Wstawiałem tak, że przelatywałem listę a potem raczej bez większego zastanowienia te które pierwsze mi pasowały. Więc może być też tak, że 13 to i tak mało jeżeli chodzi o wspólne gry, bo gier z tego okresu to na liczniku "dotkniętych" miałem mnóstwo. To były czasy gdzie człowiek nie odhaczał tytułów jeden po drugim tylko próbował wszystkiego co miał w zasięgu.
A co do samego meczu, to nie wiem ile jeszcze muszą zrobić Güler i Espí, czy co musiałoby się stać, żeby w końcu w Realu grali Ci co mają formę i na to zasługują swoją postawą a nie Ci, którym się "należy".
Można zaproponować samodzielne tłumaczenie - szczególnie przy pasjonatach, którzy tworzą "sami" można dojść do porozumienia. Zrobisz (nie koniecznie ty osobiście) raz, drugi i masz doświadczenie, którym łatwiej przekonywać "większych".
Jeżeli chodzi o grupy, które chętnie się angażują, to odradzam, z tego względu o którym już wspominałem - oni zazwyczaj tylko stwarzają pozory wielkiej grupy, która potem i tak nie kupi, a to osłabia tego typu inicjatywy.
Osobiście wolę kontakt osobisty (czy to duży czy mały Twórca/Wydawca) i organizację grupy od podstaw. Oficjalny dokument z przedstawieniem sytuacji, prośbą, uzasadnieniem i zobowiązaniem. Zebranie takich osób, które rozumieją na co się piszą. Tak, to trwa, czasem długo (bardzo długo) i w sumie masz rację, że najczęściej kończy się zaspokojeniem swojego poczucia spelnienia obowiazku, niemniej każdy sukces jest budujący.
Jeżeli to co napisałem nie daje Ci żadnego wyobrażenia, to nie wiem co mam Ci odpisać, bo co by to nie było i tak podważysz a wrzucać tu swojej dokumentacji tych czy innych działań nie zamierzam.
Napiszę tylko tyle, jeżeli czegoś bardzo chcesz, to zawsze znajdziesz na to sposób, wystarczy nie być biernym i trochę się poświęcić.
Ciągle to samo 😒
Samo nie kupowanie bo nie ma "PL" albo że "drogo" nic nie da.
Twórcę mało interesują kraje, które regularnie olewają takie tytuły - on musi na swoim produkcie zarobić!
Chcesz żeby coś się zmieniło, to organizuj grupy, porusz tłumy i piszcie do Twórców/Wydawców takich gier! Pisz że bez "PL" nie będziesz w stanie zrozumieć zawiłości fabularnych, że zupełnie wybije Cię to z immersji itp. Pisz, że cena jest nieadekwatna bo to i tamto. Zbieraj ludzi i piszcie.
ALE potem kupujcie! Bo nie ma gorszego niż krzykacz, który jest tylko dla stworzenia pozorów! Jeżeli będzie Was tyle, że Twórcy/Wydawcy będzie się to kalkulować, to będziecie mieli wersje PL i nie tak drogo. Jak nie, to błędne koło będzie się dalej kręciło.
Ja nie kupuję, bo dla mnie, Phantom Blade Zero nie prezentuje nic na tyle wyjątkowego żeby stawiać ją wyżej niż inne, poza tym mam w co grać.

Aha, miałem też problem z Goblinem,bo zniknął z mapy. W sensie dalej wszystko z nim związane działało, ale nie było go widać na polu które zajmował ->

Bardzo złożona i momentami zaskakująca (nagle pojawia się niewykryta jednostka tuż obok 😅). Dobrze wspominam Panzer General czy War on Folvos no i być może, to też kiedyś będę dobrze wspominał.
Good job! 💪
Keep it up! 👍
To jak szybko osiągnąłem zwycięstwo też w sumie mnie zaskoczyło, choć faktycznie czułem, że wypycham przeciwnika, że osadziłem się na w miarę optymalnych pozycjach i kontroluję sytuację. No jest satysfakcja 😁
No to jeżeli nie mam bezpośredniego wpływu na tą rzeczywistość, to pewnie wykorzystałbym ten dzień na zrobienie czegoś na co zabrakło mi czasu (lub na co poświęciłem mniej czasu niż zakładałem) w normalnym tygodniu, ale wpływa głównie na mnie. Jakiś rozwój osobisty typu czytanie, ćwiczenia, hobby.
Ta gra miała wyjątkowo ciekawe i różnorodne trasy, super ciekawe pojazdy (z widokami z kabin) i do tego rewelacyjny zestaw modyfikatorów. Ale muszę przyznać, że głównym powodem dla którego ta gra mnie tak bardzo wciągnęła, była właśnie możliwość wygrania "wyścigu" przez eliminację. Solid Granite Car, Acme Damage i można się bić z Pitbullem (miałem wtedy słabość do takich pojazdów pomocy drogowej) czy Donem Dumpsterem 😎
Ostatnio próbowałem nawet odpalić Carmageddon TDR 2000 ale po pierwszej płynnej rozgrywce co chwilę pojawiały się problemy ze stabilnością 😔
To zależy.
Przede wszystkim nie rozumiem tej koncepcji. Zakładam, że ma to działać tak, że wszyscy zasypiają siódmego dnia i budzą się pierwszego jak gdyby nigdy nic (tak jak Wy teraz 😉), ale czas dalej działa, ja mogę podjąć dowolną interakcję ze światem na normalnych zasadach, tak? Bo jak nie, to co z procesami niezależnymi od ludzi? Co z naturą?
Poza tym, jeżeli tak, to czy ja starzeję się o ten jeden dzień (co tydzień) szybciej niż inni?
Wyjaśnisz?
Ronaldo tym oświadczeniem wyłącznie dba o swój wizerunek - to normalne zachowanie dla osób o Jego statusie. Co nie oznacza, że należy wszystkiemu ufać, choć fakt w jaki sposób to przedstawił i jak szczegółowo opisał powinien Jorge Jesusa zmusić do zajęcia jednoznacznego stanowiska.

W kwestii menu, zawsze potrafiłem docenić nieszablonowość, a jak jeszcze super pasowała pod fabułę czy charakter gry, to już w ogóle cudo!
Takie są np.:
Brütal Legend
SUPERHOT
Ale nawet małym grom zdarza się zrobić coś innego, co warto docenić.
The Veiled Ones ->
No właśnie do pary dla Żukowskiego przydałby się ktoś o profilu Rasiaka (Czubak, Buksa, Włodarczyk, Adamski?, Makuch?).
Jedynie fajnie, bo może da im to jakąś wiarę.
Oby taką, że wspólnie jako drużyna mogą osiągać sukces a nie taką, która doprowadzi do zlekceważenia rywali :P
No wynik jest zupełnie niemiarodajny, ale jednak warto docenić, że atakowali, że Reguła czy Wojtuszek dostali swoją szansę.
A ja mam trochę inne podejście, bo nie patrzę na to czy jest promocja czy nie, tylko po prostu ile co w danym momencie kosztuje. Mam ustalone progi na rzeczy codzienne i pewną grupę produktów dodatkowych i kupuję je tylko wtedy gdy nie są droższe niż X.
Np. taka maślanka potrafi kosztować (mieć normalną cenę) między ~ 2 a 3 PLN i ta cena zmienia się dynamicznie nawet na przestrzeni tego samego tygodnia, więc jak jest odpowiednio tania, to biorę, jak nie, to może następnym razem. I nawet jak dotrze do mnie informacja że jest jakaś super opłacalna promocja, to raczej utrzymuję swój schemat zakupów co dwa tygodnie i nie biegnę od razu bo tanio. Wyjątki pewnie się zdarzają, ale to tylko wtedy, gdy w spiżarni jest miejsce na dodatkowe zapasy (np.: mąka, cukier, kasza/ryż/makaron).
No tak, stróże prawa to i ja pamiętam, że mnie zdziwiło na jakim poziomie (i to w początkowych regionach) się kręcą :o
No ale chyba nie jest to tylko gra z musu? Gra ma swoje wady, bywa męcząca i irytująca, ale jednak ma też sporo zalet, co?
Ło! To jednak grałeś dalej 👏
No "Polowania" nie grałem, więc trudno mi się odnieść do samej walki i podejścia do niej. Choć pamiętam, że moja ekipa na 15 poziomie w cynabarytowym i wzmocnionym runami zestawie z nasmarowanym orężem nie miała na siebie mocnych (oczywiście jeżeli nie waliłem na pałę).
Ale nawet patrząc na każdego z regionalnych czempionów, to raczej kwestia odpowiedniego podejścia ( czasem niepodchodzenia właśnie ;) ), nie wiem trudno zgadywać, ale brzmisz zbyt surowo 🤠
I jeszcze za takie obrywanie po pysku trzeba płacić.
Niektórzy lubią to 😏

W tym miesiącu mało czasu na dłuższe posiedzenia przy gierkach, ale chociaż z doskoku ukończyłem kilka krótszych pozycji.
Ukończone:
Pumpkin Jack (5+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/pumpkin-jack/komentarze/z25a93#post0-17001526
Neo Cab (5+ godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/neo-cab/komentarze/z253df#post0-16993124
Regular Factory: Escape Room (4+ godz.) - https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-regular-factory-escape-room/z21036c41#fpanel-a&gsc.tab=0
Still There (8 godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/still-there/komentarze/z058ba#post0-17006223

Still There to całkiem sensownie pomyślana gra z jakimiś zagadkami i historią. Początkowo sprawia bardzo sympatyczne wrażenie, graficznie jest ciekawa a szczegóły i reakcja środowiska na interakcje tylko dodają pozytywów. Niestety tło fabularne stosunkowo szybko zmienia, zdawałoby się dojrzały, kierunek. Nagle doświadczamy dziwnych interakcji, które z każdym dniem ewoluują w rozczarowujący, i chyba jednak ostatecznie oklepany sposób prowadząc Nas przez bardzo wąską ścieżkę. O ile konkretne sytuacje potrafią być opisane całkowicie sensownie, to całościowo, nawet jak na połączenie tematu przewodniego z miejscem akcji, zbyt odjechane. No i oczywistym elementem ograniczającym czerpanie radości jest dawanie Nam wyborów, których opcje są wybierane za Nas (w tym, dosłownie ulokowanie kursora na jednej z odpowiedzi bez możliwości zmiany!).
Audio jest stosunkowo ubogie i tak na prawdę, oprawę ratuje tu warstwa graficzna (choć jak w każdej grze typu "wskaż i kliknij" są elementy trudno zauważalne).
Niewątpliwym plusem tej gry są zagadki. Wszystko jest wpasowane stosownie do przeżywanych zdarzeń. Wszystko ma swoje zakorzenienie w wykreowanym środowisku. Wszystko możemy rozwiązać korzystając z takich pomocy jak notatnik, komputer, specyfikacja a nawet pytając o podpowiedzi asystenta. Zagadki są bardzo złożone, ale w gruncie rzeczy oczywiste i często czasochłonne. Czasem oczywiście wymagają więcej kojarzenia i "cofania się pamięcią" do wykonanych już czynności, niemniej już dawno nie rozwiązywałem czegoś tak angażującego. Przejście (z czytaniem wszystkich wiadomości) zajęło mi 8 godz. ale można ograć zapewne i w 5 godz. mnie zwyczajnie kilka zagadek, czysto mechanicznie, wstrzymała na dłużej a że nie poddaję się tak łatwo to z zawzięciem rozgryzałem każdy mechanizm latarni kosmicznej.
U mnie, każda tylko jest jeden warunek, to musi mieć konkretny cel.
Np. jednego roku postanowiłem równo od 20:00 odłączyć się od każdego elektronicznego sprzętu (z góry pomijając transmisje meczów i wydarzeń artystycznych oraz późno godzinne wyjścia) i tak właśnie było, calutki rok. Pierwotnie miał być to czas na czytanie, ale że w ten sposób szybko książki się kończyły, to realizowałem też inne nie wymagające prądu rzeczy.
Ok, poobserwuję, kto wie.

Może nie tyle z czystego sentymentu a bardziej jako jedno ze świadectw mojej tożsamości, niemniej nie wyrzuciłbym swojej dziecięcej przytulanki.
Inny przykład to mój pierwszy zegarek na rękę. Jest kilka takich rzeczy, które są właśnie jakoś związane z konkretnymi momentami w życiu, które pomagają zrozumieć moją historię.
No i elegancko 👍
Hellslave u mnie jest wysoko na liście, ale pierw muszę dokończyć Anachronox a ciągle brakuje mi dłuższych momentów na to, więc jeszcze trochę poczeka :/
O Twisted Tower pewnie niedługo zapomnę, bo tak jak wspominałem, nie podoba mi się tu implementacja przeciwników.
Specyfika gier Rusty Lake ma coś co zawsze intryguje, więc pewnie kiedyś trafi i na mój tapet.
Iron Blight jest fajnie umiejscowione, ale fabularnie nie sprosta moim przepompowanym standardom :P
The Old Flesh Of Nuraga wygląda na zbytnio uproszczone. O ile nie chcę odbierać efektu jaki w Graczu wzbudza, to zawsze przychylniej patrzę na takie gry, jak zawierają w sobie jakieś ciekawe, czy po prostu zajmujące, choćby odrobinę bardziej złożone, mechaniki.
W Wound Man zakładam, że treść może być ciekawa, ale całościowo bardziej mecząca niż relaksująca. Zagrałem jeden etap.

Regular Factory: Escape Room to nic innego jak zbiór pokoi zagadek, które tematycznie tworzą nawet pewną rozwijającą się historię z puentą.
Zanim zacznę się rozpływać nad zaproponowaną rozrywką, muszę się przyczepić do absolutnych podstaw. Menu jest niedopracowane - nawet podstawowej nawigacji nie ma i trzeba naciskać [Esc] :P A tak poważniej, to pierwszy kontakt jest nieprzyjemny. Sterowanie postacią, to połączenie ociężałości (rozumianej jako dostrzegalne spowolnienie reakcji na ruch) z superpłynnym rozglądaniem się, taka mieszanka powoduje odruch 🤮
Skoro negatywy mamy już za sobą, to czas na peany :D No może nie będę się rozpisywał, ale chciałbym zaznaczyć, że jak na "Escape Room", to jest niemal perfekcyjnie. Choć sam poziom trudności nie jest wysoki, to złożoność (szczególnie, że kolejność często ma znaczenie, czasem jest jawna czasem nie) potrafi zatrzymać na moment (głownie przez Naszą nieuwagę lub błędnie zapisane notatki albo jak mózg lubi Ci czasem utrudnić życie doszukując się drugiego i trzeciego dna). Mimo bardzo satysfakcjonującej różnorodności i ilości zagadek (tworzenie ciągów, ustawianie hierarchii, łamanie szyfrów, uzupełnianie niewiadomych, liczenie, porównywanie, czytanie z otoczenia itd.) nie czujemy się zagubieni (choć możemy mieć wrażenie, że nie wszystko ma swoje odniesienie w otoczeniu), a odpowiednie wpasowanie ich w zaproponowany temat tylko uprzyjemnia Nam ten moment. Ok, może część jest zbyt dziecinnie przedstawiona, może pewne "zamki" zupełnie nie mają sensu, ale jednak w odniesieniu do fabularnej strony tej przygody, jest po prostu tak jak trzeba, jest spójna i mimo że ostatecznie raczej nikogo nie zaskoczy, to watro to docenić.
Jeżeli lubisz pokoje zagadek i chcesz przy tym odpocząć, to ten tytuł jest idealny. Rozgrywka to jakieś 4 godz.

Pumpkin Jack to niemal idealna platformówka. Ma fajne postaci, zarówno pod względem wizerunku jak i osobowości (humor dialogów). Do tego jest fantastycznie oznaczona, zawsze wiedziałem co jest czym, czego unikać, na co reagować, gdzie iść żeby odkryć sekret (nie trzeba się wysilać by zebrać wszystko za pierwszym podejściem). Ma wyrywające z monotonii etapy "na szynach" (dosłownie wózeczek szynowy, chodzący po niebie koń, wyścigi drezyn czy gargulec) oraz etapy do "poruszania głową" ;) Różnych przeciwników - od zwykłych trepów, po statyczne ale strzelające totemy aż po wieżyczki strażnicze i gniazda nieustannie odradzające grupę stworów. Tego typu zróżnicowanie niemal wymusza wejście w zwarcie i to też dobrze, bo arsenał jest całkiem sensownie odmienny. Z jednej strony można przejść grę z samą łopatą (swoją drogą numer 2 u mnie) a z drugiej oznaczenie postępów (każdą kolejną otrzymujemy z zakończeniem konkretnego etapu) i możliwość zróżnicowania sobie rozgrywki. Co więcej, poziom wyzwania też jest odpowiednio zbalansowany. Jest łatwo, ale nie można wchodzić w tryb Rambo a Będące Ostatecznymi Starcia Specjalne mimo schematyczności, potrafią i rzucić wyzwanie i .. no, ale o tym co irytuje za moment ;) Warto tu też docenić element ognia - trzeba uważać co się po drodze niszczy! - audio, które idealnie pasuje pod zaproponowaną, bajkową narrację oraz luźną treść, dzięki której łatwo sympatyzować ze spotykanymi postaciami. Pozycjonowanie postaci czy łatwość kontroli też oceniam pozytywnie.
To co w grze może irytować - szczególnie na początku - to oprawa (nie mylić z projektem i pomijając bohaterów). Jaskrawość bije po oczach, wszędzie te światełka! Do tego miejscami niejasna granica rozpoczęcia strefy śmierci (wejście do wody oznacza natychmiastową porażkę). Również zachowanie kamery (w obu trybach) podczas latających etapów przejściowych, dosłownie dwa rozwidlenia w etapie z szukaniem ścieżki w lesie czy sterowanie podczas wyścigu drezyn. Zdecydowanie polecam grać na padzie.
Ogólnie jest spoko, nawet bardzo. Rozgrywka z podnoszeniem wszystkiego, to jakieś 5 godz.
😮 No faktycznie, póki Inter ma ogień w ataku (i nie ma do pokonania Courtoisa), to żyje, ale powinien wykorzystać ten czas na znalezienie sposobu na uszczelnienie obrony, bo przy innych skutecznych ekipach będzie ciężko.
Każdemu szacunek się należy, chyba, że ktoś sobie zasłużył na jego brak. A czy Perez to geniusz? Biznesowy pewnie tak, ale pod względem prowadzenia klubu sportowego (ze szczególnym wskazaniem na sekcję piłki nożnej) to już nie bardzo. Decyzje dotyczące trenerów czy sprawy kontraktowe piłkarzy - o statusach niektórych piłkarzy nawet nie będę tu wspominał :P - raczej sugerują, że to nie jest ten sam geniusz co kiedyś.
Jak wygląda Wasz awaryjny obiad.. Co najczęściej ratuje Wasz wieczór?
🤔 Obiad na wieczór?
Najczęściej to jednak też makaron i sos z tego co jest w spiżarni/lodówce. Kiedyś robiliśmy weki sosu słodko-kwaśnego i wystarczyło dogotować ryż (ewentualnie dodać kurczaka, ale to już dłuższa opcja). Ostatecznie też bywa, że sałatka z tuńczyka, bo to kilka puszek otworzyć (tuńczyk, groszek, kukurydza, fasola, ciecierzyca czy co tam jeszcze kto ma), dodać łyżkę majonezu i gotowe.
Grudzień 2008: Szok! Zaledwie rok po premierze Half-Life 2: Episode Three platforma Steam przestaje istnieć
Grudzień 2007: "To kpina" - niezadowoleni Gracze masowo zwracają najbardziej oczekiwaną produkcję.

Po wnikliwych i wieloletnich badaniach, można już stwierdzić z wszelkim prawdopodobieństwem, że pierwotne założenia okazały się być bliższe prawdy niż przedstawiane w drodze przeprowadzanych analiz tezy. Tak, to tylko 💩
Anachronox
Samochodu nie zmieniałem jeszcze nigdy ( i nie zapowiada się na to ), a telefon mam dopiero trzeci ( w zasadzie od początku tego roku ) i tylko dlatego, że poprzedni przestał poprawnie działać - niestety :'( ( przy czym pierwszego dalej mam i dalej działa :D )
Dobrych startów sezonu, to FC Barcelonie ostatnio nie brakowało a kiedy wygrali ostatnio LM?
Z tym otwieraniem szampanów, poczekajcie chociaż do meczu z Atletico (po drodze PSG, Real i Aston Villa) a najlepiej do meczu z Man City. Wtedy będzie można coś prorokować a tak to zwykły hajp nic więcej. Przestaną wpadać bramki i się zacznie sraczka i szukanie winnych :P Zresztą ta regularność przy stratach (po dwie bramki z Rayo, Levante i Racingiem) swoje sugerują :P
zasłyszany w radiu, więc to nie może być totalnie nieznane coś
Niby dlaczego? W radio na przestrzeni lat można było usłyszeć mnóstwo różnych kawałków a nie zapominaj o tym, że istnieją dalej takie programy radiowe jak "koncerty życzeń". Poza tym, mamy/mieliśmy? mnóstwo stacji lokalnych, ograniczanie utworu do nawet "w miarę popularnych" uznaję za błędne rozumowanie.
Dodaj do tego, że "ostatnie kilka lat", jak pisze aiutor wątku, może oznaczać nawet rok 2000. Jeżeli nie ma żadnych innych szczegółów, to ja bym się tego tak kurczowo nie trzymał.
A czemu obwiniasz za taki stan rzeczy piłkarzy? To organizatorzy powinni wystawić jasne kryteria przyznawania takiej nagrody zamiast robić konkurs popularności. To, że piłkarze często mają nierówno pod sufitem, to nic nowego a od kiedy kibicowanie na stadionie przemieniło się na pompowanie wirtualnych profili jest tylko gorzej.
Nazwijcie mnie malkontentem, bo przecież dobry wynik, ale jak tu się cieszyć, gdy najlepszy gracz dostaje zaledwie ogony a prawdziwy napastnik nie dostaje nawet minuty?!
Na pewno nie z powodu, że były to "absolutne arcydzieła", albo że coś mi się "popsuje", ale "bałbym się" odpalać dziś RPGów opartych o AD&D 2 od SSI, bo pewnie wsiąknąłbym na zbyt długo, albo, z tego samego powodu, do Betrayal at Krondor. Z drugiej strony ciągle szukam okienka na powrót do Avernum: Escape From the Pit i nie mogę znaleźć - może tego się boje?
Eee tam. Po prostu za dużo tytułów już ograłem i za dużo jeszcze chciałbym. Ciągle mam jakieś powroty na tapecie, obecnie Anachronox, więc skoro i tak znajduję na to czas, to nie jest z tym aż tak źle.
To nie był "flex", bo nigdy się nikomu nie chwaliłem ani tym nie wywyższałem (choć szczególnie na lekcjach informatyki z tego efektu korzystałem), ale od dziecka miałem swój własny komputer i dostęp praktycznie do każdego nowego sprzętu elektronicznego, czy to drukarki, skanery, magnetowidy, kamery, konsole itp. itd. bo ojciec potrafił naprawiać takie rzeczy i od czasu do czasu znosił a my testowaliśmy ;) A to że otoczenie wiedziało, to efekt tych co dowiadywali się w naturalny sposób i rozpowiadali.
A dla kogo ma być ta gra? Bo nigdy nie zrobisz czegoś, co będzie idealne dla każdego.
Dla mnie osobiście, stworzenie idealnej gry, to byłby koszmar, bo to by oznaczało, że już w nic innego nie zagram.
W grach właśnie to jest fajne, że każda prezentuje coś innego. Czy to styl graficzny, czy bohaterów, czy sposób opowiadania historii. Raz grasz w rajdówkę, innym razem przestawiasz pionki na strategicznej mapce a innym razem wysilasz się by ułożyć jakieś puzzle. Tu sterujesz za pomocą myszki, tam siłujesz się z przeciążeniami na kierownicy a jeszcze gdzie indziej wypisujesz słowa, które ciągną tę przygodę.
To jest fajne i żadne miksowanie tych najfajniejszych elementów tego zastąpi.
"Mój nick" siedzi w cieniu wielkich banerów reklamowych, popija wirtualną melisę zrobioną z usuniętych przez moderatorów postów i przestawia litery w wersjach roboczych cudzych wypowiedzi, żeby wywołać kolejne 💩-burze.
W moim przypadku też pierwsza reakcja była "Co jest?", ale ja do takich zdarzeń podchodzę wyzwaniowo i od razu przechodzę w tryb rozkminy zmieniając pytanie na "Czemu?". To te walki (potem też walki arenowe) są właśnie kwintesencją Wartales. To właśnie przy takich starciach trzeba najwięcej kombinować, koniecznie trzeba zacząć używać wszystkich dostępnych umiejętności, zrozumieć pozycjonowanie (żeby nie blokować sobie kolejnych możliwości), używać kolejności jako elementu taktycznego itp. To właśnie na takich nie fair starciach można najłatwiej dostrzec połączenia czy zbudować sobie pewnego rodzaju schematy manewrów. To między innymi ten negatywny impuls bezradności przyczynił się do tego, że z Wartales spędziłem grubo ponad 100 godzin.
Wiedząc o tym jak działają kadzielnice trzeba umiejętnie kierować działaniami swojej grupy i taktycznie da się to wyeliminować (łatwiej lub trudniej ale da się).
"Permaśmierć" też dodaje właśnie tej grze, sprawiając że nie idziesz w tryb Rambo tylko mierzysz siły na zamiary, dla mnie świetnie że tak jest, bo każdą śmierć się pamięta i dodaje "fabule".
Ja miałem swojego bohatera więc nie wiem o czym piszesz. Do tego trójka wykreowanych przez siebie i to był mój trzon drużyny.
Gdyby nie ciągłe zmiany i kolejne dodatki na pewno do tej pory bym grał, ale taki model po prostu mi nie pasuje.
A jadnak gra sie w to dobrze.
Czy w wartales jest podobnie?
Nie bardzo wiem jak mam Ci na to pytanie odpowiedzieć, nie jestem pewien czy dobrze rozumiem to pytanie.
Sa tam chociaz jakies minimalne przertwniki filmowe ?
Nie, niema (chyba że coś się zmieniło po ostatnich aktualizacjach).
Na początek może posłużę się częścią swojej oceny na Steam pisanej jakiś rok temu:
Ta gra jest przebogata i nie da się ująć wszystkiego co oferuje, nie sposób wyrazić zachwytów nad tym co mnie ujęło, ani też nie łatwo jest opisać w zwięzłej formie to czym ta gra irytuje.
Ale żeby jakkolwiek wskazać czym jest Wartales.
Na pewno jest to gra dla fanów:
- erpegowych drużyn pełnych indywidualności, między którymi dochodzi do interakcji i między którymi budują się relacje;
- taktycznych rozkminek pełnych zależności, statusów i mnogości opcji w przeprowadzeniu każdej tury;
- zarządzania, szukających optymalizacji zarówno w dopasowaniu ekwipunku, układaniu obozowych bambetli, rozwoju postaci czy wykorzystaniu narzędzi naprawczych.
Na pewno też, nie jest to gra dla:
- szukających szybkiej rozgrywki i wartkiej akcji okraszonej toną efektów;
- oczekujących mało wymagającej rozgrywki celem odprężenia po trudnym dniu;
- nie lubiących elementów przetrwania (wymóg zdobywania pożywienia, pieniędzy i cyklicznych odpoczynków).
Za największe plusy uznaję:
- zwierzaki (niedźwiedź łapie ryby, dzik węszy za grzybami, szczur zdobywa ser, wilk poluje na dzikie zwierzątka);
- eksplorację grobowca (układanki i tajemnice, zarządzanie pochodniami, klimat kiedy kolejne komnaty przeszukujemy wskaźnikiem-pochodnią);
- walki arenowe (bardzo fajny system wymagań, powodujący że trzeba kombinować, są bonusy i ograniczenia, są specjalne jednostki).
A jako największe minusy wskazałbym:
- ekwipunek, zasłaniany podczas przeglądania autowyskakującym oknem opisu przedmiotu;
- wejścia do walki (brak możliwości ustalenia stałego ustawienia początkowego, co walkę trzeba każdego ręcznie korygować na wymieniając ich w obrębie kilku pozycji)
- ciągłe zmiany, aktualizacje i łatki (od interfejsu, po balans i mechaniki) a mimo to nadal bywa niestabilna czy mało płynna.
Generalnie jest to gra na grubo ponad 100 godzin. Tak do 80-tej godziny byłem prawie zachwycony. Później, mimo utrzymującego się uznania, ten entuzjazm nieco przygasł, a kolejne odpoczynki od gry pokazały, że nie jest to aż tak świetne, choć nadal mega dobre!
czy sama podstawka wystarcza do dobrej zabawy?
Moim zdaniem podstawka wystarczy, sam grałem mając tylko Dodatek: Piraci Belerionu, który oceniam bardzo pozytywnie.
Generalnie, zgadzam się też z tym co pisze

Jakbym mógł ograniczyć kontakt z tymi, których Kazik zaganiał do roboty, to by było spoko.

No racja, wrzucałeś zrzuty, pamiętam, wybacz za to pytanie.
byla chwalona przez graczy, dziennikarzy za stan techniczny Nie podajesz źródeł, więc to taka jałowa dyskusja 😜
Pytanie czy masz oryginala czy grales pozniej bo pojawila sie w zatoce Serio?! 🤦
Nie chciało mi się szukać wcześniej, ale masz (jeżeli chcesz oczywiście, ja do niczego nie zmuszam):
https://www.gry-online.pl/gry/assassins-creed-shadows/komentarze/ze6440
post 393
Miałem grę od pierwszego dnia i nawet szkoda gadać. Szybko, może nawet tego samego czy następnego dnia, była poprawka, ale grać dłużej niż godzinę się nie dało. Tak na poważnie zawziąłem się i zacząłem grać z dużym opóźnieniem a i tak miałem problemy do samego końca. Pisałem o tym tu na forum pod grą.
Nic nie wskazuje na sprzęt, raz że sprawdzałem na dwóch zestawach, dwa że żadna inna gra mi się tak nie zachowywała. Problem nie został nigdy zdiagnozowany, więc też nie będę się upierał czy przywoływał opinii znajomych.
Misiałem zareagować bo jest dla mnie prawie jak trauma ;)
"Ciężka praca zawsze się opłaca", "pieniądze szczęścia nie dają", "czas leczy rany", "każdy może osiągnąć wszystko, jeśli tylko chce".
Wszystkie zweryfikowane i zgadza się, to sama prawda :)
Z takich, które mógłbym zakwestionować to:
„Mądry Polak po szkodzie” - niestety otoczenie nauczyło mnie, że niemal nikt nie uczy się na własnych błędach. Ludzie przeważnie nie analizują swoich porażek tylko szukają winy swoich błędów u innych.
No i „Żadna praca nie hańbi” - ale tego nie chcę rozwijać :P
meczu nie ogladales, jedna powtorke na twitterze widziales i tyle
No dokładnie, co wpuścił to potem obronił. Obsrany wszedł w mecz, ale później już swoje drużynie dawał. Co więcej, tylko Courtois grał bez zarzutu i Brahim. Z Viniego znowu więcej pożytku w obronie niż w ataku :| Mbappe może i strzelił gola, ale te sytuacje, które zmarnował, nie napawają optymizmem. Tak nafaszerowanego a jednocześnie bezjajecznego Realu to się nie spodziewałem w tym sezonie.

Neo Cab to dość typowa powieść wizualna z dodatkiem pilnowania wskaźników, ale w niezbyt eksploatowanej formie i z sensownym zamysłem. Historia zamyka się wyraźną klamrą.
Takie "nowelki" opierają się o treść. Z technicznego punktu widzenia jest problem. Teksty nie zawsze pojawiają się całe a czasem nie mieszczą się w dymku. Niektórych rozmów nie da się przyspieszyć i tak wisząc, przyczyniają się do generalnej monotonii. Gdy dostajemy pytanie, to to nie zawsze zostaje do podglądu przez co możemy mieć problem z odpowiedzią. Ujęcia też nie współgrają z prowadzoną rozmową więc czasem wzrokiem szukamy dymków po ekranie. Patrząc na samą treść, też nie jest najlepiej. Prowadzone dialogi są sterylnymi wypowiedziami na konkretne na przypisane interlokutorowi tematy - tu nie czuć złudzenia prawdziwej rozmowy. Opcji jest mało a też niewiele się różnią a to ogranicza możliwość wyrażenia siebie. Do tego część opcji jest blokowana (nie wiadomo dlaczego). Szkoda, bo bywają tu tematy po prostu ciekawe.
Wizualnie gra przedstawia się poprawnie. Nie porywa, ale oddaje zaproponowany nurt. Doznania dźwiękowe natomiast są kiepskie. O ile tło brzmi ok, to nie jest ono czysto zapętlone i każde wznowienie utworu zwraca na siebie uwagę tym bardziej że brakuje tu aktorów głosowych co mocno osłabia odbiór. Brakuje w tym wszystkim emocji, które zdaje się, że chciano podbić zaproponowanym systemem nastroju (który swoją drogą nie ma większego sensu). Duża powtarzalność lokacji, sztywne obrazy za oknami auta, pustki, monotonia, bieda.
Do tego wszystkiego, ta historia ma swoje stałe momenty, którym nie da się zapobiec, kolejne postaci zasypują Cię masą niedopowiedzeń, które pewnie miały utrzymać Naszą ciekawość. Ale najgorsze było to, że doznałem tu poważnego zgrzytu narracyjnego. Sytuacja poszukiwanej koleżanki zupełnie mnie nie zaskoczyła, miałem wrażenie, że wszystko to co się wydarzyło, zostało mi wcześniej zaanonsowane, a mimo to, bohaterka robi wielkie oczy i zaprzecza wszystkiemu co następuje :/
Tak, tego jak bardzo różni jesteśmy, jak inaczej patrzymy na dokładnie te same rzeczy (tu gry), jak inaczej ich doświadczamy, jak inaczej rozumiemy ich treści.
Ta sama gra i dwóch fanów gatunku a zupełnie dwie skrajne oceny.
Ta sama gra i jednego męczy zbyt długa treść a innego zbyt częste starcia.
Ta sama gra i te same zagadki, a dla jednego są oczywiste dla drugiego nie do przejścia.
Ta sama gra.. różni My :)
Dzięki grom łatwiej mi zrozumieć niezrozumienie innych, łaskawiej patrzę na przeciwne moim zdania szukając w nich pierw sensu a dopiero później ewentualnej złośliwości.
Jak można nie lubić zwierząt?
Nie ma pożytku? Mój pies odpędzał włamywaczy, alarmował gdy sąsiadowi dom zaczął płonąć (zanim jeszcze widać było płomienie), chronił mnie przed dzikimi zwierzętami no i przede wszystkim zawsze był gotowy się przytulić, spojrzeć rozczulająco i mokrą mordką zostawić mi na spodniach swój ślad <3
Powodują alergię? Jeżeli już to wyzwalają reakcję u człowieka, którego układ odpornościowy z jakiegoś powodu traktuje zupełnie niegroźny alergen jak groźnego intruza. Jak jesteś alergikiem i odizolujesz się od alergenu to dalej pozostajesz alergikiem.
Nieznośne, brudne i śmierdzące? Jak nie poświęcasz im czasu to może i tak. Mój pies był kochany, zadbany i tylko czasem śmierdział ;P
w koncu sie udalo!
Zawsze jak ktoś mówi "udało się", to odbieram to jakby to nie był owoc ciężkiej pracy tylko bardziej fuks. A w Twoim przypadku jesteś ojcem tego sukcesu, poświęciłeś mnóstwo wysiłku, by dojść do tego momentu, więc nie, że udało się, tylko zrobiłeś to!
Gratuluję i wszelkiej pomyślności życzę 😊
Zgadzam się, to jest temat odkąd przyszedł Mbappe i to wie w sumie każdy, tylko z jakiegoś powodu Perezowi to odpowiada 🤷
To zagranie akurat książkowo wpasowuje się do zagrania ręką. Henriksson nie układa ręki blisko i wzdłuż tułowia. Na powtórkach widać jak łokieć wyraźnie powiększa obrys (pozostaje wysunięty) i odstaje od ciała.
Okej, był aktywny, ale co z tego wynikło? Dał prawie asystę? Wywalczył karnego? C'mon!
Wiem, że teraz zacznę gdybać, ale serio myślisz, że jakby taki Espi dostał szansę od 45min zmieniając Viniego (bo o nim mówimy, choć jak widać lepiej jakby to była zmiana za Mbappe) to ten zrobiłby mniej dla Realu w tym meczu?
No i ile czasu Ci zajęło przejście?
Przejrzałem sobie chronologię, sprawdziłem swoją osobistą bazę gier i w sumie, to nie było takiego okresu. Najprędzej musiałbym wskazać jakiś okres około lat 80tych kiedy to domowe granie zaczęło się tak na prawdę kształtować, jeszcze nie za bardzo wiadomo było jak tworzyć gry, nie było to na tyle rozwinięte i proste do spieniężenia żeby miało to i ręce i nogi i jeszcze było zrobione z głową. Choć "hitów", przynajmniej z dzisiejszej perspektywy, też nie brakowało: Pac-Man, Mario, Tetris. Z kolei w latach gdzieś po 2010(?) można już było zaobserwować stały trend niedopracowania czy downgrade'ów graficznych, no ale z drugiej strony mamy rozkwit gier indie. Więc nie wydaje mi się, żeby dało się sensownie określić taki okres, no chyba że zastosujemy jakiś konkretny zestaw warunków.
Ominąłem wszystkie gry, które wydawane były jedynie na PlayStation (nie licząc kontaktu u znajomych), bo od zawsze miałem w domu peceta, który służył czemuś więcej niż tylko graniu. I mimo tego, że wiele z tych gier ludzie uznają za ważne, dobre gry (pewnie słusznie), to nie żałuję tego. Wiem, że decydując się na zakup (czy wtedy raczej namówienie rodziców na taki zakup) ominęłoby mnie masa innych rzeczy. I jak zawsze w sytuacji "coś za coś" stosuję proste porównanie z którego wynika, że to czego doświadczyłem było wystarczająco dobre, by nie żałować niepodjętych decyzji, których efektów trudno przypuszczać.
A poza tym, kto wie, może je jeszcze nadrobię?
Dlaczego i w jaki sposób fizyczna materia rodzi subiektywne, wewnętrzne doświadczenie?
No i co z tego, że mega słaby Vini albo że Mbappe w Realu dziś wyglądał jak sabotażysta od Barcelony?
Myślicie, że to będzie miało jakikolwiek większy wpływ na skład w kolejnych meczach? 🤔
Póki są w Realu święte krowy, póty nic się w Realu nie zmieni.
Staruszek ucieka nielegalnym transportem lotniczym, przy okazji porywając azjatyckie dziecko, bo nie chce iść do domu spokojnej starości.

Lacuna - A Sci-Fi Noir Adventure to bardzo zamknięta, niemal liniowa historia, w której jedynym czynnikiem zmiany, jest umiejętność czytania ze zrozumieniem i uzupełniania luk w raportach. Czasem też kwestie dialogowe wpływają na pewne zdarzenia i pośrednio skrupulatność w badaniu miejsc pod względem śladów niemniej nie jest to wybitnie skomplikowana gra.
Całość stworzona jako niezbyt szczegółowy piksel art, który nie raz pozostawia wątpliwości oszukując wzrok, ale też bez przesady, nie jest to okropne, po prostu niedopracowane. Oprawa dźwiękowa natomiast całkiem pozytywnie budowała zapowiadany w podtytule klimat - przy szczególnym uwzględnieniu czytania wewnętrznych monologów agenta.
Za pewną niedogodność należy uznać treść. Ta nie jest dostatecznie dobrze wpasowana w akcję i bohaterów, służy bardziej "łamigłówkom" niż fabule, a mimo to część wyrażeń była myląca, przez co dwukrotnie musiałem sobie rozpisać problem na kartce (co w sumie i tak lubię robić) a raz nawet popełniłem błąd decydując się na złą interpretację sensu zdania, choć w tym przypadku akurat historia pozwoliła mi to naprawić :)
Tak naprawdę, to gwoździem do trumny jest tutaj jeden moment, moment w którym twarzą w twarz stajemy z pewną postacią. Nie wchodząc w szczegóły, to jest moment, w którym tracimy decyzyjność, tu musi coś nastąpić! To właśnie skończyło dla mnie zabawę, przysłoniło całą resztę elementów rozgrywki.
Gra potrafi budować klimat, czy to pościg, czy oczekiwanie na katastrofę czy w końcu skrzętnie skrywane tajemnice migające nam jedynie jako strzępy informacji. Potrafi też zaangażować narzuconymi relacjami. Ma stałe momenty zapisu, dzięki czemu waga Naszych wyborów jest odczuwalna.
Summa summarum jest to średniak na jakieś 7 godz.

Anachronox (10+ godz.) - Po skutecznej dezynsekcji wróciliśmy z ekipą do dobrze znanej Nam stacji przesiadkowej.
Ukończone:
STAR WARS Bounty Hunter (14+ godz.) - Montross i Komari Vosa pokonani, czas się sklonować ;) Cała rozgrywka zajęła mi według GOG 13+ godz. a wewnątrz gry 9+ godz. Prawie niczego nie pominąłem. Jeszcze raz, bardzo fajny zamysł, właściwa głównej postaci historia, ale fatalne wykonanie, wyzwanie polega głównie na radzeniu sobie z wyskakującą masą mięsa armatniego oraz opanowaniem i wyczuciem sterowania ze szczególnym uwzględnieniem odrzutu plecaka rakietowego. Fett jest super, ale no nie, ta gra nie jest super.
The Life and Suffering of Sir Brante (18+ godz.) - Pierwsza rozgrywka (Iron Man + Hidden Conswquences) zajęła mi aż 14 godzin. Do pewnego momentu niemal niezachwiana i prowadzona w miarę z własnym konceptem, ale później praktycznie wysterowana przez wysokie progi blokad, które sztywno wymagają skrajnych decyzji (dosyć oczywistych po pierwszej rozgrywce) na przestrzeni całej rozgrywki - niestety. W pewnych momentach trochę się dłuży w innych nie da się oderwać - jest bardzo nierówna pod tym względem.
https://www.gry-online.pl/gry/the-life-and-suffering-of-sir-brante/komentarze/zb5e89#post0-16978811
Carmageddon TDR 2000 (- godz.) - https://www.gry-online.pl/gry/carmageddon-tdr-2000/komentarze/zac4c#post0-16979794
God's Trigger (6 godz.) - Wstęp i pierwszy rozdział minął, wraz z przyzwyczajaniem się do sterowania, w niecałe 2 godziny. Pierwsze etapy wprowadzają całkiem sensownie choć fabuła aż prosi się o bardziej szczegółowe prowadzenie, bo wyszło głupio. Szczególnie etap na torach - WTF?! O ile fajnie to wygląda, to łączenie sąsiadujących pociągów na kolejowej trzypasmówce? C'mon! A drugi etap? O matko, pełna zmiana, nowi przeciwnicy, nowe bronie, strasznie duży przeskok, za duży. Trzeci etap znowu powrót trochę bardziej do normalności. Czwarty etap to nawet bardziej skradanka i cicha eliminacja. Piąta część pewnie ze względu na rozegranie wydawała mi się zbyt prosta. Jeźdźcy do pokonania, trochę schematyczni, jedni bardziej stykowi inni zupełnie bezproblemowi. Gabriel natomiast jest strasznie upierdliwy, bo i ile orientacja co i jak jest banalna, to te krążące kule w pierwszej fazie, to istne "wkurwium", wiem że bez tego byłoby banalne, ale dwa razy wyłączałem, bo zawsze coś w tej pierwszej fazie.
Ogólnie mało atrakcyjna dla mnie konwencja, ulepszenia też mało ciekawe (w zasadzie nie było po co używać różnych zdolności XD). Ale jak ktoś lubi takie, to wykonana całkiem sensownie.
https://www.gry-online.pl/gry/gods-trigger/komentarze/za440b#post0-16984186
Lacuna - A Sci-Fi Noir Adventure (6+ godz.) - Przeciętny, miejscami nieczytelny pixel art. Liniowa, ale z elementami decyzji i pozwalająca na podknięcia. Sporo czytania, ale mało angażującego. Prosta, ale wymaga skupienia i właściwego zrozumienia. Najprzyjemniejszy był ten klimat pogoni, który odpowiednio napędzał akcję. Niestety ze względu na pewien moment w grze, rozgrywka przestała mnie zupełnie cieszyć (nie mogłem zrobić tego co wybrałem - opcja się pojawia ale tylko po to żeby zaraz wybrać jedną z pozostałych, więc od tego miejsca MUSISZ zrobić to co chce gra, to zabiło mi radość z gry) i dlatego mój kciuk kieruję w dół.
Za rywalami przemawia gównie ilość zespołów, ale czy to wystarczy? Moim zdaniem im trochę zabraknie. 12 miejsce jak najbardziej, ale 14?
Nie wiem jak jest teraz, ale generalnie Tour Bernabeu, to tak na prawdę wejście na trybuny stadionu tunelem, zajrzenie do szatni, do sali konferencyjnej no i przede wszystkim Sklep klubowy! 😜 A tak na serio, to chyba najciekawszym mimo wszystko jest muzeum klubowe.
A bilety to standardowo, pierw karnetowcy a kilka dni przed meczem otwarta sprzedaż z tego co zostało.

God's Trigger to strzelanka z widokiem od góry, w której nie rzadko taktyczne podejście ustępuje jedynie czasowi reakcji i opanowaniu. To jest ten tytuł, w którym umiera się co chwilę, który jednocześnie przynosi sporo satysfakcji (gdy wszystko wyjdzie tak jak trzeba), ale i mnóstwo frustracji (gdy byle pierdoła pociągnie za sobą fatalne w skutkach rozstrzygnięcie). Jest to też gra, która nastawiona jest na system ocen zależny od zdobywanego mnożnika (ciągłość akcji), szybkości pokonania etapu czy ilości potknięć. Mimo, że gra oferuje lokalny tryb współpracy, tym razem ograłem tytuł samodzielnie.
Parze głównych bohaterów brakuje wstępu. Żadna z postaci nie ma na tyle ekspozycji, by ją poznać czy polubić. Co gorsza, są oni tylko z pozoru skrajni. O ile dla rozgrywki te subtelne różnice są oczywistym urozmaiceniem i służą wyzwaniu, tak dla rozgrywki nie czułem potrzeby, by zmieniać domyślnie preferowaną postać gdy gra mnie do tego nie zmuszała. A niestety są momenty, że zmusza. Dodając do tego rozdzielne pule doświadczenia, tylko utwierdzamy się w prowadzeniu wybranego "cyngla" (Harry osiągnął poziom 30 na początku ostatniego aktu, w tym czasie Judy osiągnęła poziom 14).
Każda z postaci ma swoją pulę umiejętności i modyfikatorów (blokowanych poziomem) ale dających możliwość wyboru ulepszeń. Te "drzewka" wyglądają sensownie, choć w rozgrywce nie mają aż takiego znaczenia.
Etapy są różnorodne i to bardzo, choć zmiany oparto bardziej na wymianie skórek (broń, przeciwnicy, ściany) niż dopasowaniu i modyfikowaniu zasad w trakcie i zgodnie z postępami. To pewnego rodzaju lenistwo miejscami kłuje w oczy (np. żołnierz z obrzynem). Całość też bywa nieczytelna, szczególnie w kontekście ścian - co jest niezniszczalne, co jest drzwiami i jak są wysokie (czy zza nich widać Nas). Też głupio wypada tu teleportacja Judy, która jest mechaniką w zasadzie kontekstową i wymaga krat/siatek (za skrzynie, przez okno, popękany mur czy dziurawą ścianę nie "przeskoczymy"). No i pułapki (szczególnie zgniatacze odścienne) są niebezpieczne nawet od boku (strony bezpiecznej, nienajeżonej kolcami i nie wykonującej ruchu ku Nam).
Przeciwnicy, mimo różnorodności, w zasadzie nie wymagają żadnych specjalnych taktyk, bo albo zachodzimy ich od tyłu, albo siejemy rozpierduchę wykorzystując na okrągło tę samą umiejętność dokładając do tego kilka kulek czy machnięć bronią. Broni też jest sporo, ale poza tarczą, nie wymagają wyjątkowego się z nimi obchodzenia.
Co jeszcze potrafi rozczarować: rozmieszczenie punktów kontrolnych (generalnie są ok, ale miejscami ich bardzo brakuje), etapy mogą się skończyć przedwcześnie (zakończenie etapu potrafi wywołać przerywnik i automatycznie zakończyć etap, co ogranicza swobodę eksploracji), amunicja/doładowanie/mnożnik potrafią lądować w ścianach (brak możliwości zebrania zasobów), próby czasowe są stykowe (pierwsze zetknięcie zazwyczaj trudno od razu rozeznać, choć czasem to efekt zatrzymania na "wyrwie ściennej").
Podróż jest bardzo chaotyczna, fabuła jest wręcz kretyńska i niedostatecznie uargumentowana. Do tego dziwne przedstawienie Jeźdźców, Gabriela i dragonballowa fuzja XD
Jako, że jakiś czas temu zdecydowałem się na część etatu w "normalnej" pracy, to w zasadzie mam codziennie jakieś nadgodziny (średnio pewnie jakieś 20-30 godz. miesięcznie), ale mam taki układ z Januszem, że to ode mnie zależy ile czasu na nadgodzinach spędzę i czy w ogóle będę zostawał po swojej robocie (w zasadzie nadgodziny wypracowuję głównie przychodząc wcześniej niż zostając po, ale to szczegół), ot osobista chęć spożytkowania większej ilości wolnego czasu, by coś przyspieszyć lub poprawić bez szkody w innych osobistych zajęciach (no może trochę mniej gram :P). I to też, w sumie efekt wynikający głównie z zawirowań kadrowych i chęci utrzymania ambitnego planu po decyzji o ekspansji firmy.
Więc mój stosunek jest właśnie taki.
Jeżeli dodatkowe godziny wypracowane w firmie nie kolidują z ważnymi osobistymi zajęciami i nie zabierają za dużo wolnego czasu, to nie widzę w tym nic złego.
Jeżeli natomiast zostawanie jest przymusem, bo cokolwiek, i generuje to tylko dodatkowy stres, to nie ma to absolutnie sensu.
Tyle że Real wcale nie potrzebuje nowego Kroosa. Pomijam to, że ma zawodników zdolnych do takiej gry. Wcale nie musi grać tak jak kiedyś, nie po to przychodzi nowy trener, żeby grać jak kiedyś. Co, to tylko jeden sposób na wygrywanie jest w futbolu?
Mou przychodził i wszyscy wieszczyli, że przyszedł boss co ma jaja i nikt mu nie podskoczy a pierwszy mecz w lidze a i tak dalej widać, że są święte krowy. No to jak to jest?
Ok, to był pierwszy mecz i wiele jeszcze się wydarzy, ale czy dodanie do składu kolejnych gwiazdorów uzdrowi tą niezdrową atmosferę? Czy Espi ma realne szanse na pierwszy skład przy takich tuzach? Czy Mou faktycznie, jest jeszcze tym bossem co ma jaja żeby tak było?
Wstrzymam się do końca 5tej kolejki z ferowaniem wyroków, ale pierwszy mecz nie napawa mnie optymizmem.
Spoko :)
Też coś takiego czytałem. Ciekaw jestem jednak czy jakościowo się coś poprawiło i jak się to kosztowo ma do drukarek atramentowych, ale to pytanie do faktycznego użytkownika.
Ale to faktycznie świetny "opis" Ci wyszedł jak na nałożone ograniczenia 👏
Choć z drugiej strony dla chcącego nic trudnego. Masz, pierwsze zapytanie w google i voila': ?-?-?-?
Pytałem z czystej ciekawości, czy może już coś się zmieniło czy nie, licząc na jakiegoś speca ;)
Niemniej dzięki Panowie :)
Zwyczajnie mam wrażenie, że na zadeklarowane przez Ciebie potrzeby kolorowa atramentowa to najbardziej optymalne rozwiązanie a mając duplex i "doładowanie" z butelki zapewniasz sobie wygodę :)
Moim zdaniem, patrząc na funkcjonalność względem oczekiwań, to jak najbardziej się nada.
Masz duplex, masz uzupełnianie z butelek a nie wymiana kartridży a to dla mnie podstawa. Trudno mi ocenić pod względem realnej wydajności (nie wiem też ile faktycznie będziesz z niej korzystał i czy regularnie!), ale np. laserowa czarno-biała pod drukowanie czysto biurowe (średnio pewnie jakieś 200 str. dziennie, może więcej) realnie zżera jakieś 7 tonerów i 2 bębny rocznie (te wykorzystywane są na maksa, do oporu lub wyraźnego spadku jakości druku a nie jak kontrolka zasygnalizuje) więc wychodzi raczej drogo.
👏
Właśnie o czymś takim myślałem dając sugestię rozwinięcia listy którą tworzył MegaLordGier14
https://www.gry-online.pl/forum/komentarz-lista-gier-przeportowanych-z-przegladarki-na-steam/z81030893#post0-16978850
TYLKO GDZIE Monsters' Den ?!

Zachciało mi się porozbijać autami, ale niestety, ten tytuł jest już obecnie NIEGRYWALNY. Pomijając konieczność dodawania zewnętrznych plików do folderu gry, ta (przy drugim i kolejnym odpaleniu) co i rusz wywala błędami. W zasadzie po ustawieniu wszystkiego, dopóki nie wyłączyłem gry było super git, nawet na nowoczesnych rozdzielczościach. Niestety ponowne włączenia (o ile się uda!) nie mają sensu, a to przestaje wyświetlać obiekty a to zamienia menu w nieczytelne kwadraty a to wywala w losowych momentach - no nie da się nad tym zapanować (ja nie potrafiłem). Szkoda, bo nawet jak nie był to tak dobry Carmageddon jak jedynka, to tego typu, porządnych tytułów jest jak na lekarstwo.
Wszystko wokół daje Ci znaki, że wygrasz gdy będziesz zabijać
A to nie było tak, że jak zabijesz wszystkich w pierwszej misji, to zostajesz "upomniany", bo "terroryści to też ludzie"?
niezabijanie ... można stracić cierpliwość szukając sposobu na brak zabijania
Od początku masz możliwość uzbroić się w kuszę ze strzałkami, masz paralizator a poza tym gra jest zaprojektowana tak, że jedynie brak spostrzegawczości może utrudniać znalezienie alternatywnej ścieżki pod ten styl.
Jagiellonia zagrała tak jak powinna, bez większego zaskoczenia. Mimo wszystko wynik statystycznie i z przebiegu wcale tak pewny nie był. Dali radę, ale muszą się dalej poprawiać.
Lech (oglądałem) w zasadzie grał jak chciał. Poza samym początkiem i drugą połową drugiej połowy przeciwnik nie istniał a gra na prawdę mogła się podobać, akcje się super kleiły, był luz i pewność siebie. Fajnie jakby utrzymali podobny styl na dłużej.
Górnik w zasadzie zgodnie z moimi oczekiwaniami, postawił się, powalczył i pokazał że jest bardzo zdeterminowany, ale ma sporo braków, dalej trzymam kciuki.
Raków, no cóż, liczyłem na więcej szczególnie grając od 55' w przewadze. Powinni byli to wygrać.
Sprzątacz w zakładzie przetwórstwa mięsnego porzuca pracę przez wprowadzenie nowego smaku chrupków.
Wojsko walczy z tubylcami o złoża, bo niepełnosprawny żołnierz wolał spółkować z dzikuską zamiast wykonywać rozkazy.
- Moje (ta lista)
- przeniesione (w sensie cała reszta)
- wywodzące się (czyli odsłony serii znanych z przeglądarek, ale nie będące już grami przeglądarkowymi)
to by wyglądało to lepiej a jakbyś jeszcze poświęcił troszkę czasu na sprawdzenie takich gierek i ładnie to rozłożył, to dodatkowo było by to ciekawsze i pomocne.
Dorzucę kilka tytułów, które mógłbyś sprawdzić (jak chcesz):
Bloons TD, GemCraft, (Super) Meat Boy, N+/++, The Fancy Pants Adventures, Clicker Heroes, Epic War, Kingdom Rush, Henry Stickmin
Temat ogólny, ale trzymając się jednak growego poletka:
Na mnie, pozytywne wrażenie wywarło ostatnio podejście do wprowadzenia w świat gry (The Life and Suffernig of Sir Brante).
Większość gier, nad czym często ubolewam, nie daje możliwości poznać zasad panujących w środowisku, do którego jesteśmy wrzucani jako już dojrzałe osoby, a tu, obejmując postać od momentu narodzin, mimo że Twórcy również nic nie przedstawiają wcześniej, to wychodzi to naturalnie jako proces równoległy z dorastaniem.

The Life and Suffering of Sir Brante, to w zasadzie gra paragrafowa. Oczywiście gra udaje coś więcej dodając jakieś wskaźniki opisujące postać, ale w gruncie rzeczy służą one wyłącznie zawężaniu możliwości wyborów każdego podejścia. Rozgrywka opiera się wyłącznie na czytaniu i wyborze z gotowych aktywnych opcji. Niby wybory mają mieć znaczenie, ale historia bazuje jednak na stałych momentach.
Wybitnie wyszło tu natomiast poznawanie świata, którego uczymy się wraz z dorastaniem Naszej postaci. Szkoda, że "życie Pana Brante" jest zawsze zakończone konkretnym wydarzeniem (lub wcześniejszą śmiercią) a nie naturalnym końcem spowodowanym starością.
Ten fantastyczny świat potrafi wciągnąć. Mimo wielu oczywistych nawiązań, odbiera się go jako coś świeżego. Bogowie i różne interpretacje świętych ksiąg, starożytne rasy, podział klasowy, różne ugrupowania i relacje w rodzinie. Tak wiele elementów może wpływać na relacje czy inne opisujące Nas wskaźniki, ale zawodzi tu logika i brakuje dobitnie odczuwalnego efektu domina. Temat Naszej pomniejszej śmierci (świat zakłada 3 pomniejsze i jedną prawdziwą śmierć) jest całkowicie pominięty na każdym z etapów i poza reakcją w Naszych współczynnikach, nigdy nic w historii nie zmienia. Także czyny, których dokonujemy w gruncie rzeczy nie mają znaczenia, bo na koniec i tak sami sobie wybieramy czy zostaniemy "potępieni" czy "zbawieni" - ma to sens (:
Narzucona podczas urodzenia Dola, wynikająca ze statusu rodziców, to również dobry zabieg. Szkoda tylko, że mimo jasnego określenia Naszego stanu, nigdy nie będzie Nam dane być kimś jednoznacznie oddanym swojej Doli - historia wymusza na Nas zdarzenia łamiące te zasady nie dając możliwość dokonania wyboru. W ogóle z wyborami jest taki problem, że często brakuje opcji oczywistych, czasem po prostu bycia biernym a i sytuacje, w których musimy wybrać jedyną z niewyszarzonych stają się wręcz niepotrzebne. Ale to właśnie, świetnie pokazuje lukę w zamyśle Twórców, który oparty jest o trzy główne ścieżki osiągane wyłącznie konkretnymi decyzjami, czyli zamiast bawić się, powinniśmy wybierać nie treść a efekt (jest tryb gry ukrywający wynik wyboru). To niestety niweluje swobodę działania, co widzimy dopiero z czasem, gdy brakuje Nam konkretnych "zasobów" brakuje Nam opcji do wyboru, więc kończymy idąc niemal jak po sznurku.
Niezależnie od podejścia, żaden członek rodziny (jakimś cudem mamy w rodzinie cały przekrój społeczeństwa) nie może się zmienić (żadna inna postać w zasadzie też), więc te z góry zakładane trudne momenty, niezależnie od Naszych decyzji na przestrzeni całej rozgrywki, po prostu wydarzają się. O ile w pierwszym przejściu takie relacje były po prostu mało zrozumiałe o tyle w kolejnych, oglądanie identycznych scen i problemów, mimo wydawałoby się wybrania zupełnie innej drogi życia, po prostu rozczarowuje.
Prawda jest taka, że to nie jest gra wyjątkowa. Owszem, czyta się to dobrze, tło i ogólna narracja potrafi bawić, wciągnąć a nawet poruszyć (za pierwszym razem!). Gra jest stylowo ładna, choć część grafik nadmiernie powtarza się a część zwyczajnie nie pasuje do opisów. Mimo to, jest to pojedyncza historia z kilkoma odnogami zauważalnymi dopiero od połowy gry i mającej realne rozróżnienie dopiero na sam jej koniec, choć też nie do końca. Oprawa audio, mimo braku lektora, jest znośna. Tło jest przyjemne a zastosowanie "wrzutek" dźwiękowych to dobry pomysł, ale gdy muzyka zbyt długo się nie zmienia a efekty powtarzają się zbyt często, i na dodatek czasem w mało dopasowanym momencie, to myślę, że całościowo, nawet z tym czym dysponowali Twórcy, można to było spiąć dużo lepiej. Trzeba też dodać, że gra posiada błędy. Jakieś drobne literówki czy dosłownie kilka dziwnych układów tekstu albo niezrozumiałe podziały stron po jednym zdaniu na całej karcie oraz problem z obracaniem stron a tym samym blokowanie dalszej rozgrywki (występuje przy szybszym stronicowaniu, głównie w sekcjach podsumowujących etapy życia). Pierwsza rozgrywka może trwać nawet kilkanaście godzin!
Czy da się stworzyć gierkę w Unity nie znając się na programowaniu i wykorzystując do tego jedynie pomoc AI? Oczywiście, ale czy to będzie dokładnie taka gra jaką Ty chciałeś? Nie wiem, chyba nie. To dużo elementów, które sumarycznie decydują o ostatecznym efekcie. Jak wygląda AI-owe dostosowywanie rozgrywki, szybkości animacji, momentów wyzwalania efektów dźwiękowych, dopieszczanie rozmieszczenia obiektów, zarządzanie zasobami? Proces polerowania musi wynikać z odczuć testera/Gracza (człowieka).
Nie wiem, jak wsparcie AI rozumiem, tak tworzenie wszystkiego bez realnej kontroli, to dla mnie nieporozumienie.
Nie raz się już spotkałem z sytuacją, że osoba bez znajomości programowania próbował coś "napisać" i nigdy taka osoba nie doprowadziła projektu sama do końca. Robiła tak jak proponujesz, prosiła o napisanie kodu, który zrobi to i tamto a potem linijka po linijce czemu itd. I okej, coś tam działało, ale nie tak jak powinno. Summa summarum nie potrafiła dokończyć projektu, czytaj spełnić jednocześnie wszystkich pierwotnych założeń. Moim zdaniem, to jest właśnie efekt braku tych podstaw (programowanie), wiedzy "jak to działa?" a co za tym idzie nieumiejętność sformułowania zapytania, żeby osiągnąć pożądany efekt, ewentualnie dostać rozwiązanie, które łatwo można dopasować.
Jeżeli nie znasz się zupełnie na programowaniu, to brakuje Ci podstaw do tworzenia gier (w ogólnym znaczeniu). Nawet wykorzystując wyżej wymieniane wsparcie AI nie będziesz wiedzieć co się dziej i dlaczego.
🤔 To może inaczej. Skąd w ogóle u Ciebie pomysł na tworzenie gier?
Przedstawiciel władzy zostaje wrobiony w morderstwo i skazany. Umyka karze gdy transport skazańców zostaje ostrzelany. Wracając stawia czoło swojemu bratu i odrzuca zasłużony awans.
Dobra Twoja, ja nie mam pojęcia, ostatnio jakoś mało podwodnych światów zwiedzam choć kilka czeka na liście.
Większość z tego co napisali powyżej 😅
Ale też np. jak jest możliwość, to nie zabijam (patrz np. Technomancer, Kingdome Come Deliverence, Deus Ex).
Na pewno nie chciałbym "zostać" kimkolwiek innym, ale nurtuje mnie jedna myśl. Co masz na myśli "być dowolna inną osobą"? Jak to sobie wyobrażasz? Czy chodzi wyłącznie o "przejęcie" ciała, ale pozostanie sobą? Czy może "przejęcie" ciała, pozostanie sobą, ale również dostęp do wszystkiego co definiuje taką osobę (wiedza, doświadczenia itp.)? A może... dobra nie będę utrudniał.

Zasugerowałem przełożonemu korzystanie z przydomka, bo nazwisko się źle kojarzy 🤕
Warto było XD
Dark Sector
Ok, przepraszam.
Nie chciałem wywołać u nikogo - ze szczególnym uwzględnieniem tych, którzy zdecydowali się na skorzystanie z nowej funkcjonalności - złych emocji. Cała ta sytuacja z mojej perspektywy wprowadza niepotrzebne zamieszanie, bo tak jak wspominałem kilkukrotnie, dla mnie, w dużym uproszczeniu, nowy nick to zerówkowicz (owszem są awatary, ale te są dla mnie trzeciorzędnym identyfikatorem). Ewidentnie za bardzo ograniczyłem swoją percepcję na tę sytuację i nie wchodząc w nikomu niepotrzebną polemikę, zbyt śmiało określiłem grupę tych użytkowników mianem zmiennick. Moje zdolności do wyłapywania negatywnych konotacji są upośledzone - wybaczcie mi.
🤗
Skoro zostałem wywołany, to poprzyczepiam się 😎
EG_cośtam
Tak trudno było skopiować z profilu całość EG2009_120754240 ?
Nazwa zmiennick wypożyczona od
Raczej zgapiona, ale nie mam pretensji.
😉
Tak, to Dark Sector. Właśnie miałem pisać jakąś podpowiedź.
Przynajmniej udało mi się na tyle niejednoznacznie opisać, że nie było to oczywiste 😁
Blisko, bo prawie pasuje i byłem prawie pewny, że taka odpowiedź padnie, ale to nie to.
Amerykański wirus pustoszy całe miasto w katastrofie biologicznej. Wysłany tam czyściciel sam zostaje zainfekowany mutując i zyskując nowe zdolności. Będąc na ostrzu noża, rzuca się w wir wydarzeń.
Nic mi do tego kto jak się chce podpisać, najważniejsze, że Tobie się podoba :)
jedni lubią ogórki, drudzy sołtysa córki a ja i to i to 😉😉
To zależy gdzie bym się obudził. I zakładam, że jestem w ciele adekwatnie młodszym, tak?
To pewnie wstaję i irytuję rodziców swoją aktywnością.
Muzyk, w zemście po stracie ukochanej, powala kartel swoim wybuchowym koncertem i znajduje nową ukochaną.
Trudno było reagować na wszystko od tak i żeby sobie nie zrobić krzywdy, to w zasadzie trzeba było pierw dobrze poznać plansze.
Thief II: The Metal Age
Przypadkowy taksówkarz przysługuje się rodzinie mafijnej a gdy mu się to nudzi, to sprzedaje ją jako świadek koronny.
Przecież Janczes odpowiedział na Pathfinder: WotR ciekawie, zabawnie i całkiem celnie skoro nie było dalszego odzewu. Tak na marginesie, ja również akurat w WotR nie grałem. 🤠
No to już chyba kwestia czysto akademicka, kogo uznawać za legendę, jakie kryteria ustalić i czy ingerować przez to w już wskazanych jako legendy.
Bo czemu czepiać się Sergi Roberto gdy obok niego jest taki Juliano Belletti, który jest tam chyba wyłącznie przez strzelenie gola w finale LM2006?
jakie crossovery lubicie, czy na jakieś czekacie albo pojedynek kogo z kim, chcielibyście zobaczyć?
Raczej nie skupiam się na tego typu "zabawach", wolę tworzyć własne historie w danym uniwersum lub jeszcze bardziej po prostu własne historie oparte o swoje postacie, lub postacie współgraczy.
Ale do Twojego zestawienia pasowałoby kilka komiksów, które gdzieś tam się przez moje ręce przewinęły:
No niestety, przed startem sezonu zostały tylko dwa sparingi z pełną kadrą, więc raczej będziemy musieli poczekać na pierwsze mecze ligowe, żeby zobaczyć co i jak to Mou wymyśli.
Tak jak nie jestem zwolennikiem wielkich zmian, tak na ten sezon wyjątkowo czekam z nadzieją i niecierpliwością. Tak naprawdę, jedyna obawa, to kwestie osobowościowe, czy Mou da radę stworzyć drużynę, czy jednak indywidualizm weźmie górę?
No właśnie dlatego nie osiągniemy konsensusu, bo to czy AI zmieni społeczeństwo (myślę o stałych zmianach) zależy tylko od Nas i póki ludzie żyją świadomie własnym życiem, to zawsze tak będzie. Nie widzę sytuacji żeby w kolejnych, wskazanych w temacie, 20-30 latach musieć być częścią tego. Jak człowiek chce, to zawsze znajdzie alternatywę. Tak samo do tej pory żyją ludzie, którzy zupełnie nie korzystają ze smartfonów czy komputera (nie tylko starzy).
Owszem, AI jest obecne i jest to zmiana, to nie ulega wątpliwości, ale nie dotyczy ona wszystkich i mimo wielkich nakładów, nie jest (przynajmniej jeszcze) na tyle istotna z punktu widzenia świata. Możliwości potencjalnie są ogromne. I dobre i złe rzeczy mogą nadejść wraz z jej rozwojem a raczej jej rozwinięciem. Ale epokowego przełomu nie widzę. Może nastąpić lada moment, ale jeszcze go nie ma.
No i znowu wracamy do kwestii perspektywy, bo przy moich "pracach", nadal AI nie ma żadnego sensownego wykorzystania choć regularnie daje "jej" szansę 🤷
No cóż, czas pokaże ✌️
Teraz lepiej rozumiem, co miałeś na myśli, mimo to, pozwól, że wyrwę sobie zdanie z kontekstu:
To będzie wielka zmiana - będzie!
My nadal czekamy na ten przełom, który faktycznie zapoczątkuje nową erę, ale jeszcze go nie ma (i wątpię, by był on bezpośrednim następstwem ostatnich lat działań w tym zakresie). Tylko dlatego nie mogę się zgodzić, że ta Twoją opinia jest zgodna z tematem.
Nie zgadzam się. Szacunek do drugiego człowieka powinien być podstawą w naszym codziennym życiu a nie jakąś nagrodą dla ludzi z którymi są zgadzamy, których polubimy - którzy na niego zasłużyli. Dopiero startując z pozycji szacunku do drugiego człowieka można zjeżdżać do absolutnej jego utraty.
Dla mnie, to raczej: "Na utratę szacunku możesz sobie zasłużyć"
Może jakbyś dookeślił kogo wrzucasz do tego worka, jak rozumiesz "czasy/epokę", to bardziej przychylnie patrzyłbym na to stwierdzenie, ale tak podane jest po prostu pustosłowiem, czymś co brzmi intrygująco i nic więcej.
Bo widzisz, można spojrzeć na temat tak, że każdy z Nas ma swoje czasy (rozumiane ściśle jednostkowo, od momentu narodzin i osiągnięcia stanu świadomości do momentu śmierci, ewentualnie do utraty stanu świadomości). Ja mam swoje i Ty masz swoje nawet wtedy, gdybyśmy urodzili się w tym samym miejscu i tym samym czasie. Każdy z Nas zbiera indywidualnie doświadczenia, otaczają Nas różne sytuacje (bo każdy z Nas ma swoją perspektywę tych samych zdarzeń) i kształtują inne wpływy, które dochodzą do Nas w różnym czasie i różną intensywnością (dostęp do Internetu jest tu świetnym przykładem). Świat każdego z Nas jest różny - zawsze (nawet mając wspólnych rodziców)! Jednocześnie jako istoty tworzące społeczności potrafimy kreować wspólną rzeczywistość, czy to w mniejszy czy większy sposób narzucamy pewne normy i zachowania, tworzymy wspólnie rzeczy, które w danym momencie historii świata można jasno wskazać. Ale nadal, Twój 1995r. będzie zupełnie innym punktem czasu niż mój (nie wspominając już o kimś z Ameryki czy Afryki), a tym samym Twoja pula tych punktów czasu utworzy sumarycznie inny obraz życia (inny "Twój czas") niż u każdego innego człowieka, który świadomie żyje własnym życiem.
Podsumowując, pojęcie "nasze czasy" nie ma żadnego sensu bez doprecyzowania. Im więcej osób włączysz pod pojęcie "nasze", tym bardziej ogólny obraz dostaniesz - to jak iloczyn zbiorów, tylko wspólne elementy.
No na pewno Mou nie będzie mógł zwalić winy ani na zarząd, bo wygląda na to, że ten wspiera go jak już dawno żadnego trenera, ani na głębię składu, bo tu jest wyjątkowo bogato nawet jak jednym czy dwoma zawodnikami można byłoby to jeszcze wzmocnić. Faktycznie wygląda na to, że wszystko w rękach trenera, jego planie i zarządzaniu zawodnikami. Czy Mou się już dawno skończył, to się okaże właśnie teraz, jeżeli mając takie warunki zawiedzie to przyznam Ci rację.
prawie udany wieczór dla polskiej piłki
Ja bym tego tak nie ujął.
Na 5 ekip mamy 2 zwycięstwa, remis i 2 porażki. Żadna z drużyn nie pokazała, że ma wystarczający poziom a po tym jak Lech dał się ograć w poprzedniej rundzie, to trudno być optymistą, ale zobaczymy.

STAR WARS: Bounty Hunter to świetna historia i mnóstwo smaczków ale opakowane w fatalną formę. Pierwsze wrażenie - nie wszystko działa. Z czasem co prawda umyka, ale niewygoda sterowania utrzymuje to wrażenie obcowania z niskiej jakości wyrobem do samego końca. Gra poza niewygodą sterowania, rozczarowuje rozgrywką. Toż to zwykła naparzanka gdzie Jango nieustannie trzyma palce na spustach i unika nadlatujących wiązek energii. Ta monotonia starć w połączeniu z ogólną brzydotą (miejscami nieczytelnością) oraz kiepski balans (etapy gdzie falami atakują Nas "klony") i jeszcze okazjonalnymi miejscami ze sztywną, nienaturalnie stałą kamerą nie mogą się podobać nikomu. Nawet aktywacja drzwi może zirytować, bo te otwierają się i zamykają automatycznie ale tylko w momencie podejścia (odchodząc, czy kręcąc się pod drzwiami czujnika ruchu nie aktywujemy XD). Rozczarowujące są również segmenty gdzie mimo zachowania ciągłości akcji stan specjalnej amunicji jest resetowany do domyślnego. Rzucanie grantami to jakaś abstrakcja, zachowanie przeciwników potrafi zażenować a i gierka potrafi wywalić do pulpitu, co przy braku normalnych zapisów oznacza powtarzanie całego etapu (nie od punktu kontrolnego). Ale tak jak mówiłem, fabularnie jest git. Czy to przerywniki, czy sama treść, to jest dokładnie to czego fan by oczekiwał. Do tego dostęp do komiksu. W sumie zawarte "Łowienie Nagród" też jest, linka czy wizjer też dodają, ale no całościowo leży. Poprawić sterowanie, popracować nad czytelnością i urozmaicić rozgrywkę i niech moc będzie z nami!
A niech się okaże, nie byłby pierwszy. Takich talentów w futbolu jest mnóstwo a czy dostanie odpowiednio dużo miejsca do rozwoju i gry i czy nie odleci, to tylko czas pokaże.
Ale na papierze wcale tego tłoku nie widać, wszystko zależy jak wyglądać będzie plan gry, jak to Mou ustawi i gdzie widzi tych, co nie mają jednej pozycji.
Przykładowe 4-4-2
Courtois/Lunin
Trent/Dumfries - Militao/Rudiger/Konate - Asencio/Huijsen - Carreras/Mendy/Cucurella
Bernardo/Brahim/Rodrygo - Camavinga/Tchouameni - Valverde/Arda - Bellingham/Diomande
Mbappe/Endrick - Vinicius/Espi
Przykładowe 4-2-3-1
Courtois/Lunin
Trent/Dumfries - Militao/Rudiger/Konate - Asencio/Huijsen - Carreras/Mendy/Cucurella
Camavinga/Tchouameni - Valverde/Arda
Bernardo/Rodrygo/Endrick - Bellingham/Brahim - Vinicius/Diomande
Mbappe/Espi
Połączenie klasycznego RTS-a Age of Empires (1997) z kultowym, polskim FPS-em Cytadela (1995) stworzy hybrydę gatunkową. Niech projekt się nazywa Age of Citadel: Into the Bunkers. Gra łączy strategię, w której element zdobywania terytorium odbywać się będzie na zasadach klaustrofobicznej walki pierwszoosobowej w labiryntach kompleksu. Całość w gatunku science-fiction.
Zarys Świata
Startujemy jako jedni z rozbitków planujących przejęcie kontroli nad "kosmiczną technologią" w gigantycznym, futurystycznym kompleksie – tytułowej Cytadeli. Twoim celem jest zbudowanie samowystarczalnego ośrodka badawczego, przejmowanie i adaptowanie infrastruktury Cytadeli a tym samym obcej technologii i ostatecznie wygranie wyścigu o kontrolę nad głównym bunkrem Cytadeli.
Jak wyglądałaby rozgrywka?
+ Zarządzanie bazą w rzucie izometrycznym: Tradycyjny widok RTS służy do rozbudowy kolonii, której centralną częścią jest rozbity prom. Zamiast drewna i kamienia, zbieramy złom z rozbitych wokoło statków, rafinujemy paliwo z toksycznej mazi pojawiającej się wokoło Cytadeli oraz przetwarzamy zmutowane faunę i florę na racje żywnościowe. Zamiast koszar budujemy fabryki klonów.
+ Przejmowanie bunkrów – Tryb FPP: W dowolnym momencie rozgrywki możesz kliknąć na dowolnego klona (oddział szturmowy) i wysłać go do sąsiadującej infrastruktury Cytadeli. Tym samym natychmiast przejąć nad nim bezpośrednią kontrolę. Przełączamy się wtedy w tryb FPP w stylu klasycznej Cytadeli, labiryntowymi korytarzami i widoczną lufą trzymanej broni. Oczyszczając obszar zdobywamy miejsce, na którym możemy dokonywać zmian i z którego możemy pobierać kolejne technologie czy zasoby.
+ Walka o główny bunkier: Każda "mapa", poza siłami Cytadeli, może zawierać różną ilość sił kontrrozbitków działających na tych samych zasadach i jednocześnie walczących o ten sam cel. Bezpośrednie starcia odbywają się zarówno na powierzchni (RTS), jak i w trybie FPP gdy chcemy przejąć kontrolę nad kolejnymi bunkrami.
+ Dodatkowo: Przewidziany tryb multiplayer zakłada co najmniej dwóch graczy dla jednej frakcji (bazuje na podziale obowiązków wynikających z trybów RTS / FPP) oraz dodatkowe pary dla kolejnych frakcji biorących udział w danym scenariuszu oraz Odpowiednikiem kapłanów z Age of Empires są Hakerzy. Wyklikując "Wololo", przeprogramowują wrogie jednostki, natychmiast wcielając ich do Twojej armii.
Bardziej niż odpowiedź kto i dlaczego, zaciekawił mnie Twój dobór słów. Jak wyobrażasz sobie takie wskrzeszenie? Jak by to miało wyglądać?
Stan fizyczny i psychiczny po samym "wstaniu z martwych" a dodatkowo stan wywołany po "obudzeniu się w zupełnie innym świecie" ...
No krótko mówiąc, jest mnóstwo rzeczy, które wpływałyby głównie negatywnie przy takim procederze. Jak Ty to widzisz? Co miałeś na myśli? Czemu wskrzeszenie a nie po prostu "przywołanie" kogoś z przeszłości w jego kwiecie wieku?

do Łotrzycy z Diablo, tak. Po prostu opisałem ten --> fragment
obozowiska łotrzyc z Diablo II, żeby nie wrzucać tradycyjnie Lary.
Krótko, żadna z tych opcji.
Nie skasowałeś w swoim pytaniu obecnie posiadanego sprzętu, więc podstawowe pytanie, po co mi konsola (rozumiane jako dodatkowe urządzenie stacjonarne) jak mam PC?
Jedyna możliwość żebym mógł się czymś takim zainteresować, to wersja z nośnikami fizycznymi, ale bardzie rozumianymi jak jakaś forma kartridża niż "CD" i wyspecjalizowanym kontrolerem (lub zestawem kontrolerów) i tylko przy założeniu ekskluzywności interesujących mnie gier wydawanych na taką platformę.
Może Tobie, bracie, jedno zdanie wystarczy żeby się wyrazić i zaznaczyć swoją obecność. Dla mnie, 5k znaków w komentarzu to za mało, żebym napisał tu swoją wersję artykułu, zgodną z tytułem 😈🤪
A tak w 100% na poważnie. Skąd w ogóle założenie, że uznałem artykuł za zły? Technicznie rzecz biorąc, jest całkiem spoko. Trochę może zbyt typowy, ale nie ma tu nic, żebym miał się przyczepiać do jego jakości. Jedyne do czego się tu przyczepiłem, to mylący tytuł - co jasno wskazałem Po tytule raczej spodziewałem się...
I nawet jak zdaję sobie sprawę z tego, czemu taki tytuł został dopuszczony, to trudno mi obojętnie obok tego przejść, gdy realnie mniej oczywistych FPS-ów lat 90-tych sam znam dużo więcej.
Alien z kolei, to trochę przypadek podanego Terminatora, jak kogoś wciągnął ten fikcyjny świat, to myślę, że i o ten tytuł zahaczył.
🤔 W takim razie wypadałoby jakoś zdefiniować "jakość", bo tak to jednocześnie łapać się może wszystko i nic, w zależności od odbiorcy.
Ode mnie np. Sanitarium albo klasyczny Thief, do zdobycia za kilka PLN.
Z mniej oczywistych i raczej dla wąskiego grona graczy Hacknet, również do zdobycia za kilka PLN.
Darmówek, które są mega satysfakcjonujące nawet nie będę wymieniał :P
TO ma być lista mniej oczywistych FPS-ów lat 90-tych?
Po tytule raczej spodziewałem się takich pozycji jak CyberMage, Cytadela czy CyClones.

Anachronox (10+ godz.) - Chyba znowu mi coś nie wyszło, dostałem w mordę i zostałem wyrzucony przez okno swojego biura. Musiałem szybko znaleźć jakąś robotę i się odkuć. Na szczęście mam kilka życzliwych istot wokół mnie. Jedyne co musiałem zrobić, to przekonać jakiegoś starca, że jestem najlepszy - nic trudnego. Razem zjechaliśmy do podziemi i znaleźliśmy to czego szukał Grumpos. Kiedy już myślałem, że stanę na nogi, dostałem kolejny cios od losu. Detta, znowu. Nie było wyjścia, mieli przewagę liczebną, tym razem wolałem nie dostawać kolejnych bęcków, limo ledwo co zeszło. Jednak nie mogliśmy tego tak zostawić. Zdobyłem baterię do swojego osobistego androida i razem wyruszyliśmy w poszukiwaniu doktor Bowman. Po drodze uzyskałem nie małą fortunkę handlując na stacji przesiadkowej $_$ Na planecie naukowców długo nie zostałem, bo atmosfera była zbyt wybuchowa. Po kilkunastu dniach dryfowania w przestrzeni kosmicznej przechwyciła Nas Democratus. Żeby stąd odlecieć, musiałem wziąć udział w referendum. Jak się okazało nie tylko, bo planecie zagrażał kosmiczny ul. Po skutecznej dezynsekcji wróciliśmy z ekipą do dobrze znanej Nam stacji przesiadkowej.
STAR WARS Bounty Hunter (12+ godz.) - zakończone 5 rozdziały (15 poziomów), 16-ty (ostatni) musiałem niestety zakończyć tuż przed Mantrosem.
Generalnie historia Jango Fetta byłaby super. Niestety praktycznie w każdym elemencie można dostrzec mnóstwo mankamentów. Do tego plansze takie jak poziom w tubach czy poziom z hordami na Tattoine, czyli końcówka 4 -ego rozdziału początek 5-ego, to już równia pochyła, niby Twórcy chcieli zintensyfikować akcje, ale ta bezjajeczna rozgrywka i kiepska kontrola tylko dobijają.
Ukończone:
8AM (2 godz.) - gierka dosłownie na 10 minut. Zainteresowałem się nią ze względu na dobry czas spędzony przy Paragnosia. Tu niestety mamy totalne rozczarowanie. To gra w znajdywanie różnic, której zasady są banalnie proste. Mamy 16 statycznych obrazów i 8 rund (w zasadzie 7 bo pierwsza runda jest zawsze czysta). W każdej rundzie przeglądamy te 16 obrazów (z kamer monitoringu) i decydujemy czy różnią się od startowego (zawsze takiego samego) czy nie. I tyle. Jak na którymś etapie wtopimy, to zaczynamy odliczanie od 0. Bida, ani jakiegoś rysu, ani rozwoju rozgrywki. Odradzam.
Requiem: Avenging Angel (7+ godz.) - Broń zdobyta prosto z ośrodka badawczego. Niestety nie jest kompletna. Wróciłem więc tylko po to, by oddać hornor poległej towarzyszce. Eeee tam poległej, w końcu jestem aniołem - Powstań Judith! Czas na bardziej dosadne argumenty, czas na C4. No tak, to nie mogło się inaczej skończyć. Lilith ma mnie już na tyle dość, że postanowiła załatwić to sama. Cóż, próbować można :) Prosto z jej domeny wróciłem do miejsca, na które zstąpiłem rozpoczynając tę misję. Naturalnie przez kanały dotarłem do strefy przemysłowej i odnalazłem elektrownię. Przedarłem się do reaktora, który ładnie okleiłem ładunkiem zdalnie detonowanym. Czas był wracać do bazy. Niestety rebelianci zostali odkryci a baza ledwo trzymała się kupy. Przemówiłem jednak liderowi do rozumu i razem ruszyliśmy w ostatnią podróż. Jak się okazało, to miała być tylko moja ostania podróż, ach ten Lucyfer, taki przebiegły. No cóż, nie pozostało mi nic innego jak załapać się na kosmiczną taksówkę i rozwalić tę przeklętą, przez Lucka, stację orbitalną. No nieźle tu się urządzili, ale cel już miałem jasny, a moc tylko rosła. Moja gotowość na starcie ostateczne nie była przesadna. Walczyliśmy jednak długo, skubaniec robił co mógł, ale byłem wytrwały i metodycznie osłabiałem go zadając wyważone razy. W końcu niebo przejaśniało a ja wraz z bratem mogliśmy rozluźnić skrzydła. Nie zadzieraj z Malachiaszem!
https://www.gry-online.pl/gry/requiem-avenging-angel/komentarze/z9c2d#post0-16953981
Wiecie, że Roque Santa Cruz nadal gra zawodowo w piłkę?
O! Czasem przelatuję "po wszystkich ligach świata" i zdarza mi się sprawdzać kogoś o znanym nazwisku, ale o Roque nigdy nie zahaczyłem. Jak na to wpadłeś?
transfer do Arsenalu byłby lekkim zjazdem marketingowym dla niego
Początkowo tak, ale potencjalnie, w przypadku regularnych zwycięstw w najlepszej lidze świata mógłby na tym ostatecznie zyskać.
boję się, że skończy się zawodnikiem ze złamanym mentalem
No opcje, z grubsza, są w zasadzie dwie, albo poleci głowa (jeszcze bardziej ;P) albo wręcz przeciwnie, zagryzie zęby i stanie się lepszą wersją siebie. Jakby miał jednak odejść, to życzę Kanonierom tej drugiej opcji.
Sprawa "stoi" już rok, bo był mundial. Wygasający kontrakt i potencjalny sukces na wielkiej imprezie mogły dać Viniemu świetną pozycję negocjacyjną, a że wyszło jak wyszło, to Real nie może już sobie pozwolić na nie branie opcji sprzedaży na poważnie. Samo zainteresowanie Arsenalu jest zarówno dobrą kartą dla Viniciusa jak i spoko opcją dla Realu. Jak dla mnie wszystko w rękach Viniciusa, albo zejdzie z oczekiwań albo odejdzie. Real nic już nie musi.
"Woda jako płyn pitny, [...] znajdują się pod ochroną i opieką Ustawy o Czymśtam Napojów".
Według ciebie, mając taki hipotetyczny artykuł w jakimś dokumencie państwowym, wody w stawie... nie można już dłużej nazywać wodą.
Z Twojego przykładu (i w brzmieniu artykułu) nie chodzi o to co jak się nazywa, tylko o słusznie wymienioną przez Ciebie "Czynność" (ochronę i opiekę).
Więc woda jako płyn pitny JEST pod ochroną, ale woda w stawie już NIE JEST! To że oba przedmioty można nazwać "wodą" nie zrównuje ich w prawie.
Niezły zbiór, szkoda tylko, że wygląda na nieużywany 😞 Niemniej mam pytanie, bo patrząc na te zdjęcia oczopląsu dostaję 😉
Masz coś w oryginale, czy wszystko jest po polsku?
The Entente World War I Battlefields
Zobacz sobie: https://store.steampowered.com/app/285480/The_Entente_Gold/?l=polish
Dokładnie tak, tylko trzeba pamiętać, że te zasady mają obowiązywać wszystkich i dzieci i dorosłych!