzyma wysoki poziom. Podobnie jest z dźwiękiem. Zarówno tło, efekty jak i "mamrotanie" bohaterów dopełnia tej opowieści budując odpowiedni klimat. Mimo pewnej prostoty rozgrywki, trzeba zaznaczyć, że każda mechanika zostaje tu bardzo czytelnie wprowadzona. Generalnie, czy to układ planszy, czy przeszkody do pokonania, to wszystko jest bardzo czytelne, a pokonywanie ich sprawia satysfakcję, szczególnie przy tych bardziej złożonych czy dynamicznych momentach. A same zagadki są raczej z tych prostych i nie zatrzymują na długo ale dobrze komponują się z całą tą otoczką. Rozgrywka jest raczej powolna (dużo zwykłego chodzenia), ale zawiera też kilka etapów w których posłużono się sekwencjami QTE (w zasadzie [Q][W][E] jeżeli korzystamy z klawiatury) i te również nie wymagają nadludzkiej koordynacji, więc spoko. Poza wyzwaniem, jedyne do czego można byłoby mieć jakieś żale, to że temat jest totalnie oklepany i w zasadzie nic w tej grze nie zaskakuje. A nawet jak w jednym czy dwóch momentach gra Nas zaskoczy, to od razu wiemy co z tego dalej wyniknie. No i może też ten odbiór jest zbyt przyjemny względem przedstawionej historii, bo przez niemal caluśką grę jest miło. Na koniec, warto też wspomnieć o relacji pary bohaterów, ich wzajemnym uzupełnianiu się - naprawdę bardzo dobrze zaprojektowane zarówno pod względem "złożoności" etapów jak i przekazywania emocji. Gra na 4+ godzin.

Trüberbrook to klasyczna przygodówka typu wskaż i kliknij. Oprawa sprawia bardzo pozytywne wrażenie, jest bardzo ładnie mimo pokracznych/karykaturalnych wizerunków postaci. Do tego niestety niedopieszczone animacje i mało przekonujący projekt tytułowego miejsca. Cała fabuła również szybko zostaje zweryfikowana i pomimo pierwszego zaciekawienia staje się zwyczajnie głupia. Mimo przyjemnej w odbiorze narracji, treść jest co najwyżej średnia z kilkoma bardzo fajnymi kwestiami. Rozmowy utrudnia brak ostatniej kwestii naszego interlokutora podczas wyboru odpowiedzi. Ale tłumaczenie na polski jest bardzo dobre (żart z nazwiska jest dostosowany idealnie). Całość mimo typowej dla gatunku swobody, jest w zasadzie liniowa, praktycznie każda akcja ma swoją ścisłą kolejność na długo wstrzymując dostęp do pewnych oczywistych zdarzeń. Nie da się tu nic zepsuć czy czegoś ominąć, powtarzasz dopóki zrobisz tak jak przewidzieli Twórcy. Działamy bez zastanowienia, bez podstaw zbieramy pewne rzeczy tylko dlatego, bo mają "tę" ikonkę. Samo wykorzystywanie przedmiotów również z biegiem gry staje się coraz bardziej abstrakcyjne (choć oczywiście daje się wymyślić). No i przynajmniej drabiny nie chowamy do kieszeni ;) Do tego mamy całkiem sporo błędów: desynchronizacja dialogów (tekst vs. dźwięk), niepojawiające się treści wyborów, brak oznaczenia punktu interakcji, różnie działający dwuklik :/ Co więcej, gra ma potencjalnie wiele niepomijalnych scen czy animacji i co najmniej jeden zupełnie nielogiczny punkt (musiałem sięgnąć do poradnika, bo zapalniczki, którą odpalał sobie papierosy przy okazji rozmów, nie mógł wykorzystać). Dla mnie wielki zawód :(
Mowienie ze nikt z obsady nie musi grac w gry zeby wcielic sie w role to jest takie pierdololo bo im sie po prostu nie chce albo nie rozumieja materialu zrodlowego.
Bracie, gdybyś wiedział jak dokładnie wygląda przygotowywanie się do roli, to byś tak nie pisał.
Aktor mający zagrać zupełnie nową postać, który dobrze zna gry ma potencjalnie dużo trudniejsze zadanie wykreowania postaci a to z tego względu, że chcąc nie chcąc sugerowałby się doświadczeniami związanymi właśnie z tym co w grze przeżył i/lub unikał powielania pewnych charakterystycznych, dla spotkanych w rozgrywce postaci, elementów. Role, aktorzy tworzą mając scenariusz i opis bohatera - do tego nie musisz znać materiału źródłowego. Co więcej, jeżeli coś jest niejasne (coś co wynika ze specyfiki danego dzieła), to ma kontakt z odpowiednimi ludźmi, którzy mogą dodatkowo nakreślić sytuację i wspomóc go w tym procesie.
Jeżeli scenariusz był przygotowywany we współpracy czy choćby pod okiem kogokolwiek zaznajomionego, to tyle wystarczy, reszta to już realizacja a zatem umiejętności ekipy filmowej.
Patrząc na wymagania, też wskazałbym na Until Down, to jako pierwsze przyszło mi do głowy, dlatego popieram tę propozycję :)
A to mogę podpytać, choć mając w pamięci przekaz kolegi, to zakładam, że nawet jak te się nie tak fatalnie nie rozciągają, to i tak nie spełniają swojej funkcji, a przynajmniej nie tak dobrze jak te tradycyjne i niezbyt przylegające kalesonki :D
zastanawiam się nad zakupem bielizny termoaktywnej
Na mrozy? Zapomnij!
Do tej pory żadna marka nie potrafi zaprojektować takiej bielizny, która może choćby nawiązywać do normalnych bawełnianych - tak, tych niezbyt wygodnych. Czy to Brubeck czy Under Armour, Gatta, czy te Elbrusy i inne Hi-Teci, wszystkie z rozmiaru S zmieniają się w XL-ki po zaledwie kilku praniach a i tak ani nie utrzymują odpowiednio dobrze ciepła ani nie odprowadzają potu na tyle dobrze, by czuć się w tym komfortowo. Sam testowałem dwie wymienione, ale mój kolega, który wyczynowo uprawia sporty górskie i niemal cały rok jeździ na rowerze, sprawdzał dosłownie wszystko i odradza.
PS. Odradza, ale i tak kupuje co kilka miesięcy, bo wizualnie mu się podobają XD
Nie obraźcie się, ale od kilku lat współpracuję właśnie z firmą, która handluje odzieżą reklamową, sama tworzy grafiki każdą metodą, ubiera firmy w całym kraju a nawet (uwaga wątek growy) realizowali zamówienie dla Paradox Interactive. Ale wszystko co oferujecie kosztowałaby u nich dosłownie połowę tego. A jeżeli do tego jest to DTF, to już w ogóle schowajcie się z tym :P
+1
najchętniej dałbym damianykowi, ale że nie chciał wygrać :P
Poza tym, ewidentnie zasługujesz na chociaż jeden głos :)

Fallout 76 (196+ godz.) - wróciłem do Wirginii Zachodniej, po blisko roku, trochę poszwendać się i spróbować sobie poprzypominać co tu się działo. Jakie tu jest sztywne robienie misji i jak ograniczona jest skrytka XD No ale mimo wszystko ma to "coś" co przyciąga.
Civilization VII (54+ godz.) - Machiavelli poprowadził Bugandę nieco na przekór drogą nauki, z trudem, ale jednak osiągając upragniony cel jakim był załogowy lot kosmiczny. Przy okazji sprawdzona mapa archipelagu - całkiem fajnie jest mieć swoje wysepki bez bezpośrednich sąsiadów.
La Fayette z kolei, prowadząc imperium francuskie, terroryzowany przez Dublin, Ternate i Wiedeń musiał zmienić swoją strategię na ostatniej prostej i dzięki eskadrze bombowców osiągnął zwycięstwo.
I kolejne z moich szybkich rozgrywek.
Kserkses Król Królów praktycznie bez oporów pokonał resztę świata ( w tym Edward Teacha ) zasługując na swój tytuł.
Filozofia Mistrza Konga doprowadziła Japonię na sam szczyt.
Katarzyna Wielka siłą dyplomacji zdystansowała wszystkich rywali.
Przetestowałem praktycznie wszystkie rodzaje map i jestem rozczarowany. Poza archipelagiem wszystko jest potwornie powtarzalne.
Po ostatnich zmianach pojawił się błąd - komunikat doradcy się nie wyświetla powodując blokadę gry ( wymagany zapis i wczytanie stanu ).
Ukończone:
Hellkind (52 min.) - to króciutki "symulator chodzenia" w atmosferze grozy. Ciekawa oprawa ( która jednak bardziej męczy niż cieszy ) oraz proste zadanka postawione na drodze do ukończenia. Niedopowiedziana treść i mało interesujący przekaz w trakcie ślamazarnej eksploracji. Mimo darmowości i "krótkości" (rozgrywka trwa od 6 min gdy chcemy zrobić wszystko na szybko i wiemy co gdzie leży do 35 min. gdy dodatkowo chcemy wszystkiego dotknąć i wszystko przeczytać). Odradzam.
Terror At Oakheart (3+ godz.) - pikselartowa gra grozy. Na początku przypominała mi Home, nieco chodzenia i zbierania, ale jednak jest tu też nieco walki i Bardziej Osobistych Starć Specjalnych. Gra rozwija się wraz z postępami dodając nowe elementy. Generalnie historia jest spójna i nadaje się na film, mimo wszystko mam mieszane odczucia. Jest boleśnie liniowa ( pomijając szukanie pluszaków ) wszystko ma ściśle ustaloną kolejność. Nie zawsze jest zrozumiała ( pierwszy kontakt z bronią, a ja nie wiem jak jej użyć ) no i też ma potencjał do irytowania ( punkt kontrolny w momencie gdy jesteś na skraju życia a za drzwiami czeka nieśmiertelny, który od razu atakuje ). Brutalnie Oszpeceni Specjalni Strażnicy są dobrze czytelni - finał zrobiłem za pierwszym razem. Do tego dochodzi Mr. Tops Murder Mayhem, które doda do czasu rozgrywki kolejne kilkadziesiąt minut, ale i to jest głównie mało czytelne i niedorobione ( zryw postać wykonuje jedynie w dwóch kierunkach mimo że tu już operujemy pełnym krzyżakiem ).
Above (1+ godz.) - darmowa gra z bardzo fajną mechaniką wspinaczki. Kontrolowanie rąk jest tu bardzo satysfakcjonujące. Jest wyzwanie, które wzrasta wraz z osiąganiem wysokości, ale jest też trochę niedociągnięć i trochę za mało głębi. Sama oprawa też bez fajerwerków.
Medic: Pacific War Playtest (48 min.) - część misji z kampanii i część trybu areny. Nie sposób odmówić pomysłu, choć mechanicznie jest bardzo growa i póki co bardzo zamknięta ( wszędzie ciasne korytarze, te same punkty odnawiania zasobów, brak skutków utraty własnego zdrowia ). Poza tym średnio to wygląda, miejscami doładowywane efekty. Mimo "realistycznego" podejścia do opatrywania, QTE są trochę niepasujące. O ile zaciskanie pasa ok, tak bandażowanie jako klikanie w odpowiedni moment? Wstęp w formie rysowanki-przerywnika fajny, ale opowiadanie historii w trakcie? Kicha. Niemniej obserwuję i trzymam kciuki.
Pid (19+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/pid/komentarze/z12eee#post0-16834912
Wednesdays (2+ godz.) - https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-wednesdays/z5100f17f

Wednesdays to powieść wizualna, która pod zgrabnym zabiegiem ( grą w budowanie parku rozrywki ) odkrywa przed Nami serię wspomnień dotyczących bardzo poważnego tematu jakim jest molestowanie dzieci. Całość jest odpowiednio wyważona w stosunku do tematu i możliwie jak najmniej wulgarna. Nie emanuje niepotrzebną bezpośredniością a mimo to jest odpowiednio silna w swoim przekazie. Bardzo dobrze informuje o swojej treści a także pozwala pewnych kwestii uniknąć. Nie zawodzi też pod względem artystycznym, choć oprawa audio nie jest zbyt wyrazista. Same wybory kolejnych kwestii czy sceny odgrywanych momentów również zostały urozmaicone, a to dodatkowo stymuluje Gracza w trakcie rozgrywki. Występuje tu trochę ograniczeń i wydaje mi się że nieścisłości, ale nie rzutują one aż tak na ostateczny odbiór. Trudno napisać, że się podobało, ze względu na poruszany temat, ale to przykład dobrze wykonanej pracy.
To mogło być coś fajnego, ale filmy robione na jedno kopyto, to nie jest coś co może nieustannie dawać "ten" efekt. Formuła jaką zaproponowali jest nudna i przewidywalna. Gdyby dobrze to przemyśleli, to mogli zaanonsować obecność tych "innych" już od pierwszego filmu tak, by widz miał na co czekać, by był ciekawy tego świata. Ja się nie dołożę do tej "tony pieniędzy".

WolfDale, mam jelenia.. tzn. renifera do zaprzęgu dla Mikołaja :D
Jak go odpowiednio napoisz, to może robić za Rudolfa ;)
Terror At Oakheart
Czy jeśli ktoś ma podobny to nie może być lektorem? Oczywiście że może być, taki człowiek bez problemu udowodniłby, że sam "wystąpił" w takim nagraniu.
Tu sprawa jest stosunkowo prosta. Człowiek zgłasza "kradzież głosu" czyli między innymi daje materiał dowodowy w postaci zgłaszanego nagrania i próbkę własnego głosu. Jeżeli te dowody świadczą o tym, że sprawa ma podstawę prawną (sędzia stwierdza zasadność wniesionego wniosku), to oskarżony (zakładając, że nie przyznaje się do winy) w procesie będzie musiał przedstawić źródło swoich nagrań. W przypadku pliku stworzonego za pomocą AI, zapewne pełną dokumentację procesu tworzenia rzeczonego materiału dźwiękowego. To zostanie zweryfikowane a ostatecznie będzie tak jak PCMREpic pisze w [3.2].
Ja raczej jestem pesymistą w temacie Steam Machine. Osobiście mi nie przeszkadza, niech próbują, ale wątpię bym kiedykolwiek się skusił na coś podobnego. Może jak ktoś tylko gra i ma stosunkowo słaby sprzęt, to tak, ale to jak abesnai napisał, raczej tylko wtedy, gdy cena będzie niższa niż złożenie kompa o takich parametrach. W innych przypadkach nie widzę sensu.
Jeśli to urządzenie się przyjmie, to siłą rzeczy zmusi producentów do optymalizacji swoich gier.
A możesz to jakoś uargumentować?
Odnośnie "bugów' się nie wypowiem, natomiast jeżeli jesteś graczem, dla którego treść jest ważną częścią rozgrywki, wczytujesz się w historię, nie omijasz notatek itp. to myślę, że warto je poznać. Gorzej że - o ile dobrze pamiętam - część z tych DLCków dodawała coś do podstawki, a że Ty już skończyłeś, to nie skorzystasz :/
Ale szczegółowo nie potrafię ocenić który dodatek był "lepszy", wszystko mam w pamięci zmieszane w jedno.
Nie mogę zrobić screena nie wiem czemu
Przez nakładkę GOGa to rozumiem, bo sam mam z tym problem (zgłaszany i nierozwiązany), ale [PrtScn] / [Windows]+[PrtScn] / [Alt]+[PrtScn] też Ci nie działa?
Trudno powiedzieć. Mój ostatni sezon jeszcze w miarę regularnie obserwowany (a przynajmniej sprawdzane wyniki na bieżąco) to 2020/2021.
Choć już wcześniej uznałem, że coś się kończy, że niema takiego postępu jak było po Małyszu. A bez kolejnych, nowych, regularnie punktujących skoczków, trudno utrzymać zainteresowanie sportem, którym samemu się nawet niema za bardzo możliwości bawić. Nawet nowi zagraniczni skoczkowie jakoś mało sympatyczni żeby zatrzymać przy tym sporcie. Nie wiem jak jest obecnie, ale te wszystkie zmiany przepisów, te cyrki ze strojami, zmiany wysokości belki, punkty dodawane/odejmowane za wiatr itd. to wszystko zaczęło za bardzo mieszać widzowi i mam wrażenie, że właśnie tego typu zagrania były tym głównym powodem, dla którego coraz mniej mnie ciągnęło. Ale pewnie jak się ktoś nowy pojawi to i fala zainteresowani wróci.
Pid to na początku zwykła platformówka, całkiem estetycznie wykonana. Z każdym etapem coraz więcej elementów co wychodzi dobrze - nic co by znawców gatunku zaskoczyło. Same sekrety niestety nie dają frajdy, bo np. trzeba wyskoczyć poza obszar widziany w kadrze by cały obraz się przesunął odsłaniając platformę lub spaść w tą jedną przepaść przyciskając się przeciwnej ściany by trafić na występ lub zauważyć pojedynczy blok obok którego jest skryta i ciągle zasłonięta wyskocznia - rozczarowanko. Z czasem gra staje się męcząca, łączy mnóstwo mniejszych elementów i niby pozostając w obrębie ciągle tego samego wyczerpuje. Ma kilka bardzo ciekawych pomysłów, plansze są super-różnorodne, ale jednocześnie nie zawsze dają frajdę (np. prowadzenie światełka w ogarniętym mrokiem labiryncie najeżonym kolcami). Bezduszne Osobniki Stawiające Się są git, czytelne i dobrze wkomponowane. Całość jest prosta gdy patrzysz tylko gdzie jest wyjście, ale jak masz ochotę poeksplorować, to staje się bardzo wymagająca. Pojedyncza rozgrywka powinna zająć do ok. 8 godzin ( grałem dwukrotnie i za każdym razem finał osiągnąłem w 8 godz. +- 15 min. ). Odradzam przede wszystkim Łowcom osiągnięć, a fanom łamigłówek środowiskowych zalecam zażywanie w porcjach i po dużej dawce melisy ;) Chciałbym móc to ocenić wyżej, ale ile się tu na wk!@#$%^em przez sztywne etapy, brak pewności w pozycjonowaniu Kurta i to nawet po 10 godzinach z grą czy "luzy" w reakcji na Nasze działanie, to moje!
Żeby stworzyć fajną topkę bez kontrowersji, warto pierw określić co to znaczy, że gra jest detektywistyczna czy co określa jej "najlepszość".
W każdym razie, ja tu tylko wspomnę grę, która była jednym z największych pozytywnych zaskoczeń mojego 2024 roku (gra z 2023), coś co można ograć za darmo na steam: Eye 4 Eye
O! Ignition, niezapomniana gra :D (jak pewnie setki innych ;P )
A to skoro już tak wspominamy ścigałki, to jeszcze dorzucę jeden tytuł, który właśnie odgrzebał mi się w pamięci i też pasuje do treści tego wątku: Big Red Racing, ależ to było wesołe :D
Ja się nie śmieję z tematu. Sam przeżyłem trzy pożary sąsiadów (dwóch z naprzeciwka a trzeci zza rogu). Raz ogień był tak wysoki, że zajął dekoracyjną elewację kolejnego (czwartego) sąsiada, budynek spłonął doszczętnie, zostało dwie opalone połówki ścian zewnętrznych a zaczęło się od niedopałka. Także wiem co to znaczy. Inna kwestia, że mieszkając w domku bez bezpośredniego kontaktu z innymi, zagrożenie mogę stworzyć sobie w zasadzie tylko ja (w sensie domownicy i odwiedzający) a i to raczej nie pozbawiłoby mnie całego dobytku (ze względu na układ pomieszczeń, zabezpieczenia instalacji, wykorzystane materiały budowlane itd.).
O krokach dalej (choć to też jest mądre i rozumne) wydaje mi się, że nikt w nagłej sytuacji nie myśli...
No i właśnie dlatego zasugerowałem, żebyś pomyślała (czy ktokolwiek faktycznie zainteresowany tematem) o tym teraz gdy tego zagrożenia niema i gdy chodzą Ci po głowie takie rzeczy. Zawsze lepiej wiedzieć co i jak, a nawet jak ta wiedza się zdezaktualizuje lub nigdy nie zostanie wykorzystana, to wiele Ci to nie zaszkodzi.
Nie wiem za bardzo jaki masz w tym cel, więc podrzucę Ci taką jedną, starą grę z dzielonym ekranem.
Lotus III: The Ultimate Challenge
Ja mam najważniejsze dokumenty w jednym miejscu, ofoliowane i stosunkowo łatwo dostępne ( jak się wie gdzie są ;) ). Podobnie "trochę gotówki" ( nie będę pisał ile, ale na pewno więcej niż się nosi w portfelu ). Ale nie zrobiłem tego na "wszelki wypadek", po prostu lubię mieć porządek i nie lubię chodzić non stop do bankomatu a z gotówki korzystam najchętniej.
Czy mimo to, jestem "preppersem"?
Można też zadać sobie inne pytanie! Co faktycznie zrobisz, gdy realnie dotknie Cię takie zagrożenie? Czy zachowasz zimną krew i będziesz działał/działała przewidująco i rozważnie?
Jeżeli faktycznie chcesz się przygotować na takie ewentualności, to lepiej pomyśl o kilka kroków dalej. Jak mogą wyglądać Twoje kolejne dni po utracie dobytku życia. Poczytaj jakie formalności Cię czekają, jak wygląda realizacja zobowiązań ubezpieczeniowych, gdzie znajdziesz bezpieczny nocleg czy gdzie schronisz resztkę dobytku.
każdy chciałby go spotkać, zrobić sobie z nim zdjęcie, ludzie szaleją jak go widzą … Co w nim jest takiego ponad ludzkiego
Ja nie chciałbym Go spotkać, nic by mi to w życiu nie zmieniło. Nigdy nie chciałem sobie robić zdjęć z ludźmi uważanymi za sławne, nie rozumiem tego, to tacy sami ludzie jak my, co my o nich tak naprawdę wiemy? Jedynym piłkarzem w historii futbolu, który mnie kiedykolwiek żywo fascynował, czytaj mój piłkarski idol, to Roberto Carlos, ale nawet z nim nie potrzebowałm zdjęcia, a uścisk dłoni.
Ale wracając do CR7, to we wczesnych etapach kariery mocno postawił na profesjonalizację i to w każdym elemencie, od ścisłej diety i rygoru treningowego, inwestowanie zarobionych pieniędzy w biznesy czy wizerunek. Mądrze tym zarządzał. Jako człowiek ponadprzeciętnie pracowity też mający duże mniemanie o sobie po prostu dał radę. Ale no miał też do tego, stopniowo coraz to większy, sztab ludzi, więc też nie jest to sukces jednostki, choć ewidentnie On nie jest tylko twarzą tego sukcesu. Wiedział co chce osiągnąć i do tego dążył - dalej to robi. Co jest w nim takiego szczególnego? Wszystko i nic :P
Wczoraj dostałem szansę obejrzenia filmu i niestety nie jest dobrze. Ale odniosę się tylko do kilku stwierdzeń poruszonych w tej recenzji.
Jakbyśmy byli w głowie bohaterki, która na pewnym etapie jest niemalże w amoku.
Wręcz przeciwnie. Już po piętnastu(?) minutach, kiedy pojawiają się wyraźne sugestie dwoistości (a w zasadzie to "wieloistości") filmu, obraz traci perspektywę bohaterki, całość ogląda się z zupełnie biernej, wygaszonej perspektywy. Obraz sprawia że bardziej próbujemy łączyć kolejne, chaotycznie wrzucane sceny w jakąkolwiek sensowną całość niż przeżywać te potworne emocje.
Na pewnym etapie ani ona, ani widz nie wiedzą już, co tak właściwie jest prawdą, a co tylko urojeniem
Widz ma wrażenie, że nic nie jest prawdą i wszystko może się zaraz zmienić żeby pokazać coś jeszcze raz, ale trochę inaczej. To przeradza się bardziej w seans krótkich scen tematycznych o wątpliwej ciągłości zdarzeń. Jedna z ostatnich scen mocno sugeruje, że były tu tylko dwie "linie", ale w trakcie seansu, cały ten miszmasz sprawiał wrażenie co najmniej czterech różnych kierunków rozwoju sytuacji z punktu startowego.
Widz czuje, że wpadł wraz z główną bohaterką w pułapkę, z której nie potrafi się wyrwać.
Miałem ochotę wyjść z tego seansu.
(:
Szczerze? Gdyby nie zobowiązania, to opuściłbym salę. Ale nie tylko przez bezpośredniość, brutalność i wulgarność. Przez cały film mamy nieustanne anonsowanie zdarzeń. Co chwilę są sceny nieobejmujące głównych bohaterów, które są tak mało subtelne, że widz już wie co się wydarzy, oczekuje tego i niestety się doczekuje. Ten film niczym nie zaskakuje, poza, mam wrażenie, chaosem w montażu.
Smarzowski zbliża doświadczenie kinowe do rzeczywistego doświadczenia przemocy tak bardzo, jak to tylko możliwe. A przecież taki właśnie był jego cel – żeby uświadomić tych, którzy nigdy czegoś takiego na własnej skórze nie doświadczyli, nagłośnić temat przemocy domowej..
Bracie, problem w tym, że rzeczywiste doświadczenie przemocy domowej odbywa się za zamkniętymi drzwiami - to jest ten czynnik, który powoduje, że zachowania, które Smarzowski tak bezceremonialnie wszystkim wyłuszczył, tak bardzo osoby pokrzywdzone tłamsi. Reżyser ani na trochę nie zbliżył się do rozpoznania problemu i długofalowych jego efektów, on wyciął trochę ze środka i skomasował to na, w zasadzie, pojedynczym przykładzie.
.. i doprowadzić do dyskusji.
Taaa. Sam nie poruszasz w swojej recenzji tego tematu, nie dajesz świadectwa kierunków, na które Reżyser skierował widza. My, wyszliśmy z sali kinowej w milczeniu, ale nie dlatego, że tak nami wstrząsnął, a dlatego, że nikt nie chciał zacząć rozmowy od rozczarowania i ostatecznie zamiast o przemocy jako takiej, większość oceny poszła w technikalia.
Jakoś mi umknął ten news.
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że miniboss jest z definicji prostszy. To raczej od Nas zależy jak rozczytamy daną sytuację. Pamiętam choćby Lords of The Fallen, w którym część zwykłych przeciwników długo sprawiało mi problemy na przestrzeni całej rozgrywki i których unikałem a jednocześnie co najmniej trzech z bossów kładłem za pierwszym podejściem. Ale fakt, Fencer był w zasadzie na początku, więc stopień wyzwania był (za)wysoki i jak się przeszło dalej, to głupio było wracać, niemniej ja wróciłem i dałem radę za którymś razem.
A Generał Lothaire nie był źle zakodowany czy niesprawiedliwy, po prostu wymagał kilku podejść (u mnie 4). Pierwsza faza była wręcz śmiesznie prosta i pozwalała wyczuć dystans oraz arenę, ale druga zaskoczyła (mimo że się spodziewałem) i jednak wymagała korzystania ze zbieranych do ekwipunku rzeczy.
włączania komputerów biurowych, łączenia się z VPN czy logowania się do aplikacji biznesowych ... zwykle zajmowały ok. 30 minut dziennie
Pół godziny dziennie?! Wiele różnego "ciężaru" projektów przerobiłem, wiele stanowisk miałem okazję wykorzystywać, ale nigdy bym nie pomyślał, że ktoś musi czekać pół godziny zanim będzie mógł w ogóle rozpocząć faktyczną pracę. Gdybym tak miał, to zamiast pozwu po nie wiadomo ilu miesiącach, złożył bym wypowiedzenie po tygodniu czy dwóch.

Drogi Mikołaju,
odkąd wyszliśmy z krypty nie widziałem śniegu. W tych warunkach trzeba sobie radzić, więc stworzyliśmy maszynę do robienia śniegu w kształcie bałwana. Mam nadzieję, że nagrodę, wiejskimi drogami, zabierzesz do mojego domu, do miejsca do którego należy, do Zachodniej Wigirnii :)
Fallout 76
Uuu, to twardziel z Ciebie. Jak ja go zobaczyłem, to kazałem towarzyszom brać nogi za pas.
Zgadzam się, że coś drgnęło. Zgadzam się też, że widowisko oglądało się dobrze (do pewnego czasu w pierwszej połowie i momentami).
Ale czy tu mieliśmy więcej biegania niż wcześniej? Nie powiedziałbym! Szczególnie to było widać jak Nasz skrzydłowy wychodził i jedyną opcją był zostający z przodu Lewy :| Bardziej zwróciłbym tu uwagę na sukcesy w zatrzymywaniu ofensywy Pomarańczowych i to raczej kwestia ustawienia i dobrych decyzji a nie "czystego" biegania.
Mecz zdecydowanie nie był wyrównany i gdyby Pomarańczowi mieli lepiej zgraną ekipę oraz trenera z mentalnością zwycięzcy, to mielibyśmy problemy.
Nie zgodzę się też, że bramkarz jest bez winy, bo to jednak On wyszedł do piłki której nie sięgnął - to jest ewidentny błąd Grabary (zresztą nie pierwszy taki, niestety).
Ale summa summarum było okej z nadzieją na więcej.

Nawet wczesniej: ... statsy pokazujace postep (np. ilosc odkrytych sekretow)
Dokładnie.
100% a niekiedy nawet więcej :D
Jeżeli gra jest fajna, na ciekawe mechaniki, angażuje cokolwiek umysłowo lub jest zwyczajnie króciutka, to wtedy chętnie popatrzę na osiągnięcia i pogram jeszcze raz, uwzględniając wykonywanie tychże, ale zazwyczaj wcale nie zwracam na nie uwagi aż do końca pierwszej rozgrywki. Dodatkowo, co do zasady, jeżeli gra ma zablokowany najwyższy stopień trudności a wymaga jednocześnie przejścia gry na tym überpoziomie, to uznaję że nie warto i odpuszczam sobie. Wyzwania czasowe czy punktowe chętnie próbuję, ale jeżeli czuję, że jest to zbyt wyżyłowane, to również się nie męczę. Nie przywiązuję wagi do tego, raczej traktuję je jako ciekawostkę czy wskazówkę, które nieraz mogą pokazać co ominąłem podczas "mojej" rozgrywki.
Ostatnio w zasadzie tylko Firefox, Opera i Chrome i nie zauważyłem żadnych problemów ze stroną GOLa, które wskazują na problem z daną przeglądarką. Obecnie jedyna niedogodność ogólnie, to sporadyczny brak odświeżenia przy dodawaniu posta. A co do działania, to działa szybko. Niema co narzekać :P
Jeżeli dziewczyna nie ma większego doświadczenia w grach, to zacząłbym od czegoś prostego (ale nie bardzo prostego), czegoś co pozwoli Jej zrozumieć pewne zależności między elementami gry a Tobie pokaże jak dziewczyna kombinuje, czy realnie ma z tego zabawę i czy potraficie przegrywać :P
Ja bym zaproponował Ekosystem. Przyjemna oprawa i tematyka też nie kosmiczna, więc powinna się dziewczynie podobać. Trochę zależności, na koniec trochę matematyki - no generalnie fajna gra na początek zabaw na stole.
Dosłownie przed chwilą taka sama sytuacja:
- Wątek:
https://www.gry-online.pl/forum/screeny-z-gier-70/z6100b8f5#post0-16828932
- Post:
[56]
- Przeglądarka:
Firefox

Zorganizowałem romantyczną kolację w pokoju hotelowym, ale dziewczyna na ten widok dostała szału. Nie wiem co ją ugryzło?!
Dead Island 2
dlaczego w takim razie nie zaproponujesz zamiast monochromatycznych prostych w formie ilustracji samego tylko teksu. Wszak gra tekstowa jeszcze bardziej rozbudowałaby Twoją wyobraźnię
Dlatego, że nie jest moją rolą proponowanie Twórcom jak chcą osiągnąć swój cel. Jakbyś nie zauważył, nie krytykuję w żaden sposób tego jak Twórcy podchodzą do tematu. Przyjmuję to takim jakie jest i cieszy mnie to, że są tacy ludzie, którym się chce to robić. Obecnie, wydaje się to na tyle estetyczne i czytelne, że za nieporozumienie uznaję zarzuty podobne do Twoich. Dopiero jak zagram, będę w stanie rzetelnie ocenić jak strona wizualna wpływa na mój odbiór, jak z całą resztą koresponduje.
Ja, do tej pory, mam mnóstwo frajdy z "czytanek". Może ostatnio więcej czasu spędzam w (nie)zwyczajnych sesjach przy stole i zwykłych książkach niż przy paragrafówkach, ale jakby ktoś łaskawy podrzucił mi grę książkową, to bardzo chętnie skorzystam, bo owszem, lubię kreować postacie i miejsca akcji w swojej głowie. Czy to jest aż takie dziwne żeby sobie ze mnie drwić?
Z 2006 roku to zdecydowanie wyróżniłbym Marvel: Ultimate Alliance. Jako fan komiksów nie mogłem się nacieszyć grą, w której jest tak wielu, zarówno dobrych jak i złych. Do tego można było zagrać w kooperacji. Dla mnie bomba!
Poza tym warto byłoby chociaż wspomnieć o Scarface gdzie po niezwykle intensywnym filmie, i nieco trochę wbrew niemu, na nowo musimy budować swoje imperium oraz o The Godfather, które, w podobnym zresztą klimacie, pozwala Nam piąć się ku szczytom mafijnej hierarchii.
Ja zauważyłem taki przypadek tylko w następującym zestawieniu:
- Wątek:
https://www.gry-online.pl/forum/w-co-gracie-aktualnie-6/zcfe1dff?PAGE=1#post0-16826769
- Post:
[195]
- Przeglądarka:
Firefox
cała reszta dodawana była normalnie.
nie działa na wyobraźnię
jej grafika nie pobudza zdolność do tworzenia mentalnych imaginacji świata, skojarzeń czy w ogóle jakiejkolwiek emocji
nie są specjalnym bodźcem dla wyobrazi i własnej imaginacji
Współczuję (poważnie!). Wyobraźnia wcale nie wymaga szczegółowości a wręcz przeciwnie, dla wyobraźni im mniej tym lepiej!
To wyobraźnia uzupełnia braki i wypełnia treścią niedopowiedzenia. To dzięki wyobraźni takie dajmy na to Wizardry 6 były niezapomnianą przygodą mimo że wszędzie dookoła oczy widziały szare kamienne ściany. To dzięki wyobraźni każda sesja papierowych erpegów jest pełna emocji i wciąga a do tego jest spójna dla wszystkich Graczy mimo, że nie masz przed sobą żadnych obrazów poza tymi, które sam sobie w głowie wyobraziłeś na podstawie opisów Mistrza Gry.
Nawet obudowa biała która nie jest plastikowa, z czasem się odbarwi itd?
Może kwestia czyszczenia, ale nie widziałem jeszcze u nikogo kilkuletniej bieluteńkiej obudowy i sam nigdy takiej nie potrafiłem utrzymać :(
Co do np kurzu, brudu, to chyba na czarnym to bardziej jednak jest widać.
Nie no, nie żartuj XD Na czarnym co najwyżej kurz widać a na białym wszystko inne, ale zakładam, że utrzymujesz porządek na tyle żeby nie osiadał. Każda ryska/odprysk, wszystko co nie jest białe od razu rzuca się w oczy na białej obudowie a o plamkę czy to z kropli napoju czy jakiegoś pisaka, którym zahaczysz przypadkowo, nietrudno ( zależy jak umiejscowisz budę, ale zakładam że na widoku, bo inaczej po co się zastanawiać :P ). Ślad po zatłuczonym insekcie może zostać na wieki wieków ( znam taki przypadek :/ ).
Jak masz "jaja" to polecam sobie samemu coś odmalować, najlepiej kolorowego i swojego ;)
czy jest okej, praktyczny, czy ten kolor z czasem "nie żółknie"
Taka obudowa jest jak najbardziej okej, na pewno ładniej się prezentuje niż "czarnuch" ALE jest zupełnie niepraktyczna, bo każdy syf na tym widać, kolor ( w zależności od tworzywa z którego jest wykonana i miejsca w którym stoi ) dosyć szybko się zmienia (szarzeje, żółknie). Generalnie nie polecam.
W Civ VI akurat sobie odpuściłem, nie grałem więcej niż kilka godzin, więc nie wiem jak to wyglądało, ale skoro faktycznie była taka blokada, to niewątpliwie Civ VII pod tym względem rządzi ;)
Songhajów sprawdzałem w kampanii militarniej, więc umknęła mi ta premia do Floty ':)
Co do Piratów, to faktycznie brzmi intrygująco, poczekamy zobaczymy.
Póki co mam jeszcze spoko do sprawdzenia a i tak prawdę powiedziawszy jakoś nie ciągnie mnie do kolejnych kampanii, choć jak już usiądę to 2 godzinki zlatują od tak XD
No cała ta dyplomacja jest śmiechu warta. Ustalone na starcie cechy pożądane potrafią utrzymywać względny pokój bez ingerencji, ale jak robisz coś nie w duchu jakiegoś lidera, to choćbyś nie wiem jak się starał zaraz dostaniesz -XX do relacji bo tak. Ja też mam ciągle to samo, gdy staram się rozgrywać pokojowo, to dwie strony zabiegają o moją pomoc, nagle traktaty handlowe, umowy technologiczne, cuda na kiju tylko po to żeby doszło do sojuszu i wymuszenia sytuacji w której pomagam w wojnie lub zrywam dopiero co ustalony sojusz - no kabaret XD
Odnośnie floty skarbów to Pachiacuti, a w zasadzie Inkowie rządzą, bo generują po dwa skarby z miast wykorzystujących góry i wtedy to praktycznie samograj się z tego robi. Tak jak Mississipijczykami na styk udało mi się osiągnąć cele ścieżki handlowej tak w erze eksploracji Inkami zdominowałem cały świat na tyle, że w ostatniej erze tylko patrzyłem jak to chodzi!
Nie zgadzam się z Twoją opinią.
Mam wrażenie, że zbyt wąsko patrzysz na temat. Pamiętam chociażby taką gierkę jak Return Fire, która w swojej podstawowej formie była bardzo ograniczona i w zasadzie krótka, ale była na tyle wciągająca, że grałem w nią na okrągło, co przełożyło się pewnie na dziesiątki godzin. Podobnie Bood Magic i pewnie wiele innych tytułów z przed ery Steama. Ty natomiast, zdaje się, nie zauważasz faktu regrywalności, tego że ktoś może po prostu lubić "nic nie robić" w danej grze, a przecież jest on kluczowy w mierzeniu czasu jaki się poświęca danemu tytułowi. Może być też tak, że mylnie definiujesz jakość. Dla mnie realny czas spędzony w grze jest istotnym czynnikiem, który musi mieć swój wpływ na ostateczną ocenę.
The Children of Clay jak najbardziej polecam, świetny klimat i fajny finisz mimo zachowania prostoty, ale Wayward Harbor było dla mnie rozczarowujące, bo mimo ciekawego pomysłu, mechanika "złego" i związane z nim restarty nie pozwoliły mi się ani cieszyć, ani pozostawać w stanie niepewności. Zbyt szybko zmieniło się w grę "zręcznościową".
Z fajniejszych gierek wprowadzających niepokój dodałbym Wretched Depths. Gra subtelnie dokłada przez całą rozgrywkę elementy, które realnie potrafią Nam zjeżyć włos.
Zachęcony artykułem ograłem Hellkind i muszę przyznać, że bardzo się zawiodłem. Owszem, oprawa jest niecodzienna, ale obietnice strachu czy nawiązania do galisyjskich legend nie zostały dotrzymane :(

Civilization VII (48+ godz.) - Fryderyk w końcu objął Imperium Pruskie i dążył do dominacji militarnej. Blitzkrieg spowodował, że wszystkie znane nacje założyły sojusz przeciwko Prusom i tak rozpoczęła się wojna totalna, "Niemcy" kontra reszta świata. Po odpadnięciu kilku krajów, ostatecznie w 1848 roku, Fryderyk dał zielone światło Operacji Bluszcz.
Pachacuti poprowadził gospodarczą krucjatę. Pierw Missisipijczycy, potem Inkowie a na koniec Amerykanie. Summa summarum Pachacuti osiągnął zakładany cel i otworzył Bank Światowy.
Przystąpiłem do serii szybkich rozgrywek w celu sprawdzenia różnorodności map i liderów.
Trung Trac / Japonia Meiji - cel totalna destrukcja (sprawdzenie najszybszej rozgrywki w formacie walki zaczynając od ostatniej epoki). Nie ma to żadnego sensu, bo startowe wyrównanie sił, to zbyt wysoki próg wejścia gdy nie prowadziło się działań taktycznych we wcześniejszych epokach. Reset i dominacja Technologiczna :'(
Tecumseh mimo agresji militarnej ze strony sąsiadów powiódł Meksyk ku zwycięstwu.
Oktawian August ostatecznie stając na czele Francji odparł nieustające ataki agresywnych państw-miast i osiągnął ostateczny sukces.
Po ostatniej aktualizacji zarządzanie dystryktami jest dużo czytelniejsze, ale nadal jest wiele problemów, przez które niespecjalnie mnie ciągnie do tej gry ( choć jak już odpalę to dwie godzinki zlatują od tak ).
Wartales (164+ godz.) - pochowanie dwójki wiernych zwierzaków, kolejna przewalanka wygrana. Proces odziewania w akhedyjską stal jednak się wydłużył, ale przy okazji drużyna zebrała już cynabaryt na cztery zestawy. Zrobiłem też rekonesans przed przygodą na morzach/wyspach Belerionu, ale pierw wyczyszczę stały ląd. Krupp - czempion Drombach - padł.
Ukończone:
Underminer (1+ godz.) - prosta, krótka ale wciągająca gierka o podziemnej przygodzie za sterami maszyny drążącej. Trzy wskaźniki ograniczające Naszą swobodę, trzy przedmioty ułatwiające, trzy części tunelownicy do ulepszania, żyły i skupiska złóż służących za walutę, kilka płynnie powiązanych i czytelnie rozdzielonych etapów a to wszystko w bardzo dobrze zbalansowanej "pętli" gry. Do tego byle jaka fabułka i głupoty, raczej mdła oprawa dźwiękowa. Generalnie spoko i wciągnąłem na raz :)
Valor Mortis Playtest (2+ godz.) - Wrażenia opisałem tu: https://www.gry-online.pl/forum/valor-mortis-playtest/z61009ca8
Fajnie że zrobiliście coś w innym systemie, ale szkoda że bez walki. Narrator zbyt pobłażliwy :P
Zaskoczyło mnie, jak bardzo w bohaterach czuć tych z "podstawowej kampanii", myślę że grupa aktorów dysponuje dużo większym wachlarzem możliwości, co? :P
Miałbym trochę innych uwag, ale tym razem powstrzymam się, bo zwyczajnie kibicuję Wam :)
Fajnie, że Wam się chce, liczę na kolejne odcinki specjalne i kolejne systemy. Na pewno kiedyś obejrzę.
Chciałbym też kiedyś zobaczyć Mistrza Gry w roli Gracza ;)
DLC są lepsze niż podstawka, ale tylko dlatego, że cała gra opiera się na okropnej powtarzalności. Niby jest sporo dzielnic i w każdej jest nieco inny biznes do rozbicia i przejęcia a jednak ciągle w kółko robi się to samo. "Sekta" ma fajne momenty i bawi się tempem dzięki momentom "śledztwa", ale niestety też uwydatnia kiepską SI, schematyczność walk itd.
W 100% zgadzam się z grish_em_all. Pomysł jak najbardziej na plus, ujęcia też git, ale no prezentacja tego dzieła absolutnie nieudana. W zasadzie tylko do detalu (górne prawe) nie mam zastrzeżeń. Ale nie poddawaj się, jest w tym potencjał :)
A dla mnie monochromatyczność jest właśnie tym co bardziej mnie ku tej grze przyciąga, choć zgadzam się z opiniami, że opcja włącz/wyłącz kolor byłaby najlepszym wyjściem.
Agent Tethers z "departamentu badań łamigłówek" i jego przygody to jedna z ciekawszych i bardziej zapadających w pamięci przygód. Rysunkowa oprawa świetnie wzbogaca klimat, potęguje strach, pogłębia w niepokoju ale i podkreśla humor którego w tej produkcji nie brakuje. Głównym czynnikiem utrzymującym śmiałków w niepewności przez całą tę zagadkową misję jest prowadzenie narracji. Odpowiednio przemyślana kolejność zdarzeń, ekspresyjne animacje oraz stosowna oprawa dźwiękowa nadają produkcji właściwie wyważone tempo, a graczom pełną przeżyć historię. Łamigłówki mają różny stopień trudności i są zadowalająco zróżnicowane, choć niekoniecznie dobrze korespondują z prowadzoną akcją. Historię tego agenta z mało eksploatowanego "departamentu badań łamigłówek" musimy poznać, koniecznie zachowując kolejność gier - dzięki temu historia będzie kompletna. Obie części są równie dobre.
Świetna gierka z historią pełną emocji przez które na długo pozostaje w pamięci. Agent Tethers rządzi!
Też mi się nie podoba, ale na coś się trzeba zdecydować. Lepiej na sytuacji stykowej odgwizdać spalonego niż nie uznać prawidłowo zdobytego gola podczas finałów Mistrzostw Świata.
Ostatecznie też wyniku te decyzje nie wypaczyły więc tym bardziej Hala Madrid!
Link do nowej części masz pod pierwszym postem poprzedniej części. Też osobiście wolałem to w formie ostatniego posta, bo ładnie zamykało wątek, ale nie ma co wybrzydzać :)
Jak wolisz. Moim zdaniem lepiej jest wymaksować DEX żeby trafiać (za mniej ale jednak trafiać) niż posiadać przemocne uderzenia, które rzadko co lądują :P
A nie lepiej samemu się przekonać co i jak w grze działa? Czy zawsze zanim zaczniesz jakąś grę wertujesz poradniki żeby już od pierwszych minut jak najlepiej wykorzystać zaimplementowane mechaniki?
Ale jakbym miał coś poradzić to o ile oczywiście dobrze pamiętam, tam były spore ograniczenia co do rozwoju statystyk i chyba lepiej było zacząć od maksowania DEX przed STR.
Szkoda, że nie skonfrontowałeś tej sytuacji z nauczycielem i nie dołączyłeś do tego tematu Jego perspektywy.
Sugeruję więc rozmowę z tym nauczycielem, jeżeli dalej będziesz miał problemy zgłoś sprawę (złóż skargę) do dyrekcji szkoły a jak to Ci nie pomoże, to możesz skierować sprawę do kuratorium. Pamiętaj jednak, że jeżeli zależy Ci na dobrej edukacji Twoich dzieci, to musisz im poświęcać czas i omawiać tego typu sytuacje, bo czy chcesz tego czy nie, na tego typu "patologie" Twoje dzieci i tak będą trafiać.
Podobnie jak Fyrdraka, lubię sobie wzmocnić wrażenia i gdy akcja gry rozgrywa się w konkretnym miejscu, to włączam język zgodny z tym miejscem ( o ile jest ), jak nie ma, to polski ( o ile jest ) albo angielski.
Nie wiem jak to jest rzeczywiście, bo jeżdżę może kilka razy w roku. Mnie to nigdy nie przeszkadzało, ale nigdy też nie wybierałem "gorszego miejsca" jadąc Klasą 1. Z drugiej strony, działanie stronki oceniam fatalnie, więc jakbym miał kilka razy przechodzić pomiędzy tymi opcjami bo dla wybranej klasy nie ma miejsc, to nie wiem czy by mi się chciało :P Kiedyś w cenie biletu były np. darmowe posiłki, więc może ten lub jakiś inny benefit mimo "gorszego miejsca" dalej obowiązuje? Nie mam pojęcia, ale jeżeli faktycznie cena jest determinowana wyłącznie na podstawie wyboru opcji klasy a nie wybranego miejsca, to powinieneś to zgłosić.

Chodzi Ci o taką sytuację? -->
Jeżeli tak, to sprawdź cenę biletu! Jeżeli nie będzie ona zgodna z Klasą przypisaną do miejsca to po prostu to zgłoś a najlepiej nie wsadzaj się sam na takie miny, i wybieraj świadomie, bracie :P

Najlepsza buda w mieście - pączki nadziewane napalmem ;)
Wolfenstein II: The New Colossus
Dla mnie naturalnym jest, że mając możliwość poparcia jakiegoś komentarza MUSI być równoważna możliwość sprzeciwu, a zatem łapki w górę i w dół w moim przekonaniu powinny dalej być dostępne. Osobiście jednak zawsze wolałem pójść o ten jeden krok dalej i mieć jawne informacje na temat ilości plusów, minusów (a nie sumy jak było) a do tego kto jak zagłosował.
Niemniej, chciałbym zauważyć, że nadal można wyrazić swoją dezaprobatę dodając odpowiedni komentarz z emotką łapki w dół.
Zgadzam się, że jest to kwestia czysto biznesowa, ale Twoje przedstawienie tematu nie jest do końca poprawne. Szastasz liczbami miliona złotych w lokalizację, żeby sprzedać np. 5-10% więcej (czyli ok. 5-10 tysięcy kopii) które na dobrą sprawę nie mają realnego pokrycia, niech Twórcy sami to policzą i zdecydują.
Poza tym mam wrażenie, bazujące na obserwacjach z prowadzonych projektów, że w społeczeństwie wzrasta liczba młodzieży dewaluującej znajomość języka angielskiego (choć z drugiej strony wzrasta też przeciętny poziom znajomości) a co za tym idzie zwiększa się liczba osób oddalających decyzje o zakupie tytułów bez polskiej lokalizacji (tym bardziej gdy studio jest polskie). Czy tego chcesz czy nie, lokalizacja JEST jednym z czynników, które gracz bierze pod uwagę przy zakupie.
Niemile zaskoczenie, gdy probuję wejść do wody - ginę...
Gwoli sprostowania, wchodząc do wody ( też musiałem to sprawdzić :D ) wracamy na brzeg nic nie tracąc. No chyba że Ty miałeś inaczej?!
Dekapitacja i fizyka ciał - spoko ale czasami przesadzona
Zdecydowanie się zgadzam. Pierwsze starcia gdy robiłem tylko parowanie i atak było bardzo satysfakcjonujące i tego nie odczułem. Potem zacząłem ciachać otwarcie i dosłownie zaczęła się rzeźnia co chociażby mocno kontrastuje z całym otoczeniem gdzie leży setki ciał bez tak makabrycznych rozczłonkowań.
To i ja coś dorzucę:
- Gorky 17 (normalna turówka a nie te skradankowe, które swoją drogą też miały swój urok, no ale to nie to)
- Murdered: Soul Suspect (niekoniecznie sztywna kontynuacja, ale coś powiązanego o podobnej rozgrywce)
- Anachronox, Dink Smalwood, Reventant...
w sumie to za dużo jest takich gier które dobrze wspominam.
nie koliduje z kodowaniem poziomów, animacji czy implementacji innych mechanik
No jednak trochę koliduje. W różnych językach różne kwestie trwają różny okres czasu. Przy rozbudowanych projektach praktycznie każdy element trzeba dopiąć na nowo. Sprawdziłem Playtest i tutaj jest całkiem sporo elementów bazujących na kwestiach wypowiadanych. Mamy zarówno kwestie wypowiadane podczas "zwykłej eksploracji", mamy miejsca "wspomnień" które się wywołuje, jest też rozmowa z inną postacią, są przerywniki. Więc żeby zrobić to jak należy, to wcale nie jest takie proste żeby tylko podmienić ścieżki z [ENG] na [PL].
Ale zgadzam się, że w przypadku takich studiów jak Bloober czy One More Level, które kilka dobrych milionów na swoich gierach zarobiły, to od nagrania polskiej wersji dialogów na pewno nie zbankrutują
Zdaje się, że zupełnie nie bierzesz pod uwagę tego, że część Golasów ma dostęp do gier przedpremierowo czy na innych warunkach niż - posługując się Twoim słownictwem - "biedacy", niejednokrotnie żyjąc z tego. Podobnie zamiast sprawdzić kto te wszystkie premiery ogrywa, czy to jest jedna i ta sama osoba/osoby, to wrzucasz wszystkich do jednego wora - jak to się mówi, słabe to!
Co Cię tak na prawdę frustruje w tym, bracie? Że Ty tak nie możesz?

Ograna całość w niecałe 2 godzinki. Generalnie strasznie wąska. Z mięsem armatnim walka jest śmiesznie prosta, w Bardziej Osobistych Starciach Specjalnych już się trochę trzeba nagimnastykować, bo wyraźnie trudniej jest kontrolować pole walki z perspektywy pierwszoosobowej. Walka w zwarciu, gdy się wyczuje momenty jest satysfakcjonująca, choć przy trójce napastników zdecydowanie chaotyczna. Moim zdaniem zarządzanie "surowcami" (aminucja, "mana") jest trochę kiepskie - niby można nazbierać do ekwipunku, ale stając do walki bez tego straszliwie ograniczają się nam opcje wydłużając walkę bez sensu. Ograniczenie do poziomu 10 też rozczarowujące a wskrzeszanie wszystkich pomniejszych wrogów (szczególnie tak rozstawionych) uważam za bezsensowne. Trochę błędów, ale to wiadomo. Sama treść jakoś specjalnie nie wybrzmiała w tym wycinku, nic co by mnie zafascynowało. Bursztyny (modyfikatory) sugerują swobodę w tworzeniu własnego stylu. Graficznie jest okej, ale bez zachwytu. Warstwa dźwiękowa po prostu jest. Zastanawia też jak bardzo ograniczony będzie arsenał czy jak bardzo modyfikowalny będzie.
Generalnie nadal nie jestem przekonany.
Ale, bracie! Przecież masz mnóstwo innych gier, które są "leciutkie" i idealnie pasują dla człowieka zmęczonego swoją pracą. W te "trudne, możesz pograć w dni wolne od pracy. Nie rozumiem czemu wybierasz sobie te "trudne" gdy chcesz się wyluzować?! Nie rozumiem też, dlaczego chciałbyś, by Twoje preferencje stały się ogólnoświatowym standardem?!
co jest fajnego w ginięciu 20 razy albo powtarzaniu jakiegoś etapu, żeby dotrzeć do bossa?
To zależy! Ale uogólniając, pokonując przeszkody w życiu, zazwyczaj możesz się wiele nauczyć, to prowadzi do Twojego rozwoju. Ja nie pamiętam, żebym osobiście musiał pokonywać jakikolwiek etap dwudziestokrotnie, zazwyczaj 2-3 razy mi wystarczą, by stwierdzić czy dam radę czy np. (o ile mogę) wrócę tu później. Nie pamiętam gry, która by mnie pokonała na tyle bym z frustracji musiał dawać gdzieś temu upust. Możliwe, że tego typu gry nie są dla Ciebie, nie wszystko musisz znać, nie wszystkiego musisz doświadczać.
Zdarza mi się grywać w strzelanki na padzie. Myślę że takiego Sniper Elite przechodziłem na padzie, więc tak, wyobrażam sobie. I powiem więcej, spora część tych doświadczeń była całkiem satysfakcjonująca. Owszem, wymaga to nieco przyzwyczajenia się, ale generalnie nie widzę tu potrzeby dodawania opcji automatycznego celowania tym bardziej, że cała satysfakcja pochodzi właśnie z oddania celnego strzału, który sam sobie przygotowałeś.
Żałosne kluby i żałosny prezes LaLiga. Dla mnie Barcelona i Villarreal mogą już tam sobie w tych Stanach pozostać :P
Gdyby to "mój klub" taki numer mi wykręcił, szczególnie przy domowym spotkaniu, to przestałbym chodzić na mecze :/
Ja jestem za jakimś systemem ocen i ten który miałem te kilkadziesiąt lat temu, uważam że był okej. Jedyne czego nie jestem fanem, to warunkowania promocji na podstawie ocen. Nie miałbym nic przeciwko gdyby uczniowie kończyli szkoły (bez powtarzania klas) z niedopuszczalnymi ocenami.
Natomiast twierdzenie że Takie oceny tylko niszczą samoocenę, dzieciaki czują się gorsze od innych, prowadzi to do depresji i samobójstw. to gruba przesada. Same negatywne oceny nie mają wpływu na dziecko, to presja otoczenia (głównie wymagający, ale i nie poświęcający swojego czasu rodzice) nadaje tym "pałom i dwójom" tego tragicznego wymiaru.
"Trudne" są tak samo popularne jak każde inne "nietrudne".
Rozumiem, że gry bywają momentami frustrujące czy potrafią czasem zmęczyć, ale to nie powód, by uznać je za "fatalnie zrobione"!
Wymagasz nieśmiertelności? Automatycznego celowania? Co jest takiego ciekawego w samograjach?
Z jednej strony, to że w coś nie grasz nie oznacza, że nie możesz mieć o tym czymś pojęcia, w końcu interesujesz się grami a nie tylko biernie je pochłaniasz, nie?
No ale z drugiej strony, zgadzam się, nic złego się nie stało.
Za dużo tego żeby pisać więc dam pierwsze z brzegu, w zasadzie dwa, bo obie lubię podobnie mocno.
.223 pistol
Red Ryder LE BB Gun
Fallout 1/2
Nie no Redeemera z Unreal Tournament nie znać?! Wstyd :P
Dokładnie tak. Rozmiary są ważne w zasadzie tylko w przypadku nadawania na paczkomat lub w przypadku wysyłek zagranicznych (głównie nadania paletowe), natomiast waga, o ile nie przekracza możliwości fizycznych pojedynczego kuriera również nie musi być dokładnie wyliczana.
Mnie wiele do szczęścia nie potrzeba, dlatego lubię od czasu do czasu pogrzebać w krótkich tytułach (nie koniecznie darmowych), bo nierzadko mają "to coś" - czasem trafią z tematem czy korespondują z osobistymi wydarzeniami, czasem jest to po prostu jakaś drobnostką zrobiona z pomysłem czy sercem, ale na tyle wyrazista, że dominuje przy ostatecznym odbiorze. A że ostatnio nie wygospodarowałem dużo czasu na grę dla czystej rozrywki, stąd wybór padł akurat na te.