
Paragnosia to bardzo ciekawe spojrzenie na temat horroru. Z jednej strony nie ma tu nic odkrywczego, z drugiej, wszystko tu gra i od początku do końca (który powinno się osiągnąć w jakąś godzinę) jest to ciekawe doświadczenie.
Pomysł na egzorcyzmowanie opętanego domu za pomocą fotek nie jest wybitnie lotny. Do tego zamknięta pętla każdego sprawdzania domu i bardzo ograniczone możliwości poruszania się powinny sprawić, że gra szybko się opatrzy a co za tym idzie, znudzi. I muszę przyznać, że jest zupełnie odwrotnie. Każde kolejne podejście było tak długo ciekawe aż dotrwałem do ostatniej godziny w tym przeklętym miejscu. Co więcej, nawet po osiągnięciu upragnionego finału dalej miałem ochotę sprawdzić, co jeszcze gra przede mną skrywa. Sam sobie nie wierzyłem, że tak prosty pomysł może tak zadziałać.
Od strony graficznej jest przeciętnie a czasem nawet brzydko (choć bez przesady). Od strony audio jest lepiej, choć głównie z powodu niezłego balansu pomiędzy dźwiękiem suwnicy, delikatnym tłem a efektami wprowadzanymi w określonych momentach. To pozwala Twórcom osiągnąć właściwe doładowanie do efektów wizualnych a tym samym poruszyć odbiorcami. Może nie ma tu atmosfery strachu gdzie byle co stawia Nas do pionu, ale te kilka momentów (szczególnie przy pierwszym zetknięciu) po prostu działa.
Całość opiera się o 8 pomieszczeń, w których, nie licząc "naszego" centrum dowodzenia, może dochodzić do przeróżnych, przedziwnych, zdecydowanie kojarzących się z paranormalnymi, zdarzeń. Obecność, której będziemy poszukiwać, możemy znaleźć w: poprzewracanych meblach, pojawiających się w nietypowych miejscach wizerunkach czy nawet sylwetkach, dziwnym ułożeniem rzeczy codziennego użytku, łypiących na Nas gałach ale też np. wystających nie wiadomo skąd kończynach, zaburzeniami we wzorach czy dziwnym piśmie. Mimo że każde takie zdarzenie ma swoje konkretne miejsce, to gra bardzo dobrze gospodaruje tymi zdarzeniami. W zasadzie pierwsza powtórka pojawiła się dopiero po jakichś 80 odnalezionych (i 30 pominiętych).
Siedzimy bezpieczni w zapieczętowanym na 6 "kłódek" pomieszczeniu. Jest 8 rund, każda symbolizowana jako godzina czasu. Każdy (godzinny) przejazd przez mieszkanie ma niejawną ilość zaburzeń. Jeżeli sfotografujemy wszystkie (uwaga, nie można strzelać do wszystkiego, bo bateria jest ograniczona!), to zachowujemy zamki nietknięte, ale jeżeli coś pominiemy, to tracimy tyle pieczęci ile anomalii nie wskazaliśmy. Utrata wszystkich kończy grę (automatycznie wznawia grę pomijając wstęp). Natomiast dotrwanie do 8-ej godziny, stawia Nas przed ostateczną próbą i właściwym wygnaniem Złego - to etap stworzony w formie "wybierz niepasujący/wyróżniający się przedmiot" (tu też mamy możliwość pomyłki, ale szans mamy tyle ile zachowaliśmy, w ciągu rozgrywki, kłódek).
Tak na prawdę jest to szukanie a w zasadzie wskazywanie różnic czy odstępstw i niewiele poza tym. Są oczywiście momenty dynamiczne, które dodatkowo sprawiły, że ten Tytuł tak bardzo mi się spodobał, ale w gruncie rzeczy niewiele się różni to od wskazanej w tytule akapitu zabawy. Różnica jest taka, że nigdy tak na prawdę nie mamy okazji obejrzeć mieszkania całkowicie pozbawionego anomalii i stąd też wynika to dodatkowe wyzwanie: jak poprawnie wskazać różnicę, nie znając wzorca? Muszę przyznać, że początkowo właśnie fakt braku obejrzenia miejsc "na czysto" ciążył, jednak szybko zrozumiałem, że byłoby to zbyt proste, więc kupiłem ten pomysł i bawiłem się bardzo dobrze. Polecam.